- publicystyka: Wartość książki w XXI wieku

publicystyka:

Wartość książki w XXI wieku

Witam Drogi Czytelniku!

 

Wiem doskonale, że pisanie artykułu to trudna sprawa, mimo to chcę zacząć właśnie od przywitania się z Tobą. Wierzę, że ułatwi mi to przekazanie moich przemyśleń i tego co ostatnio zauważyłem. Swoje myśli kieruje zarówno do mężczyzn jak i kobiet, ale posłużę się w tekście formą przekazu męskoosobowego.

 

Na początku zacznę od zadania kilku pytań: Czy często czytasz w miejscach publicznych?

Czy zauważyłeś wielu ludzi czytających w Twoim otoczeniu? Jaki przedział wiekowy jest Tych właśnie osób? Czy uważasz, że w naszym życiu książka traci na popularności?

 

Ja osobiście często czytam– chociaż wiem, że znajdzie się więcej osób „pochłaniających” większe ilości książek– ale sam czytam około 2-3 książek miesięcznie, co nie jest chyba złym wynikiem. Ale tu nie o mnie chodzi i pewnie także nie o Ciebie Czytelniku, mimo to dręczy mnie jedno i o tym chcę opowiedzieć. Ilu ludzi jeszcze czyta? Bardzo rzadko zauważam w miejscach publicznych, takich jak Parki czy Komunikacja Miejska, ludzi czytających książki, a jeszcze parę lat temu zauważałem więcej takich osób. Nie mówię tu o uczniach, którzy mają lektury i muszą je przeczytać na Język Polski i tak naprawdę wykorzystują do tego czas w drodze do szkoły. Chodzi mi bardziej o osoby czytające dla przyjemności. Czy jest ich wiele? Zależy jak na to popatrzeć. Wiele osób czytających to ludzie starsi (przepraszam z góry jeśli kogoś urazi to zdanie :) ), doceniający wartość literatury, w wieku powyżej 30 roku życia. Jednak młodszych osób widać dużo mniej. Sam mam dopiero 21 lat i porównując się do swoich znajomych czytam bardzo dużo, gdyż z tego co wiem to oni sięgają rocznie po 1-2 książki, jeśli już w ogóle to robią. Drugi przypadek, który powoduje u mnie to, że uważam za małą popularność książki w Naszych czasach to reakcje Młodszych Ludzi (poniżej 20 lat). Mianowicie czasem napotykam wzrok – czytając książkę w autobusie/tramwaju – jakby z niedowierzaniem albo dezaprobatą, jednak gorszy jest według mnie sarkazm przy grupie ludzi, który czasem się zdarza. Wytłumaczę o co mi chodzi: zdarzyło mi się czytać „Czas zmierzchu” Dmitrija Głuchowskiego w autobusie i wsiadła do niego grupa dziewczyn i chłopaków w wieku 17-19 lat. Usłyszałem jak mówią: „Haha. Czyta książkę.”, „Ale lamerstwo. Jak można czytać książki?”. Nie chciałem się odzywać na takie prymitywne dogadywanie, więc zignorowałem to wtedy. Jednak teraz żałuję tego, ponieważ Książek trzeba bronić. Nasze społeczeństwo w coraz mniejszej ilości czyta, a co za tym idzie staje się ograniczone literacko. Jak wiadomo czytanie książek zwiększa zasób słów, ale również wiedzę. Każdy utwór literacki – czy to opisujący mityczne, stare czy nowe czasy – zawiera w sobie jakieś informacje realistyczne, więc warto jest czytać książki. Jednak co można zrobić w Wieku elektroniki aby zachęcić młodzież do czytania? Czy wszystko jest na przegranej pozycji? Uważam, że nie. Z pomocą przychodzą nam firmy elektroniczne z e-bookami, ale czy to może zmienić znacząco wartość czytania? Trudno powiedzieć. Ja osobiście nie odrzucam elektroniki, ale książka w papierowej postaci ma dla mnie większą wartość. Czuje i widzę to ile zostało w Nią „włożone” przez autora. Poza tym jest to inwestycja na Lata, gdyż w przyszłości jak już będę miał swoje własne cztery kąty, będę mógł z Dumą wyeksponować wszystkie zakupione i zebrane przeze mnie książki. Co z tego, że „elektroniczne” książki są tańsze i można ich posiadać więcej przy sobie? Przecież i tak nie będziemy czytać 5 różnych dzieł naraz – wyjątkiem mogą być np. wakacje, na których niektórzy przeczytają kilka książek.

 

Jednak mimo wszystko, nieważne czy czytamy książkę „elektroniczną” czy jej wersję papierową, powinniśmy to robić. Bez względu na wiek czy upodobania. Przecież każdy znajdzie coś dla siebie w literaturze. Powinniśmy walczyć o Książki i o to by w czasach pędzącej elektroniki, zwolnić i przystopować innych, zachęcając ich do czytania.

D”K”S

Komentarze

Ja tam widze duzo czytaczy. I sa wszedzie! Zdumiewajace, w jakich warunkch czlowiek potrafi czytac! Ja tam mysle: "czytac, nie epatowac wlasnym czytelnictwem!". Czytanie to sprawa prywatna, jak seks analny. Jak to lubisz to czytaj. Nikogo do czytania nie zmuszaj! Se powiedzialem - jakem rinos!

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Rinos, ale żeś wziął porównanie z dupy wzięte...

Czy ja wiem? Duzo sie mowi o tolerancji dla gejow, wiec czemu by nie tolerować czytelników?

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Bo tolerowanie gejów jest cool, a w przypadku czytaczy nie ma jak świecić bliźnim w oczy tolerancją.

Rinos, Twój komentarz sprawił, że mam cudowny poranek. Jeszcze nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby w stosunku do książek użyć takiego obrazowego porównania. Kosztowało mnie to parę minut czyszczenia klawiatury, bo parsknęłam śmiechem wymieszanym z kawą. NIemniej zgadzam się całkowicie.

Ja sama często korzystam z komunikacji miejskiej i widzę masę młodych i bardzo młodych ludzi czytających w autobusach. Nie tylko lektury.

Ja również bardziej lubię książkę papierową bardziej niż e-booka, ale takie są czasy, a młodzież goni za nowinkami technicznymi.

Wydaje mi się, że to trochę sztucznie rozdmuchany problem (z tym upadkiem czytelnictwa). Zawsze byli tacy, którzy pochłaniali książki na potęgę i tacy, którzy nie wzięli jej do ręki, jeśli nie zostali przymuszeni przez np. nauczyciela.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nazywam się trebliG i jestem uzależniony od czytania. Czytam nałogowo. Czytam niezależnie od miejsca i okoliczności. Czytam w autobusie, czytam w pociągu, czytam w poczekalniach dworcowych i wszedzie gdzie tylko mogę. W samochodzie "czytam" audiobooki, w kawiarni czytam ebooki. Czytałem mając lat kilka czy kilkanaście, czytam mając lat prawie 40. To nałóg. I nie chcę się od tego nałogu uwolnić. Niech trwa.

trebliG: myślisz, że ci wszyscy ludzie, ktorych widujemy z ksiazkami to Ty? To mogloby wyjaśnić sprawę ;)

A z tą wyższością papieru nad e-bookiem to nadszedł już ten czas, gdy książka elektroniczna stała się tańszym rozwiązaniem. Jest po prostu rozwiązaniem dla biedoty, do której się zaliczam. Książka drukowana to luksus. Oczywiście, trzeba nie mieć zahamowań moralnych, by takie myślenie zdawało egzamin. Czym jednak są zahamowania w porównaniu do 50zł trzy razy na miesiąc? To nie zmienia faktu, że 14 listopada pobiegnę do Empiku kupić najnowaszą Rowling. Jakoś tak mi się wydaje, że to jest pewniak!

Poźniej pojadę autobusem. Jak panisko jakieś wyciągnę książkę i zacznę ją czytać! Pod warunkiem, że uda mi się usiąść. Jak mi się nie uda, pojadę autobusem jeszcze raz!

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Ktoś powiedział, że czasy wspólczesne wymagają point - po co komu opasłe tomiszcza? A jednak bez książek nie potrafię sobie wyobrazić życia. Jeśli na półce nie czeka na mnie kilka tytułów, które mogę w każdej chwili zacząć czytać, to czuję się jak alkoholik, któremu kończy się gorzała! Zresztą, jak kończy mi się gorzała, to czuję się tak, jakby mi brakowało książek;) seksu analnego nie biorę pod uwagę!:)  

nice one szoszoon :)

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Nowa Fantastyka