- publicystyka: Omówienie sześciu opowiadań Lovecrafta napisanych we współpracy z innymi autorami

publicystyka:

artykuły

Omówienie sześciu opowiadań Lovecrafta napisanych we współpracy z innymi autorami

Lovecraft wiele czasu spędził na poprawianiu cudzych utworów, czasem pisząc je całkiem od nowa. Z oczywistych powodów są one mniej znane od tych kanonicznych, oryginalnych opowiadań... Choć częstokroć są to właśnie teksty znakomite, wcale nie ustępujące tym... no prawie nie ustępujące najlepszym dziełom Samotnika z Providence. Dla kogoś, kto nie przepada za twórczością samego H.P.L.-a, te sześć utworów paradoksalnie może się właśnie okazać czymś odkrywczym i bardziej przyswajalnym.

 

"POKÓJ NA PODDASZU"  H.P. Lovecraft i August Derleth

Opowiadanie to być może ma najbardziej dziwaczną i najdłuższą genezę w historii. Bodajże w roku 1923 Lovecraft zapisał w swoim dzienniku frapujący pomysł na opowiadanie i pozostawił go tam na kilka lat. Później, gdzieś koło roku 1927 w korespondencji z Augustem Derlethem przekazał mu ten pomysł wraz z ogólnym szkicem, namawiając, by ten go wykorzystał. Derleth jednak zwlekał z nadaniem ostatecznego kształtu temu utworowi. W końcu ukazał się dopiero w roku 1957, kiedy został opublikowany wraz z kilkoma innymi tekstami, a tak naprawdę pastiszami, zanurzonymi głęboko w lovecraftowskiej mitologii. Dzisiaj teksty te są uważane za średnio udane, a wyróżnia się spośród nich właśnie "Pokój na poddaszu". To wyborne, wręcz modelowe opowiadanie grozy, w pełni oddające klimat prozy Lovecrafta, choć z kolei napisane zostalo stylem dość prostym, typowym dla Derletha.

 

"NOCNY OCEAN" H.P.Lovecraft i Robert H.Barlow

Uważany za wybitne osiągnięcie nowelistyczne bez podziału na gatunki, "Nocny ocean" został tak naprawdę napisany przez młodziutkiego, ledwie osiemnastoletniego chłopca. Jak się teraz uważa, wkład Lovecrafta wynosił mniej więcej 10 procent, i nawet jeśli dodał coś od siebie, to przede wszystkim oszlifował stylistycznie tekst. Jest to surrealistyczna impresja, właściwie trudna do zdefiniowania. Stanowi ostatnie dzieło, nad którym pracował Lovecraft, a było to w roku 1936, a więc w roku, w którym nie napisał już żadnego własnego oryginalnego opowiadania. Młody Barlow po śmierci Lovecrafta, która nastąpiła kilka miesięcy później, odstąpił od dalszej kariery literackiej. Odniósł później pewne sukcesy na polu antropologii, a w roku 1951 popełnił samobójstwo.

Utwór ten na język polski przelożył w roku 1996 Andrzej Ledwożyw. Niestety, jego koszmarne, wręcz odstręczjące tłumaczenie na przeszło dwadzieścia lat zepsuło odbiór tego genialnego, jak chcą niektórzy, opowiadania w naszym kraju. Na szczęście od roku 2018 dostępny jest doskonały przekład Radosława Jarosińskiego.

 

"Z OTCHŁANI CZASU" H.P.Lovecraft i Hazel Heald

Hazel Heald opublikowała pięć opowiadań napisanych wespół z Lovecraftem, z których "Z otchłani czasu" jest zdecydowanie najlepsze. Heald nigdy się nie objawiła jako samodzielna autorka, a po napisaniu , choć i to powinno być w cudzysłowie, tychże utworów, zwyczajnie zniknęła. Nawet nie znana jest data jej śmierci.

Jaki był wkład Heald w stworzenie "Z otchłani czasu"? Można powiedzieć, że żaden. W zasadzie odbył się tu odwrotny proces, niż to miało miejsce przy tworzeniu "Okna na poddaszu",tym razem to Lovecraft na bazie szczątkowego pomysłu napisał całe opowiadanie. Zresztą nietrudno zauważyć, że styl jest typowy dla niego, przypominający odrobinę "Zew Cthulhu".

Niestety, przekład Andrzeja Ledwożywa, jedyny mi dostępny, uniemożliwia w pełni docenienie tego tekstu. Niemniej uważam, że opowiadanie to powinno być o wiele bardziej znane i włączone do kanonicznych tekstów Lovecrafta, i wielka szkoda, iż nie przełożył go Maciej Płaza.

 

"DRZEWO NA WZGÓRZU" H.P.Lovecraft i Duane Rimel

Wydaje się to niewiarygodne, ale konstrukt tego niedługiego opowiadania przypomina trochę sławną powieść SF Cixina Liu "Problem trzech ciał". Jednakże S.T.Joshi, autor wielkiej biografii Lovecrafta wyraźnie lekceważy ten tekst ówcześnie siedemnastoletniego bodajże chłopca, wyżej stawiając nieco późniejszą "Ekshumację". Rimel obydwa teksty nadesłał Lovecraftowi do poprawek, a ten zrobił z nimi, co mógł. Joshi twierdzi, że ingerencja starszego pisarza była znacząca, całkiem słusznie argumentując, iż Rimel, który dożył przecież słusznego wieku (zmarł w 1996 roku), w późniejszym czasie nie stworzył już nic godnego uwagi. Wszedł do historii zaledwie kilkoma opowiadaniami i jednym poematem "Dreams of Yith", a po śmierci swego mentora tłukł już tylko chałtury dla pulpowych magazynów. Okazał się zresztą jednym z kilku "cudownych" młodzieńców, dobrze rokujących, którzy nawiązali kontakt z Lovecraftem pod koniec jego życia.

"Ekshumacja" to opowiadanie dobrze napisane, aczkolwiek o dość topornym, gruboskórnym pomyśle, i przede wszystkim, co jest jego największą wadą, przewidywalnym finale. No i nie ma żadnego nawiązania do mitów Cthulhu. Natomiast "Drzewo na wzgórzu" to rzecz nieomal zjawiskowa, o wspomnianym już kosmicznym rodowodzie i nasycone lovecraftovską mitologią. Można arbitralnie uznać je za wspólne dzieło Lovecrafta i Rimela.  

 

"PRZEZ BRAMY SREBRNEGO KLUCZA" H.P.Lovecraft i Hoffman E.Price

To zapewne najbardziej kontrowersyjny utwór Lovecrafta, napisany we współpracy z innym autorem. I ostatni ze swoistego cyklu, połączonego głównym bohaterem Randolphem Carterem, czyli alter ego samego Lovecrafta. Zapoczątkowało ten cykl krótkie "Zeznanie Randopha Cartera". Potem szły kolejno "Nienazywalne", obszerna fantasy "Ku nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka" oraz "Srebrny klucz". We wszystkich tych utworach Lovecraft przedstawia swoją filozofię marzyciela, wizjonera i poety, będącego na bakier z akceptacją wymogów, obowiązków i przekonań, nakładanych przez społeczeństwo.

W roku 1932 Lovecraft odbył jedną ze swych licznych podróży, i dotarł aż do Nowego Orleanu. Tam spotkał się z E.Hoffmanem Price i wówczas odbyła się pomiędzy nimi 25 – godzinna rozmowa, która przeszła do legendy. Ale kim był Hoffman Price? Jak się to nieraz określa, był człowiekiem renesansu. Ukończył słynną akademię West Point, ponoć świetnie władał bronią, grał w szachy i tak dalej. Ale swoją przyszłość związał z pisaniem opowieści do magazynów pulpowych, od których się wówczas zaroiło. W zasadzie jego ścieżka kariery była bardzo zbliżona do tej obranej przez Roberta E.Howarda, twórcy Conana. O ile jednak u nas Howarda wydrukowano nawet przysłowiowe kwity z pralni, tyleż bilans Price`a wynosi równe zero. W naszym kraju oczywiście. A podobno Price stworzył kilka wybitnych utworów, o czym zresztą może świadczyć przyznanie mu w późniejszym czasie nagrody World Fantasy.

W następnym roku korespondencyjnie już doszło do współpracy między Lovecraftem a Pricem, a mianowicie ten drugi napisał kontynuację "Srebrnego klucza". Podobno Lovecraft nie był do tego specjalnie przekonany, ale postawiony przed faktem dokonanym, wziął wersję Price`a w obroty. I tak powstała dość niezwykła metafizyczna science fiction "Przez bramy srebrnego klucza".

S.T.Joshi w swej wielkiej biografii nie pozostawia na niej suchej nitki.

Faktycznie, fabuła jest nietypowa. Dziś nikt by czegoś takiego nie napisał. Ale fantastyka lat trzydziestych 20 wieku, nawet ta spod znaku SF, która wtedy właściwie raczkowała, to była fantastyka z mocno poluźnionymi ramami prawdopodobieństwa. I może właśnie dlatego dała tak wiele niezwykłych utworów E.R.Borroughsa, Abrahama Merrita czy Clarka Ashtona Smitha. Dłuższe opowiadanie tego ostatniego, "Miasto Śpiewającego Płomienia", bodaj najbardziej się zbliża do wspólnego utworu Lovecrafta i Price`a, a warto zaznaczyć, że cała ta trójka autorów korespondowała między sobą przez wiele lat. A jeśli dołączyć do tego nieco późniejsze arcydzieło już samego Lovecrafta "Cień spoza czasu", otrzymujemy jedyny w swoim rodzaju tryptyk o astralnych wędrówkach po innych wymiarach czy planetach.

I jak się wspomniało już, Hoffman Price został uhonorowany World Fantasy Award w roku 1984 za tzw. osiągnięcie życia, czyli konkretnie za trzy utwory.  Pierwszym z wymienionych jest, jakżeby inaczej, "Przez bramy srebrnego klucza". Ale jeśliby przypisać jego autorstwo Lovecraftowi, to by oznaczało, że w jednej trzeciej otrzymał nagrodę sam H.P.L... ponad pięćdziesiąt lat po swojej śmierci. A jak wiemy, w tamtym okresie nagroda w postaci statuetki przedstawiała podobiznę nikogo innego, jak właśnie Samotnika z Providence...

Niestety, przekład Lipskiego pozostawia wiele do życzenia, i myślę, że należy wznieść modły błagalne do panów Macieja Płazy i Radosława Jarośińskiego, ażeby któryś z nich zechciał jeszcze raz przełożyć to opowiadanie.

 

"BIAŁY STATEK" H.P.Lovecraft i Lord Dunsany

Oczywiście jest to pewne nadużycie. Lovecraft napisał to opowiadanie samodzielnie. Ale skoro można mówić, że jego "Szepczący w ciemności" to plagiat z Waltera De La Mare (co jest przecież nonsensem), to i ja pozwoliłem sobie na coś podobnego.

Faktem za to jest niezbitym, iż Lovecraft w roku 1919 zapoznał się z twórczością Lorda Dunsanego i dosłownie się nią zachłysnął.

Lord Dunsany jest twórcą gatunku fantasy. Chodzi o krainę never never land, według terminologii Andrzeja Sapkowskiego. Dunsany wymyślił własną mitologię i opisał ją w pierwszym tomie krótkich utworów "Bogowie Pegany"(1906), który jest odpowiednikiem "Silmarillionu" Tolkiena. Potem przyszły kolejne tomy, "Opowieści marzyciela"(1910) ze słynnym opowiadaniem "Carcasonne", którym się zachwycił sam Borges, "Księga dziwów", i inne.

W końcu przyszedł rok 1919, można powiedzieć, rok stykowy w historii gatunku fantasy. To wtedy Dunsany opublikował ostatni zbiór swych unikalnych opowieści, natomiast rozpoczął nową erę Tolkien "Upadkiem Gondolinu'. I wtenczas  niejako wszedł pomiędzy nich Lovecraft, tworząc "Biały statek" i kilka dalszych dunsaniańskich utworów.

Gdyby powiedzieć, że Dunsany i Lovecraft nigdy się nie spotkali, nie byłoby to całkiem zgodne z prawdą. W rzeczywistości Lovecraft widział Dunsanego całkiem blisko siebie, siedząc w pierwszym rzędzie podczas występu literackiego swego nowego idola w Bostonie. Był tak nim zauroczony, że później napisał esej poświęcony jego twórczości. Oto jak się zaczynał:

"Stosunkowo nikłe uznanie, okazywane do tej pory Lordowi Dunsany, (...) wyjątkowemu, nowatorskiemu i obdarzonemu największą fantazją spośród żyjących autorów, stanowi niezwykle zabawny komentarz do wrodzonej tępoty ludzkości".

Oraz fragment z poświęconemu mu długiego wiersza:

Do Edwarda Johna Moretona Draxa Plunketta, osiemnastego barona Dunsany

"Zachwyt budzisz, Dunsany, dziełami swojemi

Twój kunszt i pióro płynne, jakby nie z tej ziemi

Czy może człowiek, zwłaszcza gdy sam jest jedyny

Malować takie cudne, przedziwne krainy?"

Ukończony w październiku 1919 roku, "Biały statek" okazał się nadzwyczaj udanym utworem. Nie przypomina późniejszych dzieł fantasy innych autorów. Ma w sobie moc poetyckiego zaklęcia, skondensowaną cudowność "Baśni z tysiąca i jednej nocy" , oraz konglomerat mitów i legend z całego świata.

Nic dziwnego zatem, że po latach tej urzekającej opowieści oddano niezwykły hołd. W roku 1967 stosunkowo mało znana grupa rocka psychodelicznego o nazwie H.P.Lovecraft stworzyła wspaniały utwór "White Ship"", ażeby jeszcze podkreślić jego mistyczny klimat, użyła w nagraniu prawdziwego dzwonu okrętowego.

 

Teraz kilka słów o przekładach. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku dwaj tłumacze, Robert Lipski i Andrzej Ledwożyw postanowili zniszczyć Lovecrafta w Polsce. Przynajmniej tak by się mogło wydawać. Na szczęście dekadę poźniej z odcieczą przyszło wydawnictwo Vesper wraz z gronem ludzi będących wielkimi pasjonatami twórczości Samotnika z Providence, czyli Maciejem Płazą, Mateuszem Kopaczem czy Wojciechem Gunią, którzy zdołali odwrócić ten trend i przywrócić Lovecraftowi należne mu miejsce w naszym kraju.

Zasługą Macieja Płazy jest przetłumaczenie wczesnych opowiadań Lovecrafta, które dotąd funkcjonowały jedynie w przekładach Lipskiego i Ledwożywa. Oni nie potrafili przetłumaczyć nawet tytułów! Tak na przykład dla Lipskiego "Outsider" to był "Przybysz", potem poprawiony na "Obcy". Dopiero Płaza nadzwyczaj celnie przełożył to szczególne opowiadanie Lovecrafta jako "Wyrzutek". Przekłady obydwu panów to były, owszem, horrory, tyle że translatorskie. Co prawda ostatnio nawet i Płaza jest troszkę krytykowany, jego przekłady czasem ocenia się jako "przekwiecone", ale na pewno jest on najbardziej uważnym i starannym tłumaczem dzieł Lovecrafta. Osobiście uważam, że przynajmniej kilka jego przekładów, w tym "Wyrzutek" czy "Bezimienne miasto" śmiało można uznać za kongenialne.

W niniejszym artykule nie uwzględnione zostalo długie opowiadanie "Wzgórze" Lovecrafta i Zealii Bishop, albowiem znanego mi tłumaczenia Ledwożywa nie polecam, a żeby samemu przedzierać się przez nie ponownie byłoby ponad moje siły. Pozostało jeszcze jedno opowiadanie Lovecrafta "Pod piramidami" napisane wespół ze znanym iluzjonistą Harrym Houdinim. Sęk w tym, że napisane wspólnie tylko pro forma, w rzeczywistości spod ręki Houdiniego nie wyszła ani literka omawianego utworu, bo tak naprawdę H.P.L. napisał go nie z nim, lecz dla niego.

Komentarze

Widzę, że chyba jestem pierwszym, który zajrzał do tego artykułu, ponad tydzień po publikacji. Ten dział Portalu regularnie sprawdza niewielu użytkowników, więc pochwalenie się nowym tekstem na przykład na Shoutboksie uważam w jego przypadku za dopuszczalne.

Niestety tutaj nie ma czego reklamować, artykuł jest moim zdaniem przygnębiająco słaby. Zresztą to nie powód do wstydu, publicystyka jest umiejętnością czy też sztuką, którą autor piszący nawet dobre opowiadania potrzebuje opanować osobno. Tutaj najbardziej rzucającym się w oczy problemem – oprócz znacznych wad językowo-redakcyjnych – jest brak ważnego nawyku uzasadniania tez. Niepodobna przekonać czytelnika do swoich racji i zachęcić do lektury opisywanych utworów, jeżeli tylko mu mówisz, jak według Ciebie jest, a nie wyjaśniasz, dlaczego tak jest, co o tym świadczy i co Cię skłoniło, by o tym napisać. Niektóre konkrety:

Z oczywistych powodów są one mniej znane od tych kanonicznych, oryginalnych opowiadań...

To znaczy z jakich powodów – nie są zwykle drukowane jako opowiadania Lovecrafta, lecz pod jakimiś nieznanymi nazwiskami? Czy jego współautorstwo jest faktem powszechnie dostępnym czytelnikom, znanym tylko badaczom literatury, czy w ogóle wynikiem Twoich oryginalnych badań?

Dla kogoś, kto nie przepada za twórczością samego H.P.L.-a, te sześć utworów paradoksalnie może się właśnie okazać czymś odkrywczym i bardziej przyswajalnym.

Co w tym paradoksalnego?

Opowiadanie to być może ma najbardziej dziwaczną i najdłuższą genezę w historii.

Spośród opowiadań Lovecrafta czy w ogóle w historii literatury, bo z konstrukcji zdania wynikałoby to drugie?

Bodajże w roku 1923 Lovecraft zapisał w swoim dzienniku frapujący pomysł na opowiadanie

Z jakich względów frapujący? Najpierw wyjaśnienie, potem ocena!

wraz z kilkoma innymi tekstami, a tak naprawdę pastiszami

Czy pastisz nie jest tak naprawdę tekstem?

Dzisiaj teksty te są uważane za średnio udane, a wyróżnia się spośród nich właśnie "Pokój na poddaszu". To wyborne, wręcz modelowe opowiadanie grozy

To Twoja czy czyjaś opinia; dlaczego uznałeś ją za godną przytoczenia? Z jakichś względów ten ma być modelowy, a tamte średnio udane, odbiorca zasługuje na bliższe wyjaśnienie przyczyn.

Uważany za wybitne osiągnięcie nowelistyczne bez podziału na gatunki, "Nocny ocean" został tak naprawdę napisany przez młodziutkiego, ledwie osiemnastoletniego chłopca.

Tu nie ma żadnego przeciwstawienia usprawiedliwiającego użycie zwrotu “tak naprawdę”. Gdyby pierwsza część zdania brzmiała “Uważany za jedno z ostatnich dzieł Lovecrafta”, całość miałaby więcej sensu.

10 procent

“Dziesięć procent” lub ewentualnie “10%” (spójność stylistyczna).

Młody Barlow po śmierci Lovecrafta, która nastąpiła kilka miesięcy później, odstąpił od dalszej kariery literackiej. Odniósł później pewne sukcesy na polu antropologii, a w roku 1951 popełnił samobójstwo.

Niezręczne powtórzenie. Chyba niezamierzenie humorystyczne streszczenie życiorysu.

Niestety, jego koszmarne, wręcz odstręczające tłumaczenie na przeszło dwadzieścia lat zepsuło odbiór tego genialnego, jak chcą niektórzy, opowiadania w naszym kraju. Na szczęście od roku 2018 dostępny jest doskonały przekład Radosława Jarosińskiego.

Cała masa niczym niepopartych ocen! To gorzej niż zwykła słabość artykułu: w tym miejscu ktoś mógłby wręcz nabrać podejrzeń, że pisze to jakiś agent czy znajomek Jarosińskiego oczerniający dawniejszego tłumacza. Co to w ogóle znaczy “genialnego, jak chcą niektórzy, opowiadania”, jacy “niektórzy”?? “Niektórzy” chcą, żeby “Z dymem pożarów” było szczytowym osiągnięciem poezji polskiej. Ian Stewart nazwał to kiedyś trafnie “dowodem z niejasnego autorytetu”, a gdzieś indziej napotkałem sformułowanie “Są ludzie, którzy żonglują gęśmi”.

W zasadzie odbył się tu odwrotny proces, niż to miało miejsce przy tworzeniu "Okna na poddaszu",tym razem to Lovecraft na bazie szczątkowego pomysłu napisał całe opowiadanie.

Nie można mówić o odwrotnym procesie, proces jest ten sam, jeden z autorów pisze opowiadanie według pomysłu drugiego. Wcześniej podawałeś tytuł “Pokój na poddaszu”. Brakuje spacji po przecinku (a wyżej w tym akapicie jest zbędna przed przecinkiem).

Niestety, przekład Andrzeja Ledwożywa, jedyny mi dostępny, uniemożliwia w pełni docenienie tego tekstu.

Ale próbowałeś go docenić w oryginale – prawda? – bo z tego zdania to raczej nie wynika...

Wydaje się to niewiarygodne, ale konstrukt tego niedługiego opowiadania przypomina trochę sławną powieść SF Cixina Liu "Problem trzech ciał".

Rzeczywiście jest niewiarygodne, żeby konstrukt przypominał powieść (zobacz, co to jest “konstrukt”), ale po poprawce słownikowej twierdzenie o niewiarygodności będzie bezprzedmiotowe, bo nie ma w tym nic niezwykłego, że opowiadanie antycypuje późniejszą powieść pod względem pomysłu czy nawet konstrukcji.

 

Może wystarczy, nie chcę zasypywać tekstu całą lawiną krytycznych uwag, mam nadzieję, że napisałem dosyć, żebyś mógł wyciągnąć przydatne na przyszłość wnioski.

Pozdrawiam i życzę wiele sił do rozwoju twórczego,

Ślimak Zagłady

Ślimaku Zagłady – dzięki za opinię, bardzo surową i po części niewątpliwie słuszną, ale w jakiejś mierze chcę się usprawiedliwić. Na pewno nie roszczę sobie pretensji, aby to miał być esej krytyczno – literacki, a po prostu artykuł, felieton  czy jak to tam zwał. W tego typu tekstach nie stosuje się przypisów, nie trzeba wskazywać źródeł ani tłumaczyć każdej opinii, własnej bądź cudzej.

Ale przyznaję, nie mam żadnego doświadczenia w pisaniu tego typu tekstów, ani też nie planuję napisania kolejnego. Bo jest to mój drugi tego rodzaju tekst, pierwszym była recenzja z “Opowieści niesamowitych z języka włoskiego”, ale wciąż mam ją na... swoim wordzie, zwyczajnie nie udało mi się jej zamieścić na tym forum (brak zdjęcia książki).

A ten artykuł o moim ulubionym autorze napisałem, może to dziwnie zabrzmi, bardziej z potrzeby serca, bardziej nawet niż większość moich opowiadań. Próbowałem napisać też prawdziwy esej o Lovecrafcie, ale tu już poległem, stwierdziłem, że faktycznie nie mam po temu niezbędnych umiejętności, a “Omówienie...” jest tego właściwie odpryskiem. Raczej zależało mi na dostarczeniu garści różnych mniej znanych informacji i ciekawostek, aniżeli na zabłyśnięciu jako “wielki krytyk”.

Agroelingu, ależ to bardzo dobrze, że napisałeś ten artykuł z potrzeby serca, a ja na pewno nie komentuję go po to, żebyś czuł się w obowiązku usprawiedliwiać. Nie namawiam Cię do stosowania przypisów i aspirowania do poziomu pracy literaturoznawczej, tylko staram się pokazać podejście, które pomogłoby Ci sprawnie podzielić się swoją pasją, wyrazić tę “potrzebę serca” i zaintrygować nią czytelników.

Tekst jest pełen przymiotników oceniających, które nic odbiorcy nie mówią, a i Ty przecież pewnie czułeś potrzebę przekazać więcej niż to, że coś jest “genialne”, coś “wyborne”, coś “szczególne”, coś “średnio udane”, a coś innego “koszmarne”. Gdybyś zapytał mnie na przykład o Słowackiego, mógłbym bardzo długo mówić o tym, co w jego wierszach jest pięknego, jakie w nich znajduję emocje, jakie stosował nowatorskie czy nietypowe rozwiązania, w jaki sposób wynika to z jego biografii i realiów, w których żył... Nie powiedziałbym, że Słowacki mnie zachwyca, albowiem wielkim poetą był. Dajże czytelnikowi szansę poczuć to, co Ty, dowiedzieć się, czym się zachłysnąłeś przy lekturze kolejnych wyliczanych opowiadań i po które z nich miałby ewentualnie ochotę sięgnąć. W tym momencie nie ma w tekście absolutnie nic, co wyjaśniłoby mi na przykład, kto i dlaczego powinien przeczytać “Pokój na poddaszu”, dlaczego Agroeling uważa go za opowiadanie “wyborne, wręcz modelowe” i oparte na “frapującym pomyśle”, po co o nim w ogóle pisze.

Osobną kwestią jest warstwa językowa, bo nawet najlepszym koncepcyjnie artykułem można zrazić odbiorcę, jeżeli będzie się składał z niezgrabnych, nieprecyzyjnie wyrażających myśli, jeżących się od literówek zdań. Kiedy w tekście pojawiają się liczne zapisy w rodzaju “rzecz nieomal zjawiskowa, o wspomnianym już kosmicznym rodowodzie i nasycone lovecraftovską mitologią”, “Price`a”, “Jarośińskiego”, “z odcieczą” – to sugeruje po prostu, że nie był uważnie przeczytany przed publikacją.

 

Meduza stróżująca ku gwiazdce (What do we want? Time machine!)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka