- Opowiadanie: Finkla - Piekielna pomyłka

Piekielna pomyłka

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Piekielna pomyłka

– Karta!

Najwidoczniej i tutaj dotarła komputeryzacja systemu i standaryzacja danych. Właściwie, dlaczego nie? Drżącymi palcami wyłuskałem spośród trzymanych dokumentów plastikowy prostokąt. Rozmówca wyrwał mi go z ręki i wetknął do jakiegoś urządzenia. Dostrzegłem tylko czerwony odblask. To chyba nie wróżyło dobrze, ale nie traciłem nadziei.

– Nazwisko!

– Einstein.

– Papiery!

Podałem. Nerwowo ściskałem odzyskaną już kartę. Nie wiedziałem, co z nią zrobić – kieszeni w moim stroju nie przewidziano. Włożyć za pazuchę? Ten w okienku najwyraźniej nie zamierzał oddawać moich dokumentów. Rzucił teczkę na stos innych. Pewnie takie tu mieli procedury.

– Pracował?

– Tak.

– Gdzie, pytam!

Karygodne podejście do klienta, karygodne…

– W urzędzie…

– Na prawo, schodami w dół, brama numer dwieście siedemdziesiąt trzy. Czekać, aż ktoś wyjdzie!

– Ale…

– Następny!

 

***

 

Po długim marszu i krótkim błądzeniu odnalazłem dwieście siedemdziesiątą trzecią bramę. Prosta, ale solidna konstrukcja, na górze świecił bezsensowny napis: „Ciśnienie-om-promień-impedancja-napięcie elektryczne-prędkość światła-kulomb-natężenie prądu-energia praca-droga-impedancja-elektron-moment pędu-kelwin-angstrem niuton-przyspieszenie-gęstość…”

– Pan Einstein, jak mniemam? – zgrzytliwy głos wyrwał mnie z prób zrozumienia dziwacznego bełkotu nad głową. Nawet nie zauważyłem, że brama uchyliła się bezszelestnie, a przede mną stanął ktoś w białym fartuchu laboratoryjnym. Z rogami. I radośnie merdającym ogonem wystającym przez rozcięcie z tyłu. Cholera, więc jednak piekło…

– Ttttak – wydusiłem przez zaciśnięte nagle gardło.

– Proszę za mną.

 

Ruszyliśmy długim korytarzem. Wlokłem się jak na ścięcie, a czułem jeszcze gorzej. Znacznie gorzej. Przecież zmierzałem do piekła! Na całą wieczność! Ze smętnie spuszczoną głową podążałem za moim przewodnikiem. Zauważyłem, że na nogach nie mam już sandałów, jak w recepcji, lecz półbuty. Biała koszula nocna zamieniła się w fartuch, nawet nie dostrzegłem, kiedy. Pewnie w momencie przejścia przez bramę. Laboratoryjne wdzianko okazało się potwornie niewygodne – piło pod pachami, brakowało w nim paska i połowy guzików, poły próbowały owinąć się dookoła ud, od rozchełstanej góry ciągnęło chłodem… Cóż, nikt tu nie zamierzał dbać o mój komfort.

Pod nogami… Nie, nie dreptałem po dobrych chęciach, tylko po mozaice. Drobne płytki układały się w rozmaite wzory. Chyba fizyczne, ale żadnego nie rozpoznawałem. Białe litery i cyfry na zielonym tle. Obrzydliwy kolor! Identyczny odcień miała szkolna tablica. Brrrr!

Znękany, podniosłem wzrok. Ściany udekorowano czarnymi rycinami. Pierwsza zauważona przedstawiała małe słoneczko i kręgi dookoła niego. Kolejne – jakieś cudaczne urządzenia, schematyczne rysunki z dużą ilością strzałek, wnętrza pracowni, portrety mężczyzn w dziwacznych ubraniach… Nic ciekawego. Zatęskniłem do graffitii w rodzinnym miasteczku. Wprawdzie zdecydowanie nie pochwalałem tej formy ekspresji, ale zdarzało mi się oglądać dużo ładniejsze i sensowniejsze obrazy.

W powietrzu unosił się zapach ni to spalenizny, ni to środków wybuchowych. Czyżbym czuł woń siarki? Jakoś dało się do niej przyzwyczaić.

 

Wreszcie dotarliśmy do niewielkiej furtki. Diabeł radośnie przeskoczył przez próg. Ostrożnie wszedłem za nim. Mimo że miałem się na baczności, nagle poczułem szarpnięcie za kostkę i runąłem jak długi. Dobrze jeszcze, że projektant tego wnętrza nie był konserwatystą i nie chlapnąłem prosto w kałużę smoły. Nigdy nie doczyściłbym białego fartucha. Czart stał nade mną i rechotał złośliwie.

– Co to było? – sapnąłem urażony, rozcierając stłuczone kolano.

– Struny! – pisnął.

Obejrzałem uważnie próg. Nic nie widziałem. Przejechałem ręką wzdłuż futryny – nadal nic.

– Jakie struny? Gdzie one są?

– W innym… – Przeklęty czart ledwo mógł mówić, tak się zaśmiewał. – Och, nie wytrzymam! W innym wymiarze!

W końcu wstałem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Znajdowałem się w ogromnym holu, a w moją stronę zmierzał potwór. Nie, tylko pół monstrum. Nie zawsze to samo pół. Przy akompaniamencie ponurych błysków stwór wydawał się podskakiwać, ale w rzeczywistości tylko ciągle się przekształcał. Widziałem a to prawą połowę, a to tylną. Jego ciało zmieniało się co chwila. W pewnym momencie pojawiła się górna część tułowia, która natychmiast bezradnie klapnęła na posadzkę. Nagle zdecydował się na lewą połowę. Podszedł na tak niewielką odległość, że mogłem dokładnie obejrzeć równiutko przecięte narządy, wyloty żył i tętnic… O dziwo, nie krwawiły, ale i tak całość stanowiła obrzydliwy widok. Stwór nieustannie zbliżał się do mnie.

– O mój Bo… – Diabeł spoważniał (na krótko) i syknął ostrzegawczo, więc pospiesznie ugryzłem się w język. – Co to? – szepnąłem, próbując odgrodzić się od koszmaru moim przewodnikiem.

– Nie co, tylko kot! Znaczy kto! – Czart aż się popłakał ze śmiechu i ocierał ślepia kosmatym kułakiem. – Schrödinger! Przebrany za kotka! Chi-chi-chi! Przyszedł powitać nowego!

Faktycznie, teraz już mogłem zobaczyć, że to kociak, zwłaszcza, kiedy mignęła mi przednia połowa z chwilowo normalnym, wąsatym pyszczkiem. Biedne zwierzątko zwykle miało tylko dwie łapki i to ciągle inne, ale wciąż usiłowało chodzić, chwiejąc się, zataczając i przewracając średnio co trzy sekundy. Aż żal było patrzeć.

– Ale dlaczego istnieje tylko w połowie?

– Cha! Cha! Cha! Wyborny żarcik. Cieszę się, że humor panu dopisuje. Zapraszam dalej.

Poprowadził mnie długaśnym korytarzem. Po obydwu stronach znajdowały się masywne drzwi, każde zaopatrzone w szybkę. Skojarzenie z więzieniem samo się nasuwało. Zatrzymałem się przy pierwszych lepszych i zerknąłem do celi, ciekaw, czy ujrzę skazańca. Pomieszczenie zostało przedzielone ścianką, pośrodku której ziała niewielka dziura zasłonięta pokrywą. Tuż przy niej lewitowało dziwaczne stworzenie składające się głównie z rąk. Co chwila chwytało coś niewidocznego, odchylało na moment klapę, przerzucało zdobycz na drugą stronę bariery i zasłaniało otwór. A potem jeszcze raz. I tak bez przerwy.

– Co to takiego?

Diabeł obejrzał się obojętnie.

– To? Demon.

– Jaki demon? – Stworek sprawiał wrażenie zbyt nieszkodliwego, aby zasłużyć na tak groźne miano, ale z tymi piekielnikami nigdy nic nie wiadomo.

– Maxwella. A teraz proszę nie zaglądać do wnętrz. Będziemy mijać osobliwości.

Czy mi się wydawało, czy mój przewodnik odrobinę pobladł? Co może być tak niezwykłe, że przeraża nawet czarta? Chyba faktycznie wolałem nie zaglądać do kolejnych cel i nie poznawać odpowiedzi na swoje pytanie. Starannie wbiłem wzrok prościutko przed siebie.

– A dlaczego niby korytarz bez zakrętów, cele małe, ale widać tak niewiele drzwi?

– Przeszliśmy do części kosmicznej. Taki już tu mamy horyzont zdarzeń. He, he, he!

– A dokąd zmierzamy?

– Ooooo! Dla pana przygotowaliśmy coś SZCZEGÓLNEGO. Cierpliwości, panie Albercie!

– Ale przecież ja nie mam na imię Albert!

Mój rogaty towarzysz zatrzymał się raptownie, jakby oplątały go przeklęte, niewidoczne struny. Powolutku obrócił się w moją stronę.

– Jak to nie?

– Zwyczajnie. Rodzice zdecydowali, że będę Fryderykiem.

– To niemożliwe!

– Ależ dlaczego? To bardzo dobre imię. Z tradycjami!

– Zaszła jakaś pomyłka! – No, ja myślę. Mnie, do piekła? Miło, że wreszcie się zorientowali. – Chwileczkę!

Wyszarpnął z kieszeni fartucha (proszę – okrycie nadzorcy miało kieszenie! Nawet w piekle nie można liczyć na sprawiedliwość!) jakiś komunikator i zaczął do niego wrzeszczeć.

– Co wy za numery odwalacie?! Kogoście nam tu przysłali?! Co?! Tak, Fryderyk Einstein, odebrany nieco ponad czterdzieści osiem minut temu… – Wyraźnie wściekły, przewrócił oczami. – Nie obchodzi mnie, gdzie podzialiście jego papiery! Jeśli interesuje was moja opinia, to możecie sobie tę całą teczkę wepchnąć pod ogon. I mam nadzieję, że to jedna z tych z metalowymi okuciami na rogach… Nie wszyscy tam macie ogony? Współczuję, bo to bardzo użyteczny kawałek ciała… Zrozumiałem, piekło dla biurokratów. Która to brama? – Żałowałem, że nie słyszę rozmówcy. Z pewnością mógłbym dowiedzieć się pożytecznych rzeczy. – Oczywiście, że nie pamiętam takich bzdur i nie zamierzam teraz leźć do administracji! Dwudziesta druga? Dobra, będziemy za jakieś dwadzieścia pikosekund… Że niby mam się tak nie spieszyć? My tu, do stu tysięcy cystern święconej wody, pracujemy a nie polerujemy szpony i gubimy teczki!

Ze złością zatrzasnął klapkę, sapnął, wypuszczając snop iskier z nozdrzy i warknął:

– Zmiana planów. Teleportujemy się.

Zanim zdążyłem się zorientować, złapał za moją lewą rękę. Chwilę później potężny rozbłysk uderzył mnie po oczach. Kiedy odzyskałem zdolność widzenia, stałem już przed kolejną bramą. Wysoki, betonowy mur oraz wrota pomalowane szarą, olejną farbą wzbudzały szacunek. Na zwieńczeniu pyszniła się ogromna, czerwona pieczęć. Niemal półmetrowe litery głosiły: „SZANOWNYCH PETENTÓW UPRASZA SIĘ O POZOSTAWIENIE NADZIEI W SZATNI”. W rogu przystawiono dodatkowy stempelek, tym razem stosunkowo mały, niewyraźnie odbity, a w dodatku do góry nogami. Ledwie zdołałem odczytać rozmazany, fioletowy napis: „Administracja obiektu nie ponosi odpowiedzialności za przedmioty pozostawione w szatni”.

Podczas gdy ja podziwiałem architekturę wejścia, zmaterializował się przy nas pracownik tej części piekła. Miał na sobie ciemne spodnie i gustowną, szarą marynarkę, zabezpieczoną czarnymi zarękawkami.

Wyciągnął dłoń. Ni to do mnie, ni to do diabła w białym fartuchu. Pomyślałem, że chce się przywitać, ale wkrótce rozwiał moje wątpliwości:

– Formularz zgłoszeniowy jot piętnaście łamane przez trzysta dwadzieścia osiem be. Z załącznikami trzynaście kreska o i sześć przez cztery de.

Odetchnąłem z ulgą. Wreszcie wszystko stało się proste i zrozumiałe.

– Pan w informacji powiedział, że niezbędne dokumenty otrzymam na miejscu – oświadczyłem. – A gdy będzie je pan pobierał, to proszę nie zapomnieć o druczku z wnioskiem o specjalną dietę przynależną mi ze względów zdrowotnych i blankiecie podania o ulgowe traktowanie. Ze wszystkimi załącznikami. Znam swoje prawa!

Koniec

Komentarze

Może nie moje klimaty za bardzo, ale, całkiem fajne opowiadanie.

Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

Jaka szybka reakcja:) "Rozmówca wyrwał mi go z ręki i wetknął do jakiegoś urządzenia. Dostrzegłem tylko czerwony odblask. To chyba niedobrze, ale nie traciłem nadziei." – to zdanie mi trochę dziwne brzmi, ale nie wiem czemu. "– Ależ dlaczego? To bardzo dobre imię. Z tradycjami!  – Zaszła jakaś pomyłka! – No, ja myślę. Mnie, do piekła? – Chwileczkę!" Czy to dobry zapis dialogu? Kwestia Fryderyka nie powinna zaczynać się od nowej linijki?        

Za to teraz zwolniłam. :-) Hmmm. Spróbuję zmienić, ale nie wiem, czy zadziała. Fryderyk tego zdania nie wypowiada, dlatego tak zapisałam.

Babska logika rządzi!

Czyli, "mówi" sobię w myślach? Chyba, że tak. Tylko może warto jakoś zaznaczyć, że to przemyślenia bohatera. Bo ja się nie połapałem, ale może mało kumaty jestem.

Cała narracja pierwszoosobowa to myśli bohatera. Połapałeś się, że, gdyby to była wypowiedź, to coś nie gra w zapisie. Niby można dodatkowo zaznaczyć, ale to by chyba trochę sknociło warstwę wizualną: "No, ja myślę. Mnie, do piekła?" przemknęło mi przez głowę. IMO, wygląda gorzej. Ale jeszcze się nad tym zastanowię. Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Nie ma sprawy, cieszę się, że mogłem pomóc. Pozdrawiam.

Byłem, przeczytałem, wiedzy zakresu fizyki/mechaniki/itp. nie posiadam na tyle rozbudowanej, by śmiać się z (uwaga – tu pojawia się domniemanie) serwowanych czytelnikowi dowcipów, więc nie za bardzo wiem jak to opowiadanie skomentować. Skoro to jednak tekst Finkli – przeczytałem i znikam; zachwyty – które niewątpliwie nastąpią – pozostawiam Ryszardowi ;) Pozdrawiam radośnie.

Sorry, taki mamy klimat.

Ja, czytając, też miałem wrażenie, iż powinienem się w danym momencie zaśmiać, ale nauki ścisłe to dla mnie czarna magia.

:-) Dowcipy to chyba zbyt duże słowo. Takie tam mrugnięcia. Dzięki za komentarz, czekam na zapowiedziane zachwyty. Ale i niezapowiedzianą krytykę przyjmę. :-)

Babska logika rządzi!

Całkiem przyjemne, ładnie napisane.

Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

[…]  oświadczyłem. A gdy będzie je pan […].   ---> czy tu czegoś, przypadkiem najczystszym, oczywiście, nie brakuje? :-)   :-)  Uzasadnioną opinię wydaję tylko na formularzu duże eL duże Pe duże eN duże eF łamane de be el ce łamane pozytywna łamane negatywna w nawiasie właściwe podreślić.  :-)

Owszem, czegoś zabrakło. Przypadek? Dzięki, poprawiłam. Gdzieś tu powinnam mieć blankiet… ;-)

Babska logika rządzi!

Ach, pomyłki, nieporozumienia, przeinaczenia… Zejdziemy, a tam dokąd trafimy, wszystko pewnie będzie po staremu. Pocieszające. ;-)  

 

Mimo całej czujności nagle poczułem – Może: Mimo że miałem się na baczności, nagle poczułem…  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, ale gdyby okazało się, że to nie całkiem tak, jak opisałam, to zażalenia przyjmuję wyłącznie na formularzu AXT/14-8c. ;-) Oczywiście, masz rację, poprawiłam. Dzięki za czujność. ;-)   Adamie, te akurat druczki wzięły i wyszły. Dawaj opinię bez uzasadnienia (nie mylić z bezzasadną). ;-)

Babska logika rządzi!

Niniejszym uprzejmie oświadczam, że na okoliczność zaskoczenia, gdyby nie całkiem było tak jak Finkla opisała, zobowiązuję się nie składać żadnych zażaleń i przyjąć to co mnie spotka, z całym dobrodziejstwem inwentarza.  ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to tę kwestię mamy uregulowaną. ;-)

Babska logika rządzi!

Też lubię mieć porządek w papierach. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:-)

Babska logika rządzi!

Miłe, fajne i urocze.

Dziękuję. :-) Komentarz też niczego sobie. ;-)

Babska logika rządzi!

;-)  Niech ja stracę, raz można przymknąć oko na bałagan w papierach…  :-)   Odpis skrócony protokołu końcowego. Wziąwszy pod uwagę, iż Koleżanka Autorka:   – bardzo szybko wymyśliła, jak wykorzystać opinię pewnego faceta, czy, jak i kiedy sygnatury formularzy zapisac można metodą literowania;   – na początku tekstu (zapewne niechcący, ale jednak) pokusiła się o naśladowanie (z modyfikacją dla niepoznaki, ale nie z nami takie numery, my wiemy, wiemy…)  najlepszego(?) z możliwych przykładu procedur wstępnych;   – dla zdezorientowania Wysokiej Komisji pomieszała, całkiem zgrabnie, kota z Cheshire z niejakim Schroedingerem i dorzuciła Demona Maxwella wzorowanego na Chulthu;   – sklamrowała krótkogaciowe opowiadanie negacja sytuacji początkowej   Podkomitet Wstępnych Ocen zarekomendował Wysokiej Komisji, a jej Prezydium zatwierdziło uchwałę rzeczonej, aby udzielić Koleżance Autorce pochwały na piśmie ---   – co niniejszym zostało powyżej wykonane.                                                                      Za PWO, WK i PWK – protololant upoważniony                                                                                            AdamKB

O rany! Dzięki, Adamie. :-) To jest, chciałam napisać: kuchwaleojczyzny! Nie, też nie tak. Uprzejmie dziękuję Wysokiej Komisji, jej Prezydium oraz Podkomitetowi Wstępnych Ocen. Z wykorzystaniem (opinii) faceta to niezupełnie tak. Opinia okazała się zgodna z moimi podejrzeniami (nieugruntowanymi, ale trudno – nie można mieć ani wiedzieć wszystkiego). Gdyby nie okazja, która sprowokowała wymianę zdań, chyba napisałabym to samo. Aż się prosiło. Co do naśladownictwa – bardziej wzorowałam się na samym życiu. Ale jeśli już ściągać z literatury – to zdecydowanie z tej najlepszej. Bez znaków zapytania. Dawno to czytałam, ale trudno określić, co tam się do tej pory w podświadomości kotłuje. Nie przeczę – podobieństwa są. I jeszcze rozmowa telefoniczna. Ale tu przynajmniej – świadomie i z premedytacją – nie wykorzystałam Twojego zapisu do zasygnalizowania wypowiedzi drugiej strony. Chociaż mi się pomysł podobał. Kot z Cheshire… Ty, na miejscu Schroedingera, byś się uśmiechał? Ja raczej nie. Przerąbane… A Chulthu nigdy nie widziałam. Demona zaprojektowałam tak, żeby pasował do zadania. Klamra na gaciach – miło, że Ci się spodobała. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z uśmiechem. Komentarze też. Pozdrawiam.

Dziękuję, Ryszardzie. Tak, podejrzewam, że komentarz Adama jest lepszy niż mój tekst. Ale, na szczęście, nie jestem wystarczająco obiektywna, żeby to ocenić, więc mogę się nie przejmować. :-)

Babska logika rządzi!

Co do zapisów rozmów telefonicznych – nie wiem, czy istnieje jakaś zasada, chociaż sugestia sposobu zapisu. Inna sprawa, że nie szukałem ani długo, ani wszędzie, gdzie się da.   Przy zapisie w jednym ciągu można powołać się na zasadę, że wypowiedzeń, nawet najdłuższych, nie dzielimy na akapity, bo ich w mowie nie ma. Kontra: a co z wyraźnymi pauzami, czynionymi w chwilach przejścia z tematu na temat, od opisu jednej sytuacji do opisu drugiej, odmienionej? Trzymając się niewolniczo tej zasady, nie powinnaś swojego tekstu dzielić na akapity – opowiada narrator pierwszoosobowy… Można to osiągnąć, ale kosztem takich wygibasów, że normalny czytelnik popuka się w czoło i nie doczyta.   Zapis "dialogowy" można obronić odpowiedzią na pytanie: czy ona / on mówią bez przerwy i bez reagowania na wypowiedzi drugiej osoby? Odpowiedź musi brzmieć: nie – i to, moim zdaniem, legitymuje zapis typu:    – Bla bla bla.   – Tak, tak.   – O nie, nie!   albo nawet:   – Bla bla bla.   – … – Tak, tak.   – … – O nie, nie!   Wybór należy do piszących, myślę, i każdy będzie dobry, jeśli spełni się wymóg możliwości odgadywania, co mogła druga, "niesłyszalna" w rozmowie, strona powiedzieć.

Czyli stara, niepodważalna zasada: wszystko można, byle z zachowaniem rozsądku. Chyba zostanę przy swoim, jednoakapitowym zapisie, może wcisnę jeszcze jakieś wielokropki. Ale ciekawe opcje podsuwasz. Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo przyjemnie się czytało, no i wreszcie miałam motywację, żeby sprawdzić o co dokładnie z tym martwym i żywym kotem chodzi, ostatnio mnie prześladuje ;) Jakoś wyjątkowo mnie rozbawił fragment o zostawianiu nadziei  w szatni ^^ Świetnie napisane, a co do zapisu rozmowy – też zawsze zapisywałam zawsze w jednym akapicie, może dlatego taka forma mi najbardziej pasuje ;)

Dzięki. :-) Oj, fizyka kwantowa Cię prześladuje? Przekichane… Tylko nie daj się namówić na żadne kolapsy. Dante dał cynk, że mają takie napisy… Co do formy zapisu – pewnie wszystko zależy od okoliczności – narracji, stopnia zażyłości rozmawiających z narratorem, istotności wypowiedzi drugiej strony dla czytelnika… A czasami po prostu można włączyć głośnomówiący… ;-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczne opowiadanie. Naukowe dowcipy/mrugnięcia są najlepsze! Ja tam się demona Maxwella nie lękam. Za to jego laplasjański kuzyn zawsze napawał me serce trwogą. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję. :-) A czego tu się bać – niechże sobie cząstki segreguje… Masz rację – ten od Laplace'a to dopiero bestia… Ale nie znałam go wcześniej. A poza tym – chyba raczej mało widowiskowo by wyglądał. I… czy on aby na pewno w piekielnej celi by siedział?

Babska logika rządzi!

Gdybym nie wiedział, że to ty popełniłaś tę piekielną w pomyłki komedyję, sądziłbym, że to spod pióra Szyszka wyleciało ;)   Oprócz demona Maxwella cała reszta zrozumiała – a temu całemu Maxwellowi i jego pupilom to ja się zaraz bacznie przyjrzę.   Czytało się miło, większych błędów nie zauważyłem, reszta z nich nieistotna i nie przeszkadza w odbiorze. Oprócz jednego: załączniki do wszystkich druków zniesiono – efekt wdrożenia załącznika specjalnego nr czterdzieści i cztery, ustęp sześćset sześdziesiąt sześć. Po lewej stronie ten ustęp.   ;)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

*tę obfitującą w piekielne pomyłki komedyję…

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

A nie – jam to, nie chwaląc się, uczyniła. :-) Jak spotkasz demona Maxwella, to owszem – przyjrzyj się uważnie. A potem opisz i wstaw, to ja też sobie poczytam. Załączniki – ten akurat załącznik specjalny nie obowiązuje w biurokratycznym piekle. Nie doczytałeś tego drobnym druczkiem i atramentem sympatycznym. Uważaj, archaniele, diabły Cię w konia robią… ;-)

Babska logika rządzi!

Spokojna głowa – ja sobie z nimi w kulki gram :)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

To anioły mają kulki? ;-)

Babska logika rządzi!

Każdy ma swoje wymarzone piekło, w którym czuje się dobrze – czy to nie wypaczenie idei piekła? Ale ogólnie dobrze się czytało

Dzięki. To jedna z możliwych interpretacji. Ale nie jedyna. :-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

nice. :) końcówka mnie rozbawiła, fizycznych jak to napisałaś "mrugnięć" niestety nie jestem w stanie należycie docenić, bo ich nie rozumie. Ale zgadzam się z Homarem, że to piekło jakieś takie niestraszne i dziwi że lokator ma się czuć jak ryba w wodzie… Pozdrawiam m.

Dzięki. Trudno, na mrugnięcia musisz przymknąć oko. ;-) Na zarzut o ludzkim piekle już odpowiadałam Homarowi i nie chcę się powtarzać.

Babska logika rządzi!

Fajne, jak mawia Anet :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Dziękuję, Marianno. :-)

Babska logika rządzi!

A czytałem dawno temu i fizyczne żarciki piekielne przypadły mi do gustu :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To czemuś się wcześniej nie przyznał? Cieszę się, że przypadły, a nie przepadły. ;-)

Babska logika rządzi!

Bom zapomniał. Nie jestem pamiętliwy, ot co… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Między “pamiętliwym” a “sklerotykiem” to całe spektrum się mieści… ;-)

Babska logika rządzi!

Wylosuj ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Co będę losować, skoro Ty masz wszystkie dane i nie musisz się w prawdopodobieństwa bawić… ;-)

Babska logika rządzi!

E tam, bez ryzyka nie ma zabawy ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podobało mi się, choć o demonie Maxwella też musiałam z wujkiem Google pogadać (uroki niszowości – żart o raku prostaty też nie wszyscy łapią). Fajne;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Skoro nalegasz…

Uruchamiam maszynę losującą.

Mężczyzna: pamięć ultrakrótka (”kochanie, wyrzuć śmieci”) do krótkiej (”gdzieś tu miałem wczorajszą koszulkę niewiele razy noszoną“), bardzo często wybiórcza (”Ssssłowo daję, tylko dwa piwa… hep! obalilim”).

Usatysfakcjonowany? ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki, Alex. Demona Maxwella chyba jeszcze rzadziej się spotyka niż raka prostaty, więc nie ma powodu do stresu. A co to za żart?

Babska logika rządzi!

Bardzo! :D

Zapomniałaś jeszcze o słuchu wybiórczym, ściśle współpracującym z pamięcią wybiórczą celem ochrony mężczyzny przed… O czym pisaliśmy? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

O słuch nie pytałeś. ;-)

Zapomniałam? Ja? Kobieta? ;-)

Babska logika rządzi!

Fakt, punkty dodatnie znikają po 48h, za to punkty ujemnie nie kasują się nigdy… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kobiety nigdy nie zapominają. Za to łatwo wybaczają.

Mężczyźni nigdy nie wybaczają. Za to szybko zapominają.

Każdy ma swój sposób. :-)

Babska logika rządzi!

Wspomniany żart:

Przychodzi facet do lekarza, a ten oświadcza:

– Mam dwie wiadomości: dobrą i złą.

– Jaka jest ta zła?

– Ma pan raka prostaty.

– A dobra?

– Proszę się nie martwić, rozejdzie się po kościach.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Hmmm. Wydaje mi się, że zrozumiałam. Może nie ryknęłam śmiechem, ale może być. :-)

Babska logika rządzi!

Jak to miło odświeżyć wspomnienia, miłe i dobre, a przy okazji poprawić sobie humor od samego ranka.

Dziękuję, Adamie. Poprawa humoru obopólna. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo, zrozumiałem to tak, że rozwiązanie fabularne było tu niejako pretekstem do zaprezentowania wizji istot z innego wymiaru. Wiesz, to było popularne w literaturze fantastycznej lat dwudziestych. Czytałem coś podobnego, ale nie pamiętam – gdzie. Podsumowując: bardzo cenna inicjatywa. Warto przypomnieć rozważania dawnych twórców fantastyki, ubierając to w atrakcyjną fabułkę. Podobało mi się, bo cofnęło mnie do lat wczesnej młodości, do pierwszych fascynacji fantastyką naukową. Brawo!

Dziękuję, Ambroziaku.

Tak, zaczęło się od wizji pewnych specyficznych… demonów. Zdaje się, że w latach dwudziestych jeszcze nikt o nich nie słyszał a i teraz nie każdy rozpoznaje od pierwszego rzutu oka. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiem, wiem: nie było oczywiście kota Schrodingera. Ale wtedy zapładniała wyobraźnię fantastów koncepcja świata wielowymiarowego, ożywiona eksperymentami myślowymi Einsteina z płaszczakami. Powstało też kilka grafik takich stworów.

O, naprawdę? Nigdy ich nie widziałam. Bardzo przerażające?

Babska logika rządzi!

Eee, widywałem straszniejsze w dzisiejszych kreskówkach dla dzieci.

Czyli już nawet diabła strasznego nie malują… Co za czasy. ;-)

Babska logika rządzi!

Pewnie malują, tyle że ten już nikogo nie straszy.

Wesoły diabeł? ;-)

Babska logika rządzi!

Może być i smutny. Ta postać, po prostu, nikogo dziś nie przeraża.

Eeee, może jeszcze znajdą się chętni do przerażenia.

Babska logika rządzi!

Może jakaś babcia, emerytka?

Na przykład.

Babska logika rządzi!

Eee, nie znasz takich staruszek, co to – jak je Ojciec Dyrektor diabłem postraszy – oddają całą emeryturę?

Osobiście nie znam. Na szczęście.

Babska logika rządzi!

Masz więc więcej szczęścia ode mnie.

Oj, nie przejmuj się. Na pewno w jakiejś innej dziedzinie Ty masz więcej farta i bilans się wyrównuje. :-)

Babska logika rządzi!

Oj, nie przejmuj się. Mnie się żyje wspaniale, Tobie beznadziejnie. Uśredniając – żyje nam się całkiem nieźle. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Seth, są chyba gorsze nieszczęścia niż osobista znajomość z którąś z opisanych staruszek? Nie?

Babska logika rządzi!

Nie wiem, nie znam żadnej! Jednak wyobraźnia podpowiada mi, że być może tak. Tak? ;)

Sorry, taki mamy klimat.

No ja też nie mogę porównać. Ale moja wyobraźnia zgadza się z Twoją. ;-)

I stąd pomysł zbywania słabym żartem tego pecha.

Babska logika rządzi!

E tam. Moja babcio-macocha taka jest… I z dziadkiem, zatwardziałym socjalistą, dobrze żyją ;-) Uśredniając – jest dobrze. :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No, skoro nawet tak przeciwna para potrafi się przyciągać, to znaczy, że nie ma wielkiego nieszczęścia.

Babska logika rządzi!

Babcia przekazuje połowę emerytury na media ojca dyrektora, dziadek – na SLD, i zostaje im całe, jedno świadczenie. I jest OK!

Kompromis to grunt!

Mam jeszcze pomysły na usprawnienie działalności, ale boję się, że Psycho wyzwałby mnie na pojedynek gdzieś na dnie stawu za takie łażenie po drzewie genealogicznym…

Babska logika rządzi!

Na mokre ogony, ha! ;-P

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To ja jednak nie będę ryzykować…

Babska logika rządzi!

Bardzo się pouśmiechałam, chociaż wujaszek Google musiał mnie momentami wesprzeć, żebym mogła uśmiechać się dalej ;). Ale to dobrze! Uwielbiam teksty, które zmuszają do zaczerpnięcia wiedzy. Dwa w jednym, rozrywka i zdobywanie wiedzy. A rozszyfrowanie napisu – tyle frajdy, dla człowieka, który musiał zdecydowaną większość sobie sprawdzić, bo lekcje fizyki były dawno, a dawno – dumnam :D.

Jednym słowem: misię ( zapamiętałam ;)).

Dziękuję. :-)

No to miło mi, że skłoniłam do uśmiechu. I jeszcze nauczyłam. :-)

Rozszyfrowałaś napis? Gratuluję! Chyba nikomu dotychczas się nie chciało.

Babska logika rządzi!

No jak to? Toż mnie by ciekawość zejadła gdybym nie sprawdziła. Pomysł świetny. No i wychodzę z założenia, że skoro autor się wysilił żeby zakodować to czytelnik powinien wysiłek uszanować i rozkodować. Być jak Robert Langdon :3

Autora takie podejście do tekstu może tylko cieszyć. :-)

<Hmm, zdradzać dziewczynie, że mam jeszcze inne zagadki?>

Babska logika rządzi!

Zdradzać, zdradzać! ;)

Skoro nalegasz… Zagadka jest w “Szmaragdowym polowaniu na pteraczki”. Ale trudniejsza niż tu. I często w drablach nie wiadomo od razu, o co chodzi. Na przykład “Wielki projekt” albo “Dolina rzeki Auasz”. Powodzenia. :-) 

Babska logika rządzi!

Skopiowałem sobie do pliku edytora tekstu wraz z innymi, potem zapomniałem i nie wiedziałem czyje to dzieło : >

A tu proszę, Finkla!

Udany tekst – dowcipny i inteligentny.

Gdybym nie przeczytał komentarza Emtri, też by mi się nie chciało rozszyfrowywać tekstu (fizyka była zawsze moim najsłabszym przedmiotem, do dziś mam żal – naturalnie nie do siebie, tylko do pań fizyczek, że nie umiały mnie zainteresować, bo fiza sama w sobie do dziś pozostaje fascynująca jak magia i równie zrozumiała /koniec osobistej dygresji na pół komentarza), ale przeczytałem i rozszyfrowałem i pozostała duma, że wystarczyło pół szyfru, żeby odgadnąć drugie pół ; D 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, Nevazie. Miło, że wygrzebałeś ten stary tekst.

Tak, to ja. :-)

To chyba nie jest zbyt trudny szyfr. Ale gratuluję. Przede wszystkim tego, że chciało się zawalczyć w tym upale. Cóż, każdy rodzaj ludzi tworzy sobie własne piekło, własne szyfry i własne demony…

Babska logika rządzi!

To chyba nie jest zbyt trudny szyfr. Ale gratuluję.

 

Musiałaś przekłuć moją bańkę mydlaną dumy ;) ? W odwecie zwierzę się, że mieszkam sobie tuż nad morzem i w upalne dni chłodzi mnie miły wietrzyk znad Bałtyku ^ ^. No, ale jak się mieszka na Łodzi wystarczy wychylić się za burtę i zmoczyć włosy zimną wodą, czyż nie ;P ?

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Oj, przecież pogratulowałam.

Jak się jest ciepłolubnym stworzeniem, to upały nie są takie straszne. ;-p

Babska logika rządzi!

Bardzo dobre opowiadanie! Przyjemny tekst, ciekawy temat, wciągająca historia. Winszuję kolejnego dzieła! ;)

Jai guru de va!

Dzięki. :-)

Miło, że Ci się spodobało. To chyba najlżejszy tekścik z moich wczesnych bibliotecznych.

Babska logika rządzi!

Bardzo fajny tekst. Najbardziej podoba mi się postać więziennego czarta, niby srogi ale jednak w porządku, dobrze wykonujący swoją pracę i w dodatku wrażliwy na los petentów! Oby takich było więcej w ziemskich instytucjach.

No i kara dla Schrodingera zacna. 

 

5/6. :)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki. :-)

Wiesz, czarty muszą dobrze wykonywać robotę. Nie mają emerytur… Anioły w sumie też nie… ;-)

Półżywy kotek nadal mi się podoba. To był fajny pomysł.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka