
Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.
Andrzej Franciszek Chruściel
Pokaleczone Dusze
Ciężko opowiedzieć historię Zenka, bez zrozumienia kilku prawidłowości rządzących ludzką psychiką. Otóż czasami ludzie posiadają o wiele za dużo niż ich ciasne umysł są w stanie objąć kontrolą. Zaczynają się wtedy różnego rodzaju kłopoty. Spokojny człowiek staję się nagle agresywny, a osoby mające opinie ostoi spokoju wpadają w depresję. Cóż jest tego przyczyną? Ludzka chciwość, nieograniczona ludzka chciwość, która jest niczym beczka. Może być ona pełna a dla niektórych to i tak będzie za mało. Tacy już jesteśmy to fakt. Takim człowiekiem właśnie był Zenek Filipowicz, mieszkaniec pewnego kraju usytowanego pośrodku Europy.
Ktoś kto nie znał osobiście Zenka pomyślał by – ten człowiek ma wszystko, niczym kot zawsze spada na cztery łapy. Rewelacyjne zarobki, duże mieszkanie w samym sercu Krakowa, piękna żona. A jednak jak miało się okazać to i tak było za mało.
To był jeden z tych dni, o których mówi się iż lepiej było wtedy nie wychodzić z domu. Na pozór zaczęło się całkiem niewinnie. Jak co dzień Zenek po śniadaniu i po czułym pożegnaniu żony udał się do pracy. Samochód będący tego dnia w naprawie, zamienić musiał na komunikację miejską. Dawno już nie korzystałem z tramwajów , pomyślał Zenek wsiadając do zatłoczonej 13stki. Po kilku przesiadkach dotarł w końcu do budynku firmy. Był dyrektorem działu zatrudnień w dużej firmie, codziennie decydującym o tym kto będzie pracował w jego firmie a kto nie. Koledzy twierdzili, że ma do tego jakiś specjalny zmysł albowiem osoby zatrudnione przez niego okazywały się zwykle niezwykle cennymi nabytkami. Zenek miał bardzo wygórowane, kryteria tak długo jak chodziło o mężczyzn. Znajomość minimum 2 języków obcych, doświadczenie zawodowe.
Zupełnie inaczej rzecz się miała jeśli chodziło o kobiety. Otóż płeć piekna zatrudniona w owej firmie można by z całkowitą pewnościa nazwać kwiatem obywatelek Krakowa. Kwiatem lekkiego obyczaju co prawda co nie zmienia faktu, że już sam widok asystentek i sekretarek nastrajał klientów bardzo pozytywnie do życia. W tym wypadku kryteria kwalifikacji choć oficjalnie takie same jak dla wszystkich nie były zbyt wygórowane. Złośliwcy i prześmiewcy twierdzili, że w wypadku kobiet wystarczającą jest doskonała znajomość języka francuskiego, jednak był to tylko niepotwierdzone nigdy plotki wynikające najpewniej z zazdrości.
– Popatrzmy– powiedział Zenek przeglądając CV nowoprzybyłej kandydatki na stanowisko jego osobistej sekretarki, uśmiechając się do niej dyskretnie– doskonałe wykształcenie, ukończone prawo na Uniwersytecie, dyspozycyjność, wyśmienicie. Jak bardzo jest Pani gotowa oddać się firmie? Pytaniu towarzyszyło badawacze i tajemnicze spojrzenie, które zdawało się zniewalać kandydatkę.
– Może zechce się Pan przekonać o tym osobiście – powiedziała młoda dziewczyna zalotnie bawiąc się koncówkami swoich włosów, podając dyskretnie chusteczkę na której szminką napisała uprzednio swój adres.
– Czyli znowu konieczna będzie dodatkowa rozmowa kwalifikacyjna, ach nienormaowany czas pracy. Uśmiechnął się , żegnając się z kandydatką.
Dziwnym i nigdy niezbadanym zjawiskiem była ogromna rotacja na stanowisku osobistej sekretarki Zenka. Rekordzistki utrzymywały się na tym stanowisku maksymalnie miesiąc. Oficjalne powody zwolnień były bardzo różne – ot zatajenie pewnych ważnych faktów w trakcie zatrudniania takich jak stan cywilny, czy planowany ślub, po brak dyspozycyjności i nieprofensjonalizm. Fakt iż wymienione wady były możliwe do wykrycia już na samym początku nikomu zdawał się nie przeszkadzać. Bo przecież Zenek był mistrzem w swoim fachu. Wiedział co robi. A pogłoski o kontekście seksualnym całej sprawy na pewno były zmyślonymi bajkami wrogów Zenka, mającymi na celu jedynie zaszkodzenie jego nieskażonemu wizerunkowi dobrego męża i doskonałego pracownika. Po zakończonej właśnie porannej sesji rozmów kwalifikacyjnych przyszedł czas na przerwę.
Krótką chwilę relaksu Zenek przeznaczał zawsze na wizytę w pobliskiej siłowni. Tego dnia okazało się, że nie był w niej jedynym klientem. Pewien facet , będący już raczej w średnim wieku zdawał się cały czas przyglądać Zenkowi. Ten co prawda przywykły do zainteresowania swoją osobą, odczuł nagle dziwne zaniepokojenie. Postanowił nie wdawać się w rozmowę z ową tajemniczą postacią. Jakiś zboczeniec pomyślał, bo któż normalny przesiaduje w siłowni w garniturze, pod krawatem. W drodze powrotnej do pracy spotkał swojego szefa prezesa Trutnia.
-Dzień dobry Panie Prezesie– przywitał się donośnym głosem.
-Witam Panie Dyrektorze! Słyszałem , że znowu szuka Pan osobistej sekretarki, która to już dwudziesta w tym miesiącu?
-Ach sam Pan rozumie ciężko teraz znaleźć kompetętna osobę.
-Tak ma Pan rację. Zresztą jest Pan moim najlepszym pracownikiem więc na pewno Pan wie co robi. Mam dla Pana ważne zadanie, mam nadzieję, że będzie Pan mógł poświęcić mi dziś chwilę w moim gabinecie.
-Oczywiście Panie Prezesie jak tylko wrócę z rozmowy kwalifikacyjnej od Pani Renatki, wie Pan tej studentki AGH.
-Tak rozumiem. Dobrze tylko proszę się pojawić bo sprawa jest ważna.
-Oczywiście Panie Prezesie.
Jakkolwiek do głównych obowiązków Zenka należało pozyskiwanie wartościowych dla firmy pracowników, to zdarzało się, iż Prezes Truteń zlecał mu czasami inne zadania. Spotkanie biznesowe mające na celu zdobycie nowych klientów dla firmy. Podpisywanie umów. Miał opinię człowieka, który potrafi potencjalnego klienta przekonać do wszystkiego. Autobus właśnie zatrzymał się na przystanku. Bieżanów. Bloki pamiętające jeszcze poprzedni ustrój. W jednym z tych bloków zamieszkiwała Pani Renatka.
-Jak sama Pani rozumie poszukuję osoby całkowicie dyspozycyjnej i potrafiącej bezwzględnie oddać się firmie. Rozpoczął dialog popijając właśnie kawę i spoglądając na młodą dziewczynę. Ma Pani doświadczenie w handlu jeśli wierzyć CV czym się Pani zajmowała?
-Pracowałam w budce z kebabami! Uśmiechnęła się dziewczyna. Miała na oko góra 23 lata. Wysoka szczupła, biust średniej wielkości, jednak rzucający się w oczy.
-Ach faktycznie jest to jakieś doświadczenie w nazwijmy to handlu detalicznym. Uśmiechnał się cynicznie , jednak sama Pani rozumie nasza firma zajmuje się dystrybucją luksusowych mebli, oraz ogólnie pojętym handlem z za granicą. Czy ma Pani jakieś doświadczenie w stosunkach z obcokrajowcami?
-Ogromne wręcz, uśmiechnęła się drapieżnie, kładąc dłoń na kolanie przyszłego pracodwacy, przesuwając ją wyraźnie w oczyiwstym kierunku.
-Myślałem, że kwestię języków obych omówimy sobie za chwilę. Powiedział bardziej do siebie Zenek.
-Zdaje się, że pytał Pan o gotowość mojego oddania się firmie, powiedziała rozpinając Zenkowi, rozporek.
-Ach tak lubię pracowników z inicjatywą własną, powiedział całkowicie już rozluźniony Zenek oddając się do dyspozycji swojej nowej asystence, jednocześnie zastanawiając się nad oficjalną przyczyną zwolnienia.
Po udanej rozmowie kwalifikacyjnej udał się do siedziby firmy. Prezes już czekał na niego w biurze. Był to człowiek już w zaawansownym wieku, z drobną bródką. Bardzo elegancki z nienaganną kulturą osobistą I wyraźnie zauważalnym zabużanskim akcentem. Była to jedna z nielicznych osób które Zenek obdarzał autentycznym szacunkiem. Gdy tylko wszedł do jego gabinetu prezes poprosił go o zajęcie miejsca w fotelu. Gabinet Prezesa urządzony był bardzo gustownie. Duże biurko z drzewa machoniowego, machoniowe meble, na ścianie portret jakiegoś barokowego mistrza. Na ścianie zdjęcie prezesa w Towarzystwie najwiekszych gwiazd szow-bizensu I świata biznesu. Prezes był postacią dość powszechnie znaną I szanowaną.
-Panie Zenonie– rozpoczął prezes– jak Pan wie prowadzimy od niedawna interesy z pewną indyjską firmą. Handel przyprawami, mamy okazję wejść na rynek jako dystrybutor przypraw wysokiej jakości.
-Brzmi ciekawie słucham dalej
-Proszę poczekać z komentarzami do końca. Otóż nasi indyjscy przyjaciele szukają partnera na rynku polskim, który zgodziłby się rozprowadzać ten towar. Nasza firma jest poważnie brana pod uwagę, jednak wydają się jeszcze nie do końca przekonani. I właśnie tutaj jest zadanie dla Pana.
-Na czym ono miałoby polegać?
– Przedstawicielem hindusów jest Pani Jolanta Rutkiewicz. Żona polskiego ambasadora w Indiach. Wydaje się kobietą nieustępliwą I nie do końca serdeczną naszej firmie. Przede wszystkim jednak jej brat prowadzi podobną do naszej firmy działalność I to właśnie jego Pani Jolanta chce wprowadzić w ten biznes. Pańskie zadanie polega na przekonaniu Pani Jolanty, iż to właśnie nasza firma jest tą którą powinna wybrać. Może Pan użyć do tego celu wszelkich dostępnych metod. To jest pierwsza sprawa, sprawa druga polega na tym, że dopóki nie podpiszemy kontraktu z samymi hindusami a w tej sprawie spotkanie ma odbyć się dopiero za dwa miesiące, zadbać Pan musi o to by Pani Jolanta się nie rozmyśliła. Czy rozumie Pan o co mi chodzi?
– Tak oczywiście szefie.
-Wobec tego życzę Panu powodzenia I nie ukrywam, że w wypadku pozytywnego wyniku Pańskich działań moja hojność nie będzie znała granic. Podobnie jak moje podpisy pod zwolnieniami kolejnych pańskich asystentek. Do dzieła Panie Zenonie!
Polecenie I intencję szefa wydały się Zenkowi oczywiste. W drodze do domu wstąpił na moment do Empiku.– Tak Pani Jolanta lubi orientalną atmosferę pomyślał sobie, wobec tego postaram się Pani nie rozczarować, pomyślał nabywając właśnie egzemplarz kamasutry. Gdy tramwaj numer 13 docierał właśnie do przystanku w pobliżu, którego mieszkał , Zauważył, że ten sam tajemniczy osobnik, którego widział w siłowni, siedzi właśnie z drugiej strony tramwaju bacznie mu się przyglądając. Dobrze zbudowany facet mający na oko czterdziestkę, może pięćdziesiątke. Czarne włosy I ponowni ten sam garnitur. Zenka troszkę zaniepokoił fakt, iż tajemniczy osobnik przebywa w pobliżu jego miejsca zamieszkania, zastanawiać się zaczął czy osoba ta może mieć do niego jakiś interes jednakowoż nie był zainteresowny wdawaniem się w dyskusję wobec czego gdy tramwaj się tylko zatrzymał, nie zwracając uwagi na tajemniczego osobnika wysiadł. Być może było to efektem zmęczenia a może tylko się przesłyszał ale można by przysiąc, że przechodząc obok usłyszał jak owy gentelmen powiedział..
-Po szóste nie códzołóż ..
Nie było to jedyne dziwne wydarzenie. Gdy już wysiadł z tramwaju wpadł na niego nagle jakiś dziwny człowiek, w stroju klauna wywracając Zenka na ziemię. Kolejny dziwny osobnik nie spieszył się z pomocą mówiąc jedynie:
-Prosę o wybacenie hell Zenonie, po czym tramwaj, do którego ów dziwoląg wsiadł I odjechał.
Wstając I złorzecząc Zenon nagle uświadomił sobie, że przecież widział tego człowieka pierwszy raz w życiu. Skąd on u licha znał moje imię?
II
Mieszkanie Zenona urządzone było skromnie ale ze smakiem. Ot 4 pokoje, ściany w kolorze oliwkowym, panele na podłodze. Gdy tylko wszedł usłyszał głos żony dochodzący z kuchni.
-Cześć kochanie, jak dobrze, że jesteś, akurat obiad przygotowałam.
-Jesli to coś co gotujesz w ogole można nazwać jedzeniem , zamruczał pod nosem Zenon. Już idę kochanie. Ach cóż za wspaniały zapach, to zapewne moja ukochana wątróbka. ?
-Smażona z cebulką tak jak lubisz kochanie.. bo przecież uwielbiasz moją wątróbkę w cebulce prawda?
-Tak tak koteczku Ty to wiesz jak mi sprawić przyjemność. Po czym dodał do siebie – I przyśpieszyć mój pogrzeb. – a jak tam minął Ci dzień?
-Ciekawie, byłam z Dominiką na kręglach wiesz tą moją koleżanką z roku. Swoja drogą nie wiedziałam, że się znacie , mówiła o Tobie w samych superlatywach , wiesz och jakiego mam wspaniałego męża jak ona mi zazdrości, że miała niedawno okazję Cię poznać..
– nawet całkiem dokładnie – zachichotał w duchu
-…, I że jesteś bardzo sympatyczny I fascynujący. To się nazywa przyjaciółka nie to co ta kłamliwa suka Jola, popatrz niby to najlepsza przyjaciółka z dziećinstwa a ośmieliła się zmyślać, że jest z Tobą w ciąży. Zaczynając od tego, że nigdy byś mnie zdradził to przecież nawet nie lubisz takich cycastych, niskich brunetek.. z rozbrajającą pewnością w głosie powiedziała Lutka.
-Tak tak masz racje, skandal po prostu skandal. I te wredne piegi na twarzy. I to irytujące chichotanie w trakcie pieszczot – tego ostatniego oczywiście żonie nie powiedział.
Lutka nie była jakby się mogło wydawać głupiutką blondynką. Wręcz przeciwnie bardzo elegancka, magister prawa, dobrze zarabiająca I spełniona zawodowo jednakowoż jedynym jej problemem była bezgraniczna miłość I wykraczające poza granice wszelkiej naiwności zaufanie do męża. Zresztą Zenek na swój sposób można powiedzieć, że ją kochał. Gotowała mu, sprzątała jako gospodynii była idealna. Problem polegał na tym, że po 15 latach małżeństwa niespecjalnie chciało mu się już z nią figlować. Tego dnia popełnił jednak jeden błąd. Żona sprzątając kuchnie po obiedzie, przypadkiem trąciła jego aktówkę z której wypadł zakupiony dziś egzemplarz Kamasutry.
-Kochanie czyżby Twoja impotencja minęła kochanie? Zapytałą uśmiechając się zalotnie?
-Nie ale zawsze możesz poczytać I przypomnieć sobie te wspaniałe czasy kiedy jej nie miałem.
-Ciekawe a wydawać by się moglo, że chciałeś ją przeczytać razem ze mną..
-W zasadzie to myślałem o Twojej młodszej siostrze..
-Widzę, że żart Ci się wyostrzył, dobrze wiesz że mnie podniecasz gdy wzbudzasz moją zazdrość, choć tu misiaku ten stół jest taki twardy wygodny..
-Tak na stole– nieszczerze oburzył się Zenek– przecież to tak mało romantyczne
-Ach widzisz prawie zapomniałam jaki romantyk z Ciebie dlatego przygotowałam niespodziankę na taką chwilę.– powiedziała Lutka puszczając nastrojową muzykę, szum morskich fal– widzisz prawie jak wtedy gdy się poznaliśmy nad morzem za wydmą.
-Tak ale wtedy leżał tam za wydmą Twój ojciec… swoją drogą wyczyścił w końcu ten stary karabin, którym obiecuje mnie poczęstować od tamtej chwili?
-Wiesz jak możesz tak, żartować przecież wiesz, że on Cie kocha!
-Tak zwłaszcza wtedy gdy przynoszę dużą butelkę Jacka Danielsa. Nawet płacze na mój widok.
-Ja też bym płakała robisz to raz na rok w rocznicę śmierci jego pierwszej żony– swoją drogą bardzo to miłe z Twojej strony choć nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego nigdy nie pamiętasz na przykład o jego urodzinach.
-Widzisz tak wzniosłą okazję należy stosownie uczcić.
-A zatem uczcijmy… Drapieżnie przyssała jego wargę.. I w końcu uległ.
Jakkolwiek uwielbiał seks o tyle, w życiu seksualnym Państwa Filipowiczów czegoś brakowało. Lutka miała opory przed niektórymi, lubianymi przez Zenka pieszczotami, choć nie można jej odmówic otwartości na eksperymenty. Byli specyficznym małżeństwem. Jak już wspominane tu było Zenek kochał swoją żonę na swój własny sposób. Wiedział że ma gdzie wrócić po pracy, że jest ktoś kto będzie na niego czekał. Problem polega na tym, że ludzkie słabości czasami są silniejsze. Słabością Zenka były kobiety. Uwielbiał ich towarzystwo, podrywanie było dla niego niemal rytuałem, celebrowaniu którego nie mógł przeszkodzić tak mało wszak istotny szczegół jak stan cywilny.
Gdy już tak leżeli po wszystkim , miłą chwilę prywatności zakłócił nagle odgłos rozbitego szkła z kuchni. -O nie, znowu ta niedojda. pomyślał Zenek. To tępe bydle przez pomyłke znane światu jako kot państwa Filipowiczów miało tendecję do robienia wtykania swojego pyszczka w każdy możliwy punkt mieszkania. Zajmował się wszystkim tylko nie tym co ogólnie przyjęte zostało jako domowe obowiązki kota. Myszy harcowały po całym mieszkaniu, a kotu wydawało się to w ogóle nie przeszkadzać. Spożywał ogromne ilości mleka, którego obecności w misce domagał się przerażliwym miauczeniem. Nigdy natomiast nie spożywał kociej karmy zarówno w miękkiej jak I suchej formie. Stanowiło więc niewyjaśnioną zagadkę jakim cudem dożył on sędziwego z kociego punktu widzenia wieku dziesięciu lat. Zagadkowym było również spojrzenie kota ilekroć któreś z małżonków nakładało mu karmę. Zagadek tych nie rozwiązały nawet stosunkowo częste wizyty zaprzyjaźnionego weterynarza, który zdziwniony nie bardziej od właścicieli zwierzaka stwierdzał, iż mimo tego, iż kot nie spożywa przeznaczonej dla niego karmy to jest w doskonałej formie. Swoją drogą warto tu dodać, iż między weterynarzem a kotem utrzymyał się stan zimnej wojny. Ilekroć przychodził czas szczepień, spokój ogniska domowego zamieniał się w totalny chaos. Ofiary były zawsze po obu stronach. Zadrapania, pogryzienia ot standardowe straty przy próbie złapania kocura, który z kolei zawsze tracił część swojego bujnego futra.
Tego wieczora weterynarz wszedł do mieszkania jak gdyby nigdy nic. Dostal uprzednio potrójną wartość zwyczajnego wynagrodzenia (zazwyczaj domagał się podwójnego ale dziś planowany było pobranie krwi celem przeprowadzenia ważnych badań). Plan polegał na tym, iż weterynarz nie wykazywał ani odrobiny zainteresowania kotem oddając się uroczej konwersacji z Lutką. Zenek tymczasem przygotował potajemnie pułapki. Poniewąż kot zdwał się być bardzo bystrym pułapek takich przygotowal kilka. Z łazienki I jednego z pokoi usunięto tudzież zabezpieczono wszelkie możliwe miejsca które zwierzak w razie niepowodzenia zasadzki mógłby obrać sobie za swój bastion. Pośrodku pokoju przygotowane była miska pełna świeżego mleka. Warto już na wstępie dodać, iż w pokoju owym znajdowało się ogromne okno z którego rozciągał się przepiękny widok na Wawel, zakłócony jedynie szeregiem kamienic po drugiej stronie ulicy. Mieszkanie usytuowane było na 1 piętrze więc, stanowiło to pewien mankament. W przedpokoju pozostawiony był koci przysmak – ziarno kukurydzy w którym znajdował się pokruszona we fragmenty tabletka ze środkiem usypiającym. Ziarna takie były trzy, kążde w innym punkcie przedpokoju. W łazieńce natomiast ustawiono silikonową włochatą kotkę lalkę, ustawioną w pozycji która wyraźnie umożliwiała "spożycie" również jej. Po przygotowaniach małżonkowie jak gdyby nigdy nic przygotowali lekarzowi kawę. Czekali.
-Dobra mam nadzięję, że chociaż tym razem wszystko pójdzie sprawnie. – powiedział Zenek.
-Ja też bo po ostatniej wizycie, przez trzy tygodnie byłem cały podrapany. Mało brakowało a ten przeklęty kocur przegryzł by mi tętnice.
– hahah pamiętam– zachichotałą Lutka, w ostatniej chwili chlusnęłam na was wiadrem zimnej wody
-które przypadkiem wypadło Ci z rąk – dodał ponuro Zenek
– A na oddziale ratunkowym nie mogli się nadziwić jakim cudem kot był wm stanie, odgryźć mi kawałek sutka, – podsumował weterynarz– jeśli I tym razem będzie coś nie tak to szukajcie nowego weterynarza. Albo przygotujcie mi nabity karabin, to rozwiąże wszelkie problemy egzystencjalne tego gada..
-Cicho.. chyba się zbliża, – przerwała Lutka słysząc jak drzwi od balkonu zaskrzypiały.
Kolejną niewyjaśniona tajemnicą, którą weterynarz zamierzał wyjaśnić poprzez badania krwi była kwestia sposobu poruszania się kota gdy wracał z podwórka. Nigdy nie szedł prosto, gdy miał brudne łapki za każdym razem jego ślady przypominały zygzaki. Weterynarz tłumaczył to początkowo tym, iż to przez kastrację , którą weterynarz dokonał cztery lata temu. Decyzję o jej przeprowadzeniu przyśpieszył fakt epidemi ciąży wśród wszystkich rasowych kotek na osiedlu. Niby wszystko było w zgodzie z naturą ale sąsiedzi nie dawali Filipowiczom spokoju ze względu na spadek wartości kociąt, które z nieznanych powodów wykazywaly cechy typowe dla persa, którym był także Czester. Dla świętego spokoju postanowiono pozbawić kocura możliwości prokreacji. W kuchni zapadła martwa cisza. Nasłuchiwano. Ciszę ową przerwał nagłe świst kuli która zaryła coś w pokoju w którym przygotowana była miska z mlekiem.
-Żeby człowiek musiał wynajmować snajpera by dało się na chwilę uśpić własnego kota – zajęczał Zenek.
-Przypominam Ci ,że kategorycznie odmówiłem dokonania tego osobiście– przypomniał Paweł, a nie sądze by którykolwiek inny weterynarz zgodził się w ogóle zając tym diabłem wcielonym. Wasz kot stał sie sławny na cały Kraków.
– a co jeśli Pułkownik spudłował ? Zapytała Lutka
– po tej flaszce Łąckiej, którą dostał ten stary pijak to napewno nie spudłował. – z nieukrywanem żalem powiedział Zenek.
Poszli razem z weterynarzem do pokoju. Lutka na wszelki wypadek została w kuchni zamykając za nimi drzwi. Pośrodku pokoju, przy wypitej do połowy miski mleka leżał kot. Paweł w pierwszym od ruchu zachichotał dzikim śmiechem I w rozmarzeniu zamruczał – Ach, szkoda że to był tylko środek nasenny. Z optymistycznego nastroju wyrwal go Zenek
-Ach ten sukin…a raczej kocisyn.
Okazało się, że upolowane zwierzątko było kotem sąsiadów. Nagle z łaźienki rozległy się przeraźliwe piski kociej sekslalki, nawyki widać zostają. Problem w tym, że tam w łazieńce to był na pewno Czester. Nie był to jedyny problem, rozległy się kolejne strzały. Weterynarz dostał w łydkę, upadając na ziemię zawył przeraźliwie. Zenek też padł I przeturlał się pod okno.
-Co robi ten stary idiota dlaczego do nas strzela? – zawył weterynarz
– Prosiłem go żeby strzelał do wszystkiego co się poruszy w tym pokoju widać po łąckiej skala wielkości obiektu mu się zatarła.
Wśród pisku strzał ze środkiem nasennym ( w ilości przeznaczonej dla konia, toteż po chwili weterynarz pozostał trafiony na placu boju) Zenek przeczołgał się do przedpokoju. Tam jego uwagę przykuł brak ziarenek kukurydzy. Kot tym razem już ten co trzeba leżał spokojnie w soim koszyku I smacznie spał. Zważywszy na to, że spożył wszystkie ziarenka naszpikowane suma sumarum potrójną dawką świństwa, którym strzelał Pułkownik, kot musiał mieć całkiem dobry odlot. Gdy weterynarz się wreszcie obudził kot dalej spał toteż, specjalista mógł czynić swoją powinność. Byli z siebie dumni. Udało im się bez większych strat (nie licząc lekko zniszczonej po strzałąch Pułkownika ściany, I kota sąsiadów) pokonać własnego kota. Postanowili uczcić to lampką mołdawskiego koniaku.
Gdy już żegnali się z weterynarzem, kot po raz kolejny okazał się niezwykle mściwym stworzeniem. Zakładając buty Paweł w porę zauważył że po raz kolejny zwierzak załatwił się do jego prawego buta ( co ciekawe nigdy nie robił tego do lewego). Przyzwyczajony już do takiej sytuacji specjalista zawczasu włożył tam folię to też but nie był bardzo zabrudzony. Z mściwą satysfakcją syknął – przechytrzylem Cie futrzaku. Jednakowoż kocia zemsta nie ograniczyła się tylko do buta I zakładając kurtkę okazało się że w jakis niepojęty sposób zwierzakowi udało się obsikać wewnętrzną stronę odzienia. Tego dnia małżonkowie poznali wiele przekleństw we wszystkich znanych lekarzowi językach. Już po wszystkim Zenek posprzątał mieszkanie, oddał kota sąsiadom, I poszedł wyrzucić śmieci. Jego uwagę natychmiast przykuł tajemniczy jegomość , ten sam którego widział w tramwaju oraz siłowni. Tym razem postanowił w końcu zapytać się czego owa tajemnicza postać od niego chce. Gdy tylko jednak odwrócił się by wyrzucić śmieci mężczyzny już tam nie było…
III
Tymczasem On przemówił do swojego sługi:
– Oto człowiek, którego szukamy!
IV
Spotkanie z Panią Rutkiewicz zaplanowane było na wieczór dnia następnego w pewnej bardzo znanej I piekielnie drogiej restauracji krakowskiej. Wiadomo jednak, że twarde negocjacje wymagają odpowiednich warunków, a tak przecież ważnej osobistości nie można było zaprosić na spotkanie biznesowe do baru szybkiej obsługi. Po kolejnym udanym dniu pracy, w trakcie którego Zenek odesłał na urlop zdrowotny dopiero co zatrudnioną asystenktę. Po powrocie do domu, rozpoczął przygotowania do wieczoru. Najlepszy garnitur, najbardziej wytworne perfumi zmieszane z odrobiną feromonów, specjalnie zakupione na takie okazje złote spinki. Wszystko to miało podkreślać jak największą klasę I wiarygodność Zenka jako partnera do rozmów. W jego rękach wszak spoczywał los całej firmy. A w przypadku niepowodzenia zadania obiecywana nagroda może szybko zamienić się w zwolnienie dyscyplinarne. Mimo całej sympatii jaką prezes obdarowywał Zenka, to nie tolerował on porażek I całe lata sukcesów nie uchroniłyby go przed natychmiastowym zwolnieniem.
Na kolacji miał towarzyszyć mu osobiście sam Prezes co dodatkowo utrudniało całą sytuację z jednej strony, a z drugiej strony pracodawca miał zobaczyć zangażowanie Zenka w powierzone mu zadanie. Dotarła w końcu Pani Jolanta. Była to bardzo elegancka brunetka w wieku około 27 – 30 lat. Ze średniej wielkości biustem I krwistoczerwonymi ustami. Oczy brązowe, o bardzo kobiecych kształtach. Wspaniały kremowy żakiecik, pierścionki I kolczyki z białego złota. Z twarzy bardzo ładna, zadbana. Jej oczy stanowiły swoistą zagadkę. Jak już wspomniano brązowe z nałożonym delikatnym makijarzem sprawiały wrażenie osoby niezwykle tajemniczej. I inteligętnej. Zenek wiedział o tym. Oczy to zwierciadło duszy, w nich wszystko jest zapisane. Można ukryć wiele cech swojej osobowości ale nie te najważniejsze.
Po kolacji I krótkim zapoznaniu Prezes przeszedł od razu do przedstawienia stanowiska firmy I zaprezentowania Zenka jako reprezentanta I osobę odpowiedzialną za stosunki z hindusami.
-Pani na długo u nas w Krakowie ? Zapytał prezes
– Tak , prawdopodobnie na stałe. Akurat jestem obecnie w trakcie procesu rozwodowego, postanowiłem powrócić do ojczyzny, wybrałam akurat Kraków, nie odpowiada mi zgiełk Warszawy.
-I zapewne po pobycie w Indiach czyli było nie było, kraju z tak bogatą historią, kulturą I tradycją, zapragnęła Pani zachować choć odrobinę tamtej atmosfery osiedlając się w Krakowie? Oczywiście nie porównuje tysiąca lat historii grodu Kraka z, o wiele starszą kulturą Indii ale jednak żyjąc w Krakowie od historii I tradycjii uciec się nie da? Zaciekawił się Zenek.
-Poniekąd ma Pan rację, aczkolwiek decyzja o osiedleniu się tutaj wynika też z przyczyn czysto sentymentalnych. Rodzina mojego ojca pochodzi z Krakowa, mamy tutaj kilka kamienic…
-A więc względy materialne! ironicznie wtrącił się Zenek.
-Gdyby Pan był łaskaw pozwolić mi skończyć to chciałam listę przyczyn uzupełnić o względy osobiste, ale tak ma Pan racje względy materialne również były ważne. Przyzwyczaiłam się żyć na pewnym poziomie I nie zamierzam z tego rezygnować.
– Co pozwala mi przypuścić, że ma Pani zamiłowanie do życia w luksusie, pozwoli Pani na małą analizę Pani osobowości?
– Jeśli ma to mieć coś wspólnego z głównym tematem naszego spotkania zatem proszę bardzo.
– Mam wrażenie, że urodziła się Pani w stosunkowo biednej rodzinie, gdzieś pod Krakowem zważywszy na wciąż silny akcent, zdecydowanie małopolski. Lata spędzone w Indiach tego nie zatarły. Wyszła Pani dość prędko za mąż, w czym zdecydowanie pomogła Pani jej nietuzinkowa uroda. Niestety nie została Pani szybko matką na co wskazuje sposób w jaki spogląda Pani na dzieci przy sąsiednim stoliku, czyżby bezpłodność? Czy też może Pani ówczesny partner strzelał ślepakami?
Prezes pobladł, na twarzy Pani Jolanty zarysował się wyraźnie kształt żyły, jej ciśnienie zostało wyraźnie podniesione, jednak słuchała dalej.
– Zapewne odczuwała Pani do niego jakieś uczucia, fakt, że wyrwał Panią z domu był już wystarczający do wdzięczności jednak miłością to nie było, dlatego gdy tylko poznała Pani Pana ambasadora, pierwszy mąż spisany został na straty. Nowy mąż był bogaty stąd pomógł Pani rodzinie dorobić się majątku w Krakowie, zapewne tamte kamienic o których była Pani łaskawa wspomnieć należały wcześniej do niego …
-Zenek może … – Prezes z przerażeniem obserwował twarz kobiety. Ten jednak kontynuował.
-Wyjechała Pani do Indii I przywykła do życia jak nie przymierząjąc pączek w maśle, pomagając przy okazji dorobić się Pani bratu, bynajmniej nie z siostrzanej miłości tylko przewidując stałego dopłwu części dochodów w przyszłości. Niezywkłe wyrachowanie przyznaję. Kontynując jednak w tym jakże fascynującym, życiu brakowało iskry namiętności dlatego też szukała Pani pocieszenia w ramionach licznych kochanków, a patrząc na Pani drapieżne spojrzenie skierowane w stronę najmłodszej kelnerki, nota bene całkowicie niepasującej do tego miejsca, również kochanek. W końcu jednak prawda wyszła na jaw a Pani została w trybie natychmiastowym odesłana do kraju.
Tego ostatniego kobieta już nie wytrzymała. Rzucając nienwistne spojrzenie wstała I bez słowa opuściła rozmówców. Prezes ciągle jeszcze blady zdołał wyszeptać tylko z ciągle zauważalnym przerażeniem.
-Czyś Ty oszalał? Przecież teraz możemy zapomnieć o podpisaniu kontraktu? Coś Ty Zenek najlepszego narobil?
– Prezesie dał mi Pan wolną rękę I dwa miesiące na wykonanie zadania Proszę o odrobinę zaufania. To jest typ kobiety, która rzadko działa pod wpływem emocjii. Co więcej pozornie lub nawet szczerze obrażając się potwierdziła, że mam rację. Otóż nie obraziła się bynajmniej o to co powiedziałem, a jedynie o przejżenie jej faktycznych intenji Daje nam to pewną przewagę w negocjacjach ale będzie wymagało to czasu.
– W porządku, jak dotąd nigdy mnei nie zawiodłeś, jednakowoż proszę Cię spróboj zachowąc więcej taktu podczas kolenych rozmów.
– Tak tu ma Pan absolutną rację. Otóż każda kobieta jest niczym bomba z kabelkami. Jeśli przeciąć jeden to jej osobowość wybucha I tym samym staję się łatwym celem dla podrywacza, albowiem zewnętrzna skorupa rozsądku została wysadzona nie raniąc jednak przecinającego. Jeśli przeciąć drugi to proszę mi uwierzyć nawet Bomba Cara nie była w stanie wywołać takiego spustoszenia. To nie jej mężowie są jej słaby punktem. To jej zachłanność, umiłowanie luksusu.
– Jesteś pewien? Zaciekawił się uspokojony już nieco Prezes widząc, że Zenek wie co robi.
-Absolutnie. I w stosownym czasie to wykorzystamy. To ona wybrała ten lokal prawda?
-Tak. Potwierdził Prezes Truteń.
-Co tylko potwierdza moją teorię. To najbardziej elegancki I drogi lokal w Krakowie. Co więcej zdecydowanie lepszy niż te przereklamowane przybytki luksu na rynku. Kobieta posiada niezwykły gust a co więcej dumę. Doskonała partnerka do rozmów.
-Dobrze zostawiam Panu całkowicie wolną rękę. Powtarzam jeśli się Panu uda moja hojność nie zna granic.
Po zapłaceniu rachunku, dość wysokiego rozstali się. Prezes wsiadł do swojego Jaguara. Zenek natomiast zauważył, iż w sąsiadującym z nim mercedsie siedzi kobieta. I była to we własnej osobie Pani Rutkowicz. Widać było ciągle żywy gniew na jej twarzy. Zauważyła go. On uśmiechnął się do niej I zawadiacko puścił oko. Patrzyli na siebie tak chwilę, po czym ona wyszła z samochodu. Zapytała czy ma papierosa. Poczęstował ją, a co więcej podpalił. Bądź co bądź był gentelmenem. Jego kruczoczarne włosy falowały gdy zaczął dmuchać delikatny wiatr. Był maj więc wiatr był stosunkowo przyjemny. Gdy skończyła zaczęła się mu przyglądać badawczym wzrokiem. I w końcu powiedziała:
– Fakt uwielbiam luksusowe życie. Fascynują mnie drogie samochody, najdroższe perfumy, wykwintna kuchnia, wakacje w egzotycznych miejscach. Uwielbiam również seks ale to nie jest tak, że jestem prostytutką. Ja Aleksandra naprawdę pokochałam. A może tak mi się wtedy tylko wydawało.Mimo wszystko nie ma Pan prawa mnie oceniać.
– Ależ ja nie oceniam, to była tylko analiza osobowości. Zresztą jak sama Pani przyznaje trafiona. Zaprotestował Zenek. Wobec czego może zaproponuję Pani kawę w pobliskiej kawiarence tak już całkiem prywatnie.
– A skąd pomysł, że mam ochotę iść z Panem gdziekolwiek? Prawde powiedziawszy to miałam ochotę Pana rozjechać.
– Oj droga Pani, sądząc po nutce zainteresowania w Pani głosie to oboje wiemy, że Pani nie odmówi, zwłaszcza wysokiemu ,szczupłemu, opalonemu facetowi w wyraźnymi brwiami. Tylko na takich Pani zwracała uwagę w restauracjii. Domyślam się, że obaj mężowie byli tacy sami?
Zamiast spodziwanej osoby, został spoliczkowany. Gdy wsiadała do samochodu usłyszał tylko, tak jakby na wychodne – Andrzej był brunetem. Wracając do domu jego uwagę przykuła pewna drobna blondynka siędzące z przodu tramwaju. Przyglądała się mu z uwagą. Znał to spojrzenie. Podszedł.
– Muszę przyznać, że nieczęsto spotyka się nimfy w tramwajach.
– Widąc jeździ Pan niewłaściwymi trasami.
– A gdzie skończy się dziś Pani trasa?
– Wygląda na to, że Pan ma na to pytanie ciekawszą odpowiedź.
Gdy chwilę później w uroczym zaułku pod jednym z akademików rozpinał jej stanik powiedziała.
– Może I to mało romantyczne miejsce ale świadomość widowni jeszcze bardziej mnie podnieca.
– Jakiej widowni? zdziwił się będąc już w niej, intesywnie przy tym pieszcząc jej szyję.
– Tych studentów z akademika naprzeciwko którzy na nas patrzą. Nie przestawaj ach nie przestawaj.
Odwórcił głowę, natychmiast przerywając. W rzeczy samej na balkonie przeciwległego akademika zebrała się mała grupka studentów, kilku z nich zaczęło im kibicować. Na twarzy Zenka natychmiast pojawiło się przerażenie. Na domiar złego trzymane do tej pory spodnie, spadły odsłaniając jego goły tyłek. Dwie studentkina ten zapiszczały. Zenek natychmiast opamiętał się z chwilowego stanu przerażenia, rozpaczliwie zapinając opadłe przed chwilą spodnie I pozostawiając kobietę wyrażnie niezaspokojoną zaczął się oddalać z miejsca akcji. I wtedy znowu pojawił się ten dziwny człowiek ubrany w strój klauna. Podłożył nogę Zenkowi, który natychmiast przewrócił się na krawężnik.
– A to Pan, hell Zenonie, najmocniej pseplasam, wydawało mnie się ze jesd Pan ulicnym gwalcielem. Toz Pan nie wie ze pozostaianie niewiasty owej niezapokojonej jest gorsa zbrodnia od zdrady ?
– Co Ty idioto robisz,czekaj niech no ja wstanę– wydarł się, jednak gdy tylko podniósł się z ziemi, klauna już nie było. Kobiecie najwyraźniej było mało. Ciągle jeszcze porozpinana wtuliła się w Zenka
– To jak z moją przejażdzką, przecież nie dojechałam jeszcze do końca trasy? Zamruczała z nieukrywanym
– Widzisz a tramwaj się wykoleił, dzwoń z zażaleniem do MPK. Powiedział na odchodne po czym udał się do domu, klnąc na czym świat stoi.
Leżac już w lóżku, w trakcie gdy Lutka już dawno oddała się rozkoszom Hypnosa, ten wspominał dzisiejszą kolację. I nagle uświadomił sobie, że trzy stoliki dalej siedział przyglądając mu się, człowiek którego spotkał w siłowni. Czego chciał, kim on był? Tak samo ten pożal się Boże klaun. Spotkał go drugi raz w życiu I już drugi raz dosłownie zwałił go z nóg. Spojrzał na Lutkę , czy ona jeszcze cokolwiek dla niego znaczyła? Niedługo miał się przekonać jak bardzo ważna będzie odpowiedź na to pytanie.
V
Następnego dnia w pracy Prezes wezwał go do siebie by ponownie upewnić się czy aby na pewno wie co robi. Uspokojony odpowiedzią pozytywną nie podejmował więcej tematu polecając aby w takim wypadku zajął się swoimi codziennymi obowiązkami. Do tych codziennych obowiązków . Należalo do nich również codzinne zapoznawanie się z wynikami jego gry na giełdzie, z czego nota bene uzyskiwał znacznie większy dochód niż z I tak nie małej wypłaty. Swego czasu nauczyła go tego żona pewnego krakowskiego maklera. Miesięczna znajomość zaowocowała co prawda bijatyką z jej mężem ale było warto dla uzykanej wtedy wiedzy.
Tego dnia na siłowni był znowu sam. Akurat spożywał drugie śniadanie gdy nagle z zza pleców usłyszał głos.
– Pańskie przygody seksualne stają się ostatnio bardzo popularnym tematem rozmów wśród krakowskich studentów. Ach jak wspaniale być młody I atrakcyjnym prawda?
Głos ten należał do owego tajemniczego nieznajomego, który prześladował go od kilku dni. Lekko zszokowany Zenek zapytał w końcu.
– Kim Pan jest I w jakim celu nęka mnie Pan od kilku dni pojawiając się znienacka? Powoli przestaję mnie to bawić a ostrzegam, że właśnie mam na wyciągnięcie ręki kij do baseballa!
-Niech Pan spojrzy Hrabio, nęka taki hell Zenon powie sobie! Kijem basebolowym hrabiemu glozi Ludziom dogodzić chyba nie sposób! Tu tak czynnie go wspieram w zdladzaniu żony tu zawsze ma towarzystwo a to I tak źle. A ponoć ludzie to istoty stadne, nie znosące samotności– powiedział nagle pojawiając się nie wiadomo skąd klaun.
– Skoro stadne to skąd się urwałeś z cyrku wyrzucili? Zapytal zirytowany Zenek
– Zamilcz Pętaku. Niech Pan wybaczy plecie trzy po trzy a tymczasem nie mamy czasu na dłuższą konwesację, trzeba pracować.
– Ależ ja nie mam czasu ani ochoty na dyskujsę z wami. A może inaczej zróbmy -pomyślał – Panowei sobie usiądą ja tylko zadzwonię I dam znać szefowi, że się spóźnię do pracy. Na pewno uciekli z zakładu psychiatrycznego.
-Bynajmniej nie Panie Zenonie – Zaprzeczył nagle Hrabia – otóż widzi Pan, wydaję się Panu, że jest Pan dobym kłamcą a tymczasem Pańskiej uwadze uciekł fakt, iż skończył Pan pracę przeszło godzinę temu. Nie wspominając o tym, że po powrocie z siłowni nigdy nie wykonuje Pan obowiazków służbowych poświęcając się jedynie sprawom giełdy.
Zenek wyraźnie zaniepokojnony nadmiarem informacji, których tajemniczy osobnicy posiadali na jego temat. Postanowił zakończyć konwersację uznając obu rozmówcó i za szaleńców. Darował sobie nawet plan wezwania pogotowia. Uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie tej jakże uroczej konwersacji.
-Panowie pozwolą, nie mam czasu na bzudry, obowiązki wzywają. Po czym skierował sie do drzwi wyjściowych.
– Obowiązki czy Pani Rutkowicz? Zapytał z nutką ironi w głosie klaun.
– Ta rozmowa zaszła już zdecydowanie za daleko, życzę Panom miłego dnia…
– Stać – nieludzkim głosem wykrzyknął Hrabia.. – Chcieliśmy porozmawiać w sprzyjających I miłych dla Pana warunkach, widzę jednak, że to nie jest możliwe.Gdy tylko skończył mówić Zenek poczuł uderzenie w głowę, po czym natychmiast stracił przytomność.
Gdy tylko się obudził zauważył od razu, że nie jest już w siłowni. Miejsce do którego trafił, przypominało salę w zamku, tyle że niepokoiła go dziwna łuna za maleńkim oknem. I ten dziwny hałas przypominający krzyki. Podszedł do okna. To co ujrzał przerosło jego najgorsze obawy. W niemającej końca ciemnej hali a raczej grocie płonęły rzędy pali, na których nabici byli ludzie. Płomienie nie ogarniały ich, jedynie raz po raz docierając do ich stóp co było jeszcze gorsze. Ich ciała były dosłownie opiekane jak kiełbaski smażone na ognisku. Dzieci, kobiety, starcy, młodzi, biali, czarni kolorowi. Pomiędzy rzędami pali przechadzały się jakieś ciemne postaci. Wysokie, czarne jak smoła , z twarzami bez ust. Trzymały w rękach zakończone hakami bicze, którymi co jakiś czas uderzały nieszczęśników nabitych na pal. Ciała były też nabite do różnego stopnia. Niektóre jakby dopiero nabite, innym pal już wychodził w okolicach karku. Widział jednak jak jedno z takich ciał już widać najdłużej wiszących zdejmowano powoli. Rany goiły się zadzwiająco szybko I po chwili nie było, śladu po długiej męce. Na nieszczęście dla ofiary bowiem natychmiast nabijano ją ponownie. Rozdzierający krzyk torturowanych był nie do zniesienia a swąd spalonych ciał sprawił, że Zenek co chwila wymiotował. Zaczął się zastanawiać co to za miejsce.
– To pieklo hell Zenon, za plecami Zenka pojawił się nagle klaun, teraz jednak cały czarny. Jego twarz była pełna blizn, skóra odpadała z torsu. – To właśnie tu trafiają dusze grzeszników. Musi Pan przyznać, że robi to wrażenie.
– Czy ja już nie żyję ? Zapytał przerażony Zenek. – Co się stało, na co umarłem?
– Spokojnie hell Zenon, na Pana cas jesce psyjdzie. Ale plose się nie obawiać ma Pan u nas pewne miejsce.
– Nie, nie to niemożliwe ja co tydzień do spowiedzi chodzę. Dopiero co byłem niecały tydzień temu. Niemożliwe. A teraz to chyba do zakonu pójdę. Dobry Boże wyszeptał przerażony, patrząc jak czarci prowadzą na kaźń najwyżej dwudziestoletnią dziewczynę, biczując przy tym straszliwie.
– Ach proszę nie przeklinać to takie niegrzeczne, w końcu jest Pan naszym gościem – do rozmowy wtrącił się Hrabia. – Zresztą zapewnił Pan nam dopływ dusz, proszę się przyjżeć lepiej tej młodej kobiecie.
Z przerażeniem zauważył, że młodą kobietą prowadzoną, na kaźń była jedna z niedawno zatrudnionych przez niego asystentek.
-Aleź to niemożliwe. Przecież całkiem niedawno z nią..
– Dokładnie. Zakochała się w Panu, zdradzając z Panem swojego męża. Nie wytrzymała jednak po tym jak ją Pan zwolnił I przyznała się do zdrady. Mąż ją zostawił odbierając jej córceczkę. Podcieła sobie żyły.
– Ja, ja nie , to nie może być prawdą.
– Aleź spokojnie Panie Zenonie, doceniamy Pański wkład w rozwoju naszej "firmy". Przecież to nie jest Pańskie pierwsze tego typu przewinienie. Zresztą jest Pan człowiekiem pozbawionym uczuć wyższych. W dodatku naiwnym sądząc, że żona niczego się nie domyśla. Nie w tym jednak rzecz. Otóż mamy dla Pana pewną propozycję. I nie ukrywam, że od odpowiedzi zależy kwestia Pańskiego powrotu na Ziemię.
– Proszę kontunuować. Zenek doszedł do wniosku, że dyskusja nie ma najmniejszego sensu.
-Jak Pan wie dobry pracownik to wypoczęty pracownik. Ciągnął dalej Hrabia– Moim pracownikom staram się umilać warunki pracy dostarczając najbardziej godziwych rozrywek. Jedną z nich jest możliwość obcowania z ziemskimi ladacznicami. Otóż mamy tu komnatę nazywaną pokojem uciech. Co sto lat staramy się dokonywać rotacji pracownic, tak żeby odświeżyć troszkę kadrę. Sam Pan rozumie, że po stu latach najwet najpiękniejsza kobieta może sie znudzić. Znajdujemy wtedy ludzi takich jak Pan. Bezwzględnych, traktujących kobiety jak zabawki. Ponieważ bezpośrednio do piekła mamy prawo porwać raz na sto lat tylko jednego człowieka potrzebujemy, że tak powiem specjalistów od zatrudnienia na ziemii.
– Specjalistów w zatrudnianiu kogo?
– Ladacznic – odpowiedział Hrabia. Pańskie zadanie będzie polegało na pozyskaniu dla nas dusz setki ziemskich ladacznic. Jednak nie mogą to być zawodowe prostytuki, dla nich to jest czysta przyjemność. Owymi ladacznicami powinny stać się pozornie porządne kobiety , potrafiące jednak pod wpływem fascynacji nowym kochankiem dokonać najgorszych rzeczy. I w tym cały sęk. Nie wystarczy bowiem, że przetestuje Pan je pod względem cielesnym. Choć cudzołóstwo jest naszym ulubionym grzechem to dużo ważniejszym zadaniem jest doprowadzenie ich do grzechu śmiertelnego. Do uczynienia czegoś tak niewybaczalnego by ich dalsza droga życia stała się prostą autostradą do piekła. Jak to na autostradzie bywa bez możlwości zawracania.
– A jeśli się nie zgodzę? Zapytał Zenek.
– Proszę spojrzeć przez okno na tego który jest powieszony zaraz obok Pańskiej niedoszłej assystentki.
Na jego ciele wyrażnie zaznaczone były ślady, tak jak gdyby coś w środku poruszało się. Za chwilę w jednym miejscu na klatce piersiowej skóra rozdarła się I wypełznął z niej wąż.
-Standardowa kara dla cudzołożników. Incepcja odbywa sie od strony tego co stalo się przyczyną grzechu. I proszę mi uwierzyć, że cierpienia podczas samego tylko wiszenia na palu w porównaniu z tym to dziecinne igraszki. A dodatkowo Pański pal umieszczony zostanie obok tej młodej kobiety. A świadomość sprowadzenie na kogoś cierpienia sama w sobie jest już torturą nie do wytrzymania.
– A odpuszczenie grzechów?
– Odpuszczone zostają grzechy, których naprawdę się żałuje. A sam Pan rozumie, że tu w Piekle na żal jest trochę za późno. Ale Pan niech się tak nie martwi Pańska sytuacja nie jest beznadziejna. Otóż mam oferta pracy przewiduję pewne wynagrodzenie.
– To znaczy? Pomimo coraz większego przerażenie w głosie Zenka pojawiła się nutka ciekawości.
– Nieśmiertelność. Jeśli wykona Pan dobrze powierzone mu zadanie nie będzie Pan musiał martwić się o to, że Pan do nas trafii. Będzie Pan mógł poświecić resztę nieskończonego, życia na to co Pan najbardziej lubi. Czyli na zdobywanie kolejnych kobiet. Co prawda skończy się to gdy nadejdzie czas Sądu Ostatecznego ale Stwórca w swojej łaskawości założył, że wtedy wszystki duszę zostaną zbawione. Nawet te, które spędziły u nas kilka tysięcy lat. Sam Pan rozumie nie wszystkie cywilizacje miały szansę na wysłuchanie głosu proroków, Oni też mają prawo w końcu do spokoju. Nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że składając na przykład rytualne ofiary z ludzi uzyskają efekt wprost przeciwny do zamierzonego. Nam to co prawda bardzo odpowiadało jednak ofiarom I Stwórcy już niekoniecznie.
– A dopływ pracowników? Jakim cudem jesteście w stanie dozorować cały ten proces? Przecież liczba ludności wzrasta.
– Dobre pytanie. Ale odpowiedzi jest całkiem prosta. Najbardziej zasłużeni grzesznicy po przybyciu na miejsce awansują na strażników. Ceną tego jest co prawda unicestwienie na Sądzie Ostatecznym ale są na tyle zezwierzęceni, że zdaję im się to nie przeszkadzać. Sama II Wojna Światowa dostarczyła nam setek kadnydatów. Ale do sądu jeszcze daleko miliony lat. Więc jak sam Pan widzi oferta wprost idealna. Co więcej dostanie Pan pomocnika.
– To znaczy?
– Pętak na czas wykonywania zadania stanie się Pana sługą, jego główne zadanie będzie polegało na odbieraniu kobietom dusz w momencie gdy wejdą już na drogę bez powrotu. Będzie też Panu pomagał jak tylko Pan sobie tego zażyczy.
– A Bóg ? Zaniepokoił się Zenek, czyż nie będzie mnie próbował powstrzymać?
– Bóg od stworzenia człowieka I momentu zesłania ostatnich proroków, nie ingeruję w ziemskie sprawy. Człowiek ma wolną wolę to podstawa do decydowania. Ja też nie mogę w zasadzie Pana zmusić choć mam prawo porywać raz na sto lat wyjątkowych grzeszników. W wypadku odmowy odeślę Pana na Ziemię ale zapomni Pan o naszej rozmowie I o tym co Pan widział. A ponieważ nie zanosi się na to by się Pan zmienił to wróci Pan tu szybciej niż się Panu to wydaję. A proszę mi uwierzyć, że tortury które miał Pan okazję już zobaczyć w porównaniu z tym co wtedy Pana czeka to nic strasznego. Bóg jednak dał mi prawo zwodzenia ludzi na pokuszenie. Pomimo mojego sprzeciwu I potępienia z racji nie uszanowania jego woli dostałem zadanie wystawiania ludzi na różne próby I pokusy. To oni sami mają zadecydować czy wybiorą zło czy dobro. Myślę jednak, że nieśmiertelność jest kuszącą perspektywą?
– Tak ale proszę mi powiedzieć jak to udawało się moim poprzednikom bo przecież byli tacy prawda?
– Domyślałem się, że Pan o to zapyta. Byli. Oczywiście, że byli. Niektórym się udwało, choć przyznam nie było ich wielu. Inni na chwilę obecną smażą się na samym dnie piekła. – Mistrzu a Generał Chang?
– Zamilcz durniu ! Krzyk Hrabiego słychać było w całym piekle, Pętak uderzony hrabiowskim korbaczem padł na podest, zdawało się że martwy. Ale przecież diabły są nieśmiertelne, wobec czego za chwilę wstał jak gdyby nigdy nic.
– Wybacz Mistrzu, że Cie rozgniewałem! Zaskomlał
– Zamknij się Ty durniu. Wobec tego jaka jest decyzja Panie Zenonie, proszę w odpowiedzi uwzględnić planowaną nagrodę. Wieczne życie, wieczna młodość, nigdy się Pan nie zestarzeje. Zapewniam Pana, że życie to będzie również dostatnie.
Prawdę powiedziawszy Zenek już wcześniej podjął decyzję. Perspektywa wiecznego życia kusiła tak mocno, że nie sposób było jej się oprzeć. Dodatkowo obietnica wiecznej młodości i dostatku stanowiła argument ostateczny za tym, żeby się zgodzić tym bardziej, że groźba ewentualnej kary za nieposłuszeństwo była skutecznym argumentem by odpowiedź była pozytywna. Miał już wiele. Piękną choć naiwną żonę, dobrą pracę. A tu proponowano mu wieczne życie. Wiedział, że takia okazja może się nie powtórzyć. Usłyszał krzyk nabijanej na pal dziewczyny. I nagle dotarło do niego, że sprowadzi na te kobiety prawdopodobnie ogromne cierpienia. A jednak wieczne życie. Wobec perspektywy wieczności własnego życia nie miało to jednak znaczenia.
– Zgadzam się .Zrobię to. Ściągne wam te dusze do piekła. Tylko przecież jest napisane „którym odpuścicie będzie odpuszczone", myslałem że spowiedź oczyszcza z grzechów.
– Tak ma Pan racje. Spowiedź oczyszcza z grzechów, w stosunku do których człowiek ma szczere postanowienie poprawy. Natomiast grzech który staję się codziennością, i który wyznajemy kapłanowi wiedząc , że i tak go znowu popełnimy zwłaszcza poważny grzech, to już inna sprawa. Gdy w grę chodzi poważne przewinienie to mamy do czynienia z grzechem śmiertelnym. Zwłaszcza jeśli osoba taka umrze nim pojmie swój błąd. Widzi Pan grzech, każdy grzech staję się piętnem na ludzkiej duszy. Swoistą blizną. Dajmy na to , że ma Pan okazję zdradzić żonę po raz pierwszy. Widzi Pan, że pomimo tego iż obiektywnie patrząc jest to złe, nie spada na Pana grom z jasnego nieba, i robi Pan to znowu, i jeszcze raz. Dlatego przyznaję, że naszym ukochanym grzechem nie jest bynajmniej zbrodnia tylko właśnie niewierność. I nie ważne, czy zdradzamy dziewczynę, żonę czy narzęczoną. Nieważne, że nikomu niczego nie przyżekaliśmy. Wyrządzamy krzywdę drugiej osobie, a nawet kilku bo obciążamy wszak też sumienia kochanki. I widzi Pan, jednym prostym czynem trzy pieczenie gotowe, nasza kochanka jest na najlepszje drodze do zatracenie, zraniona partnerka kiedy odkryje nasz czyn a zrobi to wcześniej czy później popada w zazdrość i gniew tym samym grzesząc o sobie samym nie wspominając, I dlatego też piekło zdaje się nie mieć końca. Bo zdrada często jest też wstępem do gorszych grzechów i to właśnie powinien Pan wykorzystać. Dla pokusy rozkoszy ludzie są w stanie zrobić rzeczy najbardziej wartościowe ale i najgorsze. Jednakże proszę uważać by czasem nie zakochał się Pan w kobiecie, która ma być czartom ofiarowana. I tak będzie nasza a ściągnie Pan na siebie jedynie nasz gniew. Skutki tego gniewu Pan już zna. A teraz proszę bardzo niech Pan zabiera się do dzieła.
I nagle nastała ciemność. Gdy Zenek obudził się leżał właśnie na ustawionych koło siebie krzesłach w siłowni. Pewna młoda kobieta cały czas coś mówiła do niego jednak słuch powracał powoli. W końcu usłyszał jej słowa
-Proszę Pana, Proszę Pana czy trzeba wzywać karetkę? Czy coś się stało?
Rozejrzał się dookoła i zaczął zastanawiać czy rozmowa z Hrabią aby na pewno miała miejsce. Kobieta nadal pytała o karetkę, w końcu udało mu się odpowiedzieć.
-Nie wszystko w porządku, obejdzie się bez karetki ale proszę powiedzieć co się stało.
-Znalazłam Pana leżącego na podłodze, myślałam, że może miał Pan zawał z powodu zbyt intensywnych ćwiczeń.
-Nie to nie to musiałem przysnąć, może to faktycznie z przemęczenia pomyślał sobie. Może tak naprawdę nie rozmawiałem z żadnym Hrabią..
Miłe rozważania przerwał ból głowy. Pomacał tył. Wyczuł guza, czyli jednak to się wydarzyło. Miał teraz stać się piekielnym alfonsem. I chyba właśnie nadażyła się pierwsza okazja.
– Wie Pan ja tam lekarką nie jestem ale może czas się troszkę zrelaksować , mam dobre zioło może zapalimy? Uśmiechneła się zachęcająco.
Chwilę później siędząc zamknięci w szatni zaciągali się słodkim dymem. Kobieta miała dobry humor, bardzo śmieszył ją widok zadumanej w swoich myślach twarzy Zenka. Opowiadała mu właśnie historię swojego związku.
– I teraz słuchaj ten idiota nawet nie potrafi porządnie mnie zaspokoić oralnie. Rozumiesz uważa, że przygryzanie łechtaczki jest przyjemne. Żadna z niego ekstraklasa. Może i gra w krakowskiej Wiśle ale w łózku jest co najwyżej w lidze podwórkowej. Był czas, że staraliśmy się o dziecko, jednak po 3 latach prób dałam sobie spokój.
– A na jakiej pozycji gra? Zapytał Zenek
– Chyba jest napastnikiem, a może pomocnikiem sama już nie wiem.
– Wygląda na to, że masz zadatki na dobrego bramkarza.
– A masz ochotę zostać królem strzelców?
Chwilę później pani ratownik, ujeżdzała uratowanego na ławce w szatni, pokrzykując co jakiś czas -,biegnij biegnij , ach ach tak szybciej szybciej, graj sam nie podawaj nikomu, ach ach ach, ach…
– I gol – dodal do chóru kobiecych okrzyków Zenek. Kobieta odpływała właśnie w świat rozkoszy. Pocałowała go po czym powiedziała.
– Piłkarzem to Ty może nie jesteś ale jak dla mnie to i tak była Liga Europy.
– A Tobie jako tak oddanej futbolowi kobiecie zależy pewnie na Pucharze Świata? Widząc zaciekawienie w jej oczach dodał
– w tym samym miejscu jutro? Kiwnęła głową co stanowiło wyraz aprobaty wobec propozycji powtórnego spotkania.
Wracając do domu rozmyślał nad tym jak doprowadzić poznaną dziś kobietę do zatracenia. Pomysł przyszedł prawdę powiedziawszy z najmniej oczekiwanej strony. Lutki akurat nie było w domu, ponieważ tego dnia miała być u swoich rodziców w Bieśniku pod Zakliczynem. Jak zwykle nasypał leżącemu właśnie na dywaniku kotu karmy. I wtedy nastąpiła rzecz niesłychana. Kot nagle przemówił ludzkim głosem.
-Wiesz co stary takie odpady, które nie wiedzieć dlaczego Wy ludzie ośmielacie się nazywać kocią karmą to możesz sobie w nos wsadzić.
Zenek stanął jak zamurowany, i spojrzał nad siedzące przed nim gadające stworzenie, które do niedawna było jego kochanym zwięrzątkiem domowym. A te mają to do siebie, że zwykle nie mówią ludzkim głosem, a już na pewno nie są wulgarne. Na tej wypowiedzi jednak kot nie poprzestał.
– A Ty co ogłupiał? Polewaj mi tu piwa do miski tylko żywo. Mamy do pogadania.
Sam nie wiedząc dlaczego, wykonał polecenie futrzaka, i faktycznie za chwilę siedzieli obaj na dywanie. Zenek popijał właśnie piwo prosto z puszki dolewając co jakiś czas zwierzakowi do miski.
– Wreszcie robisz coś z sensem stary, – powiedział kot. I wbij sobie i tej Twojej lali wreszcie do głowy skoro dziesięć lat nie starczyło żeby to pojąć. Jestem wegetarianinem. Nie spożywam mięsa.
– Myślałem, że koty są drapieżnikami? Zapytał ciągle jeszcze zszokowany właściciel.
– A ja, że ludzie są istotami myślącymi ale jak widać obaj stanowimy wyjątki wśród swoich.
– A właściwie to od kiedy Ty zacząłeś mówić Czester?
– Nie Czester idioto tylko Gienek. Dobra ok już mów do mnie Czester przy tej Twojej blond piękności. Ona jest zbyt tepa żeby to ogarnąć.
– Czest.. znaczy Gienek nie obrażaj….
– No kogo Pani? A co ja wyglądam Ci na niewolnika? Lepiej dla niej żeby nic nie wiedziała jeszcze zawału dostanie. Moją matką to też jej raczej nie nazwiesz.
– Dobra, ale zawsze pozostaje Twoim przyjacielem i karmicielem. To jak z tym mówieniem?
– A trefne zielsko, sprzedał nam taki jeden pajac w stroju klauna. Poszliśmy na chatę do kolegi zajaraliśmy i jakoś tak się żłożyło.
– Zielsko? Od kiedy Ty jarasz?
– A coś Ty myślał, koty też lubią się bawić. A prawda jest taka, że po takich delicjach jakie nam serwujecie to ten świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia. Gdyby nie zielsko to Maniek, wiesz ten rudy co mieszka z tym fryzjerem pedałem spod trójki nie jadł by wcale. A tak zajara ma gastro to mu to obojętne.
– A to zawsze tak wam sprzedają bez problemu?
– Skąd niby kasę byśmy wzięli ? To Felek spod piątki podkrada towar właścicielowi. Swoją drogą powiedziałbyś taki niby niepozorny, spokojny nauczyciel filozofii a w mieszkaniu już nawet w herbacie czuć zielsko. A czy zniknie jeden liść w tą czy w tamtą to już żadna różnica. Dobry towar, niezłe jazdy są.
– To skąd środki na dzisiejszy zakup?
– Ten pajac z czerwonym nosem chciał pobzykać jakąś ostrą kocicę to mu sprzedaliśmy kotkę tej staruszki co mieszka nad Tobą. Z idiotki i tak nie było większego pożytku a tak mamy teraz święty spokój od jej ględzenia i dobry towar – podwójna korzyść. I tak miało ją już całe osiedle, poza mną – i tu kot spojrzał z wyrzutem w oczach na Zenka. Ech czasem to mam ochotę strzelić sobie w żyłę, tak jak to robi syn tego nadzianego biznesmena z naprzeciwka. Tyle heroiny marnuje, że szkoda gadać.
Nagle Zenka olśniło.
– Powiedziałeś heroiny? Zenek wpadł właśnie na genialny pomysł.
– I to jakiej stary. Prima sort towar. Ta słodka kocica, którą hodują to od kiedy mnie wykastrował ten partacz to non stop na haju chodzi. Ech a mogło być tak pięknie, mieliśmy już uciec w dalekie ciepłe kraje.
Żal w oczach kota stawał się coraz wyraźniejszy. Zenek postanowił zakończyć uroczą konwersację i po ponownym napełnieniu miski kota piwem udał się na zasłużony odpoczynek. Ten dzień był pełen niespodziewanych przygód, cały dotychczas znany mu świat stanął na głowie. Jego kot okazał się nieszczęśliwie zakochanym narkomanem, z wyjątkowo niewyparzonym pyszczkiem, a głowa ciągle przypominała o tym, że dzisiejsza wizyta w piekle wcale nie była sennym koszmarem. Dotychczasowych obowiązki wzbogaciły się o funkcję piekielnego alfonsa. Nie mógł też zapomnieć o tym, iż ciągle jeszcze pozostwał mu problem Pani Rutkiewicz, który dziś z nadmiaru wrażeń był zmuszony sobie odpuścić W tym całym nadmiarze nowych zadań do wypełnienia, dodatkowych problemów na głowie i wymuszonej zmiany światopoglądu można było znaleźć przynajmniej jeden pozytwyny aspekt. Miał już pomysł jak pozyskać duszę pierwszej kobiety dla czartowskich uciech. Uświadamiał sobie zapewne cierpienia jakie sprowadzi na te biedne kobiety w razie powodzenia jego misjii, jednak pragnienie nieśmiertelności w całości zagłuszyło jego sumienie, obiecał sobie również, że do piekła dobrowolnie nie wróci. Mimo wszystko zadanie, które przed nim stalo nie do końca mu odpowiadało. – I pomyśleć, że wystarczyło jedynie posłuchać matki i wstąpić do seminarium psia krew. W końcu zasnął.
**************
Tymczasem klaun obserwując pozyskanego dziś dla sił ciemności czlowieka (o czym obserwowany oczywiście nie miał pojęcia, zapytał Hrabiego.
-Jesteś pewien mistrzu, że to dobry wybór?
– Nie, nikomu się nie udało dokończyć tego zadania, ale taka była wola Lucyfera. A sam wiesz najlepiej, że z nim się nie dyskutuje.
– Dlaczego nie powiedziałeś mu Mistrzu o tym kim ma być ostatnia kobieta?
– Na razie jest tylko upadły – tłumaczył Hrabia – ale jeszcze nie bezwzględnie zły. Ale każda kolejna zatracona dusza będzie płonącą blizną na jego osobowości. Doprowadzając do upadku te kobiety, sam pozbędzie się resztek człowieczeństwa. A Ty tym razem dopilnuj, żeby Chang zginął nim tylko zdąży się z nim spotkać. I to zginął w wyjątkowo bolesny sposób. Dla niego przygotowałem już coś wyjątkowego…
VI
Pobudka należała do przyjemnych. Po tak długim i pełnym niezwykłych wrażeń dniu każda godzina snu jest przyjemnością. Tego dnia w pracy, Prezes poinformował go o kolejnym planowanym spotkaniu z Panią Rutkiewicz. Pomimo ostatniej ostrej wymiany zdań dalej była zainteresowana negocjacjami z firmą Zenka. Ten zachichotał w duchu, ponieważ potwierdzało to tylko słuszność jego teorii. Dzisiaj również odbyła się kolejna rozmowa kwalifikacyjna z kandydatką na asystentkę. Tym razem jednak bylo jakoś inaczej. Młoda dziewczyna, absolwentka prawa, okazała się kobietą nie tylko niedostępną ale i nieugiętą. Co więcej bardzo inteligętną. Dodatkowo o czym należy wspomnieć była niezwykle piękna. A Zenek lubił wyzwania. Wbrew pozorom największą przyjemność nie sprawiały mu kobiety, które był w stanie poderwać w ciągu pietnastu minut ale te, którym trzeba było poświęcić więcej czasu. Dlatego tym razem asystentka została zatrudniona bez „dodatkowej" rozmowy kwalifkacyjnej.
Gdy kwestia asystentki została uregulowana pojawiła się jeszcze kwestia zastępcy na stanowisku informatyka. Spośród wielu kandydatów należało wybrać najlepszego. Przeglądał właśnie CV jednego z kandydatów, który wydawał się wręcz idealny na to stanowisko.
-Więc ma pan ukończone 5 lat studiów informatycznych na Akademi Górniczo-Hutniczej, biegła znajomość 5 języków europejskich w tym gruzińskiego, a co jest Pana zdaniem największym pańskim osiągnięciem?
-Swego czasu stworzyłem program szpiegowski, który pobierał hasła do kont bankowych, co więcej którego funkcjonowanie nie da się wykryć. Spokojnie poradził by sobie również z innymi zabezpieczeniami dlatego, mielibyśmy przewagę nad innymi firmami. Oferowano mi za prawo do jego wykorzystania ponad pięć tysięcy złotych miesięcznie..
Zenek uśmiechnął się szczerym słowiańskim uśmiechem i powiedział
– Właśnie takich ludzi poszukujemy. U nas dostaniesz dwa razy tyle. Będę Twoim bezpośrednim przełożonym więc już na starcie będziesz miał wysoką pozycję w tej firmie.
Podpisali umowę. Zenek nie wspomniał o tym na razie ale miał pewne plany dotyczące młodego informatyka. Jako jedno z pierwszych zadań dostał zdobycie możliwie największej ilości informacji dotyczącej firmy brata Pani Rutkiewicz, pana Pawła Lipca. Pamiętając o tym, by skutecznie nakłonić kobietę do współpracy, postanowił dokonać możliwie największego sabotażu u głównego konkurenta. W końcu strzeżonego Pan Bóg strzeże. Choć w wypadku Zenka mówienie o tym, że strzeże go sam Bóg było raczej nieścisłością, nie zmienia to faktu, że sam sens tego powiedzenia pozostał.
Tego dnia w siłowni ponownie spotkał, kobiętę która umiliła mu czas poprzedniego dnia. Miał wobec niej plan jak doprowadzić ją do upadku Rano przed pójściem do pracy, poprosił kota, żeby on albo jego koci znajomi ukradli mu trochę heroiny, od syna sąsiada biznesnmena. Znów wylądowali w szatni sam na sam. Zaczął się do niej dobierać, ona się nie opierała. Jęczała głośno gdy wchodził w nią opierając ją o ścianę szatni. Była wniebowzięta, coraz mocniej wbijała mu paznokcie w kark, aż wreszcie przestała. Położyli się koło siebie na połączonych ławkach. Ona wtuliła się w niego. On wyciągnął torebkę z substancją i powiedział.
– Choć teraz przeżyjesz rozkosz drugi raz. Taką jakiej nie przeżyłaś jeszcze nigdy.
– Ale przecież to..
– Nie bój się, nie jest tak źle zapal..
Chwilę później, była w stanie narkotycznego upojenia. Zrobili to ponownie. Tym razem rozkosz, która przeżywała była dużo silniejsza. Zapewne częściowo złudna. Ale krzyki nie ustawały. Miał ją w kieszeni. Obiecala mu, że będzie czekać następnego dnia o tej samej porze. Pierwsza dusza była więc już zapewniona. Gdy wytrzeźwiał z narkotycznego otumanienia choć sam za wiele nie zapalił, poszedł na spacer do Parku Jordana. Na jednej z ławek spostrzegł Panią Rutkiewicz zajętą czytaniem książki.
– Bułhakow ? Zapytał Zenek.
– A to Pan Myśliciel , zauważyła z przekąsem Pani Jolanta. Tak Bułhakow. Mistrz i Małgorzata dokładnie mówiąc. Niebywałe jak wiele aktualnych wartości i problemów, palących ludzkie społeczeństwo można znaleźć w tej książce. Ludzie to ludzie. Czytał Pan może?
– Tak i to kilkakrotnie. Faktycznie ma ona coś w sobie jest ponadczasowa.
– Czyli nawet tak twarde i zepsute osobniki jak Pan potrafią dostrzec piękno?
– Zwłaszcza kobiece. Nonszalancko uśmiechnął się Zenek. Widzi Pani, każda kobieta jest ucieleśnieniem pojęcia piękna. Jeśli człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, to kobiety są tej boskości ucieleśnieniem.
– Chce Pan przez to powiedzieć, że każda kobieta jest też symbolem świętości?
-Chce tylko podkreślić, że mężczyzna, który nie umie dostrzec pierwiastka tej świętości w każdej kobiecie nie ma prawa uważać siebie za prawdziwego mężczyznę.
– Wiele kobiet zdobył Pan tak piękną przemową?
– Tu nie chodzi o słowa, bo one często są piękne, istotą rzeczy są tutaj czyny. Szczere czyny, stąd prawdziwa miłość na szczerych czynach opierać się musi. I nie może być inaczej. Mówię tu o takiej miłości, aż po grób, a wręcz silniejszej od śmierci. Zapewne zna Pani historię Tristana i Izoldy?
– Oczywiścię, przecież nie jestem ignorantką. A lata spędzone w Indiach nie zatarły wiedzy z zakresu podstaw literatury europejskiej.
– Jak zapewne Pani wie ich miłość sprawiła, że po śmierci gałązki drzew, które wyrosły z ich grobów połączyły się. Stały się doskonałą jednością. To jest przykład idealnej miłości, która prowadzi do tak trwałego połączenia oblubieńców. Tak samo jest z dziećmi proszę spojrzeć na tamtą parę z dzieckiem. To dziecko jest symbolem ich jedności. Może rozmnażanie to kwestia przekazywania genów ale proszę spojrzeć jak doskonałe jest tych genów połączenie. A to nie tylko idzie o geny. Każde dziecko jest ucieleśnieniem tego co najdoskonalsze z pary dwojga ludzi.
– Ale przecież zdarza się, że pary się rozstają? Gdzie tu ta wieczna miłość?
– Włąśnie w dzieciach. Pary się rozstają, ale normalni rodzice nadal kochają swoje dzieci? Dlaczego bo w nich tkwi wspomnienie tego, żaru które kiedyś je łączyło z ukochaną osobą. I to sprawia im radość. To pozwala im, żyć dalej. Czasami też wspomnienie tej miłości jest na tyle bolesne, że odtrąca się swoje dziecko. Tak jak odtrącona została nasza miłość. Człowiek taki niezależnie od płci jest bardzo nieszczęśliwy. I nieświadomie krzywdzi innych.
– Zmierza Pan do tego, że ja tak naprawdę nigdy nie kochałam?
– To Pani sama musi sobie na to pytanie odpowiedzieć.
– Wie Pan ciekawe, że cała ta Pana twarda i odpychająca otoczka ujawnia czasami prawdziwie wrażliwą i gdzieś tam w głębi dobrą osobę. Bo nie powie mi, Pan że tak nie jest. Mam wrażenie, że wtedy w restaruacji i teraz tutaj w tym parku rozmawiam z dwiema zupełnie różnymi osobami. Skąd ta zmiana?
– To chyba te dzieciaki. Moje beztroskie dziećństwo chyba zbyt szybko się skończyło, poniekąd ma Pani rację nie zawsze jestem twardym, analizującym ludzkie słabości draniem. Ale to świat często wymaga twardości. Inaczej człowiek by sobie nie poradził. Ludzie, którzy tego nie rozumieją popadają w depresję, nałogi, a koniec końców popełniają samobójstwo. Nie są w stanie sprostać wyzwaniu jakim jest życie. Świat który wydaję się doskonały i piękny czasami jednak takim pięknym nie jest.
– Może nie tyle świat co życie, co ludzka codzienność? Życie które samo w sobie jest nieodgadnioną zagadką, której rozwiązanie nie zawsze jest taki jakbyśmy sobie tego życzyli? Zapytała Pani Jolanta
– I znów ma Pani absolutną rację. Tylko przyczyną wszystkiego jest ludzkie dążenie do doskonałości. Zawsze czegoś brakuje. Pieniędzy, sławy, władzy. Ludzie za bardzo są przywiązani do rzeczy materialnych. Stąd istotą miłości do Boga jest dążenie do pokochania czegość więcej. Czegoś czego nasze proste ludzki umysły nie są w stanie ogranąć, dotkąć, zważyć, policzyć.
– Bardzo ciekawie się z Panem dyskutuje ale miałam właśnie zamiar pospacerować, nacieszyć się pogodą. Dzień jest taki piękny, słoneczny. Uwielbiam wiosnę, zdecydowanie jest to najpiękniejsza pora roku.
– Pozwoli może Pani, żeby jej towarzyszyć?
– W zasadzie to dlaczego nie? Domyślam się, że i tak Pan za mną pójdzie. Spodobałam się Panu. Ja też troszkę wiem o ludziach.
– Jakim głupcem trzeba być by nie dostrzec czaru tak pięknej kobiety. Uśmiechnął się Zenek.
Spacerowali wzdłuż dłużek parku. W istocie dzień był piekny. Kwitły bzy, ptaki śpiewaly dookoła. Ludzi siedzieli na ławkach opalali się. Dzieci bawiły się na placu zabaw. Niektórzy rozmawiali ze sobą, inni kłócili. Magia wspaniałego daru jakim jest życie urzeczywistniała się. Zenek pragnął tego życia jak najwięcej. Uświadomił sobie właśnie, że w razie powodzenie swojego głównego zadania będzie mógł cieszyć się tym życiem aż do końca świata. Cena za to nie wydawała mu się na razie istotna. Wszak nikogo do niczego nie zmuszał. To one same na własne życzenie pozwolają mu zniszczyć swoje życie. Wyrzuty sumienia? Nie miał czegoś takiego jak sumienie, tak mu się przynajmniej wydawało. Pożegnali się. I na koniec uzgodnili kwestię wieczornego spotkania. Wracając do domu, Zenek spotkał swojego dawno nie widzianego kolegę z roku. Ten zaprosił go na piwo do siebie wobec czego Zenek nie odmówił. Posiedzieli powspominali dobre czasy. Żona kolegi, całkiem interesująca kobieta aczkolwiek troszeczkę zaniedbana. Nie za wysoka, za to z obfitym biustem, brunetka, przyniosła im przygotowany dopiero co obiad. Taki zwyczajny prosty polski obiad w postaci kotletów schabowych zasmażanej kapusty i ziemniaków.
– I znowu niezdarno, źle zrobiłaś panierkę. Ech Panie za coś pokarał taką kobietą. Wydarł się ni stąd ni z owąd Filip kolega Zenka. Swego czasu tak jak on nie przepuścił żadnej kobiecie. Do czasu, aż zrobił to o jeden raz za dużo i jego partnerka zaszła w ciążę. Ten jakoż że był człowiekiem honorowym ożenił się z nią. Syn akurat był tego dnia u swoich dziadków na Lubelszczyźnie.
Na twarzy kobiety, odmalował się wyraz smutku i zmęczenia. Jej starania zostały nie docenione nie pierwszy raz zresztą, co było widoczne.
– Nie przesadzaj stary, bardzo smaczne Pani Julio, ach żeby to moja Lutka umiała tak gotować. Zenek z kolei postanowił być miły. Kobieta uśmiechnęła się. Chyba już dawno nikt nie był dla niej taki miły. Filip poprosił go by poczekał pół godziny na niego poczekał , to pobiegnie do kuzyna po swoją nową strzelbę. Ze względu na dzieciaka nie trzymał jej nigdy w domu, nie można mu więc było odmówić zdrowego rozsądku. Obaj od zawsze pasjonowali się również polowaniem. Gdy wyszedł Zenek udał się do toalety. Przypadkiem przyłapał Julię jak wyciągała pieniądze z portfela męża. Ta spojrzała na niego z przerażeniem, błagalnym wzrokiem.
– Proszę nie mów mu, wydajesz się takim miłym człowiekiem.
– Spokojnie, ze względu na skandaliczny sposób w jaki on Cie traktuje jesteś w moich oczach całkowicie usprawiedliwiona. Ty go przecież bardzo kochasz. A on Ci żałuje pieniędzy nawet na porządne ciuszki, które by uwydatniły Twoją nietuzinkową urodę. I jeszcze nie docenia twoich wspaniałych zdolności kucharskich.
Kobieta zaczęła płakać. Ten objął ją i powiedział: – Spokojnie, spokojnie na pewno kiedyś zrozumie swój błąd.
-On nawet w łóżku już nie zwraca na mnie uwagi. Od dziesięciu lat nie uprawialiśmy seksu. Czy jestem aż tak beznadziejna?
-Aleź skąd całkiem kuszący z Ciebie kawał pięknego ciałka. Powiedział z uśmiechem Zenek. Nagle poczuł jak kobieta pieści ręką jego przyrodzenie. Z zaskoczenia pocałowała go namiętnie w usta. A potrafiła to robić doskonale musiał jej przyznać. Podniósł ją, podciągnął miniówkę do góry . oparł na blacie stołu w kuchni i bardzo szybko zaczął wchodzić w nią. Ta następnie odwdzięczyła się jedną z najlepszych miłości oralnych jakie miał w życiu. Gdy skończyli powiedział do zaspokojonej, zachwyconej kobiety tylko jedno:
-Spokojnie nigdy się o tym nie dowie, a Ty bierz od niego więcej i więcej.
-Ale to chyba kradzież to niewłaściwe.
-Skoro on ośmiela się obrażać tak cudowną kobietę nie patrz na to. Zacznij myśleć o sobie. O swoich zaniedbanych potrzebach. Zasługujesz na więcej. Znacznie więcej.
Przyszedł Filip. Był tak zaaferowany swoją nową zabawką, że nawet nie dostrzegł ciągle obecnych jeszcze kropli potu na czole kolegi i żony. Zapewne gdyby dowiedział się o tym co zaszło przed chwilą to zademonstrował by mu strzelbę w działaniu ale był na to za mało spostrzegawczy. W tej chwili nie widział świata poza swoim M1014 JSCS. Doskonała swoją drogą, duma swoich włoskich konstruktorów. Wręcz symbol niespełnionego marzenia swojego obecnego właściciela o pracy w jednostce komandosów.
Zenek wracał do domu zadowolony. Pierwszy dzień wykonywania nowych obowiązków i od razu pozyskał dwie dusze, nieświadomie oddające się siłom piekielnym. Był o jeden krok bliżej do nieśmiertelności. Idąc do domu co chwila mijał zapłakane z jakiegoś powodu dzieciaki, trzymające kawałek sznurka, na którym wisiał kawałek pękniętego balonika. Co chwila też słyszał odgłosy pękania kolejnych gdy tylko dzieciaki wychodziły zza rogu w okolicy którego znajdowało się jego mieszkanie. Niezywkle intetesujące zjawisko wkrótce się wyjaśniło. Zobaczył Pętaka jak zwykle w stroju klauna rozdającego dzieciakom baloniki, które natychmiast pękały gdy tylko dziecko oddaliło się na większą odległość. Złośliwy sukinkot.. pomyślał Zenek i podszedł do szatańskiego sługi.
-Moje usanowanie hell Zenonie, cy jest Pan zaintersowany zakupem bardzo atlakcyjnego balonkia dla siebie tudzies dla sanownej małzonki?
-Nie masz nic wążniejszego do roboty tylko, dokuczać dzieciakom Ty piekielna zakało? Zapytał z nieukrywaną irytacją.
-Psed chwilą rozrzucałem patyki wzdłuż błoni hell Zenonie, akurat teraz gdy ludzie zaczną jezdzić tam na lolkach albo wlotkach. Kilka dni i będzie je można nazwac alejami utraconej sceki.
– Jak się zaraz nie zamkniesz to utracisz własną szczękę. Za to zielsko sprzedane mojemu kotu jeszcze się policzymy. Nie ważne, czas porozmawiać o interesach. Pozyskałem wam dwie dusze do tego waszego czarciego haremu.
-Oho widze, ze ostro wzial się hell Zenon do roboty, bardzo mnie to ciesy zaprasam zatem na strone, muse pozyskać ich duse.
– Przecież to Ty je miałeś odbierać?
– Tak tylko sam hell Zenon rozumie o niektórych scegółach nie wspomnialiśmy na początku, tak zeby hell Zenona nie zniechecać. Tak naprawdę to właśnie Hell Zenon w pocałunku odbiera tym kobieta duse. Ja mam jedynie za zadanie, odebrac je od Pana.
– Jak to ja jakim sposobem?
– W piekle Pana ze tak powiem udoskonaliliśmy. Kazda kobieta która Pan pocaluje i namówi do złego ucynku tlaci duse. Sam Hell Zenon rozumie wsystko co na tym swiecie jest przyjemne i mile ma równies w sobie coś złego. Totez ja teraz muse je odebrać.
– W jaki sposób? – zapytal zdziwiony Zenek.
– W ten sam w jaki Pan je zebrał – i na potwierdzenie swych słów nastawił usta gotowe do pocałunku.
To już było za dużo dla Zenka. Walnął klauna pięścią na odlew, tak że ten wypluł kilka zębów razem z krwią i huknął.
– Nie będę całował żadnego cholernego klauna zapomnij o tym Ty durniu.
-Ach obawiam się hell Zenonie ze nie ma Pan wyjścia, zgodził się Pan na nase warunki, tym samym na konsekwencje tego. Sam Pan rozumie umowy należy cytac przed podpisaniem, a wypadku umów ustnych dopytywac się o kazdy scegół psed wyrazeniem zgody. I niech się Hell Zenon nie próbuje nawet teraz wycofywać. Pal dla Pana został już na wselki wypadek zaostrzony. A jest bardzo miły w dotyku taki z wieloma drzazgami. I miejsce przyjemne ogniste. A sąsiedztwo pańskiej niedosłej asystenki z jej nienawistnym pełnym wyzutu wobec Pana spojzeniem. Ach warto byloby to przezyc samemu. Po cesci zresta psezyje, bo to ja bede Hell Zenona na nim wiesal osobiscie.
Zenek wiedział, że czart nie kłamie. Wyglądało na to, że zbyt dużą przyjemność sprawiała mu sama myśl o tym. Niestety chyba nie było wyjścia.
-Możemy chociaż schować się w jakimś ciemnym zaułku? Zapytał zrezygnowany.
-Alez ocywiscie hell Zenon. Dla tak urokliwego mezcyzny jestem gotowy na male poswiecenie.
Udali się więc w zaułek, na które nie wychodziło żadne okno z pobliskich bloków. Schowali się za kontenerem na śmieci. Walcząc długo z obrzydzeniem Zenek w końcu pocałował obleśnego klauna, utrudniającego mu życie oblizywaniem warg, czy dłubaniem w nosie. Już po wszystykim powiedział.
-Skoro masz mi służyć sprzydasz mi się, jest taka jedne babka która mi wpadla w oko. Możliwe, że będzie wisienką w torcie wysłaną razem z innymi do piekła ale na razie muszę wymyślić sposób na poderwanie jej. Potrzebuję jakiegoś ładnego prezentu.
– Może urocego carciego pieska? Zaproponował Tepak natychmiast przemieniając się w małego yorka. Co prawda rogatego ale zawsze. Okazało się, że diabły tylko w ludzkiej postaci są w stanie ukryć swoje rogi.
– Nie durniu, tym ją co najwyżej wystraszę. Zaraz zaraz to ty możesz się przemieniać tak dowoli?
-Ma się rozumieć hell Zenon.
-Toś nie mógł niedorajdo zmienic się w urocza blondynkę gdy przekazywałem Ci dusze?
Krzyknąl i w furii zaczął kopać wciąż tkwiącego jeszcze w psim ciele czarta. Gdy się uspokoił powiedział.
– Tam na dole widziałem pełno diamentów w piekielnym stropie. I na bramach. Przynieś mi jeden z nich oszlifowany i wstawiony w kolczyki albo w wisiorek. Tylko żywo! I nie zabrudź bo z futra obiorę. A teraz precz.
Nim zdążył dokończyć. Czarta już nie było. Zenek mógł w spokoju udać się do mieszania i przygotować do wieczorneg spotkania..
VII
Zaopatrzony przez Pętaka w diament, dostarczony o dziwo na czas, Zenek szykował się do spotkania z Panią Jolantą. Kąpiel, dobieranie garnituru, perfumy. Na tak wymagającą klientkę trzeba było zastosować specjalne środki. Tym razem umówili się w cichej, aczkolwiek uroczej restauracyjce na obrzeżach rynku. Z racji tego, że Prezes Truteń nie mógł dziś dotrzeć, pozostali sami. Taki obrót spraw bardzo zadowolił Zenka. Przy okazji zamawiania dań, zapytał:
-Czy miała by Pani coś przeciw gdybym zaproponował brudershaft? Chciałbym Panią lepiej poznać a forma Pani jest troszeczkę krępująca.
– Dobrze ale niech Pan nie myśli, że to wpłynie jakoś na moje stanowisko w sprawach biznesowych, co do których nadal nie jestem przekonana. I żadnych pocałunków. Niech Pan nie sądzi, że tak łatwo uda się Panu mnie uwieść.
Kelner akurat przyniósł dwa kieliszki tequilli. Stuknęli się kieliszkami
-Wobec tego za tak intrygującą nienajfortunniej rozpoczętą znajomość. Zenon.
– Jolanta.
-Wobec tego, że pierwsze lody w końcu połamane może opowiesz mi dlaczego tak między nami już mówiąc zależy Ci tak bardzo na tym, żeby to Twój brat wygrał ten przetarg na import towaru z Indii?
Chwilę milczała i spoglądała na niego badawczym wzrokiem. Takim przenikającym człowieka na wskroś.
-Przecież wiesz, sam wszystko powiedziałeś. Żeby mieć stały dochód z tej transakcji. Wiesz stałe, dodatkowe i długoterminowe źródło dochodów. Niczym strumyczek wody. A kilka takich strumyczków tworza strumień, który z czasem możę stać się wielką rzęką. Takiej rzeki właśnie która zapewni mi dostatnie i spokojne życie potrzebuje. Brat nie zdaje sobie sprawy z tego, że podpisując ten kontrakt jego firma stanie się zależna ode mnie. Wy może oferujecie lepsze warunki dla firmy jako takiej ale ja osobiście będę miała z tego mniejsze korzyści.
-Chyba, że na przykład przejęłabys firmę brata i połączyła ją z naszą. Wtedy korzyści byłyby obopólne. I Ty zyskasz i my.
-Tak ale to niemożliwe. Zapisał co prawda firmę na mnie ale to dopiero urzeczywistni się po jego śmiertelnym zejściu z tego świata, na co na razie się nie zanosi.
-To po co przetarg, nie lepiej od razu było zainteresować swoich mocodawców firmą brata?
-Procedury Zenonie procedury, In Polonia Lex est rex . Zasady wolnego rynku wymagają aby dać też szansę innym firmom. Teraz po wstępnej selekcji pozostały tylko dwie. Wy oferujecie świetne warunki, tylko brakuje mi w tym tej marchewki dla mnie.
Popijali właśnie czerwone wino, kontynując rozmowę. Całkiem przyjemny wieczór, został zakłócony przez jakiegoś pijanego człowieka, który nagle zaczął krzyczeć na siedzącą z nim przy jednym stole kobietę. Wyzwiska były zapewne słyszalne na całą ulicę. W pewnym momencie mężczyzna, zrzucił wszystko ze stołu ręką, brudząc przy tym Jolantę spaghetti i sosem pomidorowym. Zenek zadziałał instynktownie. Rzucił się na winowajcę, uderzył prawym sierpowym. Jednak człowiek okazał się twardszy i silniejszy niż się wydawało. Drab podniósł Zenka i rzucil nim w stół który stał zaraz obok stołu przy którym wcześniej toczyli rozmowę z Panią Rutkiewicz. Pod wpływem siły uderzenia, stół połamał się. Zenek zdążył pozbierać się, zanim drab podbiegł. Przygotował się. Swego czasu ćwiczył kickboxing ale było to już dawno temu. Stara nauka jednak nie idzie w las. Poczekał chwilę, aż awanturnik podbiegnie na odpowiednią odległość, i z całej siły kopnął go w twarz. Cios był trafiony i jak się okazała bardzo skuteczny. Trafiony, upadł na ziemię i nie wstawał. Kelner sprawdził mu puls a upewniwszy się, że żyje wezwał karetkę. Przeprosił Zenka za zakłócenie wieczoru, i podziękował za interwencję. Gdyby nie on to prawdopodobnie restauracja została by zdewastowana. Za chwilę przybiegła Jolanta. Obejrzała go dokładnie, a widząc, że tak na dobrą sprawę to nic mu się nie stało podziękowała, za rycerskie zachowanie.Mimo bardzo już późnej godziny zaproponował spacer po Kazimierzu.
– Teraz wiem, że jestem przy Tobie bezpieczna więc dlaczego nie. Zgodziła się.
Za chwilę spacerowali już, wzdłuż ulicy Starowiślnej. A noc była piękna. Niebo bardzo gwiaździste, łuna bijąca nad miastem przepuszczała blask gwiazd. Rozmawiali o drobnostkach. Pierwszy raz nie poruszali poważnych tematów. Śmiali się z chłopaka który wywrócił się na prostym chodniku. Z pijaka, który będąc najwyraźniej w doskonałym nastroju śpiewał, okropnie przy tym fałszując Katiuszę. Opowiadała mu o swoim dawnym życiu, gdy była jeszcze prostą dziewczyną, żyjącej na przedmieściach Krakowa. Koleżanki, imprezy w remizie strażackiej, młode lata gdy nie przeszkadzał jej brak luksusów. Mówiła o tym z wyraźną nutką sentymentu w głosie. Wspominała pierwsze małżeństwo. Na początku nie było tak źle. Faktycznie miał rację opisując jej relację, tamtego feralnego pierwszego wieczoru. Była zauroczona, i zafascynowana możliwością opuszczenia rodzinnego domu. Marzyła również o dziecku jednak mąż okazał się bezpłodny. Mimo wszystko jednak to było coś szczerego, bez pięknej otoczki i formalności tak jak miało to miejsce za drugim razem. Drugie małżeństwo jako takie było czystą fikcją. Ona cieszyła się jego majątkiem, on ją traktował jak żywą wizytówkę. Jak piękną ozdobę, którą chciał się pochwalić wszystkim dookoła. I która miała przyciągać i zjednywać mu ludzi. Była bogata, ale nie szczęśliwa. Odprowadził ją do jednej z jej kamienic na Kazimierzu. Rozstając się jeszcze raz podziękowała za to co dziś dla niej zrobił. Pocałowała go w policzek. Odwróciła się. I już miała wejść do klatki. On chwycił ją mocniej, objął i pocałował. Nie opierała się. Ale gdy przerwał odepchnęła go i spoliczkowala. I uciekła do swojego mieszkania. Został sam. Ta kobieta miała w sobie ogień. Była niezwykle wyrachowana, bezwględna ale miała coś w sobie. Coś co uzależniało. Wsiadł w tramwaj i pojechał w kierunku swojego mieszkania. Wręczenie podraunku w postaci kolczyków z diamnetami postanowił zostawić na później. Na chwilę obecną nie było to najlepszym pomysłem.
****************
Na obrzeżach miasta tymczasem w ten sam cudny wieczór pewna młoda kobieta, szykowała właśnie działkę heroiny. Była już uzależniona. Sprzedała właśnie medale swojego męża, żeby zdobyć działkę. Wbiła igłę i wstrzyknęła sobie trującą substancję. Pełen odlot, w nieznane i pozornie piękne krainy. Była całkowicie otumaniona. To wydarzyło się nagle. Ktoś chwycił jej głowę i skręcił kark. Natychmiastowa śmierć, nie zdążyła nawet tego poczuć.
-Tylko dobrze ukryj ciało, on nie może się dowiedzięć bo będzie się próbował wycofać. Surowo nakazał Hrabia
– Przecież nie może, obowiązuje go umowa. – zawuażył Pętak
-Changowi się udało tak czy siak wywinąć. Nie ważne po prostu na razie ma nie wiedzieć, że kobiety giną natychmiast. Pamiętaj , że ostatnią będzie musiał zabić osobiście.
– Myślisz Panie, że to zrobi?
– Gdy już do tego dojdzie to nie będzie ten sam człowiek. A teraz do roboty.
-Skałka Twardowskiego? Upewnił się Pętak.
– Myślę, że wystarczy. Tylko tak żeby jej szybko nie znaleźli
***
Gdy Zenek dotrał do mieszkania, jak zawsze usiadł na moment przed swoim laptopem by sprawdzić pocztę. Nadszedł mail od niedawno zatrudnionego informatyka. Stan firmy brata Jolanty prezentował się całkiem nieźle. Spory majątek, zarządzany osobiście przez Prezesa Pawła Lipca. Faktycznie informatyk dotarł też do testamentu sporządzonego na wypadek śmierci prezesa, na mocy którego firmę miałby przejąć jego siostra. Był to ważny szczegół, albowiem wtedy firma Zenka jako jedyna liczyła by się dla Hindusów. Gdyby wybrali firmę własnej przedstawicielki, byłoby to jawne pogwałcenie prawa. Wniosek o tym co należało zrobić był oczywisty. Należało wyeliminować Pawła Lipca.
– Wyeliminować ! Pomyślał nagle Zenek. Jak ja mogłem o tym pomyśleć przecież to morderstwo. Tak nie można, to już za dużo! Sumienie nie dawało Zenkowi spokoju. – A z drugiej strony, jak zdobędę nieśmiertelność a wygląda na to, że nie jest to takie trudne, jak się początkowo wydawało, odbieram duszę ale nikogo nie zabijam, przecież i tak do piekła nie trafię.
Rozważania przerwał Czester, który wparował do pokoju niczym burza.
-Stary masz może ognia? Nie mamy jak zajarać z kolegami.
– Nie dam Ci Ty narkomanie jeden. Nagle zreflektował się – Chyba, że Ty i Twoi koledzy wykonacie dla mnie jedną misję. Trzeba mi będzie śledzić jednego faceta i dowiedzieć się dokładnie każdego szczegółu dotyczącego jego życia prywatnego. Jeśli ma jakiegoś zwierzaka to z niego zdobądźcie wszelkie informacje. Zezwalam na długie i bolesne tortury. A jeśli to będzie kotka to wiecie co macie robić chłopcy.
– Jednym słowem oferujesz nam misję w miarę możliwości lekką i przyjemną. A co z zielskiem? Koci degenerat koniecznie chciał ugrać coś tylko dla siebie.
– Jeśli informacje, których mi dostarczycie z kolegami będą zadowalające, to cóż 10 gramów to jest myślę uczciwa propozcyja z mojej strony?
-Chyba się z głupim na rozumy pozamieniałeś? 10 gramów? Na 4 kocury to nawet na tydzień nie wystarczy. 100 gramów i możemy dyskutować. A uwierz mi takich informacji jakich my dla Ciebie możemy zdobyć to nikt nie zdobędzie.
– Dobra obserwujcie faceta minimum przez tydzień. Chce wiedzieć o nim wszystko. O jego zwyczajach, przyzwyczajeniach, czy ma żonę? Czy jest ona z nim szczęśliwa. Wszystko co tylko dasz radę się dowiedzieć. A spartol to zadanie to powyrywam Tobie i twoim kocim kolesiom sierść włosek po włosku.
Aby dodać swym słowom powagi rzucił w kota poduszką. Zwierzak uciekł na podwórko, pozostawiając Zenka samemu sobie. Lutka przyjechała do domu. Przywitał ją mówiąc dzień dobry tak jakby od niechcenia. Odkąd poznał Jolante Rutkowicz jego uczucie wobec żony jeśli w ogóle kiedykolwiek istniało w co sam często wątpił osłabło. Wyczuła chłód w jego głosie, na pewno ale udawając że tego nie widzi próbowała go przytulić. Nie protestował ale i nie był zanadto wylewny. Zajęłą się swoimi sprawami. On z
kolei wrócił do rozmyślania nad sposobem usunięcia konkurenta. I nagle wpadł na pomysł. Niepotrzebne było angażowania kotów. Popatrzył na pierścień, który dostał od Hrabiego aby móc wezwać Pętaka w razie potrzeby. Poczekał aż żona pójdzie na zakupy. Aby być pewien, że będzie zajęta przez dłuższą chwilę, poprosił by kupiła mu kilka de facto zupełnie niepotrzebnych rzeczy, na których znalezienie należało poświęcić trochę czasu. Kiedy wyszła założył pierścionek i zaczął pocierać umieszczony w nim agat. Nagle usłyszał głos zza pleców.
-Witam hell Zenona jak samopocucie? Cuję się zascycony nie sądziłem ze spotka mnie zascyt nawiedzenia Pana domostwa.
– Zamilcz. Jest sprawa. Musisz pomóc mi pozbyć się jednego człowieka.
-Cyzby konkurenta do serca owej niewiasty, z którą hell Zenon mieszka?
-Nie żartuj durniu, sprawa jest poważna. Powiedz jesteś w stanie unieszkodliwić pewnego człowieka? Tak, żeby zaginął na jakiś czas?
-Hell Zenon, jeśli rozkażesz mogę go obedrzeć ze skóry jak to uczyniłem z Dzierżyńskim zanim go nabiłem na pal.
-Nie! Żadnych morderstw nie chcę obciążać sobie tym sumienia. Chce go po prostu unieszkodliwić. Może na przykład przenieść na jakąś wyspę na Oceanie Spokojnym. Tak żeby nie mógł w żaden sposób skontaktować się z bliskimi. Przez następne dziesięć lat na przykład. Potrafisz?
-Hell Zenonie ale to złamanie prawa uczciwej konkurencji. Nie wiem czy wolno mi małemu mieszać się w prawa rynku.
– Potrafisz czy nie idioto?
– Potrafić potrafię mistrzu. Nie wiem tylko czy zrobię. Przecież to nieuczciwe..
– Masz to wykonać jak najszybciej albo przekonamy się kto jeszcze będzie wisiał na palu obok mnie. Hrabiemu chyba bardzo zależało na tym haremie.
-No niby tak ale to co planuje Hell Zenon z nasym planem nie ma chyba zbyt wiele wspólnego. A to wykozystywanie sił piekielnych do celów prywatnych. Lucyfer nie byłby zadowolony gdyby wiedział, ze wykozystuję swoje siły do tak niecnych i małostkowych celów.
-Dobra skończ wykład z zakresu problemów egzystencjalnych młodego diabła. Czego chcesz w zamian?
– w zasadzie hell Zenon to nic.. choć tak.– Pomyślał dokładnie – może coś by się w sumie znalazło. Tak, tak. Ale to za jakiś czas.
– O co chodzi?
– Wsystko w swoim casie hell Zenon. Tak to jest wykonalne. Zajmę się tym a w swoim czasie dowie się hell Zenon czego będę chciał w zamian. Zapewnie mu wakacje życia.
Po tym oświadczeniu diabeł zniknął pozostawiając Zenka ze swoimi myślami.
*****
Paweł Lipiec wychodził właśnie z siedziby swojej firmy w okolicach Bonarki. Udał się do parkingu podziemnego w Centrum Handlowym Bonarka tam gdzie zawsze parkował. Tego wieczoru miał jednak jakieś dziwne uczucie. Tak jakby ktoś go obserwował. Szedł ścieżką w okolicach lasu. Nagle usłyszał szelest. Tak jakby coś go otaczało. Wyciągnął broń, którą na wszelki wypadek zawsze miał przy sobie, na którą nota benne nie miał pozwolenia. Nagle zobaczył przed sobą mała dziewczynkę. Stała do nieglo plecami, płakała. Była ubrana tylko w białą halkę a było już bardzo chłodno. Podbiegł do niej by zapytać co się stało. Okrył ją płaszczem. Jednak gdy się odwróciła to co zobaczył przeraziło go. Zdeformowana twarz, bez skóry na policzku, skóra spalona z wieloma bliznami. Zakrwawiona w okolicach krocza z wyraźną raną tak jakby ktoś coś w nią wbił. Rzuciła się na niego i wgryzła w szyję. I nagle rozpłynęła w powietrzu. Podniósł się z ziemi. Rana bardzo krwawiła dlatego pobiegł w stronę galerii. Miał tam opatrunki. Nagle za swoimi plecami usłyszał dziwny skowyt. Tak jakby stado wilków otoczyło go. Nie widział ich ale ich warkot był wyraźnie słyszalny.Wystrzelił kilka razy w stronę jednego z odgłosów warczenia, jednak chyba nie zrobił im specjalnej krzywdy. Nagle poczuł jak coś zwala go z nóg. Coś nagle zaczęło rozszarpywac jego nogawki, brzuch. Jeden z niewidzialnych napastników rozprół mu gardło. Kałuża krwi coraz bardziej się zwiększała. Zmarł niemal natychmiast po chwili okrutnej agonii. Po chwili nie została nawet jedna kosteczka. Paweł Lipiec przestał istnieć. Nie pozostało po nim ani śladu
Pętak uśmiechnął się do swoich mysli. Dzięki naiwności Zenka wpadł był na najlepszej drodze do ucieczki z piekła.
VIII
Jak każdy Zenek miał swoje korzenie. Nie był rodowitym krakusem. Wychował się w małej miejscowości na południe od Krakowa. Czasami wracał myślami do tamtych czasów. Pierwsze dziewczyny, bójki, koledzy. Szkoła. Kręgosłup moralny pewnych zasad, których przestrzegał. Pierwsza miłość. I dom rodzinny, do którego wydawać by się mogło zawsze chciał wrócić. A jednak perspektywa powrotu nigdy nie wydawała się zanadto atrakcyjna. Tego dnia jednak wrócił na pogrzeb ciotki. Od razu zauważył , że mimo upływu czasu nic się tu nie zmieniło. Miasto nadal wyglądało dokładnie tak jak wtedy gdy je upaszczał. Cóż uroki małych miast. Czas płynie w nich inaczej. Ludzie prowadzą swoje proste życie bez żadnej dłuższej perspektywy. Rodzą się, kończą szkoły. Odnajdują miłość, pojawia się dziecko i zaczyna się nowa historia. Tu na miejscu. Pragnienie wyrwania się z takiej codzienności nie stanowi problemu. Bo przecież tam daleko los jest niepewny. A czasmi ludzie żyją tu na miejscu nie przejmując się ogromem otaczającego ich świata. Pojawiają się jednak jednostki, które chcą czegoś więcej. Nie pasują do otaczającej ich rzeczywistości. Buntują się. Chcą czegoś więcej. Mają świadomość, że tam wyżej widać dużo więcej. Potrzeba dokonania czegoś wielkiego jest silniejsza niż lęk przed nieznanym.
Przypominają o tym zwłaszcza chwile takie jak pogrzeb. Czyjeś życie się skończyło. Perspektywa końca. Dalej życie wieczne czyli jedna wielka niewiadoma dla żywych, którą naprawdę poznamy będąc dopiero po drugiej stronie. Tymczasem wracając do zakończonego życia pojawiają się myśli. Czy osoba była spełnioną? Czy odkryła swoje powołanie? Wykorzystała je najlepiej jak potrafiła? A wszystko to sprowadza się do jednego pytania tak prostego a tak trudnego zarazem. Czy była szczęśliwą? Co pozostawiła po sobie? Bo przecież śmierć nie może być końcem wszystkiego tutaj na ziemi. Non omnis moriar jakby powiedział Horacy. Tak długo jak trwa pamięć, tak długo jak trwają materialne dzieła danej osoby tak długo osoba żyje. Stąd pragnienie nieśmiertelności. By tych dzieł stworzyć jak najwięcej nie zawsze wystarczy jedno życie. A Zenek był właśnie o krok od uzyskania jej.
Na cmentarzu zebrała się cała najbliższa rodzina. Po pogrzebie udali się do restauracji, która znajdowała się w ryknu na stypę. Pili, wspominali, w zadumie wspominali dobre i złe chwile, które przeżyli ze zmarłą. Co ciekawe nagle na dobre wspomnienia i pełne ciepła słowa zdobywali się członkowie rodziny na co dzień nie mający ze zmarła wiele wspólnego. Ze zdziwieniem Zenek odkrywał, że niektórych członków rodziny widział pierwszy raz w życiu. I Ci z największą dozą dociekliwości dopytywali się jak tam się układa w pracy? Jak miewa się szanowna małżonka, której nawet nie mieli okazji poznać. Był tam też dawno nie widziany kuzyn, z którym Zenek się wychował jak z rodzonym bratem. Kiedyś byli nierozłączni. A potem cóż drogi się rozeszły. Teraz spotkali się pierwszy raz po trzech latach. On zresztą przebywał na co dzień za granicą. Miał żonę dziecko. Jednak wieloletni pobyt wśród innej mentalności nie rozwinął go. Zenek miał wrażenie że jeszcze bardziej go ograniczył. Zamiast poznawać tubylców, Czesiek przebywał tylko z rodziną żony. Znał co prawda język, ale o asymilacji w nowym miejscu zamieszkania nie było mowy. Wyszli zapalić. Dawno ze sobą nie rozmawiali nawet przez telefon. Czesiek znał tryb życia Zenka i wiecznie go za to ganił. Ten z kolei uważał Cześka za frajera. Lata które minęły odkiedy przestali się widywać jeszcze bardziej pogłębiły różnicę między nimi.
– I jak tam żyjesz mój drogi? Zapytał Zenek
– Wiesz praca, rodzina nic wielkiego, zwyczajne proste życie… Przerwał patrząc zdegustowany jak Zenek podziwia uroki dziewczyny która wyszła na papierosa przed restaurację.
-Co się tak na nią gapisz idioto. To Twoja kuzynka!
– Naprawdę? zapytał Zenek szczerze zszokowany. Widział ją pierwszy raz w życiu.
A z której strony?
– To jest prawnuczka dalekiej kuzynki naszej prababki.
-Czyli tak de facto dziesiąta woda po kisielu. Ma wspaniałe nogi. Zenek dalej nie mógł wyjść z podziwu.
-Ciebie trzeba leczyć. Z politowaniem powiedział Czesiek. Widzę że lata Cie nie nauczyły jak normalnie żyć.
-Ach a Ty niby to doskonale wiesz tak?
– Ja nikogo nie krzywdzę.
– Nie Tobie mnie osądzać Panie wszystkowiedzący – syknął Zenek. Nie masz o mnie żadnego pojęcia.
– Znałem Cie kiedyś innego.
– Dokładnie. Lata zmieniają. Tak naprawdę to ostanio tak na dłużej to rozmawialiśmy jeszcze jak byłem w pierwszej klasie liceum. Co Ty wiesz? Przestałeś już dawno uczestniczyć w moim życiu. Kto Ci dał prawo mnie oceniać.
– Dobra nieważne, dzisiaj nie będę się z Tobą kłócił. Powiedz lepiej co u Ojca?
– Wiesz, że rzadko się z nim widuję. On ma swoją rodzinę swoje życie. Dzwoni tylko wtedy gdy czegoś potrzebuje. To się nie zmieniło. Rzadko się widujemy. Wiesz on w zasadzie ma swoje życie ja mam swoje. Teraz gdy sam siebie utrzymuje, już skończyło się wołanie mnie w każdej potrzebie. Teraz niech wołają jej córeczkę. Ciekaw jestem czy chociaż raz przybędzie z pomocą.
– Czyli nic się tutaj szczególnie nie zmieniło widzę. No cóż przykre. Ale dajesz sobie z tym radę. Tylko szkoda, że wykorzystujesz swoje atuty do złych celów. Przeraża mnie to co robisz. Kto Ci dał prawo do zabawy tymi wszystkimi kobietami. Kiedy Ty wreszcie pojmiesz że robisz krzywdę tej biednej Lutce, która wyszła za Ciebie, tym wszystkim laskom, a przede wszystkim sobie.
– Co Ty bredzisz wszystkie są dorosłe wiedzą co robią. Spójrz prawdzie w oczy po prostu Ty Ciebie bawi co innego Ty lubisz proste rodzinne życie. A ja potrzebuje przygód wyzwań. A kobiety uzależniają. Każda z nich to nowe wyzwanie.
– Ale Ty masz żonę! Ślubowałeś jej wierność!
– Tak ślubowałem. Ale nie żyjesz z nami nie znasz stosunków między nami. Ożeniłem się za szybko. Na dodatek byłem wtedy nie do końca trzeźwy a ona to wykorzystała. Myśleć zacząłem dopiero później kiedy było już za późno. I kiedy gdzieś w głębi serca na swój sposób ją pokochałem. Ale chęć przygody jest czasami silniejsza. W każdej z nich coś jest. Każda z nich coś w sobie ma. Nie potrafię przejść obojętnie. To jest silniejsze ode mnie.
– Maniak.. – Powiedział z żalem Czesiek. Ciebie to już trzeba leczyć. – dodał z politowaniem patrząć jak kuzyn zaczyna flirtować z poznaną nie dawno daleką kuzynką.
Robił to celowo. W jej wypadku grzechem będzie kazirodztwo. Więc szczególnie nie będzie się musiał męczyć tym bardziej, że dziewczyna nie miała pojęcia, że są spokrewnieni, a Zenek wyraźnie się jej spodobał. Dlatego też od rozmowy przeszli do degustacji drinków w pubie poniżej. Degustacja odbyła się już po rodzinnym spotkaniu dlatego mieli sporo czasu. Po uroczej degustacji, i całkiem przyjemnej dyskusji na temat róznych powiązań rodzinnych (gdzie Zenek czasami troche kłamał), oraz potrzeby rozbudowy miasta para dziwnym trafem znalazła się w Zenkowym samochodzie. Dziewczyna miała swoiste upodobania. Uwielbiała gryźć sutki partnera w trakcie, twierdziła że ból i doznania erotyczne doskonale się komponują. Zenek co prawda był przeciwnego zdania ale zważywszy na atuty kochanki nie protestował. Kolejna dusza w garści.
Za jakiś czas zadzwonił ojciec z propozycją by nie wracał dziś do Krakowa tylko został na noc. Ze zdziwieniem Zenek zauważył, że ojciec chyba się troszkę stęsknił, co było ciekawe bo rzadko okazywał takie uczucia. Pojechał więc do swojego starego domu na obrzeżach miasta. Ojciec mieszkał sam. Jego obecna żona mieszkała w mieście 30 kilometrów dalej. Nie chciała się przenosić jak to mówiła na prowincję. A przecież kochający powinien dzielić losy ukochanej osoby. Widać jednak nie w tym wypadku. Dom był już stary, drewniany, ponad stuletni. Takie domostwa skrywają zazwyczaj wiele sekretów. Nie inaczej było z tym. Choć gospodarze nie zdawali sobie z tego sprawę dom ten stanowił wręcz magnez dla sił nadprzyrodzonych. Stukało, słyszano głosy, pojawiały się czasami zarysy postaci. Zwykle nie dawały się weznaki jednak dom państwo Filipowicze przenieśli się do domu obok. Jednak czasami przychodzili tu po jakieś pozostawione pamiątki rodzinne, zdjęcia. W domu tym mieszkał ukochany dziadek Zenka. Bawił się z nim w dzieciństwie, opowiadał różne ciekawe historie. Jakiś czas po jego śmierci Zenek znalazł tam pewien przedmiot. Krzyżyk ozdobiony prawdziwymi rubinami, przepiękny choć obdarzony wyjątkowo dziwną aurą. Nosił go zawsze przy sobie , jako talizman który miał przynosić mu szczęście. Dodatkowo dziadek trzymał w domu broń. Była to strzelba rodem z dzikiego zachodu, ozdobiona krzyżami. Mówiono, że dziadek walczył ze złymi mocami. Ot takie pogłoski ludność lokalna była bardzo zabobonna. Żywa była ciągle jeszcze wiara w słowiańskie duchy, gdzieniegdzie ponoć czczono jeszcze dawne bóstwa. A to stanowiło drogę prosto do opętania. To ostatnie zważywszy na ostatnie kontakty Zenka z siłami nieczystymi było całkiem prawdopodbne.
Tak się złożyło, że musiał się udać to starego domu po trzymaną tam zastawę do stołu. Ojciec urządzał przyjęcie, a gości należało przywitać należycie. Domek nie był duży. Parter, jedno piętro podasze. W skład wchodziły cztery pomieszczenia i strych. W ogródku była wygódka. Zenek wszedł do domu, udał się do kuchni. Zastawy tam nie znalazł. Nagle usłyszał jakiś dzwięk. Tak jakby ktoś powiedział nagle szeptem „przeklęty".
Odwrócił się jednak nie ujarzł nikogo. Poszedł na strych. Zastawę znalazł w trzymanym tam drewnianym kredensie. I nagle dopiero co trzymana w rękach zastawa wypadła mu z rąk. Wprost przed nimi stała postać człowieka. Duch, zjawa. Gdyby nie to, że całkiem niedawno rozmawiał z diabłem na pewno dostałby zawału. Zjawa patrzyła na niego. Była dziwnie ubrana, jej oczy były skośne. Patrzyła na niego uważnie. Obserwowała. Zenek zapytał:
-Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz?
Zjawa jednak nic nie odpowiadała. Patrzyła tylko na niego swymi skośnymi oczami. Nagle zaczęła coś rysować na podłodze. Krąg a w środku dziwne symbole. Gdy skończyła, przemówiła.
– To zaklęcie nie działą długo. Chroni nas przed mocami piekielnymi. Od kiedy wróciłeś z piekła widzą dokładnie, gdzie jesteś i co robisz.
– Kim jesteś? Skąd o tym wiesz?
– Nazywam się Li Chang. Wieki temu powierzono mi takie samo zadanie jak Tobie. Tutaj nie możemy swobodnie rozmawiać. Jest tylko kilka miejsc na świecie gdzie siły piekielne nie mają wstępu, a ich moce nie działają. Jeśli chcesz porozmawiać spotkajmy się w kaplicy Zamku Malborskiego. Tam będziemy bezpieczni. Będę Ciebie oczekiwał. I nie mów nikomu zwłaszcza Pętakowi, że mnie spotkałeś. Do zobaczenia.
Zjawa rozpłynęła się w powietrzu. Zenek podniósł zastawę, i zaniósł ją do nowego domu, rozmyślając nad spotkaną właśnie istotą. Kim była? Co takiego miała mu do powiedzenia.? Dotarł do domu, w którym obecnie mieszkał jego ojciec. Na przyjęcie zaproszeni zostali wspólnicy ojca w interesach, oraz kilku przyjaciół. Była też córka jednego ze wspólników z racji tego, że nie dawno przyjechała do Polski z zagranicy i chciała troszkę czasu posiedziec z własnym ojcem. Była całkiem atrakcyjna, Zenek od razu zwrócił na nią uwagę. Kaprysiła troszkę przy stole, nie do końca chyba podobało jej się picie wina ze zwyczajnych kieliszków. Miała na sobie różową sukienkę. Na oko nie miała więcej niż 18 lat. Po kolacji ojciec zaprosił gości do salonu celem omówienia interesów. Zenek tymczasem zaprosił Grażynę na papierosa. Spacerowali sobie w okolicach domu w pobliskim lesie. Nagle ni stąd ni zowąd dziewczyna odwróciła się i powiedziała:
-Jeśli masz na mnie ochotę to zróbmy to tu i teraz nie chce mi się dalej iść.
Lekko zaskoczony sytuacją i bezpośrednością towarzyszki Zenek odpowiedział:
-Nie sądzisz, że jestem troszkę za stary dla Ciebie? A Twojemu ojcu to by się chyba za bardzo nie spodobało.
– Nie obchodzi mnie to mam po prostu ochotę na ostre rżnięcie. Wyjaśniła zabierając się za jego przyrodzenie. A miała widać w tym wprawę. Tak intesywnej miłości francuskiej jeszcze żadna kobieta mu nie dała poznać. Usiadł na pniu , zdjął jej rajstopy. Ujeżdzała go jak konia na rodeo dobrą godzinę, intensywnie piszcząc co chwila. Zenek bał się, że za chwilę któryś z biesiadników przybiegnie by sprawdzić co się dzieje. Nie pomylił się. Usłyszeli kroki i głosy.
-O Boże to mój ojciec nadchodzi. Szybko tutaj w te krzaki, nie może nas zobaczyć. Polanę na której przed chwilą się zabawiali a las oddzielały intesywne zarośla, dobre miejsce żeby się ukryć zwłaszcza po zmroku. Miejsce w którym lezeli porośniete było mchem. Było więc niedawnym kochankom mokro ale stosunkowo wygodnie. Wyszeptała
– Ach uwielbiam ten smak rosnącej adrenaliny. To dzięki niemu czuję, że na nowo żyję. Gdyby mój ojciec mnie tu przyłapał zabiłby mnie. Ciebie pewnie zresztą też. To co robimy jest takie złe, a jednocześnie takie przyjemne. Sama myśl o tym mnie podnieca. Dalej dawaj pieprz mnie ! I by jeszcze bardziej Zenka zachęcić podwinęłą sukienkę. Położył się na niej i zabrał do roboty. Mech amortyzowął bardzo intensywne ruchy. Dziewczyna zaczęla ponownie wydawać piski, więc zasłonił jej twarz. Nie protestowała. Za bardzo pochłonięta była chwilą. Robiło się coraz mokrzej i mokrzej. I nagle jak na złość zadzwonił telefon. Dzwięk Zenkowego telefonu był bardzo głośny.
Prawie natychmiast pojawił się w tym miejscu, ojciec dziewczyny. Zastana sytuacja na moment wprawiła go w osłupienie. Za chwilę syknął cicho:
– Ty skurwysynu !
I kopnął Zenka z całej siły w bok. Ten poturał się kilka metrów dalej. Już prawie pozbierał się gdy dosięgnął go drugi kopniak.
– Ty bydlaku, Ty draniu żeby moją córeczkę tak w lesie jak zwykłą dziwkę!
– Tato ale ja sama chciałam! – Krzyknęła zapłakana dziewczyna
– Milcz mała szmato! Tobą się później zajmę.
Kolejny kopniak, Zenek poturlał się jeszcze dalej. Miał chyba złamane żebro. Próbował pozbierać się jednak znowu przybiegł rozwścieczony ojciec dziewczyny. Szykował się do finalnego ciosu. Nagle coś powaliło go na ziemię. To jego własna córka uderzyła go w głowę grubą gałęzią. Chyba jednak zrobiła to za mocno.
– Ty idiotko! Coś Ty najlepszego zrobiła? Zapytał Zenek. – Zabiłaś go!
– Ja, ja ja ,nie – wymamrotała przerażona dziewczyna
– Dalej musimy schować gdzieś ciało, tu w okolicy są bagna.
– Ja nie chciałam, ja nie chciałam, ja nie chciałam! W histerycznym łkaniu powtarzała dziewczyna.
– Pomóż mi go wziąć za nogi i milcz. Załóż rękawice ( przypadkiem w kieszeni miał kilka par gumowych rękawic, czyścił zastawę wyjątkowo żrącym świństwem) i ciągnij go za nogi.
Dotarli na pobliskie bagna. Zenek był ciągle jeszcze w szoku, dziewczyna była totalnie załamana. Pierwszy raz w życiu widział jak ktoś umiera. A ona pierwszy raz w życiu dokonała zbrodni. Nieumyślnej co prawda ale zawsze zbrodni. W dodatku zamordowanym był jej własny ojciec. Dziewczyna powtarzała cały czas – dostanę dożywocie, dostanę dożywocie! Ja nie chciałam ja nie chciałam!
– Słuchaj, nie będzie żadnego dożywocia, nikt nigdy się o tym nie dowie. Chciałaś mnie ratować. Niechcący uderzyłaś za mocno.
Dziewczyna jednak dalej powtarzała to samo. Ciało wrzucone właśnie zostało do bagna. Próbował ją dalej uspokoić.
– Spokojnie, wszystko się jakoś ułoży. Musisz tylko jak najszybciej wyjechać z kraju.
Pokiwała głową, spojrzała na niego błagalnym wzrokiem
– Pojedziesz ze mną prawda? Nie zostawisz mnie samej z tym ciężarem? Nie po tym co dla Ciebie zrobiłam?
– Tak oczywiście moja droga spotkamy się za tydzień na lotnisku w Krakowie. Wsiądziemy razem do samolotu i odlecimy stąd na zawsze. Kłamstwo było aż nadto oczywiste. Nie wybierał się nigdzie. Ale miał dość jej popłakiwania. Człowieczeństwo powoli uchodziło z niego tak jak przewidywał to Hrabia. Nie czuł współczucia również dla ofiary.
Na razie kazał jej iść do domu, i nic nikomu nie mówić. Sam natomiast wyjął telefon i zadzwonił po policję. Gdy przyjechali wskazał im miejsce ukrycia ciała i opowiedział historię, jakoby widział jak kobieta kłóciła się z ojcem po czym uderzyła go konarem.
– Ja Panie Oficerze chciałem po karetkę dzwonić, ale bałem się, że i mnie zabiję! To była furia! Na śladach ofiary znaleziono tylko jej odciski palców. Nie powiedział jej, że rękawiczki były przedziurawione w kilku miejscach a ona nie zwróciła na to uwagi. Był jedynym świadkiem w tej sprawie policja nie mogła oprzeć się na innej wersji wydarzeń.
Gdy w końcu dotarł do domu ojciec już spał. Jak zawsze, gdy był w domu. Nie było z kim ani o czym rozmawiać wobec tego poszedł do swojego pokoju. Tego dnia wiele się wydarzyło. Pozyskał dla piekła kolejne dwie dusze. Był świadkiem morderstwa. Świadkiem czy bezpośrednim uczestnikiem, nie był pewien. Nagle uświadomił sobie, że tym donosem zniszczył dziewczynie jej dalesze życie. Za zbrodnie jednak trzeba płacić pomyślał sobie. Ale on tego uniknie gdy tylko zyska nieśmiertelność. Ale zaraz jak tak można przecież to złe! Co jakiś czas odzywały się resztki jego sumienia. Czasami człowiek żałuje że w ogóle je jeszcze posiada. Wziął flaszkę wódki i spożył ją w samotności. Alkochol ma to do siebie, że czasami topi niespokojne, nie dające spokoju myśli. Im dłużej miał pracować dla sił piekielnych tym to sumienie miało odzywać się coraz rzadziej.
Rozważania przerwał nagle sms od Jolanty:
„ Mój brat zaginął! Nie wiem co się dzieje, wszędzie go szukałam! „
Chwilkę zastanowił się po czym napisał odpowiedź :
„Może wyjechał gdzieś nagle, nic Ci nie mówiąc? „
Za chwilkę przyszła odpowiedź :
„ Nie to do niego niepodobne. Zawsze dawał mi znać gdy miało go nie być dłużej niż dwie godziny poza biurem albo miejscem zamieszkania! Zaczynam się niepokoić"
Nie wiedział co napisać. Sam tak naprawdę nie wiedział do końca co się stało z jej bratem poza tym, że kazał Pętakowi się nim zająć.
„ Na pewno się znajdzie, może imprezuje gdzieś ze znajomymi? „
Odpowiedź przyszła po 5 minutach.
„Ale Ty o tym nic nie wiesz prawda? „
Tym razem musiał być szybki żeby nie wzbudzić podejrzeń.
„Nie ! Skądże znowu, przecież od Ciebie się dowiaduję, jak wrócę to pomogę Ci go odszukać"
Kolejna i ostatnia już wiadomość :
„To przyjeżdżaj jak najprędzej.. Ciągle myślę o naszym ostatnim spotkaniu. Pozdrawiam "
I faktycznie nic już więcej nie pisała. Zenek uśmiechnął się sam do siebie. Miał ją w garści. Kwestią czasu było kiedy ją uwiedzie. I przejmie firmę jej brata.Miał złe przeczucia co do tego czy Pętak na pewno nie zrobił jej bratu krzywdy. Ale z drugiej strony tak długo jak długo to nie on był w coś poważnego zamieszany, było mu to obojętne. Ludzkie uczucia zaczynały w nim zanikać.
IX
Nazajutrz jego rodzinne miasto powitało go pięknym porankiem. Było bardzo urokliwe. Stary XIV wieczny rynek, miasto lokowano na prawach niemieckich więc rynek miał dość charakterystyczne rozplanowanie. Pośrodku rynku wznosił się pomnik utrwalaczy władzy ludowej, jeszcze nie zdemontowany, w ramach szału dekomunizacji. W okolicach rynku był park. Zenek często tam przesiadywał gdy był jeszcze nastolatkiem. Tu zabierał pierwsze dziewczyny, tu przesiadywał z kolegami. Tutaj pierwszy raz w życiu się bił. W tym parku również stracił dziewictwo. Pamiętał to dobrze. 3 w nocy w pobliżu na złączach dwóch rzek paliło się ognisko. On odszedł z dziewczyną chłopaka którego nie znosił wykorzystując fakt, że się jej podobał, a tamten dochodził do siebie po nadmiernym spożyciu piwa. Całowali się. Jego ręka konsekwentnie posuwała się na dół, w kierunku jej sukienki. Dziewczyna z początku protestowała jednak w końcu pozwoliła mu ją zdjąć. Podsadził ją na poręczy i pierwszy raz poczuł co to znaczy mieć kobietę. Takich chwil się nie zapomina. Miał wtedy 14 lat. Niewiele się zmienił od tamtej pory. Zawsze lubił towarzystwo kobiet w każdej z nich znajdował coś co mu się podobało. Stąd zdziwienie jego kumpli kiedy oznajmił im, że bierze ślub.
– Ty do końca życia tylko z jedną? Pytali zadziwieni. I mieli poniekąd racjęm gdyż pomimo uczucia którym Lutke niewątpliwie dażył miał świadomość tego, że jego zdrady nawet jeśli nie jest ich do końca świadoma ranią ją. A tak w zasadzie to raniły ich oboje. Człowiek czasami nie jest świadomy, że zdrada pozostawia piętno również na zdradzającym. Uczucia stają się bardzo płytkie a przyjemność najważniejsza. Zaspokojenie pierwotnego instynktu, który dla niektórych jest zbyt silny do opanowania. Część znajomych robiła zakłady ile potrwa jego małżeństwo.
Był też w tym mieście ktoś kogo Zenek odwiedzał za każdym razem gdy wracał w rodzinne strony. Rysiek, jego dobry przyjaciel. Wspólnie podrywali pierwsze dziewczyny. To on nauczył go wszystkich technik podrywu, pokazał jak stać się atrakcyjnym dla kobiet. To z nim chodził na wagary. Byli nierozłączni, jak rodzeni bracia. Mówiono że obaj mają na siebie nienajlepszy wpływ ale nie da się zaprzeczyć, że po okresie buntowniczej i hulaszczej młodości obaj zrobili kariery. Tyle tylko, że Ryśkowi udało się znaleźć dobrą pracę na miejscu a Zenek porzucił dla chleba rodzinne strony. Widywali się teraz od czasu do czasu, jednak zawsze spotkania i rozmowy toczyły się tak jakby widzieli się wczoraj.
Nie inaczej było dzisiaj. Poszli razem na piwo do pobliskiego pubu i omawiali wszystkie ważne sprawy, które pojawiły się przez czas rozłąki.
Zenek opowiadał Ryśkowi nowinki z pracy o tym, że w ciągu tych dwóch miesięcy które minęły od ostatniego spotkania, miał już 70 asystetnek. Opowiedział przyjacielowi o wczorajszym incydencie. Ten spojrzał na niego i z przekąsem powiedział. :
-Jak wiesz nie szczególnie przepadam za policją i mam swoje zdanie o skuteczności tej instytucji. Wydaje mi się jednak, żeś dobrze zrobił. Gdy pojawia się trup trzeba reagować szybko. Sprawa sądowa w charakterze świadka pewnie Cie nie ominie zawsze to lepsze jednak niżbyś miał być potem sądzony za współudział.
– Rysiek czuję się jak ostanti drań. Wykorzystałem tą panienkę, przez moją nieuwagę przyłapał nas jej ojciec, w pierwszym odruchu sam zaporoponowałem by ukryć ciało na bagnach. A potem gdy już sobie poszła zadzwoniłem po policję. A przecież obiecałem jej, że z nią wyjadę.
-Byłeś w szoku, nie myślałeś logicznie. Też bym pewnie tak zrobił na Twoim miejscu. Dobrze jednak, że starczyło Ci rozumu na tyle by zawiadomić odopowiednie służby. Choć muszę przyznać jestem pełen podziwu dla panny za to, że jednym uderzeniem w głowę była w stanie zabić dorosłego faceta.
-Nie było to nic specjalnego – zaprostestował Zenek. Facet wcześniej miał operacjęw tym miejscu. Poza tym młody to on już nie był pomimo swojej siły i zaciekłości. Ładne lanie mi wczoraj spuścił. Gdyby nie ta panna to cholera wie czy bym dał mu radę. Tym bardziej mi głupio.
– To nie Ty go zabiłeś. Najlepiej jak o tym zapomnisz. Jak tam krakowskie podboje idą. Chyba, że nagle w co nie wierzę stałeś się wiernym mężem i przykładną głową rodziny?
Zenek zaczął opowiadać o różnych przygodach. Opowiedział o Jolancie, oraz o dziewczynie z siłowni. Mówił jednak tak, że osoba która znała go tyle lat co Rysiek od razu domyśliła się, że coś jest nie tak.
– Zenek co Ty ukrywasz? Zapytał wprost Rysiek.
– Rysiu.. nie dopytuj bo i tak mi nie uwierzysz.
– Od kiedy mamy przed sobą tajemnice. Wypróbuj mnie!
Podstawiony niemal pod ścianę Zenek długo musiał szukać wymówki. Zmyślił więc zawiłą historię o tym, że zadarł z krakowskimi gangsterami i teraz nie chcą mu dać spokoju. Nie chciał okłamywać przyjaciela, jednak zdawał sobię sprawę z tego, że jeśli mu o wszystkim opowie to ten nie dość, że nie uwierzy to jeszcze wyśle go na badania psychiatryczne w trybie natychmiastowym. Znali się bardzo dobrze. On zrobiłby zapewne to samo, gdyby nie wydarzenia których był ostatnio świadkiem. Udali się razem do mieszkania Ryśka gdzie od samego progu uśmiechem przywitała ich żona kolegi Anna. Była to bardzo wesoła i spokojna kobieta. Zenek ją uwielbiał i traktował jak dobrego przyjaciela. Nigdy nawet do głowy mu nie przyszło by zachować się wobec niej w sposób nieodpowiedni, choć jak już można się było przekonać rzadko miewał zahamowania. Po prostu od momentu ich ślubu Anka przestała liczyć się dla niego jako potencjalny obiekt zaspokojenia swych żądz ( choć trzeba przyznać, że swego czasu starali się o nią obaj, co na jakiś czas ochłodziło ich relacje, jednak Anka wybrała Ryśka), a stała się niemal automatycznie najlepszym przyjacielem. Zjedli wspólnie obiad. Anka gotowała szalenie dobrze, doskonale dobierała przyprawy. Była też zdolną malarką dlatego niemal całe ich mieszkanie obwieszone było ich obrazami.
Jedli, rozmawiali, wspominali dobre czasy. Anka doskonale wiedziała co wcześniej robił Rysiek dlatego swobodnie rozmawiali o swoich wcześniejszym podbojach. Po obiedzie Rysiek pomógł żonie pozmywać naczynia. Rozległ się dzwonek do drzwi.
– Zenek idź otwórz pewnie listonosz przyszedł. Poprosił przyjaciel.
Zenek posłusznie poszedł i otworzył drzwi. To co zobaczył zaskoczyło go na moment. Stał przed nim Pętak w stroju listonasza.
– Co Ty tu robisz idioto w tym stroju? – Zapytał zaskoczony.
– Hell Zenon! Hlabia ma dla Was przesyłkę. I specjalne zamówienie. Ta mała co tu mieszka bardzo spodobała się samemu Lucyferowi. Zdobądź ją dla nas!
– Precz bestio! O Ance zapomnijcie nie zrobię tego! To ja mam wybierać kobiety a nie wy!
-Hell Zenon ale to rozkaz z samej góry. A prose mi wiezyć ze wściekły sef to armagedon.
– Powtarzam ostatni raz. O Ance zapomnijcie dam wam kogoś w zamian!
– Hell Zenon już dostarczył nam trochę świezej krwi. Tamta mała się powiesiła dzisiaj w celi. A tą małą dziwkę sobie i tak weźmiemy z Twoją lub bez Twojej pomocy! Radzę więc po dobroci wykonać polecenie, chyba ze chce Pan zobaczyć jak kończy się niewykonywanie poleceń Lucyfera. A na razie 15 złotych za przesyłkę się należy.
Dał 20 złotych bo akurat nie miał drobnych. Diabel rozpłynął się w powietrzu nie wydając reszty. Zenek przestraszył się teraz poważnie konsekwencji podjęcia się piekielnego zadania. Zdaję się, że nieumyślnie sprowadził kłopoty na spokój rodziny jego przyjaciela. Zauważył ten niepokój na jego twarzy Rysiek, który, przyszedł sprawdzić dlaczego Zenek tak długo nie wraca.
– Widzę Rysiu, że nie lubisz płacić rachunków.– próbował udawać, że nic się nie stało Zenek
– A ja natomiast dostrzegam, że jest coś o czym nie chcesz powiedzieć, co Cie przeraża. Co jest Zenek dlaczego ukrywasz coś przede mną? Chodzi o tych bandytów z Krakowa?
– Tak– potwierdził Zenek, ucieszony że nie musi wyjawiać całej prawdy. Nie myślałeś o tym żeby gdzieś stąd wyjechać? Na tydzień, na jakieś małe wakacje na przykład na Wyspach Kanaryjskich. Słyszałem, że są przepiękne.
– Nie stać mnie stary a co z pracą? Przecież nie mogę tego ot tak zostawić.
– Pieniędzmi się nie przejmuj bo tych akurat mi nie brakuje. Weźmiesz sobie urlop. Ja też mam trochę zaległego. Weźmiemy nasze kobiety, i odpoczniemy sobie troszkę gdzieś na plaży w jakimś urokliwym zakątku wysp.
– Zenek głupio mi tak jechać nie za swoje. Wiesz to nie chodzi o pięć złotych za piwo tylko o całkiem sporo pieniędzy…
-Ależ nie wygłupiaj się Ryśku. Jak zapraszam to zapraszam. I będę bardzo niezadowolony jeśli spotkam się z odmową.
– To kiedy byśmy mieli wyjechać?
– W zasadzie to już. Zbierajcie swoje rzeczy, piszcie e-maile, że bierzecie urlop, zgarniamy Lutkę w Krakowie i witaj przygodo!
– Anka się nie zgodzi ma tu zbyt dużo obowiązków.
– Rysiu pozwól, przekonam ją!
Po pół godzinnej dyskusji na temat obowiązków, dojrzałości i sesnowności nieplanowanych wycieczek kobieta w końcu skapitulowała i zgodziła się. Wyjazd ten był potrzebny Zenkowi nawet bardziej niż Ryśkowi, którego chiał uchronić przed siłami piekielnymi. Jego wczorajsza towarzyszka się pokłóciła, a z tego co pisała Jolanta to jej brat dalej nie pokazywał. Zaczęło się robić zamieszanie i lepiej było dla niego samego zniknąć na chwilę, żeby przypadkiem nikt nie dostrzegł jego śladu w tych sprawach. Nie potrzebował skandali ani rozgłosu. Tym bardziej, że jego ojciec był postacią znaną w regionie, o czym w młodości często mu przypominał gdy wracał pijany z imprezy, czy gdy zrobił coś głupiego. W małej miejscowości dobra opinia jest potrzebna i nie zawsze idzie w parze z potrzebą wyszalenia się w młodości. Tak na wszelki wypadek zdecydowanie lepiej było wyjechać i nie wracać przez jakiś czas.
Pośpieszając przyjaciół pomagał im się zapakować. Wsadzili do bagażnika ostatnie walizki i wyruszyli w drogę do Krakowa. Ta część trasy minęła bardzo spokojnie. Namówienie Lutki do wyjazdu nie zajęło wiele czasu. Podobnie jak niegocjacje z szefem dotyczące uzyskania zaległego urlopu pomimo iż toczyła się ciągle sprawa negocjacji z Hindusami. Dwie godziny później przygotowywali się na lotnisku do odprawy, z biletami i paszportami w rękach.
******
Lot minął spokojnie, bez żadnych turbulencji. Gdy już byli na miejscu z racji późnej godziny pierwszą noc spędzili na plaży. Nazajutrz wynajęłi sobie dwa sąsiadujące ze sobą bungalowy z daleka od ośrodków turystycznych. Cisza, spokój, żadnych ludzi dookoła. Anka I Lutka opalały się , a tymczasem przyjaciele spacerowali w okolicy. Komentowali urode spotykanych co jakiś czas turystek, żartowali sobie z handljuących na plaży ludźmi gwarantującymi, że te kokosy były dopiero co zerwane z palmy, a za takie piękne okulary całe Hollywood dałoby się zabić. Postanowili zrobić niespodziankę żonom, i zrobić obiad. Udali się więc na pobliski bazar, gdzie zakupili warzywa, ryby oraz przyprawy. Mieli przy tym trochę zabawy, gdyż pewien handlarz oferował im wyraźne nieświeże już pomidory oferując sporą zniżkę i jakieś inne warzywa w promocji. Nie byli jednak zainteresowani rozpływającymi się warzywami wobec czego odeszli do bazaru obok. Tam handlarz zaoferował im piękne, świeżę pomidory jeszcze taniej od poprzedniego, dodając przy tym jakis komentarz zapewne pod adresem jakości towarów wystawionych przez sąsiada. Tamten zamiast odpowiedzieć rzucił w niego jednym z półzgniłych pomidorów, za chwilę kojenym i jeszcze jednym. Zenek w ostatniej chwili, się uchylił, Rysiek oberwał, podobnie jak winowajca.
Ten nie pozostał dłużny wyciągając z zaparkowanego, pojazdu towarowego wiadro zgniłych pomidorów, po czym obrzucił sąsiada całą serią pocisków, trafiając praktycznie wszędzie dookoła tylko nie tam gdzie trzeba. Agresor pozostał nietknięty dostali natomiast niezangażowali dotychczas w konflitkt postronni handlarze. To co za chwilę rozpoczęło się na bazarze przypominało prawdziwe La Tomatina. Trafieni handlarze nie pozostali dłużni i zaczeli rzucać własnym niesprzedanym towarem. Rysiek i Zenek schowali się za jednym z samochodów, jednak było już za późno. Obaj byli już cali czerwoni od pomidorów. Mimowolnie stali się pierwszymi ofiarami konfliktu handlarzy. Jednak postanowili się odgryźć wobec tego chwytali, te z warzyw którymi dało się jeszcze wykorzystać i rzucali to w lewo to w prawo. Ostatecznie celem zakupu warzyw udali się brudni i ciągle jeszcze ubrudzeni, do pobliskiego supermarketu.
Po powrocie do miejsca zamieszkania opowiedzieli żonom dzisiejsze przygody. Po kolacji pozostawili kobiety na plotkowaniu przy winie, tymczasem sami udali się na pobliskie skały z piwem. Dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz, razem tak dobrze się bawili.
– Dzisiaj znowu było tak jakbyśmy mieli po 16 lat co nie Zenek?
– A prawda, bawiłem się wyśmienicie. Stare dobre czasy Rysiu. Ech ile człowiek by dał żeby znowu tak beztrosko żyć.
– Dokładnie. Myśleliśmy obaj, że świat jest nasz. Uciekaliśmy z domu by powłóczyć się po okolicy, Ty zawsze dostawałeś zdrowe lanie wtedy. Zahihotał Rysiek.
-Ja tam za to pamiętam jak Ciebie stłukła matka kablem jak nas złapała z papierosem. Zabroniła nam się wtedy nawet spotykać. Mówiła, że mam na Ciebie zły wpływ.
– Tak pamiętam. Obu nam wmawiali, że nic nie osiągniemy. Że siedząc na ławce w parku, pijąc piwo i podrywając laski nigdzie nie dojdziemy. A tymczasem poradziliśmy sobie obaj całkiem nieźle.
– Tak ale Ciebie wyrzucili z ogólniaka za złe wyniki. Miała więc poniekąd rację.,.
-Po czym zapisałem się do zawodówki, mam dobry zawód, maturę i tak zrobiłem wieczorowo. – Dodał Rysiek do refleksji przyjaciela. Nie narzekam Zenuś. Dobrze mi z tym co mam.
– Myślisz czasami o perspektywie własnego końca, przejściu na drugą stronę?
– Czasami każdy myśli. Ale ja nie zawracam sobie tym głowy. Gdy przyjdzie mój koniec to przyjdzie. Ja chcę się zająć życiem a nie planowaniem własnego końca. Pamiętasz co Ci zawsze powtarzałem? Życie można przeżyć całe nudno, albo połowe ale ciekawe. A idzie przecież też o to, żeby mieć co opowiadać po tamtej stronie. Żeby czasem na partyjce pokera z koleżkami aniołkami, opowiedzieć historię jak kumpel łamaga pieprzył kobietę gościa, który dzień wcześniej go pobił.
– A gdyby tego końca się dało uniknąć ? Gdyby ten koniec miał wcale nie nadejść?
– Po pierwsze to niemożliwe. Tak ten świat został stworzony, że wszystko ma swój początek i koniec. Czasami trwa to dłużej czasami krócej.
– Dobra wiem, ale zakładając teoretycznie, że tak być nie musi, że jakimś sposobem człowiek może być nieśmiertelny. Ile świata można by było wtedy odkryć, ile kobiet poderwać. Jaki majątek zgromadzić.
– I tu jest cały sęk Zenuś którego Ty nigdy nie mogłeś pojąć. Nie ważne jak długo żyjesz, ważne jak żyjesz. Ważne żebyś umiał potraktować każdy pojedynczy dzień jak bezcenny podarunek. Tak żeby uzyskać z niego tyle ile się tylko da. Co Ci po życiu wieczny. Wszystkie pragnienia, które wymieniłeś w trakcie jednego życia mogą się znudzić. A co dopiero mieć świadomość, że to się nigdy nie skończy. Ja mogę odejść nawet teraz. A wiesz dlaczego? Bo jestem szczęśliwy. Dobra dosyć tej filozofii, kobiety czekają.
Udali się obaj do swoich bungalowów. W nocy Zenka i Lutkę obudziły odgłosy kłótni dobiegające z apartamentu sąsiadów. Tak jakby ktoś czymś rzucał. Wstali wybiegli przed chatę, popatrzyć co się dzieje. Morze było tego wieczoru, wzburzone, zbierąło się na sztorm a przy okazji na burzę z piorunami. Co jakiś czas widać było pierwsze błyski.
Anka bardzo głośno krzyczałaz za coś na Ryśka. Szum zagłuszął dzwięki, jednak Zenkowi udało się usłyszeć co jakis czas urywki :
– Jak mogłeś , Ty świnio!
– Ania ale to nie ja…
– A ja Ci uwierzyłam, ufałam, myślałam, że jesteś inny.
-Aniu Kochanie .. .to nieprawda.
– Zostaw mnie nie ruszaj, idź do tej szmaty, WYNOŚ SIĘ !!!
Usłyszeli huk tak jakby, ktoś upadł na podłogę. Za chwilę znowu rozległy się krzyki tym razem jednak inne:
– O Boże ! Co ja zrobiłam? Rysiu, Rysiu oddychaj, Rysiu na pomoc! Zenek! Lutka!
Pobiegli w stronę bungalowa przyjaciół. Nie zdążyli jednak zbliżyć się na połowę odległość, gdy w tymczasowe domostwo małżonków uderzył piorun. Za chwilę, drewniana chatka, wyleciała w powietrze, tworząc efektowny kłąb dymu i ognia. Lutka i Zenek stali w osłupieniu. Nie docierało do nich to co widzieli na własne oczy. Nagle z nieba spadły na nich jakieś nadpalone zdjęcia. Na kilku z nich Rysiek, zabawiał się z siostrą Anki. Zdjęcie choć nadpalone, było na tyle świeże, że było oczywistym, iż wykonano je całkiem niedawno. Lutka klęcząc na kolanach obserwowała je i płakała. A Zenek zdał sobię sprawę z tego, że to co się wydarzyło, w żadnym wypadku nie stało się przypadkiem. Dodatkowo wiedział nawet, kto był za to odpowiedzialny…
X
Noc spędzili na plaży cały czas obserwując, zgliszcza wakacyjnej chatki przyjaciół. Wezwana karetka zbierała właśnie to co zostało z ofiar wypadku, a miejscowa policja, próbowała dowiedzieć się od Filipowiczów, co właściwie się stało, mając na uwadze fakt, iż świadkowie wydarzenia ciągle byli w głębokim szoku. Tego samego dnia zadecydowali również, że czas urlopu się skończył i najwyższy czas wracać do domu. Ryśkowi i Ance a raczej ich doczesnym szczątkom należało urządzić godny pogrzeb. Poza tym nie mieli najmniejszej ochoty przebywać w tym miejscu ani dnia dłużej. Zenek zdał sobie sprawę, że znalazł się w poważnych tarapatach. Służenie siłom piekielnym niezależnie od oferowanej korzyści zawsze niesie za sobą poważne zagrożenia. A teraz tym bardziej nie można już było się wycofać. Mógł przecież znowu zginać ktoś mu bliski. Mógł zginąć nawet on sam. A dobrze wiedział jakie to niosło konsekwencje.
Zdecydował więc od tej chwili spełniać każdą zachciankę swoich piekielnych znajomych. Uświadomił sobie jak ważne było dla niego osiągnięcie obiecanej nieśmiertelności. Wieczne życie bez chorób i perspektywy jego rychłego końca. Marzenie filozofów i możnych tego świata od początku jego istnienia. Istota każdej religii. Wobec takiej możliwości życie innych osób przestawało być ważne.
Formalności związane z pogrzebem załatwiać miała rodzina zmarłych. Przed Zenkiem stała perspektywa powrotu do pracy z tragicznie zakończonych wczasów, które miały być w zasadzie ucieczką przed wypełnieniem podjętych wcześniej zobowiązań. Okazała się, że w trakcie jego nieobecności Jolanta Rutkiewicz postanowiła jednak zająć się kierowaniem rodzinnym biznesem w zastępstwie zaginionego brata. Zenek wiedział już nawet dobrze kto stał za jego zniknięciem. I było wręcz oczywiste, że brat nigdy więcej firmą się nie zajmie. Co więcej postanowiła ona zmonopolizować rynek przypraw w Polsce nie współpracując z nikim.
W tym miejscu pojawił się poważny problem. Wszak jednym z głównych ziemskich zadań Zenka było podjęcie współpracy z firmą, którą pierwotnie reprezentowała Jolanta. Tymczasem okazało się, że teraz działać ona zamierza na korzyść przede wszystkim własnej firmy. Okazałą się sprytniejsza niż myślał. Postanowił więc i jej się pozbyć. Nareszcie jego piekielna misja miała się sprzydać celom doczesnym. Należało jednak znaleźć tego kociego degenarata. Udał się więc najpierw do znajomego dealera, zakupił najlepsze zielsko jakim ten akurat dysponował w swoim asortymencie. Kosztowało go to wiele ale mogło okazać się przydatne. Poszukiwanie kota nie zajęło mu zbyt długo. Chester i jego koledzy urządzili sobie melinę w jednej z piwnic. Jakim sposobem nikt z użytkowników sąsiednich pomieszczeń nie wyczuł charakterystycznego zapachu bijącego już od samych drzwi, nie wiadomo. Gdy otworzył drzwi, jego oczom ukazał się widok doprawdy pouczający. Koty przywiązywały właśnie jednego ze swoich kolegów do dużej rakiety fajerwerka, najwyraźniej przygotowanego już do odpalenia. Zenek zapytał swojego kota , będącego najwyraźniej na haju co tu się dzieje. W odpowiedzi usłyszał, że na księżycu znajduję się spora plantacja zielska i zamierzają właśnie wysłać swojego kolegę w tym kierunku, celem zweryfikowania owej teorii. Fajerwerk umieszczono w butelce za oknem piwniczki, i zanim Zenek zdążył zaregować podpalono. Obserwował w zadumie jak rakieta z najaranym kotem startuje w przestrzeń, po czym zakończyła swój żywot efektywnym wybuchem. Z niedoszłego astronauty nie zostały jednak ani śladu, w związku z czym koty postanowiły wysłać kolejnego „ochotnika" z mijsą ratunkową. Tym razem jednak Zenek nie wytrzymał. Złapał futrzaka za ogon i zabrał pomimo przekleństw, i prób oporu do mieszkania.
– Zostaw mnie idioto, kolegę muszę ratować…AAAA MIAUUU, kur….. , krzyknął kot gdy jego głowa zanurzyła się pod kranem.
– Trzeźwiej sierściuchu, robota jest! Huknął na zwierzątko Zenek.
– Sam se rób, czasy niewolnictwa dawno się skończyły! Mam konstytucyjne prawo do lenistwa, nieróbstwa i wolności osobistej, co więcej nasze badania mogą okazać się bezcenne dla ludzk…. Aaa Ty su…. Nie dokończył bo jego głowa znowu znalazła się pod kranem bieżącej, lodowatej wody.
eh, kolejny dziś tekst o mnie :) długawy trochę, ale zaczynam czytać,
pozdrowienia,
zenon
(...) krzyknął kot gdy jego głowa zanurzyła się pod kranem.
(...) bo jego głowa znowu znalazła się pod kranem bieżącej, lodowatej wody.
Kran bieżącej wody. Niezwykły wynalazek.
Idę dokręcić strumień nad wanną, bo uszczelka lekko przepuszcza.
Powiedziałbym, że to lekko niepokojące, iż poprzednie opowiadanie też ma w tytule słowo "dusze" i przymiotnik na literę "p"...
Jestem w trakcie czytania, strasznie długie to coś. Na razie średnio mi się podoba. Topornie napisane. Sporo koślawych sformuowań, gdzie niby wiem o co chodzi, ale po polsku to nie za bardzo napisane, np. w opisie pani Joli Rutkiewicz: brązowe oczy sprawiały wrażenie osoby tajemniczej. Jak oczy mogą sprawiać wrażenie osoby? Mogą nadawać tajemniczy wygląd osobie- wtedy bym się zgodził.
No i opisy kobiet zaczynasz od rozmiaru biustu. To mi pokazuje osobiste upodobania autora ;-)
Mógłbyś jeszcze trochę posiedzieć nad tym tekstem i poszlifować go. Nie ma się co spieszyć z publikacją, jeżeli chcesz mieć dobre notowania.
A co mi tam. Zaopinniuję ten kawałek który już przeczytałem ( do pierwszego spotkania z p. Rutkiewicz), ewentualnie później dodam coś jeszcze.
Strasznie naiwne i głupiutkie pomysły:
1. zwalnianie sekretarek. Jeżeli co miesiąc jest nowa, to już dawno fama o nim rozeszłaby się po Krakowie, że tam zwalniają regularnie co kilka tygodni i już nie byłoby żadnych kandydatek. Jaka dziewczyna starałaby się o pracę (a tym bardziej dawała dupy, żeby ją dostać) jeżeli i tak za 3-4 tyg wyląduje na bruku? Poza tym w takiej pracy potrzebowałby wiernej i zaufanej sekretarki, która ogarniałaby wszystko, pracowała i dotrzymywała tajemnic zawodowych. Do tego typa bardziej pasowałaby mi stara, brzydka i beznadziejnie zapatrzona w niego kobieta harująca od rana do nocy; coś jak w filmie "O czym myślą kobiety" Gibsona.
2. seksistowskie i płytkie opisy kobiet. BYłoby OK, gdybyś zaznaczał że to Zenon tak na nie patrzy, ale tak to wygląda, jakby to autor tak spostrzegał kobiety. Kompletne zero opisu ich psychiki.
3. co do sposobu pisania- patrz wyżej
Komentarz cd.
Już miałem wyrobioną opinię na temat opowiadania i autora, ale dotarłem do opisu piekła i tu spotkała mnie miła niespodzianka.
Pomysł fajny i nienajgorzej napisany. Drobne zgrzyty są, ale to nie psuje czytania. Zenon jako agent piekła. Hmmm. Jest to jakiś pomysł. Zenon już na wieki będzie wkopany i potępiony- świadomie wybiera zło, wiedząc jak to wygląda, a przy okazji diabeł ma radohę, ze ktoś odwala za niego robotę.
Dajesz też sygnał jakiejś większej intrygi- czyli Chang.
Zenek wychodzi na kompletnego skurwysyna uzależnionego od seksu, ma zapewnioną u mnie pełną antypatię. Jednak czytam dalej.
Pomysł z kotem- pierwsza klasa!
Mam wątpiwości co do rezultatu pierwszej rozmowy Zenka z Jolą. Takie gołe fakty o niej powinien powiedzieć jej w cztery oczy. Wtedy akcja potoczyłaby się jak to opisałeś. Opowiedzenie życiorysu Rutkiewicz przy szefie- czyli przy świadku- to upokorzenie i skończyłoby się natychmiastowym i nieodwołalnym zerwaniem znajomości. Poza tym, Zenon te informacje zebrał obserwując gdzie i jak ona patrzy. Czy możliwe jest żeby w przeciągu kilku minut kobieta patrzyła na tak wiele osób i to z tak widocznymi emocjami? Musiałaby kręcic głową na prawo i lewo. I te zmiany wyrazu twarzy. Nie wyobrażam sobie tego.
Skończyłeś pisać w takim momencię, że jeszcze wszystko może się zdarzyć. Postać Zenka mimo wszystko niejednoznaczna i nie do końca wiadomo jak się skończy jego historia. Przyciąga zainteresowanie. To dobrze.
Masz sporo literówek, Dialogi do remontu.
Czekam na ciąg dalszy
Dał mi Pan kopa do dalszego Pisania. dziękuję bardzo :)