Są rzeczy gorsze od śmierci.
Są rzeczy gorsze od śmierci.
– Przepraszam. – Starszy mężczyzna mówił cicho i spokojnie.
Dziewczyna w imprezowych ciuchach spojrzała na niego lekko poirytowana. Ostry makijaż postarzał ją i wyostrzał rysy.
– Tak? – zapytała, odsuwając komórkę od ucha. Rozejrzała się wokoło. Na skraju parku nie było wiele osób, ale facet nie wyglądał na niebezpiecznego.
– Umarłem, czy może mi pani pomóc?
Nieśmiało uniósł rękę i rozprostował palce. Złota poświata rozlała się po głębokich bruzdach znaczących starczą dłoń.
– Oddzwonię. – Rozłączyła się natychmiast. Uśmiechnęła się życzliwie. – Oczywiście. Co mogę dla pana zrobić?
– Bardzo mi głupio, ale… czy mógłbym skorzystać z telefonu? Ktoś chyba ukradł mój.
Bez słowa podała mu odblokowany telefon z otwartą klawiaturą numeryczną. Mężczyzna wybrał numer. Kilka nieodebranych połączeń później westchnął ciężko, oddając jej komórkę.
– Do kogo chciał się pan dodzwonić?
– Do syna, ale chyba jest zajęty.
– Mieszka w Warszawie? – zapytała. Długie, kolorowe paznokcie rytmicznie stukały w ekran.
– Tak. Pewnie siedzi w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. – Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani, ile pracy jest z takimi szkrabami?
– Dużo zostało panu czasu? – zapytała, wyraźnie roztargniona.
Mężczyzna spojrzał na wnętrze swojej dłoni. Świetliste liczby były zadziwiająco wyraźne, mimo że nie miał na nosie okularów. Je też ukradli.
– Pięćdziesiąt dwie minuty.
– Już zamówiłam panu taksówkę. – Wskazała ławkę obok. – Usiądziemy?
– Nie chcę pani zatrzymywać. – Zerknął na nią speszony. – Pewnie się pani spieszy.
– Nic, co nie może poczekać – zapewniła. Milczała przez chwilę. – Czy wie pan, co się stało?
– Wyszedłem wieczorem na spacer. Usiadłem na ławce, żeby chwilę odpocząć, a gdy się ocknąłem… – Uśmiechnął się zawstydzony. – No cóż.
– Oprócz syna nie chce pan jeszcze do kogoś zadzwonić?
– Nie, żona zmarła piętnaście lat temu, a więcej dzieci nie mam. – Spojrzał na dziewczynę. W parku o tej godzinie, w takim stroju – nie wiedział, czy szła na imprezę, czy z niej wracała. – Przepraszam. Nawet nie zapytałem, jak ma pani na imię.
– Natalia. – Wyciągnęła do niego szczupłą dłoń: – A pan?
Uścisnął ją, dziwiąc się, jaka jest ciepła.
– Tadeusz.
Siedzieli tak przez chwilę, aż w końcu zauważyli taksówkę z białymi kogutami na dachu. Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie wolno migające światła. Przepisy wymagały już, by każda taksówka była w nie wyposażona. Podeszli bliżej. Szyba od strony pasażera powędrowała w dół. Kierowca pochylił się mocno na siedzeniu.
– Ostatni kurs? – zapytał.
– Tak, dla tego pana. – Natalia wskazała starszego mężczyznę.
– Zapraszam – mruknął taksówkarz, otwierając drzwi. Jednym ruchem wyłączył licznik, a na ekranie wystukał kod centrali i rodzaj kursu.
Tadeusz usiadł na siedzeniu obok kierowcy. Ostrożnie zamknął drzwi.
– Bardzo pani dziękuję.
– Nie ma za co. – Dziewczyna ukłoniła się nisko.
Natalia patrzyła, jak odjeżdżają, czując ucisk w żołądku. Wyciągnęła komórkę, wybrała numer.
– Co tam, córciu? – odezwał się kobiecy głos.
– Jesteście z tatą w domu? – zapytała. Uniesieniem ręki zatrzymała nadjeżdżającą taksówkę.– Tak.
– Mogę wpaść?
– Oczywiście, przecież nie musisz się zapowiadać.
– Będę niedługo – zapewniła.
Tadeusz wpatrywał się we własne dłonie. Liczba sekund na złocistym wyświetlaczu szybko malała. Zdawały się błyskawicznie niknąć. Dobrze, że syn mieszkał blisko.
– Na szczęście o tej godzinie jest mały ruch – zauważył taksówkarz. Nie musiał specjalnie wymijać aut, wszystkie zjeżdżały mu z drogi. – Normalnie jest tu korek. – Zerknął na pasażera, a potem na jego dłonie. – Dużo panu zostało?
– Czterdzieści trzy minuty. – Zacisnął pięść.
– Dojazd zajmie nam jeszcze z pięć– mruknął, ale i tak dodał gazu.
Tadeusz kiwnął głową. Nieliczni ludzie, których mijali, zatrzymywali się, żeby spojrzeć za nimi. Niektórzy robili zdjęcia, inni wskazywali pojazd palcami, ale większość po prostu pochylała głowę. Taksówkarz nie odezwał się więcej, a Tadeusz nie był w nastroju na bezcelowe rozmowy. Po prostu siedział, gapiąc się na dłoń. Na uciekające sekundy i minuty. Wolałby nie wiedzieć, ile mu zostało. Jakby czuł oddech śmierci na karku.
– Jesteśmy na miejscu. – Głos taksówkarza wyrwał go z letargu. Mimo to nie ruszył się z miejsca. Kierowca nie ponaglał go, nie rzucał też żadnych uwag.
– Dziękuję bardzo. – Tadeusz w końcu otworzył drzwi.
– Nie ma za co. I… zaczekam tu na pana – zapewnił szybko.
– Nie trzeba, ale dziękuję.
Ruszył do wejścia wysokiego budynku. Jakaś kobieta akurat wchodziła do klatki, przytrzymała mu drzwi.
– Dziękuję – odparł.
Podszedł do wind, ale obie kabiny stały na wysokich piętrach. Zerknął na dłoń. Sfrustrowany rozejrzał się za schodami. Dawno po żadnych nie wchodził, bo kolana odmawiały posłuszeństwa, a serce protestowało. Teraz był jednak pewien, że wszedłby i na dwudzieste piętro i nawet nie dostał zadyszki. Na szczęście syn mieszkał zaledwie na czwartym. Tadeusz przycisnął dzwonek. Potem drugi raz, aż w końcu zapukał. Po chwili usłyszał zdecydowane kroki. Drzwi otworzyły się gwałtownie.
– Ojciec? Co ty tu robisz? – zapytał mężczyzna w średnim wieku. – Byliśmy umówieni?
Był mokry, a podkoszulek znaczyły substancje w wielu kolorach. Tadeusz wyglądał tak samo, gdy karmił syna warzywnymi i owocowymi papkami, które przygotowywała mu żona. Uśmiechnął się ciepło do swoich wspomnień.
– Nie… – odparł, ale przerwał mu pisk, a zaraz po nim wrzask.
– Cholera – warknął mężczyzna, wskazując w stronę kuchni. – Wejdź. Muszę…
Zniknął, zanim skończył. Tadeusz nie protestował, usiadł przy stole. Mieszkanie wyglądało jak każde, w którym są małe dzieci. Wsłuchany w dźwięki zza ściany wpatrywał się w swoją dłoń. Sekundy, a wkrótce minuty przeciekały mu przez palce. Z każdym oddechem zdawały się przyspieszać. Może gdyby przestał oddychać, zwolniłyby? Trzydzieści pięć. Trzydzieści cztery. Trzydzieści trzy…
– Anka wyjechała, a opiekunki się wypięły. – Syn usiadł ciężko na drugim krześle. – Wczoraj dostały jakiejś sraczki. Byłem u lekarza, to powiedział, że nic im nie będzie, ale nie chcą jeść. – Wskazał na podkoszulkę. – Więcej moja koszulka zje niż one. – Przetarł twarz dłońmi. Spojrzał na ojca podkrążonymi oczami. – Coś się stało?
– Czy byłem złym ojcem? – zapytał cicho, zaciskając dłoń.
– Co?
– Czy byłem złym ojcem? – powtórzył spokojnie Tadeusz.
– Nie. – Nadal nie rozumiał. – Chodzi ci o to, że cię nie odwiedzamy? Przy małych dzieciach… wiesz, jak to jest.
– Wiem.
– Przecież załatwiliśmy ci tę opiekunkę. Nie sprawdza się?
– Nie o to chodzi.
– Więc o co? – jęknął poirytowany. – Mówiłeś, że sobie radzisz.
Tadeusz przytaknął. Gdy pytali, zawsze mówił, że wszystko jest w porządku, że sobie „radzi”, że wystarczy, jak od czasu do czasu zadzwonią, że rozumie, że są zapracowani. Kłamał. Kłamał, bo nie chciał być ciężarem.
– To co? Przyszedłeś tak po prostu? – Skrzywił się, słysząc coraz głośniejsze okrzyki dzieci z drugiego pokoju. Wstał. – Bo nie mam czasu…
– Umarłem. – Tadeusz spojrzał na syna.
– Poważnie? – Opadł na krzesło.
Tadeusz przytaknął.
– Cholera. Jeszcze tego… – zaciął się. – Cholera… – Westchnął ciężko. – Może sąsiad zgodzi się z nimi zostać. Nie możesz tu być. Z nimi, gdy… – nie dokończył. – Odwiozę cię do domu.
– Nie trzeba. – Tadeusz wstał, uśmiechając się ciepło. – Na dole czeka na mnie taksówka – skłamał. Nie wierzył, że taksówkarz zaczeka na niego, zamiast wziąć płatny kurs. Powiedział to pewnym głosem, jak tyle razy wcześniej. – Chciałem cię zobaczyć… i moje wnuki. Jeśli mogę?
– Tak, jasne. – Syn wstał, automatycznie wskazując salon.
Tadeusz uściskał wnuki, które chyba nie do końca rozumiały, kim jest. Bliźniaki miały już dwa lata, a Tadeusz widział je może kilka razy. Wierciły się w jego objęciach. Gdy jedno zaczęło płakać, drugie od razu mu zawtórowało. Syn próbował je uspokoić, ale średnio mu to wychodziło. Tadeusz poklepał go po plecach i wyszedł bez słowa.
Wychodząc z klatki, zobaczył mężczyznę opartego o samochód.
– Jedziemy? – zapytał taksówkarz, wyrzucając niedopałek.
Tadeusz kiwnął głową i wsiadł bez słowa.
– Dokąd?
– Do notariusza – poprosił cicho.
Taksówkarz wystukał coś na terminalu.
– Centrala – wywołał przez cb radio.
– Tak?
– Mam ostatni kurs, możecie mi wyszukać najbliższego notariusza?
– Oczywiście.
Cisza.
– Przepraszam. – Taksówkarz wyciągnął rękę do mężczyzny. – Janusz jestem. Z tego wszystkiego zapomniałem o manierach.
– Tadeusz. – Uścisnął podaną mu dłoń. Przebijające się przez nią jaśniejące liczby wskazywały dwadzieścia osiem minut.
Centrala podała adres, ruszyli.
– Czy możemy coś jeszcze dla pana zrobić? – zapytał ciepły kobiecy głos z głośnika.
Janusz spojrzał na pasażera. Wyciągnął cb radio w jego stronę, wciskając przycisk.
– Nie – odparł Tadeusz. – Ale dziękuję za chęci.
– Na pewno pan zdąży – zapewniła kobieta. Po chwili usłyszeli jeszcze: – Bardzo nam przykro.
Jechali w ciszy.
– Godzina to za mało – rzucił nagle Janusz. – Co niby w tym czasie da się załatwić? – Zerknął szybko na mężczyznę.
– Bogowie są kapryśni – odparł Tadeusz, nie patrząc na niego.
– Raczej złośliwi. – Janusz zacisnął ręce na kierownicy.
Tadeusz parsknął cicho.
– Moja żona mówiła, że bardziej przypominają polityków: przekupni i robią wszystko, żeby im było najlepiej. Nic innego się nie liczy.
– W sumie coś w tym jest. – Janusz pokiwał głową. – I dziady co chwila zmieniają zasady. Obcinają godziny, ograniczają dostęp. Teraz tylko z naturalnych przyczyn, a zaraz trzeba będzie występować o jakieś zaświadczenia.
Tadeusz milczał wpatrzony w swoje dłonie.
– Piętnaście lat temu moja żona dostała udaru – westchnął. – Wyjechała na szkolenie za granicę. Zadzwoniła, żeby się pożegnać. Wtedy mieliśmy dwanaście godzin, ale nie było takich udogodnień jak teraz. – Wskazał na taksówkę. – Wszystko trzeba było załatwiać na własną rękę, za własne pieniądze. Oboje ruszyliśmy sobie naprzeciw, modląc się, żeby spotkać się po drodze.
Taksówkarz zerknął niepewnie na Tadeusza: – Udało się?
– Tak. – Mężczyzna uśmiechnął się na to wspomnienie. – Zasnęła w moich ramionach, na ławce w parku. – Nagle parsknął: – To nawet zabawne, że ja też umarłem w takim miejscu.
Zaparkowali na chodniku, biały kogut nadal wolno wirowały na dachu taksówki.
– Czy… czy mógłbyś mi towarzyszyć? – poprosił Tadeusz cicho.
– Oczywiście.
Kancelaria, do której trafili, znajdowała się w przeszklonym, nowoczesnym wieżowcu. Niemal sterylne wejście, starannie dobrane meble i dekoracje z kwiatów. Na końcu korytarza znajdowała się długa lada.
– W czym mogę panom pomóc? – zapytała recepcjonistka z wyuczonym uśmiechem.
– Umarłem… – zaczął nieśmiało Tadeusz. Czuł się tak, jakby robił wszystkim kłopot.
– Rozumiem. – Wstała od razu. – Ile zostało panu czasu? – zapytała, naciskając przycisk na biurku.
Zerknął na dłoń.
– Szesnaście minut.
– Zaraz przyjdzie notariusz. Czy mogę w tym czasie prosić o pana dowód?
Spojrzał na nią smutno: – Zostałem okradziony, nie mam…
– To nie problem – zapewniła szybko. Spojrzała na kolegę. – Czy możesz poprosić, żeby dyżurna policjantka dołączyła do nas w jedynce? – Nie czekając na odpowiedź, wskazała Tadeuszowi kierunek. – Zapraszam.
W dużej sali czekał na nich mężczyzna z laptopem. Przedstawił się grzecznie i zaprosił ich do okrągłego drewnianego stołu. – W czym mogę pomóc? – zapytał notariusz.
– Chciałbym spisać testament.
– Oczywiście. – Mężczyzna wystukał coś na klawiaturze. – Mam tu wzór, zaraz go uzupełnimy. Na pewno wszystko pan pamięta.
Tadeusz przytaknął. Śmierć miała jedną nieoczywistą zaletę: przywracała pamięć, dzięki czemu mógł podać dane osobowe, w tym PESEL i inne niezbędne informacje. Prawie skończyli, gdy do sali weszła umundurowana policjantka.
– Dobry wieczór – przywitała się i przedstawiła. – Rozumiem, że został pan okradziony. – Położyła na blacie skaner.
– Tak.
– Pamięta pan może, kto to zrobił? – zapytała, siadając obok i wyciągając do niego rękę.
– Niestety. – Podał jej dłoń, pozwolił zeskanować swoje odciski.
Przekazała informacje notariuszowi, a on sprawdził, czy wszystko się zgadza z tymi na przygotowywanym dokumencie. Kiwnął głową.
– A okoliczności śmierci?
– Byłem w Parku Praskim. Wyszedłem na wieczorny spacer. Usiadłem na chwilę, żeby odpocząć, bo zabolało mnie serce. Podejrzewam, że dostałem zawału.
– Czy mamy kogoś zawiadomić? – Policjantka uśmiechnęła się uprzejmie.
– Już… to załatwiłem. Teraz. – Spojrzał na złociste liczby. Dwanaście minut. – Chciałbym tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo finansowe.
Notariusz szybko podsumował ustalenia. Większość dziedziczyły bliźniaki, niewielką część syn i Fundusz na Rzecz Odzyskania Czasu. Oczywiście po odliczeniu obligatoryjnych dziesięciu procent majątku na utrzymanie projektu Pozostałego Czasu.
– Proszę. – Asystent, który pojawił się jakby znikąd, podał notariuszowi wydrukowane dokumenty. Wskazał, gdzie podpisać.
Tadeusz to zrobił, podobnie jak policjantka i Janusz, którego poproszono o bycie świadkiem. Po uporządkowaniu spraw zapadła cisza, której nikt nie chciał przerwać. Świetliste liczby na dłoni Tadeusza pokazywały pięć minut. Nie bał się, ale odczuwał dyskomfort. Wolałby, żeby już było po wszystkim. Wcześniej czas płynął stanowczo za szybko, teraz wlókł się niemiłosiernie wolno. Westchnął.
– Czy możemy coś dla pana zrobić? – zapytała policjantka.
Spojrzał po wszystkich. Wiercili się na krzesłach i unikali jego wzroku. Tadeusz nerwowo pocierał dłonią udo.
– Jeżeli to nie byłby problem – zaczął nieśmiało – to chciałbym wypić kieliszek wódki.
Asystent zniknął, by po chwili przynieść tacę z oszronioną butelką i kieliszkami. Notariusz postawił wszystko przed Tadeuszem.
– Napiją się państwo ze mną? – zapytał z nadzieją.
– Ja, niestety, jestem w pracy – zauważył notariusz, odkręcając butelkę.
– Ja także – dodała policjantka.
Tadeusz z nadzieją spojrzał na taksówkarza. Ten bez słowa wyjął kluczyki i położył je na lakierowanym blacie.
– Zamówię sobie taksówkę – zaśmiał się, podstawiając kieliszek.
Stuknęli się. Tadeusz opróżnił swój do dna.. Wódka spłynęła mu do gardła. Była dokładnie taka, jak pamiętał: krystaliczna, paląca, aromatyczna i cudownie zimna. Jak na jego ślubie. Uśmiechnął się na wspomnienie o żonie. Dokładnie pamiętał, jak trzymał ją w ramionach podczas ich pierwszego razu w niewielkim mieszkanku na Pradze-Północ i ostatni raz na parku na ławce w jakimś nieznanym zakątku świata.
Taksówkarz odkręcił ponownie butelkę. Tadeusz podstawił kieliszek, uśmiechając się z wdzięcznością. Wypił, odstawił go i zamarł. Po prostu. Tak, jak siedział. Zamknął oczy i już się nie ruszył. Licznik na dłoni migał samymi zerami, aż w końcu całkowicie zgasł.
Cisza.
Janusz nalał sobie kieliszek i uniósł go.
– Spoczywaj w pokoju. – Wychylił kieliszek, po czym odstawił go do góry dnem na lakierowany stół.
Z telefonu, więc bez łapanki. Ale zachęcam do zrobienia własnej, bo tu i ówdzie zabrakło spacji, w jednym miejscu znalazła się chyba też podwójna.
Bardzo fajny koncept. Przy kobiecie w parku byłem nieufny – dlaczego ona ma z tym wszystkim (względny) luz? Gdy okazało się, że tak działa ten świat, po prostu ma m zacząłem się cieszyć pomysłem. Trochę In time, ale, o ironio, przesunięte w czasie.
Motyw zalatanego syna i bardziej od niego pomocnych przypadkowych ludzi tak samo przykry jak wyświechtany, więc nie zrobił większego wrażenia. Ale sama uczynność ludzi przedstawiona bardzo sympatycznie, więc na niej się skoncentrowałem.
Zakończenie, mimo pitej wódki, wcale nie takie gorzkie. :)
Kliknę, a co!
Dzień dobry,
Z chyba błędów, które wyłapałem:
– Tak? – zapytała, odsuwając komórkę od ucha. – Tu chyba jest podwójna spacja.
– Nie chce pani zatrzymywać – Nie chcę pani zatrzymywać. Bo to chyba Tadeusz mówi.
Tadeusz wpatrywał się w swoje dłoni – w swoje dłonie
Przebijające się przez nią jaśniejące litery – a nie liczby? Chyba, że na timerze jest coś zapisane.
Bardzo fajne opowiadanie i przyjemny styl. Mimo skojarzenia z “Wyścigiem z czasem”, to cały tekst jest zachowany w spokojnym tonie. A i ta reakcja syna na śmierć ojca trochę zabawna, nie wiem, czy to był zamierzony efekt, a może tylko mnie się to wydało zabawne.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia :)
Pomysł jest ciekawy. Gorzej z wykonaniem.
Rozumiem, że skupiłxś się na pokazaniu, jak wygląda proces, stąd ciężko oczekiwać tu jakiejś niesamowitej historii – ok, rozumiem to.
Natomiast moim zdaniem niektóre elementy zostały niepotrzebnie przeciągnięte, a niektórym poświęcasz za mało czasu.
No i niestety sporo tu baboli, a i styl pozostawia sporo do życzenia.
Subiektywne uwagi:
– “– Przepraszam – głos starszego mężczyzny był cichy i spokojny.” – błędny zapis dialogu,
– “w takim stroju”,
– brakuje przecinków,
– “Tadeusz wpatrywał się w swoje dłonie”,
- ”Na dole czeka na mnie taksówka. – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem.” -dlaczego kłamał? przecież taksówka faktycznie czekała,
– “zapomniałem manier” – raczej o manierach,
– “Zerknął na mężczyznę szybko” – raczej zerknął szybko na mężczyznę,
– “Raczej złośliwi. – Zacisnął ręce na kierownicy.” – tu brakuje informacji kto zacisnął, wiem, że to może oczywiste, ale w tekście wygląda tak, jakby zrobił to Tadeusz, nie Janusz,
– “Teraz tylko z naturalnych przyczyn a zaraz będzie trzeba (?) występować o jakieś zaświadczenia.”,
- Nie rozumiem, dlaczego taksówka miałaby mieć sygnał dźwiękowy? No i chyba nie powinna mieć syren… Rozumiem, że była specjalna, ale jednak mi to nie gra.
Anonim dziękuje wszystkim za poświęcony czas i uwagi.
Anonim postarał się usunąć babole :) , ale też ma tendencję do zjadania końcówek, za co przeprasza.
Barniusz
Bardzo fajny koncept. Przy kobiecie w parku byłem nieufny – dlaczego ona ma z tym wszystkim (względny) luz? Gdy okazało się, że tak działa ten świat, po prostu ma m zacząłem się cieszyć pomysłem. Trochę In time, ale, o ironio, przesunięte w czasie.
Bo Anonim uznał, że młoda i jeszcze nie ogarnęła. Dla niej to odległa przyszłość.
Kliknę, a co!
Dziękować :)
SknerusMacKwacz
Bardzo fajne opowiadanie i przyjemny styl. Mimo skojarzenia z “Wyścigiem z czasem”, to cały tekst jest zachowany w spokojnym tonie. A i ta reakcja syna na śmierć ojca trochę zabawna, nie wiem, czy to był zamierzony efekt, a może tylko mnie się to wydało zabawne.
Dziękować. Syn chyba od dawna trochę nie ogarnia, nawet nie pamięta pewnie, kiedy z ojcem ostatni raz rozmawiał.
Szafirowy Smok
Pomysł jest ciekawy. Gorzej z wykonaniem.
:) i oj.
Rozumiem, że skupiłxś się na pokazaniu, jak wygląda proces, stąd ciężko oczekiwać tu jakiejś niesamowitej historii – ok, rozumiem to. Natomiast moim zdaniem niektóre elementy zostały niepotrzebnie przeciągnięte, a niektórym poświęcasz za mało czasu.
Anonim nie chciał się skupiać na technice procesu, a raczej na tej jednej godzinie, która pozostała bohaterowi i reakcji otoczenia na niego. Więc tak, pewne rzeczy zostały skrócone inne wydłużone.
– ”Na dole czeka na mnie taksówka. – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem.” -dlaczego kłamał? przecież taksówka faktycznie czekała,
Bo powiedział taksówkarzowi, żeby na niego nie czekał i sam nie wierzył, że będzie na niego czekać skoro w tym czasie może zarabiać. Więc Tadeusz (w swojej opinii) kłamie.
– “Raczej złośliwi. – Zacisnął ręce na kierownicy.” – tu brakuje informacji kto zacisnął, wiem, że to może oczywiste, ale w tekście wygląda tak, jakby zrobił to Tadeusz, nie Janusz,
Anonim uznał, że skoro ręce były na kierownicy, będzie raczej wiadomo, że to kierowca/taksówkarz je zaciska – poprawione.
– Nie rozumiem, dlaczego taksówka miałaby mieć sygnał dźwiękowy? No i chyba nie powinna mieć syren… Rozumiem, że była specjalna, ale jednak mi to nie gra.
Specjalna. System w kraju (te udogodnienia, o których Tadeusz wspomina) to m.in. infrastruktura ogarniająca proces po śmierci. Czyli taksówki nie biorą pieniędzy za ostatni kurs, mają sygnały, by użytkownicy drogi wiedzieli, że w tym momencie to auto uprzywilejowane, podobnie jak nieodpłatna konsultacja u dowolnego notariusza :)
Z innej beczki, czy tylko Anonimowi portal dziś wariuje i wywala błąd serwera? :)

Hej ho!
Bardzo intrygujący konspekt śmierci. Taki… spokojny, flegmatyczny, wręcz wyprany z emocji. Umieranie staje się naturalną koleją rzeczy w bardzo dosłownym znaczeniu. Tadek nie panikuje, do tego każdy jest przemiły i chce pomóc (prawdziwa fantastyka xD). Na tle tych uprzejmych ludzi jego syn objawia się jako oziębły palant, co akurat podkreśla obojętność wobec śmierci.
Fabularnie nie dzieje się tu jakoś wiele. Wizytę u syna jeszcze rozumiem, ale notariusz? Czy nie lepiej byłoby spisać testament wcześniej, a kiedy odpali się złoty licznik, zrobić coś… szalonego? Osobiście wolałabym poczytać o tym, jak dziadek w ostatnich minutach życia wciska się w szelki do bungee, zamiast pić wódkę z taksiarzem i spisywać ostatnią wolę. No, chyba, że chciał wydziedziczyć syna, palanta! :D
Sympatycznie, że każdy po śmierci dostaje jeszcze chwilę, żeby pozałatwać swoje sprawy. Podoba mi się ten pomysł. Za co kliknę do biblioteki.
– Zapraszam – mruknął taksówkarz, otwierając drzwi. Jednym ruchem wyłączył licznik, a na ekranie wystukał kod centrali i rodzaj kursu.
W miedzyczasie wysiadł, obiegł taksówkę, żeby otworzyć drzwi? I w tym samym momencie wystukuje coś na ekranie? Czy chodzi jedynie o “odblokowanie drzwi”.
Więcej ja zjem niż one.
Jest dorosłym mężczyzną, więc tak, zje więcej niż dzieci. :D
Może raczej coś w stylu: – Więcej trafiło na moją koszulkę niż do ich buzi.
Pozdrawiam serdecznie!
Witaj. :)
Sprawy językowe, które mnie zatrzymały przy czytaniu (poniższe sugestie oraz wątpliwości są zawsze tylko do przemyślenia):
Kilka nieodebranych połączeń później, westchnął ciężko, oddając jej komórkę. – zbędny pierwszy przecinek?
– Do syna, ale pewnie jest zajęty.
– Mieszka w Warszawie? – zapytała, stukając palcami o długich paznokciach w ekran.
– Tak. Pewnie jest w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani pewnie, ile jest z tym pracy. – powtórzenia?
Ta część dialogu jest niejasna, jakby brakowało kilku zdań – czego dotoczy wyraz „nic”?:
– Zamówiłam panu taksówkę. – Wskazała na ławkę obok. – Usiądziemy?
– Nie chcę pani zatrzymywać. – Zerknął na nią speszony. – Pewnie się pani spieszy.
– Nic (przecinek?) czego nie mogę zrobić później – zapewniła. Milczała przez chwilę. – Czy wie pan, co się stało?
– Tak. Pewnie jest w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –(brak spacji?) Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani pewnie, ile jest z tym pracy.
Nie, żona zmarła piętnaście lat temu (przecinek?) a więcej dzieci nie mam.
Nawet nie zapytałem (i tu?) jak ma pani na imię.
Uścisnął ją, dziwiąc się (i tu?) jak ciepła była.
Siedzieli tak przez chwilę, aż w końcu zauważyli taksówkę z białymi syrenami. Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie białe, wolno migające światła. – informacja powtórzona/powtórzenie/stylistyczny?
Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy. – tylko przemyślenie: to zdarza się dość rzadko
– Co tam córciu? – odezwał się kobiecy głos. – przecinek przy Wołaczu?
Niekonsekwentnie zapisujesz didaskalia w dialogach, np.:
– Przepraszam. – Głos starszego mężczyzny był cichy i spokojny.
– Jesteśmy na miejscu – głos taksówkarza wyrwał go z letargu.
– Tak. Pewnie jest w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani pewnie, ile jest z tym pracy.
– Czy mamy kogoś zawiadomić? – policjantka uśmiechnęła się profesjonalnie.
– Wyszedłem na wieczorny spacer. Usiadłem na ławce, żeby chwilę odpocząć, a gdy się ocknąłem… – Uśmiechnął się zawstydzony. – No cóż.
– Tak. – Mężczyzna uśmiechnął się na to wspomnienie.
Dzieciaki zostawił w kojcu z dwoma zabawkami, o które zaraz na pewno zaczną się bić. – gramatyczny?
– Nie trzeba. – Tadeusz wstał, uśmiechając się ciepło. – Na dole czeka na mnie taksówka. – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem. – Chciałem cię zobaczyć… i moje wnuki. Jeśli mogę? – błędny zapis dialogu?
– Tak, jasne – Syn wstał, automatycznie wskazując na salon. – i tutaj podobnie?
Mimo skończonych dwóch latek Tadeusz widział je może kilka razy. – składniowy i logiczny? – konstrukcja zdania wskazuje, że to nie dzieci, lecz dziadek skończył dwa latka
– Na pewno pan zdąży – zapewniła kobieta. Po chwili usłyszeli jeszcze. (może tu dwukropek zamiast kropki?) – Bardzo nam przykro.
– Tak. – Mężczyzna uśmiechnął się na to wspomnienie. – Zasnęła w moich ramionach, na ławce w parku. – Nagle parsknął. (tu podobnie?) – To nawet zabawne, że ja też umarłem w takim miejscu.
Teraz tylko z naturalnych przyczyn (przecinek?) a zaraz będzie występować o jakieś zaświadczenia.
Na końcu korytarza znajdowała się długa biała łada. – tu literówka?, czy chodziło rzeczywiście o auto?
– Rozumiem – wstała od razu. Ile zostało panu czasu? – zapytała, naciskając przycisk na biurku. – błędny zapis dialogu?
Mam tu wzór, zaraz wszystko uzupełnimy. Na pewno wszystko pan pamięta. – powtórzenie?
Niespodziewaną zaletą śmierci, była bardzo dobra pamięć, dzięki czemu mógł podać dane osobowe, PESEL i inne niezbędne informacje, aby ułatwić stworzenie testamentu. – zbędny pierwszy przecinek?
– Dobry wieczór. – Przywitała się i przedstawiła. – Rozumiem, że został pan okradziony. – Położyła na blacie skaner. – błędny zapis dialogu?
– Niestety. – Podał jej dłoń, pozwolił zeskanować swoje odciski.
Podała informacje notariuszowi, a on sprawdził, czy wszystko się zgadza z tymi na dokumencie, który tworzyli. – powtórzenie?
– Już… to załatwiłem. Teraz – Spojrzał na złociste liczby. Dwanaście minut. – Chciałbym tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. – błędny zapis dialogu?
Wskazał (przecinek?) gdzie je podpisać.
W tekście zatrzymały mnie także pewne niefortunne sformułowania, tworzące usterki stylistyczne, np.:
Wyciągnął cb radio w jego stronę, przyciskając przycisk.
Ile zostało panu czasu? – zapytała, naciskając przycisk na biurku.
Mocno wzruszyła mnie Twoja interpretacja konkursowego hasła przewodniego. Ogromnie smutny, „ostatni kurs” człowieka dobrego, życzliwego, kochającego i rodzinnego. :) Cieszy, że syn pożegnał się z nim, że pozwolił przytulić wnuki, że nie odpowiedział lawiną pretensji na pytanie o to, czy miał dobrego ojca. Zrozumiałą jest zatem decyzja o odwiedzinach u jedynego dziecka oraz – o wizycie u notariusza – nasz bohater chciał w ostatnich chwilach spotkać się z synem oraz dać jeszcze bliskim wszystko to, co tylko mógł. Odliczanie poprzez światło na dłoni – bardzo oryginalne.
Zachowanie każdego napotkanego, obcego w sumie człowieka, napawa optymizmem – pomagają, poświęcają czas, są życzliwi, starają się, traktują z należnym szacunkiem. Na szczególną uwagę zasługuje bezinteresowność oraz „ludzki” charakter taksówkarza Janusza. :) A zatem – mamy jeszcze dobrych ludzi na tym świecie i wcale ich niemało. :) Całość ma ciepły, spokojny, dobry klimat, choć czuje się powolne odliczanie, niemożliwe do zatrzymania czy opóźnienia. Odejście samego Tadeusza (imię bardzo mi bliskie, bo nosili je: Tata i Dziadek) – mega smutne. Żal, lecz to niestety nieuniknione… Śmierć pisana jest każdemu z nas.
Na wyraźne podkreślenie zasługuje także postać samego staruszka – pogodził się z tym, co go niechybnie czeka, nie psioczy, nie dramatyzuje, nie urąga, i tylko w ostatnich momentach stara się za wszelką cenę zrobić to, co uważa za najważniejsze: pożegnać jedyne dziecko i jedyne wnuki oraz zabezpieczyć ich byt.
Kliczek, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. ;)
Ja się chciałem zapytać, gdzie się wpłaca na projekt Pozostałego Czasu, bo jestem zainteresowany. Podoba mi się pomysł. Opowiadanie też, a że nie mogę kliknąć przelewu na dodanie czasu, to chociaż kliknę bibliotekę. Pozdrawiam.
Anonim dziękuje za wszystkie uwagi i z góry przeprasza za opóźnione odpowiedzi – serwer mnie nie lubi i wylogowuje, albo wywala błąd ;)
JolkaK
Anonim wita szanowne jury.
Marszawa
Dziękuje za przeczytanie i cieszę pomysł się spodobał.
Tadek nie panikuje, do tego każdy jest przemiły i chce pomóc (prawdziwa fantastyka xD).
Anonim wie, że to zapewne "najmocniejszy" fantastyczny tu element ;) Choć uznał, że w świecie gdzie takie rzeczy stały się normą, wielu starałoby się być uczynnymi, bo może podświadomie, sami czują, że mogą być na miejscu Tadeusza.
W miedzyczasie wysiadł, obiegł taksówkę, żeby otworzyć drzwi? I w tym samym momencie wystukuje coś na ekranie? Czy chodzi jedynie o “odblokowanie drzwi”.
Nie no, Tadeuszowi rąk jeszcze nie urwało – więc sam może sobie otworzyć ;)
Jest dorosłym mężczyzną, więc tak, zje więcej niż dzieci. :D Może raczej coś w stylu: – Więcej trafiło na moją koszulkę niż do ich buzi.
W sumie fakt, Anonim zmienił na „Więcej moja koszulka zje niż one”
bruce
Dzięki za poświęcony czas i jest wdzięczny za pozytywny odbiór (dość smutnego) tekstu. I dzięki za kliknięcie.
Na szczególną uwagę zasługuje bezinteresowność oraz „ludzki” charakter taksówkarza Janusza. :)
Anonim wybrał to imię ze względu właśnie na powszechnie znany wizerunek „typowego” Janusza, uznał, że będzie to ciekawy kontrast dla tego wzorca zachowań.
Anonim wstydzi się błędów i postarał się je poprawić zgodnie z uwagami :]
Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy. – tylko przemyślenie: to zdarza się dość rzadko
Masz rację, chociaż Anonim uznał, że w takiej, dość specyficznej sytuacji (ostatniego kursu) i ze względu na podeszły wiek Tadeusza, raczej usiadłby z przodu.
Unfall
Cześć, dzięki za przeczytanie i klika.
Ja się chciałem zapytać, gdzie się wpłaca na projekt Pozostałego Czasu, bo jestem zainteresowany.
To jak z podatkami – jest pewnie wiele instytucji, które to nadzoruje, a na końcu okazuje się że po drodze stracono większość pieniędzy, która powinna iść na dany cel –studnia bez dna. Anonim do tej pory nie myślał, że może być coś gorszego niż politycy, ale bogowie/politycy/biurokraci to przerażający koncept.
Dziękuję, chylę czoła, pozdrawiam. 

Głos starszego mężczyzny był cichy i spokojny.
Hmmm.
Na skraju parku nie było wiele osób, ale facet nie wyglądał, jakby stanowił zagrożenie.
Hmmmm. Może: Na skraju parku było pusto, ale facet nie wyglądał na niebezpiecznego?
Umarłem, czy może mi pani pomóc?
Grunt to mówić wprost :)
Złota poświata rozlała się po głębokich bruzdach znaczących starczą dłoń.
Ładne, tylko powtarza się "dłoń".
z już przygotowaną klawiaturą
Hmm.
Kilka nieodebranych połączeń później, westchnął ciężko
Tu bez przecinka.
stukając palcami o długich paznokciach w ekran
Hmmmmmmm. Trochę niezgrabne, ale jak by to poprawić…
Wyobraża sobie pani, ile jest z tym pracy.
"Z tym" trochę nie pasuje do kochającego dziadka.
zapytała roztargniona
Hmmm.
Świetliste liczby były zadziwiająco wyraźne, mimo że nie miał na nosie okularów.
Hmm. To on je widział wyraźnie, chociaż nie miał okularów. Bo sama wyraźność jako taka nijak się z okularami nie wiąże.
Nic czego nie mogę zrobić później
Kalka z angielskiego, aż boli…
Wyszedłem na wieczorny spacer.
Może lepiej: Wyszedłem wieczorem na spacer.
W parku o tej godzinie, w takim stroju – nie wiedział, czy szła na imprezę
Myślnik jednak troszkę myli. Nie bardzo, sens jest jasny, ale zawsze.
dziwiąc się, jak ciepła była
C.t.: dziwiąc się, jaka jest ciepła.
aż w końcu zauważyli taksówkę
W mieście pełno taksówek, to nie musi być ta ich :)
taksówkę z białymi syrenami
<tu było marudzenie o tym, że tak nie może być, ale dalej się okazało, że w tym konkretnym tekście może, więc oto wiewiórka>
Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie wolno migające światła.
No. Czyli nie syreny :)
Kierowca pochylił się mocno na siedzeniu.
Wiem, o co chodzi, ale… hmm.
Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy.
Wiemy, że obok kierowcy siedzi pasażer. Nie musisz tego tłumaczyć.

Patrzyła, jak odjeżdżają, czując ucisk w żołądku.
Hmmm. Kto czuje ucisk? :)
machając na nadjeżdżającą taksówkę
Troszkę czkawka.
– zapewniła.
Hmmm, czy to jest zapewnienie… może i jest.
wpatrywał się w swoje dłonie
Lepiej: we własne dłonie.
Złociste sekundy zdawały się błyskawicznie niknąć
Hmm? To ten wyświetlacz traci intensywność? Czy po prostu liczba się zmniejsza?
robiąc łatwy przejazd
Niezbyt po polsku i w sumie niepotrzebne.
Normalnie jest tu korek. Zerknął na pasażera
Zniknął myślnik i didascale się skleiło z wypowiedzią.
– Dojazd zajmie nam jeszcze z pięć minut – rzucił, ale i tak dodał gazu.
Hmm, rzucił? "Minut" można wyciąć.
zatrzymywali się, patrząc za nimi
Nie dam głowy za ten imiesłów.
Po prostu tam siedział
"Tam" jest kalką z angielskiego. Let it go :)
Jakby czuł oddech na karku.
Hmm. Jakiś konkretny oddech?
Głos taksówkarza wyrwał go z letargu. Mimo to nie ruszył się z miejsca. Mężczyzna go nie pośpieszał, nie marudził.
Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.
Podszedł do windy. Obie zatrzymały się na wysokich piętrach.
Hmm. A może tak: Podszedł do wind, ale obie stały na wysokich piętrach.
kolana odmawiały mu posłuszeństwa
Zaimek można skasować.
podkoszulkę znaczyły nierozpoznawalne substancje w wielu kolorach
Podkoszulek. Hmm. Plamy mogą go znaczyć, zapewne różnokolorowe plamy, ale Tadeusz przynajmniej się domyśla, z czego, więc czy nierozpoznawalne?
Tadeusz tak samo wyglądał
Jednak: Tadeusz wyglądał tak samo.
przerwał mu pisk, a zaraz po nich wrzask
Literówka.
wskazując na kuchnię
Hmm.
Mieszkanie wyglądało jak każde, gdy miało się małe dzieci.
Mieszkanie wyglądało jak każde, w którym są małe dzieci.
W zawrotnym tempie sekundy, a potem i minuty przeciekały mu przez palce.
Trochę splątane i maślane (przeciekanie jest z zasady dość szybkie, przynajmniej to metaforyczne). Może: Sekundy, a wkrótce minuty przeciekały mu przez palce.
Dzieciaki zostawił w kojcu z dwoma zabawkami, o które zaraz na pewno zaczną się bić.
Ale patrzymy z punktu widzenia Tadeusza (prawda?) który o tym nie wie. A z kolei narrator wszechwiedzący, jeśli ma swoje opinie, powinien się z nimi wcześniej ujawnić.
Kłamał, bo nie chciał być ciężarem.
Uuu… a oni uwierzyli, bo nie chcieli się przejmować… ale z drugiej strony, to on o tym zadecydował… nie? Kurczę, duży temat.
słysząc narastające piski
Hmm? To dzieci, nie myszy :)
Na dole czeka na mnie taksówka – skłamał
W sumie taksówkarz powiedział, że zaczeka…
jak robił to wiele razy przedtem
"Robił to" można spokojnie wyciąć.
automatycznie wskazując na salon
Hmm, nie wiem, czy nie wycięłabym "na".
Mimo skończonych dwóch latek bliźniaków Tadeusz widział je może kilka razy.
Poplątało się: Bliźniaki miały już dwa lata, a Tadeusz widział je może kilka razy.
mężczyznę opierającego się o samochód
A może: mężczyznę opartego o samochód.
Tadeusz kiwnął głową, bez słowa wsiadł do samochodu.
Żeby nie powtarzać "samochodu" można tak: Tadeusz potaknął i wsiadł bez słowa.
wywołał
Hmm.
Z tego wszystkiego zapomniałem o manierach.
Angielskawe jakby.
Uścisnął oferowaną dłoń.
Hmm.
Przebijające się przez nią jaśniejące liczby pokazywały dwadzieścia osiem minut.
Liczby nie bardzo coś pokazują, ale jak to napisać? Nie wiem.
Centrala podała im adres
Można wyciąć "im".
zapewniła kobieta
W sumie to nie od niej zależy. Pocieszyła go?
robią wszystko, by im było najlepiej
Lepiej: żeby. Nie stylizujesz, więc to "by", takie książkowe, trochę nie gra.
zawężają dostęp
?
zaraz będzie występować o jakieś zaświadczenia
Chyba zniknęło "trzeba".
Oboje ruszyliśmy w swoją stronę
Fraza wymaga chwili zastanowienia, żeby zrozumieć.
białe koguty nadal wolno wirowały na dachu taksówki
Kogut, ale gdzieś Ty widział taką taksówkę?
Kancelaria, do której trafili, znajdowała się
Wtrącenie można wyciąć, chociaż jeśli wolisz, może zostać. Nie wnosi znaczenia, ale jakoś tak… dobrze brzmi.
kompozycje kwiatowe
Hmm.
znajdowała się długa biała lada
Powtórzenie.
Czuł, jakby robił wszystkim problemy.
Czuł się tak, jakby robił wszystkim kłopot.
– Rozumiem. – Wstała od razu. Ile zostało panu czasu?
Zniknął myślnik.
Grzecznie przedstawił się i zaproponował im miejsce…
Szyk: Przedstawił się grzecznie i zaprosił ich do okrągłego drewnianego stołu.
Niespodziewaną zaletą śmierci, była bardzo dobra pamięć
Oooj. To nie śmierć ma pamięć :) Może: Śmierć miała tę nieoczywistą dobrą stronę, że przywracała pamięć? (A, i PESEL to też dane osobowe).
, aby ułatwić stworzenie testamentu
Spisanie, ale w sumie po co ten dodatek? Przecież skoro niezbędne, to nie ułatwiają, a umożliwiają?
czy wszystko się zgadza z tymi na dokumencie, który tworzyli
Może: czy wszystko się zgadza z tymi na przygotowywanym dokumencie.
Byłem w parku praskim.
Nazwa własna – dużymi literami.
uśmiechnęła się profesjonalnie
Hmm.
Chciałbym tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo.
Hmm. Bezpieczeństwo – przed czym?
Oczywiście było też obligatoryjne dziesięć procent majątku na utrzymanie projektu Pozostałego Czasu.
Hmm. “Projekt” użyty z angielska… Oczywiście po odliczeniu obligatoryjnych dziesięciu procent majątku na utrzymanie projektu Pozostałego Czasu.
gdzie je podpisać
"Je" można wyciąć.
odczuwał dyskomfort
Troszkę kliniczne.
Widział, jak niekomfortowo się czuli.
Może lepiej to pokazać?
Ja niestety jestem w pracy
Wtrącenie: Ja, niestety, jestem w pracy.
Tadeusz spojrzał na taksówkarza z nadzieją.
A może: Tadeusz z nadzieją spojrzał na taksówkarza.
Tadeusz wychylił cały kieliszek.
Powtórzony kieliszek.
Tak jak siedział
Tak, jak siedział.
Janusz nalał sobie kieliszek i uniósł go.
Oj, trochę za dużo tych kieliszków :)

Ładne. Smutne. Lekko muska ważne społeczne problemy, ale stoi głównie nastrojem. Światotwórstwo ciekawe, acz nienachalne, może nawet odrobinę za bardzo nienachalne, bo rodzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi, ale na ile je widać, jest spójne i, no, ładne.
A i ta reakcja syna na śmierć ojca trochę zabawna, nie wiem, czy to był zamierzony efekt, a może tylko mnie się to wydało zabawne.
Mmmm…

No i niestety sporo tu baboli, a i styl pozostawia sporo do życzenia.
Chyba przyszłam na gotowe :)
Rozumiem, że była specjalna, ale jednak mi to nie gra.
Może i specjalna, i w sumie miałoby sens uprzywilejowanie takiego pojazdu, przy określonych w tekście regułach świata przedstawionego, ale jednak – skoro Janusz musi mówić centrali, że to ostatni kurs, to znaczy, że nie tylko takie obsługuje. Choć z drugiej strony, jeśli każdy taksówkarz może na taki kurs trafić… to może?
Bo powiedział taksówkarzowi, żeby na niego nie czekał i sam nie wierzył, że będzie na niego czekać skoro w tym czasie może zarabiać. Więc Tadeusz (w swojej opinii) kłamie.
Hmm, racja. Kłamstwo nie jest koniecznie powiedzeniem fałszu – kłamie ten, kto mówi coś, w co nie wierzy, żeby wywołać u innych określoną reakcję. Więc faktycznie, Tadeusz kłamie. Co też wskazuje na charakter Tadeusza i jego związków międzyludzkich (… chyba zrobiłabym to samo…)…
Z innej beczki, czy tylko Anonimowi portal dziś wariuje i wywala błąd serwera? :)
Mnie też wywalał :)
Umieranie staje się naturalną koleją rzeczy w bardzo dosłownym znaczeniu.
No, ale nią jest :)
Na tle tych uprzejmych ludzi jego syn objawia się jako oziębły palant, co akurat podkreśla obojętność wobec śmierci.
Albo jako skrajnie wykończony. Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni ("dzieci są niewinne i kochają sprawiedliwość, dorośli są niegodziwi i pragną miłosierdzia"…)… choć z drugiej strony Tadeusz też nie jest tu bez winy – sam się wycofał z życia syna i wnuków, żeby "nie być ciężarem" (i tu prosimy zwolenników eutanazji o długi, trzeźwy namysł). Zauważyłam to w życiu – niektórzy dziadkowie po prostu sami znikają. Przypuszczam, że ma to rozmaite przyczyny (niekoniecznie takie, jak u Tadeusza), ale jest i jest niepokojące. Jakby ludzie chcieli się izolować (przyganiał kocioł garnkowi…).
Czy nie lepiej byłoby spisać testament wcześniej
Powiedz to ludziom, którzy notorycznie przynoszą dokumenty do biura dziewiętnastego :D (Z moich obserwacji – są tacy, którzy z zasady przychodzą wcześnie, tacy, którzy zawsze przychodzą późno, a klientka, która tymczasem urodziła dorodnego synka, wcześniej była o wiele bardziej punktualna :D).
kiedy odpali się złoty licznik, zrobić coś… szalonego?
Zupełnie nie rozumiem tego tropu :D Gdybym ja wiedziała, że za godzinę umrę, pewnie złapałabym niedokończoną książkę :D
człowieka dobrego, życzliwego, kochającego i rodzinnego.
Hmmm. Czy życzliwi i rodzinni ludzie uciekają przed własną rodziną? Mnie Tadeusz wydał się przede wszystkim nieśmiały, wycofany, przyzwyczajony do ustępowania przed życiem.
że nie odpowiedział lawiną pretensji na pytanie o to, czy miał dobrego ojca
Chyba się trochę zawiesił :)
Śmierć pisana jest każdemu z nas.
A czy to takie smutne? https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/platon-fedon.html
tylko w ostatnich momentach stara się za wszelką cenę zrobić to, co uważa za najważniejsze
Innymi słowy – zachowuje się dorośle :)
może podświadomie, sami czują, że mogą być na miejscu Tadeusza
A może świadomie wiedzą, że będą :) Chociaż niby wszyscy wiemy, że umrzemy, a jak się zachowujemy…
To jak z podatkami – jest pewnie wiele instytucji, które to nadzoruje, a na końcu okazuje się że po drodze stracono większość pieniędzy, która powinna iść na dany cel –studnia bez dna.
Eee, skarbówka jest ostatecznie jedna. Gorzej z organizacjami "dobroczynnymi", tych to jak grzybów po deszczu…
bogowie/politycy/biurokraci to przerażający koncept
W sumie, z tego, co czytałam, bogowie politeistyczni to uosobienie sił przyrody. A gdyby uosobić urządzenia społeczne… yyy…
Tarnina
Dzięki za poświęcony czas Anonim postarał się wprowadzić poprawki: usunąć powtórzenia, poprawić niezręczności i ogólnie wygładzić teks zgodnie z wieloma trafnymi uwagami.
Umarłem, czy może mi pani pomóc? Grunt to mówić wprost :)
Wiek ma swoje prawa ;) no i nie bardzo ma czas na podchody.
z już przygotowaną klawiaturą. -Hmm.
Może „z otwartą klawiaturą numeryczną”?
stukając palcami o długich paznokciach w ekran – Hmmmmmmm. Trochę niezgrabne, ale jak by to poprawić…
Może: „– Mieszka w Warszawie? – zapytała. Długie, kolorowe paznokcie rytmicznie stukały o ekran.”
Wyobraża sobie pani, ile jest z tym pracy. - "Z tym" trochę nie pasuje do kochającego dziadka.
„Wyobraża sobie pani, ile pracy jest z takimi szkrabami.”
Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie wolno migające światła. - No. Czyli nie syreny :)
Faktycznie :) „Siedzieli tak przez chwilę, aż w końcu zauważyli taksówkę z białymi kogutami na dachu.”
Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy. -Wiemy, że obok kierowcy siedzi pasażer. Nie musisz tego tłumaczyć.
Niby tak, ale mógłby też usiąść na tylnych kanapach.
machając na nadjeżdżającą taksówkę – Troszkę czkawka.
„– Jesteście z tatą w domu? – zapytała. Uniosła rękę, zatrzymując nadjeżdżającą taksówkę.”
Złociste sekundy zdawały się błyskawicznie niknąć – Hmm? To ten wyświetlacz traci intensywność? Czy po prostu liczba się zmniejsza?
„Liczba sekund na złocistym wyświetlaczu szybko malała.”
Głos taksówkarza wyrwał go z letargu. Mimo to nie ruszył się z miejsca. Mężczyzna go nie pośpieszał, nie marudził. Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.
Yhm. „Głos taksówkarza wyrwał go z letargu. Mimo to nie ruszył się z miejsca. Kierowca nie ponaglał go, nie rzucał też żadnych uwag.”
Kłamał, bo nie chciał być ciężarem. - Uuu… a oni uwierzyli, bo nie chcieli się przejmować… ale z drugiej strony, to on o tym zadecydował… nie? Kurczę, duży temat.
Każdy ma swoje wymówki. On nie chce być ciężarem, a oni mając swoje sprawy, decydują się wierzyć w jego zapewnienia, wewnętrznie czując, że nie powinni. Czasem tak to się toczy. Dziś jestem zajęty, zadzwonię jutro. Jutro coś mi wypada, może ciężki dzień w pracy i tona zadań. I tak mijają kolejne dni, nawet nie wiemy kiedy.
Na dole czeka na mnie taksówka – skłamał, nie wierząc – W sumie taksówkarz powiedział, że zaczeka…
Można wierzyć, że się kłamie, gdy rzeczywistość jest inna ;) Jednak już druga osoba zwracająca na to uwagę, więc trzeba coś zmienić ;)
„– Nie trzeba. – Tadeusz wstał, uśmiechając się ciepło. – Na dole czeka na mnie taksówka – skłamał, nie wierząc że taksówkarz zaczeka na niego, zamiast wziąć płatny kurs. Powiedział to pewnym głosem, jak tyle razy wcześniej.”
białe koguty nadal wolno wirowały na dachu taksówki – Kogut, ale gdzieś Ty widział taką taksówkę?
To właśnie te udogodnienia, o których wspomina Tadeusz. Anonim dodał zdanie wyjaśnienia (na początku tekstu).
Widział, jak niekomfortowo się czuli. – Może lepiej to pokazać?
Racja.
“Spojrzał po wszystkich. Wiercili się na krzesłach i unikali jego wzroku. Tadeusz nerwowo pocierał dłonią o udo.”
Janusz nalał sobie kieliszek i uniósł go. – Oj, trochę za dużo tych kieliszków :)
Populacja kieliszków, zmniejszyła się ;)
Ładne. Smutne. Lekko muska ważne społeczne problemy, ale stoi głównie nastrojem. Światotwórstwo ciekawe, acz nienachalne, może nawet odrobinę za bardzo nienachalne, bo rodzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi, ale na ile je widać, jest spójne i, no, ładne.

No i niestety sporo tu baboli, a i styl pozostawia sporo do życzenia. – Chyba przyszłam na gotowe :)
Ze 2-3 rundy literówek były, za co Anonim jest niezwykle wdzięczny czytelnikom.
Rozumiem, że była specjalna, ale jednak mi to nie gra.
Może i specjalna, i w sumie miałoby sens uprzywilejowanie takiego pojazdu, przy określonych w tekście regułach świata przedstawionego, ale jednak – skoro Janusz musi mówić centrali, że to ostatni kurs, to znaczy, że nie tylko takie obsługuje. Choć z drugiej strony, jeśli każdy taksówkarz może na taki kurs trafić… to może?
Anonim dodał w tekście: „Siedzieli tak przez chwilę, aż w końcu zauważyli taksówkę z białymi kogutami na dachu. Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie wolno migające światła. Przepisy wymagały już, by każda taksówka była w nie wyposażona.”
Bo powiedział taksówkarzowi, żeby na niego nie czekał i sam nie wierzył, że będzie na niego czekać skoro w tym czasie może zarabiać. Więc Tadeusz (w swojej opinii) kłamie.
Hmm, racja. Kłamstwo nie jest koniecznie powiedzeniem fałszu – kłamie ten, kto mówi coś, w co nie wierzy, żeby wywołać u innych określoną reakcję. Więc faktycznie, Tadeusz kłamie.
Anonim dodał: „ […]– skłamał, nie wierząc że taksówkarz zaczeka na niego, zamiast wziąć płatny kurs.”
Co też wskazuje na charakter Tadeusza i jego związków międzyludzkich (… chyba zrobiłabym to samo…)…
Anonim zrobił by tak samo.
Czy nie lepiej byłoby spisać testament wcześniej
Powiedz to ludziom, którzy notorycznie przynoszą dokumenty do biura dziewiętnastego :D (Z moich obserwacji – są tacy, którzy z zasady przychodzą wcześnie, tacy, którzy zawsze przychodzą późno, a klientka, która tymczasem urodziła dorodnego synka, wcześniej była o wiele bardziej punktualna :D).
Anonim zapomniał odnieść się do tego komentarza. Spisywanie testamentu, według niektórych, to chyba nadal kuszenie losu, i w ogóle, po co, na co? Jeszcze się na tamten świat nie wybieram itp.
kiedy odpali się złoty licznik, zrobić coś… szalonego?
Zupełnie nie rozumiem tego tropu :D Gdybym ja wiedziała, że za godzinę umrę, pewnie złapałabym niedokończoną książkę :D
Tarnina – bratnia duszo :D Anonim, pewnie zaparzyłby sobie dobrą herbatę i usiadł w ulubionym miejscu.
że nie odpowiedział lawiną pretensji na pytanie o to, czy miał dobrego ojca
Chyba się trochę zawiesił :)
Jak wspomniałaś, jest przemęczony i przytłoczony. Poczucie winy, nawet to podświadome, że ojca nie odwiedza, też nie pozostaje bez znaczenia.
Jeszcze raz wielkie dzięki za poświęcony czas 
:)
Może „z otwartą klawiaturą numeryczną”?
Hmm, może?
Może: „– Mieszka w Warszawie? – zapytała. Długie, kolorowe paznokcie rytmicznie stukały o ekran.”
Nieźle. Ale mogły stukać w ekran :)
„Wyobraża sobie pani, ile pracy jest z takimi szkrabami.”
O, jak ładnie :)
Niby tak, ale mógłby też usiąść na tylnych kanapach.
Ale mógłby też usiąść po prostu obok kierowcy ^^
Uniosła rękę, zatrzymując nadjeżdżającą taksówkę.
Uniesieniem ręki zatrzymała nadjeżdżającą taksówkę :) https://academicon.pl/imieslowy/
„Liczba sekund na złocistym wyświetlaczu szybko malała.”
Hmmm.
Kierowca nie ponaglał go, nie rzucał też żadnych uwag.”
Hmmm.
Czasem tak to się toczy. Dziś jestem zajęty, zadzwonię jutro. Jutro coś mi wypada, może ciężki dzień w pracy i tona zadań. I tak mijają kolejne dni, nawet nie wiemy kiedy.
Tak, właśnie o tym myślałam…
Można wierzyć, że się kłamie, gdy rzeczywistość jest inna ;)
Nie, nie, napisałam o tym dalej – zdecydowanie nie wstawiaj tutaj tego błędnie użytego imiesłowu, bo brzydal z niego. Ale wyjaśnić możesz 
Tadeusz nerwowo pocierał dłonią o udo.”
Tylko bez "o" i będzie dobrze ^^
Spisywanie testamentu, według niektórych, to chyba nadal kuszenie losu, i w ogóle, po co, na co? Jeszcze się na tamten świat nie wybieram itp.
O, to też. Ludzie mają rozmaite motywacje :)
Tarnina – bratnia duszo :D Anonim, pewnie zaparzyłby sobie dobrą herbatę i usiadł w ulubionym miejscu.
Kiedyś się spotkamy tam, gdzie są już tylko książki i herbatka, w wielkiej Bibliotece :)
Poprawione.
Tarnina – bratnia duszo :D Anonim, pewnie zaparzyłby sobie dobrą herbatę i usiadł w ulubionym miejscu.
Kiedyś się spotkamy tam, gdzie są już tylko książki i herbatka, w wielkiej Bibliotece :)



Anonim, przypomniał sobie, jak się obrazki wstawia!


Najszczęśliwszy dzień życia to ten, w którym się z nim rozstajemy.
/Fryderyk II Wielki/
Bardzo fajny pomysł na czas, żeby pozałatwiać ostatnie sprawy.
Reakcja syna dziwna. No, rozumiem, że bliźnięta i jest zalatany, ale mimo wszystko…
Obcy ludzie pocieszający. I cała infrastruktura. Tak, w takim momencie prawie wszyscy inni mogą poczekać.
Trochę dziwne, że znalazł się ktoś, kto obrobił trupa. Ciekawe, jak mają się morderstwa w Twoim świecie…
Nastrojowe, podobało mi się tempo dobrane do okoliczności. Niby minuty i sekundy na zegarku biegną, ale bohater się nie miota – odczuwa zaniepokojenie, ale nie wpada w panikę.
Bohater wzbudza współczucie i sympatię. Dzięki temu mogłem mu kibicować od samego początku, więc mimowolnie zaangażowałem się w czytanie.
Świat sprawia wrażenie, jakby był alternatywą do naszego – są bogowie (a nie monoteizm), jest “Fundusz na Rzecz Odzyskania Czasu” i “projekt Pozostałego Czasu” – to w zasadzie jedyne wyróżniki (Park Praski wiele się nie zmienił :P ). Podobało mi się przyjazne dla umierających otoczenie i wszystkie udogodnienia, choć chyba wymaga to współpracy z tymi “na górze” – jest wzmianka o podobieństwie bogów do polityków (przynajmniej tak to odczytałem), co dla mnie oznacza możliwość dialogu z “boską” sferą świata.
Miałem wrażenie, że oglądam fragment ciekawego i złożonego świata, a opowiadanie to stanowczo za mało, by wyjaśnić rządzące nim reguły. Opowiadanie zrodziło wiele pytań niezwiązanych z historią lub związanych z nią jedynie pośrednio – czy skoro jest kontakt z bogami, czy religia stała się formą handlu? Jaka jest rola kapłanów (tutaj żaden się nie pojawia) – czy zastąpili ich politycy, a może inni pośrednicy? Co dostają bogowie, co jest przedmiotem wymiany (każdy kontakt to przecież korzyści dla obu stron)?
Podobały mi się również delikatne sygnały, że cały system zmierza w stronę dystopii – przekupstwo, skrócenie czasu.
Do czego mogę się przyczepić? Do sprawności działania systemu (notariusze i policja “na zawołanie”) – musieliby mieć bardzo dobrą motywację, może również jakieś boskie względy? Do braku wyjaśnienia, czy bogowie wszystko widzą i sądzą na bieżąco (w takim razie okradanie zmarłego nie ma sensu, złodziej jest skazany na potępienie). Może są jakieś ruchy reakcyjne, półświatek, wezwania do rewolucji – tutaj świat jest bardzo “uładzony”, a przecież policjantka mogła wspomnieć o tym, jaki los czeka złodziei itp.
Mimo tego niedosytu całość przyjemnie się czytała, a koncepcja załatwiania ostatnich spraw po śmierci zapada w pamięć.
Jest trochę felerów:
Wyobraża sobie pani, ile pracy jest z takimi szkrabami.
Nie powinno być znaku zapytania na końcu? Jest młodą imprezowiczką, więc raczej nie mówi do niej jak do weteranki matki-polki :)
Wskazała na ławkę obok.
Wskazała ławkę obok
Liczba sekund na złocistym wyświetlaczu szybko malała. Złociste sekundy zdawały się błyskawicznie niknąć
Powtórzenia (jedno z tych zdań można usunąć).
– Dziękuję bardzo – powiedział Tadeusz, w końcu otwierając drzwi.
Mam wrażenie, że część imiesłowów można zastąpić w inny sposób, bo formalnie wyrażają jednoczesność – w niektórych miejscach mogę w to uwierzyć, w innych jest mi trudniej.
Podszedł do wind, ale obie stały na wysokich piętrach.
Obie kabiny stały na wysokich/górnych piętrach. Nie można używać jednocześnie słowa “winda” w odniesieniu do całego ustrojstwa (szyb, kabina, przeciwwaga, napęd) i do kabiny, która zajmuje określone położenie, ale potocznie ją nazywa się windą.
To ledwie początek łapanki, niestety jestem jeszcze w trakcie wakacyjnych wyjazdów, więc “na kolanie” więcej nie dam rady :( Może uda mi się wrócić, bo opowiadanie jest miłe i zasługuje na doszlifowanie :)
Nie można używać jednocześnie słowa “winda” w odniesieniu do całego ustrojstwa (szyb, kabina, przeciwwaga, napęd) i do kabiny, która zajmuje określone położenie, ale potocznie ją nazywa się windą.
Prawda, nie powinno się przez wzgląd na precyzję.
beeeecki
Anonim wita szanowne jury.
Finkla
Dzięki za przeczytanie i komentarz :)
Reakcja syna dziwna. No, rozumiem, że bliźnięta i jest zalatany, ale mimo wszystko…
To trochę, jak „przepełnienie stosu” (ang. stack overflow) w programowaniu: gdy program zużyje więcej pamięci stosu, niż ma przydzielone ;) Anonim kilka razy miał coś podobnego w sytuacjach stresowych – czasem reakcją było natychmiastowe wykonanie zadania i jego zakończenie, a czasem… niestety zawieszenie systemu ;) Czasem nie jesteśmy już po prostu w stanie przyswoić czy “przetrawić” nowych informacji. Skrajne przemęczenie, stres (bo też akurat syn został sam z dziećmi, które wydają się być chore) i inne rzeczy poza sceną, które sprawiają, że wraz z poczuciem winy powodują zawieszenie poprawnego funkcjonowania.
Jednak Anonim rozumie i zgadza się, że reakcja syna jest specyficzna i można by do niej podejść w trochę inny sposób i może dodać kilka znaków więcej by rozwinąć scenę.
Trochę dziwne, że znalazł się ktoś, kto obrobił trupa. Ciekawe, jak mają się morderstwa w Twoim świecie…
Istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że złodziejowi mogło się wydawać, że Tadeusz śpi. Albo złodziej się bogów nie boi – jego błąd :D
Marzan
Cieszę się, że przypadło do gustu a świat zaciekawił :)
Do czego mogę się przyczepić?
Do wszystkiego i zawsze ;) A system to się pewnie już rozpada w szwach i dobrych chęciach ludzi, którzy mogą sami znaleźć się w takiej sytuacji. Są pewnie tacy, którzy chcą i umieją na tych systemach ugrać swoje, ale trochę optymizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło… od czasu do czasu.
Jest trochę felerów:
Anonim dołożył starań by je usunąć!
Tarnina i Marzan
Winda poprawiona: “Podszedł do wind, ale obie kabiny stały na wysokich piętrach. ”
Czasem nie jesteśmy już po prostu w stanie przyswoić czy “przetrawić” nowych informacji
Ano, tak…
Albo złodziej się bogów nie boi – jego błąd :D
Pomysł na część drugą – wesołe przygody bezbożnego złodzieja :D
