- Opowiadanie: PsychoFish - "Na rympał" (Kosmiczny S.)

"Na rympał" (Kosmiczny S.)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

"Na rympał" (Kosmiczny S.)

W chmu­rze wi­ru­ją­cych odłam­ków me­te­ory­tów, ko­smicz­nych śmie­ci oraz wra­ków zło­mo­wa­nych lub ule­głych nie­szczę­śli­we­mu wy­pad­ko­wi stat­ków, gubił się każdy sy­gnał ra­da­ro­wy. Za­ło­ga bazy pla­ne­to­idy Smo­leńsk na ekra­nach wi­dzia­ła tylko jasny pas o za­mglo­nych brze­gach. W stocz­ni re­mon­to­wej stał “Po­tiom­kin”, na bli­skiej or­bi­cie dry­fo­wa­ły dwa to­wa­rzy­szą­ce nisz­czy­cie­le. Cisza, spo­kój, karty, wódka. Trwa­ło­by to pew­nie do końca zmia­ny, jak wczo­raj i jak miało być jutro, ale nagle zawył alarm i świa­tła za­czę­ły migać. Pod­nie­śli głowy, zdzi­wie­ni.

 

– Mi­cha­ił znów się urżnął przy kon­so­le­cie…?

– Teraz sie­dzi Wania… Wania nie chla na służ­bie, bo już dwie na­ga­ny ze­brał.

– To co, praw­dzi­wy alarm?

 

Sie­dzie­li tak, za­sta­na­wia­jąc się czy wstać. Każda se­kun­da zwło­ki pły­ną­cej z za­sko­cze­nia była cenna. Kil­ka­na­ście sy­re­nek mknę­ło z sza­leń­czą pręd­ko­ścią przez są­sia­du­ją­cy ze Smo­leń­skiem pier­ścień śmie­ci. Każda z nich to cud za­rad­no­ści Zło­mia­rzy, kor­we­ta skła­da­na z resz­tek wy­rzu­ca­nych w próż­nię przez bo­gat­szych są­sia­dów – a zwin­na i ką­śli­wa jak mało który model. Za nimi, w dry­fie wspo­ma­ga­nym tylko ma­new­ro­wy­mi sil­ni­ka­mi, szedł “Żubr”, z de­san­to­wy­mi hi­per­for­te­ca­mi pod­cze­pio­ny­mi do szkie­le­tu. Nie­wie­lu było pi­lo­tów rów­nie sza­lo­nych, nie­sub­or­dy­no­wa­nych i jed­no­cze­śnie wy­ćwi­czo­nych w swoim fachu, by na peł­nym ciągu wejść w mgłę odłam­ków. Każde zde­rze­nie było śmier­tel­ne, po­dob­nie jak o uła­mek se­kun­dy spóź­nio­ny ma­newr. Kom­pu­te­ry na­wi­ga­cyj­ne nie na­dą­ża­ły prze­li­czyć kursu wśród tak skom­pli­ko­wa­ne­go ukła­du ciał, na do­da­tek za­kłó­ca­ne­go wpły­wa­mi gra­wi­ta­cyj­ny­mi ze zma­gań dwóch krą­żą­cych wokół sie­bie gwiazd. A oni wy­łą­cza­li na­wko­my, prze­cho­dzi­li na ręcz­ne ste­ro­wa­nie i szli, ba, pruli!

 

Pol­scy ju­mo­nau­ci. Elita wa­ria­tów, prze­myt­ni­ków i zło­dziei. Dla nich chmu­ra była domem, schro­nie­niem, uciecz­ką, ży­wi­ciel­ką. I z niej wła­śnie wy­sko­czy­li, z po­zo­ru bez­ład­nie roz­sy­pa­ni, wprost na naj­bliż­szy nisz­czy­ciel.

 

“Ni­ko­łaj I” ob­ra­cał się aku­rat, by móc oddać salwę z dział dzio­bo­wych, gdy kor­we­ty roz­pro­szy­ły się i opa­dły go chma­rą ze wszyst­kich stron. Za­bły­sły sy­ren­kom bur­to­we ka­ra­bin­ki pro­mie­nia­mi, po­szły dwie smugi cięż­kich tor­ped wprost na mo­stek nisz­czy­cie­la. Je­dy­na rzecz, którą jesz­cze w Rze­pli­tej Trzy­stu Pla­ne­to­id umia­no zro­bić po­rząd­nie: la­se­ry… W od­po­wie­dzi ra­nio­ny okręt wy­pluł stru­mień po­ci­sków z ob­ro­to­wych mass-dri­ve­rów, usi­łu­jąc prze­trą­cić sza­le­ją­cy do­oko­ła rój. Na darmo, już w kupie są za głów­ny­mi sil­ni­ka­mi, ką­sa­jąc je bez­li­to­śnie w prze­lo­cie. Już przy­kle­ja­ją się do ob­ry­su burt, poza stoż­ka­mi ognia wroga, śmi­ga­jąc wzdłuż nich w sza­leń­czym raj­dzie po­mię­dzy wie­życz­ka­mi obro­ny, an­te­na­mi i wy­pust­ka­mi śluz. Gryzą, szar­pią ude­rze­nia­mi la­se­ro­wych kłów, jak psy odyń­ca na po­lo­wa­niu: na wy­krwa­wie­nie, na zmę­cze­nie. Do­szedł na tył i klucz tor­pe­do­wy, gru­by­mi stru­mie­nia­mi im­pul­so­we­go świa­tła to­piąc głów­ny napęd. Po strza­le ode­rwa­li się, ro­ze­szli, ostrą świe­cą od­bi­li w stro­nę gwiazd – po­trze­bo­wa­li czasu na re­char­ge. Swoje zro­bi­li, “Ni­ko­łaj I” oka­le­czo­ny dry­fo­wał w ob­ro­cie. Do dys­po­zy­cji po­zo­sta­ły mu tylko ma­new­rów­ki. Sy­ren­ki uwi­ja­ły się wokół ciel­ska nisz­czy­cie­la jak mrów­ki, błysk za bły­skiem ogry­za­jąc go z pan­ce­rza, do kości szkie­le­tu ka­dłu­ba. Ranny nisz­czy­ciel pruł bez­u­stan­nie odłam­ka­mi z mass-dri­ve’ro­wych wież, pró­bu­jąc opę­dzić się od in­sek­tów, lecz na nic to – wszyst­ko szło w próż­nię do­oko­ła.

 

– Duży i Żółty do Ma­luch Jeden, od­biór!

– Tu Ma­luch Jeden!

– Heniu, na po­zy­cji je­stem, w sumie mam czy­stą linię… Pyk­nął­bym.

– Co!? Zrzut mia­łeś robić, nie strze­lać! Za bli­sko!

– Heniu, czy­sty mam… Wy­pier­da­laj­cie. Przy zrzu­cie sobie prze­ła­du­ję.

 

Roz­pierz­chły się gwał­tow­nie świetl­ne krop­ki kor­wet na wszyst­kie stro­ny, od­sła­nia­jąc burtę “Ni­ko­ła­ja”. Z pier­ście­nia ko­smicz­ne­go gruzu, roz­trą­ca­jąc co po­mniej­sze frag­men­ty, wy­su­nął się po­wo­li “Żubr”, mie­rząc pła­skim, nie­fo­rem­nym czo­łem wprost na krwa­wią­cy tle­nem nisz­czy­ciel. Mieli mało czasu, Smo­leńsk jak się ob­ró­ci, to już rzę­dem ba­te­rii dział da­le­kie­go za­się­gu, a i drugi okręt za chwi­lę mógł wejść do star­cia. Bły­snę­ło znie­nac­ka i przez prze­strzeń po­to­czy­ła się ma­lut­ka aste­ro­ida, pchnię­ta mass-dri­ver’em trans­por­tow­ca. Na­bie­ra­ła przy­spie­sze­nia w próż­ni, ci­śnię­ta wprost na dry­fu­ją­cy okręt. “Żubr” parł do przo­du, bły­ska­jąc ogni­ka­mi sil­ni­ków ma­new­ro­wych. Z nisz­czy­cie­la try­snę­ły po­je­dyn­cze smugi od­pa­la­nych kap­suł ra­tun­ko­wych. Skal­ny odła­mek ro­to­wał mknąc przez próż­nię, wciąż zwięk­sza­jąc pręd­kość, aż gruch­nął po­twor­nie w “Ni­ko­ła­ja” pod kątem, a na­stęp­nie od­szedł po kur­sie ry­ko­sze­tu. Syp­nę­ły się odłam­ki z po­szy­cia ka­dłu­ba w prze­strzeń, małe fi­gur­ki umie­ra­ją­cych, za­ma­rza­ją­cych na kość za­ło­gan­tów wi­ro­wa­ły na tle świa­teł bocz­nych, lecz za bli­sko to było, za krót­ka droga by głaz wię­cej przy­spie­sze­nia na­brał i znacz­niej­sze uszko­dze­nia po­czy­nił. Ude­rzo­ny nisz­czy­ciel za­czął wpa­dać w spin wokół wła­snej osi, sunąc jed­no­cze­śnie w kie­run­ku pasa aste­ro­idów. Ro­syj­scy pi­lo­ci usi­ło­wa­li jesz­cze się ra­to­wać, za­pło­nę­ły sil­ni­ki ma­new­ro­we w pró­bie wy­tra­ce­nia przy­da­ne­go pędu. Nada­rem­no, zbyt duża to ener­gia. Dryf pro­wa­dził ich w pas aste­ro­idów i złomu, nisz­czy­ciel wkrót­ce miał w niego wpaść. Do­pie­ro w serii zde­rzeń wy­ha­mu­je, w głębi po­dusz­ki z ko­smicz­ne­go śmie­cia. Za­milk­nie tam, po­dziu­ra­wio­ny, i tylko ślepy los zde­cy­du­je, czy po­zo­sta­nie na za­wsze czy zmar­twych­wsta­nie, do­tknię­ty li­to­ści­wą ręką Zło­mia­rzy.

 

“Ni­ko­łaj I” umie­rał.

 

“Żubr” w tym cza­sie za­koń­czył ma­newr ob­ro­tu, usta­wia­jąc się brzu­chem w kie­run­ku pla­ne­to­idy. Jeden po dru­gim, czte­ry ogrom­ne kon­te­ne­ry pla­ne­tar­nych lą­dow­ni­ków ode­rwa­ły się od okrę­tu i ru­szy­ły ku po­wierzch­ni, two­rząc ogrom­ną wyrwę w jego zwar­tym kształ­cie. Trans­por­to­wiec wy­glą­dał teraz jak szkie­let ryby z głową – duże czoło i ob­je­dzo­ne z ka­dłu­ba rusz­to­wa­nie. Dysze ma­new­ró­wek wy­rzu­ci­ły z sie­bie blask zjo­ni­zo­wa­ne­go gazu, pcha­jąc okręt z po­wro­tem w bez­piecz­ny nie­ład chmu­ry.

