- Opowiadanie: Login1 - Zając w środku miasta

Zając w środku miasta

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zając w środku miasta

Kie­dyś, w środ­ku dnia, coś ma­łe­go pę­dzi­ło z dwor­ca ko­le­jo­we­go w stro­nę rynku.

Pio­trek od­sko­czył w lewo, bo przez chwi­lę my­ślał, że to pies. Z umo­co­wa­nym do ob­ro­ży… nożem. Albo z dru­tem może…? Jakby bu­szo­wał w rowie na bu­do­wie… i mu się tam wcze­pi­ło… ja­kieś ustroj­stwo… cho­le­ra wie.

Trwa­ło to chyba dwie se­kun­dy, zanim jego umysł od­czy­tał roz­ma­za­ny obraz. Nie. To był zając. Naj­lep­sze, że nie miał za­mia­ru omi­nąć Piotr­ka, tylko szar­żo­wał pro­sto na niego.

A potem gdy Pio­trek ustą­pił, zając po­le­ciał dalej chod­ni­kiem, na mi­li­metr nie zmie­nia­jąc kie­run­ku. Ni­czym po­ciąg to­wa­ro­wy. Bra­ko­wa­ło jesz­cze, żeby krzy­czał:

– Z drogi, śle­dzie, bo kie­row­nik je­dzie!

Pew­nej cie­płej, ma­jo­wej nocy na osie­dlu blo­ko­wym uru­cho­mi­ły się pra­wie wszyst­kie alar­my sa­mo­cho­do­we. Nie był to pierw­szy taki in­cy­dent w ciągu ostat­nich ty­go­dni. Pio­trek po­sta­no­wił, że „tak być nie bę­dzie”.

Chwy­cił smart­fon (do ewen­tu­al­nych na­grań i we­zwa­nia służb), pałkę te­le­sko­po­wą i gaz pie­przo­wy w żelu. Ja wam po­ka­żę! na­krę­cał się we wła­snej gło­wie Pio­trek. Zo­ba­czy­cie, kto tu rządzi.

Dwu­krot­nie ob­szedł całe osie­dle, wszyst­kie par­kin­gi i nic. Ani śladu ży­we­go ducha. Potem do­szedł do głów­nej drogi. Po prze­ciw­nej stro­nie ulicy były już tylko domki jed­no­ro­dzin­ne. Po­zo­sta­ło mu wra­cać i za­cząć pa­tro­lo­wać jesz­cze raz.

Ktoś musi tu być, no, ktoś musi być po­wta­rzał na okrą­gło w my­ślach. Z gry­ma­sem wście­kło­ści bar­dzo po­wo­li za­czął lu­stro­wać oto­cze­nie.

Nie­opo­dal ostat­nie­go bloku znaj­do­wa­ła się kępa drzew i krza­ków. Za­trzy­mał spoj­rze­nie na niej.

Przez chwi­lę nic się nie dzia­ło. Alar­my dawno wy­łą­czo­no i pa­no­wa­ła teraz cał­ko­wi­ta cisza. Pio­trek chciał już zre­zy­gno­wać. Wtem z zie­lo­nej kry­jów­ki pod­nio­sła się sarna. Wy­szła, nie­dba­le sta­wia­jąc nogi, i za­trzy­ma­ła się na chod­ni­ku. Po­pa­trzy­ła na Piotr­ka ze znu­dze­niem. W taki spo­sób, że mógł sobie wy­obra­zić, jak prze­ma­wia do niego ludz­kim gło­sem.

– Ej, dobra. Widzę, że ty tu cho­dzisz, to ja pójdę spać na gli­nian­kę – po­wie­dzia­ła­by. Ru­szy­ła nie­śpiesz­nie. Prze­ma­sze­ro­wa­ła przez par­king. Znik­nę­ła w ciem­nej gę­stwi­nie po­ra­sta­ją­cej oko­li­cę blo­ko­wi­ska.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Tak fantastycznie ożywione zwierzaki, to dopiero! :) 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Zawsze na posterunku :) Bruce, ty chyba nigdy nie odpoczywasz. Pozdrawiam i zazdroszczę wydolności :) 

Po prostu to mój dzień dyżuru (jeszcze). :)

Niemniej, dzięki, pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Przeczytałem. Nie mam zielonego pojęcia, o co chodziło. Pozdrawiam.

 

Ożywione zwierzaki, to dopiero! :)

W jakim sensie “ożywione”? Każde zwierzę, które nie jest martwe, jest żywe.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Bolly, nikt nie wie co tam się wydarzyło i jakie agendy maczały w tym palce. Pozdrawiam, dzięki za komentarz!

Ożywione zwierzaki, to dopiero! :)

W jakim sensie “ożywione”? Każde zwierzę, które nie jest martwe, jest żywe.

Bolly, chodzi o ożywienie fantastyczne. :) Ok, dopiszę, żeby nie tłumaczyć ponownie… :)

 

Pozdrawiam. :)))

Pecunia non olet

 BRUCE:

Bolly, chodzi o ożywienie fantastyczne. :) Ok, dopiszę, żeby nie tłumaczyć ponownie… :)”angel

 

https://www.youtube.com/watch?v=HezIBIq4bQ0

laughyes

Pecunia non olet

Hej,

z sensem trochę się minąłem, ale widzę, że tekst otagowany jako absurd, więc ani ja nie mam o to pretensji do tekstu, ani niech tekst nie ma pretensji do mnie. :D 

Z uwag, które mogą cokolwiek wnieść, to:

Kiedyś, w środku dnia, coś małego pędziło z dworca kolejowego w stronę rynku.

Jak na zdanie otwierające – jest mocno niekonkretne. Kiedyś, coś. Trudno wejść w tekst z jakimś konkretnym wyobrażeniem. Gdyby zacząć od tego, że Piotrek odskoczył, bo kiedyś coś, byłoby ciut łatwiej.

No a poza tym, cóż, pozostaje się cieszyć, że Piotrek podczas obchodu trafił na sarnę, a nie dziki przy śmietniku. :) 

Rzeczywiście, Piotrek nie zetknął się tu z dzikami ( przynajmniej w tej wersji tekstu) . Ale nic straconego. Pomysły na opowiadania nie nadążają za zmianami w realu. Jeszcze w 2006 byłem szczęśliwy napotykając wiewiórkę w Zakopanem bo chyba nie widywałem od dziecka. Kontakt z miejską przyrodą ograniczał się do zieleni drzew i śpiewu ptaków ( krakania gawronów głównie). Short powstał na skutek wzmianek użytkowników na SB na temat wchodzenia dzikich zwierząt do miast. No teraz mamy wszystko. Kuny, lisy w dzień, kuropatwy, nawet pustułki przy oknach zamiast jaskółek. Do miejskiego parku jak się wejdzie po 22 to się jakiś zwierz ( jeleń szlachetny?) wydziera niczym sygnał okrętowy parowca, że co ty tu robisz o tej porze. Ludzie klaszczą i tłuką kijami bo ich obszczekują lisy. Z krzaków dobiega jakieś kwiczenie. Więc nikogo już nie zdziwi jak pod śmietnikiem się napotka takiego stwora.

Ratuje to tag “absurd”, bo można przyjąć, że tak miało być :) 

 

Nieopodal ostatniego bloku znajdował się niewielki zagajnik. Kilka ciasno rosnących drzew i krzaków. Zatrzymał spojrzenie na nim.

 

Trochę stylistycznie kuleje to zdanie.

 

Takie króciaki najbardziej lubię w formie drabbli/droubbli. Tu też by to dobrze wyglądało, chociaż do wywalenia byłaby 1/3 słów :P 

Those who don't believe in magic will never find it

Cześć,

liczyłem na trochę więcej po bardzo ciekawym początku, ale czytało się w porządku. 

Pozdrawiam.

Sen jest dobry, ale książki są lepsze

Dzięki za wizytę Młody pisarzu, pozdrawiam!

Potem wpadnę porządnie, na razie tylko zawiadamiam, że dzisiaj po drodze z Pruszcza do Gdańska (na piechotkę, nad kanałem Raduni) widziałam (na drugim brzegu, tuż przy cmentarzu na Świętym Wojciechu) sarnę. Chyba płci męskiej, bo z takim fajnie świderkowatym porożem. Tak się na siebie pogapiłyśmy przez chwilę :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Do mnie wpadł dziś lisek. Sarna z młodymi codziennie po sąsiedzku, czasem zaglądnie dzik albo daniel (ostatnio w wielosztukach). Uroki mieszkania blisko lasu ^^

Those who don't believe in magic will never find it

Sarna nie sarna ale już się boję. 

Teraz spotkałem w parku szopa, lisa i takie śmieszne stworzenie co jeździ na hulajnodze i strzela z pistoletu ASG do śmietników.

że jest to pies

"Jest" można spokojnie opuścić – nawet dobrze będzie, bo wyjdzie mniej formalnie.

Z umocowanym do obroży… nożem. Albo z drutem może…? Jakby buszował w rowie na budowie… i mu się tam wczepiło… jakieś ustrojstwo… cholera wie.

Instrumentacja zamierzona?

zanim jego umysł poskładał rozmazany obraz

Mieszana metafora – czy coś rozmazanego da się poskładać?

tylko szarżował prosto na niego. A potem poleciał dalej chodnikiem

Hmm, czyli Piotrek ustąpił?

Pewnej ciepłej, majowej nocy

Może być bez przecinka.

osiedlu blokowym

Hmm? Czy nie chodzi po prostu o blokowisko?

Nie był to pierwszy taki incydent w ciągu ostatnich tygodni.

Hmm.

Chwycił smartfon (dla ewentualnych nagrań i wezwania służb)

Do ewentualnych nagrań.

pałkę typu baton 

"Baton" to po angielsku pałka, ale po naszemu… chyba nie. Kojarzy się, w każdym razie, z czym innym.

żelowy gaz pieprzowy

:)

Ja wam pokażę! Nakręcał się w swojej głowie Piotrek

Jeśli tak zapisujesz myśl, to bardziej: Ja wam pokażę! nakręcał się we własnej głowie Piotrek.

no ktoś musi być

Brak przecinka: no, ktoś musi być.

Ze wściekłym grymasem bardzo powoli zaczął skanować oczami otoczenie wokół własnej osi.

Ponieważ został cyborgiem :) Serio, ludzie muszą się obrócić, żeby się rozejrzeć "wokół własnej osi" i (po polsku) nie skanują. A grymas nie jest wściekły – Piotrek jest wściekły.

znajdował się niewielki zagajnik

Bardzo formalnie, jak na zagajnik.

Zatrzymał spojrzenie na nim.

Hmm. Te trzy zdania w ogóle jakieś porwane…

 śmiertelna cisza

Dlaczego "śmiertelna"?

Popatrzyła na Piotrka znudzonym wzrokiem.

Popatrzyła na Piotrka ze znudzeniem. Albo: znudzona, zblazowana.

Nie spiesząc się, ruszyła.

Może: Ruszyła bez pośpiechu? Ruszyła niespiesznie?

gęstwinie obrastającej okolicę blokowiska

A może lepiej: porastającej okolice? Bo okolica nie jest czymś, co może być obrośnięte.

 

 

Gdzie tu fantastyka, czysty realizm :D

 Gdyby zacząć od tego, że Piotrek odskoczył, bo kiedyś coś, byłoby ciut łatwiej.

Hmm, prawda…

Uroki mieszkania blisko lasu ^^

:)

 takie śmieszne stworzenie co jeździ na hulajnodze i strzela z pistoletu ASG do śmietników

H. sapiens gimnazjalis <śmiech przez łzy>

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

–“Instrumentacja zamierzona?”

Tak.

 

 Sarenki Tarninowe czy to gif z netu?

 

 

 

Gif z netu, nie zrobiłam zdjęcia tej “mojej”. Ale mam tu gdzieś fotki, które brat strzelił łosiom na Westerplatte parę lat temu.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka