- Opowiadanie: UnaBomba - Gąski, gąski, do domu

Gąski, gąski, do domu

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

maciekzolnowski, beeeecki

Oceny

Gąski, gąski, do domu

Pły­nę­li po­wo­li. Od­da­la­li się od grupy ka­ja­ka­rzy. Łaj­da­cy. Tro­glo­dy­ci. Kto przy­no­si na ka­ja­ki gło­śnik i od­pa­la wstręt­ną mu­zy­kę w stylu umcyk-umcyk? Bez­mó­zgi.

– Nie zwra­caj na nich uwagi. Zaraz uciek­nie­my.

Wio­sło­wa­ła, aż pa­li­ły ją mię­śnie. Sama naj­chęt­niej po­kłó­ci­ła­by się z tamtą grupą, ale słu­cha­ła się part­ne­ra. Kazał od­pu­ścić i sku­pić się na swoim ka­ja­ku.

Wresz­cie od­pły­nę­li na tyle, by nie sły­szeć ni­cze­go prócz szumu wody, wia­tru i wła­snych od­de­chów. Pta­ków było mało tego dnia. Roz­luź­ni­ła się i od­wró­ci­ła do mężczyzny.

– Za­uwa­ży­łeś, że na brze­gach wi­dzi­my tylko czte­ry ko­lo­ry? Zie­leń, bo li­ście i ro­śli­ny. Fio­let i żółć, bo wszę­dzie rosną ko­sać­ce i krwaw­ni­ce. A gdzie­nie­gdzie są jesz­cze ja­kieś białe kwia­tusz­ki, ale nie mogę do­pa­trzeć, co to.

– Może ne­nu­fa­ry?

– My­ślisz? Tutaj by rosły?

– Czemu nie? 

– W sumie.

Odło­ży­li wio­sła. Znów od­wró­ci­ła się do niego.

– Jemy coś?

– Nie. Wresz­cie cisza. Od­pocz­nij­my chwi­lę. Niech wiatr i nurt rzeki za­de­cy­du­ją za nas.

Miał oku­la­ry prze­ciw­sło­necz­ne, więc nie wi­dzia­ła jego oczu. Prze­pły­nę­li już ja­kieś pięt­na­ście ki­lo­me­trów. Nie na­rze­ka­ła. Była dziel­na. Li­czy­ła na wyraz apro­ba­ty, jeśli nie w słowie, to cho­ciaż w spoj­rze­niu. Nie tym razem. Kątem oka do­strze­gła w wo­dzie coś bia­łe­go.

– Wi­dzia­łeś?

Ro­zej­rzał się.

– Tam, z two­jej lewej. Wy­glą­da­ło jak głowa.

– Pew­nie duży ka­mień. 

– Z chust­ką na gło­wie?

– Chyba cię po­no­si wy­obraź­nia.

– No tak, pew­nie tak.

Była pewna, że nie był to ka­mień. Choć może fak­tycz­nie zwodzi ją wy­obraź­nia. Skoro on tak mówi, tak właśnie jest. Nie mogła się z nim sprze­czać. Już dawno usta­li­li, że to on jest tym mą­drzej­szym.

Chwy­ci­ła za wio­sło. 

– Chcę pły­nąć.

– Tylko trzy­maj się pra­wej stro­ny.

W od­da­li znów ma­ja­czy­ły po­ma­rań­czo­we ka­ja­ki.

– Przy pro­mie koń­czy­my. Za dużo dziś ludzi.

Po­do­bał jej się ten po­mysł. Nie czuła się już do­brze. Chcia­ła do domu.

 

Noc była dusz­na. Kiedy on spał spo­koj­nie, ona śniła o ka­mie­niach. Sie­dzia­ła na brze­gu rzeki. Ob­ser­wo­wa­ła ważkę, która usia­dła na jej ko­la­nie. Pły­ną­ca le­ni­wie woda nagle się za­trzy­ma­ła. Usły­sza­ła stu­kot.

Z rzeki wy­ło­ni­ła się czasz­ka ubra­na w nie­bie­ską chu­s­tę. Za­wią­za­na pod brodą. Jak u babci. Potem ko­lej­na. I ko­lej­na. Po chwi­li na środ­ku sta­nął ko­piec cza­szek. Usły­sza­ła słowa – na po­cząt­ku szept, ale po chwi­li prze­isto­czył się w praw­dzi­wy ja­zgot, który wy­wier­cał w jej gło­wie dziu­rę.

– Znajdź nas! Ratuj się! Znajdź nas! Ratuj się!

Zbu­dzi­ła się gwał­tow­nie. Była cała mokra. Po­szła do kuch­ni po szklan­kę wody. Na dwo­rze było już jasno. Z okna wi­dzia­ła osie­dlo­wą ławkę. Sie­dzia­ła na niej star­sza ko­bie­ta z chust­ką na gło­wie. Być może po­czu­ła, że ktoś na nią pa­trzy, bo nagle się od­wró­ci­ła. Sta­rusz­ka uło­ży­ła usta w gry­ma­sie, który mógł­by przy­po­mi­nać uśmiech, gdyby nie puste oczo­do­ły. Alek­san­dra od­sko­czy­ła od okna, upusz­cza­jąc szklan­kę. Sprzą­ta­ła szkło z pod­ło­gi, gdy do kuch­ni wszedł, obu­dzo­ny ha­ła­sem, Igor. 

– Daj, ja to sprząt­nę. Ska­le­czysz się.

Usia­dła na krze­śle i po­pa­trzy­ła na niego. Zanim się po­zna­li, jej życie było cha­osem. Wi­dzia­ła i sły­sza­ła różne rze­czy, z któ­ry­mi nie po­tra­fi­ła sobie po­ra­dzić. On się nią za­opie­ko­wał. Miał tylko jeden wa­ru­nek – żeby ufała bar­dziej jemu niż temu, co pod­po­wia­dał jej lęk. Z cza­sem prze­sta­ła z tym wal­czyć. Żyła więc we­dług jego wska­zó­wek. I żyła do­brze. Wresz­cie god­nie. Ko­cha­ła tego czło­wie­ka.

 

Na ko­lej­ną wy­pra­wę udali się mie­siąc póź­niej. Ta sama rzeka, ta sama trasa. Alek­san­drze w gło­wie dzwo­ni­ły słowa sta­rusz­ki, która każ­dej nocy przy­cho­dzi­ła do niej w snach i szep­ta­ła: “Znajdź nas. Ratuj się”.

Pły­nę­li w swoim tem­pie. Mi­nę­li kilka ekip. Kiedy zro­bi­ło się pusto, zna­la­zła wzro­kiem od­po­wied­nie miej­sce.

– Muszę iść w krza­ki na chwi­lę.

Igor nie pro­te­sto­wał. Podał jej rękę, po­mógł wyjść.

Alek­san­dra miała rzecz do zro­bie­nia. We­szła w za­ro­śla ta­ta­ra­ku. Od­chy­li­ła kłą­cza i wi­dzia­ła wolno pły­ną­cą rzekę.

– Je­stem.

Naj­pierw po­czu­ła na twa­rzy gwał­tow­ny po­wiew wia­tru, a potem usły­sza­ła zna­jo­my stu­kot. Czasz­ki się zbli­ża­ły. Czuła to. Była go­to­wa. Chcia­ła się do­wie­dzieć, co czeka na nią w tej wo­dzie. Bo tego, że coś ją tu wzy­wa­ło, była pewna. 

– Ola?

Głos Igora ją za­sko­czył. 

– Wszyst­ko w po­rząd­ku?

W my­ślach rzu­ca­ła w niego so­czy­sty­mi prze­kleń­stwa­mi. Prze­szko­dził jej. 

– Tak. Czy mo­gła­bym…

Bała się, co on powie. Stał spo­koj­nie obok i gła­skał ją po ple­cach. Od­chrząk­nę­ła.

– Mogę tu zo­stać na tro­chę sama?

Po­czu­ła moc­niej­szy uścisk i po­ca­łu­nek na czole.

– Jasne, tylko się nie zgub. Po­cze­kam w ka­ja­ku.

