- publicystyka: Język – to żyje (Polemika z felietonem Rafała Kosika)

publicystyka:

felietony

Język – to żyje (Polemika z felietonem Rafała Kosika)

W marcowym numerze Nowej Fantastyki (03/2014) ukazał się felieton Rafała Kosika Cenzurowanie Słowa.

Co tu dużo mówić – ten mało uporządkowany tekst mnie nie przekonał. W szczególności nie mogę się zgodzić z puentą.Właśnie dlatego chciałbym podzielić się swoim punktem widzenia i zaprosić do dyskusji. Ale po kolei.

 

W swoim felietonie Kosik skarży się, że polityczna poprawność cenzuruje pewne słowa i równocześnie niczym zaklęcie powołuje do istnienia nowe byty (np. metroseksualizm). W dodatku fałszowane jest znaczenie innych słów (patriotyzm, ekologiczność), a szarzy ludzie padają ofiarą manipulacji.

Mam obawę, że dobór przykładów powoduje realne niebezpieczeństwo zepchnięcia dyskusji na tor wymiany poglądów politycznych, zamiast rozmowy o języku.

Właśnie, żeby uniknąć spierania się o gender i patriotyzm, pozwolę sobie nie zastanawiać się konkretnie nad zaproponowanymi przez publicystę słowami.

 

Na postawiony problem patrzę przez pryzmat teorii interakcjonizmu symbolicznego.

Nie przekonuje mnie traktowanie języka jako obiektywnego, suwerennego bytu. Jest on zwyczajnym wytworem człowieka.

Jak wszystkie przedmioty, podlega definiowaniu i kształtowaniu w procesie interakcji społecznej.

To ludzie uzgadniają znaczenia przedmiotów – poprzez sposób w jaki się do nich odnoszą i jak wobec nich działają.

Na przestrzeni dziejów może się zmienić sposób rozumienia jakiegoś gestu, a przedmioty, które kiedyś miały wiele funkcji, z różnych powodów część tracą. Inne staje się znaczenie symboliczne.

Za przykład można podac muszelki – kiedyś były cennym towarem na wymianę, a obecnie są najwyżej ładnym przedmiotem. Nie dlatego, że ktoś zafałszował prawdziwą istotę muszelek – po prostu świat się zmienił i co innego uważa się obecnie za cenne.

Temu samemu, naturalnemu procesowi, podlega znaczenie słów. Nikt inny, tylko ludzie ustalają konotacje oraz denotacje nazw. Ustalają, czyli dostosowują do bieżącej sytuacji.

 

W ciągu trzydziestu ostatnich lat poziom manipulowania językiem przez jakąś odgórną siłę się nie zwiększył. Pojawiły się za to nowe metody wymiany informacji, umożliwiające błyskawiczną komunikację tysięcy osób. To, co Kosik nazywa rzeźnickim grzebaniem w języku, jest niczym innym, jak tylko społecznym ustalaniem znaczeń. Od wieków tym samym, tylko obecnie o dużo większej skali i intensywności.

 

W puencie swojego felietonu publicysta wyraża obawę, że za kilkanaście lat może wielu słów zabraknąć na dobre i nie będzie można wysłowić tego, co by się chciało. Zatracone zostaną niuanse i wieloznaczności.

Zupełnie nie umiem się z tym zgodzić. Dyskurs właśnie nie pozwala umrzeć znaczeniom. Każde słowo jest dzięki niemu bez przerwy definiowane z wielu punktów widzenia. To z kolei sprawia, że może mieć jeszcze więcej znaczeń, w zależności od tego w jakim kontekście, wśród jakich innych wyrazów, się je osadzi.

 

Cały felieton odbieram właśnie jako tupnięcie nogą, obrażonego dziecka, na to że ktoś może się z nim nie zgadzać. A może – i dzięki temu właśnie, język jest tak wspaniałym narzędziem, pozwalającym się bawić smaczkami i aluzjami.

