- Opowiadanie: CZARNA2 - 364 dni Belzebuba - Dzień 72

364 dni Belzebuba - Dzień 72

Kolejna część przygód Belzebuba, księcia piekieł zamienionego w kota. W wyniku przegranego zakładu Lucyfera. Belzebub trafił na ziemię, pod postacią kota, bez mocy, bez towarzyszy. Jedynie co może, to mówić. 

Czy Belzebub przetrwa rok na ziemi? Czy Halina wytrzyma z szalonym diabłem? I czy Balbina nie dostanie depresji...

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

364 dni Belzebuba - Dzień 72

 

 

 

– Halyna! Nie możesz tego zrobić! – krzyczał Belzebub. – Słyszysz mnie! Przecież on mnie zabije!

Halina zapięła obrożę Balbinie, widząc jak drugi z jej podopiecznych rzuca się po małym transporterze.

– Oj nie przesadzaj. Choć po ostatnim twoim numerze byłoby dla mnie chyba lepiej.

– Lepiej! Lepiej! Broniłem twoich złotych pierścionków po babci! – wrzasnął kocur.

– Skąd o tym wiesz? – zdziwiła się.

Kolekcja złota była dość spora.

– Od babci. Jak się nią Alastor zajął wszystko powiedziała. Jak to żydów ratowała, oczywiście nie za darmo. A jak ktoś nie zapłacił… no to cóż, trafiał pod nóż.

– Zamilcz – warknęła Halina. – Babcia była dobrą kobietą.

Belzebub wywrócił oczami, próbując otworzyć transporter.

Balbina zamerdała ogonem i radośnie zaszczekała.

– Ale słuchaj… zrobimy tak. Ty mnie wypuścisz i zapomnimy o Michale, a ja wydam babcię do czyśćca. Co ty na to?

– Nie.

– No weź. Obiecuję! Przysięgam na wszystko!

– Jesteś diabłem. A diabeł kłamie, zawsze i w każdym temacie.

– Ale teraz mówię prawdę! Poza tym Halyna, ja się zmieniłem! Jestem inny niż wszyscy!

– Och… naprawdę? Jakoś w to nie wierzę.

– On mnie zabije, wypatroszy. Wyrwie serce i zje. Michał to potwór!

– Nie przesadzaj – odparła Halina.

– Ja się nie poddam. Będę krzyczał całą drogę!

– Wezwę egzorcystę – powiedziała zrezygnowana.

Belzebub na moment przestał szaleć w transporterze.

– Nie ładnie z twojej strony – warknął kot. – Tak chcesz pogrywać? Michał albo egzorcysta? Ja to zapamiętam. Zobaczysz!

Balbina szczeknęła i zamerdała ogonem, ciesząc się ze spaceru.

 

 

 

******

 

Pomieszczenie było białe z kilkoma krzesłami i zdjęciami kotów oraz psów zdobiących ścianę.

Halina zamknęła oszklone drzwi gabinetu weterynaryjnego.

– Bardzo ci dziękuję, Michale, że zgodziłeś się mnie przyjąć tak późno – powiedziała kobieta, stawiając transporter na krześle i ciągnąc w stronę przystojnego lekarza Balbinę, która zaczęła się właśnie opierać.

– Nie ma sprawy – odparł mężczyzna. – Cześć Bezii, jak się dziś czujemy?

– Spadaj – prychnął kot.

Weterynarz uśmiechnął się.

– Powiem ci Halinka, że to chyba pierwszy taki przypadek w dziejach świata. Gadający kot, ze schizofrenią. Niesamowite. Aż żal, że chcesz to ukrywać – rzekł z przekonaniem, zerkając na kocura.

– To chyba jedyny sposób. Bo wiesz podaje się za diabła, szatana, antychrysta pod postacią kota. Nie brzmi to najlepiej, poza tym chyba zdajesz sobie sprawę co by z tego wynikło.

Weterynarz skinął głową i sięgnął po transporter

– No Bezii, ty pierwszy – powiedział Michał. Drzwi do gabinetu zamknęły się za nimi i przez chwilę panowała cisza.

Halina spojrzała na zestresowaną Balbinę.

– To tylko szczepienie – mruknęła uspokajająco. Zwierzę skuliło się i wpełzło pod stołek. – Nic wam nie będzie. No wyłaź.

Balbina ani drgnęła.

Zza drzwi dobiegł podniesiony głos weterynarza, przekleństwa i wrzask Belzebuba.

– Halyna gwałcą mnie! Słyszysz! Gwałcą mnie, Halyna! Nie pozwól na to!

– Temperaturę mierzę! – usłyszała odpowiedź Michała. – To gdzie ci mam wsadzić? Do gardła?

– Do ucha se wsadź, zboku!

Chwilę słuchała, pyskówek jednej i drugiej strony, aż ją głowa rozbolała.

– Bub! Bo egzorcystę zawołam! – krzyknęła wreszcie.

– Wołaj – odwrzasnął kot. – Trzeba do tego wariata. Najlepiej niech go utopi w wodzie święconej.

Przez chwilę panowała niczym nie zmącona cisza.

– O! O! Z igłą do mnie! Narkomanie jeden! Puszczaj!

Przez moment słychać było szamotaninę, a potem wrzask Belzebuba. Zaraz po tym drzwi się otworzyły i stanął w nich Michał z transporterem. Halina uniosła brew, widząc rozczochranego mężczyznę z kilkoma głębokimi rankami na dłoniach i przedramionach.

– Oddaję ci tą bestię. Kota z piekła rodem – uśmiechnął się słabo.

– Strasznie mi przykro – powiedziała Halina zasłaniając usta.

– Tobie przykro – prychnął z klatki Belzebub. – A to mnie zgwałcono termometrem.

– Nie potrzebnie. Ale może byśmy poszli gdzieś na kolację – powiedział Michał.

Balbina ciekawie zerkała spod stołka.

– Halyna, nie jada kolacji – krzyknął z transporterka, Belzebub, błyskając białymi ząbkami.

Niestety nikt na niego nie zwrócił uwagi.

– Może kiedyś… na razie nie jestem gotowa – odpowiedziała cicho.

Belzebub polizał się po nodze, zadowolony z odpowiedzi.

Mężczyzna pokiwał głową i zabrał Balbinę do szczepienia.

– Bardzo dobrze, Halyna – mruknął Belzebub. – Nie wiadomo co tobie by wsadził.

Halina wywróciła oczami.

– Mamy w piekle cały rejestr gnojków – szepnął po chwili i polizał bok. – A w nim właśnie jego. Znajdź sobie jakiegoś fajnego gościa, a nie tego zboka.

– Naprawdę Bub? A skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? Jesteś przecież diabłem.

– No weź… jesteś moją kumpelą, zupełnie jak ta ciepła parówa, Balbina.

Przez długą chwilę milczeli.

– Halyna? Dlaczego on nie jest zdziwiony, że mówię?

– Hmm. Powiedziałam, że wojsko robiło na tobie eksperymenty ale uciekłeś.

– I łyknął taką bzdurę?

– Tak. Miał jeszcze do wyboru, że jesteś księciem piekieł zaklętym w kota.

– Taa… – prychnął Belzebub. – W to, to to raczej nikt nie uwierzy.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Miło przeczytać o kolejnych przygodach sympatycznego i przezabawnego kocura. :)

Sugestie co do technikaliów (do przemyślenia):

– Oj (przecinek?) nie przesadzaj.

Jak się nią Alastor zajął (i tu?) wszystko powiedziała.

Poza tym (i tu, bo Wołacz?) Halyna, ja się zmieniłem!

Cześć(tu tak samo?) Bezii, jak się dziś czujemy?

Jak to żydów ratowała, oczywiście nie za darmo. – wielką?

Nie ładnie z twojej strony – warknął kot. – ort?

– Powiem ci Halinka, że to chyba pierwszy taki przypadek w dziejach świata. – tu też przecinek przy Wołaczu?

– No Bezii, ty pierwszy – powiedział Michał. – i tu?

– Halyna gwałcą mnie! – i tu?

– Naprawdę Bub? – i tu?

Gadający kot, ze schizofrenią. – zbędny przecinek?

Bo wiesz (przecinek?) podaje się za diabła, szatana, antychrysta pod postacią kota.

Nie brzmi to najlepiej, poza tym chyba zdajesz sobie sprawę (i tu?) co by z tego wynikło.

No (i tu?) wyłaź.

Chwilę słuchała, pyskówek jednej i drugiej strony, aż ją głowa rozbolała. – zbędny pierwszy przecinek?

– Wołaj – odwrzasnął kot. – wykrzyknik przy wrzasku?

Przez chwilę panowała niczym nie zmącona cisza. – ort.?

– Oddaję ci bestię. – gramatyczny?

– Nie potrzebnie. – ort.?

Ale może byśmy poszli gdzieś na kolację – powiedział Michał. – czy to nie pytanie?

– Halyna, nie jada kolacji – krzyknął z transporterka, Belzebub, błyskając białymi ząbkami. – wykrzyknik przy krzyku i zbędny pierwszy oraz drugi przecinek?

Nie wiadomo (przecinek?) co tobie by wsadził.

Powiedziałam, że wojsko robiło na tobie eksperymenty (przecinek?) ale uciekłeś.

W to, to to raczej nikt nie uwierzy. – o jedno za dużo?

 

 

Przyznam, że ten fragment zabrzmiał dla mnie dość kontrowersyjnie:

“– Od babci. Jak się nią Alastor zajął wszystko powiedziała. Jak to żydów ratowała, oczywiście nie za darmo. A jak ktoś nie zapłacił… no to cóż, trafiał pod nóż.

– Zamilcz – warknęła Halina. – Babcia była dobrą kobietą”.

 

Noszenie takiej biżuterii wydaje mi się też dziwną i kontrowersyjną rzeczą… 

 

 

Kot – jak zwykle i jak na diabła przystało – pewny siebie, bystry i nadzwyczaj rozgadany. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Cześć. Cieszę się, że zajrzałaś. Poprawki oczywiście na niosę. Co do złota to Halina, miała je głęboko schowane w szafie. Nie chodziła w nim, bo i po co. Nie czuła takiej potrzeby. No nie zaznaczyłam tego bo wydawało mi się to dość oczywiste.

Nowa Fantastyka