 

Na most­ku za­do­wo­lo­ny Ja­re­ma Ra­dzi­wiłł pod­parł się rę­ko­ma w pasie. Wpraw­dzie to pierw­szy ofi­cer wy­my­ślił, by wy­pchnąć cel­nym po­ci­skiem nisz­czy­ciel z ob­sza­ru, w któ­rym spra­wiał za­gro­że­nie, ale to on, hra­bia Nie­świe­ża VIII, wydał roz­kaz. Zer­k­nął ukrad­kiem na sie­dzą­ce­go nie­opo­dal ko­re­spon­den­ta wo­jen­ne­go. Dzien­ni­karz ru­szał war­ga­mi, mó­wiąc do sie­bie bez­gło­śnie, a czuj­nik la­ryn­go­fo­nu na gar­dle skwa­pli­wie re­je­stro­wał re­la­cję. Za­cho­waj godną po­sta­wę, media pa­trzą! Ekra­ny po­ka­zy­wa­ły su­ną­ce przez próż­nię lą­dow­ni­ki, od­li­cza­jąc czas do przy­zie­mie­nia. Sie­dem minut. Kon­tem­pla­cję ko­smicz­ne­go de­san­tu prze­rwał na­tar­czy­wy dźwięk alar­mu.

 

– Panie hra­bio, nisz­czy­ciel “So­ju­zni­cze­ska­ja Swo­bo­da” za pół mi­nu­ty wyj­dzie z cie­nia pla­ne­to­idy. Wy­kry­wa­my też ruch przy stocz­ni z “Po­tiom­ki­nem”. “Swo­bo­da” bę­dzie mogła – głos ra­da­row­ca wy­raź­nie się za­ła­mał, do­koń­czył jed­nak – otwo­rzyć ogień za około dwie i pół mi­nu­ty. W stoż­ku ra­że­nia są lą­dow­ni­ki.

 

Try­umf Ja­re­my ulot­nił się na­tych­miast, prze­po­czwa­rza­jąc się w klę­skę i nie­sła­wę. Hra­bia za­gryzł wargi. Co robić, co robić? Gdzie są te tchó­rze z grünber­skich aste­ro­id, kiedy są po­trzeb­ni!? Co, już z po­wro­tem w pasie!?

 

– Za­trzy­mać mi to gówno!! – roz­darł się hra­bia, roz­sier­dzo­ny. Taka wik­to­ria, taka wik­to­ria mogła być… – Wszyst­ko rzu­cić na nisz­czy­ciel!! Lą­dow­ni­ki mają do­trzeć do po­wierzch­ni!

 

Usta dzien­ni­ka­rza po­ru­sza­ły się teraz szyb­ciej, sło­wa­mi strze­lał z za­wrot­ną czę­sto­ścią. Czuj­nik zwi­jał się jak w ukro­pie, ła­piąc je w garść ob­wo­dów i śląc do krysz­ta­łu pa­mię­ci:

 

“Wście­kły do­wo­dzą­cy, po­cio­tek zna­ne­go ma­gna­ta, rzuca stra­ceń­czy roz­kaz. Ofi­ce­ro­wie kręcą gło­wa­mi w nie­do­wie­rza­niu. Wy­glą­da na to, że w plot­kach o utwo­rze­niu Pol­skie­go Kor­pu­su In­wa­zyj­ne­go li tylko po to, by sy­ne­ku­rę krew­ne­mu dać, wię­cej jest praw­dy niż są­dzo­no. Lą­dow­ni­ki idą, ale wszy­scy już wie­dzą, że gdy So­ju­zni­cze­ska­ja Swo­bo­da ci­śnie gła­za­mi – nie dojdą. Nie mają sil­ni­ków, lecą pusz­czo­ne pchnię­ciem de­san­tu, z wy­li­czo­nej od­le­gło­ści i od­mie­rzo­ną pręd­ko­ścią. Ktoś roz­ma­wia z ju­mo­nau­ta­mi z po­spo­li­te­go ru­sze­nia, uszy aż więd­ną od prze­kleństw wy­plu­wa­nych przez gło­śni­ki.

Mię­dzy nami a Swo­bo­dą jest teraz mi­nu­ta, może pół­to­rej, na peł­nej kur­wie pro­sto, bez ma­new­rów! Roz­piż­dżą nas po dro­dze! – gło­śnik rzuca sło­wa­mi ju­mo­nauc­kie­go wa­taż­ki, pod­kre­śla­jąc nie­moż­li­wość żą­da­nia hra­bie­go. Pierw­szy ofi­cer mówi coś cicho. Nie sły­szę co, ale trwa to krót­ko. W mesie tyl­kom plot­ki po­znał, że znają się oso­bi­ście z mło­do­ści. I nagle widzę, jak na ekra­nie tak­tycz­nym krop­ki wy­ska­ku­ją z za­mglo­ne­go ra­da­ro­we­go ob­ra­zu pasa! Naj­pierw jedna, potem trzy, w końcu dzie­sięć, -na­ście teraz! Wszyst­kie, wszyst­kie po­szły! Pędzą z nie­wia­ry­god­ną pręd­ko­ścią na Swo­bo­dę, byle za­trzy­mać, uką­sić! Ale już radar po­ka­zu­je pył wokół mar­ke­ra nisz­czy­cie­la, już sunie on na wa­ta­hę my­śli­wych. To wieże mass-dri­ver’owe roz­po­czę­ły ka­no­na­dę, sta­wia­jąc ogień za­po­ro­wy chmu­rą skal­nych szrap­ne­li. W star­ciu na śred­ni dy­stans, przy tym przy­spie­sze­niu, roz­pę­dzo­ne ka­mie­nie i ka­wał­ki lodu na­bie­ra­ją ener­gii zdol­nej prze­bić pan­cer­nik. Kor­we­tę na swej dro­dze miaż­dżą samym im­pe­tem… Gło­śni­ki na most­ku plują dźwię­ka­mi, ju­mo­nau­ci modlą się, klną, że­gna­ją się ze sobą szorst­ki­mi słowy.

 

Za­ło­ga Żubra mil­czy: ra­da­ro­wiec pięść za­gryzł, na­wi­ga­tor w na­pię­ciu sta­wia wa­ria­cje kursu i liczy czasy na omi­nię­cie salwy, w na­dziei na ja­kieś cu­dow­ne roz­wią­za­nie; ko­mo­fi­cer ukrył twarz w dło­niach. Pierw­szy rzu­cił obraz z kamer lą­dow­ni­ka na głów­ny mo­ni­tor i pa­trzy w sku­pie­niu, z ob­li­czem ścią­gnię­tym nie­po­ko­jem. Widać żar dysz prze­grze­wa­ją­cych się sil­ni­ków kor­wet. Gnają jasne punk­ty sy­re­nek co sił, cią­gnąc za sobą świetl­ne smugi. Na­prze­ciw nim sunie ciem­na plama gwiezd­ne­go gruzu, ci­śnię­ta mor­der­czy­mi dzia­ła­mi Swo­bo­dy, roz­cho­dzi się, drogę za­gra­dza. My wszy­scy tu bez­sil­ni, nic nie mo­że­my, tylko pa­trzyć na tę tra­gicz­ną szar­żę lek­kiej bry­ga­dy… Niech Bóg ma ich w opie­ce!

 

Wtem ryczy gło­śnik radia, głos jeden się wzbi­ja, inne tłam­si i za­dep­tu­je, za­chryp­nię­ty, prze­siąk­nię­ty śmier­tel­ną trwo­gą lecz wciąż opa­no­wa­ny:

Uwaga Ma­lu­chy! Na mój znak… Trzy… dwa… jeden… Unik, unik, unik!!!

 

Koniec

Komentarze

Kuźwa, ten edytor… Dobra, to jest fragment czegośtam ;) Potrzebuję przy okazji weryfikacji "Sojuznej Swabody" – niszczyciel ma nosić nazwę "Sojusznicza Wolność" ;) Każde uwagi, techniczne, stylistyczne, merytoryczne – mile widziane!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish… Masz u mnie przechlapane. Jeden z moich pomysłów moge wyrzucić do kosza. Albo poważnie zmodernizować, żeby plagiatu nie było. Bo Tobie się SCENKĘ! zachciało napisać. >:[ A na poważnie. Napisane z iście ułańską fantazją. Kosmiczny Sienkiewcz prawie. :) Pzdr.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth – no… trochę mi przykro. Czy poprawi twoje samopoczucie info, że scenka była testowana na dzieciach i zwierzętach? :D Dzięki za komentarz, mam nadzieję, że przynajmniej się podobało :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podobało się, moje grafomoańskie kilmaty. :) Nie wiem czy to tylko u mnie coś z tym tekstem rąbie, ale w niektórych miejscach literki są czarne…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Już poprawiłem. Zapomniałem, że kochany web nie toleruje podwojnego dzióba, traktując go swoiście po swojemu ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałem. Kosmiczny Sienkiewicz – to bardzo trafne określenie ;) Treść zrozumiała. Czasem trochę się gubiłem w tym gąszczu opisów. Przydałoby się gdzieniegdzie kilka prostych zdań. Poza tym w porządku, ale wydaje mi się, że czytanie dłuższego tekstu, napisanego w taki sposób mogłoby być męczące. Pozdro

Psychofishu, popłynąłeś bardzo wysoko. ;-) „Sojusznicza Wolność” to Союзническая свобода –– Sojuzniczeskaja swoboda.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Początkowo raziła mnie sienkiewiczowska stylizacja w kosmicznej walce. Ale jak zrozumiałam, dlaczego tak, to przestało.

Babska logika rządzi!

Uh eh… Dzięki za komentarze :) @Szkapa – bardzo dziękuję, zaraz siądę sobie do korekty numer nie wiem k..wa który, ale tym razem użyjęwiększego szwadronu kropek ;) Bawiłeś się przy tym chociaż?   @Ci, Których Imienia Nie Wolno Wymawiać Po Trzykroć Dzięki :) Ja z tego pokolenia, co to z semestru na semestr w szkole urwali rosyjski i dali niemiecki ;) Bukwę przeliteruję jeszcze jakoś, słów nie znam :( A teraz, szczerze w sumie żałuję. Nanoszę. Nie wiem jak rozumieć wysokość popłynięcia, ale kosmos to kosmos ;)   @Finkla No, wyrwany kawałek z kontekstu. Całkiem uciachać stylizacji nie mogę, ale po desancie kropek może będzie ciutkę mniej ;) Grunt, że jednak przekonało :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Chyba nawet doszłam do wniosku, że stylizacji ciachać nie powinieneś. Połączenie zasadne i ciekawe. :-)

Babska logika rządzi!

No i teraz klops… Nic to, zobaczymy co wyjdzie po podzieleniu niektórych zdań na krótsze, najwyżej skończy się bock w kuflu i dojdę do wniosku, że marność nad marnościami i wszystko marność ;)   Wierzcie lub nie, ale korektę robiłem naprawdę testując na małym dziecku… Kiedy ilość Aaaa przekroczyła ilośc Eeeee, a nawet pojawiały się elementy ciszy i wielkich jak guziki oczu, wpatrzonych w tatę opowiadającego cośtam – wtedy dopiero wiedziałem, że powinno dać się czytać ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cieszę się niezmiernie, że mogłam pomóc. ;-D Miałam na myśli pomysł, poziom który zaprezentowałeś i to, że rzecz dzieje się dość wysoko, co w końcu nie dziwi, wszak są latające ryby. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, drogie panie, przez Was trzba teraz zawezwać Liluha ze szpilą do przekłuwania baloników ;) Naniosłem co mogłem, w zgodzie z własnym sumieniem. Niech się teraz dzieje sąd boży ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Taaaa, jasne, wszystko przez nas. Adam się prawie udławił jabłkiem? Wina Ewy! Etatowi zwalacze winy… ;-)

Babska logika rządzi!

Hej! To jest problem polskiego systemu szkolnictwa. Wtłacza mnóstwo wiedzy ogólnej, zamiast znajdować to, co człowiek robi najlepiej – i uczyć go, jak doskonalić… ty wiesz jak ja bym teraz zręcznie winę zwalał, gdyby tak nie zaniedbano mojej edukacji? :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie wiem. A Ty wiesz? ;-)

Babska logika rządzi!

;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

TrzaśniętaRybciu, opublikowana przez Ciebie scena, to kawałek naprawdę porządnego tekstu. O jego sile decyduje to, że jest samodzielnym tworem, który nie potrzebuje ani wprowadzenia, ani innego zakończenia (stanowi zamkniętą całość), a jednocześnie czytelnik (przynajmniej ja) odnosi wrażenie, że wykreowany świat został stworzony nie tylko z myślą o opisie bitwy, ale w umyśle autora powstał przynajmniej zarys fabuły wyjaśniający jak i dlaczego do walki doszło.  Język świetny, aluzje do rzeczywistości współczesnej i dawnej oraz do literatury – jeszcze lepsze. Jest humor, są emocje, akcja wciąga, a na dodatek wszystko trzyma się kupy. Brawo.

Sorry, taki mamy klimat.

Od razu tam Rybciu… ;) Dzięki za tak pochlebną recenzję ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobrze się czyta, czasami musiałem cofnąć się kilka zdań, żeby ogarnąć co się dzieje, ale akcja jest tak dynamiczna, że wcale to nie przeszkadza.

dobrze napisane, ale to już powiedzieli przedmówcy. moim zdaniem, z tej koncepcji mogłoby wyjść całkiem fajne dłuższe opowiadanie, ale niekoniecznie militarne. i najbardziej podoba mi się końcówka, ten cały zapis w krysztale pamięci. może spróbuj napisać coś dłuższego i własnego, ale nieograniczonego konkursem czy formą drabbla?

Od razu tam Rybciu… ;)

Wybacz, PsychodelicznyRybosławie! Od dzis tak własnie będę się zwracać. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

@Zige – dzięki, gdzie musiałeś się cofnąć? TO dla mnie betatest, więc ważna informacja :) @othersun – pociesze Cię, mam nadzieję, to jest kawałek czegoś dłuższego ;) Szlifuje się i przerabia :) @Sethrael – ach …rwa mać, zapomniałem się. Cny Sethraelu, miłościwie nam komentujący, z wielką atencją wysłuchuję słów twych ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czas dopiero pokaże, Psychodeliczny Rybosławie, czy słusznie czynisz, baczenie na moje nieokiełznane słowotoki mając!

Sorry, taki mamy klimat.

:D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFishu możesz spokojnie nabrać  więcej powietrza do pęcherza pławnego – należy się. Bardzo mi się podobało. Udało Ci się nawet trącić patriotyczne struny duszy mojej (których istnienia dotąd nie podejrzewałam). Czołem!

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

No i jak, ja mam pracować w takich warunkach? W chmurze wirujących odłamków meteorytów.

Niesamowite.  To była pasjonująca konforntacja mianownictwa astronomicznego z wyobraźnią autora: Meteoryt to odłamek… meteoroidu ;)

słusznie ;) Poprawiam. A więc to takie było kasowanie… :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

a tfu, nei poprawię… ale w źródle przynajmniej będzie lepiej ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wiem, wiem. Tęskiniłeś. Ale przytulać się, mam nadzieję, nie będziemy?

Nie stać cię na przytulanie mnie ;) @Alex – a dziękuję. Skoro już kosmiczny Sienkiewiczm, to i "ku pokrzepieniu serc" ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Perspektywiczny zamysł. Scenka namalowana ładnie, ze swadą. Podobało mi się :-)   Żeby spuścić z balonu trochę powietrza :>, przyczepię się do takiego zdanka: "Każda sekunda zwłoki płynącej z zaskoczenia była cenna". – Kto i o czyjej zwłoce – o własnej czy o cudzej – formułuje to zdanie? Tzn. wiem, narrator, ale z czyjego punktu widzenia? To zupełnie nieoczywiste, nie wynika jasno z kontekstu. A w zdaniu mamy jeszcze sekundę, płynność i zaskoczenie, splątane tak, jakby miały odwrócić uwagę od meritum (sekunda płynie, no tak, chociaż zaraz, nie ten rodzaj, a nie! – to zwłoka płynie z zaskoczenia!). Oj, czytelnik musi się wysilić, jeśli chce pojąć, co autor miał tutaj na myśli.   No, PsychoFishu, mógłbyś trochę bardziej zadbać o komfort czytelników.   Aha. Czy statek mógł wpaść w spin wokół osi innej niż własna?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

I w ogóle wokół czegoś innego niż oś? ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No i wokół też niepotrzebne, gwoli jasności :P

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podbiłem ci liczbę komentarzy :-) Beryl pokręci głową z niesmakiem ;-) Ale zasłużyłeś :>

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czy statek mógł wpaść w spin wokół osi innej niż własna? WIKI: Spin – moment własny pędu cząstki w układzie, w którym nie wykonuje ruchu postępowego. Własny oznacza tu taki, który nie wynika z ruchu danej cząstki względem innych cząstek, lecz tylko z samej natury tej cząstki. Każdy rodzaj cząstek elementarnych ma odpowiedni dla siebie spin. Cząstki będące konglomeratami cząstek elementarnych (np. jądra atomów) mają również swój spin będący sumą wektorową spinów wchodzących w skład jego cząstek elementarnych.   Chyba najpierw należałoby zdefiniować "własny"…?  ;)

Prim, nie komplikuj :P

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jeroh, Nie upraszczaj ;)

obadwaj macie rację – spin w tym znaczeniu – kręcioł wokół własnej osi ;) Naniosę sobie poprawki na źródło, dziękuję. Sekundę też przerobię, w edycji coś za dużo uje… uciąłem.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@Zige – gdybyś był miły i wskazał mi jeszcze, gdzie cię cofnęło z czytaniem zdań, byłbym wdzięczny. Na razie betakrytyka jest równie pożyteczna i miła co betapochwały ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podobało mi się :)

Dmuchasz znów balonik… :) Dziękuję!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFisch, podejrzewam, że te moje cofnięcia wynikały bardziej z mej chwilowej (mam nadzieję) tępoty, niż jakiegoś feleru w tekście. Po prostu akcja mknęła tak szybko, że nie nadążałem :)

Ok, dzięki. Po prostu zbieram dziury i łatam je w źródle ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ech, kompletnie nie jestem targetem. Tekst czytało mi się niełatwo, jest tu sporo określeń których nie rozumiem i przez które sceny nie "ujrzałam". Nie mój typ i tyle. Za ciężkie to dla mnie, zbyt SF i zbyt męczące. Zachwyty pozostawiam innym, tylko melduję, że tu byłam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki joseheim. Pytanie: co cię – ze słownictwa, określeń – zablokowało/zmęczyło? Zbieram sobie uwagi, poprawki nanoszę i taki tam ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zgrabnie napisane. Podobal mi się dialog z Michaiłem i Wanią. Aczkolwiek miałem problemy z płynnościa czytania. Może to wynika z fabuły, a może z tego, że jestem dziś niewyspany (w nocy pisałem własne opowiadanie ;)) Niemniej +

Nie odkładaj nig­dy do jut­ra te­go, co możesz wy­pić dzisiaj (JT)

@Morf3usz – jeżeli jesteś w stanie określić, gdzie się przytkałeś lub dlaczego nie czytało ci się płynnie (na spokojnie, jutro/pojutrze) – będę wdzięczny za jakieś sugestie. @joseheim – pytanie nadal aktualne ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jutro raczej nie będe mógł, więc spróbuję przyczepić się dzisiaj. W ten sposób jutro będziesz miał mnie z głowy :-) No to siup.

 

“Nikołaj I” obracał się akurat, by móc oddać salwę z dział dziobowych Czytam: "Nikołaj I" obracał się – w wyobraźni widzę kapitana statku, obracającego się z cygarem w fotelu obrotowym – by móc oddać salwę z dział dziobowych – to kapitan musiał się obracać, żeby oddać salwę z dział? Dlaczego? No F*CK, to o statek chodzi. Były tam wprawdzie cudzysłowy, ale o ile prościej byłoby napisać "Nikołaj I wykonywał zwrot (np. na prawą burtę, albo sterburtę)….". Człowiek raczej nie wykonuje zwrotu. Na pewno nie, chyba że jest piźniętym wojskowym, którego opuściła żona ;) Ok byłoby też "Nikołaj I, największy niszczyciel floty A (ew. B, C, D)…" – i wszystko jasne.   "wypluł strumień pocisków z obrotowych mass-driverów" – co to są mass-drivery? Jeśli to jakiś wielki minigun, to wolałbym "z dział obrotowych zwanych mass-driverami" (lub typu "mass-driver") – i już wiemy, z czym to się je. I dalej:

"Błysnęło znienacka i przez przestrzeń potoczyła się malutka asteroida, pchnięta mass-driver’em transportowca." – no to czym są te mass-drivery, działami, czy zderzakami? Przeczytałem opowiadanie dwa razy i niestety nie wiem :(   Drugi dialog (Duży i Żółty do Maluch Jeden, odbiór!) jest wyrózniony kursywą. Dlaczego? To nagranie? Cytat? Jeśli to rozmowa przez radio, to zostawiłbym normlany tekst. Kursywa nic tu nie daje.   "Czujnik zwijał się jak w ukropie, łapiąc je w garść obwodów i śląc do kryształu pamięci:" – to tak skomplikowane, że musiałem przeczytać trzy razy, zanim załapałem, o jaki czujnik chodzi oraz co i gdzie wysyła ;)   Nie lubię tez zmian czasu z przeszłego na teraźniejszy. Lepiej mi się czyta, kiedy całe opowiadanie jest napisane w jednym czasie.   Przepraszam za wyraz "piźnięty", to cytat z opowiadania Dicka, które niedawno czytałem i tak mi jakoś utkwiło ;)   Są to moje subiektywne rozważania, dlatego napisałem, że może wynika to z mojego niewyspania. Możliwe, że czytając ten tekst na pełnym luzie, nie zwróciłbym uwagi na rzeczy, o których się teraz rozpisuję.   Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie za tę krytykę. Opowiadanie jest naprawdę fajne i jak na razie to moj faworyt w konkursie :-) Pozdro.

Nie odkładaj nig­dy do jut­ra te­go, co możesz wy­pić dzisiaj (JT)

Morfeuszu… Gdzie ty w statku kosmicznym sterburtę widziałeś? :) Jakkolwiek dorzucenie burty jako łatwe skoajrzenie z okrętem – wczytane i chyba zasadne. Po to zbieram statystykę w odpowiedziach, żeby identyfikować trudno zrozumiałe fragmenty i zrobić im lepiej w źródle. :) Mass-driver -> jest tym, na co wskazuje nazwa. Czymś poruszającym masą. W żadnym wypadku minigun lub zderzak :) Wpakowanie opisu broni działającej na zasadzie miotania masą, z wyjaśnianiem czym ona jest w środku sceny – uważam, bez sensu, łamie akcję niepotrzebnie. Nazwa, fakt, angielska – chyba muszę popracować nad jednoznacznym, polskim odpowiednikiem. Masomiot / masopych brzmi dobrze? Grawimiot / grawipych? :) kursywa – tak, to rozmowa radiowa. Wyróżnienie kursywą niezbędne do oddzielenia gdzie indziej rozmowy radiowej przeplatającej się z dialogiem, w sumie w samodzielnym fragmencie rzeczywiści niekonieczne.   Czujnika oraz przeskakujących czasów nie ruszam, element stylizacji, chyba, że będzie więcej niezadowolonych :) Swoją droga jednemu się podoba, drugiemu nie, bądź tu mądry i pisz wiersze :)   Dziekuję Morfeusz – dla mnie test polega właśnie na zbieraniu takich uwag, obejrzeniu, przeanalizowaniu i wybraniu co zmieniam. W żadnym wypadku nie jest to obraźliwe ani nieprzyjemne, szczególnie, że sam o to proszę. Cieszę się, że dostarczyłem radości :) Szkoda, że nie wszystko trafiło do mnie, zanim skończył się czas edycji, ale przynajmniej oryginał będzie doszlifowany w tej części.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish, tutaj masz definicję, która burta jest która (także dla statków kosmicznych): http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/3238 oraz piękny opis rozmaitych manewrów burtowych ;)   Co do mass-driverów, to ciężko wywnioskować. Czy jest to coś poruszającego masą, czy coś, poruszanego masą, poruszającego dzięki masie… doprawdy możliwości jest wiele. Jeśli zapożyczyłeś to z jakiejś innej pozycji, fajnie byłoby oprócz nazwy dorzucić krótki opis. Jeśli sam to wymyśliłeś – tym bardziej. Wcale nie musi łamać akcji. Polskich odpowiedników nie wymyślaj :) Wiele przykładów pokazuje, że nie warto. No chyba, że wymyślisz coś naprawdę genialnego.

 

"Swoją droga jednemu się podoba, drugiemu nie, bądź tu mądry i pisz wiersze :)"  – na tym to polega, by wymienić się opiniami. Jestem człowiekiem, który na równi ze środkami stylistycznymi ceni fabułę. Może nawet fabułe trochę bardziej. I dlatego ten zwrot jest dla mnie za cięzki, bo muszę zatrzymać się i przeanalizować zdanie, przez co zostaję wybity z rytmu. Nie jest to zło najgorsze – u ciebie to ma jakąś wartość stylistyczną. Z mojej perspektywy ciężko mi ocenić, ilu jeszcze osobom to przeszkadza. Mogę mówić tylko za siebie.   Pozdrawiam

Nie odkładaj nig­dy do jut­ra te­go, co możesz wy­pić dzisiaj (JT)