Zo­sta­ła sama. Przy­kuc­nę­ła i za­nu­rzy­ła w wo­dzie dłoń. Kątem oka za­uwa­ży­ła w ta­ta­ra­ku ruch. Ktoś tam był. Pa­trzy­ła pro­sto w wodę. Kre­śli­ła na jej po­wierzch­ni ósem­ki. Na zmia­nę z pra­wej i lewej stro­ny sły­sza­ła głosy.

– On cię złoży w ofie­rze.

– Tak jak nas.

– Ucie­kaj!

– Albo go zabij!

– Po­mścij nas, córko!

Przez za­nu­rzo­ną w wo­dzie dłoń prze­szedł ją dreszcz. Prze­tar­ła oczy. Wsta­ła. Ro­zej­rza­ła się, ale nie za­uwa­ży­ła ni­ko­go w za­ro­ślach. Wró­ci­ła do Igora. Sie­dział na brze­gu i jadł pro­te­ino­we­go ba­to­ni­ka. 

– Zo­sta­wi­łem ci tego z ma­słem orze­cho­wym. Masz, zjedz.

To był jego ulu­bio­ny smak. Jej też. Sam wolał zjeść tego o smaku wa­ni­lio­wym, za któ­rym żadne z nich nie prze­pa­da­ło.

– Mamy dobry wiatr. Mo­żesz od­po­cząć. Ja będę wio­sło­wał.

Naj­lep­sza w ka­ja­kach była wła­śnie ta chwi­la. Sie­dzia­ła w ka­ja­ku i wie­dzia­ła, że jest bez­piecz­na. Za­mknę­ła oczy. Sły­sza­ła tylko wodę, wiatr i ptaki. Gdzieś w tle ma­ja­czył nie­wy­raź­ny krzyk. Alek­san­dra pod­ję­ła już jed­nak de­cy­zję. Ko­cha­ła tego czło­wie­ka, a on ko­chał ją. Dbał o nią. Wie­dzia­ła, że przy nim nie sta­nie się jej nic złego.

 

Na brze­gu, trzy­ma­jąc w ręku ga­łąz­ki krwaw­ni­cy, stała sta­rusz­ka. Ob­ser­wo­wa­ła z da­le­ka od­pły­wa­ją­cą parę. Tym razem się nie udało. Ta gąska jej nie po­słu­cha­ła. Może jesz­cze nie jest go­to­wa. Albo też jej czas już minął. To nic, rzeka po­cze­ka. Zdję­ła z głowy nie­bie­ską chu­s­tę i wrzu­ci­ła do wody. 

 

 

Koniec

Komentarze

Przeczytałem, ale niestety nie zrozumiałem opowiedzianej tu historii. Wiem tyle, że to opko powinno być w kategorii “horror”.

 

Staruszka ułożyła usta w grymasie, który mógłby przypominać uśmiech, gdyby nie puste oczodoły.

A to z pustymi oczodołami nie można się już uśmiechać?

 

Gdzieś w tle majaczył niewyraźny krzyk.

Ten “majaczący” krzyk jakoś mi nie leży.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Aleksandra kiedyś miała problemy psychiczne lub doświadczała halucynacji ("widziała i słyszała różne rzeczy"). Igor nauczył ją ignorować wszystko, co wydaje się nierealne. Dzięki temu odzyskała stabilność.

I właśnie tu pojawia się dramat:

– jeśli głosy są tylko chorobą – Igor ratuje jej życie;

– jeśli głosy mówią prawdę – Igor sprawia, że nie potrafi już rozpoznać zagrożenia.

To bardzo ciekawy paradoks.

UnaBombo, za klimat należą Ci się brawa. 

Fajny nastrój i tak jak zauważył @ma­ciek­zol­now­ski ciekawy dylemat interpretacyjny. 

 

Można by jeszcze dołożyć trzecią interpretację – w dziecięcej zabawie “Gąski, gąski do domu” są trzy role – jest mama, są gąski i jest wilk, który gąski łapie.

Co, jeśli Igor nie jest zbawcą, a wilkiem?

I czy jak w zabawie – gdy Ola już zostanie złapana / pożarta przez wilka / złożona w ofierze – sama się stanie kolejnym wilkiem, wabiącym następne “pokolenie” gąsek? (może teraz przeciwnej płci?)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Fajny nastrój i tak jak zauważył @ma­ciek­zol­now­ski ciekawy dylemat interpretacyjny. 

 

Można by jeszcze dołożyć trzecią interpretację – w dziecięcej zabawie “Gąski, gąski do domu” są trzy role – jest mama, są gąski i jest wilk, który gąski łapie.

Co, jeśli Igor nie jest zbawcą, a wilkiem?

I czy jak w zabawie – gdy Ola już zostanie złapana / pożarta przez wilka / złożona w ofierze – sama się stanie kolejnym wilkiem, wabiącym następne “pokolenie” gąsek? (może teraz przeciwnej płci?)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Przeczytałam i to wszystko, do czego mogę się przyznać, bo chyba nie zrozumiałam tej historii.

Co prawda komentarze Maćka i Jima rzuciły pewne światło na sprawę, ale nie mam pewności, że mnie przekonały.

 

Fio­let i żółć, bo wszę­dzie ro­śnie krwaw­ni­ca i ko­sa­ciec. → Zakładam, że krwawnica i kosaciec nie były pojedynczymi egzemplarzami, więc: Fio­let i żółć, bo wszę­dzie ro­sną krwaw­ni­ce i ko­sa­ćce.

 

W od­da­li ma­ja­czy­ły znów po­ma­rań­czo­we ka­ja­ki. → Czy kolor kajaków zmieniał się?

Proponuję: W od­da­li znów ma­ja­czy­ły po­ma­rań­czo­we ka­ja­ki.

 

“Znajdź nas. Ratuj się.” → “Znajdź nas. Ratuj się”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

reg, poprawiłam błędy. Dziękuję heart

W kwestii interpretacji…

Ze wszystkich moich tekstów ten jest akurat najbardziej osobisty. Pomysł zrodził się zresztą w trakcie wyprawy kajakowej. A ja jestem chyba trudnym partnerem do tych wypraw, bo lubię się na głos zastanawiać, co zrobimy, jeśli wiosło utknie w żebrach jakiegoś trupa i takie tam laugh

Bohaterka jest na rozdrożu. Baba znad rzeki to jątrzycielka, ale i uosobienie jazgoczących doradców. Karmi wrażliwość Aleksandry, jej psychiczne rozchwianie. Daje złudne poczucie zagrożenia i misji do wykonania. Igor z kolei to przeciwny biegun. To, co on sam mówi i jak się zachowuje, świadczy o jego potrzebie opiekuńczości, odpowiedzialności i stabilnym charakterze. Wszystko, co złe, rodzi się w głowie Aleksandry. Ona czeka na jego niemą akceptację, na słowa uznania. Ona sobie więcej dopowiada niż faktycznie się dzieje. 

Baba mówi: “Słuchaj mnie, wyzwól się, on jest groźny”. Igor natomiast: “Pomogę ci, zaufaj mi, jesteś bezpieczna”.

Gdybym miała dwadzieścia lat, poszłabym za babą. Szukałabym emocji. Teraz już wiem, że bezpieczeństwo, cisza i spokój to najlepszy wybór laugh

Bardzo proszę, UnaBombo. Miło mi, że mogłam się przydać. :)

Dziękuję też za wyjaśnienia – utwierdzam się w przekonaniu, że najtrudniej zrozumieć tekst, którego treścią są osobiste doświadczenia i przemyślenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję też za wyjaśnienia – utwierdzam się w przekonaniu, że najtrudniej zrozumieć tekst, którego treścią są osobiste doświadczenia i przemyślenia.

I chyba też najtrudniej taki tekst wytłumaczyć. Bo to chce się na chłodno i bez odsłaniania siebie, ale wtedy interpretacja jest niejasna. wink

Owszem, tłumaczenie nie jest łatwe, ale tym trazem sprostałaś zadaniu. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zastanawia mnie tag Słowianie. Jakieś zabobony związane ze staruszką? Brak tagu Choroba psychiczna. Jeśli nie ona, to wyjaśnieniem jest fantastyka, nie omamy.

Już dawno ustalili, że to on jest tym mądrzejszym.

Bywa i tak. Wolałbym jednak, żeby to ona zdała sobie z tego sprawę. A tak coś w tym związku jest nie teges.

I w sumie nie wiem… Może staruszka ma rację?

 

Fajnie, fajnie, ale nie wiem, o co chodzi? Jedyna sensowna teoria, jaka przyszła mi do głowy jest taka, że ta staruszka-demon (?) chciała wykorzystać dziewczynę do złożenia w ofierze tego chłopaka, ale to też trochę bez sensu, bo głosy podpowiadają Aleksandrze, żeby zabiła go albo uciekła.

No bo opcja numer dwa, że to Igor chciał złożyć Aleksandrę w ofierze w połączeniu z ostatnim akapitem jest w ogóle pozbawiona logiki.

 

Napisane ok, styl nie przeszkadza w czytaniu.

 

Nie oskarżam, ale w podobny sposób opowiadania konstruuje AI.

 

“Aleksandra miała rzecz do zrobienia.” – to zdanie jest dla mnie kompletnie niejasne, pomijając fakt, że nie po polsku. Czy ta rzecz do potrzeby fizjologiczne, czy spotkanie z niewiadomym?

Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.

Nie oskarżam, ale w podobny sposób opowiadania konstruuje AI.

Oooo. Z takimi oskarżeniami proszę uważać. Moje teksty mogą się podobać lub nie. Kto mnie tu kojarzy, wie, że lubię czasem wzbudzać dyskomfort. Ale oskarżenie mnie o AI? 

Dodanie “nie oskarżam” przed resztą zdania brzmi jak dupochron.

Dziń dybry!

 

Rozluźniła się i odwróciła do partnera.

Hm, a może do mężczyzny, bo partner był przed chwilą?

 

Liczyła na wyraz aprobaty, jeśli nie słowem, to chociaż w spojrzeniu.

Konsekwencja:

→ Liczyła na wyraz aprobaty, jeśli nie w słowie, to chociaż w spojrzeniu.

 

Była pewna, że nie był to kamień. Choć może faktycznie to tylko wyobraźnia. Skoro on tak mówi, to tak jest. Nie mogła się z nim sprzeczać. Już dawno ustalili, że to on jest tym mądrzejszym.

Totooooooooozzza!

https://youtu.be/Ug0KpL08OX0

 

Noc była duszna. Kiedy on spał spokojnie, ona śniła o kamieniach. Siedziała na brzegu rzeki. Obserwowała ważkę, która usiadła na jej kolanie. Płynąca leniwie woda nagle się zatrzymała. Usłyszała stukot. Z rzeki wyłoniła się czaszka ubrana w niebieską chustę. Zawiązana pod brodą. Jak u babci.

Pojawienie się czaszki powinno być zaznaczone osobnym akapitem IMO.

 

To był jego ulubiony smak. Jej też. Sam wolał zjeść tego o smaku waniliowym, za którym żadne z nich nie przepadało.

To po co w ogóle kupili waniliowy w takim razie? ;p

 

 

Hm. 

Nie zrozumiałam :P Czemu jest tag Słowianie? Może to ma coś wspólnego z mitologią słowiańską, a ja jej jeszcze nie znam tak dobrze i dlatego nie połączyłam kropek.

W sumie nie wiem, co tu się wydarzyło. Czym mogły być te duchy, za co miałaby je Ola pomścić, no, za mało nam zostawiłaś wskazówek.

Z plusów: nawet ładnie operujesz językiem, warsztatowo jest naprawdę przyzwoicie. Tylko następnym razem może po napisaniu odczekaj trochę, żeby nabrać perspektywy do własnego tekstu i sprawdź, czy w ogóle dla Ciebie samej jest on zrozumiały.

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w dalszym rozwoju warsztatu!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

To jest moje zdanie, dlatego nie oskarżam, a stwierdzam, co podpowiada mi doświadczenie. Nie mamy niestety narzędzi do walki z AI, więc tylko na subiektywnych obserwacjach możemy polegać. Myślałem, że po to są właśnie komentarze…

 

A tu nie chodzi o żaden dyskomfort, tylko o styl (krótkie, rwane zdania) i brak głębszego sensu w całym opowiadaniu, jeśli mam być precyzyjny.

 

Jeśli nie mam racji – świetnie.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.

Holly,

wniosłam poprawki.

Ja kliknęłam w ten link i Doskoza nie chce mnie opuścić. Czemu mi to zrobiłaś? laughlaughlaugh

 

Rozumiem, że tekst może być niezrozumiały. Tak bywa :) Jak jednak już wspomniałam w komentarzu wyżej, jest dla mnie bardzo osobisty i, nawet jeśli niejasny, niech sobie taki zostanie.

W żadnym wypadku nie korzystam z AI. Piszę sama. Zaprzęgam sztuczną inteligencję do pracy zawodowej codziennie. Po pracy nie mogę już patrzeć na ChatGPT wink

UnaBomba

 

Doskonale to rozumiem – tak naprawdę to właściwie piszemy głównie dla siebie samych :)

 

Mam bardzo podobnie – w pracy korzystam z AI pasjami i można powiedzieć, że jestem wręcz zafascynowany możliwościami, jakie daje. Co do pisania – nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek pomocy. Bądź co bądź piszemy duszą, a bezduszne narzędzie może tylko zaszkodzić. Pomijam już fakt, że to kompletnie nie ma sensu, zwłaszcza w przypadku pisania czysto hobbystycznego.

 

Jeśli uraziłem bardzo przepraszam, nie chciałem – chyba po prostu jestem przewrażliwiony na punkcie AI ;)

Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.

Podchodziłem to tego tekstu ze trzy razy. Po pierwszym myślałem, że to historia o opiekuńczym, może za bardzo facecie, i kobiecie która ma lekko z głowa i rzeczywiście takiej opieki potrzebuje ale… patrzę to UnaBomba to nie może być takie proste. Facet musi być zły…

I po drugim przebiegu mam takie przemyślenia: Ten Igor to jest majstersztyk. Najbardziej najbardziej podstępny typ faceta, jakiego do tej pory napisałaś. Nie krzyczy, nie grozi, nie używa siły. On powolutku, z uśmiechem na ustach odbiera Aleksandrze jej własny rozum!

„oni już dawno ustalili, że to on jest tym mądrzejszym”, „ufała bardziej jemu niż własnej intuicji”.

To przemoc psychiczna w białych rękawiczkach.

Aleksandra miała moment ale po prostu odpuściła. Wybrała wygodną niewolę.

A rzeka i ta staruszka… domyślam się, że głosy z wody to nic innego jak krzyk pokoleń kobiet, które w traciły swoją niezależność i tożsamość na rzecz „świętego spokoju” u boku mężczyzny. Próbują wyciągnąć Aleksandrę z tej złotej klatki – „Ratuj się!”, „ta gąska jej nie posłuchała”

Czołem!

 

Cóż, w sumie w niejednoznaczności tekstu dostrzegam jego siłę. Najbliżej mi chyba było do interpretacji, którą wskazał Szafirowy Smok. Ale widzę otwartość.

Demon-babcia też mocny.

Ogólnie narastający klimat niepokoju znów oddany przez Ciebie celnie.

 

Pozdrawiam (i klikam)!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

UnaBomba,

 

wniosłam poprawki.

heart

 

Ja kliknęłam w ten link i Doskoza nie chce mnie opuścić. Czemu mi to zrobiłaś? laughlaughlaugh

heartheartlaugh

 

Rozumiem, że tekst może być niezrozumiały. Tak bywa :) Jak jednak już wspomniałam w komentarzu wyżej, jest dla mnie bardzo osobisty i, nawet jeśli niejasny, niech sobie taki zostanie.

Rozumiem, w końcu piszemy najpierw dla siebie, potem dla innych.

 

W żadnym wypadku nie korzystam z AI. Piszę sama. Zaprzęgam sztuczną inteligencję do pracy zawodowej codziennie. Po pracy nie mogę już patrzeć na ChatGPT wink

I chwała Ci za to!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Nowa Fantastyka