- publicystyka: Szkic o konwentach

publicystyka:

felietony

Szkic o konwentach

                Konwenty – mekka fandomu polskiego, okazja do zobaczenia na żywo ulubionych celebrytów ze świata fantastycznego, wydania paru stosów monet i… przede wszystkim dobrej zabawy. Jeden z najlepszych wynalazków człowieka, zdecydowanie.

 

                Tytułem wprowadzenia: nie jestem osobą doświadczoną w fandomie. Ba, o ile poruszam się w nim mniej więcej, mam w znajomych parę osób zeń – o tyle sama trzymam się na marginesie, nie mam nawet stałego nicka, po którym można by mnie poznać. Nie mam długoletniego stażu na konwentach, a gdy się na nich pojawiam, mało z kim ściskam łapki.

 

                Ostatnio pojawiłam się na Medalikonie w Częstochowie. Po przeżytych Pyrkonach i Polconach to był prawdziwy szok. Kameralność od początku do końca. Prelekcje, które są bardziej spotkaniami w mniejszym gronie prawdziwie zainteresowanych ludzi, którzy faktycznie słuchają, nie plotkują między sobą, nie wpatrują się w telefony i ani razu nie sięgnęli po program konwentu, aby sprawdzić, do której to sali mają teraz potuptać, aby znowu pogapić się na rozbuchany spis atrakcji. Przemawiający nie boją się zaczynać bez organizatorów, ludzie ciągle wchodzą na teren konwentu i nikt ich nie pyta o opaski, bo wiadomo, że jeśli ktoś nie ma, to kupi; ludzi mijanych na korytarzach po paru rundkach po szkole można już zacząć poznawać, i w ogóle… Jakoś tak łatwiej nawiązuje się konwersacje czy rozmowy. Raźniej podejść do pisarza, który nie jest oblegany przez tłumek fanów, łatwiej zyskać jego autograf i chwilę rozmowy z nim.

 

                Pyrkon? Miliony godzin w słynnych kolejkach wszędzie: od akredytacji przez autografy po toalety. Na większości prelekcji trzeba zajmować miejsca siedzące już podczas trwania poprzedniej. Sala ze sklepami przypomina bardziej hurtownię gigantycznych rozmiarów, w której znajdziemy wszystko. Budynki wypełnione ludźmi, którzy w zasadzie z fantastyką mają niezbyt po drodze, ale słyszeli, że można pograć na komputerach albo w planszówki. Czasami też to oni zadają pytania na prelekcjach. No i wszędzie coś się dzieje.

 

                To w zasadzie dobrze, nie? Dla każdego coś dobrego, zawsze jest coś do zrobienia czy zobaczenia. Ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że największe konwenty fantastyczne naszego kraju stały się po prostu zbyt mainstreamowe, nastawione bardziej na biznes niż zabawę i integrację. A pośpiech, który towarzyszy nam w obczajaniu wszystkich atrakcji… Czy to nie to samo, z czym mamy do czynienia codziennie i od czego uciekamy?

 

                Pyrkony i Polcony nie są złe. Jest co robić, stosunek ceny do jakości jest niezły. Ale każdy powinien pojechać chociaż raz w roku na mniejszy konwent. Tak po prostu, aby odpocząć.

 

                PS. Przyznam jednak, że gdy na Medalikonie przeglądałam to, co stoiska miały do zaoferowania, natrafiłam nagle na komiksy. Patrzę: a to komiksy Kobiety Ślimak. Myślę: to znaczy, że Kobieta Ślimak siedzi właśnie za stolikiem, na który się gapię. Ta sama Kobieta Ślimak, którą lajkuję i w ogóle.

 

                Jednak zwiałam. Może innym razem.

Komentarze

Wstyd przyznać, ale nie byłem jeszcze na żadnym konwencie. Muszę się w końcu przełamać...

Dawaj belhaj na Polcon głosować na Zajdle :) A z tych większych, a bliższych, to jesienią będzie jeszcze Falkon w Lublinie. Wybieram się, choć też zaliczyłem w życiu bodaj dopiero 3 tego rodzaju imprezy.

Konwenty są fajne i różnorodne, jak powyżej jest opisane. Okazja do poznania ludzi, zabawy, poszerzenia zainteresowań, a jak kto lubi, to jeszcze do wykupienia różnych gadżetów-śmieci, na których i tak nie ma miejsca na półkach.

Na Polcon trochę z obowiązku, Coperek z przyjemnością, poza tym jakieś drobiazgi: Imladris i KFASON, może Elgakon (jak będzie). Falkony i inne targi sobie odpuszczę. Zakupy mogę zrobić przez internet bez ruszania się z domu. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Na Polcon nie dam rady, akurat wtedy mam pracujący weekend. A w Wawie nie będzie żadnego?

Szkic bardzo przyjemny. Wsyd przyznać, ale urodziłam się i dorastałam w Cz-wie, a o Medalikonie pojęcia nie miałam. Za to molestuję męża poznaniaka, żebyśmy kolejną wizytę w Poznaniu zsynchronizowali z Pyrkonem :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Belhaju, na razie nie ma chyba chętnych do organizowania konów literackich w Wawie. Zob. ofertę czytelni Fantasmagoria, gdzie trochę fantastyczno-literackich rzeczy dzieje się praktycznie bez przerwy. Nawet nagrody rozdają. :)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Dzikowy dzięki za linka :)

Trudno ten tekst nazwać nawet szkicem, treści w nim za mało nawet na to. Wchodząc pod link spodziewałem się artykułu, który poświęciłby po jednym akapicie (nie więcej, bo to szkic) wszystkim lub choćby większości cyklicznych polskich konwentów. Mam poczucie niedosytu.

Temat chyba bardziej do Hyde Parku, ale fajny w swej istocie. Też wolę małe konwenty, co zawsze podkreślam. Tam jest po prostu bliżej do autorów (mimo, że też mam tą nieśmiałośc, żeby podejść. No bo co powiedzieć? “Jestem twoją fanką :D” ?).

Medalikon był świetny właśnie pod względem tej atmosfery, na konkursie “Gimby nie znajo” uśmiałam się jak norka mimo, że nie znałam nikogo z uczestników. I autorów poznałam fajnych i ludzi ze stoisk. Fajnie było :) Kubek dostałam, to sobie w nim teraz kawę piję.

Duże konwenty to juz rzeczywiście targi. Byłam na Polconie i na Pyrkonie i szczerze mówiąc poznałam mniej ludzi i nie zobaczyłam żadnej prelekcji. Może nie walczyłam zbyt mocno o miejsce, to fakt.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Nowa Fantastyka