- Opowiadanie: Finkla - Szmaragdowe polowanie na pteraczki

Szmaragdowe polowanie na pteraczki

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Szmaragdowe polowanie na pteraczki

Czy moi najukochańsi kumple nie mogliby zostawić mnie w spokoju? Naprawdę tak trudno zrozumieć, że nie każdy uwielbia polować na pteraczki? Ale chyba za dużo wymagam. Jeśli ktoś nie potrafi wyliczyć, że uganianie się za mniejszym od liścia stworkiem jest nieopłacalne kalorycznie, to i wczucie się w doznania innej myślącej istoty pozostaje poza jego możliwościami. Czyli na empatię ze strony moich fircykowatych kolegów nie można liczyć. Z definicji. Łatwiej zapolować wraz z nimi niż przekonać, że wcale nie ma się na to ochoty.

 

– Szmarek!

Nie cierpię tego idiotycznego zdrobnienia. Mam na imię Szmaragd. Szma-ragd. To rzeczywiście taki trudny wyraz do zapamiętania? A „Szmarek” brzmi prawie jak „smark”. I budzi skojarzenia z „koszmarkiem”.

– Szmaaareek! No rusz się! Chryzbek znalazł super miejsce do polowania!

– Poczekajcie chwilę, zaraz będę!

Tylko tego mi do szczęścia brakowało. Chryzbek ma we łbie mnóstwo wolnej przestrzeni i maluteńki mózg całkowicie zajęty myślami o samiczkach. Kiedy szuka łowiska, przede wszystkim troszczy się o miejsca, z których będzie doskonale widać jego smukłe złotożółte ciało. Zwierzyna pozostaje sprawą drugorzędną. Oczywiście, podczas polowania na pteraczki nie chodzi o te pół kęsa, tylko o samiczki. Jakimś cudem zawsze wiedzą, dokąd lecimy, przybywają tam przed nami, chowają się w zieleni i przypatrują naszym popisom.

A przynajmniej te trzpiotki równie puste w środku, co Chryzbek. Ja (gdybym był samiczką), nigdy nie zdecydowałbym się na budowanie gniazda z kimś, kto każde popołudnie spędza na chwytaniu pteraczków, a każde przedpołudnie na polerowaniu łusek, żeby lśniły podczas łowów. Nawet, gdyby posiadał maść dokładnie komplementarną do mojej. W ogóle pomysł zabijania tych małych pierzastych kulek tylko po to, żeby zrobić na kimkolwiek wrażenie wydaje mi się… niewłaściwy. Rozumiem polowanie z głodu. Ale co daje złapanie takiego maleństwa?

Dzisiaj też niezbyt pociągały mnie ani pteraczki, ani samiczki kryjące się gdzieś po chaszczach w oczekiwaniu na widowisko. Ale nie przygotowałem sobie zawczasu odpowiedniej wymówki, więc trzeba było rozpostrzeć skrzydła. Dla dobra grupy.

Moja banda już na mnie czekała. Prawie wszyscy, brakowało tylko Ameta. Ale już leciał w naszą stronę. A za nim jego młodszy brat. Stadko rozjęczało się na widok podrostka.

– Akwam jest za mały, żeby z nami lecieć – Chryzbek zainicjował koncert biadolenia.

– Tylko będzie nas opóźniał – wtórował mu Karn.

– Polowanie może być niebezpieczne. To nie zabawa.

Kto by pomyślał, że Chryzbek zna słowo „niebezpieczny”? Nic na to nie wskazywało. Amet z niepewną miną wylądował obok nas. Heliot i Jasp milczeli. Dzięki Wam i za to, Stwórcy Pierwszego Jaja.

– Nie wygłupiajcie się – zaoponowałem. – Akwamaryn urósł wystarczająco, żeby fruwać w naszym tempie. Chryzbek, jakiego zagrożenia spodziewasz się ze strony pteraczków? Poza tym samiczki będą zachwycone, kiedy zobaczą, jak opiekujemy się młodszym.

A ponadto, sezon, w którym wykluł się Akwam, należał do wyjątkowo niefortunnych – paskudna pogoda, strasznie mało jedzenia. Młodszy brat Ameta zwyczajnie nie ma rówieśników, aby utworzyć stado kumpli. Rodzice cudem utrzymali go przy życiu. Wprawdzie między nami a nim były jeszcze dwa lęgi, ale w żadnym z nich młody nie miał rodzeństwa. A trudno, żeby uczył się rytuałów godowych od smoczków jeszcze bardziej niedoświadczonych niż on. Oprócz tego lubię Akwama. Ma więcej rozsądku niż większość mojej bandy. Dostatecznie dużo, by siedzieć cicho i nie rozwiewać wątpliwości. Ale o tym nie zamierzałem wspominać. Moim egocentrycznym i krótkowzrocznym kolegom musiał wystarczyć argument o samiczkach. I chyba ich przekonał, bo protesty umilkły. Wystartowaliśmy za znalazcą dzisiejszego łowiska.

 

***

 

O dziwo, miejsce wypatrzone przez Chryzbka miało swoje zalety. Dzikie skały mocno podniszczone przez żywioły, huczący wodospad wysoki na pięć, może nawet sześć smoczych długości. Pteraczki uwielbiają takie tereny. Chętnie składają jajka na głazach zasłoniętych przez kaskady. Powinno się tu roić od tych drobnych stworzonek. Na dole malutkie, krystalicznie połyskujące jeziorko otoczone bujną roślinnością, w której nie brak skrytek dla wytęsknionych samiczek. A dodatkowo słońce świecące prosto na wodospad. Kiedy zaczniemy polować, nasze łuski będą zachwycająco błyszczeć. Chryzbek wycisnął ze swojego móżdżku wyjątkowo dużo. A może to kwestia instynktu?

Wylądowaliśmy na wysokich skałach nieopodal wodospadu. Dopiero teraz mogłem zobaczyć wypływający z jeziorka strumień. Wił się w wąskim wąwozie, do którego światło już niemal nie docierało. Też niezłe miejsce na podglądanie samców uganiających się za pteraczkami. Ogólnie rzecz biorąc, okolica urzekająca. Lecieliśmy bardzo długo, ale warto było.

– Trochę mało przestrzeni na manewry – skomentował Heliot, największy z naszego stadka. – Trzeba będzie latać z podkulonymi ogonami.

– Damy radę – bronił swojego wyboru Chryzbek. – Będziemy uważać.

– Sprawdziłeś, czy za wodospadem nie ma jakichś wrednych niespodzianek? – spytałem odkrywcy łowiska.

– Wyluzuj, Szmarek. Za bardzo się wszystkim przejmujesz.

Nie mogłem wiecznie rozbijać grupy marudzeniem. Wszyscy aż rwali się do polowania. Skoro Chryzbek upewnił się, że wszystko w porządku, to nie widziałem już żadnych przeszkód.

– Zacznijmy! – zasugerował niecierpliwie Karn.

Nikt nie oponował, wzbiliśmy się w powietrze i radośnie zaczęliśmy łowy.

Polowanie na pteraczki nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Te pierzaste kuleczki niemal nic nie ważą i zdmuchuje je sam powiew wywołany przez nadlatującego smoka. A zianie ogniem na maleństwa uważa się za zachowanie niehonorowe. Należy zdobycz chwycić zębami. Udaje się tego dokonać tylko po uprzednim gwałtownym wdechu, aby zassać drobne stworzonko do paszczy. Wyczyn wymaga wprawy, zręczności i szybkości. I nie potrafią tego zrobić dojrzałe osobniki. Są zbyt ciężkie, podmuch powietrza zbyt silny i żadne sztuczki nie pomogą. Dla starych smoków jedyny sposób na upolowanie pteraczka to zasnąć z otwartym pyskiem i czekać, aż ofiara sama wejdzie do środka. Dodatkowe utrudnienie podczas łowów stanowi świdrujący pisk latającego drobiazgu. Nie znoszę tego dźwięku. Wydaje się zagłuszać moje własne myśli i prawie uniemożliwiać koncentrację. A przecież polując, nie wolno zapominać o towarzyszach. Zderzenie dwóch smoków to okropna sprawa, dobrze jeśli kończy się tylko złamaniem. Oprócz tego, wstyd straszliwy.

Dość szybko chwyciłem dwa pteraczki. Może i nie przepadam za tą rozrywką, ale predyspozycje mam – szczupłe lecz silne ciało pozwala mi na rozwinięcie dużych prędkości. Przy opływowej sylwetce opór powietrza, a zatem i podmuch są minimalne.

Odłączyłem się od kumpli i przycupnąłem w załomie skalnym. Z dala od wizgu stworków, życie natychmiast stało się piękniejsze. Łoskot wodospadu jakoś mi nie przeszkadzał. Nawet był przyjemniejszy niż absolutna cisza. Dziwne, ale prawdziwe.

Jak to dobrze, że mam zieloną maść. Trudno mnie dostrzec na tle pokrytych porostami głazów. Jeszcze skuteczniej ukryłbym się na gałęzi drzewa, ale tu akurat odpowiednio wysokie rośliny nie występowały. A sfrunięcie na dół nie wchodziło w grę. Tam siedziały samiczki. Niepisane reguły kazały każdej młodocianej grupie udawać, że nie ma pojęcia o drugiej. Tak starannie unikaliśmy choćby patrzenia w zabronionym kierunku, że od razu było widać: wiemy doskonale, gdzie schowały się dzierlatki. Gdyby jakiś dorosły smok zobaczył nasze naiwne podchody, chyba poparzyłby sobie podniebienie ze śmiechu.

Odwaliłem obowiązki towarzyskie. Dalsze uganianie się za zwierzyną nie miało sensu. Pteraczki może i są małe, ale na pewno nie głupie. Po paru chwilach nierównej walki pochowały się w swoich lilipucich gniazdkach i nawet nie piszczały tak przeraźliwie. Dezercja potencjalnych ofiar w niczym nie przeszkodziła moim przyjaciołom. Wciąż śmigali przed wodospadem. Zapatrzyłem się na nich. Bo i było na czym oko zawiesić. Smoki latały tak szybko, że widziałem jedynie różnobarwne smugi. Kolorowe pasma układały się w malownicze figury o hipnotyzującym wpływie. Po prostu ucieleśnienie piękna. Z daleka. Od środka czuło się jedynie szaleńczą szybkość i duszące nagromadzenie smoczych feromonów. Za to z boku… Właściwie nie dziwiłem się samiczkom, że uwielbiają ten widok.

Z trudem oderwałem wzrok od stada. Dokładnie powybierałem piórka, które pozostały mi w paszczy po dwóch ofiarach. Niektórzy wpychają resztki pierza pod pazury przednich łap, żeby nikt nie śmiał wątpić w zdolności łowieckie eleganta. Jakby było się czym przechwalać! Wielki smok z narażeniem życia upolował stworka mniejszego od własnego szpona a teraz oczekuje na gratulacje. Prosimy ustawiać się w kolejce!

Zostawiłem tylko jedno malutkie piórko. Dla kolegów. Żeby się nie czepiali.

Wróciłem myślami do zagadki, którą zadała mi Thulita. Thulita, Thuli… Nawet zdrobnienie jej imienia brzmiało romantycznie. A łamigłówka nie należała do prostych. Męczyłem się nad nią już od dwóch dni. Ale nie traciłem nadziei. I gdzieś tam w głębi świadomości liczyłem na wspaniałą nagrodę dla bystrego intelektualisty.

 

„Siedem par smoczych matematyków zbudowało gniazda w ten sposób, że jeżeli wybierzesz dowolne trzy, to w tej trójce będą co najmniej dwa lęgowiska znajdujące się w określonej odległości od siebie. Wszystkie leżą na wspólnej płaszczyźnie. Jaki układ tworzą gniazda?”

 

Kombinowałem i kombinowałem. Dla ułatwienia wyskrobywałem na skale coraz bardziej skomplikowane figury geometryczne; trójkąty, kwadraty, pentagramy… Nie pomagały. Od czasu do czasu rzucałem okiem na zapamiętale fruwającą bandę. To też nie zbliżało mnie do rozwiązania problemu.

Spojrzałem po raz kolejny. Coś się zmieniło. Potrzebowałem dłuższej chwili, aby uświadomić sobie, co takiego. Brakowało czerwonobrązowej wstęgi Karneola. Popatrzyłem uważniej na okoliczne skały, ale nie siedział na żadnej z nich. Wzniosłem się ponad polujących kolegów i zaryczałem jak potrafiłem najgłośniej. Wodospad zagłuszał mnie tak skutecznie, że sam ledwo usłyszałem ryk. Nie przejmując się samiczkami ani zwyczajami, zapikowałem aż do tafli jeziorka. Nabrałem do paszczy tyle wody (lodowatej aż do trzasku w zębach), ile się zmieściło i znowu poleciałem w górę. Wyplułem płyn, starając się trafić w jak najwięcej krążących pode mną smoków. Przez dłuższy czas nie będę mógł ziać ogniem, ale zadziałało. Przyjaciele zwolnili, przyfrunęli bliżej mnie, a potem zawiśli w powietrzu. Amet z obrzydzeniem strząsnął z nosa jakiś wodorost.

– Gdzie Karn? – Akwam pierwszy dostrzegł lukę w drużynie.

– Właśnie. Ktoś go widział?

Odpowiedziało mi milczenie.

– Jaspis, masz najlepszy węch. Spróbuj go znaleźć – poleciłem.

– Odsuńcie się.

Posłusznie odlecieliśmy kawałek z wiatrem, a Jasp zaczął niuchać przy wodospadzie. W końcu zasygnalizował ogonem, żebyśmy się zbliżyli. Łoskot uniemożliwiał normalną rozmowę, więc tylko machnął łapą w kierunku ściany wody. Włożyłem łeb w zimną kurtynę we wskazanym miejscu. Rzeczywiście, tkwił tam Karn. Siedział z bardzo nieszczęśliwym wyrazem pyska, wklinowany między skałę a oślizgły głaz. Tylko wrzeszcząc sobie nawzajem do uszu, mogliśmy się porozumieć. Jeśli dobrze pojąłem, w ferworze polowania zahaczył skrzydłem o kamień tuż pod powierzchnią wody. Teraz bardzo go boli i boi się wyziębienia. Nie chciałem go dobijać, ale skrzydło wyglądało na złamane. A i z hipotermią miał rację; ranny, pod lodowatym prysznicem nie mógł wytrzymać długo. Nie powinien również ryzykować wspinaczki po mokrych, porośniętych glonami skałach. Sam nie odważyłbym się na coś takiego, nawet z wszystkimi kończynami zdrowymi. Ale nie dalibyśmy rady przenieść Karna, nie w sześć niedorosłych smoków. Mieliśmy poważny problem.

Odlecieliśmy na tyle daleko od hałasującej kaskady, aby dało się pogadać. Nie to, żeby moi koledzy mieli jakieś godne uwagi pomysły.

– Eeee, tego… Myślicie, że mu przejdzie, jak chwilę odpocznie? – zasugerował nieśmiało Chryzbek.

– Może to tylko zwichnięcie i jak szarpniemy, to się nastawi? – Koncepcja Heliota wcale nie była lepsza.

– Na skorupy Pierwszego Jaja! Coście robili na zajęciach z anatomii?! Widzieliście to skrzydło. Właśnie tak wygląda złamanie. Jeśli zaczniemy je leczyć, to Karneol już nigdy nie będzie mógł się nim posługiwać. – Miałem nadzieję, że przynajmniej komunikacja na linii ucho–mózg u moich kumpli działa poprawnie. Ta na odcinku oczy–mózg ewidentnie zawiodła. – Sami nie damy rady ściągnąć go z tej skały. Karn o własnych siłach też nie zejdzie. Musimy zawiadomić stare smoki. Akwamaryn, leć i sprowadź tu dorosłych. Kogo tylko zdołasz, ale koniecznie ściągnij uzdrowiciela Granata. Trafisz?

W fasetkach brioletowych oczu błysnął wyrzut, ale Akwam nie dyskutował, tylko odfrunął. We właściwą stronę. Na pewno nie zabłądzi.

– Ametyst, Heliotrop, Chryzoberyl. Osłaniajcie Karna przed wodą.

– Ale Szmarek, ta woda jest lodowata – przerwał mi Chryzbek. – Jak niby mamy to zrobić?

– Mam na imię Szmaragd! I właśnie z powodu temperatury musimy chronić Karna. Żeby nie wyciągnął ogona z zimna. Myślałem o trzymaniu nad rannym skrzydła pod takim kątem, żeby nic na niego nie chlapało. Na zmianę. Ale możecie też nieustannie ogrzewać płomieniem kamień, na którym siedzi. Jak wolicie.

Musiałem wyglądać bardzo dziwnie, bo przestali protestować i polecieli w stronę Karna. Bez słowa. Nawet nie skomentowali idiotycznej uwagi o nieprzerwanym zianiu ogniem. Przez warstwę wody.

– Jaspis, poluj. Ile tylko zdołasz. Połowę daj Karneolowi, a resztę tej trójce. Oni też będą potrzebować energii.

– Jasne, Szmaragd. A ty?

– A ja spróbuję wykombinować jakiś sposób na przetransportowanie Karna. Przecież nie możemy wziąć do paszczy po jednej łapie i tak lecieć. To było dobre, kiedy miał dwa okrągłe księżyce.

Jasp kiwnął głową i odfrunął na łowy, a ja ponownie zapikowałem w stronę jeziorka.

– Drogie damy! Wyjdźcie! Mamy bardzo poważny problem! Potrzebujemy waszej pomocy! Proszę!

Przez chwilę nic się nie działo, potem zza krzaków wychynęła głowa Rubiny.

– Oooo! Szmarek! Co ty tu robisz?

Taaak, wybrała sobie wspaniały moment na konwenanse i udawanie, że samiczki dotychczas w ogóle nas nie zauważyły. Ale jedyne, co Rubi miała błyskotliwe, to łuski.

– Polowałem z przyjaciółmi, Karneol został ranny. Ma złamane skrzydło.

Teraz już kilka smoczyc wyglądało zza zarośli. Brazyliana nawet odważyła się na porzucenie kryjówki i zaprezentowanie światu w całej zielonkawożółtej okazałości. Ona też jako pierwsza zaczęła mówić z sensem.

– Trzeba dać znać dorosłym. Sami nie zdołamy go stamtąd ściągnąć.

Wyjątkowo bystra samiczka. Nawet nie spytała, gdzie jest Karn; wystarczył jej rzut oka na Ameta, Heliota i Chryzbka pilnujących wodospadu. Gdyby tylko nie miała maści tak podobnej do mojej…

– Akwam już do nich leci.

– Jakiej pomocy oczekujesz od nas?

– Myślałem o upleceniu jakiejś uprzęży dla Karna. Mogłybyście naznosić tu lian? Długich, elastycznych i mocnych? I patyków do usztywnienia skrzydła, zanim zaczniemy go przenosić?

Po cichu liczyłem także na pomoc w splataniu. Samiczki miały mniejsze pazury i zdecydowanie bardziej giętkie palce. Podczas budowania gniazda to właśnie partnerki wykonywały większość zadań wymagających precyzji.

Brazi kiwnęła głową, wyrażając ni to zgodę, ni to uznanie. Młode smoczyce sprawnie ustaliły obszary poszukiwań i rozpierzchły się we wszystkie strony.

 

***

 

Siedziałem pośród stert lian i próbowałem zapleść je jakoś sensownie. Samiczki pomagały, a jakże. Nawet rzekłbym, że to głównie spod ich pazurów wychodziły sznureczki i warkoczyki. Wymyśliłem, żeby dwie linki przełożyć pod brzuchem i pachami przednich oraz tylnych łap. W ramach testów smoczyce próbowały podnieść mnie o ćwierć długości ogona. Ale ile lian byśmy nie połączyli, powstałe powrozy i tak były zbyt słabe, aby wytrzymać mój ciężar. A przed pęknięciem zawsze udawało im się przekonać mnie, że to koszmarnie niewygodna konstrukcja. Szczerze mówiąc, zanim dotarłbym w takiej uprzęży do gniazda, chyba przecięłaby mnie na trzy bolące części. A co dopiero czułby ranny Karn, który już teraz był w kiepskim stanie?

Rozważaliśmy właśnie możliwość wykorzystania skór zwierząt upolowanych przez Jaspa, kiedy wreszcie nadleciały wyczekiwane stare smoki. Uzdrowiciel Granat, najstarszy samiec Turmalin, niemal dorównująca mu wiekiem Bursztyna, rodzice Karna i jeszcze kilka innych. Z pewnością wystarczająco wiele, aby donieść rannego do gniazda. Odetchnąłem z ulgą. Okazało się, że odpowiedzialność bywa strasznie ciężka.

Granat pochwalił nas, że nie próbowaliśmy nastawiać skrzydła samodzielnie. Nawet on nie chciał ryzykować tego zabiegu w potokach wody. Dał tylko Karnowi coś na rozgrzanie i kazał gryźć jakieś zioła na zmniejszenie bólu. Turmalin powiedział, że do przenoszenia rannego smoka nie nadaje się uprząż, tylko sieć. Ucieszył się, że zgromadziliśmy mnóstwo lian. Bursztyna zaraz pokazała młodym samicom, jak upleść coś podobnego do ogromnej pajęczyny i wkrótce środek transportu był gotów.

Nawet nie wyobrażałem sobie, jak można przełożyć Karna do wielkiej sieci, ale stare smoki i z tym problemem sobie poradziły. Turmalin ogromnym skrzydłem osłonił miejsce akcji przed lodowatą wodą, ktoś przełożył kilka linek dookoła i pod rannym, osiem dorosłych smoków złapało za uchwyty i mój przyjaciel zawisł sobie wygodnie jak poczwarka w kokonie.

 

Dwa okrągłe księżyce później

Skrzydło Karna zagoiło się i nie widać na nim ani śladu paskudnej przygody. Ale na razie jest słabe i nasz towarzysz wciąż nie może latać.

Stare smoki urządziły naszej bandzie potworną awanturę. Tylko Granat ganił stadko jakby półgębkiem. Przyznał później, że osłanianie Karneola przed zimną wodą i karmienie go mięsem prawdopodobnie uratowały naszemu przyjacielowi życie. Strach pomyśleć, co by było, gdybym nie przekonał do tego kolegów…

Dużo rozmawiałem z Granatem. Często odwiedzałem Karna i prawie zawsze uzdrowiciel też przy nim siedział. Stary smok łatwo daje się ciągnąć za podwójny jęzor i opowiedział mi mnóstwo ciekawych rzeczy o leczeniu. Kto by pomyślał, że dziwaczna, niepozorna roślinka o liściach jak nogi pająka wzmacnia łuski? Granatowi chyba spodobała się moja ciekawość i nieustanne pytania. Kilka razy nawet wysłał mnie po świeże zioła dla Karna. Wolę samotnie zbierać pożyteczne chwasty niż całą bandą polować na pteraczki. Roślinki przynajmniej nie piszczą wniebogłosy. I bardzo ładnie pachną. No, prawie wszystkie.

Sądziłem, że moje stado przestanie uganiać się za pierzastymi stworkami. Skądże znowu! Wrócili do tej bezsensownej zabawy, na długo zanim Granat pozwolił Karnowi choćby wyjrzeć z gniazda. Tyle tylko, że Chryzbek nie wybiera już miejsc do polowania. Czyli nauczyli się czegoś, ale stanowczo nie wykorzystują wszystkich dostępnych informacji. Ciekawe dlaczego.

Aha, rozwiązałem zagadkę Thuli. Nie otrzymałem tak wspaniałej nagrody, na jaką miałem nadzieję, ale przynajmniej młoda smoczyca zamruczała z zadowoleniem. Piękny dźwięk… Zrewanżowałem się inną łamigłówką. Niegdyś przez trzy okrągłe księżyce biedziłem się nad rozwiązaniem. Fajnie byłoby, gdyby Thuli też je znalazła. Na przykład za cztery księżyce.

Zmieniło się jeszcze jedno: stadko nie używa już obrzydliwej zdrobniałej formy mojego imienia. Koledzy jakby nabrali większego szacunku do smoka, który potrafił zachować jasność umysłu w krytycznej sytuacji. Ciekaw jestem, co musiałbym zrobić, żeby przestali mnie ciągnąć na te swoje durne polowania. Ocalić świat? Wybić im ze dwie garście kłów?

– Szmarek! Lecisz z nami zapolować?!

Koniec

Komentarze

Tym razem poświęciłam więcej uwagi zakończeniu niż przy pierwszym tekście. 

Ale nie wiem, czy wystarczająco dużo.

Poproszę o komentarze.

Babska logika rządzi!

Problemy nastolatków przełożone w świat smoków - wybitnie nie moje klimaty. Dlatego z przykrością muszę stwierdzić, że dobrze mi się czytało i jestem tym faktem zaskoczony. :)

No cóż - mogę tylko przeprosić. :-)

I podziękować za przeczytanie mimo takich przeszkód.

Babska logika rządzi!

Skoro dobrze mi się czytało, to raczej nie ma powodu przepraszać i to ja powinienem podziękować za miłą chwilę spędzoną z Twoim tekstem, mimo iż nie jest to moja ulubiona tematyka.  

Przepraszałam równie poważnie, jak Ty z przykrością stwierdzałeś. ;-)

Babska logika rządzi!

     Przeczytałam z ogromną i prawdziwą przyjemnością. Szalenie sympatyczna i pogodna historia o smokach, mimo dramatycznych wypadków. Bardzo mi się podoba Twoja opowieść. Zakończenie, moim zdaniem, satysfakcjonujące.

     Pozdrawiam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo, bardzo sympatyczna opowieść. O mało nie spaliłam obiadu przez Ciebie, znaczy przez opowiadanie.

lęgowiska  - miały być lęgowiska czy legowiska? (to było w zagadce, ktorej nie rozwiązałam, ale ja nie jestem smoczym matematykiem) 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Regulatorzy, cieszę się, że tekst sprawił Ci przyjemnośc. I że jest jakiś postęp w zakończeniach. Nie to, żebym aspirowała do bycia prawdziwym mężczyzną...

Bemik, dobrze, że obiad jednak udało się ocalić. Smacznego. Miały być miejsca, gdzie smoki się wylęgają, czyli chyba jednak lęgowiska. Zagadka nie jest taka łatwa, żeby rozwiązać w trakcie czytania (i gotowania obiadu). Ale nie trzeba koniecznie być matematykiem. Życzę powodzenia.

Babska logika rządzi!

     Myślę że legowisko, w którym lęgną się smoki, jest lęgowiskiem. Możliwe, skoro smoki wykluwają się z jaj, takie legowsko można nazwać też "klujowiskiem", ale to brzmi! Fatalnie!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Też mi się tak wydawało. Dzięki za wsparcie.
A jak brzmią "jajowisko", "składowisko" i "skorupisko"?

Według mnie "jajowisko" przynajmniej jest... jajcarskie.

Babska logika rządzi!

Temat wybitnie nie dla mnie, historyjka raczej błaha, więc fakt, że bezboleśnie doczytałem do końca, świadczy o tym, że napisana jest dobrze ;]

Tak, tematyka i nastrój raczej babskie. Dziękuję za przeczytanie.

Babska logika rządzi!

Jajowisko, to może być inna nazwa omletu lub jajecznicy, albo takiego rozbełtanego jajka przeznaczonego do panierowania. ;-)

Składowisko, miejsce składania jaj a skorupisko, to skorup skupisko. Z już wyklutych jaj. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bo to wszystko dzieje się w jednym miejscu; składanie, wysiadywanie, wylęganie/wykluwanie ze skorup, wykarmianie... Wszystko zaczęło się od tego, że szukałam synonimu dla gniazda, żeby się tak strasznie nie plątało po całej zagadce.

Babska logika rządzi!

Ależ ja nie mam nic przeciwko lęgowisku, zwyczajnie tylko wyglądało na literówkę. A skoro są pteraczki (zdrobnienie od pterodaktyli?) to może być i klujowisko, albo coś innego, równie zabawnego. I może pozostać lęgowisko, jak w przypadku ptaków.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie odebrałam Twojego komentarza jako ataku. Ale jeśli Czytelnik ma wątpliwości, to należałoby je wyjaśnić. A że temat na chwilę chwycił, mogę się tylko cieszyć.

Pteraczki miały być bliżej nie sprecyzowanymi małymi stworzonkami; latającymi, opierzonymi, ale niekoniecznie wyglądającymi jak sikorki czy inne kolibry. Niech sobie każdy wyobraża, co chce. Owszem, słowo pochodzi od pterodaktyla (a właściwie od greckiego pteron), ale nie stanowi jego zdrobnienia.

Babska logika rządzi!

"Dwa okrągłe księżyce później

Skrzydło Karna zagoiło się i nie widać na nim ani śladu paskudnej przygody. Ale na razie jest słabe i nasz towarzysz wciąż nie może latać." - jest to tylko moja osobista opinia, nie błąd per se, ale uważam, że ta konstrukcja wyglądałaby zdecydowanie lepiej, gdybyś w miejsce "dwa okrągłe księżyce później" wstawiła gwiazdki, a sam zwrot przeniosła po prostu do następnego akapitu, by czytelnik wiedział ile czasu mineło.

"dziwaczna. niepozorna roślinka o liściach jak nogi pająka wzmacnia łuski" - kropka zamiast przecinka.


Bardzo sympatyczne opowiadanie. Pogodne, ciekawe i dobrze napisane. A do tego całkiem zabawne. Czego chcieć więcej?

Jedyny problem z dobrymi opowiadaniami jest taki, że nigdy nie można wiele napisać w komentarzu. No bo na ile sposobówm można komuś powiedzieć, że jego tekst jest dobry, nie powielając niepotrzebnie informacji? Jak są błędy można poradzić, zrugać, zbesztać, pocieszyć, a gdy takowych nie ma pozostaje tylko rzucić mało oryginalne "dobra robota". Ot, samo życie.

Dziękuję bardzo za kropkę/przecinek. Poprawiłam.

Z pierwszą częścią komentarza pozwolę sobie się nie zgodzić. A nawet pyskować. Gwiazdki w tym opowiadaniu zastępują dłużyzny. Ostatnia część jest trochę inna i chciałam ją bardziej wyróżnić. To raczej myśli/wspomnienia narratora po dwóch miesiącach niż bieżące wydarzenia. Z awanturą nikt nie czekał, aż Karneol się zrośnie. :-)

Być może masz rację, ale na razie upieram się przy swoim. Acz za uwagę dziękuję.

Babska logika rządzi!

Ciekawe, ładne i ładnie dobrane imiona. Wielkie brawa za odejście od sztampowych Ghrh'arnów i temu podobnych.  

Mignął mi gdzieś jakiś drobiazg, ale pal go licho, jest zerem "naprzeciw całości". Ładnej, dobrze podanej. Ukłon podziękowania...

Dziękuję, z dygnięciem. Dla odmiany.

Pomysł na imiona jakoś tak sam przyszedł. Chyba każdy słyszał, że smoki lubią skarby i szlachetne kamienie. A może to Saphira Paoliniego wyłaziła z podświadomości...

Babska logika rządzi!

Urocze te Pteraczki! Jak ja lubię takie teksty! :))) Najbardziej podobał mi się pomysł samych pteraczków, tak lekkich, że smoki mogły je konsumować tylko na wdechu, chowające się po krzakach smocze samiczki-podglądaczki - i barwne plamy z fruwających smoków ( jakie to ładnie obrazowe :)) Też bardzo lubię małe smoki (mój własny smok mieścił się w kropli wody), a i pomysł nadawania bohaterom imion od nazw minerałów wypróbowałam na moich olbrzymach:))

Pozdrawiam :)

Dzięki. Miło, że się spodobało.

Nie pamiętam, czy czasem opis chwytania pteraczków nie powstał pod wpływem ćmy i łapania much. W przyrodzie nic nie ginie. :-)

Babska logika rządzi!

To ja dziękuję za miłą lekturę :)

Eee, nawet jeśli pod wpływem, to tego wpływu chyba nie widać :) Natomiast co do imion od kamieni szlachetnych czy minerałów, to sprawdziło mi się to już w "Smutku Karrollity", tzn. ja sama byłam zadowolona z tego pomysłu, nie wiem, jak czytelnicy :P  Ale i tak obawiam się, że jest/było nas więcej...Na szczęście minerałów też multum - dla każdego wystarczy :)))

Gdyby było widać wpływ, to pewnie już nazywałby się plagiatem. :-) Chociaż, może są jeszcze jakieś stopnie pośrednie.

"Smutku" nie czytałam, jestem tu od niedawna. Ale pewnie zajrzę.

Taaaak, niektóre kamienie są po prostu piękne. I w tekście, i w biżuterii. ;-)

Babska logika rządzi!

...Przeczytałem z przyjemnością. Okazuje się, że smoki też można ---polubić. Ciepła opowiastka ładnie napisana. Ja napisałem jeden, jedyny tekst o smoku i straszliwie mi się dostało. Tym bardziej podziwiam autorkę. Pozdrawiam zionąc

satysfakcją.

Nie ma co podziwiać odwagi wynikającej z... powiedzmy, niewiedzy. :-)

Dziękuję i również pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Odwaga odwagą...autorka jest godna podziwu, bo napisała urokliwe opowiadanie:)

Ja też nie czuję się tutaj zbyt doświadczona...zamieściłam pierwszy tekst bodajże w 2011, ale podobno był zbyt filozoficzny, zbyt mało fabularny, czy coś w tym rodzaju. Uwierzyłam i zamilkłam. Po dłuuugiej  ....... przerwie, wychynęłam znowu, robiąc wejście mikroskopijnego smoka ;))

W fantastyce ogólnie panuje straszne zasmoczenie, stąd wiele raf. Ale ten tekst je chyba omija...Piszę 'chyba', bo jeszcze wciąż czuję się świeżo w tym pięknym gatunku, jakim jest fantasy. Kiedyś czytałam, może nawet w drukowanej NF, opowiadanie, w którym pojawił się "smok kieszonkowy" jakiejś królewny czy królowej :) ...ale niewiele z tego pamiętam. Z tego portalu przypomina mi się czyjś fajny tekst o smoku - jaroszu :D

Pozdrawiam Autorkę i innych wielbicieli smoków! :)

@Ryszard: "zionąc satysfakcją' - niezłe ;)

No cóż, powtórzę: wszyscy wiedzą, ze czegoś się nie robi, bo jest to niemożliwe albo z jakichś powodów nie warto. Aż nagle zjawia się ktoś, kto nie ma pojęcia o przeszkodach i bezczelnie tajemnicze coś robi.

Jakie rafy czyhają na smokoopisywaczy?

Babska logika rządzi!

@Finkla - ja też chyba piszę na tej właśnie zasadzie. Wstyd przyznać, ale w czytaniu fantastyki jestem zbyt wybiórcza, żeby można było mówić o oczytaniu w tej dziedzinie. Nie wiem, jakie konkretnie rafy...chodziło mi o to, że jeśli tych smoków jest tak wiele, to siłą rzeczy prawdopodobnie pewne elementy, choćby ich wyglądu, pewnie się powtarzają. I nie chodzi tutaj o kopiowanie czy nawet nieświadome zapożyczenia. Ludzie wpadają na te same lub bardzo podobne pomysły nawet niezależnie od siebie - chociaż są oczywiście i rzesze plagiatorów, bardziej lub mniej widocznych (moim zdaniem plagiator to charakter, a nie pojedyncze przypadki) Chodzi o prostą prawdę, że "wszystko już było". Tylko, że ...ja w to nie wierzę:))) Wierzę w oryginalne dusze i umysły wielu piszących :)

Smoki zwykle mają skrzydła, wampiry kły, krasnoludy brody, elfy spiczaste uszy, ludzie po dwie ręce... Ale to nie znaczy, że każdy tekst powielający ten schemat musi być mało oryginalny.
Ten argument do mnie nie przemówił. Inne rafy?

Babska logika rządzi!

To nie chodziło o nieoryginalny tekst, tylko nieoryginalnego smoka samego.

Przypominam jednak, że przecie godom, że chyba ominęłaś:) I że chyba, bo znam za mało smoków :) ...więc co do innych raf, to oddaję głos bardziej doświadczonym. Tylko nie zdeprymować Autorki Pteraczków, bo się krwawo zemszczę! :)

Większość typów z fantasy została już wielokrotnie opisana. To co, mamy płakać, że nie urodziliśmy się ze dwieście lat temu (załóżmy, że jeden Szekspir to jeszcze nie konkurencja zdolna do wyeksploatowania całego pola)*? Człowiek występuje w literaturze od tysięcy lat i jakoś wciąż powstają nowe pozycje.

Dziękuję za gotowość do obrony, ale tak łatwo zdeprymować się nie dam. Nie po tylu podnoszących na duchu komentarzach. :-)

 

* Pewnie zaraz wyjdą na jaw moje braki w podstawowych lekturach.

 

Babska logika rządzi!

...Droga koleżanko, jeżeli chcesz, to zobacz mojego smoka który doczekał się 54 komentarzy --- mój profil ---"Smokfighter" Przekonasz się, że nie każdy był tak rozpieszczany komentarzami, jak Ty. Pozdrawiam uśmiechnięty

koleżankę, która zadebiutowała tak udanie.

   Człowiek występuje w literaturze od tysięcy lat i jakoś wciąż powstają nowe pozycje.

   Powstają i będą powstawały tak długo, jak będą żyli i potencjalni odbiorcy, i realni twórcy tego, co dzisiaj nazywamy literaturą. Odkrycie zamieszkałych światów w głębinach kosmosu, kontakt z Obcymi też tego nie zmieni, nie zastopuje, gdyż faktem stanie się to, co dzisiaj mamy za fantazję, więc zamiast o domysłach, pisać będzie można o rzeczywistości i człowieku w tejże, nowej, bo radykalnie odmienionej. Potrzebny będzie nowy Szekspir...  

   To nie chodziło o nieoryginalny tekst, tylko nieoryginalnego smoka samego.  

   Trudno o prawdziwą oryginalność tam, gdzie chyba już wszystko wymyślono. Czy ma to być powodem do złamania pióra lub połamania klawiatury --- no nie ma sensu pisać o smokach, bo już starożytni Chińczycy, to co ja nowego wymyślę, tylko plagiatorką mnie okrzykną... --- czy impulsem do poszukiwania chociażby drobiazgu jeszcze nie wykorzystanego przez innych? To drugie. Anne Mc Caffrey odeszła od niemal żelaznego założenia, że smok zionie ogniem, bo zionie i już --- odeszła, przyjęła, że do zionięcia ogniem smokom potrzebne jest uprzednie zjedzenie czegoś specjalnego, i od razu jej smok różni się od masy "klasycznych". Tekst Finkli jest oryginalny*) pod względem nieobecności ludzi, i to też wystarczy, a gdy dodać, że jej smoki wytworzyły jakąś strukturę społeczną, no to proszę, nie ze stadem prymitywów mamy do czynienia, ale zestworzeniami inteligentnymi.   

   Nieco inaczej o tym samym. Istnieje zbiór, powiększający się zbiór wzorców, które można nazwać i uważać za "dobro wspólne" twórców. Należy do tego zbioru smok, maszyna czasu, blaster i czarodziej... Skutkiem tego jest pewnego rodzaju praktyczne zawężenie pojęć wtórności i plagiatu. Tym drugim jest skopiowanie pomysłu bez jego modyfikacji na tyle znaczącej, by dały się odnaleźć w kopii elementy nie występujące w oryginale. Nie będzie takim elementem sama, na przykład, miniaturyzacja smoka, ale opisane skutki takiej miniaturyzacji już mogą stanowić element decydujący o odrzuceniu zarzutu splagiatowania.  

