- Opowiadanie: Finkla - Śmierci ergatesów

Śmierci ergatesów

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Śmierci ergatesów

– To tutaj, panie przo­dow­ni­ku.

– Dzię­ku­ję, po­ste­run­ko­wy.

Zwło­ki ro­bot­ni­ka wciąż tkwi­ły w za­ło­mie skal­nym.

– I żad­nych oznak walki?

– Nic. W ogóle żad­nych śla­dów na ciele, panie przo­dow­ni­ku, co naj­wy­żej ja­kieś drob­ne otar­cia. Przy­czy­na śmier­ci nie­zna­na.

– Dziw­ne…

– Panie przo­dow­ni­ku, myśli pan, że…

– Ja nic na ten temat nie myślę, po­ste­run­ko­wy. I wam też nie radzę.

 

***

 

Guali krzą­tał się po la­bo­ra­to­rium. Wła­ści­wie nie miał po­wo­dów do na­rze­kań, mimo że pracę w tym miej­scu uwa­ża­no za dość su­ro­wą karę. Nie po­tra­fił po­ta­ki­wać swoim ogra­ni­czo­nym prze­ło­żo­nym? Więc tu wła­ści­wie żad­nych nie miał. Raz na szes­na­ście dni wy­sy­łał Ka­the­ge­to­wi ra­port z po­stę­pów w ba­da­niach, jesz­cze rza­dziej otrzy­my­wał od niego ja­kieś po­le­ce­nia lub py­ta­nia. Nie­zwy­kle kom­for­to­wa sy­tu­acja. A że wszę­dzie tu pa­no­wa­ło strasz­li­we zimno? Cóż, żadne miej­sce nie jest do­sko­na­łe. Za to jakie moż­li­wo­ści stwa­rza­ła lekka woda! Każdy helon byłby za­chwy­co­ny.

Od ja­kie­goś czasu Guali badał wła­ści­wo­ści i za­sto­so­wa­nia so­cze­wek z ze­sta­lo­nej lek­kiej wody. Mimo chło­du, bły­ska­wicz­nie top­nia­ły, ale i tak emo­cje od­kryć po­wo­do­wa­ły, że mię­śnie brzusz­ne mocno na­ci­ska­ły na pla­stron. Nawet mło­dziut­cy he­lo­ni wie­dzie­li, że dzię­ki so­czew­ce można uzy­skać po­więk­szo­ny obraz. Rzad­ko kto sły­szał jed­nak o ze­sta­wia­niu wię­cej niż jed­ne­go ka­wał­ka za­mar­z­nię­tej wody. Czego jak czego, ale lodu Gu­alie­mu nie bra­ko­wa­ło, więc eks­pe­ry­men­to­wał z róż­ny­mi kształ­ta­mi i kom­bi­na­cja­mi.

Co­dzien­nie za­kła­dał nie­wy­god­ny strój chro­nią­cy przed szko­dli­wą lekką wodą i uda­wał się do złóż lodu. Od­dzie­lał duży kawał, a potem pra­co­wi­cie rzeź­bił za­pla­no­wa­ne mo­de­le i gła­dził je stru­mie­nia­mi wody, aż uzy­skał po­żą­da­ne formy. Ostat­nio in­te­re­so­wa­ły go głów­nie prze­zro­czy­ste so­czew­ki. Po otrzy­ma­niu ze­sta­wu o od­po­wied­nich kształ­tach, mógł przez jakiś czas oglą­dać cuda.

Wszę­dzie do­oko­ła znaj­do­wa­ło się pełno drob­niut­kich stwo­rzo­nek. I przed Gu­alim nikt ich wcze­śniej nie wi­dział; nie da­wa­ły się do­strzec gołym okiem, ani nawet przez zwy­kłą so­czew­kę. Ale miały swoje wła­sne, fa­scy­nu­ją­ce życie. I nie­zmie­rzo­ne bo­gac­two form, ja­kich młody helon do­tych­czas nie miał oka­zji za­ob­ser­wo­wać, nawet w ogrom­nym i za­sob­nym Ifa­lo­po­lis.

 

***

 

– Nasz pa­trol znowu na­tknął się na zwło­ki.

– Jak to znowu?

– Nie sły­sza­łeś? Wczo­raj jedne, a dzi­siaj aż czte­ry. Sami er­ga­te­si.

– Za­rżnę­li i nie ze­żar­li? Nie­wia­ry­god­ne!

– I słusz­nie, bo wcale nie za­rżnę­li. Nie wia­do­mo, w jaki spo­sób zgi­nę­li, żad­nych oznak prze­mo­cy.

– No to pew­nie he…

– Nie wy­ga­duj bzdur! – Po­li­cjant ro­zej­rzał się czuj­nie. – To nie mógł być on. Ciała le­ża­ły w małej jamce, na końcu dłu­gie­go ko­ry­ta­rza. Nikt z wyż­szych ras by się tam nie zmie­ścił. A przy­naj­mniej żaden doj­rza­ły osob­nik. Mu­sie­li­śmy użyć eku­lo­sa, żeby wy­cią­gnąć zwło­ki. I pa­mię­taj­my, że są­sia­dom z ma­dre­po­row­ca nic się nie stało. Ale w tym samym bąblu zna­leź­li­śmy jesz­cze szcząt­ki dwóch er­ga­te­sów. Mocno na­po­czę­te.

– Otru­cie?

– A kto to może wie­dzieć? Weź i do­ga­daj się z eku­lo­sem, jaką po­zy­cję ro­bot­ni­cy przy­ję­li w chwi­li zgonu. Ten nasz by­dlak to tylko apor­to­wać po­tra­fi. Oczy­wi­ście, roz­pa­tru­je­my i taką moż­li­wość.

– Macie już ja­kichś po­dej­rza­nych?

– Jesz­cze za wcze­śnie, ale na pewno w końcu kogoś do­rwie­my.

– Cho­le­ra, szef mnie wzywa. Jak do­wiesz się cze­goś no­we­go, to daj znać. Bar­dzo mnie za­in­try­go­wa­łeś. Do zo­ba­cze­nia!

Po­li­cjan­ci się od­da­li­li. Po chwi­li od ścia­ny od­kle­ił się ma­leń­ki pa­ra­paj. De­li­kat­nie, na pozór bez ruchu, jak to mieli we zwy­cza­ju człon­ko­wie tej rasy, prze­my­kał wzdłuż fa­sa­dy. Jego skóra wciąż na­śla­do­wa­ła po­ma­rań­czo­wą, ciem­no na­kra­pia­ną po­wierzch­nię grzyb­ni­kow­ca. Gdyby się nie prze­miesz­czał, trud­no by­ło­by go do­strzec. Jak każ­de­go pa­ra­paj­skie­go szpie­ga.

 

***

 

– Sły­sza­ła pani? Po­li­cja zła­pa­ła sza­leń­ca za­bi­ja­ją­ce­go er­ga­te­sów!

– Nie­sa­mo­wi­te! A co mu za­wi­ni­li ro­bot­ni­cy?

– A kto tam zro­zu­mie po­my­lo­ne­go? Ale ponoć do wszyst­kie­go się przy­znał. Eg­ze­ku­cja w po­łu­dnie.

 

***

 

Ze­brał się spory tłum miesz­kań­ców Ifa­lo­po­lis. W końcu takie wspa­nia­łe wi­do­wi­sko nie tra­fia­ło się co­dzien­nie.

W samo po­łu­dnie zja­wił się Wiel­ki He­liks wraz z mał­żon­ką. Wszyst­kie damy na­tych­miast za­uwa­ży­ły, że po­ło­wi­ca wład­cy ma na sobie nową bi­żu­te­rię z masy per­ło­wej. Jakiś zręcz­ny asta­kos mu­siał długo pra­co­wać nad de­li­kat­ny­mi i pięk­ny­mi ażu­ra­mi.

Nie­dłu­go póź­niej na plac wcią­gnię­to ska­zań­ca. Oka­zał się nim młody he­mis­fe­ros. To tłu­ma­czy­ło, dla­cze­go na ofia­rach nie zna­le­zio­no śla­dów prze­mo­cy. A teraz ban­dy­ta miał się spo­tkać ze znacz­nie groź­niej­szy­mi pa­rzy­deł­ka­mi… Dwóch ro­słych okto­po­dów w ochron­nych ubra­niach we­pchnę­ło wi­no­waj­cę do przy­go­to­wa­nej klat­ki i za­ry­glo­wa­ło sta­ran­nie głów­ny otwór. Teraz po­zo­sta­wa­ło tylko jedno wyj­ście z ma­łe­go wię­zie­nia – wprost na Aleję Ukwia­łów.

Teo­re­tycz­nie, ska­za­niec mógł pró­bo­wać ucie­kać w górę. Dla­te­go w eg­ze­ku­cjach za­wsze uczest­ni­czył Wiel­ki He­liks, który w razie ko­niecz­no­ści ko­rzy­stał ze swo­je­go strasz­ne­go ta­len­tu i w nie­wy­tłu­ma­czal­ny spo­sób, z dużej od­le­gło­ści, za­bi­jał umy­ka­ją­ce­go osob­ni­ka. A cza­sa­mi i kilku ga­piów, u jesz­cze więk­szej ich licz­by po­wo­du­jąc krót­ki, lecz bar­dzo silny, ból. Za­po­bie­gli­wi ifa­lo­po­li­tań­czy­cy za­cho­wy­wa­li pełen sza­cun­ku dy­stans. Także po­li­cjan­ci spiesz­nie od­su­nę­li się od klat­ki.

He­mis­fe­ros tkwił bez ruchu w środ­ku za­mknię­cia. Kon­tak­ty z służ­ba­mi po­rząd­ko­wy­mi zde­cy­do­wa­nie nie wy­szły mu na dobre; prze­zro­czy­sta epi­der­ma w kilku miej­scach zo­sta­ła ro­ze­rwa­na, bra­ko­wa­ło co naj­mniej jed­ne­go płatu gę­bo­we­go. Za­bój­ca miał do wy­bo­ru pewną śmierć, za­da­ną przez He­lik­sa, albo bar­dzo małą szan­sę, że prze­do­sta­nie się żywy przez Aleję. W me­tro­po­lii po­wszech­nie wie­rzo­no, że jeśli za­padł nie­spra­wie­dli­wy wyrok, to ukwia­ły nie skrzyw­dzą ska­zań­ca. Ci spo­śród miesz­kań­ców mia­sta, któ­rym zda­rzył się kon­flikt z su­ro­wym pra­wem, nie­mal za­wsze wy­bie­ra­li ry­zy­ko kon­tak­tu z pa­rzy­deł­ka­mi.

Wi­no­waj­ca cze­kał na od­po­wied­ni mo­ment, a tłum fa­lo­wał nie­cier­pli­wie. Wresz­cie ska­za­niec wy­pry­snął z klat­ki. Sto­so­wa­no różne stra­te­gie – nie­któ­rzy pły­nę­li środ­kiem Alei, inni wo­le­li prze­mknąć się bo­kiem, za­zwy­czaj nisko, tuż przy po­de­szwach ukwia­łów. Tak też po­stą­pił he­mis­fe­ros. Udało mu się do­trzeć do czwar­te­go zwie­rzę­cia po pra­wej.

Wi­do­wi­sko się skoń­czy­ło. Obyło się bez in­ter­wen­cji Wiel­kie­go He­lik­sa. Po­li­cjan­ci za­bul­go­ta­li z ulgą. Gdyby wład­ca zo­stał zmu­szo­ny do pod­pły­nię­cia w po­bli­że za­bój­cy, mógł­by przy­pad­kiem wy­czy­tać zbyt wiele z jego myśli.

 

***

 

Spo­tka­nia Rady me­tro­po­lii od­by­wa­ły się w Grzyb­ni­kow­cu He­lik­sów – naj­star­szej i naj­oka­zal­szej bu­dow­li w mie­ście. Ze szczy­tu roz­ta­czał się wspa­nia­ły widok na całe, ską­pa­ne w błę­kit­nym świe­tle, Ifa­lo­po­lis. Do­stoj­ne (acz znacz­nie mniej­sze od sie­dzi­by wład­cy) grzyb­ni­kow­ce pysz­ni­ły się roz­ma­ity­mi ko­lo­ra­mi. Na gra­ni­cy cen­trum, od stro­ny za­chod­niej, bez­ro­zum­ne ko­ra­low­ce wzno­si­ły pod nad­zo­rem okto­po­dów ko­lej­ne gma­szy­sko. Miej­sca mię­dzy bu­dyn­ka­mi wy­peł­nia­ły parki li­liow­ców i wo­do­ro­stów wa­pien­nych ozdo­bio­ne za­chwy­ca­ją­cy­mi rzeź­ba­mi z gor­go­nii i mó­zgow­ców. Wśród ko­ra­li uwi­ja­ły się mi­lio­ny drob­nych stwo­rzo­nek, nie peł­nią­cych żad­nej istot­nej funk­cji w mie­ście, lecz cie­szą­cych oczy bo­ga­ty­mi bar­wa­mi. W od­da­li, na obrze­żach można było do­strzec po­tęż­ne ma­dre­po­row­ce, w któ­rych gnieź­dzi­li się er­ga­te­si i inne pół­in­te­li­gent­ne ga­tun­ki. Na pół­no­cy zło­wro­gą pur­pu­rą po­ły­ski­wa­ła Aleja Ukwia­łów.

Po kolei przy­by­wa­li do kom­na­ty przed­sta­wi­cie­le po­szcze­gól­nych ras wyż­szych.

Pierw­szy po­ja­wił się okto­pod Di­na­tos, szef po­li­cji. Zajął swoje ulu­bio­ne miej­sce – w kącie, aby nie tra­cić z oczu żad­ne­go wej­ścia. Uło­żył ra­mio­na w spo­sób umoż­li­wia­ją­cy bły­ska­wicz­ne wy­star­to­wa­nie w do­wol­nym kie­run­ku i cze­kał.

Wkrót­ce uj­rzał przy­bli­ża­ją­ce­go się Ka­ta­sko­pa. Oka­zje do­kład­ne­go obej­rze­nia pa­ra­pa­ja nie tra­fia­ły się zbyt czę­sto. Przy­bysz re­spek­to­wał stary de­kret jed­ne­go z po­przed­nich Wiel­kich He­lik­sów. Prawo gło­si­ło, że przy­bie­ra­nie barw oto­cze­nia w obec­no­ści wład­cy ka­ra­ne bę­dzie śmier­cią. I w prze­szło­ści nie­jed­no­krot­nie by­wa­ło bez­względ­nie eg­ze­kwo­wa­ne. Wszy­scy wie­dzie­li, że he­lik­so­wie słabo widzą, a każdy de­spo­ta musi ce­cho­wać się po­dejrz­li­wo­ścią, jeśli za­mie­rza pa­no­wać dłu­żej niż dwa dni. Ale nie na­le­ża­ło o tym my­śleć. Pod­czas po­sie­dzeń Rady pa­ra­paj sta­rał się pre­zen­to­wać ja­skra­we ko­lo­ry nie­wy­stę­pu­ją­ce w sali i nie­na­tu­ral­ne wzory. Dzi­siaj żółtą skórę po­kry­wa­ły trzy sze­re­gi czar­nych kwa­dra­tów, a płe­twy lśni­ły ja­snym błę­ki­tem. Nikt nie wie­dział, jaką do­kład­nie funk­cję pełni ta­jem­ni­czy Ka­ta­skop (ani nawet, czy na spo­tka­niach za­wsze zja­wia się ten sam osob­nik), ale po­zo­sta­li człon­ko­wie Rady za­kła­da­li, że, po­dob­nie jak ol­brzy­mia więk­szość jego po­bra­tym­ców, zaj­mu­je się szpie­go­wa­niem.

Na­stęp­ny przy­był Ka­the­get, naj­star­szy z miej­sco­wych he­lo­nów. Jego sko­ru­pa uro­sła do ta­kich roz­mia­rów, że nie mie­ścił się w nie­któ­rych otwo­rach pro­wa­dzą­cych do kom­na­ty. Nie wy­da­wa­ło mu się to w ni­czym prze­szka­dzać. Spra­wiał wra­że­nie osob­ni­ka sta­ran­nie pla­nu­ją­ce­go każdy ruch.

Rwa­ny­mi sko­ka­mi do sali ze­brań wpły­nął re­pre­zen­tant he­mis­fe­ro­sów, naj­bo­gat­szy miesz­ka­niec Ifa­lo­po­lis, kon­tro­lu­ją­cy nie­mal jedną trze­cią miej­skie­go prze­my­słu. Prze­zro­czy­ste ciało Em­po­ra­sa emi­to­wa­ło de­li­kat­ne, fio­le­to­we świa­tło. Wła­ści­wie, nie wia­do­mo, czy zakaz mi­mi­kry do­ty­czą­cy pa­ra­pa­jów, obej­mo­wał rów­nież inne rasy, ale jakoś nikt nie kwa­pił się, aby spraw­dzać to na sobie.

Ostat­ni wkro­czył asta­tos Ja­tri­kos, w po­śpie­chu szczę­ka­jąc szczyp­ca­mi i ner­wo­wo ma­cha­jąc licz­ny­mi od­nó­ża­mi. Jak wielu człon­ków swo­jej rasy, był cy­ru­li­kiem. Zróż­ni­co­wa­ne szczyp­ce oraz trzy pierw­sze pary wy­spe­cja­li­zo­wa­nych od­nó­ży wy­da­wa­ły się stwo­rzo­ne do pie­lę­gna­cji in­nych ro­zum­nych stwo­rzeń. Kto wie, może nie­po­kój Ja­tri­ko­sa wy­ni­kał nie tylko z obawy przed spóź­nie­niem, ale rów­nież z plo­tek krą­żą­cych po mie­ście.

Bra­ko­wa­ło tylko tu­na­tów. Z oczy­wi­stych wzglę­dów – ci wspa­nia­li wo­jow­ni­cy mu­sie­li bez prze­rwy pły­wać, aby się nie udu­sić. Nie­ustan­nie pa­tro­lo­wa­li obrze­ża Ifa­lo­po­lis, ale nie­mal nigdy nie za­pusz­cza­li się do gęsto za­bu­do­wa­ne­go cen­trum. W kom­na­cie ze­brań, czy ja­kiej­kol­wiek innej, cze­ka­ła ich śmierć.

Kiedy już wszy­scy za­ję­li miej­sca, po­ru­szy­ła się ster­ta wo­do­ro­stów le­żą­cych na pod­ło­dze sali. Z alg wy­su­nął się czar­ny, z po­ma­rań­czo­wym pod­gar­dlem, łeb Wiel­kie­go He­lik­sa. Obec­ni mi­mo­wol­nie za­czę­li się za­sta­na­wiać, od jak dawna wład­ca tkwił w kom­na­cie. Od sa­me­go po­cząt­ku, czy do­pie­ro przed chwi­lą prze­ci­snął się przez jakąś szcze­lin­kę? Wia­do­mo, że to nie­zbyt bez­piecz­ny temat do roz­my­ślań, ale cza­sa­mi nie można się po­wstrzy­mać. Mimo wielu po­ko­leń se­lek­cji.

– Witam wszyst­kich na ze­bra­niu Rady – usły­sze­li w gło­wach obec­ni. A przy­naj­mniej ci, któ­rzy głowy po­sia­da­li. Nikt nie wni­kał, gdzie he­mis­fe­ros sły­szał głos he­lik­sa. – Wie­rzę, że pan Ka­ta­skop ma bar­dzo istot­ne in­for­ma­cje. Słu­cha­my.

– Przed­wczo­raj­sza eg­ze­ku­cja nie roz­wią­za­ła pro­ble­mu. W mie­ście po­ja­wia się coraz wię­cej ciał mar­twych er­ga­te­sów.

– Czy chce pan po­wie­dzieć, że czło­nek mojej rasy zo­stał nie­słusz­nie oskar­żo­ny i stra­co­ny?! – za­bul­go­tał gniew­nie Em­po­ras. – Do­ma­gam się spra­wie­dli­wo­ści.

– Wdro­żę śledz­two. – Okto­pod z iry­ta­cją za­ma­chał dwie­ma mac­ka­mi. – Obie­cu­ję panu ko­le­dze, że winni zo­sta­ną uka­ra­ni.

