- Opowiadanie: Finkla - Zaraza w Ifalopolis [kontynuacja Śmierci ergatesów]

Zaraza w Ifalopolis [kontynuacja Śmierci ergatesów]

Vox populi domagał się porządnego zakończenia "Śmierci ergatesów". Oto ono. Wydaje mi się, że opowiadanie da się czytać bez znajomości pierwszej części, ale pewności nie mam.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy II

Oceny

Zaraza w Ifalopolis [kontynuacja Śmierci ergatesów]

Katheget analizował raporty. Czteropalczaste płetwy chwytały jedną kartę za drugą. Parapajscy szpiedzy przyłożyli się do pracy; zajrzeli do każdego madreporowca. Ciekawe, ilu ich właściwie pływało po Ifalopolis, podsłuchując rozmowy innych ras. Zdolność do zmieniania barwy skóry zapewniała im praktyczną niedostrzegalność, więc nikt nie znał nawet liczebności gatunku szpiclów.

Z arkuszy algowego papieru wyłaniał się ponury obraz. Epidemia już zredukowała populację ergatesów o jedną szesnastą. A każdego dnia znajdowano więcej martwych ciał.

Do spotkania Rady pozostawały jeszcze dwie doby. Może wtedy uda się wprowadzić w życie co śmielsze plany, wymagające akceptacji pozostałych wyższych ras.

Trzeba, po prostu trzeba, izolować zarażonych robotników od zdrowych. Na pewno nie zaszkodzi, jeśli ciała zmarłych usuwać będą ekulosi. Mechanizm rozprzestrzeniania choroby nie został jeszcze dokładnie zbadany, ale lepiej, żeby ergatesi unikali dotykania zwłok. Wspaniale byłoby wysłać niewielkie grupki ergatesów do Zimnego Laboratorium, aby Guali, wyposażony w swoje nowatorskie zestawy złożone z dwóch soczewek, mógł przeprowadzać na żyjących obiektach różne frapujące doświadczenia. Szkoda, że przyrządów do obserwacji nie dało się przetransportować do ciepłej metropolii. Uwolnienie się od konieczności przesyłania materiałów do eksperymentów między Ifalopolis a źródłem zestalonej lekkiej wody, znacząco skróciłoby czas badań. Tu na miejscu też przydałoby się małe stadko robotników do testów. Każdy helon godny przynależności do dumnej rasy myślicieli wiedział, że doświadczenia w kontrolowanych warunkach dostarczają pewniejszych wniosków niż analizy statystyczne.

Ale czy krótkowieczni i krótkowzroczni głupcy z Rady poprą Kathegeta? Czy dostrzegą konieczność podjęcia sugerowanych działań? Jatrikos pewnie zgodzi się na wszystko – podczas ostatniego spotkania władca tak wystraszył astatosa, że ten nie przepuści żadnej okazji do zwalczenia choroby. Za to można założyć, iż spasiony hemisferos postara się storpedować pomysły helona. Jeśli nie z powodu odwiecznej niechęci między ich rasami, to z obawy przed kosztami, które kasta przemysłowców musiałaby ponieść. Decyzje pozostałych członków Rady wydawały się znacznie trudniejsze do przewidzenia. Zresztą, w ostatecznym rozrachunku i tak wszystko zależało od Wielkiego Heliksa. Nie da się z wystarczająco dużym prawdopodobieństwem prognozować kaprysów tak impulsywnego osobnika. Poza tym, samo myślenie o tych sprawach należało do niezwykle niebezpiecznych czynności.

Warto by również przetestować hipotezę, iż kanibalizm rozpowszechniony wśród ergatesów powoduje zarażanie jedzących. No, to akurat można sprawdzić nawet bez zgody Rady. Katheget zapisał krótką notkę dla podwładnych.

 

***

 

– Otwieram kolejne zebranie Rady. – Obecni usłyszeli głos Wielkiego Heliksa, mimo że paszcza władcy nawet nie drgnęła. – Z oczywistych względów skoncentrujemy się na zarazie szerzącej się wśród ergatesów. Oddaję głos panu Kathegetowi.

– Dziękuję. Zacznę od podsumowania bieżącej sytuacji, a potem przedstawię propozycje zwalczania choroby i niweczenia jej skutków. Spadek populacji robotników już jest widoczny, ale jeszcze nie stanowi zagrożenia dla przetrwania naszego miasta. Muszę jednak podkreślić, że liczba zgonów spowodowanych zarazą rośnie z dnia na dzień. Nie dysponujemy wystarczającymi informacjami, aby orzec, czy niebezpieczeństwo zatrzymania Wielkiego Kieratu stanie się realne, czy też epidemia wygaśnie wcześniej. Przedstawiciele mojej rasy sądzą jednak, iż powinniśmy przygotowywać się na najgorsze, abyśmy nie zostali zaskoczeni.

– Nie przypłynęliśmy tutaj, alby wysłuchiwać banałów! – przerwał helonowi hemisferos. – Nasz uczony kolega obiecywał nam postępy w badaniach. Czy ma coś nowego do zakomunikowania?

– Oczywiście, heloni robią, co w ich mocy, aby uratować Ifalopolis. Zdziwiłbym się, gdybyśmy nie mogli zaprezentować żadnych nowych odkryć. Mój podwładny, o którym wspominałem na ostatnim spotkaniu, dokonał analizy porównawczej próbek pochodzących z ciał chorych i zdrowych ergatesów. W zarażonych tkankach, zwłaszcza w śledzionie, znalazł obiekty nie występujące w pozostałych organizmach. Niewykluczone, że Guali zaobserwował tajemniczy czynnik wywołujący zarazę. Ale nie jest to jedyna z rozpatrywanych hipotez. Nie chciałbym wszkaże zanudzać panów szczegółami…

– Na to już za późno – syknął Emporas. W odpowiedzi, Wielki Heliks złowieszczo podniósł łeb. Hemisferos lękliwie skulił swoje potężne przezroczyste ciało. – Przepraszam szanownego kolegę.

– Aby ostatecznie sfalsyfikować hipotezy, potrzebowalibyśmy niewielkich grupek ergatesów do badań – wtrącił szybko Katheget, wykorzystując chwilową niemoc oponenta.

– Ilu? – zainteresował się władca.

– Powiedzmy, szesnastu tu na miejscu i szesnastu w Zimnym Laboratorium.

– To rozsądne żądania – przyznał łaskawie Wielki Heliks. – Spełnimy je. Coś jeszcze?

– Heloni nadal uważają, że należałoby izolować chorych ergatesów od pozostałych.

– O tym już dyskutowaliśmy! – wtrącił oktopod. – I ustaliliśmy, że nie możemy sobie pozwolić na zamykanie madreporowców, w których wykryto źródła zarazy.

– Może nie całe budynki, ale sektory, w najgorszym wypadku pojedyncze korytarze prowadzące do zakażonego bąbla? – targował się Katheget.

– Jak pan sobie wyobraża wyegzekwowanie takiej decyzji? Dojrzali przedstawiciele ras wyższych nie zmieszczą się w tych robotniczych klitkach. A już na pewno nie moi rośli i silni policjanci.