   Udało mi się pocieszyć Koleżanki?

*) przynajmniej tu, na portalu; w perspektywie że tak napiszę ogólnej zapewne i to już ktoś wydumał...

Dobrze napisane i sympatyczne opowiadanie o smokach. Czytało się lekko i przyjemnie, ale - przyznam szczerze - wielkich emocji we mnie nie wzbudziło.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Ryszardzie, zajrzę do "Smokfightera". Tak właściwie, nie był to debiut, ale dużo nie brakowało. ;-)

AdamieKB, pocieszyć się nie udało, ale i wcale pocieszenia nie potrzebowałam. Humor, dziękuję, dopisuje. Ja tylko byłam ciekawa przeszkód, które, w nieświadomości swojej, najwyraźniej ominęłam. W pełni zgadzam się z Tobą co do nowości w literaturze i reakcji na natłok, tylko ujęłam to nieco bardziej kobiecymi słowami (łzy zamiast łamania). Oczywiście, że ktoś już to wydumał. Smoki Białołęckiej wprawdzie dzielą świat z ludźmi, ale wspaniale obywają się bez nich. A inteligentne są, że ho, ho!

Bohdanie, dziękuję za przeczytanie.

Wszystkim dziękuję za komentarze.

Babska logika rządzi!

Udało mi się pocieszyć Koleżanki?  Jeśli chodzi o mnie, to mój urodzony w kropli wody smok Ray wydawał się na tyle daleki od innych, że te sprawy w ogóle mi nic nie zaprzątały. Mało tego, gdyby się okazało, że Ray ma jakimś cudem brata bliźniaka, też nie łamałabym pióra, a to z powodu krystalicznie czystego sumienia, bo naprawdę strasznie mało czytałam i czytuję o smokach. Miniaturyzacja zaś wzięła się z pewnego, powiedzmy, motta artystycznego, które posiadam. Zresztą, o czym tu mówić...Raya prawie nie widać :D

Twórczyni Pteraczków też powyżej powyższego powyższym stworzyła smoki odbiegające, czy raczej - odlatujące od sztampy szczęśliwie daleko, w dodatku jej humor-dziękuję-dopisuje - więc ogólnie jest fajnie.

Co nie przeszkadza faktowi, że jest to bardzo treściwe, pożyteczne i przyjazne literacko pocieszenie, Adamie :)Jak to napisała Finkla w nieco innym kontekście - nic w przyrodzie nie ginie :)

Pozdrawiam!

Najbardziej sztampowy jest więc mój smok (też mam jednego na koncie). Jest duży, pokryty łuską, ma dwie głowy i zieje ogniem. W dodatku mieszka w grocie i leży na skarbach. Jak tego jeszcze by było mało, jest bohaterem bajki, w której zacny rycerz jedzie się z nim rozprawić. Smok, do bólu taki, jak wszystkie inne. :(

@Unfall - czy "do bólu", to się sprawdzi :)

Może nawet pożerał dziewice. Co prawda w "Pieśni barda" nie ma o tym słowa, ale kto go tam wie. :)

Unfallu - ja sprawdziłam. I uprzejmie donoszę: nie ma żadnego bólu :);) Absolutnie.

...czyli: albo to my tutaj jesteśmy wyjątkowi w naszych smoczych wyjątkowościach, albo smocze rafy to przesąd, przynajmniej na pewnym poziomie wyobraźni...Obydwie wersje chętnie bym uznała za pocieszające ;)

Upchnęliśmy w komentarzach nasze smoki, ale smoki Finkli są najładniejsze i może, po tym polowaniu, jakieś piórko małego pteraczka przyklei się do jej Profilu. Szczerze tego życzę.

O kurczę blade, niekolorowe - Unfall, ale to ładnie napisałeś! < czerwienieje ze wstydu >

Ja sobie upodobałam przede wszystkim same Pteraczki, o czym już nadmieniałam :) ...Ale smoki też barwnie mi się mienią!

...a więc: @Finkla - też życzę piórka :)

Blue_Ice, Unfallu, bardzo dziękuję za życzenia. Dożyjemy, zobaczymy. Czułam się zaskoczona i zaszczycona samą nominacją.

Rzeczywiście, bardzo się smoki wyroiły. Musi okres godowy mają...

Na pewno poczytam o tych gościach.

Babska logika rządzi!

Sympatyczny, lekki tekst, ale podobnie jak Bohdan, pozostaję bez emocji. Miło jednak zobaczyć pewien powiew smoczej świeżości ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, dziękuję za przeczytanie i komentarz.

No nie potrafię wzbudzić pozytywnych emocji w każdym. Gdybym się kiedykolwiek nauczyła, to na pewno będzie o tym głośno. ;-)

Babska logika rządzi!

:D ;)

...Przyłączam się do piórkowych życzeń. Za pisanie o smokach można też zdrowo oberwać. Mnie smoki... nie lubią.

Dziewczęta mają lepiej. Pozdrawiam szczęśliwą autorkę.

Dziękuję bardzo. :-)

Może po prostu babskie smoki mniej pchają się do walki to i rzadziej obrywają?

Fakt, smoki lubią dziewice, ale czy to taki powód do radości? ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, bardzo ciekawy temat: czy to, że smoki lubią dziewice jest powodem do radości. Tak na pierwszy, nieśmiały rzut oka można chyba zaryzykować stwierdzenie, że to zależy, czy się jest smokiem, czy dziwicą. Jeśli zaś chodzi o całą resztę - niesmoki i niedziewice, to uważam, że honorowo powinni się wstrzymać od głosu :)

Oj tak, i mniej się pchają i mniej do walki. Babskiesmoki...Nawet nie wiem, czy miałyby siłę, niektóre są na diecie - lekkiej ;))

Blue_Ice, obawiam się, że jeśli wyłączymy z dyskusji niesmoki i niedziewice, to bardzo prędko umrze ona śmiercią naturalną.

Nawet, gdyby przyjąć starą definicję słowa dziewica - młoda kobieta (bodajże niezamężna, ale nie jestem pewna), to rozmowa stanie się mdła.

Babska logika rządzi!

No, jeśli mówimy poważnie - to z całą pewnością ;)

Oj tam, od razu poważnie... No nie można brać tak wszystkiego na serio. ;-)

Babska logika rządzi!

Wyjęłaś mi to, Finklo, spod klawiatury. Aż mysz się ucieszyła i zamerdała ogonkiem ;)

Oooo! To rozszerzamy obszar działań. Do smoków doszła telekineza. Jeszcze trochę i jakiś eliksir wysmażymy. ;-)

Babska logika rządzi!

No dobrze, to postanowione: smażymy eliksir ! :)))

Jak w normalnym przepisie; zacznijmy od składników.

Trzy plasterki mandragory... Masz mandragorę?

Babska logika rządzi!

Ave, Bardzo sympatyczne. Czyta sie gladko. Jest slodkie i nie ma grudek. Nawet taka stara baba jak ja od czasu do czasu lubi taki deser. Bez cynizmu i zlosliwosci. Przygody Szmerka Smarka czy, jak tam sobie chcesz, Szmergla, moga sie okazac fajna seria odtruwajaca z codziennosci. No i juz. Czekam na zwyczaje godowe w smoczym swiatku.

Nie jesteś starą babą, a desery są dobre. :-)

O zwyczajach godowych trochę już było. Czyżbyś miała ochotę na smoczego pornosa?

Babska logika rządzi!

Właśnie chciałam coś napisać o tym, że nie, nie mam mandragory i w ogóle - ale widzę, że wątek nieco, hm... zboczył? :D

Zboczył to bardzo dobre określenie. :-)

Babska logika rządzi!

:-)  Macie refleks, plotuśnice...  :-)

Niektóre repliki nie wymagają namysłu. ;-)

Babska logika rządzi!

Komentarzy sporo i jak przejrzałem, bardzo słodkie. Nie za bardzo mając czas na dokładne przeczytanie wszystkich, po prostu odniosę się do tekstu : )

 

Opowiadanie, że się powtórzę, słodkie, infantylne. Zupełnie nie moje klimaty, więc na tym poprzestanę : )

Jaki tekst, takie komentarze. Dziękuję i za Twój. :-)

Babska logika rządzi!

Jaki tekst, takie komentarze

Wolę nie myśleć, co by było, gdyby napisać brutalne, ociekające seksem opowiadanie :P

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Obstawiam, że posty nie byłyby sympatyczne. Ale sprawdzać nie zamierzam. :-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczna opowieść. Trudno się do czegoś przyczepić, poza może --- sama rozumiesz --- tematem ;  )

pozdrawiam

I po co to było?

Taki drobiazg. Dzięki za komentarz. :-)

Babska logika rządzi!

Rzeczywiście poza tematem i sposobem w jaki opowiadanie jest napisane wszystko jest w porządku : )

Ufff! :-)

Babska logika rządzi!

 

... Kto ma pieniądze, jest smokiem, a kto ich nie ma --- jest --- pteraczkiem. Twój fan stoi przy Tobie.

Dziękuję, fanie Ryszardzie. Ciekawy amalgamat. A kto jest trollem? :-)

Babska logika rządzi!

...Trollem jest ten, kto kwestionuje prawo autora do wyboru tematu opowiadania. To suwerenne prawo autora. Pozdrawiam i zamykam dziób.

Uch, chyba trochę przedpiścom dowaliłeś. Tak naprawdę autorowi bardzo trudno narzucić tematykę. Równie trudno, jak twórcy skłonić do zachwytu odbiorców, w których gust nie trafił. Ale to bardzo dobrze, że różnym ludziom odpowiadają różne rzeczy. Zuniformizowany świat byłby straszliwą dystopią.

Coś banalnie się zrobiło. Chyba faktycznie najwyższy czas zakończyć dyskusję. :-)

Babska logika rządzi!

