- publicystyka: [Konkurs Abyss] Western na kuchennym stole

publicystyka:

recenzje

[Konkurs Abyss] Western na kuchennym stole

Może to bardziej wspomnienia wrażeń niż klasyczna recenzja, lecz jest to jedna z nielicznych gier planszowych, którym należą się opowieści.

 

Tytuł: Colt Express

Wydawca: Rebel

Cena: od 89,99 zł (wg ceneo na dzień 21 września)

 

Swego czasu wracałem z Pyrkonu z planszówkowymi blogerami; zapalonymi opowieściami o turniejach, gamesroomie czy testach premierowych gier tak bardzo, że przez głowę przemknęła mi myśl, czym tak naprawdę poruszamy się po "A-dwójce": zaprzęgiem konnym, mechem, a może jedynie autem? Rzeczywistość przenikała się z wyobrażonymi światami, zapałem i fantastycznym uwielbieniem – w oparach znakomitego konwentu. I choć świat gier planszowych był mi wówczas znany, to tylko tak jak niesłyszącemu, niewidzącemu. Całkiem płytko, bezrefleksyjnie, po dziecięcemu. Jakże mogłem nie skorzystać z okazji takiego towarzystwa, nie zapytać, od czego zacząć, w co się zanurzyć, by spojrzeć na gry ich oczami? Zapytałem. A oni otworzyli mi oczy.

Tygodnie później przepadłem w pogoni za Colt Expressem. Rozpakowałem pudełko, złożyłem kartonowe, trójwymiarowe modele lokomotywy i czterech wagonów, poustawiałem bohaterów-graczy i rozgrzewkowo, w towarzystwie instrukcji,  przeprowadziłem kilka ruchów. Jedna karta, jeden ruch, dalej przeciwnik, dalej kolejny. Jak spamiętać, co on wyrzucił, co on uknuł? W chwilę – niczym Dothrakowie do koniny – zlecieli się znajomi. A co to za kolorowe wagoniki, a cóż to za gra planszowa bez planszy, a jak “się w to się”? Zobaczmy, zagrajmy. Zobaczyliśmy, zagraliśmy – razem, towarzysko, wesoło i w grę bez prądu.

I znów od początku rozgrywka rozstawiona – ale na poważnie, z rywalami przy kuchennym stole. Idzie prędko. Jedna karta rzucona na blat, oczywiście zakryta przed wrogim wzrokiem, to jeden ruch postaci skaczącej między lokomotywą i wagonami, między piętrem a piętrem. Ruch, a może strzał, a może podniesienie łupu, a może przymierzenie pięści do czyjejś twarzy. Nie wiadomo, cóż jest tam skryte, co uknute przez przeciwnika. Karta czynności kładzie się na karcie, na kolejnej i kolejnej, tworząc stosik naprzemiennych, lecz jeszcze schowanych i niewykonanych ruchów. Postacie-bandyci uwijają się po pociągu, każdy żądny worków ze złotem, klejnotów, walizek wypełnionych pieniędzmi… Wtem kolejna karta i pif-paf, bang-bang. Ktoś dostał w łeb, kogoś postrzelili. Bandyci rywalizują, nie ma aliansów. Jest knucie i oszukiwanie. A pociąg pędzi do drugiej, trzeciej, czwartej i finałowej rundy. I bang-bang: wkracza szeryf. A on, a ona, znajomy, znajoma, już szczerzą kły w tryumfie oszustwa, w przewidzeniu naszych ruchów, w wyrolowaniu nas jednym posunięciem – i jemu bądź jej też prędko markotnieje mina, kiedy niespodziewanym przypadkiem i nieplanowo wtrąca się kolejny gracz, porusza i rozrywa tym cały łańcuch czyjegoś planu. Bo tak to już jest, bandyta bandycie wilkiem.

Bang-bang, pif-paf, pociąg pędzi między talerzami po kuchennym stole. Nad nim fruwają śmiechy i karty. A całość? Trwa może z 45 minut. Po czym: liczenie łupów (najbogatszy zwycięża) i prędkie grajmy, grajmy jeszcze raz. A wiedzcie, że nie da się tu zagrać dwóch identycznych partii. Dynamiczny, oparty na przebiegłości, umiejętności spamiętania i planowania, nieco szczęściu, z prostymi zasadami do zapoznania się w przeciągu kilkunastu minut – taki jest western Colt Expressu.

Co ważne, pojawiają się dodatki rozszerzające spektrum możliwości i jeszcze mocniej urozmaicające rozgrywkę! Z końmi (by przemieszczać się wzdłuż pociągu za pomocą koni), dyliżansem (by porywać zakładników i zdobywać jeszcze wartościowsze łupy), z szeryfem (Clint czuwa!) i więźniami. Pociąg się wydłuża o kolejne wagony, fabuła kreowana przez graczy może wykorzystać dodatkowych bohaterów... A może i ty, czytelniku, staniesz się współuczestnikiem napadu na pociąg, dasz porwać dynamice niedługiej, acz prostej do rozgryzienia, rozgrywki i dołączysz do knowań żywych osób w tej grze bez prądu?

 

Kto chętny na partyjkę?

Pif-paf, bang-bang!

Komentarze

Swego czasu wracałem z Pyrkonu z planszówkowymi blogerami; zapalonymi opowieściami o turniejach, gamesroomie czy testach premierowych gier tak bardzo, że przez głowę przemknęła mi myśl, czym tak naprawdę poruszamy się po "A-dwójce": zaprzęgiem konnym, mechem, a może jedynie autem?

W tym zdaniu nie brakuje jakiegoś słowa? Czy to ja jestem tak zmęczony, że nie rozumiem?

Rzeczywiście bardziej opowieść niż recenzja. Z tego wszystkiego myślałem, że już w to grałem, ale pomyliłem z inną westernową planszówką. Skupiłeś się bardziej na zachęceniu do grania niż na technicznych detalach. Niemniej odnotowałem w głowie, żeby zagrać, jak będzie okazja :)

Brakuje tam chyba podziału na dwa zdania i czasownika "byli" w drugim. Pozmieniam, gdy dopadnę do komputera. Graj, graj. Często można dostać grę w wypożyczalniach na konwentach.

Jest knucie i oszukiwanie.

Hehehe! Tak właśnie ograłam kolegów i zgarnęłam kasę, większość klejnotów i walizkę :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka