- Opowiadanie: arya - Prawo Wszechświata

Prawo Wszechświata

Au­to­rze! To opo­wia­da­nie ma sta­tus ar­chi­wal­ne­go tek­stu ze sta­rej stro­ny. Aby przy­wró­cić go do głów­ne­go spisu, wy­star­czy do­ko­nać edy­cji. Do tego czasu moż­li­wość ko­men­to­wa­nia bę­dzie wy­łą­czo­na.

Oceny

Prawo Wszechświata

1. Kiedy Pe­ri­gliusz prze­szedł przez Bramę, nie od­czuł żad­nej róż­ni­cy. Ani przez chwi­lę na­praw­dę nie wie­rzył, że ku­piec mówił praw­dę, i że uda mu się prze­mie­rzyć ko­smos. Ko­smos! Nie­ogar­nię­tą i nie­ogra­ni­czo­ną prze­strzeń jed­nym kro­kiem! Po­krę­cił głową, nie poj­mu­jąc wła­snej na­iw­no­ści. Tak bar­dzo pra­gnął wię­cej niż wie­dza książ­ko­wa, wię­cej niż widok z te­le­sko­pu. Dla­te­go zde­cy­do­wał się wydać dwie srebr­ne mo­ne­ty na brzyd­ki pier­ścień. Tego sa­me­go wie­czo­ru po­dą­żył za wska­zów­ka­mi gru­be­go han­dla­rza. We­dług nich wy­star­czy­ło przejść z pier­ście­niem na palcu przez Księ­ży­co­wą Bra­mę-sta­rą ster­tę ka­mie­ni usy­pa­nych na kształt bramy dawno te­mu-by zna­leźć się na innej pla­ne­cie. Nim prze­szedł, prze­zor­nie przy­mknął po­wie­ki. Teraz otwo­rzył oczy tylko po to, by ro­ze­wrzeć je sze­rzej. 2. Przed nim roz­po­ście­rał się kra­jo­braz, któ­re­go nie wi­dział nigdy wcze­śniej. Po­grą­żo­ny w pół­mro­ku nocy, inny i obcy. Pod­eks­cy­to­wa­ny wła­śnie miał się do­kład­niej ro­zej­rzeć, gdy wtem lekko stłu­mio­ny szloch ro­ze­rwał głę­bię noc­nej ciszy. Pod wpły­wem im­pul­su, Pe­ri­gliusz prze­szedł parę kro­ków, wcho­dząc do lasu. Od­na­le­zie­nie źró­dła roz­pa­czy nie przy­szło mu trud­no. Wy­star­czy­ło zaj­rzeć za na­stęp­ne drze­wo, by serce prze­szy­ła bo­leść. Na tra­wie sie­dzia­ła dziew­czy­na. Była pięk­na jak po­ra­nek i de­li­kat­na jak kro­pla rosy. Miała nie­sa­mo­wi­cie jasne, sło­mia­ne włosy, ka­ska­dą spły­wa­ją­ce na trzę­są­ce się ra­mio­na. Po jej bla­dych, pie­go­wa­tych po­licz­kach spły­wa­ły krysz­ta­ło­we łzy. Pe­ri­gliu­szo­wi wy­da­wa­ło się, że to jego uko­cha­ne niebo pła­cze. 3.Dziewczy­na wi­dząc go, prze­tar­ła swe błę­kit­ne oczy. 4.-Kim je­steś?– za­py­ta­ła, przy­bie­ra­jąc dumny wyraz twa­rzy, choć głos jej się łamał. 5.Perigliusz nie od­po­wie­dział. Stał bez ruchu, za­po­mi­na­jąc ję­zy­ka w gębie. Wresz­cie wy­krztu­sił: -Dla­cze­go pła­czesz? 6.Dziewczy­na po­cią­gnę­ła gło­śno nosem, pod­ty­ka­jąc ko­la­na pod brodę. Wy­glą­da­ła tak bez­bron­nie, że Pe­ri­gliusz za­pra­gnął oto­czyć ją ra­mie­niem i bro­nić przed całym świa­tem, jeśli by­ło­by to ko­niecz­ne. Ci­chut­ko usiadł obok niej, mu­ska­jąc pal­ca­mi je­dwab­ną su­kien­kę. 7.-Mój czas do­bie­ga końca– za­czę­ła smut­no– ga­śnie już siła Serca Wenus. Czte­ry cykle mi­nę­ły, a mnie nie udało się go od­zy­skać. 8.Perigliusz cze­kał. 9.-Kie­dy Serce zga­śnie, wygra. Osło­ny, chro­nią­ce moich pod­da­nych roz­pad­ną się i zgod­nie z Pra­wem Wszech­świa­ta, będą mogli na­je­chać mój dom. Już nigdy nie będę mogła tam wró­cić!- Znów za­nio­sła się pła­czem. 10.Perigliusz mil­czał, nic nie ro­zu­mie­jąc. Spoj­rzał w niebo, jak za­wsze, gdy nie wie­dział co robić. Gwiaz­dy dzia­ła­ły nań ko­ją­co, ota­cza­ły ra­mio­na­mi bla­dych pro­mie­ni, pie­ści­ły skórę, skła­da­jąc chłod­ne po­ca­łun­ki. Nagle Pe­ri­gliusz wydał z sie­bie zdu­szo­ny okrzyk, zry­wa­jąc gwał­tow­nie na nogi. 11.-Gdzie są gwiaz­dy?– wy­krztu­sił roz­go­rącz­ko­wa­ny, prze­ska­ku­jąc spoj­rze­niem od gra­na­tu nie­bo­skło­nu, do ide­al­nej twa­rzy zroz­pa­czo­nej dziew­czy­ny. Rze­czy­wi­ście, na nie­bie nie było śladu ma­łych, noc­nych słońc. Pe­ri­gliusz po­szu­kał wzro­kiem księ­ży­ca, lecz i jego nie było ni­g­dzie widać. 12.Dziewczy­na zmie­rzy­ła go kry­tycz­nym wzro­kiem, jakby był nie­speł­na ro­zu­mu. 13.-Tu na nie­bie nigdy nie było gwiazd. Spójrz w dół. 14.Chło­piec zro­bił co mu ka­za­ła, a jego osłu­pie­nie nie znało gra­nic. Wszę­dzie wa­la­ły się róż­nej wiel­ko­ści śnież­no­bia­łe ka­mie­nie. Każdy z nich ema­no­wał de­li­kat­nym, sre­brzy­stym świa­tłem o róż­nym stop­niu in­ten­syw­no­ści. Wtedy nie poj­mo­wał jesz­cze, że pa­trzył na uko­cha­ne gwiaz­dy, które w swoim świe­cie, zwykł po­dzi­wiać na nie­bie. 15.Tymczasem ob­li­cze dziew­czy­ny roz­ja­śnił błysk zro­zu­mie­nia. 16.-Nie je­steś stąd, praw­da? Prze­sze­dłeś przez Bramę– za­my­śli­ła się, grze­biąc w pa­mię­ci.– Księ­ży­co­wą Bramę. Pe­ri­gliusz przy­tak­nął, nie pod­no­sząc głowy znad fa­scy­nu­ją­cych ka­my­ków. 17.-A zatem TY mi po­mo­żesz! 18.Pociągnę­ła chłop­ca za ramię, a na jej twa­rzy za­go­ścił ra­do­sny uśmiech. Ten uśmiech zjed­nał ich sobie cał­ko­wi­cie. Wi­dząc jej ra­dość, Pe­ri­gliusz nie po­tra­fił po­wie­dzieć nie. 19. Wy­szli z lasu na do­brze utrzy­ma­ny trakt. Dziew­czy­na prze­wo­dzi­ła, snu­jąc swą opo­wieść. Pe­ri­gliusz słu­chał w mil­cze­niu, zdu­mie­wa­jąc się coraz bar­dziej, aż w końcu gra­ni­ca jego za­sko­cze­nia cał­ko­wi­cie znik­nę­ła. Pani Wenus. Taki tytuł no­si­ła to­wa­rzysz­ka Pe­ri­gliu­sza. Jej domem była Wenus, świat błę­kit­nych oce­anów i barw­nych ogro­dów. Pod­da­ni ko­cha­li ją naj­bar­dziej we Wszech­świe­cie, wie­rząc, że w razie nie­bez­pie­czeń­stwa jej mą­drość oraz moc ich ocali. Tak, jak teraz. Nie­cier­pli­wie ocze­ki­wa­li po­wro­tu Pani, nie tra­cąc na­dziei. Nie wie­dzie­li, że ona już ją stra­ci­ła. Czas do­bie­gał końca, a jej nie udało się od­zy­skać skra­dzio­ne­go Serca Wenus, źró­dła ist­nie­nia ich pla­ne­ty, cze­goś, bez czego świat nie mógł ist­nieć. Pod­stęp­nie wy­kradł je im Dżen­tel­men, by na­stęp­nie umie­ścić w jed­nej z trzech wieży daw­nej Szko­ły Po­tę­gi Wszech­świa­ta. Dziew­czy­na była pewna, że skarb zo­stał ukry­ty w Wieży Pod. 20.Zabezpie­czył teren sil­ny­mi za­klę­ciem, unie­moż­li­wia­ją­cym po­now­ne wej­ście do uni­wer­sy­te­tu, zaraz potem kazał przejść miesz­kań­com mia­sta, aby nie mieli moż­li­wo­ści po­mo­cy w razie mego nie­po­wo­dze­nia. I za­wio­dłam. Pani Wenus spu­ści­ła za­wsty­dzo­na głowę. 21.Jakiś czas póź­niej uj­rze­li wresz­cie zarys mia­sta, a już dru­gie tyle póź­niej prze­kro­czy­li jego bramy. Mia­sto wy­glą­da­ło jak każde inne mia­sto, które Pe­ri­gliusz zwykł wi­dy­wać w swoim świe­cie. Wzdłuż bru­ko­wa­nych sza­rym ka­mie­niem uli­czek cią­gnę­ły się domy, oświe­tla­ne z ze­wnątrz cie­płym świa­tłem la­tar­ni. Nie­któ­re, po­przez wy­wie­szo­ne szyl­dy ogła­sza­ły swą ak­tyw­ność go­spo­dar­czą, do wielu stały ko­lej­ki ludzi. Chłop­ca za­sta­no­wił fakt, że mimo póź­niej pory, na ze­wnątrz krę­ci­ło się dużo osób. Po­dzie­lił się tym spo­strze­że­niem z to­wa­rzysz­ką, lecz dziew­czy­na wzru­szy­ła ra­mio­na­mi. 22.-A cóż to jest noc? Ciem­ność po za­cho­dzie słoń­ca? Tutaj noc wy­glą­da ina­czej, niż na two­jej Ziemi. Jest nie­sta­bil­na i po­tra­fi trwać la­ta­mi, jeśli słoń­ce nie od­naj­dzie drogi. 23. Na tym roz­mo­wa się urwa­ła. Prze­py­cha­li się przez tłum tu­byl­ców, ni­czym się nie róż­nią­cych od miesz­kań­ców świa­ta Pe­ri­gliu­sza i sta­ra­li się nie zgu­bić sie­bie na­wza­jem. Pe­ri­gliusz co jakiś czas zer­kał tę­sk­nie na od­gwież­dżo­ne niebo. Nie za­uwa­żył nawet jak dziew­czy­na się za­trzy­ma­ła, póki nań nie wpadł. Pani Wenus wska­za­ła coś szczu­płym pal­cem. Chło­piec za­darł głowę i jego oczom uka­za­ła się wieża w całej oka­za­ło­ści. Była wiel­ka, ma­syw­na i wzbu­dza­ją­ca kom­pleks niż­szo­ści. Tuż obok, przy­ro­śnię­ta do pierw­szej, druga wieża pięła się ku górze. Wy­so­ko­ścią nie do­rów­ny­wa­ła swej sio­strze, jed­nak bu­dzi­ła po­dob­ne emo­cje. Pe­ri­gliusz od razu do­my­ślił się, że musi mieć przed sobą dwie Wieże Nad. W takim razie, gdzie jest ta Wieża Pod?, za­sta­no­wił się. Wów­czas dziew­czy­na po­cią­gnę­ła go za rękę, okrą­ża­jąc plac wokół wież. Sta­nę­ła opo­dal za­gu­bio­nej Wieży Pod. Chło­piec wcią­gnął gwał­tow­nie po­wie­trze. 24.Wieża Pod, rów­nie im­po­nu­ją­ca jak po­zo­sta­łe, pod wzglę­dem po­my­sło­wo­ści biła je na głowę. Zbu­do­wa­na zo­sta­ła z czar­nych ka­mie­ni, prze­ty­ka­nych sre­brzy­sty­mi żył­ka­mi. Swój po­czą­tek brała w jed­nej trze­ciej z mniej­szych sióstr i pę­dzi­ła w dół, aż… …nik­nę­ła pod zie­mią, za­głę­bia­jąc się coraz bar­dziej w dole. Była to tak nie­spo­ty­ka­na kon­struk­cja, że wbrew po­sta­no­wie­niu, Pe­ri­gliusz za­dzi­wił się bar­dzo mocno. Nazwa Wieża Pod na­bra­ła sensu. 25. De­li­kat­ne, acz­kol­wiek sta­now­cze pchnię­cie spro­wa­dzi­ło chłop­ca z po­wro­tem na zie­mię. Dziew­czy­na pa­trzy­ła na niego wy­cze­ku­ją­co, na­glą­co wska­zu­jąc ski­nię­ciem Wieżę Pod. Pe­ri­gliusz po­czuł dreszcz prze­cho­dzą­cy po ple­cach. Plac wokół szko­ły był opu­sto­sza­ły, jed­nak sama wieża bu­dzi­ła w nim nie­po­kój. Wi­dząc jego nie­zde­cy­do­wa­nie, Pani Wenus po­chy­li­ła się i zło­ży­ła na jego po­licz­ku słod­ki jak nek­tar po­ca­łu­nek. Pe­ri­gliusz wziął głę­bo­ki wdech i prze­sko­czył murek. 26. Zgię­ty wpół do­padł ścian Wieży Nad. W każ­dej chwi­li ktoś mógł go zo­ba­czyć. Przy­tu­lo­ny do wieży zbli­żył się do kra­wę­dzi dołu tej Pod. Dół był głę­bo­ki, a ścia­ny gład­kie, nie dałby rady prze­sko­czyć. Mi­giem zlu­stro­wał oba obiek­ty. Plan był pro­sty: zdo­być szczyt krat­ki, przejść do je­dy­ne­go okna nad zie­mią Wieży Pod i do­stać się do środ­ka. Wró­cił więc pod Wieżę Nad, chwy­cił się krat­ki na bluszcz i za­czął wspi­nać. Był w tym dobry, jako że czę­sto wdra­py­wał się z te­le­sko­pem na dach domu. 27.Zanim krat­ka się skoń­czy­ła, zdo­łał osią­gnąć za­mie­rzo­ną wy­so­kość. Wieża Pod, oraz wyż­sza Nad, po­łą­czo­na była z mniej­szą na pew­nym od­cin­ku kon­struk­cji. Pe­ri­gliusz za­ob­ser­wo­wał, że w tym miej­scu mu­ra­rze wy­ko­na­li ro­bo­tę nie­sta­ran­nie, po­zo­sta­wia­jąc wiele nie­rów­no­ści, na­da­ją­cych się na opar­cie dla nóg i rąk. Bez więk­szych pro­ble­mów zatem chło­piec prze­szedł na Wieżę Pod i się­gnął dło­nią ku okien­ne­mu tym­pa­no­no­wi. Za­klął siar­czy­ście, mogąc za­le­d­wie mu­snąć opusz­ka­mi pal­ców szorst­ki ka­mień. Sto­jąc tak, za­sta­na­wiał się co dalej po­cząć. I tak zro­dzi­ła się ab­sur­dal­na myśl. Mogę zgi­nąć, stwier­dził ner­wo­wo. Lecz jeśli nie za­ry­zy­ku­ję, pla­ne­ta dziew­czy­ny się roz­pad­nie. Nie po­trze­bo­wał kal­ku­la­cji. Sko­czył. 28. Póź­niej nie mógł uwie­rzyć, że to zro­bił, ani że mu się udało. Ani, że w dal­szym ciągu wszyst­ko szło gład­ko. Okno nie było za­mknię­te, toteż nie­mal bez­sze­lest­nie wszedł do kom­nat­ki. Nie ba­cząc na wy­strój po­miesz­cze­nia, ru­szył pro­sto ku drzwiom. 29. Zro­zu­miał swój błąd, gdy nie­spo­dzie­wa­nie po­czuł na gar­dle na­cisk ostre­go na­rzę­dzia. Coś cie­płe­go i wil­got­ne­go spły­nę­ło mu po szyi. W ułam­ku se­kun­dy zo­stał bru­tal­nie przy­gwoż­dżo­ny do ścia­ny, sta­jąc oko w oko z okrut­no­okim straż­ni­kiem. Jedno z ol­brzy­mich jak on sam, za­koń­czo­nych w kosz­mar­ne ząbki ostrzy unio­sło się do ciosu. I wtedy Pe­ri­gliusz zre­flek­to­wał się, że to ko­niec, za­wiódł. Był za słaby na tę misję, i za głupi, skoro w ogóle prze­szedł przez Bramę. Prze­klął w my­ślach han­dla­rza, po czym od­no­to­wał w pa­mię­ci, że to nie­praw­da, iż w chwi­li śmier­ci przed ocza­mi prze­wi­ja się całe życie. 30.Potem była już tylko ciem­ność. 31.Kiedy roz­warł po­wie­ki, po­my­ślał o nie­bie. Nie­ste­ty, jedno spoj­rze­nie uświa­do­mi­ło mu, że wciąż był na ziemi..Pfu! Pod zie­mią. Ktoś szarp­nię­ciem po­sta­wił go na nogi. Trza­snę­ły drzwi i zo­stał sam na sam z wy­so­kim, szpa­ko­wa­tym męż­czy­zną w wy­szu­ka­nie wy­stro­jo­nej kom­na­cie. 32.-Wi­taj, Pe­ri­gliu­szu, mój szpieg po­wie­dział mi, że prze­kro­czy­łeś Księ­ży­co­wą Bramę– ode­zwał się głę­bo­kim gło­sem Dżen­tel­men.– Przy­cho­dzisz z wiel­kim skar­bem, po skarb mniej­szy. 33.-Przy­cho­dzę po Serce We­nus-od­parł hardo chło­pak. 34.Czarno­wło­sy uśmiech­nął się po­błaż­li­wie. 35.-Od­dam je, ale wpierw chcę ci coś po­ka­zać. Po­dejdź tu. 36.Perigliusz po­słusz­nie zbli­żył się do na­jeźdź­cy. Męż­czy­zna wy­cią­gnął dłoń ze spo­czy­wa­ją­cym nań nie­wiel­kim ka­mycz­kiem. 37.-Przyj­rzyj się. 38.Perigliusz przyj­rzał się i nic, ab­so­lut­nie nic nie przy­go­to­wa­ło go nigdy na po­dob­ny widok. Zdu­mie­nie prze­kro­czy­ło nie­ist­nie­ją­ce gra­ni­ce. Bo oto zo­ba­czył cały wszech­świat, za­mknię­ty w nie­wiel­kim odłam­ku. Pa­trzył, a im dłu­żej pa­trzył, tym bar­dziej walił się jego świat. Wszyst­kie teo­rie bu­do­wa­ne przez setki lat na pod­sta­wie szcze­gó­ło­wych badań roz­pa­da­ły się jak domek z kart. Cała jego wie­dza nagle oka­za­ła się nic nie warta. Po­czuł, że jego życie jest nic nie warte. Za­wsze pra­gnął cze­goś w życiu do­ko­nać, cze­goś prze­ło­mo­we­go. Uczył się i po­zna­wał wszech­świat, tylko po to, by w jed­nej chwi­li zro­zu­mieć, że nie da się go po­znać. Nie da, gdyż jest za duży, gdyż każdy jego cal rzą­dzi się in­ny­mi pra­wa­mi. Ta wie­dza była dla niego jak nóż wbity w plecy. 39.-Zgod­nie z umową, Serce jest twoje. 40.Dżen­tel­men wziął ka­my­czek w palce i wy­rzu­cił wy­so­ko przez okno. Pe­ri­gliusz krzyk­nął i rzu­cił się za nim lecz męż­czy­zna za­stą­pił mu drogę. 41.-Cie­bie umowa nie obo­wią­zy­wa­ła. –Pod­niósł wyżej pier­ścień Pie­ri­gliu­sza.– Przy­nio­słeś mi Serce Ziemi. Dzię­ku­ję ci, a teraz że­gnaj. 42.Ostatnim, co zo­ba­czył zanim zle­ciał w dół Wieży Pod był sze­ro­ki, pełen trium­fu uśmiech Dżen­tel­me­na. Póź­niej ogar­nę­ła go tylko ciem­ność. Nie było w niej gwiazd. 43. Wszech­świat zbu­do­wa­ny jest z nie­zli­czo­nej licz­by po­szcze­gól­nych świa­tów,– po­tocz­nie zwa­nych pla­ne­ta­mi-po­łą­czo­nych ze sobą cien­ką war­stwą ko­smo­su. Pa­trząc z boku ca­łość wy­glą­da­ła­by jak kon­struk­cja bą­bel­ków, któ­rych ścian­ki two­rzy ma­te­ria znana pod nazwą ko­smos, a prze­strzeń w środ­ku wy­peł­nia­ją po­je­dyn­cze świat­ki. Oświe­tla­ją je cie­pło­daj­ne Słoń­ca, jed­nak­że wbrew ogól­nie przy­ję­tej teo­rii, Słoń­ce nie jest ku­li­stą gwiaz­dą okrą­ża­ną przez pla­ne­tę lecz ta­le­rzem za­wie­szo­nym w ko­smo­sie i swo­bod­nie się w nim prze­miesz­cza­ją­cym. Tak wła­śnie zo­ba­czył wszech­świat Pe­ri­gliusz, a także o wiele wię­cej. 44.*Miesz­kań­cy Ziemi sta­nę­li w ob­li­czu za­gro­że­nia. Nie zna­jąc Praw Wszech­świa­ta, wal­czą z ży­wio­ła­mi nie­świa­do­mi, że ich źró­dłem jest utra­ta Serca Ziemi. Pier­ście­nia Pe­ri­gliu­sza.

Koniec

Komentarze

To jest jeden aka­pit, tak?

I po co to było?

Źle się wkle­iło^^

nie wiem ocb ;/

No to ze­dy­to­wać trze­ba. Po­wsta­wiaj ja­kieś nu­mer­ki albo gwiazd­ki i bę­dzie do­brze.
po­zdra­wiam

I po co to było?

Przy­pusz­czam, że ory­gi­nał w ja­kimś eg­zo­tycz­nym dla tu­tej­sze­go "edy­to­ra" for­ma­cie.
Pół­to­ra roku, a nikt po­pra­wić nie myśli, nawet in­for­ma­cji podać, że ak­cep­to­wa­ne bez prze­kła­mań są takie a takie for­ma­ty...

Po­wstrzy­mam się od ko­men­to­wa­nia, bo tekst jest pra­wie nie­czy­tel­ny. Trze­ba go uło­żyć, za­dju­sto­wać.

Po­zdra­wiam. 

Nu­mer­ki nic nie dały..nie wiem co jest bo nawet po­now­ne wkle­je­nie i spa­cje nic nie dają^^ -.-

Spa­cje...? A może by tak enter wci­snąć po pro­stu?

Cięż­ko się czyta taki tekst bez wy­raź­ne­go po­dzia­łu na aka­pi­ty itd, ale dałam radę i muszę przy­znać, że mi się po­do­bał :)

Cza­sa­mi wkle­ja­nie z In­ter­net Explo­re­ra po­ma­ga (przy­naj­mniej u mnie). Co do tek­stu, wra­że­nie po­zy­tyw­ne, faj­nie zbu­do­wa­łeś kli­mat, tylko sty­li­sty­ka nie­któ­rych zdań wy­ma­ga po­pra­wy i na Twoim miej­scu roz­wi­nął­bym za­koń­cze­nie. Ge­ne­ral­nie przy­jem­na lek­tu­ra :)

A jak dla mnie- takie sobie. Raz, że nijak ma się do wie­dzy ogól­nej, mimo, że czer­pie z niej gar­ścia­mi. Po dru­gie- błędy lo­gicz­ne, skła­dnio­we. Jest też w jakiś spo­sób...niedorzecz­ne;) Już na wstę­pie ata­ku­jesz czy­tel­ni­ka mo­ty­wem- po­dróż mię­dzy­pla­ne­tar­na. Ok. Kra­jo­braz- jakiś inny. Ale zda­nie póż­niej po­ja­wia się las, trawa, jakaś dziew­czy­na. Po czym bo­ha­ter po­znał, że prze­niósł się na inną pla­ne­tę, skoro jest tam tak swoj­sko? To, że wszyst­kie gwiaz­dy leżą na ziemi za­uwa­żył dużo póź­niej. Znisz­czy­ło mnie też zda­nie o wie­ży- "Była wiel­ka, ma­syw­na i wzbu­dza­ją­ca kom­pleks niż­szo­ści." albo "Zanim krat­ka się skoń­czy­ła, zdo­łał osią­gnąć za­mie­rzo­ną wy­so­kość.", krat­ka z blusz­czem też po­ja­wia się ni stąd ni zowąd. Ope­ru­jąc re­al­ny­mi (a w za­sa­dzie to nawet na­uko­wy­mi) na­zwa­mi wła­sny­mi opo­wia­dasz nam baśń, która ani ni­cze­go nie wy­ja­śnia, ani nie nie­sie ze sobą mo­ra­łu, nie jest ani żar­to­bli­wa ani na po­waż­nie. W ogóle jakaś taka ni­ja­ka. We­dług mnie, oczy­wi­ście.

Spa­cje były, enter też. Nawet dając edy­tuj w wer­sji ro­bo­czej wy­glą­da tak jak po­win­no, a na forum lipa^^

Nowa Fantastyka