
Siedziałem przy stoliku wyglądając przez niedomyte okno. Przede mną rysowała się pusta, spalona słońcem droga. Jej kraniec niknął w rozdygotanych od upału mirażach, których blask oślepiał mi oczy. Nie mogłem jednak oderwać wzroku od horyzontu.
Na niedużym, przylegającym do lokalu parkingu stały dwie zdezelowane ciężarówki. Ich poszarpane cienie kładły się prawie pod samą witrynę, dając złudną nadzieję na nadchodzącą ochronę przed piekącym słońcem.
Czułem, jak gorące krople potu ściekają mi po twarzy, rzeźbiąc wąskie smugi w pokrywającym ją pyle. Spierzchnięte usta bolały mnie nawet, kiedy zwilżałem je językiem.
Rozejrzałem się szybko po sali. W pomieszczeniu nie było zegarka i choć nie wiedziałem, jak długo już tutaj czekam, wydawało mi się, że trwać to musi całą wieczność.
Znów zacząłem ściskać klejącą się do brudnego blatu papierową torbę. Jej zmięta struktura nosiła obfite plamy tłuszczu, które wciąż się powiększały. Uciskając ją dłońmi wsłuchiwałem się w suchy szelest, jaki wydawała.
W lokalu prócz mnie i kelnerki było tylko dwóch komiwojażerów. Jeden z nich nosił szpiczastą bródkę i wąsy, które bardziej upodobniała go do artysty cyrkowego, niż zawodowego kierowcy. Choć nie patrzyłem teraz w ich stronę, wiedziałem, że wciąż tkwią w skupionym bezruchu, jakby oczekiwali czegoś nadzwyczajnego. Odkąd tutaj weszli nie zamienili ze sobą nawet jednego słowa. Może w obawie, by nie zagłuszyć pierwszych oznak niezwykłości?
Jednak stan, który im przypisywałem nie mógł być prawdą. Musiała to być jedynie moja wyobraźnia. Pewnie podświadomie dostrzegałem w ich twarzach emocje, które w tym czasie odczuwałem samemu.
Kiedy z zaplecza wyszła kelnerka, jeden z nich skinął na nią ręką i poprosił, żeby włączyła radio. Kobieta zbliżyła się do odbiornika, chwilę manipulowała przy potencjometrach, po czym wzięła z lady talerz i podeszła do mnie, kładąc go na moim stoliku.
Chociaż niczego nie zamawiałem, nie odmówiłem jego przyjęcia. Siedziałem już tutaj kilka godzin i jeśli dzięki temu mogłem nie zostać wyrzuconym, musiałem uznać to za uczciwy układ.
Z zawieszonych na ścianie głośników usłyszałem wystukiwane nogą takty starego bluesa. Wiedziałem, co to oznacza. Radio zawsze grało bluesa, kiedy się zjawiał. Jeśli był to tylko zbieg okoliczności, to powtarzał się z zadziwiającą konsekwencją.
Wytężyłem wzrok, by móc dostrzec go, kiedy tylko pojawi się na horyzoncie. Jednak w tym samym momencie uświadomiłem sobie, że już go widzę. Zanim zdążyłem się nad tym zastanowić, stawiał swoje niezdarne kroki na zakurzonym parkingu.
Był niewysoki i tęgawy. Kiedy jego zakrzywiony cień wyłonił się spomiędzy kładących się na piachu odbić stojących tam samochodów, zauważyłem, że przygląda mi się swoimi rybimi oczami. Jego starcza twarz miała nieco szelmowski wyraz.
Powinienem powiedzieć, że był brzydki, jednak pod pewnymi względami byłem zbyt do niego podobny, żeby móc bezkarnie określić go w ten sposób.
Siadając naprzeciw mnie sięgnął do mojego talerza i wyciągnął z niego płat smażonego boczku. Chwilę ważył go w dłoni, po czym wepchnął sobie do ust.
Oglądając go teraz z bliska nie mogłem uwierzyć, że dałem się wciągnąć w tę jego grę.
Cholerny szantażysta!
Jeśli to działo się naprawdę, to któryś z nas musiał być szalony. Albo raczej obaj byliśmy.
– Masz pieniądze? – spytał po chwili, z pełnymi jeszcze ustami.
Przesunąłem torbę w jego stronę, nie wypuszczając jej jednak z ręki. Po pojedynczym szarpnięciu przyjrzał mi się badawczo.
– Zastanawiałeś się kiedyś, co stanie się, jeśli któregoś dnia ci nie zapłacę? – zapytałem, usiłując, by mój głos brzmiał pewnie i zdecydowanie.
– Przecież wiesz, co się stanie.
– Tak i w tym sęk. Jeśli to, co mówisz jest prawdą, jeśli rzeczywiście jesteś z przeszłości i możesz zabić mojego dziadka… – Przyjrzałem się mu przez chwilę. – Przecież wtedy nigdy się nie narodzę, a ty nie będziesz miał kogo szantażować.
– Wiem. Ale czy byłbyś tak głupi, by zaryzykować i mi nie zapłacić? Przecież tutaj nie chodzi tylko o twoje życie, ale także o życie twojego dziadka.
Zastanowiłem się nad tym, co mi powiedział. Było to dla mnie zbyt abstrakcyjne. Nigdy nie poznałem swojego dziadka. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek go miałem. Dziadek zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, na lata przed moimi narodzinami. W tamtych czasach zdarzało się to nad wyraz często. Nawet mój ojciec nie zdążył go poznać. Jedyne, co o nim wiem, to to, że nie był najsympatyczniejszą osobą w naszej rodzinie. Ale pewnie dzięki temu udało mu się dorobić pokaźnej fortuny, której zostałem teraz spadkobiercą. Tylko to wystarczyło, żeby nie zarzucać mu zbyt wiele.
– Jest jeszcze druga rzecz – wciąż nie rezygnowałem – jeśli się nie narodzę, to nie będziesz miał kogo szantażować, a wtedy ta sytuacja nie wydarzy się i…
– Przestań. – Przerwał mi wymownym gestem. – Mądrzejsi od ciebie zjedli sobie na tym zęby. I jedyne, co udało im się ustalić to to, że powinieneś płacić. Już choćby po to, żeby nie wprowadzać w zakłopotanie naturalnej kolei rzeczy.
– Dlaczego więc, jeśli możesz podróżować w czasie, nie wykorzystasz tej możliwości, żeby zrobić fortunę na giełdzie, albo na loteriach? Dlaczego wybrałeś mnie, aby się dorobić?
– Naturą rządzą pewne prawa, których nie da się obejść, a podstawowym z nich jest prawo równowagi. To dlatego trafiło na ciebie. Ale to bardziej skomplikowana sytuacja. Nie ja decyduję o tym, co mogę zrobić, a czego nie mogę. Możliwość wycieczek w czasie uzyskałem na pewnych zasadach i te zasady ograniczają mi znacznie zakres działania. A ty, niestety, mieścisz się w tym zakresie. – Kończąc zdanie wyciągnął torbę z moich dłoni.
– A te pieniądze? – spytałem, kiedy już wstawał. – Przecież w przeszłości muszą być bezwartościowe.
– Skoro wciąż je od ciebie biorę, to chyba znalazłem dla nich odpowiednie zastosowanie?
To jego retoryczne pytanie, wzbogacone zjadliwym uśmiechem, przesądziło o wszystkim. Jeszcze do teraz nie wiedziałem, czy jestem w stanie zrobić to, co zaplanowałem. Jednak w tej chwili byłem już pewien, że nie sprawi mi to najmniejszego problemu. Musiałem tylko znaleźć odpowiedni moment.
– Na mnie już czas – powiedział przegryzając kolejny kęs boczku. – Muszę tylko załatwić jeszcze jedną rzecz.
Popatrzyłem na jego zgarbione plecy, kiedy szedł w stronę toalety. Wiedziałem, że taka szansa może się już nie powtórzyć. Poczekałem, aż zniknie za drzwiami i ruszyłem za nim, ściskając w dłoni rękojeść pistoletu.
***
Jeden z komiwojażerów spojrzał ukradkiem na wychodzącego z toalety mężczyznę. Na jego niestarej jeszcze twarzy dostrzegł wyraz wstrząsu i rysującej się desperacji. Kiedy odprowadzał go wzrokiem do wyjścia, zauważył, że jego ubranie poplamione jest krwią.
– Więc jednak to zrobił – powiedział sięgając po papierosa. – Wygląda na to, że znowu wygrałeś zakład.
Drugi z kierowców, pocierając swoją bródkę, wskazał mu zawieszoną na ścianie informację o zakazie palenia. Gdy jego towarzysz odłożył papierosa do pudełka, tamten roześmiał się.
– Jesteś najdziwniejszym demonem, jakiego spotkałem – powiedział.
– A widziałeś kiedyś siebie w lustrze? Wyglądasz jak pieprzony Alexander Herrmann.
Sobowtór Herrmanna namyślał się przez chwilę.
– Myślisz, że kelnerka coś słyszała? – spytał, gdy skończył.
– Nie, ale chyba powinniśmy się już stąd zbierać.
Brodaty komiwojażer wyjął z kieszeni plik banknotów i położył je na blacie.
– Nie jesteś zawiedziony, że to wszystko stało się zbyt późno i nie udało ci się przy tym sprawdzić, jak natura rozwiązałaby ten paradoks? – zapytał jego towarzysz.
– Może innym razem. Teraz powinniśmy się cieszyć, że ten młody człowiek mógł poznać swojego dziadka.
Mężczyźni roześmieli się.
– Muszę przyznać, że chyba przekonałem się do twojej metody – podjął po chwili pierwszy z nich.
– Naprawdę? – zainteresował się brodaty.
– Tak. Ma coś w sobie.
Drugi z kierowców uśmiechnął się tryumfalnie.
– Mówiłem ci – powiedział. – Nie dajesz im w zasadzie nic konkretnego, nie musisz się nimi zajmować, nie potrzebujesz żadnych spisywanych krwią dokumentów, których i tak później nie sposób upilnować, nie musisz spełniać żadnych z ich absurdalnych życzeń, bo sam określasz, co mogą od ciebie dostać i co mogą zrobić, a oni sami wiodą siebie na zatracenie i jeszcze ciągną za sobą innych. Minimalizacja kosztów przy maksymalizacji zysków. Nie mówiąc już o oszczędności czasu.
– Akurat czasu to mamy pod dostatkiem.
Kierowcy znów zaczęli się śmiać. Kiedy po chwili doszli do siebie, wstali i skierowali się w stronę wyjścia. Radio zaczęło nadawać nową audycję i teraz Hugh Laurie śpiewał swoją interpretację Police Dog Blues.
– Więc gdzie teraz? – spytał pierwszy z nich.– Gdziekolwiek, gdzie blues będzie lepszy.
http://www.youtube.com/watch?v=NcdfUR0KsZ4
DO KONKURSU!
ta sygnaturka uległa uszkodzeniu - dzwoń na infolinie!
Bardzo dobry tekst. Czuję w nim bluesa. Techniczne świetny. Wstępuję do grona sympatyków twojej twórczości. 6
Bardzo dobry tekst. Ma dwie wady. Pierwsza --- nie plasuje się w głównym nurcie zaintersowań piszących na tym portalu. Ani to o wampirach, ani o wilkolakach, ani o romansach paranormalnych. I druga --- to jest pomysl na bardzo dobre, ciekawe i wcigające opowiadanie, dluższe i bardziej rozwinięte, myślę, że do wydania papierowego.
Sam pomyśl jest bezblędny, wymaga chyba jednak rozwinięcia. Szkoda, że tak sie nie stalo.
Warsztatowo opowiadanie napisane jest bardzo dobrze.
6/6
Ps. W tym upale kolba pistoletu nie powinna być zimna. Metal / okladzina z plastyku / innego sztucznego tworzya szybko reaguje na wzrost temperatury.
Mnie również się to opowiadanie podobało. Intrygujące. Nie spodziewałam się, że ci dwaj komiwojażerowie mogą być demonami o.O
Fajne, fajne. Chętnie bym przeczytała jakiś prequel do tego :P
Mermaids take shelfies.
Wielkie dzięki za wszelkie uwagi i komentarze, szczególnie dla RogeraRedeye, który już nie pierwszy raz ustrzegł mój tekst przed błędami merytorycznymi.
pzdr
Nie załapałem, co co idzie, czytając komentarz Autora. Ale --- zerknąlem w profil i przypominalem sobie moją drobną uwagę dotyczącą zasady działania zamka kapiszonowego. No, rzeczywiscie może miała ona jakieś znaczenie.
Faktem jest jednak, że błędnie podane szczegoły mogą zepsuć smakowanie bardzo dobrego tekstu. Naprawdę szkoda tego powiadania na portal --- z całym szacunkiem do portalu. Rozwinięte i nieco dopracowane, z nieco ostrzej zarysowanym problemem pętli czasu. z zimną krwią wykorzystywanym przez dziadka mogloby być bezbłędne. No i ten klimat i realizm opowieści... Ba!Bardzo dobrze, że Jahusz nominował tekst do "piórka".
Pozdrówki. Bez odbioru.
Bardzo fajne opowiadanko. Moze nawet do
Nominacji.
Pozdrawiam
I po co to było?
Świetne. Bardzo lubię takie pomysły.
Ja pomarudzę. Teoretycznie, jak na poziom tego portalu, to jest lekko powyżej przeciętnej, ale w porównaniu do Twoich poprzednich opowiadań wypada bardzo słabo. Tak "na szybko". Nie wiem, dlaczego jakoś w połowie tekstu domyśliłam się dziadkowego motywu, więc odpadł element zaskoczenia i niestety okazało się, że poza tym tekst za wiele do zaoferowania nie ma. Co do warsztatu też bym się kłóciła, bo miejscami roi się od zaimków i powstaje wrażenie chropowatości.
www.portal.herbatkauheleny.pl
Hm, ja również bez emocji. Fabuła mnie nie porwała, pointa takoż.
Poza tym... zwykle, gdy zwilża się spierzchnięte usta językiem, bolą/szczypią bardziej, nic w tym dziwnego.
"Zmięta struktura nosiła obfite plamy tłuszczu" - ? Słucham? Co to znaczy?
Nie kupuję też "odbić" samochodów w piachu.
Czepialstwo czepialstwem, tekst po prostu nie jest w moim typie.
Pozdrawiam.
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
Ach, jeszcze może wspomniane przez Suzuki zaimki:
"Zastanowiłem się nad tym, co mi powiedział. Było to dla mnie zbyt abstrakcyjne. Nigdy nie poznałem swojego dziadka. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek go miałem. Dziadek zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, na lata przed moimi narodzinami. W tamtych czasach zdarzało się to nad wyraz często. Nawet mój ojciec nie zdążył go poznać. Jedyne, co o nim wiem, to to, że nie był najsympatyczniejszą osobą w naszej rodzinie. Ale pewnie dzięki temu udało mu się dorobić pokaźnej fortuny, której zostałem teraz spadkobiercą. Tylko to wystarczyło, żeby nie zarzucać mu zbyt wiele."
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
"które bardziej upodobniała go do artysty cyrkowego" - "upodobniały - żeby nie było, że się nie czepiam, ha.
Dobra, miałem nadzieję, że opowiadanie mnie zaskoczy, zaintryguje i doprowadzi na wyżyny emocjonalne, jednak obyło się bez echa. Nie przychylam się do zachwytów przedpisców. Jeśli miałbym być szczery, dajesz zbyt wiele zbyt oczywistych wskazówek, by czytelnik nie domyślił się zakończenia. No i ten szatan, którego wszyscy wciskają wszędzie jakoś nie pasuje mi do ogólnego klimatu. Na temat warsztatu nie będe się wypowiadał, bo wszyscy wiemy, że w tej kwesti akurat jesteś bardzo dobry.
Ode mnie cztery
Podstuwaku, widzę że lubimy te same klimaty. Aczkolwiek zgadzam się co do przewidywalności, niestety. Zwłaszcza fortuna dziadka naprowadza na właściwy trop. W porównaniu z Twoimi poprzednimi opowiadaniami słabsze, ale i tak pokazujesz, że jesteś w formie ;) Niezły tekst.
W końcu kubeł zimnej wody, za który wdzięczny jestem nawet bardziej. Powyższe uwagi z pewnością będę miał w pamięci podczas pracy nad kolejnym tekstem.
Pozdrawiam.
Niezły tekst, choć odrobinę przewidywalny. Wspomniane przez Joseheim odbicia samochodów w piasku mi też zgrzytały.
Ale przeczytania niewątpliwie wart.
Pozdrawiam.
”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)
Dzięki za zwrócenie uwagi. Ten tekst pozostawia wiele do życzenia i za każde wyłuskanie niedociągnięć jestem bardzo wdzięczny.
Pozdrawiam,
p.
Odbicia samochodów – +1.
Ale dziadka się nie domyśliłem. Demony-komiwojażerowie też odświeżająco nowi ;) Podobało mi się.
"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)
Mnie również się spodobało. Tożsamości szantażysty można się było domyślić, ale końcówki już nie. No i stworzyłeś/ zwróciłeś uwagę na kolejny aspekt paradoksu dziadka – kto w końcu zarobił tę kasę? :-)
Babska logika rządzi!
Dzięki za przeczytanie i opinię. W logikę tekstu wolę się już nie zagłębiać, bo pewnie bym się na tym wysypał. Ale mam nadzieję, że jak pisałem, to wiedziałem.
pzdr,
p.
Cofnęłam się w czasie i znalazłam całkiem zacne opowiadanie. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Podobało mi się :)
Przynoszę radość :)
Podstuwak bywa na portalu, rzadko, ale bywa. Na pewno z przyjemnością przeczyta nowe komentarze. A tekst bardzo dobrze przeszedł próbę czasu i nadal trzyma klasę.
Pozdrówka.
@ RogerRedeye – Cieszę się że tak uważasz. Dzięki za komentarz! Tym bardziej, że zauważyłem, że nie odpowiedziałem jeszcze na dwa wcześniejsze…
@ regulatorzy,@ Anet – spóźnione, ale szczere podziękowania za przeczytanie i opinię. To bardzo miłe, że się Wam spodobało.
pzdr,
p.