
Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.
Odwieczny problem
Pełnia. Łagodne światło księżyca wydobywało z mroku dachy budynków, kominy oraz sterczące tu i ówdzie w niebo anteny telewizyjne. Niżej, po rozświetlanym latarniami chodniku, szedł młody, zaledwie dwudziestokilkuletni mężczyzna. Pierwsze jesienne chłody zaczynały dawać się we znaki, więc ubrał czapkę z daszkiem i szczelnie zapiął pod szyję czarną kurtkę. Zmierzał w kierunku jedynego otwartego w tej dzielnicy i o tej porze sklepu. Nie śpieszył się, do dwudziestej drugiej, czyli pory rozpoczęcia zmiany, miał jeszcze kwadrans. Wpatrzony przed siebie, rozmyślał. Lubił swoją pracę sprzedawcy. Szczególnie, jeśli przypadała na godziny nocne – wtedy zawsze trafiał się przynajmniej jeden ciekawy klient. A i na płacę nie mógł narzekać.
Minął skrzyżowanie, przeszedł jeszcze kawałek i znalazł się przed futryną, nad którą zawieszono duży, zielony szyld z napisem „Szwarc mydło i powidło”. Pchnął drzwi i zanurzył się w ciepłym, przytulnym wnętrzu. W nozdrza uderzył go miły, korzenny zapach.
– Witaj, Paweł. – Stary Chińczyk uśmiechnął się na jego widok. Mężczyzna odpowiedział uśmiechem.
– Cześć, Chen. – Paweł zdjął czapkę i kurtkę, a następnie zawiesił ubranie na wieszaku. – Działo się coś ciekawego?
– Jak dotąd nie, ale noc jeszcze młoda.
Chen przebywał w Polsce ponad dwadzieścia pięć lat i nauczył się płynnie władać językiem Mickiewicza, czym od dawna wprawiał klientów w zdumienie. Po chwili znów się odezwał.
– Wybacz, że nie pogadamy dlużej, ale śpieszę się do domu – obiecałem poczytać bajki wnuczce i pewnie jeszcze nie śpi.
– Jasne, pozdrów małą ode mnie.
Młody mężczyzna poszedł na zaplecze nastawić wodę na herbatę, a staruszek narzucił płaszcz i krzyknąwszy na pożegnanie, zniknął w drzwiach. Paweł został sam. Szybko zaparzył napój, po czym usiadł na krzesełku za ladą i wyciągnąwszy gazetę, rozpoczął swoją zmianę. Wokół niego półki uginały się pod ciężarem różnorakich przedmiotów. Na pierwszy rzut oka wydawało się, iż dobra zostały rozmieszczone bez żadnego ładu i składu, ale po dokładniejszej analizie, można było dostrzec swoistą logikę. Rozrzut towarów przyprawiał
o zawrót głowy – dało się znaleźć dosłownie wszystko od kart do gry, po części do przedwojennych maszyn. Słowem – taki mały pchli targ.
Do sklepu często zaglądały kobiety, szukające bibelotów do mieszkania, ale zdarzali się również hobbyści, a nawet wiedzeni ciekawością przypadkowi przechodnie. Oprócz tego, istniała pewna grupa klientów specjalnych, których wymagania dalece odbiegały od standardowych, a poszukiwane przez nich przedmioty należały do najtrudniejszych do zdobycia. Takich kupujących Paweł lubił obsługiwać najbardziej.
Minęła godzina i nikt się nie zjawił.
– Zapowiada się spokojna noc – mruknął do siebie sprzedawca
Już miał na powrót zagłębić się w lekturze, gdy wtem drzwi stanęły otworem i do środka wkroczyła młoda kobieta, tak na oko dwudziestopięcioletnia. Jej ubiór prezentował się dziwnie, jakby chciała założyć elegancki, a przy tym podkreślający walory płci pięknej strój, ale nie do końca potrafiła dobrać poszczególne elementy. Jednak tym, co najbardziej rzucało się w oczy, była bardzo blada skóra, wyraźnie odcinająca się od ciemnego koloru ubrania. Wrażenie dodatkowo podkreślał całkowity brak makijażu. Wszystko to niewiele odejmowało jej kobiecości i zmysłowości. Mężczyzna nabrał podejrzeń, iż oto właśnie odwiedziła go klientka należąca do specjalnej grupy. Zerknął pod ladę, na wyświetlacz małego monitora i szybko odczytał widniejące się na nim informacje. Jego przypuszczenia okazały się słuszne. Uśmiechnął się uprzejmie i spytał:
– Witam, czym mogę służyć?
Kobieta dotychczas rozglądała się niepewnie po półkach i dopiero usłyszawszy głos Pawła, spojrzała w jego kierunku.
– Dobry wieczór. Poszukuję kilku przedmiotów o charakterze… – zrobiła krótką pauzę, ale nie teatralną, raczej, jakby próbowała ubrać myśli w słowa. – …specjalnym i powiedziano mi, iż dostanę je u państwa.
Paweł kiwnął głową i wyrecytował wyuczoną formułkę.
– To prawda, specjalizujemy się w artykułach nietypowych dla bardziej wymagających klientów.
– Nie wątpię, tylko, że ja poszukuję czegoś naprawdę wyjątkowego… – Nadała wypowiedzi sceptyczny ton.
– Zapewniam panią, iż oferujemy szeroki asortyment towarów dla wampirów.
Kobieta bardzo szybko się opanowała, jednak chłopak dostrzegł na jej twarzy cień zaskoczenia. Wyraźnie zwiększyła również czujność.
– Skąd pan wiedział?
– Proszę się nie bać. Dyskrecja to nasze motto. – Mężczyzna uniósł ręce
w uspokajającym geście. – Zorientowałem się w momencie, gdy zobaczyłem jak bardzo jest pani blada. Temperatura ciała na poziomie 15,5 stopni Celsjusza i brak pulsu tylko upewniły mnie w przypuszczeniach. – Uśmiechnął się, widząc teraz już autentyczne zdziwienie na jej twarzy i dodał. – W drzwiach zostały zainstalowane czujniki – sekundę po pani wejściu miałem komplet danych.
– Widzę, że rzeczywiście dobrze trafiłam…
– Zatem, czego pani szuka?
– Proszę mi mówić Mona.
– Paweł.
– No więc, Pawle, mam nadzieję, że mi pomożesz… szukam… lusterka… – Ostatnie słowo wypowiedziała jakby ze wstydem.
– Ależ oczywiście. Jak duże? Podręczne? A może naścienne? Do łazienki? Przedpokoju?
Monie aż oczy się zaiskrzyły.
– Naprawdę macie tu lusterka dla wampirów?
– Pewnie. Jakie tylko zechcesz.
Wampirzyca wyraźnie się ucieszyła, ukazując naturalnie białe, równe zęby. Mężczyzna stwierdził, iż kły były tylko trochę większe od ludzkich. Mona tymczasem zaczęła trajkotać.
– To taki nasz odwieczny problem. Jak się umalować nie widząc swojego odbicia? Na tych wszystkich filmach wampirzyce są zawsze nieziemsko piękne, nieziemsko seksowne, idealnie uczesane i nikt z twórców oczywiście nie pomyśli, że makijaż się przecież sam nie zrobi, a fryzura nie uczesze na zawołanie.
Paweł przez grzeczność nie dodał, iż ogromna większość ludzi nie wierzy w istnienie Dzieci Nocy. Zamknął drzwi wejściowe na klucz i powiedział do Mony.
– Chodźmy znaleźć dla ciebie jakieś lusterko.
Wskazał jej przejście na zaplecze, a wampirzyca tymczasem rozkręciła się na dobre.
– A tu w piątek bal. I jak mam tam pójść nieumalowana? Już na ulicę boję się wychodzić. Zawsze mam wrażenie, iż wszyscy na mnie patrzą. – Umilkła na chwilę. – Doprawdy ratujesz mi życie. To znaczy uratowałbyś mi je, gdybym jeszcze żyła. Zresztą wiesz, co mam na myśli. – Szybko przeszła do porządku dziennego nad faktem, iż Paweł zna jej tajemnicę.
Słuchając z zainteresowaniem monologu klientki, mężczyzna podszedł do ściany, przy której stała szafa wypełniona książkami. Nacisnął cztery grzbiety w odpowiedniej kolejności i fragment podłogi zaczął się obniżać. Po chwili oboje znaleźli się przed umieszczoną na wysokości głowy mężczyzny, niewielką płytką z zagłębieniem w kształcie twarzy. Wiązka laserowa zeskanowała wzór siatkówki Pawła. Następnie przyłożył on kciuk do umieszczonego z boku czytnika. System zabezpieczający sprawdził linie papilarne wraz z DNA i po pozytywnej weryfikacji rozsunął ścianę. Dodatkowe zabezpieczenie stanowiły odpowiednie zaklęcia „rozpoznające” wchodzącego wraz z ewentualnym klientem, a także „odczytujące” intencje odwiedzjących.
Sprzedawca przepuścił Monę przodem. Wkroczyli do ogromnego pomieszczenia, zawalonego najdziwniejszymi przedmiotami, rodem z legend, fantazji, baśni, powieści oraz filmów. Sprytnie ukryta hala mieściła magazyn towarów niedostępny dla zwykłych klientów, a wyrafinowane biometryczne i magiczne zabezpieczenia zapewniały, iż nikt niepowołany nie dostanie się do środka. Wampirzyca po raz kolejny tego wieczora rozszerzyła oczy ze zdumienia.
– Widzę, że traktujecie swoją pracę bardzo poważnie.
– Profesjonalizm przede wszystkim.
– Dużo macie klientów… specjalnych? – spytała.
Paweł skinął głową.
– Całkiem sporo. Zdziwiłabyś się, ile w tym mieście można spotkać istot oficjalnie nieistniejących. – Omiótł ręką pomieszczenie. – Jakie chcesz lusterko?
– Takie małe, do kosmetyczki.
– Ok. – Mężczyzna oddalił się na chwilę i przyniósł dużą walizkę. Położył ją na stole
i otworzył. W środku, przyczepione do wyłożonych zamszem ścianek, umieszczone zostały niewielkie lusterka różnych kształtów i rozmiarów.
Mona chwilę przebierała we wnętrzu walizki i dokładnie oglądała swoje odbicie w kilkunastu zwierciadłach, chichocząc przy tym jak mała dziewczynka. Paweł podziwiał piękne rysy wampirzycy i pomyślał, że gdy się już w końcu umaluje, to dopiero zrobi piorunujące wrażenie.
– Ależ cudnie. Wreszcie mogę się zobaczyć. Chyba wybiorę… to. – Sięgnęła po okrągłe lusterko, zamykane w fioletowym pudełeczku.
– Zapakować?
– Nie, od razu wrzucę sobie do torebki.
– Oczywiście. Mogę pomóc w czymś jeszcze?
Nie musiała się długo zastanawiać.
– Tak. Na bal mam już prawie wszystko – suknię, szpileczki, torebkę oraz kolczyki. Brakuje mi tylko naszyjnika. Problem w tym, że to musi być krzyżyk… A wampiry i symbole religijne…
– …stanowią nienajlepsze połączenie – dokończył Paweł. – Chyba mogę coś na to poradzić.
Po tych słowach sięgnął po niewielką paczuszkę i wyjął z niej rzemyk z zawieszonym małym krucyfiksem.
– To dość rzadki towar, ale mamy jeszcze kilka egzemplarzy. Tylko jedna firma jubilerska na świecie je robi – do stopu metalu dodaje się sproszkowany kieł nieumarłego i odpowiednio obrabia. Ma to jakiś związek z temperaturą, a proces można przeprowadzać tylko podczas pierwszej pełni w roku. Dzięki temu neutralizuje się właściwości krzyża. Oczywiście, jeśli nie był wcześniej poświęcony – wyjaśnił. – Niestety, wadę stanowi cena… – Wręczył naszyjnik Monie.
Z wahaniem zerknęła na przedmiot, a później go dotknęła, ale widząc, że nic się nie stało, powiedziała.
– Załóż mi go.
Zdjęła kurtkę, odsłaniając bluzkę ze sporym, lecz wykrojonym z klasą dekoltem, pod którą rysowały się krągłe i jędrne piersi, a następnie stanęła tyłem do mężczyzny, którego wzrok, naturalnym odruchem, prześlizgnął się po biuście Mony.
– Gotowe. – Paweł zapiął rzemyk na szyi wampirzycy.
Wyjęła nowo nabyte lusterko i przejrzała się w nim. Ponownie na jej ślicznej twarzy zagościł uśmiech.
– Fantastycznie! I wcale mnie od tego krzyża nie odrzuca! Biorę! – Pokraśniała
z radości. – Coś mi się wydaje, iż zostanę stałym klientem.
– Zapraszamy. A tymczasem, to wszystko?
Wampirzyca zmarszczyła nosek, próbując sobie przypomnieć, czego jeszcze potrzebuje. Wreszcie pstryknęła palcami.
– Wiedziałam, że o czymś zapomniałam – filtr przeciwsłoneczny.
– Jaki faktor? – Jeśli liczyła na zdziwienie Pawła, to się zawiodła.
– Najlepiej jakby starczał na cały dzień. Nie mogę ryzykować poparzeń słonecznych.
– Czyli 180-tka powinna być w sam raz. Mamy dwa rodzaje: kakaowy czy bezzapachowy?
Mona uśmiechnęła się figlarnie.
– A jaki ty wolisz?
– Kakaowy.
Paweł podszedł do pobliskiej półki, wziął z niej buteleczkę i podał wampirzycy. Biorąc przedmiot, musnęła jego dłoń palcami. Mężczyzna poczuł chłodny dotyk, nie skomentował tego jednak.
– To wszystko?
– Tak.
Wrócili do głównego pomieszczenia sklepu. Wampirzyca sięgnęła po portfel.
– Przyjmujecie karty?
– Jak najbardziej – odparł, zastanawiając się mimochodem, jaki zawód może wykonywać Dziecko Nocy.
Zapłaciła i gdy nachylała się po kartę szybko pocałowała Pawła w policzek. Sprzedawca chciał się cofnąć, ale nie zdążył.
– Spokojnie, nie miałam zamiaru cię ugryźć. Nie piję ludzkiej krwi. No chyba, że ktoś znęca się nad dziećmi, albo coś w tym guście. Ale takich przystojniaków nie ruszam… Przynajmniej nie w kontekście jedzenia… – Zmrużyła zalotnie oczy i ugryzła dolną wargę.
Paweł, mile połechtany, uniósł kącik ust, a Mona skierowała się do wyjścia. Tuż przed drzwiami odwróciła się i z zachęcającym uśmiechem spytała:
– Słuchaj, a może pójdziesz ze mną na ten na ten bal?
– Na bal wampirów?
– Nie, to zwyczajna zabawa. Będę jedyną nieumarłą. Potem możemy pojechać do mnie… albo do ciebie… – zawiesiła głos.
Pawłowi wyobraźnia momentalnie podsunęła Monę wijącą się w zmysłowych pozach. Odpowiedź nasunęła się jednak jeszcze szybciej.
– Dziękuję, ale mam dziewczynę.
Którą w zmysłowych pozach mogę sobie nie tylko wyobrażać, dodał w myśli. I która nie jest zimna jak lód.
– Ale z pewnością kogoś upolujesz… W ten czy inny sposób. – Kiwnął jej głową, po czym zapytał: – Jedno mnie zastanawia. Czy pozostali goście, nie zorientują się, że cos nie gra, gdy staniesz w świetle lamp, a na podłodze nie zobaczą cienia?
– Nikt nie będzie patrzył na podłogę, już ja się o to postaram. – Puściła mu oczko. Później sięgnęła do torebki, wyjęła mały kartonik i rzuciła na ladę.
– Gdybyś zmienił zdanie co do balu, daj znać.
Uśmiechnęła się ostatni raz i wyszła ze sklepu. Mężczyzna usiadł za kontuarem
i spojrzał na wizytówkę.
Mona Sławińska
Kierownik stacji krwiodawstwa
Tel. Kom. 0600700800
Znów stwierdził, że naprawdę lubi swoją pracę.
– A noc jeszcze młoda…
(...)zaledwie dwudzieostokilkuletni mężczyzna. - literówka
– Jak dotąd nie, alenocjeszcze młoda.
– Dobrywieczór.Poszukuję kilku przedmiotów o charakterze...
Troszeczkę tekst się posklejał, ale to nic, bo i tak przeczytałem z przyjemnością. Fajny pomysł i dobrze poprowadzony.
Pozdrawiam
Mastiff
Dziękuję za komentarz i wskazanie błędów - poprawione.
Pozdrawiam.
Przychodzi wampirzyca do sklepu i co? Z tekstu wynika, że nic. Nie podobało mi się.
Zgodzę się z Bohdanem: niezły pomysł i przyjemna lektura. Plus za nowatorską koncepcję relacji ludzko-wampirzych - nikt z nikogo nie wysysa krwi ani nie biega z osinowymi kołkami:)
Mnie też się podobało. Bardzo nowoczesna wampirzyca. Pomysł z lutrem dla wampirów też ekstra - mnie też zawsze zastanawiało, jak one się malują!
"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.
Temat nienadzwyczajny, emocji wielkich nie było, ale chyba nie o to w tym opowiadaniu chodziło ;) A jeśli chodzi o warsztat i język, to czytało się całkiem przyjemnie.
O ukochana siostro ma Ismeno, @gwidon, raczej coś niż nic (się dzieje w opowiadaniu i wynika z niego). W trakcie opowiadania dowiadujemy się, że wampirzyca jest całkiem cool (piętnaście stopni Celsjusza) i nie jest taka straszna jak ją malują (zwłaszcza jak się umaluje). Sympatyczny klimat i lekka puenta. To wbrew pozorom więcej niż znajdziemy w wielu (nie wszystkich oczywiście) tekstach, w których leje się krew, a dookoła latają wyprute flaki. Rozumiem, że gustujesz w innej literaturze, masz ten oczywisty przywilej, ale Twoje "Przychodzi wampirzyca do sklepu i co? Z tekstu wynika, że nic." jest jakieś takie niesprawiedliwie ironiczne. I nieprawdziwe.
Indy, jeden drobiazg mnie razi, ta czapka z pierwszego akapitu. Aż tak zimno jej było, że bohater ulitował się i postawił biedaczkę ubrać? Czapkę się zakłada.
Total recognition is cliché; total surprise is alienating.
Co do czapki - rzeczywiście. Tyle razy czytałem ten tekst i nie zwróciłem na to uwagi. Ale teraz przynajmniej zapamiętam, więc wyszło na dobre.
(...) magazyn towarów niedostępny dla zwykłych klientów (...). ---> chyba towarów niedostępnych dla i tak dalej.
Z przyjemnością rozczarowałem się --- przychodzi wampirzyca, więc, myślę, zaraz poleje się krew, zniewoli biedaka i wykorzysta, i tak dalej --- a tu masz, potrzebne jej, uwodzicielce, speclusterko... Tylko stację kwiodawstwa mogłeś sobie i nam darować, bo to taki stary kawał, że na własną brodę nadeptuje.
Wesołych Świąt.
Przyznam, że wcześniej nie słyszałem kawału o stacji krwiodastwa. Tak czy inaczej, wydało mi się to po prostu niezłym oczkiem puszczonym do Czytelnika.
Wesołych Świąt.
"(...)stanęła tyłem do mężczyzny, którego wzrok, naturalnym odruchem, prześlizgnął się po biuście Mony." - Cycki jej na plecach wyrosły?:D
Było kilka innych potknięć, ale nie chciało mi się wyłapywać, tekst mnie porwał. Tego powyżej nie mogłam sobie podarować ;)
Powtórzę się, ale chcę, bo rzecz to rzeczywiście przyjemna do przeczytania. Podczas czytania na bieżąco w momencie, kiedy okazało się, że babka jest wampirem, pomyślałam "czemu do cholery w tak dobrze rozwijającym się tekście musiał pojawić się wampir?", a tu takie miłe zaskoczenie.
Temat potraktowany na luzie i z humorem, co udało się w stu procentach. Super.
Troszkę mi zgrzytnęły te ultranowoczesne zabezpieczenia i czujnik na klientów, jakoś mi nie pasują do ogólnej, raczej zwyczajnej scenerii, jaka przebija się przez tekst.
"Wiązka laserowa zeskanowała wzór siatkówki Pawła. Następnie przyłożył on kciuk do umieszczonego z boku czytnika. System zabezpieczający sprawdził linie papilarne wraz z DNA i po pozytywnej weryfikacji rozsunął ścianę." - o ten konkretny fragment mi idzie. Tandetne lekko:)
Bardzo użyteczny tekst. Czyli, powiadasz, że wystarczy do kruszcu, z którego wykonany jest krzyżyk, dodać sproszkowany kieł kolegi nieumarłego i nie będzie się odczuwać żadnych niemiłych sensacji? Sprawdzimy! Chciałabym się także dowiedzieć, CO tak niezwykłego kryje w sobie lusterko, że można w nim zobaczyć swoje odbicie? Nie wyjaśniłeś tego szczegółu, a jest on dla mnie istotny. Można bez porządnego make-upu wytrzymać sto lat, można i sto pięćdziesiąt, ale od bitwy pod Wiedniem minęło już prawie trzysta i krzywo wyskubanych brwi nie zdzierżę ani dnia dłużej! Podobnie jak nakładania na oślep cieni, eye linera oraz reszty, bo efekt końcowy odbiega od zamierzonego – ponoć wyglądam jak zebra w depresji. Będę więc zobowiązana, jeśli uzupełnisz ten szczegół.