Masz dwanaście lat i należysz do rasy dumnych Reptilian. Żyjesz w okresie, w którym na gruzach cywilizacji twoich wielkich przodków wyrasta architektura narzucona przez obcych.
Właśnie obserwujesz drżenie okien w twoim bloku, wywołane przez potężne, ziemskie wielowirnikowce i ciężkie wahadłowce bombowe. Narasta w tobie przeświadczenie, że za którymś przelotem szyby zwyczajnie wypadną z ram. Zazwyczaj gdy w ciągu dnia pojazdy schodzą nisko nad miastem, instynktownie zatykasz uszy. Boisz się, że rozwali ci bębenki. Nocą jednak skrycie podziwiasz te wielkie maszyny. Fascynuje cię migotanie ich świateł, kiedy suną po granatowym niebie ze złowrogim pomrukiem.
Oczywiście nie przesłania ci to świadomości zakończenia niedawnej Wojny Plejadiańskiej, kiedy to ludzie bezmyślnie zbombardowali waszą planetę głowicami jądrowymi. Mówi się, że pod wpływem radioaktywnych opadów twój rodzaj utracił zdolność zmiany kształtów.
Teraz wojska przybyłe z Mlecznej Drogi miały swoje bazy tutaj, zaś nastawieni do nich wrogo Plejadianie stacjonowali na planecie Szaraków. Obecnie między dwiema najsilniejszymi kosmicznymi rasami utrzymywał się stan zimnej wojny.
Coraz częściej widujesz na ulicy tablice propagandowe okupanta ostrzegające przed rozpowszechnianiem broni jądrowej. Hipokryci. Jakoś podskórnie właśnie z tym kojarzą ci się „człowieki”. Z promieniowaniem.
Przechodzisz nieraz z matką koło ludzkich koszar. Strażnicy pełnią służbę przed bramą oznaczoną emblematem błękitnej spirali, symbolizującym Układ Słoneczny Zjednoczonych Narodów Gatunku Ludzkiego – w skrócie USZNGL.
Patrzysz na bagnet wartownika i nie możesz oderwać wzroku. Gadzie wojsko, teraz poważnie zredukowane, częściowo rozbrojone i całkowicie podległe ziemianom, nie ma takich. Ten wygląda prawie jak szabla – przynajmniej w twojej wyobraźni.
Zaniepokojona matka każe ci się nie zatrzymywać i nie gapić.