
Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.
To był potwór. Prawdziwa bestia nie z tej ziemi. Rozlazłe cielsko ropuchy zdawało się wypełniać cały pokój. Pofalowany łeb istoty podrygiwał rytmicznie, gdy powoli, z nieubłaganą pewnością ruchów zbliżała się do swojej ofiary. Jej wielki obrzydliwie błyszczące oczy nie odrywały się od celu.
Smród – to pierwsze co po strachu poczuła ofiara. Gorzko-mdły odór gnijących kwiatów, starości i śmierci, który mógłby doprowadzić do obłędu.
Potwór otworzył paszczę wyszczerzając dwa rzędy pożółkłych zębisk, pochylił się nad ofiarą i…
Cmok, cmok, cmok.
– Oj ti ti śłodziutki bobaśku, chodź do ciotuni, nie bój się.
Bobasek wybuchnął płaczem z mocą syreny strażackiej.
Michał P. Lipka
brrr!
"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066
hahahhaha
Mastiff
Spokojnie, to tylko natarczywa ciotunia...
Może i nie ma tu fantastyki,
ale uśmiałem się.
Dobre;)
Pozdrawiam,
H.
Ahahahaha, boooooskie :D
Nie fantastyka, wręcz okrutna rzeczywistość - koszmary dzieciństwa!
To się nazywa traumatyczne przeżycie, pozornie beztroskiego bobasa i pewnie nawet nie miał, jak uciekać =D
Bardzo ciekawa miniatura literacka, krótka i z humorem... rozbawiła mnie ;P
A wspomina się dzieciństwo jako beztroskie... Brr.
„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790
Bardzo short :P Po pierwszej linijce myślałam, że będzie o teściowej - tak więc zakończenie miło mnie zaskoczyło :) Aż mi się przypomniała jedna ciocia ze swoim złotym zębem i wyleniałym pudlem...
Dobre! Usmiałem się jak cholera.
Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.