- Opowiadanie: Fasoletti - Palec mojego ojca

Palec mojego ojca

Au­to­rze! To opo­wia­da­nie ma sta­tus ar­chi­wal­ne­go tek­stu ze sta­rej stro­ny. Aby przy­wró­cić go do głów­ne­go spisu, wy­star­czy do­ko­nać edy­cji. Do tego czasu moż­li­wość ko­men­to­wa­nia bę­dzie wy­łą­czo­na.

Oceny

Palec mojego ojca

Ostrze­że­nie dla nad­wraż­li­wych – w tek­ście wy­stę­pu­ją re­ali­stycz­ne opisy pe­do­fi­lii + zoo­fi­lii

 

 

 

 

Odkąd pa­mię­tam, oj­ciec robił mi to co­dzien­nie. Punk­tu­al­nie o pią­tej rano przy­cho­dził do mo­je­go po­ko­ju, bu­dził mnie po­ca­łun­kiem w usta i sa­dzał sobie na ko­la­nach. Potem wpy­chał mi pod bluz­kę od pi­dża­my ogrom­ne, spo­co­ne łap­ska.Na po­cząt­ku, jesz­cze zanim wy­ro­sły mi pier­si, ści­skał sutki dwoma pal­ca­mi, mam­ro­cząc pod nosem ja­kieś nie­zro­zu­mia­łe słowa. Z ust śmier­dzia­ło mu al­ko­ho­lem, po­mie­sza­nym z czymś jesz­cze. Nigdy nie do­wie­dzia­łam się z czym, ale je­stem pewna, że był to jakiś śro­dek odu­rza­ją­cy. Gdy pa­rzył na mnie męt­nym, nie­obec­nym wzro­kiem, do­sta­wa­łam gę­siej skór­ki. Kiedy moje sutki zro­bi­ły się twar­de, wy­krzy­wiał usta w ru­basz­nym uśmie­chu. Owło­sio­na dłoń wę­dro­wa­ła coraz niżej, ma­so­wa­ła brzuch, mu­ska­ła pępek, by po chwi­li wśli­zgnąć się w spodnie i draż­nić łech­tacz­kę. To, co wtedy czu­łam, to dziw­na mie­szan­ka bólu i roz­ko­szy, nie­moż­li­wa do opi­sa­nia. Po kilku mi­nu­tach ta­kiej za­ba­wy, moim cia­łem wstrzą­sał dreszcz, a oj­ciec, re­cho­cząc na całe gar­dło, wsa­dzał mi do cipki środ­ko­wy palec. Nosił na nim ozdob­ny sy­gnet, przed­sta­wia­ją­cy orła po­ły­ka­ją­ce­go węża. Ostre kra­wę­dzie pier­ście­nia szar­pa­ły ścian­ki po­chwy, po­wo­du­jąc nie­zno­śny ból. Ale mój płacz wcale nie wzru­szał tego wy­rod­ne­go skur­wy­sy­na. Wręcz prze­ciw­nie, pod­nie­cał go, krę­cił. Czu­łam pod sobą twar­de­go ku­ta­sa, któ­re­go za­wsze po skoń­czo­nym brandz­lo­wa­niu pa­ko­wał mi do tyłka. Mu­sia­łam pod­ska­ki­wać, uda­jąc kow­bo­ja ujeż­dża­ją­ce­go ru­ma­ka, a oj­ciec rżał i krzy­czał gło­śno:

 

– Pa­ta­taj! Pa­ta­taj!

 

Nie­na­wi­dzi­łam cie­płe­go na­sie­nia, które we mnie wpom­po­wy­wał. Nie­na­wi­dzi­łam srać sper­mą po­mie­sza­ną z gów­nem.

 

 

Jeśli my­śli­cie, że to ko­niec znę­ca­nia się nad małą, bez­bron­ną dziew­czyn­ką, to je­ste­ście w wiel­kim błę­dzie. Rze­czy ja­kich do­świad­czy­łam, są o wiele gor­sze niż mo­że­cie sobie wy­obra­zić. Po skoń­czo­nym sto­sun­ku oj­ciec za­kła­dał mi na szyję ob­ro­żę i ni­czym psa pro­wa­dził do piw­ni­cy. Trzy­mał tam w klat­kach naj­róż­niej­sze dzi­wa­dła, na widok któ­rych każ­de­mu nor­mal­ne­mu czło­wie­ko­wi włosy sta­nę­ły­by dęba. Koty o gło­wach kóz, psy skrzy­żo­wa­ne z końmi, ka­nar­kodż­dżow­ni­cę, fiuta na świń­skich nóż­kach… To oczy­wi­ście nie wszyst­ko, gdy­bym chcia­ła opi­sać wam cały jego zwie­rzy­niec, bra­kło­by mi kar­tek w ze­szy­cie. Skąd miał to ka­ry­ka­tu­ral­ne Zoo? Z po­cząt­ku my­śla­łam, że takie zwie­rzę­ta ist­nie­ją na­praw­dę. Do­pie­ro jakiś czas póź­niej, grze­biąc w do­ku­men­tach ojca, do­wie­dzia­łam się, że pra­co­wał dla rządu w ja­kimś in­sty­tu­cie. Był ge­ne­ty­kiem, a wy­ni­ki nie­uda­nych eks­pe­ry­men­tów za­miast li­kwi­do­wać, za­bie­rał do domu.

 

Kiedy już ze­szli­śmy na dół, mu­sia­łam się ro­ze­brać, uklęk­nąć i wy­piąć. Oj­ciec otwie­rał klat­ki, opusz­czał spodnie i sia­dał na stoł­ku. Brał ku­ta­sa do ręki i walił konia, przy­glą­da­jąc się jak jego zmu­to­wa­ni pod­opiecz­ni pier­do­lą mnie na wszyst­kie spo­so­by. Do­ber­man z do­szy­tym koń­skim fal­lu­sem walił mnie w kakao śli­niąc się przy tym nie­mi­ło­sier­nie, żółw o stru­siej gło­wie lizał po piź­dzie, a świń­sko­no­gi chuj pod­ska­ki­wał, pró­bu­jąc wejść mi do ust. Nad nami, ma­cha­jąc or­li­mi skrzy­dła­mi, fru­wa­ła kro­wia dupa i srała na nas bez prze­rwy. Wy­czoł­gi­wa­łam się z piw­ni­cy ledwo żywa, uta­pla­na w kale oraz sper­mie.

 

Ale pew­ne­go dnia po­wie­dzia­łam: Dość! Mia­łam może dwa­dzie­ścia lat, kiedy po­sta­no­wi­łam z tym skoń­czyć. Nigdy nie za­po­mnę tego dnia. Oj­ciec leżał na ka­na­pie za­la­ny w trupa, a ja sta­łam nad nim z sie­kie­rą i za­sta­na­wia­łam się w które miej­sce naj­pierw ude­rzyć. Po­sta­no­wi­łam, że nie będę tak okrut­na jak on i szyb­ko to skoń­czę. Nim obuch spadł mu na cze­rep, otwo­rzył oczy, a wi­dząc co się świę­ci, w ostat­niej chwi­li zdą­żył za­ci­snąć pięść i po­ka­zać mi ozdo­bio­ny znie­na­wi­dzo­nym sy­gne­tem, środ­ko­wy palec. Nawet nie macie po­ję­cia jaką mia­łam sa­tys­fak­cję, kiedy od­ci­na­łam go pil­ni­kiem do pa­znok­ci. Póź­niej, zbry­zga­na frag­men­ta­mi mózgu, za­cią­gnę­łam drga­ją­ce jesz­cze tru­chło do piw­ni­cy, po­otwie­ra­łam klat­ki i ma­stur­bo­wa­łam się wał­kiem do cia­sta pa­trząc, jak zmu­to­wa­ne kre­atu­ry po­że­ra­ją swo­je­go stwór­cę. Na­stęp­nie za­tłu­kłam je wszyst­kie bez li­to­ści. Piw­ni­ca wy­glą­da­ła jak po wi­zy­cie Mi­cha­ela My­er­sa. Ścia­ny spły­wa­ły wnętrz­no­ścia­mi, je­li­ta zwi­sa­ły z lamp ni­czym łań­cu­chy cho­in­ko­we, a po pod­ło­dze wa­la­ły się gnaty, po­mię­dzy któ­ry­mi bie­gał świń­sko­no­gi ku­ta­sik. Jego zo­sta­wi­łam sobie na ko­niec. Po­chwy­ci­łam sku­bań­ca, ob­rze­za­łam pięt­ką z czer­stwe­go chle­ba, po czym za­czę­łam ukrę­cać mu głów­kę. W ostat­nim, ago­nal­nym skur­czu, wy­try­snął krwa­wym na­sie­niem pod sam sufit. Ze­bra­łam wszyst­kie reszt­ki do rasz­lo­we­go worka i za­ko­pa­łam w ogro­dzie z na­dzie­ją, że to ko­niec kosz­ma­ru.

 

Ach, jakże się my­li­łam. Już na­stęp­ne­go ranka, kiedy wy­szłam na po­dwór­ko by za­siać trawę na gro­bie ojca i jego we­so­łej kom­pa­nii, zo­ba­czy­łam mały kop­czyk ziemi w miej­scu, w któ­rym spo­czy­wa­li. Na po­cząt­ku po­my­śla­łam, że to ro­bo­ta kreta. Do­pie­ro w nocy na jaw wy­szła strasz­na praw­da. Za­czę­ło się od skro­ba­nia i pu­ka­nia w okno. Niby nic po­dej­rza­ne­go, ptaki czę­sto przy­la­ty­wa­ły na pa­ra­pet pod­jeść wy­sy­py­wa­nych prze­ze mnie co rano okru­szek. Ale mi­nę­ło pięć minut, dzie­sięć, pięt­na­ście, a ta­jem­ni­cze dźwię­ki nie ci­chły. Go­rzej. Sta­wa­ły się coraz gło­śniej­sze. Wsta­łam więc, zła­pa­łam le­żą­cy nie­opo­dal mło­tek i od­sło­ni­łam za­słon­kę. To co zo­ba­czy­łam, zmro­zi­ło mi krew w ży­łach. Na pa­ra­pe­cie stało coś przy­po­mi­na­ją­ce­go prze­ro­śnię­te­go czer­wia i pró­bo­wa­ło wejść do miesz­ka­nia. Za­pa­li­łam świa­tło, a wtedy włosy sta­nę­ły mi dęba. To był środ­ko­wy palec mo­je­go ojca! Po­zna­łam po sy­gne­cie, w któ­rym od­bi­ja­ło się świa­tło gwiazd. Ten zwi­chro­wa­ny skur­wy­syn nawet po śmier­ci po­sta­no­wił mnie na­pa­sto­wać! Spa­ni­ko­wa­łam. Nie wie­dzia­łam, co robić. W pierw­szym od­ru­chu otwo­rzy­łam okno i chcia­łam dziab­nąć gada młot­kiem, lecz oka­zał się zwin­ny ni­czym żmija. Sko­czył mi na twarz. Pa­nicz­nie trze­piąc głową zrzu­ci­łam go na pod­ło­gę i przy­dep­ta­łam, ale był tak silny, jak mój ociec. Zro­bił jakiś nagły zryw, chyba się wy­giął, a ja ru­nę­łam na zie­mię, upusz­cza­jąc broń. Co­fa­łam się przed nim, jak przed przy­cza­jo­nym ty­gry­sem, ukry­tym smo­kiem, a on, jakby de­lek­tu­jąc się tym wi­do­kiem, pełzł w moim kie­run­ku po­su­wi­sty­mi ru­cha­mi gą­sie­ni­cy. Dźwięk po­czer­nia­łe­go pa­znok­cia stu­ka­ją­ce­go o deski pod­ło­gi był nie do wy­trzy­ma­nia. Jed­nak po­mi­mo śmier­tel­ne­go prze­ra­że­nia, po­sta­no­wi­łam wal­czyć. Po­de­rwa­łam się i po­bie­głam do ła­zien­ki. Sko­czył na mnie, ale zdą­ży­łam schy­lić głowę. Za­czę­łam prze­grze­by­wać szaf­kę, w po­szu­ki­wa­niu ja­kiej­kol­wiek broni. Zna­la­złam je­dy­nie ży­let­ki. Kap­ciem po­wbi­ja­łam je w szczot­kę do szo­ro­wa­nia ple­ców i tak uzbro­jo­na ru­szy­łam do boju. Mój prze­ciw­nik nawet nie zadał sobie tyle trudu, by za­sta­wić pu­łap­kę. Stał w przed­po­ko­ju, go­to­wy do star­cia. Sy­gnet z orłem po­ły­ka­ją­cym węża zło­wiesz­czo błysz­czał w świe­tle lampy. Po ple­cach spły­wał mi pot. To mo­głam być ja, albo on. Tylko jedno wyj­dzie żywe z tej bitwy. Ru­szy­li­śmy jed­no­cze­śnie. Ja, ma­cha­jąc pro­wi­zo­rycz­ną ma­czu­gą, on, pod­ska­ku­jąc pod sam sufit wy­wi­jał w po­wie­trzu salta oraz pi­ru­ety. Tra­fi­łam go w locie. Ży­let­ki zgrzyt­nę­ły na ko­ściach i pękły, a palec mo­je­go ojca ude­rzył o ścia­nę. Chyba ze­mdlał, bo za­marł w bez­ru­chu. Sta­nę­łam nad nim, szy­ku­jąc się do za­da­nia osta­tecz­ne­go ciosu unio­słam szczot­kę ponad głowę. I wtedy mnie do­padł. Nawet nie zdą­ży­łam za­re­ago­wać, gdy wy­strze­lił pio­no­wo w górę, im­pe­tem ro­ze­rwał pi­dża­mę i wlazł do cipki. Zna­jo­my dreszcz prze­szył moje ciało, a ból w ha­ra­ta­nych sy­gne­tem ścian­kach ma­ci­cy wy­krzy­wił twarz w ka­ry­ka­tu­ral­ny gry­mas. Palec roz­ry­wał mnie od środ­ka. Tar­gał jaj­ni­ki. Szar­pał wnętrz­no­ści. Prze­bi­jał się do jelit. Zro­bił prze­to­kę i wy­pchnął masy ka­ło­we przez wa­gi­nę. Prze­dziu­ra­wił pę­cherz mo­czo­wy.

 

Upa­dłam na zie­mię, tar­ga­na ago­nal­ny­mi skur­cza­mi. Zwy­mio­to­wa­łam mo­czem po­mie­sza­nym z krwią, zaś On siał spu­sto­sze­nie w mym or­ga­ni­zmie, sta­rał się, bym umie­ra­ła po­wo­li. W końcu do­tarł i do mózgu. Ga­la­re­to­wa­ta masa wy­pły­nę­ła nosem, a ja wy­da­łam ostat­nie tchnie­nie. Zabił mnie palec mo­je­go ojca.

 

EPI­LOG

 

Jest tu tak ciem­no. Ciem­no i zimno. Usłu­chaj­cie do­brej rady i nigdy nie umie­raj­cie. Le­że­nie w trum­nie to prze­je­ba­na spra­wa. Zwłasz­cza, jeśli nawet ro­ba­ki nie mogą ze­żreć two­je­go ciała. I nie dla­te­go, że gleba jest za­so­lo­na, sucha czy ska­żo­na. On na to nie po­zwa­la. Mor­du­je wszel­kie ro­bac­two, które chcia­ło­by do­brać się do mo­je­go tru­chła. Jest tak krwio­żer­czy, że nawet bak­te­rie po­wo­du­ją­ce roz­kład tka­nek przed nim pierz­cha­ją. Jest też nie­zwy­kle punk­tu­al­ny. Za­wsze o pią­tej rano wpeł­za mi do cipki. Robił to za życia, robi rów­nież po śmier­ci.

Koniec

Komentarze

Nie po­dej­mę się sko­men­to­wa­nia opo­wie­ści. Je­że­li cho­dzi o język, to jest spraw­nie na­pi­sa­ne. Płyn­nie się czyta, ale za­kwas w koń­ców­ce nie­ste­ty tro­chę mnie prze­rósł.

po­zdra­wiam

I po co to było?

O_O

I tu masz moje po­twier­dze­nie, Fa­so­let­ti, żeś jest sza­lo­ny chłop! xD

Ten tekst to to­tal­na ma­sa­kra, po­skła­da­ło mnie ze śmie­chu, zwłasz­cza gdy czy­ta­łam o "kro­wiej dupie sra­ją­cej na nas bez prze­rwy". I nie wiem dla­cze­go, ale sko­ja­rzy­ło mi się to wszyst­ko z "Ludz­ką sto­no­gą"... Brr...

Pod­su­mo­wu­jąc: roz­wa­lasz mnie, chło­pie (w sen­sie po­zy­tyw­nym oczy­wi­ście) :D

Mer­ma­ids take shel­fies.

Trud­no na­pi­sać co­kol­wiek sen­sow­ne­go o tym tek­ście, poza tym, że warsz­ta­to­wo jest bar­dzo dobry. Jeśli zaś cho­dzi o fa­bu­łę to... trud­no zna­leźć od­po­wied­nie słowa. Chyba nie spo­dzie­wa­łem się aż ta­kiej rzezi i do­bit­nych opi­sów, ale to za­sko­cze­nie prze­ma­wia ra­czej na plus. Strach na­pi­sać, że mi się po­do­ba­ło, bo jesz­cze padną oskar­że­nia o pe­do­fi­lię i inne zbo­cze­nia, ale prze­czy­ta­łem ca­łość na raz, bez krę­ce­nia nosem - chyba, że z obrzy­dze­nia. Kilka od­nie­sień do po­pkul­tu­ry wy­wo­ła­ło mój uśmiech, zresz­tą tak samo jak kre­atyw­ność z jaką bo­ha­ter­ka stwo­rzy­ła pro­wi­zo­rycz­ną broń.

Od oceny się po­wstrzy­mam, ale po­zwo­lę sobie nad­mie­nić, że Twój tekst po­zwo­lił mi się na mo­ment ode­rwać od pracy li­cen­cjac­kiej, za co wiel­kie dzię­ki :)

Po­zdra­wiam ser­decz­nie!

 Już wiem, kogo spo­tka Bab­cia Ja­gód­ka na­stęp­nym razem - mu­tan­ta pe­do­fi­la ;)

Smut­na ko­bie­ta z ogór­kiem.

@Vir­gi­nia - już my­śla­łem, że pla­nu­jesz na jej dro­dze po­sta­wić Fa­so­let­tie­go ;p

O_O  ha­ha­ha, do­bre­ee Vir­gi­nia xD

Mer­ma­ids take shel­fies.

Nie jest to ro­dzaj li­te­ra­tu­ry, który lubię czy­ty­wać. Ab­surd sam w sobie jest fajny, ale takie stę­że­nie po­twor­no­ści nawet u mnie wy­wo­łu­je wyraz lek­kie­go obrzy­dze­nia na twa­rzy. 

Cóż, co by nie po­wie­dzieć, tekst na pewno wy­wo­łu­je emo­cje. Ale zde­cy­do­wa­nie nie jest dla mnie.

Ja tylko po­dzię­ku­ję Au­to­ro­wi za po­pra­wie­nie mi hu­mo­ru ko­lej­nym takim tek­stem :)

Mer­ma­ids take shel­fies.

Fa­so­let­ti, gdyby po­wie­dział, że tym tek­stem kro­isz me ciało na ka­wał­ki i pa­lisz pal­ni­kiem, skła­mał­bym. Ale zde­cy­do­wa­nie po­tra­fisz przed­sta­wić czło­wie­ko­wi ho­ry­zont zda­rzeń, który cięż­ko jest prze­kro­czyć; gdy weń wejść, z po­zo­ru pust­ka, a dalej... nie­skoń­czo­ność. Czło­wiek zmie­nia na­tu­rę, przy­bie­ra kształt in­for­ma­cji prze­pusz­czo­nej przez mem­bra­nę cie­nia; me­ta­mor­fo­za do­sko­na­ła, cał­ko­wi­ta, nie­ska­żo­na; go­dzisz we mnie, Fa­so­let­ti, w me ciało i umysł, duszę się w roz­ko­szy zmie­sza­nej z szo­kiem; czuję, że ko­niec bli­sko. Dzię­ku­ję.

Za­czy­nam my­śleć, że chyba wy wszy­scy też coś ćpa­cie, ha­ha­ha :D

Mer­ma­ids take shel­fies.

I w końcu tra­fiam na tekst na­pi­sa­ny przez Fa­so­et­tie­go... Nie po­wiem, że to moje kli­ma­ty, bo zde­cy­dow­nie tak nie jest. Czy­ta­ło się do­brze, po­mysł po­rą­ba­ny i to chyba tyle, co mogę po­wie­dzieć.

"...palec mo­je­go ojca ude­rzył o ścia­nę. Chyba ze­mdlał..." Roz­wa­li­ło mnie to. Zresz­tą nie tylko, ale jesz­cze lep­szy frag­ment z kro­wią dupą przy­to­czy­ła już Se­re­na. Ge­ne­ral­nie tekst jajca urywa:D

Ład­nie na­pi­sa­ne, ob­ra­zo­we opisy dzia­ła­ją­ce na wy­obraź­nię, ale te­ma­ty­ka od­rzu­ca jak wia­dro wy­mio­cin.

@Vir­gi­nia - już my­śla­łem, że pla­nu­jesz na jej dro­dze po­sta­wić Fa­so­let­tie­go ;p


Hm... mu­tant pe­do­fil czy Fa­so­let­ti? Trud­ny wybór...

Smut­na ko­bie­ta z ogór­kiem.

A może obaj? o.O

Albo dwa w jed­nym? xD

Mer­ma­ids take shel­fies.

Fa­so­let­ti jako mu­tant pe­to­fil! Ha, to jest myśl!

Smut­na ko­bie­ta z ogór­kiem.

Witaj!

 

świń­sko­no­gi ku­ta­sik. Jego zo­sta­wi­łam sobie na ko­niec. Po­chwy­ci­łam sku­bań­ca, ob­rze­za­łam pięt­ką z czer­stwe­go chle­ba

Są takie tek­sty, któ­rych nie opi­su­je nic oprócz de­bil­ne­go skró­tu "lol". A więc: lol.

 

Po­zdra­wiam

Na­vie­dzo­ny

Lol, fajny ko­men­tarz :D  Ale fak­tycz­nie, coś w tym jest...

LO­OOOL! XDDD

Mer­ma­ids take shel­fies.

Ale Fa­so­let­ti, po­wiedz no mi, jak to jest moż­li­we, że na co dzień trud­no uj­rzeć mój uśmiech, a przy każ­dym twoim tek­ście je­stem po­pła­ka­na, po­si­ka­na, po­sra­na i po­rzy­ga­na ze śmie­chu? :D

Mer­ma­ids take shel­fies.

Prze­czy­ta­łem, więc czemu nie dać oceny? Mocne ciul­stwo, że się tak wy­ra­żę, dla sta­rych i ze­psu­tych czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek:)

4.

Po­zdra­wiam.

O tak, je­ste­śmy ze­psu­ci... >:D

Mer­ma­ids take shel­fies.

Je­steś na­dzie­ją pol­skiej fan­ta­sty­ki, Fas. A tak na po­waż­nie, to kawał świet­ne­go biz­za­ro [grin­du? go­re-porn?]! Dzię­ki!

Mam tylko drob­ne py­ta­nie: urzy­wasz, drugi raz zdaje się, słowa prze­to­ka. Na­praw­dę ist­nie­je taki ter­min, czy to cha­łup­ni­czy ko­lo­kwia­lizm?

Daje 5.

ta sy­gna­tur­ka ule­gła uszko­dze­niu - dzwoń na in­fo­li­nie!

Nie, to ter­min me­dycz­ny. I po­wiem Ci, że to co opi­sa­łem od­no­śnie prze­to­ki, jest na pod­sta­wie au­ten­tycz­ne­go faktu. Moja na­rze­czo­na stu­diu­je pie­lę­gniar­stwo i na prak­ty­kach w szpi­ta­lu miała do czy­nie­nia z ko­bie­tą, któ­rej się wła­śnie prze­to­ka zro­bi­ła z je­li­ta do po­chwy i od­da­wa­ła po­chwą sto­lec.

I broń Boże nie mam tym opi­sem za­mia­ru wy­śmie­wać się z tam­tej ko­bie­ty, ale sam motyw wydał mi się za­je­bi­sty do tego typu tek­stów :P

 

Russ, a Ty widzę lu­bisz takie kli­ma­ty :P Za­pra­szam więc do po­bra­nia czerw­co­we­go nu­me­ru "Gra­ba­rza Pol­skie­go". Bę­dzie cały numer o Bi­zar­ro, chło­pa­ki z Nie­do­brych Li­te­rek go robią. Bę­dzie kilka tek­stów  au­tor­stwa mo­je­go i in­nych zwi­chro­wa­nych sku­bań­ców, na pewno i M.Bizarro coś na­pi­sze, tak, że za­po­wia­da się cie­ka­wie :)

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

Zdaje się, że ja też za­cznę lubić takie kli­ma­ty :P

Mer­ma­ids take shel­fies.

@Fas

Oj lubie. Mu­zycz­nie grind­co­re, fil­mo­wo grin­dho­use i li­te­rac­ko bi­zar­ro, taki już ze mnie ko­ne­ser. Do Ga­ba­rza zaj­rzę oczy­wi­ście, to po­zy­tyw­na od­mia­na bo samo pismo jest owia­ne ra­czej kiep­ską sławą. Zna­czy kiep­ską w śro­do­wi­sku ;P.

ta sy­gna­tur­ka ule­gła uszko­dze­niu - dzwoń na in­fo­li­nie!

btw

Tra­fi­łem ostat­nio na coś, co mo­gło­by ci się spodo­bać. Niby kla­sy­ka, ale jeśli nie wi­dzia­łeś ko­niecz­nie odrób za­da­nie: Ultra Flesh. Strasz­nie dużo tam ciup­cia­nia, ale sceny strze­la­nia la­se­rem z lę­dź­wi mo­bi­li­zu­ją do dal­sze­go prze­wi­ja­nia. Po­le­cam :P.

ta sy­gna­tur­ka ule­gła uszko­dze­niu - dzwoń na in­fo­li­nie!

Ej, zdradź­cie mi taj­ni­ki, jak pisać takie coś, bo chcia­ła­bym spró­bo­wać :D

Mer­ma­ids take shel­fies.

Naj­pierw za­po­znaj się z ki­ne­ma­to­gra­fią Tromy. Po­ma­ga wy­ro­bić grin­do­wą "wraż­li­wość" :) .

ta sy­gna­tur­ka ule­gła uszko­dze­niu - dzwoń na in­fo­li­nie!

Tu nie ma żad­nych taj­ni­ków. Wpada Ci do głowy jakiś nie­nor­mal­ny po­mysł? Opi­su­jesz go i tyle.

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

Russ - Och... No dobra, za­po­znam się. Szcze­rze to my­śla­łam, że naj­okrop­niej­szy­mi fil­ma­mi, jakie wi­dzia­łam, są "Ludz­ka sto­no­ga" i "Faces of Gore", ale chęt­nie za­po­znam się z tą ki­ne­ma­to­gra­fią, bo lubię jak mi ryje mózg. xD

 

Fa­so­let­ti - Pew­nie, że mam pełno nie­nor­mal­nych po­my­słów, ty nawet nie wiesz, co sie­dzi w mojej gło­wie. :P

<_<

>_>

Nic dziw­ne­go, że nie mam przy­ja­ciół... xD

Mer­ma­ids take shel­fies.

Młoda je­steś...

@Fas

Tak wła­ści­wie na wstę­pie po­wi­nie­neś na­pi­sać xe­no­fi­lii nie zoo­fi­lii.

ta sy­gna­tur­ka ule­gła uszko­dze­niu - dzwoń na in­fo­li­nie!

Yhh... Obej­rza­łam kilka zwia­stu­nów fil­mów Tromy i nie wiem, czy mam się śmiać czy pła­kać :D

Mer­ma­ids take shel­fies.

aja­ja­jaj, sie­dze w pracy, zo­stał mi tylko jeden PIT, więc cała happy myślę sobie, "czas na odro­bi­nę re­lak­su". Otwie­ram, zer­kam, jest Fas...Klik...

 Fas prze­cho­dzisz, sa­me­go sie­bie :D :D :D La­ta­ją­ce kro­wie dupy mnie roz­bro­iły :D Wy­obra­zi­łam sobie jak spa­da­ją na urząd skar­bo­wy w po­nie­dzia­łek, w sam śro­dek rów­niut­ko po­ukła­da­nych pię­trzą­cych się stert zie­lo­no-brą­zo­wo-żoł­tych Pitów :D

Po­zdra­wiam :D

Ja za to nie mo­głam w nocy spać, tylko le­ża­łam w łóżku i nie mo­głam prze­stać się chi­chrać z tej kro­wiej dupy :D  Roz­bro­iła mnie bar­dziej od świń­sko­no­gie­go chuja :D

Mer­ma­ids take shel­fies.

Se­re­na, na po­czą­tek po­le­cam - "Ter­ror Fir­mer", "Toxic Aven­ger 1 i 4" ( 2 i 3 sobie daruj, mier­no­ta, a 4 to praw­dzi­wy se­qu­el :P), "Red­neck Zom­bie", "Nim­pha­tic bar­ba­rian in di­no­saurs hell", "Tro­meo i Julia" (Tak, Tro­meo, do tego i do pierw­sze­go To­xi­ca są na­pi­sy), Ga­bi­net dok­to­ra Sardu (po an­giel­sku to jakoś ina­czej było, ale nie pa­mię­tam),  ewen­tu­al­nie Class of Nuke'm High, ale to tylko po hisz­pań­sku bo­daj­że zna­la­złem.

Tyle ze staj­ni TROMY na po­czą­tek.

Do tego do­rzuć Au­gust Un­der­gro­und Mor­dum + Pe­anan­ce

A dalej na pewno coś sama wy­szpe­rasz.

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

O cho­le­ra, prze­pra­szam, ale śmia­łam się w glos, cho­ciaż może nie wy­pa­da. Najs.

Fas - z tego, co tu wy­mie­ni­łeś, to wi­dzia­łam tra­ile­ry do "Toxic Aven­ge­ra" i "Tro­mea i Julii", i z jed­nej stro­ny zro­bi­ło mi się lekko nie­do­brze, a z dru­giej stro­ny uzna­łam te filmy za... śmiesz­ne o.o

Acz­kol­wiek teraz za­mie­rzam sta­wić czoła cy­ber­pun­ko­wi. Bi­zar­re zajmę się póź­niej, cho­ciaż na stówę nie po­bi­ję cie­bie xD

Mer­ma­ids take shel­fies.

a z dru­giej stro­ny uzna­łam te filmy za... śmiesz­ne o.o

 

Gdy­byś je uzna­ła za strasz­ne czy śmier­tel­nie po­waż­ne, to bym się zdzi­wił. Ale jak wy­da­ją Ci się śmiesz­ne, to wpo­rząd­ku.

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

Ki­czo­wa­te po pro­stu. Tanie. Pew­nie ke­czu­pu uży­wa­li jako krew xD

Swoją drogą, ostat­nio do­wia­du­ję się o coraz więk­szej ilo­ści azja­tyc­kich fil­mów, które są tak po­rą­ba­ne, że mo­gły­by pod­cho­dzić pod bi­zar­re.

Mer­ma­ids take shel­fies.

Toż to jest prze­cież motto TROMY. Po co krę­cić jeden film za mi­lion do­la­rów, skoro za te pie­nią­dze można na­krę­cić ich dzie­sięć?

 

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

No prze­cież wiem, czy­ta­łam na Wi­ki­pe­dii :P :x

Any­way... Na­ra­zie idę pisać coś in­ne­go, a póź­niej się zo­ba­czy, czy będę w sta­nie wy­my­ślić coś na tyle po­pier­ni­czo­ne­go, żeby zro­bić z tego bi­zar­re. ^^

Mer­ma­ids take shel­fies.

Yyy... to, że Fas i jego tek­sty nie na­le­żą do ma­in­stre­amu - to wszy­scy wie­dzą. Dla­te­go i ja biorę na to po­praw­kę i oce­niam zgod­nie z przy­ję­tym po­wy­żej "fil­trem": było tu kilka nie­lo­gicz­no­ści (np. dupa sra­ją­ca bez prze­rwy - toż to ja­kieś gów­nia­ne per­pe­tu­um mo­bi­le!), scena w oko­li­cach Mikea My­er­sa - zde­cy­do­wa­nie nie­uda­na. Je­li­ta wi­szą­ce tu i tam to tani za­bieg (stać Cię na wię­cej) - mógł­byś cho­ciaż opi­sać ich za­war­tość, albo nie­wia­ry­god­nie tę­czo­we za­bar­wie­nie ;)

Kie­dyś czuł­bym się po­ru­szo­ny, znie­sma­czo­ny. Teraz nie zro­bi­ło to na mnie więk­sze­go wra­że­nia - idę się le­czyć. A poza tym - śmiesz­ny tek­ścik - gra­tu­lu­ję.

pzdr!

Zło­ścić się to robić sobie krzyw­dę za głu­po­tę in­nych.

Z tą dupą to ja wiem, że nie­lo­gicz­ne, ale nie o lo­gi­kę tu cho­dzi­ło. Miało być gro­te­sko­wo, ab­sur­dal­nie i ki­czo­wa­to :P

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

Zde­cy­do­wa­nie wy­szło pod tym wzglę­dem. :D

Oj, Fas, a ja sobie tylko wy­dru­ko­wa­łam tekst, żeby oś po­czy­tać pod­czas śnia­da­nia... ; P

 

Daję 5, głów­nie za epi­log, który mnie praw­dzi­wie urzekł. ; P "Usłu­chaj­cie do­brej rady i nigdy nie umie­raj­cie. Le­że­nie w trum­nie to prze­je­ba­na spra­wa." xD

 

Po­zdra­wiam.

"Nigdy nie re­zy­gnuj z celu tylko dla­te­go, że osią­gnię­cie go wy­ma­ga czasu. Czas i tak upły­nie." - H. Jack­son Brown Jr

Teraz już na serio za­czę­łam się Cie­bie bać.

www.portal.herbatkauheleny.pl

Każdy twój ko­lej­ny tekst jest, hmmm... po­zy­tyw­nie gor­szy :) Ten jest po­zy­tyw­nie nie­smacz­ny. Nie czy­tał­bym go do śnia­da­nia... :D

 

Po­zdra­wiam

Nowa Fantastyka