
Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.
Na początku pragnę poinformować, że nie jest to żadna " historyjka miłosna" jak twierdzili nektórzy czytelnicy. Pierwszy raz publikuję tu tekst mojego autorstwa, wszelkie błędy popełnione przez moją nieuwagę, proszę by zostały odpuszczone ;) Przyjmuję wszelką krytykę, bo wiem, że nikt nie jest idealny. Prosiła bym o szczere opinie na temat poniższego fragmentu. Życzę miłego czytania.
Oblewam twarz zimną wodą i patrzę na swoje odbicie w lustrze. Długie, czarne włosy są potargane i mokre od potu. Fioletowe oczy błyszczą od łez. Wykrzywiam usta w grymasie niezadowolenia. Chwytam ręcznik i przecieram nim mokrą buzię. Opieram się o błyszczącą, marmurową umywalkę, starając się uspokoić oddech. " To tylko sen" powtarzam po raz setny w myślach, mając nadzieję, że doda mi to trochę otuchy. Tylko ten sam koszmar dręczy mnie już od miesiąca! W pierwszym tygodniu Adrian wywarzył drzwi do mojego pokoju, bo jak twoerdził, ktoś mnie napadł. Ale po dwuch tygodniach zrozumiał, że to tylko sny i jestem bezpieczna. Wyszłam z łazienki powlekając nogami i spojrzałam na zegarek, który leżał na szafce nocnej obok łóżka. Była 10:30, zdziwiłam sięponieważ nie sypiam do tak późnych godzin. Przeważnie wstawałam o siódmej albo ósmej, ale nieo dziesiątej! Przynajmniej wiedziałam, że Adria pojechał do studia nagraniowego i wreszcie się wyspał. Opadłam na łóżko, zatopiając się w miękkich poduszkach. Mój organizm domagał się odpoczynku, którego przez ostatni miesiąc mu brakowało. Ale ja nie mogłam zasnąć. Za każdym razem gdy zamykam oczy widzę jego oblicze. Rubinowe oczy przeszywają mnie na wylot, obsrewując każdy mój ruch. Mięśnie ma napięte, gotowe do szybkiego ataku. Uśmiecha się do mnie z wyższością, a śmiech wydobywający się z jego gardał przyprawia mnie o gęsią skórkę. Nieoczekiwanie słyszę melodię Holding On And Letting Go wydobywającą się z mojego telefonu. Wyciągam rękę, na oślep szukając aparatu telefonicznego. Chwytam go, po czym odbieram.
– Halo?– mówię zaspanym głosem
– Cześć ślicznotko– odpowiada męski głos
– Liam, posiadam imię.
-Poczekaj chwilę…– cisza w słuchawce– a no tak! Vanessa jeśli się nie mylę.
– Brawo, wygrałeś nagrodę główną!- mówię z przesadną radością w głosie. Lubię Liana ale czasem jest strasznie wkurzający i arogancki.
– Naprawdę?Samochód, willę, samolot? Albo wiesz co, może kolację z taką śliczną dziewczyną o czarnych włosach i fioletowych oczkach?
– Nie. A teraz przejdź do rzeczy, bo jestem zajęta– obracam się na plecy i macham nogami.
– Dzwonię Cię poinformować, ża mam zamiar przyjechać do was za dwa tygodnie.
– No super, coś jeszcze?
– Co z moją nagrodą?
– Nagrodą dla Ciebie będze to, że wpuszczę Cię do domu.
-Ale nie wiedziała ,co planuję.
– A skąd masz pewność?
– Nie jesteś medium, a tak w ogóle…– nie zdąrzył dokończyć, bo słychać byłoo tylko szum w słuchawce.
– Halo? Lian? NIe słyszę Cię coś przerywa!- rozłączam się i zerkam na ekran. Dziwne, zawsze mam pełny zasięg, a teraz nie mam wcale! Wnte wyłączył się telefon, O co tu chodzi? Przecież nie dawno go ładowałam! Wzdycham z irytavją i szukam ładowarki. Ni stąd ni zowąd, na dloe słyszę dźwięk stłuczonego szkła. Zatrzymuję się w pół kroku. Przeciesz w domu nie ma nikogo oprócz mnie. Chwtyam do ręki biały, puchaty szlafrok i powoli ryszam w stronę schodów.
wywarzył --- wyważył,
twoerdził, ktoś mnie napadł. Ale po dwuch --- edytor chyba widzi takie buły,
sięponieważ ---
nieo ---
Adria ---
zatopiając --- zatapiając,
gardał ---
i tak dalej. Przecinków nie miałem siły wyławiać. Dialogi są błędnie zapisane. O fabule ciężko cokolwiek powiedzieć, bo jest jej za mało. Straszne niechlujstwo. Ile zajęło ci wyprodukowanie tego fragmentu --- mniej niż 10 minut?
pozdrawiam
I po co to było?
Ciekawy problem z czasownikiem " wywarzył "... Błąd, ale trzeba pamiętać, że mamy czasowniki "ważyć" i "warzyć". Ten ostatni od starego rzeczownika "war", póżniej zmienionego we "wrzątek". Ważyć piwo, czyli ustalić, ile waży, ale też warzyć piwo, czyli otrzymywac zlocisty, smaczny napój. "Wywarzyć drzwi" jest blędem, ale może nie do końca. Jeślibyśmy gotowali drzwi celem uzyskania jakowegoś bimbru, chyba należałoby uznać, że czasownik "warzyć drzwi" został użyty prawidłowo.
Ps. Niestety, obawiam się, że jutro z Rosjanami dostaniemy bańki. Na wszelki wypadek, ważąc szanse, uwarzyłem jedną bańkę piwa...
Pozdrówko.
Roger, jeśli umiesz wywarzyć bimber z drzwi, to wpadaj do mnie jeszcze dziś, mam cztery pary!
Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher
Ludzie uczeni w chemii powiadają, że bimber można robić ze wszystkiego, nawet ze stolu. To tylko kwestia ceny. Jednakże znawcy utrzymują, że najlepszy jest z nieco juz przejrzalych śliweczek.
Inni twierdzą, że to nic wobec klasycznego rosyjskiego " niedżwiedzia" - szklanka, a w niej pół na pół spirytus e słodkim szampanem ( wstrząśniete, nie zmieszane). Może byc kufel albo dzbanek, ale proporcję należy zachować.
Koniec off-topu.
Pozdrówko.
Przeczytałem.
"...wszelkie błędy popełnione przez moją nieuwagę, proszę by zostały odpuszczone..."
Nieuwaga? Przecież to wygląda jak pisane przez sen, albo na ruskim kacu. Treść? W tych chaszczach, jak dla mnie, nie widać jej wcale.
Oto moje zdanie.
To jest kpina. Jawna, wielka i bezczelna kpina. Jako starszy kolega dam ci pewną radę. Jeśli chcesz, żeby ludzie czytali twoje teksty, szanuj ich. O czytelnika trzeba dbać, na czytelnika trzeba chuchać i dmuchać, czytelnika trzeba szanować. Jasne, każdemu zdażają się błędy - tak jak powiedziałaś, nikt nie jest idealny. Ale to co prezentuje twój tekst jest przegięciem. Zdecydowanym przegięciem. Literówka lub (co gorsza) ortograf w co drugim zdaniu. Kosmos. Wszystkich tych błędów możnaby było uniknąć, gdybyś łaskawie zechciała przeczytać własny tekst przed publikacją. Ale po co, prawda? Wiedz jednak, że skoro tobie nie chce czytać się własnego tekstu, dlaczego czytelnikowi miałoby się chcieć?
Rada numer dwa - jeśli nosisz się z zamiarem opublikowania "prologu", "części", "wstępu" czy czegokolwiek takiego, odpuść sobie. Ludzie generalnie nie mają ochoty czytania czegoś, co jest tylko zalążkiem opowiadania. Jeśli już publikujesz, publikuj twory skończone i zamknięte, takie, które mają realną fabułę i, które można realnie ocenić. Bo o tym fragmencie nie można powiedzieć właściwie nic. Raptem kilka zdań (pełnych zresztą błędów), zero akcji, zero fabuły.
Rada numer trzy - przejrzyj to: http://www.fantastyka.pl/10,4550.html i zaprzyjaźnij się ze słownikiem języka polskiego.
Błędy ortograficzne rzeczywiście wybijają dach.
W pierwszym tygodniu Adrian wywarzył drzwi do mojego pokoju
Bohaterka we wlasnym domu zamyka się na klucz?...
bo jak twoerdził, ktoś mnie napadł.
Raczej "myslał, że ktoś mnie napadl".
Wyszłam z łazienki powlekając nogami
Powłóczac nogami. Powlekać można pościel.
Przynajmniej wiedziałam, że Adria pojechał do studia nagraniowego i wreszcie się wyspał.
W pracy? (no cóż, zdarza się).
Niech zgadnę: w części dalszej okaże się, że bohaterka jest potomkiem wampirów i przez rubinowookiego zostanie przemieniona?
Masakra...
Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.
"Prosiła bym o szczere opinie na temat poniższego fragmentu. Życzę miłego czytania." - a ja prosiłabym o pisanie "prosiłabym" razem.
"W pierwszym tygodniu Adrian wywarzył drzwi do mojego pokoju, bo jak twoerdził, ktoś mnie napadł." - w sensie gotował je tak długo bez przykrycia, aż opadło z nich mięso, a wywar zgęstniał?
"Ale po dwuch tygodniach zrozumiał, że to tylko sny i jestem bezpieczna." - autorko, popełniasz straszne, żałosne błędy ortograficzne, sypiesz literówkami.
W związku z tym nie czytałam dalej, bo szkoda mojego czasu.
Zanim coś wrzucisz, włącz autokorektę. Przeczytaj tekst kilka razy, staraj się sama wyszukać błędy. Z tego co napisałaś, ktoś jeszcze to czyta, zatem poproś tę osoboę, żeby również sprawdzała tekst pod kątem błędów - nie tylko ortograficznych, czy literówek, ale też gramatycznych i stylistycznych.
I oczywiście dużo czytaj. Im więcej czytasz, tym ładniej twój język się rozwija.
Przeczytałam komentarze. Okazuje się, że nie jestem jedyną osobą, która miała styczność z ruskim misiem. Znanym również pod nazwą "pijesz w środę, wstajesz w piątek".