- Opowiadanie: Karmelek - Zlecenie

Zlecenie

Au­to­rze! To opo­wia­da­nie ma sta­tus ar­chi­wal­ne­go tek­stu ze sta­rej stro­ny. Aby przy­wró­cić go do głów­ne­go spisu, wy­star­czy do­ko­nać edy­cji. Do tego czasu moż­li­wość ko­men­to­wa­nia bę­dzie wy­łą­czo­na.

Oceny

Zlecenie

Mimo że karcz­ma Mię­dzy Mło­tem A Ko­wa­dłem znaj­do­wa­ła się spory ka­wa­łek od portu, to nawet tu czuć było odór ryb. Frry­an sta­nął w progu, nie zwa­ża­jąc na to, że zimne struż­ki desz­czu spły­wa­ją mu po ple­cach. I tak był cały prze­mo­czo­ny, a nie miał za­mia­ru wpa­ko­wać się w jesz­cze więk­sze bagno niż to, w któ­rym teraz sie­dział.

– Za­my­kaj te cho­ler­ne drzwi! – wrza­snął ktoś z tłumu.

Męż­czy­zna po­spiesz­nie speł­nił żą­da­nie, w oba­wie, żeby nie zwró­cić uwagi więk­szej ilo­ści osób. Wes­tchnął cięż­ko, ścią­ga­jąc cięż­ki płaszcz. Ro­zej­rzał się za wol­nym miej­scem.

Wszyst­kie przy ko­min­ku były już za­ję­te, po­zo­sta­ły tylko te naj­bli­żej drzwi. Zajął ostat­ni wolny sto­lik, z boku sali. Było tu gło­śno i tłocz­no. Nigdy nie wy­brał­by po­dob­ne­go miej­sca na spo­tka­nie, jed­nak nie miał wy­bo­ru. Wło­żył rękę do kie­sze­ni i spró­bo­wał się opa­no­wać.

Chłod­ny metal brosz­ki przy­po­mniał mu, po co tu przy­szedł.

Za­mó­wił piwo i cze­kał. Przy­był sporo przed umó­wio­ną go­dzi­ną, żeby zo­rien­to­wać się w ewen­tu­al­nych dro­gach uciecz­ki.

Były tu dwa okna za­sło­nię­te okien­ni­ca­mi, drzwi i przej­ście koło li­chej lady, za którą stał karcz­marz. Za­pew­ne do po­ko­jów na pię­trze i kuch­ni z któ­rej do­bie­gał ten błogi za­pach. Frry­an prze­łknął ślinę na myśl o po­traw­ce, ale zaraz po­krę­cił głową. Za­ci­snął pię­ści, sku­pia­jąc się na oto­cze­niu. Nie przy­szedł tu prze­cież, żeby jeść i pić!

Nagle ktoś usiadł obok niego, sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ka­wał­kiem udźca i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. Frry­an nie wi­dział jego twa­rzy, bo skry­wał ją kap­tur. Kto nor­mal­ny sie­dzi w płasz­czu, w po­miesz­cze­niu?

– Prze­pra­szam, ale to miej­sce jest za­ję­te, cze­kam na… – za­czął Frry­an, jed­nak urwał, czu­jąc lek­kie ukłu­cie. Zdu­mio­ny spoj­rzał na czu­bek szty­le­tu, który nie­zna­jo­my przy­sta­wił mu do boku.

– Ani drgnij – szep­nął męż­czy­zna, wolną ręką chwy­ta­jąc mięso. – Masz pie­nią­dze?

– M-mam. – Frry­an czuł się jak spa­ra­li­żo­wa­ny. Prze­cież było jesz­cze sporo przed spo­tka­niem! Skąd… jak? Cze­kał tu na niego? Przy­szedł sam, czy z kimś? A może śle­dził go od po­cząt­ku?

– Spo­koj­nie, hra­bio – po­wie­dział ła­god­nie zło­dziej, za­bie­ra­jąc szty­let. – Nie masz po­wo­dów do obaw. Zdaje się, że w sa­kiew­ce rze­czy­wi­ście jest umó­wio­na kwota. – Za­sko­czo­ny Frry­an się­gnął do pasa, jed­nak nie zna­lazł tego, czego szu­kał. Zło­dziej par­sk­nął cicho, wi­dząc jego re­ak­cję. – Nie masz jej już od pew­ne­go czasu. W ta­kich miej­scach, jak to, trze­ba uwa­żać na cenne rze­czy. – Na po­par­cie swo­ich słów, po­ło­żył na stole złotą brosz­kę, którą jesz­cze chwi­lę temu Frry­an miał w kie­sze­ni.

– Jak…?

– To jak za­bra­nie dzie­cia­ko­wi mie­dzia­ka – od­parł zło­dziej. – Więc to jest po­wo­dem two­ich zmar­twień?

– Je­steś ma­giem? – za­py­tał hra­bia.

– Można tak po­wie­dzieć. – Ro­ze­śmiał się. – Więc jaka jest treść mo­je­go zle­ce­nia? – za­py­tał po chwi­li.

– Znajdź tę ko­bie­tę i przy­pro­wadź do mnie… żywą. Brosz­ka ma ma­gicz­ne dzia­ła­nie, po­win­na po­wstrzy­mać jej moc.

– Jed­nak nie masz pew­no­ści, czy tak bę­dzie, co hra­bio?

– Nie mie­li­śmy oka­zji tego spraw­dzić – przy­znał Frry­an, wzru­sza­jąc ra­mio­na­mi. – Nie po­win­no to sta­no­wić pro­ble­mu, praw­da? Ty­siąc za­licz­ki i dwa razy tyle po skoń­czo­nej ro­bo­cie.

Zło­dziej nie od­po­wie­dział. Chwy­cił nie­tknię­ty kufel hra­bie­go i po­cią­gnął z niego spory łyk. Otarł usta, wzdy­cha­jąc z za­do­wo­le­niem.

– Niech tak bę­dzie – po­wie­dział w końcu. – Przyj­mu­ję.

Nagle drzwi do go­spo­dy otwar­ły się z hu­kiem. Hra­bia spoj­rzał w tamtą stro­nę i zo­ba­czył kilku żoł­nie­rzy z wła­snej gwar­dii. Zdu­mio­ny szyb­ko na­cią­gnął kap­tur na głowę. Już miał coś po­wie­dzieć, jed­nak zło­dzie­ja nie było. Po­zo­stał po nim szty­let i ob­gry­zio­na kość.

Koniec

Komentarze

Były tu dwa okna za­sło­nię­te okien­ni­ca­mi, drzwi i przej­ście koło lady bar­ma­na. - lada i bar­man ra­czej nie pa­su­ją do przed­sta­wio­ne­go uni­wer­sum

 

Za­sko­czo­ny Frry­an się­gnął do pasa, jed­nak zna­lazł tego, czego szu­kał. - zna­lazł czy nie? Oto jest py­ta­nie.

 

Po­zo­stał po nim szty­let i ob­gry­zio­ną z mięsa kość. - po pierw­sze ogry­zio­na, a po dru­gie "z mięsa" zu­peł­nie zbęd­ne. Z czego miał ją ogryźć ? Z cukru?

 

I co? I to wszyst­ko? To chyba ra­czej wstęp do cze­goś, bo jeśli tak się koń­czy to opo­wia­da­nie, to ra­czej słabo.

Po­zdra­wiam

 

 

Ma­stiff

Przed pierw­szym "niż" nie­po­trzeb­ny prze­ci­nek.

"...kilka krom­ka­mi..."

Je­że­li to jest wstęp, to chyba za krót­ki, żeby wsta­wiać jako sa­mo­dziel­ną część? Je­że­li nie, to opo­wia­da­nie nie ma sensu.

Dzię­ku­ję pięk­nie. Już po­pra­wio­ne :)

Z za­ło­że­nia miał być to wła­śnie krót­ki tekst. Chcia­łam w nim za­wrzeć głów­nie kli­mat, a nie akcję. Za­cie­ka­wić, bo ow­szem, jest to wstęp i mam za­miar na­pi­sać coś dłuż­sze­go, dalej.

A głów­nym po­wo­dem, dla­cze­go to tutaj dałam jest moja cie­ka­wość. Za­sta­na­wiam się, ile jesz­cze mi bra­ku­je do na­pi­sa­nia do­bre­go opo­wia­da­nia.

    Scen­ka - w sumie wstęp.

Sto­sun­ko­wo nie­wie­le.

Przy­da­ło­by się wię­cej, po tak krót­kim frag­men­cie trud­no na­pi­sać coś kon­kret­ne­go. Śmia­ło, dodaj coś jesz­cze ;)

Kar­mel­ko, mój wpis od­no­sił się do ostat­nie­go zda­nia Two­je­go wpisu.  

Mimo że Mię­dzy Mło­tem A Ko­wa­dłem znaj­do­wa­ło się spory ka­wa­łek od portu (...).   ---> wbi­łaś sobie sa­mo­bó­ja. Po­patrz:  

Mimo że (karcz­ma/go­spo­da/spe­lun­ka o na­zwie) Mię­dzy Mło­tem A Ko­wa­dłem znaj­do­wała się spory ka­wa­łek od portu (...).  

Mimo że (za­jazd/szynk o na­zwie) Mię­dzy Mło­tem A Ko­wa­dłem znaj­do­wał się spory ka­wa­łek od portu (...).   

Albo zmień nazwę "lo­ka­lu", albo dodaj okre­śle­nie, bo tak, jak jest, w żad­nej kon­fi­gu­ra­cji nie czyta się płyn­nie. Aha --- spój­nik, wy­ra­ża­ją­cy prze­ci­wień­stwo bez prze­cze­nia, mi­nu­sku­łą.

Kli­mat taki Za­mbo­cho­wo-Sap­kow­sko­wa­ty. Nie­wie­le wię­cej można o tym po­wie­dzieć. Na­pi­sa­ne ra­czej do­brze niż źle. Fa­bu­ła się nie roz­wi­nę­ła, a na razie mamy scenę w karcz­mie, a ta­kich w li­te­ra­tu­rze fan­ta­sy są setki ty­się­cy. Pokaż fa­bu­łę, to coś kon­kret­niej­sze­go po­wie­my.

Nie je­stem pewna, czy zro­zu­mia­łam. Długa nazwa karcz­my psuje tempo czy­ta­nia, o to cho­dzi?

Za­sta­na­wia­łam się za czymś innym. "Pod Pi­ja­nym Ku­cy­kiem", czy "Pod Sy­re­na­mi". Ale mam pe­wien po­mysł, któ­re­go nie chcę po­rzu­cać.

Czy da się zro­bić wcię­cia na po­cząt­ku aka­pi­tu? Strasz­li­wie mnie draż­ni ich brak.

   Nie tylko Au­to­ra "Zle­ce­nia" draż­ni --- mię­dzy in­ny­mi --- nie­moż­ność edy­cji opo­iwa­dań i ar­ty­ku­łów z wcię­cia­mi tek­stu od lewej stro­ny, nie­moż­ność cen­tro­wa­nia gwiaz­dek, ty­tu­łów roz­dzia­łów i fa­tal­ny  brak ju­sto­wa­nia tek­stu do pra­wej kra­wę­dzi. 

   To jeden z po­stu­la­tów dru­gie­go pa­kie­tu zmian w urzą­dze­niu por­ta­lu. A temat w tej   spra­wie to "Re­wo­lu­cja w oce­nach?" Każdy wpis po­pie­ra­ja­cy po­stu­lat zmia­ny edy­to­ra albo po­now­nej kon­fir­gu­ra­cji edy­to­ra jest cenny.

    Oto link:---> http://www.fantastyka.pl/10,7550.html

 

Cho­dzi o dy­so­nans. Brak wy­róż­ni­ka ro­dza­ju --- sama nazwa "Mię­dzy Mło­tem a Ko­wa­dłem" nie mówi nic o ro­dza­ju, męski, żeń­ski czy ni­ja­ki --- więc czy znaj­do­wał się, czy znaj­do­wa­ła się, czy nawet znaj­do­wa­ło się, "sto­pu­je" per­cep­cję. Dla­te­go pro­po­no­wa­łem wpro­wa­dze­nie kon­kret­ne­go okre­śle­nia ro­dza­ju lo­ka­lu, bo tenże ro­dzaj "z au­to­ma­tu" po­in­for­mu­je o ro­dza­ju gra­ma­tycz­nym i na­rzu­ci od­po­wied­nią do niego koń­cow­kę: znaj­do­wał, znaj­do­wa­ła się...  

Nie tylko Cie­bie draż­ni brak wcięć aka­pi­to­wych. Ale to skut­ki za­pa­trze­nia się panów pro­gra­mi­stów i in­for­ma­ty­ków na an­gielsz­czy­znę plus pój­ście na ła­twi­znę (bo to prze­cież tylko In­ter­net, nie skład DTP) plus nie­zna­jo­mość reguł i wy­mo­gów ję­zy­ka pol­skie­go wyż­sze­go po­zio­mu. czyli li­te­rac­kie­go.

Ok. Za­czy­nam ro­zu­mieć. Dzię­u­ję! Teraz to widzę.

Muszę sie jesz­cze dużo na­uczyć, bo na razie spo­rej ilo­ści błę­dów nie za­uwa­żam.

Po­czą­tek ja­kich wiele, ale od cze­goś trze­ba za­cząć. Mam na­dzie­ję, że dal­szy ciąg bę­dzie in­dy­wi­du­al­nym, cał­kiem nowym po­dej­ściem do te­ma­tu.  

 

Wes­tchnął cięż­ko, ścią­ga­jąc cięż­ki płaszcz. – Po­wtó­rze­nie.

Może: Wes­tchnął cięż­ko, ścią­ga­jąc prze­mo­czo­ny płaszcz.

 

Ro­zej­rzał się za wol­nym miej­scem. – Dla­cze­go się roz­glą­dał, jeśli wolne miej­sce było przed nim, skoro stał za nim?

Ja na­pi­sa­ła­bym: Ro­zej­rzał się, szu­ka­jąc wol­ne­go miej­sca.

 

Wło­żył rękę do kie­sze­ni i spró­bo­wał się opa­no­wać. – Dla­cze­go wło­że­nie ręki do kie­sze­ni uspo­ka­ja?

Wku­rzy­łam się dziś rano, bo za­miast na mięk­ko, dwa jajka ugo­to­wa­ły mi się na pół­twar­do i nie mia­łam ulu­bio­ne­go śnia­da­nia. Aby opa­no­wać roz­draż­nie­nie, wło­ży­łam rękę do kie­sze­ni i trwa­łam tak jakiś czas. I nic. Nie­smak po­zo­stał. ;-)  

 

Chłod­ny metal brosz­ki przy­po­mniał mu, po co tu przy­szedł. – Czy nasz bo­ha­ter mie­wał za­ni­ki pa­mię­ci? Wszedł do karcz­my, ro­zej­rzał się i już mu­siał sobie przy­po­mnieć po co przy­szedł? ;-)

 

…przej­ście koło li­chej ladyLicha lada, to w dal­szym ciągu lada. Myślę, że w „Mię­dzy Mło­tem A Ko­wa­dłem” do­brze spi­sał­by się szynk­was.

 

Za­pew­ne do po­ko­jów na pię­trze i kuch­ni… – Wno­szę z opisu, że kuch­nia także była na pię­trze, obok po­ko­jów.

 

…sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ka­wał­kiem udźca i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. – Skoro na ko­niec, po po­sił­ku, na ta­le­rzu zo­sta­je kość, myślę, że to był ra­czej kawał udźca, jeśli nie cały udziec.

Miał ze sobą wła­sny ta­lerz?

 

Zdu­mio­ny spoj­rzał na czu­bek szty­le­tu, który nie­zna­jo­my przy­sta­wił mu do boku. – Jeśli po­czuł ukłu­cie, ra­czej nie mógł do­strzec czub­ka szty­le­tu, to­ną­ce­go w war­stwach odzie­ży i dźga­ją­ce­go go w bok.

Ja na­pi­sa­ła­bym: Zdu­mio­ny spoj­rzał na szty­let

 

Po­zo­stał po nim szty­let i ob­gry­zio­na kość. –  …ogry­zio­na kość.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

<<Po­czą­tek ja­kich wiele, ale od cze­goś trze­ba za­cząć. Mam na­dzie­ję, że dal­szy ciąg bę­dzie in­dy­wi­du­al­nym, cał­kiem nowym po­dej­ściem do te­ma­tu. >>

Wąt­pię, czy są jesz­cze ja­kieś nie­wy­ko­rzy­sta­ne, ory­gi­nal­ne te­ma­ty. Mogę je­dy­nie za­pew­nić, że cały tekst pi­sa­łam sama... boję się tylko wpły­wów ksią­żek pana Sul­li­va­na - uwiel­biam tego au­to­ra. W pew­nym mo­men­cie za­uwa­ży­łam, że mój zło­dziej (jesz­cze nie ma imie­nia) wy­ra­sta na pod­ró­bę Royce'a (po­stać pana Sul­li­va­na... oczy­wi­ście, że zło­dziej). Teraz cały czas się boję, czy tak się nie sta­nie.
 
<<„Wes­tchnął cięż­ko, ścią­ga­jąc cięż­ki płaszcz.” – Po­wtó­rze­nie. Może: Wes­tchnął cięż­ko, ścią­ga­jąc prze­mo­czo­ny płaszcz.  >>

Po pro­stu wes­tchnie. Nie musi wzdy­chać cięż­ko :)

(nie mogę już edy­to­wać, więc na­pi­szę w ko­men­ta­rzu, jak po­pra­wię)

 
<<„Ro­zej­rzał się za wol­nym miej­scem.” – Dla­cze­go się roz­glą­dał, jeśli wolne miej­sce było przed nim, skoro stał za nim?
Ja na­pi­sa­ła­bym: Ro­zej­rzał się, szu­ka­jąc wol­ne­go miej­sca.>>

Tego nie ro­zu­miem :) Nie widzę nic złego w roz­glą­da­niu się za wol­nym miej­scem :)


<<„Wło­żył rękę do kie­sze­ni i spró­bo­wał się opa­no­wać.” – Dla­cze­go wło­że­nie ręki do kie­sze­ni uspo­ka­ja? Wku­rzy­łam się dziś rano, bo za­miast na mięk­ko, dwa jajka ugo­to­wa­ły mi się na pół­twar­do i nie mia­łam ulu­bio­ne­go śnia­da­nia. Aby opa­no­wać roz­draż­nie­nie wło­ży­łam rękę do kie­sze­ni, i trwa­łam tak jakiś czas. I nic. Nie­smak po­zo­stał. ;-)  >>

Cho­dzi­ło mi o upew­nia­nie się, czy brosz­ka z którą przy­szedł, jest na miej­scu. Hmm... rze­czy­wi­ście dziw­nie brzmi, a przy­naj­mniej do mo­men­tu, aż prze­czy­ta się ko­lej­ne zda­nie. Chyba. Usunę aka­pit, żeby je przy­bli­żyć.

 
<<„Chłod­ny metal brosz­ki przy­po­mniał mu, po co tu przy­szedł.” – Czy nasz bo­ha­ter mie­wał za­ni­ki pa­mię­ci? Wszedł do karcz­my, ro­zej­rzał się, i już mu­siał sobie przy­po­mnieć po co przy­szedł? ;-) >>

Cho­dzi­ło mi tu o na­pię­cie :D Nie je­stem jesz­cze zbyt dobra w pi­sa­niu, więc sta­ram się po­ma­gać sobie, jak tylko mogę :)


<<„…przej­ście koło li­chej lady…”Licha lada, to w dal­szym ciągu lada. Myślę, że w „Mię­dzy Mło­tem A Ko­wa­dłem” do­brze spi­sał­by się szynk­was.>>

Dzię­ku­ję. Bra­ko­wa­ło mi tego słowa! Jest tak rzad­ko uży­wa­ne w książ­kach, że kom­plet­nie mi ule­cia­ło! Gło­wi­łam się nad tym tro­chę, po czym po­le­cia­łam dalej z tek­stem i za­po­mnia­łam. Przy spraw­dza­niu tak samo. Jej... jakie mam ubo­gie słow­nic­two :(


 
<<„Za­pew­ne do po­ko­jów na pię­trze i kuch­ni…” – Wno­szę z opisu, że kuch­nia także była na pię­trze, obok po­ko­jów.>>

Prze­rzu­cę kuch­nię przed po­ko­je na pię­trze :) bo in­ne­go po­my­słu nie mam.


 
<<„…sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ka­wał­kiem udźca i krom­ką czer­stwe­go chle­ba.” – Skoro na ko­niec, po po­sił­ku, na ta­le­rzu zo­sta­je kość, myślę, że to był ra­czej kawał udźca, jeśli nie cały udziec. >>

Z całym udźcem jeden czło­wiek by sobie nie po­ra­dził :) Ale za­mie­nię na udko z kur­cza­ka, bo po­do­ba mi się wizja je­dze­nia udka z kur­cza­ka... tak. Wiem, że to dziw­ne :P


 
<<„Zdu­mio­ny spoj­rzał na czu­bek szty­le­tu, który nie­zna­jo­my przy­sta­wił mu do boku.” – Jeśli po­czuł ukłu­cie, ra­czej nie mógł do­strzec czub­ka szty­le­tu, to­ną­ce­go w war­stwach odzie­ży i dźga­ją­ce­go go w bok.
Ja na­pi­sa­ła­bym: Zdu­mio­ny spoj­rzał na szty­let… >>

Cho­dzi­ło mi o danie do zro­zu­mie­nia, że nie zo­stał dźgnię­ty. Poza tym, prze­cież zło­dziej mógł go lekko ukłuć, po czym od­da­lić szty­let. Żeby tam był, ale nie­ko­niecz­nie tuż przy jego boku. Tak więc zo­sta­je :)


<<„Po­zo­stał po nim szty­let i ob­gry­zio­na kość.” -  …ogry­zio­na kość.>>

Słow­nik po­wie­dział, że to jedno i to samo :) Przy "ob­gryźć" podał nawet przy­kład, że można ob­gryźć ko­niec ołów­ka. Myślę, że się na­da­je :)

Do­brze. Oczy­wi­ście, że kilka razy zmie­nia­łam zda­nie :)

Aka­pi­ta­mi, jak po­pra­wi­łam:

 

"Wszyst­kie przy ko­min­ku były już za­ję­te, po­zo­sta­ły tylko te naj­bli­żej drzwi. Zajął ostat­ni wolny sto­lik, z boku sali. Było tu gło­śno i tłocz­no. Nigdy nie wy­brał­by po­dob­ne­go miej­sca na spo­tka­nie, jed­nak nie miał wy­bo­ru. Wło­żył rękę do kie­sze­ni i na­ma­cał brosz­kę. Chłod­ny metal dodał mu od­wa­gi i po­zwo­lił sku­pić na za­da­niu."

 

"Były tu dwa okna za­sło­nię­te okien­ni­ca­mi, drzwi i przej­ście koło szynk­wa­su, za któ­rym stał karcz­marz. Za­pew­ne pro­wa­dzi­ło do kuch­ni z któ­rej do­bie­gał ten błogi za­pach i po­ko­jów na pię­trze. Frry­an prze­łknął ślinę na myśl o po­traw­ce, ale zaraz po­krę­cił głową. Za­ci­snął pię­ści, sku­pia­jąc się na oto­cze­niu. Nie przy­szedł tu prze­cież, żeby jeść i pić!

Nagle ktoś usiadł obok niego, sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ud­kiem kur­cza­ka i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. Frry­an nie wi­dział jego twa­rzy, bo skry­wał ją kap­tur. Kto nor­mal­ny sie­dzi w płasz­czu, w po­miesz­cze­niu?"

 

No i chyba tyle.

Dzię­ku­ję pięk­nie za wska­za­nie błę­dów :)

Jesz­cze sporo mozna po­pra­wić ... I bra­ku­je dwóch prze­cin­kow w dru­gim zda­niu.

"Były tu dwa okna za­sło­nię­te okien­ni­ca­mi, drzwi i przej­ście koło szynk­wa­su, za którym stał karcz­marz. Za­pew­ne pro­wa­dzi­ło do kuch­ni z któ­rej do­bie­gał ten błogi za­pach i po­ko­jów na pię­trze

Były tu dwa okna za­sło­nię­te okien­ni­ca­mi, drzwi i przej­ście koło szynk­wa­su, za któ­rym stał karcz­marz.   ---> OK.

Za­pew­ne pro­wa­dzi­ło do kuch­ni z któ­rej do­bie­gał ten błogi za­pach i po­ko­jów na pię­trze.  ---> "Przej­ście" uprzej­mie, ale usil­nie do­pra­sza się wsta­wie­nia na po­cząt­ku tego zda­nia.  Dla­te­go, że nie za do­brze wia­do­mo, co pro­wa­dzi­ło do kuch­ni i tak dalej. A nie wia­do­mo, po­nie­waż zda­nie pod­rzęd­ne, koń­czą­ce się rze­czow­ni­kiem, sku­tecz­nie mie­sza w od­ga­dy­wa­niu pod­mio­tu.  

Frry­an prze­łknął ślinę na myśl o po­traw­ce, ale zaraz po­krę­cił głową. Za­ci­snął pię­ści, sku­pia­jąc się na oto­cze­niu. Nie przy­szedł tu prze­cież, żeby jeść i pić!   --->   OK.  

Nagle ktoś usiadł obok niego, sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ud­kiem kur­cza­ka i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. Frry­an nie wi­dział jego twa­rzy, bo skry­wał ją kap­tur. Kto nor­mal­ny sie­dzi w płasz­czu, w po­miesz­cze­niu?   ---> Ten ktoś przy­szedł do karcz­my z wła­snym ta­le­rzem?*) Frry­an nie wi­dział twa­rzy ani udka, ani krom­ki chle­ba?**) No wła­śnie, kap­tu­ry, nie­śmier­tel­ne kap­tu­ry... Jak ten facet jadł, skoro kap­tur za­sła­niał mu twarz? Wy­god­nie to mu nie było, sądzę...  

*) ta­kich in­for­ma­cji nie ma po­trze­by po­da­wać, bo ni­ko­go nie in­te­re­su­je, do kogo na­le­ży na­czy­nie (do­myśl­nie: in­wen­tarz lo­ka­lu). Chyba że wnosi to coś istot­ne­go do akcji.  

**) pu­łap­ka za­im­ko­wa. po­le­ga to na tym, że za­imek (tu: jego) od­sy­ła do ostat­nie­go rze­czow­ni­ka w po­prze­dza­ją­cym zda­niu. To ozna­cza, że Frry­an nie wi­dział twa­rzy krom­ki czer­stwe­go chle­ba...   

No cóż, po­pra­wiaj po­now­nie... I nie łam się. To nor­mal­ne na po­cząt­ku.
 

Trosz­kę się pod­ła­ma­łam, bo my­śla­łam, że już w miarę do­brze piszę. No dobra. Do po­pra­wia­nia! :)

Je­stem cie­ka­wa, jak wyj­dzie mi coś dłuż­sze­go... bo jeśli w jed­nej stro­nie tyle tego... :P

 

"Były tu dwa okna za­sło­nię­te okien­ni­ca­mi, drzwi i przej­ście koło szynk­wa­su, które z całą pew­no­ścią pro­wa­dzi­ło do kuch­ni i po­ko­jów na pię­trze. W po­miesz­cze­niu uno­sił siły się bło­gie za­pa­chy. Frry­an prze­łknął ślinę na myśl o po­traw­ce, ale zaraz po­krę­cił głową. Za­ci­snął pię­ści, sku­pia­jąc się na oto­cze­niu. Nie przy­szedł tu prze­cież, żeby jeść i pić!

Nagle ktoś usiadł obok niego, sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ud­kiem kur­cza­ka i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. Frry­an nie wi­dział skry­tej w cie­niu kap­tu­ra twa­rzy. Kto nor­mal­ny sie­dzi w płasz­czu, w po­miesz­cze­niu?"

Nie­śmier­tel­ne kap­tu­ry rzą­dzą ;)

Nagle ktoś usiadł obok niego, sta­wia­jąc na stole wła­sny ta­lerz z ud­kiem kur­cza­ka i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. Frry­an nie wi­dział skry­tej w cie­niu kap­tu­ra twa­rzy. Kto nor­mal­ny sie­dzi w płasz­czu, w po­miesz­cze­niu?  

Znowu ten wła­sny ta­lerz? Brrr, wrrr...  

Nagle ktoś usiadł obok niego, sta­wia­jąc na stole ta­lerz z ud­kiem kur­cza­ka i krom­ką czer­stwe­go chle­ba. Frry­an nie wi­dział skry­tej w cie­niu kap­tu­ra twa­rzy są­sia­da. Kto nor­mal­ny sie­dzi w płasz­czu, w po­miesz­cze­niu?  

Krok za kro­kiem ku do­sko­na­ło­ści, Kar­mel­ko.  :-)

Mnie za­sta­na­wia, dla­cze­go zło­dziej zo­sta­wił szty­let. No i ten czer­stwy chleb, w karcz­mie by ser­wo­wa­no czer­stwy chleb? W tam­tych cza­sach chleb mu­siał być pysz­ny i na pewno nie psuto sobie przy­jem­no­ści, zja­da­jąc go czer­stwym.

Ojej. Już wy­kre­ślam! Nie za­ła­pa­łam wcze­śniej. Ma­sa­kra.
A za­miast "są­sia­da" chcia­łam dać "męż­czy­zny", ale bałam się: "skąd wia­do­mo, że to męż­czy­zna".
Do­sko­na­łość nie ist­nie­je :D Ale za­czy­nam się bać...
Dzię­ku­ję! :)

 

Zło­dziej zo­sta­wił szty­let ce­lo­wo ;) (może było to ja­kieś prze­sła­nie, może su­ge­stia... a może chciał mu zro­bić na złość. Kto wie~~)

A chleb był czer­stwy, bo... to był ten ro­dzaj karcz­my, gdzie świe­ży chle­bek nie gości zbyt czę­sto.

(Ła­twiej kupić stary chleb za mniej­szą cenę, niż w małej, za­wa­lo­nej kuch­ni upiec wła­sny. Ta karcz­ma ma wła­sną, nie­zbyt po­ry­wa­ją­cą hi­sto­rię.)

Kar­mel­ku, na­pi­sa­łaś „Nie widzę nic złego w roz­glą­da­niu się za wol­nym miej­scem :)”. Szko­da, bo to pa­skud­ny, moim zda­niem, ko­lo­kwia­lizm. Tak mówić można wy­łącz­nie w ję­zy­ku po­tocz­nym, choć ja tego nie po­chwa­lam. Dla­te­go za­miast „roz­glą­dać się za pracą” – szu­kam pracy, za­miast „cze­kać za kimś” – cze­kam na kogoś, i na ko­niec – nie roz­glą­dam się „za wol­nym miej­scem”,  tylko roz­glą­dam się w szu­ka­jąc wol­ne­go miej­sca.

W li­te­ra­tu­rze ko­lo­kwia­li­zmy nie ucho­dzą. Chyba, że uży­cie ich jest uza­sad­nio­ne, np. kiedy akcja opo­wia­da­nia toczy się w śro­do­wi­sku, gdzie nikt nie dba o po­praw­ne wy­sła­wia­nie się.

Życzę coraz do­sko­nal­sze­go warsz­ta­tu i wiele przy­jem­no­ści z pi­sa­nia.

Po­zdra­wiam.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Chcia­łam na­pi­sać: roz­glą­dam się szu­ka­jąc wol­ne­go miej­sca. "w" we­pchnę­ło sie zło­śli­wie i wbrew mojej woli.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Dzię­ku­ję za wy­ja­śnie­nie i wezmę to do serca.

Rze­czy­wi­ście. Jeśli się nad tym za­sta­no­wić, to jest to tak czę­sto uży­wa­ne, że nie za­uwa­ży­łam, że coś nie gra. Tak samo z "tu pisze", czy "z dużej li­te­ry". Nie są może aż tak po­dob­ne, ale cho­dzi mi tu o za­sa­dę.
Za­py­tam o to na za­ję­ciach. Może wy­kła­dow­cy będą mogli coś na ten temat po­wie­dzieć. Cie­ka­we, czy na "kul­tu­rze ję­zy­ka" coś ta­kie­go bę­dzie :3 (wy­bra­łam się za­ocz­nie na drugi kie­ru­nek, chcąc po­pra­wić warsz­tat. Wiem. Je­stem dziw­na).

Przed "szu­ka­jąc" prze­ci­nek?

"Ro­zej­rzał się, szu­ka­jąc wol­ne­go miej­sca."?

Lecę to za­mie­nić.

Jesz­cze raz dzię­ku­ję :)

Kar­mel­ku, nie je­steś dziw­na. Je­steś am­bit­na, wiesz, co chcesz robić i pod­cho­dzisz do tego po­waż­nie.

Po­zdra­wiam.  

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Prze­ci­nek ko­niecz­nie. Imie­sło­wy współ­cze­sne i uprzed­nie tak bar­dzo ko­cha­ją prze­cin­ki, że żyć bez nich nie mogą. Ale uwaga --- nie za­wsze prze­ci­nek musi być "naj­bliż­szym są­sia­dem" imie­sło­wu.  

Usiadł­szy, za­czął czy­tać list.  

Roz­siadł­szy się wy­god­nie, za­czął czy­tać list.  

I nie, nie je­steś dziw­na. Je­steś nie­ty­po­wa, ale nie dziw­na.

Za­py­ta­łam dok­to­ra, z któ­rym mia­łam za­ję­cia, o roz­glą­da­nie się za wol­nym miej­scem ;) Wy­ja­śni­łam, o co mi cho­dzi i po­wie­dział, że można tak było na­pi­sać. To chyba kwe­stia stylu pi­sa­nia.

Z nie­ja­kim opóź­nie­niem, ale je­stem. Wiesz co Kar­mel­ku? Długo się za­sta­na­wia­łam, na czym wła­ści­wie chcę się sku­pić, wspo­ma­ga­jąc Cię dobrą myślą. Lubię fan­ta­sy, lubię karcz­my i karcz­ma­rzy. Dla­te­go takie tek­sty, jak Twój czy­tam z praw­dzi­wą przy­jem­no­ścią. Nie­ste­ty, ta­kich tek­stów jest już bar­dzo dużo, a nie­zwy­kle rzad­ko dzie­je się w nich coś cie­ka­we­go. U Cie­bie, nie­ste­ty, nie wy­da­rzy­ło się w za­sa­dzie nic, ponad to, co jest już znane i okle­pa­ne. Ot, roz­mo­wa w karcz­mie. Moż­li­we nawet, że ta przy stole obok była cie­kaw­sza. Mam więc na­dzie­ję, że to wstęp do cze­goś więk­sze­go, co bę­dzie in­te­re­su­ją­ce. Ten tekst nie broni się ni­czym. Ani tym, że (po­mi­ja­jąc błędy) zgrab­nie i płyn­nie idzie Ci nar­ra­cja, ani nawet tym, że bar­dzo do­brze od­da­łaś na­strój jaki wi­nien pa­no­wać w karcz­mie. 

Po­zdra­wiam i mam na­dzie­ję, że moja uwaga da Ci do my­śle­nia. 

Dzię­ku­ję. Po­sta­ram się przy tym, co teraz piszę (w sumie to usi­łu­ję za­cząć pisać - ach te po­cząt­ki) :)

:-)  Miłe złego?  :-)

No to teraz zgł­pia­łam :P

A dla­cze­go? Miłe złego po­cząt­ki --- nie znasz?   :-)   

Dla­te­go miłe złego i tak dalej, bo im dalej w las, tym wię­cej drzew. Spodo­ba się Tobie two­rze­nie świa­tów i po­sta­ci, za­wią­zy­wa­nie in­tryg coraz bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych i ani się obej­rzysz, jak za­grzęź­niesz po uszy w ka­torż­ni­czej pracy nad tym, co miało być za­ba­wą...  

Ale nie bierz po­wyż­sze­go jako ostrze­że­nia. Chcą­cym nie dzie­je się krzyw­da...

Hmm... mia­łam tak kie­dyś. Na szczę­ście ro­ze­szło się po ko­ściach.

Z nudów za­czę­łam pisać coś dziw­ne­go, czego w in­nych oko­licz­no­ściach bym nawet nie za­czy­na­ła. Ot takie ba­zgra­ły dla od­móż­dże­nia. Ok. Po­pi­sa­łam, mia­łam kilka stron, dru­go­pla­no­wą po­stać ko­ta-du­cha, który był... spe­cy­ficz­ny (ale i tak go naj­bar­dziej lu­bi­łam) i co? I po­peł­ni­łam błąd.

Po­ka­za­łam to przy­ja­ciół­ce.

Po­wiedz­my, że za bar­dzo się wczu­ła i w pew­nym mo­men­cie, kiedy po­wie­dzia­łam jej, że "nic w nocy nie na­pi­sa­łam" to na mnie na­krzy­cza­ła i ka­za­ła sia­dać i pisać. Na na­stęp­ny dzień do­sta­ła trzy stro­ny... (i prze­pro­wa­dzi­ła mo­no­log, kiedy nie spodo­ba­ło jej się za­cho­wa­nie na­do­pie­kuń­cze­go ta­tu­sia. Wczu­ła się, oj wczu­ła).

I tak oto na ty­dzień zo­sta­łam nie­wol­ni­kiem do pi­sa­nia. Da­wa­ło mi to swo­iste­go ro­dza­ju przy­jem­ność, ale i tak ode­tchnę­łam z ulgą, kiedy przy­ja­ciół­ka na kilka dni mu­sia­ła wy­je­chać (po po­wro­cie do­sta­ła tylko parę stron, a mi nie­ste­ty za­płon się skoń­czył).

 

Jeśli takie mają być miłe złego po­cząt­ki, to ja się piszę :D
A knu­cie in­tryg? Nie po­tra­fię za do­brze, przez co pi­sa­nie tam­te­go mi nie szło. Mam na­dzie­ję, że się kie­dyś na­umiem :3

 

A co do cięż­kiej pracy nad świa­ta­mi, to mi to spra­wia nie­sa­mo­wi­tą przy­jem­ność.

Wła­śnie usi­łu­ję na­pi­sać pierw­szą w życiu ko­smo­lo­gię i jest za­baw­nie (czyt. tra­gicz­nie). I to do tego świa­ta, w któ­rym ma miej­sce "akcja" po­wyż­sze­go opo­wia­da­nia.

Za­ska­ku­ja­ce - wie­cej ko­men­ta­rzy niz tek­stu. Prze­czy­ta­lam, jest dosc cie­ka­wie. Mozna czy­tac dalej.

Nowa Fantastyka