
Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.
Tak pani Redaktor, zdąży pani. W tym wypadku, nomen omen, nie musimy się spieszyć.
Opowiem pani całą MOJĄ historię. Od początku, aż do teraz. Tak, tak, tak. Wyrażam zgodę na przetwarzanie i wykorzystanie… et cetera, itede, itepe.
Kim jestem? Nie zapytała pani JAK się nazywam?… To nie istotne?… Ma pani rację, mało to istotne, biorąc pod uwagę okoliczności, czy będę się nazywał Jan Kowalski czy Dżon Smits.
Jestem ANIOŁEM ŚMIERCI…. Nie dziwi to pani?….cóż, mój świętej pamięci ojciec mawiał, że od kiedy Mańce cycki w magiel wkręciło, też przestał się dziwić….Tak, miałem ojca…Dziwne? Przecież każdy ma lub miał…Tak, anioł też…Ale wróćmy do historii…
Jak się dowiedziałem, że jestem Aniołem, stałem jak żona Lota-słup soli i straciłem duszę. Nie, nie patrzyłem na zagładę Sodomy. Duszę straciłem, lecz nie swoją. Jurka. Jerzego, młodego chłopaka. 23 lata skończył. Wysoki, wysportowany blondyn z pięknymi błękitnymi oczami. Jak to moja córka mówi…”takie ciacho”…Tak, mam córkę, ma 12 lat…Że Anioł nie może? Hmm, JA mogę…Przepraszam, CO?!?…NIE MA TAKIEJ OPCJI… Jak pani Redaktor ma tupet prosić mnie o coś takiego!!!… Spodnie zdjąć, też coś… Dopiero by mi żona awanturę zrobiła…Tak, tak, ŻONA…Mam żonę i ją kocham od piętnastu lat…A ile ja mam?…40… Nie wyglądam, wiem…Czy możemy już wrócić do historii? Do „ciacha” Jureczka…Taaak, Jurek miał powodzenie u dziewczyn. Szczególnie, że szanował je, w przeciwieństwie do kumpli. Był strażakiem w Ochotniczej. Odznaczony, uratował pięciu ludzi, właśnie złożył papiery na zawodowego…
Miał jedną słabość: samochody. Szybkie i im więcej mocy, tym lepiej. I sam przy nich dłubał. Od dziecka bawił się w mechanika. Właśnie skończył podkręcać starego Escorta Coswortha. Postanowił go wypróbować. W pobliżu jego wsi właśnie otworzyli Autostradową Obwodnicę Wrocławia. Trasa– cudo…Wyjechał na AOW w okolicy Długołęki. Zaczął przyspieszać.100,120…140…Na autostradzie tyle wolno…spojrzał szybko w lusterka. Ostatnio policja dostała nowe, tajne wozy z radarami. Droga za nim była pusta i sama kusiła łagodnie narastającym szumem opon: „szszszybciej, szszszybciej”.
160…180… Prędkość upajała niczym szampan. Był już na Moście Rędzińskim i szybko zbliżał się do zjazdu w pobliżu Stadionu Miejskiego. Dwie duże inwestycje Wrocławia. Z daleka ma się wrażenie, że obok siebie stoi piramida i Collosseum.
220…240… Ściany dźwiękochłonne przy trasie zlały się w jedną płaszczyznę. Prędkość zrobiła się już niebezpieczna. Czas na reakcję zmniejszył się do mrugnięcia okiem. Adrenalina podziałała na organizm jak N2O na samochód i zaczęła oszukiwać w odbiorze bodźców. Serce zwiększyło tempo. Tlen buzował w tętnicach, mózg przetwarzał miliardy danych w sekundę. Rzeczywistość ukłoniła się, uchylając kapelusza z uśmiechem godnym Kota z Krainy Czarów.
Na wysokości wsi Mokronos bariery się skończyły. Delikatny podmuch wiatru, musnął nisko zawieszonego Escorta, niczym łakomczuch próbujący lukier na torcie tak, aby nie zostawić śladu.
Jerzy poczuł pchnięcie auta w lewo i niepotrzebnie za szybko skontrował. Ford wierzgnął tyłem jak koń dźgnięty ostrogami. Jurek nerwowo wykonał kontrę w drugą stronę. Za późno. Jego błękitne, z pasami a`la Shelby, turbodoładowane muscle-cudeńko, ślizgiem, skośnie tyłem do przodu sunęło w kierunku pobocza. Samochód podskoczył na krawężniku i jak podcięty hokeista staranował barierkę. Ta zamortyzowała część uderzenia ale zmieniła trajektorię lotu, posyłając pojazd w górę z dodatkową rotacją.
Jerzy rejestrował ewolucję z wnętrza, kompletnie sparaliżowany. Jego umysł analizował piękno kraksy z prędkością, która spowodowała wrażenie „zwolnionego filmu”. Dwie duże, futrzane kostki do gry przeleciały wirując w splątanym piruecie obok głowy kierowcy. Nieco dalej z boku wypadły ze schowka płyty CD, pendrive z muzyką i jakieś gazety. Horyzont zmieniał pozycję płynnie wykonując pełny obrót. Księżyc z otwartą ze zdziwienia buzią zerknął na Jerzego i mignął mu srebrzystym blaskiem po oczach, nim sam schował się za widnokręgiem.
Lot auta trwałby w umyśle mężczyzny w nieskończoność, tylko rzeczywistość do tej pory uśmiechnięta, syknęła z furią wściekłego kota i „zwolniony” film urwał się z rolki i skulił w zakamarkach umysłu. Kawałki trawiastej ziemi gwałtownie wyrzuciło wysoko i na boki.
Ford, z przeraźliwym wrzaskiem rozrywanej stali, fiknął kozła i grzmotnął z impetem kuli armatniej o przeciwległy stok rowu. Rykoszetem wykonał kolejne salto sypiąc szczątkami i bryzgając wszelkimi posiadanymi płynami. Kolejne uderzenie przodem wgniata i tak już rozbite reflektory razem z resztkami chłodnicy w głąb kabiny. Wreszcie chaotyczne ewolucje wieńczy świeca na tylnej klapie bagażnika i z efektownym jękiem blachy auto pada na dach.
Wewnątrz wraku, przygnieciony z każdej strony, połamany, pokrwawiony, leżał Jurek. Czuł, że jest z nim źle, bardzo źle. Jako strażak przeszedł obowiązkowy kurs pierwszej pomocy, więc znał się na rzeczy. Przebite płuco już świszczało i pieniło się zalewającą oskrzela krwią. Połamanych w wielu miejscach nóg i tak go nie czuł – widział przechodzący przez plecy i lewy bok kawał słupka bocznego. Patrzył zresztą tylko jednym okiem, drugiego nie miał…
Słucham? Jak?…Zbyt drastycznie opowiadam? Nie, tylko zgodnie z prawdą… Sama pani tyle razy twierdziła, że tylko ona się liczy…Koloryzuję?…Widziała pani kiedyś raport medyczny? … Szczegółowy naukowy bełkot, prawda?…Dobrze, okej …Już idę dalej i mniej kolorów…
Jerzy był zdziwiony, że jeszcze jest przytomny, ale nagle zdziwienie przeszło w strach i fascynację. Przez krótką chwilę, jedynym, ocalałym okiem zobaczył…siebie stojącego przed dymiącym wrakiem auta. Nie wierząc, z trudem mrugnął puchnącą powieką, a kiedy znowu ją podniósł, patrzył już…na siebie leżącego w smętnych resztkach wspaniałego auta. I czuł się świetnie. Ból, który do tej pory go ogarniał, zniknął. Klepnął się po udach, uśmiechnął się szeroko… i znieruchomiał mając na twarzy powoli stygnącą radość. Zobaczył człowieka, który stał tuż obok. Był niższy , krępa sylwetka sugerowała siłę . Około 40-ki, brunet naznaczony siwizną z wyraźnymi zakolami i zmarszczkami sugerującymi „zużycie” materiału. Był dziwnie ubrany na czarno. Golf, spodnie z szerokim pasem, buty lakierki. I ten płaszcz. Długi, rozkloszowany. Wypisz – wymaluj „Matrix”. Tylko, że ten gość nie miał okularów i przyglądał mu się z miną totalnego otępienia umysłowego…
Tak, pani Redaktor…Właśnie opisałem siebie. Stałem tam i patrzyłem na Jurka, kompletnie zbaraniały i ze wszystkich sił usiłowałem sobie uzmysłowić, co jest grane?!?
Jeszcze przed chwilą leżałem z przytuloną do siebie żoną i wygaszałem ostatnie płomienie myśli w tyglu umysłu aby nacieszyć się błogostanem sennym, a tu błysk!!!… i stoję przy autostradzie tuż przed czymś co przypominało samochód zgnieciony przez prasę. W dodatku w środku leży jakiś człowiek okropnie potrzaskany a obok mnie stoi Jurek, strażak, lat 23 itd. Zanim zdążyłem się zdziwić, skąd ja go znam, Jerzy pierwszy otrząsnął się z zaskoczenia.
– A więc to tak wygląda?– zrozumienie powoli opanowało umysł – Panie Śmierć, to co teraz będzie?– patrzył błagalnie na mnie jak na zbawienie.
Zanim zdążyłem spokojnie wyjaśnić, że po pierwsze, ani ja Pan ani tym bardziej Śmierć, a na Zbawiciela też nie wyglądam, dymiący do tej pory wrak wtrącił swoje trzy grosze, popisowo eksplodując z niesamowitym wizgiem lecących odłamków butli z N2O. Jaskrawa kula ognia szybko mieniła się odcieniami od cytrynowej, aż po ciemnofioletowy, kłębiąc się jasnobeżowym dymem, po czym raptownie zgasła przyduszona brakiem tlenu, który wyssała z powietrza.
Padliśmy na ziemię obydwoje, oszołomieni gwałtownością fajerwerku. Kiedy wszystko nagle się skończyło, tak jak się zaczęło, pierwszy podniósł się Jurek. Nie do końca wiedząc co robi, rzucił w moją stronę krótkie: – To ja spadam – i pobiegł.
Szybko powstałem. Chciałem z przyzwyczajenia otrzepać spodnie z brudu. Nie musiałem. Byłem nieskazitelnie czysty. Czerń aż biła czarnością. Spojrzałem w kierunku uciekającego Jurka.
Szczęka wypadła mi ze stawów i wyglądałem jak dwunożna koparko-ładowarka. Strażak poruszał się z niesamowitą prędkością.
– Szybki jest… i szukaj wiatru w polu – usłyszałem za plecami spokojny, ale zmartwiony głos.
Zwrot w tył, który wykonałem, przyprawiłby szefa Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego o natychmiastowe wniebowzięcie. Natomiast mnie o mało zawał nie trafił.
Przede mną stał mężczyzna, identycznie jak ja ubrany, wpatrzony w mały punkt, którym stał się biegnący Jurek. Wysoki, kruczoczarny i czarnobrewy z nietypowymi szarymi oczami. Wyglądał jak wycięty z komiksu trójwymiarowy superbohater.
Mój wstrząs szybko minął. Pomyślałem, że skoro wygląda tak jak ja, to coś może wie. Szybko postanowiłem wyjaśnić sytuację, jednak tamten odezwał się pierwszy.
– Przepraszam cię bardzo, ale trochę się spóźniłem. Mea culpa. – Przybysz prześwietlał mnie na wylot swoim szaroźrenicznym wzrokiem. – Poczekaj moment, a wszystko ci wyjaśnię.
Od tego spojrzenia poczułem się goły. Na ciele… I umyśle.
– Matko, on czyta mi w myślach!!! – przerażenie zaczynało ściskać mi gardło.
– Powiedziałem, poczekaj, i nie bój się krzywdy ci nie zrobię – zadudniło mi pod czaszką.
– Jezusie, UFOK!!! – wrzasnąłem w myślach i zacząłem w wyobraźni budować mur.
– Nie Jezus, a Rafał, i nie baw się w „Wioskę przeklętych”, bo ufokiem też nie jestem-.
Oczy mu rozbłysły. Z szarych zrobiły się białe, a mnie stopniowo ogarniał spokój.
Rozdygotane nerwy koiła melisa jego spojrzenia. Neurony zaczęły kołysać się leniwie.
– Teraz lepiej – usłyszałem. – Czas na wyjaśnienia -
Pierwsza fala obrazów i pojęć, zaskoczyła mnie, wytrącając nieco z tego psychicznego relaksu.
Jednak kolejne, coraz szybciej następujące po sobie, opływały mój umysł, nanosząc bursztyny odpowiedzi.
I w tym momencie się obudziłem. Znowu leżałem w łóżku, w sypialni obok ukochanej żony. Spokojny i radosny.
O co chodzi, pani Redaktor? Nie rozumie pani? Wyjaśnienia? Jestem pomylony? Przepraszam pani Redaktor, ale już koniec historii. Za chwilę się pani dowie…Przepraszam, że panią rozproszyłem tym opowiadaniem, ale improwizowałem, żeby mi pani nie uciekła….Ten ciemny zaułek?…Nie pamięta pani…Sama pani tu chciała przyjść…Spokojnie, Pani Redaktor …NIE!!!…Już, już dobrze…To nie ja na panią tutaj czekałem…Chciała pani mieć materiał do reportażu…Tak, „man in black”. Ale ten, który to zrobił to nie jeden z nas. To psychopata, chce pobić wyczyn Johna Ridgway`a … Kiedy przybyłem, on już uciekł. Ja ZAWSZE przybywam za późno…Ale zjawiam się by pomóc…W czym?…Przekroczyć linię, pogodzić się ze światem i pójść w stronę światła…DO WIDZENIA Pani Redaktor…….Sama pani zobaczy, jak tam jesssssssssssstzszszszszszszszoooooooooooaaaaaaaiiiiiieeee …….oooochchaaaannniiiiieeeee………….
– Kochanie…..kawa…-
– fszzsz..brr…z cukrem? -
– I co jeszcze? -
– Buziaczka… mmm, dzięki kochanie. Ale miałem sen….-
– A co ci się takiego śniło? -
– Byłem Aniołem Śmierci -
– Ty to masz sny. Dobrze, później mi opowiesz, a teraz wstawaj, pij kawę i zrób śniadanko żoneczce…
Witam.
Jestem tutaj zielony jak szczypior na wiosnę i nie za bardzo się we wszystkim orientuję.
Opowiadanie powyżej napisałem w zasadzie do szuflady, ale ostatnio natknąłem sie na stronę NF i ... oczekuję krytyki.
Czy mam sobie dać spokój, czy pisać dalej...
Po wielokropku spacja.
Liczebniki słownie
N2O? - Człowieku, miej litość. Można napisać "podtlenek azotu", prawda?
Lota-słup soli - zgaduję, że to miał być myślnik. w takim wypadku spacje z obu stron. Ale ten słup soli jest całkowicie zbędny.
”takie ciacho” - nie sprawdzałeś tego tekstu, prawda?
Tlen buzował w tętnicach - doceniam nowatorskość w wymyślaniu metafor, ale przy niektórych aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Tlen w tętnicach nie buzuje. Nie może - jest związany z hemoglobiną.
Ta zamortyzowała część uderzenia ale zmieniła trajektorię lotu, posyłając pojazd w górę z dodatkową rotacją. - z tego wynika, że barierka leciała.
Dwie duże, futrzane kostki do gry przeleciały wirując w splątanym piruecie - to nie są kostki do gry. Kostki do gry nie są futrzane.
Kawałki trawiastej ziemi gwałtownie wyrzuciło wysoko i na boki. - to jest bardzo potoczne. Co wyrzuciło te kawałki?
Droga za nim była pusta i sama kusiła łagodnie narastającym szumem opon - drogi nie mają opon
„zwolniony” film urwał się z rolki - spowolniony
Wypisz - wymaluj „Matrix”. - postać z "Matrixa" jeśli już.
Padliśmy na ziemię obydwoje - który z nich był kobietą?
zmarszczkami sugerującymi „zużycie” materiału - materiał też w cudzysłowiu.
swoim szaroźrenicznym wzrokiem. - wzrok to nie to samo co spojrzenie.
uchylając kapelusza z uśmiechem godnym Kota z Krainy Czarów. - czy to kapelusz miał uśmiech? Jak nie, to tam powinien być przecinek. Plus za kota.
Pierwsza fala obrazów i pojęć, zaskoczyła mnie, wytrącając nieco z tego psychicznego relaksu. - to zdanie jest brzydkie. Przebuduj.
W dialogu na końcu podostawiałeś jakieś myślniczki po wypowiedziach. Skasuj je.
To tak z grubsza. Szkoda, bo najwyraźniej nie poświęciłeś korekcie wystarczająco dużo (wcale) czasu.
Mnie to nie rusza. Właściwie opowiadanie o wypadku samochodowym z banalnym zakończeniem. Podziwiam tworzenie plastycznych opisów i wymyślanie metafor. Nie zawsze do mne trafiały, ale podziwiam. Jeśli miałbyś jakieś ciekawe pomysły, nie widzę powodu, by się poddawać.
Całkiem ciekawe, ale czasem przesadzasz z metaforami i generalnie wymyślnymi opisami. To się wydaje ambitne i dobre, ale nieco utrudnia czytania, bo człowiek musi się zastanawiać, o co właściwie chodzi.
Przydałoby się też bardziej pomyśleć nad zapisem, bo coś takiego: "!!!..." nie wygląda najlepiej.
Co do fabuły: Fajny pomysł. Co prawda już sam motyw był wykorzystywany, ale nawet przyjemnie się czytało. Miałam tylko lekki zgrzyt przy opisie śmierci Jurka. Sam opis nie był zły (tylko nieco za dużo wymyślnych zdań), ale trochę nie pasowało mi, że Pan Śmierć w ten sposób to opowiada. Wyobrażasz sobie kogoś w wywiadzie opisującego tak pisarsko jakieś wydarzenie? Dla ubarwienia opowieści można też dodać jakieś wstawki pochodzące od opowiadającego, np. "no to było głupie z jego strony", "ja bym szybciej się skapnął, że coś jest nie tak" itp.
Podsumowując, myślę, że powinieneś dalej pisać, szczególnie jeżeli to lubisz. Jak na pierwsze (lub jedne z pierwszych) opowiadanie jest naprawdę bardzo dobre. Poczekam na kolejne :)
Pozdrawiam!
Trzy znaki wykrzyknienia i po nich wielokropek to jeszcze nic takiego. Czterokropki i pięciokropki --- o, to już jest coś... :-)
Pierwsza i jedyna, bo najistotniejsza uwaga, właściwie rada: zawrzyj bliską znajomość ze znakami interpunkcyjnymi i zasadami ich stosowania.
Potem, gdy już Twoje teksty nie będą wywoływały bólu oczu, pisz, ile dusza zapragnie.
Droga MARLĘTO!
Och!
Dwie duże, futrzane kostki do gry przeleciały wirując w splątanym piruecie - to nie są kostki do gry. - Kostki do gry nie są futrzane. - kostki do gry mogą być drewniane, metalowe, plastikowe, pluszowe etc. (dane ze strony producenta kostek do gry). Dlaczego nie mogą być futrzane? Myślisz, że powinno być coś w stylu: "Duża, futrzana ozdoba w kształcie dwóch kostek do gry - jeszcze przed chwilą dyndająca pod lusterkiem wstecznym do którego zwykle się takie przymocowuje - przeleciała wirując w splątanym piruecie."?
Wypisz - wymaluj „Matrix”. - postać z "Matrixa" jeśli już. - Nie jest to opis narratora, tylko fragment wypowiedzi chaotycznego Anioła Śmierci. Takie zdanie oddaje przecież styl i język wypowiedzi bohatera.
swoim szaroźrenicznym wzrokiem. - wzrok to nie to samo co spojrzenie. - Jeśli już czepiasz się tego to z reguły ludzie (nie wiem jak to jest z aniołami śmierci) mają źrenicę "czarną", natomiast tęczówka oka występuje w różnorakich kolorach - również szarym.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mike Van Steel!
Hmmm... To opowiadanie możesz z powrotem odłożyć do szuflady. Napisz coś z bardziej nowatorską fabułą, przede wszystkim przemyślaną. Podoba mi się Twój styl! Jak najbardziej pisz dalej. Zaciekawiony wyczekuje kolejnego tekstu.
Pozdrawiam.
Drogi J.B.
Nigdy nie zaglądałam na strony producentów kostek do gry. Może jestem tradycjonalistką, ale jak coś jest "do gry" to można tym grać. Jak coś jest futrzane i ma przyczepiony sznurek, średnio spełnia tę funkcję. I nie, nie myślę, że powinno być coś w zaproponowanym przez Ciebie stylu. Same kostki są wystarczająco zrozumiałe.
Matrix - Otóż dla mnie to jest wypowiedź narratora, który jest przy okazji Aniołem Śmierci. Jeśli bohater najpierw posługuje się w opowieści wymyślnymi opisami, a potem używa takich skrótów myślowych to moim zdaniem nie do końca to do siebie pasuje.
Z szaroźrenicznym wzrokiem się zgodzę. Ponieważ moją uwagę przykuł "wzrok", nie zwróciłam uwagi na absurdalność przydawki. Tylko nie rozumiem czemu przedstawiasz tę uwagę mnie, a nie autorowi.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Bo droga MARLĘTO niedawno zarejestrowałem się na portalu (głównie w celu wrzucenia tutaj własnego tekstu) i przejrzałem kilka opowiadań, no i - może bardziej dociekliwie ;) - ich komentarzy. Zauważyłem taką tendencję czepialstwa się byle pierdołek (jak z tymi nieszczęsnymi wirującymi kostkami). Jeśli autor wrzuca coś i zaznacza, że to takie na próbę i prosi o skomentowanie jego predyspozycji pisarskich, to po co rozbierać jego tekst na czynniki pierwsze?
No dobra, sorry. Nie chciałem, by to wyglądało na jakikolwiek atak na Twoją osobę :*
Pozdrawiam i samych życzę wspaniałości.
P.S.
Zaproponuj rozwiązanie językowe kwestii z kostką.
J.B.
"Rozbieranie tekstu na czynniki pierwsze" jest po to, by autor mógł poprawić błędy, niekiedy jedynie żeby uważał na nie w przyszłości. Ponieważ Autor ma jeszcze czas na wprowadzanie zmian, tym bardziej nie widzę sensu omijania niektórych rzeczy. To jest mój komentarz do umiejętności pisarskich - musi zwracać uwagę na to co pisze.
Rozwiązanie zaproponowałam, pisząc, że same "futrzane kostki" wystarczą. Każdy wie o co chodzi.
P.S
To nie był jeszcze rozkład na czynniki pierwsze, tylko bardzo pobieżna analiza.
Jeśli autor wrzuca coś i zaznacza, że to takie na próbę i prosi o skomentowanie jego predyspozycji pisarskich, to po co rozbierać jego tekst na czynniki pierwsze?
Nie wiesz, po co? Zwłaszcza, szczególnie, może nawet wyłącznie po to, by autor dowiedział się, jakie popełnia błędy. Z rodzaju tych kolących w oczy ciut bardziej wymagających czytelników.
Pozostańmy przy tych nieszczęsnych kostkach. Nie piszesz, byś znalazł na stronie producenta kostek kostki futrzane. Znaczy to, że przynajmniej ten producent nie wytwarza kostek z materiału, który nie nadaje się jako tworzywo tego rodzaju przedmiotów. Rozpatrz tę kwestię z punktu widzenia mechaniki, a przestaniesz się upierać. Weź też pod uwagę sprawę nanoszenia oznaczeń i trwałości oraz czytelności tychże kropek czy innych znaczków.
Cytaty z encyklopedii:
plusz [niem. < łac.], tkanina z okrywą włókienną powstałą przez przecięcie nitek osnowy (p. osnowowy) lub wątku (p. wątkowy — welwet) i częściowe rozwłóknienie powstałych końców; p. osnowowym jest np. aksamit, p. wątkowym — np. sztruks.
futro, skóra zwierzęca z sierścią, po wyprawieniu używana gł. do wyrobu odzieży; w kuśnierstwie także nazwa skórek ptasich z obfitym puchem, gł. z pingwinów, gęsi i nurów.
Ależ się dyskusja rozwinęła...
Ja ze swej strony dodam tylko, że opowiadanko nie jest wcale napisane tak źle, ale jest oparte na mocno oklepanym schemacie i - niestety - jest raczej nudne.
Jeśli chodzi o warsztat, to nagromadzenie wielokropków - niczym niewytłumaczalne - działa bardzo na niekorzyść, zwłaszcza, że wiele z nich ma niewłaściwą liczbę kropek (powinno być zawsze, tylko i wyłącznie trzy), i nie następują po nich spacje.
Osobiście też bardzo nie lubię podkreślania rzeczy w tekście przez PISANIE ICH W TEN SPOSÓB. Naprawdę da się uwypuklić ważne kwestie poprzez sposób ich wyrażenia, uciekanie się do caps locka to tania zagrywka.
Dalej - liczby w tekście zapisujemy słownie. Dwanaście lat, a nie 12 lat, i tak dalej. Bo tak jest ładniej, i od tego mamy literki, żeby ich w tekście literackim używać.
Czy prędkość naprawdę jest niebezpieczna dopiero powyżej dwustu km/h?
Tym, co bardzo mnie kłuło, były niektóre metafory. Przenośnia dobra rzecz, ale ten zabieg trzeba stosować z wyczuciem i delikatnie, bo bardzo łatwo przeholować. Przy melisie spojrzenia oraz bursztynach odpowiedzi po prostu upadłam w konwulsjach na podłogę tramwaju (niczym samotne ziarnko piasku porwane przez bęben pralki automatycznej), i nie, to nie jest komplement.
"Jaskrawa kula ognia szybko mieniła się odcieniami od cytrynowej, aż po ciemnofioletowy" - zdecydowanie skopałeś tu odmianę, przyjrzyj się temu zdaniu.
Końcówka wręcz powala fatalnym zapisem dialogów. W tej kwestii, oraz kilku innych, radzę zajrzeć tu. Na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc.
A czy masz dać sobie spokój? Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Jeśli pisać chcesz i sprawia Ci to przyjemność - pisz. Masz całkiem niezły punkt wyjścia. Podciągnij interpunkcję, pohamuj rozszalałą wyobraźnię językową, wpadnij na nieco bardziej oryginalny pomysł... i pisz, bo czemu nie. Tylko od Ciebie zależy, czy i jakie zrobisz postępy.
Pozdrawiam.
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
Po prostu broniłem kostek (których jestem kolekcjonerem) bo uważałem niektóre wytykane błędy za nieco złośliwe. Ale zakończmy temat. Przepraszam za wywołanie zamieszania, obiecuję więcej się nie czepiać czepialskich ;)
Przykład nietypowych, istniejących, a nawet dostępnych w sprzedaży kostek do gry:
http://www.rebel.pl/product.php/1,1308/1993/Kosci-kuliste.html
http://www.rebel.pl/product.php/1,1308/17095/Pluszowa-kosc-20-scian.html
P.S.
Jak już wspomniałem, przyczepiłem, bo kostki to moja dziedzina. Nie znam się natomiast na broni palnej. Wiem, że to nieodpowiednie miejsce na pytanie, ale jestem właśnie w trakcie opisywania sceny jak facet wyciąga pistolet z kabury, coby nim rozbić szybę w drzwiach samochodu. I nie wiem jakiej terminologii użyć. Czy rozbija ją kolbą pistoletu (pistolet chyba nie ma kolby, znalazłem, że ma uchwyt, ale to jakoś tak nie brzmi), czy raczej łapie go za lufę i uderza (lufa to też chyba tak bardziej we wnętrzu tego pistoletu jest)?
Według Enc. Techniki Wojsk. pistolety mają kolbę.
Za lufę i łup! kolbą. Uderzając lufą można uszkodzić mechanizm przeładowywania.
Chodzi mi o pistolet przyboczny np. GLOCK 17. Rozumiem, że mogę spokojnie napisać, że uderza kolbą, tak?
:-) Przyboczny, bo przy boku noszony? :-)
Serio: należałoby znać budowę tego całego Glocka, żeby gwarantować, czy można jego kolbą rozbić szybę w samochodzie bez obawy uszkodzenia mechanizmu magazynka wymiennego, z reguły lokowanego w kolbie, ale tak bez gwarancji to sam bym napisał, że rozbił szybę jednym zdecydowanym uderzeniem kolbą pistoletu.
Zapis tak mi dał w kość, że nie dałam rady.