- Opowiadanie: irritator - Trochę o Śmierci, a trochę nie

Trochę o Śmierci, a trochę nie

Jest to za­rów­no moje pierw­sze opo­wia­da­nie od cza­sów tych pi­sa­nych w pod­sta­wów­ce (które mimo to ki­si­ło się na dysku mie­sią­ca­mi), jak i pierw­sza in­te­rak­cja na tej stro­nie, więc szcze­rze mó­wiąc, nie do końca wiem, co mia­ła­bym tutaj na­pi­sać. No cóż, tak czy siak, liczę na pod­po­wie­dzi i tro­chę faj­nej kry­ty­ki. Nie wie­dzia­łam także, do ja­kie­go ga­tun­ku wrzu­cić ten wąt­pli­wej ja­ko­ści wy­twór mojej wy­obraź­ni, bo choć na pewno jest to fan­ta­sty­ka, to nie mam po­ję­cia jaka kon­kret­nie...

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Trochę o Śmierci, a trochę nie

Mężczyzna w zbyt dużym garniturze podszedł do drzwi. Podwinął zbyt długie rękawy. Wal­cząc sam ze sobą, zastukał w ciemne drzwi. Sły­szał, jak po po­miesz­cze­niu za ścia­ną roz­cho­dzi się echo, które po chwi­li zagłuszył krzyk kobiety na­ka­zu­ją­cej mu wej­ście. Gdy otwie­rał cięż­kie drzwi, ude­rzył go mro­żą­cy krew w ży­łach za­pach… Za­pach zupy mlecz­nej. Twarz męż­czy­zny wy­krzy­wi­ła się w peł­nym bólu gry­ma­sie, a wszech­obec­na mdła woń nie­ustan­nie przy­po­mi­na­ła mu o nie­to­le­ran­cji lak­to­zy. Powlekł się w stro­nę zbi­te­go ze sklej­ki biur­ka. Bu­dżet na dobre drew­no naj­wi­docz­niej wy­czer­pał się przed­wcze­śnie… Wpa­try­wał się tępo w pla­sti­ko­wą ta­blicz­kę z na­pi­sem “biuro re­kru­ta­cji”, gdy nagle otrzeźwił go skrze­kli­wy głos. Siedząca za biurkiem chorobliwie niska kobieta przypomniała:

– Pro­szę po­brać nu­me­rek… 

Nacisnął guzik stojącej na blacie maszyny. Już pra­wie, pra­wie wi­dział wy­jeż­dża­ją­cą ze szpa­ry kar­tecz­kę, gdy nagle ta­jem­ni­czy sprzęt za­czął chrzą­kać, pod­ska­ki­wać i bu­czeć. Se­kre­tar­ka zza biur­ka wy­pu­ści­ła gło­śno po­wie­trze nosem i schy­li­ła się do le­żą­ce­go na ni­ja­kie­go ko­lo­ru wy­kła­dzi­nie pożółkłego ze starości prze­dłu­ża­cza. Odłą­czy­ła dru­kar­kę od prądu, a na­stęp­nie zwró­ci­ła się do mężczyzny:

– No cóż, widzę, że komuś się tu dzi­siaj po­szczę­ści­ło… Poza ko­lej­ką za­pra­sza­my. Szyb­ko, szyb­ko, niech sobie nikt nie wy­obra­ża, że ja tu cały dzień mam wolny.

Ko­bie­ta wy­bur­cza­ła jesz­cze coś pod nosem, wy­dłu­bu­jąc okrusz­ki spo­mię­dzy kla­wi­szy kla­wia­tu­ry, pod­czas gdy męż­czy­zna oddalił się od jej biur­ka. Mając w głowie kompletną pustkę, pod­szedł do ko­lej­nych ma­syw­nych drzwi, na które naj­wi­docz­niej bu­dżet już się z­na­lazł.

Odbył już tyle daremnych rozmów o pracę, że nadzieja na tę posadę tliła się w nim bardzo słabo. Na­ci­snął klam­kę ze świa­do­mo­ścią, że mimo obietnicy odzewu, najprawdopodobniej nie będzie mu dane odwiedzić tego miejsca kolejny raz.

Wchodząc do chłodnego pomieszczenia, mężczyzna czuł, jak pokrywa go gęsia skórka. Nie wy­wo­ła­ło jej jed­nak zimno, a ra­czej… nie­szczę­sny odór zupy mlecz­nej, który z każ­dym kro­kiem sta­wał się coraz sil­niej­szy. Wnętrz­no­ści skrę­ci­ły mu się cia­sno i miał… prze­czu­cie, że ku­pio­na wcze­śniej w kio­sku ka­nap­ka z jaj­kiem szuka jak najkrótszej drogi opusz­cze­nia jego or­ga­ni­zmu. Nie pa­trzył przed sie­bie, sku­piał wzrok na drob­nej smu­dze na bucie. Zwol­nił, gdy za­uwa­żył wy­sta­ją­cy ze ścia­ny od­świe­żacz po­wie­trza. Zda­wa­ło mu się, że to wła­śnie z niego po­cho­dzi ten od­stra­sza­ją­cy za­pach, więc po chwi­li na­my­słu kop­nął ustrojstwo, sta­ra­jąc się wy­rzu­cić je z gniazd­ka. Wpatrywanie się z dumą w efekt swoich działań przerwał mu dochodzący zza pleców głos:

– No, żeś się nie spie­szył za bar­dzo – odezwała się Śmierć.

Pod­sko­czył. Ko­bie­ta w czar­nym, do­pa­so­wa­nym gar­ni­tu­rze prych­nę­ła pod nosem i znów zwró­ci­ła się do męż­czy­zny:

– Trzy­dzie­ści se­kund. Tyle na cie­bie cze­kam przed wyj­ściem, potem mo­żesz się po­że­gnać z szan­są na pracę. Jak bę­dziesz wy­cho­dził, odłóż od­świe­żacz na miej­sce.

Wi­dział jesz­cze tylko skra­wek ma­te­ria­łu zni­ka­ją­cy za drzwia­mi, któ­rych wcze­śniej na pewno tam nie było. Ro­zej­rzał się po po­ko­ju, nie dostrzegł jednak tych, którymi dostał się do pomieszczenia. Ruszył w stronę wyjścia. Choć po­miesz­cze­nia nie na­zwał­by roz­le­głym, kroki zda­wa­ły mu się dłu­żyć, a gdy wresz­cie po­ło­żył dłoń na klam­ce, wydawała mu się ona okrutnie ciężka. Za­śmiał się ner­wo­wo, prze­kra­cza­jąc próg, za którym oślepiło go ostre światło. Białe ża­rów­ki roz­świe­tla­ły ko­ry­tarz, który pro­wa­dził pod drzwi windy, pa­mię­ta­ją­cej pew­nie rządy Ja­ru­zel­skie­go.

– Od­świe­żacz na miej­scu? 

Ko­bie­ta stała, znudzona, oparta o winkiel, poprawiając mankiety garnituru. Wi­dząc spoj­rze­nie sto­ją­ce­go przed nią je­go­mo­ścia, wes­tchnę­ła z rezygnacją.

– No cóż, Ha­li­na go odło­ży, jak cza­sem ruszy dup­sko, to nie ucier­pi. Albo Gra­ży­na… Przy­cho­dzą i od­cho­dzą te se­kre­tar­ki, a żad­nej się nic nie chce. Dru­kar­ki też żadna na­pra­wić nie po­tra­fi… An­kie­tę mia­łeś do­stać, wiesz, taką po­wi­tal­ną, “gdzie się wi­dzisz za pięć lat” i te spra­wy, jak­byś mógł to wie­dzieć… 

Mężczyzna wpatrywał się w nią przestraszony, niezdolny wydukać ani słowa. Nagle winda za­dzwo­ni­ła i otwo­rzy­ła drzwi. Pod­ło­ga za­chwia­ła się, gdy Śmierć oraz to­wa­rzy­szą­cy jej osob­nik we­szli do środ­ka. Przy­ci­ski na ścianie wy­róż­nia­ły się na tle resz­ty jej wnę­trza, były po­dej­rza­nie… ładne i czy­ste, wy­glą­da­ły wręcz ste­ryl­nie.

– Dzi­siaj ty wy­bie­rasz pię­tro. Mo­żesz o sobie my­śleć jako o sta­ży­ście, więc nie spo­dzie­waj się za­pła­ty. Rozkoszuj się decyzyjnością. Jeśli przyjmę cię na stałe, to takich luksusów nie będzie. 

Męż­czy­zna gło­śno prze­łknął ślinę i przyj­rzał się gu­zi­kom. Siedem, ułożonych w równym rządku, choć w niekonwencjonalnej kolejności, każdy tak samo połyskujący w świetle tanich żarówek. Zde­cy­do­wał się na ten z nu­me­rem czte­ry. Kusił go także ten z wy­gra­we­ro­wa­na trzynastką, jed­nak miał z tą licz­bą nie­zbyt przyjemne sko­ja­rze­nia. Winda po­now­nie za­trzę­sła się i mo­zol­nie ru­szy­ła ku górze. Przez moment jechali w ciszy, lecz czas dłużył się mężczyźnie wręcz nadnaturalnie. Zaczął się dyskretnie przyglądać swojej przewodniczce. Coś nie było w niej na miej­scu, nie był w sta­nie jej za­szu­flad­ko­wać tak do­kład­nie, tak, jak by tego chciał.

Naj­wi­docz­niej nie był tak dys­kret­ny, jak uwa­żał, po­nie­waż Śmierć w reakcji na jego spojrzenia. Po­iry­to­wa­na, naskoczyła na mężczyznę:

– Pa­trzy się, pa­trzy się, ni to chłop, ni to baba, nie? A to moja wina niby? Raz ta śmierć, raz der Tod… Zde­cy­do­wa­li­by­ście się wresz­cie, wspól­nie na coś umó­wi­li! Czy ty sobie wy­obra­żasz, jak mi to wasze wci­ska­nie w ta­bel­ki życie utrud­nia? Ani na męski dział nie pójdę, ani na dam­ski… Na dzie­cię­cy je­stem przy­du­ża, a szko­da. Te wasze szu­flad­ki mnie mie­sięcz­nie kosz­tu­ją wię­cej niż bym chciała!

Prych­nę­ła, jakby ura­żo­na wszyst­kim do­oko­ła, a słu­cha­ją­cy jej wy­wo­du osob­nik po­śpiesz­nie od­wró­cił wzrok. W naj­mniej spo­dzie­wa­nym mo­men­cie winda sta­nę­ła i znów roz­le­gło się ciche dzyń-dzyń. Drzwi roz­su­nę­ły się i Śmierć po­wol­nym kro­kiem wy­szła na ze­wnątrz, jej to­wa­rzysz nie po­ra­dził sobie jed­nak tak do­brze z gwał­tow­nym za­trzy­ma­niem. Opie­rał się dłoń­mi o ścia­nę, po­wstrzy­mu­jąc mdło­ści.

– Nigdy wię­cej nie biorę sta­ży­stów… – wy­bur­cza­ła do sie­bie, krę­cąc głową.

***

Śmierć i jej to­wa­rzysz wy­rów­na­li tempo. Ma­sze­ro­wa­li cicho po gru­bym, czer­wo­nym dy­wa­nie, mi­ja­jąc ko­lej­ne pary drzwi. Za tymi, które nie zo­sta­ły za­mknię­te, osob­nik do­strze­gał ele­ganc­ko urzą­dzo­ne po­ko­je ho­te­lo­we. W pew­nym mo­men­cie, na końcu ko­ry­ta­rza zro­bi­ło się za­mie­sza­nie, drzwi od klat­ki scho­do­wej otworzyły się. Wy­szła z nich grupa ochro­nia­rzy ota­cza­ją­cych cia­sno ja­kie­goś męż­czy­znę. Wy­da­wał się on kro­czą­ce­mu u boku Śmier­ci prak­ty­kan­to­wi po­dej­rza­nie zna­jo­my. Mi­ja­jąc go, osob­nik po­czuł ciar­ki na ple­cach. Ko­bie­ta obok niego wy­da­wa­ła się nie­wzru­szo­na, choć dało się usły­szeć jej ciche po­mru­ki:

– No, pa­trz­cie pań­stwo na ta­kie­go, co mu się niby po­wo­dzi… Po­ma­rań­czo­wość nad po­ma­rań­czo­wo­ścia­mi, wszyst­ko po­ma­rań­czo­wość, ot co… Jesz­cze nie dzi­siaj, jesz­cze nie jego kolej, ale już nie­dłu­go… 

Uśmiech­nę­ła się pod nosem, a męż­czy­zna uda­wał, że po­dzi­wia oto­cze­nie. Z miną nie­wi­niąt­ka wpa­try­wał się w zwi­sa­ją­ce z su­fi­tu ma­syw­ne ży­ran­do­le i ozdob­ne fre­ski na skle­pie­niu.

Ko­bie­ta w czer­ni po­de­szła do drzwi na samym końcu ko­ry­ta­rza i po­pchnę­ła je. Ze środ­ka do­bie­gał cie­pły za­pach kwia­tów zmie­sza­nych z wodą ko­loń­ską. Z wieży ste­reo cicho ­gry­wa­ła pio­sen­ka, która męż­czyź­nie sko­ja­rzy­ła się z “Oops! I Dit It Again” od Brit­ney Spe­ars, nie po­tra­fił jed­nak skupić się na jej słowach. Mi­mo­wol­nie za­czął się bujać w rytm mu­zy­ki. 

W głębi, jak się oka­za­ło, spo­rych roz­mia­rów apar­ta­men­tu, sły­chać było ko­bie­cy szloch. Śmierć bez chwi­li wa­ha­nia ru­szy­ła w stro­nę dźwię­ku, la­wi­ru­jąc mię­dzy po­roz­rzu­ca­ny­mi na parkiecie bibelotami. Z po­gar­dą od­trą­ci­ła nogą imi­ta­cję afry­kań­skiej fi­gur­ki.

 

Na stole o ob­łych kształ­tach stał fo­te­lik sa­mo­cho­do­wy. Sie­dzą­ca w nim dziew­czyn­ka spokojnie wpa­try­wa­ła się w matkę, sku­lo­ną z roz­pa­czy. Szpilki ko­bie­ty wchła­nia­ły roz­la­ne na pod­ło­dze płyny, ona jed­nak zda­wa­ła się nie zwracać uwagi na ten fakt. Piwna piana mo­czy­ła rąbek jej gru­be­go płasz­cza.

Kil­ku­lat­ka ze swo­je­go spe­cy­ficz­ne­go punk­tu ob­ser­wa­cyj­ne­go przy­kle­iła wzrok do wcho­dzą­cej do po­ko­ju Śmier­ci i nie od­ry­wa­ła go od niej, nawet, gdy ta powolnym krokiem minęła kobietę przykucniętą na posadzce i zbliżyła się do rogu pokoju. Sku­lo­ny przy ścia­nie z nie­przy­jem­nie szeroko roz­war­ty­mi ocza­mi leżał star­szy męż­czy­zna. To­wa­rzy­sza Śmier­ci prze­szedł dreszcz, gdy zdał sobie sprawę z powodu zawodzenia.

Wciąż sto­ją­cy w pół kroku w drzwiach osob­nik zamarł. Z le­tar­gu wy­bu­dzi­ło go gło­śne westchnienie jego oby-sze­fo­wej. Właśnie delikatnie przymykała oczy nieboszczykowi, lecz mężczyzna wciąż czuł na sobie jego jałowe spojrzenie, a z pokoju obok nieustannie przygrywała Britney Spears. Nagle mu­zy­ka usta­ła, a ciało le­żą­ce pod ścia­ną zda­wa­ło się już być tylko… cia­łem, zbio­rem mię­śni, kości i żył, dwoma pa­ra­mi koń­czyn i głową… 

Chi­chot Śmier­ci po­now­nie spro­wa­dził go na zie­mię.

Spoj­rzał na nią. Ko­bie­ta się­gnę­ła dło­nią do kie­sze­ni szla­fro­ka, w który owi­nię­ty był denat, i wy­grze­ba­ła z niego kilka sze­lesz­czą­cych bank­no­tów. Wi­dząc na sobie wzrok swo­je­go sta­ży­sty, od­wró­ci­ła się do niego z uda­wa­ną nie­win­no­ścią w oczach.

– No co? Bo jemu to się jesz­cze ma przy­dać? Jemu nie, ale mi na pewno! Czasem miło jest wyjść do ludzi! Takich no, wiesz, jeszcze żywych. Stare, dobre czasy były, na­piw­ki się tra­fia­ły kie­dyś… – prze­rwa­ła na chwi­lę i wes­tchnę­ła, by po chwi­li do­koń­czyć: 

– Ob­śli­nio­ne może, ale jed­nak! A teraz? Teraz to już nie ma cza­sów. Przy­naj­mniej śliny też nie! Wiesz, jak to mówią, trze­ba szu­kać po­zy­ty­wów.

Po­now­nie za­śmia­ła się ra­do­śnie sama do sie­bie, wsu­wa­jąc go­tów­kę do tyl­nej kie­sze­ni spodni. Asystent nadal ją taksował, więc dodała:

– Ty my­ślisz, że ten gar­ni­tur to się sam pie­rze? Takie to do pral­ki nie wcho­dzą, ktoś za to pła­cić musi, a uwierz mi, góra nie jest zbyt chęt­na na spon­so­ring pral­ni che­micz­nej!

Prych­nę­ła pod nosem i skie­ro­wa­ła się w stro­nę wyj­ścia, z za­do­wo­le­niem po­kle­pu­jąc się po wy­sta­ją­cej kie­sze­ni.

 

* * *

Męż­czy­zna upew­nił się, że zamek w drzwiach za­sko­czył i wy­tarł spo­co­ne dło­niew spodnie, ale ciągle były nieprzyjemnie wilgotne. Wszechobecna duchota coraz bardziej dawała mu sie w znaki, więc ucie­szył się, gdy Śmierć oznaj­mi­ła, że wy­cho­dzą na ze­wnątrz.

Klat­ka scho­do­wa w ni­czym nie przy­po­mi­na­ła wy­staw­nych wnętrz mi­ja­nych wcze­śniej. Przesuwając dłonią po chłodnej poręczy, je­go­mość szedł za przewodniczką. Śmierć po­dą­ża­ła kilka kro­ków przed nim, zu­peł­nie bez­gło­śnie, bez śladu ludz­kiej nie­zgrab­no­ści i nie­zdar­no­ści. W jed­nej trze­ciej drogi przy­sta­nę­li, by męż­czy­zna mógł zła­pać od­dech i za­wią­zać sznu­ro­wa­dło. Póź­niej sta­wa­li jesz­cze w po­ło­wie, dwóch trze­cich i pod sam ko­niec. Rów­nież, by męż­czy­zna mógł za­wią­zać sznu­ro­wa­dło.

Po wyj­ściu z budynku za­rów­no Śmierć, jak i jej pod­wład­ny zmarsz­czy­li nosy. Ko­bie­ta wręcz osten­ta­cyj­nie za­sło­ni­ła swoją twarz po­ła­mi ma­ry­nar­ki. Na sta­lo­wej ławce le­ża­ła ster­ta łach­ma­nów, pod którą je­go­mo­ścio­wi udało się do­strzec zarys ludz­kiej syl­wet­ki. Sty­gną­ce ciało męż­czy­zny wciąż przy­tu­la­ło się cia­sno do zie­lo­nej bu­tel­ki. Kap. Kap. Kap. Mętny napój drob­ną struż­ką to­ro­wał sobie drogę po­mię­dzy przechodniami. Jed­no­czył się z mu­li­stą wodą i wypluwaną na as­falt śliną, wspól­nie ucie­ka­ły do stu­dzie­nek i prze­ma­cza­ły pieszym ich zbyt dłu­gie no­gaw­ki. 

Śmierć la­wi­ro­wa­ła mię­dzy nimi, podnosząc ubrania z gry­ma­sem nie­za­do­wo­le­nia. Osob­nik idący tuż za nią nie był w sta­nie utrzy­mać swo­je­go ubra­nia w ta­kiej czy­sto­ści. Sta­nę­li ramię w ramię przy ławce, ona spokojnie, on tupiąc, licząc na to, że wyczyści w ten sposób ubłocone buty. Wle­piał wzrok w ciało prze­mo­czo­ne od wła­snych wymiocin. Śmierć wes­tchnę­ła, roz­draż­nio­na, na widok mło­dej ko­bie­ty, która trzęsącymi dłońmi próbowała wystukać coś na telefonie.

– Zaraz tu będą, więc tym razem się nie ocią­ga­my – po­le­ci­ła męż­czyź­nie.

– Kto bę­dzie? – od­wa­żył się za­py­tać.

– Nie mam po­ję­cia, prze­sta­łam być w te­ma­cie jakiś czas temu… Ale ktoś na pewno. Ktoś, kto z ja­kie­goś po­wo­du uważa, że ciała trze­ba zgar­niać do kost­nic. Nie przepadam za nimi, wiesz? Jakaś niemiła atmosfera tam panuje…

Prych­nę­ła po­gar­dli­wie, przy­glą­da­jąc się swoim krót­kim, za­dba­nym pa­znok­ciom. Przy­gry­zła środ­ko­wy, sta­ra­jąc się go wy­rów­nać. Po­de­szła do nie­bosz­czy­ka i po­ło­ży­ła mu dłoń na czole, a potem zamknęła nią oczy. Wciąż wpa­try­wa­ła się krytycznie w pa­zno­kieć. Po chwi­li za­cze­pi­ła palce o szluf­ki spodni i prze­krzy­wi­ła głowę na bok, oce­nia­jąc swoje dzie­ło. Za­do­wo­lo­na, dys­kret­nie wto­pi­ła się w tłum.

W tym cza­sie jej były to­wa­rzysz śle­dził wzro­kiem pa­ję­czy­nę ty­cich rze­czek pły­ną­cych po bruku wszę­dzie i ze­wsząd. Gdy pod­niósł głowę, nie był już w stanie wy­pa­trzyć Śmier­ci po­mię­dzy prze­chod­nia­mi. Zdez­o­rien­to­wa­ny, zro­bił kilka kro­ków w kółko. Nagle po­czuł we­wnętrz­ny spo­kój, który na­ka­zał mu wzru­szyć ra­mio­na­mi i obrać wła­sną drogę. Wie­dział, że to jesz­cze nie czas na takie de­cy­zje za­wo­do­we. No cóż, może na razie prze­zna­czo­ne mu jest bezrobocie… Nie żeby mu to prze­szka­dza­ło. W kie­sze­ni kurt­ki po­czuł mały kar­to­nik. Wy­tłoczono na nim numer te­le­fo­nu, nic wię­cej. Numer kie­run­ko­wy… zero. Obok wizytówki na­tra­fił na kilka cięż­kich, zło­tych monet. Uśmiech­nął się pod nosem i pod­dał na­pie­ra­ją­ce­mu tłu­mo­wi pie­szych.

 

Koniec

Komentarze

Istny szczyt wytworów kelnerki Żałosnej Meliny.

 jak i pierwsza interakcja na tej stronie, więc szczerze mówiąc, nie do końca wiem, co miałabym tutaj napisać

Spokojnie, gryziemy tylko w celach terapeutycznych :D

No cóż, tak czy siak, liczę na podpowiedzi i trochę fajnej krytyki.

Krytyka numer jeden – tytuły zaczynamy dużą literą, o ile nie jesteśmy awangardowymi poetami :)

Ubrany w zbyt duży garnitur młody osobnik podszedł pod drzwi.

Hmm. Zdanie dość abstrakcyjne (jak wygląda "młody osobnik"? Jakiego gatunku? Bo równie dobrze to może być orangutan) i trochę niezgrabne, chyba ze względu na szyk, chociaż za duży garnitur powinien być na początku, bo chyba rzuca się w oczy. Może warto by trochę pokazać? Jak on ginie w tym garniturze? Jak się potyka o nogawki? Aliteracja "podszedł pod" nie brzmi dobrze, zresztą podchodzimy raczej do drzwi.

podniósł dłoń i zastukał nią w ciemne drewno

Rozumiem, że kosztowało go to wiele wysiłku, ale tłumaczenie, że zapukał do drzwi dłonią, sugeruje, że mógłby zastukać czym innym, co może czytelnika rozpraszać. A przedmiotem stukania są drzwi, nie ich materiał – czasami, owszem, nazwę części traktujemy jako nazwę całości (to się nazywa metonimia), ale czy w tym przypadku to jest dobry pomysł… nie wiem. Zobaczymy dalej.

Słyszał, jak po pomieszczeniu za ścianą rozchodzi się echo, które po chwili przerwał cichy okrzyk nakazujący mu wejście. 

Raz, okrzyk (czy może być cichy?) to dźwięk, który może zagłuszyć drugi dźwięk (echo), ale czy może go przerwać? Dwa, na pewno nie może niczego nakazywać. Można komuś coś nakazać okrzykiem.

Gdy otwierał ciężkie drzwi, uderzył go mrożący krew w żyłach zapach… Zapach zupy mlecznej.

Czyli będzie absurdalnie? :) 

Twarz mężczyzny wykrzywiła się w pełnym bólu grymasie, a wszechobecna mdła woń nieustannie przypominała mu o jego nietolerancji laktozy.

Hmmmm. To ten typ absurdu. Dobra, tylko wiesz – on jest trudny. Zaimek "jego" można wyciąć, cudze problemy gastryczne nie wywołują takiej reakcji, dopóki nie trzeba po nich sprzątać.

Sunął ciężko w stronę zbitego ze sklejki biurka.

Czyli takiego normalnego, współczesnego biurowego biurka? I czy można https://wsjp.pl/haslo/podglad/35080/sunac (czyli poruszać się płynnie) ciężko? Może lepiej, żeby się wlókł? Chyba że chodziło Ci właśnie o oksymoron, ale – dalipies – nie wiem, dlaczego miałoby. (Przy okazji – zwykle lepiej zastosować szczegółowy czasownik niż czasownik ogólny plus przysłówek).

Budżet na dobre drewno najwidoczniej wyczerpał się przedwcześnie…

A ktoś ma taki budżet? I właściwie po co w biurze meble z "dobrego drewna"? Toż w domach jest ich coraz mniej… (sama mam bambusowy stolik z Ikei, służący głównie poprawie wykorzystania przestrzeni, czyli upchaniu w niej większej liczby książek).

Wpatrywał się tępo w plastikową tabliczkę z napisem “biuro rekrutacji”, gdy nagle z myśli wyrwał go skrzekliwy głos siedzącej za blatem chorobliwie niskiej kobiety:

Spokojnie, powoli. Nie wszystko naraz. Postaw się na miejscu tego faceta – co on postrzega jako pierwsze? Od tego zacznij opis. Jeśli nie widział dotąd pani za biurkiem, jak może przypisać do niej głos? Powiedzmy, na początku skupia się na tabliczce (gdzie jest ta tabliczka, skoro drzwi już minęliśmy i ich nie widzimy?), dobrze. Teraz z zamyślenia (chociaż patrzy "tępo"?) wyrywa go skrzeczenie, świetnie. I w tym miejscu powinien się dopiero rozejrzeć. Czyli, w praktyce – podzieliłabym zdanie, np. tak: Wpatrywał się tępo w plastikową tabliczkę z napisem “biuro rekrutacji”, gdy nagle otrzeźwił go skrzekliwy głos. To siedząca za biurkiem chorobliwie niska kobieta przypominała:

Z rozbieganym spojrzeniem nacisnął przycisk na stojącej na blacie maszynie. 

Rozbieganym? https://wsjp.pl/haslo/podglad/24073/rozbiegane-oczy Resztę zdania łatwo poprawić: nacisnął guzik stojącej na blacie maszyny; ale co masz na myśli, mówiąc o rozbieganym spojrzeniu, doprawdy nie wiem.

Sekretarka zza biurka wypuściła głośno powietrze z ust

Hmm. O czym to ma świadczyć? Bo głośne wypuszczanie powietrza ma bardzo wiele odmian, i wszystkie one świadczą o bardzo różnych stanach emocjonalnych (a niektóre, jak mówienie, mogą świadczyć o wielu – i nawet mieć bardziej rozbudowaną warstwę semantyczną ;D).

schyliła się do leżącego na nijakiego koloru wykładzinie przedłużacza

Parsuje się to ciut niewygodnie. W zasadzie opis wykładziny, jeśli jest potrzebny, można by dać wcześniej, albo skontrastować z przedłużaczem (biały plastyk tak ohydnie żółknie, kiedy się starzeje – może to wykorzystaj?).

następnie irytująco powoli zwróciła się do wychudzonego osobnika

Hmmm. Nazywasz tę powolność, ale jej nie pokazujesz. (Tak, wiem, bardzo pomocne). "Wychudzony osobnik" w pierwszej chwili powoduje, że czytelnik rozgląda się za kimś trzecim w tym pomieszczeniu, a dopiero potem plaska się w czoło – no tak, przecież to główny bohater!

 No cóż, widzę, że komuś się tu dzisiaj poszczęściło…

O, właśnie – czy ta wypowiedź jest powolna? Nie mówię, żeby ją przerywać wielokropkami, ale.

Kobieta wyburczała jeszcze coś pod nosem, wydłubując okruszki spomiędzy klawiszy dotkniętej przez życie klawiatury, podczas gdy mężczyzna oddalał się od jej biurka.

Hmm. W jaki sposób życie dotyka klawiatury? I zwracaj uwagę na aspekt czasownika – "wyburczała" jest dokonane, ale "oddalał się" niedokonane, więc nie do końca do siebie pasują (jedno się skończyło, drugie trwa).

Podszedł do kolejnych masywnych drzwi, na które najwidoczniej budżet już się odnalazł, mając w głowie zupełną pustkę.

"Odnalazł" nie jest ścisłym synonimem "znalazł" (zdaje się, że profesor Bralczyk gdzieś napisał, że ścisłe synonimy w ogóle nie istnieją) – w tym kontekście nie może go zastąpić. Poza tym nie jest do końca jasne, czy pustkę miał bohater, czy może budżet.

Choć w głębi duszy liczył na tę posadę, to odbył już tyle rozmów o pracę, że nadzieja tliła się w nim bardzo słabo.

No, to miał nadzieję – czy jej nie miał? https://wsjp.pl/haslo/podglad/26228/liczyc/5077563/na-podwyzke 

Nacisnął klamkę ze świadomością, że najprawdopodobniej powiedzą “odezwiemy się”, a następnie nie odezwą się nigdy.

Hmm.

Mężczyzna wszedł do chłodnego pomieszczenia czując, jak pokrywa go gęsia skórka. 

A gdyby tak zmienić imiesłów: Wchodząc do chłodnego pomieszczenia, mężczyzna czuł, jak pokrywa go gęsia skórka.

Wnętrzności skręciły mu się ciasno i miał… przeczucie, że kupiona wcześniej w kiosku kanapka z jajkiem szuka jak najszybszej drogi opuszczenia jego organizmu.

Hmm. Droga może być najkrótsza, ale nie najszybsza.

Zdawało mu się, że to właśnie z niego pochodził ten odstraszający zapach

Pochodzi – consecutio temporum po prostu nie obowiązuje w języku polskim, jest kalką, chyba przeważnie z angielskiego.

kopnął go, starając się wyrzucić go z gniazdka

Za dużo tego "go". Może: kopnął ustrojstwo, żeby je wyrzucić z gniazdka?

Nie zdołał jednak dostrzec, czy rzeczywiście coś zdziałał,

Hmm? Jak? Gdyby się udało, byłoby widać od razu, nie?

znudzony głos

Głosy się nie nudzą :)

– No żeś się nie spieszył za bardzo – wyharczała Śmierć.

Czy można charczeć ze znudzeniem? Po "no" dałabym przecinek.

czekam pod wyjściem

? Przed wyjściem chyba?

możesz pożegnać się z szansą na pracę

"Się" nie akcentujemy: możesz się pożegnać z szansą na pracę.

Widział jeszcze tylko skrawek materiału znikający za drzwiami, których wcześniej stanowczo tam nie było

"Stanowczo" nie zawsze zastąpi "na pewno". https://wsjp.pl/haslo/podglad/26646/stanowczo 

Rozejrzał się po pokoju, nie był jednak w stanie odnaleźć tych, z których skorzystał, by się do niego dostać.

Trochę przedłużone zdanie. Hmm.

Z braku innych możliwości ruszył w stronę wyjścia.

Przecież właśnie szukał wyjścia…

Choć pomieszczenia nie nazwałby rozległym, kroki zdawały mu się dłużyć, a gdy wreszcie położył dłoń na klamce, czuł się wycieńczony.

Hmmm. Może pokaż to wycieńczenie? Bo tylko zapewniasz, że tak się czuł, ale widać to najwyżej po tych dłużących się krokach.

Zaśmiał się nerwowo przekraczając próg.

Zaśmiał się nerwowo, przekraczając próg.

Poczuł, jak oślepia go ostre światło.

Wszelkie "poczuł" odsuwa czytelnika o jeden stopień od świata przedstawionego. Czasami to jest potrzebne. Czy jest potrzebne tutaj?

Kobieta stała oparta o winkiel, znudzona poprawiając mankiety garnituru. 

Przeorganizowałabym: Kobieta stała, znudzona, oparta o winkiel, poprawiając mankiety garnituru. 

westchnęła ze zrezygnowaniem

Westchnęła z rezygnacją.

jak czasem ruszy dupsko to nie ucierpi

Tu powinien być przecinek: jak czasem ruszy dupsko, to nie ucierpi.

Mężczyzna wpatrywał się w nią przestraszonymi oczami, nie potrafiąc wydukać ani słowa.

Poza imiesłowami jest tyle fajnych konstrukcji w języku, a ludzie się ich boją ;D a za to straszą oczy: Mężczyzna wpatrywał się w nią przestraszony, niezdolny wydukać ani słowa.

Nagle winda zadzwoniła i chrząkając, otworzyła drzwi

Winda chrząka?

 towarzyszący jej osobnik

Ten "osobnik" jest (w stosunku do ludzi) nacechowany: https://wsjp.pl/haslo/podglad/12067/osobnik/3918651/czlowiek a pokazujesz faceta najwyżej jako ciut żałosnego, nie aż taką kreaturę. W każdym razie nie bardzo się nadaje na ksywkę bohatera…

Przyciski sterujące windą wyróżniały się na tle reszty jej wnętrza, były podejrzanie… ładne i czyste, wyglądały wręcz sterylnie.

Hmmm. Przyciski sterowania windą.

Rozkoszuj się decyzyjnością, jeśli przyjmę cię na stałe, to koniec z takimi luksusami. 

Dobrze by było to rozdzielić (a luksusy są tymczasowe od początku, nie bez zapowiedzi): Rozkoszuj się decyzyjnością. Jeśli przyjmę cię na stałe, to takich luksusów nie będzie. 

Siedem, ułożone w równym rządku, choć wcale nie w konwencjonalnej kolejności, każdy równie połyskujący w świetle tanich żarówek.

W domyśle "było ich", więc: Siedem, ułożonych w równym rządku, choć w niekonwencjonalnej kolejności, każdy tak samo połyskujący w świetle tanich żarówek.

Finalnie zdecydował się na ten z numerem cztery.

W końcu zdecydował się… "Finalnie" może i służy absurdowi, ale nie wydaje mi się, żeby to było zamierzone, więc mazać je.

Kusił go także ten z wygrawerowanym “13”

Liczby piszemy słownie, np. tak: Kusił go także ten z wygrawerowaną trzynastką.

 jednak miał z tą liczbą niezbyt pozytywne skojarzenia

Niezbyt przyjemne. "Pozytywny" to nie to samo, co dobry.

mężczyźnie czas zdawał się jednak nadnaturalnie wydłużać

To nie jest poprawne. Hmm. Przez moment jechali w ciszy, lecz czas dłużył się mężczyźnie wręcz nadnaturalnie. Zaczął się dyskretnie przyglądać swojej przewodniczce.

Najwidoczniej nie był tak dyskretny, jak uważał, ponieważ Śmierć westchnęła na widok jego spojrzenia

Hmm. Jak wygląda spojrzenie? Można widzieć, że ktoś na nas patrzy, ale samego spojrzenia – oj, chyba nie.

Poirytowana wyrzekła

Te dwa słowa mocno się gryzą – jedno jest kolokwialne, drugie bardzo książkowe.

ni to chłop ni to baba

Brak przecinka: https://wsjp.pl/haslo/podglad/21438/ni-pies-ni-wydra 

Zdecydowalibyście się wreszcie, wspólnie na coś umówili!

Gramatyka macha światem? :)

Te wasze szufladki mnie miesięcznie kosztują więcej niż powinny!

…? A ile powinny?

Prychnęła, jakby urażona wszystkim dookoła

Hmmm.

 ding-dong

Angielska onomatopeja.

 jej towarzysz tej absurdalnej podróży nie poradził sobie jednak tak dobrze z gwałtownym zatrzymaniem

Dlaczego "absurdalnej"? Nazwanie jej tak nie czyni podróży bardziej absurdalną, tylko wywołuje zastanowienie u czytelnika, który nie widzi powodów, żeby ją tak nazywać (nawet towarzystwo jest zaledwie surrealistyczne). A parsowanie zdania utrudnia.

Mężczyzna opierał się dłońmi o ścianę, powstrzymując mdłości

Wiemy, kto, można skasować "mężczyznę". (Ekhm).

wyburczała do siebie kręcąc głową

Przecinek: wyburczała do siebie, kręcąc głową.

mijając za sobą kolejne pary drzwi

Mijanie to pozostawianie czegoś za sobą, więc albo: mijając; albo: pozostawiając za sobą.

Za tymi z nich, które nie zostały zamknięte, osobnik dostrzegał elegancko urządzone pokoje hotelowe

"Z nich" przeważnie można wyciąć – tu też. O osobniku i postrzeganiu – patrz wyżej.

 W pewnym momencie na końcu korytarza zrobiło się zamieszanie, a z klatki schodowej wyszła grupa ochroniarzy otaczających ciasno jakiegoś mężczyznę.

Hmm.

jednak na jego umyśle osiadła ciężka mgła

Na umyśle prowadzonego? Bo to wynika z budowy zdania (choć semantyka wskazuje na praktykanta – i tak czytelnik się wywraca). Metafora nie jest zła, ale może przydałoby się ją trochę mocniej powiązać z sytuacją.

Kobieta obok niego wydawała się niewzruszona, jednak dało się usłyszeć jej ciche pomruki:

Hmm. Przystrzygalne. "Jednak" to też nie jest codzienne słowo, dwa razy pomyśl, zanim je zastosujesz, bo potrafi zepsuć efekt.

No patrzcie państwo na takiego

No, patrzcie państwo na takiego…

jakby pocieszając się swoimi słowami

Hmmm? Jakby pocieszyły ją własne słowa, może?

podeszła pod drzwi

Podeszła do drzwi.

Z wieży stereo cicho pogrywała piosenka

Na pewno nie "grała"?

“Oops! I Dit It Again” od Britney Spears

"Od" jest tu zupełnie od pieca. Może być torebka od projektanta, ale piosenka – tylko autora.

nie potrafił jednak wychwycić jej dokładnego tekstu

A jest tekst niedokładny?

Mimowolnie zaczął się delikatnie bujać w rytm muzyki. 

Zaczął się lekko bujać. "Delikatnie" nie znaczy "trochę", czym tłukę ludzi po głowach już od jakiegoś czasu, patrz tutaj: http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842860 

Śmierć bez chwili zawahania

Bez chwili wahania.

lawirując między porozrzucanymi na panelach bibelotach

Rozsypała się gramatyka: lawirując między porozrzucanymi na parkiecie bibelotami.

imitację afrykańskiej figurki, której budowę można by sklasyfikować jako… odważna próba gatunku

Nie wiem, o co chodzi.

Na stole o obłych, dość… mało praktycznych kształtach

Tu też nie wiem, bo stół nie był chyba elipsoidą?

Siedząca w nim dziewczynka spokojnymi oczami wpatrywała się we własną matkę

Znowu – to dziewczynka jest spokojna, nie jej oczy. Nie wiem, czemu ma służyć podkreślenie, że rozpaczająca kobieta jest matką dziewczynki.

Podeszwy butów kobiety wchłaniały w siebie rozlane na podłodze płyny, ona jednak zdawała się ignorować ten fakt.

"Ignorować" to nie jest polskie słowo: ona jednak nie zwracała na to uwagi. Poza tym: nie można wchłaniać inaczej niż w siebie. Podeszwy z gąbki zresztą nie wydają mi się szczególnie praktyczne.

Kilkulatka ze swojego specyficznego punktu obserwacyjnego przykleiła wzrok do wchodzącej do pokoju Śmierci

Hmmm.

ta minęła powolnym krokiem kobietę kucającą na posadzce i zbliżyła się do rogu pokoju

A może tak: ta powolnym krokiem minęła kobietę przykucniętą na posadzce i zbliżyła się do rogu pokoju.

Skulony, przy ścianie, z nieprzyjemnie rozwartymi oczami leżał starszy mężczyzna.

Skulony przy ścianie (bo "przy ścianie" nijak nie może być wtrąceniem). Dlaczego to rozwarcie oczu jest nieprzyjemne? Jak to wygląda?

zdał sobie sprawę, z jakiego powodu rozlegało się tu takie zawodzenie

Sztucznie przedłużone zdanie i consecutio temporum (przydałoby się też podkreślić, że kobieta płacze, bo na chwilę o tym zapomniałam): zdał sobie sprawę z powodu zawodzenia.

Wciąż stojący w pół kroku w drzwiach osobnik zawiesił się.

Czy porównanie człowieka do komputera to na pewno taki dobry pomysł w tym miejscu?

głośne westchnięcie

Westchnienie.

podobno oby-szefowej

Hmmmmmmmmmmm. Czyli on ma wątpliwości, czy ona jest jego potencjalną szefową?

Delikatnie przymykała ona oczy nieboszczyka, mężczyzna wciąż czuł jednak na sobie jego jałowy wzrok, a z pokoju obok nieustannie przygrywała im Britney Spears.

Hmm. "Delikatnie", jak raz, użyte poprawnie, ale można przystrzyc: Właśnie delikatnie przymykała oczy nieboszczykowi, lecz mężczyzna wciąż czuł na sobie jego jałowe spojrzenie, a z pokoju obok nieustannie przygrywała Britney Spears.

Spojrzał się na nią ciężkim wzrokiem.

Spojrzał na nią (bez "się"!), ale czy wzrok może być ciężki?

Bo jemu to się jeszcze ma przydać?

Po co jej pieniądze?

 Wiesz jak to mówią

Wiesz, jak to mówią.

Po wypowiedzeniu tych słów 

Zupełnie zbędne – jeśli opisujesz A, a potem B, to naturalnie przyjmujemy, że A zdarzyło się przed B.

Wciąż czując się oceniana przez jegomościa, dodała:

Hmm. Czy nie byłoby zgrabniej na przykład: Asystent nadal ją taksował, więc dodała:

a uwierz mi, góra nie jest zbyt chętna na sponsoring pralni chemicznej!

Lepiej: wierz mi. 

Prychnęła pod nosem i niewzruszona skierowała się w stronę wyjścia, z zadowoleniem poklepując się po wystającej kieszeni.

Hmmm. Czy taka niewzruszona…

wytarł spocone dłonie o materiał spodni, jednak wciąż czuł na nich nieprzyjemną wilgoć

Trudno coś wytrzeć o duszę spodni. Tniemy zdanie (im mniej, tym więcej): wytarł spocone dłonie w spodnie, ale ciągle były nieprzyjemnie wilgotne.

Ściany korytarza i wiszące na nich obrazy zdawały się go przyduszać

Abstrakcyjne.

Ocierając dłonią o chłodną poręcz, jegomość kierował się za swoją przewodniczką. 

? Przesuwając dłonią po chłodnej poręczy, mężczyzna szedł za przewodniczką? Tnij zbędne zaimki – po polsku można wiele z nich po prostu opuścić (po angielsku – nie).

Dudniąc butami, przemierzał kolejne stopnie.

Zdanie ma identyczną konstrukcję jak poprzednie. To robi złe wrażenie, już pomijając to, że w sumie tłumaczysz tutaj, jak się wchodzi po schodach.

 jakby już dawno wyzbyła się ludzkiej niezgrabności i niezdarności

Skąd założenie, że kiedyś się nimi cechowała?

Również, by mężczyzna mógł zawiązać sznurowadło.

Hmm.

Po wyjściu poza budynek zarówno Śmierć, jak i jej podwładny zmarszczyli nosy, kobieta wręcz ostentacyjnie zasłoniła swoją twarz połami marynarki.

Tniemy zaimki, rozdzielamy zdania: Po wyjściu z budynku zarówno Śmierć, jak i jej podwładny zmarszczyli nosy. Kobieta wręcz ostentacyjnie zasłoniła twarz połami marynarki.

Mętny napój drobną strużką torował sobie drogę pomiędzy gapiami. 

Bardzo… epickie, jak na cieknące piwo. Ilu ludzi stoi i patrzy na zwłoki żula? (Cześć jego pamięci, bo nie podważam tu godności osobowej rzeczonego żula, tylko zainteresowanie ludzi jego doczesnymi szczątkami).

Jednoczył się z mulistą wodą i spluwaną na asfalt śliną, wspólnie uciekały do studzienek i przemaczały przechodniom ich zbyt długie nogawki. 

Jak wyżej. Ślina nie jest "spluwana" ("spluwać" to czasownik niedokonany, nie ma takiej formy od niego pochodzącej), a najwyżej wypluwana. "Przemaczały przechodniom" trochę aliteruje.

unosząc końce spodni

Hmmm, no, nie wiem.

z grymasem niezadowolenia na twarzy

Czy można mieć grymas gdzie indziej?

Osobnik idący tuż za nią nie był w stanie utrzymać swojego ubrania w takiej czystości. 

I co z tego wynikało?

Mężczyzna wlepiał wzrok w ciało przemoczone od własnych wydzielin.

Przemoczone czym? wydzielinami, ale mam nadzieję, że nie opisujesz tu profanacji zwłok przez ich obrzyganie. Bo nie wiem, do czego ma się odnosić “własnych”.

Śmierć westchnęła rozdrażniona na widok młodej kobiety, wzywającej trzęsącymi się dłońmi pogotowie.

Śmierć westchnęła, rozdrażniona, na widok młodej kobiety. Ale to, że panna próbuje skorzystać z telefonu, nie oznacza automatycznie, że dzwoni na pogotowie, nie? Jako autor jesteś oczami czytelnika – nie próbuj być jego rozumem, bo to nigdy się nie udaje.

odważył się dopytać

Lepiej: zapytać.

Ale ktoś na pewno. Ktoś, kto z jakiegoś powodu uważa, że ciała trzeba zgarniać do kostnic.

Ciału nic się nie stanie, jeśli ktoś je przeniesie.

Prychnęła pogardliwie przyglądając się swoim krótkim, ale zadbanym paznokciom. 

Prychnęła pogardliwie, przyglądając się swoim krótkim, ale zadbanym paznokciom. W jaki sposób to się wyklucza?

Przygryzła precyzyjnie środkowy z nich, niby starając się go wyrównać.

Precyzyjnie? Przygryzła środkowy, niby starając się go wyrównać.

 Podeszła do nieboszczyka i położyła dłoń na jego czole, zakrywając nią oczy.

Angielska składnia (i dziwnie duża dłoń): Podeszła do nieboszczyka i położyła mu dłoń na czole, a potem zakryła oczy.

Krytycznym wzrokiem wciąż wpatrywała się w paznokieć o lekko poszarpanej płytce.

Po prostu: Wciąż wpatrywała się krytycznie w paznokieć. (Jak płytka paznokcia może być "lekko poszarpana"?)

W tym czasie jej były towarzysz śledził wzrokiem pajęczynę tycich rzeczek płynących po bruku wszędzie i zewsząd.

Hmmmmmmmmm. Nawet ładne, tylko…

Gdy podniósł głowę, nie potrafił już wypatrzyć Śmierci pomiędzy przechodniami.

Nie był już w stanie. "Potrafić" nie jest ścisłym synonimem "móc".

 Nagle poczuł wewnętrzny spokój, który jakby nakazał mu wzruszyć ramionami

Dlaczego "jakby"?

Wiedział, że to jeszcze nie jego czas na takie decyzje zawodowe.

Zaimek skasuj.

może na razie przeznaczone mu jest bezrobotne życie… 

Może lepiej: może na razie przeznaczone mu jest bezrobocie… 

W kieszeni kurtki poczuł mały kartonik. Wygrawerowano na nim numer telefonu, nic więcej.

Na kartoniku? https://wsjp.pl/haslo/podglad/92620/wygrawerowac Na kartoniku można coś wytłoczyć.

Razem z wizytówką natrafił dłonią na kilka ciężkich, złotych monet. 

Nie po polsku: Obok wizytówki natrafił… 

Uśmiechnął się pod nosem i poddał się napierającemu na niego tłumowi pieszych.

Tniemy pustosłowie: Uśmiechnął się pod nosem i poddał napierającemu tłumowi pieszych.

 

 

Bardzo… surrealistyczne. Nie wiem, o czym chciałaś opowiedzieć – główny bohater próbuje swoich sił w zawodzie, który może mu nie odpowiadać, ale raz, że właściwie niewiele robi, a dwa: ani on, ani my nie rozumiemy, co tu się dzieje i dlaczego. Czy chodzi o to, że nawet w zaświatach wszyscy mają wszystko gdzieś? Czy o to, że lepiej się nie pchać do czegoś, czego się nie rozumie? Czy, że ktoś niemiły może się niespodziewanie okazać życzliwy (w miarę)? Że nie należy się na siłę pchać do nieodpowiedniego zawodu? I co w tym wszystkim robi zupa mleczna? 

 

No, skonfundowałaś mnie, Autorko, jak urząd skarbowy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina

Bardzo dziękuję za taki długaśny komentarz! O mnie nie ma co się martwić z gryzieniem, to właśnie takie merytoryczne kolosy mnie przekonały do założenia tu konta.

Wszelkie stylistyczne, gramatyczne czy interpunkcyjne poprawki (chyba) wprowadziłam, starałam się iść po kolei, mam nadzieję, że niczego nie przeoczyłam. No, i że poprawiając nie narobiłam nowych. Te bardziej skomplikowane usterki wymagają ode mnie procesów myślowych na które siły aktualnie nie mam, ale mogę obiecać, że na dniach do nich także usiądę.

Co do tego osobnika – jak zaczynałam to pisać, to w głowie miałam, że osobnik to po prostu jednostkowy okaz gatunku i z takim założeniem używałam go dalej. Jak teraz o tym myślę, to rzeczywiście, w stosunku do człowieka jest nacechowany. Będę musiała przemyśleć, na co by go tu zamienić, żeby była właśnie jakaś “ksywka” poza mężczyzną. 

Jeśli by zastanawiać się, co autor miał na myśli… Szczerze mówiąc, autor sam nie jest pewien. Jakoś tak, któregoś dnia wstałam z łóżka i uznałam, że dziś zamiast przemocy, wybiorę napisanie czegoś. Bardziej chciałam to potraktować trochę jako “rozgrzewkę” pisarską? Przekonać się, czy w ogóle potrafię składnie (a może nawet ładnie) zdanie złożyć, wiedzieć, nad czym będzie trzeba popracować itd.. Z twojego komentarza sobie muszę głównie zapamiętać, żeby nie nadawać cech spojrzeniom, bo to się chyba przewijało notorycznie, a sama zupełnie na to nie zwróciłam uwagi. Jeszcze raz bardzo dziękuję za takie wypunktowanie mi wszystkiego!

chej :3

Proszę bardzo i nie strzelaj :D

 

Jak babunia Weatherwax, wszyscy tu cały czas zaczynamy od nowa – więc zaczynaj z nami :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka