- Hydepark: Wzajemna pomoc merytoryczna przy pisaniu opowiadań

Hydepark:

inne

Wzajemna pomoc merytoryczna przy pisaniu opowiadań

Przy tworzeniu historii często bywa tak, że by opowiedzieć coś przekonująco, musimy poszerzać swoją wiedzę. Niejednokrotnie jednak okazuje się, że nie ma gdzie szukać – bo wikipedia nie wystarcza, a nie chcemy ufać anonimowym ludziom z anonimowego forum. Tak się jednak składa, że jest nas tutaj niemało i każdy zna się na czym innym, dlaczego więc nie możemy pomagać sobie wzajemnie?

Jeżeli macie problem z jakimś zagadnieniem – napiszcie tutaj. Może znajdzie się jakiś mechanik/lekarz/geograf/historyk/prawnik/elektryk/fizyk/etc. A może ktoś z nas po prostu – mimo odmiennego wykształcenia i zainteresowań – ma jakieś doświadczenia, które okażą się przydatne?

By jednak zachować ten temat w porządku, chciałbym, by wszelkie dłuższe dyskusje dotyczące określonego zagadnienia albo przenosiły się na drogę prywatną, albo (moim zdaniem lepiej!) byście założyli osobny temat poświęcony danemu zagadnieniu. I tak, jeśli chcecie poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą funkcjonowania czarnych dziur i wyjdziecie poza ramy formuły pytanie-odpowiedź, dyskusja się rozwinie – pędźcie założyć osobny temat :)

Komentarze

obserwuj

Pozwolę sobie podbić, co by temat nie zaginął. Mam nadzieję, że komuś się przyda :)

Świetny pomysł :) zawsze chętnie służę pomocą :)

Genialny pomysł!  Na pewno skorzystam jeśli zajdzie taka potrzeba, a i postaram się pomóc :)

Co prawda nie do opowiadania, a książki, ale przydałby mi się ktoś, kto był w NY.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mogę się zapytać kogoś, kto mieszkał w NY przez 20 lat, jakoś do 2000 roku. Może być?

EDIT: Fajny wątek.

O! Super, dziękuję. Napiszę ci za chwilę pw, o co chodzi.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dobry pomysł, berylu :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo dobry. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Śledź ;)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Akhem, dowcirybnisie... :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

I ja zostawiam rybę (dowolnego gatunku ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zapalacz gwiazdki.

No rest for the Wicked

Jak wszyscy, to i ja – kaszalot!

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Jak ktoś potrzebuje, mogę pomóc z chemią.

Jako że wiedźmiński konkurs w toku – zostawiam obserwacyjną Płotkę :)

Zajawa.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Rzucam się na temat szczupakiem.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Gdyby ktoś potrzebował pomocy przy pisaniu opowiadania osadzonego w nowozytności, to służę pomocą. Mam mnóstwo artykułów, W których są różne rzeczy na temat życia codziennego, polityki, procesów czarownic, procesów w ogóle, tortur, egzekucji itp. Więc gdyby ktoś potrzebował to zapraszam.

Potrzebuję kogoś, kto ogarnia kwestie podróży kosmicznych od strony technicznej. :D Jakby pracował w NASA i pisał płynnie po polsku, będzie akurat na moje potrzeby ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jeżeli wystarczy Ci ktoś, kto ogarnia fizykę i technikę, to wal ;-)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Potrzebuję dostać się przez śluzę do wnętrza wahadłowca w środku kosmosu, przy czym śluza będzie otwarta tylko w momencie odcumowania kapsuły/wchodzenia do niej załogi...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cet, uśmiechnij się na priv do Ryszarda. Myślę, że on chętnie pomoże, ale nie zagląda raczej do Hyde Parku i pewnie nie odkrył tego wątku.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cet, nie do końca zrozumiałem. Jest wahadłowiec, jest śluza. Oprócz tego jest kapsuła. Ta kapsuła jest przycumowana do wahadłowca? Jest połączona ze śluzą? Jest osobno? Śluza będzie otwarta, od strony wnętrza wahadłowca, czy od strony przestrzeni? Napisz kilka zdań więcej, bo zgubiłem się w domysłach...

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

@KPiach Wahadłowiec→ śluza→ kapsuła, przy czym → oznacza trasę przejścia załogi. Nie ma innych wejść do kapsuły i do wahadłowca niż przez śluzę, ale śluza będzie otwarta tylko do momentu odczepienia kapsuły. Potrzebuję się dostać do wahadłowca z kosmosu przy zamkniętej śluzie :D

 

@Bernik – dzięki, spróbuję!

 

@Staruch – Ooooo!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Pytanie, czy rzecz dzieje się mniej więcej w dzisiejszych realiach, czy w przyszłości i możemy sobie nieco podrasować realia techniczne.

Na dzień dzisiejszy włazy śluzy powietrznej w wahadłowcu otwierają się z wnętrza wahadłowca oraz z wnętrza śluzy. Nie można zewnętrznego włazu otworzyć z zewnątrz. Na dokładkę, jeżeli się nie mylę, to sterowanie zmianami ciśnienia w śluzie jest możliwe tylko z wnętrza wahadłowca.

W przypadku konieczności połączenia wahadłowca z innym pojazdem, czy modułem zwykle jest używany specjalny rękaw. Ponieważ śluza powietrzna służy również do wychodzenia na zewnątrz, więc rękaw może być wyposażony w dodatkowy właz, aby umożliwić prowadzenia EVA. Tyle, że to nie rozwiązuje sytuacji, chyba że wchodzi w rachubę pomoc z wewnątrz.

Jeżeli możemy odbiec od realiów dnia dzisiejszego, to jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której EVA są znacznie powszechniejsze i odbywają się w nieco innych realiach i na podstawie innych procedur. W takim wypadku jestem sobie również w stanie wyobrazić, że w ramach procedury awaryjnej istnieje możliwość odryglowania włazu zewnętrznego od strony przestrzeni. Oczywiście musiałby być spełniony cały szereg warunków, tak aby takie działanie nie zagrażało bezpieczeństwu wahadłowca.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Pilne! Czy jest na sali ktoś mający dostęp do trzeciego tomu “Historii estetyki” prof. Tatarkiewicza?

Tutaj jest spory fragment tomu 3

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

A tu możesz za piątaka sprawdzić coś drobnego, a za siódemaka czytać przez tydzień.

http://www.ibuk.pl/fiszka/1289/historia-estetyki-t3.html

 

Edit: W sumie mogę Ci wziąć na moje konto, bo zostało mi 11 dni na wypożyczenie 3 książek i chyba nie dam rady sam zużyć. Ale będzie dostępna tylko do 21.10. Jak coś, to napisz na priw.

Wielkie dzięki c21h23no5.enazet (i Tobie także Waranzkomodom). Czytałem to kiedyś w wersji papierowej i została mi w pamięci pewna anegdota, podana tam przez autora, którą chciałem wykorzystać w szorcie.

Czy może ktoś polecić jakąś mapę Galaktyki? Może ktoś z jakiejś korzystał (może w praktyce :-P). Najlepiej skalowalną, w trzech wymiarach i przyzwoicie opisaną (nazwy co większych gwiazd/układów, przynajmniej w naszym Ramieniu)  – nie mogę znaleźć nic spełniającego te trzy warunki.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Popróbuj, Lordzie, z wirtualnymi planetariami. Stellarium na przykład. Dawno się tym nie “bawiłem”, ale były tam mapy nieba i tak dalej, więc w nowszych wersjach pewnie coś “dorzucili” i możliwe, że w  programach tego rodzaju znajdziesz zaktualizowane informacje, opisowe i wizualizowane.

Szukam kogoś, kto ma artykuł Michała Hernesa z NF 2/2012. Ja nie mogę dotrzeć, a chcę przeczytać w ramach researchu.

 

A ze swojej strony (tak na przyszłość) mogę odpowiedzieć na pytania w związku ze schizofrenią, autyzmem czy innymi zaburzeniami i chorobami psychicznymi. No i psychologią rozwojową (od półtorarocznych dzieci po młodzież).

Przyjmę sugestie i rekomendacje ciekawych źródeł dotyczących okultyzmu, wróżbiarstwa (zwłaszcza wróżby z kart tradycyjnych), spirytyzmu – w szczególności, oraz w ogólności wszystkiego co dotyka obyczajowości, życia codziennego w II połowie XIX wieku. 

 

Ja podobnie jak Sirin służę wiedzą z zakresu psychopatologii i psychologii. 

 

PS Fajny wątek!

Werwena – życia codziennego w II połowie XIX wieku gdzie :D ? Zapewniam, że inaczej się żyło w Królestwie Korei niż w Cesarstwie Brazylii. Jeśli chodzi o rozebraną Polskę, zawsze warto sięgnąć po Lalkę ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Sirinie, jeśli zadowolą Cię zdjęcia (nienajlepszej jakości, niestety), to mogę podesłać na priv albo maila. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Zadowolony będę niezmiernie :)

Nevaz – celne! ;P

Zawęźmy zatem na razie do Europy – wiem, wiem, że i tu różnice mogą być  spore, ale na razie szukam inspiracji dość szeroko. Podejrzewam, że w tym co zamierzam stworzyć ostateczne nie zdecyduję się na osadzenia akcji w określonym miejscu, raczej powstanie fikcyjny świat wzorowany na realiach epoki. Jak się kultury pomieszają – nie szkodzi, o ile stworzę im ku temu możliwości ;) 

Werweno, może przydatna byłaby książka Elżbiety Kaweckiej W salonie i w kuchni. Podtytuł – Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX w. Wydana przez Państwowy Instytut Wydawniczy w 1989 roku.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Werweno – “Historia życia prywatnego”, tom 4 – “Od rewolucji francuskiej do pierwszej wojny światowej”. Pokaźna pozycja.

Na youtubie kiedyś natknęłam się też na “Intymne życie niegdysiejszej Warszawy” – tytuł trochę mylący, bo nie tylko o intymnym życiu tu jest.

Z okultyzmem niestety nie pomogę.

 

EDIT: A, są jeszcze książki Agnieszki Lisak – “Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX w.” oraz “Życie towarzyskie w XIX w.”.

Werweno, odnośnie życia codziennego najlepsze mogą być pamiętniki z tamtego okresu. Jest ich pełno, w niektórych na pewno będą też informacje o okultyźmie. Poza tym czytając pamiętniki poznasz sposób myślenia ludzi w epoce.

To ja też zadam pytanie. Z czego mogli czerpać dochody średniowieczni mieszczanie – powiedzmy z XIIi-XIV wieku nie należący do żadnego cechu, ani nie posiadający żadnych włości.

Reg, Ocho, Leno – dziękuję Wam pięknie! :)

Agnieszkę Lisak już mam na liście, pozostałe pozycje dopisuję :)

Belhaju , zapewne byli to kupcy albo żebracy. W miastach włoskich powoli pojawiali się wtedy bankierzy. Ewentualnie służący lub pracujący w urzędach pisarze. Jak szukasz jakiś dokładniejszych informacji na ten temat, to jest mnóstwo książek typu życie codziennie w średniowiecznym mieście. 

Nie znam się, ale wydaje mi się, że mogli jeszcze wynajmować się do jakichś doraźnych prac – rozładunek w porcie itp. Kobiety mogły prać. Chyba byli jeszcze partacze.

Babska logika rządzi!

Partacze są do dzisiaj...

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Sandaczę.

Służę ogólnie i szczególnie Mazurami: od zawsze do obecnie.

Lord Vedymin, pisz na FB do Marcin Podlewski wklepuje. Obsesyjnie wręcz mapował Drogę Mleczną.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Dziękuję, AdamKB i Dzikowy. Co do Stellarium, to wygląda na to, że służy raczej jako symulator obserwacji z Ziemi, ewentualnie innych planet Układu Słonecznego, więc mocne narzędzie, ale nie o to mi chodzi.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Mam pytania z kryminologii (możliwe lekkie ulepszenia rzeczywistości, bo rzecz się dzieje w nieodległej przyszłości.

  1. Czy mając szklankę ze śladami szminki to musi oznaczać, że znajduje się na niej również ślina z DNA, czy też jakimś sposobem DNA może nie być, ewentualnie czy może być go tak mało, że nie da się go zbadać?
  2. Czy mając DNA możemy określić płeć i/lub cechy wyglądu czy możemy jedynie je porównywać z podejrzanymi?

Z góry dzięki za odpowiedź.

Jeśli to Ci w czymś pomoże – odcisk ust jest tak samo niepowtarzalny jak odcisk palca, więc szminka jest ciekawa nawet bez DNA.

Nie wiem, czy na szklance będzie DNA, ale wydaje mi się to prawdopodobne. Czy będzie to ilość wystarczająca do badań – tego jeszcze bardziej nie wiem.

Jeśli znasz DNA, określenie płci to pikuś – wystarczy spojrzeć na chromosomy: XX czy XY. Z wyglądem gorzej. Kolor skóry raczej da się określić, ale co Ci powie naturalny kolor włosów, jeśli w każdym miasteczku jest zakład fryzjerski? Z oczami to samo – szkła kontaktowe.

Babska logika rządzi!

Natanie,  odnośnie pytania nr 1 – ślad szminki może, ale nie musi zawierać DNA. Z tego co wiem dla współczesnej technologii replikacji DNA problem jest nie tyle ilość śladowego DNA co jego jakość. 

Co do pytania nr 2. Płeć określana jest rutynowo w profilach DNA, natomiast określenie wyglądu osoby nie jest takie proste. W kryminologii identyfikację DNA przeprowadza się poprzez porównanie materiału genetycznego w określonych “miejscach” (locus) chromosomu, czyli analizuje się zaledwie krótkie fragmenty DNA. Określenie wyglądu wymagałoby sekwencjonowania całego materiału genetycznego osobnika i, przy współczesnym stanie wiedzy, nie dałoby pewnego wyniku, ale raczej statystyczną analizę (np. 75% szans, że osoba jest wysoka). Jeśli czytasz po angielsku bardzo ciekawy artykulik na ten temat znajdziesz tu.

Polecam również stronę Forensic Scence SImplified (po angielsku) – znajdziesz tam sporo ciekawych informacji na temat kryminologii.

Hmm... Dlaczego?

Jeszcze raz dziękuję. Wiem, że ślad ust jest tak samo niepowtarzalny – nawet wiem, że nazywa się to “odcisk czerwieni wargowej” :P Cała ta wiedza jest dla mnie bardzo pomocna, gdyż zastanawiałem się, czy możliwe jest użycie sztucznego odcisku ust na szklance, aby kogoś wrobić i jasnym mi się wydało, że wtedy na szklance nie będzie śliny. Teraz już wiem, że to nie musi być podejrzane.

Ja tylko dla porządku zaznaczę, bo mi to dwa lata studiów tłukli do głowy, że pytanie było z kryminalistyki, nie kryminologii;)

Poszukuję informacji o pacjentach w śpiączce – jak wygląda opieka nad nimi, leczenie itp.

Za granicą istnieją kliniki typu Budzik dla dorosłych, ale w Polsce jeszcze nie, prawda? W takim razie ile czasu chory spędza w szpitalu, nim wypiszą go do domu. I co z takim pacjentem robią w szpitalu – czy ma jakąś rehabilitację itd.

Nienawidzę pisać o czymś, o czym mam zerowe pojęcie :(

@kam_mod –> podeślij mi proszę bardziej szczegółowe pytania. Czy wystarczą Ci angielskie materiały z badań klinicznych/prace poglądowe i/lub wiedza z rodzimej fachowej literatury/materiałów własnych? Tak na szybko – wymagają na pewno pielęgnacji odleżyn i kinezyterapii wykonywanej przez fizjoterapeutę (upraszczając bardzo – fizjo wykonuje ćwiczenia ich kończynami). W kwestii farmakologii muszę posprawdzać. Potrzebowałbym sprecyzowanych pytań, uderzaj na priv – chętnie pomogę.

Na pewno w Polsce ostatnio był jakiś przełom, jeśli chodzi o wybudzanie ludzi ze śpiączki. Nie wiem, czy nie dzięki wysiłkom fundacji Ewy Błaszczyk. Na pewno na luźno dasz radę to wygooglać w prasie.

Zgadza się, wszczepia się stymulator do sznura tylnego w rdzeniu. Natomiast pacjent musi spełniać pewne warunki do zakwalifikowania do operacji. Dlatego poprosiłem o doprecyzowanie wątpliwości :)

Banshee, dziękuję!!! I przenoszę się na priv :)

Metylofenidat (Ritalin) i amantadyna mogą przyspieszyć wybudzenie ze śpiączki, aczkolwiek ich skuteczność nie jest gruntownie udokumentowana. O innych środkach farmaceutycznych nie mam pojęcia.

No rest for the Wicked

Dzięki raz jeszcze – natomiast od budzenia bardziej interesuje mnie opieka nad takim pacjentem, jak się o niego dba, co się z nim każdego dnia robi.

Budzić, jak to bywa w fantastyce, będą kosmici ;)

Kam_mod – również zapraszam na priv. Zwiedziłem nie tylko Oddział dla Opętanych.

Dzięki :) Odezwę się na pewno :)

Dość nietypowo – mam linka do strony z obrazem: http://blog.fraguasonline.com/2005/09/acaba-de-morrer.html 

Chyba po hiszpańsku. Chciałabym prosić o pomoc w ustaleniu autora. Zdaje się, że Acaba de Morrer to nie imię i nazwisko. Zdaje się, że to stronka “zrobiono przed chwilą” (tyle słownik)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zdaje się, że Andre Kohn. Tytuł obrazu to Exhausted.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Zgadza się, jest zresztą wymieniony w nazwie pliku graficznego ;-D

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Panowie, bardzo Wam dziękuję. To jeszcze powiedzcie mi, co znaczy Exhausted.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak rozumiem chodzi Ci o tytuł obrazu? Wyczerpana.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dzięki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Potrzebuję zielarki. Albo zielarza. Do konsultacji ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A jakiej wiedzy dokładnie potrzebujesz, Ceterari? Trochę znam się na leczniczych właściwościach niektórych roślin, aczkolwiek jest to dosyć ograniczona wiedza...

No rest for the Wicked

Ceterari, żadna ze mnie zielarka, a tym bardziej zielarz, ale mam trochę książek o roślinach, w tym także o leczniczych i trujących...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A ja poszukuję użytkowniczki, która była w ciąży i zechciałaby mi odpowiedzieć na parę pytań dot. wizyt kontrolnych u ginekologa (nic osobistego!).

Mam dwa zestawy do ogarnięcia: na zbijanie gorączki i na rany cięte. Wstępnie sama coś wygrzebałam, ale chciałam się upewnić, że nie uśmiercę bohaterów. Z tego co pamiętam robiłam napary z bratka, bzu czarnego i sproszkowanej kory wierzby, a okłady z kory brzozowej i dębowej i mam w zapasie liście babki zmieszane z białkiem jajecznym. Da radę? Czy macie lepsze pomysły? 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Na rany  to pajęczyna z miękiszem chleba, jak pamiętam z “Potopu”

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Nie do końca ufam Sienkiewiczowi, choć akurat w pajęczynę wierzę ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Przy gorączce można stosować napar z kwiatu lipy, pączków topoli, owoców malin.

A rany cięte to chyba trzeba zszyć. Czytałam też gdzieś, nie pamiętam już gdzie, o przyżeganiu ran.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O tak. Przyżeganie, czyli kauteryzacja. Na krwawiące rany, wrzody itp.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Zaszyte jest, ale żeby się nie paprało i nie wdało zakażenie?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Na gojenie blizn i chyba również ran pomaga Smocza Krew czyli Sangre del Drago, żywica jakiegos drzewa z Peru. Nie wiem, czy ten krzaczek zawierający efedrynę który chińczycy stosowali na przeziębienie nie zbija gorączki.

No rest for the Wicked

uch... Wicked, chyba za wysokie progi, takie drzewko z peru, przynajmniej w moich realiach. Ale zapamiętam sobie.

 

Reg. Arkadię widziałam, z tego drugiego podpasował mi pięciornik. I wcześniej wspomniany kwiat lipy – to miałam, dzięki za potwierdzenie. 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

@MrBrightisde – daj znać jakie masz pytania w wiadomości prywatnej, spróbuję pomóc ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Cet – na rany, zwłaszcza zakażone, zawsze można użyć miodu.

Hmm... Dlaczego?

Dać psu do wylizania.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jeśli chodzi o moje pytanie, to już nieaktualne. Joseheim rozwiała wszelkie moje wątpliwości. ;)

Patrzta, jaki przydatny temat...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Patrztamy i podziwiamy! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cet, jeszcze mi się przypomniało – larwy much wyżerające zgniłą tkankę.

http://www.centrumleczeniaran.pl/larwoterapia/ 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Uch, nie. Z larw chyba jednak zrezygnuję. Z powodów estetycznych, nie chcę o nich pisać!! :D Ale mam całkiem zacną listę lekarstw, bardzo dziękuję :)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A po co chcecie dłubać w zszytych ranach ciętych?

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Potrzebuję studenta, albo wykładowcę z jakiejkolwiek uczelni wyższej. Chodzi mi o aktualny system studiowania, a konkretniej zaliczania. Wiem, że są jakieś systemy elektroniczne na uczelniach, ale nie wiem, jak działają i czy nadal funkcjonują np. papierowe indeksy, karty zaliczeń itp. I może kilka innych pytań w zależności od otrzymanych odpowiedzi. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Chętnie pomogę, śniąca, choć na mojej uczelni nadal są papierowe indeksy zamiast elektronicznych, a to raczej wyjątek, a nie standard. Jeśli Cię to urządza, to pytaj. ;)

Ja też mogę pomóc. U mnie wszystko elektronicznie, ale indeksy nadal mamy (tak zadecydowali studenci).

Dzięki Wam bardzo, dobre dusze. Pytania poszły na PW. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Na Uw trochę zależy od wydziału, ale na większości już nie ma indeksów i wpisy do nich nie mają żadnej wartości oprócz sentymentalnej. W razie czego ja też służę.

Dzikowy... bo mi fabularnie potrzebne ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Też mogę pomóc. Na UJ na moim wydziale od 2011/2012 roku całkowicie zrezygnowano z indeksów, na papierze jedynie dzienniczek praktyk :)

Dzięki bardzo, Kam_mod i MrBrightside już rozwiali moje wątpliwości :) Tekst już ma więc sześć tysięcy znaków i rozpędza się dalej :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Witam – mam mocno apokaliptyczne pytanie. Gdyby nastąpiła ogólnoświatowa katastrofa – np. upadek meteorytu czy wybuch supewulkanu pojawił by się w atmosferze pył, na naszej planecie zrobiło by się szaro.  Jednak kiedyś pewnie ten pył zaczął by opadać – jak długo by to trwało i gdzie najszybciej można by zobaczyć słońce – przy równiku czy na biegunach,  a może na wybrzeżach oceanów?

Przy takiej katastrofie i uniesieniu się pyłu jest spore prawdopodobieństwo, że przez brak dostępu światła słonecznego wszystko by trafił szlag z powodu epoki lodowcowej. ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Na logikę, to najszybciej na Mount Evereście :)

A może Kilimandżaro? ;-)

Babska logika rządzi!

Ziemia jest szersza w pasie niż wyższa, więc jeśli chodzi o samo działanie grawitacji, to działa ona z większą siłą na równiku. Co do oceanów, to jak pył wpadnie do wody, to już jej nic go z niej nie wywieje, co innego na lądzie. Jednak co z epoką lodowcową? Ogólnie to stawiałbym na działanie wiatru, które trudno przewidzieć... ;)

Kiedyś szukałem informacji na temat wulkanicznej zimy (wykorzystałem je w jednym z opowiadań), ale ograniczałem się do źródeł umiarkowanie naukowych. Najwięcej teorii dotyczy wybuchu wulkanu Toba – tam bym proponował zajrzeć, choć pamiętać należy, że wiele późniejszych odkryć nie potwierdza drastycznych zmian klimatycznych i teorie te nie są uznawane przez ogół badaczy. Poza tym – nie ma przeszkód, by opisać naprawdę wielką katastrofę, choć chyba lepsze już te wulkany, niż meteoryt, bo uderzenie tego drugiego –  jeśli już tak wielki, że doprowadza do zimy – ma pewnie dużo bardziej skomplikowane i destruktywne skutki.

Natomiast co najpierw by się odsłoniło? Ciekawe pytanie, ale na takie tematy to pewnie pisze się w USA doktoraty. Kiedyś szukałem odpowiedzi na niby proste pytanie: w którą stronę wieje wiatr na planecie o osi obrotu w płaszczyźnie orbity (przy założeniu, że atmosfera przypomina, w jakimś stopniu, ziemską). Na ten temat są ciężkie prace naukowe, ale wniosek z nich taki, że zależy to od iluś tam parametrów i symulacje przyjmują to i to i w ogóle trudno cokolwiek zakładać, bo łatwo przeoczyć z pozoru nieistotny czynnik. Tak to już jest z tym światem. W mojej interpretacji: wszystko da się obronić :D

Faktycznie w przypadku frakcji lekkich, zdolnych do długotrwałego unoszenia się w atmosferze, główne znaczenie pewnie będą miały wiatry oraz opady atmosferyczne. Tyle, że tak poważna katastrofa, nawet jeżeli nie zdoła doprowadzić do epoki lodowcowej, to i tak spowoduje duże zmiany w klimacie planety, a więc rozkładach temperatur, prądów morskich, ciśnień, itd. Tu faktycznie można obronić nie jeden doktorat, a wiele i to o wzajemnie sprzecznych tezach ;-)

Mam pomysł, góra Ararat ma już pewne tradycje w wyłanianiu się z odmętów globalnej katastrofy... ;-P

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dzięki za odpowiedzi – były zdecydowanie pomocne. W sumie o Aracie sam powinien pomyśleć. Jednak teolog-gapa ze mnie ;-)

Ciekawam, czy ktoś w naszym zacnym gronie abla po hiszpańsku i niestraszny mu artykuł o pewnym zamku?

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ja trochę ablam, jeśli będę mógł jakoś pomóc, daj znać.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A dam, wkrótce na priva. Dzieki :)

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Czy jedzenie ludzkiego, surowego mięsa nie spowoduje jakiejś choroby i da energię? Jak szybko można się przyzwyczaić do takiego pożywienia?

Czy człowiek z odciętymi, dajmy na to, rękami, opatrzony jedynie prowizorycznie, jeszcze trochę pożyje?

Czy bohater zawsze musi być rozbudowany, czy też można lecieć z akcją, a o jego cechach wspominać co jakiś czas, ale bez rozgadywania się; ma być wartko, ale chcę uniknąć zarzutu, że bohater istnieje tylko po to, żeby pokazywać świat i fabułę.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ludzkie mięso nie różni się specjalnie od tkanki zwierzęcej. Czyli jeśli osobnik, którego się spożywa, nie był chory, to nic kanibalowi nie grozi. I energii wystarczy – kanibale mieli się ongiś dobrze, a i niedawno też jedzenie ludzkiego mięsa zapewniało przeżywalność (katastrofa w Andach). Można jednak zarazić się np. kuru, jedząc mózg.

Przeżywalność zależy od właściwie dwóch rzeczy: zatamowania krwawienia i przeżycia przez poszkodowanego szoku posttraumatycznego. Przeżyje, jeśli zbyt dużo krwi nie straci i utrata rąk nie spowodowała śmiertelnego wstrząsu. A potem – zakażenia, brak możności odżywiania,  depresja itd. Ale da się – są tacy.

A trzeci punkt – to wszystko zależy. Czasem nawet pretekstowy bohater nie przeszkadza, jeśli reszta fabuły jest wciągająca.

To tyle moim zdaniem.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

  1. Mięso jak mięso, da energię jak wołowina, czy jakikolwiek inny “gatunek”. Ale ryzyko zachorowania na choroby jest takie samo jak przy jedzeniu mięsa zwierząt, na przykład na włośnicę czy tasiemczycę.
  2. Zależy co rozumiesz przez prowizorycznie. Jeśli zatamujesz krwawienie i nie dopuścisz do wystąpienia wstrząsu, a także zadbasz o higienę na tyle, by nie doszło do zakażenia powiedzmy tężcem, to trochę pożyje, czemu nie. Przy czym wykrwawienie to dużo szybsza śmierć niż zakażenie.
  3. Twoje opowiadanie, rób jak uważasz. :D Osobiście, sam tak często robię, bo uważam, że akcja jest ciekawsza niż milion stron wstępu, wspomnień, przemyśleń i innych tego typu głupotek. Uważam, że trzeba zainteresować czytelnika bohaterem, żeby był ciekawy jego przeszłości, motywacji i całej reszty, a nie na dzień dobry wpychać tonę informacji pod szyldem “PATRZ, TO JEST WAŻNE, ZWRÓĆ NA TO UWAGĘ”

Uu, czyżby ktoś miał obgryzać sobie paluszki jak żaba w grudniowym felietonie Wattsa? :D

  1. Zjedzenie mózgu może spowodować chorobę kuru, “śmiejąca się śmierć”, powodowaną przez priony, które możemy pamiętać z ostatniego opowiadania CountPrimagena. Reszta – czyli mięśnie –  będzie mniej więcej tak samo pożywna jak tatar. Zagrożeniem mogłyby być ewentualnie jakieś bakterie albo pasożyty, ale zazwyczaj u ludzi ich tam nie ma. A jak szybko można się przyzwyczaić? No cóż, ludzkie mięso nie dostarczy wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Brzuszek by bolał, brak błonnika to i jakieś zatwardzenia by się przytrafiały. 
  2. Co znaczy “opatrzony jedynie prowizorycznie”? Kończyny nie są niezbędne do życia. Dlatego można bez nich żyć, o ile nie dojdzie do nadmiernej utraty krwi albo zakażenia. Więc jak zatamujesz krwotok i zabezpieczysz ranę, to bohater jeszcze może pociągnąć. Ale w prowizorycznych warunkach na pewno w końcu dojdzie do zakażenia, skoro w szpitalach też dochodzi. 
  3. Rozbudowany jak Arnold Schwarzenegger? Przydałoby się, dużo jedzenia mieliby inni bohaterowie. Tak na poważnie: zależy jak długie opowiadanie. Im dłuższe, tym więcej uwagi trzeba mu poświęcić – takie jest moje zdanie. Zazwyczaj to czynnik ludzki nas najbardziej interesuje. Nie musisz go rozbudowywać; jest przecież mnóstwo tajemniczych postaci w literaturze. Ważne, żeby nie był nijaki. Poza tym o cechach nie musisz wspominać, wystarczy, że będą wynikały z jego zachowania i słów. Czyli np. nie piszesz, że bohater jest niecierpliwy, tylko opisujesz jak kręci się po przystanku, zerka na zegarek i przeklina pod nosem, czekając na spóźniony autobus. A jeśli w opowiadaniu niepotrzebna jest sytuacja, w której objawia się niecierpliwość bohatera – cecha ta przestaje mieć znaczenia i bez sensu byłoby o niej w ogóle wspominać. 

Dzięki! Opowiadanie gotowe (60 k) i mam ambicję, żeby obejść się bez bety, więc teraz czeka mnóstwo szlifu. Jakby mnie coś jeszcze nurtowało/martwiło, to będę się zgłaszać ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

W ramach wzmacniania nóżki „S” w opowiadaniu mam kilka pytań. Na pewno znajdzie się tu ktoś, dla kogo są to oczywiste oczywistości ;-)

Jak dokładnie wygląda Słońce z Księżyca? Prawdopodobnie świetlisty krążek, na tle czarnego nieba, podobny wielkością do tego widzianego z Ziemi. Ale biały czy żółtawy, o ostrych czy rozmytych granicach, da się na niego patrzeć czy razi?

Jak zmienia się wygląd Ziemi widzianej z Księżyca, w ciągu księżycowej, niespełna miesięcznej doby? Wyobrażam sobie, że przechodzi podobne fazy jak Księżyc widziany z Ziemi, choć tkwi w jednym miejscu na firmamencie (obracając się przy tym). Czy w momencie, gdy Ziemia jest w położeniu między Słońcem a Księżycem (oczywiście nie w jednej linii, tylko wtedy gdy Księżyc jest w nowiu), to Ziemia dla księżycowego obserwatora osiąga swój nów – jest ciemną plamą przesłaniającą gwiazdy, czy jednak zawsze widać jej rąbek (lub jakąś poświatę, związaną z obecnością atmosfery)?

Jak wygląda zjawisko znane na Ziemi jako zaćmienie słońca, widziane przez obserwatora na Księżycu? Teoretycznie powinien on widzieć cień Księżyca przesuwający się po tarczy Ziemi (ciemniejszy w środku – odpowiadający obszarowi całkowitego zaćmienia, rozmyty na zewnątrz). Jaka jest trajektoria ruchu tego cienia, jego wielkość , ile trwa przejście przez tarczę Ziemi?

 

Dla ułatwienia przyjmijmy, że obserwator siedzi na jasnej stronie księżyca, gdzieś w okolicy równikowej.

Tu możesz znaleźć odpowiedzi na kilka Twoich pytań: http://www.bibalex.org/eclipse2006/MoonEclipse.htm

 

Ziemia widziana z Księżyca ma fazy ‘na odwrót’, gdy Księżyc widziany z Ziemi jest w nowiu, to Ziemia widziana z Księżyca jest w pełni. Idealnego ‘nowiu Ziemi’ imho nie zobaczysz – porównaj sobie kątowe rozmiary Słońca i Ziemi – Ziemia widziana z Księżyca jest dużo większa, niż Księżyc widziany z Ziemi.

Jako ciekawostka – z okołobiegunowych obszarów Księżyca można zobaczyć wschód Ziemi (mimo rotacji synchronicznej) ze względu na librację.

O dzięki!

Dotychczas poznałem Cię, Bella, jako ekspertkę od Japonii, ale widzę, że astronomiczne pseudo w pełni uzasadnione ;-)

Masz rację, pokręciłem, chodziło mi o to jak może wyglądać Ziemia widziana przez obserwatora tkwiącego na środku (Zatoka Centralna) Księżyca w pełni. Intuicyjnie czuję, że to nie będzie pełny nów Ziemi.

Imho, Ziemia będzie czarnym cieniem (zauważ, że będzie musiała znajdować się blisko Słońca) z lekko podświetloną otoczką atmosfery – ale na ile to będzie dostrzegalne w pobliżu Słońca to Ci nie powiem :) Za to polecam programy Stellarium i Celestia do wplatania elementów sci jeśli chodzi o astronomię :) [sama też się właśnie bawię z własnym opowiadaniem, acz w zupełnie innym settingu ;)]

Drodzy, kto zna się na medycynie (chyba starczy trochę) i cyborgach i chciałby rzucić okiem na kilka króciutkich fragmentów i powiedzieć mi, czy bardzo się wygłupiłam pisząc je? ;) 

Medycznie się polecam.

Mam pytanie natury chyba anatomicznej. Jeśli ktoś zaciska bardzo mocno szczęki i napina mięśnie, aż do bólu, to co może boleć? Żuchwa to kość i chyba nie boli? Można napisać mięśnie żuchwy, czy to wybitnie niewłaściwie? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sprawdziłem. Pierwsze bolą zęby.

A mnie chodzi o mięśnie, gdzieś te tam na tyle, w okolicach żuchwy. Jak czasem zaciskałam mocno paszczę, żeby się nie odzywać (zwłaszcza by nie powiedzieć szefowi, co właściwie myślę o jego pomysłach), to potem miałam tam obolałe. Co to jest? Bo na rysunkach w googlach nie umiem sobie dobrze wypatrzeć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No właśnie nie chcę... Te nazwy są koszmarne (z literackiego punktu widzenia, zwłaszcza fantasy). Chyba muszę ten fragment zmienić i porzucić ból czegokolwiek...

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Myślę, że określenie "mięśnie żuchwy" jest w literaturze beletrystycznej całkiem uzasadnione.

Dzięki, Coboldzie, podnosisz mnie na duchu :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A nie może być po prostu “ból szczęki”?

Helo!

Potrzebuję opinii kogoś, kto pracował/mieszkał w USA. Jak to jest z tym piciem w pracy?

Piszę opowiadanko, gdzie kilka scen obija się o międzynarodową korporację z siedzią w Stanach. W ramach “riserczu” obejrzałem parę odcinków seriali o korpoludkach i mam wrażenie, że oni tam ciągle coś piją. W pracy, na lunchu, po pracy. W biurach stoją barki z alkoholem. O co kaman? Nikt się do nich nie czepia? Jakiś szef, czy co? Czy tam po prostu jest to dopuszczalne w jakiś granicach?

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Pytałam o to męża, który mieszkał w Stanach prawie 20 lat, bo też mnie to uderzyło. I on odrzekł, że rzeczywiście w filmach tak jest, ale to dziwne, bo raczej mają tam dość restrykcyjne przepisy dotyczące np. jazdy pod wpływem alkoholu i się do nich stosują. Ale o picie w pracy nie pytałam.

Jeśli chcesz – mogę wieczorem dopytać o szczegóły (może jest różnie w różnych stanach). Tylko on już jakieś 15 lat mieszka w Polsce, więc nie wiem, czy się orientuje, jak to wygląda współcześnie. 

Podpytaj, pls. :)

To taki drobny szczegół, ale może wywalić wiarygodność całej sceny. Zwłaszcza, że nie chodzi mi o jakiś prezesów. Oczywiście rozumiem, że kierownictwo korpo może rządzić się własnymi zasadami (co wolno wojewodzie...), ale tę alkoholową “serialową” rozwiązłość zauważyłem na niższych szczeblach.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

O kurczę, Ocho, prawie 20 lat w Stanach? A zdradzisz, czy on się tam wychowywał może? Bo widzisz, możliwe, że kiedyś bym z jego doświadczenia chciał skorzystać, jeśli będzie chętny do pomocy :)

Zalth, napiszę Ci wieczorem na priva. Jakbym się nie odezwała do 22, to proszę, przypomnij się. :)

 

Berylu, wyjechał, jak miał 12 lat. Czy coś koło tego. Zapytać zawsze mogę. 

Załóżmy, że jesteśmy wewnątrz gry komputerowej i chcemy opisać strukturę naszego świata. Będziemy mówić o algorytmach, o czym jeszcze?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

O teksturach, o fizyce świata i postaci, o animacjach?

A jeśli chcielibyśmy rozłożyć tekstury, postacie i animacje na “atomy”? :P Co w grze będzie zamiast atomów, co zamiast praw natury? 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Łoo, to już pytanie do programisty. :p

Pewnie jakieś kody.

No cóż, ten temat właśnie temu ma służyć, by pomagali ludzie w danej dziedzinie kompetentni, a spodziewam się, że jakichś programistów to my tutaj mamy :) Trzeba poczekać, aż się objawią.

 

Ale jeśli chodzi o prawa natury, to gry mają od tego silniki, takie jak ten:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Unreal_Engine

Ooo, to już coś ciekawego. Dzięki.

Temat nadal otwarty.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Łoo, to już pytanie do programisty. :p

Ktoś wołał? :) Nie wiem jak głęboko chcesz wejść w ten bitowo-krzemowy świat, Naz, więc zacznę od góry, od poziomu, który Ciebie interesuje. A potem przerwij lekturę, gdy zacznie się niepotrzebne bajanie :)

Poziom, o który pytasz, to poziom właśnie silników wspomnianych przez Bryla. To "pojazd" gry, w pewnym sensie jej mały, zamknięty świat. To od silnika zależy, jak zapisywane są "save'y", jak zachowuje się fizyka, do czego można doprowadzić postacie. Przykładem niech będzie Frostbite, silnik stworzony na początku do strzelanin FPS: wspierał fizykę, przerywniki filmowe, zachowanie modeli postaci/pojazdu po trafieniu czy eksplozji, algorytmy liczenia realistycznych torów lotu pocisków itd. Jednak jeśli nie miał jakiejś funkcji, to trzeba było albo z niej zrezygnować, albo dopisać, albo dokleić z innych stworzonych i niezależnie funkcjonujących bibliotek. Gdy wspomniany Frostbite miał zostać zastosowany do gier RPG studia Bioware (Dragon Age Inkwizycja oraz Mass Effect Andromeda), to programiści część nowych funkcji musieli dopisać (jak rozwój postaci gracza, inwentarz, drzewko decyzyjne), bo ten go nie posiadał. Do tego gdzie mogli, korzystali z dodatkowych narzędzi (np. generatora map). Wyłączali też funkcje, które nie są potrzebne w RPG, takie jak kalkulowanie realistycznego toru lotu pocisku wystrzelonego z karabinu. Tunningowali więc dany im pojazd, by spełniał postawione wymagania.

Tutaj też pojawia się zarządzanie grafiką, a ta obecnie jest oparta o tzw. shadery. Niestety średnio mogę pomóc, bo nie siedzę w grafice komputerowej. Ale z tego co wiem, to podprogramy wykonujące funkcje jak każde inne, tylko wyliczają dla każdego piksela wartość koloru i innych fajerwerkowych efektów. Shadery to takie małe płytki, z których wytwarza się mozaika obrazu, który potem widzisz w grze. Piksel to też pojęcie z tego świata i trzeba do niego skalować wszystkie obliczone shadery, by je poprawnie wyświetlać na ekranie komputera.

Jednak sam silnik to samochód, który działa w określonym "Wszechświecie" – i dla naszych komputerów to system operacyjny. Z jego perspektywy silnik nie różni się niczym od kalkulatora – poza "drobnymi" różnicami: żre więcej mocy obliczeniowej procesora (czyli jego operacje wymagają dłuższego czasu na ukończenie), potrzebuje więcej pamięci do zapisu danych, chce dostępu do dodatkowych funkcji (np. wyjścia sieciowego, karty graficznej) i takie tam duperele. System operacyjny (OS) to absolutny pan i władca maszyny, bo to on zawiaduje pamięcią, dostępem do procesora i dzieli zasoby według potrzeb. Stąd, jak masz słaby komputer, wszystko ci zwalnia – bo OS dba, byś nie zawiesiła działań komputera, odpalając pasjansa. W tle przeprowadza wiele zadań – wciśnij Ctrl+Alt+Del, wybierz Managera Zadań i zobacz ile programów chodzi. I OS musi dbać, by się wzajemnie nie zablokowały w dostępie do zasobów (co jest możliwe i nawet bardzo proste). Jest wiele technik programistycznych wspierających "programowanie równoległe", ale nie chcę w nie tutaj wchodzić.

Czy można stworzyć silnik, który też będzie systemem operacyjnym? Można – dzieje się tak w prostych urządzeniach, gdzie nie ma sensu implementować skomplikowanego programu zawiadywania zasobami maszyny. Przychodzą mi do głowy takie gierki kupowane na Stadionie Dziesięciolecia, jak swego czasu Tetris. Działał tam właściwie jeden program i tyle, bo więcej nie trzeba było.

Ale powróćmy do bardziej skomplikowanych maszyn. System operacyjny to gnuśny władca, bo on sam nie kala się zleconymi wyliczeniami czy działaniami. Wręcz przeciwnie, zleca je innym programom. I to te programy dopiero dotykają bezpośrednio sprzętu, na którym działa software. Owe biblioteki są często zwane "sterownikami", bo sterują bezpośrednio sprzętem komputera, takim jak karta graficzna, karta sieciowa itp.

Czemu taka separacja? Bo programiści to leniwe bestie i nienawidzą pisać takiego samego kodu dwa razy. Stąd separuje się kod "wyższy" od "niższego", by ten pierwszy dało się przenieść na inną maszynę. Jak jednak uzyskać, że ten kod dogada się z innym "niższym" programem? Ano przez standaryzację tzw. API – tak jak w Polsce każda wtyczka wygląda tak samo, tak sterowniki do Windowsa powinny odsłaniać te same funkcje, dzięki którym OS dokonuje obliczeń, które potem służą do poprawnego wyświetlenia toczącego się modelu postaci. I tak jak wtyczka brytyjska nie pasuje do polskiego gniazdka, tak inny OS nie będzie w stanie użyć bibliotek przystosowanych do Windowsa.

Czy jest coś niżej od sterowników? Tak, warstwa hardware'u, czyli sam sprzęt. Na nim też czasem działają proste programy, ale nie wchodźmy w tę dziką i nieokiełznaną menażerię zer i jedynek biegających po silikonowych sawannach. Dość powiedzieć, że sterowniki uzyskują pożądane efekty, rozkazując im działać w określony sposób. Tutaj też zdarzają się błędy – przez błąd jednostki zmiennoprzecinkowej w procesorze Pentium pojawiała się niedokładność w dokonywanych obliczeniach, która propagowała się w górę – np. do programów matematycznych czy Excela ;)

Tyle w wielkim uproszczeniu ;) Niechaj lepszy programista poprawi mnie, jakbym gdzieś się mylił ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pamięć w komputerze i tak jest dwuwymiarowa, niezależnie od rodzaju gry. ;) Jeśli zaś chcemy mówić o perspektywie aktora w grze, to juz od samej gry zależy. Jeśli są chętni lub konkretne pytania, to mogę odpowiedzieć, bawiłem się w kilku silnikach i otarłem się o profesjonalną pracę (niestety studio padło finansowo). Ale jak mówię, to rozległa dziedzina.

NWM, świetnie napisane uproszczenie ;)

 

Gdyby ktoś potrzebował, mogę służyć pomocą:

– psychopatologia, teorie psychoanalityczne, teorie poznawcze, psychoterapia, niepełnosprawność, psychologia transpersonalna.

– Bliski Wschód z krajami arabskojęzycznymi, islam, ale też nieco Iran, Indie.

– mogę pomóc w researchu na temat zjawisk paranormalnych wszelkich, ale z większym naciskiem na porwania przez UFO, zjawisko channelingu etc. Dodatkowo, techniki wróżbiarskie, zwłaszcza Tarot, ale też ogólnie okultyzm powstały z końcem XIX w.

 

Jak ktoś będzie czegoś potrzebował, zapraszam na PW :)

Dziękuję wam po stokroć, pomogliście mi sklecić finał książki. Jeszcze będę to komuś musiała podstawić pod nos, ale to już jak wyszlifuję. Podrzucę któremuś z was fragment opisujący system, jak już będzie ładny ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Lekarza! Siostro, basen! Tzn. chciałabym prosić kogoś do krótkiej konsultacji kilku zdań dotyczących zmanipulowania pewnych funkcji mózgu / pracy jego poszczególnych części.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ktoś mnie wołał?

Odświeżam temat, przy okazji szukając pomocy chemika, który oceni mój szalony pomysł, w którym występują takie związki jak fluorowodór, siarkowodór oraz politetrafluoroetylen :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Chyba Bellatrix skończyła chemię. 

A jeśli to coś bardziej biochemicznego, to pisz, może będę w stanie pomóc albo wiedział gdzie szukać :D

Ja też w sumie potrzebuję pomocy. 

Szukam kogoś, kto orientuje się w wyrabianiu dokumentów. Sytuacja wygląda mniej więcej tak: pojawia się ktoś znikąd. Albo ktoś po prostu chce stworzyć od nowa drugą tożsamość. Jaki “papier” musi najpierw wyrobić? Dowód osobisty? W Polsce, rzecz jasna. I od razu też: na ile sprawdzają się fałszywe dokumenty? Co grozi osobie, która żadnego dokumentu nie posiada? 

Chyba nic nie może grozić, bo taka osoba (teoretycznie) nie może istnieć. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wiem, że jak się zgubi dowód osobisty, trzeba zgłosić na policji, oni wydają jakieś poświadczenie, z którym idzie się do urzędu i składa wniosek o nowy (trzeba mieć zdjęcie). Natomiast nie wiem, w jaki sposób podane dane są weryfikowane, jeśli zgłasza się ktoś zupełnie obcy. Po PESELu? 

No właśnie jak ktoś nie ma nawet aktu urodzenia (czy jak to tam się nazywa), chrztu, komunii itd.? Nie potraktują jak cudzoziemca? 

Niby można stracić wszystkie dokumenty (pożar jakiś czy coś w tym stylu), ale dzisiaj takie informacje są w wielu miejscach, nawet cząstkowe: księgi parafialne, urzędy, szkoły, przychodnie, więc zawsze gdzieś jakaś informacja musi się ostać.

Chyba żeby ktoś miał amnezję? Wtedy nie musi pamiętać niczego: jak ma na imię, gdzie chodził do szkoły itp. I to jest trudno zweryfikować. ITAKA ma na swojej stronie osoby NN, których nie udało się zidentyfikować. Może w tę stronę?

Poświadczenie od policji nie jest potrzebne żeby wyrobić nowy dowód. Wystarczy paszport i wypełniony na miejscu formularz. Przerabiałem to. Niby powinno się zgłaszać na policję w przypadku kradzieży dowodu, ale istnieje spora szansa, że dyżurny tyle razy będzie się upewniał czy na pewno ukradli czy może jednak zgubiłeś, że w końcu dla świętego spokoju powiesz, że zgubiłeś. Policja w Polsce jest bardzo pomocna.

na emeryturze

Na sto procent pewna nie jestem, to się upierać nie będę ;)

 

Ale jak się nie ma ani paszportu ani nic? 

Funthesystem, o taki przypadek, jak opisałes, chyba byłoby bardzo trudno. Już przy urodzeniu człowiek zostaje wpisany do paru rejestrów. Potem każdy ruch też tego wymaga. Rodzice musieliby z rozmysłem ukrywać dziecko, żeby taka sytuacja zaistniała. Czyli taki Pan Nikt musiałby zaczynać od urzędu rejestrującego urodziny, bo tam przyznają pesel. Finkla dobrze radzi – kradzież tożsamości bezdomnego to chyba jedyna możliwość.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Sam fakt ukrywania dziecka powoduje duże problemy.

Finkla dobrze radzi – kradzież tożsamości bezdomnego to chyba jedyna możliwość. – Dla zwykłego człowieka zdecydowanie tak. W bazę Pesel praktycznie da się zaingerować bez robienia szumu.

 

Każda z 11 cyfr w numerze PESEL ma swoje znaczenie. Można je podzielić następująco:

 

RRMMDDPPPPK

RR – to 2 ostanie cyfry roku urodzenia,

MM – to miesiąc urodzenia (zapoznaj się z sekcją  "Dlaczego osoby urodzone po 1999 roku mają inne oznaczenie miesiąca urodzenia", która znajduje się poniżej),

DD – to dzień urodzenia,

PPPP – to liczba porządkowa oznaczająca płeć. U kobiety ostatnia cyfra tej liczby jest parzysta (0, 2, 4, 6, 8), a u mężczyzny – nieparzysta (1, 3, 5, 7, 9),

K – to cyfra kontrolna.

Przykład: PESEL 810203PPP6K należy do kobiety, która urodziła się 3 lutego 1981 roku, a PESEL 761115PPP3K – do mężczyzny, który urodził się 15 listopada 1976 roku.

 

Z racji najmniejszej liczy śladów w systemie, pozostaje jeszcze opcja użycia pesel zmarłego noworodka. Gdzieś czytałem, że specjalistyczne służby tak robią, ale to też ryzyko.

 

Edit: Chodzą plotki, że polskie służby zakupiły (albo dostały) od amerykanów algorytmy śledzące wyszukiwania po słowach kluczowych typu “bomba”, “narkotyki” itp. Więc wpisując w google: “jak kupić fałszywy dowód/tożsamość” już można znaleźć się na celowniku. :)

 

 

 

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Jeśli osoba miałaby “śniadą cere” to w Niemczech może dostać dowód na dowolnie wybrane przez siebie nazwisko i samemu określić swoją datę urodzin. Stąd mamy 40-letnich nastolatków. Unia Europejska zabroniła badać wieku “dziecka” po cechach biologicznych (zęby, kości), jeśli się ono nie zgodzi.

Czyli może taka osoba dostałaby papiery w Niemczech i przyjechała do Polski?

LOL. JPRDL... Natan, zrobiłeś mi dzień! :D

Zapomniałem o tym. UE, ta która reguluje krzywiznę banana...

Fun, osadź go w Niemczech. Dostanie dowód, mieszkanie, kieszonkowe, komórkę i ubezpieczenie. Po problemie. :D

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Tak, a w Polsce zapewne podobna procedura zaszłaby, gdyby zgłosił się ktoś z Czeczeni. Cyganie, z tego co wiem, też nie zawsze mają dokumenty. Ale blondyna tu nie upchniesz :P

 

Natomiast też w podobnym klimacie, ale amerykańskim: 

https://www.washingtonpost.com/news/post-nation/wp/2015/03/12/how-a-teenagers-viral-campaign-to-prove-her-citizenship-is-inspiring-a-new-texas-bill/

19-latka nie mogła udowodnić, że jest Amerykanką, bo rodzice ograniczali jej kontakt ze światem (poród domowy, edukacja domowa) – nie miała żadnych dokumentów, nie mogła podróżować, zrobić prawa jazdy itp.

Jak przyzwać psa piekielnego?

Tak, serio pytam o jakieś odnośniki do literatury fachowej...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

@NoWhereMan

Jeżeli problem jest jeszcze aktualny, to mogę spróbować pomóc, chociaż co prawda bardziej siedzę w nieorganice niż w polimerach.

@Ceterari

Sztuka Goecji? Były tam różne stwory, chociaż raczej jakieś wyższe demony niż psy, ale może coś znajdziesz.

No rest for the Wicked

Goecję już mam przerobioną, za wysokie progi na psa :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Okej, ale potrzebujesz dosłownie instrukcji z jakiegoś dzieła okultystycznego, czy tylko inspiracji do tego, jak miałby wyglądać rytuał?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jest taka starożytna inkantacja: “Hokus-pokus, czary-mary, cip-cip piekielne ogary”.

Przyzwanie potwora VI

Przywoływanie (Przyzywanie) [patrz opis przyzwania potwora I]

Poziom: Brd 6, Cza/Zak 6, Kap 6

Komponenty: W, S, K/KO

Czas rzucania: 1 runda

Zasięg: Bliski (7,5 m + 1,5 m/2 poziomy)

Efekt: Jedna przyzwana istota

Czas działania: 1 runda/poziom (P)

Rzut obronny: Brak

Odporność na czary: Nie

Czar ten działa jak przyzwanie potwora I, ale przyzywasz jedna istotę z listy dla 6. poziomu, 1k3 istoty

tego samego rodzaju z listy dla 5. poziomu lub 1k4+1 istot tego samego rodzaju z którejś z list dla niższych poziomów.

Uwaga: Zamiast Piekielnego Ogara może pojawić się Niebiański Żubr.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

A tak serio, Cet, co rozumiesz przez fachową literaturę? Nawet taka “Magick in theory and practice” Aleistera Crowley’a to bełkot nie uwzględniający nic równie konkretnego.

Dokladnej instrukcji chyba nie ma. Możliwe zresztą, że już wybrnęłam z problemu. Choć niekoniecznie przez “cip-cip piekielne ogary” :D

Niebiański Żubr brzmi jak nazwa piwa :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cyganie, z tego co wiem, też nie zawsze mają dokumenty. Ale blondyna tu nie upchniesz :P

Trochę czasu minęło, ale dodam coś od siebie ;)

 

Upchniesz Roma (Cygan jest określeniem pejoratywnym), o blond włosach, bo:

  1. Wszyscy jesteśmy jedną wielką mieszanką genetyczną. Każdy z nas może mieć gen blondu, ale nie ulegnie ekspresji, jeśli nie spotka się z kolejnym genem recesywnym.
  2. Była kiedyś afera, że od Romów zabrano dziewczynkę o blond włosach. Myślano, że została porwana. Zrobiono badania genetyczna – dziewczynka bez wątpienia miała geny swoich romskich, czarnowłosych rodziców. Nie pamiętam czy to się wydarzyło w Polsce, czy innym kraju europejskim.
  3. Dalej pociągnę temat różnorodności genetycznej – na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce spotkasz ludzi o jasnych włosach. Są całe społeczności jasnowłosych Berberów w Północnej Afryce, z niebieskimi oczyma. W Egipcie, kraju bardzo różnorodnym napotkasz etnicznych Egipcjan o mongoloidalnych rysach. Od straożytności w region śródziemnomorski wędrowało dużo najemników – w Egipcie, koło Fajum, odkryto miasteczko należące właśnie do Celtów. Zresztą, w egipskiej kulturze istnieją podania na temat rudych. Ba, sama widziałam rudego Egipcjanina. A o ludziach z jasnymi oczyma nie wspomnę. Morał jest taki, że takie rzeczy nie są wcale takie oczywiste jak się nam wydaje.

Dzięki wszystkim za chęć pomocy. Stosowną otrzymałem :)

Natomiast teraz mam kolejne pytanie. Otóż szukam pomocy z dziedziny... antropologii. Przy czym chodzi mi o podstawowe pytanie jak ta nauka definiuje pojęcie człowieka (”człowiek to...”).

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Upchniesz Roma (Cygan jest określeniem pejoratywnym), o blond włosach, bo

Gdyby ktokolwiek wsadził do opowiadania Roma o blond włosach, to musiałby całą akcję okręcić wokół tego faktu – potrzeba dużo przekonywania, a i tak czytelnicy nie zawsze akceptują mało prawdopodobne, choć możliwe życiowo sytuacje.

Roma (Cygan jest określeniem pejoratywnym)

Jeżeli trzeba ludziom wmawiać... to znaczy: jeśli trzeba ludzi przekonywać, że dane określenie jest pejoratywne, to raczej nie jest ono pejoratywne. Tak samo jak ze słowem Murzyn.

Nie jest, oczywiście, że nie jest. A najlepsze jest to, że sami Cyganie dziwią się, dlaczego usiłuje się ich na siłę nazywać Romami. Oni oba te określenia rozróżniają i to w sposób zasadniczy. Przy czym Rom jest pojęciem węższym niż Cygan, choć oczywiście w tej chwili Cyganów nie będących Romami jest garstka. Jak powiedział Edward Dębicki: “Ja jestem Cygan. Mój dziad był Cygan. Nie jestem żaden Rom!” Choć po prawdzie, trzeba przyznać, że są środowiska cygańskie – i to podobno, te wykształcone – które starają się promować określenie Rom i rugować określenie Cygan.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

NoWhereManie, nie jestem co prawda specjalistą, ale nie jestem pewien, czy antropologia w ogóle definiuje człowieka. Ona ma milion definicji na kulturę, społeczeństwo czy cywilizację, ale mam wrażenie, że fakt, że “człowiek to człowiek” jest aksjomatem, który nigdy definicji nie wymagał. W końcu nie ma “ksenoantropologów”, którzy musieliby odróżnić kulturę ludzi od kulturę jakichś innych istot. I chyba, o dziwo, nie przyszło im do głowy, żeby za ludzi nie uważać takiego bon sauvage’a ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

O właśnie coś takiego mi chodziło, Diriadzie :) Bo z humanistycznych nauk to jestem zielony i potrzebuję podstawowych informacji. I zastanawiało mnie, czy ktoś nie spróbował zdefiniować pojęcia “człowieka” :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM, tak, próbowano. Jest taki dział – antropologia filozoficzna, który zajmuje się definiowaniem człowieka i jego miejsca w świecie. Sama mało o tym wiem, ale TUTAJ znajdziesz odnośniki do wszystkiego, czego będziesz potrzebować do dalszych poszukiwań. W skrócie – nie ma jednej właściwej definicji człowieka, różni filozofowie inaczej rozwijali to pojęcie, ale takie próby podejmowano już od Platona.

Dzięki, Kam_mod! Myślę, ze na początek wystarczy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dużo czytania przed tobą, powodzenia :)

Czy to przypadkiem nie Platon zdefiniował człowieka jako “dwunogie stworzenie bez piór”? A na to ktoś wyciągnął oskubanego koguta i krzyknął: “Oto człowiek Platona!”. ;-)

Babska logika rządzi!

Faktycznie, trochę się zagalopowałem, bo ja zawsze miałem do czynienia z antropologią kultury. Trochę w takim razie zależy, co rozumiesz pod pojęciem antropologii. Sprawdziłem w jednym podręczniku i tam jako dział antropologii traktują nawet archeologię. 

Natomiast Wiki dzieli antropologię na dwa działy:

– antropologię fizyczną zajmującą się zmiennością biologiczną i fizjologiczną człowieka;

– antropologię kulturową (antropologia społeczna) zajmującą się człowiekiem w społeczności (zbliżony do socjologii).

I tą antropologią fizyczną bym się zainteresował w kwestii definicji. Bo, szczerze powiedziawszy, to w przypadku wspomnianej antropologii filozoficznej odpowiedniejsza mi się wydaje ta druga nazwa, “filozofia człowieka” – bo z opisu wynika, że znacznie bardziej łączy się z filozofią, a z “resztą” antropologii w sposób raczej nikły. Tym niemniej – jest to nauka i jest o człowieku, więc etymologicznie jak najbardziej “antropologia” ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Dzięki, też się temu przyjrzę, choć coś czuję, że definicja biologiczna “człowieka” jest obecnie raczej aksjomatyczna: dwie nogi, dwie ręce, głowa, tułów, te sprawy ;) Ale jeszcze poszukam.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

ktoś wyciągnął oskubanego koguta i krzyknął: “Oto człowiek Platona!”

Tym kimś był ponoć Diogenes ;)

czytelnicy nie zawsze akceptują mało prawdopodobne, choć możliwe życiowo sytuacje.

Jak ja się zgadzam! Przepraszam wszystkich, że nie na temat, ale zawsze gdzieś chciałem poubolewać na ten fakt. W dodatku nie ma chyba bardziej nieufnych czytelników, niż nasza “fantastyczna” brać.

Dawno już doszedłem do wniosku, że gdybym, dajmy na to, opowiedział w jednym z tekstów historię swojego dziadka, usłyszałbym pewnie, że to się kupy nie trzyma, być nie mogło, świat takich rzeczy nie widział i ani krztyny w tym sensu. W ogóle dobry bohater to superbohater, a nie człowiek i żadne jego błędy w grę nie wchodzą.

Więc cóż, trzeba pisać te sensowne, prawdopodobne i logiczne historie wyssane z palca...;)

No, już mnie nie ma.

Załóżmy, że mamy wędrowców podróżujących przez skute lodem krainy.  Przyrządzili kolację na ogniu. Czy spalenie mięsa i kości w ognisku będzie dobrym rozwiązaniem, żeby w nocy drapieżniki nie wyczuły zapachu resztek i nie złożyły wizyty wędrującym?

No rest for the Wicked

Nie wiem, czy kości się dopalą w ognisku. 

Przecież od razu wyczują tak nienaturalny w tym krajobrazie zapach jak palone resztki jedzenia. Lepiej byłoby chyba zostawić im tymi resztkami fałszywy trop.

Czyli najlepiej byłoby zjeść na surowo ;)

A nie lepiej zagrzebać w śniegu?

Drapieżniki chyba nie będą czekać do nocy, najprawdopodobniej ściągnie je wcześniej woń mięsa przyrządzanego na ogniu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyjmę: dobre opisy walki dwóch bohaterów przy użyciu pięści.

Jestem w trakcie sporej bójki i odkryłam, jak bardzo brak mi słownictwa. Mogą być zarówno książki (tylko wtedy proszę o podpowiedź, jak opis znaleźć) jak i opowiadania.

Na początku “Króla” Twardocha jest walka bokserska. Swoją drogą świetna książka. 

No i w “Podziemnym kręgu” trochę się biją. 

Dzięki, fun! Jakaś pomroczność na mnie spadła, a przecież Fight Club taki znany.

No i w “Podziemnym kręgu” trochę się biją.

Trochę :D

Dziękuję za odpowiedzi. Doszedłem do wniosku, że najprościej będzie po prostu przemilczeć fakt występowania dużych drapieżników na tym terenie, albo wymyślić jakiś rytuał, który je odpędza. 

Co do walki wręcz to polecam podręcznik do krav magi Davida Kahna.

No rest for the Wicked

Wicked, w Kanadzie na przykład działa zasada, że jedzenie trzeba zawiesić na drzewie w jakiejś odległości od obozu (na kempingach to chyba musi być co najmniej 80 metrów), żeby nie przyciągnąć niedźwiedzi (i innych chętnych). Co do pieczenia, to nie jestem pewien – chyba może być w pobliżu obozu (póki jest gwar i ogień, zwierzęta nie powinny podchodzić), byle nie zostawić tam resztek. Ale przezorny zawsze ubezpieczony, można upiec dalej i potem przenieść grubą, rozżarzoną gałąź ze sobą, żeby łatwiej było rozpalić na niej ogień ogrzewający w obozie.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Dzięki, Diriad!

No rest for the Wicked

Co do walki wręcz to polecam podręcznik do krav magi Davida Kahna.

O, nie pomyślałam o tym, dzięki!

To teraz ja się zgłoszę po pomoc. Co może się zepsuć w domu tak, żeby a) dom NIE wyleciał w powietrze b) była konieczna wyprowadzka przynajmniej na kilka dni i najlepiej drogi remont? Jakaś pęknięta rura?

Idealnie by było, jakby były jakieś małe sygnały ostrzegawcze, które się objawiają przy gotowaniu/pieczeniu :D

A mnie można pytać o Holandię – język, kultura, holendersko brzmiące nazwiska :D – i jogę. Filozofię jogi. Może trochę o Indie.

Inwazja karaluchów z koniecznością dezynsekcji! :D

Ooo, zło, ale dobre zło! Jeszcze pomyślę, czy chcę to robić mojej bohaterce :D

Z bardzo przyziemnych rzeczy: sprawy elektryczne (bezpieczniki, zerwane kable przez wiatry) oraz – jeśli to dom jednorodzinny bez wodociągów – pompa. Przy czym ta druga to nic wielkiego nie musi się stać, wystarczy mróz i już trzeba się wyprowadzać aż do dnia, gdy będzie trochę cieplej i znów będzie przepływ przez rury ;) I o ile nie pękły, oczywiście :)

Z mniej przyjemnych – wykrycie większego przecieku gazu, co może zaowocować ewakuacją i kilkudniowym pobytem u rodziny.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To jest blok, więc pompa odpada – a co może się konkretnie stać z bezpiecznikami, żeby aż trzeba się było wyprowadzić?

Podrzucenie krwawiącego trupa na wykładzinę w przedpokoju. Policja nie wpuszcza nikogo na miejsce zbrodni. Niestety, bezobjawowe...

Może być pęknięta rura gdzieś w ścianie – trzeba skuwać kafelki, wody nie ma, więc lepiej się wyprowadzić po dobroci.

Barejowskie – sąsiedzi w bloku robią remont, skutkiem czego pojawia się dodatkowe, nieregularne okienko w sypialni.

Jeśli ma się objawiać przy gotowaniu, to aż się prosi jakaś nieszczelność gazu.

W sumie, gdyby niedomagająca lodówka się zepsuła podczas weekendowej nieobecności właścicieli... Woda ze stopionego lodu plus soki z popsutego mięska elegancko wgryzają się w parkiet. Ale może panele będą bardziej wrażliwe na wodę?

Pęknięcie wężyka doprowadzającego wodę do pralki podczas nieobecności też daje ładne skutki.

Babska logika rządzi!

Zdechłe zwierzę gdzieś w mieszkaniu. Smród niesamowity – trzeba się wyprowadzić, a poszukiwania delikwenta mogą trwać dłuuuugo. A on “wzion i umar” na przykład za ciężką szafą. Jak zdechnie między piętrami w jakichś rurach, to drogi remont pewny. I są sygnały ostrzegawcze – najpierw zwierzak piszczy, potem śmierdzi ;).

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Z najbardziej prozaicznych – poprzedni właściciel mieszkania zamontował własną instalację elektryczną, wynajęty pan “majster” źle podłączył i teraz co pewien czas wywala bezpieczniki na klatce ;) Koledzy w pracy mieli przypadek, że objęło to także całą klatkę, bo sąsiad “złota rączka” zechciał coś pomajstrować w kuchni i wcześniej bez niczyjej zgody “poprawił” coś w instalacji na klatce. Generalnie ludzka głupota z elektryką nie zna granic i może się skończyć źle dla całego piętra ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

O, dziękuję! Gazu się trochę boję, bo nie chcę, żeby blok wyleciał w powietrze, ale popsuta lodówka+mięso i woda/śmierdzący mysi trupek w rurze  to są świetne tropy :-)

Ludzie mawiają, że z glazurnikiem/murarzem się nie zadziera, bo pęknięte  jajko w ścianie zamuruje. A to straszny smród, długotrwały i trudno znaleźć, gdzie to jajo.  Ale do tego potrzebny remont i niezadowolony murarz albo glazurnik. ;)

Sąsiadowi na górze cieknie pralka. Gdy sąsiad pierze woda dostaje się do instalacji i robi zwarcie w mieszkaniu piętro niżej wywalając korki. Wyprowadzka konieczna w celu wymiany instalacji podtynkowej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Albo mole się sąsiadowi-brudasowi zalęgły i przeniosły do kuchni bohaterów.

Mole? Karaluchy prędzej by pogoniły z domu. W mole to kulkami na mole się rzuca ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

W żywieniowe? Żona Cię w kwadrans spakuje, jak zobaczy białe larwy pełzające w jedzeniu, po ścianach, suficie i meblach. :D

Borze Tucholski nie widziałem takiego paskudztwa. A karaluchy, w wynajętym na polu namiotowym domku campingowym, z sufitu mi kiedyś spadały w nocy na głowę. Trauma. Gorsze były tylko wielkie czarne ślimaki bez domków w parku w Oldenburgu (na stopie). Oblazły mnie jak jacyś mali kosmici, powłaziły do śpiwora. Obudziły w środku nocy wilgotnym dotykiem na twarzy. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hej, potrzebuję jakiegoś sensownego źródła na temat garderoby przedwojennych chłopów. Chodzi mi o ciuchy zimowe. I coś o przedwojennych smolarzach.

Ktoś, coś?

Trudny temat i chyba sporo zależy od regionu. Szukałam trochę pod hasłami “codzienny strój ludowy”, ludowy strój roboczy, itd.  – znalazłam zdjęcie robotników przedwojennych tu: http://mzl.zgora.pl/2017/02/27/sensacyjne-odkrycie-przedwojennej-fotografii/ i opis stroju radzionkowskiego (ale tylko kobiety): http://www.radzionkow.pl/kultura/36-nasze-miasto/osobliwosci-i-ciekawostki/255-radzionkowski-stroj-ludowy – nie do końca o to chodzi, ale wrzucam, bo może coś z tego się przyda :-)

Możesz też poszukać przedwojennych zdjęć? Może być trudno znaleźć konkretny szczegółowy opis.

Dzięki, ale potrzebuję chłopów. Już nawet region nie ma dla mnie tak wielkiego znaczenia. W Chłopach Reymonta z opisów wynika, że wszyscy mężczyźni chodzili w kożuchach ściągniętych pasem. O butach pisał “trepy”.

Jakoś mi się nie chce wierzyć, że biedota biegała w kożuchach i wełnianych spodniach. 

Nic, czytam dalej, może coś więcej wyłapię.

Ale dzięki :)

A w czym miała biegać? Jak zabijali owieczkę w celu zeżarcia, to przecież skóry nie wyrzucali...

Babska logika rządzi!

Wygląda na to, że jednak kożuchy były używane pospolicie.

Materiałem na odzież było płótno i sukno utkane w zimie przez gospodynie, na domowych krosnach. Ubrania „kościelne” szył krawiec, a pozostała garderobę, szyła ręcznie sama gospodyni. Przy ubiorze, kierowano się zasadą „ubranie ma być mocne, tanie, ciepłe i wygodne”. Dzieci do 5 lat bez względu na płeć chodziły w długich do kostek sukienkach. Pranie odbywało się obok rowu z wodą, przy pomocy „pralnika” (kawałka deski z rączką). Do zamaczania bielizny i pościeli przed praniem, używano zmiękczonej popiołem drzewnym wody. Za odzienie wierzchnie służyły kożuchy z baranich skór. W lecie wszyscy (dzieci i dorośli) chodzili boso. Obuwie zakładali jedynie przed wejściem do kościoła, zdejmowali po wyjściu z niego i boso z obuwiem zawieszonym na ramieniu, wracali do domu. Za obuwie zimowe służyły wojłoki, „chodaki” (podobne do góralskich kierpców) i trepy. Obuwiem świątecznym były buty i trzewiki. Małe dzieci w zimie miały zwykłe „obuwie dyżurne’, którego używały gdy zachodziła „pilna potrzeba” chwilowego opuszczenia izby. 

EDIT: na życzenie Diriada – źródło

http://www.stankiewicze.com/index.php?kat=8&sub=36 

Sporo ciekawych informacji.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Bardzo dziękuję :D Czyli jednak kożuchy. Super. Dzięki :)

Staruchu, dodaj może źródło – raz, że może być przydatne, a dwa, że nieładnie tak wrzucać dłuższe cytaty bez podania.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Nie wiem czy ktoś dostatecznie ogarnia produkcję serialu/filmu. Otóż chciałbym się dowiedzieć, jak nazywa się stanowisko osoby zajmującej się dobrymi relacjami z aktorami, ustawianiem terminu planów zdjęciowych itp. (Coś jak główny bohater filmu “Ave Cezar”.)

Po głowie kołacze mi się termin “producent wykonawczy”, ale nie jestem przekonany, czy na pewno jest od tego.

Za wikipedią: Producent wykonawczy – osoba, która z ramienia wytwórni filmowej bądź muzycznej ma generalny nadzór nad powstawaniem dzieła, ale zasadniczo nie uczestniczy w procesie jego realizacji. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Doktora, potrzebuję doktora!

Czy jest to w ogóle możliwe, by przeciąć tętnicę szyjną w sytuacji, gdy atakujący dysponuje dużą siłą, jest w ataku szału i ostatnie trzy tygodnie spędził w zamknięciu, czyli ma długie paznokcie?

(Boże, jak to głupio brzmi jak się powie na głos.)

Dzięki – niniejszym mój bohater awansował na kierownika produkcji :D

O, dzięki! Czyli zmiana planów.

Halo! Czy jest tu jakiś spec od survivalu? Ale takiego extreme.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Od survivalu oglądanego w telewizji. Ale rzuć pytanie, może coś razem tu wymyślimy!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki za chęci, ale już dwóch ekspertów nad tym pracuje.

I przepraszam, że pytania publiczne nie zadam, ale za dobry pomysł. :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Nie ma sprawy :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ktoś wie jak ma się częstotliwość wibracji krzyształu (kwarcu) do jego rozmiarów? Rozmiary w elektronice znam, potrzebuję czegoś w skali makro – powiedzmy słupy o wysokości metra. Czy dałoby się przyfasolić w niego z pięści i coś usłyszeć (buczenie/pisk)?

Próbuję coś wyszukać, ale przeglądarka zwraca głównie tylko smieci o leczniczych właściwościach tychże wibracji i inne ezoteryczne pierdoły. :/

Ja też mam pytanie – czy jest na sali jakiś lekarz? ;) Jak długo mniej więcej będzie się goić rana postrzałowa? (Postrzał w ramię, kula przeszła na wylot).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam pod ręką książkę do medyny sądowej, ale piszą w niej tylko o postrzałach będących przyczyną zgonu. XD

Potrzebuję rząd wielkości – będzie boleć przez 4 tygodnie czy raczej przez 4 miesiące? :]

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Otworzyłem książkę do chirurgii i bardzo błyskotliwie mi powiedziano, że  po rekonstrukcji miejsca, gdzie zadano obrażenia, następuje okres rekonwalescencji. :p

To pewnie zależy od miejsca postrzału.

Jose, miałam kiedyś drobny wypadek na rowerze. Nic poważnego, żadnych ran ani złamań, tylko oberwałam metalowym drągiem po udach. Z powodu opuchlizny kuśtykałam... bo ja wiem? Z półtora miesiąca. Ale nie leczyłam tego jakoś specjalnie. Pytanie naprowadzające: panowie medycy, czy regeneracja włókien mięśniowych po stłuczeniu trwa tyle samo, co po przerwaniu?

Babska logika rządzi!

Stłuczenie goi się szybciej niż przerwanie ciągłości. Znalazłem informację, że złamanie kości dorosłej, prawidłowo odżywiającej się osoby goi się 4-5 miesięcy, natomiast u dzieci trochę krócej – 2-3 miesiące. Jeśli by przyjąć, że kości goją się w naszym organizmie najwolniej, to przerwanie ciągłości innych tkanek, np. mięśni w nodze powinno się goić trochę szybciej.

Tylko znowu przy postrzale są obrażenia odległe od kanału przejścia pocisku, obrażenia wynikające z działających sił, a nie samego przejścia pocisku przez tkanki... Trudno mi podać jakiś konkretny przedział czasu, ale z pewnością to kwestia miesięcy, nie tygodni.

@Joseheim – a zależy ci żeby to trwało długo czy krótko? Bo jak długo, to może dorzuć do tego  jeszcze uszkodzenie nerwu. ;)

Dzięki!

AQQ, nie zależy mi szczególnie, po prostu nie chciałabym jakiejś szczególnej głupoty napisać, tudzież po fabularnych dwóch tygodniach zapomnieć, że kogoś coś powinno boleć ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Witajcie,

poszukuję kopalni wiedzy na temat załogowych lotów kosmicznych. Miejsca w którym dowiem się o opóźnieniacj w łączności Ziemią i takich tam sztucznych grawitacjach itd. Ktos ma jakieś linki?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jose, kogo postrzeliłas? Beryla? ^_^

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Mytrixie – jeśli nie straszny ci język Szekspira, to polecam Atomic Rocket. Znajdziesz dużo informacji o kosmosie i technologii do jego podboju, tej rzeczywistej i tej z hard s-f ;) Na polskim podwórku są ciekawe materiały na kanale Astrofazy. W mniejszym stopniu korzystam z space.com (nierzadko lądują tam newsy o tytułach rodem z naukowej wersji Pudelka) oraz physics forum do analizowania zagadnień z astrofizyki. Inne strony i źródła raczej dorywczo.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jose,

znalazłem artykuł w czasopiśmie pod wiele mówiącym tytułem Rozhledy v chirurgii https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17626461

Czas gojenia ran postrzałowych mieści się w zakresie 3-330 dni (średnio 66 dni). Czyli, jakbyś nie napisała, będzie dobrze ;)

 

Cobold, wielkie dzięki!!!

 

Ale Jezu, 3 dni? :D Chyba u Wolverine’a.

 

Jakby co zaświadczam, że żaden Beryl nie został uszkodzony podczas mojej pisaniany ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To thank or not to thank, this is a question! But srlsy, NoWhereMan – ThanksMan! Looks promising! – o! Widzisz? Moja mówić po Szekspirowej mowie! :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To się cieszę :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@stn Przy uderzeniu usłyszałbyś głuchę łupnięcie, ewentualnie odgłos pękania (ale to przy naprawdę mocnym uderzeniu, nieosiągalnym dla ludzkiej siły). Na pewno bardzo trudno byłoby uzyskać ciagły, harmoniczny dźwięk jak przy uderzeniu w stalowy słup. Z prostego powofu – krystaliczne materiały ceramincze są sztywniejsze i bardziej kruche od stali, przez co przy uderzeniu raczej pękną niż wygną się i wpadną w drgania. Porównaj sobie uderzenie w płytkę podłogową z terakoty (która co prawda jest polikryształem w odróżnienuu od monokrystalicznego kwarcu, ale pewne cechy są zbliżone) ze stalową płytą. Jeżeli podczas reasearchu natknąłbyś się na fonony akustyczne – niech nie zwiedzie cię nazwa, to nie fala dźwiękowa, tylko fala drgań sieci krystalicznej, która odpowiada za przewodzenie ciepła.

No rest for the Wicked

Hmm, spotrzeżenie celne, ale jednak uchylam się przed nim. Kwarc w postaci monokryształu jest piezoelektrykiem (nie mam pojęcia o jego właściwościach w innych formach) i dzięki temu reaguje na przyłożone mu siły (”naprężenia”) mechaniczne. I działa to w drugą stronę, zatem przykładając źródło napięcia do jego powierzchni kryształ ten “zmienia” swój kształt, wibruje, co wykorzystywane jest powszechnie w elektronice. Zatem, czy przyrząd (jak mikrofon) byłby w stanie takie uderzenia w jaskini (jak tej – tutaj jednak budulcem jest gips) “usłyszeć”?

Chodzi o to, że nie mam pojęcia jak (i czy w ogóle) zjawisko w skali mikro – elektroniki – da się przenieść w świat makro.

 

Post pod postem świadomy, chcę zadać drugie i równoległe pytanie – teraz medyczne.

Jak – w mądry i naukowy sposób – nazywa się stan “warzywa”, czyli pełny paraliż mięśniowy ale przy zachowanej pełnej sprawności umysłu (niemożnośc komunikacji przy pełnej świadomości otaczającego świata)?

No dzwonią mi w głowie skojarzenia, ale przypomnieć sobie nie mogę. :<

Zespół zamknięcia (locked-in syndrome).

Choć akurat słowo “warzywo” jest (abstrahując od kwestii etycznych) potocznym i nieprofesjonalnym określeniem stanu wegetatywnego.

O to, to, dzięki! Wiem, że słowo użyłem bardzo kontrowersyjne, ale nie miałem pojęcia jak to inaczej nazwać (umknął mi właśnie ten “stan wegetatywny”). :)

Hmmm... Myślę, że nie do końca chodzi o stan wegetatywny, jeśli człowiek zachowuje pełną sprawność umysłu:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stan_wegetatywny

Też mi się najpierw ta odpowiedź nasunęła, ale wolałam sprawdzić ;)

 

Ja bym używała sformułowania “sparaliżowany” i już ;)

 

Ale, Iluzjo, odpowiedź na pytanie Stn’a zawarłem w pierwszej linijce swojego posta.

Ale, coboldzie, ja wiem, tylko stn napisał potem “(umknął mi właśnie ten “stan wegetatywny”)” i do tego się odnosiłam, nie do Twojej odpowiedzi :)

Spoko loko ;)

@stn

“The inverse piezoelectric effect is used in the production of ultrasonic sound waves”

Cyt. za angielską wikipedię, może się przyda.

No rest for the Wicked

To ja z pytaniem w realiach space opera

Mam w opowiadaniu statek kosmiczny (coś jak w Startrek lub The Expanse) Rzeczypospolitej Polskiej, dajmy na to "Jastrząb". Jakiego skrótu użyć?

ORP Jastrząb; SKRP Jastrząb; SRP Jastrząb; czy coś z goła innego?

ORP – Okręt Rzeczypospolitej Polskiej; SKRP – Statek Kosmiczny RP; SRP – Statek RP

Osobiście chyba Okręt zapożyczając z marynarki wojennej, ale może jest jakies lepsze słowo, które mi umknęło, a?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

KRP – kosmolot? IMO, każdy skrót będzie dobry. ORP kojarzy się jednoznacznie. Pozostałe dobrze, żebyś w którymś miejscu wyjaśnił.

Babska logika rządzi!

Można też np. nawiązać do niezrealizowanych projektów samolotów.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

W Star Trek używają USS na statki federacji – United Space Ship (blisko swojskiego United States Ship).

Ja bym zostawiał ORP. Dobrze brzmi i nie ma się czego czepić.

Okręt to okręt. Z definicji uzbrojona jednostka, a kosmos traktowany jest jak wody międzynarodowe, więc, można to podciągnać.

 

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Ok, dzięki wam :-) Czyli ORP zostanie, tylko nad nazwą statku jeszcze myślę :D ORP Lem. ORP Tuwim. ORP Żubr :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

ORP Lech Kaczyński – będzie na czasie.

 

Edit: I biźniacza jednostka: ORP Jarosław Kaczyński.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Znowu zapytam, czy jest na sali lekarz? Mam baaardzo świąteczne pytanie – Jak się czuje ktoś, kogo właśnie uratowano przed utonięciem? ; p Nie namachał się za bardzo, bo stracił przytomność od uderzenia, został wyciągnięty prawie natychmiast, RKO pomogła w odzyskaniu oddechu. Nie ma szans na pogotowie ani żadne szpitale, rzecz jasna. Mogę sobie wyobrazić, że taki ktoś jest roztrzęsiony i wyczerpany, potrzebuje spokoju itp. (no i łeb go boli), ale chciałabym, żeby to wypadło wiarygodnie. Jak długo taki ktoś powinien odpoczywać? Po jakim czasie będzie w stanie dokądkolwiek pójść? (Czy też raczej zostać przez kogoś odwiezionym na koniu?)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wszystko zależy od tego, czy doszło do zatrzymania krążenia, jak długo ono trwało, jak wyglądała resuscytacja, jaka była temperatura wody i od organizmu samego poszkodowanego.  Z reguły kaszle i odczuwa ból przy oddychaniu. Jeżeli wszystko trwało krótko, bez zatrzymania krążenia, nie ma powodu, żeby nie mógł wstać i pójść dalej, choć, gdy opadnie adrenalina może poczuć gwałtowne osłabienie.

Dzięki, zbawco!!! :)))

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja też proszę o pomoc w kwestii medycyny. Czy jest możliwe, żeby przeciętą piłą tarczową, jak na obrazku, rękę, bardzo doświadczony chirurg złożył w siermiężnych warunkach domowych, mając podstawowe narzędzia (jak dr Wilczur ze “Znachora”)? Powiedzmy, że miałby dwie przypadkowe osoby do asystowania. Nie koniecznie chodzi o przywrócenie pełnej sprawności ruchowej, jeśli w ogóle to możliwe, ale chociaż czucia w palcach (chyba, że odwrotnie jest łatwiej).

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że w warunkach polowych to raczej niemożliwe. Piła tarczowa raczej pozostawia poszarpane rany. Nerw promieniowy ma 3 milimetry grubości (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10374990) pozostałe w dłoni pewnie są jeszcze mniejsze, więc bez specjalistycznego sprzętu to zadanie może być awykonalne.

No rest for the Wicked

Tak jak narysowałeś to może cudownie udałoby się tylko przerwać nerw pośrodkowy i promieniowy, a łokciowy ocalić, tutaj już kwestia milimetrów jak daleko piła weszła. Nerwy w dłoni nie są takie małe jakby się wydawało, ale też się obkurczają przy przecięciu, więc może być potrzebny przeszczep nerwu. Ale ogólnie odzyskanie sprawności zależałoby też w dużej mierze od tego jak szybko po przecięciu, by się ten chirurg do tego dorwał. Bo już same ścięgna zginaczy palców po przecięciu zaczęłyby się kurczyć i wędrować w górę ku przyczepom na nadkłykciu przyśrodkowym kości ramiennej. Także już po kilku godzinach trzeba by ich było szukać gdzieś w przedramieniu (rozpłatać kończynę do łokcia), znaleźć rzezimieszków, przewlec przez troczek zginaczy i zespolić. Do tego jakieś śruby w kości śródręcza, szycie mięśni. No trochę tego jest, jednak określenie ,,podstawowy sprzęt’’ tu nie wystarczy, bo nie wiem co masz przez to na myśli. Szycie nerwów i naczyń w dłoni to już mikrochirurgia i tutaj technologia, sprzęt, zakres uszkodzeń i przede wszystkim czas reakcji ma jeszcze większe znaczenie niż to, że chirurg jest gorszy czy lepszy.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

WickedG:  Dzięki. Może trochę wprowadziłem w błąd, nie sprecyzowałem jakie wyposażenie miałem na myśli, ale jednak na pewno nie warunki polowe.

SHADZIOWATY: Operacja miałaby się odbyć około pół godziny po wypadku. A żeby trochę sprecyzować, miałem na myśli różne “klasyczne” instrumenty, mechaniczne, bez elektroniki: skalpele, szczypce, klemy, haki, pensety, podważki, imadła itp. i do tego szkła, soczewki w różnych konfiguracjach, a nawet przedwojenny mikroskop stereoskopowy.

Pacjent jest umiarkowanie pijany, wie co się dzieje. Co ze znieczuleniem w takim przypadku? Potrzebna jest narkoza? Można to zrobić eterem?

Generalnie chodzi mi o to, czy nie jest to w ogóle absurd, żeby dało się to zrobić w takich warunkach, mimo, że lekarz jest niewykluczone, że jednym z najwybitniejszych na świecie, a scena ma właśnie efektownie pokazać jego umiejętności – więc wymagane są proste warunki.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Pacjent jest umiarkowanie pijany, wie co się dzieje. Co ze znieczuleniem w takim przypadku? Potrzebna jest narkoza? Można to zrobić eterem?

Połączenie eteru dietylowego i alkoholu etylowego jest dość niebezpieczne. Po pierwsze, mają podobny profil działania (są pozytywnymi modulatorami allosterycznymi GABA-A: https://en.wikipedia.org/wiki/GABA_receptor_agonist#PAMs) Po drugie, eter dietylowy hamuje metabolizm alkoholu: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/3296835. Co prawda eter sam w sobie ma niskie ryzyko wystąpienia depresji oddechowej przy znieczuleniu (http://www.sciencedirect.com/topics/neuroscience/diethyl-ether), ale kombinacja z alkoholem prawdopodobnie zwiększyłaby szanse na jej wystąpienie. 

Użycie opiatów np. morfiny to jeszcze gorszy pomysł.

Myślałem o ketaminie, która sama w sobie jako anestetyk raczej nie powoduje problemów z oddychaniem: https://en.wikipedia.org/wiki/Ketamine#Anesthesia ale, w połączeniu z alkoholem jednak już tak: https://drugabuse.com/library/concurrent-alcohol-and-ketamine-abuse/ 

Z tego, co wyszukałem, najbezpieczniejszy wydaje się podtlenek azotu (gaz rozweselający). Ma słaby wpływ na obniżenie zdolności oddechowych:

 https://www.dentalacademyofce.com/courses/1465/pdf/nitrousoxidediscvrynow.pdf  “It has minimal effects on either the respiratory or the cardiovascular system in normal healthy patients, which adds to its safety. As any sedative medication will have some degree of respiratory depressive properties, nitrous oxide’s degree is only minimally so, mostly due to its lack of potency. Further, all anesthetic medications have some degree of myocardial depressant activity, but again, nitrous oxide’s degree is only minimally so.”

Stosuje się go z midazolamem (benzodiazepina, ma w przybliżeniu podobny profil działania do alkoholu [też jest depresantem]) https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8857655 “This investigation demonstrated that coadministration of N2O/O to midazolam-exposed animals did not result in hypercarbia, an early indicator of respiratory depression.”

No rest for the Wicked

WOW O.o

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Proszę :)

No rest for the Wicked

W uniwersum, które tworzę,  istnieją osoby posiadające w sobie moc magiczną, ale nie mogące się nią posługiwać, jak zwykli magowie. Powszechnie nazywani są oni po prostu niezdolnymi. Ponadto w tym świecie moc magiczna zależna jest od stanu emocjonalnego osoby ją posiadającej – np. zwykły mag, jak się mocno wścieknie, to z pomocą telekinezy wyrzuci szafę przez okno,  zaś osoba niezdolna do kontroli nad tą mocą i niemogąca jej zamanifestować na zewnątrz, odczuwa silnie reakcje organizmu (np. wymioty, migrenę lub nagłe obniżenie temperatury).

Mój problem polega na tym, że szukam obraźliwego określenia na takie osoby, coś na kształt słowa “szlama” w uniwersum Harry’ego Pottera. I tu pytanie: czy ktoś zna jakieś przypadki medyczne IRL zbliżone do czegoś takiego (w sensie niemożność wyrzucenia czegoś z siebie, powodująca problemy zdrowotne)? Pierwsze, co mi przychodzi do głowy to obstrukcja i nazywanie niezdolnych magów zapartymi, ale chciałabym jednak coś innego.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Afazja?

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dzięki. Może się przydać.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Witam forumowiczów NF. Jestem tutaj nowy. Mogę jednak pomóc w kwestii finansów, rachunkowości i biznesu ogólnie (wiedza o strukturach i zarządzaniu w firmach). Poruszam się na co dzień w tych środowiskach. Hobbystycznie traktuję modelarstwo, elektronikę i wędkarstwo. Sporo wiem na te tematy.

Jack

To ja jeszcze do Ajzan.

Aleksytymia?

Niezdolność do rozpoznawania emocji i przypisywanie związanych z nimi reakcji organizmu do innych zjawisk... Ciekawe, coboldzie, tylko w moim przypadku niezdolni magowie rozpoznają swoje emocje, a efekty magii to dodatek do zwykłych reakcji.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Sieknij “amagię” lub “demagię”, słowotwórstwo zawsze na czasie :P.

Myślałam też o tym.  jak nazwać  “naukowo” tą przypadłość. wink Amagia może być, a jeśli chodzi o moje pierwsze pytanie, to jednak zostanę przy “zapartych”. Jest odpowiednio pejoratywne i budzi skojarzenia z konkretną, daleką od pięknej, dolegliwością.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Mam kolejne pytanie: Czy ktoś wie, jak poruszałaby się osoba (w obuwiu i bez), której amputowano wszystkie palce u stóp?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Chyba w miarę normalnie (przynajmniej w obuwiu). Tak przynajmniej wynika z relacji himalaistów:

Poszedł Pan na Everest bez palców u nóg?

Paradoksalnie, po amputacji palców łatwiej jest pójść na Everest, niż wybrać się w skałki, gdyż najwygodniejsze są dla mnie teraz sztywne buty na twardej podeszwie – doskonałe w Himalajach, lecz bezużyteczne na ściankach wspinaczkowych. Po amputacji byłem jeszcze w wielu miejscach – na Kohe Skhawr, w Andach, w Mongolii.

Z TEGO wywiadu Janusza Kulisia.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Obstruktanci (:D), hermetyczni, Introwertycy, Intromagiczni, Zduszeni, Zaduszeni (od ‘dusić w sobie’), Pasywni, Wegetanci, Bierni, Uśpieni, Nosiciele...

 

Ja wiem, na wózku inwalidzkim! (tak naprawdę to nie wiem ;( )

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

 Kapitan uśmiechnął się pod nosem, rozbijając jajko na gorącą patelnię.

czy

 Kapitan uśmiechnął się pod nosem rozbijając jajko na gorącą patelnię.

Znaczy się, czy w tym wypadku muszę rozdzielić czasowniki przecinkiem.

Mogę go opuścić, nie?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pierwsza wersja.

W ogóle jakieś dziwne to zdanie :(

A nie wbijając jajko na gorącą patelnię”?

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Śniąca, AQQ dzięki.

Anet, z kontekstem nie jest dziwne :)

Ooo O! To “wbijając” to dobre słowo jest, dzięki Staruchu.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

I “wbijając” i “rozbijając” brzmi dziwnie i nie sądzę, że kontekst aż tak dużo zmienia. Inna sprawa, że inaczej mogłoby nie brzmieć Mytriksowo i dlatego betowaniu mówię stanowcze – raczej nie :P

Zgadzam się z Anet, że zdanie trochę dziwne (dla mnie to zrozumiały niby, ale skrót myślowy  – najpierw trzeba jajko rozbić, a dopiero potem się wlewa zawartość na patelnię ;p).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Moim zdaniem jajka się właśnie wbija do czegoś albo na coś (na patelnię na przykład).

Zresztą, podeprę się autorytetem ;) – “możemy wbić jajka do miski” za Rafałem Kosikiem

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Mytrix, jesteś przegłosowany :P

Z poprzedniego zdania(akapitu) wynikia, że przywilejem nielicznych jest możliwość usmażenia sobie jajka (przygotowania świerzego jedzenia). Stąd ten uśmiech pod nosem podczas wbijania jajka na gorącą patelnię. :-) Oj no ja tylko o przecinek pytałem :D całe życie mówię że jajka się rozbija na patelnię a teraz mi będziecie wmawiać, że całe życie sam nie wiem co robiłem!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Ugotuj na twardo. :P

Mytrixie, a że całe życie mówisz prozą, to już wiesz :P?

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Oj tam, oj tam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nowa Fantastyka