Komentarze

Cóż koiku, muszę przyznać, że zgadzam się zarówno z tekstem Kosika, jak i z twoimi twierdzeniami. Bezsprzecznym faktem jest, iż język ma żywą naturę, zmienia się, ewoluuje. Jednakże podane przez Kosika przykłady, dajmy na to słowo "ekologiczny", wskazują na modyfikowanie tego procesu. Uznajesz, że naturalnie pewne słowa tracą swoje znaczenie bądź po prostu je zmieniają. Kosik wskazuje zaś niektóre wyrazy, które zostają odcięte od znaczenia pierwotnego, nawet jeśli jest ono nadal aktualnym przedmiotem bądź zjawiskiem. Błędem, tym, który razi przy czytania felietonu, jest założenie, iż mamy do czynienia z procesem prowadzonym odgórnie, planowo, świadomie przez jakąś „złowrogą siłę”. Takie wrażenie się odnosi, czyż nie? Iż właśnie podobny pogląd towarzyszył autorowi, powołującemu się na „Rok 1984”. W swoim opowiadaniu „Komfort” przedstawiłem zjawisko stojące częściowo za negatywną przemianą rzeczywistości, w tym języka. Wystarczy, że przyjęcie danej rzeczy upraszcza życie, czyni je lżejszym, by została ona zaakceptowana przez społeczeństwo. Dlatego odcięcie słowa „ekologia” od trudnej i nie do końca zrozumiałej nauki o zależnościach w przyrodzie, a uczynienie pustym, marketingowym synonimem dobrego, zdrowego produktu, znajdzie swoją niszę w ekosystemie znaczeń, a złożona, niejednoznaczna wersja – „wymrze”. Nie dojdzie do tego przez  jakąś wielką, planową manipulację. Skądże znowu. To rodzaj propozycji, w której reklamodawca czy przedstawiciel konkretnego światopoglądu proponuje własne, wygodne rozwiązanie, a ludzie przyjmują je jako łatwiejsze. Wszak to właśnie społeczeństwo kreuje język, akceptując i powielając jedne rozwiązania, a odrzucając drugie. W procesie ewolucji języka nie muszą zaś wygrać znaczenia bogatsze, te zanikają naturalnie w ludzkim dążeniu do uproszczenia komunikacji oraz pomniejszenia wysiłku związanego z myśleniem. Tak też, w wyniku zwykłej, dobrej, nienaruszonej ewolucji języka stawać się on może uboższy, bez udziału żadnego Ministerstwa Prawdy albo tajnego spisku. Na koniec proszę, by mnie źle nie zrozumieć – oczywiście, wiele słów traci znaczenie, inne zyskują wiele nowych, lecz przy celowej presji ze strony jakiegoś podmiotu zdolnego wpływać na ludzkie myślenie(których jest całkiem sporo i o różnorodnych celach, często nie złowrogich, a zwyczajnie komercyjnych) może dojść do wypaczenia bądź ograniczenia znaczeń jakiegoś słowa w konkretnym kierunku, korzystnym dla podmiotu wywierającego presję. To jest właśnie, moim zdaniem, słuszny element koncepcji Kosika, który należałby zapamiętać i przemyśleć.

"Cóż koiku" – Zatrakusie, chyba pomyliłeś autorów.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zatrakusie, mnie też drażnił ten nastrój węszenia teorii spiskowej.

Co do wpływania – oczywiście można wpływać, tylko co w tym złego? Nie zgadzam się, że da się "sfałszować znaczenie istniejących słów". Fałszowaniem znaczenia słowa może być najwyżej wmówienie dziecku, że dupa to inne określenie na cukierek i zaśmiewanie się, kiedy prosi w sklepie ze słodyczami o dwie dupy. W kwestiach, do których odnosi się felietonista NF nie ma mowy o fałszowaniu czegokolwiek. Słowo ekologiczny zyskało nowe znaczenie, którego wszyscy są świadomi. Nie ma tu fałszerstwa – każde znaczenie to tylko umowa między ludźmi. Tak to widzę.

 

Ja się zgadzam całkowicie z twierdzeniem, że da się sfałszować znaczenie istniejących słów. Weźmy choćby słowo "tolerancja". Człowiek tolerancyjny w pierwotnym znaczeniu to taki, który co prawda czegoś nie akceptuje (określonych poglądów, orientacji seksualnej, itp.) ale – no właśnie – toleruje fakt istnienia tego w swoim otoczeniu, nie występuje aktywnie przeciw. Z czasem znaczenie "tolerancji" zafałszowano i utożsamiono ją z "akceptacją". Teraz już nie wystarczy, że tolerujesz odmienność w otoczeniu, żeby być nazwanym tolerancyjnym – musisz to akceptować, w przeciwnym razie odstaniesz łatkę "nietolerancyjnego". A jeżeli jesteś np. nietolerancyjny wobec mniejszości seksualnych (czyli ich nie akceptujesz, nawet jeśli nie występujesz przeciw nim), dostaniesz etykietkę "homofoba", chociaż wcale żadnej fobii nie odczuwasz. Od jakiegoś czasu polityczna poprawność fałszuje znaczenie słowa "Murzyn", które odkąd pamiętam było neutralnym, obojętnie nacechowanym określeniem osoby czarnoskórej. Teraz wmawia się ludziom, że jest pogardliwe i rasistowskie. Nie dlatego, że faktycznie zaczęto go tak używać, ale dlatego, że ktoś się uparł, żeby tak to przedstawiać. Są środowiska, którym zależy na tym, żeby zmienić znaczenie słowa "patriotyzm" – nadać mu charakter pejoratywny, ksenofobiczny, postawić znak równości między "partiotyzmem" a "nacjonalizmem". Język niestety może być zafałszowany i jest niezwykle plastycznym narzędziem indoktrynacji społeczeństw i wpływania na rzeczywistość, narzucania określonych poglądów. Celowe nadawanie istniejącym słowom nowych znaczeń dla osiągnięcia określonego celu to właśnie fałszowanie języka, które nie ma nic wspólnego z jego naturalną ewolucją. To są metody stosowane z premedytacją zarówno przez systemy totalitarne, jak przez korporacje, prawników, etc. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, zarówno jako dziennikarz i redaktor (który na co dzień posługuje się językiem i wie, jak ważne potrafi być to, aby "odpowiednie dać rzeczy słowo"), jak po części PR-owiec z wykształcenia.

Szkoda, że mam tylko dwie ręce – podpisałbym się pod wypowiedzią JeRzego ośmioma, jak ośmiornica.   Język jest odbiciem sposobu widzenia świata przez posługujących się nim. Kapitalnie i wizjonersko ujął to właśnie Orwell – pomnika za mało, kanonizacja mu się należy. Zubożanie lub poszerzanie konotacji i denotacji stanowi zabieg, manipulację, i nie ma nic wspólnego z naturalną ewolucją.   Daleki jestem od podejrzenia i, w ślad za takowym, twierdzenia, iż każda w jakikolwiek sposób stosowana manipulacja jest przemyślanym i docelowo "zgubnym" dla języka i jego użytkowników zabiegiem. Większość, poza sztucznie forsowaną "poprawnością polityczną" oraz bełkotami prawniczymi, jest, uważam, wynikiem braku wiedzy językowej, lenistwa i niedbalstwa. Z dodatkiem zachłyśnięcia się "znajomością" języka światowego. Podawałem kiedyś przykład: "Zarządzanie skutkami nadmiernych przyborów wód" czy jakoś tak. Szło, pisząc po polsku, o podtopienia, powodzie, zapobieganie im i minimalizowanie wynikłych z nich szkód. Ale przecież "zarządzanie skutkami" to dopiero brzmi…   Skojarzonym tematem jest kwestia szybkiego rozpowszechniania się złych wzorów, o czym decyduje jakość kadr dziennikarskich w mediach, występujących już w nadmiarze, oraz powszechność i łatwośc dostępu do Internetu.

Fajnie, że ktoś się wypowiedział. Obawiam się, że za różnicą zdań w tym temacie leżą różnice na bardziej podstawowych poziomach, ale zawsze warto się wymieniać poglądami. Wybaczcie trochę chaotyczny podział odpowiedzi, ale zależało mi na jak najprecyzyjniejszym odpowiedzeniu.

JeRZy – coś jest obrażliwe z natury (obiektywnie), czy kiedy ktoś czuje się tym urażony? Teraz się ludziom wmawia, że murzyn jest obrażliwe, bo osoby które się tym słowem określa, nie chcą tego. Nie musiano używać go bardziej obraźliwie, wystarczy że desygnatom przestało się to podobać.    Adamie – powiedziałeś bardzo ważną rzecz. Język jest odbiciem sposobu widzenia świata przez posługujących się nim. Jest społeczny, dlatego jedna osoba nie jest w stanie go zmienić, a kiedy zmienia go cała grupa, to nie ma mowy o fałszowaniu.

JeRZy, Adamie – zubożanie konotacji i denotacji wydaje mnie się raczej trudne do wykonania, jeśli nie posiada się władzy totalnej. Zapewne dotyczy to jakiegoś języka, ale raczej nie polskiego.

Rozszerzenie ich faktycznie jest możliwe.

Jerzy – o PRowym dobieraniu odpowiednich słów powiedziałbym jednak, intuicyjnie, że jest manipulacją informacjami bądź przekazem. Nie językiem.

Adamie – kiedy mówimy o ubożeniu języka w wyniki niedbalstwa i lenistwa, to dla mnie zupełnie inna rozmowa. Właśnie artykuł na ten temat chciałem przeczytać, a to co dostałem odbieram jako wylanie frustracji politycznych. Stąd moje rozdrażnienie i potrzeba odniesienia się do felietonu. Reasumując:

– Ustalanie znaczeń prowadzi do zmian, nierzadko in minus, które jednak wciąż zasługują na określenie zupełnie naturalnymi.

– Manipulacje i świadome wycinania z języka kontekstów i niuansów (aż do stanu, przed którym ostrzega nas Kosik w puencie), jest nieosiągalne bez władzy absolutnej. 

 

Mniam, ależ urocze zdanie na wstępie. Przepraszam, muszę już wychodzić i chyba dlatego umknął mi ten bubel.

Na dole jeszcze oczywiście władza totalna, nie absolutna.

 

Na szybko jeszcze skojarzenie o tolerancji.

JeRZy – nie wiem na jaki okres datujesz manipulację słowem "tolerancja". W latach 80 Ilia Lazar Pawłowska w swoim eseju Trzy pojęcia tolerancji pisała o 3 sposobach rozumienia tego terminu:

– Brak ingerencji mimo negatywnej oceny (i założeniu, że ma się narzędzia ingerencji)

– Sprzyjająca akceptacja (aprobata)

– Negatywna ocena i próba zmiany, ale przy wyrzeczeniu się przymusy, np. poprzez dyskusję.

Myślę, że dziś, 30 lat później z tej trójki nie wymazano gumką cenzury ani jednego. Wszystkich można użyć i będą zrozumiałe, jeśli odpowiednio są umocowane w kontekście. Oczywiście nie sposób się nie zgodzić, że największą popularnością cieszy się obecnie znaczenie 2.

Ija Lazari-Pawłowska. Zawsze za szybko klikam enter.

Odpowiem zapytaniem: jeszcze nie dostrzegłeś, że władzę totalną i absolutną nad mniej więcej dziewięćdziesięcioma procentami populacji sprawują media, w których daremnie poszukiwać czegoś skłaniającego do prawdziwego myślenia i refleksji?

Felietonu Kosika jeszcze nie czytałem, jednak pod wpisem Jerzego, podobnie jak Adam, podpisuję się obiema rękoma. Nie dość, że wyjaśnił dlaczego terminy można fałszować, to zobrazował to przykładami, których sam bym użył. Nie wiem skąd pomysł na zrównanie tolerancji z akceptacją, ale przecież jest to absolutnie błędne. Wie to każdy, kto chociażby dzielił mieszkanie z innymi studentami ; ) To, że człowiek toleruje niektóre zachowania, absolutnie nie znaczy, że je akceptuje. Przyznam, że nie wiem, kim jest pani Pawłowska, ale znam przypisywane powszechnie słowom znaczenia, wiem czego mnie uczono, i co jest w słownikach. Wiem także, że owo błędne zrównanie akceptacji i tolerancji następuje w tak wyraźny sposób jedynie, kiedy przechodzimy do tematu gejów i sam ten fakt jest poważnie zastanawiający. Innymi słowy – ktoś tutaj robi ludziom wodę z mózgu, a oni jeszcze się na to nabierają

Cóż, waranie(tym razem się nie pomyliłem, ha!) nie mówimy tu tylko o manipulacji językiem, ale i do pewnego stopnia ludzką świadomością, ODCZUWANIEM języka. To, jakie emocje i reakcje powiążemy z danym słowem jest istotniejsze od słownikowych definicji, które ludzi mogą znać(w większości nie znają), a tym jak naprawdę je postrzegają. Więcej napisze później, teraz odrobinę się spieszę(podpowiedź– będzie o psie Pawłowa ;)). Pozdrawiam, Zatrakus

A przy okazji, berylu: nie miałbyś nic przeciwko umieszczaniu opowiadań z "Nowych Fantastycznych Pojedynków" na prywatnych profilach uczestników(pytam we własnym imieniu, jakby co;))?

Cofam pytanie do beryla– dopiero teraz zajrzałem do tematu Pojedynków, ups ;)

Że też w ogóle ktomuś się chce polemizować z felietonem człowieka, który w poprzednim tekście twierdził, że wegetarianie jedzą ryby…

Również podpisuję się pod tym, co pisali JeRzy i AdamKB. Czy zubożenie konotacji nie jest możliwe? Dobrym przykładem w ang. jest słówko "gay" :) W Polsce kreatywne urabianie "języka" jest jeszcze relatywnie słabiutkie na tle Zachodu, więc może tak tego nie odczuwamy, ale fakty są faktami.

JeRzy napisał:

Od jakiegoś czasu polityczna poprawność fałszuje znaczenie słowa "Murzyn", które odkąd pamiętam było neutralnym, obojętnie nacechowanym określeniem osoby czarnoskórej. Teraz wmawia się ludziom, że jest pogardliwe i rasistowskie. Nie dlatego, że faktycznie zaczęto go tak używać, ale dlatego, że ktoś się uparł, żeby tak to przedstawiać.

Waranzkomodom napisał:

JeRZy – coś jest obrażliwe z natury (obiektywnie), czy kiedy ktoś czuje się tym urażony? Teraz się ludziom wmawia, że murzyn jest obrażliwe, bo osoby które się tym słowem określa, nie chcą tego. Nie musiano używać go bardziej obraźliwie, wystarczy że desygnatom przestało się to podobać.   Nie zapominajmy, że dawniej słowo "Murzyn" oznaczało służącego i niestety w obecnych czasach też jest często używane w celu określenia osoby wykorzystywanej do pracy, niezależnie od koloru skóry. Powiedzenie "Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść" funkcjonuje w jęz. polskim od co najmniej kilkudziesięciu lat. Ciągle także używane jest określenie "biały murzyn". "Murzyn" to nie jest wyłącznie określenie osoby czarnoskórej.

Gdzie jest przycisk LUBIĘ TO pod wypowiedzią Jerzego? Chrzanię to. Na chama skopiuję cały tekst i wrzucę na fejsa. Zaznaczę, czyja to wypowiedź.

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Nowa Fantastyka