- publicystyka: Okulto-celtyzm wciąż bezbożnie stosowany

publicystyka:

felietony

Okulto-celtyzm wciąż bezbożnie stosowany

Miast pestek w dyni – knot nam się dymi.

Zgasły trójkątne oczy.

 

 

Z FejsBruka focie, na nich łakocie,

Pod nimi…

…wielu z nas „dymi”.

MZ (czyli ja)

 

Blisko rok temu znajoma pozwoliła sobie wrzucić super focię na fejsbuka (wybaczcie mi braki w angielskim…), a na niej ponoć dzieci z koszyczkami, dynie wielokrotnie zaznajomione z nożem i ogólnie słodko, mrocznie, a milusińskim do obcych domów blisko, a do swojego daleko. Halloween pełną pomarańczową gębą!

Od razu pojawiły się komentarze, mniej więcej w takim stylu:

„Uczysz swoje dzieci żebrać!” – wypowiedziała się jej najbliższa przyjaciółka. – „Twój zmarły ojciec pewnie się w grobie przewraca.”

„Durne amerykańskie wzorce! Okultyzm!” – dorzucił pewien magister biologii, wierny widz „Wiadomości” i „Faktów”. – „To nie nasze, to obce, to złe!”

A było tego więcej; w tym samym, życzliwym tonie.

Niestety, żadnemu spośród kilkunastu wykształconych, młodych i gniewnych nie drgnęły paluszki punktujące klawiaturę. Przecież bronić się przed pogaństwem i cyganerią trzeba! Trzeba…?

Pokazano mi ten post zbyt późno, bym mógł porozmawiać z jej uczestnikami (część z nich opuściła po tym błękitne pola wspomnianego portalu społecznościowego…).

To porozmawiajmy tutaj. Od czego jest wyobraźnia!

 

***

Pewnie pomyśleliście sobie: No to nam teraz Koik80 poleci wykładem o niedomytych Celtach, enty już raz rozreklamuje piękno zielonej wyspy i przynudzi o druidach pojących sterydowymi zupkami Galów…

Galów, czyli też Celtów…?! Czyżby tym razem Francja na tapecie? Przecież nie Polska… Nie, panie Koik?

A czemu nie? Zapewniam, że będzie i o nas. Wytłumaczymy się z tego paskudnie diabelskiego Halloween, a najlepiej zacznijmy od początku.

Trochę historii, ale wytrzymajcie, proszę.

Celtowie, zwani przez Greków Keltoi (obcy), dwa i pół tysiąca lat temu pozwolili sobie zasiedlić większą część Europy i to niekoniecznie przy użyciu miecza. Na ich liczne, niezjednoczone królestwa natknąć można się było od Irlandii po północne Włochy – w pionie (ruszyli nawet na podbój Grecji i całkiem dobrze im to szło) – i od Portugalii po turecką Ankarę – w poziomie. Ich korzenie sięgają plemion, które zamieszkiwały nasz kontynent w epoce brązu, a nawet wcześniej – w epoce kamiennej.

Kurczaki, czyli i u nas…

Wróćmy teraz do naszych hejterów i do pytań, które pragnęliby zadać:

 

Czym się ci bezbożni barbarzyńcy, nożownicy bezbronnych dyń, zajmowali?

Głównie zwyczajnym handlem. Wydobywali też sól, produkowali i kuli żelazo (w tej dziedzinie przewyższali Rzymian i Greków), a i w żeglowaniu nie było łatwo im dorównać. Udoskonalili wyrób ceramiki (popularyzując koło garncarskie), kuli miecze, produkowali kolczugi, a nawet rydwany i zadziwiali nabywców produktami swojej sztuki.

Dyń wtedy jeszcze nie tykali, bo i daleko do nich mieli…

 

Gdzie to piekło, z którego uciekli?

A na wschodzie, żeby było ciekawiej, choć każdy wschód można nazwać dalekim zachodem… I zgnilizną doprawić; okultyzmem postraszyć.

Celtowie przybyli z pogranicza Europy i Azji (należą do grupy ludów określanych mianem „indoeuropejskich” – nazywanych tak z racji mówienia dialektami prajęzyka pochodzącego z tamtych rejonów; z nich rozwinęły się osobne języki, takie jak na przykład: słowiański i bałtycki!).

Wychodzi na to, że mówimy jakimś post-diabelskim slangiem.

 

A jak to było z ich barbarzyńskimi, pogańskimi, czarnymi jak smoła i ziejącymi okultyzmem duszami? Oczy nam mydli, pisarzyna jeden! Handlarz diabelskimi dyniami!

Bogów, bóstw (a i demonów) faktycznie czcili co niemiara, ale wiedzę na ten temat czerpiemy dziś głównie z sag, podań ustnych, piśmiennictwa greckiego i łacińskiego (a Grecy oraz Rzymianie nie darzyli Celtów miłością…), a także ze źródeł archeologicznych.

Czyli niewiele wiemy. Niestety.

Druidzi nie zapisywali swojej bezcennej wiedzy, a po latach zazdrosne chrześcijaństwo ogniem (rozniecanym mniej lub bardziej pulchnymi rączkami mnichów) wymazywało wszelkie zapiski na te niewygodne, konkurencyjne, bądź co bądź, tematy. Tam, gdzie pamięć o mitach (pomimo wspomnianych zabiegów) przetrwała, a bohaterowie nie poddawali się woli nowego, jedynego i właściwego Boga, dopasowywano chrześcijańskich świętych (Patryka, Brendana, Brygidę i innych) do wizerunków celtyckich bóstw, ku oburzeniu pozostałych kanonizowanych.

„Dyplom” druida uzyskiwało się po dwudziestu latach nauki, która obejmowała swoim zakresem medycynę, astrologię, przyrodę (z proekologicznym nastawieniem: człowiek jako jej część, a nie pan i władca), poezję, muzykę, a nawet magię (w tym worku umieściłbym zarówno czerpanie mocy z przyrody, jak i odpowiednie procedury obowiązujące przy przyrządzaniu mikstur czy też analizę snów, wróżenie i jasnowidzenie).

 

„Paskudny świat niedomytych wojów!” – oburzą się co wrażliwsze fejsbrukowiczki. – „Klany zarośniętych rudzielców; pijących, żrących i płodzących ten pogański pomiot!”

Kolejna niespodzianka czeka na miłe Panie!

W tym konkretnym przypadku Celtowie wykazywali się wręcz niespotykanym w tamtych (jak i w późniejszych) czasach podejściem do równouprawnienia płci.

Kobiety miały prawo do dziedziczenia majątków, mogły posiadać stada, chwytać za miecz, były przez mężczyzn kochane, szanowane i wielbione, o czym świadczy charakterystyczna dla nich równowaga w ilości męskich i żeńskich bóstw.

 

To o co kaman z tym Halołinem?! To skąd on i dlaczego taki okultystyczny jest? W „Faktach” mówili, że z zachodu zgniłego przybył, a szatan nie śpi, czuwa i przez zabawę do nas próbuje trafić!

Posłuchajcie:

Wieczorem, 31 października, kończono robić zapasy na długie, mroźne miesiące, bydło spędzano z zielonych łąk, oddawano zaciągnięte kredyty (wyidealizujmy trochę), a zima zaczynała się wraz ze wschodem słońca. Noc była niczyja, zanurzona w wieczności, potężna i niepokojąca. Świętowano Samhain.

Wszystkie klątwy chroniące Tamten Świat* przed oczami żywych tracą moc i można sobie do woli gaworzyć z przodkami, zarówno tymi w ciele jak i w duszy.

Po okolicy kręciły się elfy i nimfy – w te dwa określenia wrzucano w zasadzie wszystkie magiczne stworzenia – a i na demona można się ponoć było natknąć. Irlandczycy i Szkoci po dziś dzień niechętnie wychodzą tej nocy z domów, spędzając wieczór rodzinnie, nierzadko nad szklaneczką/butelką kojącego nerwy whisk(e)y.

I tylko młodzież, klasycznie durna i jurna, nie boi się zła i chodzi po dwóch światach w przebraniach, strasząc się wzajemnie z demonami i świętując.

Najstarsi Irlandczycy wystawiają przed drzwi jedzenie i picie, a sami wcześnie kładą się spać. Dom musi być czysty, nie może palić się żaden ogień, a gdy usłyszysz za sobą czyjeś kroki, to nie odwracaj się, bo dołączysz do świata umarłych.

 

*(Tamten Świat = walijski Annwn = swojskie Zaświaty = anglojęzyczny Underworld – czyli miejsce, w którym nasze dusze relaksują się po śmierci; przynajmniej przez parę chwil przed zesłaniem w kolejne z wcieleń…).

 

A dynie? Ten ogień w nich? Zapewne z Belzebuba lędźwi sprośnych…

 

Płomyczek w dzisiejszych pomarańczowych twarzach symbolizuje zmarłe dusze i ich oczyszczenie, pokutę. Także ich ulotność, efemeryczność, piękno.

A warzywne latarnie faktycznie wymyślili Irlandczycy. Kiedyś rozświetlali rzepę, buraki, brukiew, a od paruset lat mają dostęp do tej zaoceanicznej rośliny.

 

Czyli ten cały Samhain to nasze POLSKIE zaduszki?! Bluźnisz, marny człowieku!

A odwróciłbym tego czarnego kota kościstym ogonem!

Chrześcijanie i z tym pogańskim wymysłem sobie poradzili, przenosząc (w dziewiątym wieku) Wszystkich Świętych z maja na pierwszego listopada, a sto lat później wprowadzając zaduszki. A nazwa Haloween, to prawdopodobnie skrót od „All Hallows' Eve”, czyli wigilii wszystkich świętych.

Samhain brzmi iście piekielnie, choć znaczy jedynie: koniec lata.

 

A jak to okultystyczne paskudztwo trafiło do przewspaniałych Stanów Zjednoczonych?

Wiadomo! Irlandzcy… Emigranci… Najczystsze zło… Itd. Itp.

 

***

A na poważnie, to nie taki ten „Halloweenowy” diabeł straszny, jak go w mediach rysują, a to całe pogaństwo można by bez oporów nazwać tak jakoś milej. Może rodzimowierstwem? Już widzę, jak niektórzy zadrżeli.

I dawajcie tym dzieciakom cukierasy, bo psikus Was może spotkać! A śmierć warto też czasem wziąć na wesoło.

Bo kto wie?

Może przodkowie pukają w zaduszki do naszych drzwi?

A spróbujcie nie ugościć duchów…

Wesołego Halloween wszystkim! Dzieciom pełnych torebek słodyczy!

Przodkom spokoju…

Komentarze

Mam nadzieję, że zdążyłem przed telewizyjną nagonką :) Zapraszam do lektury.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Ciekawe, kilka razy się uśmiechnąłem. Ale ja i tak nie świętuję, choć do Halloween nic a nic nie mam :) "torebek pełnych słodzyczy!" – błąd. I na samym początku masz "fejsBruka" i nie wiem, czy zamierzonego :) A tych słodyczy to nie za dużo…

Mee!