– Oba­wiam się, że mamy tu znacz­nie po­waż­niej­szy pro­blem niż krzyw­dzą­cy wyrok – prze­rwał ro­dzą­cą się kłót­nię helon. – Ile zwłok zna­le­zio­no?

– Osiem wczo­raj i trzy­na­ście dzi­siaj. Ale mo­że­my jesz­cze nie wie­dzieć o wszyst­kich. A trud­no orzec, ile zje­dli ci bez­ro­zum­ni ka­ni­ba­le.

– To mi wy­glą­da na po­czą­tek za­ra­zy.

Ja­tri­kos twier­dzą­co za­ma­chał czuł­ka­mi, po­pie­ra­jąc Ka­the­ge­ta.

– Cho­ro­ba? Czy ata­ku­je inne rasy? – za­in­te­re­so­wał się he­mis­fe­ros.

– Nic mi o tym nie wia­do­mo.

– No to jesz­cze nie jest tak źle – oświad­czył z ulgą Em­po­ras. – Kogo ob­cho­dzi kil­ka­na­ście czy kil­ka­dzie­siąt er­ga­te­sów?

– Stra­ty kil­ku­dzie­się­ciu, czy nawet kil­ku­set, mia­sto pew­nie nie od­czu­je. Ale śmierć zna­czą­cej czę­ści po­pu­la­cji by­ła­by ka­ta­stro­fal­na – za­opo­no­wał helon.

– Sen­ty­men­ty przez pana prze­ma­wia­ją! Być może mu­sie­li­by­śmy zre­zy­gno­wać z nie­któ­rych luk­su­sów, ale nie prze­sa­dzaj­my. Cóż ta­kie­go waż­ne­go er­ga­te­sow­skie dar­mo­zja­dy wno­szą do na­szej spo­łecz­no­ści?

– Cóż wno­szą? Na­pę­dza­ją Wiel­ki Kie­rat.

– I co z tego? Naj­wy­żej na dwie okta­dy wstrzy­ma­my pro­duk­cję pań­skie­go ko­cha­ne­go pa­pie­ru al­go­we­go i prze­sta­nie­my do­grze­wać parki – drwił prze­my­sło­wiec. – Er­ga­te­si mnożą się w sza­leń­czym tem­pie i po kilku dniach ich li­czeb­ność wróci do normy. Poza tym, za­wsze jesz­cze mamy do dys­po­zy­cji ener­gię z Prądu Po­łu­dnio­we­go.

– Mój sza­now­ny przed­mów­ca ra­czył za­po­mnieć, że ener­gię wy­ko­rzy­stu­je­my nie tylko do po­mna­ża­nia jego ma­jąt­ku. Jeśli Wiel­ki Kie­rat się za­trzy­ma, usta­nie do­tle­nia­nie wód Ifa­lo­po­lis. Wów­czas bę­dzie­my zmu­sze­ni do opusz­cze­nia me­tro­po­lii, praw­do­po­dob­nie na za­wsze. W prze­ciw­nym wy­pad­ku, po­du­si­my się w ciągu dwóch dób. A Prąd Po­łu­dnio­wy po­kry­wa około jed­nej ósmej na­szych po­trzeb. Po­nad­to, nie mamy po­ję­cia, jak szyb­ko roz­mna­ża­ją się cho­rzy er­ga­te­si. Roz­sąd­niej by­ło­by za­ło­żyć, że od­bu­do­wa­nie po­pu­la­cji po­trwa dłu­żej niż pan su­po­nu­je.

– To rze­czy­wi­ście bar­dzo po­waż­na kwe­stia – prze­mó­wił wład­ca. – Do ja­kie­go spad­ku li­czeb­no­ści mu­sia­ło­by dojść, żeby za­bra­kło er­ga­te­sów do ob­słu­gi kie­ra­tu?

Helon za­sta­na­wiał się przez chwi­lę.

– Sza­cu­ję, że w przy­bli­że­niu dzie­więć szes­na­stych nor­mal­nej po­pu­la­cji to ab­so­lut­ne mi­ni­mum.

– A gdy­by­śmy zre­zy­gno­wa­li z oso­bi­stych słu­żą­cych i skie­ro­wa­li ich do pracy na rzecz me­tro­po­lii? – do­py­ty­wał się wy­raź­nie stro­pio­ny he­mis­fe­ros.

– Gdy­by­śmy tego NIE zro­bi­li, kło­po­ty za­czną się już przy je­de­na­stu szes­na­stych.

– Pa­no­wie, radź­my, w jaki spo­sób mo­że­my za­po­biec ta­kie­mu dra­ma­to­wi – po­pro­sił Di­ma­tos.

– Przede wszyst­kim na­le­ży po­znać na­tu­rę cho­ro­by; skąd się bie­rze, jak długo trwa, jak czę­sto koń­czy się śmier­cią, które osob­ni­ki są naj­bar­dziej na­ra­żo­ne. W tym celu cy­ru­li­cy po­win­ni zająć się zwło­ka­mi oraz ze­brać jak naj­wię­cej in­for­ma­cji od jesz­cze ży­wych er­ga­te­sów.

– Mie­li­by­śmy robić sek­cje, badać, a może nawet le­czyć bez­mó­zgich er­ga­te­sów? – Ja­tri­kos za­kle­ko­tał szczyp­ca­mi z obu­rze­nia.

– Tak, wła­śnie to mia­łem na myśli.

– Cy­ru­li­cy zajmą się tym pro­ble­mem bez­zwłocz­nie – roz­wiał wąt­pli­wo­ści Wiel­ki He­liks. – Coś jesz­cze?

– Do na­stęp­ne­go ze­bra­nia Rady przy­go­tu­ję plan ochro­ny po­pu­la­cji er­ga­te­sów – obie­cał Ka­the­get.

– Po­win­ni­śmy po­in­for­mo­wać o wszyst­kim er­ga­te­sów, za­bro­nić im ka­ni­ba­li­zmu, na­ka­zać ostroż­ność… – za­pro­po­no­wał asta­tos, cha­otycz­nie trzę­sąc czuł­ka­mi z agi­ta­cji.

– Tego zro­bić nie mo­że­my – sta­now­czo za­pro­te­sto­wał okto­pod. – Ro­bot­ni­cy mają wy­star­cza­ją­co dużo ro­zu­mu, żeby się prze­ra­zić, a pa­ni­ka ogo­ło­ci mia­sto jesz­cze szyb­ciej niż cho­ro­ba.

– Być może da­ło­by się za­po­biec i pa­ni­ce, i bez­tro­sce, gdyby tylko wła­ści­we wska­zów­ki do­tar­ły do er­ga­te­sów. – Helon po­pa­trzył zna­czą­co na szpie­ga.

– Panie Ka­the­ge­cie, pa­ra­pa­je zbie­ra­ją plot­ki, a nie je roz­sie­wa­ją!

– Wobec tego przejdź­my do na­stęp­nej kwe­stii… – na­ka­zał wład­ca.

 

***

 

Cią­gle znaj­do­wa­no nowe ciała ro­bot­ni­ków. Coraz wię­cej ciał.

Wszy­scy he­lo­ni, któ­rzy choć tro­chę in­te­re­so­wa­li się ży­ciem, pró­bo­wa­li po­znać ta­jem­ni­ce roz­prze­strze­nia­nia się do­le­gli­wo­ści. Grzyb­ni­ko­wiec, w któ­rym prze­cho­wy­wa­no dzie­ła zmar­łych ge­niu­szy, aż wi­bro­wał od gwał­tow­nych na­uko­wych spo­rów. Dro­bia­zgo­wo ana­li­zo­wa­no wszel­kie stare teo­rie na temat epi­de­mii; od magii z jej prze­kleń­stwa­mi, przez za­bu­rze­nia rów­no­wa­gi or­ga­ni­zmu wy­ni­ka­ją­ce z nie­wła­ści­wej diety, do mi­tycz­ne­go eteru prze­no­szą­ce­go czyn­nik cho­ro­bo­twór­czy od jed­ne­go osob­ni­ka do dru­gie­go. Ka­the­get nie na­le­żał do wy­jąt­ków; rów­nież zgłę­biał ar­cha­icz­ne trak­ta­ty, brał udział w dys­ku­sjach, roz­wa­żał po­my­sły. Do­dat­ko­wo, pró­bo­wał opra­co­wać spo­so­by na przy­ha­mo­wa­nie spad­ku po­pu­la­cji er­ga­te­sów. Albo czę­ścio­we­go za­stą­pie­nia umie­ra­ją­cych ro­bot­ni­ków jakąś inną rasą. Nie miał czasu na za­po­zna­nie się z ra­por­tem z Zim­ne­go La­bo­ra­to­rium.

Kiedy wresz­cie ujął w czte­ro­pal­cza­ste płe­twy zwój pa­pie­ru od mło­de­go Gu­alie­go, nie po­sia­dał się ze zdu­mie­nia. Te od­kry­cia do­sko­na­le do­pa­so­wy­wa­ły się do nie­któ­rych teo­rii! Po­zo­sta­wa­ło je­dy­nie prze­te­sto­wa­nie kilku hi­po­tez. Zdo­był kilka ciał er­ga­te­sów i po­słał na pół­noc naj­szyb­szym do­stęp­nym agel­lo­idem.

Nie­cier­pli­wie cze­kał na od­po­wiedź. Kiedy na­de­szła, zwo­łał nad­zwy­czaj­ne ze­bra­nie Rady.

 

***

 

– Ka­the­ge­cie, dla­cze­go zwo­ła­łeś Radę?

Ni­czy­jej uwagi nie umknę­ła po­gar­dli­wa forma wy­po­wie­dzi. Naj­star­szy helon po­padł w nie­ła­skę Wiel­kie­go He­lik­sa, który, de­li­kat­nie rzecz uj­mu­jąc, nie prze­pa­dał za naj­drob­niej­szy­mi nawet za­ku­sa­mi na jego upraw­nie­nia.

– Do­szły do mnie wie­ści o nie­zmier­nie waż­nym od­kry­ciu, ja­kie­go do­ko­nał jeden z moich pod­wład­nych. Od­kry­cie to po­zo­sta­je w ści­słym związ­ku z dra­ma­tycz­ną sy­tu­acją w mie­ście.

– Słu­cha­my.

– Za­pew­ne sły­sze­li pa­no­wie o so­czew­kach z ze­sta­lo­nej lek­kiej wody. Można dzię­ki nim uzy­skać po­więk­szo­ny obraz. Otóż, jesz­cze cie­kaw­sze re­zul­ta­ty daje ze­sta­wie­nie dwóch lub wię­cej so­cze­wek. Wów­czas widok zo­sta­je przy­bli­żo­ny nie­ja­ko dwu­krot­nie. – Ka­the­get sta­rał się do­bie­rać słowa jesz­cze roz­waż­niej niż zwy­kle. Miał do czy­nie­nia z dy­le­tan­ta­mi, ale prze­ko­na­nie ich do nowej wizji było nie­zmier­nie ważne. – A to po­zwa­la nam zo­ba­czyć rze­czy tak małe, że wcze­śniej nie dało się ich do­strzec. Mój pra­cow­nik za­ob­ser­wo­wał, że nawet w naj­czyst­szej wo­dzie uno­szą się ma­leń­kie stwo­rzon­ka. Przy­nio­słem kilka spo­rzą­dzo­nych przez niego szki­ców. Za­pra­szam do za­po­zna­nia się z nimi.

Helon wy­do­był spod pla­stro­nu kilka po­kry­tych ry­sun­ka­mi ar­ku­szy al­go­we­go pa­pie­ru i prze­ka­zał je okto­po­do­wi.

– Cie­ka­we wzory. Nie­źle wy­glą­da­ły­by takie rzeź­by – za­bul­go­tał pa­ra­paj.

– A co to ma wspól­ne­go z za­ra­zą wśród er­ga­te­sów? – za­py­tał scep­tycz­ny he­mis­fe­ros.

– Otóż ist­nie­ją pra­sta­re teo­rie, że cho­ro­ba może w jakiś spo­sób prze­no­sić się przez wodę po­mię­dzy osob­ni­kiem za­ra­żo­nym i zdro­wym. Jeśli to praw­da, to być może za­ra­zę wy­wo­łu­ją ma­lut­kie ży­jąt­ka za­ob­ser­wo­wa­ne przez mo­je­go pod­wład­ne­go.

– Jeśli! Być może! Ścią­gał nas pan tutaj z po­wo­du nie­po­twier­dzo­nych wy­my­słów ja­kie­goś mło­dzia­ka?

– Nie­zu­peł­nie. Po­pro­si­łem panów o spo­tka­nie z po­wo­du nie­za­leż­ne­go od­kry­cia, które może mieć ogrom­ne zna­cze­nie dla po­wstrzy­ma­nia za­ra­zy w Ifa­lo­po­lis. Je­że­li hi­po­te­za okaże się słusz­na, to środ­ki za­rad­cze same się na­rzu­ca­ją. Ko­niecz­nie trze­ba izo­lo­wać cho­rych er­ga­te­sów od zdro­wych. Panie Ja­tri­ko­sie, czy po­zna­li­ście ob­ja­wy cho­ro­by?

Cy­ru­lik ner­wo­wo za­ma­chał czuł­ka­mi.

– W ogóle nie znamy fi­zjo­lo­gii ro­bot­ni­ków. Do­tych­czas nie wi­dzie­li­śmy po­wo­du, aby ją badać. Trud­no po­ro­zu­mieć się z tymi im­be­cy­la­mi. Ale wia­do­mo, że skar­żą się na bóle mię­śni…

– To już jakaś in­for­ma­cja. Na­le­ży więc nie po­zwo­lić obo­la­łym er­ga­te­som na kon­takt z po­zo­sta­ły­mi.

– Chyba pan żar­tu­je! – obu­rzył się pa­ra­paj. – Prze­cież wtedy każdy z tych cwa­niacz­ków powie, że coś go boli i nikt nie bę­dzie pra­co­wał.

– No to po zna­le­zie­niu zwłok w ma­dre­po­row­cu, mu­si­my za­mknąć bu­dy­nek i nie wy­pusz­czać miesz­ka­ją­cych w nim er­ga­te­sów.

– Wy­klu­czo­ne! – za­pro­te­sto­wał Di­ma­tos. – Nie mo­że­my sobie po­zwo­lić na utra­tę ko­lej­nych pra­cow­ni­ków. Oni cią­gle umie­ra­ją i nie­do­bór siły ro­bo­czej za­czy­na być od­czu­wal­ny.

Więk­szość ze­bra­nych po­par­ła okto­po­da.

– W takim razie po­win­ni­śmy na­tych­miast po­zby­wać się zwłok i w żad­nym wy­pad­ku nie po­zwa­lać er­ga­te­som na ich do­ty­ka­nie.

– Kto wobec tego miał­by wy­rzu­cać ciała? Może ja albo pan? – do­py­ty­wał się prze­my­sło­wiec. – To nie­do­rzecz­ne!

– Ja­kie­kol­wiek inne niż­sze rasy. Mu­si­my po­wstrzy­mać roz­prze­strze­nia­nie cho­ro­by – wy­ja­śniał helon.

– A czy w ogóle pró­bo­wał pan po­twier­dzić swoje hi­po­te­zy? – za­in­te­re­so­wał się Ja­tri­kos.

Ka­the­get za­ci­snął dziób z iry­ta­cją, ale kła­ma­nie w obec­no­ści Wiel­kie­go He­lik­sa mi­ja­ło się z celem.

– Je­że­li moje za­ło­że­nia i wnio­ski są praw­dzi­we, mamy kilka pro­stych spo­so­bów na po­wstrzy­ma­nie epi­de­mii. Je­że­li okażą się fał­szy­we, nie stra­ci­my wiele, wpro­wa­dza­jąc pro­po­no­wa­ne kroki. Co do we­ry­fi­ka­cji hi­po­tez; wy­sła­łem kilka pró­bek tkan­ki po­bra­nej z ciał er­ga­te­sów do la­bo­ra­to­rium. Guali, mój pra­cow­nik, pod­dał je wni­kli­wym ba­da­niom. Wy­ni­ki nie są jed­no­znacz­ne. Mój pod­wład­ny za­ob­ser­wo­wał obiek­ty, któ­rych nie wi­dział ni­g­dzie in­dziej, ale nie mamy pew­no­ści, że to one wy­wo­ła­ły cho­ro­bę. Nie wy­ka­zu­ją żad­nej ak­tyw­no­ści, praw­do­po­dob­nie za­bi­ła je niska tem­pe­ra­tu­ra. Ale do­pusz­cza­my rów­nież inne wy­ja­śnie­nia. Aby to spraw­dzić, chciał­bym pro­sić pana Di­ma­to­sa o do­star­cze­nie ciał er­ga­te­sów zmar­łych z in­nych przy­czyn, do prze­pro­wa­dze­nia ana­li­zy po­rów­naw­czej.

Po­li­cjant zer­k­nął nie­pew­nie na wład­cę.

– To dobry po­mysł – he­liks od­po­wie­dział na nie­za­da­ne py­ta­nie. – Do czasu za­koń­cze­nia badań i prze­te­stow­nia hi­po­tez nie widzę sensu wdra­ża­nia dzia­łań za­pro­po­no­wa­nych przez Ka­the­ge­ta. Wy­ko­rzy­stuj­my znane i spraw­dzo­ne środ­ki. – Spoj­rzał zna­czą­co na cy­ru­li­ka. – Je­że­li w Ifa­lo­po­lis doj­dzie do ka­ta­stro­fy, oso­bi­ście do­pil­nu­ję, żeby asta­to­si cier­pie­li bar­dziej niż inne rasy. – Zwró­cił się po­now­nie do he­lo­na. – Miał pan przy­go­to­wać plany ogra­ni­cze­nia spad­ku po­pu­la­cji er­ga­te­sów.

– Uwa­żam, że na­le­ży po­pro­sić tu­na­ty, żeby po­si­la­li się głów­nie in­ny­mi niż­szy­mi ra­sa­mi. Mo­że­my rów­nież zwięk­szyć racje wo­do­ro­stów i śli­ma­ków wy­da­wa­ne er­ga­te­som, aby przy­naj­mniej nie umie­ra­li z głodu. Za­pew­ne do­brze od­ży­wio­ne or­ga­ni­zmy wy­ka­żą się więk­szą od­por­no­ścią na za­ra­zę. Te dzia­ła­nia po­win­ny w znacz­nym stop­niu przy­ha­mo­wać spa­dek, ale nie za­trzy­ma­ją go cał­ko­wi­cie. Po­mo­gło­by, gdy­by­śmy zlo­ka­li­zo­wa­li dużą ła­wi­cę dzi­kich er­ga­te­sów i za­gna­li je do mia­sta. Po­nad­to, wraz z in­ny­mi he­lo­na­mi in­ten­syw­nie po­szu­ku­je­my in­nych roz­wią­zań naj­bar­dziej pa­lą­cych pro­ble­mów. Jedna grupa zaj­mu­je się kon­struk­cją na­tle­nia­czy pra­cu­ją­cych w opar­ciu o al­ter­na­tyw­ne źró­dła ener­gii, ale to do­pie­ro faza pro­jek­to­wa­nia, pro­to­typ jesz­cze długo nie bę­dzie go­to­wy. Inny ze­spół pró­bu­je zna­leźć rasy, które mo­gły­by za­stą­pić na­szych do­tych­cza­so­wych pra­cow­ni­ków, lecz to nie­ła­twe za­da­nie. Wszyst­kie urzą­dze­nia, a w szcze­gól­no­ści Wiel­ki Kie­rat, zbu­do­wa­no z myślą o wła­śnie tym ga­tun­ku i przy ja­kim­kol­wiek innym na­pę­dzie, dużo tra­ci­my na wy­daj­no­ści.

– Wła­śnie! – He­mis­fe­ros aż pod­sko­czył z emo­cji. – A nie mo­że­my wy­ko­rzy­stać tu­na­tów do na­pę­dza­nia? Prze­cież i tak muszą pły­wać bez prze­rwy.

– Nie. – Helon wy­da­wał się nie żywić naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści. – Kie­rat jest za mały, aby tu­na­ci mogli po­ru­szać się z ko­niecz­ną dla ich or­ga­ni­zmów pręd­ko­ścią bez znisz­cze­nia urzą­dze­nia. Do tego do­cho­dzi pro­blem z upo­lo­wa­niem do­sta­tecz­nej ilo­ści po­ży­wie­nia w cen­trum me­tro­po­lii.

