- publicystyka: Czy słowo umiera?

publicystyka:

felietony

Czy słowo umiera?

Ze słuchawkami w uszach stoję na przystanku i obserwuję ludzi. To zła przypadłość – patrzeć na innych i zastanawiać się, o czym właśnie myślą. Człowiek zdaje sobie sprawę w którymś momencie, że jest obserwowany, to fakt, ale kiedy nikt nas nie nakryje, daje to wielką przyjemność. Nie słyszałam, żeby patrzenie było zakazane, ale kto wie, wszystko może się zmienić…

    Błyszczące ekrany telefonów błyszczą w szarej rzeczywistości. Na zewnątrz szaro, a tu pełne kolorów obrazki migają nam przed oczami. A wokół cisza. Pomimo ciągle grającej muzyki słyszę tę ciszę. Pustkę, która wręcz bezgłośnie krzyczy: “Mów do mnie!”. W kim jest taka pustka? Cóż – w każdym z nas.

Podejdę do któregoś z tych ludzi na przystanku, starając się nawiązać kontakt, zacznę rozmowę. I co dalej? Patrząc tej osobie w oczy, zobaczę wzrok wędrujący ku dłoni, w której niezablokowany telefon dalej wyświetla powiadomienia. No tak, tablica na facebooku sama się nie przejrzy, a filmik z kotami też trzeba obejrzeć.

    Zamieniliśmy słowa na obrazki, filmiki, emotikony. Zamiast opisywać swoje uczucia, wysyłamy obrazek, który symbolizuje radość, smutek, złość itp. Niektórzy wszystkie swoje rozmowy zaczynają opierać tylko i wyłącznie na tych drobnych zbiorach pixelów. Ciekawe, czy udałoby im się przenieść emoji do prawdziwego życia. Musiałoby to wyglądać komicznie. Rozmawiasz ze znajomymi i w pewnym momencie, zamiast słyszeć słowa, widzisz tylko emotikonkę wypływającą z jego ust. Scena rodem z filmu sci-fi.

    Mogę stwierdzić, że boję się momentu, w którym to zamiast mówić do innych, będę musiała pokazywać memy, by przekazać moje myśli. Ale chwila… Czy wtedy one na pewno będą moje? Będę myśleć samodzielnie, posługując się czyjąś już sentencją? Chyba nie. Internet ogłupia społeczeństwo. Nie różnicując jednostek, tworzą się grupy myślowe. Ludzie skupieni wokół jednego toku myśli, jak zapętlony dżingiel reklamy, w ich mózgu przetwarza się dalej ta sama informacja. To sprawia że coraz więcej osób myśli w ten sam sposób, właściwie to stajemy się bezmyślnymi naśladowcami. Tak, smartfon pomyśli za nas, oczywiście.

    Czym jest więc dziś słowo? Chyba go nie ma. Przekazujemy sobie linki, pliki. Z telefonu do telefonu, to się rozprzestrzenia szybciej niż wirusy. Współczesna choroba – cisza. Teraz nawet śmiech dzieci można puścić jako ścieżkę dźwiękową. To sprawia, że stajemy się coraz bardziej dzicy, uwsteczniamy się.

Więc rozwiesimy wokół smartfony z fragmentami współczesnych dzieł sztuki, zawsze jest cień szansy, że za jakieś 1000 lat nikt nas nie pomyli z jaskiniowcami. Powoli zaczynamy ich przypominać. Najważniejsze sentencje czy też wydarzenia, naszą sztukę zapisujemy farbą na murach, rozmowę ograniczamy do minimum, właściwie używamy słów tylko do kłótni. Technologicznie rozwinięte społeczeństwo cofnęło się w sztuce pięknego mówienia do poziomu ludzi pierwotnych.

 

Komentarze

Czasem, na trasie dom-praca, trafiam w tramwaju na specyficzną starszą panią. Kobieta na ogół dosiada się do innej zaawansowanej wiekiem osoby i zaczyna narzekać na to, że młodzież ciągle korzysta z tych telefonów, że siedzą tacy owacy, zapatrzeni w ekrany i generalnie to upadek obyczajów, o ile nie cywilizacji. Czasem, kiedy na nią trafiam i akurat jestem w odpowiednim nastroju, zwracam jej uwagę, że  głośnym zachowaniem przeszkadza mi w czytaniu z mojego błyszczącego ekranika i żądam cichszego wylewania gorzkich żali.

Ja nie mam nic przeciwko ograniczeniu werbalnych kontaktów, z tej prostej przyczyny, że większość ludzi nie ma absolutnie nic ciekawego do powiedzenia.

na emeryturze

Zgadzam się z tobą, w każdym słowie, Sunshine. Zaskakujące jest dla mnie, że takie wnioski wyciąga osiemnastolatka :) Piszesz jakieś opowiadania? Chętnie bym poczytał.

Ciekawe, czy udałoby im się przenieść emoji do prawdziwego życia. Musiałoby to wyglądać komicznie. Rozmawiasz ze znajomymi i w pewnym momencie, zamiast słyszeć słowa, widzisz tylko emotikonkę wypływającą z jego ust. Scena rodem z filmu sci-fi.

No chwileczkę, nie tak szybko. Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że emotki to w ogromnej większości (patrzę na ciebie, bakłażanie) obrazki odzwierciedlające miny? Czy to wyglądałoby jak scena z filmu sci-fi, gdyby człowiek odpowiedział na zabawną uwagę nie słowami, tylko (u)śmiechem?

 

Oczywiście, zamykanie się w świecie własnego smartfona jest zjawiskiem dość smutnym i dobrze, że o tym rozmyślasz, ale ostro, ostro tu przesadzasz. I jeszcze jedno – krytykujesz ludzi, którzy stoją na przystanku z wzrokiem wbitym w telefon, i nie chcą nawiązać kontaktu... mimo że sama masz słuchawki w uszach? Śmiem twierdzić, że odcinają cię one od świata tak samo, o ile nie bardziej niż smartfon.

 

Ludzie od dawien dawna zwiastują “śmierć komunikacji” i zawsze brzmi to identycznie. Dla przykładu – fragment “The Sunday Magazine” z roku 1871 (w tym przypadku w odniesieniu do listów, a nie rozmowy jako takiej):

Sztuka pisania listów umiera. Kiedy list kosztował dziewięć pensów, należytym się wydawało tak przyłożyć się do jego pisania, aby wart był tych dziewięciu pensów. (...) Dziś jesteśmy zbyt zajęci na tak staromodną formę komunikacji. Wysyłamy mnóstwa szybkich, krótkich notatek, zamiast usiąść  nad prawdziwym arkuszem papieru i odbyć rzetelną rozmowę.

I jeszcze lepsze, “The Journal of Modern Education” z roku 1907:

Fakt, że współczesne spotkania rodzinne przebiegają w ciszy wokół kominka, a każdy ma nos zatopiony w ulubionym czasopiśmie, jest naturalną konsekwencją usunięcia nauczania konwersacji z programu szkół.

(przykłady zaczerpnięte z “The Pace of Modern Life” na XKCD.com)

 

To jak, na początku XX wieku też było z tytułowym “słowem” tak źle?

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Jakby coś, nie odkopuję tematu, tylko go rozwijam :D Wchodząc tutaj, spodziewałem się raczej wnikliwej analizy ewolucji słowa, niż żalu o to, że ludzie nie chcą podchodzić i rozmawiać ;) A tak na poważnie, to już indywidualny wybór czy rozmawiamy z kimś. Każdy używa słów do tego czego chce, albo przekazując prostą informację, albo próbując opisać własne emocje. Ja raczej wole zastanowić się, dlaczego gdy już do rozmowy dochodzi, wygląda ona często mizernie? Używamy za dużo skrótów myślowych, co przynosi nieporozumienia, często zacinając się w trakcie mowy (te wszystkie yyyy, aaaa, yhymm i pauzy w celu namysłu). Nasze słownictwo w trakcie dialogu jest ubogie, nie przez marny zasób słów, tylko przez słabe wykorzystanie tego co znamy. Gdybyśmy w szkołach mieli coś takiego jak retorykę, mogło by być lepiej. Świat nie zmieniłby się może, ale sama rozmowa tak. To jest zasadniczy problem, jak prowadzić rozmowę, gdy już do niej dojdzie? Wolimy pisać, bo tu nie ma takich zmartwień (tylko w teorii :)), można zastanowić się czy zdanie wygląda dobrze. W razie czego internetowy słownik służy pomocą. Gorzej jest w trakcie rozmowy, nie wypada co drugie słowo zastanawiać się nad przysłością wypowiedzi. Dziwnie by to wyglądąło, co chwilę pauza... A nie jest już tak?  Także ,,czy słowo umiera?,, według mnie nie ono, raczej potrzeba jego użycia jest coraz mniejsza. 

Paint it black

 Błyszczące ekrany telefonów błyszczą w szarej rzeczywistości. ← jedno słówko o błyszczeniu za dużo.

Według mnie to zbyt ogólne podejście do “słowa”. Język jest narzędziem zdobywania i przekazywania wiedzy o świecie i nieustannie się zmienia. Każda dziedzina posługuje się swoim (niekoniecznie chodzi o słowa, ale i inne znaki, obrazki itd.), zazwyczaj dynamicznie ewoluującym (zauważ, że języki, które nie ewoluują, zanikają czy dotyczą tylko ścisłych obszarów). Przejście od żywych interakcji społecznych do pewnej izolacji, także językowej, nie jest procesem degradacyjnym. Zawsze jesteśmy językowo uwikłani w świat; “komunikacja obrazkowa” nieco to przeobraża, podobnie jak przejście od zewnętrznych interakcji do wewnętrznej kontemplacji (wspieranej np. przez smartfona).

Na ulicy, mimo wskazanej przez ciebie ciszy, nadal zachodzi komunikacja na poziomie emocji czy doznań somatycznych, poprzez obrazy, spojrzenia, zapachy, temperaturę ciała, gesty, mimikę itp., cała nieuświadomiona sobie przez nas rozmowa. 

Sztuka pięknego mówienia to retoryka, niegdyś jeden z istotnych przedmiotów kształcenia, ale nie sięgający aż czasów pierwotnych ;) Mnie osobiście retoryka kojarzy się negatywnie (używali jej greccy sofiści, by kształcić, nazwalibyśmy to dziś, sugestywnie wypowiadających się polityków).  Po co ktoś ma ładnie mówić, jeśli nie ma nic do powiedzenia? Albo jeżeli ma tylko zakłócać czyjś spokój lub namawiać? 

Stajemy się dzicy? Uwsteczniamy się? IMO diagnoza na wyrost, ale (chyba) rozumiem twoje uczucia.

A osobiście nie lubię, jak ludzie się gapią albo zakłócają mój strumień świadomości :P Szybko ich pacyfikuję.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Skoro sprawiasz pytanie, to znaczyło, że Słowo jest zagrożone. Powstaje jednak pytanie, przez kogo, lub przez co jest zagrożone?

Nowa Fantastyka