Fejsbruk, a nie tak się to nazywa? :) Dzięki

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Słodycze można sobie dawkować przecież (pół torebki na raz, a pół po godzinie):)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

a od paruset lat dorwali się do tej zaoceanicznej rośliny. – albo dorwali się paręset lat temu, albo od paruset lat mają dostęp – to tak, żeby nie było, że sie nie ma do czego przyczepić :) Miło było odświeżyć wiadomości historyczne. Koiku, gdzie wyczytałeś o tych druidach i ich trwającej dwadzieścia lat edukacji? Pytam, bo kiedyś też o tym czytałem i, cholera, nie mogę skojarzyć gdzie.  :( Z pewnością w tamtym artykule była też informacja o hierarchii społecznej, w której druidzi właśnie zajmowali chyba najwyższe miejsce.  

Sorry, taki mamy klimat.

Dokładnie, a dobrych książek o tym znalazłem w zasadzie parę. Polecam: "Mitologię Celtów" Gąssowskiego; klasyk: "Historię Irlandii" Grzybowskiego; "Celtowie. Dzieje" Daithi O Hogain czy mniej ambitny "Słownik mitologii celtyckiej" Botheroydów. Małe conieco można też znaleźć w "Kodzie druidów i sekretach Celtów" Mateli, ale chłop czasem daje się ponieść wyobraźni… ;) Dzięki, Sethraelu.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Dzięki również. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Sam słownik pewnie wystarczy by znaleźć większość z tych druidzikich "ciekawostek". Albo jedna z wybranych pozycji :) Dzięki za poświęcony czas.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

*(W gwoli ścisłości: --->  ? w gwoli?

Sorki za w :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Zresztą cały zwrot wywaliłem. Dzięki za przeczytanie :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

NMZC, interesujący felieton, to ja dziękuję.

Bardzo ciekawy i rzeczowy tekst. Brawo! A w kwestii doszukiwania się wszędzie diabła i satanizmu, zachęcam do lektury mojego wstępniaka do listopadowej "Nowej Fantastyki". Akurat tak się złożyło, że wstrzeliłem się w temat. ;)

A i piórko się należy – za walory edukacyjne podane w bardzo sympatycznej formie. :)

O, Koik znowy opiókowany!  Wiesz, tak sobie pomyślałam, że z tych piórek to już udałoby się chyba złożyć przynajmniej jedno skrzydło albo ogon :-) Gratulacje!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawy tekst, wreszcie można sobie poskładać  ciąg przyczynowo-skutkowy wyjaśniający  genezę Halloween. Moja żona, praktykująca na poważnie katoliczka diabła tam nie widzi, nawet zadrości Amerykanom tego święta… No i piórko, koiku, gratulacje! Nie czuję się już jak odmieniec na tej pierwszej stronie publicystyki ;)

Brawo, koiku!

Mee!

Dziękuję bardzo. :) Inteligentnie powiem: łał :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Ochłonąłem :)

@Adam – dziękuję. @JeRzy – przeczytam na pewno, bo i temat ciekawy, wstrzelony i na czasie :) @Bemik – Basiu, Tobie się pewnie już w kołdrze nie mieszczą :) @Janek – moja żona również jest "praktykującą na poważnie katoliczką", a bardzo to święto lubi. A może choinki i święconki też okultyzmem nazwać? :) Wczoraj ukazała się na fejsBruku focia z dynią i tekstem "jestem chrześcijaninem. Nie obchodzę tego święta", a w jednym z komentarzy wyczytałem, że ludzi trzeba przestrzegać przed pogaństwem i okultyzmem, a Samhain to wredny Bóg Śmierci i trzeba na niego uważać. Kopytka mi odpadły, nagonka rozpoczęta, bójmy się :)

@Kózka San – merci beaucoup ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Pozornie obok tematu.   Trzy czy cztery lata temu dyskretnie obserwowałem Cyganów przy nieodległym grobie. Szklaneczki, flaszeczka, pierwsze krople na grób… Ciche rozmowy, bardzo cichy zaśpiew, praktycznie mruczando, drugi toast(?). Nikomu to nie przeszkadzało, bo nie mogło przeszkadzać – ale w końcu napatoczyła się jakaś, powiem wprost, idiotka dewotka z wiadomymi pretensjami. Tak, bójmy się. Niedoinformowanych nietolerancyjnych kretynów.   Gratki, koiku, za następne piórko.

Dziękuję, Adamie. Posumowując: My way or no way…

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Świetny tekst Koiku ;). Podaj mi swój adres to wyślę Ci piórko pocztą ;).   Mam ich trochę, może być nawet bocianie, tylko że do koperty by nie weszło ;>

Dzięki, Edwardzie, a piórko bocianowi bardziej się przyda :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

A ja wybitnie nie cierpię Halloween, aczkolwiek bynajmniej nie ze względów okultystyczno-satanistycznych. Drażni mnie marketingowa otoczka i szum wokół. Walentynek z podobnych względów nie znoszę chyba jeszcze bardziej, ku radości męża :P Ale felieton świetny :)

Dzięki, Bellatrix. Mnie też średnio Halloween kręci, ale dzieciaki to uwielbiają i w zasadzie jest to "święto" dla nich. A ja słodycze po wszystkim podkradam :) Dla ich zdrowia, oczywiście.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Ja również nie cierpię Halloween, jak i Walentynek. Nie jest to nasze, a ja konserwatywny jestem, lubię naszą tradycję i mi jakieś obce tradycje nie potrzebne – a w dodatku, tak jak Bellę, wkurza mnie "marketingowa otoczka"*.

I prawdę mówiąc, to chyba jeszcze z opinią na poważnie o tym, że to okultystyczne święto jest, to się nie spotkałem (może dałeś się wkręcić, koiku? W tamtym roku mój kolega trollował ludzi wrzucających na fejsbuka dynie itd. i mówił o okultyzmie, a tamci się z nim kłócili – ubawiłem się).

 

I poważnie, jakby mi jakieś małolaty zapukały do drzwi 1.XI, zażądały cukierków i zagroziły psikusem, to ja już bym im psikusa zrobił :) To tak, jakbym ja pojechał sobie za ocean i zaczął ludzi w śmigusa dyngusa wodą oblewać.

 

A co do felietonu, to ja celem nie jestem, ale zawsze uważałem chwyty z rodzaju „oburzą się fejsbukowiczki” za niefair. Tak czy inaczej, zawsze fajnie jest poznać obcą kulturę w wydaniu prawdziwym, a nie umarketingowionym ; )

 

*chociaż, oczywiście, mamy naszą własną marketingową otoczkę pt. kto kupi lepszy wieniec.

Wkręcić się nie dałem, szło na noże. :) A tutaj to, o czym wspominałem w komentarzach: https://www.facebook.com/Mlodzi.Chrystusowi Włącz fakty i wiadomości w Halloween, to się spotkasz. Pamiętam, jak rok temu pewien zakonnik w nich straszył, że diabeł podchodzi nas przez zabawę… Nie żartował. A fejsbukowiczki "co wrażliwsze", dodane było, i żart to przecież był, ale dzięki. Wieniec, znicz itp. ;) Dzięki, Berylu.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Włącz fakty i wiadomości w Halloween, to się spotkasz. Pamiętam, jak rok temu pewien zakonnik w nich straszył, że diabeł podchodzi nas przez zabawę… Nie żartował.

No dobra, ale ja myślałem o normalnych ludziach, nie o zakonnikach czy księżach (zajrzyj tutaj, btw :) http://www.youtube.com/watch?v=qMFCq3ynyOg). Fakty i Wiadomości kiedyś oglądałem (przy czym, koiku, ja włączyłbym je we Wszystkich Świętych, nie w Halloween ;p) i nie przypominam sobie nic takiego, ale nieważne. Zdaję sobie sprawę, że jako marginalne zjawisko takie coś istnieje. Z drugiej strony nie bardzo też mnie to obchodzi, bo ja Halloween nie trawię z innego powodu ; )   A fejsbukowiczki "co wrażliwsze", dodane było, i żart to przecież był, ale dzięki.

Tak, wiem – wszystkie nagłówki to były żarty, ale za ten ktoś mógłby się już obrazić ;p

Berylu, nie zamierzam nikogo zachęcać do Halloween, bo i mi to święto "nie leży". Pewnie jak się zna je od dziecka, samemu lata i słodycze zbiera, to człowiek się przywiązuje. Za moich czasów, gdy jeszcze mieszkałem w Polsce, nie spotkałem się z tym świętem szczerze mówiąc (w telewizji i w filmach owszem, ale nie na ulicach), ale pewnie dzisiaj zaczyna to być modne… Okultyzmem bym tego nie nazywał i tylko o to mi, tak naprawdę, w tym felietonie chodziło. A Halloween to w zasadzie przypada w zaduszki :p

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

A Halloween to w zasadzie przypada w zaduszki :p

Zaduszki to 2.11 ;p A Halloween 31.10. Obaj jesteśmy dobrzy ; p   No i gratuluję piórka, Koiku ; )

Koik, cukierkowe to Twoje Helołin ;/ Nie jestem znawcą tej mitologii, jednak wyczytałam kiedyś, że stroje nie miały służyć zabawie, tylko ochronie. Duchy przybywały do naszego świata i ludzie przebierali się, by je oszukać, żeby nie zabrały nas ze sobą.   Czytałam również, że w Samheim składano ofiary. Z plonów, ze zwierząt, oraz z ludzi. Można się było jednak wykupić. Stąd zwyczaj "dawaj albo Ci zrobimy takiego psikusa, że to będzie twój ostatni kurwa psikus ever".   Może więc jest jakiś powód, żeby ci Szkoci i Irlandczycy nie wychodzili tej nocy z domów i popijali whisky?   A samego święta nie chcę widzieć w Polsce. Może i Celtowie tu byli, ale nie zaszczepili nam Samhein. A jeśli oni tego nie zrobili, to nie powinna tego robić telewizja i wciskający nam sztuczne rzygi rynek. Nasza tradycja przeżywania jesiennych Dziadów (rzeczywiście, były i wiosenne) jest inna. Słowianie również urządzali wyżerkę na grobach. Ale już tak nie robimy. I jeśli miałabym zmieniać teraz nasze zwyczaje 1/11 to wolałabym przekąsić conieco przy grobie moich bliskich i stuknąć się kieliszkiem z ich nagrobkiem, niż kupować dynie i obcą mi zabawę w zombi.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Jak ktoś rzeźbi dynię na Wszystkich Świętych to wiedz, że Szatan już się nim interesuje ;p

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

A w ogole to nie wiedziałam, że tu też można dostać piórko! Gratuluję, gratuluję.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Dzięki, Berylu i Marto. Ja z mitologii chrześcijańskiej kiepski jestem :)   Zgadzam się z Wami i z tym "zaszczepianiem", ale lanie wody święconej na głowy tych, co chcą się w to bawić, to byłaby przesada;) O ofiarach z ludzi i zwierząt w Samhain nie słyszałem, ale zaintrygowałaś mnie, poszukam sobie. Jeszcze dodam, że w Irlandii, przynajmniej w mieście, w którym mieszkam, nie trzeba brać w tym udziału. Wystarczy nie dokorować domu i nikt Ci nie zapuka, sprawdzałem, jak jeszcze dzieci nie miałem… :) Jeśli oświetlisz i udekorujesz, to znaczy, że jesteś do zabawy chętny.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Znalazłem!W Lebor  Gabala Erenn (coś w rodzaju pieśni; mitu; na wpół fantasy): "składanie ofiar przez całą społeczność." W pierwszej z ksiąg są dwie wersje tego "składania". Pierwsza: Galowie składali bożkowi Crom Cruachowi jedną trzecią swoich dochodów z mleka, miodu i zboża, aby zapewnić sobie dostatek w przyszłym roku. – BTW ten typek "boski", to pochodzi z "Równiny Strącania"… W drugiej księdze Nemedowie zmuszeni są podczas Samhain oddać  Fomorom (tacy półbogowie, półolbrzymi o magicznych mocach; strasznie lubię opowieści o nich, a najbardziej o Balorze – ich przywódcy)dwie trzecie zebranego zboża i mleka, a do tego własne dzieci… Szczegóły również we wspomnianych wcześniej książkach. Dzięki, Marto raz jeszcze.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Aha! Czyli Koikowi nie można ufać – wiedziałem.

To jak z odchylonym małym paluszkiem u francuskich kurtyzan – jakiś znak musi być, żeby było wiadomo, że jesteśmy chętni :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

@Beryl – Koik jaki jest – każdy widzi ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

A Bemik mistrzynią porównań! ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Celtowie przybyli z pogranicza Europy i Azji (należą do grupy ludów określanych mianem „indoeuropejskich” – nazywanych tak z racji mówienia dialektami prajęzyka pochodzącego z tamtych rejonów; z nich rozwinęły się osobne języki, takie jak na przykład: słowiański i bałtycki!)

Niepotrzebny cudzysłów – to szeroko przyjmowana i akceptowana w nauce nazwa. Pomijając tutaj niepewną kwestię tego, skąd się praindoeuropejczycy wzięli, chciałem Ci zwrócić uwagę, że popełniłeś błąd merytoryczny. Celtowie jako osobna grupa wyodrębili się na terytorium dzisiejszej Austrii/południowych Niemiec. Mówienie o Celtach jako ogólnie o Indoeuropejczykach jest pomyłką. Chyba się przyjrzę baczniej temu Twojemu artykułowi ; )

Celtowie pochodzą od grupy ludów określanych mianem „indoeuropejskich” , a cytat z "Mitologii Celtów": "spory na temat pochodzenia Celtów zajęły już wiele tomów, ale udało się uzgodnić, że wywodzą się z plemion zamieszkującychEuropę w epoce brązu i wcześniej, jeszcze w epoce kamiennej. Ustalono także poszczególne etapy rozwoju celtyckiej cywilizacji, wynikające z technicznych, społecznych, politycznych i kulturowych zmian" (wiadomo: wprowadzenie żelaza jako surowaca ok800 r. p.n.e.; BTW w Irlandii przykładowo jakies 200 lat później), pokazuje, że jest to wciąż interesująca kwestia i materiał na ciekawą i długą dyskusję. "Nie możemy z całą pewnościę powiedzieć, skąd przybyli Celtowie… Udaje się nam śledzić ich przeszłość niekiedy wgłąb czasówpoprzedzających pojawienie się pierwszych źródeł pisanych. W pewnym momencie wątyła nić się urywa…." – to tak na marginesie, że i historycy się wykłócają :) Wiemy przecież, że Celtowie wchodzą w skład wielkiej rodziny ludów mówiących językami indoeuropejskimi (czyli: Hetyci, Grecy, Rzymianie, Scytowie, Persowie, Ariowie; też ludy germańskie i słowiańskie, łącznie z polskim)… Czyli przybyli według wielu źródeł  (kwestia też pewnie sporna, o czym pisałeś) z pogranicza Europy i Azji, choć pewnie, że nikt ich wtedy Celtami nie nazywał, a Koik uprościł przekaz. Nie nazywam ich ogólnie Indoeuropejczykami – uważam, że odwracasz kota ogonem – mówię o ich korzeniach, choć pewnie powinienem napisać o tym mniej skrótowo (dla pełnej jasności), nie użyć nazwy Celtowie, albo owe korzenie dodać i tu mój błąd :) "Z chwilą, kiedy ludy indoeuropejskie pojawiły się na starożytnej widowni dziejowej, rozeszły się po ogromnych przestrzeniach Eurazji od brzegów Oceanu Atlantyckiego po środkową Azję i Półwysep Indyjski. Zachodnią część tego obszaru zasiedlali Celtowie." – znów ciut o tych korzeniach z Dziejów Celtów. Z całą pewnością, Berylu, pierwsze udokumentowane siedziby Celtów (groby kurhanowe z drewnianą komorą wewnątrz) znajdowały się u podnóża północnych stoków Alp (aż po ziemie czeskie na wschodzie). I już ich nazywano Keltoi – Grecy tak ich nazywali; lub z łaciny Galli/ Gallatae – mówimy o czasach od IX wieku p.n.e do mniej więcej VI. Później błyskawiczna ekspansja, o czym pewnie wiesz. "Celtowie przybyli z pogranicza Europy i Azji" jest uproszczeniem, ale nie uważam, że jest błędem. Można je i rozwinąć do szerokiego artykułu :) (na początku tego felietonu masz również fragment mówiący i o tym: "Celtowie, zwani przez Greków Keltoi (obcy), dwa i pół tysiąca lat temu pozwolili sobie zasiedlić większą część Europy i to niekoniecznie przy użyciu miecza. Na ich liczne, niezjednoczone królestwa natknąć można się było od Irlandii po północne Włochy – w pionie (ruszyli nawet na podbój Grecji i całkiem dobrze im to szło) – i od Portugalii po turecką Ankarę – w poziomie. Ich korzenie sięgają plemion, które zamieszkiwały nasz kontynent w epoce brązu, a nawet wcześniej – w epoce kamiennej.)."

Powyżej jest typowo o Celtach, zgodnie również z tym, o czym pisałeś. A fragment, który zacytowałeś, jest odpowiedzią na pytanie zadane w felietonie: "Gdzie to piekło, z którego uciekli?" Odpowiedziałem o ich przybyciu, o ich przodkach, początkach – fakt, że żartobliwie i skrótowo – za co Cię, Berylu, przepraszam. Zaczęło się wszystko na wschodzie, a wyodrębnili się "na terytorium dzisiejszej Austrii/południowych Niemiec." Jest to niefortunnie przeze mnie określone, bo i nie pisałem tutaj pracy magisterskiej, ale takie były (znów pomijając historyków spory) te Celtów szczęśliwie początki. :)  Pozdrawiam Cię i dziękuję za wskazywanie potknięć :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

No i, niestety, czas na edycję mi się skończył i nie zdążę doprecyzować tamtego zdania. :/

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Tekst trafi jeszcze w jedno miejsce (nie mogę reklamować i nie chodzi tu o kokieterię) i tam będzie doprecyzowanym. Dzięki, Berylu, bo faktycznie pare dodatkowych słów robi różnicę, a żart – ten kontrast między zgniłym zachodem, a wschodem – nie traci na sile :). A przy okazji dałeś mi sporo do myślenia (no i sobie myślę). Muszę nauczyć się jeszcze wyważać proporcje pomiędzy czysto naukową "częścią" tekstu, a jego "rozrywkową" otoczką i pilnować, by nie było w nim niedomówień. W publikacjach naukowych zawsze byłem zbyt poetycki, za to do bólu szczegółowy, a w paranaukowych znowu zbytnio oszczędzam czytelnika :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Jako osoba, mająca na punkcie Celtów fioła (delikatnie mówiąc) – niewiele się dowiedziałam, aczkolwiek samo wykonanie, pomysł i przede wszystkim – walory edukacyjne, czynią tekst naprawdę ciekawym. Kilka, wymienionych niedociągnięć jest, samych mitów też jest więcej, niż chociażby słowiańskich, ale naprawdę podobało mi się. No i jestem pod wrażeniem:). Piórko dalece zasłużone.

Dziękuję, MałaWiedźmo92. Mitów jest faktycznie sporo, ale ile przepadło? – O to jest pytanie :) Pozdrawiam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Wczoraj pogaworzyłem sobie z sąsiadem – mądra irlandzka głowa -  poszperaliśmy w paru jego książkach, by parę ciekawostek kolejnych dla Was wyciągnąć i mgłę sztuczną rozwiać, hel przepędzić. Szukaliśmy tej strasznej genezy o "trick or treat", o której pisała Marta, ale znaleźliśmy jeno, że zwyczaj ten wziął się ze średniowiecza, z 1 listopada, gdy biedni szli od domu do domu (tak zwany souling) i prosili o jedzenie w zamin za modlitwę za zmarłych). Pewnie wzięło się to jednak z czegoś pogańskiego, z czegoś wcześniej, przed X wiekiem, bo kościół ot tak sobie, by tego nie wprowadził, BTW. Szperać będę dalej. W Szkocji znowu popularny był Guising, gdzie dzieci chodziły i prosiły o łakocie w zamian za sztuczki. Cała popularność tego zwyczaju (Halloweenowego) to bum z poprzedniego stulecia, gdzieś tak od lat trzydziestych. Strasznie mnie Marta zaintrygowała i będę szukać dalej, bo ta mroczność mnie kręci. :)

 

Pogadaliśmy jeszcze sobie o tych straszydłach, co to w noc Samhainową wyłażą. Paul opowiedział mi, że (jego słowa) Irlandczycy nie bali się i nie boją dusz przodków, które szanują itp., ale Tamtego Świata, a konkretnie tego, co może stamtąd wyleźć… O potworach opowiada się im od dziecka: o Ellenie Ognistym (Marta czytała jedno moje opowiadanie o nim, to zapewni, że straszna to, trzygłowa i ziejąca ogniem bestia):); o ptaku, który oddechem trującym okolicę… zatruwał (paskudne powtórzonko), przez co opadniętych owoców po Halloween nie powinno się jeść; o demonach skrzydlatych (Sheevra i inne paskudy), o wiedźmach z legend (Sheen, Badb Catha zwana Morrigan itp.). Później powiedział jeszcze coś od siebie, w ramach żartu, ale spodobało mi się to zdanie, to przytaczam: Wiatr u nas bez odpoczynku wieje, deszcze leją, wszędzie wokoło szum i świst, a do tego domy rozrzucone po okolicy (poza Dublinem ludziska głównie po wioskach mieszkali), noce pełne gwiazd, mgieł i chłodu, to i wyobraźnia, szczególnie po whiskey, pracuje. I coś w tym musiało być. Nawet dziś czuć ten mistycyzm, a wystarczy wspomnieć, że jeszcze trzydzieści lat temu oficjalnie podawano 146 rodzin związanych z Banshee (płaczliwa kobieta w wypłowiałych szatach, która zwiastuje śmierć kogoś z rodu jękiem paskudnym; strasznie szpetna i nieszczęśliwa). Dzisiaj nikt się nie przyzna do wiary w Leprekony czy Banshee, ale jakby tak ich porządnie wypytać, szczególnie gdzieś w okolicach Connemary… :) I jeszcze niusy dla Setha: Mamy generalnie trzy wizerunki druida:) jeden romantyczny – starzec długobrody; drugi tajemniczy – mędrzec o magicznych zdolnościach i trzeci wykreowany przez media – czarodziej, paraGandalf :) A sam Juliusz Cezar zaliczył ich do grona "godnych siebie partnerów" (mowa tu o niejakim Diviciusie), traktując ich jako mędrców. Ich status społeczny był, delikatnie mówiąc, wysoki. Przewodnicy religijni, polityczni; ich sądy były niepowtarzalne; mogli wykluczyć kogoś nawet ze społeczności, a to była najsurowsza z kar. Mamy też trzy klasy (hierarchizacja) druidów: bardowie (i nie takie tam pitu pitu ze znanych nam książek fantasy, tylko goście od modłów i pieśni), Watowie (Vatowi ewentualnie or Waci – Vates; później nazywani Fili, ale to juz czasy mniejszych wpływów druidów) – ci od wróżb  i ulubionych przez Martę ofiar…., a na koniec druidzi jako tacy; najwyżsi rangą, niezbędni w obrzędach. Rzymianie patrzyli na nich, na ceremonie, którymi przewodniczyli i dodawali sobie własne przemyślenia. Magikami, czarnoksiężnikami druidów nazwali, a jak biedny Pliniusz Starszy zobaczył jednego z nich na dębie, (złotym sierpem ścinającego gałązki jemioły), to juz po wszystkim było i z mędrców mamy to, co mamy :) A druid, w wolnym tłumaczeniu, to ten, co najdalej widzi. Następca Króla. Ponoć druidzi nawet zajmowali się handlem złotem (wydobywanym z Irlandii; z Wicklow-Mountains), to ich Juliusz Cezar mógł faktycznie polubić… Znalazłem też wzmiankę – ukłon kolejny w stronę Marty – o ofiarze, którą złożono, by Rzymianie nigdy nie weszli do Irlandii (i nie weszli, BTW…). Młody arystokrata (dobrowolnie ponoć) przyjął trzy silne ciosy: toporem na cześć Taranisa, dla Esusa przecięto mu tętnicę szyjną, a topienie w bagnie (w sumie nie cios) dla TEUTATESA – na Teutatesa! ;) (makabryczne, a nie wesołe – przepraszam…) Nie znaleziono żadnych "znaków obrony", a młodzieniec ten prawdopodobnie był związany ze szkołą druidów. NO, a na sam koniec, trochę o "żywym słowie", czyli już jednak klasycznej bajce, w którą wierzono. Uważano, że druidzi (przy użyciu złośliwych rymowanek) mogli wywołać śmierć zwierzęcia, a nawet człowieka, kontrolować pogodę itp. Podsumowując: Nauczyciele, pośrednicy pomiędzy ludźmi, a Bogami, filozofowie :) Pozdrawiam, w nadziei, że nie zanudziłem :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

ulubionych przez Martę ofiar – tak, wiesz, co lubię ;)   Bardzo ciekawe to, co piszesz. Myślę, że składanie ofiarz ludzi w czasach przedchrześcijańskich jest prawdopodobne. Wszak nawet chrześcijański Bóg polecił złożyć Abrahamowi ofiarę z Izaaka i ten jakoś nie oburzyła się: "Panie! Z ludzi to nikt nie składa!" ;) Na Teuta… znaczy – na Welesa! Jak się jeszcze czegoś dowiesz to pisz.  

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Będę relacjonował :) Dzięki :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Koiku, satysfakcjonuje mnie Twoja odpowiedź – bo raz, że się ze mną zgadasz (chociaż nie dało się inaczej ;p), a dwa, że widzę, że wiedziałeś o czym pisałeś, jeno przez skróty nie potrafiłeś tego przekazać. Wiesz, ja rozumiem, że to żartobliwe, ale pamiętaj, że jeżeli ktoś na temacie się nie zna, bo nigdy nie zgłębiał, to Ci uwierzy – a wynikało z tego, co wynikało (w ten sam sposób ja np. mógłbym zapamiętać coś błędnie o kulturze celtyckiej, którą specjalnie jako taką się bardziej niż powierzchownie nie interesowałem).

Cieszę się, że mogłem pomóc – wiem, że boisz się wysyłać do mnie teksty, ale może Ci przejdzie ;p

Nie boję się, tylko jestem przrażony – parafrazując Kinga :) A z chęcią podeślę jedno opowiadanko, ale jak je dopracuję, OKi?

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Czemu nie :)

No to tak ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

@KrajeMarta – naszła mnie taka refleksja przy zabawie z dziećmi (klasyczne budowanie wieży z drewanianych klocków – czymś, co dzieci używały do zabawy przed tymi plastikowymi). Tata buduje wieżę (zagrodę, zamek itp.), a dzieciu sru – jak tornado moje wysiłki niweczą. I taka mi się analogia do tych ofiar w łepetynie pojawiła, która pasuje bardziej do wierzeń monoteistycznych (lub paramonoteistycznych;) – bo tam, gdzie Bogów wielu, to jasna sprawa, że trzeba się jakimś (jakiemuś) podlizać – że ten kolo (on, ona lub ono) niekoniecznie musiałby się cieszyć, że mu ktoś stworzonka "ciuka", czyli te klocki jego rozwala. Chyba, że z nami jest jak z dziećmi, którym trzeba pozwolić trochę się pobawić…? ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Koik, ale dzieci wyszły z waszej zabawy bez szwanku? ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Tak, ale klocki obdrapane, poobijane… ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Koik złożył je w ofierze matematyczce na 45 minut.

:)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Niusy dla Setha przeczytane z zainteresowaniem. Czekam na więcej, dzięki :)

Sorry, taki mamy klimat.

No proszę, Koik wylądował na fanpejdżu NF :)

Widzałem i już się boję ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Będę bezlitosny! Zgadzam się z tym:

 

Karolina Nem Cisowska

Mnie trochę mrozi forma artykułu – przypomina bardziej nastoletni blog buntowniczego nerda wśród normalsów niż profesjonalną publicystykę. Ale może to jakaś konwencja, której nie znam.

 

:D

Sympatyczne. Odmłodziła mnie pani Karolina ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Jak się kiedyś beryl z jakąś złośliwością nie zgodzi, to chyba piekło zamarznie, a Anet przezna, że jej się jakieś opowiadanie nie podobało ;p

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Prawdę mówiąc, to artykuł pokazuje dobitnie, że chrześcijanie jak najbardziej mają prawo nazywać Halloween świętem satanistycznym i okultystycznym.   "Po okolicy kręciły się elfy i nimfy – w te dwa określenia wrzucano w zasadzie wszystkie magiczne stworzenia" Nimfa to chyba akurat nie celtyckie określenie. "Wczoraj ukazała się na fejsBruku focia z dynią i tekstem "jestem chrześcijaninem. Nie obchodzę tego święta", a w jednym z komentarzy wyczytałem, że ludzi trzeba przestrzegać przed pogaństwem i okultyzmem" Jeden chrześcijanin chce uświadomić innym chrześcijanom, że jeśli będą coś robić, to sprzeniewierzą się swojej własnej religii. Zgroza i mroki średniowiecza. "moja żona również jest "praktykującą na poważnie katoliczką", a bardzo to święto lubi." Ciekawy przypadek – na poważnie praktykująca, ale na poważnie nie wierząca. "A może choinki i święconki też okultyzmem nazwać? :)" Tym obyczajom nadano chrześcijańską treść, Halloween. "I tylko młodzież, klasycznie durna i jurna, nie boi się zła i chodzi po dwóch światach w przebraniach, strasząc się wzajemnie z demonami i świętując." Też jestem oburzony, że jakiś głupi katol święto, w czasie którego młodzież zabawia się z demonami określa jako "okultystyczne i satanistyczne" :D   "Kobiety miały prawo do dziedziczenia majątków, mogły posiadać stada, chwytać za miecz, były przez mężczyzn kochane, szanowane i wielbione, o czym świadczy charakterystyczna dla nich równowaga w ilości męskich i żeńskich bóstw." 1. Argument trochę z d. wzięty, bo nie widzę związku pomiędzy "Celtowie szanowali kobiety" a "wymyślone przez Celtów święto nie zasługuje na krytykę". 2. Końcówka w ogóle bo bez sensu, bo podobną równowagę można zaobserwować chyba w każdym panteonie. A to, jakiej płci się bóstwa czci nijak nie musi wpływać na pozycję kobiety w społeczeństwie. Ateńczycy największą czcią otaczali Atenę, w japońskim szinto centralne bóstwo (o ile się już próbuje takie wskazać) jest kobietą i co z tego wynika? To jakby twierdzić, że silny kult maryjny w średniowieczu to dowód na wysoką pozycję kobiet w ówczesnym społeczeństwie. "Wszystkie klątwy chroniące Tamten Świat* przed oczami żywych tracą moc i można sobie do woli gaworzyć z przodkami, zarówno tymi w ciele jak i w duszy." Próby bezpośredniego kontaktowania się ze zmarłymi to z punktu widzenia nauki katolickiej jak najbardziej okultyzm. "Najstarsi Irlandczycy wystawiają przed drzwi jedzenie i picie, a sami wcześnie kładą się spać. Dom musi być czysty, nie może palić się żaden ogień, a gdy usłyszysz za sobą czyjeś kroki, to nie odwracaj się, bo dołączysz do świata umarłych." Składanie ofiar demonom i upiorom w żaden sposób nie sprzeniewierza się zasadom wiary chrześcijańskiej, nieprawdaż?  

"Tym obyczajom nadano chrześcijańską treść, Halloween." Powinno być "Halloween nie".

Dzieki, Gedeonie.

Poruszyles pare ciekawych tematów; pare nieciekawych równiez :); ale niestety znajdé pare chwil dopiero jutro, by Ci odpisac i mam nadzieje, ze (po pierwsze) zajrzysz tu jutro i (po drugie) uda sie nam troche tutaj poczatowac – kulturalnie, oczywiscie. Przepraszam za brak czasu i polskich znaków (niektórych). Pozdrawiam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Gedeonie, napisałem bardzo długi post i go wcięło… Wylogowało mnie i wyczyściło okienko. Strasznie to irytujące, BTW :/ Będę bardziej skrótowy tym razem, niestety:/ Zacznijmy od nimf. "W mitologii irlandzkiej prócz ludzi i bogów, pojawiają się postaci, których nie można określić jednym słowem. Przeważnie przypominają one greckie nimfy lub germańskie elfy9męskie z nich)" – za Botheroydami i nie tylko. Przyjęto więc to nazewnictwo dla uproszczenia (choć w tym worku szamocą się i wiedźmy i wróżki…). Poza tym przyjęto te nazwy powszechnie (nawet anglojęzyczne punlikacje mówią o nymphs), choć ani one greckie, ani rzymskie ;) Później napisałem Ci, Gedeonie, bardzo długi fragment o tej równowadze bóstw i podejściu Celtów do kobiet (wraz z cytatami z paru książek; przykładowo: Grzybowski i Gąssowski o tym piszą – o tym, że kobiety majętne były często ponad małżonkami, dziedziczyły, dopuszczalny był konkubinat i rozwody itp.). Za to Daithi O Hogain i Botheroydowie pisali o wspomnianej w felietonie analogii pomiędzy stosunkiem mężczyzn do kobiet, a równowagą (zaskakującą) bóstw (ale też i tych magicznych stworów: czyli nimfy vs elfy). jak poprosisz o te cytaty, to je znowu wyszukam, ale liczę na twoją litościwość… :)Błagam :) I z historykami tymi można się zgadzać lub nie, oczywiście. Dla mnie to nadinterpretacją nie jest, bo kult pierwiastka żeńskiego, o którym wspominasz, to temat na osobny artykuł – myślę, że się ze mną zgodzisz. A czy argument z d. wzięty czy z książek, to też kazdemu zostawiam do oceny. ""A może choinki i święconki też okultyzmem nazwać? :)"

Tym obyczajom nadano chrześcijańską treść, Halloween nie. " – to piłeczka nie do mnie, ale ją odbiję, byc może na aut. Napisałem Ci o tym, że o pochodzeniu choinki można się też różnych ciekawostek naczytać (ludy germańskie; Odyn wieszający się na drzewu mądrości – Yggardzie bodajże – i wierni wieszający ofiary z ludzi na drzewach ku jego czci – stąd nasze bombki…) i często jest to właśnie tak naciągane, jak to, co w nawiasie (miecz obosiecznym bywa; z drugiej strony siatki zdarzają się stwierdzenia w stylu: Samhain to pogański Bóg śmierci, a święto Halloween jest świętem satanistów; diabeł kryje się w Hello Kitty i dyniach i przez zabawę do nas próbuje się dostać). Z czymś takim (w obu przypadkach) się nie zgadzam i szykuję również artykuł o symbolice Świąt Bożego Narodzenia, gdzie psów okultystycznych  wieszać na nich nie zamierzam (z tym okultyzmem to też BTW temat rzeka, ale ja nie zamierzam o tym pisać; nie moja to bajka i to zdecydowanie). Poza tym myślę, że wiara (religia; światopoglądy) są intymną sprawą kazdego z nas  i obrażanie czyjejś żony do kultury dyskusji nijak się nie ma, ale rozumiem, że martwisz się o jej dobro :) A kto z Was jest lepszym katolikiem zadecydują pewnie na górze. Ja kciuki za Was oboje trzymam. I raz jeszcze nie dziw się, że Cię ktoś od hipokrytów czasem (z tą choinką czy święconką) wyzwie (krzyczysz głośno, to echo się od ścian odbija – że się tak poetycko wypowiem:) Samo Halloween tez nabrało przecież innych treści i szafowanie słowami nasiąkniętymi i przesiąkniętymi pejoratywnym znaczeniem (pogaństwo, demony, ofiary, diabeł, rytuał) jest lekkim nadużyciem (kulturowo do celebrowania czyjejś śmierci na wesoło jest nam daleko jak stąd do wieczności i sam przyznałem, że ja się nie jestem w stanie do tego święta przekonać; inna sprawa, że zabobonnych i katolickich przecież Irlandczyków rozumiem i od diabłów nie wyzywam). Strasznie wyrozumiały lub naiwny ze mnie typ. Być może. A swoją drogą sukces chrześcijaństwa opiera się w dużej mierze na tej plastyczności, o której i Ty napisałeś ("Tym obyczajom nadano chrześcijańską treść"), w Irlandii wykazywali się chyba największą plastycznością (przemianowywanie herosów na świętych itp). Gdyby człek chciał być takim ortodoksem z biczem w ręku, to i znicza pewnie nie mógłby zapalić…To "łagodnienie" wyznań jest zresztą częścią religijnych ewolucji (zlepek iście diabelski), o której też może kiedyś ktoś coś ciekawego napisze. Rozumiem jednak Twoje niepokoje i z ciekawością przeczytałem Twoje posty i podumałem sobie nad nimi. Kazdy patrzy na wszystko przez pryzmat własnych wierzeń, poglądów itp. Ja nie jestem religijny i mitologię celtycką wrzucam do tego samego worka co chrześcijańską (nie chodzi mi o brak zainteresowania ani tym bardziej szacunku). Z mojego punktu widzenia wygląda to po prostu inaczej. Zrozum to proszę. A Irlandczycy nie bali się demonów (ja użyłbym w ogóle innego  słowa: stworów, a dokładnie jednego, góra dwóch – mam na myśli Ellena Ognistego i jego legendę). Bali się przypadkowego wejścia do Zaświatów, czyli śmierci. Bali się nieszczęść. A młodzież odważną byc przecież musi! (durną i jurną, jak ja to średnio inteligentnie napisałem…) Gedeonie, przepraszam Cie za skrótowość tego posta, ale ręce mi dosłownie opadły po stracie tego całego tekstu, który dla Ciebie przez pół godziny przyszykowałem:/ Mam nadzieję, że Cię nie obraziłem żadnym ze stwierdzeń czy żartów (słowo napisane ma większą moc, bo i mimika i gestykulacja z usmiechami odpada); jeśli tak, to przepraszam, nie miałem takiego zamiaru. A krytykować Halloween jak najbardziej można i wypada. Byle tak, jak Ty to robisz – z głową. Ja skupiłem się na bardzo skrótowym rysie historycznym, w dodatku w tym parazabawnym stylu, który tez może drażnić, ale raz jeszcze dodam, że jie zamierzałem nikogo obrażać ani dysput teologicznych zaczynać.

Ten, co kroi dynie jest lepszy czy gorszy od tego, który się biczuje (lub dyni nie kroi)? Nie wiem, nie mi oceniać. Nie jestem też na tyle naiwny, by twierdzić, że każdy z nas jest równy (kazdy z nas ma jednak inny system wartości; inaczej się na niemal wszystko zapatruje IMO). Katolik polski lepszy od irlandzkiego? Katolik od poganina? Celt od germana? Ja od Ciebie? – takie pytania to nie moja bajka.Nie wiem, czy w ogóle jest sens je zadawać, ale sens pisania o swoich poglądach jest jak najbardziej… sensowny ;) Pozdrawiam Cię serdecznie i raz jeszcze dziękuję za ciekawy post i poświęcony czas. Pewnie coś pominąłem z początkowych założeń, ale jakby co, to się zawsze jeszcze można poglądami wymienić. Po stronie okultyzmu nie stoję. Po stronie sporów religijnych i manipulacji jakichkolwiek też. Nie czuję się też kompetentny do tego typu potyczek, pomijając ich brak IMO sensu. I nie zrozum mnie źle – uważam, że to co napisałeś jest jak najbardziej słuszne i pokazuje Twój punkt widzenia (i nie tylko Twój) na to święto; na mniej lub bardziej chlubną dla niektórych przeszłość. Czy miejscami przesadzasz czy nie, to też inna para okultystycznych czy demagogicznych kaloszy. To Twoja wiara i tak się na wszystko zapatrujesz. Ja cieszę się, że do tych ciosów poniżej pasa nie sięgasz :) Dla mnie wszystko wygląda trochę inaczej, ale to dla mnie. Mogę się przecież mylić.Jak najbardziej dopuszczam taką możliwość. I różnimy się, a pogadać się da, co też cieszy. Raz jeszcze przepraszam, jak gdzieś Cie uraziłem.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Koiku, Ty się chyba niedługo z tych tematów doktoryzować będziesz mógł!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Musiałbym to jakoś z grzybami, z biologią, połączyć. :) Przykładowo: "Macromycetes świetlistych dąbrów na tle Nowego Druidyzmu." Albo: "Psilocybina i muskaryna w okultyźmie". :) Da się, ale głowa już nie ta ;) Do artykułu bożonarodzeniowego przyłożyłem się bardzo solidnie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Sam się przy okazji sporo dowiedziałem i pewnie jeszcze się dowiem. Pozdrawiam weekendowo!

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

"Później napisałem Ci, Gedeonie, bardzo długi fragment o tej równowadze bóstw i podejściu Celtów do kobiet (wraz z cytatami z paru książek; przykładowo: Grzybowski i Gąssowski o tym piszą – o tym, że kobiety majętne były często ponad małżonkami, dziedziczyły, dopuszczalny był konkubinat i rozwody itp.). Za to Daithi O Hogain i Botheroydowie pisali o wspomnianej w felietonie analogii pomiędzy stosunkiem mężczyzn do kobiet, a równowagą (zaskakującą) bóstw (ale też i tych magicznych stworów: czyli nimfy vs elfy)." Nie czepiam się tego, czy u Celtów panowało równouprawnienie. (Notabene, np. rozwody za wolą dowolnej ze stron były znane choćby Rzymianom). Nie czepiam się też tego, że panowała u nich "równowaga" płciowa pośród bóstw. Po prostu wydaje mi się, że pomiędzy jednym a drugim nijak nie musi panować związek przyczynowo-skutkowy.   "Poza tym myślę, że wiara (religia; światopoglądy) są intymną sprawą kazdego z nas  i obrażanie czyjejś żony do kultury dyskusji nijak się nie ma, ale rozumiem, że martwisz się o jej dobro :) A kto z Was jest lepszym katolikiem zadecydują pewnie na górze. Ja kciuki za Was oboje trzymam." Nie obrażam, tylko stwierdzam fakt, że wspomniana kobieta nie jest tak prawowierną chrześcijanką, jak się jej zdaje. I nie chodzi o licytowanie się, kto jest lepszym katolikiem, ja na pewno do takich zawodów nie stanę, bo katolikiem jestem bardzo cienkim – jeśi w ogóle zasługuję na to miano. Ale jak wiem, że moje postępowanie jest sprzeczne z nauką katolicką, to nie próuję udawać, że jest inaczej. Śmieszne jest to, że niekatolicy krytykując prawowiernych katolików często powołują się na konstratujący wobec nich przykład "dobrego i ucywilozowanego katolika". Yaki dobry katolik, to katolik, który nie traktuje na poważnie swojej wiary, każde bluźnierstwo zbywa uśmiechem i machnięciem ręki, jest antyklerykałem, który non stop krytykuje KK (oczywiście dla jego dobra) – i jeszcze najlepiej, żeby w Boga nie wierzył.   "Samo Halloween tez nabrało przecież innych treści i szafowanie słowami nasiąkniętymi i przesiąkniętymi pejoratywnym znaczeniem (pogaństwo, demony, ofiary, diabeł, rytuał) jest lekkim nadużyciem (kulturowo do celebrowania czyjejś śmierci na wesoło jest nam daleko jak stąd do wieczności i sam przyznałem, że ja się nie jestem w stanie do tego święta przekonać; inna sprawa, że zabobonnych i katolickich przecież Irlandczyków rozumiem i od diabłów nie wyzywam). Strasznie wyrozumiały lub naiwny ze mnie typ. Być może." Po prostu rozbawiło mnie, że ktoś pisze artykuł w stylu "Nie powinno się twierdzić, że Halloween to święto okultystyczne i satanistyczne, zaraz wam wytłumaczę, skąd się ono wzięło. Otóż z celtyckiego święta, w czasie którego zabawiano się z demonami i wystawiano jedzenie duchom zmarłym".   "Bali się przypadkowego wejścia do Zaświatów, czyli śmierci. Bali się nieszczęść. A młodzież odważną byc przecież musi! (durną i jurną, jak ja to średnio inteligentnie napisałem…)" Z punktu widzenia chrześcijaństwa okazywanie braku strachu przed demonami poprzez wchodzenie z nimi w komitywę to jest właśnie okultyzm i satanizm.   "Ten, co kroi dynie jest lepszy czy gorszy od tego, który się biczuje (lub dyni nie kroi)?" To nie chodzi o to, kto jest lepszy. Chodzi o to zaskoczenie ze strony niekatolików, że katolicy krytykują coś, co jest ewidentnie sprzeczne  z ich wiarą i przestrzegają innych katolików przed praktykowaniem tego.   "Gdyby człek chciał być takim ortodoksem z biczem w ręku, to i znicza pewnie nie mógłby zapalić…" Np. Świadkowie Jehowy nie palą, traktując jakikolwiek przejaw kultu zmarłych jako herezję. Notabene to chyba jedyna istniejąca obecnie religia, która zażarcie odrzuca istnienie duszy nieśmiertelnej, a wiarę w jej istnienie uznaje za ciężkie bluźnierstwo.   "Samhain to pogański Bóg śmierci, a święto Halloween jest świętem satanistów; diabeł kryje się w Hello Kitty i dyniach i przez zabawę do nas próbuje się dostać" Jakiś skretyniały ksiądz coś wybełkotał o Hell-o Kitty i teraz znowu macie używanie. A to,że święto Halloween jest świętem satanistów, to fakt. Oczywiście, można argumentować, że to nie wina Celtów, że sataniści sobie zaadaptowali ich święto… Ale mnie akurat taka argumentacja nie przekonuje, bo pogaństwo to dla mnie po prostu forma nieświadomego satanizmu.   "A swoją drogą sukces chrześcijaństwa opiera się w dużej mierze na tej plastyczności, o której i Ty napisałeś ("Tym obyczajom nadano chrześcijańską treść"), w Irlandii wykazywali się chyba największą plastycznością (przemianowywanie herosów na świętych itp). Gdyby człek chciał być takim ortodoksem z biczem w ręku, to i znicza pewnie nie mógłby zapalić…" Tyle,że chrześcijańską formą przeżywania Wszystkich Świętych jest modlitwa, zaduma i tak dalej. Skoro udało nam się zamienić pogańskie obrzędy w coś takiego, nie ma sensu teraz robić kroku w tył.   "To "łagodnienie" wyznań jest zresztą częścią religijnych ewolucji (zlepek iście diabelski), o której też może kiedyś ktoś coś ciekawego napisze." Kościół Katolicki w żaden sposób nie krytykuje teorii ewolucji (co innego prywatne zdanie jego poszczególnych przedstawicieli), więc daruj sobie.   "I raz jeszcze nie dziw się, że Cię ktoś od hipokrytów czasem (z tą choinką czy święconką) wyzwie (krzyczysz głośno, to echo się od ścian odbija – że się tak poetycko wypowiem:)" Prawdę mówiąc, to każdego roku próbuję namawiać rodzinę, żeby tym razem nie stawiać choinki. Niestety, jak do tej pory, bezskutecznie. Tym niemniej w moim własnym domu choinka nigdy nie stanie. Święconka spoko, bo się rzecz odbywa w kościele, z udziałem licencjonowanego funkcjonariusza KK i z użyciem wody święconej zgodnej ze standardami.  

Dzięki raz jeszcze i daruję sobie :) Pozdrawiam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

pogaństwo to dla mnie po prostu forma nieświadomego satanizmu.– poganie nie wierzą w Boga ani w Szatana. mają swoich. A jeśli nie wierzą w Szatana to jak mogą być nieświadomymi satanistami? Rozumiem, że buddyzm to również nieświadomy statnizm.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

To tam coś też o moją żonę poszło? Tę, która jutro pójdzie jutro na mszę do kościoła, tę która odbębnia całe Triduum Paschalne, co miesiąc Oremusa kupuje, przed snem czyta Żywoty Świętych? No i wierzy na poważnie i na dodatek lubi Cejrowskiego, skandal! Napisałem, że lubi Halloween, może powinienem napisac, że ją raczej ciekawi to święto? Nieważne – napisać "Ciekawy przypadek – na poważnie praktykująca, ale na poważnie nie wierząca", to ją obrazić. Nieładnie, wyrokujący Gedeonie, winniśmy się pojedynkować, ale ja za bardzo popieprzony jestem i zamiast się pojedynkowac odpierdzieliłbym jakiś kosmiczny performance. Shit, stop, bo jeszcze Czubego w to wkręcę! A Czubego żal na jakieś kato-weenowe  krucjaty. No, rzekłem!

Myślę, że będziemy się zawsze rozmijać (ja z Gedeonem) z dwóch powodów. Cieszę się, że porozmawialiśmy. Pierwszy to… semantyka? Zanim byśmy ustalili znaczenie pewnych pojęć, to pewnie lata by minęły (granice, w których byśmy oboje mogli się nimi posłużyć lub przynajmniej zrozumieć wzajemne do nich podejście). Każdy z nas dwojga inaczej postrzega takie słowa jak: okultyzm, pogaństwo, satanizm, rytuał, demon itp. I pewnie lepiej jest to tak zostawić – każdy z nas postrzega je "po swojemu" z drugiego powodu, czyli pryzmatu przez jaki na nie patrzy. I każdy ma swoje racje, dlatego ta siatka chyba będzie przed nami wisieć, ale ja akurat lubię to, że można się różnić przez to chyba mniej nerwowo (ale to też kwestia tego pryzmatu, przez który patrzymy) reaguję. Nie ma się co pojedynkować, a i Czubego bym zostawił. W sam okultyzm można wcisnąć wiele i w tym przypadku Gedeon bedzie miał zawsze rację (bo i wróżbiarstwo z horoskopami i judaizm z buddyzmem i islamem, a i tam, gdzie demon się pojawi – którego też możemy zdefiniować jako coś nieludzkiego, ale i nieboskiego, za to złośliwego, złego i "magicznego"). A czy pogaństwo jest czymś złyzm, co zostawiliśmy szczęśliwie za sobą, to kolejny temat rzeka, a kroki, które postawiliśmy zostawiły na ziemi parę krwawych śladów… Dla ludzi bez tego pryzmatu drugiego (mam na mysli mnie, czyli niewierzącego, niewiernego itp.), o którym mówiłem wcześniej (nie lepszych czy gorszych – innych… – porzucając wszystkie pryzmaty) okultyzm ma trochę więcej odcieni (raczej też trzymałbym się przy szarościach i czerniach), pogaństwo nie jest od razu złem i bratem okultyzmu, tylko w pewnym stopniu naszą historią, a i o pewnych wierzeniach warto wg mnie poczytać. Wierzenia nie są dla mnie oparte na faktach, co też warto podkreślić. Ale szanuję je i wiarę każdego człowieka, nawet sprzed tysiącleci. I nie łapać proszę za słowa; szanuję nie znaczy popieram. Imagine no religion… ma w sobie i dla mnie swój urok… Szacunek do przyrody i podejście do śmierci u Celtów nie zasługują IMO na potepienie, ale z punktu widzenia religii katolickiej zasługiwać będą – i ja to rozumiem, nie robię sobie żartów z Ciebie, Gedeonie ani nie próbuję pokazać, że jestem mądrzejszy (próbuję raz jeszcze uwypuklić różnice w naszym zapatrywaniu się na ten temat; różnice, których przecież nie zamierzmy przekraczać i dobrze). A  i nie odczuwamy potrzeby, by się wzajemnie zmienić, mam nadzieję, co też jest cenne. Dla mnie Halloween ma się nijak do okultyzmu w tym popularnym i powszechnym rozumieniu – sataniści, wywoływanie duchów, demonów, laleczki ze szpilkami, zło czarne i gęste jak smoła). Do okultyzmu jako wszystkiego against pierwszemu przykazaniu – ma się jak najbardziej.

A z ewolucją religii nie zrozumieliśmy się (chodziło mi o to, że doktryny ulegają z czasem zmianom, każda religia łagodnieje z czasem – wybaczcie mi to okrutne uproszczenie; ewolucjonizm i kreacjonizm – choć moja bajka – niech bedzie poza naszą rozmową). Miłej niedzieli wszystkim.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Odradzasz koiku pojedynki i takie tam? A ja już miałem nawet roboczy tytuł i zasnąłem myśląć o fabule – "Z dyńki! Czuby Aka kontra wszystko". Oj, działoby się… :)

Dawno o Czubym nie było, to bym i poczytał, ale Gedeona – pomijając parę niedociągnięć w kultularnym prowadzeniu rozmowy IMO – rozumiem. Dla mnie jednak utożsamianie okultyzmu ze złem największym, z samym diabeł, a co więcej – wycinanie dyni=zabawa z diabłem – to przesada i ciut mi polityką trąci, a tej nie trawię, nie znam się na niej i nie chce nawet nauczyć się prowadzenia tego typu dysput, bo do niczego nie prowadzą, prócz negatywnych emocji. Gedeon patrzy na coś po swojemu, a ja po swojemu i dobrze. Ja o tym z chęcią poczytam, ale wykłócać się nie zamierzam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Mmm… są takie diabły, z którymi bym się pobawiła…   A serio – to truizm, ale spory na tle religijnym są nierozwiązywalne. Mnie kręcą wierzenia i mitologie, ale z samą wiarą mam problem – rozum mi nie pozwala uwierzyć. Helloween wkurza mnie, bo to chwyt marketinogwy, który ma wyciągnąć kasę z naszych kieszeni.   Pewnie z resztą z choinką chodziło o to samo ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Koiku, a czy Ty pocztę ode mnie odebrałeś? Bo nie widzę odzewu…

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zaraz zobaczę, Basiu i odbiorę i dam znać! :) No a o choince niedługo coś wrzucę, to zobaczycie skąd ta komercjalizacja BN się wzięła :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Zrobione, Bemiku :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Sezon Burz już na finiszu, ostatnie 30 stron i powiem narazie tyle, że film byłby z tego udany…

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Kurczaki, miałem o tym w Chinie napisać… :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

"To tam coś też o moją żonę poszło? Tę, która jutro pójdzie jutro na mszę do kościoła, tę która odbębnia całe Triduum Paschalne, co miesiąc Oremusa kupuje, przed snem czyta Żywoty Świętych? No i wierzy na poważnie i na dodatek lubi Cejrowskiego, skandal! Napisałem, że lubi Halloween, może powinienem napisac, że ją raczej ciekawi to święto? Nieważne – napisać "Ciekawy przypadek – na poważnie praktykująca, ale na poważnie nie wierząca", to ją obrazić. " Tego Cejrowskiego, który na ekranie uczestniczy w pogańskich, szamańskich obrzędach? Ja też chodzę do kościoła na wszystkie święta i czytuję katoliteraturę, ale to nie czyni mnie (dobrym) katolikiem.

"A serio – to truizm, ale spory na tle religijnym są nierozwiązywalne." Zależy jakie spory. Jeśli chodzi o pytania typu "Czy jakieś bóstwo istnieje, a jeśli tak, to jakie jest" albo "która religia jest prawdziwa" to faktycznie, wszystko obraca się w sferze spekulacji, ewentualnie subiektywnych osobistych odczuć. Ale np. jeśli chodzi o spór typu "Czy pewna określona praktyka podpada pod stosowane przez religię katolicką terminy satanizmu i okultyzmu" to sprawa jest rozwiązywalna.

"Gedeon patrzy na coś po swojemu, a ja po swojemu i dobrze. Ja o tym z chęcią poczytam, ale wykłócać się nie zamierzam." Ale tu nie chodzi o punkt widzenia. Faktem jest, że z punktu widzenia katolickiego Halloween JEST okultystyczne. Co nie musi prowadzić do potępienia Halloween – bo przecież ktoś może wychodzić z założenia, że okultyzm jest spoko, a katolicyzm be. Ale udowadnianie, że nie ma sprzeczności między jednym, a drugim, to jak próba przekonania muzułmanina, że Koran nie zabrania jedzenia wieprzowiny.

"poganie nie wierzą w Boga ani w Szatana. mają swoich. A jeśli nie wierzą w Szatana to jak mogą być nieświadomymi satanistami? " Ależ ich bogowie to właśnie katolickie demony. A drugie zdanie jest bez sensu. NIEŚWIADOMY satanizm z definicji musi polegać na tym, że bytu, który czcisz błędnie nie uznajesz za Szatana. Byty, które poganie określają jako "swoich bogów" to te same, które katolicyzm uznaje za demony. Oczywiście, Ty sobie wychodzisz z założenia, że zarówno Szatan, jak i np. Odyn to byty wymyślone, więc żadnego powinowactwa między nimi nie ma, bo inni ludzie wymyślili jednego, a inni drugiego. Ale jeśli wyjdziemy z założenia, że byty duchowe faktycznie istnieją, to nie będzie niczego nielogicznego w przyjęciu dalej, że te same byty mogą występować w różnych kulturach pod różnymi imionami (i różny może być do nich stosunek). Św. Paweł mówi wprost – wszyscy bogowie pogan to demony.    "Rozumiem, że buddyzm to również nieświadomy statnizm." Taki np. w wydaniu lamaistycznym – oczywiście, bo występują w nim bóstwa=diabły.    "A czy pogaństwo jest czymś złyzm, co zostawiliśmy szczęśliwie za sobą, to kolejny temat rzeka, a kroki, które postawiliśmy zostawiły na ziemi parę krwawych śladów… " Pozostawiliśmy za sobą? Pogaństwo zdecydowanie dominuje. Także pośród tzw. katolików.

"Szacunek do przyrody i podejście do śmierci u Celtów nie zasługują IMO na potepienie, ale z punktu widzenia religii katolickiej zasługiwać będą – i ja to rozumiem, nie robię sobie żartów z Ciebie, Gedeonie ani nie próbuję pokazać, że jestem mądrzejszy (próbuję raz jeszcze uwypuklić różnice w naszym zapatrywaniu się na ten temat; różnice, których przecież nie zamierzmy przekraczać i dobrze). A  i nie odczuwamy potrzeby, by się wzajemnie zmienić, mam nadzieję, co też jest cenne. " My? Jacy my? Jeśli masz nadzieję, to jak to na ogół bywa, jest to nadzieja płonna i kompletnie nieuzasadniona. Jeśli nie próbuję Cię nawrócić, to tylko dlatego, że zdaję sobie sprawę, że nie potrafię, bo zwyczajnie za głupi jestem. A na pewno nie dlatego, żebym nie odczuwał takiej potrzeby.

Gedeonie, wiesz lepiej. Zatem należy się buziaczek w uszko. Dobranoc. 

Św. Paweł mówi wprost – wszyscy bogowie pogan to demony.  No, to jak jakiś koleszka to napisał, to ja nie mam pytań. Na mur beton jestem przekonana. Więc wszystkich innowierców powinno się zabić w ramacg dźihad, bo ktoś tam też coś tak zinterpretował. Jasne. Spoko.   Religia to jest takie bagno, że szkoda pisać. Tylu ludzi przez to zginęło, nawet tu kłócimy się dłuższy czas. Beznadzieja. Śmierć bogom!

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Wszystko z umiarme, IMO, jeżeli już chcemy sobie o religiach pogaworzyć. Myślę, że nieciekawie robi się również, gdy człowiek na wszystko zaczyna patrzeć przez pryzmat tej… dla mnie fantazji. Każda decyzja jest nią nacechowana, a osobiste preferencje schodzą na dalszy plan; są w pewnym stopniu (często całkowicie) przytlumione. Z drugiej strony wielu ludziom wiara daje siły do życia, pomaga zwalczyć strach przed śmiercią, samotność. To prawda, że trupów na sumieniu ma sporo (religia – nie tylko chrześcijaństwo), ale pewnie zawsze jakaś idea by się znalazła. Nie ta, to inna. Najsmutniej, gdy przestajemy widzieć w drugiej osobie człowieka, gdy już tylko nasze zdanie i poglądy się liczą i gdy koniecznie musimy do tego zdania innych przekonać (dla ich dobra…). Tak sobie o tym myślę.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

"Na mur beton jestem przekonana. Więc wszystkich innowierców powinno się zabić w ramacg dźihad, bo ktoś tam też coś tak zinterpretował. Jasne. Spoko. " A może nie przypisuje mi czegoś, czego nie napisałem? Pisałem czemu KATOLIK – czyli ktoś, kto w przeciwieństwie do Ciebie, czy też pogan wierzy w słuszność słów św. Pawła – nie powinien bawić się w jakiekolwiek pogańskie rytuały, bo to z definicji sprzeczne z jego wiarą. Ja np. nie jestem wegetarianinem, ale jakbym zobaczył kogoś, kto wpiernicza schabowe, ale twardo twierdzi, że jest wegetarianinem, to miałbym poczucie absurdu. "Religia to jest takie bagno, że szkoda pisać. Tylu ludzi przez to zginęło, nawet tu kłócimy się dłuższy czas. Beznadzieja. Śmierć bogom!" Fascynuje mnie, jak często ateistom zdarza się zbesztać katolika za nietolerancyjne negatywne słowa nt jakiejkolwiek religii i podać to jako dowód na to, że katole są źli… po czym samemu wyrazić pogląd, że wszystkie religie to g. Zasada Kalego żyje i zwycięża. "Wszystko z umiarme, IMO, jeżeli już chcemy sobie o religiach pogaworzyć. Myślę, że nieciekawie robi się również, gdy człowiek na wszystko zaczyna patrzeć przez pryzmat tej… dla mnie fantazji. Każda decyzja jest nią nacechowana, a osobiste preferencje schodzą na dalszy plan; są w pewnym stopniu (często całkowicie) przytlumione. " Inne postępowanie jest nielogiczne. Jeśli wierzy się, że istnieje wszechwiedząca i doskonała moralnie istota, to oczywiste, że w razie sprzeczności powinno się iść za wolą tej istoty, a nie swoją własną – bo to drugie byłoby świadomym wyborem zła. Z punktu widzenia katolicyzmu jakiekolwiek działanie sprzeczne z wolą bożą jest z automatu grzechem. Proszenie katolików o "umiar" w tej kwestii, sprowadza się do tego, o czym już pisałem – do tworzenia jakiegoś potworka "dobrego, umiarkowanego katolika", którego "umiarkowanie" sprowadza się sprzeniewierzania się własnej religii.

Generalnie chodzi o to, że powyższy tekst jest pisany trochę jakby m.in do katolików w tonie "nie macie się czego bać", przy paradoksalnie zawiera tezy, które – właśnie z katolickiego punktu widzenia – wskazują na sprzeczność tego święta z systemem wartości tej religii. I o to tylko chodzi. Nie o to, żeby palić na stosie tych, co obchodzą Halloween, tylko o to, że pomiędzy Halloween a katolicyzmem jest sprzeczność. Mamy wolność więc świętuj sobie rytuał ku czci upiorów i pogańskich diabłów zwanych "bogami", ale nie twierdź jednocześnie, że jesteś katolikiem, bo to absurd.

Ostatnio wlasnie uslyszalem tez okreslenie atol – nie o mnie BTW, ale jakos tak od tego katola pewnie sie wzielo. Rozumiem, wbrew pozorom, od samego poczatku o co Ci chodzi, Gedeonie.  Znowu rzucasz tymi slowami w stylu: upiory, poganskie diably. I znowu ten wydzwiek jest taki skrajnie mroczny, ale tak na to patrzysz; rozumiem. Ja inaczej, zrozum. Enty raz tylko powiem, ze wg mnie (patrzac moimi oczami) latka, która przypieto temu dniu jest zdecydowanie zbyt ciemna (moim zdaniem; wg mojego zapatrywania sie na te sprawy, a nie wg Twojego czy kogos innego). Dla ludzi, którzy nic o tym swiecie nie slyszeli moze sie wydawac, ze jest to wymysl satanistów i zlo najczystsze (ludzi; chwilowo bez religijnego/niereligijnego podzialu). Moze sie tez wydawac, ze to super zabawa popierana przez kosciól,; moze tez wielu w ogóle to nie obchodzic lub obchodzic szalenie. Napisalem o tym, jak to swieto wygladalo, troche o tym jak wyglada dzisiaj; dodalem pare ciekawostek z pierwszej reki od Irlandczyków; staralem sie pokazac jego geneze – przede wszystkim – i dookreslic pewne pojecia z nim zwiazane; do niego przyczepione – w naszej rozmowie bardziej, bo w samym artykule niespecjalnie jednak. Dla Ciebie Halloween to okultyzm, bo jest wbrew slowom Sw. Pawla; wbrew pierwszemu przykazaniu. Ktos inny okultyzm moze rozumiec inaczej (czyste zlo; satanizm itp.). Ktos inny zlo postrzega inaczej (niektórzy w religiach i Bogach – kazdy ma swoje racje). Wszystko rozbija sie o dobranie wspólnie dookreslonych pojec równiez. Tworzenie umiarkowanych katolików mnie nie interesuje; nie wychodzilem z takiego zalozenia piszac ten felieton/artykul. Hipokryzji tez nie znosze; temat woli wolnej czy doskonale moralnych istot tez wole pozostawic bez komentarza, bo nic madrego nie napisze – znów wszystko rozbije sie o semantyke i inne spojrzenie na temat. Zreszta, nie mam ochoty na przekonywanie kogokolwiek do mojego swiatopogladu – jest on mój, dla mnie istotny i wystarczajacy, ale dla kogos innego moze byc kompletna bzdura. Nie zamierzalem ukrywac tej "sprzecznosci pomiedzy katolicyzmem a Halloween"; pomoglem niektórym ocenic jej rozmiar (a IMo jest mniejsza niz by sie to – przynajmniej mnie – z doniesien wszelakich wydawalo). Ale to o mnie mówimy i moje zapatrywanie na to. Pozdrawiam. Wybaczcie brak polskich znaków.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

"Dla Ciebie Halloween to okultyzm, bo jest wbrew slowom Sw. Pawla; wbrew pierwszemu przykazaniu. Ktos inny okultyzm moze rozumiec inaczej (czyste zlo; satanizm itp.). Ktos inny zlo postrzega inaczej (niektórzy w religiach i Bogach – kazdy ma swoje racje). Wszystko rozbija sie o dobranie wspólnie dookreslonych pojec równiez."

Artykuł jest napisany w tonie przekonywania katolików. Wirtualny "rozmówca" (ten pisany pogrubioną czcionką, ten od " Gdzie to piekło, z którego uciekli?" wygląda mi na katolika właśnie). Oczywiście, nie ma niczego złego w próbie przekonania osoby o innych poglądach, że się myli – rzecz, w tym, że argumentacja zawarta w artykule jest kompletnie nietrafiona. "Dla ludzi, którzy nic o tym swiecie nie slyszeli moze sie wydawac, ze jest to wymysl satanistów i zlo najczystsze (ludzi; chwilowo bez religijnego/niereligijnego podzialu)." A Twój artykuł pokazuje, że mają rację.   "Zreszta, nie mam ochoty na przekonywanie kogokolwiek do mojego swiatopogladu – jest on mój, dla mnie istotny i wystarczajacy, ale dla kogos innego moze byc kompletna bzdura. " Albo coś jest słuszne, albo nie. Nie może być, że coś jest dla jednego bzdurą, a dla drugiego nie. Co najwyżej może być tak, że jednej osobie coś się wydaje bzdurą, a druga wie, że tak nie jest. Trzeba tylko ustalić, co jest obiektywnie bzdurą, a co nie. Dlatego konflikty światopoglądowe są konieczne.

"A Twój artykuł pokazuje, że mają rację. " – nie mówie, ze Halloween jest wymyslem satanistów ani zlem najczystszym (Ty tak te slowa odbierasz, bo pojecia te maja u Ciebie szerszy zakres; przez to Tobie bedzie wszystko tutaj zgrzytac i slusznie, wg twoich kryteriów – nie uzywam Twoich w pejoratywnym lub Tobie tylko przypisanym znaczeniu). Konflikty swiatopogladowe byc moze i sa konieczne, czesto nieuniknione i, niestety, nie prowadza zazwyczaj do tak mile widzianych wyników, jak ustalenie, co jest, a co bzdura nie jest :/ Czesto dwie bzdury scieraja sie ze soba.  Pozdrawiam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

"Konflikty swiatopogladowe byc moze i sa konieczne, czesto nieuniknione i, niestety, nie prowadza zazwyczaj do tak mile widzianych wyników, jak ustalenie, co jest, a co bzdura nie jest :/ Czesto dwie bzdury scieraja sie ze soba." Nie często, a niemal zawsze. Wszak prawda jest tylko jedna, a możliwych poglądow nieskończona ilość, więc ogromna większość (może nawet wszystkie aktualnie wyznawane przez kogokolwiek) z nich jest bzdurna.

Zgadzam się z Tobą; używając "często" starałem się tylko być delikatny. :) Dobranoc.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Całkiem przyjemnie się czyta, ale przerażają mnie tego rodzaju teksty: kupę jakiś wziętych nie wiadomo skąd informacji, żadnej – wspomnianej chociażby – bazy źródłowej, więc wszystko pewnie żywcem wyciągnięte z jakiś opracowań. Mogę się oczywiście mylić, bo i tematyka celtycka za dobrze znana mi nie jest, jednak z bazowaniem na opracowaniach (a może raczej TYLKO na opracowaniach) skończyłem jakiś czas temu. Bo później wychodzą kwiatki, jak te z Bitwy pod Cecorą, gdzie niby to wiadomo, gdzie polski obóz stał, gdzie niemiecki… tylko jakoś w źródłach się nie idzie tego doszukać.    Pozdrawiam! 

Artykuł jest oparty na ksiązkach wspomnianych w jednym z pierwszych komentarzy ("Polecam: "Mitologię Celtów" Gąssowskiego; klasyk: "Historię Irlandii" Grzybowskiego; "Celtowie. Dzieje" Daithi O Hogain czy mniej ambitny "Słownik mitologii celtyckiej" Botheroydów. Małe conieco można też znaleźć w "Kodzie druidów i sekretach Celtów" Mateli, ale chłop czasem daje się ponieść wyobraźni…"). A i na rozmowach z Irlandczykami – głównie z sąsiadem Paulem – i własnych wieloletnich obserwacjach i zainteresowaniu tym tematem :) Dzięki, Galzaq.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Dzięki za źródła. Chętnie rzucę okiem ;)

Nie ma sprawy, Galzaqu. Nie spodziewałem się, że ten krótki artykuł przyciągnie tylu czytelników i zostanie wyróżniony – pewnie rozpisałbym się, gdybym wiedział; podał grzecznie bibliografię itp… I pewnie zrobiłoby się zbyt długo, zbyt historycznie. A może nie? Nie wiem. :) Dzięki raz jeszcze. "Celtowie. Dzieje" Daithi O Hogain jest chyba najlepszą z nich, bo i "najświeższą" i na miejscu pisaną :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Dzięki, Koik, dowiedziałem się kilku nowych rzeczy. Podaną w komentarzach bibliografię także przepatrzyłem. Zaiste, zacne pióro, co ten artykuł napisało, zacniejsza jeszcze ręka, która to pióro trzymała! Przeczytane trochę z opóźnieniem, ale lepiej późno, niż wcale ;) 

Dziękuję :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Nadmienię też, że poddałeś mi jeden, moim zdaniem dobry pomysł na opowiadanie, chociaż skojarzenie twojego artykułu z hipotetycznym tekstem jest równie dalekie, co przysłowiowego piernika i wiatraka (może lekko bliższe). Same plusy, same plusy! :D 

To daj poczytać, gdy już je popełnisz. Powodzenia!

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Przeczytałem z uśmiechem. Marketing psuje każde święto. Każda okazja dobra dla robienia kasy. Pozdrawiam przed Wielkanocą.

Niestety, zgadzam się :/ Pozdrawiam, Ryszardzie ;) Dzięki, że zajrzałeś.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Podbijam, może młodsi użytkownicy tutaj zajrzą :)

Zajrzałem i przeczytałem i tylko żal, że z tak późno!

Mam jeden zasadniczy dylemat. Nie mam pojęcia, koik80, czy bardziej gratulować Ci samego felietonu, czy też komentarzy, które zamieściłeś w dyskusji pod tekstem. Tak czy inaczej chylę czoła i zmiatam kapeluszem pył u Twych stóp. Za wiedzę, za świetne pióro i za ogromną kulturę!

A przy okazji, wzorem beryla, podbijam, choć do listopada daleko...

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Wielkie dzięki za odwiedziny i dobre slowo, KPiach :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Hops, bo warto przypomnieć czytelnikom i odwiedzającym ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Rybo, to zajaw również w HP w Nowościach w publicystyce. Wiem, że to nie nowość, ale zaprawdę warto zachęcać ludzi do zaglądania tutaj.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Ależ ten czas leci... :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Witam :)

koik80 dzięki za ten felieton, fajnie jest dowiedzieć się więcej o fenomenie Halloween. Komentarze też bardzo bogate w informacje. Jestem katoliczką i do niedawna sama byłam jedną z tych naskakujących na wszelkie przejawy Halloween (nie tylko na fb), ale troszkę dorosłam, zmądrzałam, i chociaż dalej uważam obchody tego dnia za szkodliwe, to szanuję wolność wyboru i cieszę się tą wcześniej wspomnianą “marketingową otoczką”.

Gedeon, nie wiem dlaczego tak strasznie się oburzasz, nikt tutaj nie próbuje wmawiać katolikom, że ich wierzenia są błędne, bo wiara z definicji jest uznawaniem czegoś abstrakcyjnego i nie do pojęcia dla zwykłego śmiertelnika. Tu mówi się o obchodach w stylu “przebierzmy się śmiesznie, wyprośmy trochę cukierków, obejrzyjmy horror”, nie “pobawmy się w przywoływanie duchów, przywołamy demona, odprawmy czarną mszę” (tak zakładam, i podkreślam że takie rzeczy źle się mogą skończyć, bo widoczne skutki wychodzą czasem dopiero po latach, niewierzący nawet ich nie powiąże z czymś, co uważa za hallowinowy żart, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję, i do tego kwestia szeroko pojętej wiary i ograniczonej ludzkiej interpretacji – w tym i mojej ;) ).  A co do wytykania szkodliwości zainteresowania obchodami Halloween dla religijności katolików, to jest to bardzo nietrafiony argument. Z tej perspektywy, każdy katolik czytający fantastykę musiałby być bluźniercą. Zwróć uwagę na jakim forum piszesz :) 

Niemniej, historyczne tło felietonu uważam za bardzo ciekawe i chętnie zajrzę do podanych źródeł ;) 

AnA

Hej, AnA.

Dzięki!

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Nowa Fantastyka