– Drobniejsi parapajowie zdołaliby wpłynąć do korytarzy i je zablokować, ale nie o takim rozwiązaniu myślałem. Sądzę, że powinniśmy wyjaśnić sytuację ergatesom. W końcu podejmujemy działania dla ich dobra. Chyba zrozumieją powagę sytuacji i będą współpracować.

– Naiwne mrzonki! – zabulgotał Emporas. Tym razem nie spotkał się z reprymendą władcy, kontynuował więc z animuszem: – Lada moment nasz uczony kolega zacznie edukować bezmózgie rasy niższe i prosić je o pomoc przy wynalazkach. Pewnie heloni słabo sobie radzą. Starzejecie się, długowieczni?

– Faktycznie, większej pomocy mógłbym oczekiwać od ergatesów niż ze strony hemisferosów. Jedyna dziedzina wiedzy, którą pańska rasa zdołała sobie jako tako przyswoić to rachunki, niezbędne do przeliczania waszych miałkich bogactw.

– Spokój! – Syknięcie władcy natychmiast uciszyło spór. – A czego dowiedzieliśmy się o przebiegu choroby? Panie Jatrikosie, słuchamy.

Wszyscy skoncentrowali się na cyruliku. Astatos, wyraźnie speszony, zatrząsł czułkami i zaklekotał bojaźliwie szczypcami.

– Jak już wspominałem panom wcześniej, trudno porozumieć się z ergatesami, zwłaszcza chorymi – cedził niepewnie. – Właściwie jedyna informacja, której udzielają to „ból”. Sądząc po reakcjach, zaraza koncentruje się na mięśniach. Zaatakowani robotnicy poruszają się z trudem, pływają dużo wolniej. Po około dwóch dniach od pojawienia się boleści, chory umiera.

– Może wobec tego zaczniemy karmić tunatów chorymi ergatesami? – zaproponował parapaj. – Same korzyści: zainfekowani przestają zarażać, tunaci nie zjadają zdrowych i potrzebnych do pracy, ale nie pływają głodni. A skoro zarażeni ledwo się ruszają, to nasi strażnicy nie zmarnują zbyt wiele czasu na polowanie.

– Ależ jak pan śmie w ogóle sugerować coś takiego! – Dimatos z oburzeniem zamachał aż trzema ramionami. – A jeśli tunatom zaszkodzi skażone mięso? Tylko roślinożerca mógłby wystąpić z takim niedorzecznym wnioskiem!

– Taka decyzja byłaby niedopuszczalna! – Katheget poparł oktopoda. – Zainfekowani zaczęliby się ukrywać, zapewne poza normalnym miejscem zamieszkania, wśród dalszych rodzin i znajomych, często porzucając jeden madreporowiec na rzecz następnego. W ten sposób zarażaliby więcej osobników.

– Nie to nie. – Kataskop lekceważąco poruszył płetwami, tego dnia intensywnie purpurowymi. – To był tylko taki szybki pomysł. Jeśli macie, panowie, lepsze to słuchamy uważnie.

– Heloni opracowali cały szereg pomysłów, ale ciągle mi ktoś przerywa. Uważam, iż należy jak najszybciej pozbywać się ciał zmarłych, które ciągle znajdują oktopodzi. I niech w żadnym wypadku nie robią tego ergatesi. Można wykorzystać jakąkolwiek niższą rasę. Najwygodniej byłoby po prostu zwrócić się o pomoc do ekulosów, którzy już współpracują z policją.

Wniosek poparto. Nawet hemisferos zagłosował za. W końcu nic go to nie kosztowało, a zawsze dobrze móc głosić, że zrobiło się wszystko dla ratowania rodzinnego miasta.

 

***

 

Badania choroby trapiącej metropolię nabrały rozmachu. Zimne Laboratorium nie było już tym cichym i samotnych miejscem, w którym Guali niedawno wpadł na wspaniały pomysł zestawienia dwóch lodowych soczewek, aby móc oglądać niezwykle małe obiekty. Teraz chłodne pomieszczenia roiły się od nowego personelu; dotychczasowy zesłaniec miał czterech podwładnych helonów i szesnastu zdrowych ergatesów. Najpierw przysłano próbki pobrane od kandydatów. Kiedy przekonano się, że nie zawierają tajemniczych, zapewne chorobotwórczych obiektów, na północ popłynęli dawcy.

Szef laboratorium najpierw zakaził czterech podopiecznych świeżymi próbkami uzyskanymi od specjalnie przysłanego robotnika, który zmarł podczas podróży. Następnie umieścił zainfekowanych oraz czterech ergatesów z grupy kontrolnej (oczywiście, obydwa zespoły oddzielnie) w górnych warstwach, gdzie woda miała nieco wyższą temperaturę. Codziennie pobierał od całej ósemki próbki śluzu, które później dokładnie analizowano.

Pozostali ergatesi czekali bezczynnie na już zaplanowane serie doświadczeń. Guali wszystko dokładnie przemyślał; kiedy tylko maleńki czynnik pojawi się u któregoś robotnika, zacznie na różne sposoby kontaktować chorego ze zdrowymi, aby przekonać się, jakimi drogami epidemia może się rozprzestrzeniać.

Heloni w Ifalopolis również nie próżnowali. Czterech losowo wybranych ergatesów nakarmiono mięsem współbraci zmarłych na skutek choroby. Innej grupce podano zdrowe pożywienie i czekano na rozwój sytuacji. Każdego dnia wysyłano do Gualiego starannie oznakowane próbki.

 

***

 

Dwóch policjantów patrolowało obrzeża metropolii. Towarzyszący im ekulos z zapałem węszył przy każdym wejściu do kwater robotniczych. Oktopodzi urozmaicali sobie służbę wymienianiem najnowszych plotek.

– Słyszałeś? Podobno tunaci przygnali wielką ławicę dzikich ergatesów.

– To dobrze. Bulgocą, że jak ich za dużo powymiera, to trzeba będzie zatrzymać Wielki Kierat.

Policjanci z roztargnieniem spojrzeli na wielką konstrukcję pomiędzy strefą grzybnikowców i madreporowców. Z tego miejsca nie dało się wiele zaobserwować, ale każdy ifalopolitańczyk wiedział, że tysiące drobnych robotników bez przerwy pływają wewnątrz ogromnego walca, dostarczając miastu niezbędnej energii.

– Poważnie? Ale by się hemisferosi wściekli! Wszystkie fabryki by stanęły.

– Gorzej. Bez kieratu w mieście nie da się żyć. Woda się zrobi za brudna czy coś takiego.

– No to miejmy nadzieję, że nowe stado rozwiąże problem.

– Aha. Ciekawe, ile dzisiaj ciał znajdziemy.

– No. I czy więcej, niż wczoraj.

 

***

 

Guali z satysfakcją oderwał wzrok od badanej próbki. Sukces! Udało się przetestować roboczą hipotezę. Podejrzane obiekty znalezione na tkankach martwych ergatesów rzeczywiście wywoływały chorobę, a nie tylko stanowiły jeden z objawów. Dziwne maleńkie stworzonka pojawiły się u wszystkich czterech zarażonych robotników. I u ani jednego z grupy kontrolnej. Co więcej, maleństwa wciąż żyły! Dotychczas młody helon mógł badać jedynie próbki przysłane z Ifalopolis, od dawna już martwe. Teraz otwierały się przed nim nowe możliwości.

Lada dzień u zakażonych osobników należało oczekiwać pierwszych oznak choroby. Wreszcie będzie można spokojnie obserwować jej rozwój. W mieście cyrulicy robili, co mogli, a gdzie im do metodologii całymi latami opracowywanych przez helonów. Ostre i sprawne szczypce to jeszcze nie wszystko. Inne rasy nie mają tego niepowtarzalnego stosunku do nauki, do życia w ogóle.

Kiedy dolegliwość stanie się widoczna, trzeba będzie przenieść dwóch chorych do zimnego środowiska. Hipoteza o zgubnym wpływie chłodu na malutkie żyjątka wciąż czeka na potwierdzenie. A w międzyczasie można hodować stworzonka w najcieplejszej części laboratorium i sprawdzać, jakie substancje im szkodzą.

Najpierw jednak Guali musiał zabrać się do pisania raportu dla Kathegeta. Przełożony od dawna czekał na te wieści. Niekiedy młody helon tęsknił za niedawnym spokojem samotnej pracy z soczewkami. Ale i obecnie nie miał powodów do narzekań; teraz robił coś nieporównywalnie ważniejszego dla całego Ifalopolis. Trudno o równie potężne źródło zadowolenia jak doceniana przez absolutnie wszystkich służba na rzecz społeczności.

 

***

 

Po parku przechadzały się dwie zaprzyjaźnione astatoski. Skrupulatnie omijały kępy pięknych, lecz niebezpiecznych liliowców. Wprawdzie obie urosły już zbyt duże, aby któryś okaz zdołał je chwycić, ale po cóż ryzykować kontakt z jadami uroczych stworów? Przeszły obok klombu bajecznie kolorowych gorgonii i przycupnęły na wyjątkowo wygodnej rzeźbie z mózgowca. Delikatne liliowo-błękitne wzorki mogły cieszyć oczy, ale koleżanki nie zwracały na nie uwagi.

– Bo wiesz, mój partner na obecny sezon lęgowy pracuje jako cyrulik. Nie wyobrażasz sobie, jakich obrzydliwości się od nich wymaga!

– Czego na przykład, moja droga?

– Muszą robić sekcje ergatesów zmarłych na skutek zarazy.

– Sekcje?

– To znaczy, że ekulos przynosi zwłoki robotnika, a cyrulik musi je rozciąć swoimi szczypcami i dokładnie obejrzeć, co znajduje się we wnętrzu.

– Własnymi szczypcami?! Coś potwornego! Jak ty to znosisz, moje biedactwo…

– No więc właśnie! Sama nie wiem, jakim cudem sobie radzę. Żeby jeszcze jakieś rasy wyższe. Ohyda, lecz dałoby się wytrzymać. Ale bezrozumni ergatesi? Okropność!

– W pełni się z tobą zgadzam. Co też robotnicy mają w środku?

– Otóż, mój partner twierdzi, że są zaskakująco podobni do parapajów i tunatów; czaszka, kręgosłup, górne i dolne wyrostki kręgów, nawet organy wewnętrzne wydają się działać tak samo.

– Niewiarygodne! Kto by się spodziewał?! A właśnie, słyszałam, że tunaci przygnali nową ławicę. Mam nadzieję, że rozwiąże to problem braku siły roboczej.

– No nie wiem. Ten mój samiec bulgoce, że nowi już zaczynają chorować. Padają jeszcze szybciej, niż ucywilizowani ergatesi. Z powodu szoku czy czegoś takiego.

– Dzikusy! No cóż, trudno oczekiwać, że pojmą dobrodziejstwa życia w metropolii równie szybko, jak wyższe rasy.

– Masz rację, kochana.

– Ale lepiej, żeby przestali chorować. Podobno, jeśli robotników zrobi się zbyt mało, będziemy musieli zrezygnować z domowej służby i wszystkich oddać do Wielkiego Kieratu.

– Och, nie! To by było straszne! Przecież za dwa lub trzy oktadni jaja zaczną się nam odczepiać od odwłoków. A jeśli jeszcze żywiki wyklują się przed końcem zarazy… Zawsze tyle pracy przy nich. To by dopiero była prawdziwa katastrofa!

 

***

 

Katheget, jak to się często helonom zdarzało, tonął w rozmyślaniach. Z jednej strony przepełnionych satysfakcją, z drugiej niewesołych. Zadowolenie płynęło z faktu, iż od początku miał rację, a doświadczenia (samodzielnie zaprojektowane!) wydawały się to potwierdzać – kanibalizm umożliwiał zarażanie. Wszystkie ergatesy karmione mięsem zmarłych w wyniku zarazy współbraci zachorowały. Cztery zachorowania na cztery próby nie pozostawiały zbyt wiele miejsca na wątpliwości.

Smutek wynikał z braku perspektyw spożytkowania nowo uzyskanej wiedzy. Należałoby zabronić kanibalizmu wśród ergatesów, przynajmniej na czas trwania epidemii. Tu pojawiał się poważny problem – nawet, gdyby Rada podjęła pożądaną decyzję (a ów zbiór przypadkowych kreatur potrafiłby posprzeczać się nawet o wynik dodawania dwucyfrowych liczb), z całą pewnością trudno będzie ją wyegzekwować. Ingerencja w najstarsze zwyczaje jakiejkolwiek rasy musiała spotkać się z bezwzględnym oporem. Wyjaśnienie problemu zagrożonemu gatunkowi z pewnością ułatwiłoby sprawę, ale czy ktokolwiek się na to zgodzi?

I na podobnie nonsensowne przeszkody natykał się w wielu innych sytuacjach. Cóż z tego, że już wiedziano, w jaki sposób choroba przenosi się z jednego osobnika na drugiego? Wszelkie metody przyhamowania najważniejszych dróg zarażeń były nieakceptowalne społecznie. Heloni w godnym podziwu tempie zgromadzili mnóstwo wiedzy o epidemii siejącej spustoszenie wśród ergatesów. Ale naukowcom nie pozwalano wykorzystać z pożytkiem informacji. Tak doniosłe odkrycia trafiały jedynie na karty puchnących ksiąg przechowywanych w największym grzybnikowcu, jakim dysponowała rasa Kathegeta. Czy tak powinno się traktować uczonych?

 

***

 

Wysiłek ciągnięcia Wielkiego Kieratu nie zachęcał do rozmów. Niewygodne uprzęże wrzynały się w ciała, płetwy omdlewały z wysiłku. Ale trudno oczekiwać, że tysiące osobników będą płynąć obok siebie w milczeniu.

– Choroba zła. Dużo ergates śmierć.

– Zła. Dużo śmierć, mało ergates. Robota ciężka.

– Ucieczka miasto dobra?

– Zła. Dzika ergates choroba. Dużo-dużo śmierć.

– Miasto ergates nie choroba?

– Miasto ergates choroba. Dzika ergates dużo-dużo choroba.

– Miasto dobra.

– Dobra.

 

***

 

Żaden helon nie miał wątpliwości: zjadanie mięsa zarażonych osobników szkodziło. Wszyscy ergatesi karmieni ciałami zmarłych rozchorowali się. Ale w jednym przypadku objawy odbiegały od normy. Jeden z obiektów doświadczenia skarżył się na ból, wyraźnie cierpiał, ale przeżył. Po trzech dobach wyzdrowiał i wrócił do pracy. Czynnik chorobotwórczy zniknął z jego organizmu. Dlaczego? Czy ten osobnik wykazał się szczególną odpornością, czy może trafił mu się jakiś osłabiony rodzaj zarazy? Jeśli to drugie, to lekarstwo było niemal w zasięgu płetwy.

Nie tylko ten jeden zarażony ergates przeżył. W Zimnym Laboratorium udało się tego dokonać również robotnikom przetrzymywanym w bardzo niskiej temperaturze. Niestety, jak stwierdzono, wyzdrowienie następowało wyłącznie po długim przebywaniu w chłodnej wodzie. Co najmniej dwudobowym. Krótkotrwały kontakt, choćby z lodem, nie przynosił zbawiennych skutków. Ta metoda nie nadawała się więc do leczenia wiecznie potrzebnych pracowników w metropolii. A szkoda.

 

***

 

Nic nie zapowiadało dramatycznej końcówki spotkania Rady. Katheget, poproszony o zwięzły opis sytuacji oznajmił, że populacja ergatesów spadła już do trzynastu szesnastych poziomu sprzed epidemii, przypomniał, iż potrzeba co najmniej dziewięciu szesnastych, aby zapewnić Ifalopolis przetrwanie. Zapoznał zebranych z wynikami badań prowadzonych w metropolii i w Zimnym Laboratorium. Nikt, nawet hemisferos, nie próbował dyskutować z faktami ani ze streszczającym je helonem. Wszystkich ucieszyła wieść, że niska temperatura najwyraźniej szkodzi chorobie.

Spory zaczęły się dopiero, kiedy Katheget przeszedł do propozycji zwalczania zarazy. Zgodnie z oczekiwaniami samego referenta, Rada nie poparła zakazu kanibalizmu. Ale nie spodziewał się sprzeciwów przy następnej kwestii.

– Sądzimy, że należy wprowadzać ograniczenia zużycia mocy wytwarzanej przez Wielki Kierat. Proponujemy zacząć od zaniechania ogrzewania parków miejskich. Z jednej strony, pozwoli to zaoszczędzić potrzebną gdzie indziej energię. Z drugiej, obniży temperaturę w centrum miasta o dwa do trzech stopni, co z kolei stwarza szanse…

– Nie! – raptownie przerwał astatos. – Nie możemy tego zrobić!

– Spokój! – kategorycznie polecił Wielki Heliks.

– Lada dzień jaja zaczną odrywać się od odwłoków astatosek. – Jatrikos nie przejął się rozkazem. – To bardzo ważny moment. Jaja na tym etapie są niesłychanie wrażliwe. Żywiki wewnątrz już niemal dojrzały, ale ich pancerzyki przed niczym jeszcze nie chronią. Obniżenie temperatury może nieodwracalnie uszkodzić młode.

– Wynocha! – Mentalny komunikat władcy dotarł do wszystkich oprócz Jatrikosa, który wciąż perorował na temat zgubnego wpływu postulowanej zmiany na bezcenne jajeczka.

Członkowie Rady nie zwlekali. Bez namysłu rzucili się do otworów wyjściowych. Najwolniej zareagował helon – nie dość, że ogromna i ciężka skorupa spowalniała jego ruchy, to nie zmieściłaby się w najbliższym włazie i musiał popłynąć odrobinę dalej.

Straszliwy atak Wielkiego Heliksa nastąpił, ledwo Katheget znalazł się poza komnatą obrad. Mimo znacznej odległości helon poczuł ból całego ciała, jakby nagle został pozbawiony skorupy i z pełną prędkością uderzył w skałę. Albo doznał skurczu wszystkich mięśni. Tak, zapewne właśnie taki był mechanizm działania, ale natura tajemniczej broni władcy wciąż pozostawała poza granicami pojmowania helonów.

Katheget przez dłuższą chwilę nie mógł ruszyć nawet płetwą, dryfując bezradnie przez błękitne wody miasta. Ale przeżył. Jatrikos z całą pewnością nie miał takiej szansy. W Radzie Ifalopolis pojawiło się wolne miejsce dla kolejnego przedstawiciela astatosów.

 

***

 

Dwóch hemisferosów chciało ze sobą porozmawiać. Sytuacja nie byłaby nadzwyczajna, gdyby nie jeden drobiazg. Tak bardzo zależało im na dyskrecji, że podpłynęli pod samą powierzchnię wody, aby uniknąć parapajów. Szpiedzy, jako rasa potrafiąca przybrać dowolny kolor skóry, zwykle nie dawali się dostrzec. Ale nie mogli uczynić swoich organizmów przezroczystymi, a zatem pod światło stawali się doskonale widoczni. Każdy wiedział, że bardzo niechętnie odwiedzali górne warstwy oceanu. Poza tym, ich płaskie ciała wydawały się wręcz stworzone do pływania tuż nad dnem. Ryzyko, że poufna rozmowa zostanie podsłuchana, rosło wraz z odległością od lustra wody.

– Ta cała przeklęta zaraza niekorzystnie wpływa na interesy.

– Ba! Żebyś wiedział, ile kosztują mnie zwiększone porcje pokarmu dla tych symulujących darmozjadów!

– Z pewnością mniej niż ja straciłem na durnych ograniczeniach produkcji…

– No dobrze. Narzekać na utopijne pomysły helonów mogliśmy w centrum miasta. Po co chciałeś się spotkać?

– Musimy jakoś powetować sobie straty. A co sprzedaje się najlepiej w czasach choroby?

– Już nie nadążamy z wytwarzaniem amuletów. Ergatesi kupują w każdych ilościach.

– A na co byłby jeszcze większy popyt niż na talizmany? Czego klient potrzebuje każdego dnia, a nie jednorazowo?

– Wynaleziono lekarstwo?!

– I właśnie dlatego chciałem spotkać się z tobą. Podobno masz niezłe kontakty z helonami. Zacieśnij je jeszcze bardziej, dowiedz się, co leczy tę paskudną zarazę, a dostaniesz jedną czwartą zysków.

– Żarty sobie stroisz? Za podlizywanie się tym przemądrzałym bufonom miałbym dostać jakieś nędzne ochłapy? Jedną czwartą zysków to ty możesz zachować dla siebie, ja zadowolę się resztą.

 

***

 

Słowa znajomego hemisferosa bardzo zaskoczyły Kathegeta. Przemysłowcy chcą pomóc w badaniach. Kto by pomyślał, że te liczykrupy mogą chcieć poświęcić cokolwiek dla dobra społeczności? Pracownicy z nich wprawdzie kiepscy – maleńkie czułki niespecjalnie nadają się do chwytania narzędzi. Myśliciele również nietędzy – najbogatsza rasa świetnie kombinuje, lecz jej przedstawicielom brak naukowego przygotowania. A jednak pomysły miewają ciekawe. Warto sprawdzić, może faktycznie jad z parzydełek nadawałby się do zwalczania czynnika chorobotwórczego? Nie wolno gardzić żadnym wsparciem. Nie wiadomo, może szybkie znalezienie lekarstwa to jedyny sposób na uratowanie Ifalopolis przed opuszczeniem? Zwłaszcza teraz, po kolejnej Radzie, która nie zakończyła się podjęciem konkretnych decyzji, tylko zamordowaniem jednego z członków.

I za co? Za protest przeciwko obniżeniu temperatury, które faktycznie mogłoby zagrozić jajeczkom? I tak sprzeciw na nic się nie zdał. Oszczędzanie energii to po prostu smutna konieczność. Lepiej stracić jeden rocznik astatosów, niż dopuścić do zaduszenia wszystkich mieszkańców metropolii. Dlaczego panujący podjął tak drastyczną decyzję?

Jako najstarszy ifalopolitańczyk, Katheget pamiętał wiele uroczystych koronacji, brał udział w zebraniach Rady już za trzech kolejnych władców. Jeszcze żaden nie zachowywał się aż tak kapryśnie. Wielki Heliks oszalał czy jednak wyczytał coś groźnego w myślach biednego Jatrikosa? Kto wie, może i przemknęła mu przez głowę myśl o zamachu stanu? Epidemie zwykle niekorzystnie wpływają na nastroje w mieście. Zapewne wszyscy pływają poddenerwowani.

Dość jałowych rozważań! Trzeba napisać list do Gualiego, aby godnie przyjął w Zimnym Laboratorium hemisferosowych ochotników. Niechże wykorzysta ich niespotykany zapał do niesienia pomocy.

 

***

 

Wśród astatosów zawrzało. Głównie z dwóch przyczyn: obniżenia temperatury w krytycznym dla jajeczek okresie oraz zamordowania przedstawiciela rasy w Radzie Ifalopolis.

Ferment raczej nie objawiał się w rozmowach – zbyt obawiano się wszędobylskich parapajskich szpiegów. Oznaki niepokoju dawało się raczej zobaczyć niż usłyszeć – drgające z wściekłości czułki, szczypce wprowadzające niedostrzegalne mankamenty do towarów produkowanych z myślą o pałacowych odbiorcach.

Przy głównych wejściach do astatoskich grzybnikowców mieszkalnych zainstalowano przenośne agregaty grzewcze. Kolejne naszykowano w wylęgarniach.

Wybrano nowego reprezentanta rasy. Tym razem został nim nie cyrulik, lecz rzemieślnik. Jeden z tych, którzy olbrzymią większość swoich atutów skupiali w szczypcach a nie w głowie.

 

***

 

Guali spisywał kolejne sprawozdanie dla przełożonego. Młodego helona wciąż zachwycała praca w laboratorium odległym od metropolii, ale ostatnio więcej czasu musiał poświęcać na korespondencję niż na przeprowadzanie czy choćby planowanie eksperymentów. A zmaganie się ze stosami przychodzących i wychodzących listów w ogóle nie bawiło. Ani nie dawało poczucia posłannictwa. Ot, znienawidzona robota, której, ku ubolewaniu każdego szefa, nie można zlecić podwładnym.

 

Badania hodowanych kultur czynnika chorobotwórczego nadal nie przynoszą zadowalających rezultatów. Odkryto wprawdzie szereg jadów powstrzymujących rozwój rzeczonego czynnika (por. tablica 5), tudzież zabijających co najmniej piętnaście szesnastych analizowanych obiektów (por. tablica 6), lecz każda z toksyn zaaplikowana w minimalnych dawkach koniecznych dla zwalczenia czynnika chorobotwórczego, okazuje się być letalna również dla nosicieli choroby…

 

***

 

Niewielki parapaj, chwilowo piaskowożółty wpłynął do grzybnikowca stanowiącego siedzibę szpiegów. Tutaj doskonale znano jego zapach i kształt płetw. Niezatrzymywany, dostał się do bąbla Kataskopa.

– Ważne wieści o hemisferosach.

– Słucham.

– Czy jesteśmy tu sami? To naprawdę doniosłe informacje. Źle by się stało, gdyby dotarły do niepowołanych linii nabocznych.

– Kto odważyłby się podsłuchiwać szefa szpiegów? Bulgocz.

– Hemisferosi sprzedają ergatesom lekarstwo na zarazę. I drogo sobie za nie życzą. A nie słyszałem ani słóweczka, że heloni coś takiego odkryli.

– To rzeczywiście istotna sprawa. Dziękuję. Wracaj do obowiązków.

Ledwie ogon młodego parapaja zdążył ostatni raz mignąć w otworze wejściowym, od ściany odczepił się dotychczas niewidoczny szef działu śledzącego helonów, prywatnie najbliższy przyjaciel Kataskopa.

– Wynaleźli lekarstwo? – spytał gospodarz.

– Niemożliwe. Wiedziałbym o tym. Znam treści raportów z Zimnego Laboratorium jeszcze zanim ten niepokorny młodziak je napisze. A chwilę po powstaniu sprawozdania ja dostaję trzy kopie. W mieście jeszcze szybciej, ale tu badania nie są tak zaawansowane. Pancerni z całą pewnością nie potrafią wyleczyć zarazy.

– No to czym handlują przezroczyści?

– A jakie to ma znaczenie? Ważne, co my możemy dla siebie ugrać.

– I czy dostaniemy to od długiego, czy od przezroczystych.

– I ile to będzie w sumie.

Zaśmiali się obydwaj.

 

***

 

Wreszcie jakieś dobre wieści! A przynajmniej nie do końca złe. Populacja ergatesów wciąż spadała i niebezpiecznie zbliżała się do poziomu, przy którym trzeba będzie zatrzymać Wielki Kierat a w konsekwencji ewakuować miasto. Wszyscy prywatni służący rozproszeni po licznych grzybnikowcach już zostali skierowani do najważniejszego zadania – zapewniania energii niezbędnej do przetrwania metropolii. Wyższe rasy narzekały, lecz kierat wciąż się obracał, a pompy nieustannie dostarczały tlenu. Ale oto epidemia wygasała. Codziennie znajdowano nowe zwłoki, jednak pojawiało się ich coraz mniej. Tak bezwzględnie, jak i w odniesieniu do wciąż żyjących robotników. Jeśli prognozy helonów były poprawne i dotychczasowe trendy się utrzymają, to Ifalopolis ocaleje.

Katheget nie miał pewności, co powstrzymało chorobę. Może wymuszone oszczędnościami obniżenie temperatury? Może wysiłki oktopodów i ekulosów zmierzające do jak najszybszego usuwania ciał, zanim pobratymcy je znajdą i zjedzą? A może po prostu epidemia wyczerpała się sama, jak wiele wcześniejszych chorób? Zabrała najpodatniejsze osobniki i wreszcie odchodzi w ślad za nimi?

 

***

 

– Tu lek.

– Lek zła.

– Lek dobra. Siostra chora, siostra jedzenie lek, siostra zdrowa. Twoja chora, twoja jedzenie lek.

 

***

 

– Witam panów na kolejnym spotkaniu Rady. Jak rozumiem, epidemia prawie się skończyła?

– Tak, Wielki Heliksie – oświadczył Katheget. – Znajdujemy jeszcze ciała ergatesów, ale jedno, co najwyżej dwa dziennie. Populacja robotników chwilowo ustabilizowała się na poziomie nieco poniżej jedenastu szesnastych wyjściowego stanu.

– Niestety, nasze kłopoty jeszcze się nie skończyły – wtrącił Kataskop.

– Oczywiście, że nie. Nic takiego nie sugerowałem. Liczebność pracowników spadła w znaczącym stopniu. Niedobory siły roboczej będą nam doskwierać, dopóki populacja się nie odbuduje, a proces ten zachodzi wolno. Wszystkie oszczędzające energię programy, które wdrożyliśmy, jeszcze przez dłuższy czas pozostaną w mocy.

– Nie to miałem na myśli. Znaleziono ciała martwych oktopodów.

– Co takiego?! – Dimatos wyprysnął na środek sali. – Dlaczego ja nic o tym nie wiem? – Parapaj w odpowiedzi jedynie zafalował pogardliwie płetwami. – Ale jak to? Przecież twierdziliście, że zaraza nie może zaatakować wyższych ras!

– Nikt nic takiego nie bulgotał. Panie Dimatosie, proszę się uspokoić – mitygował helon. – Panie Kataskopie, czy zgony oktopodów można z całą pewnością przypisać chorobie?

– Wyglądają dokładnie tak samo jak zmarli ergatesi; żadnych śladów przemocy – odpowiedział parapaj.

– Proszę zadbać o jak najszybsze wyekspediowanie próbek tkanek do Zimnego Laboratorium. To rozwieje wszelkie wątpliwości. Czy pańscy podwładni będą potrafili pobrać odpowiednie fragmenty i należycie je zabezpieczyć na czas transportu, czy też mam podesłać jakiegoś doświadczonego helona do pomocy?

– Damy sobie radę.

– Czego heloni dowiedzieli się o zarazie?! Jak ją wyleczyć?!

– Doprawdy, panie kolego, proszę się opanować. Wrzaski w niczym nie pomogą. Poznaliśmy drogi, którymi można zarazić się od nosiciela. Przede wszystkim, sugerowałbym ograniczyć dotykanie chorych osobników. Zaraz po zakończeniu Rady prześlę panu streszczenie raportów na ten temat.

– Do krakena z zarażaniem! Jak to leczyć?

– Proszę mi wierzyć, łatwiej zapobiegać niż leczyć. Najlepsze skutki daje obniżenie temperatury otoczenia. Im szybciej, tym lepiej. Optymalne rozwiązanie stanowi przeniesienie chorego do jakiegoś chłodnego miejsca tuż po wystąpieniu pierwszych objawów. Po dwóch dobach w zimnie oznaki ustępują, a po trzech trudno znaleźć czynnik chorobotwórczy w organizmie. Ponadto, ergatesom pomagała lekka, roślinna dieta. Trudno mi udzielić jakichś wskazówek mięsożernej rasie. Mam nadzieję, że nie muszę pana ostrzegać przed kanibalizmem.

– Dobrze, to świetnie, że zimno zabija zarazę. A jakie lekarstwa skutkują?

– Nie znamy żadnych lekarstw działających na tę chorobę.

– To co hemisferosi sprzedają ergatesom?! Panie Emporasie, czy to wyleczy również oktopody?

Zaskoczony przemysłowiec aż przygasił fioletową poświatę emanującą z ogromnego ciała. Wielki Heliks buchnął śmiechem. Spłoszone myśli osłupiałego Emporasa okazały się tak niezwykłe, że władca postanowił podzielić się nimi ze wszystkimi zebranymi.

– Hemisferosi sprzedają ergatesom po zawrotnych cenach odpady z fabryk! Specyfik leczy jedynie kłopoty finansowe najbogatszej rasy!

– Co takiego?!

– Skandal!

– Panie kolego! Jak panu nie wstyd?

– Żądam usunięcia Emporasa z Rady! Nie jest godzien podejmowania decyzji o losach Ifalopolis!

– W ogóle powinniśmy wygnać hemisferosów z miasta!

– I skonfiskować im majątki!

– Panowie, odrobinę opanowania – zaapelował władca. – A czego właściwie oczekiwaliście po przemysłowcach? Altruizmu? Nie wykluczę Emporasa z Rady. Nie możemy zmieniać jej składu co oktadę. – Nikt nie odważył się na komentarz, kto i jak przyczynił się do ostatniej modyfikacji. – Ale zgadzam się, że postępek hemisferosów zasługuje na karę. Rozważę propozycje, które panowie zgłosili. To wszystko na dzisiaj. W takich nastrojach i tak nic rozumnego nie uchwalimy.

 

***

 

Dimatos niecierpliwie rozerwał bisiorową pieczęć. Z emocji aż ramiona mu się plątały. List od starego helona powinien zawierać informacje o przyczynach śmierci oktopodów.

I zawierał. Jak pisał Katheget, w tkankach zmarłych znaleziono ten sam czynnik chorobotwórczy, który spowodował zgon tysięcy ergatesów. Szef policji nie mógł dopuścić do podobnej hekatomby wśród własnej rasy. Sytuacja wymagała zdecydowanych działań.

 

***

 

Coś nie dawało spokoju Kathegetowi. Miał irytujące wrażenie, że czegoś nie dostrzega. Czy chodziło o jakieś przeoczenie w badaniach? Wprawdzie epidemia przetrzebiająca ergatesów już właściwie wygasła, lecz zaczęła panoszyć się wśród oktopodów, więc znalezienie lekarstwa stało się ważniejsze niż kiedykolwiek. Co takiego mu umykało? Gdzie popełnił błąd? Skąd brało się denerwujące uczucie?

Do bąbla nagle zajrzał jakiś parapaj. O dziwo, czerwono-błękitny i doskonale widoczny.

– Panie Kathegecie, przypływam z polecenia Kataskopa. Prosił, aby panu przekazać, że mamy poważne kłopoty.

– Cóż się wydarzyło?

– Najpierw oktopodzi postanowili masowo wypłynąć do zimnych prądów, żeby uchronić się przed zarazą. Rankiem opuścili Ifalopolis.

– Wszyscy? To wysoce nieodpowiedzialne postępowanie. Pochopna, przesadna i nie uzasadniona reakcja. Chwileczkę… Zabulgotał pan „najpierw”. Co działo się potem?

– Ergatesi dowiedzieli się, że sprzedawano im fałszywe lekarstwo. Wszczęli zamieszki. Stada robotników grasują po mieście i mordują każdego napotkanego hemisferosa. Oczywiście, Wielki Heliks mógłby ich powstrzymać choćby samotnie, ale… nie możemy sobie pozwolić na stratę kolejnych pracowników. Czy heloni mają jakiekolwiek pomysły na ratowanie sytuacji?

Katheget wreszcie uświadomił sobie, co go trapiło. Brak niskiego dźwięku, który każdy ifalopolitańczyk słyszał od przyjścia na świat. Wielki Kierat stanął.

Koniec

Komentarze

Jako że mój vox również był niezadowolony z nagłego urwania się poprzedniego tekstu – przeczytałem. I polubiłem ; ) Całkiem nieźle rozwinął się świat przedstawiony. No, a zakończenie wciąż na tyle otwarte, żeby dało się dopisać jeszcze jeden ciąg dalszy : )   PS Takie pytanie na boku, Finklo, pisałaś może tekst na Toystories?

Dzięki. :-) Nie zaczynaj… Tytułowa zaraza skończona? Skończona. I wystarczy. Nie wykluczam, że może jeszcze kiedyś machnę jakieś opowiadanko o podwodnym świecie, ale już niekoniecznie z dokładnie tego ujęcia. Tak, pisałam. Rozumiem, że Ty też?

Babska logika rządzi!

Jedna zaraza się kończy, inna się zaczyna : ) Ale ja tam lubię historie, których zakończenie jest na dobrą sprawę począkiem. Właśnie jedno nazwisko zabrzmiało mi znajomo ; )

Jak to w życiu… Tylko jedno? Więcej było…

Babska logika rządzi!

Fajnie, że się ugięłaś i napisałaś dalszy ciąg:) Doświadczenia helonów na ergatesach wywołują dreszczyk – głównie dlatego, że przypominają mało chlubne katry w historii medycyny (mi się z Hansenem albo badaniami z okresu II WŚ kojarzyło). Zaskoczyło mnie, że ergatesi należą do kręgowców – nie wiedzieć czemu wcześniej mi się ubzdurało, że to jakiś półrozumny kryl. Rasistka ze mnie. A gnana ciekawością i tropieniem łacińskich śladów znalazłam prawdziwego Ergatesa – zwie się toto po polsku borodziej – cóż za cudna nazwa! Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Fajnie, że fajnie. ;-) Tak, trochę miałam w pamięci różne paskudne doświadczenia. Nie kojarzę Hansena, ale było coś z czarnoskórymi i syfilisem… No nasz gatunek bywa wredny. Jak widać – półrozumne kręgowce. Rasistka to chyba nie najlepsze słowo. Podtypistka? ;-) Nawet nie miałam pojęcia o tym Ergatesie. Ja szłam całkiem innym tropem. Ale nie zdradzę, jakim. :-p

Babska logika rządzi!

Mnie to się ergatesi skojarzyli z ergastulum (taki rzymski obóz pracy)   A wracając do naszego offtopu, inne nazwiska albo nic mi nie powiedziały, albo od razu odgadłem, a w jednym przypadku pomyślałem: "hmm… Czyżby…?" : )

Hmmm. Bardzo ciekawe skojarzenie. Rozwinęłabym komentarz, ale nie chcę publicznie puszczać farby. :-) Skoro od razu odgadłeś, to jednak też znajome. A ta zagadka nie jest zbyt trudna. Nie należą się żadne nagrody. ;-)

Babska logika rządzi!

…Finklo. Przeczytałem obie części. A oto moje spostrzeżenia 1.:. Opisałaś barwny, oryginalny, podwodny świat. Jakoś kojarzy mi się z wielką rafą koralowlową na Pacyfiku. 2. Dialogi oryginalne i z domieszką humoru. Szczególnie podobali mi się ergatesi ze swą prymitywną mową. 3. Pomysł z "kieratem" wprost genialny. 4. Brakowało mi wyrazistego, jednego, albo pary bohaterów, z którymi związałbym się emocjonalnie. Trochę za mało fabularne, a za bardzo "socjologiczne". 5. Opowiadanie przypomina nieco zbyt mocną kawę: gęsta, aromatyczna, ale należy pić małymi łykami. Pozdrawiam.

Ryszardzie, dziękuję za komentarz. :-) Ad 1. Bardzo słusznie Ci się kojarzy, zaczerpnęłam stamtąd wiele elementów. Ad 2. Cieszę się, że zwłaszcza mowa ergatesów przypadła Ci do gustu. Bardzo się bałam, jak czytelnicy odbiorą takie prymitywne dialogi. Ad 3. :-) Ad 4. Wiem – wspominałeś o tym już przy pierwszej części. Ale obecny fragment bardzo ściśle wiąże się z poprzednim. Skoro już tak zaczęłam, to musiałam skończyć w tym samym stylu i miałam za mało możliwości manewru na jakieś radykalne zmiany. Przerost "socjologii" nad fabułą. A czy one się nawzajem wykluczają? To wycinek dziejów wielorasowego społeczeństwa. Starałam się pokazać reakcje różnych grup mieszkańców miasta na te same wydarzenia. Mam nadzieję, że coś tam się jednak dzieje. Trochę dlatego w pierwotnej wersji brutalnie ucięłam opowiadanie – co ciekawego jest w chorobie trapiącej nie jednostkę, nie rodzinę, ale społeczność? Tu już nie ma specjalnie miejsca na uczucia, bo śmierć tylu osobników to – statystyka. Ad 5. Hmmm. Mam nadzieję, że nie poparzyło, nie wyżarło kubków smakowych ani innych spusztoszeń w organizmie nie dokonało.

Babska logika rządzi!

…Finklo. Naprawdę jesteśmy podobni literacko. Raz lądujemy na planetoidzie, innym razem nurkujemy w oceanie. Pozdrawiam uśmiechnięty.

Czy to podobieństwo literackie czy charakterologiczne? Bo w końcu ile jest biotopów nadających się do fantastycznej eksploatacj? My po prostu lubimy wycieczki w nowe środowiska, więc niekiedy odwiedzamy te same okolice. A ja praktycznie nie rymuję. Również pozdrawiam. :-)

Babska logika rządzi!

No tak. Zajdel chyba uśmiecha się, myśląc, że nie był ostatnim, że jeszcze są straceńcy, których socjofantastyka interesuje.   Nic nie pisałem pod częścią pierwszą, i dobrze zrobiłem, czekając na kontynuację.

Dziękuję, AdamieKB. Nooo, jeśli Zajdel się uśmiecha, to chyba wyszło przyzwoicie. Ale przecież, wezwany do tablicy, coś tam napisałeś i pod pierwszą… :-)

Babska logika rządzi!

Ale dopiero teraz podsumowałem, w pewnym sensie.

Tak. Odpowiedziałeś na pytanie (wyczerpująco) i wróciłeś do swojej ławki. A teraz dorzuciłeś coś z własnej, nieprzymuszonej woli. Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

Wygląda, jak gdybym tylko "dorzucił", ale zważ, iż wybór między ogólnym (lecz nie ogólnikowym) skomentowaniem a rozdrabnianiem się na szczegóły, wybór rozstrzygniety na korzyść tego pierwszego, więcej potrafi mówić od sumy elementów.

Adamie, nie narzekam. Musiałabym być wyjątkowo głupia lub wredna, żeby próbować. Zwyczajnie nie mam podstaw i koniec. Moje ego chichocze ze szczęścia. Ja w tamtym zdaniu bardziej akcentowałam własną wolę. Naprawdę doceniam Twoje komentarze. Każdy z nich.

Babska logika rządzi!

Czy to naprawdę koniec całej historii? Bo prawdę mówiąc, czuję niedosyt i chętnie przeczytałabym jakiś jej kolejny ciąg dalszy. Jakkolwiek Zaraza w Ifalopolis może stanowić oddzielną i zrozumiała całość, to poprzedzona Śmierciami ergatesów sprawiła, że spędziłam nad wyraz miłe popołudnie i wieczór. I cóż, teraz pozostaje mi czekać na Twoje kolejne, satysfakcjonujące opowiadanie. ;-)     „…z obawy przed kosztami, jakie kasta przemysłowców musiałaby ponieść”. –– …z obawy przed kosztami, które kasta przemysłowców musiałaby ponieść.   „Ale nie jest to jedyna hipoteza, jaką rozpatrujemy”. –– Ale nie jest to jedyna hipoteza, którą rozpatrujemy. Lub: Ale nie jest to jedyna z rozpatrywanych hipotez.   „Uważam, iż należy jak najszybciej pozbywać się ciał zmarłych, jakie ciągle znajdują oktopodzi”. –– Uważam, iż należy jak najszybciej pozbywać się ciał zmarłych, które ciągle znajdują oktopodzi.   „Najpierw jednak Guali musiał zabrać się za pisanie raportu dla Kathegeta”. –– Najpierw jednak Guali musiał zabrać się do pisania raportu dla Kathegeta.   Dzikusi! No cóż, trudno oczekiwać, że pojmą dobrodziejstwa życia…” –– Dzikusy! No cóż, trudno oczekiwać, że pojmą dobrodziejstwa życia…   „I na podobnie nonsensowne przeszkody napotykał się w wielu innych sytuacjach”. –– I na podobnie nonsensowne przeszkody napotykał w wielu innych sytuacjach. Lub: I na podobnie nonsensowne przeszkody natykał się w wielu innych sytuacjach.   „…w jaki sposób choroba przeskakuje od jednego osobnika do drugiego?” –– Wolałabym: …w jaki sposób choroba przenosi się z jednego osobnika na drugiego?   „Straszliwy atak Wielkiego Heliksa nastąpił, ledwo Katheget znalazł się poza komnatą obrad”. –– Wolałabym: Ledwo Katheget znalazł się poza komnatą obrad, nastąpił straszliwy atak Wielkiego Heliksa.   „Szpiedzy, jako rasa potrafiąca przybrać dowolny kolor skóry, zwykle nie dawali się dostrzec. Ale nie mogli uczynić swoich organizmów przezroczystymi, a zatem pod światło stawali się doskonale widoczni. Każdy wiedział, że bardzo niechętnie odwiedzali górne warstwy oceanu. Poza tym, ich płaskie ciała wydawały się wręcz stworzone do pływania tuż nad dnem. Ryzyko, że poufna rozmowa zostanie podsłuchana, spadało wraz z odległością od lustra wody”. –– Powiedziałabym, że ryzyko podsłuchania rozmowy rosło wraz z odległością od lustra wody, im bliżej dna, tym było większe. Dlatego dwóch hemisferosów podpłynęło pod powierzchnię.   …szczypce wprowadzające niedostrzegalne mankamenty do towarów…” –– Wolałabym: …szczypce powodujące niedostrzegalne mankamenty towarów…   „Poznaliśmy sposoby, jakich choroba używa, aby rozprzestrzeniać się od jednego nosiciela do następnego”. –– Choroba przenosi się z nosiciela na zdrowego osobnika, który dopiero wtedy staje się nosicielem. Co prawda choroba przenosi drogą/ metodą/ także sposobem, ale chyba nie używa sposobów. Wolałabym: Poznaliśmy drogi/ metody/ sposoby, którymi choroba rozprzestrzenia się od nosiciela na kolejnego osobnika.   „Rozważę propozycje, jakie panowie zgłosili”. –– Rozważę propozycje, które panowie zgłosili.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, bardzo dziękuję za komentarz. Cieszę się, że mile spędziłaś popołudnie i wieczór. TEJ historii koniec. Nie będzie dopisków do dopisków. Ale świat Ifalopolis wciąż pozostaje niewyeksploatowany. Może jeszcze kiedyś jakąś inną opowiastkę popełnię… Mam nadzieję, że się doczekasz. :-) O Twoich uwagach: uuuuu, długa lista wyszła. Niedobrze. Poprawię w oryginale. A zmieniające się ryzyko to totalna porażka. Nie rozumiem, co mnie zaćmiło do tego stopnia. Wstyd mi i przepraszam wszystkich czytelników za babola. Tobie dziękuję za wytknięcie błędów.

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-) Mam pewność, że sie doczekam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mogłaś i pomogłaś. A pewności nigdy nie ma… ;-)

Babska logika rządzi!

Pozwól Finklo, że pozostanę przy moim przekonaniu i będę czekać, aż się doczekam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ jasne, że nie będę Cię siłą nawracać na niewiarę w satysfakcjonujące opowiadania. Nawet pożyczę, żebyś nie musiała czekać długo… ;-)

Babska logika rządzi!

Nawet nie musisz mi pożyczać, bo mam pod dostatkiem, ale dziękuję.  ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chodziło mi o życzenia. Dwuznaczność zamierzona. Bo ja złośliwa bywam. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiem o co Ci chodziło. Specjalnie tak napisałam. Bo ja wesołą bystrzaczką bywam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A to gratuluję. :-)

Babska logika rządzi!

I winszuję wzajemnie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

;-)

Babska logika rządzi!

Miło było ponownie odwiedzić Ifalopolis. Przeczytałem z zainteresowaniem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo fajne, podobało mi się :)

Dzięki. Cieszę się. :-)

Babska logika rządzi!

ekhem, bo tu niektórzy czekają na ciąg dalszy. :) pisz pisz

TO był ciąg dalszy. :-) Historia zarazy zakończona. Może jeszcze kiedyś machnę coś o Ifalopolis, ale to już będzie inna bajka. I nie nastąpi prędko… Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Nie zgadzam się z głosami, że to opowiadanie jest gorsze od poprzedniego. Uważam, że jest równie zabawne, elokwentne i ciekawe. Tylko, sadystko, jak możesz kończyć w takim momencie!?

Chcę dalej. :)

6/6.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dziękuję, Arhizie. :-)

Wiesz, jakby co, możesz zgłaszać teksty do Biblioteki.

A co, miałabym dołożyć drobiazgowe opisy płaczu, zgrzytania zębów i załamywania płetw? ;-) Już się wydawało, że katastrofy nie będzie, a tu nagle posypało się coś innego. I kicha.

Dalej nie ma nic ciekawego – za mało tlenu w mieście, musieli się pośpiesznie ewakuować. Tłok, zamieszanie, mnóstwo ofiar. A na zewnątrz dziki świat, drapieżniki niepilnowane przez tunatesów. Jeszcze więcej ofiar. Chaos. Anarchia…

Babska logika rządzi!

Serio mogę? A to nie jest tak, że trzeba być w jakiejś loży? 

 

Jak to chaos i anarchia? Żółwie na pewno coś wymyśliły! (wyparcie mode on) 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Serio – możesz. W HP jest przypięty wątek ze zgłoszeniami. Na moje oko warunki spełniasz.

Owszem, żółwie wymyśliły. Ale weź, zrealizuj jakikolwiek cwany pomysł w spanikowanym tłumie wiejącym z miejsca, gdzie może się udusić.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka