- publicystyka: Fantastyczne żniwa (nadejdą)

publicystyka:

felietony

Fantastyczne żniwa (nadejdą)

Dygresja pierwsza.

Raz tylko przy organizacji konwentu wtrąciłem się w program. Nigdy nie miałem takich cenzorskich pokus, a nawet gdybym miał, to celowo odsuwałem się od obszarów organizacji związanych z merytoryczną częścią projektu. Interwencja też nie dotyczyła samej prelekcji i nie była prewencyjna. Po prostu zła moderacja, konfrontacyjne nastawienie panelistów i wybrany do omówienia temat (grupa zamknięta na FB) spowodowały dwugodzinną pyskówkę i obrzucanie się błotem z żywym udziałem słuchaczy.

Dla porównania na niektórych konwentach pojawiał się ksiądz, który poprosił koordynatora programu o możliwość zorganizowania w niedzielę nabożeństwa. Niecodzienna prośba trafiła do OrgRoomu. Dyskusja była krótka: „O której? Jest wtedy wolna sala? To niech robi”. Po prostu kolejny punkt programu. Sale są wynajęte, a organizator ma tylko zapewnić uczestnikom warunki.

Dygresja druga.

Polska fantastyka pełna jest bohaterów o dziwacznych nazwiskach: są Pirx i Ijon Tichy u Lema; Rinah Devi i Adi „Sneer” Cherryson u Zajdla; Jorgen u Wnuka-Lipińskiego i Teodor Hornic u Baranieckiego. Powód takiego zabiegu jest pragmatyczny: łatwiej było przekonać cenzorów z Mysiej, że utwory ww. autorów nie były alegorią ówczesnej sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej Polski, a jakiegoś innego (zachodniego) państwa.

Zabieg był skuteczny również z innego powodu, który najlepiej zilustrować starożytnym dowcipem politycznym:

Na Placu Czerwonym mężczyzna krzyknął „a niech ich wszystkich szlag trafi”. Od razu podeszło dwóch mundurowych.

– Pójdziecie z nami.

– Ale ja o USA – usprawiedliwiał się zatrzymany.

– Dobra, dobra. Już my wiemy, kogo ma szlag trafić.

Otóż to. Głupio byłoby cenzorom przyznać, że Paradyzja czy Swobodna Rybicja Pinty to alegorie opresyjnej lub groteskowej rzeczywistości.

O drugim obiegu kultury.

Z niepokojem i rozbawieniem obserwuję zapowiedzi i wydarzenia związane z kulturą oficjalną czy urzędową (jak ją zwać?). Media już nie będą publiczne, ale narodowe. Powstanie urząd odpowiedzialny za polskiego „Szeregowca Ryana”, a kto podniesie rękę na Kościół (cokolwiek takie podnoszenie oznacza), podniesie ją na Polskę. Teatry mają wychowywać w patriotyzmie (narodowym, endeckim), Klata ma zniknąć, podobnie nowe lektury w programie nauczania. Zostaną krzyże, flagi, powstania, polegli, a to wszystko wzniośle, pompatycznie i na kolanach. Żadnych pytań, żadnych wątpliwości, żadnego kwestionowania i podważania. Jesteśmy superchrystusem narodów większym i bardziej kiczowatym niż ten w Świebodzinie.

I to mi się podoba! Serio! Najlepsze utwory powstawały w starciu twórców z aparatem państwowym. Taka szermierka wydawała świetne owoce, szczególnie w fantastyce, a przede wszystkim fantastyce społecznej, czyli mojej ulubionej. Swift i jego Laputa, Komiczne historie państw i cesarstw Księżyca i Słońca (i Kanady) de Bergeraca oraz późniejsi Orwell, Strugaccy, Bułyczow czy wymienieni wcześniej polscy autorzy. A ograniczyłem się przecież tylko do literatury i to fantastycznej. To samo dotyczy przecież pozostałych muz, i to bez wyjątku: Bruegelowie, Chopin, Dejmek itd.

Pierwsze objawy już widać. Gdzie? W kabarecie. Ten od czasu transformacji coraz bardziej dołował. Był coraz głupszy, slapstickowy, bezpieczny i bezrefleksyjny. A tymczasem coś drgnęło, na razie tylko w internetach, ale przecież znów jest to ten drugi obieg kultury. A im więcej w państwowych placówkach, mediach czy programach będzie nadętej pompy, im bardziej politycy, urzędnicy i pracownicy w kulturze będą bali się twórczości zadającej pytania, wątpiącej, kontestującej, tym lepiej ta twórczość będzie sobie radziła poza instytucjami. Bo brak miejsca na spektakl, brak dotacji wymaga inwencji. Pewność sprzeciwu instytucji państwowych zwiększa dopuszczalność prowokacji. W końcu nieobecność pewnych środków wyrazu w pierwszym obiegu zwiększa ich siłę w drugim. Słowa, symbole, dźwięki i obrazy nabierają nowych znaczeń, alegorie są wymyślniejsze, KoaLang się rozwija.

Czekam z niecierpliwością na nowych bardów. Pieniędzy z tego i tak nigdy nie było.

Komentarze

Popieram obawy dotyczące cenzury i unarodowienia mediów. Ciekawy artykuł i spostrzeżenia. Oby Twoje przypuszczenia odnośnie wzrostu znaczenia fantastyki społecznej czy socjologicznej były trafne. Pozostaje czekać na pierwsze dzieła :)

Obawy zrodzone niedawnymi wydarzeniami czy szumnymi zapowiedziami podzielam. I nie tylko , jak sądzę, artyści dostaną swoją smycz (bo kaganiec to zbyt wielkie słowo).

Z drugiej strony to faktycznie może być bodziec dla twórców, żeby nowe dzieła nabrały wartości komentarzy rzeczywistości, czyli tego, co najcenniejsze w fantastyce (ja tak uważam). W Rosji pojawił się taki Glukhovsky ze swoim Metrem, w którym głośno krzyczy na temat propagandy. Inna sprawa – komu współcześnie się chce go odczytywać w sposób, w jaki sobie życzy?

Prawdopodobnie nigdy czytelnik nie odczytał żadnej powieści w 100% w taki sposób, w jaki chciałby autor, Srinie :)

Ja – na razie – nie podzielam obaw, że “o bogowie, co to będzie z tym krajem”. Rząd się rządzi, książki się piszą i czytają, a życie się żyje. Ale poczekamy, zobaczymy.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie spodziewam się tego, co autor felietonu. Bo autor felietonu nieźle przesadza. A przynajmniej mam taką nadzieję :)

Autor felietonu ma wątpliwą przyjemność od lat współpracować z urzędnikami różnego szczebla przy różnych inicjatywach. Właśnie szykuję nowy projekt we współpracy z wydziałami kilkoma U. m.st. i już jest autocenzura. Cenzury się nie obawiam, bo ta nie działa. Gorzej z autocenzurą odpowiedzialnych za rozdział środków.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

I co takiego cenzurują?

Na razie delikatnie sugerują prelegentom, jakich tytułów i tematów nie wpisywać do projektu, a jakie zmienić na łagodniejsze, bo “szkoły to nie są najlepsze miejsca na eksperymenty”. Mowa o liceach i konwentowych prelkach, które wpisują się w program nauczania, i o prelegentach od doktorantów w górę. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Nowi bardowie nie sa narodowi. Dzisiaj mamy dwie medialne ogolnopolskie pieśni: spektakl “pornograficzny” i TK.  Kto pisze teksty do tych piesni? Łatwiej o spiewającego barda, niż o autora tekstów i melodii, zwykle pozostają anonimowi. 

Jakie nowe bajania nas czekają? 

Nowa Fantastyka