
Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.
W pokoju panował mrok, ciemność nocy rozpraszało jedynie słabe światło ulicznych lamp wpadające przez okno. Pawełek wytężał wzrok, jednak póki co niewiele widział. Leżał na łóżku przykryty kołdrą, nie ruszał się a mimo to miał wrażenie, jakby się kołysał. A może to łóżko z całym pokojem i budynkiem falowało a chłopiec wraz z nim? Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że stoi na małej łódce, próbuje utrzymać się na niej i dopłynąć do odległego brzegu przeciwstawiając się gniewowi oceanu. Mógłby być sławnym piratem i mieć opaskę na oku, może nawet drewnianą protezę zamiast nogi? Pawełek uśmiechnął się sam do siebie pod wpływem tych myśli. Mógłby krzyczeć Ahoj, tam na lądzie! To byłby pomysł i jaka zabawa. Gdyby tylko…
Chłopiec odwrócił się na brzuch i zamknął oczy. Nie mógł myśleć o takich głupotach, przecież obiecał to sobie dzisiaj. Pamiętał doskonale ten moment więc jak mógł teraz złamać obietnicę? Złapał się za głowę, jakby to miało nie dopuścić do niej dziwnych pomysłów. A może zrobił tak, by choć na chwilę zatrzymać kręcący się wokół świat? Wszystko co rusz się kręciło, kręciło, kręciło… Zawracało i kręciło w drugą stronę, w te i z powrotem. Kręciło, kręciło, kręciło… W ustach Pawełek czuł dziwny posmak, nie był w stanie go określić, na pewno nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył. Może trochę przypominało mu smak popiołu, aż się wzdrygnął na samą myśl. To było dawno i był jeszcze mały, ale chwile, gdy tata kazał mu wylizać popielniczkę pamięta doskonale.
Ale teraz jest inaczej, tata jest moim kumplem. – Pomyślał.
Było mu dziwnie, nawet bardzo. Chciał zasnąć, ale nie mógł. Był chyba zbyt podekscytowany minionymi godzinami. Wieczór z tatą był niesamowity, w całym życiu dziecka nie spędzili ze sobą tyle czasu. Rozmawiali, śmiali się, pili i jedli razem. To było takie niesamowite!
Dzisiaj ojciec powiedział, że już wydoroślał i powinien spędzać z nim więcej czasu. Mówił, że trzymanie się maminej spódnicy jest gejowskie… Tyle, że chłopiec nie wiedział do końca co to znaczy być gejowskim. Tata wyrwał mu zęba i powiedział, że dzisiejszy dzień będzie jego wkroczeniem w świat prawdziwych mężczyzn. Pawełek był dumny z siebie i bardzo się cieszył, że tata wreszcie go zauważył. Nie krzyczał tylko rozmawiał, pozwolił siedzieć z nim przy stole, dał zjeść różne rzeczy i pić to samo co on. I tak całe popołudnie i wieczór, jakby nic dla taty się w tym momencie nie liczyło, jakby nie czekali na niego żadni koledzy. Chłopczyk nie wiedział co się stało, czym na to zasłużył, jednak starał się wykorzystać każdą chwilą. A teraz pod wpływem tego wszystkiego nie mógł zasnąć.
– Masz całkowitą rację, mistrzuniu. – Wypowiedziane zdanie aż lepiło się takim dziwnym słodkim czymś. Jeszcze zanim głos rozszedł się po pokoju Pawełek poczuł ucisk na żołądku. Mdłości zgięły go w pół i skutecznie unieruchomiły na łóżku.
– Oczywiście, że mam rację. – Drugi głos emanował pewnością siebie i nie zachęcał do dalszej dyskusji. – Chyba wiesz co powinniśmy zrobić?
– Tak, mistrzuniu, wiem.
– Jesteś pewien, że podołasz?
– Tak, mistrzuniu!
Pawełek leżał owinięty kołdrą i bał się choćby drgnąć. Nie miał pojęcia do kogo należały te głosy, miał wrażenie, że dochodzą z najbardziej zacienionego kąta w pokoju, ale pewności nie miał. Równie dobrze mogły się nieść z kratki wentylacyjnej, to było już bardziej prawdopodobne bo kto mógł się chować u niego w pokoju? Paweł miał ochotę zawołać tatę, ale wiedział, że go tym zawiedzie. Po raz kolejny mogłoby się okazać, że nie podołał. Skoro od dzisiaj miał być dużym chłopcem to musiał sobie sam poradzić.
Przyciągnął do siebie Stefana, swojego pluszowego misia. Wprawdzie powiedział tacie, że więcej już go nie weźmie do łóżka, ale mama mu go położyła na poduszce a teraz tak bardzo się bał… Stefan doda mu pewności siebie. Chyba pierwszej dorosłej nocy mógł trochę oszukać i wspomóc się obecnością starego przyjaciela? Tylko troszeczkę?
– A co jeśli on się obudzi? – Głosy zdawały się dochodzić z jednego miejsca co trochę pocieszało to Pawełka. – Co wtedy mam zrobić?
– Wszystko byle zrealizować plan, musisz to zrobić. – Ktoś, nazywany mistrzuniem, nie miał żadnych wątpliwości. – Plan musi być zrealizowany!
– A jeśli nie będzie? Co wtedy? Co się stanie, mistrzuniu? Po co mam to zrobić?
– Nie chcesz się przekonać. – Słowo rozbrzmiało złowrogo w pokoju. – A po co? Bo on złamał zasady.
– Rozumiem…
Chłopczyk leżał jak trusia i nasłuchiwał, jednak poza odległym szumem lodówki nic już nie usłyszał. Zastanawiał się czy powiedzieć o wszystkim rodzicom, czy uwierzyliby w jego opowieść, ale bardzo w to wątpił. Wszystko zrzuciliby na jego wybujałą wyobraźnię. Tata pewnie by się zdenerwował… Nawet na pewno by się zdenerwował. Czasem krzyczał na niego, że głupota go roznosi a czasem żartował, że pomysły ma równie dziwne jak jego matka… Ale to było tylko, gdy był w dobrym nastroju, najczęściej się gorzej kończyło a dzisiaj pewnie tak właśnie będzie. Za złamane słowo zawsze najciężej karał. Pawełek nigdy nie wiedział co się stanie, ale zawsze starał się przypodobać ojcu. Chciał być taki jak on, pewny siebie, mający własne zdanie i zawsze rację. Nie chciał wiecznie bujać w obłokach jak mama i być niezaradny. Uwielbiał sobie wyobrażać różne rzeczy, zwłaszcza w nocy, na granicy jawy i snu, jednak w dzień chciał być jak tata. Pawełek wiedział, że jeszcze dużo mu brakuje, starał się z całych sił, ale co mógł taki siedmiolatek zdziałać? Mama mówiła, że jest dzieckiem i ma prawo popełniać błędy. Tylko, że ojciec twierdził coś zupełnie innego, dla niego Pawełek był już duży i powinien tak się zachowywać, jak chłopak a nie chłopaczek.
Czyny mówią same za siebie i to, co się robi świadczy o tym, jakim jesteś mężczyzną – tak właśnie powtarza tata.
Nie człowiekiem tylko mężczyzną.
Pawełek poprzysiągł sobie od ostatniego razu, kiedy się zapomniał i dostał w twarz (bo tak się bije dużych chłopców), że skończy z udawaniem, wyobrażaniem i zacznie zachowywać się jak dorosły. Dlatego teraz leżał cicho, cichutko i nie wołał nikogo. Przecież to co słyszał musiało być wynikiem jego wyobraźni albo głosem z kratki wentylacyjnej. To nic, czego można się bać. Zresztą, w tym wieku już nie powinien się niczego bać. W kącie nic nie było, Pawełek nic nie słyszał, była noc i powinien spać.
– Mam podejść do niego, Mistrzuniu? – Tym razem głos dobiegł ze środka pokoju.
Pawełek szybko, szybciutko przesunął się pod ścianę, najchętniej wtopiłby się w nią, ale to niestety nie było wykonalne.
– Masz wykonać zadanie! – Wyraźnie było słychać złość.
– Ale jak? – Głos wydawał się równie przerażony co Pawełek. – On jest taki duży i silny.
– Nie bądź idiotą, inni przed tobą dawali sobie radę.
