Umierał.
Obraz pod powiekami zaszedł szkarłatem, usta wypełnił żelazisty posmak. Czuł, jak życie ucieka z niego wraz z krwią; rozorane grotem włóczni udo drgnęło w proteście przed nieuniknionym. Gasnący ból utwierdził go w przekonaniu, że po raz ostatni zaczerpnął tchu.
„Przysięgnij”. Słowa zadźwięczały w uszach, przyćmiły szczęk stali i pojękiwania rannych. Wspomnienie ciepłych dłoni pośród wilgoci torfowiska opętało umysł w niewypowiedzianej tęsknocie. Czyjeś nogi albo kopyta zmiażdżyły mu twarz, a świat przeobraził się wniwecz.
Agonia ustąpiła miejsca strumieniowi zimna, który pochłonął uczucie palących żył. Wraz z bólem zniknął smród posoki, błoto pod paznokciami i huk oszołomionego serca. Otworzył oczy, by zaraz je zamknąć, oślepiony ostrym blaskiem.
Świst zimowego wiatru, a może kobiecy głos, spłynął do uszu Eavena – o ile nadal je posiadał:
– Stworzenie z mięsa i krwi.
Ilekroć próbował spojrzeć w oblicze nieznajomej, światło gorzało z podwójną zawziętością. Obmacał ciało w poszukiwaniu ran, ale natrafił tylko na prężną, młodzieńczą skórę, nieskalaną ani jednym draśnięciem. Uzmysłowił sobie, że jest nagi, niemniej jego rozmówczyni nie sprawiała wrażenia przejętej tym faktem.
– Eaven, syn Daraya, trzeci z elfiego miotu. – Wiatr zadrżał pod wpływem ruchu jej ust. – Niech widzi.
Ja… jestem martwy? Ta myśl była zbyt abstrakcyjna, by mogła stanowić prawdę.
Powietrze wypełnił perlisty śmiech. Przestrzeń wokół zafalowała, a blask osłabł na tyle, by sídhe mógł przejrzeć. Stał naprzeciw kruka o śnieżnobiałych piórach i przeszywającym spojrzeniu. Zwierzę przewyższało go kilkukrotnie.
– Nie, chociaż nie jest też żywy.
Czyli słyszała jego myśli.
– Ostatnia śmierć upomni się o niego niebawem, lecz nie dziś. Za tysiąc, może dziesięć tysięcy lat, lecz nie dziś – sprecyzowała tak niedbałym tonem, jak gdyby nie dostrzegała w podanych liczbach żadnej różnicy.
Milczał. Kolejne wątpliwości, które przed momentem cisnęły mu się na usta, straciły znaczenie na rzecz jednej.
Nairne. Musiał wrócić do Nairne, za wszelką cenę. Do swojej Nairne.
– Pani – zwrócił się do kruka z największym uniżeniem, na jakie zdołał się zdobyć – nie pozwól mi złamać przysięgi.
Ogarnęło go wrażenie, że lodowaty podmuch przybrał na sile.
– Nasza rola nie dotyczy ingerencji w doczesność.
Pod Eavenem ugięły się nogi. Dlaczego tak powiedziała? Czy kiedykolwiek uczynił coś wbrew bogom? Pokręcił głową i zmarszczył brwi. Nie. Nie miała prawa tak go traktować. Nie był szczególnie pobożny, ale nigdy nie uczynił nic, co dawałoby jej powód, by nim pomiatać.
– Mamy prawo uczynić z nim wszystko, na co zasłużył – odpowiedziała na niezadane pytanie, a jej słowa rozbrzmiały echem w trzewiach Eavena.
– Zginąłem w walce – syknął, położył uszy poziomo i wbił spojrzenie prosto w oblicze kruka.
Zasłużyłem na odrodzenie jako sídhe, dodał w myślach. Wrócę do niej, prędzej czy później, gdy tylko ponownie dorosnę. Przy pierwszej okazji, choćby wbrew twojej woli.
Oddychał coraz szybciej; chłód wżerał się w płuca, jęki wiatru mąciły myśli. Jakaś nienamacalna siła uderzyła w niego i zacisnęła palce na gardle.
– Myśli, że może nam rozkazywać? – Ton bóstwa ociekał znużeniem.
Eaven poczuł się jak niesforny szczeniak podniesiony za kark przez gospodarza. Wezbrana w ustach ślina zabulgotała cicho.
– Nie – wycedził, charcząc pod naciskiem mocy. – To ty nie możesz mi rozkazywać.
Kruk przechylił łeb tak, by Eaven zobaczył ziejące czernią ślepia. Mógłby przysiąc, że przeniknęły go na wylot.
– Chce być traktowany jak król – bogini zniżyła głos – osądzimy go jak króla.
Odpędził latające przed oczami mroczki. Ptak wytarł dziób o skrzydło, znacząc je śladem świeżej juchy. Do nozdrzy Eavena dotarł przenikliwy odór śmierci.
Odwaga, piękno i hojność, przeszło mu przez myśl, gdy złapał oddech. Cnoty władców. Ze wszystkich możliwości ta wydawała się wręcz zwodniczo prosta do spełnienia przez kogoś, kto całe życie kierował się honorem. Gdzie tkwił haczyk? Może niepotrzebnie go szukał. Kiedy ponownie przyjdzie na świat, przy pierwszej sposobności da znać Nairne, że wrócił. A ona na niego poczeka.
Z pewnością poczeka. Przysięgała.
– Rozumiem.
– Nie, niczego nie rozumie. – Nastroszone pióra załopotały na wietrze. – To jednak nie stoi na przeszkodzie. Ostatecznie jest tylko ścierwem zadeptanym przez konie.
Zęby Eavena zgrzytnęły, mięśnie stwardniały w niemym proteście.
– Jestem wojownikiem – syknął. – Oddałem życie za królestwo i przypieczętowałem swój los. Nie możesz mi tego odebrać.
Tym właśnie jesteś? Tak traktujesz tego, który oddał życie za ziemie, gdzie oddajemy cześć takim, jak ty?! Ostatnie zdanie rozbrzmiało w głowie Eavena tak donośnie, że dla bogini musiało zabrzmieć jak krzyk.
Kruk znów wyczyścił dziób, tym razem o pierś, całkowicie nieprzejęty jawną dezaprobatą. Posoka spłynęła po piórach i przepadła w nicości pod stopami.
– Tylko śmiertelnik. Zbyt wysoko mierzy.
Nie wyczuł w jej głosie pogardy, jedynie znużenie, co stanowiło jeszcze dotkliwszą obelgę. Zacisnął dłonie w pięści i uświadomił sobie, że nie może uczynić nic więcej. A jeśli chciała pokazać mu coś, czego nie dostrzegał? Może dlatego tak go nazwała? Nie, to bez znaczenia, przecież i tak nie miała uczuć. A może…?
– Odwaga – ciągnęła bogini – przyniosła mu zgubę. Spójrz, elfie ścierwo. – Kiedy zwróciła się bezpośrednio do niego, Eavena przeszły ciarki. – Zobacz, co z ciebie zostało.
Spojrzał na rozciągnięte pod stopami wspomnienie czegoś, co niegdyś było jego ciałem. Trupioblada warga zastygła w grymasie zaskoczenia. Z drugiej nie pozostało nic, kopyto zrównało większość twarzy i czaszkę z ziemią. Wykrzywione kręgi usiłowały wyślizgnąć się z szyi, a zmasakrowana włócznią noga pozostawiała za sobą rozległy, krzepnący ślad.
– Oto Eaven, syn Daraya, pomiot grzesznicy i dezertera. – Słowa przyprawiły trzewia sídhe o lodowate mrowienie. – Oto konsekwencje jego odwagi.
Nie, to nie tak. Serce łomotało zaciekle, odgłosy ginęły w odległej kakofonii, korpusem zarzucały fale wstrętu. Dlaczego próbowała zburzyć wszystko, w co wierzył? Teraz był mały, wręcz mikroskopijny, był insektem zmiażdżonym przez grubą podeszwę buta.
Uspokoił oddech i potrząsnął głową, by zdusić w zarodku rozbiegane myśli. Zdał próbę, nic innego nie miało znaczenia. Nadal mógł do niej wrócić. Dotrzymać przysięgi. Nie, poprawił się w myślach. Nie mógł. Musiał. Nie brał pod uwagę żadnej innej możliwości.
Pióra bogini zalśniły od szronu, tu i ówdzie zmieszanego z grudami szkarłatu. Zamrugał szybko. Gdy ponownie otaksował ją wzrokiem, ujrzał sieć żył, które zewsząd oplatały ptasią sylwetkę, pulsując w jednostajnym rytmie. Choć widywał już znacznie gorsze rzeczy, gardło zapiekło go od wymiotów. Przełknął ślinę i wykrzywił usta w grymasie obrzydzenia.
Kolejna wizja starła obraz na proch. Oczom Eavena ukazała się wysoka kobieta o smukłych nogach i włosach w kolorze burzowego nieba. Szlochała, a on rozpoznałby jej szloch wszędzie.
– Nairne – wyszeptał i wyciągnął rękę ku ukochanej. – Dlaczego…?
Urwał. Teraz widział już wszystko: nagrobny głaz oraz setki pozostałych, spośród których połowa ginęła pod zasłoną mchów i porostów.
– Oto piękno Eavena, ślubnego w ziemi.
To tylko chędożona gra, zabawa bóstwa. To tylko fidchell, w którym on sam był pionkiem i musiał znosić kaprysy gracza. Nie dbał o to, że kruk słyszał jego myśli. Nie dbał już o nic, nie, kiedy miał przed sobą kobietę swego życia, do której nie mógł przemówić, wziąć jej w ramiona, szepnąć, że niebawem znów się spotkają.
To bez znaczenia, powtarzał sobie. Ponownie zdał próbę, wbrew, a może wedle niezrozumiałej logiki bogini. Pozostała mu tylko jedna cnota do udowodnienia, aby odrodzić się jako elf. A później wróci do Nairne, choćby miał szukać pół życia. Do swojej słodkiej Nairne…
Ostatnia wizja zaskoczyła go znajomym widokiem torfowiska, nad którym mieściła się jego rodzima osada. Ponad wysokimi trawami górował przegniły tu i ówdzie drewniany pomost, którego kraniec niknął wśród gęstwiny brzóz, wierzb i olch. Spomiędzy roślin nieśmiało wyglądały brudnobiałe główki wełnianek, a całe grzęzawisko rozbrzmiewało wrzaskiem żurawi. Z zachmurzonego nieba siąpił ciepły deszcz.
Na granicy desek i twardego gruntu stały dwie postacie, w których natychmiast rozpoznał siebie i dziewczynę. Nairne zamarła, spięta jak drewniana figura; w jej oczach szkliły się łzy.
– Przysięgnij.
Rozpacz w jej głosie dźwięczała w czaszce Eavena jeszcze długo po wypowiedzeniu. Trawił każdy szczegół tak rzeczywiście, jak gdyby znów czuł dotyk ciepłych dłoni i osiadłą na włosach wilgoć.
– Przysięgam – wyszeptała sylwetka młodzieńca, a może on sam. – Wrócę do ciebie, w tym albo innym życiu. Wrócę. – Odetchnął ciężko. – Za wszelką cenę.
Odszukali swoje usta w namiętnym pocałunku. Jesteś moja, westchnął w myślach, a jego serce zabiło w piersi ze zdwojoną siłą. Moja na wieki, po ostatni oddech ostatniego wcielenia. Nie wiedział, czy to jego własne myśli, czy wspomnienie z przeszłości, ale w tej chwili nie baczył na szczegóły. Kochałem ją, kołatało mu w głowie, kochałem i wciąż kocham.
– Fałsz. – Słowa bogini zadziałały jak uderzenie bicza. – Eaven, pomiot bezmyślności, głupiec. Oto on i jego skąpstwo.
– Przysięgnij – ton młodzieńca nabrał ostrej barwy – że gdybym nie wrócił… poczekasz.
Nairne przełknęła łzy i pokiwała głową. Obraz zafalował, pociemniał, wreszcie rozprysł na tysiąc odłamków.
Dostrzegł starą kobietę, pochyloną nad jego grobem. Zwiotczałe, pomarszczone ręce na omszonym kamieniu. Zsiniałe, szczerbate usta wykrzywione w niewypowiedzianej boleści. Zgarbione plecy, przykryte jasnoszarymi strąkami włosów, spod których na światło Haula przenikały wystające kręgi. Już nie płakała. Nie miała sił.
– Nie! – krzyknął, lecz zaraz po tym głos uwiązł mu w gardle.
Moja Nairne. Moja słodka Nairne… Myśli huczały dalej, ciało traciło równowagę, dech zamierał w płucach. Spadał w bezdenną otchłań, a może tylko upadł na kolana. Znów umierał, ból wrócił, ostrzejszy niż przedtem.
– Moja, moja, moja – przedrzeźniał go kruk, który nie brzmiał już jak kobieta. – Moja, moja-a!
Dopiero wówczas pojął, o czym mówiła.
Nairne. Otarł wezbraną w kącikach powiek wilgoć i głośno przełknął ślinę. Nairne. „Moja, moja, moja”, dudniło mu w głowie. Przycisnął dłonie do uszu, lecz nie zdołał zatrzymać oskarżenia.
W panice spróbował namierzyć kruka, ale został sam; otaczała go wyłącznie bezkresna, śnieżna połać. Wicher wzbijał tumany białego puchu, ziąb przenikał kości na wylot. Eaven zaszczękał zębami i ruszył przed siebie, by nie zamarznąć. Nie myślał o tym, gdzie jest ani dokąd zmierza.
„Przysięgnij”.
W pewnej chwili odniósł wrażenie, że idzie wolniej. Spojrzał w dół i zamarł, dostrzegłszy, jak jego nogi skurczyły się i zwątlały. Obejrzał dłonie, które w tej chwili były drobniejsze niż u Nairne. Ostrożnie dotknął twarzy. Nie natrafiwszy nawet na cień zarostu, krzyknął. Początkowo nie poznał własnego głosu, piskliwego niczym zawodzenie podlotka.
Odwrócił się i puścił pędem w przeciwnym kierunku. Znów zwolnił, a kolejny okrzyk wybrzmiał jeszcze wyżej, jeszcze beznadziejniej. Okoliczne zaspy spowiła zasłona zmierzchu, o ile gdziekolwiek ponad śnieżycą jaśniał Haul.
Walcząc z narastającą paniką, Eaven skręcił w lewo, ale i tym razem stracił na prędkości, a jego wrzaski nabrały płaczliwego tonu. Kiedy ponownie przyjrzał się swemu ciału, zrozumiał, że spogląda na dziecko, może dziesięcio-, może siedmioletnie, takie, które ledwie składa zdania.
– Nai… – Urwał, gdy usłyszał, jak żałośnie brzmi. Przypominał przerażone pacholę, które nawołuje matkę, na moment przed spazmem.
W ostatnim porywie nadziei zawrócił. Nie mógł już biec, szedł, później człapał, wreszcie zarył w śnieg, by dalej pełznąć na czworaka. Półmrok wokół przeniknął w mrok, krzyki przerodziły się w rwany bełkot. Nadszedł moment, kiedy kończyny odmówiły mu posłuszeństwa i upadł ponownie. Zaniósł się pierwotnym, niemowlęcym płaczem.
Wśród szalejącej śnieżycy rozbrzmiał skrzekliwy śmiech. „Przysięgam”, powtarzał w duchu, niezdolny do opanowania własnego zawodzenia.
Dotychczasowy mróz zniknął, zastąpiony ciepłem, a huk wiatru przeszedł w łagodny szum i miarowe dudnienie czegoś, czego nazwy zapomniał. Nie było już nawałnicy, kruka ani bezbrzeżnej bieli. Został sam, otoczony na wpół płynną substancją. Otworzył powieki.
Otaczała go nieprzenikniona ciemność. Próbował ruszyć dalej, ale nie mógł zrobić nic prócz wyciągnięcia kończyn – małych i nieporęcznych. Eaven, syn Daraya, wojownik króla Goewyn. Czy nadal był wojownikiem? Nie miał oręża, zresztą nie zdołałby go użyć. Bezużyteczny kawał mięsa, nic ponad to.
Potrząsnął głową. Z czyjego łona wyszedł? Z czyjego nasienia powstał? Komu służył? Na bogów, jak ciepło.
Eaven, tak go nazywano. Ślubny Nairne. Pamiętał jej głos, wysoki niby ptasi świergot. Pamiętał zapach ciemnoszarych włosów i sposób, w jaki lśniły w promieniach Haula. Pamiętał piękno jej uśmiechu. Jego Nairne. Tak potwornie za nią tęsknił… Jak spokojnie.
Długo przywoływał ją w snach, jeszcze dłużej na jawie. A może wszystko dookoła było snem? Błagał, by się obudzić, ale nikt nie słuchał.
Nairne, moja słodka Nairne…
Mijały chwile, tygodnie albo całe lata. Eaven tkwił w bezruchu. Nie liczył czasu, choć z każdym kolejnym przebudzeniem ogarniało go przeczucie, że coś ucieka. Coś, czego nie umiał nazwać, a tym bardziej zatrzymać. Pewnego dnia lub nocy zniknęło zupełnie.
Pamiętał sylwetkę kobiety, która nuciła starą pieśń, oparta o jego ramię. Pamiętał ciepło oddechu i jedwabistość skóry, kiedy musnęła go palcem po szyi. Kochał ją nad życie, nad każde poprzednie życie… Jak miał na imię? Dlaczego ją znał? Jego więzienie się skurczyło, a może to on przestał z nim walczyć.
„Przysięgnij”. Rzeczywistość przenikała w marę. Pewnego razu śnił o pięknej elfce. Wiatr trącał szare kosmyki, jasne oczy pobłyskiwały wśród cieni. Patrzyła na niego. Płakała.
Jak miała na imię? Powieki niemiłosiernie ciążyły.
Pamiętał, że kochał… Dudnienie łagodnie objęło ciało, kołysząc do snu.
Pamiętał… że… kogoś…
Dziecko zamknęło oczy, gotowe, by się narodzić.
*********
Przymknęła powieki i powiodła płatkiem nosa po zarośniętym policzku. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, wplótł palce jej w ciemnoszare, poprzetykane siwymi pasmami kosmyki. Chociaż był od niej starszy o ładnych parę lat, nie brakowało mu witalności. Złączyli usta w pocałunku, który na chwilę odebrał im dech.
Zza uchylonej okiennicy dobiegł trzepot skrzydeł.
Trochę ciężko mi się czytało, bo jednak za dużo tu ozdobników, choć z drugiej strony nadaje to malowanemu obrazowi pewnej plastyczności.
Nie znam elfickiej mitologii, ale rozumiem, że główny bohater liczył na to, że wróci do żywych od razu jako dorosły? Trochę to dziwne, nigdzie nie spotkałem się z taką “możliwością”. Wydaje się, że opisana tutaj reinkarnacja to najlepsza opcja i faktycznie – jeśli obiecywał swojej ukochanej, że do niej wróci, to trochę egoistyczne podejście.
Nie rozumiem też epilogu – jeśli mowa byłaby o młodszym o parę lat mężczyźnie, sprawa byłaby jasna.
Subiektywne uwagi:
– wyczuwam lekki przerost formy, objawiający się m. in. we wrzącym udzie
,
– “Wraz z bólem zniknął smród posoki, błoto pod paznokciami i huk oszołomionego serca.” – z tym błotem pod paznokciami, który został magicznie wymazany przez ból to chyba lekka przesada,
– zastanawiam się, jak warga mogła zastygnąć w grymasie na twarzy zrównanej z ziemią?
– siedmioletnie dziecko już bardzo dobrze składa zdania, tym bardziej dziesięcioletnie
Szafirowy Smok, pięknie dziękuję za przeczytanie i wszelkie uwagi. Pozwolę sobie odnieść się po kolei:
– dla niektórych będzie to kwestia warsztatu, dla innych stylu, dla pozostałych – preferencji, ale nie będę udawać – mam słabość do stylizowania tekstów, szczególnie tych mistycznych; jest możliwość, że tej “celtycko-średniowiecznej przyprawy” wkradło się zbyt dużo :)
– trafne spostrzeżenie z tą niezrozumiałą reinkarnacją, udało mi się wpleść subtelne doprecyzowanie, zobaczymy na ile zrozumiałe dla osób trzecich – pospiesznie tłumaczę, że sprawa jest znacznie prostsza i chodzi o zwykłą reinkarnację – nikt tutaj nie planował się odradzać jako dorosły, ale zapewne z autorskiej winy to nie wybrzmiało,
– w kwestii epilogu – ciężko byłoby mi znaleźć w nim słowa, które nie miały wyraźnej przyczyny pojawienia się i wzmianka o wieku mężczyzny również do takowych należy, natomiast kwestię interpretacji i “zrozumienia” lub “niezrozumienia” z radością pozostawiam otwartą – w końcu każdy czytelnik ma prawo do własnych wniosków!
– wrzące udo poleciało już do kosza, zastąpione (żywię nadzieję) adekwatniejszym słowem,
– warga również poprawiona, kolejny trafny punkt ;)
– ludzkie dziecko – owszem, tutaj mówimy o sidhe/elfach :)
Bardzo się cieszę, że moje przemyślenia okazały się dla Ciebie cenne!
Przy okazji, w myśl maksymy “człowiek ucz się całe życie”, dowiedziałem się czegoś nowego o elfach 
Hej ho!
Na początek małe czepialstwo:
– Zginąłem w walce – syknął, położył uszy poziomo
Taka podniosła scena, a tu nagle te uszy… :D
Wezbrana w ustach ślina zabulgotała głucho.
Zabulgotała i głucho brzmią sprzecznie.
Serce łomotało z zawziętością dzikiego zwierzęcia
To dzikie zwierzę wyskakuje tutaj trochę znikąd… Zresztą ludzie są chyba bardziej zawzięci niż zwięrzęta.
Bardzo ładny tytuł. Od razu wrzuca nas w elifickie klimaty. Bardzo spodobał mi się początek i pomyślałam, że będziemy świadkiem epickiej wędrówki wojownika, który próbuje wrócić do świata żywych i ukochanej. A tutaj reinkarnacja! :D
Szkoda mi głównego bohatera. Był wojownikiem, a nagle po śmierci stał się słaby i bezbronny, zdany na łaskę i niełaskę jakiegoś ptaszyska.
Też zwróciłam uwagę, że językowo było bardzo “ozdobnie”, ale jeszcze nie purpurowo. Przeczytałam z zainteresowaniem, choć przyznam, że zakończenie pozostawiło mnie z wieloma pytaniami. Rozumiem, że Nairne jednak na niego nie poczekała? Co to za trzepot skrzydeł? Kruka? W jakiej postaci powrócił Eaven?
Klikam i pozdrawiam!
Hmmm. Zgadzam się z Szafirowym Smokiem – mnie też ciężko się czytało. Nie mogłam dogrzebać się do orzeszka znaczenia. Tytuł kojarzył mi się celtycko, pojawiły się elfy, zwane niekiedy sidhe, boskie kruki nasuwały na myśl mitologię nordycką… Niby to wszystko jakoś się germańsko łączy, ale to raczej rozmyte chmury niż konkretne punkty styku.
Zdarzało się, że elfy były nieśmiertelne, ale żeby wierzyły w reinkarnację? Pierwsze słyszę.
Szafirowy Smok, co elf, to inny zwyczaj – u mnie lubią nie tylko z ociąganiem się starzeć, ale i dorastać :)
Marszawa, rzeczywiście, ręce uszy opadają w niefortunnym miejscu – ale może to i dobrze, nie można być ciągle poważnym! :D
Ślinę i serce spieszę poprawić, dziękuję za zwrócenie uwagi.
Bardzo się cieszę, że bohater wywołuje mieszane opinie, dyskusję, a tym bardziej, że epilog również. Właśnie z tą myślą zostały napisane – zobaczymy, jakie przemyślenia będą mieć kolejni czytelnicy.
Dziękuję za klik :)
Finkla, postać kruka była raczej moją własną interpretacją w tym konkretnym, autorskim świecie – fakt, konkretnej bogini, choć jej nazwę pozostawiam (nie)wyjawioną ;)
Podobnie kwestia elfów – to bardziej luźne zaczerpnięcie z wierzeń ludzkich. Pozdrawiam!
Choć bohater umiera i jest tu sporo śmierci, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że równolegle z nią trwa miłość, której śmierć nie pokonała, nie zakończyła.
Muszę jednak dodać, że to nie była łatwa lektura.
…a świat przeobraził się w niwecz. → …a świat przeobraził się wniwecz.
https://wsjp.pl/haslo/podglad/35818/ktoscos-obrocilobrocilo-wniwecz-cos
…pomarszczone ręce na zamszonym kamieniu. → Chyba miało być: …pomarszczone ręce na omszonym/ omszałym kamieniu.
…głosu, piskliwego niczym zawodzenie podlotki. → Podlotek jest rodzaju męskiego, więc: …głosu, piskliwego niczym zawodzenie podlotka.
…wreszcie zarył w śnieg, by dalej pełznąć na czterech kończynach. → A może: …wreszcie zarył w śnieg, by dalej pełznąć na czworaka.
Pamiętał jej głos, radosny i cienki niby ptasi świergot. → A może: Pamiętał jej głos, radosny i wysoki niby ptasi świergot.
Kochał ją nad życie, nad wszystkie życia… → Życie nie ma liczby mnogiej.
Proponuję: Kochał ją nad życie, nad wszelkie/ każde życie…
Regulatorzy, uprzejmie dziękuję za poprawki!
Przy okazji odnotowuję sobie na przyszłość informację o “podlotku” zamiast “podlotki” jako poprawnym określeniu na dorastające dziewczę 
Bardzo proszę, anonimie. :)
Podlotki się cieszą, że zostana właściwie zapamiętane. ;)


Obraz pod powiekami zaszedł szkarłatem
Hmmmmmmmmmmmmmmmm. https://wsjp.pl/haslo/podglad/37983/zajsc Mam zastrzeżenia do tej kategoryzacji świata – pod powiekami nie bardzo jest obraz.
Czuł, jak życie ucieka z niego wraz z krwią
Hapeki uciekały z niego z każdym uderzeniem serca? (Sorrryyyy…)
rozorane grotem włóczni udo drgnęło w proteście przed nieuniknionym
Melodramat! (I być może niedobór magnezu). Serio, antropomorfizację uda trudno wziąć… na serio.
Gasnący ból utwierdził go w przekonaniu, że po raz ostatni zaczerpnął tchu.
Dlaczego? Może i układ nerwowy przestaje działać (ponoć zatrucie fluorem nie boli – bo usuwa z organizmu cały wapń, który jest do przenoszenia impulsów bólowych niezbędny), ale gdyby tak było, to i trzeźwe rozumowanie miałby utrudnione. W każdym razie budowa zdania wskazuje na to, że utwierdza ból, a nie jego gaśnięcie.
Słowa zadźwięczały w uszach, przyćmiły szczęk stali
Synestezja: słowa mogą coś zagłuszyć, ale nie przyćmić. Bo przyćmienie w swoim pierwotnym sensie odnosi się do kolorów.
Wspomnienie ciepłych dłoni pośród wilgoci torfowiska opętało umysł w niewypowiedzianej tęsknocie.

Umysł jest w tęsknocie? I kto się miział w torfie? I o co chodzi?
Czyjeś nogi albo kopyta zmiażdżyły mu twarz, a świat przeobraził się wniwecz.
??? Idiom brzmi https://wsjp.pl/haslo/podglad/35827/ktoscos-obraca-wniwecz-cos i dotyczy rzeczy niematerialnych, to raz. Po drugie, ta niwecz, czyli nicość, też nie bardzo jest czymś.
Agonia ustąpiła miejsca strumieniowi zimna, który pochłonął uczucie palących żył.
No, nie ma to za wiele sensu. Jak uczucie może być "pochłonięte"? Co to znaczy? I czy żyły mają uczucia? Nie chodzi o uczucie palenia w żyłach? Ale i tak – https://wsjp.pl/haslo/podglad/49428/agonia/5148846/czlowieka jest z zupełnie innej kategorii niż strumień czegokolwiek i nie bardzo może mu ustępować. Zwłaszcza miejsca (przecież jest niematerialna).
Świst zimowego wiatru, a może kobiecy głos, spłynął do uszu Eavena – o ile nadal je posiadał:
Jak świst spływa? Uszy się ma, nie posiada, a myślniki lepiej ograniczyć do dialogów, bo tak to dezorientują. A, i nie dawaj przecinka między podmiot a orzeczenie.
światło gorzało z podwójną zawziętością
Co oznacza, że światło było żywe, świadome i miało coś do głównego bohatera. Hmm? https://wsjp.pl/haslo/podglad/24768/zawzietosc
natrafił tylko na prężną, młodzieńczą skórę, nieskalaną ani jednym draśnięciem

Ale serio, "prężną"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/114874/prezny/5269742/miesien
Uzmysłowił sobie, że jest nagi, niemniej jego rozmówczyni nie sprawiała wrażenia przejętej tym faktem.
Faktem, że sobie uświadomił? Można to rozdzielić: Uzmysłowił sobie, że jest nagi. Jego rozmówczyni nie wydawała się tym przejęta. Albo nie: Uzmysłowił sobie, że jest nagi, lecz jego rozmówczyni nie wydaje się tym przejęta.
trzeci z elfiego miotu
Miotu? https://wsjp.pl/haslo/podglad/78368/miot Oj, fantastyczny rasizm pełną gębą… https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/FantasticRacism
Wiatr zadrżał pod wpływem ruchu jej ust.
Wiatr to ruch powietrza, więc – ruch drży? Hę?
Ta myśl była zbyt abstrakcyjna, by mogła stanowić prawdę.
To zdanie nie ma sensu. Myśl może być prawdziwa, ale nie może "stanowić" prawdy (no, może niektóre performatywy, ale to nie to) – prawda to cecha zdań, a nie ich istota, inaczej nie dałoby się kłamać (nie, nie będziemy dyskutować o predykatywności prawdy). "Abstrakcyjny" to dosłownie "oderwany". Używa się tego słowa w sensie "oderwany od rzeczywistości", co może oznaczać nieprawdziwość, ale zwykle abstrakcyjność myśli to jej ogólność. A ta myśl nie jest ani ogólna, ani oderwana od rzeczywistości – jest konkretna (dotyczy konkretnej osoby) i bardzo trzeźwa, choć nieprzyjemna.
by sídhe mógł przejrzeć
https://wsjp.pl/haslo/podglad/20431/przejrzec/3062466/niewidomy : by sídhe przejrzał.
Zwierzę przewyższało go kilkukrotnie
Hmmm. Ale kiedy zaczynasz opis od "kruk", ja widzę kruka naturalnej wielkości. To trzeba inaczej zorganizować.
Czyli słyszała jego myśli.
A gdzie ona jest, tak w ogóle? Nie może być krukiem, skoro jest mowa o jej wargach.
Ostatnia śmierć upomni się o niego niebawem
…?
sprecyzowała tak niedbałym tonem, jak gdyby nie dostrzegała w podanych liczbach żadnej różnicy
Hmmm? A jaką różnicę miałaby dostrzec?
Kolejne wątpliwości, które przed momentem cisnęły mu się na usta, straciły znaczenie na rzecz jednej.
https://wsjp.pl/haslo/podglad/20731/watpliwosc/4050112/miec ? To, że facet chce wrócić do dziewczyny, nie jest wątpliwością, tylko jego pragnieniem. On wie, czego chce. Może chcieć o to zapytać, pytanie może mu się cisnąć na usta, ale wątpliwość jako taka nie bardzo.
nie pozwól mi złamać przysięgi
Złamałby przysięgę tylko, gdyby jej z własnej woli nie dotrzymał. A to, że mu się nie udało z przyczyn wyższych, to cóż. Wola boska.
Ogarnęło go wrażenie, że lodowaty podmuch przybrał na sile.
Hmmm?
– Nasza rola nie dotyczy ingerencji w doczesność.
Jak już, to nie obejmuje, ale brzmi to bardzo współcześnie i niefantastycznie. Może: – Nie jest naszą rolą ingerencja w doczesność.
Nie był szczególnie pobożny, ale nigdy nie uczynił nic, co dawałoby jej powód, by nim pomiatać.
Facet może mieć pretensje, bo w końcu właśnie umarł i wyraźnie nie kuma własnej religii, ale tak dla porządku powiem tylko, że ona nim nie pomiata. Spokojnie i beznamiętnie tłumaczy, że mu nie pomoże, bo to nie jej robota.
jej słowa rozbrzmiały echem w trzewiach Eavena
Hmmmmmmm…
wbił spojrzenie prosto w oblicze kruka
Hmmmmmmmmm.
Oddychał coraz szybciej; chłód wżerał się w płuca
Czy on ma płuca? Nie ma ciała, więc…
Jakaś nienamacalna siła uderzyła w niego i zacisnęła palce na gardle.
Jak uderzyła, skoro jest nienamacalna?
Ton bóstwa ociekał znużeniem.
To mogłoby zadziałać w komedii, ale tu psuje zawieszenie niewiary.
Wezbrana w ustach ślina zabulgotała cicho.
…? Strasznie cielesne te zaświaty…
charcząc pod naciskiem mocy
???
To ty nie możesz mi rozkazywać.
A to niby dlaczego?
Ptak wytarł dziób o skrzydło, znacząc je śladem świeżej juchy.
Hmmm.
Ze wszystkich możliwości ta wydawała się wręcz zwodniczo prosta do spełnienia przez kogoś, kto całe życie kierował się honorem
? Dla kogoś, ale – teraz ja nie kumam jego religii. A możliwe, że on też nie. Różne stanowiska życiowe owszem, wymagają kładzenia nacisku na różne cnoty (a piękno może być cnotą w sensie arete, ale na pewno nie w sensie moralnym – mamy na nie ograniczony wpływ), ale żeby aż tak?
Gdzie tkwił haczyk?
Raczej kolokwialne, w porównaniu z tym, co powyżej.
Nastroszone pióra załopotały na wietrze.
Jak mogły załopotać? To nie chorągwie.
Zęby Eavena zgrzytnęły, mięśnie stwardniały w niemym proteście.
Po co taka autonomia?
przypieczętowałem swój los
Hmm. https://wsjp.pl/haslo/podglad/30954/przypieczetowac/5214030/przyjazn
Tak traktujesz tego, który oddał życie za ziemie, gdzie oddajemy cześć takim, jak ty?!
Dość złożone zdanie, zwłaszcza jak na wzburzonego faceta.
całkowicie nieprzejęty jawną dezaprobatą
Hmm. "Dezaprobata" to trochę słabe słowo – facet się miota jak histeryczka.
Tylko śmiertelnik. Zbyt wysoko mierzy.
A jakie on niby ma ambicje? Chce tylko dotrzymania umowy, o której myśli, że została zawarta między nim (jego ludem) a bóstwem. Z drugiej strony, bóstwo nie musi o tym wiedzieć… mam tu ogólne wrażenie wielkiego nieporozumienia. Każda ze stron chce czegoś, czego druga jej nie obiecała.
Nie wyczuł w jej głosie pogardy, jedynie znużenie, co stanowiło jeszcze dotkliwszą obelgę.
Hmm. W głosie bardziej nie usłyszał.
A jeśli chciała pokazać mu coś, czego nie dostrzegał?
Hmm.
Nie, to bez znaczenia, przecież i tak nie miała uczuć.
A skąd ta pewność? Zresztą, nawet jeśli ona nie ma uczuć, to na pewno ma jakieś dążenia i wolę – może chcieć.
Trupioblada warga zastygła w grymasie zaskoczenia.
? Widać to po samej wardze?
kopyto zrównało większość twarzy i czaszkę z ziemią
Można zrównać z ziemią budynek, ale nie jest to synonim "rozdeptać".
Wykrzywione kręgi usiłowały wyślizgnąć się z szyi
… skąd ta autonomia?
noga pozostawiała za sobą rozległy, krzepnący ślad
Czyli tak sama szła, brocząc?
Słowa przyprawiły trzewia sídhe o lodowate mrowienie
A teraz trzewia zyskują autonomię…
odgłosy ginęły w odległej kakofonii
?
korpusem zarzucały fale wstrętu
Zarzucanie jest o wiele mniej dramatyczne od, na przykład, miotania, poza tym zarzuca się jakąś swoją częścią z własnej woli, a tu facet jest wbrew swojej woli miotany. Nie pasuje do tego melodramatu i daje wrażenie śmieszności.
Teraz był mały, wręcz mikroskopijny, był insektem zmiażdżonym przez grubą podeszwę buta.
Mikroskopy w świecie fantasy?
by zdusić w zarodku rozbiegane myśli
Hmm.
Zdał próbę
Zdaje się egzamin, próbę można przejść. O ile bogini rzeczywiście traktuje bohatera niesprawiedliwie, i to może być próba (jego wiary?), o tyle nie wiem, czy on sobie z tym tak dobrze radzi.
Nadal mógł do niej wrócić. Dotrzymać przysięgi. Nie, poprawił się w myślach. Nie mógł. Musiał.
Fajnie, tylko już powiedziałeś, że facet spodziewa się reinkarnacji. O ile mógłby się pewnie odrodzić nie w takim ciele, które mu odpowiada, to chyba się odrodzi i będzie miał szansę wrócić. Nie?
zmieszanego z grudami szkarłatu
Szkarłat to kolor, nie substancja. A nawet ten substancjalny ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/72068/szkarlat/5220470/tkanina ) nie tworzy grud.
Gdy ponownie otaksował ją wzrokiem
To nie jest synonim "spojrzał" https://wsjp.pl/haslo/podglad/26688/taksowac/5221760/wzrokiem
ujrzał sieć żył, które zewsząd oplatały ptasią sylwetkę, pulsując w jednostajnym rytmie
…? Jak pająk w pajęczynie?
Kolejna wizja starła obraz na proch.
?
Szlochała, a on rozpoznałby jej szloch wszędzie.
Tak często go słyszał…?
nagrobny głaz oraz setki pozostałych, spośród których połowa ginęła pod zasłoną mchów i porostów
Jakich "pozostałych"? Po czym? Chodzi Ci o jeden z wielu głazów?
Oto piękno Eavena, ślubnego w ziemi.
? Ślubny, czyli mąż, musi być czyjś. Zapewne Nairne. Ale zdanie jest niegramatyczne.
Nie dbał o to, że kruk słyszał jego myśli
Consecutio temporum: słyszy jego myśli.
Ponownie zdał próbę, wbrew, a może wedle niezrozumiałej logiki bogini.
Przeszedł próbę – ale skąd on wie, że ją przeszedł? Skąd wie, czym miał się wykazać? Bogini nic o tym nie mówiła. I dajcie wszyscy spokój z tą "logiką", bo się zdenerwuję.

Pozostała mu tylko jedna cnota do udowodnienia, aby odrodzić się jako elf.
Udowodnił już jakieś? Nie bardzo. Zależy, co tu rozumieją przez odwagę (a że nie widzieliśmy, co zaprowadziło elfa na to pole bitwy, nie wiemy, czy to poprawne rozumienie). Bo urody tak jakby nie dowiódł. Jak dowieść, że się jest pięknym? (Fryne się rozebrała…)
Ostatnia wizja zaskoczyła go znajomym widokiem torfowiska, nad którym mieściła się jego rodzima osada
Hmm. Torfowisko to nie zbiornik wodny, więc raczej opodal którego.
Ponad wysokimi trawami górował przegniły tu i ówdzie drewniany pomost
Hmmm. Pomost może górować nad trawami, ale organizacja trochę tu szwankuje. Jak ten pomost ma wyglądać? Jest dziurawy, brak w nim desek?
Na granicy desek i twardego gruntu
Hmm. A może: Tam, gdzie deski stykały się z gruntem?
Nairne zamarła, spięta jak drewniana figura
… jak, na Elbereth, drewniana figura może być spięta? https://wsjp.pl/haslo/podglad/29469/spiety/5219390/czlowiek Jest sztywna, tak, ale ta sztywność nie wynika z napięcia.
Rozpacz w jej głosie dźwięczała w czaszce Eavena jeszcze długo po wypowiedzeniu.
Uciąć, skrócić i wyrzucić: Echo jej rozpaczy jeszcze długo dźwięczało w głowie Eavena. (Ja też umiem purpurowo, a co).
Trawił każdy szczegół tak rzeczywiście
? Co rozumiesz przez https://wsjp.pl/haslo/podglad/6212/trawic ?
wyszeptała sylwetka młodzieńca
Sylwetka to kształt, a one nie szepczą. Synekdocha jest bardzo przydatnym środkiem stylistycznym, ale bez przesady.
Odszukali swoje usta w namiętnym pocałunku.
Ale mówiące o tym zdanie jest jakieś blade.
jego serce zabiło w piersi ze zdwojoną siłą
Hmmm. Może to przez dwuznaczność słowa "zabiło", może przez ogólny melodramat, ale nie przekonuje mnie to zdanie.
w tej chwili nie baczył na szczegóły
"Szczegóły" nie są szczególnie fantastyczne.
Słowa bogini zadziałały jak uderzenie bicza.
Czyli?
Eaven, pomiot bezmyślności, głupiec. Oto on i jego skąpstwo.
Dlaczego skąpstwo? W jaki sposób ma być skąpstwem składanie dziewczynie obietnic? Sam wyjazd, no, mógłby być (nie daje jej tego, co jest jej winien – ale nie wiemy, czy nie ma, na przykład, wyższego obowiązku, a śmierć za ojczyznę wskazuje, że ma), ale to z niczego nie wynika.
ton młodzieńca nabrał ostrej barwy
Mieszasz modalności zmysłowe.
że gdybym nie wrócił… poczekasz
Ekhm. To ma być to skąpstwo? Toż to normalne u zakochanych żądanie wierności. A i dziewica nie od tego była, co też normalne.
wreszcie rozprysł na tysiąc odłamków
Rozprysnął się.
przykryte jasnoszarymi strąkami włosów, spod których na światło Haula przenikały wystające kręgi
Przenikać można przez coś, ale nie spod czegoś. Chwila, moment. On się spodziewał, że wróci. I że ona będzie czekać. W związku z tym przypuszczałam, że mamy tu układ tolkienowski, czyli elfy starzeją się tak powoli, że nie przeszkadza im różnica wieku. A teraz się okazuje, że jednak nie – to zupełnie zmienia postać rzeczy.
zaraz po tym głos uwiązł mu w gardle
Lepiej: potem.
ciało traciło równowagę
Czyli?
kruk, który nie brzmiał już jak kobieta
Brzmieć może tylko głos, nie "ktoś" – to kalka z angielskiego.
„Moja, moja, moja”, dudniło mu w głowie
Nie bardzo mi się podoba przebłyskująca tu myśl, że bohater zażądał czegoś, do czego nie miał prawa. A tym bardziej, że dotrzymywanie przysiąg (i odwaga…) powodują nieszczęście. Cierpienie, tak, czasem na pewno, takie jest życie. Ale nieszczęście?
Otarł wezbraną w kącikach powiek wilgoć i głośno przełknął ślinę.
Melodramat.
Przycisnął dłonie do uszu, lecz nie zdołał zatrzymać oskarżenia.
Oskarżenie można zagłuszyć, ale zatrzymać?
W panice spróbował namierzyć kruka
"Namierzyć" jest tak niefantastyczne, że rozbija w drobiazgi zawieszenie niewiary.
otaczała go wyłącznie bezkresna, śnieżna połać
Jak raz mogłoby być "jedynie"…
Eaven zaszczękał zębami
Hmmm. Jakby mało to poważne.
W pewnej chwili odniósł wrażenie, że idzie wolniej.
Hmmm. Nagle wydało mu się, że idzie wolniej?
zamarł, dostrzegłszy, jak jego nogi skurczyły się i zwątlały
Hmmmmm.
Obejrzał dłonie, które w tej chwili były drobniejsze niż u Nairne
A może: Obejrzał dłonie, drobniejsze teraz niż u Nairne.
Nie natrafiwszy nawet na cień zarostu, krzyknął.
Raz, jak dotykiem odnaleźć cień? Dwa, on przecież chce się odrodzić, nie?
Początkowo nie poznał własnego głosu, piskliwego niczym zawodzenie podlotka.
Hmm: Nie poznał własnego głosu, piskliwego jak zawodzenie podlotka.
Znów zwolnił, a kolejny okrzyk wybrzmiał jeszcze wyżej, jeszcze beznadziejniej.
Hmmm.
Okoliczne zaspy spowiła zasłona zmierzchu, o ile gdziekolwiek ponad śnieżycą jaśniał Haul.
Czyli: zapadł zmierzch, jeśli świeciło słońce. Hmm?
i tym razem stracił na prędkości
Nie bardzo to pasuje do fantasy.
Kiedy ponownie przyjrzał się swemu ciału, zrozumiał, że spogląda na dziecko, może dziesięcio-, może siedmioletnie, takie, które ledwie składa zdania.
Ponieważ u nas siedmiolatki gadają już jak katarynka, musiałbyś przedstawić cykl życiowy elfa, a to nie ma sensu, bo tekst zaraz się skończy: Znów spojrzał na własne ciało, teraz dziecięce, jakby dopiero co wyrósł z pieluszek.
gdy usłyszał, jak żałośnie brzmi
Jak żałośnie to brzmi.
Przypominał przerażone pacholę
Aliteracja, zresztą – wiemy. Już to pokazałeś. Tłumaczenie tego wywołuje efekt odwrotny.
na moment przed spazmem
? https://wsjp.pl/haslo/podglad/88404/spazm
W ostatnim porywie nadziei zawrócił.
Porywie?
później człapał
A człapanie to nie chodzenie?
zarył w śnieg
? https://wsjp.pl/haslo/podglad/46522/zaryc/5018068/w-ziemie
Półmrok wokół przeniknął w mrok
W tym kontekście https://wsjp.pl/haslo/podglad/29798/przeniknac to nie to samo, co https://wsjp.pl/haslo/podglad/11658/przejsc/5024156/o-deszczu-w-ulewe i nie może być jego synonimem.
w rwany bełkot
Urywany.
Nadszedł moment, kiedy
Zbędne.
Zaniósł się pierwotnym, niemowlęcym płaczem.
"Pierwotnym"?
niezdolny do opanowania własnego zawodzenia
Melodramat.
Dotychczasowy mróz zniknął, zastąpiony ciepłem, a huk wiatru przeszedł w łagodny szum i miarowe dudnienie czegoś, czego nazwy zapomniał.
Mróz to nie substancja. Wiem, co się tu dzieje, ale…
otoczony na wpół płynną substancją
Otoczony półpłynną substancją.
Próbował ruszyć dalej
Hmm.
ale nie mógł zrobić nic prócz wyciągnięcia kończyn – małych i nieporęcznych
Ale mógł tylko wyciągnąć rączki, małe i niezgrabne.
sposób, w jaki lśniły w promieniach Haula
Hmm. Ich blask w promieniach Haula?
Tak potwornie za nią tęsknił
"Potwornie" jest zbyt kolokwialne na tle całej tej purpury.
Nie liczył czasu, choć z każdym kolejnym przebudzeniem ogarniało go przeczucie, że coś ucieka.
Hmmm.
Dlaczego ją znał?
Jak już, to: Skąd ją znał?
Jego więzienie się skurczyło, a może to on przestał z nim walczyć.
? Właśnie gdyby się skurczyło, to by w nim było mniej swobody, nie?
Rzeczywistość przenikała w marę.
Jak wyżej: "przenikać" nie oznacza "zmieniać się".
Dudnienie łagodnie objęło ciało
Hmmm.
powiodła płatkiem nosa po zarośniętym policzku
Nie mam takich doświadczeń, ale tak się chyba nie da, proszę pani.
uśmiechnął się delikatnie
Uśmiechnął się ŁAGODNIE/CIEPŁO/CZULE. Nie "delikatnie"!
Chociaż był od niej starszy o ładnych parę lat, nie brakowało mu witalności.
… starszy? Ile było tych cykli reinkarnacji? I ta "witalność"… trochę jak z reklamy.
który na chwilę odebrał im dech
Nie mnie o to pytać, ale oddychanie jest dobre.

Dobra, bardzo to było dramatyczne i w ogóle takie, że ach. Ale poza tym, że bohater wyraźnie nie rozumie własnej religii i nie potrafi się porozumieć z bogami – o co chodzi? Przecież wrócił do ukochanej – chociaż niby stracił całą pamięć poprzedniego życia (więc czemu wracał? skąd wiedział, że ma wrócić, że obiecał?) A bogini? Chciała się popastwić chyba, bo innej motywacji nie widzę, ale w końcu dała mu to, czego chciał. Więc – próbowała go czegoś nauczyć? Utrzeć mu nosa, bo nie okazał pokory? Ale przecież on tego nawet nie zapamięta…
Świat tylko tu przebłyskuje, więc trudno oceniać postępowanie, no, czyjekolwiek – nie będę tu robiła wykładów z etyki, ale uważam za błąd podejście "wszystko albo nic" (sytuacjonizm albo abstrakcyjne zasady). Istotną własność tego świata, krąg wcieleń, pokazujesz niby, ale nie wiemy, jakimi się rządzi regułami i trudno się w tym wszystkim zorientować. Tekst stoi na emocjach, na melodramacie i nie bardzo widać coś więcej. Dla wielu czytelników to za mało.
Językowo nie jest źle – pewna wzniosłość tu pasuje, chociaż tu i ówdzie z nią przesadzasz. Ale nie zawsze poprawnie dobierasz słowa, zwłaszcza to "przenikanie" zastępujące "przechodzenie" jest cokolwiek dziwne. W pewnych kontekstach to są synonimy, ale w innych nie.

Wydaje się, że opisana tutaj reinkarnacja to najlepsza opcja i faktycznie – jeśli obiecywał swojej ukochanej, że do niej wróci, to trochę egoistyczne podejście.
Hmmm. Mnie tam nikt nigdy niczego nie obiecywał, ale podobno ludzie tak robią, jak są zakochani. Ulubiona_emotka_Baila
mam słabość do stylizowania tekstów, szczególnie tych mistycznych; jest możliwość, że tej “celtycko-średniowiecznej przyprawy” wkradło się zbyt dużo :)
Stylizacja to jedno, purpura to drugie :) Ale chociaż tyle, że bardzo purpurowy początek później się klaruje.
nikt tutaj nie planował się odradzać jako dorosły, ale zapewne z autorskiej winy to nie wybrzmiało,
Sęk w tym, że takie wracanie ma sens, jeśli a) zakochani mają szansę się spotkać w wieku, hmm, odpowiednim do czynnego życia płciowego (inaczej mielibyśmy zapewne tragedię), b) pamiętają przynajmniej trochę dawnego życia (bo jak mieliby się rozpoznać?), niekoniecznie świadomie (jakaś anamneza zawsze może zajść).
natomiast kwestię interpretacji i “zrozumienia” lub “niezrozumienia” z radością pozostawiam otwartą – w końcu każdy czytelnik ma prawo do własnych wniosków!
Cykli może być wiele. Albo już się skończyły i małżonkowie odnajdują się gdzieś tam, Za Górami.
ludzkie dziecko – owszem, tutaj mówimy o sidhe/elfach :)
Ale, ponieważ niewiele wiemy o tym świecie, może powstać konfuzja :D
Taka podniosła scena, a tu nagle te uszy… :D
XD
Był wojownikiem, a nagle po śmierci stał się słaby i bezbronny, zdany na łaskę i niełaskę jakiegoś ptaszyska.
Co mogłoby być punktem wyjścia do cennych przemyśleń filozoficznych, wink, wink, nudge, nudge.
Zdarzało się, że elfy były nieśmiertelne, ale żeby wierzyły w reinkarnację? Pierwsze słyszę.
Elfy są różne. Tolkienowskie reinkarnowały (tak, to bez sensu, ale się uparł) i miewały właśnie takie romanse. Zresztą tutaj reinkarnacja zachodzi faktycznie, nie tylko w wierzeniach – co prawda, jakie wierzenia te elfy wyznają i jak one się mają do rzeczywistości, no, nie wiemy.
postać kruka była raczej moją własną interpretacją w tym konkretnym, autorskim świecie – fakt, konkretnej bogini, choć jej nazwę pozostawiam (nie)wyjawioną ;)
Znaczy, masz tego świata więcej? A pokażesz? :D

Najszczęśliwszy dzień życia to ten, w którym się z nim rozstajemy.
/Fryderyk II Wielki/
Witam!
Opowiadanie przeczytałem z przyjemnością.
Po pierwsze, spodobał mi się “dojrzały” świat – miałem wrażenie, że oglądam wycinek znacznie bardziej złożonej scenografii. Od pierwszych akapitów poczułem, że to rodzaj opowiadania “wrzuć czytelnika do basenu i sprawdź, czy potrafi pływać”. Jest to zarówno zaletą (stymuluje wyobraźnię) jak i wadą – łatwo jest się zagubić. W książkach i opowiadaniach choćby Tolkiena lub LeGuin raczej nie można się utopić – choć LeGuin potrafiła mnie uśpić, a tutaj jest jednak dość żwawo.
Podobał mi się sąd, który sam czytelnik musi zinterpretować, oraz przysięga – jej druga część, która wiąże bohaterkę i nakazuje jej czekać. To jest owa samolubność bohatera – nazywana skąpstwem, ale to raczej zazdrość lub efekt “psa ogrodnika”. Samo dochodzenie do tego przewinienia, głęboko skrywanego w podświadomości jest dla mnie mocną stroną opowiadania. Dziękuję za to, że nie zostało to nałożone łopatą do głowy czytelnika, tylko zasugerowane, wraz z dwuznacznym zakończeniem.
Cóż, zaryzykuję, bohater nauczył się kochać, ale nie jako człowiek – jako ptak obserwuje szczęście ukochanej, która związała się z innym mężczyzną. To jest prawdziwa miłość :) Ciekawe, czy byłem daleko od środka tarczy?
Wersja dla pesymistów: za karę przez okno obserwuje szczęście ukochanej, cierpi, co oznacza, niczego się nie nauczył.
Ciekawe, że te dwie wersje różni tylko nastawienie bohatera, które nie jest znane.
Warte biblioteki.
Czytało mi się bardzo trudno przez ilość ozdobników. Przedzieranie się przez kolejne meandry nie przybliżały mnie do losów bohatera zbyt mocno, a znaki poświęcone metaforom zabrały miejsce na akcję i na uwypuklenie rozterek/wyborów przed krukiem. Nieodparte wrażenie mówi mi, że czasem opis był dla opisu i niczego więcej.
Razi mnie też logika niektórych opisów:
Obraz pod powiekami zaszedł szkarłatem, usta wypełnił żelazisty posmak. Czuł, jak życie ucieka z niego wraz z krwią; rozorane grotem włóczni udo drgnęło w proteście przed nieuniknionym.
Jedno, że metaliczny posmak wskazywał na krew a nie ma w opisie nic o ranie, która mogłaby wywołać takowy posmak (twarz, jama ustna, gardło, płuca). Druga kwestia, że udo w takiej formie wydaje się być osobnym myśląco-czyniącym bytem.
Słowa zadźwięczały w uszach, przyćmiły szczęk stali i pojękiwania rannych. Wspomnienie ciepłych dłoni pośród wilgoci torfowiska opętało umysł w niewypowiedzianej tęsknocie. Czyjeś nogi albo kopyta zmiażdżyły mu twarz
Nie wiem co ma pierwsze zdanie do drugiego. Z resztą wilgoć torfowiska jest tu dość romantyczna… problem w tym, że torfowisko samo w sobie śmierdzi, więc nie przemawia to do mnie. Spędziłem na takowym parę miesięcy życia/pracy. Kolejna kwestia – torfowisko jest na tyle miękkie, że trudno byłoby coś zmiażdżyć, prędzej człowiek/elf zostałby wdeptany w grunt. I kwestia najważniejsza – żadne logiczne starcie nie wydarzyłoby się na torfowisku – nikt o zdrowych zmysłach nie pakowałby się w zbroi w grząski teren.
Inny przykład:
Wraz z bólem zniknął smród posoki, błoto pod paznokciami i huk oszołomionego serca.
No sam przyznasz anonimie, że błoto pod paznokciami to rzecz która interesuje umierających najmniej.
Takich przykładów jest niestety więcej.
Inna kwestia, którą zauważyłem – narrator = bohater. Pomiędzy stylem opowiadania narratora a wypowiedziami/zachowaniami bohatera w zasadzie nie było większej różnicy, co skłaniałoby raczej do narracji pierwszoosobowej. Tak samo mnogość przeżywania i emocji lepiej oddałaby narracja w pierwszej osobie. Tutaj w połączeniu bohatera i narracji trzecioosobowej momentami miałem wrażenie, że to narrator umrze pierwszy i potem rzuci się ze złości na boginię w ciele kruka.
Myślę, że jest potencjał dla Twoich opowiadań, jednak przydałaby im się porządna beta.
Tarnino, Marzanie, Sagitt – dziękuję za przeczytanie! Widzę, że opinie są różne i z pewnością się do nich szczegółowo odniosę, jednak ze względu na (jak na razie) konieczność pisania bezosobowego, pozwolę sobie przełożyć to na czas po zakończeniu konkursu, żeby móc to zrobić porządnie :)
Na razie skrótowo:
Tarnina, dzięki piękne za dogłębne poprawki, można by nawet rzec – redakcję. Widzę kilka punktów, z którymi nie do końca się zgadzam (nie mówię, że słusznie, raczej subiektywnie), natomiast z większością nie będę polemizować, bo nie ma nad czym. Myślę, że większość poprawię po zakończeniu konkursu, bo widzę, że jury już przybyły, a byłoby to (tak sądzę) zbyt dużo zmian.
Co do świata – obawiam się, że nie będę w stanie podzielić się tutaj większym jego skrawkiem, gdyż po pierwsze, jest to książka, nie opowiadanie, a po drugie – wciąż “surowa”, dopiero w trakcie drugiego draftu ;)
Marzan, bardzo mi miło, że opowiadanie Ci się podobało! Swojej autorskiej interpretacji jeszcze nie zdradzę, bo to za wcześnie, ale cieszy mnie, że wyłapałeś “smaczki” świata oraz znaczenie trzeciej próby. Niestety autor/ka czasem staje w rozkroku – albo wytłumaczyć bardziej i ryzykować “wciskanie” czytelnikom interpretacji w twarz, albo nie tłumaczyć bardziej i ryzykować to, co chyba stało się w tym przypadku – ogólną niezrozumiałość tekstu.
Sagitt, przykro mi, że tekst nie przypadł Ci do gustu, ale oczywiście każda opinia jest dla mnie ważna, nawet ta negatywna! Wybrana przeze mnie narracja wynikała poniekąd z wybranego stylu, dlatego decyzja padła na narrację trzecioosobową personalną. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ją lubi, natomiast nie wyobrażam sobie tego opowiadania w innej, szczególnie ze względu na jego tytuł i sam “główny trzon" :)
Ze wszystkich komentarzy rysuje mi się natomiast jeden spójny obraz – decyzja o dodatkowej stylizacji najprawdopodobniej była błędna i lepiej temu opowiadaniu zrobiłoby zostanie przy moim “klasycznym”, nieco mniej ozdobnikowym stylu. Jak już było przeze mnie wspomniane wcześniej, mam do tego słabość i nie dość, że w “zwykłych” opowiadaniach przesadzam, tym łatwiej przesadzić mi w takich bardziej “mistycznych”, jak to. Jak to podsumował Szafirowy Smok – człowiek uczy się całe życie :)
Widzę, że opinie są różne
Jak zwykle :)
ze względu na (jak na razie) konieczność pisania bezosobowego, pozwolę sobie przełożyć to na czas po zakończeniu konkursu, żeby móc to zrobić porządnie :)
Nie ma sprawy, wszyscy tak robimy ^^
Widzę kilka punktów, z którymi nie do końca się zgadzam (nie mówię, że słusznie, raczej subiektywnie)
Ojoj, epistemologia :D
Myślę, że większość poprawię po zakończeniu konkursu, bo widzę, że jury już przybyły, a byłoby to (tak sądzę) zbyt dużo zmian.
Tak też zawsze robimy.

po drugie – wciąż “surowa”, dopiero w trakcie drugiego draftu ;)
Ale jest szansa, że kiedyś :)
Jak to podsumował Szafirowy Smok – człowiek uczy się całe życie :)
Otóż to :)
Witaj. :)
Ze spraw technicznych mam jedyną wątpliwość, czy to przypadkiem nie jest gębowe (?):
– Nai… – Urwał, gdy usłyszał, jak żałośnie brzmi.
Dla ukochanej bohatera wybrałeś, Anonimie, bardzo ciekawe imię celtyckie. :) Interesujące jest i to, że po śmierci człowiek przechodzi przez kolejne stadia rozwoju, wraca do swego początku, stając się w końcu niemowlęciem. Bogini naigrywała się i szydziła z Eavena, lecz znała dalsze koleje losu, stąd pewność i przekonanie w tonie głosu przy każdej jej wypowiedzi. Postać kruka moim zdaniem wzbudza niepokój oraz strach i niepewność. :) Dużo symboliki, a także tajemniczości tworzy specyficzny klimat, w którym od początku do końca, równomiernie, utrzymane jest całe opowiadanie. :)
Klik, pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia. :)
Bruce, dziękuję za klik! Chyba go jeszcze nie widzę, ale może to portal płata figle. Cieszę się, że opowiadanie Ci się podobało. Dzięki za korektę :)
Tarnina, epistemologią się nie zajmuję, po prostu nie widzę wśród Twoich zarzutów żadnych, które można określić całkowicie bezpodstawnymi – niektóre jedynie dotyczą kwestii, jak sądzę, bliższych preferencji, a niektóre zdania z tekstu (z wymienionych) przy “zamierzonym” odbiorze są logiczne – sęk w tym, że ciężko obrażać się na czytelnika, że nie czytał autorowi/autorce w myślach, więc choć niektórych sugestii nie uwzględnię, to z lekkim bólem serca, że w ogóle powstały 
W kwestii książki – postaram się mieć to w pamięci :)

przy “zamierzonym” odbiorze są logiczne – sęk w tym, że ciężko obrażać się na czytelnika, że nie czytał autorowi/autorce w myślach
Otóż to! To jest ten wielki, bardzo sękaty sęk 
Buziak, Anonimie
, ja już od pewnego czasu nie widzę niestety moich klików. Trzeba chyba czekać. :)
Bruce, to nic, przede wszystkim doceniam intencję :D
Będę walczyć o te kliki! 
No to ja kliknę :)
Chociaż nie weszło gładko, a elfów, poza tolkienowskimi, do których mam sentyment z dzieciństwa, zbytnią sympatią nie darzę. Mimo to przeczytałem usatysfakcjonowany, więc klik się należy. Pozdrawiam.
Unfall, dziękuję za klik!
Bruce, spokojnie, to nie II wojna klikowa ;)
Ale chęci, rzecz jasna, doceniam najbardziej.
Bruce, spokojnie, to nie II wojna klikowa ;)
Nie?
Buuuuu!
Od razu by wzrosło zainteresowanie Portalem. 

Wut? :D