Kiedyś, w środku dnia, coś małego pędziło z dworca kolejowego w stronę rynku.
Piotrek odskoczył w lewo, bo przez chwilę myślał, że to pies. Z umocowanym do obroży… nożem. Albo z drutem może…? Jakby buszował w rowie na budowie… i mu się tam wczepiło… jakieś ustrojstwo… cholera wie.
Trwało to chyba dwie sekundy, zanim jego umysł odczytał rozmazany obraz. Nie. To był zając. Najlepsze, że nie miał zamiaru ominąć Piotrka, tylko szarżował prosto na niego.
A potem gdy Piotrek ustąpił, zając poleciał dalej chodnikiem, na milimetr nie zmieniając kierunku. Niczym pociąg towarowy. Brakowało jeszcze, żeby krzyczał:
– Z drogi, śledzie, bo kierownik jedzie!
Pewnej ciepłej, majowej nocy na osiedlu blokowym uruchomiły się prawie wszystkie alarmy samochodowe. Nie był to pierwszy taki incydent w ciągu ostatnich tygodni. Piotrek postanowił, że „tak być nie będzie”.
Chwycił smartfon (do ewentualnych nagrań i wezwania służb), pałkę teleskopową i gaz pieprzowy w żelu. Ja wam pokażę! nakręcał się we własnej głowie Piotrek. Zobaczycie, kto tu rządzi.
Dwukrotnie obszedł całe osiedle, wszystkie parkingi i nic. Ani śladu żywego ducha. Potem doszedł do głównej drogi. Po przeciwnej stronie ulicy były już tylko domki jednorodzinne. Pozostało mu wracać i zacząć patrolować jeszcze raz.
Ktoś musi tu być, no, ktoś musi być powtarzał na okrągło w myślach. Z grymasem wściekłości bardzo powoli zaczął lustrować otoczenie.
Nieopodal ostatniego bloku znajdowała się kępa drzew i krzaków. Zatrzymał spojrzenie na niej.
Przez chwilę nic się nie działo. Alarmy dawno wyłączono i panowała teraz całkowita cisza. Piotrek chciał już zrezygnować. Wtem z zielonej kryjówki podniosła się sarna. Wyszła, niedbale stawiając nogi, i zatrzymała się na chodniku. Popatrzyła na Piotrka ze znudzeniem. W taki sposób, że mógł sobie wyobrazić, jak przemawia do niego ludzkim głosem.
– Ej, dobra. Widzę, że ty tu chodzisz, to ja pójdę spać na gliniankę – powiedziałaby. Ruszyła nieśpiesznie. Przemaszerowała przez parking. Zniknęła w ciemnej gęstwinie porastającej okolicę blokowiska.
Witaj. :)
Tak fantastycznie ożywione zwierzaki, to dopiero! :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Zawsze na posterunku :) Bruce, ty chyba nigdy nie odpoczywasz. Pozdrawiam i zazdroszczę wydolności :)
Po prostu to mój dzień dyżuru (jeszcze). :)
Niemniej, dzięki, pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Przeczytałem. Nie mam zielonego pojęcia, o co chodziło. Pozdrawiam.
Ożywione zwierzaki, to dopiero! :)
W jakim sensie “ożywione”? Każde zwierzę, które nie jest martwe, jest żywe.
Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.
Bolly, nikt nie wie co tam się wydarzyło i jakie agendy maczały w tym palce. Pozdrawiam, dzięki za komentarz!
Ożywione zwierzaki, to dopiero! :)
W jakim sensie “ożywione”? Każde zwierzę, które nie jest martwe, jest żywe.
Bolly, chodzi o ożywienie fantastyczne. :) Ok, dopiszę, żeby nie tłumaczyć ponownie… :)
Pozdrawiam. :)))
Pecunia non olet
BRUCE:
“Bolly, chodzi o ożywienie fantastyczne. :) Ok, dopiszę, żeby nie tłumaczyć ponownie… :)”
https://www.youtube.com/watch?v=HezIBIq4bQ0

![]()
Pecunia non olet
Hej,
z sensem trochę się minąłem, ale widzę, że tekst otagowany jako absurd, więc ani ja nie mam o to pretensji do tekstu, ani niech tekst nie ma pretensji do mnie. :D
Z uwag, które mogą cokolwiek wnieść, to:
Kiedyś, w środku dnia, coś małego pędziło z dworca kolejowego w stronę rynku.
Jak na zdanie otwierające – jest mocno niekonkretne. Kiedyś, coś. Trudno wejść w tekst z jakimś konkretnym wyobrażeniem. Gdyby zacząć od tego, że Piotrek odskoczył, bo kiedyś coś, byłoby ciut łatwiej.
No a poza tym, cóż, pozostaje się cieszyć, że Piotrek podczas obchodu trafił na sarnę, a nie dziki przy śmietniku. :)
Rzeczywiście, Piotrek nie zetknął się tu z dzikami ( przynajmniej w tej wersji tekstu) . Ale nic straconego. Pomysły na opowiadania nie nadążają za zmianami w realu. Jeszcze w 2006 byłem szczęśliwy napotykając wiewiórkę w Zakopanem bo chyba nie widywałem od dziecka. Kontakt z miejską przyrodą ograniczał się do zieleni drzew i śpiewu ptaków ( krakania gawronów głównie). Short powstał na skutek wzmianek użytkowników na SB na temat wchodzenia dzikich zwierząt do miast. No teraz mamy wszystko. Kuny, lisy w dzień, kuropatwy, nawet pustułki przy oknach zamiast jaskółek. Do miejskiego parku jak się wejdzie po 22 to się jakiś zwierz ( jeleń szlachetny?) wydziera niczym sygnał okrętowy parowca, że co ty tu robisz o tej porze. Ludzie klaszczą i tłuką kijami bo ich obszczekują lisy. Z krzaków dobiega jakieś kwiczenie. Więc nikogo już nie zdziwi jak pod śmietnikiem się napotka takiego stwora.
Ratuje to tag “absurd”, bo można przyjąć, że tak miało być :)
Nieopodal ostatniego bloku znajdował się niewielki zagajnik. Kilka ciasno rosnących drzew i krzaków. Zatrzymał spojrzenie na nim.
Trochę stylistycznie kuleje to zdanie.
Takie króciaki najbardziej lubię w formie drabbli/droubbli. Tu też by to dobrze wyglądało, chociaż do wywalenia byłaby 1/3 słów :P
Those who don't believe in magic will never find it
Cześć,
liczyłem na trochę więcej po bardzo ciekawym początku, ale czytało się w porządku.
Pozdrawiam.
Sen jest dobry, ale książki są lepsze
Dzięki za wizytę Młody pisarzu, pozdrawiam!
Potem wpadnę porządnie, na razie tylko zawiadamiam, że dzisiaj po drodze z Pruszcza do Gdańska (na piechotkę, nad kanałem Raduni) widziałam (na drugim brzegu, tuż przy cmentarzu na Świętym Wojciechu) sarnę. Chyba płci męskiej, bo z takim fajnie świderkowatym porożem. Tak się na siebie pogapiłyśmy przez chwilę :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Do mnie wpadł dziś lisek. Sarna z młodymi codziennie po sąsiedzku, czasem zaglądnie dzik albo daniel (ostatnio w wielosztukach). Uroki mieszkania blisko lasu ^^
Those who don't believe in magic will never find it
Sarna nie sarna ale już się boję.
Teraz spotkałem w parku szopa, lisa i takie śmieszne stworzenie co jeździ na hulajnodze i strzela z pistoletu ASG do śmietników.

że jest to pies
"Jest" można spokojnie opuścić – nawet dobrze będzie, bo wyjdzie mniej formalnie.
Z umocowanym do obroży… nożem. Albo z drutem może…? Jakby buszował w rowie na budowie… i mu się tam wczepiło… jakieś ustrojstwo… cholera wie.
Instrumentacja zamierzona?
zanim jego umysł poskładał rozmazany obraz
Mieszana metafora – czy coś rozmazanego da się poskładać?
tylko szarżował prosto na niego. A potem poleciał dalej chodnikiem
Hmm, czyli Piotrek ustąpił?
Pewnej ciepłej, majowej nocy
Może być bez przecinka.
osiedlu blokowym
Hmm? Czy nie chodzi po prostu o blokowisko?
Nie był to pierwszy taki incydent w ciągu ostatnich tygodni.
Hmm.
Chwycił smartfon (dla ewentualnych nagrań i wezwania służb)
Do ewentualnych nagrań.
pałkę typu baton
"Baton" to po angielsku pałka, ale po naszemu… chyba nie. Kojarzy się, w każdym razie, z czym innym.
żelowy gaz pieprzowy
:)
Ja wam pokażę! Nakręcał się w swojej głowie Piotrek
Jeśli tak zapisujesz myśl, to bardziej: Ja wam pokażę! nakręcał się we własnej głowie Piotrek.
no ktoś musi być
Brak przecinka: no, ktoś musi być.
Ze wściekłym grymasem bardzo powoli zaczął skanować oczami otoczenie wokół własnej osi.
Ponieważ został cyborgiem :) Serio, ludzie muszą się obrócić, żeby się rozejrzeć "wokół własnej osi" i (po polsku) nie skanują. A grymas nie jest wściekły – Piotrek jest wściekły.
znajdował się niewielki zagajnik
Bardzo formalnie, jak na zagajnik.
Zatrzymał spojrzenie na nim.
Hmm. Te trzy zdania w ogóle jakieś porwane…
śmiertelna cisza
Dlaczego "śmiertelna"?
Popatrzyła na Piotrka znudzonym wzrokiem.
Popatrzyła na Piotrka ze znudzeniem. Albo: znudzona, zblazowana.
Nie spiesząc się, ruszyła.
Może: Ruszyła bez pośpiechu? Ruszyła niespiesznie?
gęstwinie obrastającej okolicę blokowiska
A może lepiej: porastającej okolice? Bo okolica nie jest czymś, co może być obrośnięte.

Gdzie tu fantastyka, czysty realizm :D
Gdyby zacząć od tego, że Piotrek odskoczył, bo kiedyś coś, byłoby ciut łatwiej.
Hmm, prawda…
Uroki mieszkania blisko lasu ^^
:)
takie śmieszne stworzenie co jeździ na hulajnodze i strzela z pistoletu ASG do śmietników
H. sapiens gimnazjalis <śmiech przez łzy>
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
–“Instrumentacja zamierzona?”
Tak.
Sarenki Tarninowe czy to gif z netu?
Gif z netu, nie zrobiłam zdjęcia tej “mojej”. Ale mam tu gdzieś fotki, które brat strzelił łosiom na Westerplatte parę lat temu.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.