Pawełek słuchał głosów trzęsąc się ze strachu. Tulił do siebie maskotkę i zastanawiał się czy zawołać ojca. Głosy z całą pewnością nie były jego wymysłem chociaż w dalszym ciągu nie wiedział do kogo należą i skąd dobiegają. Bał się, że gdy tylko krzyknie głosy zamilkną a ich właściciele znikną. Ojciec mu nie uwierzy i znowu zbije, tylko mając dowód nic mu nie zrobi. Tylko skąd go wziąć?
– Mistrzuniu?
– Idź!
Chłopczyk czuł jak serce mocniej zaczyna mu bić, strach go ponownie sparaliżował i tylko to walenie w piersi przekonywało go, że jednak żyje. Zamknął oczy i przywoływał w głowie dźwięki ulubionych piosenek. Nie chciał myśleć o tym, że ktoś/coś się do niego zbliża. Chciał wierzyć, że to tylko wytwór jego wyobraźni, niedługo zaśnie, rano wstanie i będzie się śmiał z własnej głupoty. Żałował, że jest taki a nie inny, że nie potrafi trzeźwo podejść do życia, tata miał rację – to wymyślanie nie jest dobre. Po co mu to? Dlaczego musiał wymyślać różne rzeczy? Gdyby nie jego wyobraźnia teraz mógłby spokojnie spać i nie trząść się ze strachu.
Przytulił do siebie mocniej Stefana. On zawsze był przy nim, teraz też mu pomoże. Przesunął się odrobinę w bok, w stronę poduszki, chciał się znaleźć w rogu łóżka, ale wtedy coś zabrzęczało. Pawełek miał wrażenie, że wraz z nim cały świat wstrzymał oddech. Cisza zadzwoniła mu w uszach. Powolutku sprawdził ręką co wywołało taki dźwięk. To była mała puszka po cukierkach, trzymał w niej swoje mleczaki. Przypomniał sobie jak wieczorem tata wyrwał mu kolejnego, Pawełek chciał schować go razem z innymi, jednak ojciec zaczął krzyczeć, żeby nie zbierał świństw i go wyrzucił. W pudełku było na razie 5 zębów, brakowało tego jednego. Dziecko przesunęło pudełko bardziej pod poduszkę, ale wtedy natrafił na przeszkodę. Popchnął je dalej a gdy wciąż nie mógł przesunąć pudełka powoli sięgnął dłonią do przodu by sprawdzić co ją blokuje. Serce biło szalone BUM BUUM BUUUM… Palce dotknęły czegoś zimnego i twardego, ściana… To tylko ściana.
Paweł głośno westchnął.
A może zawołać mamę? Tylko jak to zrobić nie budząc przy tym ojca? No i mama przecież nic nie poradzi, sama jeszcze się przestraszy, zacznie krzyczeć i…
– Mistrzuniu, co on robi?! – Głos zdradzał przerażenie.
Chłopczyk zastanawiał się czy to już pora na krzyk czy jeszcze nie. Głos dobiegał spod łóżka, jego łóżka. Wątpił, by stara drewniana rama wytrzymała cokolwiek, przecież tata tyle razy krzyczał żeby nie skakał bo wszystko się pod nim połamie.
On chce mnie zabić. – Przeszło Pawełkowi przez myśl.
Ale przecież wyobraźnia nie może zabić, prawda? A tym były te głosy, wytworem wybujałej wyobraźni. To niemożliwe, żeby ktoś faktycznie był w pokoju i do tego po łóżkiem. Chłopiec głośno odetchnął. Miał wrażenie, że nagle coś mu w głowie zaczęło uderzać małymi młoteczkami. Nie dość, że serce waliło to w głowie jeszcze łupało. Tata mówił, że to zasrane krasnoludki próbują mu wykraść trochę rozumu.
Pawełek zobaczył na stoliku przy łóżku nożyczki. Ojciec musiał je tam zostawić po wyrwaniu mu zęba. Szpulka nici tez tam leżała. Nitka nie była mu potrzebna, ale nożyczki mogły się przydać. Chłopiec rzucił się na nie, jakby za chwilę miały zniknąć. Spadł z łóżka, ale w ogóle się tym nie przejął. Wcisnął się w kąt między półką a ścianą. Teraz widział cały pokój, światło księżyca na tyle przebijało się przez zasłony, że pomieszczenie było w miarę dobrze oświetlone. Jedynie miarowe ŁUP, ŁUUP, ŁUUUP w głowie przeszkadzało Pawełkowi w obserwacji. Po czole spłynęła mu kropla potu, ciałem wstrząsnęły dreszcze, miał wrażenie, że było z nim coraz gorzej. Może jakaś choroba się zbliżała? Mama wiedziałaby co zrobić, ale tata zawsze jej sposoby miał za nic. Mówił, że to typowo babskie, wystarczyło raz zakaszleć a już leciała z syropem i kocem. Tata uważał, że katar jest dobry dla bab albo małych dzieci. Mężczyźni nie chorują, umierają, ale nie chorują.
To tylko strach. – Pawełek pocieszył się. – Niedługo noc się skończy a ja będę się z tego śmiał.
Nagle coś się koło niego poruszyło, nie namyślając się długo wbił w to miejsce nożyczki. Narzędzie było na tylko ostre, że bez problemu przecięło mu skórę na dłoni, o którą zahaczył i zarysowało drewnianą podłogę. Tata zawsze dbał, żeby wszystko dobrze działało, nożyczki musiały ciąć jak należy.
– Mistrzuniu, on coś ma w ręce, co mam zrobić?
– Przestań tchórzyć! Masz zadanie!
Pawełek wpatrywał się w miejsce skąd dochodził głos, ale nic nie widział. Nikogo tam nie było, jedynie brudna maskotka leżała pod ścianą, poza tym było pusto. A więc to faktycznie tylko jego wyobraźnia…
Dziecko odetchnęło głośno, lecz po chwili całe jego ciało napięło się gotowe do ucieczki.
– Jestem tuż przed nim. – Głos emanował dumą.
Pawełek wcisnął się bardziej w ścianę i wytężył wzrok. Nic nie widział. Dotknął dłonią czoła, jej chłód trochę go otrzeźwił. Czuł, że ma rozpalone czoło, w ustach miał wręcz nieznośnie sucho. Oblizał usta, ale zamiast je zwilżyć śliną jedynie przesunął suchym językiem po spierzchniętych wargach. Pawełek wiedział, że coś jest nie tak, ale zignorował to. Przecież mężczyźni nie chorują, nic mu nie było.
Wszystko musi być dobrze. – Myślał – Musi… Po prostu musi…
Powoli wziął głęboki wdech.
A jeśli teraz powinienem kogoś zawołać? – Przestraszył się.
Nie, musi być dobrze. – Sam siebie przekonywał.
– Zabij go!
Coś przed nim się poruszyło. Wbił w to miejsce nożyczki, tak mocno jak tylko mógł. Tak celnie, jak tylko wzrok pozwolił. I wtedy mu pociemniało przed oczami.
Nożyczki przebiły mu dłoń na wylot i wbiły się w udo. Nawet nie wiedział jak to zrobił, przecież celował w kogoś innego, w miejsce, skąd dochodził głos… Pawełek nie krzyczał, czekał aż ból minie, to jedno opanował do perfekcji. Ból nie był tak silny jak powinien, prawdopodobnie to było działanie alkoholu. Tata dzisiaj po raz pierwszy dał mu napić się wódki. Powiedział, że on w tym wieku już dawno pił a Pawełek był już przecież dużym chłopakiem. Nie wiedział ile wypił dokładnie, ale widział zadowolenie w oczach taty. Tylko mama była smutna i zaniosła go na rękach do pokoju. Chłopiec przekonywał ją, że sam dojdzie do łóżka, tylko trochę kręciło mu się w głowie… Tak bardzo cieszył się wtedy, że ojciec był z niego dumny. Był już duży, teraz też się tak zachowa, nie będzie wołał o pomoc. Krew zatamuje chusteczką, mama mu przecież pokazywała kiedyś jak to zrobić, rano pokaże co się stało, wszystko wyjaśni jak ojciec wyjdzie do pracy. Mama zrozumie, nie będzie krzyczała, nie powie tacie…
Pawełek ściągnął koszulkę i owinął nią dłoń. Udem się nie przejmował, nie widział jak krew spływa drobnym strumieniem wzdłuż nogi.
– Złamałeś zasady! – Tuż przednim ktoś krzyknął.
Pawełek skulił się jeszcze bardziej. Nie wiedział o co chodzi i bał się spytać. Był pewny, ze robił wszystko tak jak powinien, zawsze słuchał się rodziców, wykonywał ich polecenia, o jakie zasady mogło chodzić?
Świat przed oczami wirował coraz bardziej. Czerwone koła przed oczami robiły się większe i większe, niewiele poza nimi już widział. Mimo to co jakiś czas w polu widzenia pojawiała się postać małego człowieczka, takiego niby skrzacika, wysuszonego, chudego, ze skrzydełkami.
– Czym ty jesteś? – Pawełek szepnął pomimo strachu.
– Mistrzuniu! On mówi.
– Oni zawsze mówią, zawsze krzyczą, czasem błagają, to nie istotne. Wiesz co robić.
– Ale mistrzuniu…
– Przeszukaj go!
Chłopiec zamachnął się nożyczkami. Nikt nie miał prawa go dotykać. Nikt.
– Misssssssssstrzuniu!
Pawełek wymachiwał rękami przed niewidocznym wrogiem. Nic nie widział, nic nie słyszał, walczył na oślep z wrogiem, w którego i tak do końca nie wierzył. Dalej myślał, że to tylko wytwór jego wyobraźni, jednak strach robił swoje. Przecinał nożyczkami powietrze przed sobą a w głowie raz po raz rozbrzmiewał krzyk:
– Mistrzuniu!
– Dosyć tego! Nie jesteś w stanie nawet tego zrobić. Przez ciebie ONA tu przyjdzie.
Głos był pełen wściekłości.
– Ukradłeś nam naszą własność, teraz za to odpowiesz! – Coś/ktoś rzucił się na Pawełka i go unieruchomił. Chłopiec nie mógł ruszyć ręką, coś ją przytrzymywało.
– Ja nic nie ukradłem… – Zaczął płakać.
– To gdzie jest nasz ząb? Gdzie on jest?
Pawełek patrzył w sufit przerażony. Ząb? Jego ząb? Ale co? Jak?
– Gdzie on jest?
– Gdzie on jest?!
– Nie mam go! – Chłopiec krzyczał z całych sił. Rzucił się przed siebie, ale teraz nie tylko jego ręka była zablokowana, lecz całe ciało.
– Ciiiiiiiii. – W oddali usłyszał głos mamy. – Uspokój się.
Po co ja to robię? – Pawełek usłyszał w głowie pytanie. – Przecież to nie ja jestem temu winien.
– Tata go zabrał. – Wychrypiał. – To on powinien zginąć, nie ja.
Przecież on chciał schować ząb tam, gdzie pozostałe. Nie chciał go wyrzucić. To tata zawsze wszystko musiał robić po swojemu, nigdy nie robił nic tak, jak należy. Mama mówiła, że zęby powinno się trzymać pod poduszką i czekać aż Zębowa Wróżka je weźmie sobie. Ojciec się z tego śmiał albo bił ją za opowiadanie Pawełkowi banialuk. Tak właśnie nazywał wszelkie podania, legendy i baśnie – banialuki. Skoro to jego wina to dlaczego Pawełek miał płacić za jego błędy?
Przypomniał sobie jak tata wyśmiał Świętego Mikołaja. Pamiętał jak mama poprosiła sąsiada, żeby go udawał a ojciec go pobił. Chłopczyk długo nie mógł tego zapomnieć. Dlaczego więc teraz tata nie przyjdzie i nie pobije tych stworków? Przecież to jego wina, że nie mogły znaleźć jego zęba. Dlaczego Pawełek ma cierpieć, to nie on go wyrzucił, ojca nie obchodziło, że Zębowa Wróżka nie będzie mogła go odnaleźć, ale chłopca już tak. Chciał go schować do puszki, prosił o to… Widocznie Wróżka zdenerwowała się i wysłała te stworki.
– Mistrzuniu, co mam zrobić? – Głosik się zawahał. – Kogo mam zabić?
– A kto według ciebie zasłużył na śmierć?
– Tata! – Pawełek krzyknął i poderwał się gwałtownie. Najpierw zobaczył lampkę na ścianie a później mamę. Wyglądała na bardzo zmęczoną i smutną.
– Ciiii… – Szepnęła. – Coś ci przyśniło.
– Dziwnie się czuję. – Pawełek się pożalił, po chwili przypomniał sobie o stworkach. – I ktoś tu był, chciał mnie zabić, musimy uciekać…
– To był tylko sen. – Kobieta pogłaskała go po policzku. – Krzyczałeś i rzucałeś się przez sen.
– Ale tata…
– Tata wyszedł. Nie wiem gdzie jest… Powiedz mi gdzie jest ząb to schowam go do pozostałych.
– Niedobrze mi… – Pawełek nie rozumiał co się dzieje, jak mama znalazła się w pokoju. – Zrób coś.
– To przez alkohol. – Pokręciła głową. – Więcej już nie będziesz pił. To gdzie jest ten ząb?
– Ale mamo…
– Mistrzuniu, czy to ona? – Głos stworka oprócz strachu zawierał w sobie niedowierzanie. – To naprawdę ona?
Nagle w pokoju zrobiło się ciemno. Chłopiec przez chwilę nic kompletnie nie widział, mrugał oczami, jednak niewiele to dało. Chciał ręką złapać mamę, przecież chwilę wcześniej była tuż przed nim. Mógłby się do niej przytulić i już nie bałby się tak bardzo. Taty nie było, ale może razem daliby sobie radę? Przynajmniej do jego powrotu. W końcu był już duży…
Niespodziewanie tuż przed nim coś zaświeciło na czerwono. Dwa małe punkciki. Oczy mamy płonęły jaskrawo jak małe lasery. Tylko jak?
– Mamo?
– Tu nie ma mamy, jestem tylko ja, Zębowa Wróżka. Gdzie jest mój ząb?!
Kobieta chwyciła chłopca w ramiona sprawiając mu ból, jednak to było chwilowe. Po chwili minęło, nic już nie czuł. Ciemność rozprzestrzeniła się nagle wokoło Pawełka, głowa przestała łupać, świat ucichł a on myślał już tylko o jednym:
Ahoj, tam na lądzie!
...jakby to miało nie dopuścić do niej dziwne pomysły - dziwnych pomysłów.
Ale teraz jest inaczej, tata jest moim kumplem. – Pomyślał - bez kropki przed myślnikiem, "pomyślał z malej litery.
Coś tam jeszcze podczas czytania mi mignęło, ale już nie pamiętam. nawety nieźle napisane, ale chyba nie moje klimaty, nie wczułam się w tekst. Pozdrawiam.
Dzięki. :) Tylko przy "myślach" nie stosuje się tych samych zasad co w dialogach? :>
Widocznie są różne szkoły.
Co do zapisu myśli, polecam zapoznanie się z dyskusją w komentarzach pod tym opowiadaniem (od dnia 3 kwietnia, łatwo znajdziesz co warto czytać, a co nie):
http://www.fantastyka.pl/4,8987.html
Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)
Dzięki Beryl, przeczytałam. :) Niestety na edytowanie już za późno, ale na przyszłość wiem już co robić.
Niestety, nie podobało się. Trafia do mnie sam chłopiec, jego strach i szacunek do ojca, to zostało moim zdaniem oddane calkiem nieźle, natomiast całego wątku z morderczą wróżką nie kupuję, zakończenie wydało mi się wręcz śmieszne.
Zjadasz sporo przecinków, tu i ówdzie zdarzyły się literówki, jest jeszcze kilka drobiazgów, ale poza tym językowo nieźle.
Co do dialogów, w paru miejscach wciąż są (przynajmniej dla mnie) byki. Pewnie są różne szkoły, natomiast zapis mysli, czyli "dialog wewnętrzny" ; p moim zdaniem winien być zapisany tak, jak zwykły dialog. No bo czemu nie? Zapis, który zastosowałaś, razi.Zgadzam się z Milis przy podanym przez nią przykładzie i dalej.
"- Ciiii… - Szepnęła. – Coś ci przyśniło." - szepnęła małą literą
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
Co do zapisu myśli raz jeszcze - bez kursywy i "pomyślał" małą literą. Na pewno zaś nie tak jak jest teraz.
Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)
Rozumiem o co Wam chodzi z zapisem myśli, na przyszłość będę wiedziała, ale tu już nie miałam jak poprawić, było już po edycji tekstu.
Zakończenie już na siłę trochę było, ale szkoda mi było całego tekstu a nic innego mi nie przychodziło do głowy więc zostawiłam. Popracuję bardziej nad kolejnym opowiadaniem. ;)