Fragment trzeci i ostatni.
Fragment trzeci i ostatni.
Setki razy przechodzisz też koło łąki przylegającej do koszar. I ani razu nie orientujesz się, że pod powierzchnią znajdują się pozostałości jakiegoś bunkra. Dopóki pewnego dnia nie spotykasz kolegi, jakoś tak niespokojnie kręcącego się po okolicy.
– Hej, zobacz, tam jest dym, sucha łąka się pali – oznajmia ten kolega.
Podchodzicie do miejsca, z którego unosi się biały obłoczek. Widzicie dużą dziurę w ziemi, prowadzącą w podziemny korytarz. Schodzicie na dół. Prowizoryczne sklepienie wykonane jest z fragmentów desek i blachy, przenikających przez warstwę gleby.
– Pomóżcie mi – cichym głosem prosi postać, którą zastajecie w środku. Jest to nastolatek w waszym wieku, tyle tylko, że ludzki. – Dobrze, że jesteście, bo sam nie daję rady.
– Co tu się stało? – rzucasz szybkie pytanie. Nie czekając na odpowiedź, podnosisz z podłoża jakiś strzęp płótna. Próbujesz nim zdusić żarzącą się trawę. Czujesz drapanie w gardle.
– Po prostu ktoś podpalił na górze i płomienie dostają się przez szczeliny. Bo tu też pełno suchych roślin i korzeni – tłumaczy nastolatek, mrużąc oczy.
– Działajmy, zanim się uwędzimy – zakasłał kolega, rzucając znalezioną drewnianą płytę na jedno ze źródeł pożaru. Rozdzielacie się na trzy sektory.
Poza jednym niewielkim pomieszczeniem znajdujecie się właściwie wewnątrz wykopanego korytarza, przykrytego dachem, który jest maskowany płatem darni i ziemi. Widać, że są z tego miejsca dwa wyjścia na górę. Przerywacie czasami czynności, aby wystawić głowę na zewnątrz i zaczerpnąć powietrza. Pomimo swądu spalenizny i kiepskiej widoczności w kłębiących się szarych oparach zabawa w strażaków okazuje się przednia.
Po dziesięciu minutach kolega nachyla się do ciebie.
– To ten Ziemniak tu podpala – stwierdza. – Jak my gasimy w jednym miejscu i nie patrzymy, psychol podkłada ogień w drugim.
– Też nabieram takich podejrzeń – przyznajesz.
Podpalacz w mig zostaje przepędzony. Wtedy szybko opanowujecie żywioł.
Postanawiacie zakończyć tę krótką przygodę tradycyjnym już dla was pozdrowieniem.
– Ziemniaki do domu! – wołacie na odchodne w stronę koszar.
______________________________________________________________________
Kilka księżyców później cywilizacja ludzi znalazła się w regresie. Początkowo starali się to ukrywać. Jednak do uszu gadów docierały pogłoski o tym, że w kolebkach ludzkości, czyli na Ziemi i Marsie, pogłębiał się kryzys. Co bardziej spostrzegawczy szeptali, że do lokalnych baz nie docierają dostawy, brakuje materiałów i napraw. Wszystko zaczynało się psuć. Coraz bardziej uwidaczniało się złe zarządzanie. Wśród przedstawicieli znienawidzonego USZNGL szerzyły się pijaństwo, narkomania i korupcja.
Ale prawdziwym powodem mogła być kwarantanna. Na obu ich najważniejszych planetach rozprzestrzeniał się syntetyczny wirus, który nie został stworzony ludzką ręką.
Na horyzoncie Reptilian powoli wschodziła jutrzenka swobody.

,,Ale prawdziwym powodem mogła być kwarantanna. Na obu ich najważniejszych planetach rozprzestrzeniał się syntetyczny wirus, który nie został stworzony ludzką ręką.
Na horyzoncie reptilian powoli wschodziła jutrzenka swobody.’’
Coś mi tu nie gra, szanowny Anonimie. Po przedstawieniu nacji narratora jako zbiorowiska istot raczej prymitywnych technologicznie – być może celowo uwstecznionych przez najeźdźców? – nagle pojawia się dosyć wyraźna sugestia, że przystąpili do kontrataku, stwarzając broń, wymagającą bardzo zaawansowanej wiedzy.
No i jak przetransportowali wirusa na Ziemie i Marsa?
Przypomniałeś mi, że miałem na koniec wrzucić screena…
Ekhm..Nie będę już rozwijał tej historii i dorabiał ideologii.
Szanowny AdamKB, no właśnie, być może celowo uwstecznionych. Ale do jakiego stopnia? Nie jest powiedziane, że zresetowano ich do poziomu jaskiniowca. Głównie to stracili supermoce ale pewne pozostałości armii pozostały. W roli służebnej co prawda ale to jest zawsze niebezpieczna gra. Zresztą lubili swoje jaskinie co niekoniecznie musiało ich ograniczać. Obowiązkowa edukacja nie wyklucza, że wcześniej mieli własną np. płatną i tylko dla chętnych ( przywilej, nie przymus). Co do wirusa…nikt palcem nie wskazuje na Gady. Skorzystały, owszem ale mógł to zrobić każdy. Choćby Plejadianie, którzy zwykle opisywani są jako najwyżej rozwinięta w kosmosie rasa. Do której człowiek musi dorosnąć. Więc byliby takim żandarmem jak Amerykanie. Co do przetransportowania… Ziemniaki mogły zostać zarażone wracając z misji, jeszcze na planecie Reptilian. Obserwacja.Infiltracja. Dywersja.
Cześć!
Wszystkie 3 częsci mają w sumie ok. 7 tys znaków – to format szorta. Miałbyś gwarancję przeczytania i skomentowania przez dyżurnych. Pomysł ciekawy, trzeba przyznać, że masz wyobraźnię. Trochę mi nie podchodzi ta drugoosobowa narracja, ale to subiektywne. Ciekawe co wymyślisz w następnych tekstach.
Pozdrawiam!
Dzięki, początkowo było napisane w trzeciej a potem pierwszej osobie i coś to nie zagrało po przeróbce.
,,Ekhm..Nie będę już rozwijał tej historii i dorabiał ideologii.’’
Nie musisz dorabiać ideologii, ona już w tym jest, tylko zepchnięta na zbyt daleki plan. Starczyłoby nieco bardziej ją uwidocznić – byle bez przesady.
Posłużyłeś się, mówiąc otwarcie, dość pospolitymi schematami, od których nie musiałbyś odchodzić ani ich zmieniać znacząco. Więc skąd niechęć do rozwinięcia, jeśli nie pełnoskalowego, to chociaż na pół gwizdka?
No, ale to tylko moje zdziwienie, do niczego Ciebie nie zobowiązujące.