@Morfeusz Ja kiedyś pływałem pod żaglami śródlądowo, sterburty i bakburty znam z autopsji ;) Rzecz w tym skąd sterburta i bakburta się wzięła i to tak… lipnie mi pasuje do kosmolotów, chociaż marynarze kochają tradycję (kiedyś, gdy nie było sterów rufowych, było takie wiosło sterowe opuszczane właśnei z prawej strony – sterburta, sternik zaś zawsze miał lewą burtę za plecami – stąd bakburta). Co do zasadności samej uwagi o zwrotach i burtach uważam, że masz rację, powinno być czytelniejsze. Hmmm… mass-driver po angielsku jest jednoznaczny, coś poruszanego masą/dzięki masie byłoby mass-driven. No, ale nie każdy czytelnik musi znać niuanse abla. Akurat tutaj, jeżeli dobrze sięgam pamięcią, podobne urządzenie pojawiało się w pen and paper cyberpunk gdzieś w historii świata jako broń masowej zagłady :) Wniosek jest: popracować nad tym.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Masocis? Masdryfer? …Masywny Kierowca? :P W CyberPunk 2020, kontrolowane przez państwa afrykańskie, massdivery, wisiały na orbicie załadowane skałami, gotowe w każdej chwili zrujnować wybrane miasto bobardowaniem, siłą dorównojącą nuklearnemu. Ciekawa dyskusja.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Gruzomiot :D Tak, to chyba właśnie to było. :) Proste wykorzystanie energii potencjalnej zmienianej na kinetyczną, efekt uderzenia – paskudny, a przy tym ekologiczny, bez tego całego promieniowania ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Od razu ekologiczny… A wyniesienie tego wszystkiego na orbitę? ;-) Chociaż, można nałapać kosmicznych śmieci. BTW, czy z tej wysokości można wcelować w miasto?

Babska logika rządzi!

Na orbitę to tylko działko wynoszą, śmieci się łapie już okoliczne :D Te przelatujące :D Wiesz, Finkla, myślę w taki – Nowy Jork, albo Toronto Greater Area… to bez trudu ;) Sypnąć tylko bez oszczędzania, hurtowo w dół.. :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@Finkla:A wyniesienie tego wszystkiego na orbitę? ;-) O ile dobrze pamiętam, to pierwotnym założęniu massdrivery zastepowały rakiety na paliwo stałe w wynoszeniu sprzętu na orbitę geostacjonarną.  Dlatego budowano je w okolicach równika, np na sawannach Kenni. W wyniku przewrotów politycznych w Afryce, korporacje straciły kontrolę nad sprzętem i zaczęła się pierwsza, cicha Wojna Orbitalna miedzy korporacjami z Europy i Ameryki o wpływy na orbicie. I tu o dziwo, wtrąciły się kraje afrykańskie, ponieważ żadnamu z nich ten konflikt nie był na rękę. Jakiś cwaniak wymyslił, żeby zamontować massdriver na orbicie i wyładowac skałami. Potem murzynki dokonały zrzutów "testowych" na terenie obydwu zwaśnionych kontynetów i nastał upragniony rozejm. :) Tak to chyba było. Gdzieś mi podręcznik wcieło… :(

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Hmmm. Nie przerabiałam tego przedmiotu w szkole… ;-) A jeszcze jedno mi przyszło do głowy: jak się nałapie drobnych kamulców, to przecież to wszystko spali się, zanim dotrze do powierzchni. Średnie poniszczą, powiedzmy, samochody lub pojedynczych ludzi. A grubsze ładunki, to znowu nie tak często się trafiają.

Babska logika rządzi!

No, tak. Tylko że oni te grubsze ładunki wynosili maasdriverami z ziemi. Sami nie łapalali śmiecia.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

@Finkla – z drobnymi masz rzecz jasna rację. Ale te niszczące nie muszą być ogromne. Wystarczy coś o wysokości 6-8 pięter, byleby było z czegoś twardego i poszło pod odpowiednim kątem :) I już, jebudu, szkoda jest, można pisać do ubezpieczalni.   Tu znalazłem krótki popularnonauokowy artykuł:   http://nt.interia.pl/technauka/news-jakie-asteroidy-moga-zagrozic-naszej-planecie,nId,953217

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No wiesz, Psycho, desantowe hiperfortece, nawkomy, jumonauci, korwety, mass-driver… długo by wymieniać ; P   Oczywiście zdaję sobie sprawę z konieczności zastosowania słownictwa pewnego rodzaju przy tej konwencji, ale ja na tejże konwencji niestety wymiękam ; ) Niech inni się zachwycają!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

;) Ty niedobra…! Dzięki za odpowiedź :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zupełnie nie moje klimaty. Zupełnie, do kwadratu i tym podobne. Więc nie mam zielonego pojęcia o tym, czy to ma prawo zadziałać w kosmosie, czy nie, jak, po co, działa etc. Ale opisujesz to w taki sposób, że nie trudno mi w to uwierzyć jak w prawdę najjaśniejszą :)   Zabawne dialogi, ładnie poprowadzona narracja.  Nie mam sie do czego przyczepić, więc mimo że to sifi jestem zmuszona przyznać, że czytało mi sie miło, łatwo i przyjemnie.   Pozdrawiam ~ A.

A dziękuję, bardzom rad. Zaczynam się zastanawiać, jak to uwierzenie przenajświętsze wykorzystać ku swojej korzyści ;) Chyba podskocze do znajomego duchownego, musi praktykę ma, w końcu to robi od wielu lat… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

nadużywanie przenajświętości grozi literacką czkawką. Czymkolwiek ona jest, ale brzmi groźnie i wiarygodnie.

Hik…!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka