- Opowiadanie: fantmarrz - Ponura Żniwiarka

Ponura Żniwiarka

Tekst jest pierwszym z kilku opowiadań inspirowanych mniej lub bardziej moim rodzinnym miastem. Postrzegam to jako coś pomiędzy legendą, baśnią i  opowiadaniem low fantasy (ale niekoniecznie typowym urban fantasy).

 

Jestem otwarta na uwagi.

 

Miłej lektury 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Ponura Żniwiarka

 

Miała skórę na kolanach pokreśloną odciskami od klęczenia i ziemię pod paznokciami. Nie myślała o tym. Jej druga połowa zawsze używała rękawiczek, ale tej kobiecie nie były potrzebne. Mimo wieku, mimo bólu w kościach oddawała się pracy w ogrodzie.

Tego roku bardzo wcześnie postanowiła zasadzić truskawki i te zaczęły już formować się w niewielkie krzewy. Musiała tylko wyrwać kilka chwastów i zaraz zabierze się za przygotowania pod pomidory. Przyniosła już narzędzia, przygotuje odpowiednie miejsce i niebawem posypie glebę nasionami.

Zawsze kochała naturę. W obcowaniu z nią dostrzegała coś niemalże poetyckiego. Te poranne koncerty ptaków, czy perfumy wiosny… Było w tym coś nie z tego świata i właśnie dlatego staruszka nie używała rękawiczek. Pragnęła czuć ziemię pod gołymi palcami, tak samo jak pragnęła chłonąć wiejskie powietrze, przyjmować je z podmuchami wiatru, niby oddechami matki natury. To ją uspokajało, rozwiewało przykre myśli i dawało siłę by żyć pomimo pamięci. Tego dnia w duszy kobiety panował wyjątkowy spokój.

– Przepraszam… – Ciszę wokół przeciął chłopięcy głos.

Kobieta uniosła głowę, spojrzała na chłopca ubranego od stóp do głów na czarno. Nosił marynarkę, krótkie spodnie i skarpety, które osadzone

w błyszczących butach sięgały niemal do kolan. Koszula skryta pod marynarką była jedynym białym elementem jego stylizacji.

– Nie przeszkadzam? – Ton chłopca był wyjątkowo uprzejmy. Można by rzec, wyniosły wręcz. Staruszka dawno nie słyszała dorosłego mówiącego z takim poszanowaniem słowa i drugiego człowieka. Chłopiec zrobił krok. – Czy mógłbym zająć pani chwilkę?

– Nie zabłądziłeś, dziecko? – zapytała kobieta, rozglądając się wokoło. Dopiero teraz poprawiła okulary na nosie, które musiały zjechać podczas gdy pochylała się nad chwastami. 

Chłopiec uśmiechnął się; spuścił wzrok i odparł łagodnie:

– Nie.

 

***

 

Cicho. Na pozór spokojnie. Wokoło drzewa. Od dłuższej chwili podziwiała zachód słońca. Nawet tu, nawet teraz, ten widok wydawał się piękny.

– Czemu tu siedzisz?

– A co mam robić? – odparła pytaniem na pytanie. Nie przestała wpatrywać się w czerwień na niebie. – To już koniec. Czemuż miała bym robić coś innego?

To było pytanie retoryczne, a jednak cisza jaka po nim nastąpiła była nieprzyjemna.

– A ty? Co tu robisz? Nie zabłądziłeś?

– Nie wiem. Chyba nie.

– Aha.

Chwila ciszy. Kobieta była młoda i piękna, choć skórę miała bladą, a na polikach od kącików ust rozciągały się blizny. Nagle zadrżała.

– Obawiasz się czegoś? – Jej rozmówcę wypełniał niepokój. Choć jeszcze na niego nie spojrzała, po głosie mogła stwierdzić, że rozmawia z małym chłopcem.

– Nie, nie… Nie obawiam… Po prostu… Umrzesz. Zresztą ja także.

Nieprzyjemna cisza. Kobieta nie śmiała obrócić się na swojego rozmówcę.

– Zaiste ponura jesteś.

Żniwiarka spojrzała zdziwiona na chłopca w niebieskich szortach i dziwnie eleganckiej równie niebieskiej koszuli. Zmarszczyła brwi. Chłopiec miał najwyżej siedem lat.  

– To o tobie była ta piosenka?

– Piosenka? – dopytała kobieta znów zbita z tropu – Ach, ta! Tak… o mnie.

Chłopiec mruknął. Trzymał w rękach starą przenośną konsolę do gier. Nie miała więcej jak pięciu przycisków, a ekranik był wielkości klasycznej karty do gry. Dzieciak nawet nie patrzył na Żniwiarkę. Wydawał się całkowicie skupiony na grze.

Kobieta, wciąż nie pojmując co się dzieje, zwróciła głowę z powrotem

na czerwień rozlewającą się zza drzew po niebie. Ostatnie promienie słońca przemykały właśnie przez zielone szaty wiosny.

Nagle dziewczyna poczuła jak chłopiec usadowił się przy niej na kamiennej płycie.

– Ty nie powinieneś tu siadać – stwierdziła, spoglądając na kamień z wyrytym napisem.

Chłopiec zerknął między nogi, na wybrane miejsce. Napis na płycie mówił:

 

„Krystyna K. 1960-20…

Spoczywaj w pokoju”

 

– To sąsiadka, gdy byłem mały brała mnie na kolana. Nie sądzę, by miała coś przeciwko – oznajmił chłopiec i wrócił do gry.

Żniwiarka wybałuszyła oczy. Zaraz zmarszczyła brwi, wyczuwszy podstęp.

– Nie brzmisz jak dzieciak, wiesz?

Chłopak nie uniósł głowy, ale jego palce zastygły na plastikowych przyciskach.

– Nie wiem, o co pani gada – powiedział, jakby specjalnie mniej wyraźnie.

Kobieta odwróciła głowę, ale nie straciła podejrzeń. Słońce już niemal zaszło. Pojawienie się tajemniczego kompana wybiło Żniwiarkę z poprzedniego nastroju. Teraz cisza wcale nie wydawała się przyjemna.

– Co to za gra? – zagadnęła.

To co wyświetlało się na ekraniku na pierwszy rzut oka przypominało PAC-MANA, ale coś jednak było nie tak.

– Nic takiego – odparł dzieciak.

Kobieta przyjrzała się i ze zdziwieniem stwierdziła, że w niebieskim labiryncie znajdują się tylko duchy. Zastanawiała się więc, co on tam klika?

Nagle chłopak wyczuł jej spojrzenie. Obrócił się plecami i zgarbił nad konsolą. Żniwiarka otworzyła usta, ale szybko zrezygnowała. Miała już dość wymijających odpowiedzi.

– Opowiedz mi coś o sobie – odezwał się niespodziewanie chłopiec.

Kobieta uniosła brew, nagle zmieszała się, a ostatecznie westchnęła.

– Co? Czyżbyś nie miała żadnych ciekawych historii o zmarłych?

– O-oczywiście, że mam, tylko…

– Tylko?

Kobieta zezłościła się nieco.

– Tylko to nie są bajki dla takich małych dzieci – odparła dumnie.

 Chłopiec spiął się, bardzo powoli obrócił głowę i zerknął na kobietę przez ramię, marszcząc brwi.

– Dobra…

Wrócił do gierki, a Żniwiarka westchnęła. Po chwili, przypomniała sobie

o czymś. Jej dłoń zanurkowała pod warstwy czarnego materiału i znalazła kieszeń. Wyciągnęła upragnione przedmioty.

– Chcesz lizaka?

Dzieciak obrócił się równie powoli jak przedtem. Czuć było, iż nie mówił wszystkiego. Bez wątpienia strzegł jakiejś tajemnicy, co objawiało się w jego najdrobniejszych gestach. Kobieta nie zamierzała na siłę wyciskać z niego prawdy.

Chłopak spojrzał na lizaka i energicznie pokiwał głową. Uznał, że przyjęcie lizaka doda mu dziecinności w oczach Żniwiarki. Odpakował łakoć z papierka

i wsadził czerwoną kulkę do ust. Zmarszczył brwi, gdy kątem oka dostrzegł drugą taką. Spojrzał na Kostuchę. W sinych ustach, także trzymała lizaka.

– Często tu przychodzisz? – zapytała Żniwiarka, nieco sepleniąc.

– Czasem – odparł, również nieco sepleniąc.

– To dziwne. Nigdy cię tu nie widziałam.

Cisza.

– Jestem wstydliwy.

Kobieta pokiwała głową. Chłopak wyjął lizaka z ust. Siedzieli chwilę w milczeniu, aż dzieciak znów nie zadał pytania:

– Jesteś sprawiedliwa? – nagle otaksował Żniwiarkę spojrzeniem.

– O-oczywiście! Jestem przecież…

– Wiem, kim jesteś. Dużo mi o tobie opowiadali, ostatnio wręcz bez przerwy. Dlatego chciałem się spotkać i porozmawiać.

Żniwiarka zawstydzona, uśmiechnęła się i spuściła wzrok. Ze względu na jej rozcięte usta niewielu chciało z nią rozmawiać, ale ten chłopiec najwyraźniej się jej nie bał.

– Dobrze więc… co chciałbyś wiedzieć?

– Czy naprawdę jesteś sprawiedliwa? Tak, jak wszyscy mówią?

Kobieta zawiesiła wzrok na mieniących się liściach drzew. Milczała chwilę, a jej niedawny uśmiech zbladł. Pomyślała o tym, co musiała zrobić. Popatrzyła po cmentarzu. Na prawo, na skraju pola widzenia było miejsce, którego zawsze wstydziła się najbardziej. Niewielkie nagrobki. Wiele krótkich żywotów. Wiele przykrych historii.

– Nie – odparła.

Dzieciak zauważył jej smutek. Nie myślał długo. Odłożył konsolę do gier

na kamień grobu i przytulił kobietę. Dodało jej to nieco sił, by mówić dalej.

– Skłamałam, chłopczyku – prychnęła. – Nie jestem sprawiedliwa. Żadna

z nas nie była.

Ponura Żniwiarka uniosła głowę do nieba.

– Tak myślałem – odparł chłopiec, a kobieta prychnęła znów. – Ale to nic!

– Nie… – Coś wybiło ją nagle z rytmu. – Masz jakieś imię?

Chłopiec zastanawiał się chwilę.

– Możesz mi mówić Misza.

– Dobrze, a więc Misza… To nie jest nic. Wymagano ode mnie, bym była sprawiedliwa. Bym tak samo traktowała wszystkich. Śmierć nie wybiera. Czeka każdą żywą istotę. A jednak…

– To nie takie proste?

– Tak… – uśmiechnęła się, ale zaraz posmutniała znowu. – To jest prawie niemożliwe. Co jest sprawiedliwego w śmierci dziecka? Co w śmierci dobrego człowieka? A co w życiu setek tyranów? – Nagle zaśmiała się na pewną myśl. – Uwierzysz, że nigdy nie tańczyłam?

Chłopiec wytrzeszczył oczy i pokręcił głową.

– No właśnie…

– Czy myślisz, że to było jednak właściwe rozwiązanie?

– Nie wiem… To było jedyne wyjście, mój czas się kończy, a świat nie może pozostać bez Śmierci. Skazałabym wszystkie istoty na ziemi na wieczną mękę. Na niekończące się choroby i niezaspokojony głód. Ja… musiałam to zrobić…

Chłopiec wyraźnie się zmartwił. Wziął kobietę za rękę. Była blada, twarda od pracy i nieco pobrudzona ziemią, ale nie potrafił określić jej temperatury. Zgadywał, że była zimna.

– Czy… To dlatego, że nie masz dzieci?

Żniwiarka wahała się, ale skinęła głową.

– Nie miałaś żadnego kochanka?

– Nie. Moja matka oczywiście miała. Moja babka nawet kilku. Jeden był chyba uczonym…? Imię miał na B? Albo na P? Nie wiem… W każdym razie, mnie nikt nie chciał. Nie dziwię się – odwróciła głowę.

– Co ty mówisz? – Chłopiec zmarszczył brwi. – Jesteś bardzo piękna!

Kobieta prychnęła.

– Może trochę blada i masz te blizny, ale wciąż jesteś bardzo piękna!

Żniwiarka prześledziła dłonią jedną z dwóch blizn ciągnących się od kącików ust przez poliki.

– Dziękuję, Misza… – odparła z grzeczności.

Chłopiec spojrzał w zachodzące słońce. Zerwał się na równe nogi.

– Jest jeszcze czas! Znajdziesz kogoś! – Ciągnął Żniwiarkę za rękę. – Chodź! Chodź!

Kobieta uśmiechnęła się. Wreszcie chłopiec zachowywał się jak dziecko.

– Nie… Misza, jest za mało czasu… Nie dam rady…

– Chodź!

– Wszyscy już nie żyją, Misza! – śmiała się, a chłopiec wyglądał na oburzonego. – To bez sensu…

– To ich ożyw! Szybko, jeszcze słońce nie zaszło!

– Misza! – kobieta zerwała się pociągnięta nagle za ramię. – To zajmuje więcej czasu… Poza tym ja nie…

Nagle urwała. Misza od razu to spostrzegł. Puścił jej ramię i zmrużył podejrzliwie oczy.

– Ty nie, co? Nie możesz mieć dzieci?

– Nie… – speszyła się. Usiadła znów na nagrobku. Wzięła do rąk swoją kosę. – Niezupełnie.

Chłopiec główkował chwilę, po czym przysunął się do dziewczyny i trochę sztywno oparł głowę o jej ramię.

– Rozumiem.

Kobieta prychnęła i pokiwała głową.

– Czyli… Jednak kogoś miałaś?

– Tak… Ale, to było dawno… Teraz jest już w zaświatach… – mruknęła cicho. Zdziwiła się, że chłopiec być może naprawdę rozumie. – Ile ty masz lat Misza?

– Często kłamiesz – stwierdził chłopiec, unikając odpowiedzi.

Żniwiarka dała na razie za wygraną.

– Taa… O piosence też kłamałam. Nie jest o mnie. Wybacz.

– To nic. Wiedziałem.

 

***

 

– Czemu tu jesteśmy? – zapytał Misza.

Szli przez park. Wokoło z wiadomych powodów nie było żywej duszy. Tylko wiatr, drzewa i ostatnie promyki słońca. Poza tym kropiło nieco.

– Lubię tu przychodzić – odparła Żniwiarka. – Czasem marzę, że jestem drzewem. Rosnę pośród innych, daję się głaskać wiatru i ogrzewać słońcu. Pomagam ludziom odetchnąć, oderwać się od zgiełku. Jestem… częścią czegoś większego.

– Byłoby nudno.

– Tak… – prycha rozbawiona kobieta. – Pewnie trochę tak.

Nagle zatrzymali się. Chłopiec spojrzał na Żniwiarkę. Kobieta patrzyła w niebo, krople rozpijały się o jej gładką twarz. Misza nie zadawał pytań nawet, gdy krople deszczu zaczęły mieszać się ze łzami kobiety. Za chwilę już razem patrzyli na boisko po środku parku. Chłopak wiedział, że był to jakiś rytuał, a gdy ten dobiegł końca, kobieta przemówiła:

– Kim jesteś Misza? Nie wierzę, że jesteś zwykłym chłopcem. Zabiłam wszystkich ludzi…

Chłopiec wbił wzrok w ekran konsoli. Żniwiarce wydawało się, że zostawił ją

na cmentarzu.

– No dawaj! Widzę, że coś ukrywasz!

Misza wyglądał, jakby się zastanawiał, kalkulował. W końcu przygotował właściwą ofertę.

– Powiem, jeśli pozwolisz mi potrzymać kosę.

Żniwiarka. Zmarszczyła brwi. Ciekawość zwyciężyła.

– Dobra. Tylko się nie potnij.

Usiedli na ławce. Kobieta położyła kosę na kolanach chłopca. Jeszcze raz go ostrzegła, a chłopiec w odpowiedzi podał jej swoją konsolę. Kobieta usiadła obok. Misza przyglądał się broni bez wielkiego entuzjazmu, choć bardzo uważnie. Śledził palcami kształt drewnianej rękojeści, poświęcał uwagę, każdej rysie, każdemu uszczerbkowi.

Żniwiarka marszczyła brwi. Już otworzyła usta by się upomnieć o swoją cześć umowy, gdy nagle Misza przemówił.

– Znam cię od dawna Żniwiarko – wyznał, nie odrywając wzrok od kosy. –Obserwowałem cię niemal zawsze, gdy przychodziłaś na cmentarz

i odprowadzałem cię do parku. Wstydziłem się, bałem się podejść.

Kobieta próbował złożyć te słowa w logiczną całość, ale jeszcze… jeszcze nie rozumiała… Wciąż marszczyła brwi i przyglądała się z dziwnym lękiem chłopcowi.

– Gdy cię nie było, towarzystwa dotrzymywali mi zmarli. Na cmentarzu było ich oczywiście wielu. Znikali jednak dość szybko. Odchodzili w zaświaty. – Misza położył rękę na ostrzu narzędzia. Przyglądał się swojemu odbiciu. – Skarżyli się na ciebie. Zarzucali ci niesprawiedliwość. Zarzucali niekonsekwencję.

Zrobił pauzę. Poszukujący wzrok kobiety uciekł na konsolkę. Gra nadal przypominała PAC-MANA, ale teraz na ekranie widniały tylko dwa duchy.

Nagle palec chłopca znalazł się na krawędzi ostrza. Żniwiarce umknęła ta chwila. Ruch. Cięcie.

– Misza! – kobieta wstała, wypuściła przedmiot z rąk i uklękła przy chłopaku. – Co ty robisz, zwariowałeś!?

Chłopiec nie wyglądał na przerażonego widokiem krwi na czubku kciuka. Wsadził go do ust i chwilę potem wyjął. Zupełnie spokojny. Pokazał Żniwiarce.

– Żadnego śladu… – spróbowała ująć dłoń chłopca, i przyjrzeć się, czy aby na pewno nie ma rany, ale przeraziła się nagle.

Odskoczyła od dzieciaka i ze zgrozą patrzyła na swoje własne ręce.

– Pytałaś, ile mam lat… – kontynuował Misza. – Osiem. Mam osiem lat.

Od bardzo dawna. Przez ten czas nie miałem za wielu obowiązków, ale całkiem sporo przygód. Miałem, kiedy to przemyśleć, kiedy zdecydować…

– Co ty zrobiłeś, Misza! – Przerażona Żniwiarka nie mogła uciec zadumie.

Jej ręce nabierały koloru.

– Inni odchodzili, ja nie… Po jakimś czasie uznałem to za niesprawiedliwe. Później jednak zobaczyłem ciebie. Zobaczyłem, co musisz robić każdego dnia i nocy swojego życia. Widziałem, jak płaczesz. Ktoś mi zdradził, że twoje życie będzie bardzo krótkie. I jeśli nie będziesz miała potomstwa, ludzie przestaną umierać, ale nie przestaną się rodzić. Będą się męczyć w głodzie i bólu,

ale nigdy już nie umrą.

– Misza, co ty… – Żniwiarka spostrzegła ekran konsoli. Widniał na nim już tylko jeden duch. Wszystko pojęła i do jej oczu napłynęły łzy. – Czemu… czemu to zrobiłeś, Misza?!

– Chciałem… ci pomóc, Żniwiarko – pierwszy raz od początku tej rozmowy ich spojrzenia spotkały się.

– Nie! Nie! Ty nie wiesz…

– Wiem, Żniwiarko – przerwał jej spokojnie. W jego oczach też lśniły łzy. – Miałem wiele lat by to przemyśleć.

Kobieta znów padła na kolana. Misza mógł teraz zobaczyć, jak jej twarz się czerwieni. Żniwiarka przytuliła go.

– Och, dziecko… Coś ty zrobił…

On przytulił ją.

– Już dobrze… – pogłaskał po czarnych włosach.

Kobieta jednak sądziła, że to jej wina. Mogła przecież zmusić się, by mieć potomstwo. Mogła zdradzić miłość swojego życia, a jednak nawet po jej śmierci, nie potrafiła tego zrobić.

– Przepraszam, Misza…

– Idź, Żniwiarko. Ja sobie poradzę. Przez to moje krótkie życie doświadczyłem dużo szczęścia. Po tej stronie, też bywało całkiem miło. Teraz twoja kolej.

Tak ocalimy świat.

Kobieta ściskała go mocno jeszcze przez chwilę. Nagle zdała sobie sprawę,

że jedna kwestia nie została poruszona.

– A co będzie później? – oderwała głowę od jego ramienia. – Co, jeśli pozostaniesz w ciele dziecka, a twój czas się skończy? Albo gorzej,

jeśli będziesz Śmiercią już zawsze?

– Jak mówiłem… – uśmiechnął się chłopiec. – Miałem sporo czasu,

by to przemyśleć. Wierzę, że znajdę jakieś rozwiązanie, cokolwiek by się nie działo.

– Obyś trafił na kogoś takiego jak ty, Misza – życzyła mu przez łzy.

– Idź, Żniwiarko. Znajdź miłość, a o wszelkie stworzenia się nie martw.

Zajmę się nimi.

Kobieta skinęła głową, obróciła się na pięcia, ale zaraz przystanęła.

– Dziękuję… – Chłopaka z kosą, już nie było. Na ziemi leżała tylko stara konsola do gier. Na ekranie wyświetlało się logo gry PAC-MAN.

Żniwiarka ruszyła powoli przed siebie. Jej nogi drżały, oddech szalał. Chwilę później rzuciła się już do biegu, takiego jak nigdy, a płuca jej wypełniało rześkie powietrze. Pierwszy raz czuła, że naprawdę oddycha.

 

***

 

Starsza kobieta spojrzała na chłopca raz jeszcze. Tym razem nic nie przysłaniało jej prawdy. Starość zrobiła swoje, chwilę musiała szukać imienia dla tej twarzy, dla tego uśmiechu…

– Misza…

Jego twarz rozbłysła jakby.

– Witaj, Żniwiarko.

Kobieta rozejrzała się znów. Nie mogła znaleźć odpowiednich słów. Czy to działo się naprawdę? Czy to tylko majaki?

– Czy… – zaczęła niepewnie, a w jej oczach zakręciły się łzy. – Czy to już czas, Misza?

Chłopak milczał. Podszedł i ujął delikatnie dłoń kobiety. Nie potrafił określić temperatury jej ciała. Czuł pod palcami jedynie zmarszczki, w których odbijały się lata życia. Zgadywał, że dłoń była ciepła.

– Tak – odparł spokojnie.

Kobieta spojrzała na bladą rękę chłopca. Puściła ją i wypuściła łzy, by ostatni raz przecięły blizny na polikach.

– A co z…?

– Idź po nią. Jeśli tego chcesz.

Kobieta pomyślała, przeanalizowała dokładnie ten dylemat i zdała sobie sprawę, że chce, ale nie może.

– To nie moja decyzja. Byłam już śmiercią. Nigdy więcej nie poślę nikogo tam wbrew jego woli.

– Znam jej wolę.

Staruszka uniosła głowę.

– Mogę cię zapewnić… – ciągnął Misza. – że ona by tego chciała. Odejść razem z tobą.

Oczy Żniwiarki rozbłysły i urodziły kolejne łzy. Ale kobieta nie szlochała, nie lamentowała na swoim losem. Zwyczajnie będzie tęsknić za tym nieidealnym, acz pięknym światem.

– Przyprowadź ją, Żniwiarko.

Kobieta skinęła głową. Chłopak pomógł jej wstać i ta zniknęła zaraz w małej kamiennej chatce. Po chwili wróciła, a za nią podążała druga starsza kobieta

o dwukolorowych oczach i włosach zaplecionych w warkocz.

– O co chodzi…? – druga kobieta urwała, widząc obcego chłopca w ogródku. Zmarszczyła brwi.

– Daj rękę, kochana – Żniwiarka wystawiła ku niej dłoń.

Kobiety chwyciły się czule za ręce i podeszły do chłopca.

– Nigdy nie powiedziałaś mi, skąd masz te blizny – zagaił Misza, łapiąc Żniwiarkę za rękę.

– Cóż… – staruszka udała, że się zastanawia. – Gdy byłam nieco młodsza niż ty, zrobiłam sobie gryzak z kosy mojej matki.

Chłopiec roześmiał się.

– Tak, to coś w twoim stylu.

Kobieta zawahała się. Nagle zrozumiała, co słowa Miszy znaczą.

– Nie mogłeś poznać mnie aż tak… Obserwowałeś mnie też później?

Chłopiec spuścił wzrok.

– Każdego dnia – odparł. – Musiałem mieć pewność, że wiedziesz dobre życie…

Spojrzał na drugą kobietę. W jej oczach tliły się łzy. Rozumiała, co się dzieje

i była spokojna.

– I znalazłaś miłość… – dokończył chłopak.

– Och, Misza… – zaczęła kobieta, ale nie wiedziała, co może jeszcze powiedzieć.

– Chodźmy już.

– No dobrze… – Żniwiarka skinęła głową. – Ale co będzie z tobą?

– Och, Żniwiarko… – Chłopiec zwrócił głowę w stronę niby bezkresnej polany. – Nie martw się o mnie.

Spojrzał w niebo.

– Myślę, że los się do mnie uśmiechnął.

 

„Marrz”

 

17.06.2026

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Historia niby prosta, a jednak wydaje mi się, że zrozumiałem ją piąte przez dziesiąte. Dlaczego Żniwiarka zabiła wszystkich ludzi? Dlaczego Misza po śmierci nie odszedł w zaświaty? Czy nowa partnerka Żniwiarki to wskrzeszona osoba, którą ona już kiedyś zabiła?

Wykonanie jest niestety dość niechlujne. Żeby nie być gołosłownym:

 

Nosił marynarkę, krótkie spodnie i skarpety, które osadzone

w błyszczących butach sięgały niemal do kolan. Koszula skryta pod marynarką była jedynym białym elementem jego stylizacji.

Akapit rozwalił Ci się na dwie części w środku zdania. Pierwsze zdanie przeformułowałbym w sposób następujący: “Nosił marynarkę, krótkie spodnie i osadzone w błyszczących butach skarpety, które sięgały niemal do kolan”.

 

Ton chłopca był wyjątkowo uprzejmy. Można by rzec, wyniosły wręcz.

Uprzejmy i wyniosły trochę mi do siebie nie pasują – “wyniosły” oznacza dumny i zarozumiały.

 

Chłopiec uśmiechnął się; spuścił wzrok i odparł łagodnie:

Zamiast średnika dałbym przecinek lub kropkę.

 

Czemuż miała bym robić coś innego?

“Miałabym” razem.

 

cisza jaka po nim nastąpiła była nieprzyjemna.

“Jaka po nim nastąpiła” należy wyróżnić przecinkami.

 

Kobieta, wciąż nie pojmując co się dzieje, zwróciła głowę z powrotem

na czerwień rozlewającą się zza drzew po niebie. Ostatnie promienie słońca przemykały właśnie przez zielone szaty wiosny.

Znów rozwalony akapit.

 

Nie wiem, o co pani gada

Niepotrzebne “o”.

 

Wrócił do gierki, a Żniwiarka westchnęła. Po chwili, przypomniała sobie

o czymś. Jej dłoń zanurkowała pod warstwy czarnego materiału i znalazła kieszeń.

Jeszcze jedno zdanie podzielone na dwa akapity. Niepotrzebny przecinek po “po chwili”.

 

Chłopak spojrzał na lizaka i energicznie pokiwał głową. Uznał, że przyjęcie lizaka doda mu dziecinności w oczach Żniwiarki. Odpakował łakoć z papierka

i wsadził czerwoną kulkę do ust. Zmarszczył brwi, gdy kątem oka dostrzegł drugą taką. Spojrzał na Kostuchę. W sinych ustach, także trzymała lizaka.

I jeszcze jeden rozwalony akapit… Niepotrzebny przecinek po “W sinych ustach”.

 

W sinych ustach, także trzymała lizaka.

Niepotrzebny przecinek.

 

Żniwiarka zawstydzona, uśmiechnęła się i spuściła wzrok.

Proponuję: “Zawstydzona Żniwiarka uśmiechnęła się i spuściła wzrok.”

 

Dzieciak zauważył jej smutek. Nie myślał długo. Odłożył konsolę do gier

na kamień grobu i przytulił kobietę. Dodało jej to nieco sił, by mówić dalej.

Znowu rozwalony akapit.

 

– Skłamałam, chłopczyku – prychnęła. – Nie jestem sprawiedliwa. Żadna

z nas nie była.

Znowu.

 

daję się głaskać wiatru

Wiatrowi.

 

krople rozpijały się o jej gładką twarz

Chyba “rozbijały”.

 

boisko po środku

“Pośrodku” razem.

 

Kim jesteś Misza?

Przecinek przed “Misza”.

 

Żniwiarka. Zmarszczyła brwi.

Niepotrzebna kropka.

 

– Znam cię od dawna Żniwiarko – wyznał, nie odrywając wzrok od kosy. –Obserwowałem cię niemal zawsze, gdy przychodziłaś na cmentarz

i odprowadzałem cię do parku. Wstydziłem się, bałem się podejść.

Rozwalony akapit. Przecinek przed “Żniwiarko”. Wzroku. Brak spacji po myślniku przed “Obserwowałem”.

 

przyglądała się z dziwnym lękiem chłopcowi

Chłopcu.

 

– Pytałaś, ile mam lat… – kontynuował Misza. – Osiem. Mam osiem lat.

Od bardzo dawna. Przez ten czas nie miałem za wielu obowiązków, ale całkiem sporo przygód. Miałem, kiedy to przemyśleć, kiedy zdecydować…

Rozwalony akapit. Niepotrzebny przecinek po “miałem”.

 

– Inni odchodzili, ja nie… Po jakimś czasie uznałem to za niesprawiedliwe. Później jednak zobaczyłem ciebie. Zobaczyłem, co musisz robić każdego dnia i nocy swojego życia. Widziałem, jak płaczesz. Ktoś mi zdradził, że twoje życie będzie bardzo krótkie. I jeśli nie będziesz miała potomstwa, ludzie przestaną umierać, ale nie przestaną się rodzić. Będą się męczyć w głodzie i bólu,

ale nigdy już nie umrą.

Rozwalony akapit.

 

On przytulił ją.

Niepotrzebny “On”.

 

– Już dobrze… – pogłaskał po czarnych włosach.

“Pogłaskał” wielką literą. Przydałby się zaimek “ją”.

 

nawet po jej śmierci, nie potrafiła tego zrobić.

Niepotrzebny przecinek.

 

– Idź, Żniwiarko. Ja sobie poradzę. Przez to moje krótkie życie doświadczyłem dużo szczęścia. Po tej stronie, też bywało całkiem miło. Teraz twoja kolej.

Tak ocalimy świat.

Rozwalony akapit. Niepotrzebny przecinek po “stronie”.

 

Kobieta ściskała go mocno jeszcze przez chwilę. Nagle zdała sobie sprawę,

że jedna kwestia nie została poruszona.

Rozwalony akapit.

 

– A co będzie później? – oderwała głowę od jego ramienia. – Co, jeśli pozostaniesz w ciele dziecka, a twój czas się skończy? Albo gorzej,

jeśli będziesz Śmiercią już zawsze?

I tu.

 

– Jak mówiłem… – uśmiechnął się chłopiec. – Miałem sporo czasu,

by to przemyśleć. Wierzę, że znajdę jakieś rozwiązanie, cokolwiek by się nie działo.

I tutaj… Po “chłopcu” nie dałbym kropki, a “miałem” dał małą literą.

 

– Idź, Żniwiarko. Znajdź miłość, a o wszelkie stworzenia się nie martw.

Zajmę się nimi.

Jeszcze jeden rozwalony akapit.

 

Chłopaka z kosą, już nie było.

Niepotrzebny przecinek.

 

Kobieta skinęła głową. Chłopak pomógł jej wstać i ta zniknęła zaraz w małej kamiennej chatce. Po chwili wróciła, a za nią podążała druga starsza kobieta

o dwukolorowych oczach i włosach zaplecionych w warkocz.

Rozwalony akapit.

 

Spojrzał na drugą kobietę. W jej oczach tliły się łzy. Rozumiała, co się dzieje

i była spokojna.

I tu.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Nowa Fantastyka