Trollem jest ten, kto kwestionuje prawo autora do wyboru tematu opowiadania.


Czasem mam wrażenie, że ktoś siedzi przed komputerem na szpilkach i w takim stanie dodaje komentarze ^^

Panowie, apeluję o spokój. Bo zacznę straszyć smokami. ;-)

Babska logika rządzi!

Psze pani, to on zaczął!

 

No dobrze już, dobrze... ; )

Berylku, nieładnie jest skarżyć. A w ogóle, to dlaczego Ty jeszcze nie śpisz? ;-)

Babska logika rządzi!

To te smoki...

Hmmm. Chyba nie zrozumiałam intencji. Nieważne.

Przeczytaj sobie jakąś krótką bajkę na dobranoc i spać! Jutro musisz iść do szkoły.

Babska logika rządzi!

Straszyłaś smokami ; /

Czuję się taki niezrozumiały, że naprawdę pójdę spać : (

*niezrozumiany

Nie, nie straszyłam. Zagroziłam, że to zrobię. Ale już się uspokoiliście, więc wszystko w porządku. ;-)

Babska logika rządzi!

Jakie urocze opowiadanko o smoczkach! „Siedem par smoczych matematyków zbudowało gniazda w ten sposób, że jeżeli wybierzesz dowolne trzy, to w tej trójce będą co najmniej dwa lęgowiska znajdujące się w określonej odległości od siebie. Wszystkie leżą na wspólnej płaszczyźnie. Jaki układ tworzą gniazda?” Chyba to rokmniniłem: http://i41.tinypic.com/fwoflx.jpg Podejrzewam, że to jedyne rozwiązanko zadanka z dokładnością do smoczego podobieństwa. Analitycznie można by to pewnie opisać z pomocą współrzędnych biegunkowych… Tfu! Biegunowych oczywiście.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Doskonale rozkminiłeś, gratuluję. :-) Nie mam pojęcia, czy to jedyne rozwiązanie, ale mi też kiedyś tak wyszło.

Babska logika rządzi!

Za to opowiadanie już dawno należało Ci się "piórko". Gratuluję piórka za listopad i pozdrawiam ledwo żyjąc po świątecznych przysmakach.

Ryszardzie, cieszę się, że tak sądzisz i trochę szkoda, że Loża myślała inaczej. Dziękuję. Mam nadzieję, że jakoś wrócisz do siebie i normy po obżarstwie. :-)

Babska logika rządzi!

Szyszkowy, przyszło mi do głowy, że są jeszcze trywialne rozwiązania: (prawie) wszystkie gniazda w jednym punkcie, w dwóch punktach. Ale przecież nie o to chodzi…

Babska logika rządzi!

Więcej niż jedna para na gniazdo?! Zawsze myślałem, że smoki preferują monogamię.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

:-) Może jedno wielkie gniazdo ze wspólną kuchnią, jadalnią i kilkoma odizolowanymi lęgowiskami?

Babska logika rządzi!

Finklo – z edycji zostało Ci jeszcze zlikwidować pustą linię na początku tekstu ;)

Dzięki. Zlikwidowałam. :-)

Uch, coraz drobniejszych szczegółów się czepiamy. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie chciałem się czepiać ;)

To bardziej tak na wszelki wypadek, aby przez mały drobiazg nie zaparło się w drodze do biblioteki (bo edycja nie skończona jeszcze, albo co) :)

To w regulaminie o zbędnych enterach też było? Nie zapamiętałam. Staram się sprawdzać tagi, a i tak czasem zapominam. Ale aż tak kurczowo się tego zbioru zasad nie trzymamy – tekst Beryla ma aż dwa zgłoszenia. ;-)

Babska logika rządzi!

No nie trzymamy się :D

Szkoda, aby dobre teksty nie trafiły do biblioteki, więc oddaje głosy nawet na niektóre nieedytowane. Dodaje jednak zawsze komentarz, aby autor przeprowadził edycję. Dzięki temu jestem kryty i może mi się za to nie dostanie ;)

A ja piszę Autorom nieotagowanych tekstów, żeby uzupełnili i zgłosili, że już. W ten sposób wiem, że poza formalnymi drobiazgami chciałam przenieść i jednocześnie zachęcam do skończenia edycji. Najgorzej z opowiadaniami, które jeszcze gniotą się w archiwum. O tych pewnie zapomnę. Ale może jeszcze kiedyś przeczeszę starą poczekalnię i coś wyłapię.

Babska logika rządzi!

Ta pusta linia nie jest wymagana regulaminowo, jedynie przypominana, że taki problem występuje przy starych tekstach. A opowiadanie jak najbardziej warte grzechu. To znaczy biblioteki.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Brajt! Odwiedzanie biblioteki to nie grzech. No, chyba że… w moim mieście jest pub o takiej nazwie. ;-)

Linię już zlikwidowałam. Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że Unfall ma dobrą taktykę – głosuje, ale mówi, żeby uzupełnić braki :) Chyba sam zacznę tak robić.

 

A dzisiaj w Łodzi jest Street Food Festival i burgery po 20zł.

W przypadku linii chodzi o to, że niektórzy nie wiedzieć czemu mają tych linii na początku nawet po dziesięć. Ja w początkach istnienia bety sam to poprawiałem, ale ile można.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Na starej stronie było tak, że niby entera na początku nie było, ale po przejściu tutaj, okazywało się, że jest. Porównywałem swoje opowiadania z zieleni i z bety i byłem nieco zdziwiony.

 

Kim, u licha, jest duch biblioteki? :)

Berylu, burgery po dwie dychy? Z czego się je robi?

Brajcie, tak postraszyłeś Unfalla uwagami, że zaczął wymuszać. No i słusznie, niech autorzy sami poprawiają. Za karę. ;-) Przecież mogli nic nie pisać, tylko mecz obejrzeć. ;-)

Babska logika rządzi!

Berylu, burgery po dwie dychy? Z czego się je robi?

Sprzedawcy zapewniają, że ze 100% wołowiny. No to ja się pytam: bułka, z wołowiny? To nie może być naturalne.

I warzywka też z wołowiny? W tę stronę to nie powinno działać. A jeśli nawet, to ja podziękuję…

Babska logika rządzi!

Sympatyczne, lekkie, odświeżające… Dobrze, starczy już o tych burgerach. Są smoki, jest okejka. Co z tego, że młodociane, niedojrzałe i zasysają pteraczki – grunt, że pogodne ;) Świetnie się czyta mimo, że tematycznie to faktycznie młodzieżowo :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. :-)

Ech, to wcale nie miało być młodzieżowe. Nic to.

Babska logika rządzi!

Ach, autorka niezrozumiana… Co ja ci poradzę, że czytając to, miałem reminescencje z Nizurskiego?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ryba w formie. Jak tam Dzidź? Wszystko w porządku?

Nie, ja nie marudzę, tylko tak sobie cichutko wzdycham. Chciałam przekaz właściwie podprogowy, to mam. A porównanie do Niziurskiego bardzo pochlebne. Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Miejmy nadzieję, kończy chorować mała istotka. :) Dziękuję.

Wiesz co, ale przekaz podprogowy [JEDZ FRYTKI] to chyba się jakoś tak inaczej, może bardziej [JEDZ FRYTKI] typograficznie da ułożyć? Bo to, że samce dla samic różne idiotyzmy czynią, a potem jeszcze te samice nie doceniają [JEDZ FRYTKI] tęgich umysłów, to żadna podprogowość, to norma społeczna :) [JEDZ FRYTKI].

Ponadto chciałem zwrócić uwagę, że tak duże stado smoków, no cóż, chyba by po prostu wyżarło w cholerę całą najbliższą okolicę – no, o ile [JEDZ FRYTKI] nie są to smoki w skali mini, makro, ew. smoki zupełnie maciopane. Ewentualnie [JEDZ FRYTKI] po jednej pteraczce nie musza jeśc tydzień, taki mają metabolizm! [ JEDZ FRYTKI].

Niziurski – a proszę bardzo :) Naprawdę tak mi wskoczyło, nie sądzę, by to opowiadanie odstawało poziomem wykonania [JEDZ FRYTKI], bohaterowie też tacy młodociani ;)

 

Ketchupu?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie, rytuały podrywcze samczyków podałam wprost. Co innego chciałam subtelnie i podstępnie wsączyć do umysłów.

Tak, zgadza się, że pod względem zaopatrzenia trochę nie przemyślałam świata. Jeszcze później przyszło mi do głowy, że duże drapieżniki raczej nie powinny łączyć się w tak liczne stada, co najwyżej spokrewniona grupka i tyle. Teraz mogę tylko się bronić, że smoki kontrolują duży obszar i tam sobie latają na polowania. A poza tym, mogę jeszcze twierdzić, że są zimnokrwiste, więc bardziej energooszczędne. Nie, pteraczkami nie da się najeść. To tylko taki sport. :-)

Hmmm. Coś zgłodniałam. Chyba sobie frytki usmażę. O tak! Z keczupem!

Babska logika rządzi!

:):):)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

[…] złotożółte ciało. Zwierzyna pozostaje sprawą drugorzędną. Oczywiście, podczas

polowania na pteraczki nie chodzi o te pół kęsa, tylko o samiczki. Jakimś cudem za […].

Dałabyś radę usunąć enter za "podczas"?

 

:-) Nadal podoba mi się jak za pierwszym razem. 

Ciężko było, ale jakoś się udało. ;-)

Dzięki, Adamie. Nadal się cieszę z tego powodu. :-)

Babska logika rządzi!

Poddaję się. Jestem tępy jak siekiera drwala po całym dniu gryzienia drzew, jak but, jak dawno nie ostrzony nóż, co to wprawdzie w słońcu pobłyszczy, ale kąsać – już nie bardzo. Stępiałem jak kieł starego wilka i pazur spasionego kota, tępym jak spojrzenie matoła i społeczeństwo żrące kiełbasę wyborczą.

Jakaś podpowiedź – o jaki przekaz chodzi? Rodzice, pilnujcie swoich dzieci? :) Smoki nie muszą być straszne o imionach składających się z charczących spółgłosek, a w dodatku też kochają samiczki?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Miło, że walczysz. Nie przesadzaj z tępotą. Wolałabym nie tłumaczyć tekstu (chociaż pod nim), więc prześlę podpowiedź na pw. :-)

Babska logika rządzi!

(W ramach walki z paskudnym zwyczajem zapominania o komentarzach)

Podobało mi się i nadal podoba. Lekkie, pogodne i smoczyste.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, Alex. Miło, że się pogoda, lekkość i smoczystość podobają. :-)

Babska logika rządzi!

Nie lubię zaczynać od dupy strony – może z wyjątkiem przypadków, gdzie zwrot ten traci na wydźwięku metaforycznym – więc projekt “dragoneza dla loży, akt I: Finka”, rozpocząłem w tym właśnie miejscu. Plus jest taki, że przybliża mnie to w realizacji moich planów, by przeczytać wszystkie opowiadania wszystkich interesujących mnie autorów, publikujących na tej stronie. Ściganie wiatru w polu, wiadomo, ale i wdzięczne zajęcie przy tym, więc nie narzekam. Drugi plus jest taki, że mi się podobało.

Prawdę mówiąc, po lekturze mam skojarzenia z dobranocką, choć raczej z żadną konkretną – chodzi tu bardziej o formę niż o treść. Lekka, barwna, bardzo ładna i niewymagająca (pomijając zagadkę, której rozwiązania ani myślę się podejmować), a przy tym ma charakter jednego, konkretnego odcinka. Nawet nie tyle sceny wyjętej z jakiejś większej całości, która sama w sobie nic nie wnosi, a właśnie odcinka – konkretna przygoda, opisana od początku do końca, bardzo fajna, sympatyczna, z dramatycznym zwrotem akcji, ale – dzięki dobranockowo nakreślonym bohaterom; mądrym i zaradnym, ale też głupiutkim i nieodpowiedzialnym, jednak, nade wszystko, dobrym i zgranym, zakończona dobranockowym happy endem. A widz/czytelnik zostaje ze świadomością, że następny odcinek opowie o zupełnie nowej przygodzie, która po prostu musi się zakończyć kolejnym happy endem i zawierać w sobie jakiś pożyteczny morał.

Z pewnością polubiłbym tę właśnie dobranockę.

Jedno, co mi zazgrzytało, to pewna niekonsekwencja w zakończeniu.

 

Zmieniło się jeszcze jedno: stadko nie używa już obrzydliwej zdrobniałej formy mojego imienia. (…)

– Szmarek! Lecisz z nami zapolować?!

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Cieniu. :-)

Proszę – setka komentarzy, a Ty potrafiłeś wymyślić coś nowego. O dobranocce jeszcze nikt nie wspominał.

Gdyby bohaterowie wszyscy byli podobni do siebie, nic by się ciekawego nie stało. Albo źle by się to skończyło. Niech żyje zróżnicowanie!

Miło, że opowiastka Ci się spodobała. W takim razie zapraszam do następnego odcinka. ;-)

 

Edit: Aha, zapomniałabym o niezgodności. No cóż, banda wraca do starych nałogów właśnie w momencie, w którym Szmaragd cieszy się, że rzucili. Ot, złośliwość losu.

Babska logika rządzi!

Proszę – setka komentarzy, a Ty potrafiłeś wymyślić coś nowego.

Ma się!^^

 

Szkoda, że nie wyeksponowałaś tej złośliwości jakimś komentarzem Szmaragda, albo opisem, żebym ja, umysłowe pół dupy zza krzaka, mógł lepiej poniać Twój zamysł.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Hmmm. Myślałam, że to się rozumie samo przez się. Jak miałeś to naście lat, nie bywało tak, że linka pękała w najgorszym możliwym momencie? Że świat był tak wredny, jak tylko mógł? Prawa Murphy’ego i tyle…

Babska logika rządzi!

Tak, Murphy miał niebagatelny wpływ na moją wczesną młodość. Skutki, jakie są, takie są, ale nie narzekam. Natomiast w kontekście Twojego zakończenia, nie jest to jednak takie samo przez się, bo narrator jest 1-szo osobowy, więc świat przedstawiony i wszystkie zdarzenia poznajemy przez pryzmat jego odczuć, emocji i obserwacji. Ten okrzyk: “Szmarek! Lecisz z nami zapolować?!“, pozostaje jednak zupełnie bezrefleksyjny, więc i we mnie – za innych nie mówię – nie budzi żadnych skojarzeń typu “pęknięta linka”, a właśnie wygląda jak zwyczajna “wpadka” Wielce Szanownej Autorki. Co innego, gdyby opowiadanie było z narracji trzecioosobowej:

No i nikt już nie używa tego głupiego przezwiska, pomyślał z zadowoleniem smok. Jednak w tym samym momencie usłyszał:

– Szmarek! Lecisz z nami zapolować?!

 

Generalnie, zabrakło mi tam jakiegoś detalu naprowadzającego, choćby głupiego “Ech…” na końcu.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

OK. Rozumiem. Wydawało mi się, że to “Ech” każdy już sobie sam dośpiewa, a lepiej zakończyć tekst zanegowaniem oczekiwań narratora niż biadoleniem z tego powodu.

Babska logika rządzi!

Skoro na tylu czytających i tyle komentarzy tylko ja jeden mam z tym problem (?), to widać nie jest źle. Wszystkim nie dogodzisz.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wszystkim – nigdy. Skojarzyło mi się z dowcipem:

 

– Panie sąsiedzie, ta dzisiejsza młodzież… A już koledzy tego chłopaka z czwartego piętra to najgorsze, co może być.

– Ależ co pan mówi? Bardzo uprzejmi młodzi ludzie. Zawsze, jak mnie widzą, to pytają, czy mam jakiś problem.

Babska logika rządzi!

Piękne opowiadanie.

Bardzo polubiłam Szmaragda. Ja też, będąc młodym smokiem nigdy nie lubiłam polowania na pteraczki. Za milutkie są.

Zgadzam się z komentarzem Cienia Burzy.

Wolę zakończenie Kontaktu.

Dziękuję, Beato.

Bo Szmaragd już w młodości był miłym i odpowiedzialnym smokiem. Dobrze mieć takiego pod ręką i trudno nie lubić. ;-) Ty jesteś samicą – nie musiałaś sama polować, tylko patrzeć, jak się samczyki popisują. Ładny widok, ciężko się oprzeć.

Pisałam te dwa opowiadania w dość dużym odstępie czasu. Nie tylko Szmaragd w międzyczasie nauczył się nowych rzeczy. :-)

Babska logika rządzi!

nie musiałaś sama polować, tylko patrzeć, jak się samczyki popisują. Ładny widok, ciężko się oprzeć.

:-)) Czyżby właśnie to krecilo Finklę? :-))

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Polujące młode smoki? Niezapomniany widok. ;-)

Babska logika rządzi!

Fetyszystka! :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fetyszystka? To równie materialne jak pokaz fajerwerków… Tylko znacznie bardziej kolorowe. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam. Bardzo przyjemne, ciepłe i wesołe opowiadanko. Było kilka fragmentów, które mnie szczerze rozbawiły ;). A to sobie podkradnę, jako motto lenia:

Jeśli ktoś nie potrafi wyliczyć, że uganianie się za mniejszym od liścia stworkiem jest nieopłacalne kalorycznie.

Zagadki za chiny ludowe bym nie rozwiązała, całe szczęście że Szyszkowy Dziadek podał pomocną dłoń.

Dzięki, Emtri. :-)

Wesołe? Szmaragdowi wcale nie było do śmiechu… Z resztą określeń jestem skłonna się zgodzić. ;-)

Tak jest – nie każdą rzecz opłaca się zjeść, nie na każdego stworka zapolować… Chmielewska napisała gdzieś, że surowa marchewka w całości też jest ujemna kalorycznie – faktycznie, trzeba się nieźle nagryźć, zanim to trafi do żołądka.

Tak, ta zagadka nie należy do łatwych. Ale żeby od razu klikać na link i podglądać rozwiązanie?

Babska logika rządzi!

Eee nie tak od razu! Od wczoraj kombinowałam. Nawet mi wyszło, że dwa gniazda powinny być w środku otoczone przez pozostałe, ale tak dokładnie tego powyliczać i wyrysować bym nie umiała ;).

 

 

Edit

Hmm może faktycznie lepiej brzmiałoby pogodne, lub lekkie.

A, najpierw sama główkowałaś. No to dobrze, niech Ci będzie. ;-)

Babska logika rządzi!

Z tą opłacalnością kaloryczną, to bym polemizował. Szmaragd młody jeszcze, więc nie musi wszystkiego wiedzieć, ale raz, że włożona w uganianie się za pteraczkami energia pozwala ćwiczyć sprawność lotu i wzmacnia kondycję. Dwa, że w ten sposób można zdobyć przychylność samicy, co już bezpośrednio rzutuje na fitness (a i wcześniejszy aspekt nie jest tu obojętny).

 

Przyznaję, że po przeczytaniu drugiej części przygód kolorowych smoków, nie mogłem się doczekać, kiedy dokopię się do tej pierwszej historii. Całość przedstawiona ciekawie, zwłaszcza smocze zwyczaje, ale nie do końca rozumiem, dlaczego Szmaragd sam chciał robić tę sieć, a nie czekał na duże smoki. Może chodziło o pretekst, żeby poszpanować przed samiczkami? ;)

 

A dlaczego smoki o podobnej maści nie powinny się krzyżować? W jaki sposób one dziedziczą kolory? 

 

Całość tekstu niezwykle sympatyczna, mam nadzieję, że coś tam jeszcze o tych smokach skrobniesz. Dla mnie 4/6.

Dobry tekst, ale niczym mnie nie (poza boskim Szmaragdem) urzekł.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dziękuję, ARHIZIE. :-)

Sprawność i kondycję można ćwiczyć, polując na coś, czym można się najeść. To trochę tak, jakbyś wchodził na drzewo, żeby zerwać dwie jagódki, bo to jest bardzo cool i czaderskie. A obok rośnie jabłoń obsypana dorodnymi jabłuszkami. :-) A, niech tam. Mogę zdradzić, że obdarzyłam Szmaragda swoimi poglądami na temat dyskotek.

Sieć. Szmaragdowi zależało na czasie. W końcu kumpel cierpiał. Gdyby Twój nastoletni kolega coś sobie złamał gdzieś w niedostępnym terenie, to przygotowywałbyś nosze do transportu od razu, czy usiadłbyś obok i czekał, aż zjawią się rodzice, którzy to zrobią lepiej?

Kolory. Już nie pamiętam, czy to była genetyka, czy zwyczaje i przesądy. Ale załóżmy, że kolory dziedziczy się po rodzicach i odmienna maść sugeruje pokrewieństwo na tyle dalekie, żeby geny recesywne nie dochodziły do głosu.

Nie wiem, moje smoki są sympatyczne i nawet je polubiłam, jak będę miała jakiś pomysł albo bodziec, to pewnie coś naskrobię.

Babska logika rządzi!

No właśnie chodzi o to, że jabłuszka są ogólnie dostępne. Tymczasem zdobywając wisienki, pokazujesz, że posiadasz geny pozwalające zdobywać trudnodostępny pokarm.  A dyskoteki faktycznie nudne.

Ja tam skupiłbym się na jak najbardziej efektownym podtrzymywaniu “funkcji życiowych” kumpla. :D

Jeżeli odmienna maść sugeruje dalekie pokrewieństwo i jest kluczowym czynnikiem przy doborze płciowym, to trochę kiszka, bo za kilka pokoleń byłyby same szare smoki. Geny kumulatywne też nie rozwiązują sprawy.

Już lepszy byłby gen sprzężony z płcią, najlepiej żeńską. Wtedy zielona smoczyca mogłaby mieć np.  żółte samczyki i turkusowe samiczki. 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No, niezupełnie – jagódki są tak samo dostępne jak jabłka. Polowanie na pteraczki wymaga mniej więcej tyle wysiłku, co na dzikie gęsi. Tylko wygląda o wiele bardziej widowiskowo, kiedy się smoki skręcają w kolorowe hologramy.

Kumpla też podtrzymują – osłaniają przed zimną wodą i znoszą żarcie.

Geny i kolory. Pomyśl o grupach krwi. Nie wszyscy mają AB, prawda? Załóżmy, że to podobnie – można dostać od rodziców gen żółtego barwnika, czerwonego i niebieskiego. I one mogą się aktywować z różną siłą, żeby nie było, że tylko sześć kolorów wchodzi w grę. Kilka innych genów decyduje o intensywności barwy, nasyceniu i takich tam…

Babska logika rządzi!

Grupy krwi praktycznie nie podlegają doborowi, chyba że przy transfuzji. A już na pewno nie doborowi płciowemu.

Jeżeli polowanie na pteraczki wygląda bardziej widowiskowo, niż na kaczki, to chyba jednak wymaga więcej wysiłku i jest trudniejsze. Jeżeli byłoby tak samo proste, na czym polegałaby ta widowiskowość?

A z barwnikami może być także tak, że podczas metabolizowania ostatecznego koloru, przechodzi się przez kilka form pośrednich, Niektóre węże tak mają, że jak posiadają wszystkie geny sprawne, to są czarne, jak się im jeden popsuje, to wychodzą żółte, a dopiero przy uszkodzeniu mechanizmu syntezy od samego początku, powstają albinosy.

Tak czy siak, jeżeli kolor faktycznie świadczyłby o pokrewieństwie, koniec końców i tak wyszłyby szare smoki, co najwyżej kilka nieefektownych odcieni. Z kolei, gdyby mechanizmy kodowania barw były niezwykle złożone, barwa nie świadczyłaby o pokrewieństwie.  

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No dobra, w takim razie nie świadczy o pokrewieństwie, ale smoki mają taki przesąd. No i pary o zróżnicowanych barwach mają bardziej kolorowe potomstwo. Może to się stąd wzięło.

Mogę im jeszcze wymyślić mity o Białym Smoku i Czarnym Smoku (czyżby konkurs wiecznie żywy?). Dokładne zrównoważenie wszystkich barwników daje niezwykłego osobnika – brylantowego. ;-)

A polowanie wygląda widowiskowo, bo uwija się tam kilka różnobarwnych samców. Na kaczki polują w węższym gronie. Fakt, przy pteraczkach muszą bardziej uważać, żeby się nie zderzać. No, taka smocza dyskoteka. Pożytku kalorycznego praktycznie nie ma, ale niektórzy to lubią.

Babska logika rządzi!

Podobało mi się:)

Dzięki, Anet. Cieszę się. :-)

Babska logika rządzi!

Bo ten Twój “pożytek kaloryczny” to mają jedynie pasożyty, tudzież rośliny.

Pomysł w białym smokiem fajne, podoba mi się… wykorzystam. :>

Ale porównania do dyskoteki nadal nie kupuję. Umiejętności polowania na coś takiego to bezpośrednia prezentacja fenotypu pod kątem sprytu i zwinności, a nie jakieś tam skakanie bez celu do świecącej po oczach lampy. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nie rozumiem, dlaczego tylko pasożyty i rośliny. Jeśli człowiek tyje, to znaczy, że pochłania więcej kalorii niż spala.

A wykorzystuj, ale mam nadzieję, że domyślisz do niego własny smoczy świat. :-)

A dyskoteka to nie prezentacja? Pozwala pokazać kondycję, sylwetkę, poczucie rytmu, bogactwo (nie każdy ma ciuchy markowe i przyjechał wypasioną bryką)… Reklama jak się patrzy!

Babska logika rządzi!

Ale jeśli człowiek tyje, to nie jest to dla niego optimum, ba, fitness mu spada i wcale nie chodzi o pobyt w siłowni. ;)

No reklama, ale inna. Wiesz, co innego pokazać, że jest się w stanie upolować konkretne wredoctwo, a co innego podskakiwać z ciuchami, rogami czy piórami. 

 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ale pteraczki są takie małe, że z daleka nie widać, kto ile połknął. Jak w słabym świetle kolorofonów łatwo przeoczyć informację, że te wspaniałe ciuchy to chińskie podróbki. ;-)

Babska logika rządzi!

Hmmm, no ale piórka można zbierać. :D

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No, można, żeby jakiekolwiek trofeum mieć i żeby kumple się nie czepiali…

Babska logika rządzi!

Na dyskotece byłoby z takim trofeum gorzej, w zdjęcie w telefonie nikt nie uwierzy (bo można pobrać z internetu). Czasy są ciężkie…

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Na dyskotece można się bawić breloczkiem z kluczami do samochodu. ;-)

Babska logika rządzi!

No chyba, że tak. Całe szczęście, że zawsze mam przy sobie klucze do pracowni bentosowej. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Jeśli z breloczkiem wypasionej fury, to możesz być gość! ;-)

Babska logika rządzi!

Cześć Finklo!

Nareszcie jestem, że tak powiem…

Przepraszam za zwłokę, ale nie mogłem nawet przypuszczać, że w wakacje będę tak zajęty! Rodzinna firma dostała zlecenie na roboty w Austrii, a ja nie wyobrażałem sobie nie pojechać. Obiecanki-cacanki, nieprawdaż? :V

Ale już jestem! Postaram się przeczytać wszystkie Twoje zabibliotekowane utwory do końca tygodnia. Nie napiszę “na pewno”, ale się postaram.

Przeczytane tu opowiadanie całkiem mi się podobało. Czytało się dobrze, ale sama treść mnie nie wciągnęła. Jak już sporo osób pisało przede mną, przeniosłaś młodzież i jej problemy do świata smoków. Może to dziwne, ale to wybitnie nie moje klimaty…

Lektura była jednak w porządku, choć nic więcej nie mogę o niej powiedzieć. Przeczytałem bez przykrości – masz świetny warsztat.

 

Pozdrawiam i czytam dalej ;)

 

Jai guru de va!

Czyli zaczęło się… :-)

Dzięki. :-)

No tak, wiele osób już narzekało, że ich problemy nastoletnich smoków nie wciągnęły. A warsztat to ja wtedy dopiero zaczynałam. Tak właściwie, wcale nie chodziło mi o młodzież, ale mniejsza o mniejszość…

Babska logika rządzi!

Możliwe, że nie chodziło ;D

Ja w każdym razie wyłapałem w tym tekście ową “młodzieżowość”, za którą nie przepadam.

Jai guru de va!

Już nawet nie pamiętam, skąd ta młodzieżowość mi się wzięła. Chyba chciałam mieć bohatera, który nie ma zbyt dużego wpływu na swoje życie, ale już odczuwa potrzebę zmian. Wypisz wymaluj – zbuntowany nastolatek. ;-)

Babska logika rządzi!

No otóż to! ;D

Jak pisałem, samo opowiadanie całkiem misię. Jedynie “to coś” mi nie podeszło ;)

Jai guru de va!

Nie Tobie jednemu. ;-/

Babska logika rządzi!

I cóż, pierwszy do biblioteki. Fajne, skrobię sobie coś podobnego w tej tej chwili, a tak naprawdę, nasuwa się pytanie, nawet po tylu latach: Ile dobrych tekstów “zmarnowaliśmy” na tym portalu? To chyba tylko AdamKB wie. :).

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Nawet Loża się zastanawiała, czy mu czasem pierza nie dać. Ale nie dała. ;-/

Tak chyba całkiem zmarnowane to teksty nie są. Nawet jeśli są całkiem przyzwoite, to zawsze można coś zrobić lepiej. Na tym portalu kontakt z Czytelnikiem jest nieziemski. A potem ludzie zaczynają kombinować i najpierw wysyłają do MC albo gdzieś indziej. Ostatnio pojawia się sporo “przedruków”. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam sobie jeszcze raz to urocze opowiadanko i zostawiam ślad. Pozdrowienia.

Dziękuję, Karolino. :-)

Miło, że urocze.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka