Przyznam, że tytuł pożyczyłem sobie od Tarniny, bo mi się własnego nie chciało wymyślać :)
Artykuł w komentarzu, bo nie umiem poprawiać artykułów, a komentarze – tak.
Co i jak chcę przedstawić w tej serii artykułów?
Najpierw jak… jak najprościej. Bez zadęcia. Bez filozoficznej nowomowy. Bez epatowania trudnymi terminami – jeśli już jakiegoś użyję, to każdy postaram się jak najprościej i jak najbardziej „łopatologicznie” wytłumaczyć.
A co?
Głównie własne poglądy, dlaczego pewne koncepcje filozoficzne (solipsyzm, teizm, hipoteza symulacji, twardy determinizm, kreacjonizm, koncepcja duszy, idealizm i absolutyzm ontologiczny) są „samowywrotne” (wiem, że taki termin nie istnieje, ale chodziło mi o coś więcej niż samoobalające, a raczej o sumę – czyli, albo są na tyle wewnętrznie niespójne, że są samoobalające, albo nie wytrzymują zderzenia z elementarnym doświadczeniem, czyli ze światem jaki spostrzegamy).
O ile udowodnienie, że zarówno idealizm ontologiczny jak i absolutyzm ontologiczny są bez sensu wymaga z dobrego kwadransa, pójdę na łatwiznę…
...i zacznę od obalenia najprostszej z tych bzdur, czyli solipsyzmu.
Na to wystarczy tylko pięć minut.
Czas start.
Co to właściwie jest solipsyzm?
Solipsyzm to stanowisko filozoficzne, według którego jedyną rzeczą, której istnienia mogę być pewien, jest mój własny umysł (moja świadomość).
Cała reszta – inni ludzie, świat zewnętrzny, historia, fizyka, a nawet ten tekst – może być jedynie wytworem moich doznań, wyobrażeń albo halucynacją.
Istnieję tylko „ja”, a wszystko inne jest co najwyżej treścią mojego doświadczenia.
I tak, już w samej powyższej definicji można dostrzec, co tu nie gra, prawda?
No to lecimy.
Skoro istniejesz tylko Ty, to czemu nie jesteś wszechmocny?
Nie no, serio, co Cię ogranicza? Wyjrzyj przez okno i stwórz górę na horyzoncie. Nie udało się? Czemu? Skoro istniejesz tylko Ty, nie powinno istnieć żadne zewnętrzne ograniczenie Twojej woli prawda?
Możesz odpowiedzieć, że to Twoja podświadomość, albo coś wewnątrz Ciebie Cię ogranicza… ale zastanów się nad tym dokładniej… Jeśli rzeczywiście coś takiego istnieje, to znaczy, że nie istniejesz tylko Ty, ale również ta ograniczająca Cię rzecz, do której nie masz dostępu.
Jeśli jedyną istniejącą rzeczywistością jest Twoja świadomość w całości, to skąd w niej ograniczenia, nad którymi nie masz żadnej kontroli?
Ergo – coś poza Tobą istnieje.
No ale załóżmy, że jednak po prostu nie chcesz kreować gór na horyzoncie i to jedyny powód, dla którego one tam nie powstają.
Ok.
Ale skąd wiesz, czym jest góra? I horyzont?
Nie tylko skąd znasz pojęcia, ale skąd (i po co?) masz dla nich słowa?
Przecież, jeśli istniejesz tylko Ty, język jest Ci niepotrzebny? (bo po co? By komunikować się z czym? Ze swoimi wyobrażeniami?)
Ale załóżmy, że jednak z jakiegoś powodu ten język by Ci się przydał.
Pamiętasz, kiedy i jak go stworzyłeś? Jak określiłeś wszystkie jego reguły?
A może język stawia taki sam opór, jak reszta świata, jak ten nieszczęsny horyzont? Może jednak jest czymś, co przyszło z zewnątrz?
No dobra, ale niech będzie, że go wymyśliłeś, tylko nie pamiętasz kiedy i jak (co swoją drogą budzi kolejne pytania, bo przecież już samo istnienie pamięci, do której nie masz dostępu w całości w każdym momencie, sugeruje, że jednak jest coś co Cię ogranicza, poza tym, dlaczego miałbyś czegokolwiek zapominać, ale pomińmy to)…
inna rzecz jest o wiele ważniejsza:
Masz świadomość swego istnienia, prawda?
A jak możesz mieć świadomość tego, że istniejesz, skoro nie istnieje nic poza Tobą?
Inaczej: pierwszy warunek, by być świadomym, to odróżnianie siebie od nie-siebie, „tu się zaczynam ja a tu kończę, tam już mnie nie ma” – jeśli istniejesz tylko Ty, to nie możesz czegoś takiego przeprowadzić, nie możesz wskazać czegoś co nie jest Tobą (bo nie istnieje), a więc – przez brak odniesienia – nie możesz być świadomy.
Co więcej – jeśli istniejesz tylko Ty, to nie istnieje również czas. Nie w sensie zegarowym, ale w sensie czegoś obiektywnego, co porządkuje zdarzenia i odróżnia „przed” od „po”. (czemu miałby istnieć? To by było coś poza Tobą, prawda??) – a więc… nie możesz myśleć. Bo myślenie to proces w czasie.
Takich argumentów jest jeszcze sporo, ale myślę, że wystarczy, bo już rozumiesz, co tu pokazuję.
Ale żeby uniknąć chaosu – zbierzmy to w całość:
By być solipsystą:
– potrzebujesz języka – którego solipsyzm nie potrafi wyjaśnić
– potrzebujesz pojęć – które w solipsyzmie nie mają się skąd pojawić
– opierasz się na pamięci – która nie powinna istnieć
– mówisz „myślę, więc jestem” – choć jeśli solipsyzm byłby prawdą, nie mógłbyś ani myśleć, ani być świadomym
Innymi słowy, by móc powiedzieć: istnieję tylko ja, potrzebujesz całego mnóstwa rzeczy, które temu stwierdzeniu zaprzeczają.
ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Powiedzmy sobie szczerze, że w tej odsłonie solipsyzm jest faktycznie dość absurdalny, bo z “myślę, więc jestem” można wyciągnąć też to, że istnieje jakiś ośrodek materialny, zdolny do wyprodukowania tej myśli.
Ale co by było, gdyby świat był nieskończonym zbiorem kwantowych chmur prawdopodobieństwa i dopiero obserwator decydował, w którą stronę ma nastąpić kolaps funkcji falowej każdej cząsteczki w jego okolicy? Ale powtarzam – DLA NIEGO. Co by to oznaczało? Że oprócz obserwatora istnieje nieskończona ilość potencjalnych “filozoficznych zombie”, w których co prawda nie ma punktu obserwacji, ale nie da się tego stwierdzić? To dopiero solipsyzm na sterydach :) Każdy obserwator miałby swój własny świat, który umierałby razem z nim. Albo i nie? :D
@silver_advent Ciekawa koncepcja – może temat na opowiadanie? :)
To czego się serio nie da udwodnić, to tego, co solipsyzm po cichu zakłada.
A zakłada tak naprawdę bardzo, bardzo dużo i wcale nie jest elementarnym poglądem.
Świat w istocie może być o wiele mniej złożony niż postuluje taki solipsyzm jak go przedstawiłem (czyli solipsyzm skrajny) – i co więcej, te bardziej elementarne poglądy mają więcej niż solipsyzm sensu (są trudniejsze do obalenia, w praktyce: trzeba przyjąć na wiarę, że są błędne).
Jeśli dobrze rozumiem Twój pomysł – to ten Twój solipsyzm na sterydach, można streścić też tak:
I jest to jeden z tych poglądów, których nie da się obalić. Nie jestem w stanie udowodnić Ci, że jestem świadomy, podobnie jak Ty w drugą stronę, nie jesteś w stanie udowodnić tego mnie, a czytający te nasze wypociny może mniemać, że żaden z nas nie jest... i co mu zrobisz? :)
Zakładamy, że inni są świadomi, z najzwyklejszej skromności – ale udowodnić się tego nijak nie da.
Owszem – są testy świadomości (najprostszy to test lustra – u Watsa tego właśnie testu nie przechodzą obcy i stąd wiemy, że są owszem inteligentni, ale nie świadomi) – ale wszystkie one badają objawy świadomości, a nie samą świadomość – system, który świadomość jedynie symuluje mógłby nasze testy świadomości przejść i uchodzić za świadomego. Z drugiej strony, system świadomy, ale z jakiegoś powodu nie chcący lub nie mogący ujawniać na zewnątrz takich zachowań – mógłby być odebrany jako nieświadomy.
ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jeśli dobrze rozumiem Twój pomysł – to ten Twój solipsyzm na sterydach, można streścić też tak:
Świat zewnętrzny istnieje
Mam świadomość
Nikt inny nie jest świadomy
Przede wszystkim – to nie jest nie tyle mój pomysł, co moja naiwna interpretacja a wręcz popłuczyny tego, nad czym pracują teraz niektórzy naukowcy. Np. Carlo Rovelli (Relacyjna Mechanika Kwantowa RQM) albo Dawid Deutch. Ja tego po prostu nie rozumiem, bo jestem na to obiektywnie za głupi. Ale jak słucham albo czytam, co mówią ci ludzie, to mi mózg wykręca.
I Twoja lista nie jest zgodna z moją interpretacją. To w ogóle nie jest żadna teoria, po prostu postawiłem to jako ciekawy przykład, że tak MOŻE być, ale równie dobrze może być inaczej.
Problem tkwi w punkcie trzecim. Każdy jest jak najbardziej świadomy. Po prostu przy tych założeniach każdy obserwator, z każdą swoją decyzją produkuje nieskończoną ilość kopii siebie w tym multiwersum. Wszyscy jesteśmy w sensie fizycznym chmurami prawdopdobieństwa. Ale intuicyjnie – jest coś, co wyróżnia to, którą ścieżką poszła ta wersja, która akurat to czyta. Dla Ciebie ten wybór się odbył i przeżyłeś bardzo konkretny ciąg przyczynowo skutkowy, w odróżnieniu od innych wersji Ciebie, które mogą być w innym miejscu chmury. Teraz pytanie – czy każda z tych wersji ma “punkt obserwacji”. Teoretycznie – nie musi. Może być tylko jeden obserwator i nieskończona liczba filozoficznych zombie. Ja w wypowiedzi powyżej poszedłem w tę stronę. Gdyby każdy człowiek miał tylko jednego “obserwatora” to szansa na spotkanie jakiegokolwiek innego “obserwatora” w jego świecie byłaby praktycznie równa zeru. Ale – z drugiej strony nie można wykluczyć, że z każdą chwilą produkuje się nieskończona liczba tych obserwatorów w nieskończonej liczbie światów. Nie wiem która wizja jest bardziej pokręcona, stawiam, że obie na równi :D
Co do testu lustra, to mam złe wieści. Oczywiście naczelne, delfiny, słonie i krukowate nie są aż takim zaskoczeniem, ale niedawno przeszły go... mrówki. I to z powtarzalnością wykluczającą błąd – na 24 testowane mrówki aż 23 ścierało sobie plamkę z łebka, widząc swoje odbicie w lustrze. Albo mrówki są świadome, albo ten test jest do kitu. Jedno z dwóch...
Tak, wiem o tym. Pisałem nawet tu jakiś czas temu, że mrówki najprawdopodobniej są świadome.
Dotyczy to też bodajże niektórych pająków.
Zresztą – świadomość nie jest zero jedynkowa – nie jest tak, że coś jest po prostu świadome a coś inne nie, bo jedne byty są bardziej świadome niż inne.
Nie wydaje mi się, żeby nasza, ludzka świadomość, była szczytem rozwoju świadomości – byłoby straszną zarozumiałością tak uważać.
Zastanawiałem się nawet jak mogłaby wyglądać “nadświadomość” czyli świadomość lepsza niż nasza.
Prostym pomysłem jest oczywiście zwiększenie jej pojemności albo rozciągnęcie jej “teraźniejszości” – nasza świadomość ma stosunkowo małą pojemność (słynne 7 ± 2, gdzie 7 to średnia, 2 odchylenie standardowe – dlaczego słynne? – bo te same wartości uzyskuje się dla podzielności uwagi i dla pamięci krótkotrwałej, co mogłoby wskazywać, że te trzy zjawiska są ze sobą ściśle powiązane – ale nowsze badania przynoszą nowe oszacowania co do pojemności świadomości – niższe – jest to raczej 5 ± 2, a nie 7 jak w przypadku pamięci i podzielności uwagi – ciekawostka, że kiedyś /teraz już nie bo to zbyteczne w dobie wojny elektronicznej/ – pilotów myśliwców dobierało się na podstawie tego, czy mieli podzielność uwagi 10 lub powyżej).
Świadomość mogłaby się też rozciągać szerzej, albo głębiej – w naszych mózgach świadomość nie mieści się w żadnym konkretnym miejscu (choć są ośrodki, których uszkodzenie powoduje wyłączenie świadomości, lub jej upośledzenie, przykładowo uszkodzenie tworu siatkowatego całkiem wyłącza świadomość, a uszkodzenie kory przedczołowej czy ciemieniowej może skutkować przykładowo zespołem nieuwagi stronnej co dobrze też pokazuje, jak duża część naszego wysokopoziomowego przetwarzania jest nieświadoma) zdaje się przypominać raczej krążek światła latarki, przebiegający po wielkim oceanie naszej nieświadomości, z której wydobywa przeróżne kształty.
Co ciekawe, można być w takim stanie, w którym się jest świadomym, ale nie świadomym własnego ja (coś podobnego jak u Wattsa) – więc świadomość ja i świadomość są rozdzielne.
Ale to wszystko są różnice ilościowe.
Myślę, że ciekawą sprawą, jeśli chodzi o byt, który byłby bardziej świadomy niż my, byłoby danie mu wielowątkowości.
Co prawda są domniemania, że nasza świadomość nie jest dokładnie jednowątkowa (raczej jedno i pół, ale nie chce mi się teraz tego tłumaczyć) – ale prawdziwa wielowątkowość świadomości byłaby zmianą tak rewolucyjną, jak między kamieniem a bytem świadomym :)
Trudno nam sobie nawet wyobrazić, jak funkcjonowałaby taka istota – nie mamy na to odpowiednich pojęć, a nawet jakbyśmy mieli, to i tak byłoby jak gadanie ze ślepym o kolorach. Owszem, niewidomemu możemy mówić, że czerwony jest bardziej ciepły niż niebieski, ale nie mając żadnego odniesienia do doświadczeń zmysłowych osoba ta nijak sobie tych kolorów nie wyobrazi – gdzieś kiedyś widziałem takie eksperymenty i próby przekazania osobom faktycznie niewidomym wrażeń wzrokowych, może jeszcze jak będę miał czas to je odgrzebię. Zresztą – osoby niewidzące, którym operacyjnie przywrócono wzrok – zawsze muszą się tego nowego zmysłu nauczyć.
W przypadku istoty z tak pojętą nadświadomością – ta wielowątkowość zmieniłaby strukturę subiektywnego doświadczenia w sposób, którego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić – byłoby to o wiele więcej niż po prostu przeżywanie wielu chwil na raz – byłaby to zupełnie nowa struktura rzeczywistości, tym bogatsza, im bardziej by te ścieżki świadomości ze sobą byłyby zarazem – ściśle powiązane i niezależne. Do tego “ja” takiej istoty byłoby też o wiele bogatsze niż nasze – pewnie wielokrotne ja osobowości wieloraka mogłoby być kalekim odbiciem ułamka takiego ja – wyobrażałbym sobie je jako mozaikowe – jak oko złożone pszczoły czy osy.
Oczywiście to nie jedyne opcje – te pomysły, które opisywałeś o świecie przyszłości na SB, nasunęły mi pytanie, którego w końcu nie zadałem – czy czytałeś może Ocalonych 1?
ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
bo jedne byty są bardziej świadome niż inne.
No tak. Nawet jeden i ten sam byt może mieć różne poziomy świadomości w zależności od etapu życia i stanu organizmu.
Co ciekawe, można być w takim stanie, w którym się jest świadomym, ale nie świadomym własnego ja (coś podobnego jak u Wattsa) – więc świadomość ja i świadomość są rozdzielne.
Słynna pomroczność jasna :D
Myślę, że ciekawą sprawą, jeśli chodzi o byt, który byłby bardziej świadomy niż my, byłoby danie mu wielowątkowości.
A to zależy. Bo w sumie jesteśmy wielowątkowi, nawet mamy dwa core’y, ale na poziomie nieświadomym. Po rozcięciu ciała modzelowatego powstaną dwie odrębne osobowości. Według mnie dobrą analogią jest system procesów w systemie Linux – Jaźń to proces init PID 1. Wydaje mi się, że posiadanie przez nas jednego i niepodzielnego procesu świadomości było bardzo korzystne ewolucyjnie. Wyobraź sobie sytuację, kiedy stworzenie o osobowości wielorakiej musi podejmować konsensus, czy uciekać przed drapieżnikiem, czy może raczej atakować :D
Trudno nam sobie nawet wyobrazić, jak funkcjonowałaby taka istota
Mogłaby mieć poważne problemy z normalnym funkcjonowaniem. Zauważ, że ludzkie myślenie napędza język – wydaje mi się, że jego konstrukcja jest bardzo dostosowana do reszty biologii, która stanowi jakby “hardware”. Myślę, że gdyby człowieka zmusić do takiej pracy, pojawiłyby się konflikty. System jako całość byłby niespójny.
Oczywiście to nie jedyne opcje – te pomysły, które opisywałeś o świecie przyszłości na SB, nasunęły mi pytanie, którego w końcu nie zadałem – czy czytałeś może Ocalonych 1?
Nie czytałem.
A to zależy. Bo w sumie jesteśmy wielowątkowi, nawet mamy dwa core’y, ale na poziomie nieświadomym. Po rozcięciu ciała modzelowatego powstaną dwie odrębne osobowości. Według mnie dobrą analogią jest system procesów w systemie Linux – Jaźń to proces init PID 1. Wydaje mi się, że posiadanie przez nas jednego i niepodzielnego procesu świadomości było bardzo korzystne ewolucyjnie. Wyobraź sobie sytuację, kiedy stworzenie o osobowości wielorakiej musi podejmować konsensus, czy uciekać przed drapieżnikiem, czy może raczej atakować :D
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, a nawet chyba sam pisałem o tym w jakimś innym wątku – jednak ja nie mówię o przetrwaniu na sawannie, a przetrwaniu jako cywilizacja przez powiedzmy milion lat. Outę najbardziej to “ugryzło” w Kwintesencji (mój tekst, który też jest w Ocalonych jedynce) – że do czasów współczesnych jest tam odniesienie jako do niemowlęctwa ludzkości.
Oczywiście, to co pisałeś na SB pozostaje w mocy – niemowlęta też umierają, więc nie wiadomo czy kiedyś ten wiek niemowlęcy nasza cywilizacja opuści, czy też raczej – wcześniej zginie.
Poza tym, by uciekać przed drapieżnikiem wystarczą inne, mniej zaawansowane systemy, nie potrzeba do tego świadomości, która jest układem zarazem najbardziej kosztownym jak i najwolniejszym.
Jeśli przypadkiem przytkniesz rękę do gorącej blachy – nie analizujesz świadomie, czy wypadałoby może ją odsunąć – tylko odruchowo ją cofasz, zanim sobie to nawet uświadomisz, że to zrobiłeś.
To, że podświadomość jest wielowątkowa – to jest oczywiste, ale nie w tym rzecz. I może się źle wyraziłem (co też pokazuje trudność mówienia o istotach nadświadomych, bo po prostu jesteśmy – jak wspomniałem – ślepcami dyskutującymi o kolorach – przestrzenie wielowymiarowe łatwo sobie wyobrazić, bo mamy już przestrzeń n-wymiarową – ściślej 3-wymiarową – ale gdybyśmy mieli sobie wyobrazić przestrzeń, która nie jest wymiarowa, a ma jakieś inne cechy i sposoby organizacji niż wymiarowość – to w ogóle byśmy jej nie uznali za przestrzeń, to raz, a po drugie – nie bylibyśmy w stanie nawet o niej sensownie rozmyślać – i tak jest też z nadświadomością – jesteśmy zbyt “płascy” by ją zrozumieć). Nie chodziło mi o osobowość wieloraką – podałem ją tylko jako pewnego rodzaju “skrót myślowy” czy drobne oszustwo, by sobie to jakoś unaocznić, podobnie jak z tym mozaikowym ja.
Tak naprawdę takie ja pewnie byłoby spójne, może nawet bardziej spójne niż nasze ja – ale wielowątkowe.
Mogłaby mieć poważne problemy z normalnym funkcjonowaniem. Zauważ, że ludzkie myślenie napędza język – wydaje mi się, że jego konstrukcja jest bardzo dostosowana do reszty biologii, która stanowi jakby “hardware”. Myślę, że gdyby człowieka zmusić do takiej pracy, pojawiłyby się konflikty. System jako całość byłby niespójny.
Bardzo mocno trzymasz się naszych ludzkich realiów. I pewnie jako pisarz – bardzo przywiązany jesteś do języka. Ale język może też być tylko etapem.
Sięgając do Twojego porównania z Linuxem – procesy mogą ze sobą “gadać”, mogą różne rzeczy kolejkować, stosować różne heurystyki co do tego, który z procesów powinien mieć dostęp do zasobów (z pewnością kojarzysz te IT-przedszkolne problemy, w stylu problemu głodujących filozofów) – nieposiadanie jednego procesu “nadzorcy” – jednowątkowego – wcale nie musi owocować chaosem, wręcz przeciwnie – nasza podświadomość działa wielowątkowo i nic się z tego powodu złego nam nie dzieje.
To, że nasza świadomość jest jednowątkowa wynika po prostu – jak sam zauważyłeś – z ewolucji naszego gatunku, to po prostu najprostsze, najbardziej ekonomiczne rozwiązanie – podobnie jak to, dlaczego nasza podzielność uwagi (a właściwie jej przerzutność, ale to mniejsza z tym) jest z reguły jednocyfrowa – na sawannie, jeśli goniło nas więcej niż siedem drapieżników, to i tak już byliśmy martwi, więc zwiększanie liczby śledzonych w umyśle obiektów ponad siedem i tak nie ma sensu przystosowawczego.
Ale ja tu nie piszę o stanie obecnym ani o ludziach, a o istotach, które wspięły się na wyższy szczebel rozwoju niż my. Które nie są na pierwszym pięterku, a przynajmniej na drugim. Kardyszew mówił o rozwoju cywilizacji w związku z poziomami energetycznymi: I poziom to wykorzystanie całej dostępnej energii w skali planety, II – w skali układu planetarnego, III – w skali Galaktyki i tak dalej.
Skala rozwoju psychicznego cywilizacji Jima jest podobna:
0 – świat nieożywiony
ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
https://www.frontiersin.org/journals/physics/articles/10.3389/fphy.2020.525731/full
To czytałeś? He,he podobieństwa pomiędzy strukturą mózgu i kosmiczną siecią?
A może wszechświat to taka Dukajowa inkluzja ultymatywna, którą jakcyś Sznipsowie czy Mindrigorianie zapuścili, żeby oglądać na niej analogi naszych “śmiesznych kotów”?
W tej sytuacji nasze istnienie byłoby dość łatwo wytłumaczalne. Jeśli cały system ma się organizować w stronę supersieci neuronalnej w skali makro, to my bylibyśmy takimi mini fraktalikami tej supersieci, w jej wnętrzu. Nieuniknionym zanieczyszczeniem, bo prawa muszą działać zarówno w skali makro jak i mikro...
Trochę mało nośne literacko, bo wręcz wchodzi koncepcyjnie w kliszę. Silver, jak to świat jest kosmicznym mózgiem? Było milion razy! Siadaj – niedostateczny.
No ale może właśnie dlatego jest? Diabli wiedzą. Tylko tutaj impulsy przechodzą w tak odmiennej skali czasowej, że w ogóle nie ma o czym gadać... No ale dla nas – przestrzeni kieszeniowej. Na “zewnątrz” w nasz miliard lat może mijać sekunda. Albo w ogóle upływ czasu wygląda inaczej / nie wygląda wcale?
Skala rozwoju psychicznego cywilizacji Jima jest podobna:
Co jest uderzające – moglibyśmy się w jakikolwiek sposób komunikować tylko ze szczebelkiem niżej i BYĆ MOŻE ze szczebelkiem wyżej, ale tutaj pewnie ich “jestestwo” byłoby nam na tyle obce, że problemy byłyby kardynalne. Jak próby gadania z oceanem z Solaris.
Bytów zasadniczo odległych moglibyśmy wręcz nie dostrzegać, podobnie jak pierwotniak żyjący w moich bebechach nie zdaje sobie sprawy z istnienia jakiegoś adwenta, który pisze głupoty na forum NF :)
Bodajże Lem kiedyś stwierdził, że jeśli Wszechświat jest kosmicznym mózgiem, to jest mózgiem debila :D
Co jest uderzające – moglibyśmy się w jakikolwiek sposób komunikować tylko ze szczebelkiem niżej i BYĆ MOŻE ze szczebelkiem wyżej, ale tutaj pewnie ich “jestestwo” byłoby nam na tyle obce, że problemy byłyby kardynalne. Jak próby gadania z oceanem z Solaris.
Tak – spróbuj się skomunikować z mrówkami. Ponoć są świadome :)
Jeśli lubisz takie rozkminy, np. odnośnie kontaktu, w sfabularyzowanej formie, w postaci niemodnego dziś i hejtowanego science fiction (a wiem, że lubisz) – to polecam opko Caerna “Doktor Skaza” z Ocalonych dwójki.
Ocaleni – jak to antologia – są strasznie nierówni, ale myślę, że zarówno w jedynce jak i w dwójce znajdzieć coś dla siebie (nieskromnie powiem, że na przykład moje teksty :D – Caern też jest w obu częściach i w obu mnie bije na głowę :D )
Porównanie z pierwotniakiem żyjącym w bebechach – bardzo dobre.
Kiedyś napisałem takie opko o świadomych formacjach skalnych – one nie zdążyły zauważyć przybycia ludzkich kosmonautów, bo dla nich cały czas trwania naszej cywilizacji był jak mrugnięcie oka, jednak po tysiącach lat jedna taka skała stworzyła opowiadanie o dwunogich istotach wspinających się po ich grzbietach, w czasie krótszym niż spostrzeganie...
…za co została wyśmiana na skalistym forum, bo jak coś może chodzić po czymś tak płynnym i zmiennym jak grzbiet skalny :D
ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jim&Silver. po przeczytaniu Waszych wypowiedzi uświadomiłem sobie, że nie jestem nawet na poziomie mrówki. :(
Jeśli chodzi o mnie, to nie musisz się niczym przejmować, Koalo. W rzeczywistości to tylko taka słowna fanfaronada z mojej strony, dla czystej zabawy rodzimym językiem. Jestem głupszy od popularnych LLMów. Ale staram się przy tym dobrze bawić :)
…za co została wyśmiana na skalistym forum, bo jak coś może chodzić po czymś tak płynnym i zmiennym jak grzbiet skalny :D
W duchu Lema, uśmiechnałem się :)