
Smok Ray urodził się w kropli wody. Jak każdy mikro-smok, został stworzony dzięki przebiciu kropli deszczu przez słoneczny promień. To smoki, które rodzą się tylko podczas śmiechu przez łzy, czyli deszczu, który pada mimo, że świeci słońce.
Mikro-smoki od momentu urodzenia mają dojrzałą duszę. Posiadają mnóstwo informacji o świecie i są bardzo emocjonalne, nie zdają sobie jednak sprawy z tego, skąd coś wiedzą i dlaczego coś czują. Nie odróżniają przyczyny od skutku, pragnienia od instynktu, ani zamierzenia od przeznaczenia.Czasem umierają zaraz po urodzeniu, razem ze swoją kroplą – matką. Wysychają albo staczają się na dno ich świata, czyli ziemię. Jej dotknięcie oznacza dla każdego z nich śmierć. Większość jednak żyje wiecznie, chroniona przez mikroskopijny rozmiar, brak własnego zapachu i mimikrę totalną.
Niektórzy uważają, że te istoty dlatego rodzą się z dojrzałą duszą, że tuż po narodzinach otrzymują swoistą szczepionkę – potężną dawkę piękna otaczającego świata. Dla Raya była to czerwień. Kropla, w której mieszkał znajdowała się na płatku maku, na skraju lasu czarnego bzu. To właśnie drżący, delikatnie zmarszczony płatek o ciepło-czerwonej barwie, która potrafi zaczarować świat dookoła w promieniu kilku kilometrów, obdarował Raya jego pierwszym w życiu kolorem, a smok od razu ów kolor pokochał.
Ray od pierwszych swoich dni miał wielkie marzenie. Pragnął mianowicie znaleźć się we łzie człowieka. Oczywiście nie wiedział, dlaczego tak bardzo tego pragnie, ani skąd wzięło się u niego przekonanie, że łza jest czymś prawdziwszym, niż kropla deszczu. Wiedział tylko, że łzy płyną w najważniejszych momentach życia ludzi. Że we łzie znajduje się żywioł prawdy – najbardziej nieokiełznany ze wszystkich żywiołów na świecie. Było coś jeszcze. Ray czuł, że znajdzie w niej to, co da mu smoczą nieśmiertelność.
Żeby zrealizować marzenie, Rayowi potrzebny był środek transportu. Mikro-smoki całą swoją nieśmiertelność przenoszą się z miejsca na miejsce przy pomocy istot latających, chyba, że pod wpływem jakiegoś silnego przeżycia wyrosną im własne skrzydła. Ray miał wśród Braci Latających wielu przyjaciół, na których mógł liczyć – motyle, które nazywał rydwanami, muchy, czyli gońce, oraz ważki, czyli rumaki. Kiedy tylko mak zwabi do swojego pięknego, szeroko otwartego na świat kielicha, któreś z nich, Ray na pewno odnajdzie z nim wspólny język i razem wybiorą się w pobliże człowieka.
Pozostało trochę poczekać.
W dniu, który miał Rayowi przynieść spełnienie marzenia, jego macierzysta kropla lekko się kołysała. Niebo poszarzało i spadł deszcz. Był to wprawdzie zwykły, letni deszczyk, ale przestraszony smok pomyślał, z sercem drżącym jak płatek pod nim – “Tak niewiele brakuje, by kropla stoczyła się na ziemię – a wtedy już po mnie”. Siedząc w swoim jakże nietrwałym domu, starał się stać jeszcze mniejszym i lżejszym, niż w rzeczywistości. Pilnie wypatrywał któregoś z braci latających, z których najchętniej ujrzałby rydwana. Rydwany były tak cudownie kolorowe, a smok od urodzenia uwielbiał kolory. Niestety motyle w czasie deszczu zwykle chowają się przed spadającymi z nieba wodnymi bombami i składają skrzydła niczym zamkniętą księgę, kolorami do wewnątrz.
Na szczęście deszcz wkrótce przestał padać, a wiatr odpoczywał wśród chmur – i niebawem nadleciał szerokoskrzydły rydwan, Rusałka Pawie Oczko. Ray, sam cały w czerwieni, zachwycił się bogactwem kolorów cieni, w które ubrany był gość. Zagadnął Rusałkę, czy pomoże mu dostać się do ludzkiej łzy – on zaś zareagował tak, jakby chęć popłynięcia ludzką łzą była czymś najnaturalniejszym pod słońcem. Poruszył tylko czułkami i rzekł: “Dobrze, wezmę cię do dziewczyny, która płacze. Musisz jednak się zdecydować, w której z jej łez chcesz zaistnieć: pierwszej, czy ostatniej.” Smok zamyślił się, po czym odpowiedział: “W ostatniej”. Był wdzięczny, że Rusałka nie zapytał go o powód, sam bowiem go nie znał.
I tak rydwan Rusałka powiózł Raya daleko, do domu, w którym płakała pewna dziewczyna. Wleciał przez otwarte okno i zaczął latać wokół płaczącej. Po chwili jego lot zamienił się w taniec, w którym motyl zawarł tyle radości i piękna, ile tylko mógł, żeby zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Wreszcie dziewczyna spojrzała wielkimi, deszczowymi oczami, w których na jego widok błysnął jasny promyk – i w tym samym momencie po jej policzku zaczęła toczyć się ostatnia łza. Rydwan musnął jej policzek i w tym samym momencie Ray dostał się do dużej, ciepłej kropli, w której od razu poczuł się jak w raju.
Był szczęśliwy.
Chwilę mu zajęło zorientowanie się, że we łzie jest coś, co mu da nieśmiertelność – sól. Uradowany tym odkryciem, chciał podziękować rydwanowi, ale Rusałki już nie było. Wkrótce zauważył, że wyrosły mu własne skrzydła. Coś mu mówiło, że niebawem zaniosą go one do krynicy soli w domu dziewczyny. I że to musi być gdzieś niedaleko. Póki co, przycupnął sobie na małej, wystającej kostce, poniżej dziewczęcej szyi. Na początku grunt pod smoczymi łapami troszkę falował. Ray jednak wiedział, że wewnętrzny płacz czasem trwa o wiele dłużej, niż zewnętrzny i że wtedy ciało drży jeszcze długo, po przetoczeniu się ostatniej łzy. Mikro-smok potrafił cierpliwie czekać, ponadto od chwili, gdy jego marzenie było spełnione miał pewność, że jego czas jest nieograniczony. Nie znał się dokładnie na działaniu czasu, ale znał podstawową jego cechę – niesienie zmian. Z jego perspektywy – zawsze korzystnych.
Jeszcze tego samego dnia dziewczyna podeszła do glinianej misy w kwiaty, pełnej bieli i pochyliła się nad nią. Ray sfrunął prosto na solną plażę, mały, biały płaskowyż, który błyskawicznie użyczył mu swojego koloru.
I poczuł się jak w domu.
Od tej pory, kiedy tylko miał okazję, wyfruwał z solnicy zwiedzać, zmieniając kolor nawet kilkanaście razy dzienne. Maleńki, niezauważalny ludzkim okiem smok gromadził w sobie zapas soli na smoczą wieczność i zwiedzał dom człowieka, szukając inspiracji do następnego marzenia. Zawsze jednak wracał do swojej białej kopalni, w której sam wyglądał, jak ziarenko soli. Za każdym razem, kiedy w niej przebywał, a dziewczyna nachylała się, by wziąć szczyptę dla siebie – jej oczy ogromniały, a Ray mógł patrzeć w te dwa niebieskie słońca, które nad nim świeciły. Teraz zawsze były błyszczące – lecz suche.
Nie do końca wiedział dlaczego, ale był z tego powodu dumny.
Choć to nie moje klimaty, tekścik przeczytałem bez bólu zębów. Całkiem przjemna bajeczka - w dodatku nieźle spisana. Dla mnie może troszkę zbyt abstrakcyjna...
I kilka uwag technicznych:
„nie zdają sobie jednak sprawy z tego[,] skąd coś wiedzą i dlaczego coś czują”
„pięknego, otwartego szeroko na świat kielicha” – lepiej brzmiałoby ‘pięknego, szeroko otwartego na świat kielicha’
„który błyskawicznie użyczył[, – a ten przecinek skąd się tu wziął i w jakim celu?] mu swój kolor”
Pozdrawiam
Sympatycznie poetyckie, ale trochę puste --- bez emocji i bez refleksji.
Nie odróżniają przyczyny do skutku - od
Niektórzy uważają, że mikro-smoki dlatego rodzą się z dojrzałą duszą, że tuż po urodzeniu otrzymują szczepionkę w postaci niezwykle dużej dawki piękna. - zdanie do przeredagowania
Pragnął mianowicie znaleźć się we łzie człowieka. - nie wiem, czy to błąd. Jak na mój nos powinni być "w łzie".
Mikro – smoki całą swoją nieśmiertelność przenoszą się z miejsca na miejsce przy pomocy istot latających, chyba, że pod wpływem jakiegoś silnego przeżycia wyrosną im własne skrzydła. - to co w końcu przenoszą: siebie czy nieśmiertelność?
“tak niewiele brakuje, by kropla stoczyła się na ziemię – a wtedy już po mnie” - ten zapis powinno się zacząć dużą literą.
Pomysł przypadł mi do gustu, tylko dlaczego ta bajka jest napisana w taki zawiły sposób? Wyrzuć kilka przymiotników, bo tylko przeszkadzają w lekturze i uporządkuj przecinki, gdyż wprowadzają zament. A wtedy będzie dużo lepiej.
Pozdrawiam
Mastiff
Jestem urzeczona. To bardzo śliczna bajeczka, domyślam się, że pierwsza z wielu. Smok Ray jest przeuroczy i cieszę się, że będzie żył zawsze. Lubię smoki.
Od dziś, w moim domu, wszystkie pojemniki z solą będą otwarte. :)
Pozdrawiam.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Oczywiście zamęt, a nie to co napisałem. Przepraszam:)
Mastiff
Idea ciekawa, opis niezgorszy, tylko jak dla mnie również nieco zbyt poetycki i abstrakcyjny.
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
A ja się zastanawiam, cóż trzeba zrobić, żeby w tak krótkim czasie zyskać taki odzew pod tekstem ^^ Czy to ten smok w tytule, bajkowość, czy może jednak przystępna długość? ;p
Długość ; p
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
Treść też ma swoje znaczenie.
Drogi, Szanowny Bohdanie. Czytnij sobie co nieco o zbiegach samogłosek, wpływających na użycie "we" i "ze"...
Dobrze Adamie. Czytnę.
Mastiff
Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze:)
Zgodnie z Waszymi propozycjami zrobiłam wstępną kosmetykę -
Clod - wkradło się rzeczywiście kilka literówek, to z entuzjazmu połączonego z faktem wprowadzania ostatnich poprawek tuż przed wklejeniem...;)
Bohdanie - interpunkcja nie jest moją najmocniejszą stroną. Będę nad tym pracować.Pomyślę też czy i jak przeredagować zacytowane przez Ciebie zdanie.Nie jestem jednak pewna, czy powinnam zmieniać zwrot "całą swoją nieśmiertelność", jest to bowiem zamierzone odniesienie do zwrotu "całe swoje życie"...
RogerRedeye - to krótki tekst, w przeważającej części pisany z perspektywy Raya, którego mikro-smocza cecha "nie wie, skąd coś wie, ani dlaczego coś czuje" w znacznym stopniu utrudniałaby refleksję...We fragmentach pozostałych kilka refleksji jednak jest zawartych, tylko może nie wprost, tzn.bez uprzedzenia "uwaga, a teraz nastąpi filozoficzna refleksja"...jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Inaczej przyszpiliłabym tego typu tekst jak, nie przymierzając, motyla...
Skądinąd muszę powiedzieć, że mój pierwszy tekst, który tu zamieściłam, według komentatorów zawierał zbyt wiele refleksji;)
Co do bezemocjonalności, nad tym muszę się głębiej zastanowić, jeżeli rzeczywiście opowiadanie ich nie zawiera. Na pewno pisałam to z ogromnymi emocjami, które, jak mi się wydawało, również zawarłam chcociażby w metaforach...
Jeszcze raz dziękuję za uwagi i pozdrawiam serdecznie wszystkich komentatorów, również przyszłych:)
poprawka do mojego komentarza powyżej -
jeżeli rzeczywiście opowiadanie nie zawiera emocji
(bo zdanie mi się nieco rozwaliło)
B.I.
Moim zdaniem zawiera. A co do wspomnianego zdania, to się zastanowiłem i przyznaję Ci rację.
Mastiff
Co za historia. Nie dość, że ze smokiem w treści, to jeszcze taka urokliwa. Moim zdaniem klimat tej króciutkiej opowieści jest trafiony. Poetycko i poważnie, krótko, a jak klimatycznie. Wsiąknęłam całkiem, jak te krople.
No i ten smok. Najmniejszy jakiego znam. Pisz więcej, bo chcę czytać!
Ładna opowiastka.
pozdrawiam
I po co to było?
A jakby tak biedaczek przysnał i w jakiejś zupie wylądował? To by miał dopiero przezycia :P
Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.
Mnie również bajeczka w smak podeszła. Bardzo przyjemnie się ją czytało. A obecnie w bajkowych klimatach się rozmarzyłem, bo „Opowieści sieroty” czytam. Pięknym językiem, Autorko, napisałaś ten tekścik.
Przyzwoita bajeczka, ale czegoś mi w niej zabrakło.
Pozdrawiam.
Dziękuję bardzo za dalsze komentarze! Bardzo się cieszę, że Smok zyskał sympatyków!:) On też się cieszy:P
Prokris - dzięki, z przyjemnością będę pisać więcej:)
Co do zupy...gdyby rzeczywiście zanurzyć w solnicy jakąś dużą łychę (choć ja osobiście dawkuję sól szczyptami;), może by się na nią smoczek i załapał, ale przecież dysponuje skrzydełkami, no i dojrzałą duszą, więc w razie czego będzie wiedział co robić;)
Pozdrowienia od Raya!:P
Świetne opowiadanie, prawie jakbym czytał czyjś sen. Bardzo urzekła mnie wyobraźnia, nic dodać i nic ująć. Sam chciałbym mieć podonie barwne pomysły. Piszę to z nutką zazdrości ;)
Do pytania kilka postów wyżej:
Nie od dziś wiadomo, że długość ma znaczenie.
Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)
Ja słyszałem, że grubość też.
Mastiff
I co dalej?
Ciepła opowiastaka i w zasadzie nic mi w niej nie brakowało. Nie zakładłem żadnego zakończenia, tylko dałem się ponieść wyobrażni i było sympatycznie :-)
Takiemu miłemu, maleńkiemu smokowi i swojej solniczki bym użyczył. :)
@Unfall - dzięki, Ray rośnie z dumy :)
@mirekowski
@homar
- dziękuję za przeczytanie i sympatyczne komentarze - i przepraszam, że tak późno te podziękowania. Wynikneło to z mojego jeszcze wtedy braku doświadczenia w odpowiedziach na komentarze. Teraz już będę odpowiadać każdemu z osobna :)
Pozdrawiam wszystkich!
Sympatyczny smoczek. ;-)
A co było dalej? Miał jakieś przygody?
Ale w morzu to dopiero musi się roić od mikro-smoków...
Babska logika rządzi!
@Finkla - dzięki, miło, że go polubiłaś :)
To miniaturka o Smoku - miniaturce, nie zas szerzej zakrojona opowieść przygodowa. "Ray od pierwszych swoich dni miał wielkie marzenie. Pragnął mianowicie znaleźć się we łzie człowieka". O tym jest to opowiadanie. To była przygoda jego życia :)
Pozdrawiam ))
Czytałam je jeszcze na starej stronie i teraz sprawdziłam, że – nie wiedzieć czemu – nie zostawiłam komentarza, a pamiętam, że mnie zauroczyło. Śliczne.
Btw – a czemu nie ma tamtych komentarzy?
”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)
Bo Autorka na starej stronie zamieściła jedno opowiadanie, a tutaj drugie i teraz ma dwa.
Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki
Otaguj, proszę
”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)
A jeszcze lepiej, wstaw stare opowiadanie, z komentarzami. I otaguj.
Babska logika rządzi!
@AlexFagus, Brajt, Finkla – dzięki za komentarze… – zrozumiałam, że przenosimy tu stare opowiadania, poprawiamy – lub nie w kopiach roboczych, a potem upubliczniamy – i tyle. Jak to mam dwa opowiadania? I jak należało przenieść z komentarzami?
Czyli nie wstawiałaś opowiadania na nowo, tylko normalnie opublikowałaś po poprawieniu kopię roboczą starego? Jeśli tak, to stare komentarze chyba powinny być (tu w pełni kompetentny jest chyba tylko Brajt). Tak czy siak – dodaj tagi, to zgłoszę opowiadanie do biblioteki.
”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)
Z wielką satysfakcją odświeżyłem sobie wspomnienia o jednym z najbardziej bajkowych i najlepszym w tej grupie tekstów.
Opowiadanie świetne, należy do moich ulubionych w tym serwisie.
Niestety niektóre opowiadania wstawiłaś dwa razy – raz na starej stronie i raz na nowej, mimo moich licznych próśb na becie, aby tego nie robić. Siłą rzeczy masz je w dwóch egzemplarzach – kopii roboczej w archiwum ze starymi komentarzami, oraz np. to nowe, dodane na nowej stronie, z nowymi komentarzami.
Teraz się muszę zastanowić jak to połączyć. Prędzej czy później to naprawię.
Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki
@Brajt – dzięki za miłe słowa :) I za pomoc! Rzeczywiście, będę niezmiernie wdzięczna, jeśli w wolnej chwili (jeśli takie u Ciebie istnieją) przywrócisz także poprzednie komentarze do tych pozostałych opowiadań. Pozdrawiam!
O, ale bajka przeurocza o smoku Rayu i jego kroplach, które to squatował bezczelnie bez wiedzy prawowitych właścicieli :) A na koniec przejął, bystrzak, solniczkę i uszczęśliwił kobietę. No, mało który facet to potrafi…! :)
"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)
@PsychoFish – ogromnie się cieszę, że Ci się podobało :))) Przepraszam, że komentuję nieco spóźniona :P Bardzo dawno nie było mnie u mojego smoka w solniczce! ;))) Słyszałam, tak nawiasem mówiąc, że od kiedy się urodził, to wszyscy trzymają solniczki w swoich domach otwarte :P …w końcu, smok w dom – Bóg w dom ;))
Pozdrawiam smoczo! :)
Faktycznie niewielkie opóźnienie…
Z wielką przyjemnością odświeżyłem wspomnienie o Rayu.
Ray nadal pozostaje moim ulubionym smokiem. ;-)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
@AdamKB – nie wiem, co się stało, że nie zajrzałam już do Raya… Na ogół wisiałam na komentarzach do swoich tekstów aż do wygaśnięcia ostatniej kropli mojej nadziei, że ktoś się jeszcze tekstem zainteresuje…W każdym razie gwiazdka mi się nie świeciła, że dotarł nowy komentarz. Naprawdę mi wstyd, bo wygląda, jakbym zignorowała, co absolutnie ani nie było moim zamiarem, ani też, co oczywiste, interesem. Mam nadzieję, że PsychoFish wybaczy? … Jakoś wtedy chyba następowała przeprowadzka na nową stronę?…? I mogło to się zdarzyć na styku tych przenosin, że zgubiłam ten komment. Poległam na tej przeprowadzce w wielu kwestiach, jak widzę, nie tylko przez nieumiejętność przenosin komentarzy.
W każdym razie miło mi ogromnie, że malutki smok przypadł Ci do gustu :) :) :)
@Regulatorzy – jak to miło, niebiańsko wręcz! :) ;) Nawet ja go lubię, Raya znaczy :))))) I na wszelki wypadek będę go częściej odwiedzać – gwiazdka czy nie gwiazdka.
Pozdrawiam!
I na wszelki wypadek będę go częściej odwiedzać – gwiazdka czy nie gwiazdka.
Pamiętaj Blue_Ice, że jeśli będzie gwiazdka, przynieś Rayowi jakiś mały, gustowny upominek. ;-)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Z całą pewnością wręcz zacznę go obsypywać prezentami! Znaczy… z tym obsypywaniem to chyba się nie uda z racji rozmiarów ;))) Ach, tak trudno jest dawać prezenty komuś, czemuś o rozmiarach tak różnych od naszych :P Pozostaje miłość :D
Nie wybaczę! Ta zniewaga… ;-)
Ray nadal dobry.
"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)
@PsychoFish – wiedziałam … :P Ale dla dobra Raya jeszcze to przemyśl. Może zaczniemy od nowa? ;)))
Pozdrawiam smocznie! I smok Ray również Ciebie pozdrawia, czuje się pogłaskany :) (niee…jego nie można głaskać…chyba, że czterolistną koniczynką ;)))
Stare smoki nie rdzewieją, powiadasz? :-)
Czekaj, skoczę po koniczynkę ;-)
"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)
@PsychoFish – nie rdzewieją nawet w kroplach wody! :D
Ładna historia.
Moim jedynym zastrzeżeniem jest złożoność niektórych zdań, np.:
“Za każdym razem, kiedy w niej przebywał, a dziewczyna nachylała się, by wziąć szczyptę dla siebie – jej oczy ogromniały, a Ray mógł patrzeć w te dwa niebieskie słońca, które nad nim świeciły.”
W moim odczuciu do tego tekstu takie przekomplikowania nie pasują, troszkę bym pociął.
Dziękuję za słowo “mimikra”. Nie mogę sobie przypomnieć, czy je znałem czy nie, w każdym razie już wiem co to znaczy :).
Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem
@Nevaz – dzięki :) Pomyślę o tym wielokrotnym składaniu zdań ;))) Pozdrowienia!
Wiem, że sporo minęło od czasu publikacji, ale cieszę się, że tu trafiłam z polecenia AdamaKB.
Blue_Ice – szukamy bajeczek do specjalnego wydania Silmarisa. Byłabyś zainteresowana ? Całe ogłoszenie jest w magazynie, ewentualnie odezwij się do mnie.
"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.
@bemik – bardzo mi miło! Cieszę się z Twoich odwiedzin – i dziękuję za zaproszenie na łamy. Jak tylko zbiorę się w sobie, to zerknę na narrację Raya pod kątem klasyczności bajkowej… Jak tylko to zrobię, to się odezwę. Pozdrowienia!
Misia zainteresował tytuł. Cieszy się, że przeczytał. Lubi dobre smoki. Nie znał mikro-smoków. Teraz myśli, że mógłby się zaprzyjaźnić z Rayem. Może mu podpowiesz, jak ma to zrobić. Będzie czekał :)
Cześć, Koalo :)
Chyba wcześniej nikt ich nie znał, znaczy mikro-smoków :)
Ray często pomieszkuje w glinianych, szklanych, kamiennych naczyniach na sól (ale już np. nie w małych solniczkach, tam dostaje klaustrofobii!), mogą być takie zamykane nawet, on sobie poradzi. Lubi pojawiać się, kiedy komuś jest bardzo smutno. Tylko, że można go nie zauważyć, zwłaszcza, że w smutku mamy skłonność taplania się w czarnych myślach i nie dostrzegamy niuansów świata wokół, drobinek, zalążków szczęścia. A przecież właśnie wtedy by się bardzo przydały, prawda? ;)
Miś ma wrażenie, że chwilę Cię nie było na NF. Cieszy się że jesteś. Przyzna Ci się, że tym opowiadaniem zainspirowałaś go i coś o smokach wrzuci na portal w styczniu. Swoim ostatnim driblem miś trochę testował poczucie humoru administracji NF. Chyba go(misia) nie wyrzucą, skoro jeszcze tego nie zrobili.
Miś ma zupełnie słuszne wrażenie. Długo mnie nie było. Czasem wchodziłam i nawet momentami wydawało mi się, że znajdę czas na wzięcie udziału w jakimś konkursie – albo dopieszczenie i wrzucenie na portal któregoś z moich szufladziaków – ale nie, niestety, zwykle czasu w końcu jednak brakło.
Dribel przeczytam – a na styczeń smoczy też czekam!
Tymczasem – pozdrowienia i dziękuję jeszcze raz za odwiedziny tudzież dobre słowo!
Fajnie, że już jesteś. Miś wyżej pisał o driblu “Dribble”. Ostatnio popełnił drabla. Gdy się weszło między… O tym we wcześniejszym “Napisać muszę”. (autoreklama)
Gdy się weszło między… nr 1 (Portal) – no tak :)
Gdy się weszło między… nr 2 (w tzw.życiu): …trzeba obserwować, jednocześnie strzegąc własnych granic ;)