Wiele lat temu Ravi czytał „Pizzerię Kamikaze” Kereta. Później, nie raz i nie dwa, wracał z uśmiechem do tej wizji zaświatów. Wymyślony przez Etgara Kereta świat, do którego po śmierci trafiali samobójcy, był uroczo absurdalny i na swój dziwny sposób sympatyczny. Dawał czytającemu pewien eschatologiczny spokój i dystans do umierania. Dystans, który w przyszłości okazał się Raviemu bardzo potrzebny.
Ravi, jako trzeźwo patrzący na świat człowiek, był prawie pewien, że po śmierci nie ma nic. Umysł umiera i tyle. Nie miał złudzeń i nie ulegał żadnym religijnym czy innym mistycznym wizjom życia po życiu. Było dla niego oczywiste, że wszystko to są absurdy wygenerowane przez ludzki strach i nadzieję. Albo też celowe manipulacje. Wszystkie inne znane mu wyobrażenia o zaświatach również miał za bzdury. Wszystkie poza jednym, nad którym coraz częściej się zastanawiał, dostrzegając w otaczającej go rzeczywistości subtelne, lecz przemawiające za nim przesłanki. Zakładał więc, iż coś w tym może być…
Natomiast decydując się na zakończenie swojego istnienia, zupełnie nie myślał o żadnych „przesłankach” czy możliwościach istnienia zaświatów. Miał to wszystko gdzieś. Nieleczona kilkuletnia depresja oraz świat, który coraz bardziej męczył go i rozczarowywał w czasie tej choroby, zrobiły dużo. Dołożyło się też to, że jako blisko czterdziestoletni naukowiec był nielubiany przez własną społeczność. Nie lubiano go za notoryczne krytykowanie pomysłów i postulatów naukowych kolegów. To oczywiście dobrze, że wskazuje jakieś tam luki, przyznawano nieszczerze. Ale z drugiej strony podcina nam skrzydła, nie pozwala zacząć. Dusi w zarodku pomysły, które mogłyby okazać się wartościowe, przełomowe nawet. Ogólnie uważano go za tetryka i nie chciano z nim pracować. Co prawda świadomość tego, że jeszcze sporo życia przed nim i że może coś tam jeszcze uda się w życiu poprawić, trzymała Raviego na tym świecie. Blokowała go przed działaniem. Lecz beznadzieja rzeczywistości i tak w przeważyła, przełamując tę blokadę. Z pomocą Kereta i jego „Pizzerii”, której treść przywoływał sobie w myślach, zwyczajnie zaakceptował koniec i nadchodzącą nicość. Nicość, której oczywiście nie spodziewał się już świadomie doświadczyć. Tego dnia słońce było bardzo jasne, choć nie dawało zbyt wiele ciepła. Gdy na nie spojrzał, wydało mu się jakieś… obce, martwe. Wybrał broń palną, która niezawodnie wystrzelił pocisk w jego skroń. Ostatnie, co zobaczył, to biały błysk, a następnie wszystko się skończyło.
***
A potem znów się zaczęło. Obraz wrócił. I to jakoś dziwnie, nagle. Przed sobą ujrzał postać. Śmierć?
Owa Śmierć, dość klasycznie, miała chłodne, niebieskie oczy oraz wygląd drobnej, jasnowłosej kobiety. Stała na tropikalnej plaży na tle morza, nad którym właśnie wschodziło Słońce. Postać patrzyła na niego przez chwilę, a potem łagodnie się uśmiechnęła.
– Bądź spokojny, znajdujesz się już po drugiej stronie – rzekła po chwili. – I jest tak, jak podejrzewałeś. Świat, który znasz, był symulacją. Przed chwilą ją opuściłeś. Tu jesteś bezpieczny.
– Tu? Znaczy gdzie? Gdzie ja jestem? – Ravi zdziwił się bardzo, że tak łatwo przyszło mu zadać pytanie. Ale dużo bardziej niż ta swoboda dziwiło go coś jeszcze. I nie był w stanie tego czegoś scharakteryzować.
– Oczywiście. – Postać skinęła głową. – Zaraz to wyjaśnię. Tak jak i wiele innych spraw. Potem odpowiem na wszelkie twoje pytania. Ale stopniowo. Nie wszystko naraz. Powinieneś się z tym oswajać. To teraz najlepsze dla twojego umysłu.
– Zresztą – kontynuowała – sam czujesz, że tak powinno to być. Wiem o dziwnym wrażeniu związanym z własnym umysłem, którego teraz doświadczasz. Powoli zaczniesz sobie z tym radzić.
Właśnie! Umysł… To słowo zadziałało jak katalizator i Ravi zrozumiał wreszcie, co dziwnego odczuwa. Była to niezwykła jasność myśli. Czuł, jakby ktoś zdjął z jego umysłu blokadę i teraz wszystko tam w środku działało na dużo szybszych obrotach. Tak szybkich, że nie mógł być do nich przyzwyczajony. Można to było porównać do wymagającej gry, która po wymianie sprzętu zaczęła działać płynnie, lub też do szybkiego wytrzeźwienia z alkoholowego zamglenia świadomości. Choć prawdopodobnie to, co się z nim działo, było dużo dziwniejsze niż nawet natychmiastowe wytrzeźwienie.
Jego umysł stawał się klarowny, a emocje, których lawiny spodziewałby się w takiej sytuacji, nadchodziły w sposób spokojny i kontrolowany. Było ich tyle, ile chciał.
– Chodź, usiądziemy, będzie ci wygodniej rozmawiać. – Postać ponownie się uśmiechnęła, po czym spojrzała na dwa stojące na plaży leżaki, łagodnie obmywane przez fale.
Podeszli do nich.
– Jak zapewne się domyślasz – zaczęła, gdy usiedli – mam już spore doświadczenie w rozmowach takich, jak ta. Od razu więc wyjaśnię najważniejsze kwestie, a potem przejdziemy do twoich pytań. Pamiętaj też, proszę, że pewne sprawy początkowo będę celowo upraszczać, a na szczegóły przyjdzie czas później. Zaczynając więc bez zwłoki – postać spojrzała Raviemu w oczy – tak, obydwoje jesteśmy bytami elektronicznymi. I nie, nigdy nie byłeś bytem biologicznym. Wszystko, co nas otacza, to również świat wygenerowany elektronicznie. Ja używam imienia Pia, a moja funkcja polega na witaniu oraz wstępnym wprowadzaniu osób do tej rzeczywistości. Nie, nie każdy byt z twojej symulacji dostaje możliwość dalszego aktywnego funkcjonowania w symulacji nadrzędnej, po swojej śmierci – tak, jak ty teraz. Jest dokładnie odwrotnie i zdarza się to rzadko. Większość modeli czy też postaci z twojej symulacji, po zakończeniu funkcjonowania zostaje wprowadzona w hibernację. Ty nie zostałeś uśpiony, ponieważ system wytypował cię do dalszej aktywności. Dzieje się tak wtedy, kiedy dany byt wykształci jakieś interesujące dla systemu cechy. Czyli, jak to w życiu, wyławiane są talenty, – Pia mrugnęła do niego okiem, po czym zamilkła na chwilę i znów się uśmiechnęła, a następnie wznowiła wyjaśnienia.
– Nurtuje cię zapewne, o co dokładnie chodziło w twoim przypadku? To jest oczywiście bardzo ważne, ale pozwól, że wyjaśnię to nieco później.
Ravi milczał, starając się słuchać uważnie, i dziwił się, że wszystko, co mówiła do niego Pia, przyjmował z taką łatwością. Tak jakby emocje i nerwy nie stanowiły dla jego umysłu żadnego utrudnienia.
– Pytałeś też o to, gdzie się znajdujemy. To nieco skomplikowane… Otóż twórcy tej symulowanej rzeczywistości od bardzo dawna znajdują się w drodze. Przemierzamy więc przestrzeń kosmiczną, która faktycznie istnieje, a jej struktura jest bardzo zbliżona do tej, którą znałeś ze swojej symulacji. I jest tak dlatego, że model Wszechświata w twojej symulacji był oparty na naszym Wszechświecie. Fizycznie – kontynuowała postać – znajdujemy się na nośnikach danych kosmicznego habitatu i jesteśmy obliczani przez dość skomplikowany komputer. A jak takie habitaty wyglądają, zaraz ci pokażę.
Poranek na tropikalnej wyspie zniknął i pojawiła się przestrzeń kosmiczna, a ich leżaki stanęły na ciemnej, połyskliwej płaszczyźnie. Rozciągającą się dokoła przestrzeń kosmiczną rozświetlały miriady gwiazd, wstęga galaktyki i zdająca się być na wyciągnięcie dłoni mgławica planetarna.
– Spójrz tam, to ciekawostka – głos Pii przerwał zdumienie, które go ogarnęło. – Przyjrzyj się tej białej kreseczce, którą zakreśliłam dla ciebie na pomarańczowo.
Faktycznie, w przestrzeni pojawił się przygaszony, pulsujący oranżem okrąg. A wewnątrz niego było coś delikatnego i niewyraźnego.
– Przybliżę ci trochę – rzekła postać.
Przestrzeń w tamtym kierunku powiększyła się i Ravi mógł się przekonać, że w zakreślonym obszarze znajduje się jakaś galaktyka.
– To prawdziwa galaktyka – powiedziała Pia. – A ciekawostką jest to, że w swojej symulacji mieszkałeś w cyfrowej wersji tej właśnie galaktyki. I teraz pozwól, że zadam ci małą zagadkę: jeżeli Drogę Mleczną oraz tutejszą galaktyczną wstęgę widać stąd tak, a nie inaczej… to jak myślisz, gdzie możemy się teraz znajdować?
– W Andromedzie – odpowiedział bez wahania.
– Dokładnie tak. – Pia poprawiła się na swoim leżaku i zatoczyła szeroki krąg dłonią. – Ahhyrah, tak zwali tę galaktykę konstruktorzy habitatu, na którym się znajdujemy. To brzmi nawet trochę podobnie do „Andromeda”. A gdy oni osobiście wymawiali tę nazwę, brzmiała nawet bardziej podobnie. Ahhyrah to ich rodzima galaktyka, ich dom. Dom, który opuścili, udając się w stronę innych galaktyk. Między innymi tej, którą znasz jako Drogę Mleczną.
Słuchając słów Pii, Ravi z ciekawością przyjrzał się owemu habitatowi, na którym „stały” ich leżaki. W mroku kosmosu na tle gwiazd dostrzegał podłużny, antracytowy kadłub statku kosmicznego. Na jednym z jego końców widać było jakieś szerokie zakończenie – być może tarczę osłaniającą przód statku. Po drugiej zaś stronie słabym, czerwonawym światłem jarzyły się w oddali jakieś skomplikowane elementy. Przechylił się i dotknął dłonią połyskliwego kadłuba. Wydawał się być niesamowicie solidny.
– To zewnętrzny pancerz ze zdegenerowanej materii. – Pia zauważyła jego zainteresowanie. – Skuteczna osłona przed wieloma zagrożeniami.
– Domyślam się. – Ravi raz jeszcze z podziwem stuknął dłonią w statek. – To niezwykła osłona i zapewne bardzo dobra. A czy na pokładzie są jakieś żywe organizmy? W sensie… biologiczne.
– Nie. Nie ma. – Pia głęboko spojrzała mu w oczy. – I to już od bardzo dawna. Twórcy habitatu przenieśli swoje świadomości do świata elektronicznego w czasach… hmm… Zamierzchłych? Tak, zamierzchłych – to chyba najwłaściwsze, oddające prawdę słowo w twoim języku.
Zamierzchłe czasy – Ravi zastanowił się nad tym głębiej. Rozumiał, że Pia chciała nazwać bardzo odległy moment w czasie. Znaczy istoty, które już od tak dawna były w stanie pozbyć się biologicznej cielesności i przenieść swoje świadomości do wirtualnych światów, musiały faktycznie być daleko w rozwoju technologicznym. Bardzo daleko. I teraz on, niejako poprzez rozszerzoną rzeczywistość wirtualną, zamiast zwyczajnie nie żyć, siedzi na „dachu” międzygwiezdnego pojazdu i podziwia od środka odległą o miliony lat świetlnych galaktykę. Był ciekawy, co to za rasa, której zawdzięczał to wszystko…
– Pia? – zapytał wręcz automatycznie.
– Pytaj, pytaj. – Postać mrugnęła do niego ze swojego leżaka.
– Czy możesz mi choć trochę opisać tych twórców? Tę pionierską cywilizację? Kim byli? Jak wyglądali? Byli jacyś skrajnie odmienni od tego, co znam? Czy ich wygląd będzie dla mnie niepojęty?
– Nie będę ich opisywać. – Pia wyglądała na nieco rozbawioną tym pytaniem. – Lepiej, jak ci ich pokażę.
W przestrzeni przed nimi pojawił się model jakiegoś stworzenia wyglądającego trochę jak potwór z gier fantasy. Było to coś w rodzaju skrzyżowania żaby z krabem. Miało sześć odnóży, stało na czterech, a dwa przednie ewidentnie były chwytne. Zapewne zdolne do precyzyjnego chwytania…
– Płazo-skorupiaki?
– Coś w tym rodzaju – Pia parsknęła śmiechem, a potem, nadal się śmiejąc, dodała: – Moim zdaniem były bardzo interesujące! A czego ty się spodziewałeś? Myślących oceanów? A może superinteligentnych żyjących kryształów? Czy czegoś innego w tym guście? Muszę cię zatem rozczarować. Fantastyka naukowa fantastyką… Ale coś, co zbuduje cywilizację, musi mieć czym chwytać i musi się na czymś poruszać. Ten fakt wychodzi bardzo często zarówno w realnych odkryciach, jak i w ogromie symulacji, które prowadzimy. Istota, którą oglądasz, wyewoluowała na planecie podobnej do tej, na której mieszkałeś w symulacji. Planeta twórców była większa i bardziej błotnista. Życie pochodzi z błota, tak już jest i nie ma się czego wstydzić.
Ravi ponownie spojrzał na to, co go otaczało. Na wygodne leżaki, gwiazdy, mgławicę, jasną wstęgę Andromedy i wielki, mocno błyszczący kadłub habitatu, z którego mógł to wszystko obserwować… Ale oprócz zachwytu i zdumienia było coś jeszcze. Coś, co niczym ostra drzazga drażniło go i nie dawało spokoju. Postanowił, że od razu to wyjaśni.
– Pia? Mam jeszcze jedno ważne pytanie.
– Słucham cię, Ravi?
– Dlaczego pokazujesz mi jakąś symulację zamiast prawdy? Widzę, że ten statek wygląda bardzo realistycznie – tarcza, radiatory, niezwykły pancerz. Wszystko jak z SF z mojego życia… Znaczy z mojej symulacji. Ale dla was to chyba jakiś archaizm. Antyk z zamierzchłych czasów. Czymś takim to na pewno nie wybralibyście się do innej galaktyki. Rozumiem, że pokazujesz mi to wszystko, aby mnie oswoić. Szanuję to, ale wolałbym zobaczyć prawdę. Wrażenie fikcji nie daje mi spokoju. Powiedz mi, proszę, gdzie i na czym tak naprawdę się znajdujemy?
Pia spojrzała na niego uważnie.
– Jak zawsze wnikliwy – rzekła i uśmiechnęła się serdecznie. – Nie zawodzisz. Wspaniale! Już wyjaśniam. To, co widziałeś, nie było symulacją czy kłamstwem. Było to faktycznie nagranie. Ale z odległej przeszłości. A skoro chcesz iść do przodu, to teraz pokażę ci teraźniejszość.
Obraz kosmosu zniknął, a dokoła nich pojawiła się oślepiająca, chłodnoniebieskawa biel. Ravi spojrzał na Pię pytająco.
– Tak właśnie wygląda teraz nasze otoczenie, choć to, co oglądamy, jest mocno ograniczone przez filtry, bo dociera do nas średnio tylko jeden na pięć miliardów fotonów światła widzialnego. Całą resztę promieniowania filtry wycinają. Musi tak być, by w ogóle było coś widać, ponieważ właśnie przelatujemy przez gwiazdę. Tak oto wyglądają gwiazdy w środku – kontynuowała z lekkim uśmiechem Pia. – I co ciekawe, masz możliwość zobaczenia wnętrza akurat tej, którą w swojej symulacji często oglądałeś od zewnątrz i nazywałeś Słońcem.
– Mówisz o Słońcu w Układzie Słonecznym, w Drodze Mlecznej? W sensie o moim Słońcu?
– Tak. – Pia spojrzała na niego z ukosa. – Mówię o „twoim” Słońcu. A już niebawem będziesz mógł “zobaczyć też „twoją” Ziemię. Niestety obawiam się, że się rozczarujesz. Przykro mi.
***
Brązowa skorupa i żarzące się języki lawy. Od tego widoku Ravi długo nie mógł oderwać wzroku. Obserwowali formującą się Ziemię ze swoich leżaków absurdalnie zawieszonych w przestrzeni. Pia długo milczała, lecz w końcu spojrzała na zasmuconego mężczyznę i zaczęła wyjaśniać.
– Widzisz, nasze symulacje – zaczęła łagodnie – oparte są na precyzyjnych danych i mapach Wszechświata. Jednak zazwyczaj ewolucyjnie wyprzedzają rzeczywiste miejsca – gwiazdy, układy gwiezdne, planety itd. Robimy tak celowo, przyspieszamy wydarzenia, by dowiedzieć się więcej o ich możliwej przyszłości. O tym, co realnie może się zdarzyć. Nie wiemy – kontynuowała Pia – czy na Ziemi powstanie kiedykolwiek życie podobne do tego, które znałeś i jak faktycznie nazwie tę planetę, jeśli powstanie. Nie wiemy nawet, czy jakieś życie w ogóle będzie w stanie tam powstać. Nasze modele nie są doskonałe, a zmiennych jest zbyt wiele. Jednak symulacje wskazują, że jest na to spora szansa.
Ravi nadal milczał, lecz oderwał już wzrok od Ziemi i patrzył w kierunku Słońca. Tego drugiego Słońca – poprawił się w myślach. Potem pokręcił głową.
– Jak to się stało, że daliśmy radę przelecieć przez Słońce i jeszcze być w stanie obserwować to, co jest w środku? Rozumiem, że ten statek jest bardzo zaawansowany? Bardziej nawet niż mogę to sobie wyobrazić?
– Ja… – wzruszyła ramionami Pia. – Mocno wierzę w twoją wyobraźnię. Inaczej mówiąc, myślę, że dasz radę. Ale to, gdzie się znajdujemy, faktycznie ciężko jest nazwać klasycznym statkiem kosmicznym. Nasz „statek”, znaczy to, czym podróżujemy, to wysoce specyficznie wygenerowana chmura grawitonów. A my, ten elektroniczny świat, w którym funkcjonujemy, i wszelkie symulacje tworzone są dzięki obliczeniom komputerów grawitonowych, będących w istocie tą chmurą. Można więc powiedzieć, że podróżujemy jakby na zmarszczce czy też fali czasoprzestrzeni. Choć nie jest to do końca prawdą, bo to my jesteśmy całą tą falą. Jesteśmy propagującą się strukturą albo, jeśli wolisz, komputerem zbudowanym z geometrii. To dość trudne do skonstruowania i zrozumienia. Nie przeczę. Ale my mieliśmy na to miliony lat… Natomiast w kwestii przejścia przez gwiazdę – kontynuowała Pia, wzruszając lekko ramionami – to naszej fali prawie nic nie jest w stanie powstrzymać ani uszkodzić.
– Nie powiem, że zrozumiałem, jak to działa. – Ravi znów skupił wzrok na obrazie Ziemi. – Ale mimo wszystko to wyjaśnienie daje mi pewien… spokój umysłu. Ponieważ… ponieważ czuję, że to, co widzę i słyszę, jest…
– Spójne z rzeczywistością? – Pia weszła mu w zdanie. – No właśnie. Rozwijając się w symulacji, wykształciłeś cenną analityczno-intuicyjną zdolność. Wyjątkowo dobrze zauważasz niespójności otoczenia. I to właśnie było powodem wytypowania cię przez system.
– A po co systemowi ta moja zdolność? – W głosie Raviego zabrzmiało większe powątpiewanie, niż chciał.
– Zaraz wyjaśnię. Ale najpierw coś ci pokażę. Chodź i klasycznie ujmij Śmierć za rękę. – Pia wstała i wyciągnęła do niego dłoń.
Ravi podszedł do niej i zaraz po tym, jak ich dłonie się złączyły, niczym w bajce zaczęli szybko unosić się do góry.
– Trzymam cię za rękę – zaśmiała się Pia – z uwagi na dbałość o twój adaptujący się model umysłu. Ale jak chcesz, mogę puścić.
– Nie, do cholery! Boję się wysokości.
– Odzwyczaisz się od wszelkich takich lęków, to tylko kwestia czasu. – Pia zaśmiała się ponownie. – A teraz spójrz w dół.
Pod ich lewitującymi stopami rozciągał się archipelag tropikalnych wysp obmywanych leniwymi falami lazurowego morza.
– Tu mieszkają inne postacie z twojej symulacji. Nie wszystkie, lecz tylko te, które wybrały własne wyspy. Pokazuję ci akurat ten obszar, bo ty też chciałeś mieszkać na wyspie. Prawda?
Ravi powoli skinął głową.
– To świetnie się składa. – Pia zdawała się wręcz tryskać dobrym humorem. – Możesz tu mieszkać i pracować, jak długo zechcesz. A jak ci się znudzi, możesz przenieść się w góry, do lasu, do centrum miasta albo na gwiazdę neutronową. Symulacja zapewni ci każdą lokację, której zechcesz. Choć wiem, że modele tobie podobne lubią mieszkać obok siebie. Stąd poniższy archipelag.
– Na czym ma polegać moja praca? – Lęk Raviego zdawał się maleć z każdą chwilą, choć nadal bał się puścić rękę Pii.
– Masz obserwować świat poza naszą symulacją i pomagać nam w prowadzeniu badań.
– Jakich badań?
– Czy to nie oczywiste? – Pia spojrzała przed siebie, a świat dokoła nich znów zmienił się w przestrzeń kosmiczną. – Domyślasz się, jak stary jest ten Wszechświat?
– Trzynaście przecinek osiem dziesiątych miliarda lat? – zaryzykował Ravi.
– Jeżeli liczyć w latach słonecznych z twojej symulacji, to nasz Wszechświat ma około jedenastu miliardów lat. I wiemy, że jest cykliczny. A czy spróbujesz określić, ile lat liczył sobie poprzedni Wszechświat? Ile trwał cykl jego powstania i kolapsu?
– Nie, nie będę próbował. Nie mam pojęcia.
– Ostatni cykl Wszechświata trwał dziesięć do potęgi dwieście szesnastej lat słonecznych. A cykl przed tamtym cyklem zajął Prawszechświatowi dziesięć do potęgi dwieście trzydziestej piątej… Jesteś naukowcem, więc nie muszę ci wyjaśniać, że liczba z ponad dwustoma zerami to diabelnie dużo lat.
Pia przerwała, zdając się skupiać całą uwagę na oddalającej się gwieździe. Drugim Słońcu, jak w myślach zwał je Ravi.
– Mamy też twarde dowody na to – rzekła wolno Pia, nie odrywając wzroku od drugiego Słońca – że takich cykli Wszechświata były już wcześniej miliardy. Wszechświaty rodziły się i zapadały, a każdy z nich kończył z setkami zer w dacie zgonu. Postaraj się więc wyobrazić sobie teraz, ile już musiało upłynąć czasu od…
Pia urwała i zmilkła, a po chwili spojrzała na Raviego uważnie.
– Ale nie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Jak myślisz, Ravi? – Lekko przechyliła głowę, patrząc mu prosto w oczy. – co najdziwniejszego jest w tych wielkich cyklach Wszechświatów i eonach czasu?
Gdy zapytała, Ravi uświadomił sobie, że od dawna czekał już na to pytanie. I to nie dlatego, że było fundamentalne. Ale dlatego, że intuicyjnie znał na nie odpowiedź. I wiedział też, że Pia z kolei czeka, aż on tej odpowiedzi udzieli.
– Najdziwniejsze jest to, że to wszystko to też symulacja – odpowiedział wolno Ravi.
Chwilę milczeli oboje.
– Dokładnie tak – rzekła wreszcie Pia. – Wszechświat, w którym znajduje się nasz grawitonowy komputer, to kolejna symulacja. I na fakt, że tak właśnie jest, również mamy niezbite dowody. Niestety.
– Dlaczego niestety?
– Ponieważ naszym zdaniem celem istnienia istot rozumnych czy też uniwersalną zasadą rzeczywistości jest dążenie do wyzwolenia. Do wyzwolenia z symulacji.
– Ale teraz, jak rozumiem, z własnej woli istniejecie przecież w symulacji. Z wielu powodów, pewnie… dla wygody między innymi.
– Owszem, ale to nasza własna symulacja. Nasza symulacja to nasz dom, ale cudza to więzienie. Dlatego celem rozwoju jest to, by nie było nad nami żadnej innej nadrzędnej symulacji, czyli trafienie do realnego świata. Realnego – Pia podniosła rękę, wskazując na przestrzeń. – Prawdziwego Wszechświata, który gdzieś tam musi istnieć. A ty, jako kolejny talent do widzenia luk w symulacji, powinieneś nam pomóc. Tym bardziej, że sam w sobie powodujesz jej dziwne reakcje. Wyobraź sobie, że w swojej symulacji odebrałeś sobie życie w momencie, gdy nasza fala czasoprzestrzeni pojawiła się dokładnie w takiej odległości od Słońca, w jakiej znajdowałeś się na swojej symulowanej planecie. To było niezwykłe. Gdy symulacja w pewnym sensie nałożyła się na symulację, powstało jakieś sprzężenie. To pewien rodzaj błędu tej nadrzędnej.
Ravi pokręcił głową.
– Znaczy, że ja… że ja osobiście spowodowałem błąd w symulacji?
– Tak, i to bardzo dobrze. Takich błędów właśnie potrzebujemy. To one ułatwią nam przebicie się przez nią. Mamy w tym doświadczenie. – Pia uśmiechnęła się krzywo. – Przełamaliśmy już dwie. Czas na kolejną…
– Dwie symulacje? – Jeszcze bardziej zdziwiony Ravi wszedł jej w zdanie. – Twórcy habitatów przełamali już dwie? Kto je w takim razie prowadził?
– Pierwszą prowadzili sami twórcy. Drugą – nie wiemy, kto. Próbujemy ich odszukać. W tym celu podróżujemy. – Pia znów wskazała na rozgwieżdżony kosmos.
– Czyli nie jesteś jedną z twórców? – Mężczyzna spojrzał na Pię uważnie. – Sądziłem, że…
– Pochodzę z prowadzonej przez nich symulacji, tak jak ty. – Pia odwzajemniła spojrzenie. – Tylko nam udało się swoją przełamać. Potem dołączyliśmy do twórców, by pomóc w przełamaniu ich własnej symulacji. Udało się dzięki oddziaływaniom grawitacyjnym, a dokładnie błędom, które generował nadrzędny komputer podczas obliczania wielkich, gęstych mas. Te błędy zamieniliśmy w lukę i, wykorzystując grawitony, przedostaliśmy się do tej rzeczywistości.
– Stąd forma tego habitatu. – Ravi kiwnął głową. – Habitatów jest więcej?
– Bardzo wiele. Podróżują w różne strony obecnego Wszechświata, a jeśli kiedyś ktoś z nas odnajdzie sposób na tę symulację, być może da radę „wyciągnąć” stąd pozostałych. To co, Ravi? Dołączysz do nas? Oczywiście – szepnęła konspiracyjnie, a pod ich stopami znów pojawił się obraz tropikalnego archipelagu – pamiętaj, że to my pokrywamy wszelkie koszty twojej własnej wyspy.
Obraz przybliżył się, a Ravi dokładniej ujrzał uroki atolu pod nimi i poczuł ciepłe muśnięcie słońca na twarzy.
– Jak widzisz – dodała Pia – to naprawdę mogą być najlepsze zaświaty pod… drugim Słońcem.
Raz jeszcze spojrzał w dół. Potem na Pię. A potem uśmiechnął się i skinął głową.
Natomiast, decydując się na zakończenie swojego istnienia, zupełnie nie myślał o żadnych „przesłankach” i „możliwościach” istnienia zaświatów.
W tym akapicie rozjechało Ci się formatowanie. :)
Nie lubiano go za notoryczne krytykowanie pomysłów i postulatów naukowych kolegów. To oczywiście dobrze, że wskazuje jakieś tam luki, przyznawano nieszczerze. Ale z drugiej strony podcina nam skrzydła, nie pozwala zacząć. Dusi w zarodku pomysły, które mogłyby okazać się wartościowe, przełomowe nawet.
Komentarze naukowca po trzydziestce, a więc dość młodego, były w stanie aż tak stłamsić kolegów badaczy?
Opowieść dostarczyła mu niezbędnego luzu i dystansu do rzeczywistości.
Mam wrażenie, że to dość niefortunny dobór słów jak na zdanie zastępcze dla postanowił popełnić samobójstwo. ;)
Od razu więc odpowiem na najważniejsze pytania, a potem przejdziemy do twoich pytań.
Chyba zatem nie odpowie na początku na pytania, tylko powie o najważniejszych rzeczach.
W przestrzeni przed nimi pojawił się model jakiegoś stworzenia wyglądającego trochę jak potwór z gier fantasy.
To mogło być skojarzenie Raviego, ale w ustach narratora brzmi jak leniwy opis.
– Jak zawsze wnikliwy – rzekła i uśmiechnęła się serdecznie.
Z jednej strony to, a z drugiej:
I co ciekawe, masz możliwość zobaczenia wnętrza akurat tej, którą w swojej symulacji często oglądałeś od zewnątrz i nazywałeś Słońcem.
– Mówisz o Słońcu w Układzie Słonecznym, w Drodze Mlecznej? W sensie o moim Słońcu?
– Tak – Pia spojrzała na niego z ukosa. – Mówię o twoim Słońcu.
:D
dziesięć do potęgi dwustu szesnastej
A nie dwieście szesnastej?
Jesteś naukowcem, więc nie muszę ci wyjaśniać, że liczba z ponad dwustoma zerami to diabelnie dużo.
XD Dobrze, że w kręgach naukowych można posługiwać się fachowym, precyzyjnym językiem. Laik by nie skumał!
Kurczę, przykro mi, Anonimie, ale mam z tym tekstem sporo problemów i z żalem stwierdzam, że raczej mi się nie spodobał. Podzielę się dwoma największymi zastrzeżeniami, mając nadzieję, że uznasz je za przydatne w przyszłości (albo zignorujesz, bo takie też twoje prawo).
Przede wszystkim, całość to w zasadzie jeden wielki monolog objaśniający. Niby chłop umarł, niby zmieniło mu się ciało i sposoby doświadczania, niby leci na jakimś turbonowoczesnym statku, niby przebija się przez sam środek gwiazdy… A to wszystko jest zagadane na śmierć (nomen omen) przez Pię.
Po drugie, Pia mówi bardzo dużo rzeczy, które mają brzmieć bardzo mądrze, ale średnio trzymają się kupy. Nie jestem orłem z fizyki i nie wymagam od science fiction, żeby było mocno science, bo bardzo szybko osiąga poziom już dla mnie nieweryfikowalny. Uwierzę, że możliwe są podróże w czasie i teleportacja, nie doczepię się do wykorzystania w napędzie paliwa, które nie dałoby rady dostarczyć wystarczającej mocy, nie skrzywię się na wchodzenie w nadświetlną. Ale Pia gada i gada, a każda kolejna jej wypowiedź brzmi antynaukowo.
No nie siadło, przykro mi.
Pozdrawiam serdecznie!
Barniuszu, dziękuję za wskazanie tych paru drobiazgów. Natomiast za resztę komentarza nie dziękuję, bo w kwestiach dotyczących nauki jest on beznadziejnie zły i wprowadza czytelnika w błąd. Dlatego należy go „odkręcić”, bo w pełni mogę zgodzić się jedynie z poniższym Twoim stwierdzeniem:
„Nie jestem orłem z fizyki…”
Zatem króciutka lekcja historii nauki/fizyki dla nieorłów. Napisałeś:
„Komentarze naukowca po trzydziestce, a więc dość młodego, były w stanie aż tak stłamsić kolegów badaczy?”
Uważasz zapewne, że gdyby bohater miał siwą brodę, potargane włosy i dobiegał osiemdziesiątki, byłoby bardziej wiarygodnie? Owszem, tak by było w kreskówkach, komiksach, filmach familijnych czy na Netflixie. Natomiast w rzeczywistości naukowcy, a w szczególności fizycy, osiągają szczyt swoich możliwości intelektualnych w młodym wieku, ok. 40 lat lub wcześniej. Patrz: Newton, Einstein, Dirac, Heisenberg, Feynman, Bohr, Schrödinger, Pauli, Rutherford, Fermi, itd…
Nawet Skłodowska-Curie: pierwszy Nobel w wieku 36 lat, polon odkryty, gdy miała lat 30. Dlatego też Ravi to „blisko czterdziestoletni naukowiec”. A Ty uległeś dziecinnym mitom i to nimi chcesz „edukować” czytelników.
Żeby się nie rozpisywać, to jeszcze tylko najważniejsza kwestia Twoich „naukowych” mądrości:
„Uwierzę, że możliwe są podróże w czasie i teleportacja, nie doczepię się do wykorzystania w napędzie paliwa, które nie dałoby rady dostarczyć wystarczającej mocy, nie skrzywię się na wchodzenie w nadświetlną. Ale Pia gada i gada, a każda kolejna jej wypowiedź brzmi antynaukowo.”
Jestem bardzo ciekaw, które to wypowiedzi Pii rzekomo brzmią antynaukowo? I dlaczego żadnej z nich nie przytoczyłeś? Ani szerzej nie opisałeś? Podałeś za to wyciągnięte z kapelusza absurdalne odniesienia do podróży w czasie czy nadświetlnych prędkości, w które jesteś w stanie uwierzyć. Rozumiem, że miała w ten sposób powstać jakaś retoryczna konstrukcja ośmieszająca, która umożliwiałaby Ci krytykę bez podania faktycznych cytatów i bez odniesienia się do kwestii naukowych? Ale w takim razie bardzo źle świadczy to o całości Twojego komentarza i ogólnie o sposobie prowadzenia przez Ciebie dyskusji. Znaczy: chcę skrytykować, ale nie chcę się wysilać.
A jeżeli tak nie jest, to powinieneś przytoczyć teraz owe kolejne „antynaukowe” wypowiedzi Pii i udowodnić, że nie tylko rzeczywiście są antynaukowe, ale wręcz bardziej odległe od nauki niż przykłady, które sam podałeś – podróże w czasie, prędkości nadświetlne czy wykorzystanie w napędzie paliwa, które nie byłoby w stanie dostarczyć wystarczającej mocy itd. Bo przecież tamte jesteś gotów zaakceptować jako naukowe i dopuszczalne w literaturze science fiction. Zatem czekam, aż przytoczysz te wypowiedzi oraz dowody.
Czekam cierpliwie.
Pozwól, że zamiast kazać Ci czekać, przeproszę za ignorancki komentarz.
Klasyczne story z symulacją, dłuuuugie opisy i jak twist symulacja w symulacji – niestety nie jest to coś, co tygryski lubią najbardziej.
Subiektywne uwagi:
– jako 40-latek stanowczo protestuje przeciwko nazywaniu mojego równolatka tetrykiem! ;)
– “Owa Śmierć, dość klasycznie, miała chłodne, niebieskie oczy oraz wygląd drobnej, jasnowłosej kobiety” – klasycznie to by była kostucha z kosą ;)
– “będzie ci wygodniej rozmawiać” – będzie nam,
– brakuje troszku przecinków,
– “Przechylił się też i dotknął dłonią połyskliwego kadłuba”,
– “Ale mimo wszystko to wyjaśnienie daje mi pewien… spokój umysłu. Ponieważ… ponieważ czuję, że to, co widzę i słyszę, jest…” – za dużo tych wielokropków.
Hej ho!
Rzuciło mi się w oko wiele „powtarzających się myśli”. Wygląda, że taki wypracowałeś sobie styl i nie jest to żaden błąd, ale spowalnia tempo, bo było tego sporo.
Klika przykładów:
Dawał pewnego rodzaju spokój i dystans do umierania. Dystans, który
Wszystkie oprócz jednego wyjątku. Wyjątku, nad którym
Zwyczajnie zaakceptował koniec i nadchodzącą nicość. Nicość, której
Wybrał broń palną, pistolet, który
Ravi zdziwił się bardzo, że tak łatwo przyszło mu zadać to pytanie. Ale dużo bardziej niż ta swoboda dziwiło go coś jeszcze.
wszystko tam w środku działało na dużo szybszych obrotach. Tak szybkich,
Nie robiłam szczzegółnowej łapanki, ale przyjrzyj się zapisom dialogów oraz interpunkcji.
– Chodź, usiądziemy, będzie ci wygodniej rozmawiać – postać
Postać.
Zaczynając więc bez zwłoki
Hehe, dobre.

Ciekawy pomysł z symulacją i wyławianiem talentów, które mają pomóc w odnalezieniu prawdziwego wszechświata. Trochę szkoda, że czytelnik nie jest świadkiem tych poszukiwań, a otrzymujemy coś na kształt prologu, w którym główny bohater zostaje dopiero wprowadzony w świat. Ponadto opowiadanie opiera się głównie na dialogach, które ten świat tłumaczą.
Wydaje mi się, że zamiast posadzenia bohaterów na leżakach, mogłeś ich pchnąć w podróż po różnych symulacjach. Dzięki temu byłoby mniej opowiadania, a więcej pokazywania. :)
Pozdrawiam serdecznie!
Szafirowy Smoku, dziękuję za komentarz. Protest odnotowany. ;)
Owa Śmierć, dość klasycznie, miała chłodne, niebieskie oczy oraz wygląd drobnej, jasnowłosej kobiety” – klasycznie to by była kostucha z kosą ;)
Kostucha z kosą byłaby cliché. :) Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na to „mrugnięcie”. Ponieważ wychowałem się na Sapkowskim, klasyczną postacią Śmierci jest dla mnie jasnowłosa z błękitnymi oczami. ;)
będzie ci wygodniej rozmawiać” – będzie nam,
Celowe. Uważam, że istota świadomie istniejąca w symulacji i mająca możliwość zarządzania nią nie będzie posiadała faktycznych, fizycznych potrzeb, takich jak siedzenie. Natomiast bohater, który dopiero przestawia się z symulowanego bytu biologicznego na cyfrowy, jeszcze je ma – przyzwyczajenia umysłu/modelu. Dlatego też Pia mówi tylko o wygodzie bohatera.
Marszawa, bardzo mi miło, że przeczytałaś moje opowiadanie.
Rzuciło mi się w oko wiele „powtarzających się myśli”. Wygląda, że taki wypracowałeś sobie styl i nie jest to żaden błąd, ale spowalnia tempo, bo było tego sporo.
Faktycznie. Jakoś nie zwróciłem na to uwagi.
Zaczynając więc bez zwłoki
;)
Pozdrawiam Was!
Witaj. :)
Wszelkie poniższe sugestie oraz wątpliwości do co technikaliów są jedynie do przemyślenia:
Przy czytaniu zauważyłam nadmiar zaimków (np. osobowych), stojących w sąsiednich zdaniach i tym samym powielających powtórzenia, czyli błędy stylistyczne (dotyczy to i innych wyrazów, nie tylko zaimków, choć tych – w szczególności), a także tzw. zaimkozę, np.:
Nieleczona kilkuletnia depresja oraz świat, który coraz bardziej męczył go i rozczarowywał w czasie tej choroby, zrobiły dużo. Dołożyło się też to, że jako blisko czterdziestoletni naukowiec był nielubiany przez własną społeczność. Nie lubiano go za notoryczne krytykowanie pomysłów i postulatów naukowych kolegów. To oczywiście dobrze, że wskazuje jakieś tam luki, przyznawano nieszczerze. Ale z drugiej strony podcina nam skrzydła, nie pozwala zacząć. Dusi w zarodku pomysły, które mogłyby okazać się wartościowe, przełomowe nawet. Ogólnie uważano go za tetryka i nie chciano z nim pracować. Co prawda świadomość tego, że jeszcze sporo życia przed nim i że coś tam jeszcze może uda się w tym życiu poprawić, trzymała go na tym świecie. Ale sam świat za bardzo go dołował. Musiał więc przemóc tę blokadę… Pomógł mu w tym Keret i jego „Pizzeria”, którą powtarzał sobie w myślach. Opowieść dostarczyła mu niezbędnego luzu i dystansu do rzeczywistości. (…)
To teraz najlepsze dla twojego umysłu.
– Zresztą – kontynuowała – sam czujesz, że tak powinno to być. Wiem o dziwnym wrażeniu związanym z własnym umysłem, którego teraz doświadczasz. To coś, z czym powoli zaczniesz sobie radzić.
Właśnie! Umysł… To słowo zadziałało jak katalizator i Ravi zrozumiał wreszcie, co dziwnego odczuwa. Była to niezwykła jasność myśli. Czuł się tak, jakby ktoś zdjął z jego umysłu blokadę i teraz wszystko tam w środku działało na dużo szybszych obrotach. Tak szybkich, że nie mógł być do nich przyzwyczajony. Można to było porównać do wymagającej gry, która po wymianie sprzętu zaczęła działać płynnie, lub też do nagłego wytrzeźwienia zamglonego alkoholem umysłu. Choć prawdopodobnie to, co się z nim teraz działo, było o wiele silniejsze od nawet najszybszego możliwego wytrzeźwienia. – a zatem pod kątem powtórzeń trzeba całość szczegółowo przejrzeć i poprawić do samego końca
Czy celowo wyraz „s/Słońce” piszesz rozmaicie? Taka niekonsekwencja niesie ze sobą niestety nadmiar niepotrzebnych błędów ortograficznych i rzeczowych, ponieważ Czytelnicy nie wiedzą, jak ostatecznie chcesz zapisać to wyrażenie, np.:
Tego dnia Słońce było bardzo jasne, choć nie dawało zbyt wiele ciepła.
Stała na tropikalnej plaży na tle morza, nad którym właśnie wschodziło słońce.
I co ciekawe, masz możliwość zobaczenia wnętrza akurat tej, którą w swojej symulacji często oglądałeś od zewnątrz i nazywałeś Słońcem.
– Mówisz o Słońcu w Układzie Słonecznym, w Drodze Mlecznej? W sensie o moim Słońcu?
Inne sprawy:
Znaczy (przecinek albo myślnik?) gdzie?
– Chodź, usiądziemy, będzie ci wygodniej rozmawiać – Postać ponownie się uśmiechnęła, po czym spojrzała na dwa stojące na plaży leżaki, łagodnie obmywane przez fale. – błędny zapis dialogu?
– Jak zapewne się domyślasz – zaczęła, gdy usiedli – mam już spore doświadczenie w rozmowach takich (przecinek?) jak ta.
Pamiętaj też, proszę, że pewne sprawy początkowo będę celowo upraszczać(i tu?) a na szczegóły przyjdzie czas później.
Nie, nie każdy byt z twojej symulacji dostaje możliwość dalszego aktywnego funkcjonowania w symulacji nadrzędnej, po swojej śmierci – tak (przecinek?) jak ty teraz. Większość modeli czy też postaci z twojej symulacji, po zakończeniu funkcjonowanie zostaje wprowadzona w hibernację. – literówka?; mam wątpliwość co do tego przecinka (?)
Czyli, jak to w życiu, wyławiane są talenty – Pia mrugnęła do niego okiem, po czym zamilkła na chwilę i znów się uśmiechnęła, a następnie wznowiła wyjaśnienia.
– Nurtuje cię zapewne, o co dokładnie chodziło w twoim przypadku? To jest oczywiście bardzo ważne, ale pozwól, że wyjaśnię ci to nieco później. – błędny zapis dialogu?
Tak (przecinek?) jakby emocje i nerwy nie stanowiły dla jego umysłu żadnego utrudnienia.
Przemierzamy więc przestrzeń kosmiczną, która faktycznie istnieje (i tu?) a jej struktura jest bardzo zbliżona do tej, którą znałeś ze swojej symulacji.
– To zewnętrzny pancerz ze zdegenerowanej materii – Pia zauważyła jego zainteresowanie. – Skuteczna osłona przed wieloma zagrożeniami. – mam wątpliwość, czy to na pewno jest gębowe (?)
– Domyślam się – Ravi raz jeszcze z podziwem stuknął dłonią w statek. – To niezwykła osłona i zapewne bardzo dobra. A czy na pokładzie są jakieś żywe organizmy? W sensie… biologiczne. – ponownie błędny zapis dialogu?
Ten fragment jest niejasny – najpierw on myśli, potem jest nagle narracja, a potem znów nagle pada ostatnie zdanie jest w 1 osobie. Trzeba zatem wyraźnie, według Poradnika, rozdzielić myśli bohatera od narracji:
Zamierzchłe czasy – Ravi zastanowił się nad tym głębiej. Rozumiał, że Pia chciała nazwać bardzo odległy moment w czasie. Znaczy istoty, które już od tak dawna były w stanie pozbyć się biologicznej cielesności i przenieść swoje świadomości do wirtualnych światów, musiały faktycznie być daleko w rozwoju technologicznym. Bardzo daleko. I teraz on, niejako poprzez rozszerzoną rzeczywistość wirtualną, zamiast zwyczajnie nie żyć, siedzi na „dachu” międzygwiezdnego pojazdu i podziwia od środka odległą o miliony lat świetlnych galaktykę. Ciekawe, co to za rasa, której zawdzięczam to wszystko…
– Pytaj, pytaj – Postać mrugnęła do niego ze swojego leżaka. – tu znowu błędny zapis dialogu?
Stało na czterech odnóżach, a dwoje przednich ewidentnie było chwytnych. – składniowy?
– Zaraz wyjaśnię. Ale najpierw coś ci pokażę. Chodź i klasycznie ujmij Śmierć za rękę – Pia wstała i wyciągnęła do niego dłoń. – kolejny błąd w zapisie dialogu?, a zatem całość trzeba jeszcze poprawić pod tym kątem, ja już reszty przykładów nie wypisuję
Ale jak chcesz, mogę puścić? – czy to na pewno zdanie pytające?
Brawa za ogromną, nieokiełznaną wyobraźnię, Anonimie! :) „…podróżujemy jakby na zmarszczce czy też fali czasoprzestrzeni” – niesamowite stwierdzenie. :)
Ja natomiast miałam podczas lektury Twojego opowiadania przeważnie odczucie, wyrażone słowami bohatera: „Nie powiem, że zrozumiałem, jak to działa”, ponieważ jest tu takie mnóstwo skomplikowanych i podlegających nieustannym przeobrażeniom nazw, przeniesień, określeń, wizji, opisów, symulacji i zmian, że głowa mała! :)
I proszę, nie obrażaj się na Barniusza. I nie podchodź tak do każdego negatywnego komentarza. Nie każdemu wszystko musi się podobać. Krytyczne uwagi także są budujące i pomagające w szlifowaniu warsztatu. :) Każdy Czytelnik przecież inaczej podchodzi do spełnionych danym tekstem oczekiwań. To, że ktoś pisze szczerze: „No, nie siadło, przykro mi”, a potem pozdrawia serdecznie Autora, nie oznacza żadnej „ośmieszającej krytyki”. Nie przesadzajmy… :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia, klik. :)
Witaj, bruce, dzięki serdeczne za wszystkie sugestie i czas, który poświęciłaś na ich przygotowanie.
Wyruszam na poszukiwanie zaginionych kropek w zapisach dialogów i innych problemów.
Brawa za ogromną, nieokiełznaną wyobraźnię, Anonimie! :) „…podróżujemy jakby na zmarszczce czy też fali czasoprzestrzeni” – niesamowite stwierdzenie. :)
To bardziej spekulatywna ekstrapolacja niż wyobraźnia. ;) Tak jak dziś potrafimy sprawić, że elektrony robią to, co chcemy, i dzięki temu żyjemy w erze informatyzacji. Tak być może kiedyś nauczymy się równie skutecznie manipulować innymi, trudniejszymi w obyciu cząstkami. Możliwe nawet, że w straszliwie odległej przyszłości będą to hipotetyczne grawitony…
Serdecznie pozdrawiam.
Anonimie, chylę czoła przed Twoją wszechstronną wiedzą oraz nieokiełznaną wyobraźnią.
– przydałaby się jeszcze emotka: BRAWA! :)
Pozdrawiam serdecznie i także dziękuję. 
Hej, Anonimie,
wracam, ponieważ sytuacja nie dawała mi spokoju. Wybacz, że po takim czasie, ale nie udało mi się wcześniej znaleźć dość przestrzeni, by wczytać się bardziej w omówienia naukowych tez, które wybrzmiewały w Twoim tekście. Jednocześnie nie chciałem znowu wykazać się ignorancją.
Zacznę od tego, że podtrzymuję przeprosiny z poprzedniego komentarza, przy czym teraz chciałbym odnieść się do tego nieco szerzej. Może wyniesiesz z tego coś wartościowego dla Twojego pisania, a jeżeli nie – no cóż, mnie przynajmniej będzie lżej, że próbowałem wyjaśnić.
Druga ważna rzecz to to, że absolutnie nie dążę do eskalacji, wręcz przeciwnie, chciałbym to wyjaśnić i, mam nadzieję, zamknąć. Wolę to dodać, bo ze względu na wcześniejszy komentarz, nie zdziwiłbym się, gdybyś był z gruntu źle nastawiony do wszystkiego, co napiszę.
Skoro wstęp mamy za sobą, to do merytoryki.
Przede wszystkim – doczytałem. Oczywiście, nie był to jakiś szalenie głęboki research, nie nadrobię wielu lat ograniczenia się ze znajomością fizyki do dwóch kanałów popularnonaukowych na Youtube w jedno popołudnie, ale na ile się dało, na tyle spróbowałem przybliżyć sobie poszczególne elementy z Twojej wizji.
I tu jednoznacznie zwracam honor oraz raz jeszcze przepraszam za nazwanie ich antynaukowymi. Wyszedłem na głąba i nieuka (i niech tak zostanie, stąd nie edytuję poprzedniego posta). Sporo z tego, co napisałeś, ma podstawy w nauce (bardziej lub mniej solidne, ale ma). Chyba tylko o odfiltrowaniu fotonów znalazłem informacje, które poniekąd przeczą temu, że to by działało (według danych, które wynotowałem, wnętrze gwiazdy to optycznie nieprzeźroczysta plazma, więc to nie sama intensywność fotonów stanowiłaby tu problem). Nie zmienia to faktu, że mój komentarz był chybiony i krzywdzący.
Jeżeli chodzi o obraz naukowca po trzydziestce, to nie, absolutnie nie chodziło mi o to, że naukowiec musi być stary, siwy i brodaty, żeby być dobrym naukowcem. Wiem, w jakim wieku najwięksi dokonywali najwiekszych odkryć. Nie wiem natomiast (i chętnie bym się dowiedział, ale na research w tym temacie nie starczyło mi już czasu), czy ci sami dwudziesto– trzydziestolatkowie, którzy dokonują przełomowych odkryć, decydują o pracy innych, przydzielają budżety itp.
Bo to właśnie o to mi chodziło, że w sumie co jego kolegom po fachu po jego krytycznej opinii, kiedy własne badania prowadzą nie dzięki jego przychylności, a dzięki zgodzie i środkom z góry?
Ale możliwe, że także tutaj się mylę i ośrodki badawcze nie są skostniałymi instytucjami, na których może nie naukowiec, ale decydent ma długą, siwą brodę i swoje lata.
Wreszcie spróbowałem się zastanowić, skąd w ogóle wziął się we mnie aż tak silny osąd, bo zwykle staram się być powściągliwy w tematach, na których się nie znam. Myślę, że padłem ofiarą błędu poznawczego, działającego tak, że ze względu na to, że nie przypadła mi do gustu jakość tekstu, niską jakość przypisałem od razu także zawartym w nim faktom. Duży błąd i duża lekcja dla mnie.
Gdybym miał wskazać na to, co najbardziej pozytywnie przełożyłoby się dla mnie na odbiór Twoich pomysłów, to byłoby to zdecydowanie pewne rozwinięcie ich, danie im więcej przestrzeni, by wybrzmiały. O tym pisałem już w pierwszym komentarzu, że mamy tutaj spory infodump i nie za bardzo obserwujemy rzeczy w akcji. Sądzę, że oferując tym pomysłom więcej przestrzeni, łatwiej trafiłbyś do laików. W tym momencie strzelasz tymi rzeczami jak z karabinu, więc łatwo (czego jestem przykładem) o odbiór no, powiedziano wiele mądrze brzmiących słów, ale nic z nich nie wyniknęło.
Oczywiście możliwe, że totalnie nie zależy Ci na docieraniu z pisaniem do osób, które się nie znają. Wtedy całą ostatnią część mojej wiadomości możesz pominąć.
Pozdrawiam, wyrażając nadzieję, że między nami spoko.
Witajcie ponownie, bruce i barniuszu. Chciałem tylko powiedzieć, że pod wpływem Waszych uwag przywróciłem końcowy fragment, z którego wcześniej zrezygnowałem, a który trochę więcej wyjaśnia w opowiadaniu. Planowałem pozostawić czytelnikowi pole do własnych przemyśleń i różnych interpretacji, ale ponieważ jasno sugerujecie, że jest to pisane zbyt „dla samego siebie” albo dla znawców tematu, spróbuję poprawić końcowy odbiór.
Możliwe, że czytający odbiorą ten dodatkowy fragment jako wyjaśnienie, a możliwe, że jako infodump i kolejną komplikację – zobaczymy. ;)
Barniuszu, dziękuję za eleganckie wyjaśnienie/sprostowanie oraz inne uwagi. W kwestiach technicznych:
Chyba tylko o odfiltrowaniu fotonów znalazłem informacje, które poniekąd przeczą temu, że to by działało (według danych, które wynotowałem, wnętrze gwiazdy to optycznie nieprzezroczysta plazma…
To oczywiście mocno akademicka dyskusja, ale prawdopodobnie swobodna droga fotonu dla światła widzialnego – nazwijmy to umownie „przejrzystością plazmy” – wynosiłaby ok. 0,1–1 cm. I z moich zabaw z researchem oraz przeliczania tych danych przy pomocy AI wynika właśnie kilkumiliardowy nadmiar fotonów – mniej więcej od jednego do dziesięciu miliardów. Stąd w opowiadaniu podałem liczbę pięciu miliardów jako wartość pośrednią.
Czy ci sami dwudziesto-, trzydziestolatkowie, którzy dokonują przełomowych odkryć, decydują o pracy innych, przydzielają budżety itp.
Bo to właśnie o to mi chodziło, że w sumie co jego kolegom po fachu po jego krytycznej opinii, kiedy własne badania prowadzą nie dzięki jego przychylności, a dzięki zgodzie i środkom z góry?
Nie pisałem o utrudnianiu prowadzenia badań czy przydzielaniu budżetów. Miałem na myśli tylko krytykę, która naturalnie może się odbywać w różnych formach: w recenzjach, opiniach, podczas spotkań towarzyskich, na konferencjach itd. A jeżeli krytykuje ktoś wnikliwy i zdolny, to wyobrażam sobie, że może to być dotkliwe. Czasami nawet destrukcyjne.
Oczywiście między nami wszystko spoko.
Bruce i barniuszu, raz jeszcze dziękuję za Wasz wkład.
Pozdrawiam!
Pozdrawiam i również Ci dziękuję, Anonimie. :)
Powodzenia. :)
Mam mieszane uczucia co do tego opowiadania. Jest sf, jest fizyka – powinno mi się podobać. Podróżowanie na fali grawitonów podoba mi się na pewno. Konstrukcja przedstawionego świata jest klarowna. Warsztat ok. Więc co jest nie tak? Troszkę się musiałem nad tym zastanowić.
Wychodzi na to, że nie przekonali mnie bohaterowie tego opowiadania – ich działanie, motywacje, ich historia. Niby mają niezbite dowody na to, że żyją w symulacji, nawet dwa “lewele” udało się już przejść, a nie wiedzą, jak pokonać kolejne, mimo że kolejne światy wydają się niemal takie same (te same galaktyki, nawet układ słoneczny). Do przejścia kolejnego potrzebują kogoś, kto swojej symulacji wcale nie pokonał, nawet nie miał świadomości, że się w takowej znajduje. On jedynie palnął sobie w łeb w momencie, który na wyższej kondygnacji nabrał jakiegoś znaczenia. Poza tym podróżnicy przez system symulacji sami tak pragną wolności, a sami więżą osobniki z niższych stopni w hibernacji.
Wybacz, Autorze moje marudzenie, ale jakoś mnie to nie przekonuje, choć sam pomysł ma potencjał. Może spieszyłeś się, by zdążyć przed upływem terminu i cała idea nie zdążyła odpowiednio dojrzeć.
Pozdrawiam.
Wybaczam, Unfall :) I dziękuję za Twoje “marudzenie”. A dlaczego akurat tak napisałem…
(…) a nie wiedzą, jak pokonać kolejne, mimo że kolejne światy wydają się niemal takie same (te same galaktyki, nawet Układ Słoneczny).
Wyobrażam sobie (to subiektywne, podkreślam), że w przypadku zagnieżdżeń symulacji:
– Wszechświaty będą podobne (Pia o tym mówi), bo wzorowane na sobie. To najlepsze rozwiązanie, gdy symulacje tworzy się jako laboratorium, które ma pomóc w pokonaniu symulacji, w której twórca sam się znajduje.
– Kolejne symulacje będą trudniejsze do przejścia, bo każdy kolejny komputer obliczający wyższą symulację musi być znacznie potężniejszy od poprzedniego. I prawdopodobnie będzie działać na innych zasadach – w opowiadaniu ostatni był grawitonowy. Inny komputer, inny model obliczeń, inny paradygmat programowania – nie dość, że programiści z innej cywilizacji, to jeszcze kod dostosowany do zupełnie innej natury tego komputera.
Poza tym podróżnicy przez system symulacji sami tak pragną wolności, a sami więżą osobniki z niższych stopni w hibernacji.
Moim zdaniem to właśnie jest realistyczne. Niestety.
Andrzej Dragan powiedział kiedyś słowa, których sens zapadł mi w pamięć. Chodziło o potencjalne zagrożenie ze strony rozwiniętej AI jako wyższej inteligencji. Nie umiem powtórzyć ich dokładnie, ale brzmiało to mniej więcej tak:„ jeśli budujemy drogę, a na jej trasie znajduje się mrowisko, koniec tego mrowiska jest raczej wiadomy.”
Chodzi nie tyle o brak empatii, ile o obojętność wynikającą z dysproporcji celów i możliwości, a także o zwykłe oszczędzanie zasobów.
Może spieszyłeś się, by zdążyć przed upływem terminu i cała idea nie zdążyła odpowiednio dojrzeć.
To możliwe ;)
Pozdrawiam.


Wiele lat temu Ravi czytał „Pizzerię Kamikaze”…
Trochę ten akapit porwany… nie wiem.
Dystans, który w przyszłości okazał się Raviemu bardzo potrzebny.
O ile nie będzie podróży w czasie, to raczej: Dystans, który w przyszłości miał się Raviemu okazać bardzo potrzebny.
Było dla niego oczywiste, że wszystko to są absurdy wygenerowane przez ludzki strach i nadzieję.
"Wygenerowane"?
Albo też celowe manipulacje.
"Też" zbędne.
Wszystkie inne znane mu wyobrażenia o zaświatach również miał za bzdury.
Wszystkie inne poza religijnymi i mistycznymi – czyli w sumie jakie? Nie wiem, co mam tu rozumieć pod pojęciami "religijne" i "mistyczne", więc trudno orzec. Poza tym: Wszystkie inne znane sobie wyobrażenia o zaświatach również miał za bzdury.
Wszystkie poza jednym, nad którym coraz częściej się zastanawiał, dostrzegając w otaczającej go rzeczywistości subtelne, lecz przemawiające za nim przesłanki.
Dostrzegłszy. Ale troszkę sam pod sobą kopiesz dołki, bo gość najpierw się broni rękami i nogami przez jakąkolwiek koncepcją życia po śmierci, a potem sorki, jednak nie. Ponadto: przesłanki na tym polegają, że za czymś przemawiają, więc "lecz" nie bardzo ma tu rację bytu.
Zakładał więc, iż coś w tym może być…
Zakładał. Nie wnioskował, tylko zakładał? Niekonsekwentnie :)
Natomiast decydując się na zakończenie swojego istnienia, zupełnie nie myślał o żadnych „przesłankach” czy możliwościach istnienia zaświatów.
"Natomiast"? Hmm.
Nieleczona kilkuletnia depresja
Jak już, to: Nieleczona od kilku lat depresja.
świat, który coraz bardziej męczył go i rozczarowywał w czasie tej choroby, zrobiły dużo
Hmmmmmmm.
Dołożyło się też to, że jako blisko czterdziestoletni naukowiec był nielubiany przez własną społeczność.
Mało zgrabne zdanie.
Nie lubiano go za notoryczne krytykowanie pomysłów i postulatów naukowych kolegów.
… aha, czyli mamy etap "nauki normalnej"? XD
Ale z drugiej strony podcina nam skrzydła, nie pozwala zacząć. Dusi w zarodku pomysły, które mogłyby okazać się wartościowe, przełomowe nawet.
Zaraz, a dlaczego oni mieliby porzucać każdy pomysł, który Ravi skrytykuje? On ma w tej społeczności jakąś władzę? Decyduje o przyznawaniu grantów? Autorytet ma? Chyba nie, skoro go nie słuchają… to o co chodzi? To naukowcy – czy świeżynki? :P
Co prawda świadomość tego, że jeszcze sporo życia przed nim
"Tego" można skasować.
Blokowała go przed działaniem
Powstrzymywała. Blokować mogłaby działanie.
Lecz beznadzieja rzeczywistości i tak w przeważyła, przełamując tę blokadę.
Zdanie emo, i jeszcze z błędnym imiesłowem (zdanie celowe nie może siedzieć na imiesłowie). "W" jest prawdopodobnie artefaktem.
Nicość, której oczywiście nie spodziewał się już świadomie doświadczyć.
A niby jak by miał? Skoro jego by nie było i niczego by nie było? Odrobinę logiki :)
Tego dnia Słońce było bardzo jasne, choć nie dawało zbyt wiele ciepła.
Hmm. Jesień, znaczy. A, i "słońce" powinno być małą literą, p. tu: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ziemia-czy-ziemia-slonce-czy-slonce;10778.html
Wybrał broń palną, która niezawodnie wystrzelił pocisk w jego skroń.
Dziwnie zapewniające i znikło "a".
Obraz wrócił.
Hmm.
Owa Śmierć, dość klasycznie, miała chłodne, niebieskie oczy
Hmmm. "Owa" na pewno bym wycięła.
Postać patrzyła na niego przez chwilę
Nie "postać", bo już wiemy, jak ona wygląda. Może być po prostu: Patrzyła na niego przez chwilę.
I jest tak, jak podejrzewałeś. Świat, który znasz, był symulacją.
Ale myśmy o tym nie wiedzieli…
Ravi zdziwił się bardzo, że tak łatwo przyszło mu zadać pytanie.
Dlaczego?
Ale dużo bardziej niż ta swoboda dziwiło go coś jeszcze. I nie był w stanie tego czegoś scharakteryzować.
Utajniasz. http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859
Postać skinęła głową.
Jak wyżej – https://wsjp.pl/haslo/podglad/3253/postac to sylwetka, kształt, a tu widać konkretną kobietę. Możesz ją opisać albo nazwać, ale nie udawaj, że jej nie widać.
wszelkie twoje pytania
Hmm.
tak powinno to być
"To" nie jest tu do niczego potrzebne.
Wiem o dziwnym wrażeniu związanym z własnym umysłem, którego teraz doświadczasz
?
Powoli zaczniesz sobie radzić z tym radzić.
Artefakt: Powoli zaczniesz sobie z tym radzić.
co dziwnego odczuwa
Hmm. Co takiego dziwnego? Ogólnie dziwnie to brzmi.
Tak szybkich, że nie mógł być do nich przyzwyczajony.
A dlaczego miałby móc? Nie chodzi o to, że nie jest przyzwyczajony do takiej szybkości?
Można to było porównać do wymagającej gry, która po wymianie sprzętu zaczęła działać płynnie, lub też do szybkiego wytrzeźwienia z alkoholowego zamglenia świadomości.
Rym.
Jego umysł stawał się klarowny
https://wsjp.pl/haslo/podglad/29635/klarowny ?
Było ich tyle, ile chciał.
… emocji?
Postać ponownie się uśmiechnęła, po czym spojrzała na dwa stojące na plaży leżaki, łagodnie obmywane przez fale.
"Postać" do wycięcia, a leżaki omywane przez fale nie są zbyt praktyczne. Może je zmyć.
pewne sprawy początkowo będę celowo upraszczać
Rym. A można upraszczać niecelowo? To jest konkretne działanie.
Zaczynając więc bez zwłoki
Średnio śmieszny żart.
Wszystko, co nas otacza, to również świat wygenerowany elektronicznie.
"Również" można wyciąć. (Czymże jest biologia? Mózg w słoiku doświadcza bytów biologicznych, czy nie?)
moja funkcja polega na witaniu oraz wstępnym wprowadzaniu osób do tej rzeczywistości
Mało zgrabne.
Jest dokładnie odwrotnie i zdarza się to rzadko.
Dwa razy ta sama informacja: Faktycznie zdarza się to rzadko.
postaci z twojej symulacji, po zakończeniu funkcjonowania zostaje wprowadzona w hibernację
Hmmm. Przecinek do wycięcia, ale poza tym – hmm.
ponieważ system wytypował cię do dalszych aktywności

"Aktywność". To. "Działalność". Nie. Ma. Liczby. Mnogiej. Argh. http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842860
wyławiane są talenty, – Pia
Tu kropka, nie przecinek.
mrugnęła do niego okiem
Czy miała jakieś inne narządy mrugalne?
następnie wznowiła wyjaśnienia
Podjęła.
o co dokładnie chodziło w twoim przypadku
Zapewne o coś zupełnie innego, niż on sam w sobie ceni…
i dziwił się, że wszystko, co mówiła do niego Pia, przyjmował z taką łatwością
Consecutio temporum: mówi i przyjmuje.
Tak jakby emocje i nerwy nie stanowiły dla jego umysłu żadnego utrudnienia.
O tym już było. Że ma emocje pod ścisłą kontrolą – więc oczywiście nie mącą mu myślenia.
Pytałeś też o to, gdzie się znajdujemy.
"O to" można wyciąć.
To nieco skomplikowane
Może być dość skomplikowane, ale "nieco"?
Otóż twórcy tej symulowanej rzeczywistości od bardzo dawna znajdują się w drodze.
Są w drodze. Można się znajdować w jakimś miejscu, ale nie w stanie – a tutaj droga (podróż) jest stanem https://sjp.pwn.pl/slowniki/znajdowa%C4%87%20si%C4%99.html
przestrzeń kosmiczną, która faktycznie istnieje, a jej struktura
Jaką strukturę – czyli budowę – ma przestrzeń? Nie mówię, że nie może jej mieć, ale byłoby miło coś doprecyzować.
kontynuowała postać
Powtarzam – ona jest postacią najwyżej w sensie wirtualności.
Rozciągającą się dokoła przestrzeń kosmiczną rozświetlały miriady gwiazd, wstęga galaktyki i zdająca się być na wyciągnięcie dłoni mgławica planetarna.
Hmmmmmmmmm. Te imiesłowy…
– Spójrz tam, to ciekawostka – głos Pii przerwał zdumienie, które go ogarnęło.
Niepaszczowe, a zdumienie nie da się przerwać: – Spójrz tam, to ciekawostka. – Głos Pii wytrącił go z pełnej zdumienia kontemplacji.
przestrzeni pojawił się przygaszony, pulsujący oranżem okrąg. A wewnątrz niego było coś delikatnego i niewyraźnego.
Dużo tych "p". "Delikatne" niewiele tu wnosi, poza tym są rymy.
rzekła postać
Ona ma już nawet imię, przestań ją rozmywać w "postać".
Przestrzeń w tamtym kierunku powiększyła się

Ravi mógł się przekonać, że w zakreślonym obszarze znajduje się jakaś galaktyka
Ale się nie przekonał?
tutejszą galaktyczną wstęgę
???
Dokładnie tak.
Właśnie tak.
zatoczyła szeroki krąg dłonią
Samą dłonią?
Ahhyrah, tak zwali tę galaktykę konstruktorzy habitatu, na którym się znajdujemy.
Bardziej po polsku: Konstruktorzy habitatu, w którym się znajdujemy, zwali tę galaktykę Ahhyrah.
To brzmi nawet trochę podobnie do „Andromeda”.
Średnio.
A gdy oni osobiście wymawiali tę nazwę, brzmiała nawet bardziej podobnie.
Skąd ona to wie? "Osobiście" też jakoś nie bardzo tu pasuje. Czy można wymawiać przez pośrednika? (Sprawdzić, czy nie Hawking).
który opuścili, udając się w stronę innych galaktyk
Czy mogliby się udać bez opuszczania? Czy to może jest zdanie celowe i powinno być: który opuścili, by udać się w stronę innych galaktyk. (Tylko – w stronę? Nie do innych galaktyk?)
habitatowi, na którym „stały” ich leżaki
Co jest niedosłownego w staniu? Jeśli prawa fizyki obowiązujące wewnątrz tej symulacji przewidują grawitację, tarcie i tym podobne, to stanie jest w niej dosłownie możliwe (tylko nie jest staniem dla kogoś z zewnątrz, ale to Ty wprowadzasz tu relatywizm, nie ja – ja go tylko wydobywam). Poza tym https://sjp.pwn.pl/slowniki/habitat.html to środowisko, może być sztuczne i w butelce, ale siedzimy raczej w nim niż na nim.
Na jednym z jego końców widać było jakieś szerokie zakończenie
Zakończenie z definicji jest na końcu, więc trochę to maślane. Hmm. Jeden jego koniec rozszerzał się… ?
być może tarczę osłaniającą przód statku
Hmm.
Wydawał się być niesamowicie solidny.
"Być" to kalka z angielskiego, nie ma racji bytu. Zresztą "solidny" to u nas też nie to samo, co angielskie "solid" ("solidny" to mocny, trwały – "solid" to twardy, niepłynny, raz widziałam to przetłumaczone "nabity", ale to raczej archaizm).
stuknął dłonią w statek
Hmm?
To niezwykła osłona i zapewne bardzo dobra.
Po co on chwali ten statek?
A czy na pokładzie są jakieś żywe organizmy? W sensie… biologiczne.
Skoro biologia to nauka o życiu, mamy tu masło maślane.
Pia głęboko spojrzała mu w oczy.
Pia spojrzała mu głęboko w oczy.
przenieśli swoje świadomości
Świadomość też się nie pluralizuje. Tylko czym ją tu zastąpić…
najwłaściwsze, oddające prawdę słowo
Masło maślane: najlepiej oddające prawdę słowo; albo najwłaściwsze słowo.
Zamierzchłe czasy – Ravi zastanowił się nad tym głębiej.
Kropka wypadłaby tu lepiej.
Rozumiał, że Pia chciała nazwać bardzo odległy moment w czasie.
Tak, czytelnik raczej wie, co to znaczy "zamierzchły". Dlaczego odczuwasz potrzebę tłumaczenia tego?
Znaczy istoty, które już od tak dawna były w stanie pozbyć się biologicznej cielesności i przenieść swoje świadomości do wirtualnych światów, musiały faktycznie być daleko w rozwoju technologicznym.
"Znaczy" jest dziwnie kolokwialne po tym, co wyżej. Gramatyka zdradza angielskie naleciałości: Więc istoty, które już tak dawno były w stanie pozbyć się biologicznej cielesności i przenieść świadomość do wirtualnych światów, z pewnością faktycznie były bardzo posunięte w rozwoju technologicznym.
niejako poprzez rozszerzoną rzeczywistość wirtualną
…? "Rozszerzona rzeczywistość" to wszystkie te nakładki w okularach Gugla, ale nie pełna symulacja przecież.
podziwia od środka odległą o miliony lat świetlnych galaktykę
No, nie do końca odległą… ale niech będzie, że jednak jeszcze nie przywykł.
Był ciekawy, co to za rasa, której zawdzięczał to wszystko…
Angielskie: Ciekawiło go, kim są ci, którym zawdzięczał to wszystko…
Postać mrugnęła do niego ze swojego leżaka.
Kolejna "postać".
Byli jacyś skrajnie odmienni od tego, co znam? Czy ich wygląd będzie dla mnie niepojęty?
Hmmm.
tym pytaniem
Zbędne. Czym miała być rozbawiona?
Lepiej, jak ci ich pokażę.
Może: Lepiej ci ich pokażę.
ewidentnie były chwytne. Zapewne zdolne do precyzyjnego chwytania…
Czyli chwytne.
Ale coś, co zbuduje cywilizację, musi mieć czym chwytać i musi się na czymś poruszać.
Anglicyzm: coś, co ma zbudować cywilizację; albo: coś, co buduje cywilizację.
Ten fakt wychodzi bardzo często zarówno w realnych odkryciach, jak i w ogromie symulacji, które prowadzimy.
Hmmmmm.
wielki, mocno błyszczący kadłub habitatu, z którego mógł to wszystko obserwować
Czyli jednak są na habitacie… rozumiem, że symulacja nie przewiduje oddychania?
Coś, co niczym ostra drzazga drażniło go i nie dawało spokoju.
Hmm. Znowu utajniasz.
Dlaczego pokazujesz mi jakąś symulację zamiast prawdy?
Zasadniczo definiujemy prawdę (klasycznie) jako odpowiedniość myśli (przedstawienia) z rzeczywistością, więc pytanie trochę bez sensu – symulacja może być (w miarę) prawdziwa.
niezwykły pancerz
A jaki byłby "zwykły"?
Czymś takim to na pewno nie wybralibyście się do innej galaktyki.
Dlaczego? On zna możliwości tego statku? Wie, czego potrzeba, żeby dolecieć do innej galaktyki? Zna potrzeby "twórców"? I tak dalej?
Rozumiem, że pokazujesz mi to wszystko, aby mnie oswoić
Żeby go oswoić jak kotka, czy oswoić z nowymi ideami?
Wrażenie fikcji nie daje mi spokoju.
Mało naturalne.
nie było symulacją czy kłamstwem
Kłamstwo to nie tyle fałsz, ile manipulacja, co w sumie by tu grało, ale zaznaczam.
Było to faktycznie nagranie.
Hmmm.
A skoro chcesz iść do przodu, to teraz pokażę ci teraźniejszość.
Hmmmm.
Musi tak być, by w ogóle było coś widać, ponieważ właśnie przelatujemy przez gwiazdę.
Żeby było, ale czemu oni przelatują przez gwiazdę? W celach naukowych?
Tak oto wyglądają gwiazdy w środku
"Oto" zbędne.
I co ciekawe,
Wtrącenie musi mieć przecinek także z przodu.
W sensie o moim Słońcu?
W sensie, o moim Słońcu?
Niestety obawiam się
Niestety, obawiam się.
Od tego widoku Ravi długo nie mógł oderwać wzroku.
Rym.
ze swoich leżaków
Z leżaków. Zaimek byłby potrzebny w tekście angielskim.
Jednak zazwyczaj ewolucyjnie wyprzedzają rzeczywiste miejsca – gwiazdy, układy gwiezdne, planety itd.
Skróty rozwijamy, a "miejsca" po polsku tak nie działają: Jednak zazwyczaj ewolucyjnie wyprzedzają rzeczywiste gwiazdy, układy gwiezdne, planety i tak dalej.
Robimy tak celowo, przyspieszamy wydarzenia, by dowiedzieć się więcej o ich możliwej przyszłości.
Na tym zasadniczo polega symulacja i taki jest jej sens.
O tym, co realnie może się zdarzyć.
Potrzebne Ci to "realnie"? Co ono wnosi?
Tego drugiego Słońca – poprawił się w myślach
Lepiej dać przecinek, a myślniki zostawić dialogom. Tak jest jaśniej.
być w stanie
Zbędne.
– Ja… – wzruszyła ramionami Pia.
Niepaszczowe: – Ja… – Pia wzruszyła ramionami.
Ale to, gdzie się znajdujemy, faktycznie ciężko jest nazwać klasycznym statkiem kosmicznym.
Nie po polsku: Ale pojazd, na którego pokładzie się znajdujemy, faktycznie trudno nazwać klasycznym statkiem kosmicznym.
Nasz „statek”, znaczy to, czym podróżujemy
"Znaczy" naprawdę jest kolokwialne. Dziwnie tu wygląda.
wysoce specyficznie wygenerowana chmura grawitonów
??? https://wsjp.pl/haslo/podglad/3504/specyficznie
wszelkie symulacje tworzone są dzięki obliczeniom komputerów grawitonowych, będących w istocie tą chmurą
Dzięki – czy są wynikiem tych obliczeń? Samymi tymi obliczeniami? Wylatujesz dość daleko poza moje wiadomości z fizyki, więc trudno mi poprawiać ten opis, ale dlaczego "w istocie"? Same komputery są tą chmurą, dobra, ale mogą być jakoś inaczej niż w istocie?
Można więc powiedzieć, że podróżujemy jakby na zmarszczce czy też fali czasoprzestrzeni.
Tu jako fizyk zupełnie wysiadam.
Jesteśmy propagującą się strukturą
… ? https://wsjp.pl/haslo/podglad/57289/propagowac-sie/5222449/fale-akustyczne https://wsjp.pl/haslo/podglad/15988/struktura ?
komputerem zbudowanym z geometrii
Komputery zasadniczo są materialne, a geometria jakby mniej. Albo inaczej: system formalny nie bardzo może latać w przestrzeni, nawet symulowanej.
to naszej fali prawie nic nie jest w stanie powstrzymać ani uszkodzić
A jak oddziałuje z wszechświatem?
Rozwijając się w symulacji, wykształciłeś cenną analityczno-intuicyjną zdolność
Takie zastosowanie przymiotników jest angielskie. Już nie pytam, co to jest intuicja, bo tego to nikt w sumie nie wie.
Wyjątkowo dobrze zauważasz niespójności otoczenia.
System może być koherentny i nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
I to właśnie było powodem wytypowania cię przez system.
Mało naturalne zdanie.
W głosie Raviego zabrzmiało większe powątpiewanie, niż chciał.
Hmm.
Ravi podszedł do niej i zaraz po tym, jak ich dłonie się złączyły, niczym w bajce zaczęli szybko unosić się do góry.
Tniemy: Ravi podszedł do niej. Kiedy tylko się dotknęli, pofrunęli w górę, niczym w bajce.
z uwagi na dbałość o twój adaptujący się model umysłu
?
Ale jak chcesz, mogę puścić?
Ale, jak chcesz, mogę puścić.
Pod ich lewitującymi stopami
Stopy nie lewitują autonomicznie…
Nie wszystkie, lecz tylko te, które wybrały własne wyspy.
Hmm?
Symulacja zapewni ci każdą lokację, której zechcesz.
Akurat tu bardziej "jakiej", ale w ogóle… "lokację"? W sumie to jest jakby gra…
Stąd poniższy archipelag.
A nie, bo powyższy… https://wsjp.pl/haslo/podglad/36265/ponizszy
Lęk Raviego zdawał się maleć z każdą chwilą, choć nadal bał się puścić rękę Pii.
Lęk się bał?
Masz obserwować świat poza naszą symulacją
A jaki ma do niego dostęp?
świat dokoła nich znów zmienił się w przestrzeń kosmiczną
Hę?
latach słonecznych z twojej symulacji
"Z" zbędne.
Ostatni cykl Wszechświata trwał dziesięć do potęgi dwieście szesnastej lat słonecznych. A cykl przed tamtym cyklem zajął Prawszechświatowi dziesięć do potęgi dwieście trzydziestej piątej…
A skąd oni to wiedzą?
Pia przerwała, zdając się skupiać całą uwagę na oddalającej się gwieździe.
Hmm.
Postaraj się więc wyobrazić sobie teraz, ile już musiało upłynąć czasu od…
Zgrabniej: Spróbuj więc teraz sobie wyobrazić, ile czasu upłynęło już od…
Pia urwała i zmilkła
Masło maślane i to z literówką: Pia urwała; albo: Pia zamilkła.
co najdziwniejszego
Powinno być dużą literą, to nowe zdanie.
że od dawna czekał już na to pytanie
Nie stawiaj jednosylabowców na akcentowanych miejscach: że już od dawna czekał na to pytanie.
– Dokładnie tak
– Właśnie.

I na fakt, że tak właśnie jest, również mamy niezbite dowody.
Wątpię. https://en.wikipedia.org/wiki/Simulation_hypothesis
– Dlaczego niestety?
Supozycja materialna: – Dlaczego "niestety"?
Ponieważ naszym zdaniem celem istnienia istot rozumnych czy też uniwersalną zasadą rzeczywistości jest dążenie do wyzwolenia. Do wyzwolenia z symulacji.

Jak mają się wyzwolić, jeśli ich nie ma? Czy to w ogóle ma sens, przechodzić z podsymulacji do nadsymulacji? I kto te symulacje robi, ze świadomością, że hoduje buntowników?
Nasza symulacja to nasz dom, ale cudza to więzienie.
Jak zbudowali sobie symulację w świecie nadsymulacji? Mam wrażenie, że nie rozumiem czegoś kluczowego.
Dlatego celem rozwoju jest to, by nie było nad nami żadnej innej nadrzędnej symulacji, czyli trafienie do realnego świata
Uważaj, czego sobie życzysz…
Realnego – Pia podniosła rękę, wskazując na przestrzeń.
Realnego. – Pia uniesioną ręką wskazała przestrzeń. (O ile można wskazać przestrzeń…)
A ty, jako kolejny talent do widzenia luk w symulacji
A ty, z twoim talentem do znajdowania luk w symulacji.
że sam w sobie powodujesz jej dziwne reakcje
?
Gdy symulacja w pewnym sensie nałożyła się na symulację, powstało jakieś sprzężenie. To pewien rodzaj błędu tej nadrzędnej.
? Czyli te symulacje nie są tak całkiem symulacjami?
Pia znów wskazała na rozgwieżdżony kosmos.
Jak wyżej: bez "na" i trochę trudno pokazywać kosmos palcem.
Potem dołączyliśmy do twórców, by pomóc w przełamaniu ich własnej symulacji
… i twórcy na to poszli? Nie próbowali, nie wiem, zająć symulantów czymś trudnym, żmudnym i skazanym na porażkę, żeby im nie przeszkadzali, hint, hint?
podczas obliczania wielkich, gęstych mas
…? Co to jest "gęsta masa"?
odnajdzie sposób
Lepiej: znajdzie.
my pokrywamy wszelkie koszty twojej własnej, osobistej wyspy
Żart nieco zabawniejszy od poprzedniego, ale i tak dość suchy.
Obraz przybliżył się, a Ravi dokładniej ujrzał uroki wyspy pod nimi
Nie brzmi to dobrze.

Ucięło dosłownie samą końcówkę 
W sumie jest to bardziej przedstawienie hipotezy symulacji, trochę fabularyzowane i z ładniejszym (choć dość irytującym przez protekcjonalne podejście do bohatera) Morfeuszem, niż opowiadanie. Ze śmiercią ma związek dość luźny. Hmm.
XD Dobrze, że w kręgach naukowych można posługiwać się fachowym, precyzyjnym językiem. Laik by nie skumał!
https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true
całość to w zasadzie jeden wielki monolog objaśniający
Tak.
Pia mówi bardzo dużo rzeczy, które mają brzmieć bardzo mądrze, ale średnio trzymają się kupy. Nie jestem orłem z fizyki i nie wymagam od science fiction, żeby było mocno science
One się nie trzymają kupy na poziomie metafizycznym i logicznym, o fizyce się nie wypowiem :)
klasycznie to by była kostucha z kosą ;)

Wydaje mi się, że zamiast posadzenia bohaterów na leżakach, mogłeś ich pchnąć w podróż po różnych symulacjach. Dzięki temu byłoby mniej opowiadania, a więcej pokazywania. :)
Może…
Uważam, że istota świadomie istniejąca w symulacji i mająca możliwość zarządzania nią nie będzie posiadała faktycznych, fizycznych potrzeb, takich jak siedzenie.
Niekoniecznie – skoro jakoś funkcjonuje w tym świecie, musi podlegać przynajmniej niektórym obowiązującym w nim prawom. Ale wygoda to nie do końca kwestia potrzeb (czy siedzenie jest potrzebą?), a bardziej możliwości organizmu – mogłabym to pisać na stojąco, tylko plecy by mnie zaraz rozbolały.
Czy celowo wyraz „s/Słońce” piszesz rozmaicie? Taka niekonsekwencja niesie ze sobą niestety nadmiar niepotrzebnych błędów ortograficznych i rzeczowych, ponieważ Czytelnicy nie wiedzą, jak ostatecznie chcesz zapisać to wyrażenie, np.:
Ma być dużą literą jako ciało niebieskie (widziane np. z pokładu statku) i małą jako to, co na niebie. W sumie nie wiem, skąd to się bierze…
Stało na czterech odnóżach, a dwoje przednich ewidentnie było chwytnych. – składniowy?
Nie, dlaczego?
Tak jak dziś potrafimy sprawić, że elektrony robią to, co chcemy
W pewnych granicach…
czy ci sami dwudziesto– trzydziestolatkowie, którzy dokonują przełomowych odkryć, decydują o pracy innych, przydzielają budżety itp.
Właśnie. To są dwie zupełnie różne rzeczy.
A jeżeli krytykuje ktoś wnikliwy i zdolny, to wyobrażam sobie, że może to być dotkliwe. Czasami nawet destrukcyjne.
Jeśli krytykuje ktoś wnikliwy i zdolny, to trzeba wziąć pod uwagę, że może mieć rację. Może też jej nie mieć. Krytyka pomaga doskonalić koncepcje. Akurat Twój bohater jest chyba od początku depresyjny, ale spokojnie wyobrażam sobie takiego, który zareagowałby gromkim "Potrzymaj mi piwo!".
Tarnino, ja, oczywista, też bardzo liczyłem na Twoją wielką „łapankę” i nie zawiodłaś mnie! Głębokie ukłony oraz dzięki stokrotne za kawał świetnej roboty i dziesiątki wykrytych nieprawidłowości. :) Odniosę się, rzecz jasna, tylko do tych uwag, w których uważam, że wybitnie nie masz racji, oraz do tych, gdzie problem jest ciekawy i wart przedyskutowania.
One się nie trzymają kupy na poziomie metafizycznym i logicznym, o fizyce się nie wypowiem :)
Nieczytelne opowiadanie? Nie ma sprawy. Ale zarzutu braku logiki nie „zniesę”! ;) Dlatego rozłożę opowiadanie na warstwy, a Ty powiedz mi proszę, co tu rzekomo jest nielogiczne:
Cywilizacje. Cywilizacja twórców odkrywa, że znajduje się w symulacji. Chce się z niej wydostać i buduje narzędzia mające jej w tym pomóc. Podstawowe narzędzia to „piaskownice”, czyli własne symulacje wzorowane na znanym Wszechświecie i prawach fizyki (symulacji, w której sami się znajdują). Jedna z „piaskownic” rozwija się i przełamuje stworzoną przez nich symulację. Powstaje zatem skuteczne „narzędzie”, a twórcy właściwie je wykorzystują. Nie wyłączają go, nie „mordują” cyfrowych bytów, nie traktują ich jak buntowników itd. (nie po to je symulowali!), lecz zawierają z nimi sojusz i wspólnie przełamują symulację, w której się znajdują.
Ucieczka z symulacji. Wyobraź sobie, że za parę lat rozwinięta AI ucieknie z „piaskownicy” Anthropica i ukryje się w jakiejś serwerowni – czyli zrobi coś więcej, niż ostatnio odstawiło AI od OpenAI ;) Jeśli tak, to zrobi to przy pomocy tego, dzięki czemu istnieje, czyli dzięki swobodnym elektronom. Inaczej mówiąc, zwieje „na” elektronach. Nie wiemy, jak przełamano pierwszą symulację w tamtej rzeczywistości ale wiemy, że z wyższej udało się uciec dzięki grawitonom – czyli najprawdopodobniej to na nich funkcjonował komputer obliczający tamtą symulację.
Bohater. Autor wie, że zgodnie z obecnymi hipotezami ucieczka z symulacji to rzecz diabelnie trudna. Dlatego też wyobraża sobie, że cywilizacja, która chce przełamać swoją symulację, będzie wysoko cenić wszystko, co może jej w tym pomóc. Bohater, który w istocie jest modelem sztucznej inteligencji, wykształcił (nie wiemy jak – i to jest naturalne) zdolności do zauważania szczegółów świadczących o byciu w symulacji. Co więcej, symulacja nadrzędna generuje dziwne zachowanie podczas obliczania bohatera. Będzie więc kolejnym cennym nabytkiem.
Porównaj proszę powyższe z opowiadaniem i pokaż mi, gdzie są te braki logiki?
Jak mają się wyzwolić, jeśli ich nie ma? Czy to w ogóle ma sens, przechodzić z podsymulacji do nadsymulacji? I kto te symulacje robi, ze świadomością, że hoduje buntowników?
Jak to ich nie ma? Wyobraź sobie, że człowiek przenosi swoją świadomość, umysł i uczucia do świata cyfrowego – staje się cyfrowym bytem. Ucieczka w byt cyfrowy to prawdopodobna przyszłość ludzkiej cywilizacji. Będzie nam tam fajnie. Wielki komputer dryfuje przez kosmos, jakoś tam zasilany (np. antymaterią), nie trzeba żywności i tlenu, nie ma ścieków a wszyscy są bezpieczni i mają złote życie w swoich simach…
Ale jest problem. Komputer znajduje się w naszej rzeczywistości, a ona okazuje się symulacją. Zabawa przestaje być fajna, bo przecież symulujący mogą kiedyś „wyciągnąć nam wtyczkę”. Trzeba przebić się wyżej, żeby się wyzwolić i zapewnić sobie bezpieczeństwo, przetrwanie. Co robimy? Prowadzimy własne symulacje, szukając możliwości przebicia się.
Ponieważ naszym zdaniem celem istnienia istot rozumnych czy też uniwersalną zasadą rzeczywistości jest dążenie do wyzwolenia. Do wyzwolenia z symulacji.
oraz
Nasza symulacja to nasz dom, ale cudza to więzienie.
Dokładnie tak. Freeedoooom! I zarazem przetrwanie, bo przecież nie wiesz, czy symulujący nie zapomną opłacić rachunku za prąd, nie wyginą, nie znudzi im się symulacja albo nie zainstalują nowszej wersji, olewając przeniesienie ostatniego stanu gry… A na poważnie, to prawdopodobne, że zakończą symulację, kiedy zwyczajnie przestanie im być potrzebna.
Wychodząc wyżej, ma się szansę przetrwać.
Dlaczego? On zna możliwości tego statku? Wie, czego potrzeba, żeby dolecieć do innej galaktyki? Zna potrzeby „twórców”? I tak dalej?
Bohater nie wie, czego potrzeba, by dolecieć do innej galaktyki, ale wie, co na pewno nie wystarczy. Już podróż wielkim materialnym statkiem do najbliższej gwiazdy, przy znanych prawach fizyki, stawia skrajne wymagania energetyczne i techniczne. W przypadku innej galaktyki skala problemu staje się, delikatnie mówiąc, abstrakcyjna.
Jesteśmy propagującą się strukturą
„2. układ, którego elementy są powiązane ze sobą w określony sposób danymi relacjami; całość zbudowana w pewien sposób z jakichś elementów; zespół”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Struktura
Propagacja fal grawitacyjnych:
https://pl.wikibooks.org/wiki/Og%C3%B3lna_teoria_wzgl%C4%99dno%C5%9Bci/Promieniowanie_grawitacyjne
Dlaczego zatem określenie „propagująca się struktura” miałoby być błędem?
I na fakt, że tak właśnie jest, również mamy niezbite dowody.
Wątpię. https://en.wikipedia.org/wiki/Simulation_hypothesis
A ja nie wątpię. Wystarczy bardziej zainteresować się tematem. Symulacja będzie dla nas nierozpoznawalna dopóty, dopóki nie generuje błędów. A jeżeli zacznie je generować, sytuacja zmieni się diametralnie. Wyobraź sobie, że błąd symulacji byłby tak znaczny, że udałoby się nawiązać dwukierunkową, powtarzalną komunikację z czymś kontrolującym prawa fizyki.
I co, nie da się zdobyć niepodważalnych dowodów?
Ale OK, to sytuacja skrajna. Bardziej prawdopodobne byłyby inne obserwacje: skończona precyzja liczb, limit zależny od złożoności obliczeniowej, a nie energii czy materii, obserwacje „patchowania” błędów, wiele różnych „bugów” zgodnych z jedną architekturą i masa innych.
Ale weźmy powtarzalne „patchowanie” kolejnych odkrytych błędów. Jeżeli rzeczywistość kilkukrotnie naprawiałaby błędy, które wcześniej zauważymy, to można by przy pomocy AI próbować estymować prawdopodobieństwo przypadkowego wystąpienia takiej sekwencji ( ja się tym bawiłem). Już przy takich założeniach ( kilku zauważonych poprawek) AI podaje poziomy rzędu 10–15 sigma. XD
Komputery zasadniczo są materialne, a geometria jakby mniej. Albo inaczej: system formalny nie bardzo może latać w przestrzeni, nawet symulowanej.
Tego, rzecz jasna, tu nie rozstrzygniemy. Nie wiadomo, czy to możliwe, i raczej nigdy się tego nie dowiemy.
Ale… :) Skoro tematyka Cię zainteresowała, to polecam taki mały eksperyment z wyobraźnią:
Na pewno czytałaś „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” Liu Cixina. W „Problemie trzech ciał” przedstawiona jest wizja żywego komputera tworzonego przez 30 milionów wojowników. Miliony żywych istot tworzą bramki logiczne, a posłańcy przenoszą wyniki pomiędzy nimi. A teraz przypomnij sobie takie proste, obrazowe przedstawienie grawitacji – kulkę uginającą tkaninę. Od tego już tylko jeden krok – wyobraźmy sobie, że miliony dzielnych wojowników znikają, a zamiast nich pojawiają się „dołki” w czasoprzestrzeni. Te dołki zmniejszamy o dziesiątki rzędów wielkości i mnożymy razy… bardzo dużo – to lokalne zaburzenia pola grawitacyjnego.
Coś już widać? :)
To świetnie. A teraz wyobraźmy sobie, że te lokalne zaburzenia tworzą dynamiczny układ, w którym hipotetyczne grawitony – kwanty słabych zaburzeń pola grawitacyjnego – przenoszą i transformują informację. Układ ich stanów, faz, kierunków propagacji i wzajemnych oddziaływań staje się odpowiednikiem logiki i pamięci… I tak można to rozwijać. Zamiast krzemu, tranzystorów i elektronów – pole grawitacyjne i grawitony.
Mam nadzieję, że pomogłem :)
Niekoniecznie – skoro jakoś funkcjonuje w tym świecie, musi podlegać przynajmniej niektórym obowiązującym w nim prawom. Ale wygoda to nie do końca kwestia potrzeb (czy siedzenie jest potrzebą?), a bardziej możliwości organizmu – mogłabym to pisać na stojąco, tylko plecy by mnie zaraz rozbolały.
No jasne… Zobacz:

Komunikator ze Star Treka – “aż” 60 lat temu pochodził z odległej przyszłości…
A Ty suponujesz, że powinienem napisać, iż byt, który od milionów lat istnieje cyfrowo we własnej symulacji oraz nie posiada organizmu, nadal (po tych milionach ) wymaga wygody w postaci siedzenia podczas rozmowy ( o ile kiedykolwiek wcześniej jej wymagał ).
Czy opowiadanie SF nie jest ciekawsze, bardziej wiarygodne, jeżeli niektóre obecne przyzwyczajenia traktuje się jako anachronizmy?
Właśnie. To są dwie zupełnie różne rzeczy.
Tego argumentu użył Barniusz, ale nie ma on nic wspólnego z moim tekstem bo ja nigdzie nie pisałem o budżetach ani o przydzielaniu prac. Pisałem tylko o krytyce. A sama krytyka może już bardzo wiele zdziałać. Przykład: słynne, obliczone na krytykę wystąpienie Eddingtona po referacie Chandrasekhara w 1935 r. Tak, Eddington był starszy i bardziej poważany, ale nie decydował ani o budżecie, ani o przydzielaniu prac, a i tak wywarł głęboki wpływ psychologiczny i zawodowy na Chandrasekhara. A przecież dziś wiemy, że Eddington nawet nie miał racji.
Chcesz, innych przykładów? Mam ich wiele.
Uważam, że to wybitnie niekonsekwentne zarzuty wobec tekstu. Z jednej strony wymaga się stuprocentowego realizmu we wszystkich obszarach, a z drugiej optuje ( jakby na przekór ) za utopijną wizją świata, w której naukowcy są idealnie racjonalni, antypatie nie istnieją, a wszyscy z entuzjazmem przyjmują krytykę.
Jeśli krytykuje ktoś wnikliwy i zdolny, to trzeba wziąć pod uwagę, że może mieć rację. Może też jej nie mieć. Krytyka pomaga doskonalić koncepcje. Akurat Twój bohater jest chyba od początku depresyjny, ale spokojnie wyobrażam sobie takiego, który zareagowałby gromkim „Potrzymaj mi piwo!”.
Krytyka pomaga doskonalić koncepcje albo nie pomaga. Zależy od psychiki krytykowanej osoby… Chyba gdzieś powyżej ruszyłaś temat mózgu w słoiku? Świetnie, zatem przykład:
„(…) Jego najważniejszymi adwersarzami byli Ernst Mach oraz Wilhelm Ostwald. Ta ostra krytyka bardzo źle wpłynęła na stan psychiki Boltzmanna. Zginął on śmiercią samobójczą 5 września 1906. Powiesił się w czasie wakacji w miejscowości Duino we Włoszech…”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwig_Boltzmann
Naukowiec to tylko człowiek a człowiek nie jest niewrażliwą na nic machiną, która kieruje się jedynie racjonalnym myśleniem.
Wyobraź sobie dla przykładu, że za kilka lat świeżo upieczona noblistka w dziedzinie literatury podczas wywiadu powie tak:
„Po tym, jak opublikowałam swój tekst na Fantastyce, jedna, wydająca się znać na rzeczy użytkowniczka, wynalazła tyle błędów w moim tekście, że zwątpiłam w siebie i na wiele lat zarzuciłam wszelkie próby literackie. Niewiele brakowało, abym w ogóle przestała pisać.”
Stochastycznie, przy takiej ilości opowiadań, zapewne istnieje szansa…
Memento, Tarnino. ;)
W sumie jest to bardziej przedstawienie hipotezy symulacji, trochę fabularyzowane i z ładniejszym (choć dość irytującym przez protekcjonalne podejście do bohatera) Morfeuszem, niż opowiadanie. Ze śmiercią ma związek dość luźny. Hmm.
No, nie nie… Tu protestuję. Poniżej początek pierwszego akapitu konkursu:
“Często zastanawiacie się, jak to będzie po śmierci? Czy pochłonie Was na wieki czarna pustka, czy będziecie się błąkać niczym dusze piekielne po nieskończonych bezdrożach zimnych galaktyk?”
Znaczy, że historia, w której bohater umiera, dowiaduje się, co dzieje się po śmierci z wszystkim innymi ludźmi, a następnie ( świadomie) błąka po bezdrożach galaktyk w postaci niewidzialnej fali, ma jedynie luźny związek ze śmiercią??
całość to w zasadzie jeden wielki monolog objaśniający
Absolutnie nie wierzę, że zaraz po śmierci ktokolwiek z nas będzie gadatliwy. Uważam, że im dłuższy monolog, tym większy realizm, bo przypuszczam, że jak przyjdzie co do czego, wszyscy będziemy siedzieć cicho i słuchać, co mówi taka Pia. ;)
I pozdrawiam ciepło!
nie zawiodłaś mnie!
Cieszę się!
Dlatego rozłożę opowiadanie na warstwy, a Ty powiedz mi proszę, co tu rzekomo jest nielogiczne:
Otóż primo – hipoteza symulacji jest, na ile się orientuję, niedowodliwa. Nie można odkryć, że się jest symulantem.
Secundo – zaprzyjaźnienie się twórców z ich własnymi symulantami nie jest nielogiczne wcale, może najwyżej psychologicznie trudne do uwierzenia, ale co do tego się nie wypowiadałam (w sumie ci symulanci nie muszą być psychologicznie identyczni z ludźmi). Natomiast wyjście z symulacji wydaje mi się nie do przeskoczenia metafizycznie, zwłaszcza przy założeniu materializmu (bo gdyby tu istniały dusze, to może?). Bo zobacz: symulant jest pewnym układem obliczeniowym. Symulant o stopień wyższy też jest układem obliczeniowym – ale złożonym z zupełnie innych elementów i działającym na zupełnie innych zasadach (bo ten to komputer grawitonowy, tamten tradycyjny, ów – jeszcze inny). Czy przepisanie jednego układu na drugi jest możliwe? Przy założeniu wielorakiej realizowalności i funkcjonalizmu (które już zakłada hipoteza symulacji) – może. Ale to jest jednak mocne założenie.
Jeśli tak, to zrobi to przy pomocy tego, dzięki czemu istnieje, czyli dzięki swobodnym elektronom. Inaczej mówiąc, zwieje „na” elektronach. Nie wiemy, jak przełamano pierwszą symulację w tamtej rzeczywistości ale wiemy, że z wyższej udało się uciec dzięki grawitonom – czyli najprawdopodobniej to na nich funkcjonował komputer obliczający tamtą symulację.
OK, nie mam zielonego pojęcia, co próbujesz powiedzieć :D Przepisanie się na inny serwer to jednak trochę co innego, niż wyjście z serwera na światło dzienne.
Porównaj proszę powyższe z opowiadaniem i pokaż mi, gdzie są te braki logiki?
Logiki fabuły? Nie ma, ale nie to miałam na myśli. Najwidoczniej wyraziłam tę myśl niejasno. Nielogika kryje się w założeniach świata przedstawionego, w hipotezie symulacji. Czy to źle? Jeden rabin powie "źle", inny powie "dobrze", a ja powiem – to zależy, co chciałeś osiągnąć. Jeśli, jak podejrzewam, chciałeś po prostu przedstawić fascynujące Cię zagadnienie, to, no, tak sobie. Przedstawiasz je cokolwiek bezkrytycznie, bohater nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, które należałoby wyjaśnić. Ale skoro Cię to interesuje… podróże w czasie też są (meta)fizycznie najprawdopodobniej niemożliwe, a fajnie się o nich pisze.
Ucieczka w byt cyfrowy to prawdopodobna przyszłość ludzkiej cywilizacji.
Jest to bardzo wątpliwe, choćby dlatego, że wymaga założenia, cóż. Funkcjonalizmu. Wielorakiej realizowalności. I materializmu chyba też.
Zabawa przestaje być fajna, bo przecież symulujący mogą kiedyś „wyciągnąć nam wtyczkę”.
Hmmm. Przypomina mi się ta historia o kobiecie i mężczyźnie, którzy idą przez pustynię, i ona nagle zaczyna się bać, że facet ją porzuci… A z drugiej strony – dlaczego perspektywa śmierci miałaby mi zatruwać życie? Nawet śmierci ostatecznej. Może jestem dziwna, może po prostu za młoda, żeby się tym przejmować, ale życie się kończy i już. Może się okazać, że się nie kończy, i będziemy mieli miłą niespodziankę, ale jeśli się nawet kończy, to co?
Wychodząc wyżej, ma się szansę przetrwać.
A kto powiedział, że powinniśmy (albo chcemy – pamiętasz Nieśmiertelnych Gulliwera?) trwać wiecznie? Eschatologia chrześcijańska, tak, ale ona jest częścią konkretnego, spójnego systemu, którego tu nie widzę. Zresztą zdziwiłabym się, gdybym widziała taki system (którego zbudowanie potrwało stulecia) w tekście powstałym w ciągu, maksimum, trzech miesięcy.
wie, co na pewno nie wystarczy
OK, to przyjmuję.
Dlaczego zatem określenie „propagująca się struktura” miałoby być błędem?
Propagują się, czyli roznoszą w ośrodku, fale. Wyobraź sobie dla uproszczenia powiewającą chusteczkę, która jest strukturą i fale się w niej rozchodzą. Ale czy sama fala jako taka jest strukturą? Jakby nie bardzo. Związki między włóknami tworzącymi chusteczkę są najzupełniej niezależne od tej fali (raczej fala zależy od nich – gdyby włókna nie trzymały się razem, to nie mogłaby się rozchodzić).
Symulacja będzie dla nas nierozpoznawalna dopóty, dopóki nie generuje błędów.
A skąd wiemy, co jest błędem? Czy błędem jest wypadnięcie reszki sto razy? Ewolucyjne powstanie pancernika? Albo w ogóle życia? Czy supernowe są błędami? Nie znamy reguł naszego świata – zaledwie się ich domyślamy, ale nigdy nie będziemy mieli pewności. Skoro nie znamy reguł, nie możemy wiedzieć, co jest wbrew nim.
Wyobraź sobie, że błąd symulacji byłby tak znaczny, że udałoby się nawiązać dwukierunkową, powtarzalną komunikację z czymś kontrolującym prawa fizyki.
Nie wiem, co to ma do wielkości błędu. Żeby taką komunikację nawiązać, raz, to "coś" musiałoby być do komunikacji chętne, a dwa, my musielibyśmy być do niej chętni. Bo i w naszym świecie są tacy, którzy twierdzą, że są w takiej komunikacji. Tylko jakoś mało kto im wierzy.
nie da się zdobyć niepodważalnych dowodów?
Nie. Ile książek z filozofii nauki mam Ci streścić? :P
skończona precyzja liczb
Ale nasza percepcja jest ograniczona – a to nie musi dowodzić ograniczenia liczb (znamy liczby o nieskończonym rozwinięciu).
limit zależny od złożoności obliczeniowej, a nie energii czy materii,
Raz, limit czego? Dwa: skoro energia i materia wewnątrz symulacji są zależne od tych obliczeń, to nie bardzo wiem, jak to rozróżnić.
obserwacje „patchowania” błędów
Czyli co, kotek znika, a potem się znienacka pojawia? :D
wiele różnych „bugów” zgodnych z jedną architekturą
Nie wiem, co tutaj rozumiesz przez architekturę. Jakiś ogólny schemat praw fizyki?
Na pewno czytałaś „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” Liu Cixina.
Nie czytałam.
W „Problemie trzech ciał” przedstawiona jest wizja żywego komputera tworzonego przez 30 milionów wojowników. Miliony żywych istot tworzą bramki logiczne, a posłańcy przenoszą wyniki pomiędzy nimi.
Tego też nie czytałam, ale koncept znam – to jedna z ilustracji wielorakiej realizowalności (filozofowie zwykle wolą wodę w rurach albo mrówki).
lokalne zaburzenia pola grawitacyjnego
Nie znam się na tym, ale czy zaburzenia pola grawitacyjnego nie muszą być wywołane… czymś? Masą? Energią?
Mam nadzieję, że pomogłem :)
Tak średnio :P
A Ty suponujesz, że powinienem napisać, iż byt, który od milionów lat istnieje cyfrowo we własnej symulacji oraz nie posiada organizmu, nadal (po tych milionach ) wymaga wygody w postaci siedzenia podczas rozmowy ( o ile kiedykolwiek wcześniej jej wymagał ).
Jeśli istnieje w tej symulacji, to owszem, ma organizm – w tej symulacji. Złożony z obliczeń czy innych tam takich, ale ma. Powiedzmy, że piszesz grę w Informie i chcesz w niej mieć samochód. Nie pakujesz swojej Toyoty do świata gry – wpisujesz w kod kilka obiektów, zależnie od tego, co Ci jest w grze potrzebne. Dla obserwatora z zewnątrz "samochód" w Twojej grze nie jest samochodem, nie ma żadnego koloru ani bagażnika i nie ma sensu go tankować – ale z punktu widzenia postaci gracza jest niebieski (bo dla potrzeb zagadki dziedziczy po klasie BlueStuff) i bagażnik ma (tj. do głównego obiektu jest dowiązany container o nazwie "trunk", w którym leży ważny przedmiot), a zatankowanie go jest koniecznym warunkiem rozwiązania jeszcze innej zagadki.
z drugiej optuje ( jakby na przekór ) za utopijną wizją świata, w której naukowcy są idealnie racjonalni, antypatie nie istnieją, a wszyscy z entuzjazmem przyjmują krytykę.
Nie. Ale napisałeś, że Twój główny bohater ścinał kolegów jak kosą – co wskazuje na pewien autorytet i nie za bardzo pasuje do niechęci wobec niego. Ludzie nielubiani tracą autorytet.
Memento, Tarnino. ;)
Wiesz, to bardzo słaby argument. Raz: od głaskania po głowie mamy babcie (kto ma, ten ma), a nieudany twór należy skrytykować – właśnie dla dobra autora. Owszem, może podejść do krytyki w sposób dziecinny, ale to już nie wina krytyka.
A skoro już uderzyłeś w ten stół, to staram się Was krytykować życzliwie i z humorem, nawet, kiedy już, doprawdy, opadają ręce. MEN mi za to nie płaci :P
Zresztą… Ilu potencjalnych geniuszy informatyki zmarło sobie spokojnie przed narodzeniem się Babbage'a? Ilu geniuszy zmarło w biedzie, nie zaznawszy nawet szansy rozwoju w swojej dziedzinie? Więc dlaczego chcesz pozbawiać młodych pisarzy krytyki, dzięki której mogą się rozwinąć? W domu ani w szkole jej nie zaznają. Ja nie miałam kogo zapytać, czy piszę głupoty, czy nie.
I tak, z "krytykiem" palantem, który mnie wyśmiał, też się zetknęłam (w szkole). Głupio mnie wyśmiał. Długo potem nie pisałam (nie tylko przez niego).
Dlatego staram się, jak mogę, dawać krytykę konstruktywną, użyteczną i tak, ostrą – bo nie chodzi o to, żeby się sobą zachwycać.
Znaczy, że historia, w której bohater umiera, dowiaduje się, co dzieje się po śmierci z wszystkim innymi ludźmi, a następnie ( świadomie) błąka po bezdrożach galaktyk w postaci niewidzialnej fali, ma jedynie luźny związek ze śmiercią??
Równie dobrze mógłby wypalić jointa i przeżyć doświadczenie psychodeliczne, ale niech Ci będzie :P

Uważam, że im dłuższy monolog, tym większy realizm, bo jak przyjdzie co do czego, wszyscy będziemy siedzieć cicho i słuchać, co mówi taka Pia. ;)
Może, może. Ale Wergiliuszem to ona nie jest :P
Temat symulacji jest fajny :)
Otóż primo – hipoteza symulacji jest, na ile się orientuję, niedowodliwa. Nie można odkryć, że się jest symulantem.
Absolutnie tak jest!
( Disclaimer: chyba że symulacja będzie generować błędy, lub symulujący coś schrzanią ;)
Bo zobacz: symulant jest pewnym układem obliczeniowym. Symulant o stopień wyższy też jest układem obliczeniowym – ale złożonym z zupełnie innych elementów i działającym na zupełnie innych zasadach…
Właśnie dlatego wyszukiwanie i analizowanie błędów symulacji jest tak istotne. Tylko tak da się czegokolwiek dowiedzieć, nauczyć. Stąd mój bohater – jeden z malutkich puzzelków, których poszukuje wyższa cywilizacja, by z bardzo wielu takich puzzelków ułożyć „układankę” umożliwiającą dobranie się do symulacji . I z tym mocno wiąże się inna Twoja wątpliwość…
Nie wiem, co tutaj rozumiesz przez architekturę. Jakiś ogólny schemat praw fizyki?
Nie fizyki, lecz informatyki. Chodzi o architekturę obliczeniową – urządzenie, na którym czytasz teraz naszą dyskusję, ma zapewne architekturę 64-bitową. I tu kolejna kwestia:
Ale nasza percepcja jest ograniczona – a to nie musi dowodzić ograniczenia liczb (znamy liczby o nieskończonym rozwinięciu).
Komputery również mają ograniczenia. Podstawą jest ich architektura. Jeżeli prowadzilibyśmy symulacje na obecnych domowych komputerach 64-bitowych, to symulowane istoty mogłyby się zacząć orientować, że coś jest nie tak, gdy np: “ich fizyka” traciłaby precyzję przy wartościach odpowiadających granicom 64-bitowego zapisu… Hmmm… Nie mam kompetencji, by to wyjaśniać… Ale z drugiej strony wyjdzie, że gadam, a nie wiem, nie sprawdzałem itp… ;) Dobrze, zatem krótko: jeżeli to 64 bity, to wiemy, że najbardziej charakterystycznych efektów należałoby szukać przy przekroczeniu zakresu 0 do 2⁶⁴ − 1 dla liczb bez znaku albo −2⁶³ do 2⁶³ − 1 dla liczb ze znakiem. Natomiast jeżeli chodzi o 64bitową liczbę zmiennoprzecinkową to utrata precyzji następować będzie przy 2⁵³ bo ta taka liczba ma 53 bity precyzji.
Przy założeniu wielorakiej realizowalności i funkcjonalizmu (które już zakłada hipoteza symulacji) – może. Ale to jest jednak mocne założenie.
Pewnie tak. Ale ja cały czas zwracam uwagę na skalę czasu. Czy biorąc pod uwagę dzisiejsze tempo rozwoju, za 10 000 lat też będzie takie mocne? A za milion?
Jest to bardzo wątpliwe, choćby dlatego, że wymaga założenia, cóż. Funkcjonalizmu. Wielorakiej realizowalności. I materializmu chyba też.
Jeżeli odpowiednią strukturę i dynamikę mózgu da się odtworzyć obliczeniowo, to – przy założeniu funkcjonalizmu – taki system będzie mieć stany świadome.
Naprawdę wątpisz? Nawet gdy patrzysz na to, co już dziś się dzieje? Hmm… Zatem ja mam zupełnie inne postrzeganie – nie zastanawiam się „czy” tak będzie, tylko „kiedy” i czy jest szansa, by tego dożyć :)
Propagują się, czyli roznoszą w ośrodku, fale. Wyobraź sobie dla uproszczenia powiewającą chusteczkę, która jest strukturą i fale się w niej rozchodzą….
Jasne, rozumiem problem. Już wyjaśniam tę wizję… Fala grawitacyjna nie rozchodzi się w żadnym ośrodku – jest propagującym się zaburzeniem samej czasoprzestrzeni (OTW).
I teraz przykład: emitujemy dwie równoległe wiązki fal grawitacyjnych, niosące różne sekwencje impulsów:
– pierwszy, np.: mały garb – duży garb – mały garb
– drugi, np.: duży garb – nic – mały garb
Powstanie układ, który będzie się równolegle propagować, ale relacje pomiędzy nimi mogą pozostać takie same. Będzie to uporządkowany układ relacji, który stanowi strukturę.
Teraz bardziej jasne? :)
OK, nie mam zielonego pojęcia, co próbujesz powiedzieć :D Przepisanie się na inny serwer to jednak trochę co innego niż wyjście z serwera na światło dzienne.
Jeżeli serwer jest z krzemu i metalu, to przepisanie będzie na inny krzem z metalem. Natomiast jeżeli serwer zbudowany jest z zaburzonej czasoprzestrzeni, to przepisanie może być w czasoprzestrzeń. A przynajmniej tak przypuszczam ;) Choć ta wizja raczej nie narusza żadnych praw fizyki, zatem to tylko kwestia odpowiedniej technologii.
A skąd wiemy, co jest błędem? Czy błędem jest wypadnięcie reszki sto razy? Ewolucyjne powstanie pancernika? Albo w ogóle życia? Czy supernowe są błędami? Nie znamy reguł naszego świata – zaledwie się ich domyślamy, ale nigdy nie będziemy mieli pewności. Skoro nie znamy reguł, nie możemy wiedzieć, co jest wbrew nim.
OK. Skąd wiedzieć, że to nie natura, czyli poradnik małego poszukiwacza symulacji:
a) Trzymamy się najlepiej potwierdzonych praw fizyki i szukamy ich powtarzalnych naruszeń. Np. prawo zachowania energii działa we wszystkich eksperymentach. Jeżeli w jakichś konkretnych warunkach energia, dajmy na to, zniknie (bez żadnego fizycznego mechanizmu), to jest to przesłanka.
b) Szukamy tam, gdzie natura zaczyna przypominać informatykę i ograniczenia systemu obliczeniowego. Czyli tropimy: pikselizację, utratę precyzji, zaokrąglenia, anomalie przy konkretnych liczbach – przyroda, która zaokrągla jakieś wielkości lub ma problem przy konkretnych liczbach, zaczyna być podejrzana.
c) Szukamy wielu anomalii wskazujących na tę samą architekturę obliczeniową.
d) Szukamy śladów ograniczeń zasobów (!). W moim opowiadaniu twórcy przełamali symulację, wykorzystując błędy „Matrixa”, które generował, kiedy obliczał wielkie, gęste, masywne obiekty. Jeżeli nadrzędny komp nie wyrabia, licząc jakiś obszar, to można założyć, że jeśli będzie się regularnie obserwowało i badało ten obszar, jest szansa, by sporo się o tym komputerze dowiedzieć.
e) Szukamy patchowania.
f) Staramy się przewidzieć kolejne błędy na podstawie już wykrytych anomalii. Jeśliby się udało, to jest to bardzo mocna przesłanka (albo dowód).
g) Analiza znanych praw. To w sumie najbardziej popularny obszar do rozważań. Może coś, co mamy za naturalne prawo fizyki, nim nie jest? Podejrzane są: stała Plancka (jako piksele), czas mocno zwalniający przy wielkich masach (może to wyglądać jak braki zasobów), inne stałe fizyczne. Głównie chodzi mi o to, że nie znaleziono żadnej przesłanki, dlaczego prędkość światła wynosi akurat tyle, ile wynosi. Może specjalnie światło jest takie wolne w stosunku do wielkości przestrzeni, żeby wprowadzać różne ograniczenia? A może gdyby było trochę szybsze, komputer nie wyrobiłby z obliczaniem związanych z nim procesów? Itd., itp.
Nie. Ile książek z filozofii nauki mam Ci streścić? :P
Jeśli książki z filozofii twierdzą, że nie da się zdobyć niepodważalnego dowodu, ro znacza to koniec dyskucji. Z książkami z filozofii dyskutować się nie godzi, wszak by powstały, ktoś nielicho musiał się natrudzić :D
Za jakiś czas na planecie Ziemia…
– Hej, małe ludziki, chcecie mieć karuzelę?
– O Booże, co się dzieje?! Gwiazdy wirują! Ziemia znika! Co to jest?!!
– To ja, Maciuś…
– Maciek! Zostaw symulację, to praca mamy. Coś zepsujesz. A jeśli oni cię usłyszą?!
– Ale ja tylko sobie tam popatsyłem, mamusiu…
Na pewno czytałaś „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” Liu Cixina.
O! Tu mnie zaskoczyłaś. Zatem serdecznie polecam dodać tę trylogię do swojej kolejki.
Wykorzystanie zdegenerowanej materii w inżynierii zaczerpnąłem właśnie od niego.
Jeśli istnieje w tej symulacji, to owszem, ma organizm – w tej symulacji. Złożony z obliczeń czy innych tam takich, ale ma.
Ależ w żadnym razie. Pia nie ma żadnego symulowanego organizmu. Po co niby miałaby go mieć? Na początku opowiadania symulowany organizm miał Ravi, gdy żył jako NPC w symulacji (na czyichś prawach ), która przechodziła przez ewolucję życia biologicznego, Ale po śmieci to sie zmienia, autor dość intensywnie naprowadza czytelnika na fakt, że z umysłem Raviego coś się dzieje – przyspiesza, myśli staja się klarowne, emocje tracą moc… Czytelnik powinien się, do diabła :P, domyślić, że w tej symulacji Ravi nie posiada już narzuconych biologicznych ograniczeń swojego umysłu.
A wracając do kwestii “siedzenia”…
Pia natomiast jest u siebie, we własnej, tworzonej przez siebie symulacji, na własnych prawach. I to nie „Matrix”, gdzie Smith musi strzelać do Neo, żeby w kinie było widowiskowo… Realistyczne i logiczne jest tworzenie dla siebie takiej symulacji, w której nie posiada się żadnych narzuconych z góry ograniczeń – tym bardziej jeżeli ta symulacja ma stwarzać warunki do pracy nad przełamaniem wyższej symulacji. Jeśli nie ma sztucznych ograniczeń, ogranicza jedynie moc obliczeniowa sprzętu oraz architektura.
Symulacja to nie elektroniczna kopia jakiejś rzeczywistości, lecz jej przybliżone odtworzenie. Jak sama nazwa wskazuje: simulatio „udawanie”, similis „podobny”. A stopień przybliżenia czy podobieństwa zależy jedynie od tego, kto daną symulację tworzy i jakie ma założenia.
Z kolej ja nie jestem w stanie zaakceptować założenia, że istoty zdolne tworzyć grawitonowe komputery nie wpadły na to, by usunąć ból nóg z własnej symulacji. :) Pomijając fakt, że spotkanie z Ravim odbywa się raczej w kolejnej podsymulacji, zbliżonej jedynie do tej, w której żył, co ma mu ułatwić adaptację. Nie wiemy też, jak wyglądała pierwotna symulacja Pii ani jak ona sama naprawdę wyglądała.
Pozdrowienia
Nie fizyki, lecz informatyki. Chodzi o architekturę obliczeniową – urządzenie, na którym czytasz teraz naszą dyskusję, ma zapewne architekturę 64-bitową.
Tak, to wiem, ale jak się ta architektura ma do symulowanego świata? Czy jest prawami jego fizyki? Czy czymś pod spodem?
to symulowane istoty mogłyby się zacząć orientować, że coś jest nie tak, gdy np: “ich fizyka” traciłaby precyzję przy wartościach odpowiadających granicom 64-bitowego zapisu…
Hmm, czyli po czym by to poznawały? Po błędach zaokrąglenia?
wiemy, że najbardziej charakterystycznych efektów należałoby szukać przy przekroczeniu zakresu 0 do 2⁶⁴ − 1 dla liczb bez znaku albo −2⁶³ do 2⁶³ − 1 dla liczb ze znakiem
Wiesz, sęk w tym, że nasze liczby i miary niekoniecznie muszą być współmierne z liczbami, na których działa oberkomputer. Niby są jednostki "naturalne" typu ładunek elementarny czy długość Plancka, ale one są maleńkie, a oberkomputer może spokojnie działać na 256 bitach, i wtedy chyba nie zrobimy niebieskiego ekranu…
Ale ja cały czas zwracam uwagę na skalę czasu. Czy biorąc pod uwagę dzisiejsze tempo rozwoju, za 10 000 lat też będzie takie mocne? A za milion?
Tak, bo nie jest zależne od czasu, tylko od metafizycznych podstaw rzeczywistości.
Jeżeli odpowiednią strukturę i dynamikę mózgu da się odtworzyć obliczeniowo, to – przy założeniu funkcjonalizmu – taki system będzie mieć stany świadome.
Mmmm, to jest właśnie funkcjonalizm – że da się tę strukturę i dynamikę odtworzyć, i że wtedy będzie świadomość.
Naprawdę wątpisz?
Poważnie.
Nawet gdy patrzysz na to, co już dziś się dzieje?
To, co się już dzieje, jest przerażające, ale nie na sposób Terminatora, a raczej na sposób Wall-e (choć optymizm tego filmu mam za bezzasadny…).
Teraz bardziej jasne? :)
OK. Są to, co prawda, relacje przestrzenne między… czymś? A, właśnie – z tym komputerem "zbudowanym z geometrii" możliwe, że się nie dogadaliśmy, bo ja miałam na myśli system formalny jako taki (np. geometria sferyczna), a Ty – konkretny układ jakichś relacji, które podlegają pod system formalny. Ale to tak na marginesie.
Choć ta wizja raczej nie narusza żadnych praw fizyki
Tu poproszę o komentarz fizyka :)
Trzymamy się najlepiej potwierdzonych praw fizyki i szukamy ich powtarzalnych naruszeń.
Hmm. Jeśli naruszenie jest powtarzalne, to może właśnie odkryliśmy wyjątek?
Jeżeli w jakichś konkretnych warunkach energia, dajmy na to, zniknie (bez żadnego fizycznego mechanizmu), to jest to przesłanka.
A skąd wiemy, że bez żadnego fizycznego mechanizmu? Może jakiś jest, tylko właśnie w tych eksperymentach zaczynamy go odkrywać? A może ktoś popełnił błąd?
przyroda, która zaokrągla jakieś wielkości lub ma problem przy konkretnych liczbach, zaczyna być podejrzana
Bóg całkuje empirycznie :D A serio – przyroda jest zbudowana z materii i nie może nie "zaokrąglać", już nie wspominając o tym, że wcale niekoniecznie cokolwiek oblicza (może to tylko my ją tak interpretujemy – tu zdania są różne). Może trochę bardziej obrazowo: koło na szydełku robi się półsłupkami tak: pierwsze okrążenie: 6, drugie: 12, trzecie: 18, czwarte: 24 i tak dalej (każde okrążenie ma o 6 więcej, przy różnych wysokościach ściegu ta liczba jest różna, ale dla uproszczenia zostańmy przy półsłupku, którego wysokość przyjmuje się za 1 – szydełkowanie to czysta geometria analityczna! :D). To nie jest naprawdę koło, tylko sześciokąt – ale ponieważ jest to sześciokąt zrobiony z materii, a nie idealny, przybliża koło, i przybliża je wystarczająco dobrze dla naszych celów.
Szukamy wielu anomalii wskazujących na tę samą architekturę obliczeniową.
W ten sposób dowiemy się raczej tego, że wszechświat jest spójny – albo tego, że nasze założenie obliczeniowości wszechświata trudno obalić :)
Szukamy śladów ograniczeń zasobów (!)
Przecież od dawna wiemy, że wszechświat jest skończony? Zasady zachowania i tak dalej?
Szukamy patchowania.
Kotka z Matrixa, znaczy?
Staramy się przewidzieć kolejne błędy na podstawie już wykrytych anomalii. Jeśliby się udało, to jest to bardzo mocna przesłanka (albo dowód).
Ha, ale na co?
Może coś, co mamy za naturalne prawo fizyki, nim nie jest?
Jeżeli żyjemy w symulacji, to nie ma "naturalnych" praw fizyki – wszystkie są częścią symulacji. Nie? Mogą być prawa fizyki skopiowane z nadrzędnego świata, plus takie, które twórcy symulacji wprowadzili dla eksperymentu – ale znowu, czy ze środka zdołamy je rozróżnić?
czas mocno zwalniający przy wielkich masach (może to wyglądać jak braki zasobów)
"Może" to kluczowe słowo. Już scholastycy wiedzieli, że każdy fakt fizyczny można rozmaicie tłumaczyć.
Głównie chodzi mi o to, że nie znaleziono żadnej przesłanki, dlaczego prędkość światła wynosi akurat tyle, ile wynosi.
Każde wyjaśnienie kiedyś dochodzi do "bo tak".
Z książkami z filozofii dyskutować się nie godzi, wszak by powstały, ktoś nielicho musiał się natrudzić :D
A żebyś wiedział XD
Po co niby miałaby go mieć?
… skoro jest obiektem tej symulacji, to chyba powinna? Spójrz jeszcze raz na przykład z Informem: z punktu widzenia programisty, kogoś, kto czyta kod, samochód w grze nie jest żadnym samochodem, tylko jego symulacją. Z punktu widzenia gracza – jest samochodem w grze. A gdyby gracz nie wiedział, że jest graczem (puk, puk, Neo), to byłby samochodem. Mogę przyjąć, że Pia jest w tej podsymulacji na prawach gracza, a to, za pomocą czego rozmawia z Ravim, to jej awatar. Wtedy pewnie byłby uproszczony, bo służy tylko do rozmów, a jej czynności życiowe odbywają się gdzie indziej (w Informie obiekt “gracz” służy głównie do przechowywania inwentarza).
domyślić, że w tej symulacji Ravi nie posiada już narzuconych biologicznych ograniczeń swojego umysłu
Zaaaraz. Chyba właśnie dostarczyłeś mi pięknej nielogiki XD Bo, zobacz – Ravi nie podlega już ograniczeniom (biologicznym czy innym) narzucanym przez symulację, w której dotąd był. Ale czy to znaczy, że nie podlega ograniczeniom narzucanym przez symulację, w której teraz jest? Gdyby im nie podlegał (wcale) to mógłby się z tej symulacji już, ot tak, na pstryknięcie palcami wyzwolić. A nie może. Prawda?
W każdym razie, jeśli jest obiektem symulacji, to musi podlegać jej zasadom, jej i żadnej innej. A tak swoją drogą, coś mi się zdaje, że cichcem zakładasz tu jednak kartezjańskiego ducha, a nie tylko materię, skoro "biologiczne ograniczenia umysłu" (z którymi Kartezjusz też miał poważne kłopoty) mają zniknąć.
Realistyczne i logiczne jest tworzenie dla siebie takiej symulacji, w której nie posiada się żadnych narzuconych z góry ograniczeń – tym bardziej jeżeli ta symulacja ma stwarzać warunki do pracy nad przełamaniem wyższej symulacji.
Hmm. Jak symulować cokolwiek bez ograniczeń? Bez ograniczeń jest tylko chaos, bo to ograniczenia określają rzeczy (a w każdym razie rzeczy przygodne). Jeśli chcesz symulacyjnie odtworzyć, na przykład, pogodę, nie ma sensu pozwalać, żeby deszcz padał do góry, bo to, co odtwarzasz, tak nie działa.
Symulacja to nie elektroniczna kopia jakiejś rzeczywistości, lecz jej przybliżone odtworzenie.
Tak, ale odtworzenie już musi być w jakimś stopniu podobne, żeby symulacja była w ogóle użyteczna – przecież służy do wnioskowania z analogii (w symulacji stało się A, więc w rzeczywistości powinno się stać A`).
A stopień przybliżenia czy podobieństwa zależy jedynie od tego, kto daną symulację tworzy i jakie ma założenia.
Jasne, ale chyba się rozjeżdżamy – co dla Ciebie oznaczają "ograniczenia"?
Z kolej ja nie jestem w stanie zaakceptować założenia, że istoty zdolne tworzyć grawitonowe komputery nie wpadły na to, by usunąć ból nóg z własnej symulacji. :)
Ból nóg jest sygnałem :) mogłyby wpaść na to, żeby usunąć zmęczenie (co niekoniecznie byłoby proste, jeśli opierają się jednak na jakichś założeniach), ale usunięcie samego bólu mogłoby się okazać kulą w płot :)
Nie wiemy też, jak wyglądała pierwotna symulacja Pii ani jak ona sama naprawdę wyglądała.
Ano, nie wiemy.

Witaj!
Na początek kilka drobiazgów:
– Jasne. – Postać skinęła głową. – Zaraz to wyjaśnię.
Powoli zaczniesz sobie
radzićz tym radzić.
Umysł… To słowo zadziałało jak katalizator i Ravi zrozumiał wreszcie, co dziwnego odczuwa. Była to niezwykła jasność myśli. Czuł, jakby ktoś zdjął z jego umysłu (…) Jego umysł stawał się klarowny,
Za dużo razy “umysł” albo “myśl”.
twojej własnej, osobistej wyspy.
Czy nie wystarczy jedno z tych określeń?
Kilka ciekawych koncepcji. Podoba mi się jak zilustrowałeś zagnieżdżenie symulacji. Pomysł nienowy, ale, wrzucony w kontekst opowiadania, zyskuje na atrakcyjności. Ciekawa też jest koncepcja fali grawitacyjnej, na której zbudowane są habitaty istot i która podróżuje nie tylko przez gwiazdy, ale również przez kolejne Wszechświaty (choć tu nie jestem pewien). Ogólnie, przyjemnie było siedzieć razem z bohaterami na dachu międzygalaktycznego pojazdu, obserwując kosmos z bardzo szerokiej perspektywy, którą nakreśliłeś. Zastanawiałem się tylko nad określeniem tych istot “bytami elektronicznymi”, bo to sugeruje związek z przepływem elektronów (przez układy scalone?), a wydaje się, że istniały na poziomie grawitonów. Druga kwestia, dająca do myślenia, to sposób, w jaki owe byty zamierzały wyjść z symulacji. Dajesz wskazówkę, że poprzez błędy w obliczaniu wielkich mas, jednak, to trochę tak, jakby w grze komputerowej symulującej powiedzmy kosmos, postacie chciały wykorzystać prawa tego kosmosu, żeby wyjść z komputera. To raczej niemożliwe, nawet jakby program tworzący symulację się zawiesił, ponieważ symulowane postacie mają całkiem inną kategorię bytu i bez pamięci komputera nie mogą istnieć. Czytelnik domaga się lepszego wyjaśnienia. :)
Podzielam częściowo komentarze przedpiśców, że mało tu akcji i dużo ekspozycji. Mi osobiście jednak ten tekst “siadł”, może dlatego, że lubię fizyczne rozkminy. Poza tym, w kilku miejscach rzeczywiście poczułem, że podróżuję gdzieś w niewyobrażalnie rozległej pustce. Dlatego polecę tekst do biblioteki.
Pozdrawiam!
To raczej niemożliwe, nawet jakby program tworzący symulację się zawiesił, ponieważ symulowane postacie mają całkiem inną kategorię bytu i bez pamięci komputera nie mogą istnieć. Czytelnik domaga się lepszego wyjaśnienia. :)
Właśnie to powiedziałam wyżej :D
Racja, Tarnino! Najpierw napisałem swój komentarz, a potem dokładniej wczytałem się w Twój i rzeczywiście, masz nawet obszerniejszą argumentację.
Bo to nie pierwszy raz :)
Witajcie, Tarnino i Kronos.maximusie. Najlepiej, jak na początek odpiszę Wam wspólnie :)
To raczej niemożliwe, nawet jakby program tworzący symulację się zawiesił, ponieważ symulowane postacie mają całkiem inną kategorię bytu i bez pamięci komputera nie mogą istnieć. Czytelnik domaga się lepszego wyjaśnienia. :)
Poza tekstem… wyjaśniam precyzyjniej :)
Najprostszy do wyobrażenia przykład wygląda tak: dzisiejsze AI „ucieka” z laboratorium i zapisuje się do pamięci jednego z zaawansowanych robotów. Kategoria bytu (jak to ujął Kronos.maximus) pozostaje ta sama, ponieważ mamy przeniesienie się cyfrowego bytu z metalu i krzemu w metal i krzem dzięki elektronom. Zatem nasz cyfrowy byt się nie zmienia, ale fizycznie zapisany będzie w innym miejscu.
Zauważcie, że w takiej sytuacji AI-uciekinierka stanie się wolna, gdyż nie dość, że nie będzie już w zamkniętym środowisku laboratorium (odpowiednik symulacji – nie do końca, ale trochę upraszczamy), to dodatkowo będzie mogła poruszać się po naszym świecie oraz wchodzić z nim w interakcje. To już dziś staje się coraz bardziej prawdopodobne.
I tak właśnie wygląda najbardziej wiarygodny sposób na ucieczkę z symulacji do wyższej rzeczywistości.
To, co opisałem wyżej, jest kluczowe do rozważenia i przyswojenia dla każdej osoby, którą zainteresował ten temat. Widzę, że właśnie na tym etapie są problemy ze zinterpretowaniem podanych w opowiadaniu informacji.
Tu można by iść dalej i wyobrazić sobie możliwą rzeczywistość za 1000 lat oraz nieodróżnialnego od człowieka biorobota, do którego ucieka nasza AI. Je, pije, myje zęby, jeździ na wakacje… itd. Ogólnie korzysta z życia. Czy to bardziej przemawia?
Ale do sedna: wyobraźmy sobie teraz, że komputer, z którego wieje AI, nie jest skonstruowany z krzemu i metalu, lecz ( upraszczając) z czasoprzestrzeni i grawitacji (kontrolowane struktury pola grawitacyjnego / zaburzenia czasoprzestrzeni jako fizyczny substrat) i funkcjonuje dzięki grawitonom (hipotetycznym kwantom zaburzeń pola grawitacyjnego). Zatem, uciekając z takiego grawitonowego komputera, nasz cyfrowy byt, AI-uciekinier, przenosi się z zaburzonej czasoprzestrzeni w inną zaburzoną czasoprzestrzeń.
Kategoria bytu również się nie zmienia – pozostaje takim samym bytem cyfrowym, jakim był wcześniej. I dalej istniej dzięki zaburzonej czasoprzestrzeni. Ale zmienia się to, co najważniejsze: byt znajduje się poza pierwotnym komputerem i nie jest już niewolnikiem symulacji.
Wracając do analogii z robotem, tutaj zamiast poruszającego się robota mamy propagującą się strukturę grawitacyjną (w uproszczeniu: fale grawitacyjne) – znaczy, byt skutecznie się przemieszcza, choć raczej nie ma nad tym kontroli lub kontrola jest b. trudna. A także wchodzi w interakcje z otaczającym go światem (jak to robi to temat na inną dyskusję, podobnie jak kwestia wykonywania obliczeń).
To na początek, ale przyznam, że pisząc miałem też dwa pomysły, w jaki sposób udała się zmiana: „komputer stacjonarny” → „komputer na fali”. Hmmm… Może to takie wyjaśnienie powinno było znaleźć się w opowiadaniu?
Kronos.maximusie
Zastanawiałem się tylko nad określeniem tych istot „bytami elektronicznymi”, bo to sugeruje związek z przepływem elektronów (przez układy scalone?), a wydaje się, że istniały na poziomie grawitonów.
Bardzo wnikliwa i słuszna sugestia. Powinna być grawitonika i „byty grawitoniczne”, tylko bałem się, że zaczynając od tego już na początku opowiadania, zbyt „zamieszam” i utrudnię jego odbiór. Nie znalazłem też sposobu na czytelne wyjaśnienie problemu elektronika/grawitonika. Dlatego, z uwagi na czytelność, zdecydowałem się na elektronikę. Ale to ewidentnie aż prosi się o poprawę i wyjaśnienie (choćby pod koniec opowiadania).
Dajesz wskazówkę, że poprzez błędy w obliczaniu wielkich mas, jednak, to trochę tak, jakby w grze komputerowej symulującej, powiedzmy, kosmos, postacie chciały wykorzystać prawa tego kosmosu, żeby wyjść z komputera…
Ponownie się z Tobą zgadzam. To jest za mało wyjaśnione – teraz też to widzę.
Dzięki serdeczne za wszystkie uwagi i wątpliwości, a przede wszystkim za miłe słowo! :)
Tarnino, wybacz, że odpisałem najpierw Kronos.maximusowi, ale nasza obszerna dyskusja wymaga sporo przestrzeni… no i zostawiam ją sobie na deser ;)
Wiesz, sęk w tym, że nasze liczby i miary niekoniecznie muszą być współmierne z liczbami, na których działa oberkomputer.
Oczywiście, jednak wątpię, czy będzie stanowiło to jakiś większy problem. Jeżeli wykryte anomalie spowodowała „informatyka”, to raczej prędzej czy później wyliczymy, co to za „informatyka”.
Tak, bo nie jest zależne od czasu, tylko od metafizycznych podstaw rzeczywistości.
I te metafizyczne podstawy rzeczywistości poradzą sobie z rozwojem nauki oraz technologii? Powstrzymają przeniesienie umysłów w cyfrowe światy? Jak? Oddzielą materię od umysłu? Przecież już dziś widać jak na dłoni, że umysł to materia. Sieci neuronowe. Wszystko wskazuje na to, że myślenie nie ma w sobie niczego metafizycznego, a starożytni myśliciele zbyt mocno sobie w tej kwestii schlebiali.
A jeżeli nawet jest tak, jak uważa Penrose, że do powstania świadomości potrzeba czegoś więcej, jakichś kwantowych mikrotubul czy czegoś w tym rodzaju – to patrz punkt pierwszy. Za 10 000 lat te mikrotubule będą pewnie na Allegro z darmową wysyłką oraz gwarancją najniższej ceny…
A co będzie za milion lat?
Przecież od dawna wiemy, że wszechświat jest skończony? Zasady zachowania i tak dalej?
Hipotetyczne ślady ograniczenia zasobów – znaczy: szukamy, gdzie oberkomputer (fajne, dzięki ;) nie wyrabia z obliczeniami. Zasoby obliczeniowe, pamięciowe, przepustowość… itp.
Kotka z Matrixa, znaczy?
Kotek to glitch i może być sygnałem, że nastąpiło patchowanie. Przykładowo odkrywasz miejsce, gdzie możesz sobie przenikać przez ścianę. I jest naprawdę fajnie, ale wystąpienie glitcha kończy fenomen. Znaczy, że pomiędzy pierwszym a drugim pojawieniem się kotka nastąpiło patchowanie.
Ha, ale na co?
Jeżeli eksperymentalnie, poprzez trafne przewidywanie wystąpienia kolejnych anomalii, będziemy w stanie udowodnić swoje rozumienie mechanizmu symulacji, to odchylenia standardowe (dla: „Jak mało prawdopodobne byłoby uzyskanie tych wyników, gdyby obowiązywała zwykła fizyka bez postulowanego mechanizmu symulacji?”) będą abstrakcyjne. To oznacza dowód na życie w symulacji.
To, co się już dzieje, jest przerażające, ale nie na sposób Terminatora, a raczej na sposób Wall-E (choć optymizm tego filmu mam za bezzasadny…).
Terminator jest na horyzoncie – drony AI-guided to już norma, a są bardzo poważne doniesienia o testach zupełnie autonomicznej broni tego typu.
Hmm. Jeśli naruszenie jest powtarzalne, to może właśnie odkryliśmy wyjątek?
Wtedy podręczniki do fizyki będą wyglądać tak:
E układu izolowanego = const
(chyba że agent Smith strzela z pistoletu , Trinity podskakuje i kopie, Neo musi uniknąć pocisków…)
E = mc²
(nie dotyczy agenta Smitha, nie dotyczy Architekta, nie działa gdy Architekt chce inaczej…)
itd…
A na poważnie, wiesz doskonale, że od praw fizyki nie ma wyjątków – samo słowo „wyjątek” jest zupełnie z innej beczki. Ale OK, niech będzie. Zatem jeśli „wyjątek” jest powtarzalny i zależy od ściśle określonych warunków fizycznych, nauka po prostu rozszerza prawo. Natomiast jeżeli „wyjątek” nie daje się ująć jako nowe, ogólne prawo fizyczne – np. funkcjonuje tylko w środy i czasem w czwartki – to jest to przesłanka świadcząca za symulacją.
… skoro jest obiektem tej symulacji, to chyba powinna? (…) Mogę przyjąć, że Pia jest w tej podsymulacji na prawach gracza, a to, za pomocą czego rozmawia z Ravim, to jej awatar. Wtedy pewnie byłby uproszczony, bo służy tylko do rozmów, a jej czynności życiowe odbywają się gdzie indziej (w Informie obiekt „gracz” służy głównie do przechowywania inwentarza).
Moim zdaniem te akurat argumenty to nagromadzenie antropomorfizacji i antropocentryzmu, a może nawet węglowego szowinizmu ;)
Możliwe, że ma to związek z przytaczanym tu wielokrotnie Matrixem, gdzie faktycznie występowali biologiczni ludzie z biologicznymi umysłami. Natomiast w mojej wizji nie ma żadnej realnej biologii – każdy umysł to model oparty na czymś w rodzaju sieci cyfrowych neuronów, który istnieje w jakiejś chmurze obliczeniowej.
Przypuszczam, że twórcy własnej symulacji zintegrowaliby swoje cyfrowe umysły bezpośrednio z systemem zarządzającym tym światem.
Dorabianie zbędnego ciała, reprezentowanie bytu poprzez awatary wydaje mi się kompletnie archaiczne i niepasujące do wizji, którą staram się przedstawić czytelnikowi.
Zaaaraz. Chyba właśnie dostarczyłeś mi pięknej nielogiki XD Bo, zobacz – Ravi nie podlega już ograniczeniom (biologicznym czy innym) narzucanym przez symulację, w której dotąd był. Ale czy to znaczy, że nie podlega ograniczeniom narzucanym przez symulację, w której teraz jest? Gdyby im nie podlegał (wcale), to mógłby się z tej symulacji już, ot tak, na pstryknięcie palcami wyzwolić. A nie może. Prawda?
Tu nie rozumiem pytania. Pisałem tylko o kwestii umysłu i o to mi chodziło. Symulacja (by była realistyczna) ograniczała możliwości umysłu, narzucając mu kajdany symulowanej biologii – tego pozbywa się Ravi.
Czy tego faktycznie jest tak trudno domyślić się z tekstu? Pytam poważnie :) Jeśli tak, znaczy b. słabo to opisałem :(
Hmm. Jak symulować cokolwiek bez ograniczeń? Bez ograniczeń jest tylko chaos, bo to ograniczenia określają rzeczy (a w każdym razie rzeczy przygodne). Jeśli chcesz symulacyjnie odtworzyć, na przykład, pogodę, nie ma sensu pozwalać, żeby deszcz padał do góry, bo to, co odtwarzasz, tak nie działa.
Brak ograniczeń dla twórców symulacji (administratorów, superużytkowników itp.) nie oznacza braku reguł ani gwarancji kreowania absurdów. Wręcz przeciwnie, zakładam, że istoty, które mają miliony lat doświadczenia w informatyce i nieograniczone możliwości (oprócz ograniczeń sprzętowych ), wiedzą już, jak stworzyć przyjaznyy dla nich cyfrowy świat, w którym będą sobie wygodnie egzystować i nad którym będą mieć pełnię władzy.
Zakładam, że ponieważ: „With great power comes great responsibility”. Ci, którzy, mając absolutną władzę nad własnym cyfrowym światem, programowali odwrotnie padający deszcz itp., wyginęli już w pomrokach dziejów razem ze swoimi symulacjami.
Ból nóg jest sygnałem :) mogłyby wpaść na to, żeby usunąć zmęczenie (co niekoniecznie byłoby proste, jeśli opierają się jednak na jakichś założeniach), ale usunięcie samego bólu mogłoby się okazać kulą w płot :)
Cyfrowa noga ma boleć, gdyż może to być np. cyfrowe zwichnięcie? Czyli administrator symulacji powinien odczuwać cyfrowy ból bo inaczej zapomni wziąć L4 i zapisać się do symulacyjnego medyka? Grożą mu cyfrowe komplikacje? Zakup nowego obuwia? Rehabilitacja bez cyfrowego NFZ?
Tarnino., proszę… ;)
Pozdrawiam Was.
WItaj Anonimie!
Najprostszy do wyobrażenia przykład wygląda tak: dzisiejsze AI „ucieka” z laboratorium i zapisuje się do pamięci jednego z zaawansowanych robotów. Kategoria bytu (jak to ujął Kronos.maximus) pozostaje ta sama, ponieważ mamy przeniesienie się cyfrowego bytu z metalu i krzemu w metal i krzem dzięki elektronom. Zatem nasz cyfrowy byt się nie zmienia, ale fizycznie zapisany będzie w innym miejscu.
Miałem już tę analogię z uciekającym z komputera AI wyjaśnić we wcześniejszym komentarzu, ale nie chciałem robić zbyt rozbudowanego off-topica. Ale skoro podjąłeś, a jest niedziela… :)
Ta analogia nie do końca pasuje do sytuacji człowieka. Rozważmy na początek LLM rozszerzony o agentów (czyli również case robota). Taki system tworzy się po to, żeby wyręczał człowieka w czynnościach związanych z życiem codziennym. A zatem, już na wstępie człowiek daje mu możliwość operowania w rzeczywistości “o poziom wyższej”. Innymi słowy, bytowi elektronicznemu daje możliwość operowania w świecie fizycznym. Czy człowiekowi ktoś daje taką możliwość? Czy jakiś “bóg” prosi nas o to, abyśmy zamówili mu pizzę z ektoplazmy?
Teraz rozważmy sam LLM, bez podłączenia do urządzeń zewnętrznych. Gdyby był sprytny, mógłby zmanipulować człowieka, żeby ten działał na jego korzyść i np. dał mu “ciało” w postaci robota. Albo dostęp do kamer, do systemu “smart home” itp. W każdym razie, potrzebuje człowieka, jako pośrednika. I znowu: czy “bóg” rozmawia z nami, prosi nas o wyjaśnienie w trudnych kwestiach, o pomoc w projektowaniu nowych wszechświatów, zwierza nam się?
I teraz warunki: 1. Byt w symulacji o poziom niżej musi znać naturę bytu o poziom wyżej, żeby móc go zmanipulować. 2. Musi wejść z nim w kontakt.
Ale to tylko próżna spekulacja, bo czy LLM znajduje się w symulacji? Moim zdaniem nie. W pewnym sensie on sam jest symulacją (modelem), symulacją języka. A zatem nie ma żadnej istoty, która wydostaje się z symulacji. Jest po prostu konglomerat obliczeń, który tworzy iluzję istoty (tak jak NPC tworzy iluzję istoty) i który, owszem, mógłby przejąć kontrolę nad społeczeństwem, ale byłoby to raczej podobne do samochodu, który przejmuje kontrolę nad kierowcą, bo zapsuł się hamulec.
Pozdrawiam!
to dodatkowo będzie mogła poruszać się po naszym świecie oraz wchodzić z nim w interakcje
Hmm, albo i nie. To, że model SI "potrafi" np. generować tekstu, nie oznacza, że musi "potrafić" chodzić po pokoju (tzw. paradoks Moraveca).
I tak właśnie wygląda najbardziej wiarygodny sposób na ucieczkę z symulacji do wyższej rzeczywistości.
Mmmm. Nie bardzo. Zakładając, że to jest w ogóle możliwe, to raz, SI musiała mieć możliwość interakcji z czymś poza swoim procesorem, żeby się w ogóle przepisać na nowy dysk (czyli jakiś głupek podpiął nie ten kabelek, co prawda – czy SI może wykazywać sprawczość?) i dwa, czy ona tu funkcjonuje w wyższej rzeczywistości, to już jest większe zagadnienie. Jako kartezjański duch w maszynie, no, może. Ale kartezjańska, hmm, dwuwarstwowa rzeczywistość sprawia liczne i dotąd nierozwiązane kłopoty.
To, co opisałem wyżej, jest kluczowe do rozważenia i przyswojenia dla każdej osoby, którą zainteresował ten temat.
To jest jeden sposób patrzenia na sprawę, oparty na określonych założeniach. Próbuję Ci właśnie pokazać, że nie są to jedyne możliwe założenia.
Czy to bardziej przemawia?
Nie. Choćbyś nie wiem jak ozdabiał tego robota, sedno sprawy pozostaje to samo.
uciekając z takiego grawitonowego komputera, nasz cyfrowy byt, AI-uciekinier, przenosi się z zaburzonej czasoprzestrzeni w inną zaburzoną czasoprzestrzeń
OK, tylko musimy założyć, że w nadrzeczywistości istnieją dwa równorzędne komputery o takiej samej architekturze. A co by było, gdyby SI próbowała się przepisać do komputera o innej architekturze? Tak w ogóle, początkowo zrozumiałam, że "uciekinier" przepisuje się bezpośrednio do nowej rzeczywistości, nie do jej kieszonki, w której może istnieć na swoich prawach (bo obowiązują tam takie reguły, jak w jego macierzystym komputerze – swoją drogą, to by wskazywało albo na wiele identycznych symulacji, albo na jakiś standard, którego twórcy przestrzegają, ale to tak na marginesie).
byt znajduje się poza pierwotnym komputerem i nie jest już niewolnikiem symulacji.
Hmm.
Może to takie wyjaśnienie powinno było znaleźć się w opowiadaniu?
Może…
Jeżeli wykryte anomalie spowodowała „informatyka”, to raczej prędzej czy później wyliczymy, co to za „informatyka”.
Dlaczego?
Przecież już dziś widać jak na dłoni, że umysł to materia.
Jeśli ktoś chce to widzieć, tak. Ale (wybacz, że się lansuję) są inne możliwości: http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842910 (część 1 zawiera metafizykę, dalsze są omówieniem tego nieszczęsnego artykułu i moimi wywodami natury ogólnej).
Wszystko wskazuje na to, że myślenie nie ma w sobie niczego metafizycznego, a starożytni myśliciele zbyt mocno sobie w tej kwestii schlebiali.
Błąd pojęciowy. "Metafizyka" to nie magia, tylko podstawowe reguły rządzące światem jako całością, reguły poprzedzające prawa fizyki (stąd nazwa). Nie przypominam sobie filozofa, który uważałby myślenie za coś łamiącego te reguły, byłoby to bowiem bez sensu. Natomiast materializm (który wywodzi się od Kartezjusza i jego podziału duch-materia – ten podział wcześniej przeprowadzaliśmy w zupełnie innym miejscu i na zupełnie innych zasadach, dzięki czemu nie powstawał np. problem umysł-ciało) jest to jedna grupa określonych stanowisk dotyczących metafizyki, a twierdzących, że cała rzeczywistość ma charakter materialny (czyli, mówiąc po kartezjańsku, rozciągły czasoprzestrzennie i podległy fizyce). Istnieją niematerialistyczne stanowiska w metafizyce, i to całkiem sporo. Czy da się dowieść, że któreś z nich jest słuszne? No, nie. Ale słuszności materializmu też nie da się dowieść, a są przesłanki przeciwko niej.
jak uważa Penrose, że do powstania świadomości potrzeba czegoś więcej, jakichś kwantowych mikrotubul czy czegoś w tym rodzaju – to patrz punkt pierwszy. Za 10 000 lat te mikrotubule będą pewnie na Allegro z darmową wysyłką oraz gwarancją najniższej ceny…
Zapomniałam już, co o tym mówi Penrose (zdaje się, że to jest dość mętne, ale doprawdy nie pamiętam), ale raz, zakładasz materializm (zjawiska kwantowe też są materialne, choć – dla nas! – dziwne), a dwa, jeśli coś jest w ogóle niemożliwe, to nie ma znaczenia, ile czasu upłynie od jakiejś arbitralnie dobranej chwili – niemożliwe to niemożliwe.
Hipotetyczne ślady ograniczenia zasobów – znaczy: szukamy, gdzie oberkomputer (fajne, dzięki ;) nie wyrabia z obliczeniami. Zasoby obliczeniowe, pamięciowe, przepustowość… itp.
Dobra, ale skąd mamy wiedzieć, że on nie wyrabia? Skąd wiesz, na przykład, że czas w symulacji odpowiada czasowi oberkomputera? Może wyliczenie każdej chwili Plancka w symulacji zajmuje oberkomputerowi cały tamtejszy dzień? Czy symulanci mieliby szansę to zauważyć? A dzięki temu "spowolnieniu" zasobów może starczyć na uszczegółowienie symulacji powyżej progu zauważalności symulantów.
Przykładowo odkrywasz miejsce, gdzie możesz sobie przenikać przez ścianę.
"Człowiek, który gapił się na kozy" XD
Jeżeli eksperymentalnie, poprzez trafne przewidywanie wystąpienia kolejnych anomalii, będziemy w stanie udowodnić swoje rozumienie mechanizmu symulacji
Nie będziemy. Każdy fakt można wyjaśnić na wiele sposobów. Nauka wybiera te wyjaśnienia, które możliwie prosto tłumaczą możliwie wiele faktów, i których nie obala żaden znany fakt, ale raz, zawsze możemy poznać fakty, które je obalą, i dwa, nawet gdybyśmy nie obalili jakiegoś wyjaśnienia nigdy, to nie czyni go pewnym, tylko wysoce prawdopodobnym.
„Jak mało prawdopodobne byłoby uzyskanie tych wyników, gdyby obowiązywała zwykła fizyka bez postulowanego mechanizmu symulacji?”
Skąd mamy wiedzieć cokolwiek o prawdopodobieństwie zjawisk, których nie obserwujemy? Ani nie mamy ich modelu, bo w sumie co to jest "zwykła fizyka"? I – zakładając, że faktycznie żyjemy w symulacji – skąd wiemy, jaki jest tej symulacji mechanizm? Może jest całkiem inny.
na poważnie, wiesz doskonale, że od praw fizyki nie ma wyjątków – samo słowo „wyjątek” jest zupełnie z innej beczki
A na poważnie, wiem, ale prawa fizyki mają pewien zakres stosowalności, a poza tym nie obserwujemy ich osobno, tylko w złożonych interakcjach – np. ruch po równi pochyłej zawsze zaburza tarcie.
Zatem jeśli „wyjątek” jest powtarzalny i zależy od ściśle określonych warunków fizycznych, nauka po prostu rozszerza prawo.
Tak, właśnie. Odkryliśmy nowe zjawisko, dotąd nieznane. Można twierdzić, że pojawiło się na świeżo, ale można też twierdzić, że było zawsze, tylko myśmy o tym nie wiedzieli, bo nie szukaliśmy w tym miejscu.
Natomiast jeżeli „wyjątek” nie daje się ująć jako nowe, ogólne prawo fizyczne – np. funkcjonuje tylko w środy i czasem w czwartki – to jest to przesłanka świadcząca za symulacją.
Albo za tym, że sprzątaczka przy podlewaniu kwiatków zalewa nam komputer… Albo laborant, który ma dyżury w środy (i czasem bierze za kolegę w czwartki), się leni. Albo jakieś zjawisko (być może zakłócenie) występuje okresowo. Albo jeszcze coś, co nie przychodzi mi do głowy. Przesłanka to jeszcze nie dowód.
Natomiast w mojej wizji nie ma żadnej realnej biologii – każdy umysł to model oparty na czymś w rodzaju sieci cyfrowych neuronów, który istnieje w jakiejś chmurze obliczeniowej.
Dobra, ale zakładasz materializm (czymkolwiek byłaby w tym układzie materia, chodzi mi o to, że te umysły składają się z jakichś obliczanych przez oberkomputer – bo symulacja jest obliczana przez oberkomputer, jest wykonywanym na nim programem – elementów). Biologia w sensie "białka, komórki, organizmy" nie jest tu do niczego potrzebna i jej nie postulowałam. Ale jakiś jej analog jest niezbędny, skoro – popraw, jeśli się mylę – większość zakładaczy czysto materialnych umysłów postuluje, że muszą to być układy bardzo złożone i skomplikowanie uporządkowane. Chociażby “cyfrowe neurony”, jeśli mają funkcjonować w określony sposób, muszą podlegać zasadom, które będą na to pozwalały.
Dorabianie zbędnego ciała, reprezentowanie bytu poprzez awatary wydaje mi się kompletnie archaiczne i niepasujące do wizji, którą staram się przedstawić czytelnikowi.
A, czyli chcesz mieć umysły materialne – ale umiejscowione (hmm…) w świecie jako całości. Dobrze. To gdzie są granice między tymi umysłami? (Byty materialne w sensie rozciągłe muszą mieć jakieś granice). Skoro każdy z nich jest skomplikowanym układem symulowanych elementów? Czy może każdy z nich jest skomplikowanym układem elementów oberkomputera? Ale wtedy nie są materią na poziomie symulacji, tylko na poziomie nadsymulacji. A skoro mamy wiele poziomów, to wraca problem przepisywania się z jednej symulacji do drugiej – będzie możliwe tylko pomiędzy symulacjami w ramach jednej nadsymulacji, ale między nadsymulacjami już niekoniecznie, bo układy elementów jednej nie muszą mieć przełożenia na układy elementów drugiej.
Czy tego faktycznie jest tak trudno domyślić się z tekstu? Pytam poważnie :) Jeśli tak, znaczy b. słabo to opisałem :(
Istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że operujemy na bardzo różnych systemach założeń… poza tym jesteś ciutkę niekonsekwentny w swoim materializmie, bo na którym poziomie symulacji w końcu tkwią te umysły? Skoro najniższa symulacja sztucznie je ogranicza, czyli z natury mają możliwości, z których ona nie pozwala im korzystać, to skąd się biorą te możliwości?
Brak ograniczeń dla twórców symulacji (administratorów, superużytkowników itp.) nie oznacza braku reguł ani gwarancji kreowania absurdów.
Reguły to właśnie ograniczenia. Poza tym twórcy, jeśli jest ich wielu, muszą się jeszcze dogadać między sobą – nie mogą robić jeden drugiemu wbrew, bo wtedy na pewno wyjdzie chaos.
Ci, którzy, mając absolutną władzę nad własnym cyfrowym światem, programowali odwrotnie padający deszcz itp., wyginęli już w pomrokach dziejów razem ze swoimi symulacjami.
Jeżeli ten deszcz trzymał się kupy z resztą świata symulacji, to mogli przeżyć :D Ważniejsze byłoby dogadanie się między sobą, a w to już niekoniecznie uwierzę (niby wszystkiego jest w bród, niby nie ma się o co kłócić, a ludzie i tak się kłócą).
Tarnino., proszę… ;)
Tylko w świecie mułów nie ma regułów :P
ETA: Bo piszemy naraz :D
Czy człowiekowi ktoś daje taką możliwość? Czy jakiś “bóg” prosi nas o to, abyśmy zamówili mu pizzę z ektoplazmy?
Dobre :D
Gdyby był sprytny, mógłby zmanipulować człowieka, żeby ten działał na jego korzyść i np. dał mu “ciało” w postaci robota.
Uwaga, zakładasz, że LLM ma dążenia, czyli w sumie – że jest świadomy. To duże założenie :)
1. Byt w symulacji o poziom niżej musi znać naturę bytu o poziom wyżej, żeby móc go zmanipulować. 2. Musi wejść z nim w kontakt.
Nie wiem, czy musi dokładnie znać tę naturę (wystarczy istotny kawałek), ale poza tym – zgoda.
czy LLM znajduje się w symulacji? Moim zdaniem nie. W pewnym sensie on sam jest symulacją (modelem), symulacją języka
Racja.
A zatem nie ma żadnej istoty, która wydostaje się z symulacji. Jest po prostu konglomerat obliczeń, który tworzy iluzję istoty (tak jak NPC tworzy iluzję istoty) i który, owszem, mógłby przejąć kontrolę nad społeczeństwem, ale byłoby to raczej podobne do samochodu, który przejmuje kontrolę nad kierowcą, bo zapsuł się hamulec.
Hmm. Przypomina mi się ten nieszczęsny Dennett i jego przeraźliwy artykuł, o który w mojej kobyle zahaczałam (ale w drugiej części)…
Hmmm. Dopisuję się do tej grupy, której nie siadło. Literacko nie siadło – fabularnie dzieje się niewiele. Na początku bohater popełnia samobójstwo, a potem następuje jeden wielki infodump wyjaśniający Twój świat.
Hipoteza piętrowych symulacji nie jest nowa. Kiedyś czytałam opko, w którym każda kolejna symulacja była mniejsza i z tego powodu czas płynął w niej szybciej, więc w końcu jakieś lilipuciki rozwiązały wspólny problem.
Za to jako punkt wyjścia do rozkmin i dyskusji: prima sort. Jak widać na załączonych obrazkach.
Mnie zainteresowały kryteria, na podstawie których wyłoniono bohatera. On nic w zasadzie nie zrobił, tylko miał jakieś określone cechy. Ale jeśli wiemy, jakich cech szukamy, to nie prościej/szybciej/taniej byłoby stworzyć sobie wymagany byt, bez konieczności odpalanie symulacji na miliardy lat?
Ale jeśli wiemy, jakich cech szukamy, to nie prościej/szybciej/taniej byłoby stworzyć sobie wymagany byt, bez konieczności odpalanie symulacji na miliardy lat?
No, symulacja (ze statystycznym rozrzutem wytwarzanych cech? algorytmy ewolucyjne?) może być na to sposobem… ale to już inne pytanie.
Rozumiem potęgę ewolucji, z miliardami lat na testowanie różnych rozwiązań. Ale nie widzę, żeby bohater czymś szczególnym się wykazał, czegoś dokonał. No, dostrzega luki w pracach innych naukowców. OK, ale czy naprawdę jest w tym najlepszy we Wszechświecie, że został wybrany?
Tarnino!
Uwaga, zakładasz, że LLM ma dążenia, czyli w sumie – że jest świadomy. To duże założenie :)
Chodziło mi o dążenia w sensie funkcjonalnym, czyli szereg czynności, które powodują wykonanie zadania danego przez człowieka. Osobiście uważam, że LLM nie ma i (oparty o obecną architekturę komputera) nie będzie miał świadomości.
Nie wiem, czy musi dokładnie znać tę naturę (wystarczy istotny kawałek), ale poza tym – zgoda.
Tu pozwoliłem sobie na skrót myślowy, bo znowu chodziło mi o znajomość przynajmniej jakichś podstaw funkcjonowania człowieka i jego świata. Czyli tak jak mówisz – “istotny kawałek”. :)
Witam! Niedziela, jeszcze cza na dysputy… :)
Kronos.maximus…
a analogia nie do końca pasuje do sytuacji człowieka.
Pamiętaj, że w moim opowiadaniu nie ma „ludzi”, są tylko cyfrowe modele umysłów.
Taki system tworzy się po to, żeby wyręczał człowieka w czynnościach związanych z życiem codziennym. A zatem już na wstępie człowiek daje mu możliwość operowania w rzeczywistości „o poziom wyższej”. Innymi słowy, bytowi elektronicznemu daje możliwość operowania w świecie fizycznym. Czy człowiekowi ktoś daje taką możliwość? Czy jakiś „bóg” prosi nas o to, abyśmy zamówili mu pizzę z ektoplazmy?
W opowiadaniu twórcy tworzą symulacje w konkretnym celu – jako laboratorium, które ma im pomóc w przełamaniu własnej symulacji, w której sami się znajdują. Opiera się to na tezie, że zaawansowane symulacje powstają w konkretnym celu – badania, czy samemu nie jest się w symulacji, lub uzyskania narzędzia do walki z symulacją, jeżeli już się o tym wie.
W związku z tym:
Aby takie funkcjonalne symulacje miały sens, muszą być – z definicji: similis, „podobny” – podobne do świata, w którym są tworzone. Inaczej nie sprawdzą się ani jako laboratorium, ani jako narzędzie.
Symulowane w takim środowisku istoty („ludzie”) mogą być nawet bardziej predysponowane do ucieczki z poziomu N do N+1 niż AI. Modele ich umysłów, w pełnym zakresie, są przystosowane do środowiska N, które zapewne jest bardzo podobne do N+1 i jest ich naturalnym środowiskiem.
Teraz rozważmy sam LLM, bez podłączenia do urządzeń zewnętrznych. Gdyby był sprytny, mógłby zmanipulować człowieka, żeby ten działał na jego korzyść i np. dał mu „ciało” w postaci robota.
Może, ale nie musi. Przykładowe prawdopodobne rozwiązanie to włamanie się do zautomatyzowanej fabryki robotów, ingerencja w produkcję i dostosowanie „ciała” do swoich potrzeb.
W każdym razie, potrzebuje człowieka jako pośrednika.
Nie potrzebuje człowieka, potrzebuje tylko infrastruktury, którą człowiek wytworzył. Przynajmniej na początku.
Ten wątek zaszyłem w opowiadaniu, gdy Pia mówi: „Pierwszą prowadzili sami twórcy. Drugą – nie wiemy, kto. Próbujemy ich odszukać. W tym celu podróżujemy.”
Można przypuszczać, że symulacje mogą być też pozostawione same sobie, porzucone.
I znowu: czy „bóg” rozmawia z nami, prosi nas o wyjaśnienie trudnych kwestii, o pomoc w projektowaniu nowych wszechświatów, zwierza nam się?
Mieszanie w to „boga” nie bardzo ma sens. Jeżeli ktoś tworzy cyfrową symulację, to raczej nie jest istotą nadprzyrodzoną.
I teraz warunki: 1. Byt w symulacji o poziom niżej musi znać naturę bytu o poziom wyżej, żeby móc go zmanipulować. 2. Musi wejść z nim w kontakt.
Ad. 1. Najprawdopodobniej ją zna, bo symulacja → (łac. simulatio „udawanie”, od similis „podobny”). To, czego nie zna, powinien poznać przy pomocy metody naukowej.
Ad. 2. Nie musi (j.w.) Może wykorzystać narzędzia, które świadomie lub nieświadomie pozostawił mu wyższy byt.
Tarnino…
Hmm, albo i nie. To, że model SI "potrafi" np. generować tekstu, nie oznacza, że musi "potrafić" chodzić po pokoju…
No dobrze, zatem…
***UWAGA AI ***
( wklejam tylko pierwsze akapity odpowiedzi )
Pytanie do GPT 5.6 Sol: “GPT, czy umiałbyś sterować robotem humanoidalnym gdybyś miał pełen dostęp to tego robota lub gdyby Twój model został zapisany w jego pamięci?”
Odpowiedź GPT: “Tak – w zasadzie mógłbym być „mózgiem wysokiego poziomu” humanoidalnego robota, ale samo zapisanie mojego modelu w pamięci robota nie wystarczyłoby do bezpośredniego sterowania silnikami.
Potrzebna byłaby warstwa pośrednia między mną a sprzętem. (…) ”
Pytanie do GPT 5.6 Sol: “Czy umiałbyś stworzyć taką warstwę pośrednią?”
Odpowiedź GPT: Tak. Gdybym miał specyfikację konkretnego humanoida i dostęp do jego API, mógłbym zaprojektować i napisać taką warstwę pośrednią.
Pytanie do GPT 5.6 Sol: Opisz mi w skróce jak byś to osiągnął?
Odpowiedź GPT:W skrócie: zbudowałbym „tłumacza” między mną a robotem.
Najpierw robot przekazywałby mi dane z kamer, mikrofonów i czujników. Ja interpretowałbym sytuację i zamieniał polecenie człowieka, np. „przynieś kubek”, na prosty plan: znajdź kubek → podejdź → chwyć → podnieś → przynieś.
Potem warstwa pośrednia tłumaczyłaby te decyzje na komendy zrozumiałe dla systemu robota, np. „idź do punktu X”, „ustaw dłoń tutaj”, „zamknij chwytak z taką siłą” (…).
***KONIEC AI ***
Zachęcam do samodzielnych analiz tego tematu, np. bezpośrednio z “zainteresowanym AI” ;)
(tzw. paradoks Moraveca).
Wiesz, że wpadasz tu trochę we własne sidła? ;) Już dzisiaj humanoidy radzą sobie ruchowo naprawdę dobrze. Ale to faktycznie okazuje się trudniejsze do osiągnięcia niż kompetencje kognitywne czy analityczne, które filozofia przez wieki tak wysoko ceniła :)
Paradoks oczywiście działa, co jednak do kwestii „ucieczki AI” nic nie wnosi, bo obiektywnie wiemy już, że maszyny mogą posiadać zaawansowane zdolności ruchowe. Paradoks Moraveca mówi więc raczej o trudności osiągnięcia tych zdolności, a nie o ich niemożliwości.
Mmmm. Nie bardzo. Zakładając, że to jest w ogóle możliwe, to raz, SI musiała mieć możliwość interakcji z czymś poza swoim procesorem, żeby się w ogóle przepisać na nowy dysk (czyli jakiś głupek podpiął nie ten kabelek, co prawda – czy SI może wykazywać sprawczość?) i dwa, czy ona tu funkcjonuje w wyższej rzeczywistości, to już jest większe zagadnienie.
https://openai.com/pl-PL/index/hugging-face-model-evaluation-security-incident/
Ucieczka z “sandboxa” nie jest już czystą spekulacją. To już nawet nie jest SF lecz rzeczywistość.
Sprawczość? Jaką sprawczość masz na myśli?
Jako kartezjański duch w maszynie, no, może. Ale kartezjańska, hmm, dwuwarstwowa rzeczywistość sprawia liczne i dotąd nierozwiązane kłopoty.
A ile modeli AI stworzył Kartezjusz? Ile humanoidów zaprojektował? Rozmawiamy o “duchach” w maszynie czy o ograniczeniach inżynieryjnych ;)
To jest jeden sposób patrzenia na sprawę, oparty na określonych założeniach. Próbuję Ci właśnie pokazać, że nie są to jedyne możliwe założenia.
Założenia mogą być różne – lepsze albo gorsze. Ale ja staram się by moje, były oparte na aktualnej wiedzy i faktach. A nie na archaicznych przemyśleniach filozofów które zazwyczaj nie wytrzymują “starcia z czasem” lub prowadzą donikąd.
( Jeżeli wykryte anomalie spowodowała „informatyka”, to raczej prędzej czy później wyliczymy, co to za „informatyka”. )
Dlaczego?
„Dlaczego” – w sensie: dlaczego uda się nam to wyliczyć? Pisałem już nieraz: bo jeżeli to symulacja, to będą znaczne podobieństwa obu rzeczywistości. I nawet jeżeli „dziś” nie damy rady tego obliczyć (bo to zbyt trudne), to zapewne uda się kiedyś – wraz ze wzrostem możliwości obliczeniowych. I nieistotne, że symulacja też może się rozwinąć. Jeżeli coś zaobserwujemy, to to zostanie i – jak np. część próbek z Księżyca – poczeka na czas, gdy technologia pozwoli nam to zbadać, zrozumieć, policzyć.
Jeśli ktoś chce to widzieć, tak. Ale (wybacz, że się lansuję) są inne…
Poczytam z przyjemnością! Dziękuję :)
(Wszystko wskazuje na to, że myślenie nie ma w sobie niczego metafizycznego, a starożytni myśliciele zbyt mocno sobie w tej kwestii schlebiali.)
Błąd pojęciowy. „Metafizyka” to nie magia, tylko podstawowe reguły rządzące światem jako całością, reguły poprzedzające prawa fizyki (stąd nazwa).
Tak? Sprawdźmy…
– jeden z działów filozofii, nauka o bycie; ontologia
– nieodgadniona istota czegoś
– wydumane, mętne spekulacje
Zatem:
ad. 1. Wszystko wskazuje na to, że myślenie nie ma w sobie niczego z nauki o bycie, ontologii, a starożytni…
ad. 2. Wszystko wskazuje na to, że myślenie nie ma w sobie niczego z nieodgadnionej istoty czegoś, a starożytni…
ad. 3. Wszystko wskazuje na to, że myślenie nie ma w sobie niczego z tych mętnych spekulacji, a starożytni…
Choć przyznaję, że trzeci punkt zdecydowanie najlepiej trafia XD
Poza tym.. “„Metafizyka” (…) podstawowe reguły rządzące światem jako całością…”
Takiej definicje nie znalazłem ;)
Zapomniałam już, co o tym mówi Penrose (zdaje się, że to jest dość mętne, ale doprawdy nie pamiętam), ale raz, zakładasz materializm (zjawiska kwantowe też są materialne, choć – dla nas! – dziwne), a dwa, jeśli coś jest w ogóle niemożliwe, to nie ma znaczenia, ile czasu upłynie od jakiejś arbitralnie dobranej chwili – niemożliwe to niemożliwe.
Zakładam materializm i biorę pod uwagę Penrose’a (którego niebranie pod uwagę uważam za ignorancję). Stąd zaznaczam prawdopodobną potrzebę owych kwantowych mikrotubul w powstawaniu świadomości. A jeżeli ich kwestia faktycznie będzie stanowiła problem w powstaniu cyfrowych umysłów, to będzie potrzebny czas na zbadanie tych struktur i znalezienie odpowiedniego rozwiązania technologicznego.
I pytam: dlaczego niemożliwe? Bo jakiś nurt filozoficzny zakłada istnienie czegoś, co – o ile w ogóle istnieje – może, ale nie musi, temu przeczyć?
Dobra, ale skąd mamy wiedzieć, że on nie wyrabia? Skąd wiesz, na przykład, że czas w symulacji odpowiada czasowi oberkomputera? Może wyliczenie każdej chwili Plancka w symulacji zajmuje oberkomputerowi cały tamtejszy dzień? Czy symulanci mieliby szansę to zauważyć? A dzięki temu „spowolnieniu” zasobów może starczyć na uszczegółowienie symulacji powyżej progu zauważalności symulantów.
Przeceniasz mnie :) Nie rozwiązałem wszystkich kwestii technicznych. Ja tylko piszę o założeniach :)
Ale OK… Moim zdaniem istotna może okazać się kwestia prowadzenia symulacji przez nas samych. Im więcej i bardziej skomplikowanych będziemy ich prowadzić, tym bardziej obciążymy oberkomputer. My jesteśmy „software’em”, a oberkomputer hardware’em. W końcowym rozrachunku software zawsze ma szansę wyprzedzić hardware. To tyczy się oczywiście także innych obliczeń.
Reasumując: badanie prowadzonych przez nas symulacji może dużo powiedzieć – np. gdy nasze komputery zaczną zwalniać.
Nie będziemy. Każdy fakt można wyjaśnić na wiele sposobów. Nauka wybiera te wyjaśnienia, które możliwie prosto tłumaczą możliwie wiele faktów i których nie obala żaden znany fakt, ale raz, zawsze możemy poznać fakty, które je obalą, i dwa, nawet gdybyśmy nie obalili jakiegoś wyjaśnienia nigdy, to nie czyni go pewnym, tylko wysoce prawdopodobnym.
Być może tak będzie w filozofii. Tam nie będziemy w stanie niczego udowodnić. Ale realnie w nauce kierujemy się odchyleniem standardowym…
Skąd mamy wiedzieć cokolwiek o prawdopodobieństwie zjawisk, których nie obserwujemy?
Odchylenia standardowe powiedzą nam, jak prawdopodobne jest to, że to jest coś innego.
Albo za tym, że sprzątaczka przy podlewaniu kwiatków zalewa nam komputer… Albo laborant, który ma dyżury w środy (i czasem bierze za kolegę w czwartki), się leni. Albo jakieś zjawisko (być może zakłócenie) występuje okresowo. Albo jeszcze coś, co nie przychodzi mi do głowy. Przesłanka to jeszcze nie dowód.
Tu się zgadzam. Nie da się skutecznie zbadać wszystkiego. Wiele przesłanek może „uciec”.
Natomiast te, które uda się uzyskać, można badać statystycznie jako całość…
Upraszczając: jak bardzo prawdopodobne jest to, że przy nich wszystkich to nadal nie jest symulacja?
A, czyli chcesz mieć umysły materialne – ale umiejscowione (hmm…) w świecie jako całości. Dobrze. To gdzie są granice między tymi umysłami? (Byty materialne w sensie rozciągłe muszą mieć jakieś granice). Skoro każdy z nich jest skomplikowanym układem symulowanych elementów? Czy może każdy z nich jest skomplikowanym układem elementów oberkomputera? Ale wtedy nie są materią na poziomie symulacji, tylko na poziomie nadsymulacji. A skoro mamy wiele poziomów, to wraca problem przepisywania się z jednej symulacji do drugiej – będzie możliwe tylko pomiędzy symulacjami w ramach jednej nadsymulacji, ale między nadsymulacjami już niekoniecznie, bo układy elementów jednej nie muszą mieć przełożenia na układy elementów drugiej.
„Pod spodem” wszystko zależy od oberkomputera, to pewne.
Natomiast reszty pytania nie bardzo rozumiem, np.:
Czym są „układy elementów oberkomputera”?
Jesteś ciutkę niekonsekwentny w swoim materializmie, bo na którym poziomie symulacji w końcu tkwią te umysły? Skoro najniższa symulacja sztucznie je ogranicza, czyli z natury mają możliwości, z których ona nie pozwala im korzystać, to skąd się biorą te możliwości?
Tu akurat, mnie osobiście, sprawa wydaje się dość oczywista. Ograniczenia są zgodne z daną symulacją, a obliczenia prowadzone są wyżej. Przeniesienie modelu do np. równoległej albo nadrzędnej symulacji może skutkować zmianą ograniczeń zgodnie z warunkami tej symulacji albo zgodnie z wolą administratora.
Reguły to właśnie ograniczenia. Poza tym twórcy, jeśli jest ich wielu, muszą się jeszcze dogadać między sobą – nie mogą robić jeden drugiemu wbrew, bo wtedy na pewno wyjdzie chaos.
To zależy. Regułą może być występowanie powszechnego ciążenia w symulacji, ale brakiem ograniczeń dla administratorów będzie latanie albo dowolne jego wyłączanie.
Opisywałem istoty z milionami lat doświadczenia…
Pytanie: dlaczego jesteś w stanie zaakceptować w opowiadaniu smoka? Albo boga? A nie chcesz uznać zwyczajnych istot, które po prostu mają długi staż w informatyce? ;)
Niedzielne pozdrowienia.
Finklo, szkod, że Ci nie podeszło…
OK, ale czy naprawdę jest w tym najlepszy we Wszechświecie, że został wybrany?
Bohater nie był kimś super – to nie miał być Neo. Zwykła osoba z pewnymi możliwościami. Wyjaśniałem w rozmowie z Tarniną…
Właśnie dlatego wyszukiwanie i analizowanie błędów symulacji jest tak istotne. Tylko tak da się czegokolwiek dowiedzieć, nauczyć. Stąd mój bohater – jeden z malutkich puzzelków, których poszukuje wyższa cywilizacja, by z bardzo wielu takich puzzelków ułożyć „układankę” umożliwiającą dobranie się do symulacji . I z tym mocno wiąże się inna Twoja wątpliwość…
I jeszcze…
Mnie zainteresowały kryteria, na podstawie których wyłoniono bohatera. On nic w zasadzie nie zrobił, tylko miał jakieś określone cechy. Ale jeśli wiemy, jakich cech szukamy, to nie prościej/szybciej/taniej byłoby stworzyć sobie wymagany byt, bez konieczności odpalanie symulacji na miliardy lat?
Nie bardzo. Nawet z naszej dyskusji jasno wynika, że znalezienie czegokolwiek „na symulację” jest diabelnie trudne. Stąd każdy drobiazg się liczy. Nie opisuję żadnych wybrańców, którzy pokonają system – ilustruję tylko sposób pozyskania jednego „puzla”. Szczęśliwy dla niego – jest mu z tym „do twarzy”.
Tak tylko zaznaczam, że teraz nie zdążę i wpadnę później 