– Do­brze – pod­su­mo­wał Wiel­ki He­liks. – Pan Di­ma­tos prze­ka­że tu­na­tom proś­bę o nie­zja­da­nie er­ga­te­sów i po­szu­ki­wa­nie dzi­kich ławic, pań­scy pod­wład­ni też po­win­ni zwró­cić na to uwagę, pan Em­po­ras zor­ga­ni­zu­je zwięk­szo­ne por­cje. Niech he­lo­ni kon­ty­nu­ują ba­da­nia. Pana Ka­the­ge­ta pro­szę o prze­te­sto­wa­nie hi­po­tez i przed­sta­wie­nie wy­ni­ków na naj­bliż­szej Ra­dzie. I radzę nie zwo­ły­wać jej bez waż­kich po­wo­dów. – Prze­stra­szo­ny ba­dacz w nie­kon­tro­lo­wa­nym od­ru­chu scho­wał nie­mal całe płe­twy do sko­ru­py. – To wszyst­ko na dzi­siaj.

 

***

 

Ko­mu­ni­ka­cja mię­dzy Ifa­lo­po­lis a Zim­nym La­bo­ra­to­rium nigdy dotąd nie prze­bie­ga­ła tak in­ten­syw­nie. Agel­lo­idy po­ko­ny­wa­ły tę długą trasę nie­mal co­dzien­nie. Ka­the­get zbie­rał coraz cie­kaw­sze in­for­ma­cje.

Guali po­rów­nał mar­twe tkan­ki zdro­wych i cho­rych er­ga­te­sów. Tylko za­ra­żo­ne za­wie­ra­ły za­ob­ser­wo­wa­ne przez niego wcze­śniej dziw­ne obiek­ty. Można więc było nie­mal przy­jąć, że to one po­wo­du­ją cho­ro­bę. Ale może tylko z niej wy­ni­ka­ły?

Przy­da­ło­by się prze­pro­wa­dze­nie no­wych do­świad­czeń. Na przy­kład prze­ba­da­nie tka­nek po­bra­nych od jesz­cze ży­wych er­ga­te­sów. Och, to nie mu­sia­ło­by być nic dra­stycz­ne­go. We­dług Gu­alie­go wy­star­czy­ła­by odro­bi­na śluzu, naj­le­piej od kilku róż­nych osob­ni­ków.

Wspa­nia­le by­ło­by móc utrzy­my­wać przy życiu i na bie­żą­co ob­ser­wo­wać owe za­pew­ne cho­ro­bo­twór­cze obiek­ty poza or­ga­ni­zmem no­si­cie­la. Ale nie­ste­ty – niska tem­pe­ra­tu­ra wy­da­wa­ła się za­bi­jać ta­jem­ni­cze ży­jąt­ka, a w wy­so­kiej nie wy­trzy­my­wa­ły so­czew­ki. He­lo­ni mu­sie­li ogra­ni­czyć się do od­ży­wia­nia w me­tro­po­li­tal­nych la­bo­ra­to­riach lo­so­wo po­bra­nych pró­bek, a po kilku dniach – wy­sy­ła­nia ich Gu­alie­mu do zba­da­nia. Ko­niecz­ność trans­por­to­wa­nia ma­te­ria­łów i wy­ni­ków ob­ser­wa­cji na dłu­gim dy­stan­sie, strasz­li­wie spo­wal­nia­ła prace. Czę­sto oka­zy­wa­ło się, że w prze­ka­za­nej ho­dow­li w ogóle nie było po­szu­ki­wa­nych stwo­rzo­nek. Czy ozna­cza­ło to, że po­bra­no ją od zdro­we­go er­ga­te­sa? Czy może coś w grzyb­ni­kow­cu he­lo­nów znisz­czy­ło ma­lut­kie czyn­ni­ki cho­ro­bo­twór­cze, zanim zdo­ła­ły się roz­mno­żyć?

Tyle pytań, a każdy dzień przy­no­sił nowe. Czy każdy er­ga­tes, który miał stycz­ność z za­ra­żo­ny­mi po­bra­tym­ca­mi, za­czy­nał cho­ro­wać? Szyb­kość sze­rze­nia się za­ra­zy na to nie wska­zy­wa­ła. Od czego więc za­le­ża­ła od­por­ność? Czy można ją jakoś sztucz­nie zwięk­szyć? Czy cho­ro­ba może za­ata­ko­wać także inne ga­tun­ki? A jeśli nie ta, to może na­stęp­na? Gdyby za­czę­ły umie­rać wyż­sze rasy, od­po­wie­dzi na te py­ta­nia by­ły­by cen­niej­sze od ca­łe­go grzyb­ni­kow­ca pereł.

Za­pew­ne po­mo­gło­by prze­nie­sie­nie mia­sta w jakiś chłod­niej­szy rejon, ale ta kon­cep­cja zo­sta­ła bły­ska­wicz­nie od­rzu­co­na – ko­ra­low­ce nie mogły żyć w zim­nej wo­dzie. Czy wy­sy­ła­nie er­ga­te­sów na obo­wiąz­ko­wy wy­po­czy­nek gdzieś na pół­no­cy ogra­ni­czy­ło­by za­cho­ro­wal­ność? Czy też po po­wro­cie na­tych­miast za­ra­ża­li­by się od nowa? Czy wobec tego po­mo­gło­by prze­gna­nie wszyst­kich ro­bot­ni­ków jed­no­cze­śnie (ewen­tu­al­nie po­dzie­lo­nych na trzy-czte­ry grupy, żeby nie za­trzy­my­wać Wiel­kie­go Kie­ra­tu) przez jakiś lo­do­wa­ty prąd? Te kwe­stie mu­sia­ły po­cze­kać na opa­no­wa­nie obec­ne­go kry­zy­su.

Z gąsz­czu za­da­wa­nych pytań i spraw­dza­nych hi­po­tez po­wo­li za­czy­na­ły wy­ła­niać się od­po­wie­dzi. Ka­the­get miał już nie­złe po­my­sły na ogra­ni­cze­nie epi­de­mii, ale sam nie mógł ich wpro­wa­dzić w życie. A bał się zwo­łać Radę. Wie­rzył, że wów­czas Wiel­ki He­liks za­bił­by go jesz­cze przed wy­słu­cha­niem. Naj­praw­do­po­dob­niej wszy­scy obec­ni zgi­nę­li­by przy oka­zji. Kto wów­czas mógł­by zająć się roz­wią­za­niem pro­ble­mu? Naj­star­szy helon za­ła­my­wał płe­twy i ukła­dał szcze­gó­ło­we plany w ocze­ki­wa­niu na wła­ści­wy ter­min.

Tym­cza­sem er­ga­te­si umie­ra­li.

Koniec

Komentarze

Jestem bardzo ciekawa, czy Jurorzy zaliczą mi taki steampunk bez steamu. Dożyjemy, zobaczymy. Co tam, i tak wymyślało się ciekawie. ;-)

Babska logika rządzi!

Było wkomponować w miasto kilka spektakularnych, podwodnych gejzerów i byłoby pary pod dostatkiem. ;)

Chociaż poczułem się lekko zagubiony w natłoku informacji o rasach i postaciach, czytało mi się przyjemnie. Jest malowniczo, jest klima. To trochę new weird (gdybym był w jury, jak najbardziej zakwalifikowałbym to opowiadanie do konkursu), trochę thriller medyczny (tajemnicza epidemia!) a trochę Spongebob Kanciastoporty (żart). Fabuła rozwija się interesująco, tylko jakby urywa się w połowie :/

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

O tym nie pomyślałam. Oj, braki w geologii ze mnie wychodzą. ;-)

Babska logika rządzi!

Para nie para, Ifalopolis ma w sobie coś z Nowego Crobuzon. Katheget zaś jest naukowcem, zupełnie jak Isaac der Grimnebulin w "Dworcu Perdido". A przecież to między innymi "Dworzec Perdido" zainspirował Prokris i Koika do ogłoszenia tego jakże ciekawego konkursu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przepraszam Jerohu, nie zauważyłam Twojego pierwszego komentarza. Będzie więc zbiorczo. Cieszę się, że przyjemnie mimo natłoku. Urwana fabuła – postanowiłam spróbować zakończenia otwartego. Można spekulować, co będzie dalej.;-) Porównania z "Dworcem Perdido" – no dobrze, przyznam się (póki nikt nie bije): nie czytałam (jeszcze) nic Mieville. Ale starałam się oddać klimat, który mi osobiście kojarzy się z tym okresem w historii. Myślę, że naukowiec to często pojawiająca się w literaturze postać. ;-) Aha, i dziękuję wszystkim za komentarze. Gdzie się podziały moje maniery!

Babska logika rządzi!

Ja się trochę uchylam od komentowania, bo Twój mokry i kolorowy świat, który mi się podobał, będzie konkurował z moim ponurym i bezbarwnym. ;) 

Rozumiem, daleka jestem od potępienia. Miło, że świat się spodobał. Do Twojego jeszcze zajrzę (acz nie jestem pewna, czy przed spaniem). Ponury, ale już do piórka zgłoszony!

Babska logika rządzi!

Trochę ciekły ten steam ; ) Trochę się pogubiłem, ale tylko na początku, potem czytało się już dobrze i płynnie. Tylko urwało się tak mało elegancko : )

Braku pary jestem świadoma. Wydawało mi się, że nie można mieć wszystkiego. O urwaniu fabuły wspominał też Jeroh. Powtórzę, że chciałam poeksperymentować z otwartym zakończeniem. Bardzo możliwe, że nieporadnie. Jeśli tak, przynajmniej zapamiętam, jak tego robić nie należy. :-) Dziękuję za komentarz. :-)

Babska logika rządzi!

Chciałbym pogratulować autorce :-) Jedno z lepszych opowiadań, jakie w portalu czytałem. Więcej nie piszę, bo przygotowuję swój tekst do konkursu. Pozdrawiam serdecznie.

Przeczytałem i wypowiem się za parę dni. :) Nie ma to jak happy end! ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Pendragon, bardzo dziękuję, czekam na Twój tekst. :-) Koik, mógłbyś chociaż zasugerować, czy, Twoim zdaniem, załapuje się na steampunk? :-)

Babska logika rządzi!

Nad miastem (wysoko, wysoko) pewnie para wodna się unosiła. :) Ja za brak parowozu na bank nie zamierzam nikogo dyskwalifikować. Wkurzyłbym się, gdyby elektronikę ktoś wcisnął. Nie ma elektroniki, jest mechanika i ok. Dla mnie i ode mnie tyle. :) Klimat IMO jest,a resztę dopowiem przy ogłoszeniu wyników. Dziękuję za udział w konkursie.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Dzięki bardzo za opinię. Trochę mi ulżyło. Mam nadzieję, że pozostali jurorzy zgodzą się z Tobą. :-)

Babska logika rządzi!

Sobie siedzę na przerwie w pracy i czytam. Na razie tyle ode mnie :)

No to siedź sobie. A jak przeczytasz, to wypowiedz się na temat ewentualnej dyskwalifikacji. Dzięki.

Babska logika rządzi!

Finklo, przecież my jesteśmy ludźmi (jurorami) o dobrych sercach, chcemy żeby wszyscy nas kochali i pewnie wszystkie teksty nagrodzimy wspólnym, pierwszym miejscem ;)

Finklo – mieliśmy zrywać z konwencją i łamać schematy. :) A zgodnie ze słowami Koika, to moje opko się bardziej do dyskwalifikacji nadaje, bo u mnie elektroniki wcisnąłem że ho ho. ;)

Janie_Janku, juror o dobrym sercu? Dlaczego pomyślało mi się o oksymoronie? ;-) Juror powinien wzbudzać szacunek. Ale pierwsze miejsce, choćby i wspólne, mi się podoba. ;-) Unfallu, toteż w ramach łamania wepchnęłam miasto pod wodę. Oj, mam nadzieję, że obydwa nasze opowiadania zostaną zaliczone. Acz Twojego ciągle jeszcze nie czytałam. Dzisiaj to zrobię, obiecuję. Stworzyłeś bezbarwną elektronikę? To też chyba niekonwencjonalne? ;-p

Babska logika rządzi!

Z drugiej strony może nam– jurorom odbić i przyznamy tylko jedno wyróznienie.A mianowicie wyróznimy jakis komentarz :) Wiele jest ścieżek…

Niech zgadnę; komentarz któregoś z jurorów? ;-) Wyniki tego konkursu zapowiadają się ciekawie. ;-)

Babska logika rządzi!

Prokris nas wszystkich, wraz z jurorami, zdyskwalifikuje! :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Siebie też? Zdziwniej i zdziwniej… ;-)

Babska logika rządzi!

Nazwiemy to paradoksem Prokris! :P:)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Może jednak dajmy jej szansę się wypowiedzieć, a dopiero później klasyfikujmy? ;-)

Babska logika rządzi!

Podobało się. Będzie ciąg dalszy?

Ciekawy tekst, dobrze napisany, z zakręconym pomysłem. Dzięki połączonej mocy opowiadań: Twojego oraz ostatniego autorstwa Ochy, dowiedziałem się, że nie lubię otwartych zakończeń. Dodatkowo – ale to zapewnie już tylko moje widzimisię – liczba mnoga od wyrazu "śmierć" brzmi koślawo. Ja zmieniłbym tytuł na "Zgony ergatesów", zwłaszcza że takie określenie dobrze wpasowuje się zarówno w śledztwo jak i epidemię. Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Moje zakończenie nie było otwarte! Było zakończone, tak jak je sobie zakończyłam! Była kropka? Była! I już, uparciuchy:). A Twoje opowiadanie, Finklo, jest następne w kolejce. Pewnie wieczorem mi się uda:).

Ok, zatem nie lubię, kiedy czytelnika o zakończeniu informuje jedynie kropka i brak dalszego tekstu, a powinno – moim zdaniem – zamknięcie wszelakich wątków i doprowadzenie intrygi do finału, podszytego choć delikatnym wyjaśnieniem ewentualnych zawiłych motywów w sposób na tyle zawoalowany, aby czytający miał się za geniusza, Ocho! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Nie chcę spamować pod tekstem Finkli, dlatego też napiszę jeszcze tylko (spamując, oczywiście), że wytłumaczenie – z mojego punktu widzenia – takiego a nie innego zakończenia w tamtym nieszczęsnym tekście, zawarłam w odpowiedzi na pierwszy komentarz T.leny.  Jestem ostatnio niestety przekonana o własnej nieomylności, która to spotyka się z masowym zdaniem odrębnym innych, co powoduje u mnie pewien dysonans poznawczy. Ale cóż – uparcie stwierdzam: to ja miałam rację! ;). Finklo, bardzo, bardzo Cię przepraszam. Następny mój komentarz będzie merytoryczny i odnosił się tylko i wyłącznie do Twojego tekstu. Pozdrawiam.

Dziękuję wszystkim za komentarze. :-) Exturio, nie wiem – początkowo wydawało mi się, że nie, ale vox populi zaczyna mnie trochę urabiać. Sethraelu, cieszę się z tych pozytywów. Zastanawiałam się nad zgonami. Wydaje mi się, że śmierć ma szersze konotacje. Według mojej kobiecej intuicji, zgon to raczej chwila odejścia – ten ostatni oddech, ewentualne drgawki, puste spojrzenie i już. A śmierć to także tęsknota i emocje żywych, niekiedy jakieś skutki społeczne czy ekonomiczne. Tak jak u mnie. Ale mogę się mylić. Jak by nie było – już po edycji. Ocho, ależ nie przejmuj się spamowaniem. Dopóki nie próbujesz mi niczego sprzedać ani nawrócić mnie na jakąś jedynie słuszną wiarę, wszystko jest w porządku. Czekam na ten merytoryczny komentarz i zastanawiam się, czy też będzie o otwartości zakończenia. ;-)

Babska logika rządzi!

No – TO się nazywa otwarte zakończenie! ;) Finklo, jestem pod wrażeniem Twojej wyobraźni. Opowiadanie czytało mi się naprawdę przyjemnie, mimo nałoku nazw, ras i czego tam jeszcze. Ja się w tak naszpikowanych informacjami tekstach gubię, tutaj też się parę razy pogubiłam. Najbardziej podobała mi się, jakby to nie brzmiało, scena egzekucji. Próba ukwiałów jako odpowiednik średniowiecznej próby wody mnie zauroczyła. Fajny wytwór nieskrępowanej wyobraźni:).

Czyli otwartość się pojawiła. :-) Cieszę się, że przyjemnie i mam nadzieję, że za każdym razem udało Ci się odnaleźć. To prawda – zamieściłam dużo informacji i to dość skondensowanych. Takie założenia konkursu; dużo ras, co gorsza, niestandardowych, a ja starałam się zamknąć w 30K. Scena egzekucji, powiadasz? Ty chyba faktycznie lubisz się trochę poznęcać nad bohaterami. ;-) Oficjalnie to była egzekucja, a nie próba. Ukwiały głodne… A że mieszkańcy miasta mieli na ten temat jakieś swoje mity, to inna sprawa. Chyba zawsze mają. Zdaje się, że w ludzkim prawie też było coś takiego – jeśli skazaniec przeżył trzy próby powieszenia czy ścięcia, to puszczano go wolno. A pierwowzorem Alei Ukwiałów była rosyjska ścieżka zdrowia. Tu chyba trochę obalam mit o własnej wyobraźni – często to wiedza, a nie fantazja. ;-)

Babska logika rządzi!

Scena egzekucji, powiadasz? Ty chyba faktycznie lubisz się trochę poznęcać nad bohaterami. ;-) ;-)

Sorry, taki mamy klimat.

Finklo, ja nie pisałam o próbie egzekucji, tylko "próbie ukwiałów", którą potraktowałam jako wariację na temat stosowanej w średniowieczu próby wody. Czyli wydaje mi się, skojarzenia w sumie miałyśmy podobne. I, drodzy Sethraelu, Finklo, nie, scena egzekucji nie podobała mi się dlatego, że zaspokoiła moją potrzebę sadyzmu, tylko dlatego, że tekst w tym momencie zwolnił, dał chwilę oddechu. Zrobił się taki… przestrzenny. :)

…Droga Finklo. Przeczytałem z zainteresowaniem tym bardziej, że i ja umieściłemswoją fabułę pod wodą. Ale mam dwa zarzuty: – po pierwsze zbyt duży natłok informacji przy zbyt wolnej akcji. – po drugie zbytnie odhumanizowanie opowiadania. Czytelnik malło się przejmuje istotami tak odległymi biologicznie od niego. Antropomorfizacja jest tu zbyt słaba. Zakończenie dość nijakie. Natomiast warsztat literacki – jeden z najlepszych na portalu. Pozdrawiam.

…Ponadto brak, moim zdaniem wyrazistego głównego bohatera z którym czytelnik wiązałby się emocjonalnie. To raczej panorama ras, typów i skrótowy przegląd żyjących organizmów, czyli taka intelektualna zabawa.

Dziękuję za nowe komentarze. :-) Sethraelu, fajnie, że rozbawiłam. Śmiech to zdrowie. ;-) Ocho, z grubsza wiem, czym była próba wody czy inne ordalia. Rozumiem Twoje skojarzenia. Podałam moją genezę tak dla jasności. No dobrze, mi też podobała się scena egzekucji. Ale ze względu na możliwość pokazania czytelnikowi stosunków w mieście oraz oswojenia go z kilkoma rasami przed nadchodzącą wyliczanką. Ryszardzie, no cóż, ortografię jako tako znam, procesu budowania tekstu z cegiełek innych niż językowe dopiero się uczę. Dzięki za uwagi, na pewno się przydadzą w przyszłości. Z natłoku informacji już się tłumaczyłam. Co do odhumanizowania – organizatorzy konkursu chcieli cudacznych ras. Coś tam z człowieka moje twory mają (od własnej natury i kultury jeszcze nie potrafię uciec), ale fakt, że niewiele. Brak głównego bohatera – no popatrz, nawet o tym nie pomyślałam.

Babska logika rządzi!

Nie podpadajmy organizatorom! ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

O rany, już podpadłam? No to pozamiatane, nawet nie ma się co tłumaczyć, że wcale nie chciałam krytykować organizatorów… ;-)

Babska logika rządzi!

A ja jeszcze chciałam dopytać: dlaczego starałaś zamknąć tekst w 30 tys. znaków? Z tego, co kojarzę, nie było ograniczeń objętościowych. Więc – po co się ograniczać? :)

Ostatecznie nie było oficjalnych ograniczeń. Ale pierwotnie ci ludzie, którym bardzo nie chcę podpaść, zaproponowali bodajże 20K. Nie dałam rady się w tym zmieścić, ale tak, ambicjonalnie, chciałam przynajmniej daleko nie odchodzić. Jeszcze jakieś pytania?

Babska logika rządzi!

Na początku, przez parę chwil, były i może Finkla tym się kierowała. I nikt nikomu nie podpadł, a dla uspokojenia dodam, że opowiadanie mi się podoba. W dodatku wszystkie zaprezentowane nam do tej pory trzymają poziom. Wysoki – co najbardziej mnie cieszy. :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Nie, Finklo, już żadnych.

Koiku, Ocho – ufff! ;-)

Babska logika rządzi!

Moim zdaniem opowiadanie to ma dwie istotne wady. Po pierwsze, czytelnik od razu zostaje wrzucony na głęboką wodę (dwuznaczność niezamierzona =D), dopiero potem otrzymując jakiekolwiek wyjaśnienia na temat świata przedstawionego i występujących w nim ras. Początkowe fragmenty wyobrażałem sobie zupełnie inaczej i te wyobrażenia nie miały nic wspólnego z podwodnym miastem (co sprawiło, że za pierwszym razem kompletnie nie rozumiałem chociażby przebiegu egzekucji; z drugiej strony to trochę też moja wina, bo już wtedy pojawiały się wskazówki, na podstawie których mogłem spróbować to wywnioskować). Po drugie, jak na mój gust "Śmierci ergatesów" jest w ogóle pozbawione zakończenia. Akcja się urywa, kiedy Katheget tak naprawdę dopiero pracuje nad rozpoznaniem przyczyny problemu, co nie daje czytelnikowi (no, mnie na pewno) żadnego pola do popisu, jeśli chodzi o próbę wykoncypowania ciągu dalszego. Tekst aż prosi się rozwinięcie zwłaszcza ze względu na bliższe przyjrzenie się samym ergatesom - tu się o nich tylko opowiada, a nie wiadomo np., jak wyglądają i jaką mają fizjonomię. Otwarte zakończenie wystąpiłoby raczej wtedy, gdyby bohaterowie zrobili, co w ich mocy, ale nie byłoby wtedy wiadomo, czy to zadziałało, czy nie.   Poza tym - na pewno "Śmierci ergatesów"? O ile wiem, "śmierć" nie występuje w liczbie mnogiej.   Pomijając te sprawy, jak dla mnie to opowiadanie jest napisane bardzo przyjemnym stylem, a i pomysł z podwodnym światem i jego mieszkańcami uważam za bardzo ciekawy. Nawet marzyłoby mi się poznać wszystkie rasy tam występujące. ;) Tak że "Śmierci ergatesom" ma moim zdaniem spory potencjał.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Knigt Martius, dziękuję za komentarz. Bardzo porządny. :-) Czytelnika wpuściłam w kanał z premedytacją. I wydawało mi się, że takie zaskoczenie to nie wada. Bardzo starannie unikałam słowa "pływać" na początku. Ale jakieś wskazówki podrzucałam; plastron (przyznaję, to słaby trop), madreporowiec, oktopod… Sądziłam, że ukwiały rozwieją wszelkie wątpliwości. Tu mnie nie przekonałeś, to raczej  kwestia gustu. Urwane zakończenie – chyba faktycznie zrobiłam to zbyt brutalnie. Być może dopiszę jakiś dalszy ciąg. Jeszcze się waham. Z liczbą mnogą śmierci to mnie rozwaliłeś. Aż zajrzałam do słownika i on faktycznie nic nie wspomina o śmierciach. Ale z drugiej strony, jakieś cytaty ze śmierciami znalazłam (dzięki, ciociu Wiki). Tak wiem, że to o niczym nie świadczy. Tonący brzydkiej się chwyta. Tak bardzo chcę mieć rację, że Tobie jej chwilowo nie przyznam. Na razie zajęłam stanowisko, że nawet jeśli ta nieszczęsna liczba mnoga nie istnieje, to powinna szybko zaistnieć, bo czasami się przydaje. Jeśli Regulatorzy lub AdamKB zajrzą tu i zgodzą się z Tobą, to ustąpię.

Babska logika rządzi!

Ktoś mnie do tablicy wywołuje? Będą kłopoty…   :-)   Już bez "ozdóbek". Nie sprawdzałem tylko w Doroszewskim oraz w słowniku na stronie PWN-u. Tam każdy może zajrzeć w dowolnej chwili, to raz, a dwa, nie spodziewam się, by zastrzeżenie dotyczące braku liczby mnogiej nie było tam obecne. Dlaczego? Dlatego, że nie występuje ono tylko w starym słowniku poprawnej polszczyzny Stanisława Szobera, w Uniwersalnym słowniku jezyka polskiego pod redakcją Stanisława Dubisza i w słowniku 100.000 potrzebnych słów Jerzego Bralczyka. Tak więc sytuację można nazwać patową – większość słowników zaznacza brak liczby mnogiej, ale stary i dwa z grupy najnowszych tego nie zastrzegają. Poza tym ja też spotkałem się, w literaturze, z użyciami "śmierci" w liczbie niewątliwie mnogiej – nie zacytuję, bo kto by wszystkie lektury słowo w słowo zapamiętywał – fakt, nie brzmiało to pięknie, ale też nie raziło mocno. Ergo: sytuacja niejako patowa, racja i po stronie Martiusa, i po stronie Finkli, tyle, że Martius ma rację niejako formalnie i większościowo (patrz o słownikach), natomiast Finkla ma rację praktyczną – tytuł ze śmiercią w liczbie mnogiej jest krótki i pozostaje zrozumiały, natomiast rygorystyczne dostosowanie się do większości słownikowych zastrzeżeń zmusiłoby do "gimnastyki" składniowej i wydłużenia frazy tytułowej, a poza tym autorzy mają prawo, byle rozsądnie, naruszać reguły.    Tak uważam.

Dzięki wielkie Adamie! Pół kamienia spadło mi z serca. Z resztą jakoś sobie poradzę. Bo strzelić takiego byka w tytule, to byłby straszny wstyd. Ale skoro jakieś tam prawo miałam, to jeszcze nie jest tragicznie. Knight Martius, czy akceptujesz remis?

Babska logika rządzi!

Powiem szczerze, że kiedy zobaczyłem ten tytuł, to miałem takie zdanie jak Knight Martius, ale… poszperałem trochę, poszukałem w necie list wyrazów nieposiadających liczby mnogiej i  – ku memu zdumieniu – "śmierci" w nich nie było, zastrzeżeń w słownikach internetowych też nie, za to Wiki podawała odmianę w liczbie mnogiej i niepewność wkradła się do mojego przeświadczenia. Niemniej, jak już pisałem, "zgony" rozwiązałyby problem, bo "smierci" jest koślawe.

Sorry, taki mamy klimat.

Pewnie, że akceptuję remis. Tamtą opinię pisałem z pełnym przekonaniem, że "śmierć" istotnie występuje tylko w liczbie pojedynczej (i zdziwiłbym się, gdybym gdziekolwiek widział inaczej), dlatego np. podanie liczby mnogiej w Wikisłowniku uważam za zastanawiające. W każdym razie – ja bym tego wyrazu tak nie użył, ale to przecież nie moje opowiadanie. ;)   Jeśli chodzi o zaskoczenie czytelnika, to – rzeczywiście – nie wiedziałem wcześniej, co to są ukwiały, więc winę muszę uznać bardziej po swojej stronie. Z drugiej strony nadal w pierwszych fragmentach nie wiadomo, z jakim światem ma się do czynienia; skoro jednak piszesz, że to był świadomy zabieg, nie mam tutaj nic więcej do powiedzenia.   A i dopisanie ciągu dalszego z pewnością pomogłoby opowiadaniu, bo wtedy miałabyś okazję lepiej wyjaśnić podłoże problemu, a także w ogóle mogłabyś zaprezentować przynajmniej próbę jego rozwiązania. To tak na mój gust.   Polecam się na przyszłość. :)

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Panowie, dziękuję za wypowiedzi. To są w necie listy wyrazów "niemnogich"? Człowiek się uczy przez całe życie i głąbem umiera… Konotacyjnie śmierć za bardzo różni się od zgonu. "Nie mogę się pogodzić ze śmiercią X" i "nie mogę się pogodzić ze zgonem X" dla mnie znaczą trochę różne rzeczy. Jeśli już rozpatrywałabym zmianę tytułu, to na totalnie inny. Aha, Martiusie, nie odniosłam się do Twojego marzenia poznania wszystkich ras. Wszystkie wyższe już opisałam. Na szczególiki anatomiczne albo cykl rozrodczy nie masz co liczyć, bo za mało wiem o tych rzeczach, żeby ładnie i logicznie naściemniać. Co do ras niższych – nie trzeba wiele wiedzieć o psach, kotach i szczurach, żeby zrozumieć ludzkie miasto. Dalszy ciąg pewnie napiszę. Ale mam tylko dwa wyjścia; albo Ifalopolis przetrwa, albo nie. I jedno, i drugie wydaje się jakoś mało ekscytujące, więc proszę mi później nie marudzić, że zakończenie rozczarowało. ;-)

Babska logika rządzi!

Hm, kiedy czytałem tu o rasach niższych, to owszem, wyobrażałem je sobie jako stworzenia mniej inteligentne niż istoty rozumne (w trylogii Bas-Lag takie występują :)), ale nie myślałem, żeby je porównywać do zwierząt. Nie myślałem też tylko o fizjologii (choć bez wątpienia byłoby to ciekawe), lecz również o kulturze tych ras. Z drugiej strony zauważyłem, że biologia danej rasy wpływa w sporym stopniu na to, jak dana społeczność układa sobie życie, więc wydaje mi się, że to jest dobry temat do przemyśleń.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Może trochę inteligentniejsze niż nasze zwierzęta (można się z nimi jako tako porozumieć), ale niewiele. Chociaż, i szympansa można nauczyć języka migowego i konwersować… Chyba inteligencja nie zmienia się tak skokowo, jak ludzie lubią sobie wyobrażać. Kultura ras? Przyznaję – ciekawy temat. A tak szczerze – z trudem bo z trudem, ale daję radę wyobrazić sobie obyczaje każdej z ras. Ale stworzyć z nich miejski amalgamat? To już wyższa szkoła jazdy. Handel to małe piwo, ale wspólne obchody Nowego Roku czy tam Święta Zakwitnięcia Alg? Ostro. Ja nawet nie znam dobrze żadnego ludzkiego miasta multi-culti. Musiałabym się najpierw mnóstwo dowiedzieć. Naprawdę, fascynująca sprawa. Ale jeśli zacznę wchodzić w szczegóły, to wyjdzie mi powieść. Dwutomowa. O zwalczaniu epidemii. Fuj!

Babska logika rządzi!

…Urocza Finklo. Fantastyka w ogóle to raj dla autorów unikających merytorycznej rzetelności. W innych utworach literackich trzeba wykazać się wiedzą – historyczną, geograficzną, biologiczną czy genetyczną. A tu trzeba jedynie niesamowitej wyobraźni i Ty taką wyobraźnią dysponujesz. Czytałem Twoje "pteraczki, opowiadanie o uczniu czarownika,o samotnym zdziwaczałym krasnoludzie,  opowiadanie o "apokalipsie" , Twoje krótkie formy. Zadziwia mnie Twa nieszablonowa wyobraźnia. Pozdrawiam.

Bardzo dziękuję, Ryszardzie, ale wydaje mi się, że za naprawdę dobrymi tekstami stoi kilka przeczytanych książek. Nie chcę wyliczać, co ja czytałam, więc posłużę się przykładem z wyższej półki. U Sapkowskiego pojawia się akredytywa krasnoludzka. Czy to przypadek, że autor skończył studia ekonomiczne? I takie drobiażdżki, na które nawet nie zawsze zwraca się uwagę, bardzo dużo wnoszą do dzieła.

Babska logika rządzi!

…I dlatego ja piszę o sprawach, na których trochę się znam, aby uniknąć syndromu dyletantyzmu. Pozdrawiam.

Ha, gdybym chciała pisać tylko o tym, na czym się znam, pewnie do dziś siedziałabym przed białym monitorem… Ale staram się nie zmyślać tak totalnie, tylko czegoś jednak się dowiedzieć. :-)

Babska logika rządzi!

…Finklo, nie udawaj dyletantki totalnej, bo i tak w to nie uwierzę. Jako tako umiem odróżnić autorkę z małym zasobem ogólnej wiedzy od osoby oczytanej i o bogatej osobowości. Nie mam piętnastu lat, ale sporo więcej. Pozdrawiam uśmiechnięty.

Dziękuję Ryszardzie, ale wcale nie muszę udawać. Im dalej w las, tym więcej pyt… tfu! drzew człowiek widzi. Coś tam wiem, o czymś tam słyszałam, ale obszary niezbadane pozostają stresująco ogromne. W praktycznie każdej dziedzinie. Jak miałam piętnaście lat – o tak, wtedy byłam bardzo mądra. ;-) Też pozdrawiam. :-)

Babska logika rządzi!

Ciekawy tekst. Interesujący chociaż, jak już inni pisali, natłok informacji jest całkiem spory i miejscami można dostać oczokręćka, że tak to ujmę. Mimo wszystko czyta się dobrze i płynnie. Różnorodność koegzystujących ras, również pod względem wielkości, wyszła na plus. Zdecydowanie barwny świat. Co do minusów, mnie również gryzie zakończenie – chociaż rozumiem z tłumaczenia wcześniejszego, że miało być otwarte. Mimo wszystko, sporo mi w nim brakuje – przed, lub po, ale brakuje. Pozdrawiam i proszę o wybaczenie karygodnego opóźnienia w przeczytaniu tekstu ; )

Dzięki za komentarz. No dobrze, dobrze – dopiszę dalszy ciąg. Vox populi, vox dei. Fajnie, że płynny. ;-) Ależ nie mam czego wybaczać – miło, że w ogóle zajrzałaś. Tekstu nie zamierzam na razie znikać, więc nie widzę problemu. :-)

Babska logika rządzi!

Dopiero teraz przeczytałam o pomorze ergatesów, bo chcąc poznać ciąg dalszy, musiałam zacząć od samego początku. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Regulatorzy. Decyzja jeśli nie jedynie słuszna (naprawdę starałam się, żeby dalszy ciąg funkcjonował jako samodzielne opowiadanie), to przynajmniej chwalebna. Wobec tego czekam na komentarz pod ciągiem. :-)

Babska logika rządzi!

Masz ten sam problem co ja – "Przetworzenia" nie ma w konkursach i nie można wybrać odpowiedniego. 

Ano nie ma. Jak zobaczę, że się pojawiło, to przeedytuję. Na razie niech sobie ten nawias tkwi w roli wyrzutu sumienia dla tych, co mogą wstawiać konkursy. ;-)

I jeszcze "Drabla z Cyceronem" brakuje.

PS. Już myślałam, że znowu zapomniałam o jakiejś zabłąkanej linijce. :-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczne opowiadanie. Sprowadzenie steampunk’u do świata koralowców. Interesujący pomysł.

Czytało się oczywiście dobrze, choć z początku odpychała mnie masa wtrąceń z nie do końca jasnej terminologii. Troszkę za dużo opowiadania akcji, przy niedoborze słów, których znaczenie dało się poznać z kontekstu. Ale to tylko szczegóły. Drobne mankamenty, które nie przyćmiewają jakości utworu ;)

Jai guru de va!

Dzięki. :-)

Pomysł podmorskiego miasta nadal mi się podoba. :-)

Swoje neologizmy raczej starałam się pokazywać w kontekście, ale może za wiele zatrzymałam przy orderach.

Opowiadanie akcji, powiadasz? Możliwe…

Babska logika rządzi!

Sporo czasu musiało upłynąć, żebym się zorientował, iż akcja toczy się pod wodą.

 

Na samym początku bombardujesz ogromem nazw (i kto to mówi, co nie?), co nieco dezorientuje, jednak szybko połapałem się o co chodzi, zwłaszcza, że nazwy jakieś takie intuicyjne, kilku chwilach wiadomo o co chodzi. Zgrabnie podajesz szczegóły typu “zamachał szczypcami”, przez co szybko można się domyśleć kto jest kim. 

Wątek przejścia przez ukwiałowy labirynt jako sprawiedliwy wyrok – myślenie magiczne zawsze na czasie. W ogóle szczęście w nieszczęściu, że zarazę roznosiły pierwotniaki a nie wirusy. ;)

 

Myśl po przeczytaniu: zaraz, ale jak to koniec? Ja chcę dalej! (tak, czytałem kontynuację – nadal chcę dalej!).

 

Bardzo fajny tekst, taki… podwodny. Ciekawe postacie, niebanalne rasy – jednocześnie znane i nieznane, ciekawa hierarchia społeczna, wciągająca historia. Ale tego całego haluksa, to żółwie powinny obalić.

Dopatrzyłem się: krewetek (Ergatesi?), Raka/Langustę (cyrulicy), Haluks (węgorz elektryczny), żółwi, rekinów, ośmiornic, drętw/innych płaszczek. Ktoś mi umknął?

6/6! :D 

 

 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, Arhizie. :-)

Jakoś uznałam, że najlepiej będzie zaskoczyć Czytelnika miejscem akcji i przez jakiś czas ukrywałam podwodność. ;-)

Nie Ty pierwszy zwracasz uwagę na Aleję Ukwiałów. Ja też sądzę, że to był fajny pomysł.

Co do źródła choroby – myślałam raczej o bakteriach, ale mogą być i pierwotniaki.

Tak, to już koniec tej historii. Ale świat rafy koralowej ma potencjał, nie wykluczam, że kiedyś jeszcze do niego wrócę, z inną opowieścią.

Haluks nie jest łatwy do obalenia – wyobraź sobie władcę, który dysponuje telepatią i tajemniczą bronią pozwalającą zabijać na odległość. Strach spiskować…

Umknęli Ci hemisferosi. Ergatesów raczej wyobrażałam sobie jako szprotki, ale krewetki też mi się podobają. Zamiast rekinów tuńczyki – one naprawdę muszą ciągle pływać, żeby nie dostać zadyszki. Wymarzona cecha dla strażników miasta. Punktem wyjścia do parapajów były flądry, z ich zdolnością do zmiany barw.

Babska logika rządzi!

Rekiny też muszą ciągle pływać. przynajmniej większość.

Hemisferosi? To te meduzy?

 

Flądra, płaszczka – pod względem ekologicznym to samo. ;) Ty to lubisz flądry, co nie? W co drugim tekście są.  

 

Też myślałem o jakichś drobnych rybkach, ale krewetka bardziej pasowała mi na robotnika. Wiesz, ta ilość kończyn. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ale o rekinach nie wiedziałam. Książka, w której to wyczytałam, jako przykład podała właśnie tuńczyki. Ale w takim razie rekiny nadają się równie dobrze.

Tak, te meduzy.

Czy lubię flądry? W smaku OK, ale mało mięsa, dużo ości i nie ma z czego wyciąć filetu… ;-) Flądry mają ciekawe cechy, dlatego pojawiają się w wielu tekstach popularnonaukowych. A za ich pośrednictwem trafiają do moich opowiadań. :-)

Właśnie ze względu na kończynki krewetki mi przypasowały. Hmmm. Jeśli będę coś jeszcze pisać o tym świecie, to może już będą w nim dwie odrębne rasy niższe?

Babska logika rządzi!

Ergatesi zwyczajni i arhizki? ;)

 

Jeść flądry, no wiesz. Takie niebanalne stworzonka zjadać. :(

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nazwy brałam z innego klucza. Ale jako odkrywca gatunku masz pewne prawa. ;-)

Toteż wolę bardziej banalne dorsze i śledzie. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka