
Po pięciu latach prowadzenia kalendarza przez Verus mam przyjemność ją zastąpić. Mam nadzieję, Verus, że może uda Ci się dołączyć do zabawy w którymś z adwentowych dni.
Na czym polega kalendarz adwentowy, wie każdy, komu nieobce jest takie pudełko.

Od 1 grudnia codziennie otwieramy jedno okienko, za którym czeka na nas coś fantastycznego! Czyli:
szort, szort grupowy, wiersz, komiks, rysunek, artykuł (felieton, reportaż itp.), a może nawet pojedynek na śnieżki – i cokolwiek przyjdzie wam do głowy o tematyce świąteczno-zimowej. Przyjmujemy wszystko, by stworzyć świąteczną atmosferę od 1 do 24 grudnia i przy okazji świetnie się bawić.
W pierwszym komentarzu zamieszczam kalendarz, który będę na bieżąco aktualizował. Każdy użytkownik, który chciałby wziąć udział w tworzeniu kalendarza, rezerwuje jeden z 24 dni (można zapisać się na więcej niż jeden, jeśli ktoś by chciał :)) z dopiskiem, co zamierza umieścić. Następnie danego dnia wrzuca swój twór również w komentarzu. I tak aż do Wigilii.
Na koniec zbierzemy wszystkie dzieła w jeden niepowtarzalny, fantastyczny kalendarz adwentowy, który będzie można podziwiać po wsze czasy w tym oto wątku.
By ułatwić trochę sprawę i może kogoś zainspirować, postanowiłem wrzucić kilka pomysłów, z których możecie skorzystać, jeśli któraś wam się spodoba:
szort – opowiadanie do 300 słów; ma być krótko, fantastycznie i przede wszystkim świątecznie,
szort grupowy – czy dwie osoby to już grupa? Nieważne! Ważne, że wspólne prace też przyjmujemy – do 600 słów,
komiks – jeśli masz zacięcie plastyczno-artystyczne, z przyjemnością ozdobimy kalendarz historią obrazkową,
praca plastyczna – piękny rysunek, grafika, kolaż czy nawet zdjęcie (chętnie zobaczyłbym smoka śpiącego pod choinką ;)), w wersji fantastyczno-świątecznej będzie cudownym elementem kalendarza,
pojedynek – jest to pojedynek świąteczny, a więc nie wyłaniamy zwycięzcy. Chodzi o dobrą zabawę. Temat: „Bitwa na śnieżki”. Limit słów: 300 na tekst :),
wiersz – dużo jest ostatnio poezji na portalu, więc jest też dla niej miejsce w kalendarzu. Limit: do 300 słów,
pojedynek na rymy – a czemu by nie! Pojedynek na świąteczne wiersze – to by dopiero było legendarne. Temat: „Bałwan”. Limit: 300 słów na wiersz,
świąteczne drabble – bo czemu by nie :),
grupowe świąteczne drabble – przyjmujemy sześć tekstów różnych autorów, co daje piękny limit 600 słów,
Wyzwanie Cezarego – bardzo spodobała mi się inicjatywa portalowej Szyszuni :). A najbardziej projekt, w którym wielu użytkowników tworzyło tekst, dopisując po jednym zdaniu. Liczę, że może i taki „posklejaniec” pojawi się w kalendarzu. Temat: „Pod choinką nie ma prezentów!”. Limit: 1000 słów, by każdy chętny się zmieścił :).
Oczywiście pomysły mogą się powtarzać – ważne, by w kalendarzu nie stały obok siebie :).
Limity są płynne (nie licząc drabbli – 100 słów w drabblu to świętość :)); nikt nie będzie was sprawdzał, ale proszę o zachowanie umiaru :).
Zero rywalizacji – warunek konieczny :). Mamy się świetnie bawić, a nie walczyć o tekst roku :).
No i liczę na wasze pomysły, jak można by uświetnić nasz kalendarz, a przede wszystkim na waszą aktywność: czyli wpisywanie się do kalendarza oraz komentowanie okienek adwentowych innych użytkowników :).
A na koniec obrazek motywacyjny :)

Kalendarz:
1.12.2025
bruce – „Przepełniony emocjami dialog o wstrząsającej zbrodni świątecznej oraz – o jej skutkach i pokrzepiającej serca nowinie...”

– Widzielim. Tu był wilk dziki
z samych Bieszczad, nie z Afryki!
Zwinnie ominąwszy wnyki,
stadem pożarł zaprzęg z panem!
– To są rzeczy niesłychane!
– No, i mamy przechlapane…
– Nie lękajcie się, ludkowie! -
głos donośny z Niebios powie. -
Święty cieszy się wciąż zdrowiem,
nadal prezenty rozdaje,
z zaprzęgiem przemierza kraje,
ani chwili nie przestaje!
Odetchnął więc lud z radości,
a wilki poczuły mdłości
i okrutne niestrawności,
bo obżarstwu folgowały,
spałaszować szybko chciały,
androidów nie poznały...

2.12.2025
Bardjaskier – Bombkami

A poniżej możecie podziwiać bombki w wersji surowej :)


3.12.2025
bruce – “Mój prywatny Kalendarz Adwentowy”
Przeklinając brnąłem przez śnieżne zaspy. Że też samochód zepsuł się akurat w tamtym miejscu! Przy kościele panował niecodzienny o tej porze ruch. Kilkunastu mężczyzn taszczyło wysokie choinki, przywiezione na ciężarówkach. Chciałem ich szybko ominąć i iść dalej, lecz nieoczekiwanie proboszcz zawołał:
– Macieju, pomożesz?
Nie wiem, czemu, rzeczywiście skręciłem na plac kościelny, niedbałym ruchem wrzuciłem teczkę do przedsionka i poszedłem po iglaki.
Skąd zna moje imię? – zastanawiałem się, sapiąc pod ciężarem ogromnego świerka. – Nie byłem w kościele od… zapomniałem! To przecież nowy proboszcz. W ciągu ostatnich lat widziałem go czasem, gdy z ministrantami przechodził podczas kolędy. Dziwne…
Choinki wyglądały imponująco, a ksiądz był bardzo zadowolony. Ustawiliśmy je wszystkie.
W bocznej nawie kilka kobiet krzątało się, układając stajenkę. Kątem oka zerknąłem na figurkę Jezuska. Zdawało mi się, że… mrugnął do mnie!
Stanąłem jak wryty, gdy dostrzegłem wśród parafianek Mariolę. Nie widzieliśmy się szmat czasu. Kiedyś rozzłościła mnie tak bardzo, że postanowiłem odejść. Najzwyczajniej w świecie spakowałem się i zostawiłem ją z dziećmi.
Spojrzała na mnie oniemiała, z wrażenia potknęła się, prawie upadając na posadzkę. W ostatnim momencie udało mi się ją złapać i zapobiec nieszczęściu.
– Maciej? Ty tutaj? – wyszeptała.
Trzymając ją w ramionach przypomniałem sobie nasz tutejszy ślub i wszystkie szczęśliwe lata.
Drewniany Jezusek znowu mrugnął? Nie, niemożliwe!
Ukłoniłem się, otrzepałem ubranie i wyszedłem pospiesznie.
Czy ona ocierała łzy?
Odtąd jednak coś we mnie pękło. Byłem odmieniony.
Nazajutrz wróciłem do rodziny. Potem pogodziłem się z mamą, rodzeństwem i przyjaciółmi.
Pomogłem kolegom w pracy, podtrzymałem staruszkę na ulicznym przejściu, podarowałem ubogim „świąteczną tytkę”, wrzuciłem sąsiadom węgiel, innym odśnieżyłem posesję, zawiozłem zapas karmy do schroniska, wpłaciłem hojny datek dla potrzebujących dzieci. I każdego dnia czułem się coraz szczęśliwszy!
Wigilia znowu była ciepła i rodzinna. Dzieciątko z opłatka mrugnęło do mnie i wyszeptało:
– Tak trzymaj, Macieju!
Z uśmiechem przytaknąłem:
– Przyrzekam, Jezu!

4.12.2025
Bardjaskier – POPRZEZ LŚNIĄCY PORTAL
Podziwiałem lśniącą powierzchnię portalu, nad którym tak pieczołowicie pracowałem. Moje ręce, skostniałe i pomarszczone, jeszcze paliły żywym ogniem, gdy spojrzałem przez mieniącą się barierę. Dostrzegłem istoty zmierzające w różnych kierunkach. Szły przez brudnoszare drobinki opadające z mrocznego sklepienia. Każda z istot przedstawiała oblicze głęboko pogrążone w mrocznych knowaniach. Nawet w najmroczniejszych snach nie spodziewałem się ujrzeć tak zdeprawowanego mrokiem świata. Gdybym tylko wiedział, co przyjdzie mi ujrzeć przez krystalicznie czystą powierzchnię portalu…
Usłyszałem pod nogami chlupot. Zobaczyłem czarną, bezdenną breję. Coś się czaiło pod jej powierzchnią. Ciemny kształt. Moje narzędzie, którym ściągnąłem plugawą barierę z portalu, by wypełnić wolę istoty, której zdeprawowane cele dopiero teraz stały się dla mnie oczywiste. Kiedy zaprzedałem duszę i dałem sobą sterować? Kiedy wpadłem w spiralę szaleństwa? Kiedy istota z bezkresnej otchłani wciągnęła mnie w swe mroczne obrzędy?
– Lovciu?!
Usłyszałem, jak mnie wzywa.
– Lovciu?!
– Tak, o Przedwieczna!
– Czy znów wymyślasz te swoje inne światy?!
– Nie, ja tylko…!
– Bardzo się cieszę, że umyłeś okno, ale pozostały jeszcze inne, na przykład w sypialni!
Teraz już wiem, że nie pozostawi mnie w spokoju, nim nie otworzę pozostałych portali.
– Ale zdążysz przed Wigilią?!
W metalowym naczyniu uniosłem czarną breję wraz z czającym się w plugawych odmętach artefaktem.
– I wymień wodę, nim zabierzesz się za kolejny pokój!
Zgrozą przepełnia mnie, że to wszystko dla święta, którego dziedzictwo sięga zarania dziejów…
– Lovciu?! Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
– Tak! Tak! Kochanie, już się zabieram za mycie okien!
Szaleństwo i rozpacz…
– Lovciu!!!
– Już idę!!!

5.12.2025
Ślimak Zagłady – Pisze ambasador Teodor Bałwan
Wasza Zmrożoność, cel dzisiejszych negocjacji
jest wypełniony i umowa nie ma wad:
cały ląd już od pięćdziesiątej deklinacji
niezaprzeczalnie w Wasze władztwo teraz wpadł.
Złożony podpis fetowano, ludu siła
trzykrotnie podrzucała mnie, wołając „bis!”,
aż dolna kula mi się lekko odkręciła
i mój marchwionos w lewą stronę nieco zwisł.
Zresztą glacjarium sprawdza mi się znakomicie
i niewątpliwie dzięki niemu wrócę zdrów,
czego nie mogę się doczekać, bo tu życie
rozlazłe, ciepłe, na kulturę szkoda słów.
Ludzie nie myślą w perspektywie pory roku,
politykuje sobie każdy z dnia na dzień,
aż mnie guziki świerzbią, by im zburzyć spokój,
żeby ich przykrył Waszej Zmrożoności cień.
Królewna Wiosna ma tak nikły autorytet,
że byle motyl może robić jej na złość,
więc będzie łatwo obśmiać jako hipokrytę,
kto się sprzeciwi, gdy zmrozimy ją na kość.
Święty Mikołaj, stary dziwak z wielkim worem,
już tak się roztył, że po prostu chapeau bas,
jego sympatie babka wróżyła na dwoje,
prezenty bierze w komis, licząc sześć od sta.
Zajączek, strój zielony, strzygł uszami w stójce,
gdy podejść, czuć od niego saletrzany dym,
siekacze odrastają mu po jakiejś bójce,
jeżeli będzie jeszcze kłopot, chyba z nim.
Jeden wierszopis siadł z notesem w kącie sali
i zapowiadał, że urządzi nas na fest,
lecz tego byśmy się przesadnie nie lękali,
bo wiecie, nie jest z niego żaden William Yeats.
Słowem, jest chaos, każdy ciągnie w swoją stronę,
Wasza Zmrożoność może łatwo objąć tron
i nasze kraje będą świetnie rozszerzone,
stanowczość działań to conditio sin’ qua non.
Życzę, by rząd Wasz objął całą kulę ziemską,
by cały letni świat przed Wami padł na twarz.
Przyznam, że do powrotu bardzo mi już tęskno.
Podpisał się: T. Bałwan, uniżenie Wasz.
bruce
Dorzucam moją skromną rymowankę:
Się zebrałem,
pokulałem,
mam trzy części białe,
nos z marchewki,
dwa węgielki
to oczy wspaniałe,
trzymam miotłę,
fryz to sople,
głowę zdobi garnek
kiedy zima,
mróz mnie trzyma,
bom śnieżny bałwanek.
6.12.2025
MichaelBullfinch – APSIK
W Akademii Świętego Mikołaja panowało świąteczne napięcie – dziś był dzień egzaminów poprawkowych. Na placu treningowym stał tylko jeden uczeń: Roztrzepek, młody elf z wypisanym na twarzy pechem. Malutka różdżka drżała, odbijając strach swojego właściciela.
– Jesteś ostatni na liście – oznajmił Mikołaj, poprawiając pas. – I jedyny, który nie zdał teorii i praktyki lotu.
– Boję się wysokości – przypomniał zawstydzony Roztrzepek.
– Wiem. Alergia na śnieg też nie pomaga – dodał Mikołaj, a uczeń kichnął tak potężnie, że prawie przewrócił renifery. – Ale dziś ruszasz ze mną. To jedyny sposób, by zdać.
Roztrzepek przełknął ślinę, wspiął się na sanie i uczepił się krawędzi, kurczowo ją ściskając. Start był spokojny przez… trzy sekundy. Potem elf kichnął i mimowolnie odpalił zaklęcie antygrawitacyjne, które sprawiło, że sanie zaczęły wykonywać spirale godne lunaparku. A to był dopiero początek...
Nad Pizą tak kichnął, że zderzyli się z wieżą i teraz jest krzywa. Nad Amsterdamem tak, że wpadli w jakąś dziwną chmurę, co spowodowało, że w Brukseli musieli zrobić natychmiastową przerwę na frytki belgijskie.
Pakunki fruwały, elfy krzyczały przez magiczną linię, a Mikołaj wyglądał, jakby przeżył zarówno huragan, jak i kryzys zawodowy.
W końcu, gdy wylądowali na dachu Akademii, Roztrzepek osunął się na śnieg.
– Zdałem? – wychrypiał, próbując złapać oddech.
Mikołaj przez chwilę milczał. Potem spojrzał na niego jak ktoś, kto dostrzegł rzadki talent.
– Zaliczyłeś – oznajmił wolno. – Nie dlatego, że było dobrze. Ale dlatego, że mimo wszystko… dotarłeś z powrotem.
Roztrzepek uniósł brwi.
– To kryterium?
– W twoim przypadku tak – odparł Mikołaj. – Poza tym elfy twierdzą, że twoje kichnięcia są idealne do szybkich zrzutów prezentów. Podobno to „innowacja logistyczna”.
Roztrzepek zastanowił się chwilę.
– Czyli jestem… przyjęty?
Mikołaj uśmiechnął się szeroko.
– Roztrzepysławie, od dziś masz zatrudnienie w nowej świątecznej jednostce specjalnej, o kryptonimie „APSIK”; Awaryjny Prezentowy System Intensywnego Kichania.
Do szorcika dodaje mały gratis, obraz mamy, czyli zdjęcie pamiątkowe z wyprawy Mikołaja i Roztrzepka.

You cannot petition the Lord with prayer!
7.12.2025
Vacter– Są pewne granice
Mikołaj zatrzymał się w cudownej drewnianej chatce, gdzieś pośrodku lasu. Dzięki magicznej barierze, nawet śmiałek posiadający orli wzrok, nie dostrzegłby chwiejnego płomienia świeczuszki, zapalonej przez uśmiechniętego brodacza. Ten właśnie usiadł na krzesełku, by przewertować księgę prezentów. Właśnie miał zagiąć róg strony szóstego grudnia, gdy zdał sobie sprawę, że została jeszcze jedna kraina do odwiedzenia. Poprawił okulary i powiedział głośno:
– Ho, ho, ho! Byłbym zapomniał, że jeszcze nie wszyscy zostali obdarowani.
Mamrocząc pod nosem, zdmuchnął płomień i wyruszył w ciemny las. Choć chatka zdawała się niknąć w ciemności, czerwony strój Mikołaja mógł dostrzec już niemal każdy. Białe futerko na rękawach i pompon na czapce odbijały jasne światło księżyca. Ktoś z daleka zauważyłby również śnieżnobiałą brodę, mknącą między drzewami. Nagle owa broda zatrzymała się przy drewnianej konstrukcji, okrążonej posilającymi się reniferami. Mikołaj głaskał swoje zwierzęta, starając się przy tym wyczuć w ich pomrukach i ruchach wszelkie potrzeby. Zwierzęta zaczęły się niepokoić. Coś szumiało coraz głośniej i nagle nad Mikołajem zajaśniał reflektor. Po chwili światła raziły już ze wszystkich stron, a całemu spektaklowi towarzyszyły odgłosy przeładowywanej broni. Przerażony Mikołaj uniósł ręce w geście kapitulacji, cmokając na niespokojne Renifery, by nie uciekały. Patrzący na brodacza, zamaskowany żołnierz, podszedł bliżej. Inni patrzyli z ciekawością. Wyciągnął rękę, ściągnął z niej rękawicę. Wzrok Mikołaja podążał za ruchem zadziwiająco zadbanej dłoni. Lecz czar prysł, gdy gwałtownie szarpnęła Mikołaja za brodę. Trzy razy, jakby w rytuale. Odezwał się głos kobiety, słowami rzuconymi w stronę wojskowych:
– Jest prawdziwa.
Żołnierze opuścili broń i zaczęli się rozchodzić. Helikopter, nie gasząc jeszcze światła, odleciał w dal. Zdziwiony Mikołaj zapytał:
– Słuchajcie żołnierze, o co tu chodzi? Czemu mnie tak tutaj napadliście?
Odezwał się głos żołnierki:
– Są pewne granice.
Mikołaj nie zrozumiał i zapytał:
– Jakie granice?
Nie usłyszał od niej odpowiedzi, ale jeden z żołnierzy rzucił od niechcenia:
– Granice państw, ale może chodzi o to Mikołaju, że zapomniałeś o włożeniu spodni.
Mikołaj spojrzał w dół, by dostrzec swoje nagie nogi. Silne i dobrze zbudowane, a przy tym magicznie odporne na każdą temperaturę. Machnął ręką i pomaszerował w stronę cudownej chatki. Zdał sobie sprawę, że mógł pomylić krainę z krawcem.
8.12.2012
bruce – Kolęda „I my spieszmy…”
I
Żłóbek skromny, blask ogromny na świat cały,
ten świat cały,
bo w nim leży, wśród pasterzy, Jezus mały,
Zbawca mały.
Przybywają, w pas kłaniają się królowie,
Trzej Królowie.
Anioł z Nieba, gdy potrzeba, prawdę powie,
we śnie powie.
Ref.
I my spieszmy do stajenki,
bo w niej się narodził Pan,
ofiarujmy czyste serca,
by już nigdy nie był sam,
zaśpiewajmy, ukołyszmy,
niechaj utrudzony śpi
i niech błogosławi światu
tylko te szczęśliwe dni.
II
Gwiazda błyska – warkocz w iskrach drogę wskaże
prostą wskaże.
Gdy uprosim i przeprosim, wstyd się zmaże,
wielki zmaże -
drzwi otworem dziś pospołem Mu zostawmy,
dlań zostawmy,
niech nie puka, niech nie szuka. Strach swój zdławmy
i gniew zdławmy.
Ref.
I my spieszmy do stajenki,
wszak w niej się narodził Pan,
ofiarujmy nasze serca,
by już nigdy nie był sam,
zaśpiewajmy, ukołyszmy,
niechaj utrudzony śpi
i niech błogosławi światu
tylko pokojowe dni.
„niech się nam darzy!”
płatek śniegu chwyciłam w dłonie
rozpuścił się, niczym mgiełka
woalem gwiazdek ozdób ze mną
choinkę całą w igiełkach
niech cudnie lśni i czar roztacza
niech darzy magią grudniową
Święta nadzieją zaś pokrzepią
dziś ważne i Serce, i Słowo

9.12.2025
beeeeckis – ZAJĘCIA AKTYWACYJNE – OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA
Może nie wszystkim wyda się to świąteczne, niemniej geneza jest następująca…
Co takiego składa się na klimat Świąt? Elementów zapewne jest wiele, ale jednym z nich jest urocza, otulająca, rokroczna powtarzalność. Powiązało się to z pomysłem, który już jakiś czas chodził mi po głowie i o to chciałbym Was zaprosić na Portalowe Bingo:

“Warto wspomnieć o wulgaryzmach” – brucowe, czyli najlepsze :)
“Rezygnuję z dyżurowania” – jeszcze tego nie robiłem, ale ponoć niesamowite uczucie ;p
“Nie zrozumiałe/am, ale daję klik, bo ciekawe/bo jest potencjał” – klasyk
“ Odnoszę wrażenie, że to fragment lub streszczenie” – to już trochę jest w mojej wersji, ale z drugiej strony.
od SNDWLKR:
“Klik za pomysł” – słusznie, pytanie, czy “pomysł” i “potencjał” z powyższego są tym samym ;) ?
Mogłoby też być *użytkownik próbuje zapisać nick SNDWLKR z pamięci i się myli* 
(zresztą to ja przez pół roku pisałem “Finkala” zamiast Finkla.
od Holly:
“Nie moje klimaty, ale doceniam warsztat.” – w sumie jaka to słodka odwrotność od “klik za pomysł”
“Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.” – kto dostał “nieco” od niezawodnej regulatorzy, ten może spać spokojnie, skoro w zanadrzu jest “wiele” i gorzej :)
od barda:
Tarninowe “Hmmm” – HMMMMMMMMMMM
![]()
“Za dużo purpury” – a to jest bardzo zręczne określenie,
“Wskazówki dotyczące zapisu dialogów znajdziesz tu...” – o tym myślałem nawet!
“Dwa PP ode mnie” – faktycznie nie znam, ale wierzę.
Zresztą teraz mi się przypomniało z tym ostatnim, to przecież funkcjonuje:
”Podwójny klik ode mnie” - z pozdrowieniami dla Nominatorki bruce
”Udaję się do klikarni” – z tego co kojarzę prawa autorskie dla regulatorzy
od Koali:
“Fajne :)” / “Sympatyczne :)” – a myślałem też “Koala mówiący, że potrzebuje dobrych zakończeń”. Oboje z Anet jesteście akolitami dobra w tym świecie :)
No ja myślałem jeszcze o:
“Użyszkodnik” – bo to takie urocze
10.12.2025
Monique.M – szort :)
– Olli, to bardzo zły pomysł – wyszeptała Fanni, wyglądając ponad biurko i patrząc, jak jej przyjaciel zakrada się do komody w biurze Głównego Skryby Świętego Mikołaja.
– To bardzo dobry pomysł – odszepnął, przechylając fiolkę nad filiżanką gorącej czekolady.
– Nieprawda! – Dziewczyna chętnie podkreśliłaby swoje słowa tupnięciem, gdyby nie chowała się za meblem.
Olli obrócił się ku niej ze złością wypisaną na twarzy, która zupełnie nie pasowała do tego wesołego, psotnego elfa.
– To niesprawiedliwe, że dzieci są karane za drobne psikusy – odparł, podchodząc do Wielkiej Księgi Dzieci Grzecznych i Niegrzecznych. – Co z tego, że Jeremy podrzucił żabę do plecaka kolegi, skoro ten był tym zachwycony. Albo że Kate nagminnie nie oddaje książek do biblioteki, bo zapomina. W końcu miłość do opowieści wszystko wyjaśnia. No a Krzysiek. Co prawda ciągnie Marysię za warkocze, ale przecież widzi, jak ona się przy tym czerwieni i to nie ze złości.
Słysząc kroki na korytarzu, szybko dołączył do przyjaciółki. Drzwi otworzyły się z rozmachem i do środka wszedł Gburek… to znaczy Eino. Przysadzisty elf od razu wypił przestygniętą już czekoladę i usiadł przy głównym biurku. Olli i Fanni słyszeli jedynie skrobanie stalówki pióra o papier. Jednak z każdą chwilą wydawało się coraz bardziej niepewne, urywane, aż w końcu usłyszeli jak Eino zamyka z hukiem księgę, zrywa się z fotela i wybiega z gabinetu.
Zadowolony z siebie Ollie podszedł do biurka, przy którym jeszcze przed chwilą siedział skryba. Księga była bardzo gruba, a napis wypisany złotymi literami na barwionej na czerwono skórze już lekko się zatarł. Olli delikatnie przekładał pożółkłe kartki z ciągnącą się przez wszystkie strony tabelką, w której każda kolumna miała swój tytuł: imię dziecka, nazwisko, wiek, kraj, adres zamieszkania i najważniejsza – czy było grzeczne czy niegrzeczne. Niestety odkąd parę tygodni temu funkcję Głównego Skryby objął Eino dodał roboczą trzecią kategorię – znak zapytania, która zazwyczaj przechylała się w stronę niegrzeczny.
Olli z zapałem wymazywał ołówek, a następnie bardzo sprawnie podrabiając pismo starszego elfa, wpisywał słowo grzeczny. Później musiał jeszcze dopisać ich nazwiska do Listy Grzecznych Dzieci. Funni stała obok z założonymi rękoma i kręciła z dezaprobatą głową. Kiedy jednak w jej dużych okularach odbiła się postać Świętego Mikołaja, który po drugiej stronie Olliego przyjął identyczną pozę jak elfka, wiedzieli że mają duuuże problemy. Wręcz ogromne.
Mikołaj chrząknął, Ollie zamarł w pół słowa, a Fanni przełknęła głośno ślinę.
– Czyli już wiemy, kto w tym roku znów będzie odśnieżał całą wioskę.
Olli jęknął.

11.12.2025
Fantastyczny szort :)– "Saniami przez światy" – HollyHell, Marszawa, Koala, Vacter i Bard
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
– Jakie „nikim”, jakie „nikim”?! – oburzył się Pyszałek i stuknął kopytkiem, lekko się przy tym zataczając. – Teraz to się kolegów wstydzisz? – dodał i czknął.
Mikołaj przewrócił oczami, próbując ocenić, czy poziom promili jego rozkołysanej kompanii nadal mieści się w dopuszczalnym limicie dla międzygwiezdnych lotów.
– Poważnie!? Dzisiaj...!? – Mikołaj walnął pięścią w pulpit.
Rudolfa w odpowiedzi wypuścił chmurę spalin, paliwo pociekło po tytanowej powłoce silnika.
– To ostatni raz. – Mikołaj włączył nitro, a Rudolf i reszta zaprzęgu poczuli, że znów żyją.
I pomknęli zakosami na Ziemię, świątecznym cudem omijając wszelkie przeszkody.
Ziemskie (grzeczne) dzieci czekały na prezenty.
Jasio niczego miłego się nie spodziewał i dokuczał Małgosi.
– Zobacz, zachowuje się jak ty, gdy próbowałeś czegoś z tą sarenką – parsknął Fircyk, znacząco patrząc na Rudolfa.
– Tylko, że Małgosia nie dała Jasiowi po chrapach – dodał Amorek.
– Tak – wtrącił Mikołaj – mają się ku sobie, dam im prezent na przyszłość, by pamiętali o sobie gdy dorosną.
***
W przyszłości, a był to rok 2065, Małgosia czekała na przylot policji. Jasio po raz kolejny wdrapywał się na szczyt Pałacu Kultury i Nauki, na którym wyświetlała się ogromna reklama prezentująca Mikołaja otwierającego szklaną butelkę Holo Coli. Jaś krzyczał:
– Zobaczysz, tym razem wejdę.
Wkurzona Małgosia krzyczała:
– Nie wejdziesz!
Pomysł na licencji C_C :)
12.12.2025
Arnubis
Michał wpatrywał się w osłupieniu w prezent leżący pod choinką. Prezent. Też dobre! Prezenty to stały obok, eleganckie jak się patrzy – duże pudełka owinięte kolorowym papierem, z pyszniącymi się kokardami ze wstążki zgrabnymi bilecikami, aby każdy trafił do właściwego odbiorcy. Taki sam bilecik Michał trzymał właśnie w dłoni, przyczepiony do… tego.
– Rózga? – wyszeptał, ledwie poruszając ustami.
No rózga, zdecydowanie rózga. Kawał poskręcanej rózgi, patyka wręcz, porozgałęzianego, z kawałkami wyschłej kory wciąż trzymającej się jeszcze tu i tam.
Michał wziął ją do ręki i zaczął oglądać ze wszystkich stron, szukając jakiegoś ukrytego sensu. Może miała jakiś guzik, po naciśnięciu którego zmieniała się w miecz świetlny? Albo była to tylko część prezentu, na przykład maszt który trzeba włożyć w kadłub modelu żaglówki? Ale nie, to byłby beznadziejny maszt, poza tym Michał sprawdził wszystkie inne prezenty – nic więcej nie miało bileciku z jego imieniem.
– Mamoooooooooo! – zawył w końcu Michał.
Mama po chwili wyłoniła się z kuchni, otrzepując przyprószony mąką fartuch.
– Co tam, Rybko? – spytała.
– Ddoostałem róóóóóóózgęęęęęęęę – zawodził chłopak.
Mama spojrzała zdziwiona na choinkę, marszcząc brwi.
– To znaczy, że Mikołaj musiał wpisać cię na listę niegrzecznych dzieci. Jesteś pewny, że nic nie przeskrobałeś?
– Byłem grzeeecznyyyy. Posprzątałem w pokoju i w ogóle…
– Coś musiałeś jednak zrobić. Idź do pokoju i się zastanów, a po śniadaniu poszukamy odpowiedzi.
Michał chciał coś odpowiedzieć, ale mama zniknęła już za kuchennymi drzwiami. Pociągnął mocno nosem, otarł łzy rękawem świątecznego sweterka i pomaszerował do swojego pokoju. Rzucił rózgę na łóżko i skierował się prosto do komputera, szukając pocieszenia w ostatnim miejscu, które nigdy go nie zawiodło. Wpisał adres, nacisnął enter i zamarł.
– Mikołaj jednak przyniósł mi prezent – Pomyślał Michał wpatrując się w osłupieniu w litery wyświetlające się na ekranie.
Witamy na Nowej Wersji Portalu fantastyka.pl
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
DALSZY CIĄG KALENDARZA ADWENTOWEGO
13.12.2025
Marszawa vs Bardjaskier
MAKOWA EKSPRESJA
Zielarz wraz z córką i żoną, stłoczeni w kącie, patrzyli, jak dwóch przybłędów pochłania ich wigilijne potrawy. Człowiek zwany Wilkiem, o siwej czuprynie i długich kłach, mlaskał i bekał. Półelf, na którego Wilk mówił Łasica, ściągnął przemoczone buty, mokre, śmierdzące skarpetki i zawiesił je na kominku, obok tych przeznaczonych na prezenty. Z gołymi stopami na stole siorbał zupę rybną, wlepiając zimne, jasne oczy to w żonę zielarza, to w córkę.
– Ile ma lat? – zapytał, chichocząc.
Żona zielarza spiorunowała półelfa wzrokiem.
– Czternaście – powiedział spokojnie zielarz.
– Mi się bardziej stara podoba – wybełkotał Wilk z pełnymi ustami.
– Nic się nie znasz na sikorkach – parsknął Łasica.
– Co, żałujesz pewnie, żeś nas, strudzonych wędrowców, wpuścił w święta? – warknął Wilk i wbił puginał w bochen chleba.
– Taka tradycja, nakryć dla nieznanego gościa – odpowiedział spokojnie zielarz.
– Dobrze, że chata daleko od wsi stoi – rzucił paskudnie uśmiechnięty Łasica, grzebiąc sobie między palcami.
– Dobrze – powiedział przez zęby Wilk.
– W gardle mi zaschło od tego jedzenia – poskarżył się półelf.
– Przyniosę… – zaczął zielarz.
– Nie – uciął Wilk i wskazał córkę. – Ona niech przyniesie.
– Córuś, przynieś to, co trzymamy na specjalne okazje – wyjaśniła matka.
Dziewczyna wyszła do kuchni i po chwili wróciła z dzbanem. Wilk i Łasica pili z jednego naczynia, wyrywając sobie napitek z rąk.
– Co to za cholerstwo?! – zawołał Wilk.
– Wywar z maku i suszonych grzybów – wyjaśniła żona zielarza.
– Dobre – pochwalił Łasica.
– A wina? Miodu? Nie macie?
– Nie mamy – potwierdził zielarz.
Wilk patrzył na rodzinę stojącą w kącie, jedząc rybę palcami.
– No, Łasica, co z nimi zrobimy? – zapytał.
A gdy nie doczekał się odpowiedzi, spojrzał tam, gdzie siedział kompan. A wydawało mu się, że nim wzrok padł na puste krzesło, minęło bardzo dużo czasu. Łasicy nie było, zniknęły też buty.
– Co do stu diabłów?! – wrzasnął Wilk i wstał, a trwało to bardzo długo.
– Jeśli szukasz kompana, to wyszedł na zewnątrz – wyjaśnił zielarz.
Wilk ruszył przed dom. Łasica hasał wśród lecących płatków śniegu, próbując złapać je na język.
– Co ty wyprawiasz? – zapytał Wilk, czując dziwną potrzebę, by walnąć plecami w śnieg i zrobić orła.
– Zobacz, jakie one są piękne!! – zawołał Łasica.
Wilk nie mógł oderwać wzroku od mieniących się białych płatków.
– Zróbmy z nich wielką kulę – zaproponował.
– Albo trzy – dodał Łasica. – I ustawiamy jedną na drugiej.
– Idźcie spać – powiedział zielarz do rodziny. – Ja posiedzę przy oknie i będę ich pilnował.
– Kocham cię, bracie, tylko ciebie mam na tym podłym świecie – dochodziło z dworu.
Zielarz patrzył przez okno, pykając z fajki, na Wilka i Łasicę przytulonych do siebie obok bałwana.
*
Nad ranem zielarz zbudził się nagle. Na zewnątrz nie było śladu po Wilku i Łasicy.
– Kochanie! Córuś! – zawołał.
Ale w chacie panowała cisza. Zielarz skoczył na równe nogi i choć zajrzał do każdego pomieszczenia, nigdzie nie znalazł żony i córki. Zarzucił futro i włożył buty, gdy stanęły w drzwiach.
– Tak się bałem! – zawołał.
– Spałeś, więc poszłyśmy po wodę do studni – wyjaśniła żona.
– A co tu tak śmierdzi? – zapytała córka.
– To skarpety tego łotra. – Zielarz podszedł do kominka i ściągnął niechcianą garderobę.
– Co się stało? – zapytała żona, widząc minę męża.
– Coś jest w skarpecie – powiedział zielarz i wyciągnął mieszek. – Jest w nim z dwadzieścia złotych monet.
– A w drugiej liścik – oświadczyła córka i zaczęła czytać. – „Dziękujemy za gościnę, Wilk i Łasica, którzy raz
w życiu postanowili zrobić coś dobrego”.
Makiełki
Podłogi. Okna. Lampki na choince. Wypolerowane sztućce. Dziś wszystko błyszczało. Nawet w oczach Józefiny pojawił się błysk, gdy spoglądała na rodzinę zgromadzoną przy suto zastawionym stole. Wszystko wyszło perfekcyjnie! Nie mogło być inaczej, to w końcu trzystasiedemdziesiątapierwsza wigilia, którą przygotowała.
Członkowie rodziny zajadali się świątecznymi pysznościami i jedynie mała Zosia prawie nic nie tknęła, tylko wciąż zerkała pod choinkę, na starannie ułożone prezenty. Długie czerwone wstążki aż prosiły, by je pociągnąć i sprawdzić, co kryje się pod pięknym papierem.
– Jedz, bo ci barszczyk skrzepnie. – Józefina upomniała córkę, nakładając sobie na talerz pierogi z czerwonym farszem. I nie, nie były to truskawki.
– A mogę… otworzyć już jeden prezent? – zapytała Zosia, robiąc słodką minkę. – Proszę, proszę, proszę!
Józefina zmarszczyła brwi. Otwieranie prezentów przed zakończeniem wieczerzy było przecież wbrew tradycji, jednak widząc błagalne spojrzenie córki westchnęła i skinęła głową.
Dziewczynka natychmiast podbiegła do największego pudełka. Pociągnęła za wstążkę i zdarła papier.
– Jaka piękna! – pisnęła, przytulając nową lalkę.
Oczy dziewczynki rozszerzyły się, gdy dokładniej przyjrzała się zabawce.
– Ona… ma kiełki! – wykrzyknęła z zachwytem, odsłaniając przy tym własne ostre, białe zęby.
– Makiełki! – zawołała Józefina, łapiąc się za głowę. – W trzydziestym drugim zapomniałam o serwetkach, ale jeszcze nigdy… przenigdy nie zdarzyło mi się zapomnieć o dwunastej potrawie!
– Kochanie… – zaczął Gniewomir, odkładając łyżkę. – Spójrz tylko: barszczyk, krokieciki, śledzik, makowiec, piernik, karpik w galarecie, karpik smażony...
– I pierogi ze skrzepami! – wtrącił wujek Roch, podnosząc widelec z nabitym pierogiem.
– Tak, tak, i pierogi ze skrzepami – powtórzył Gniewomir. – Wydaje mi się, że nikt nie wyjdzie stąd głodny… nawet bez makiełek.
– Ale tu chodzi o tradycję! – jęknęła Józefina. – Niedługo dzieci dorosną, wyprowadzą się, rozjadą po świecie. Zapomną o starej matce i jej makiełkach. Teraz młodzi mają w nosie tradycje… Zamiast świętować z rodziną, wolą sobie wyjechać na wakacje! Niedługo zniknie cała magia Świąt! – dodała i pociągnęła nosem.
– Kochanie… zanim dzieci dorosną, minie jeszcze jakieś siedemdziesiąt lat – zauważył Gniewomir.
– No właśnie… – szepnęła, spoglądając na Zosię. – Czas tak szybko leci… Musimy pielęgnować tradycję! Miało być dwanaście potraw. Dwanaście, Gniewomirze! Bez makiełek jest jedenaście. – Zamrugała powstrzymując łzy.
– Dobrze, kochanie… Zaraz kogoś zaprosimy i przekąsimy – powiedział, spoglądając na puste miejsce przy stole. – I będzie dwanaście. Zgodnie z tradycją – dodał i wyszczerzył kły.
14.12.2025
Koala – PRZEDŚWIĄTECZNA DECYZJA
– Zosia mnie widziała, ale nie wierzy w nas.
– Bo rodzice zawsze jej mówili, że skrzaty nie istnieją i nie czyta bajek.
– Przecież już umie czytać, chodzi do szkoły.
– Tam też jej mówią, że nas nie ma.
– Co teraz zrobimy?
Ukryte w futrze na karku leżącego w sieni owczarka dwa skrzaty rozmawiały, zastanawiając się nad swoją przyszłością.
– Przyjechaliśmy w ich bagażach do Zakopanego, ale podsłuchałem, że oni tylko na Święta. Będziemy razem wracać, wujku?
– A po co? Źle ci? Góral jest sam, już wiekowy, Pies przyjazny, nie drapie się, nie próbował nas zrzucić. Też ma swoje lata. Zostajemy. Będziemy się nimi opiekować za mleko oraz wiejski chleb z masłem i prawdziwym oscypkiem.
– Albo kiełbasą, też wędzoną przez gospodarza – westchnął młodszy.
Zeskoczyły z psa, grzecznie mu podziękowały za podwózkę z dworca. Pies nawet łbem nie poruszył, oczu nie otwarł, tylko uderzył ogonem w podłogę, na znak aprobaty. Cicho przemknęły do izby właściciela, korzystając, że nie domknął drzwi, gdy poszedł do stajni. Było już późno, nikt ich nie zauważył, goście zostali ulokowani na piętrze. W izbie skrzaty znalazły miejsce dla siebie w kącie, za stojącą tam zdobioną skrzynią.
– Tu będzie dobrze. Kurz świadczy, że stary rzadko zagląda do skrzyni i za nią.
– Jak mu wysprzątamy dom po naszemu, na błysk, zorientuje się, że jesteśmy.
– To mu się przedstawimy. Na pewno nas nie wyrzuci, lecz dodatkowo ugości.
– Nie pomyśli, że na starość zwariował i ma przywidzenia?
– Ech, młody, nie znasz górali. Jemu nie takie bajki dziadek opowiadał. Stary będzie się chwalił ceprom, że u niego skrzaty mieszkają i sprzątają. Cenę podniesie i więcej dutków dostanie.
Tak się zaczęło wspólne życie starego bacy i jego psa z dwoma skrzatami. Młodszemu trochę było żal dziewczynki, z którą przyjechali. Po powrocie pokazałby jej, że skrzaty istnieją, ale go starszy przekonał, że Zosia ciągle zajmuje się tylko grami w smartfonie i żywe skrzaty jej nie zainteresują. Może… gdyby były częścią gry.
15.12.2025
Tarnina i Koala75
PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT
Kasia, córka smoka Zygmunta, przed Świętami Bożego Narodzenia przybyła ze smoczej planety wraz z mężem, Evaldem, do rodzinnego domu. Oboje przybrali ludzkie postacie, skoro Święta mieli spędzić na Ziemi.
Po gorących przywitaniach, matka Kasi, Patrycja, żona Zygmunta, oczywiście uznała, że dzieci trzeba nakarmić. Wiedziała, że Evald, jak każdy porządny smok, jest mięsożercą, więc podała mu pieczonego barana, a Zygmuntowi (bo się zaokrąglał mimo ćwiczeń na siłowni) i Kasi (która lubiła zieleninę) mieszankę warzyw.
Zdziwiła się, gdy córka odsunęła warzywa i zjadła Evaldowi połowę porcji. Pomyślała: Widać przywykła, bo „jak się nie ma, co się lubi…”. Jednak nie wytrzymała i później, gdy panowie wdali się w rozmowę o zarządzaniu „Oscypkowym Galaktycznym Imperium”, a panie zostały same w gościnnym pokoju, spytała:
– Dziecko, przestałaś być wegetarianką? Nie miałaś tam warzyw i owoców? Skąpili ci?
– Nie, mogłam jeść, co chciałam, ale od jakiegoś czasu mam chwilami wielką ochotę na mięso.
– Pewnie wtedy bierze górę twoja smocza natura, odziedziczona po ojcu. Wiem, że Zygmunt skrycie podjada barany u Stacha, ale nie mogę mu tego zabronić.
Krótko milczały, bo Kasia zwierzyła się matce:
– Zarra, stara piastunka Evalda, tuż przed naszym odjazdem powiedziała mi coś dziwnego: „Idź, Kasiu, do lekarza na Ziemi, bo coś widzę w twoim wnętrzu”.
Matka, z udawanym spokojem, powiedziała:
– Jeszcze przed Świętami pojedziemy do naszego lekarza, który cię zna od narodzin.
Doktor Krzycki przyjął je bez kolejki (w końcu Zygmunt dobrze mu płacił za prywatną opiekę) i po rutynowym osłuchaniu płuc i serca, pomiarze ciśnienia i wywiadzie, zlecił badanie krwi. Potem orzekł:
– Kasiu, na moje oko i uszy nic ci nie dolega, ale bez analityki teraz nic nie jest ważne. Zrobimy jeszcze profilaktycznie badanie usg brzucha. Zgadzasz się?
Młoda podpisała zgodę, ułożyła się i Krzycki osobiście rozpoczął badanie. W pewnym momencie krzyknął:
– To niemożliwe!
Kasia i Patrycja, wystraszone, spytały jednocześnie:
– Co tam jest? Rak?
Krzycki zamiast odpowiedzieć, przetarł okulary, spojrzał na ekran jeszcze raz.
Uśmiechnął się i powiedział:
– Spokojnie. Zobaczyłem dwoje smocząt, a teraz widzę dwoje dzieci. Bawią się, zmieniając w smoczęta i z powrotem. Puszczę na głośnik odgłosy bicia ich serduszek.
Kobiety posłuchały, a potem Patrycja spytała:
– Doktorze, jak to możliwe, że Kasia ma dalej płaski brzuch?
– Chyba dlatego, że jako córka smoka ma nietypową budowę.
Żegnane życzeniami „Wesołych Świąt” wróciły do domu. W czasie jazdy młoda matka głośno zastanawiała się, jak przekazać nowinę mężowi i kto będzie się opiekował dziećmi, gdy ona wróci do pracy.
Patrycja nie widziała problemu z opieką. Rzekła zdecydowanie:
– Zygmunt zajmie się nimi osobiście. Jak go znam, dostanie kręćka na punkcie wnucząt i dobrze, bo będzie musiał przekazać konsorcjum tobie. Już czas, żeby przyhamował. Musisz tylko uważać, żeby nie rozpuścił ci szkrabów. Że go zawojują, to pewne.
Kasia po powrocie odciągnęła Evalda na bok i szepnęła:
– Muszę ci powiedzieć nowinę.
– Chcesz mi powiedzieć, że będziemy mieć dzieci! – wykrzyknął młody ojciec i porwał Kasię w objęcia.
– Wiedziałeś? Skąd? – spytała, gdy tylko zdołała.
– Zarra mi powiedziała i kazała uważniej się tobą opiekować. Ona jest szamanką naszego rodu.
Zygmunt, powiadomiony przez Patrycję, obiecał przekazać młodym zarząd nad swoim biznesem i wszyscy mogli ‘spokojnie’ zająć się przygotowaniami do Świąt.
Patrycja kazała panom ozdobić dom kolorowymi światłami wewnątrz i na zewnątrz, i ubrać choinkę. Mieli też wyczyścić srebra. Sama zajęła się pieczeniem dla nich dzika i jelenia odkupionych od myśliwych z koła łowieckiego i ryb dla siebie i córki, bo żadna z nich nie lubiła dziczyzny. Kasia dostała zadanie zapoznania się z podręcznikami pielęgnacji niemowląt i wychowywania dzieci. Niestety, a może na szczęście, nawet w Internecie Patrycji nie udało się znaleźć informacji dotyczących smocząt.
16.12.2025
HollyHell vs beeeeckis
Duch świąt
Nie cierpię Świąt. Gdy byłem dzieckiem, wyczekiwałem ich niecierpliwie i nie mogłem się doczekać momentu, aż rodzice po kolacji pozwolą mi pobiec do choinki.
Teraz mam szesnaście lat i prezenty już mnie nie ekscytują. Wydarzenie poprzedzające ich rozpakowanie jest dla mnie udręką i nawet najlepsze prezenty nie są tego warte.
Kolacja wigilijna z ciotkami i wujkami, wściubiającymi nos w nie swoje sprawy, kłótnie o polityce…
I jeszcze ojciec jak zwykle otwiera tę wstrętną wódkę. Znowu atmosfera zagęści się bardziej niż sos żurawinowy. Goście wyjdą, ojciec zacznie wyżywać się na mamie za jakieś pierdoły, mama się rozpłacze, powie, że pieprzy takie Święta, może rozbiją kilka talerzy… Ja pobiegnę do swojego pokoju i będę wściekły na siebie za to, że jestem bezradny.
Opłatek nie został połamany, ale wódka już mrozi kieliszki.
– Za bezpieczny weekend! – wznosi toast ojciec, uśmiechając się dumnie, jakby sam wymyślił ten tekst. Wychylił kieliszek, a wujkowie poszli jego śladem.
Odmawiamy modlitwę, dzielimy się opłatkiem i z powrotem siadamy do stołu. Wigilijne dania wyglądają znakomicie.
– Jak tam, Wojtek, idzie ci w szkole? – pyta ciotka, łowiąc uszka w barszczu. – Dobrze się uczysz? Masz jakąś dziewczynę?
– Nie mam – odpowiadam szorstko. – Nie myślę o tym na razie.
– To może ty jesteś gej! – krzyczy wujek, który nie wiadomo jakim cudem zdążył już wychylić dwa kieliszki.
Mężczyźni śmieją się głośno.
– Te geje to za bardzo się panoszą teraz – mówi drugi wujek, przeżuwając pieroga. – Jeszcze chcieliby dzieci adoptować! W dupach się poprzewracało!
Patrzę na niego z niesmakiem i wtedy zauważam coś dziwnego.
Obok choinki stoi przezroczysta postać. Ma łagodną twarz dziewczyny, włosy sięgające podłogi i białą suknię tej samej długości. Patrzy na mnie i przykłada palec do swoich ust, nakazując milczenie.
Podchodzi do ciotki i szepcze jej coś do ucha. Ciotka nagle mówi:
– Przepraszam, Wojtek. To było niestosowne z mojej strony. Na dziewczynę przyjdzie jeszcze czas.
Jestem w szoku. Zjawa przechodzi dalej, głaszcze wujka po głowie. Ten przerywa jedzenie.
– Nie mam nic do gejów. A polityka psuje nam tylko krwi, nie rozmawiajmy o niej więcej.
Z wrażenia prawie spadam z krzesła. Ale przezroczysta dziewczyna jeszcze nie skończyła.
Dotyka dłoni ojca, który właśnie sięga po wódkę. Ojciec nagle cofa rękę. Marszczy brwi.
– Co to ohydztwo robi w naszym domu?
Wstaje, zdecydowanym ruchem chwyta butelkę i wylewa jej zawartość do zlewu.
Nie wierzę własnym oczom. Atmosfera od razu się rozluźnia. Wychodzi na to, że z rodziną można naprawdę miło spędzić czas!
Duch świąt odbija się w oczach wszystkich gości, każe nam śpiewać kolędy, z radością rozpakowywać prezenty. I nawet “Kevin sam w domu” znowu jest zabawny.
Gdy wszyscy skupiają się na filmie, jakby go widzieli pierwszy raz, rozglądam się po salonie. Już chciałem posmutnieć, ale znów ją zauważam.
Przezroczysta dziewczyna stoi obok choinki i macha do mnie.
– Wesołych Świąt… – szepcze.
– Wesołych… – odszeptuję.
Zjawa znika tak, jak znika płomień świecy za podmuchem wiatru.
Uśmiecham się do siebie i czuję przyjemne ciepło w sercu. Nie wiem skąd, ale wiem, że dziewczyna wróci też za rok. I za kolejny rok. I kolejny…
CZTERY DUCHY ŚWIĄTECZNEJ APOKALIPSY
Zaczęło się od tego, że Jezus przyszedł na świat.
Szczerze mówiąc, w całym tym zamieszaniu było to najmniej istotne. Ot, znaleziono by inny powód, tak jak zawsze można znaleźć wymówkę, aby nie odwiedzić „tamtej” części rodziny.
Od wielu lat całą scenę świąt przeszłych, obecnych i przyszłych przejęła ich trójka. Trzech jeźdźców. Co roku przyglądam się im uważnie. Każdy z nich toruje drogę następnemu, przygotowując dla niego przestrzeń w ludzkich sercach.
Pierwszy prowadzi elektrycznego mercedesa dla dziecka za tysiąc sześćset złotych (przeceniony z Black Friday), otoczony dziesiątkami pachnących potraw i setkami kolorowych przedmiotów. Daruje krótkotrwałe i wymuszone uśmiechy, nietrafione prezenty, ból brzucha i krzywe spojrzenia, które mówią: „Znowu użyła nie tego przepisu”. Jego prawdziwymi dziełami są sterty jedzenia i niechcianych zabawek wymieszane w śmietnikach.
Drugi co roku dosiada czegoś lepszego niż poprzednio. Choć ma na sobie markowe ubrania, otacza go niewidzialny dla ludzkich oczu, ale gęsty, duszący dym. Jeździec ten niesie ze sobą wszystkie bolesne i gniewne wspomnienia oraz zagrożenia dla planów na przyszłość. Wokół niego czterech heroldów rozgłasza wszem wobec, że oto „zawsze będzie ktoś lepszy od ciebie”. Ich głosy brzmią donośnie, a mają oni moc uczynić z każdej rozmowy kłótnię lub ciszę pełną zawistnych spojrzeń.
Trzeci przybywa sam, zawsze w milczeniu, które pożera duszę. Niesie ze sobą pustkę, wypełnioną jedynie smutkiem i rozpaczą. Otacza go mróz usztywniający ludzkie oczy wpatrzone w smartfony. Samotnik potrafi dopaść każdego, nawet skrytego w największym ścisku na Pasterce. Sprawia, że niektórzy ludzie są niewidzialni, a inni ślepi. Z czasem mnoży puste krzesła przy stole i otula szczelnym płaszczem strachu.
Trzej jeźdźcy przybywają rokrocznie w Boże Narodzenie, zasiadając z ludźmi do stołów, odmawiając z nimi pacierz i składając wzajemne życzenia. Potrafią wślizgnąć się do każdego serca, czasem tylko jeden, a czasem wszyscy.
Cóż, jestem też i ja. Zwykle jadę na osiołku, bo mi tak wygodnie, ale jeśli mam ochotę, przybywam pieszo. Niosę w sobie ciepły ogień i mam moc posyłać go tam, gdzie jest potrzebny. Czasami rozbłyśnie on wśród śmiechu lub śpiewu przy stole, a innym razem zatańczy maleńkim płomyczkiem, tylko na tyle, by zakręcić w czyimś oku łezkę. Poza tym nie robię nic szczególnego, po prostu siedzę między ludźmi, a oni z każdą minutą zaczynają dostrzegać siebie nawzajem, a przestają zauważać moich trzech braci.
Przybywam niespodziewany, nieoczekiwany i prosty. W nuconej cicho przez babcię kolędzie, w zapachu lekko przypalonego karpia, we wspólnej wyprawie przez mróz do kościoła. Jestem z kierowcą jadącym wiele godzin, by odwiedzić starszych rodziców, z wdowcem, zawsze stawiającym na stole obok siebie obrazek żony, ze śmiejącymi się dziećmi, które w zabawie nawet nie zauważyły, że pod choinką leżą prezenty.
Ach, nie muszę chyba dodawać, że jestem znacznie potężniejszy od moich braci.

17.12.2025
Monique.M – Na ratunek
Olli wszedł do ogromnej hali fabryki elfów z nietęgą miną. Już od jakiegoś czasu dostrzegał niewielkie, lecz wciąż postępujące zmiany. I choć nadal mijały go zabiegane, rozgorączkowane i spanikowane elfy, to przy długich stołach coraz rzadziej można było usłyszeć śmiechy, nieśmieszne żarty oraz radosne pogawędki. Zastąpiło je zmęczenie i wypalenie zawodowe. Ruchy elfów były powolne i takie bez przekonania. Bo ile przecież można przykręcać te same śrubki? Dzień po dniu wypychać misie, malować oczka i usteczka, testować samochodziki. I pod koniec roku nie pomagała nawet świadomość, jaką radość sprawią te zabawki dzieciom. Elf spojrzał na Fanni, która ukradkiem ziewnęła. Nawet ona powoli traciła ducha świąt. Nie, tak nie może być, pomyślał Olli, okręcając się na pięcie i wychodząc przed budynek. Powoli rozejrzał się po ośnieżonym placu, białych choinkach i błękitnym niebie, które powoli się różowiło. Wiedział, że potrzebuje pomocy, dlatego złożył ręce w tubę i krzyknął:
– Jack Frost!!! Jack Frost!!! Przybądź rozkręcić dobrą zabawę!!!
Nie musiał długo czekać. Kiedy chodziło o psikusy, ten zjawiał się w mgnieniu oka. Tak jak teraz. Najpierw w powietrzu pojawiły się pojedyncze śnieżynki, by następnie zacząć szybko wirować. I nagle PUCH. Pojawił się roześmiany młodzieniec w staroświeckim stroju i porwanej przez wiatr pelerynie. W dłoni trzymał zakrzywiony kostur.
– Witaj, przyjacielu. Skąd ta rozpacz w twoim głosie?
– Elfy tracą całą swoją radość. Siedzą w fabryce i marnieją. A ja nie mam pomysłu jak im pomóc. – Ramiona Olliego opadły. Jednak z niemałą nadzieją spoglądał na zimowego żartownisia. Ten zamyślił się, unosząc się w powietrzu coraz wyżej. A kiedy był już naprawdę wysoko i spojrzał z góry na plac przed fabryką, oczy mu rozbłysły.
– Już wiem!
Skierował kostur w dół, a błękitny snop światła zaczął zamieniać śnieg w gładką taflę lodu. Olli od razu pojął zamysł. Rozradowany wpadł do fabryki, krzycząc:
– Lodowisko przed fabryką! Chodźcie! No, ruszcie się!
Początkowo nikt nie zareagował. Jednak z każdą chwilą coraz więcej twarzy obracało się ku niemu. Elfy zaczęły wstawać zaciekawione, a kiedy w końcu wyszły na dwór, od razu ruszały na lodowisko. Śmiechy znów rozbrzmiały w dolinie Świętego Mikołaja. Duzi i mali ślizgali się w tę i we w tę, robili piruety, wślizgi. Wywiązała się nawet bitwa na śnieżki. A temu wszystkiemu przyglądali się z uśmiechem Mikołaj i pani Mikołajowa.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
18.12.2025
CEZARY_CEZARY – Krótka historyjka o tym, jak to dwóch diabłów choinkę kupowało

Święta Bożego Narodzenia to najwspanialszy okres roku. To czas spędzony z rodziną, pełen miłości i ciepła domowego ogniska. Niestety, jest to także moment, w którym z najgłębszych czeluści piekieł wypełzają kreatury tak potworne, tak koszmarne i obrzydliwe, że na ich widok nawet najodważniejsi z mężczyzn mimowolnie odwracają wzrok.
Zegar ratuszowy uroczyście oznajmił nadejście południa, gdy z rozstawionych stoisk targu bożonarodzeniowego głośniej zagrały kolędy, zupełnie jakby ktoś przekręcił pokrętło z napisem „poziom atmosfery świąt”. Śnieg padał ogromnymi płatami, dzieciaki w najlepsze ciągnęły sanki, a w powietrzu unosił się zapach pierników i choinek. W tym właśnie momencie chodnikiem wstrząsnęła eksplozja, po której powstała ogromna dziura. Z wnętrza wynurzyły się dwie elegancko ubrane postacie, każda wyposażona w parę dumnych rogów.
– Obrzydliwe – mruknął Lucyfer. – Czujesz to?
– Niestety – westchnął Mefistofeles. – Rodzinna, świąteczna atmosfera. Najgorsze zło ze wszystkich. Widzisz… – umilkł, gdyż zobaczył, że towarzysz wpatruje się w niego w osłupieniu.
– Co ty masz na sobie, do diabła? – Lucyfer wyksztusił po chwili, wskazując rogi owinięte lampkami LED.
– To element kamuflażu.
– Kamuflażu?
– Tak, wtapiam się w tłum, a przy okazji wspieram ekologię, bo oświetlenie ma niski pobór mocy i jest ładowane energią słoneczną.
Słysząc te słowa, Lucyfer bezradnie rozłożył ręce i przez dłuższą chwilę nie odzywał się ani słowem.
– Sam też mogłeś pomyśleć o jakimś pozytywnym akcencie świątecznym, ale przecież jak zwykle jesteś ponad to… – wytknął przyjacielowi Mefistofeles.
– Zostawmy to już. Przypominam, że pojawiliśmy się tutaj w konkretnym celu – powiedział Lucyfer i już świdrował oczami w poszukiwaniu… – O właśnie! Tam sprzedają choinki, idziemy.
Diabły podeszły do stoiska opatrzonego tabliczką z napisem: „jodła kaukaska – idealna do salonu”.
– Eee, to odpada – westchnął Mefisto. – Potrzebujemy czegoś do sali tortur.
– Słyszałeś o tym, że bułkę śniadaniową można zjeść na kolację?
– Hem…?
– Mam na myśli, że tego nikt nie sprawdza. W sali tortur jest wysoki sufit, więc myślę, że salonowa też się nada.
– Panowie po choinkę? – zapytał sprzedawca – starszy pan z brodą tak białą, że aż podejrzaną.
– Owszem, ale nie możemy się zdecydować na nic konkretnego – odpowiedział Lucyfer.
– Zależy nam na tym, żeby ładnie pachniała i długo postała w sali tor… znaczy się, w salonie! – dodał Mefistofeles. – Dodatkowym atutem będzie odporność na wysokie temperatury.
– Wysokie temperatury? – zapytał sprzedawca i lekko uniósł brew.
– Kolega oczywiście przesadza. Nie powinno być cieplej niż, powiedzmy… No tak z sześćset stopni Celsjusza, ale to już naprawdę maksymalnie!
– Ile?! – Sprzedawca zdawał się być szczerze zdumiony.
– Mamy bardzo gorące kaloryfery – wtrącił Mefisto, po czym wzruszył ramionami.
Mijały kolejne minuty, a sprzedawca z anielską cierpliwością oprowadzał konsumentów po swoim kramiku. Oglądali jedno drzewko za drugim, jednak zawsze coś im nie odpowiadało. Gdy wreszcie znaleźli wyjątkowo urodziwą choinkę, to na ich widok zaczęła więdnąć ze strachu. Kolejna zgubiła połowę igieł, gdy Lucyfer kichnął ogniem i siarką. Jeszcze inna sprawiała wrażenie idealnej, ale Mefistofeles próbował zawiesić na niej bombkę w kształcie ludzkiej czaszki i drzewko teatralnie przewróciło się z godnością urażonego arystokraty.
– Ta odpada, jest jakaś krzywa – marudził Lucyfer.
– Żadna tam „krzywa”, artystyczna! – bronił towaru sprzedawca. – Ma charakter.
– Charakter to ma nasz kocioł z smołą – odciął się diabeł. – Ta ma wyraźną skoliozę.
W tak zwanym międzyczasie obok wyjątkowo wybrednych kupujących i zrezygnowanego sprzedawcy przeszła grupa kolędników. Jeden z nich spojrzał na diabły, zawahał się i zaśpiewał dalej, ale jakby ciszej.
– Widzisz? – szepnął Lufycer. – Autorytet.
– Albo przerażenie – odparł z dumą Mefistofeles.
Po kolejnej godzinie targowania się, przypadkowego podpalenia jemioły, a także niespodziewanego incydentu z aniołkiem na patyku (który ostatecznie okazał się piernikiem), diabły wybrały wreszcie choinkę. Kryteria wyboru były znane tylko wysłannikom piekła, gdyż drzewko prezentowało się wyjątkowo marnie. Było niskie, powykrzywiane, a do tego zupełnie pożółkło. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniały nieliczne gałęzie – rachityczne i pokryte śladową ilością igieł.
– No, skoro mamy już wybrane drzewko, to może jeszcze dekoracje…? – zapytał niepewnie sprzedawca.
– Nie ma takiej potrzeby, mamy swoje – uśmiechnął się Mefistofeles. – Łańcuchy.
– I potępione dusze w promocji świątecznej – dodał Lucyfer.
*
Mefisto wsadził zapakowaną choinkę pod pachę i oba diabły ruszyły w stronę dziury prowadzącej do piekła. Po drodze mijały migoczące światełka, roześmiane dzieci, dorosłych z prezentami. Pod butami skrzypiał śnieg.
– Wiesz co – odezwał się w końcu Mefistofeles. – Muszę ci się do czegoś przyznać.
– Mhm…?
– Ja to nawet lubię Boże Narodzenie.
– Ty tak poważnie? – burknął Lucyfer.
– Rozumiem twoje wątpliwości, bo to konkurencja i w ogóle… Ale sam musisz przyznać, że jest w tym wszystkim jakaś magia.
Lucyfer nie odpowiedział, zamiast tego delikatnie skinął głową i się uśmiechnął.
*
Diabły ustawiły choinkę w samym centrum ogromnej sali tortur. Przystroiły ją płonącymi bombkami, świecącymi kajdanami i gwiazdą betlejemską, która delikatnie wyła. Gdzieś w tle leciały z piekielnego radia kolędy w wykonaniu zespołu Rammstein.
Mefistofeles podał przyjacielowi kubek gorącego kakao doprawionego czystą wódką i powiedział:
– Wesołych świąt.
– Tylko nie mów tego zbyt głośno – odpowiedział z uśmiechem Lucyfer.
Choinka trzaskała w ogniu, pachniała lasem, świętami i piekłem. Dokładnie tak, jak powinno być.
19.12.2025
AMBUSH – No to drabbelek.
– Katastrofa! – krzyknęła znad komputera Elfka Fiona. Zdecydowana odmowa: tylko dzisiaj siedemset zgłoszeń!
– Wliczając wątpiących tysiące zgłoszeń w grudniu! – dodał Skrzat Apsik.
Do pakowalni wpadł Estaban.
– Mamy najgorsze zgłoszenie!
Brwi Fiony uniosły się aż do włóczkowej czapeczki.
Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Brygada wypadła na podwórko. Świętego Mikołaja natarto śniegiem, wymasowano szyszkami, a nawet kopytkami reniferów.
Wyglądał już całkiem nieźle. Stał na śniegu wyprostowany, a jego biały brzuch parował na mrozie.
Fiona powiedziała kategorycznie:
– Wiem, że wielu wątpi, że wiarę tracą coraz młodsi, ale pamiętaj życie toczy się dalej.
– Dasz radę! – zaryczały renifery.
– Najważniejsze jest to, Mikołaj, że ty musisz wierzyć w siebie!
20.12.2025
dogsdumpling – MAPA NOWEJ FANTASTYKI
Bard nie chciał ode mnie szorta (T_T), więc będzie co innego. Nie do końca świątecznie, ale że portalowy świat, w kształcie, jaki znamy, niedługo przejdzie do historii, to postanowiłam stworzyć mapę Starego Świata NF :D

21.12.2025
SNDWLKR – rysunek
Zainspirował mnie ten kalendarz adwentowy z D&D, którego, swoją drogą, pożądam:

22.12.2025
MichaelBullfinch vs HollyHell – pojedynek na śnieżki
HollyHell – BITWA NA ŚNIEŻKI
Wiewiórka Ada przecierała oczka i nie mogła wyjść z szoku. Z dwóch powodów.
Po pierwsze: spadł śnieg. Nie pamiętała, kiedy w ostatnich latach na Nowy Rok biel ścieliła się tak gęsto. I to była dobra wiadomość. Niestety była też zła.
Śmieci. Mnóstwo śmieci. Pozostałości po fajerwerkach, rozbite butelki po szampanie, opakowania po McBurgerach… Czy to możliwe? Jak to się stało? Ktoś w nocy przyszedł i rozsypał to wszystko?
Z zamyślenia wyrwała ją ludzka postać opuszczająca blok naprzeciwko. Znała tego delikwenta! Dosłownie wczoraj na tej łące puszczał fajerwerki, od których do tej pory Adzie piszczało w głowie. Pił szampana i inny alkohol, nawet rozbił jedną butelkę… Jej przyjaciel Adrian, w zeszłym roku zranił sobie łapkę o taką właśnie rozbitą butelkę.
Gdyby móc patrzeć przez futro, wszechmocny obserwator zauważyłby, jak Ada czerwieni się ze złości.
Natychmiast przeszła do działania. Podbiegła do rzeczki przylegającej do oczyszczalni ścieków. Upiła z niej kilka łyków. Wiewiórka prawie zwymiotowała, ale dała radę utrzymać ohydną zawartość w żołądku.
Odczekała kilka sekund i poczuła rosnące mięśnie. Całe jej ciało również urosło o kilka centymetrów. W łapkach poczuła ogromną moc. Nie zwlekając, wróciła na łąkę i zaczęła obtaczać śniegiem pozostałości po fajerwerkach i rozbite butelki.
Gdy uporała się już z kulą śnieżną, obeszła ją dokoła, podziwiając swoje dzieło. Robiło wrażenie – kula była ogromna, przerastała Adę przynajmniej trzykrotnie.
Wiewiórka spojrzała szybko w stronę bloku, obawiając się zniknięcia człowieka. Ten na szczęście ciągle stał pod budynkiem i palił papierosa. Idealnie.
Ada schyliła się i wzięła wielką kulę na barki. Niczym Atlas trzymający na ramionach ciężar całego świata, tak teraz ona powolutku zbliżała się do człowieka, dźwigając kulę śnieżną.
Gdy uznała, że jest wystarczająco blisko, delikwent właśnie rzucił niedopałek papierosa na chodnik i odwrócił się w stronę wejścia do bloku. Ada zareagowała bez wahania.
Z całych sił rzuciła ogromną kulą w stronę człowieka. Wycelowała perfekcyjnie.
Kula śnieżna trafiła prosto w głowę delikwenta. Ada usłyszała trzask. Początkowo myślała, że to rozpadająca się kula, ale ta po chwili leżała tuż obok martwego człowieka, prawie nietknięta.
Wiewiórka podbiegła do bloku i przyjrzała się delikwentowi. Okazało się, że trzask pochodził od jego rozłupanej czaszki – różne części głowy leżały rozsypane dokoła, jak po rozbitym wazonie. Próżno szukać było jakichkolwiek obrzydliwości, tkwiących w człowiekach, jak krwi na przykład czy rozciapkanego mózgu.
Ada spojrzała na coś, co było jeszcze przed chwilą głową, ale niczego tam nie dojrzała. Z rozbitej czaszki wyzierała pustka.
MichaelBullfinch – BIAŁY TERROR
W fabryce zabawek znów było za głośno. Dzwonki brzęczały, maszyny buczały, a młode elfy śpiewały kolędy z takim entuzjazmem, że aż bolały uszy. Zrzędek siedział przy swoim stole, składając drewnianego renifera po raz czterdziesty siódmy tego dnia. Kręgosłup mu trzeszczał, brodę miał siwą, a cierpliwość krótszą niż lista prezentów dla niegrzecznych dzieci.
– Cud, radość, magia… – mruknął pod nosem. – Jasne. Spróbujcie robić zabawki przez sto pięćdziesiąt lat.
Gdy rozległ się dźwięk przerwy, Zrzędek wstał, zarzucił płaszcz i wyszedł na dziedziniec. Śnieg skrzypiał pod butami, a z kominów unosił się zapach pierników. Zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i spojrzał w niebo.
Wtedy dostał śnieżką prosto w ucho.
– Co jest do… – warknął, rozglądając się.
Nikogo. Cisza.
Kolejna śnieżka trafiła go w ramię. Trzecia w plecy. Czwarta w czapkę.
– Bardzo śmieszne – syknął.
Nagle zza skrzyń, sań i bałwanów wyskoczyły elfy rechocząc jak stado reniferów po grzańcu. Były ich dziesiątki. Uzbrojone po zęby w śnieżki. Bitwa wybuchła natychmiast.
Zrzędek nie myślał. Działał. Schylał się, rzucał, obracał. Jego ręce pracowały jak karabin maszynowy. Jedna śnieżka, druga, trzecia – trafienie, trafienie, trafienie. Elfy padały w śmiechu na śnieg.
– Od tylu lat nikt mnie nie pokonał – mruczał, celując z precyzją snajpera. – Przypomnę wam, dlaczego mam przezwisko „Biały Terror”.
W końcu dziedziniec ucichł. Zrzędek stał sam, zadyszany, cały w śniegu. Rozejrzał się… i uśmiechnął.
– Dobra – mruknął, ciągle trzymając papieros w ustach. – Jutro znowu znienawidzę tę robotę. Ale dziś są święta.
Założył czapkę i dodał pod nosem:
– Jedyny czas w roku, kiedy mogę kogoś bezkarnie obić śnieżką i nadal nazywa się to „magią”.
23.12.2024
Vacter – piosenka
https://www.youtube.com/watch?v=TTPYxRk8ocY
Dobry wieczór lub dobrej nocy. A może już Wesołych Świąt?
Mamy 23. grudnia, więc czas na muzyczną chwilę z Vacterem:
» Wesołych Świąt! «
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To ja poproszę 21, pewnie jak zwykle coś narysuję.
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
Pięknie SNDWLKR :) Zostałeś ZAPISANY ;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To ja wpadnę 19.12 z drebelkiem.
delulu managment
No i mamy Ambush 19.12 :) bardzo ładnie, nieźle idzie oby tak dalej :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Super inicjatywa! Mam pytanie, jeśli wybiorę “pojedynek” to zostanie mi ktoś wybrany do tego pojedynku, czy ja sobie piszę po prostu ten tekst do 300 słów o temacie “Bitwa na śnieżki”, wrzucam go danego dnia i potem jak ktoś inny też wybierze pojedynek, to wtedy jego tekst będzie porównywany z moim?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Myślałem, że chętni do pojedynku będą się ogłaszać w komentarzu :). Możesz też się z kimś dogadać. Właściwie to jak kto chce:). Ja z mojej strony mogę podnieść pigułe, jeśli nikogo nie znajdziesz :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ja chętnie porzucam się z Tobą śnieżkami HollyHell! Akurat zajmę drugi termin i tyle wystarczy. Oczywiście jeśli można tak szybko wziąć dwa terminy.
You cannot petition the Lord with prayer!
Super to w pojedynku na śnieżki mamy już rywali, teraz tylko poproszę o termin :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ja bym stawiał na 20 grudnia, ale niech HollyHell się wypowie jeszcze, czy pasuje jej taki termin i przeciwnik! :D
You cannot petition the Lord with prayer!
No pewnie, że mi pasuje, będę zaszczycona mając takiego przeciwnika :)
Czyli ja i Michael wrzucamy tego samego dnia teksty o maksymalnej długości 300 słów, zgadza się?
I to musi być szorcik na temat “Bitwy na śnieżki”, czy to jest tylko taka nazwa tego pojedynku? Wybaczcie, że tak dużo pytam, ale pierwszy raz biorę udział w takim konkursie z kalendarzem adwentowym :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly, tytuł pojedynku, jest propozycją ode mnie, ale nic nie stoi na przeszkodzie byście umówili się na inny temat pojedynku :). I tak wrzucacie jednego dnia dwa teksty o limicie 300 słów :). Najlepiej, w miarę możliwości, by komentarze z tekstami pojawiły się w jednym czasie :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
"Bitwa na śnieżki" brzmi naprawdę fajnie, nie trzeba nic zmieniać, chciałam się tylko upewnić :) wszystko jasne, dziękuję za wyjaśnienia ;)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Proszę bardzo i udanej potyczki :) A i podajcie termin w kalendarzu, bym mógł wam zaklepać termin.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ja poproszę 20.
There's no medicine for regrets.
Oczywiście, a co nam zaserwujesz:)? Chyba, że planujesz niespodziankę.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bill Nighy, żeby wątek nie zwiał :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Jeszcze nie wiem ;D
There's no medicine for regrets.
dogsdumpling – termin zarezerwowany z dopiskiem niespodzianka i teraz będziesz nas musiał zaskoczyć, szortem się nie wykręcisz :D
Tarnina – jaki termin mam Ci zarezerwować :)?
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Jesteś podły oraz paskudny :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
No zaproponowaliśmy 20 grudnia, ale jak wpisałeś już dogsdumpling to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby było to 22. :D
You cannot petition the Lord with prayer!
Tarnina – dlaczego? Nic tak nie determinuje do działania, jak deadline :)
MichaelBullfinch – widziałem, ale macie popełnić pracę grupową, więc pomyślałem, że poczekam na potwierdzenie też ze strony Holly :). Więc by już nie mieszać zarezerwuję 22.12 :).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Więc by już nie mieszać zarezerwuję 22.12 :).
Tak, potwierdzam, rezerwujcie :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Super, wszystko jasne, termin klepnięty. MichaelBullfinch i HollyHell91 udanego pojedynku :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Nic tak nie determinuje do działania, jak deadline :)
Gdyby mi nawet obgryzał nogę król trollów Feroxus i pisanie miało temu zapobiec, to i tak by nie pomogło XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Przepraszam, że się wepchnęłam. Spojrzałam tylko na kalendarz w poście głównym i zobaczyłam, że wolne ;)
There's no medicine for regrets.
Tarnina – masz nawet tytuł. “Cicha noc w górach: Czyli jak Feroxus król trollów obgryzł pewną nogę”. Tytuł trochę w stylu cezary_cezary, ale na pewno C_C by Ci to wybaczył :)
dogsdumpling – ja też trochę tu zamieszałem, ale sprawa jest już wyjaśniona :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Nie ma problemu, to i tak był tylko strzał, generalnie termin jest mi obojętny. Powodzenia wszystkim!
You cannot petition the Lord with prayer!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Przepraszam, że się wepchnęłam. Spojrzałam tylko na kalendarz w poście głównym i zobaczyłam, że wolne ;)
Mnie też jest termin obojętny, więc się nie przejmuj.
Cóż to będzie za wspaniały kalendarz adwentowy!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Poproszę o 2 grudnia i szort. :) Rymowanka z tamtego roku mi została, szorcik teraz nakreśliłam, oba całkiem inne w wymowie. :)
Dziękuję, Bardjaskierze. :)
Pecunia non olet
bruce, a może być 3.12. ? Wtedy ja zabiorę 2.12 i nie będziesz dwa dni z rzędu :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ok, jasne, dziękuję. :)
Pecunia non olet
Super bruce :)– kalendarz zaktualizowany :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Czy tylko ja jestem na tyle infantylna, że bawi mnie ten wpis?
2.Bardjaskier – z bombkami
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Nie wiem, ja mam wciśnięty śmiechoguzik ;)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Zaraz infantylna, dobrze, że Cię bawi:). Mnie bawi słowo nypel :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Wezmę 12
Może nie wyglądam, ale jestem tu administratorem. Jeśli masz jakąś sprawę - pisz śmiało.
Oczywiście, a co zaprezentujesz? Czy wpisać niespodziankę:)?
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Poproszę 7. grudnia. Szort na 300.
Artystom więcej, szybko!
Super Vacter zostałeś dodany do kalendarza:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Czołem,
może się dopiszę na szorta do 300 znaków, a co. Ostry limit, no ale cuda się zdarzają przecież. W Wigilię zwierzęta ludzkim głosem zasuwają, a w grudniu autorzy ponoć i szorty na 300 znaków piszą ;)
Na 16-stego może.
beeeecki, a może pojedynek? Będzie to miłe urozmaicenie, na przykład o temacie "Strojenie choinki"? Tylko musiałby się znaleźć jakiś oponent:).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Jakby ktoś chciał się pojedynkować na “Ducha Świąt” to mogę, bo mam pomysła ;)
A jak nie, to poproszę 16-stego szorta, a w inny dzień chętnie się spojedynkuję na choinkę albo inne cuda, zapraszam!
Ok, to masz rezerwacje na 16 go na szorta, ale dajmy jeszcze szansę komuś by przystąpił do pojedynku :) Temat – "Duch Świąt" czy znajdzie się śmiałek, który podniesie rzuconą przez beeeeckisa śnieżkę? :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
A mogę brać udział w dwóch pojedynkach?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
A możesz :). Zapisać Cię z beeeeckisem na 16?
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
A mogę brać udział w dwóch pojedynkach?

To oczywiście żarcik, będę zaszczycony mogąc współdzielić pojedynek z Holly 
No, no ale będzie się działo:). Czekamy na potwierdzenie od Holly. A pozostałych zachęcam do pojedynków i innych świątecznych aktywności adwentowych:). Najbardziej czekam na świąteczne wiersze.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Tak, potwierdzam ,)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Kalendarz zaktualizowany:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Najbardziej czekam na świąteczne wiersze.
Krótki jeszcze wymyśliłam, mam nadzieję, że się Wam spodoba, Bardjaskierze – wpisz mnie na wierszyk świąteczny, kiedy sobie życzysz. :)
Pecunia non olet
Super bruce, jesteś zapisana na 8.12 z wierszem :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Wielkie podziękowanie, pozdrawiam, Bardjaskierze. 
Pecunia non olet
Ja mogę się dopisać (jak nie będzie chętnych) na 23 grudnia. Ze świąteczną piosenką (z muzyką, śpiewem, instrumentami).
Artystom więcej, szybko!
A może zaprosimy nowych użytkowników?!
Hej, nowi! Wpadnijcie do kalendarza, w nim zawsze jest milutko.
delulu managment
Wow Vacter, to będzie coś :D zostałeś wpisany. A jeśli chodzi o nowych, to można spróbować na SB ich zwerbować do zabawy, chociaż wątek jest widoczny, więc jakby chcieli to by dołączyli
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Może się wstydzą. Napisałam na sb.
delulu managment
Ja też :D
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ja mogę się dopisać (jak nie będzie chętnych) na 23 grudnia. Ze świąteczną piosenką (z muzyką, śpiewem, instrumentami).
Ooo, to będzie świetny prezent urodzinowy :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Wspaniale, że w tym roku również jest kalendarz :). W takim razie jeśli jeszcze wolny, poproszę 10 grudnia :).
Oczywiście, że wolno, a z czym Cię zapisać :)?
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Zastanawiam się pomiędzy krótką scenką, a jakąś ilustracją (tylko ostrzegam, nie mam talentu plastycznego dlatego pokochałam ilustacje AI
)
Edit:
Z sentymentu poznajdywałam poprzednie edycje. Wklejam tu linki do nich, jakby ktoś również chciał cofnąć się w czasie 
http://nowafantastyka.pl/hydepark/pokaz/25802
http://nowafantastyka.pl/hydepark/pokaz/27657
http://nowafantastyka.pl/hydepark/pokaz/29541
Nic nie stoi na przeszkodzie byś wrzuciła szorta z ilustracją:). Ja już przejrzałem poprzednie edycje ale widzisz nie wpadłem na pomysł by je wkleić do wątku. Super, że je dodałaś:). Zapisuje cię na 10.12 z szortem do 300 słów, a jak dodasz rysunek to będzie dodatkowa niespodzianka :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
U mnie też poproszę o dopisanie – szort oraz wiersz będą z grafikami AI. :)
Pecunia non olet
No proszę :) Będzie kolorowo :) Ale czy jest sens dopisywać grafikę, jeśli to nie ona jest podstawą przedsięwzięcia? Wrzucajcie grafiki do szortów, jeśli macie taką ochotę:) To nie zaszkodzi, a na pewno doda uroku szortom :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bardzo popieram, Bardjaskierze! ![]()
Pecunia non olet
Zostało do obsadzenia jeszcze tylko 8 dni w naszym kalendarzu adwentowym :D – śpieszmy się zgłaszać bo miejsca schodzą jak świeże choinki ;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ilustrację już mam, teraz tekst:)
Bardzo mnie to cieszy Monique.M, ale już mniej mi się podobają dziury w naszym kalendarzu adwentowym :(. Mam nadzieję, że zostaną zapełnione :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bardzie, proszę, zarezerwuj dla Tarniny i mnie 15.12.25 w Kalendarzu. Przedstawimy wspólnego okolicznościowego szorta. :)
Pięknie :) wiedziałem, że dołączycie, chociaż jestem zły, że tak długo musieliśmy na was czekać;) No i jeśli to wspólny szort, to pamiętajcie, że limit macie wydłużony do 600 słów :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bardzie, podobno “lepiej późno, niż wcale”. Według Worda mamy 582 wyrazy. :)
Jeśli będą jakieś dziury, postaram się je zapełnić, nawet jakimiś ilustracjami, by nie było pusto.
Ja tak samo, jeśli zostaną dziury, moja mama ma dwa zimowe obrazy, którymi chętnie zapełnię luki. Jak dziur nie będzie to po prostu dodam do swoich dwóch terminów! :D
You cannot petition the Lord with prayer!
Malować nie umiem, ale mogę dorzucić do szorta jakieś zimowe/świąteczne zdjęcie własnego autorstwa, co by urozmaicić kalendarz :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Super, dziękuję za zaangażowanie:).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Mogę się wpisać na 5 grudnia z wierszem. Albo jeżeli ktoś jest gotów zaryzykować, przyjmę pojedynek na bałwana.
Oooo, ciekawe wyzwanie :) Mam nadzieję, że znajdzie się chętny do takiego pojedynku, nawet mogę zarezerwować termin – 17? A na 5 grudnia wpisuję Cię Ślimaku na wiersz :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Pewnie będę tego żałować, ale podnoszę trzecią rękawicę. Jeśli oczywiście świąteczne wcielenie Ślimaka się na to zgodzi.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Bardzie, napisałem “albo”, czyli na razie chciałem się zgłosić do jednego tekstu, a nie dwóch. Oczywiście jeśli znajdzie się chętny do pojedynku i będzie wolał przesunąć datę, nie ma problemu, wstępnie zaproponowałem 5 jako pierwszy wolny termin.
Ok, wybacz źle Cię zrozumiałem, chociaż wydaję mi się, że jesteś w stanie napisać dwa wiersze ;). Dobrze, pojawiła się przeciwniczka, więc podajcie datę pojedynku – 5 czy jakaś pozniejsza data :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Termin mi jest obojętny. Ale to byłby pojedynek na prozę, a nie wiersze?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Ja akurat pytałem o proponowany w głównym poście pojedynek na rymy z tematem “Bałwan”.
Aa to nie, to ja odrzucam rękawicę. W wiersze jestem cieeenkaaa.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Mogę napisać skromną rymowankę o bałwanku, lecz w żadnym wypadku nie potraktuję tego jako pojedynek/pojedynku (?), a już szczególnie nie ze Ślimakiem Zagłady-Mistrzem nad Mistrzami (brak emotki: padam, a przydałaby się), a jedynie, aby Mu skromnie towarzyszyć, jeśli oczywiście pozwoli. :)
Nie bardzo wiem, na czym miałby polegać taki “pojedynek na wiersze” i pewnie nie sprostam wyzwaniu (z góry zatem przepraszam za zawód), ale chętnie napiszę wierszyk. :)
Pecunia non olet
Więc, Ślimak zostaje zapisany na 5.12 z wierszem. Bruce, jeśli masz chęć to zachęcam do pisania wierszy :), a jeśli będzie o bałwanie tym bardziej:). Na jaki dzień Cię wpisać?
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bruce, jak napisał Bard na samym początku: “pojedynek – jest to pojedynek świąteczny, a więc nie wyłaniamy zwycięzcy. Chodzi o dobrą zabawę”, czyli jak najbardziej możemy powiedzieć, że sobie nawzajem skromnie towarzyszymy. Przy okazji pozwolę sobie łagodnie przypomnieć, że nie jestem żadnym “Mistrzem nad Mistrzami” ani nawet nie uważam się za poetę, a Twoje Kaprysy Herostratesa całkiem na poważnie oceniam wyżej od prawie wszystkich swoich wierszy.
Zgadza się, pojedynki adwentowe, to wspólna zabawa, a nie ocenianie tekstów:) Więc Bruce, jeśli się skusisz to pisz śmiało:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Hej, poproszę szorta na 13.12 :)
No, chyba że ktoś chciałby stanąć do pojedynku! Też się piszę.

Tak, tak, wiem, czytałam objaśnienia Bardjaskiera, mimo wszystko jednak obawiałam się – prozą, czy poezją – “stawać tu w szranki”, bo sam wyraz: “pojedynek” jakoś źle mi się kojarzy, a już szczególnie przy Kalendarzu Adwentowym... Oczywiście, to zabawa i tak właśnie każdy tutejszy wpis traktujemy. :) Jak najbardziej chętnie dopiszę swoich kilka skromnych wersów o bałwanku (coś tam już skleciłam, tylko nie zdołałam wcześniej Ci wysłać na pw, Ślimaku Zagłady, więc zaraz to uczynię; weekend nie jest łatwym czasem...), jako “towarzyszenie” (to nader pozytywne słowo, zważywszy na okoliczności i klimat Kalendarza). :) To dla mnie zaszczyt, jak zresztą zawsze udział w Kalendarzu, dziękuję Wam bardzo. 
Ślimaku Zagłady, dziękuję za każde dobre i pozytywne słowo, ale mam w pamięci niejeden Twój Utwór Poetycki, nawet czasem przeze mnie – przypadkowo, wskutek zapomnienia, bądź niewiedzy – nominowany do Piórka, który wywarł ogromne wrażenie. :)
Pozdrawiam Was. 
Pecunia non olet
Marszawa, ten bojowy kotek zasługuje na przeciwnika :). Więc by Holly nie miała za dużo pojedynków, sam stanę do potyczki :). A o temat pojedynku może poprosimy pozostałych użytkowników? Temat oczywiście świąteczny :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
A o temat pojedynku może poprosimy pozostałych użytkowników?
Może: makowe impresje? – żeby smacznie było :3
There's no medicine for regrets.
Szykuje się tekst o narkomanach;) Ciekawe:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Myślałam, żeby zarzucić jakiś sernikowy temat, ale to by się burza mogła rozpętać ;D
There's no medicine for regrets.
Super! Przygotuję jakiś seromakowiec :D
Zapisane :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
JEST JUŻ DOBRZE KWADRANS PO PÓŁNOCY, WIĘC OGŁASZAM, ŻE NADSZEDŁ CZAS OTWIERANIA OKIENEK ADWENTOWYCH :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
„Przepełniony emocjami dialog o wstrząsającej zbrodni świątecznej oraz – o jej skutkach i pokrzepiającej serca nowinie...”

– Widzielim. Tu był wilk dziki
z samych Bieszczad, nie z Afryki!
Zwinnie ominąwszy wnyki,
stadem pożarł zaprzęg z panem!
– To są rzeczy niesłychane!
– No, i mamy przechlapane…
– Nie lękajcie się, ludkowie! -
głos donośny z Niebios powie. -
Święty cieszy się wciąż zdrowiem,
nadal prezenty rozdaje,
z zaprzęgiem przemierza kraje,
ani chwili nie przestaje!
Odetchnął więc lud z radości,
a wilki poczuły mdłości
i okrutne niestrawności,
bo obżarstwu folgowały,
spałaszować szybko chciały,
androidów nie poznały...

Pecunia non olet
Z tej opowiastki morał w tym sposobie – uważaj, co jesz XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Świetne
. Fajny początek kalendarza
.
Tarnino, Monigue.M
, dziękuję Wam za tak życzliwe podejście do tej skromnej rymowanki, czekającej rok na kolejny Portalowy Kalendarz i nieco pozmienianej, oby – na plus. :)
Edit, przepraszam, Tarnino
, nie mogę sobie odmówić i wykorzystam Twój cytacik:
Z tej opowiastki morał w tym sposobie:
jak ty androidowi, tak android tobie! 
Pecunia non olet
No to zaczynamy na wesoło, świetne! ❤️
You cannot petition the Lord with prayer!
MichaelBullfinch, dziękuję.
Pecunia non olet
Pięknie bruce! W sam raz na start kalendarza :)
Ukłony, Beeeecki, dla Ciebie za tak życzliwą opinię, serdecznie dziękuję. 
WSZYSTKIEGO DOBREGO DLA NAS WSZYSTKICH! 

Pecunia non olet
Piękny start kalendarza, wzrusz 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
HollyHell91, dziękuję
, choć wiem, że to nader skromna sprawa... 
Pecunia non olet
I ty bruce, nie chcesz stawać do pojedynku na rymy! Skandal! Świetna historia i nie zazdroszczę wilkom, gdy przyjdzie zwrócić androidy :D
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ha, ha, ha, dziękuję, Bardjaskierze. 
Fakt, wilkom z pewnością się dostanie za ten napad. :)
“Popiszę chętnie rymowanką o bałwanku” w okienku Kalendarza ze Ślimakiem Zagłady, aby nie było puste i – aby Mu towarzyszyć, bo to zaszczyt, podobnie jak udział w tym Kalendarzu, lecz – gdzie mi tam mierzyć się z Jego talentem? :) I piszę to całkiem szczerze. ;) Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
O, właśnie bruce, bo nam to gdzieś uciekło :) Na jaki dzień Cię wpisać z rymowanką o bałwanie :)?
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Proszę serdecznie, aby termin wybrał Ślimak Zagłady. :) Ma to być wszak pojedynek towarzyszenie z rymowaniem. :)
Pecunia non olet
Wstępnie proponowałem 5 grudnia i tak jestem wpisany, więc nie widzę powodu zmieniać, chyba że bruce uznałaby, iż potrzebuje więcej czasu.
Nie, nie, dziękuję, Ślimaku Zagłady, też jakoś już wcześniej zapamiętałam sobie tę datę, ale wolałam jeszcze poczekać na Ciebie. :)
Pecunia non olet
Dziękuję bruce za otwarcie pierwszego okienka – wierszem okraszonym grafikami :)
Ja mam bombki :). Ale najpierw kilka sów wstępu :P.
Czasami coś się we mnie budzi i zbiera mi się na prace plastyczne, ale to nie jedyne moje zboczenie, bo tak się składa, że ostatnio dużo myślałem o członkach i członkiniach loży ( proszę mnie nie oceniać – można współczuć ;)). No i z połączenia tych moich zainteresowań wyszła praca plastyczna poświęcona loży. Tylko, że przystąpiłem do projektu bez planu. Miałem jakiś tam pomysł i pomyślałem, że reszta urodzi się w trakcie. No i przy pisaniu taka strategia czasami się opłaca. Ale przy zabawie ołówkiem i mazakami, to nie najlepszy pomysł :D. Zostałem więc z własnoręcznie narysowanymi bombkami, małą ilością czasu i bez choinki. Lekko spanikowany, ale nie załamany, uświadomiłem sobie, że mamy XXI wiek i coś co się nazywa programy graficzne. Pełen entuzjazmu usiadłem do komputera i odkryłem, że mam Painta. I tak zaczęło się nierówna walka z kursorem, choinką ściągniętą z internetu i zdjęciami moich rysunków... Szaleństwo kapitana Ahaba to dziecinny kaprys, przy tym co przeżyłem... Dobra wystarczy tego wstępu czas by przedstawić wam instalację, performens, no coś tam, co nazwałem Loża na drzewku :)

A poniżej możecie podziwiać bombki w wersji surowej :)


I na koniec jednak bombka solo, której “piękno” nieco uleciało przy zdjęciu grupowym :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bardzie, to jest wspaniałe! A bombka dogsdumpling skradła moje serce 
Tylko nie jestem pewna, czy rozpoznałam wszystkich... Ta pani czarodziejka (przepraszam, jeśli coś przekręciłam) to Verus, prawda? Te książki tudzież zeszyty to pewnie Finkla? Tylko nie wiem, kim jest łazik marsjański...
W ogóle wszystkie bombki są świetne! Świetnie odwzorowałeś Hiacyntę z avatara Ambush, Cezar też świetny... Wspaniałe!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
BRAWA! Bardjaskierze, to genialna sprawa! ![]()

Pecunia non olet
"Wieszanie portretów Lożan" pędzla Barda :). A mówili "nie pchaj się do funkcji publicznych, bo zawiśniesz". Ale zawisnąć w taki sposób, w takim towarzystwie i na takiej choince to każdy by chciał. Bardzo fajne!
A łazik to zakładam, że Irka_Luz jest :)
A łazik to zakładam, że Irka_Luz jest :)
Aaaa no tak, dzięki beeeecki! Jejku, jak ja mogłam zapomnieć o Irce... Proszę o wybaczenie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Coś niesamowitego, dogsdumpling wymiata! A Cezary powinien mieć takie profilowe jak wstawia tak śmieszny tekst jak ostatnio! Nie no, cudo. Wszystkie piękne, to naprawdę świetna inicjatywa.
"Wieszanie portretów Lożan" pędzla Barda :). A mówili "nie pchaj się do funkcji publicznych, bo zawiśniesz".
Pięknie powiedziane haha!
You cannot petition the Lord with prayer!
No to może dorzucę jeszcze dwie bombki solo, których szczegóły tracą się na choince :)


A jeśli ktoś będzie miał ochotę by zobaczyć inne bombki solo, to zawsze mogę przesłać :)
Bardzo się cieszę, że instalacja “Wieszanie portretów Lożan" się podoba :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Czyli wisimy z Rzewuskim, Branickim i Szczęsnym/
No ładnie!
delulu managment
Aaaa Ambush, razem z tymi lożanami, którzy byli przed nami :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To mnie uspokoiłeś ;)
Bruce! Ty krwiożerca bestio! ;)
delulu managment

Pecunia non olet
Będę miał dobry humor przez cały dzień. :) Świetny początek miesiąca z takim Kalendarzem. Brawa!
Koalo75, pozdrawiam. 
Pecunia non olet
Moim zdaniem kalendarz zaczął się fantastycznie! bruce, bardzo dobry pomysł, ładny wierszyk i ilustracje. Bardzie, może źle to oceniam ze względu na własny brak talentu graficznego, ale mam wrażenie, że taki zestaw ilustracji musiał Cię kosztować dużo więcej pracy niż krótki tekst świąteczny.
"Wieszanie portretów Lożan" pędzla Barda :). A mówili "nie pchaj się do funkcji publicznych, bo zawiśniesz". Ale zawisnąć w taki sposób, w takim towarzystwie i na takiej choince to każdy by chciał. Bardzo fajne!
Czyli wisimy z Rzewuskim, Branickim i Szczęsnym/
No ładnie!
To nadzwyczajny zbieg okoliczności, bo ci trzej panowie mają też pewien związek z tekstem, który przygotowuję do swojego okienka za trzy dni. Trzeba by zbadać, czy coś w idei kalendarza adwentowego podsuwa takie skojarzenie!
Dziękuję, Ślimaku Zagłady (to tylko skojarzenie po obejrzanym rok temu dowcipie rysunkowym i luźna dygresja na ten temat), a co do Twojej zapowiedzi, nasuwa mi się fragment “Pana Tadeusza”:
Aż Klucznik pojął mistrza, zakrył ręką lica
I krzyknął: "Znam! znam głos ten! to jest Targowica!”.

Pecunia non olet
Ślimaku, no cóż, trochę zajęło, ale czego się nie robi by wymigać się od domowych obowiązków:). A skoro, Twój tekst będzie w jakiś sposób związany z Wieszaniem portretów Loży, to już się nie mogę doczekać:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Świetne:)
Mogę się dopisać 9 grudnia na niespodziankę, trochę graficzną. Mam coś dziwnego, ale lepsze to niż nic ;)
Mówisz i masz :) beeeeckis jesteś wpisany :) Przypominam, że mamy jeszcze wolne trzy dni 11,14,17.12, więc każdy ma szansę jeszcze się zapisać:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
“Mój prywatny Kalendarz Adwentowy”
Przeklinając brnąłem przez śnieżne zaspy. Że też samochód zepsuł się akurat w tamtym miejscu! Przy kościele panował niecodzienny o tej porze ruch. Kilkunastu mężczyzn taszczyło wysokie choinki, przywiezione na ciężarówkach. Chciałem ich szybko ominąć i iść dalej, lecz nieoczekiwanie proboszcz zawołał:
– Macieju, pomożesz?
Nie wiem, czemu, rzeczywiście skręciłem na plac kościelny, niedbałym ruchem wrzuciłem teczkę do przedsionka i poszedłem po iglaki.
Skąd zna moje imię? – zastanawiałem się, sapiąc pod ciężarem ogromnego świerka. – Nie byłem w kościele od… zapomniałem! To przecież nowy proboszcz. W ciągu ostatnich lat widziałem go czasem, gdy z ministrantami przechodził podczas kolędy. Dziwne…
Choinki wyglądały imponująco, a ksiądz był bardzo zadowolony. Ustawiliśmy je wszystkie.
W bocznej nawie kilka kobiet krzątało się, układając stajenkę. Kątem oka zerknąłem na figurkę Jezuska. Zdawało mi się, że… mrugnął do mnie!
Stanąłem jak wryty, gdy dostrzegłem wśród parafianek Mariolę. Nie widzieliśmy się szmat czasu. Kiedyś rozzłościła mnie tak bardzo, że postanowiłem odejść. Najzwyczajniej w świecie spakowałem się i zostawiłem ją z dziećmi.
Spojrzała na mnie oniemiała, z wrażenia potknęła się, prawie upadając na posadzkę. W ostatnim momencie udało mi się ją złapać i zapobiec nieszczęściu.
– Maciej? Ty tutaj? – wyszeptała.
Trzymając ją w ramionach przypomniałem sobie nasz tutejszy ślub i wszystkie szczęśliwe lata.
Drewniany Jezusek znowu mrugnął? Nie, niemożliwe!
Ukłoniłem się, otrzepałem ubranie i wyszedłem pospiesznie.
Czy ona ocierała łzy?
Odtąd jednak coś we mnie pękło. Byłem odmieniony.
Nazajutrz wróciłem do rodziny. Potem pogodziłem się z mamą, rodzeństwem i przyjaciółmi.
Pomogłem kolegom w pracy, podtrzymałem staruszkę na ulicznym przejściu, podarowałem ubogim „świąteczną tytkę”, wrzuciłem sąsiadom węgiel, innym odśnieżyłem posesję, zawiozłem zapas karmy do schroniska, wpłaciłem hojny datek dla potrzebujących dzieci. I każdego dnia czułem się coraz szczęśliwszy!
Wigilia znowu była ciepła i rodzinna. Dzieciątko z opłatka mrugnęło do mnie i wyszeptało:
– Tak trzymaj, Macieju!
Z uśmiechem przytaknąłem:
– Przyrzekam, Jezu!

Pecunia non olet
bruce,




Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Słodko ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
HollyHell91, Tarnino, dziękuję.
Posłodziłam mocno, fakt. :)
Pecunia non olet
I tak właśnie, w święta, powinno być :). Trzeba sobie zadać pytanie, co w życiu spieprzyłem?A potem to spróbować naprawić :). A najlepiej zacząć od bycia dobrym dla innych:). A przy okazji z tym węglem, bo ja zawsze kojarzyłem, że węgiel się zrzuca:) Ale nie wiem, nie jestem ekspertem, choć trochę ton w życiu... No właśnie zrzuciłem czy wrzuciłem:)? Na pewno, jakiś wrzucę moim chłopakom pod choinkę, jak będą niegrzeczni ;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Dziękuję, Bardjaskierze. 
A przy okazji z tym węglem, bo ja zawsze kojarzyłem, że węgiel się zrzuca:) Ale nie wiem, nie jestem ekspertem, choć trochę ton w życiu... No właśnie zrzuciłem czy wrzuciłem:)? Na pewno, jakiś wrzucę moim chłopakom pod choinkę, jak będą niegrzeczni ;)
Twoi Chłopcy zawsze grzeczni. 
Wiesz, Bardjaskierze, jeśli ktoś ma z górki (np. z wozu, przyczepy itp.), to zrzuca i – po kłopocie. Gorzej dla tych, którzy taki “zrzucony z fury” węgiel muszą potem wpakować do swojej piwnicy. Ja od najmłodszych lat pamiętam niełatwe zmagania z węglem. :) U Mamy miałyśmy jeszcze ten problem, że węgiel zrzucano nam na drogę przejazdową, wprawdzie wewnętrzną, lecz – tarasując w ten sposób przejazd wszystkim sąsiadom. Liczył się więc czas... Makabryczne wspomnienia... Potem to samo miałam tutaj, w Będzinie. Koszmarne wrzucanie do piwnicy paru ton. A potem – dźwiganie węglarek. Teraz, od kilkunastu lat, na szczęście nie mam już pieca węglowego. 
Pecunia non olet
Ja nie mam dokładnie od 6 lat :) Ale pamiętam, że zawsze mi go przywozili centralnie na chodnik... Ale raz węgiel wnosiłem do piwnicy i to była masakra. Kolega mnie poprosił o pomoc, bo trzeba było najpierw załadować do wiader, a potem znieść do piwnicy :). Pół dnia bawiliśmy się z tym przenoszeniem :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
O, to, to, właśnie, Bardjaskierze! U mnie wrzucało się w obu domach (rodzinnym, niedaleko Piekar Śląskich, gdzie mieszkałam po wyprowadzce Brata tylko z Mamą, i tu, w Będzinie, w domu, który znasz ze Zlotów) z miejsca wjazdowego przez małe okienko do położonej w podziemiach piwniczki, a potem nakładało do węglarek i przenosiło do pieca. Makabra... :)
Pecunia non olet
Tak, zgadzam się – makabra – ale brakuje mi trochę ciepła z pieca kaflowego, bo to było inne ciepło:). Oczywiście nie brakuje mi przenoszenia, zrzucania i rozpalania ;D Ale jak ktoś miał kiedyś piec kaflowy, to będzie wiedział o jakie ciepło mi chodzi:) To jak z kominkiem, z którego też jest inne ciepło:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Tak, zgadzam się z Tobą. Ja mam teraz kominek i też łatwo nie jest, szczególnie przy wrzucaniu przywiezionego drewna (na szczęście palę tylko przy większych mrozach, bo codziennie grzejemy gazem), lecz oczywiście nie ma porównania z kaflowym. U Mamy miałyśmy dwa kaflowe, tu z Mężem, początkowo, jeden. Przytulenie sią zimą do niego – trudno porównać z czymkolwiek. 
Pecunia non olet
POPRZEZ LŚNIĄCY PORTAL
Podziwiałem lśniącą powierzchnię portalu, nad którym tak pieczołowicie pracowałem. Moje ręce, skostniałe i pomarszczone, jeszcze paliły żywym ogniem, gdy spojrzałem przez mieniącą się barierę. Dostrzegłem istoty zmierzające w różnych kierunkach. Szły przez brudnoszare drobinki opadające z mrocznego sklepienia. Każda z istot przedstawiała oblicze głęboko pogrążone w mrocznych knowaniach. Nawet w najmroczniejszych snach nie spodziewałem się ujrzeć tak zdeprawowanego mrokiem świata. Gdybym tylko wiedział, co przyjdzie mi ujrzeć przez krystalicznie czystą powierzchnię portalu…
Usłyszałem pod nogami chlupot. Zobaczyłem czarną, bezdenną breję. Coś się czaiło pod jej powierzchnią. Ciemny kształt. Moje narzędzie, którym ściągnąłem plugawą barierę z portalu, by wypełnić wolę istoty, której zdeprawowane cele dopiero teraz stały się dla mnie oczywiste. Kiedy zaprzedałem duszę i dałem sobą sterować? Kiedy wpadłem w spiralę szaleństwa? Kiedy istota z bezkresnej otchłani wciągnęła mnie w swe mroczne obrzędy?
– Lovciu?!
Usłyszałem, jak mnie wzywa.
– Lovciu?!
– Tak, o Przedwieczna!
– Czy znów wymyślasz te swoje inne światy?!
– Nie, ja tylko…!
– Bardzo się cieszę, że umyłeś okno, ale pozostały jeszcze inne, na przykład w sypialni!
Teraz już wiem, że nie pozostawi mnie w spokoju, nim nie otworzę pozostałych portali.
– Ale zdążysz przed Wigilią?!
W metalowym naczyniu uniosłem czarną breję wraz z czającym się w plugawych odmętach artefaktem.
– I wymień wodę, nim zabierzesz się za kolejny pokój!
Zgrozą przepełnia mnie, że to wszystko dla święta, którego dziedzictwo sięga zarania dziejów…
– Lovciu?! Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
– Tak! Tak! Kochanie, już się zabieram za mycie okien!
Szaleństwo i rozpacz…
– Lovciu!!!
– Już idę!!!

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Każda z istot przedstawiała oblicze głęboko pogrążone w mrocznych knowaniach
WTF?
nim nie otworzę
Póki nie otworzę.
W metalowym naczyniu uniosłem czarną breję wraz z czającym się w plugawych odmętach artefaktem.
Że co? XD
rozp
acz…
Ale żeby aż taka rozpacz, że się słowo połamało? XD

Lovecraft myje okna, XD ftaghn!
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Rozp
acz
Wyszło przez przypadek, ale dobre :D Coś jak:
p
Jum :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Bruce -wzruszające, tematyka akurat na ten czas. 
Bardjaskier – to było świetne. Uśmiałam się 
Jak coś to mogę się wpisać na 17 z tekstem.
A dziękuję i zapisuję Cię na 17.12 :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Monique.M, dziękuję. 
Bardjaskierze, znakomite, brawka! 
Pecunia non olet
Bardzie, dobry szorcik :) Trzeba mieć wspaniałą wyobraźnię, by potrafić dojrzeć magię nawet w zwykłych oknach...
Tarnino, ten świąteczny Cthulhu mnie rozbroił, jest wspaniały, haha ;p
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
bruce, ciepłe, wzruszające. Świetne, idealne na ten świąteczny czas!
Przytulenie sią zimą do niego – trudno porównać z czymkolwiek.
Wzruszające słowa, to naprawdę piękne, że po latach małżeństwa ta miłość nie wygasa. Życzę takiego podejścia wszystkim i sam mam nadzieję, że takie słowa będę mówić z moją kobietą po wielu latach.
Bardzie, wyśmienite! Bardzo mi się podobało.
You cannot petition the Lord with prayer!
Przytulenie sią zimą do niego – trudno porównać z czymkolwiek.
Wzruszające słowa, to naprawdę piękne, że po latach małżeństwa ta miłość nie wygasa. Życzę takiego podejścia wszystkim i sam mam nadzieję, że takie słowa będę mówić z moją kobietą po wielu latach.
Zgadzam się oczywiście z Twoją myślą i jak najbardziej pasuje ona do czułości wyrażonej w tekście, tylko że z tego, co widzę, to zdanie dotyczyło akurat pieca kaflowego.
Zgadzam się oczywiście z Twoją myślą i jak najbardziej pasuje ona do czułości wyrażonej w tekście, tylko że z tego, co widzę, to zdanie dotyczyło akurat pieca kaflowego
Też o tym pomyślałam ;p Ale nie chciałam burzyć romantycznej wizji Michaela ;p
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Nadrabiam wczorajszą nieobecność. Miałem dzień z gatunku: “Nie wiem, jak się nazywam”. Tyle się działo. I to była zwykła proza życia.
Bruce, utrzymałaś pięknie świąteczny nastrój Kalendarza. Swoją drogą, z rozrzewnieniem wspominam wrzucanie węgla z chodnika przez okienko do piwnicy i ciepło z kaflowych pieców, gdy się rozgrzały.
Bardzie, Lovecraft się u mnie nie pojawił. może i dobrze, bo nie chciałbym niepożądanych wizyt przez czyste portale. Ponieważ jeszcze widzę nasz świat przez szyby, może odpuszczę sobie szaleństwo i rozpacz. :D
Ej, rzeczywiście. Chyba byłem już w jakimś romantycznym amoku przez tekst bruce, że tak to odebrałem czytając. No, ale przynajmniej podzieliłem się z Wami jakimś ciepłym wyznaniem i życzeniami! :D
You cannot petition the Lord with prayer!
Dziękuję Wszystkim Wam. Tak, wyznanie dotyczyło pieca kaflowego. :) Niemniej – miłość to oczywiście najważniejsza sprawa w życiu każdego, nie neguję. :) Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Ale piec też jest romantyczny :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Jeszcze jak. 
Pecunia non olet
Piec kaflowy jest romantyczny, hutniczych już mniej ;) Dziękuję za miłe słowa :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Pecunia non olet
A gdybym był młotkowym, w fabryce z młotkiem szalał? To co byś powiedziała? Czy coś byś przeciw miała?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Drżała bym, drżaaaaaała, drżała bym, drżała :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Mam pytanie, czy ten szort na pojedynek może mieć około 400 słów? Bo ciągle skracam, ale kurde, jest ciężko i nieustannie grubo przekraczam limit 300 słów...
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Jasne, limit jest ruchomy – chodzi o to by nie przesadzić, no i nie wiem co przeciwnik na to ;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Mam nadzieję, że mi przeciwnicy wybaczą... Postaram się jeszcze skrócić, jak tylko się da. Swoją drogą to dobre ćwiczenie na wyłapywanie i usuwanie purpury z tekstów 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Pisze ambasador Teodor Bałwan
Wasza Zmrożoność, cel dzisiejszych negocjacji
jest wypełniony i umowa nie ma wad:
cały ląd już od pięćdziesiątej deklinacji
niezaprzeczalnie w Wasze władztwo teraz wpadł.
Złożony podpis fetowano, ludu siła
trzykrotnie podrzucała mnie, wołając „bis!”,
aż dolna kula mi się lekko odkręciła
i mój marchwionos w lewą stronę nieco zwisł.
Zresztą glacjarium sprawdza mi się znakomicie
i niewątpliwie dzięki niemu wrócę zdrów,
czego nie mogę się doczekać, bo tu życie
rozlazłe, ciepłe, na kulturę szkoda słów.
Ludzie nie myślą w perspektywie pory roku,
politykuje sobie każdy z dnia na dzień,
aż mnie guziki świerzbią, by im zburzyć spokój,
żeby ich przykrył Waszej Zmrożoności cień.
Królewna Wiosna ma tak nikły autorytet,
że byle motyl może robić jej na złość,
więc będzie łatwo obśmiać jako hipokrytę,
kto się sprzeciwi, gdy zmrozimy ją na kość.
Święty Mikołaj, stary dziwak z wielkim worem,
już tak się roztył, że po prostu chapeau bas,
jego sympatie babka wróżyła na dwoje,
prezenty bierze w komis, licząc sześć od sta.
Zajączek, strój zielony, strzygł uszami w stójce,
gdy podejść, czuć od niego saletrzany dym,
siekacze odrastają mu po jakiejś bójce,
jeżeli będzie jeszcze kłopot, chyba z nim.
Jeden wierszopis siadł z notesem w kącie sali
i zapowiadał, że urządzi nas na fest,
lecz tego byśmy się przesadnie nie lękali,
bo wiecie, nie jest z niego żaden William Yeats.
Słowem, jest chaos, każdy ciągnie w swoją stronę,
Wasza Zmrożoność może łatwo objąć tron
i nasze kraje będą świetnie rozszerzone,
stanowczość działań to conditio sin’ qua non.
Życzę, by rząd Wasz objął całą kulę ziemską,
by cały letni świat przed Wami padł na twarz.
Przyznam, że do powrotu bardzo mi już tęskno.
Podpisał się: T. Bałwan, uniżenie Wasz.
Ślimaku Zagłady – co ja mogę napisać? Po prostu: ZNAKOMITE! :)
Dorzucam moją skromną rymowankę:
Się zebrałem,
pokulałem,
mam trzy części białe,
nos z marchewki,
dwa węgielki
to oczy wspaniałe,
trzymam miotłę,
fryz to sople,
głowę zdobi garnek
kiedy zima,
mróz mnie trzyma,
bom śnieżny bałwanek.
Pozdrawiam Was! 
Pecunia non olet

Oto satyryk, oto poeta, cześć mu i chwała – będzie lżej!
(uprzejmie proszę nie sprawdzać, co za wierszyk parafrazuję
)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Pecunia non olet
Ślimaku, no co tu dodać. Genialne. Świetny pomysł, ale wykonanie… chylę czoła.
bruce, „fryz to sople” haha! Super wierszyk.
Święty Mikołaj, stary dziwak z wielkim worem
Czekam, aż Holly napisze: „czy tylko mnie ten wers bawi?” 

You cannot petition the Lord with prayer!
MichaelBullfinch, bardzo dzięki. :)
Pecunia non olet
bruce, „fryz to sople” haha! Super wierszyk.
Dołożyć chwyty na ukulele i będzie piosenka 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
“Kolęda bałwankowa”. 
Pecunia non olet
Teraz tylko liczyć na to, że bard zaśpiewa! :D
You cannot petition the Lord with prayer!
Teraz tylko liczyć na to, że bard zaśpiewa! :D
i zagra! 
Pecunia non olet
Ślimaku – Bałwan – czyli raport ambasadora ;) Bardzo ciekawie, bo przecież wiadomo, że na wschodzie trawa wieczna zima :)
bruce – no i przykulał się do nas taki bałwan i potem raportował na wschód, ja już swoje wiem o jego kulkach i węgielkach ;). Tu się słodko uśmiecha, a tak naprawdę to on się podpisuje pod raportami “T. Bałwan, uniżenie Wasz.”
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bardjaskierze, rozgryzłeś wszystko dokumentnie! ![]()
Pecunia non olet
Bruce&Ślimaku,
Nie jestem chyba jedyny,
który nie lubi zimy.
Czytałem z rana
list T.Bałwana
do Wielkiej Zmrożoności.
Rozumiem jego troskę.
Chciałby zamrozić Wiosnę,
żeby choć trochę dłużej postać.
Lecz trzeba się będzie rozstać,
bo kwiaty także chcą rosnąć,
żeby zakwitnąć wiosną.
Sople fryzu się stopią,
przestaną cieszyć oko,
lecz taką mamy Naturę,
że wszystko ma swoją porę.
Hejooo,
doszliśmy z beeeckim do porozumienia, że nasze teksty nie przekroczą 500 słów :) Czy założyciel kalendarza aprobuje tę zmianę?
Co do wiersza Ślimaka, to jest on dla mnie tak niezrozumiały (wiersz oczywiście), że nawet nie śmiem go komentować. Nie znam się w ogóle na poezji, ale podobno najbardziej liczą się odczucia, więc tak, poczułam się głupio, bo wygląda mi to na wysoką półkę.
licząc sześć od sta.
Co to za liczba?
Wiersz bruce mnie rozbawił :) Uroczy i słodki jak świąteczny sernik!
Misiu, pięknie! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Jane że akceptuję :) A przy okazji, to nasz kalendarz zaczyna już ładnie wyglądać – zerknijcie na pierwszy komentarz od czasu do czasu :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Jane że akceptuję :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Dzięki Ci łaskawy Bardzie! A na pierwszy komentarz jest zerkane, jeszcze jak!
zerknijcie na pierwszy komentarz od czasu do czasu :)
O, fajnie, że wszystko jest w jednym poście! Moja dusza perfekcjonisty piszczy z zachwytu! 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Bardzo dziękuję za wszystkie korzystne oceny mojego wierszyka! Zgodzę się, że całkiem ładny wyszedł. Niemniej Bard słusznie wykrył, że na dobrą sprawę jest to pastisz Rejtana, czyli raportu ambasadora, nie bardzo więc można mu przyznawać samodzielną wartość poetycką.
Tarnino, jaki prześli(ma)czny!
Holly, jeżeli wiersz jest niezrozumiały dla czytelników, nie świadczy to o jego wysokiej klasie, a często wręcz przeciwnie. “Od sta” to archaizm znaczący tyle co “procent”.
Holly, jeżeli wiersz jest niezrozumiały dla czytelników, nie świadczy to o jego wysokiej klasie, a często wręcz przeciwnie.
Nie, nie, źle sformułowałam swoje myśli, nie uważam, że jak coś jest dla mnie niezrozumiałe, to od razu musi być wysoką półką, czy tam progami, tylko po prostu ja wyczuwam, że ten wiersz to wysoka półka, mimo że go nie rozumiem. Mam tak często też z muzyką, no i w sumie z książkami, że nie rozumiem do końca, ale wyczuwam w tym geniusz.
“Od sta” to archaizm znaczący tyle co “procent”.
Aa, dobrze, dziękuję za wyjaśnienie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Misiu, przezabawny wiersz, dziękuję. 
HollyHell91, ta krótka, dziecinna rymowanka miała właśnie rozśmieszyć, więc cieszy mnie, że zdołałam; dziękuję. 
Pecunia non olet
Ślimaku Rejtan – czyli raport... – czerpie inspiracje z obrazu, Ty czerpiesz z utworu, a każdy autor ( to jest malarz, bard i poeta) przedstawia własną interpretację sytuacji politycznej, o której mowa w obrazie, utworze i wierszu. Więc dla mnie wszystko jest ok :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
“Od sta” to archaizm znaczący tyle co “procent”.
Ja o tym wiedziałam i teraz oficjalnie czuję się stara :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
“Od sta” to archaizm znaczący tyle co “procent”.
O, a ja nie wiedziałem. Ślimak bawi i uczy.
Piękne prezenty siedzą w okienkach (choinka!), czekam na kolejne. (Przy okazji ,,pochwalę się” ignorancją, bo wiersz o złym bałwanie w pierwszej kolejności skojarzył mi się nie z rozbiorami... a z Tabalugą. X\)
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
Bardzo dziękuję za wszystkie korzystne oceny mojego wierszyka! Zgodzę się, że całkiem ładny wyszedł. Niemniej Bard słusznie wykrył, że na dobrą sprawę jest to pastisz Rejtana, czyli raportu ambasadora, nie bardzo więc można mu przyznawać samodzielną wartość poetycką.
Ślimaku!
Przeczytałem sobie cały Twój wiersz do melodii Rejtana... i pasuje znakomicie, świetnie to zrobiłeś, w ogóle jaki pomysł!
bruce, również bardzo urocza rymowanka, ma klimat :)
Fajnie Wam to wyszło!
SNDWLKR
wiersz o złym bałwanie w pierwszej kolejności skojarzył mi się nie z rozbiorami... a z Tabalugą
No dokładnie, mi też.

Ale jestem pewien, że Arktos, gdyby mógł, to by dokonał rozbiorów RP.
czerpie inspiracje z obrazu, Ty czerpiesz z utworu
Tutaj to nie są po prostu inspiracje, lecz prawie pełne naśladownictwo sposobu wypowiedzi i obrazowania. Jasne, że wszystko jest OK, również uważam, że utwór bardzo dobrze pasuje do kalendarza świątecznego, ale sam wskazałeś, że istnieje tylko w korespondencji z Rejtanem, więc – inaczej niż tamten – nie może pretendować do miana wybitnego wiersza.
Ja o tym wiedziałam i teraz oficjalnie czuję się stara :D
Zaraz tam stara. Gdybym sądził, że ktoś tak oczytany jak Ty nie rozpozna tego zwrotu, poszukałbym innego. Pomijając już, że najprawdopodobniej masz w ogóle bogatsze słownictwo ode mnie (że wspomnę tylko “turgor” i “noumen”).
wiersz o złym bałwanie w pierwszej kolejności skojarzył mi się nie z rozbiorami... a z Tabalugą.
Wiadomo, mnie też się przypomniał Tabaluga, kiedy to pisałem. Nawet nie jestem pewien, czy to nie była pierwsza inspiracja, która na rzucone hasło “wiersz o bałwanie” naprowadziła mnie, żeby zrobić z niego wajscharakter.
O, a ja nie wiedziałem.

ETA:
że wspomnę tylko “turgor” i “noumen”
Wiesz, to są terminy fachowe :D (”noumenon”).
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Beeeecki, dzięks. :)
Pecunia non olet
APSIK
W Akademii Świętego Mikołaja panowało świąteczne napięcie – dziś był dzień egzaminów poprawkowych. Na placu treningowym stał tylko jeden uczeń: Roztrzepek, młody elf z wypisanym na twarzy pechem. Malutka różdżka drżała, odbijając strach swojego właściciela.
– Jesteś ostatni na liście – oznajmił Mikołaj, poprawiając pas. – I jedyny, który nie zdał teorii i praktyki lotu.
– Boję się wysokości – przypomniał zawstydzony Roztrzepek.
– Wiem. Alergia na śnieg też nie pomaga – dodał Mikołaj, a uczeń kichnął tak potężnie, że prawie przewrócił renifery. – Ale dziś ruszasz ze mną. To jedyny sposób, by zdać.
Roztrzepek przełknął ślinę, wspiął się na sanie i uczepił się krawędzi, kurczowo ją ściskając. Start był spokojny przez… trzy sekundy. Potem elf kichnął i mimowolnie odpalił zaklęcie antygrawitacyjne, które sprawiło, że sanie zaczęły wykonywać spirale godne lunaparku. A to był dopiero początek...
Nad Pizą tak kichnął, że zderzyli się z wieżą i teraz jest krzywa. Nad Amsterdamem tak, że wpadli w jakąś dziwną chmurę, co spowodowało, że w Brukseli musieli zrobić natychmiastową przerwę na frytki belgijskie.
Pakunki fruwały, elfy krzyczały przez magiczną linię, a Mikołaj wyglądał, jakby przeżył zarówno huragan, jak i kryzys zawodowy.
W końcu, gdy wylądowali na dachu Akademii, Roztrzepek osunął się na śnieg.
– Zdałem? – wychrypiał, próbując złapać oddech.
Mikołaj przez chwilę milczał. Potem spojrzał na niego jak ktoś, kto dostrzegł rzadki talent.
– Zaliczyłeś – oznajmił wolno. – Nie dlatego, że było dobrze. Ale dlatego, że mimo wszystko… dotarłeś z powrotem.
Roztrzepek uniósł brwi.
– To kryterium?
– W twoim przypadku tak – odparł Mikołaj. – Poza tym elfy twierdzą, że twoje kichnięcia są idealne do szybkich zrzutów prezentów. Podobno to „innowacja logistyczna”.
Roztrzepek zastanowił się chwilę.
– Czyli jestem… przyjęty?
Mikołaj uśmiechnął się szeroko.
– Roztrzepysławie, od dziś masz zatrudnienie w nowej świątecznej jednostce specjalnej, o kryptonimie „APSIK”; Awaryjny Prezentowy System Intensywnego Kichania.
Do szorcika dodaje mały gratis, obraz mamy, czyli zdjęcie pamiątkowe z wyprawy Mikołaja i Roztrzepka.

You cannot petition the Lord with prayer!
Czyli bez spiny, są drugie terminy :). Fajne!
@Bruce, kolejnym opowiadaniem mnie wzruszyłaś przedświątecznie.
@BardzieJaskrze – mój Ty bracie w nieszczęściu!
@Ślimaku Zagłady, piękny wierszyk, który przypomniał mi ten o dwunastu, czy dziesięciu małych bałwankach. Czytałam dzieciom.
@Bruce, słodki bałwanek. Czekam na śnieg, bo to zmobilizuje moje dzieci. Tylko w Krakowie są marne szanse na śnieg do kolan i mróz.
delulu managment
MichaelBullfinch, PRZEPIĘKNE! 
Ambush, dzięki.
Pecunia non olet
Dziękuję bruce
You cannot petition the Lord with prayer!
Michaelu, uroczy szorcik! I zabawny :) Kupuję też tę wersję zdarzeń dotyczącą wieży w Pizie, zdecydowanie bardziej do mnie przemawia :)
EDIT: widzę, że większość osób wrzuca swoje dzieła tuż po północy, mam nadzieję, że nie będziecie tego samego oczekiwać ode mnie? Bo ja się kładę tak o 22.00-23.00 :P
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
HollyHell91, nawet nie wiesz (i wierz mi – nie chcesz wiedzieć...), ja ja wyglądam, kiedy wrzucam tekst po północy... Ostatnio już nie dałam rady, sorry... Na spokojnie, doba ma 24 godziny, nie przesadzajmy... 
Pecunia non olet
HollyHell, dziękuję
Takie głupotki, ale mam nadzieję, że się uśmiechniecie na sekundkę.
Kupuję też tę wersję zdarzeń dotyczącą wieży w Pizie, zdecydowanie bardziej do mnie przemawia :)
haha! Pozdrawiam!
widzę, że większość osób wrzuca swoje dzieła tuż po północy, mam nadzieję, że nie będziecie tego samego oczekiwać ode mnie? Bo ja się kładę tak o 22.00-23.00 :P
Sam bym tak zrobił, gdyby nie to, że jeszcze nie spałem, w końcu założenie jest chyba takie, żeby opublikować po prostu w dany dzień.
You cannot petition the Lord with prayer!
beeeecki,
Czyli bez spiny, są drugie terminy :). Fajne!
Otóż to, dokładnie! Dzięki!
You cannot petition the Lord with prayer!
A, i zapomniałam pochwalić obraz mamy, jest bardzo piękny! Nie znam się na malarstwie, ale coś niecoś ze szkoły pamiętam i chyba to jest styl impresjonistyczny...? W sensie, że widać wyraźnie ślady pędzla i niektóre elementy są “punktowe”. Wybaczcie, jeśli gadam głupoty. Podsumowując, zawsze podobał mi się taki styl malowania obrazów, nie lubię, jak wszystko jest idealnie wygładzone :) A Twoja mama ma jakieś social media, chwali się obrazami?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Najpierw – jeszcze o noumenach, bo mam wrażenie, że wyszłam na czepialską, a pomyłka jest naprawdę zrozumiała: zwykle mówimy o nich w liczbie mnogiej, noumena, a w pojedynczej bardzo rzadko, więc można jej nie znać i wnioskować z pokrewnego słowa "phenomenon", którego używamy o wiele częściej, i które w języku polskim uległo skróceniu do o wiele poręczniejszej formy "fenomen". Swoją drogą, fenomen też niektórzy pluralizują "fenomeny" (a powinno być "fenomena").

Nad Amsterdamem tak, że wpadli w jakąś dziwną chmurę, co spowodowało, że w Brukseli musieli zrobić natychmiastową przerwę na frytki belgijskie.
:D Szorcik słodki :) A obraz piękny ^^
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Hahaha, a nawet hohoho :) Elf z alergią na śnieg – bardzo ładnie :) świątecznie i milusio :). Z przyjemnością przypnę szort z obrazkiem do kalendarza:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Najpierw – jeszcze o noumenach
W żadnym razie nie postrzegam tego jako czepialstwa. Niemniej SJP PWN dopuszcza formy “noumen” i “noumenon” jako oboczne. Naprawdę nie pchałbym się do używania tej drugiej, nie tylko ze względu na oczywistą analogię do “fenomenu”, ale też dlatego, że we współczesnej polszczyźnie “-on” w przeciwieństwie do “-um” nie jest końcówką zerującą się (odmieniamy wyłącznie “kanonu, feretronu”, nie “kanu, feretru”).
Swoją drogą, fenomen też niektórzy pluralizują "fenomeny" (a powinno być "fenomena").
Już Doroszewski podaje formę “fenomena” jako dawną, więc to bardziej rejon “poemata” niż “grunta”. Co najwyżej można by ją zachować dla znaczenia filozoficznego “przedmiot doświadczenia”, ale “rzadkie zjawisko, osobliwość” odmieniam normalnie przez “-y”.
Niemniej SJP PWN dopuszcza formy “noumen” i “noumenon” jako oboczne.
O? Nie sprawdzałam...
Co najwyżej można by ją zachować dla znaczenia filozoficznego “przedmiot doświadczenia”, ale “rzadkie zjawisko, osobliwość” odmieniam normalnie przez “-y”.
Może faktycznie miałam więcej do czynienia z użyciem filozoficznym... przynajmniej ostatnio.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
A, i zapomniałam pochwalić obraz mamy, jest bardzo piękny! Nie znam się na malarstwie, ale coś niecoś ze szkoły pamiętam i chyba to jest styl impresjonistyczny...?
Dzięki! Tak, można powiedzieć, że ma sporo elementów impresjonizmu, między innymi te, które wskazałaś. Chociaż ja też szczerze średnio się znam.
A Twoja mama ma jakieś social media, chwali się obrazami?
Ma instagrama i stronę, ale dopiero się tego uczy, w czym staram się w sumie pomóc, należy też do stowarzyszenia artystów w jednej galerii.
:D Szorcik słodki :) A obraz piękny ^^
Dzięki Tarnino 
Hahaha, a nawet hohoho :) Elf z alergią na śnieg – bardzo ładnie :) świątecznie i milusio :). Z przyjemnością przypnę szort z obrazkiem do kalendarza:)
Dzięki Bardzie, to zaszczyt się tam znaleźć!
You cannot petition the Lord with prayer!
Widzę, że wierszami obrodziło :)
Pierwszy wierszyk bruce sympatyczny, tylko wilków szkoda ;)
Bombki Barda – wszystkie świetne, a pierożkowa cudna <3
Szort Bruce – bardzo altruistyczne.
Szort Barda – biedny Lovciu; no ale ktoś okna musi umyć, a czasu do Świąt coraz mniej ;D Leciutkie i zabawne.
There's no medicine for regrets.
Nad Amsterdamem tak, że wpadli w jakąś dziwną chmurę, co spowodowało, że w Brukseli musieli zrobić natychmiastową przerwę na frytki belgijskie.
XD Choć muszę przyznać, że po tym zdaniu alergia na śnieg kojarzy mi się... hmm... dwuznacznie. ;)
A obraz bardzo ładny.
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
W żadnym razie nie postrzegam tego jako czepialstwa.
Popieram Ślimaka Zagłady.
Tarnino, nawet nie wiesz, ile ja się tu nauczyłam dzięki Twoim (i Innych) radom oraz wskazówkom. 
Dogsdumpling, dziękuję. 
Pecunia non olet
Michaelu, spodobał mi się Twój szorcik. Decyzja o przydzieleniu Roztrzepka do jednostki specjalnej “APSIK” prawdziwie świąteczna i Mikołajowa. Fajnie, że utrzymuje się pogodny klimat Kalendarza. :)
Choć muszę przyznać, że po tym zdaniu alergia na śnieg kojarzy mi się... hmm... dwuznacznie. ;)
Ej, naprawdę nie o to chodziło, nawet na to nie wpadłem pisząc haha! Dzięki wielkie!
Michaelu, spodobał mi się Twój szorcik. Decyzja o przydzieleniu Roztrzepka do jednostki specjalnej “APSIK” prawdziwie świąteczna i Mikołajowa. Fajnie, że utrzymuje się pogodny klimat Kalendarza. :)
Dziękuję bardzo! Taki był zamiar, cieszę się, że wyszło i przypadło Ci do gustu!
Pozdrawiam Was!
You cannot petition the Lord with prayer!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Przekroczyłem znaki, mam nadzieję, że mi wybaczycie tym razem:
Są pewne granice
Mikołaj zatrzymał się w cudownej drewnianej chatce, gdzieś pośrodku lasu. Dzięki magicznej barierze, nawet śmiałek posiadający orli wzrok, nie dostrzegłby chwiejnego płomienia świeczuszki, zapalonej przez uśmiechniętego brodacza. Ten właśnie usiadł na krzesełku, by przewertować księgę prezentów. Właśnie miał zagiąć róg strony szóstego grudnia, gdy zdał sobie sprawę, że została jeszcze jedna kraina do odwiedzenia. Poprawił okulary i powiedział głośno:
– Ho, ho, ho! Byłbym zapomniał, że jeszcze nie wszyscy zostali obdarowani.
Mamrocząc pod nosem, zdmuchnął płomień i wyruszył w ciemny las. Choć chatka zdawała się niknąć w ciemności, czerwony strój Mikołaja mógł dostrzec już niemal każdy. Białe futerko na rękawach i pompon na czapce odbijały jasne światło księżyca. Ktoś z daleka zauważyłby również śnieżnobiałą brodę, mknącą między drzewami. Nagle owa broda zatrzymała się przy drewnianej konstrukcji, okrążonej posilającymi się reniferami. Mikołaj głaskał swoje zwierzęta, starając się przy tym wyczuć w ich pomrukach i ruchach wszelkie potrzeby. Zwierzęta zaczęły się niepokoić. Coś szumiało coraz głośniej i nagle nad Mikołajem zajaśniał reflektor. Po chwili światła raziły już ze wszystkich stron, a całemu spektaklowi towarzyszyły odgłosy przeładowywanej broni. Przerażony Mikołaj uniósł ręce w geście kapitulacji, cmokając na niespokojne Renifery, by nie uciekały. Patrzący na brodacza, zamaskowany żołnierz, podszedł bliżej. Inni patrzyli z ciekawością. Wyciągnął rękę, ściągnął z niej rękawicę. Wzrok Mikołaja podążał za ruchem zadziwiająco zadbanej dłoni. Lecz czar prysł, gdy gwałtownie szarpnęła Mikołaja za brodę. Trzy razy, jakby w rytuale. Odezwał się głos kobiety, słowami rzuconymi w stronę wojskowych:
– Jest prawdziwa.
Żołnierze opuścili broń i zaczęli się rozchodzić. Helikopter, nie gasząc jeszcze światła, odleciał w dal. Zdziwiony Mikołaj zapytał:
– Słuchajcie żołnierze, o co tu chodzi? Czemu mnie tak tutaj napadliście?
Odezwał się głos żołnierki:
– Są pewne granice.
Mikołaj nie zrozumiał i zapytał:
– Jakie granice?
Nie usłyszał od niej odpowiedzi, ale jeden z żołnierzy rzucił od niechcenia:
– Granice państw, ale może chodzi o to Mikołaju, że zapomniałeś o włożeniu spodni.
Mikołaj spojrzał w dół, by dostrzec swoje nagie nogi. Silne i dobrze zbudowane, a przy tym magicznie odporne na każdą temperaturę. Machnął ręką i pomaszerował w stronę cudownej chatki. Zdał sobie sprawę, że mógł pomylić krainę z krawcem.
Artystom więcej, szybko!
Nie mam pewności, w którą stronę interpretować, ale za poradą Koali, pójdę raczej w tę pozytywną.
Pytanie, czy Mikołaj miał towary do oclenia :)
Vacterze, dla mnie to świetny przykład tekstu bizarro, bo jestem tak zaskoczona, że nawet granic już mi zabrakło...
Niemniej – brawa za oryginalny pomysł. :)
Pecunia non olet
Beeeecki, ciekawe co tam miał. Ale może Mikołaje mają inne zasady. A może tam jakiś lasek wolnocłowy był ;).
Bruce, przyznam, że mnie trochę natchnęła Tarnina. Odpisała mi w wątku kryzysowym: “… ale wiesz, że istnieją pewne granice?”. Nie wiedziałem co ma dokładnie na myśli i wtedy się uruchomił mój umysł, więc pomyślałem, że może ma z tym coś wspólnego Mikołaj ;).
Artystom więcej, szybko!
Vacterze, myślę, że w konkursie fanthomasa mógłbyś wiele zwojować :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Hej Holly, ja do dziś nie mogę przegryźć ostatniego udziału ;)
Tekst Duch Poczekalni do dziś leży w poczekalni.
Artystom więcej, szybko!
Vacterze, ta geneza jest świetna i pomysł także. :) A ja, po prostu, jeśli któregoś opowiadania nie zrozumiem (czyli – w zasadzie – 99,99% czytanych tekstów
), będę teraz ze spokojem sumienia tłumaczyła, że to najpewniej jest bizarro.
Pecunia non olet
Bruce, to jest to co ja zobaczyłem, że tak powiem “oczyma wyobraźni” ;).
Artystom więcej, szybko!
Świątecznej magii czar...
Pecunia non olet
Tak, czuję już ten klimat.
Artystom więcej, szybko!
Temperatury teraz takie, że Mikołaj mógł nie odczuć różnicy w wyposażeniu góry i dołu. Ta zima jest na razie wiosenna, a on przyzwyczajony do mrozów nie zauważył, że przekroczył pewne granice, różniące go od androida. – Interpretacja ciasna, ale własna. :)
Na koniec mojego rymowania chciałabym zaproponować dwa krótkie, skromne wierszyki. :)
Kolęda „I my spieszmy…”
I
Żłóbek skromny, blask ogromny na świat cały,
ten świat cały,
bo w nim leży, wśród pasterzy, Jezus mały,
Zbawca mały.
Przybywają, w pas kłaniają się królowie,
Trzej Królowie.
Anioł z Nieba, gdy potrzeba, prawdę powie,
we śnie powie.
Ref.
I my spieszmy do stajenki,
bo w niej się narodził Pan,
ofiarujmy czyste serca,
by już nigdy nie był sam,
zaśpiewajmy, ukołyszmy,
niechaj utrudzony śpi
i niech błogosławi światu
tylko te szczęśliwe dni.
II
Gwiazda błyska – warkocz w iskrach drogę wskaże
prostą wskaże.
Gdy uprosim i przeprosim, wstyd się zmaże,
wielki zmaże -
drzwi otworem dziś pospołem Mu zostawmy,
dlań zostawmy,
niech nie puka, niech nie szuka. Strach swój zdławmy
i gniew zdławmy.
Ref.
I my spieszmy do stajenki,
wszak w niej się narodził Pan,
ofiarujmy nasze serca,
by już nigdy nie był sam,
zaśpiewajmy, ukołyszmy,
niechaj utrudzony śpi
i niech błogosławi światu
tylko pokojowe dni.
„niech się nam darzy!”
płatek śniegu chwyciłam w dłonie
rozpuścił się, niczym mgiełka
woalem gwiazdek ozdób ze mną
choinkę całą w igiełkach
niech cudnie lśni i czar roztacza
niech darzy magią grudniową
Święta nadzieją zaś pokrzepią
dziś ważne i Serce, i Słowo

Pecunia non olet
Ładne, bruce! Pierwsze to taka klasyczna kolęda, spełnia wszystkie wymogi gatunkowe, może nie rzuca mnie na kolana jako wiersz (tylko nie pytaj, gdzie Ślimak ma kolana), ale chętnie bym jej posłuchał umiejętnie zaśpiewanej. Drugie to zdecydowanie bardziej nowoczesna impresja, ciekawie balansuje między prostotą a subtelnością. Obydwa mają dobrze utrzymany rytm, oczywiście w zupełnie różny sposób.
Serdeczne podziękowania, (bez)kolanowy Ślimaku Zagłady. 
Pecunia non olet
Bruce, przyznam, że mnie trochę natchnęła Tarnina. Odpisała mi w wątku kryzysowym: “… ale wiesz, że istnieją pewne granice?”
... i napisałeś to w sześć godzin...? O.O
Bruce, ojej... jak ślicznie... teologia troszkę ludowa i śnieżynki się roztapiają, a nie rozpuszczają, ale...

chętnie bym jej posłuchał umiejętnie zaśpiewanej
Teraz potrzebujemy ukulele :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
bruce, piękna kolęda! Może warto nawiązać współpracę z maciekzolnowski, on zagra na skrzypcach, a Ty zaśpiewasz :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Tarnino, dziękuję, pierniczki-śnieżynki – mniam! :)
HollyHell91, dziękuję, ja co najwyżej zrymuję po częstochowsku, lecz ze śpiewem to już całkiem kto inny, a Maćka zachęcam do zagrania, a jakże! :)
Pozdrawiam Was! 

Pecunia non olet
Jeszcze dzisiaj zacznę wyjadać kalendarz. Na razie odpowiem Tarninie: Mniej niż 6 godzin. Napisałem jednym ciągiem, a potem sprawdzałem.i starałem się poprawić błędy. Zrobiłem też ostre cięcia treści, co było możliwe dzięki naukom, które tu pobralem. Koalo, ja to zauważyłem. Nie wiem, czy Twoje spodnie niewiary zostałyby zawieszone dzięki informacji, że.Mikołaj nie czuje zimna dzięki swym doskonałym nogom ;). Magia.
Artystom więcej, szybko!
Vacterze, nie widzę w moim komentarzu spodni niewiary. Jestem prosty zwierzak i do mnie trzeba prosto. Moja interpretacja chyba miała pokazać, że Mikołaj nie jest dementem mimo wieku i szkoda, że nie napisałem tego wprost.
Bruce, podziwiam i zadraszczam talentu. Chciałbym usłyszeć Twoją kolędę zaśpiewaną i zagraną. Drugi wiersz (może przez tytuł) “zobaczyłem” wygłaszany w formie toastu/życzeń przez najstarszą góralkę przy wigilijnym stole (albo górala z odpowiednią zmianą osoby w 1ej linijce) :)
Vacter – szort w Twoim stylu, a to już coś :) Mikołaj bez gaci to jak pisarz bez publikacji ( właściwie może się tym nie przejmować;))
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bruce – jestem fanem tekstów bardziej życiowych, na przykład – "Tata pobił oko na rocznicę mamusi". Ale podziwiam ten pozytywny akcent, bo ja tak nie potrafię, a na święta to się przydaje :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ciekawa definicja “życiowości”...
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Koalo75, świetna wizja; dziękuję serdecznie za opinię. 
Bardjaskierze, zawsze można zmodyfikować wymowę rymowanki wedle Twojej propozycji:
W zimowe, magiczne święta
śnieżne płatki-niebożęta
podbiły oczy nawzajem
mamy zatem święta z jajem! 

Pecunia non olet
Śnieżynkoludki? XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
O, tak! :)
Pecunia non olet
Niech będzie, jednak, świątecznie:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Trzymamy się klimatu! W końcu – taki mamy... :)
Pecunia non olet
Mógł być gorszy :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Drodzy
Wtranżoliłem się w tę niespodziankę jak bałwan do pieca, ale cóż…
ZAJĘCIA AKTYWACYJNE – OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA
Może nie wszystkim wyda się to świąteczne, niemniej geneza jest następująca…
Co takiego składa się na klimat Świąt? Elementów zapewne jest wiele, ale jednym z nich jest urocza, otulająca, rokroczna powtarzalność. Powiązało się to z pomysłem, który już jakiś czas chodził mi po głowie i o to chciałbym Was zaprosić na Portalowe Bingo:

Krateczek z często występującymi na Portalu sformułowaniami jest na razie tylko 3x3, ale tu zaczyna się zabawa.
Użytkownicy wszystkich stanów, włączcie się!
Wy z dłuższym lub krótszym stażem (w sumie z udzielających się, to mam chyba najkrótszy staż, więc tym bardziej na Was liczę!), wskażecie jakie jeszcze klimatyczne, niepowtarzalne powtarzalności mają miejsce na naszym fantastycznym podwóreczku. Myślę, że do 4x4 dobijemy spokojnie, wystarczy siedem dodatkowych, a sam miałem w głowie z pięć odnoszących się do często występujących kwestii w HP, komentarzach i samych tekstach (na SB się nie znam, ale tam też!), nie wspominając już o odniesieniach (miłych
) do stylu konkretnych Użytkowników.
To jak Towarzysze, pomożecie?
Na marginesie, to nie wiem, czy Wam bingo kojarzy się ze Świętami, ale mi akurat tak 
Liczę na wspólną zabawę :)
(nie wiem, czy mi się komentarz nie wstawił dwa razy, ale wklejanie odręcznego obrazka jakieś trudne się okazało)
To jak Towarzysze, pomożecie?
Zrób to sam! 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Zrób to sam!
Czyli że ja mam pomóc samemu sobie, czy ja mam pomóc innym? ;p
Czy też może świąteczne przesłanie, żeby generalnie sobie pomagać
A gdzieś mi z tyłu głowy świtała krateczka: “Tarnina wstawiająca obrazek/gif” ;)
Beeeecki, ciekawy pomysł.
Mnie od razu nasunęło się moje słynne zrzędzenie aliteracyjne: “Warto wspomnieć o wulgaryzmach”, którego – zgodnie z obietnicą – już zaniechałam. :)
Do tego może jeszcze (też zerkam na siebie):
“Rezygnuję z dyżurowania”
“Nie zrozumiałe/am, ale daję klik, bo ciekawe/bo jest potencjał”
“ Odnoszę wrażenie, że to fragment lub streszczenie”.

Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Doskonałe bruce! Faktycznie ostatnimi czasy nie ma "warto wspomnieć o wulgarnych" / "dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów", a to przecież sformułowania-legendy :)
"nie zrozumiałam, ale daję klim, bo jest potencjał" też jest świetne
Dziękować, to ja nadal dziękuję, a jakże. :)
Ale już nie dopominam się, jeśli nie ma. Wydoroślałam (chyba). 
Odnośniki do linków z dialogami lub interpunkcją też są popularne, np.:
“Przyda Ci się ten link...”
Pecunia non olet
,,Klik za pomysł".
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
“Nie moje klimaty, ale doceniam warsztat.”
“Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.”
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
:D dobre – Bruce, SNDWLKR I Holly. Oczywiście, beeeecki doceniam pomysł :). No więc, co by tu dorzucić... Może klasyk od Tarniny "Hmmm" ;), " Za dużo purpury", " Wskazówki dotyczące zapisu dialogów znajdziesz tu...". Krar ostatnio się nie udziela, ale ma charakterystyczny tekst – " Dwa PP ode mnie" – czyli polecam do biblioteki i pozdrawiam :). Na razie nic więcej je przychodzi mi do głowy :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Fantastyczne te nasze okienka w kalendarzu
. I chyba mniej krwawe niż rok temu. a te jedne śnieżynki przypominały mi biegające wirusiki 
Tak się zastanawiam, jak przypiąć Twojego posta – beeeecki. Z odpowiedziami, chyba raczej powinieneś zebrać Nasze odpowiedzi i wrzucić gotową planszę:).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Fascynujące. Dla “swieżaków” przydałaby się jeszcze tabelka z nickami w odpowiednich miejscach. Może awatary zamiast nicków?
Dorzucę legendarne “Fajne :)”. (Od jakiegoś czasu zmieniło się w “Sympatyczne :)”).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tak się zastanawiam, jak przypiąć Twojego posta – beeeecki. Z odpowiedziami, chyba raczej powinieneś zebrać Nasze odpowiedzi i wrzucić gotową planszę:).
Ja też się zastanawiam bardzie, od tego są niespodzianki, by mącić system :)
Na razie możesz wrzucić mą krótką wersję, a chętnie uzupełnię następczo.
Na ten moment mamy:
od bruce:
“Warto wspomnieć o wulgaryzmach” – brucowe, czyli najlepsze :)
“Rezygnuję z dyżurowania” – jeszcze tego nie robiłem, ale ponoć niesamowite uczucie ;p
“Nie zrozumiałe/am, ale daję klik, bo ciekawe/bo jest potencjał” – klasyk
“ Odnoszę wrażenie, że to fragment lub streszczenie” – to już trochę jest w mojej wersji, ale z drugiej strony.
od SNDWLKR:
“Klik za pomysł” – słusznie, pytanie, czy “pomysł” i “potencjał” z powyższego są tym samym ;) ?
Mogłoby też być *użytkownik próbuje zapisać nick SNDWLKR z pamięci i się myli* 
(zresztą to ja przez pół roku pisałem “Finkala” zamiast Finkla.
od Holly:
“Nie moje klimaty, ale doceniam warsztat.” – w sumie jaka to słodka odwrotność od “klik za pomysł”
“Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.” – kto dostał “nieco” od niezawodnej regulatorzy, ten może spać spokojnie, skoro w zanadrzu jest “wiele” i gorzej :)
od barda:
Tarninowe “Hmmm” – HMMMMMMMMMMM
![]()
“Za dużo purpury” – a to jest bardzo zręczne określenie,
“Wskazówki dotyczące zapisu dialogów znajdziesz tu...” – o tym myślałem nawet!
“Dwa PP ode mnie” – faktycznie nie znam, ale wierzę.
Zresztą teraz mi się przypomniało z tym ostatnim, to przecież funkcjonuje:
”Podwójny klik ode mnie” - z pozdrowieniami dla Nominatorki bruce
”Udaję się do klikarni” – z tego co kojarzę prawa autorskie dla regulatorzy
od Koali:
“Fajne :)” / “Sympatyczne :)” – a myślałem też “Koala mówiący, że potrzebuje dobrych zakończeń”. Oboje z Anet jesteście akolitami dobra w tym świecie :)
No ja myślałem jeszcze o:
“Użyszkodnik” – bo to takie urocze
To już czternaście (!). Do 5x5 brakuje nam jeno dwóch, a wiadomo, że lepiej mieć w czym wybierać, więc why not more! A już sobie myślę, że to takie klimatyczne sformułowanka są :)
Mogłoby też być *użytkownik próbuje zapisać nick SNDWLKR z pamięci i się myli*
Czyli oficjalnie dorobiłem się wyróżniającej cechy. XD
Z cytatów jeszcze mi się przypomniało ,,Czy jury przewiduje wydłużenie terminu?”. ;)
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
Czyli oficjalnie dorobiłem się wyróżniającej cechy. XD
Jeszcze jak! Lud boi się wymawiać Twoje imię, a gdy to czyni, to wyłącznie z czcią ctrl c 
Z cytatów jeszcze mi się przypomniało ,,Czy jury przewiduje wydłużenie terminu?”. ;)
Ależ oczywiście :)
I ja pozdrawiam, Beeeecki, i dziękuję. :)
Pecunia non olet
pytanie, czy “pomysł” i “potencjał” z powyższego są tym samym ;) ?
Nie. Fakturka na mailu XD
Tarninowe “Hmmm” – HMMMMMMMMMMM
MMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMM. (Płotek?)
ETA: … wut.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
O to moje okienko adwentowe. Ciekawe czy ktoś pamięta tę dwójkę :).
– Olli, to bardzo zły pomysł – wyszeptała Fanni, wyglądając ponad biurko i patrząc, jak jej przyjaciel zakrada się do komody w biurze Głównego Skryby Świętego Mikołaja.
– To bardzo dobry pomysł – odszepnął, przechylając fiolkę nad filiżanką gorącej czekolady.
– Nieprawda! – Dziewczyna chętnie podkreśliłaby swoje słowa tupnięciem, gdyby nie chowała się za meblem.
Olli obrócił się ku niej ze złością wypisaną na twarzy, która zupełnie nie pasowała do tego wesołego, psotnego elfa.
– To niesprawiedliwe, że dzieci są karane za drobne psikusy – odparł, podchodząc do Wielkiej Księgi Dzieci Grzecznych i Niegrzecznych. – Co z tego, że Jeremy podrzucił żabę do plecaka kolegi, skoro ten był tym zachwycony. Albo że Kate nagminnie nie oddaje książek do biblioteki, bo zapomina. W końcu miłość do opowieści wszystko wyjaśnia. No a Krzysiek. Co prawda ciągnie Marysię za warkocze, ale przecież widzi, jak ona się przy tym czerwieni i to nie ze złości.
Słysząc kroki na korytarzu, szybko dołączył do przyjaciółki. Drzwi otworzyły się z rozmachem i do środka wszedł Gburek… to znaczy Eino. Przysadzisty elf od razu wypił przestygniętą już czekoladę i usiadł przy głównym biurku. Olli i Fanni słyszeli jedynie skrobanie stalówki pióra o papier. Jednak z każdą chwilą wydawało się coraz bardziej niepewne, urywane, aż w końcu usłyszeli jak Eino zamyka z hukiem księgę, zrywa się z fotela i wybiega z gabinetu.
Zadowolony z siebie Ollie podszedł do biurka, przy którym jeszcze przed chwilą siedział skryba. Księga była bardzo gruba, a napis wypisany złotymi literami na barwionej na czerwono skórze już lekko się zatarł. Olli delikatnie przekładał pożółkłe kartki z ciągnącą się przez wszystkie strony tabelką, w której każda kolumna miała swój tytuł: imię dziecka, nazwisko, wiek, kraj, adres zamieszkania i najważniejsza – czy było grzeczne czy niegrzeczne. Niestety odkąd parę tygodni temu funkcję Głównego Skryby objął Eino dodał roboczą trzecią kategorię – znak zapytania, która zazwyczaj przechylała się w stronę niegrzeczny.
Olli z zapałem wymazywał ołówek, a następnie bardzo sprawnie podrabiając pismo starszego elfa, wpisywał słowo grzeczny. Później musiał jeszcze dopisać ich nazwiska do Listy Grzecznych Dzieci. Funni stała obok z założonymi rękoma i kręciła z dezaprobatą głową. Kiedy jednak w jej dużych okularach odbiła się postać Świętego Mikołaja, który po drugiej stronie Olliego przyjął identyczną pozę jak elfka, wiedzieli że mają duuuże problemy. Wręcz ogromne.
Mikołaj chrząknął, Ollie zamarł w pół słowa, a Fanni przełknęła głośno ślinę.
– Czyli już wiemy, kto w tym roku znów będzie odśnieżał całą wioskę.
Olli jęknął.

Monique, Fajne :) (na lic. Anet) bardzo :) (własne). I obrazek też
.
Słooodkie 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tak, zawsze twierdziłem, że trzeba być niegrzecznym by ktoś mógł być dzięki temu grzecznym:) Piękny szort, nie znam postaci, ale wzbudziły moją ciekawość:)
Edit: W sprawie 11.12.2025 proszę patrzeć w kalendarz :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Dzięki za miłe słowa:). To postacie moich poprzednich świątecznych opowiadań.
Już jest pomysł :) – dziękuję za chęci i zapraszam do zabawy:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
No to startujemy – " Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek,tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszyneri frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział: – W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę"
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Super pomysł! ❤️
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
– Jakie „nikim”, jakie „nikim”?! – oburzył się Pyszałek i stuknął kopytkiem, lekko się przy tym zataczając. – Teraz to się kolegów wstydzisz? – dodał i czknął.
Mikołaj przewrócił oczami, próbując ocenić, czy poziom promili jego rozkołysanej kompanii nadal mieści się w dopuszczalnym limicie dla międzygwiezdnych lotów.
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
– Jakie „nikim”, jakie „nikim”?! – oburzył się Pyszałek i stuknął kopytkiem, lekko się przy tym zataczając. – Teraz to się kolegów wstydzisz? – dodał i czknął.
Mikołaj przewrócił oczami, próbując ocenić, czy poziom promili jego rozkołysanej kompanii nadal mieści się w dopuszczalnym limicie dla międzygwiezdnych lotów.
– Poważnie!? Dzisiaj...!? – Mikołaj walnął pięścią w pulpit.
Rudolfa w odpowiedzi wypuścił chmurę spalin, paliwo pociekło po tytanowej powłoce silnika.
– To ostatni raz. – Mikołaj włączył nitro, a Rudolf i reszta zaprzęgu poczuli, że znów żyją.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
– Jakie „nikim”, jakie „nikim”?! – oburzył się Pyszałek i stuknął kopytkiem, lekko się przy tym zataczając. – Teraz to się kolegów wstydzisz? – dodał i czknął.
Mikołaj przewrócił oczami, próbując ocenić, czy poziom promili jego rozkołysanej kompanii nadal mieści się w dopuszczalnym limicie dla międzygwiezdnych lotów.
– Poważnie!? Dzisiaj...!? – Mikołaj walnął pięścią w pulpit.
Rudolfa w odpowiedzi wypuścił chmurę spalin, paliwo pociekło po tytanowej powłoce silnika.
– To ostatni raz. – Mikołaj włączył nitro, a Rudolf i reszta zaprzęgu poczuli, że znów żyją.
I pomknęli zakosami na Ziemię, świątecznym cudem omijając wszelkie przeszkody.
Ziemskie (grzeczne) dzieci czekały na prezenty.
Jasio niczego miłego się nie spodziewał i dokuczał Małgosi.
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
– Jakie „nikim”, jakie „nikim”?! – oburzył się Pyszałek i stuknął kopytkiem, lekko się przy tym zataczając. – Teraz to się kolegów wstydzisz? – dodał i czknął.
Mikołaj przewrócił oczami, próbując ocenić, czy poziom promili jego rozkołysanej kompanii nadal mieści się w dopuszczalnym limicie dla międzygwiezdnych lotów.
– Poważnie!? Dzisiaj...!? – Mikołaj walnął pięścią w pulpit.
Rudolfa w odpowiedzi wypuścił chmurę spalin, paliwo pociekło po tytanowej powłoce silnika.
– To ostatni raz. – Mikołaj włączył nitro, a Rudolf i reszta zaprzęgu poczuli, że znów żyją.
I pomknęli zakosami na Ziemię, świątecznym cudem omijając wszelkie przeszkody.
Ziemskie (grzeczne) dzieci czekały na prezenty.
Jasio niczego miłego się nie spodziewał i dokuczał Małgosi.
– Zobacz, zachowuje się jak ty, gdy próbowałeś czegoś z tą sarenką – parsknął Fircyk, znacząco patrząc na Rudolfa.
– Tylko, że Małgosia nie dała Jasiowi po chrapach – dodał Amorek.
– Tak – wtrącił Mikołaj – mają się ku sobie, dam im prezent na przyszłość, by pamiętali o sobie gdy dorosną.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Chyba imiona wszystkich reniferów powinny być “z dużej”. Nie poprawiałem, bo nie wiedziałem, czy mogę, ale autor zabawy na pewno może. :)
Tak :), pamiętam o tym :) Edit– myślę, że 11.12. zostanie otwarty, jakby ktoś chciał coś dopisać to wystarczy, że wrzuci w komentarzu info – Saniami przez światy:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Monique.M, Bardjaskierze wraz z Autorami, świetne pomysły! :)
Pecunia non olet
Mikołaj podszedł do sań i otworzył kokpit. Usiadł za sterami i uruchomił silniki – kometa, amorek, tancerz, pyszałek, błyskawiczny, fircyk, złośnik, profesor i Rudolf, najważniejszy w skomplikowanej maszynerii frachtowca. Mikołaj zamknął przesłonę hełmu i powiedział:
– W drogę wierni towarzysze, saniami przez galaktykę!
Spojrzał na Rudolfa, którego nos podejrzanie spuchł aż do czerwoności.
– Miałeś się ogarnąć, chociaż na Święta! – warknął Mikołaj.
– Ależ ja nic... Nigdzie... Z nikim... – bełkotał Rudolf.
– Jakie „nikim”, jakie „nikim”?! – oburzył się Pyszałek i stuknął kopytkiem, lekko się przy tym zataczając. – Teraz to się kolegów wstydzisz? – dodał i czknął.
Mikołaj przewrócił oczami, próbując ocenić, czy poziom promili jego rozkołysanej kompanii nadal mieści się w dopuszczalnym limicie dla międzygwiezdnych lotów.
– Poważnie!? Dzisiaj...!? – Mikołaj walnął pięścią w pulpit.
Rudolfa w odpowiedzi wypuścił chmurę spalin, paliwo pociekło po tytanowej powłoce silnika.
– To ostatni raz. – Mikołaj włączył nitro, a Rudolf i reszta zaprzęgu poczuli, że znów żyją.
I pomknęli zakosami na Ziemię, świątecznym cudem omijając wszelkie przeszkody.
Ziemskie (grzeczne) dzieci czekały na prezenty.
Jasio niczego miłego się nie spodziewał i dokuczał Małgosi.
– Zobacz, zachowuje się jak ty, gdy próbowałeś czegoś z tą sarenką – parsknął Fircyk, znacząco patrząc na Rudolfa.
– Tylko, że Małgosia nie dała Jasiowi po chrapach – dodał Amorek.
– Tak – wtrącił Mikołaj – mają się ku sobie, dam im prezent na przyszłość, by pamiętali o sobie gdy dorosną.
***
W przyszłości, a był to rok 2065, Małgosia czekała na przylot policji. Jasio po raz kolejny wdrapywał się na szczyt Pałacu Kultury i Nauki, na którym wyświetlała się ogromna reklama prezentująca Mikołaja otwierającego szklaną butelkę Holo Coli. Jaś krzyczał:
– Zobaczysz, tym razem wejdę.
Wkurzona Małgosia krzyczała:
– Nie wejdziesz!
Artystom więcej, szybko!

Może nie wyglądam, ale jestem tu administratorem. Jeśli masz jakąś sprawę - pisz śmiało.
Michał wpatrywał się w osłupieniu w prezent leżący pod choinką. Prezent. Też dobre! Prezenty to stały obok, eleganckie jak się patrzy – duże pudełka owinięte kolorowym papierem, z pyszniącymi się kokardami ze wstążki zgrabnymi bilecikami, aby każdy trafił do właściwego odbiorcy. Taki sam bilecik Michał trzymał właśnie w dłoni, przyczepiony do… tego.
– Rózga? – wyszeptał, ledwie poruszając ustami.
No rózga, zdecydowanie rózga. Kawał poskręcanej rózgi, patyka wręcz, porozgałęzianego, z kawałkami wyschłej kory wciąż trzymającej się jeszcze tu i tam.
Michał wziął ją do ręki i zaczął oglądać ze wszystkich stron, szukając jakiegoś ukrytego sensu. Może miała jakiś guzik, po naciśnięciu którego zmieniała się w miecz świetlny? Albo była to tylko część prezentu, na przykład maszt który trzeba włożyć w kadłub modelu żaglówki? Ale nie, to byłby beznadziejny maszt, poza tym Michał sprawdził wszystkie inne prezenty – nic więcej nie miało bileciku z jego imieniem.
– Mamoooooooooo! – zawył w końcu Michał.
Mama po chwili wyłoniła się z kuchni, otrzepując przyprószony mąką fartuch.
– Co tam, Rybko? – spytała.
– Ddoostałem róóóóóóózgęęęęęęęę – zawodził chłopak.
Mama spojrzała zdziwiona na choinkę, marszcząc brwi.
– To znaczy, że Mikołaj musiał wpisać cię na listę niegrzecznych dzieci. Jesteś pewny, że nic nie przeskrobałeś?
– Byłem grzeeecznyyyy. Posprzątałem w pokoju i w ogóle…
– Coś musiałeś jednak zrobić. Idź do pokoju i się zastanów, a po śniadaniu poszukamy odpowiedzi.
Michał chciał coś odpowiedzieć, ale mama zniknęła już za kuchennymi drzwiami. Pociągnął mocno nosem, otarł łzy rękawem świątecznego sweterka i pomaszerował do swojego pokoju. Rzucił rózgę na łóżko i skierował się prosto do komputera, szukając pocieszenia w ostatnim miejscu, które nigdy go nie zawiodło. Wpisał adres, nacisnął enter i zamarł.
– Mikołaj jednak przyniósł mi prezent – Pomyślał Michał wpatrując się w osłupieniu w litery wyświetlające się na ekranie.
// Wybaczcie, że pojawiło się dzisiaj a nie wczoraj – plan był inny, ale pokonało mnie wrzucanie z telefonu.
Może nie wyglądam, ale jestem tu administratorem. Jeśli masz jakąś sprawę - pisz śmiało.
Ho, ho, ho. Nowa wersja portalu potwierdzona.
Artystom więcej, szybko!
I to jest fantastyka!
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
: >
Może nie wyglądam, ale jestem tu administratorem. Jeśli masz jakąś sprawę - pisz śmiało.
Zaskoczenie świąteczne. :)
Pecunia non olet
Dziękuję wszystkim uczestnikom zabawy 11.12 :). Arnubis, no cóż, uwierzę, jak zobaczę:) – coś jak z Mikołajem;). Ale szort super :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Fantastyka! Gdybyśmy wszyscy dostali taki prezent, byłoby zaskoczenie. Jest fantastyka w szorcie i sugestia, że niektórym marzenia mogą się spełnić. :)
MAKOWA EKSPRESJA
Zielarz wraz z córką i żoną, stłoczeni w kącie, patrzyli, jak dwóch przybłędów pochłania ich wigilijne potrawy. Człowiek zwany Wilkiem, o siwej czuprynie i długich kłach, mlaskał i bekał. Półelf, na którego Wilk mówił Łasica, ściągnął przemoczone buty, mokre, śmierdzące skarpetki i zawiesił je na kominku, obok tych przeznaczonych na prezenty. Z gołymi stopami na stole siorbał zupę rybną, wlepiając zimne, jasne oczy to w żonę zielarza, to w córkę.
– Ile ma lat? – zapytał, chichocząc.
Żona zielarza spiorunowała półelfa wzrokiem.
– Czternaście – powiedział spokojnie zielarz.
– Mi się bardziej stara podoba – wybełkotał Wilk z pełnymi ustami.
– Nic się nie znasz na sikorkach – parsknął Łasica.
– Co, żałujesz pewnie, żeś nas, strudzonych wędrowców, wpuścił w święta? – warknął Wilk i wbił puginał w bochen chleba.
– Taka tradycja, nakryć dla nieznanego gościa – odpowiedział spokojnie zielarz.
– Dobrze, że chata daleko od wsi stoi – rzucił paskudnie uśmiechnięty Łasica, grzebiąc sobie między palcami.
– Dobrze – powiedział przez zęby Wilk.
– W gardle mi zaschło od tego jedzenia – poskarżył się półelf.
– Przyniosę… – zaczął zielarz.
– Nie – uciął Wilk i wskazał córkę. – Ona niech przyniesie.
– Córuś, przynieś to, co trzymamy na specjalne okazje – wyjaśniła matka.
Dziewczyna wyszła do kuchni i po chwili wróciła z dzbanem. Wilk i Łasica pili z jednego naczynia, wyrywając sobie napitek z rąk.
– Co to za cholerstwo?! – zawołał Wilk.
– Wywar z maku i suszonych grzybów – wyjaśniła żona zielarza.
– Dobre – pochwalił Łasica.
– A wina? Miodu? Nie macie?
– Nie mamy – potwierdził zielarz.
Wilk patrzył na rodzinę stojącą w kącie, jedząc rybę palcami.
– No, Łasica, co z nimi zrobimy? – zapytał.
A gdy nie doczekał się odpowiedzi, spojrzał tam, gdzie siedział kompan. A wydawało mu się, że nim wzrok padł na puste krzesło, minęło bardzo dużo czasu. Łasicy nie było, zniknęły też buty.
– Co do stu diabłów?! – wrzasnął Wilk i wstał, a trwało to bardzo długo.
– Jeśli szukasz kompana, to wyszedł na zewnątrz – wyjaśnił zielarz.
Wilk ruszył przed dom. Łasica hasał wśród lecących płatków śniegu, próbując złapać je na język.
– Co ty wyprawiasz? – zapytał Wilk, czując dziwną potrzebę, by walnąć plecami w śnieg i zrobić orła.
– Zobacz, jakie one są piękne!! – zawołał Łasica.
Wilk nie mógł oderwać wzroku od mieniących się białych płatków.
– Zróbmy z nich wielką kulę – zaproponował.
– Albo trzy – dodał Łasica. – I ustawiamy jedną na drugiej.
– Idźcie spać – powiedział zielarz do rodziny. – Ja posiedzę przy oknie i będę ich pilnował.
– Kocham cię, bracie, tylko ciebie mam na tym podłym świecie – dochodziło z dworu.
Zielarz patrzył przez okno, pykając z fajki, na Wilka i Łasicę przytulonych do siebie obok bałwana.
*
Nad ranem zielarz zbudził się nagle. Na zewnątrz nie było śladu po Wilku i Łasicy.
– Kochanie! Córuś! – zawołał.
Ale w chacie panowała cisza. Zielarz skoczył na równe nogi i choć zajrzał do każdego pomieszczenia, nigdzie nie znalazł żony i córki. Zarzucił futro i włożył buty, gdy stanęły w drzwiach.
– Tak się bałem! – zawołał.
– Spałeś, więc poszłyśmy po wodę do studni – wyjaśniła żona.
– A co tu tak śmierdzi? – zapytała córka.
– To skarpety tego łotra. – Zielarz podszedł do kominka i ściągnął niechcianą garderobę.
– Co się stało? – zapytała żona, widząc minę męża.
– Coś jest w skarpecie – powiedział zielarz i wyciągnął mieszek. – Jest w nim z dwadzieścia złotych monet.
– A w drugiej liścik – oświadczyła córka i zaczęła czytać. – „Dziękujemy za gościnę, Wilk i Łasica, którzy raz
w życiu postanowili zrobić coś dobrego”.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Trudne się wylosowało! Oto głupoty, które udało mi się sklecić na temat „makowych impresji”. :D
Makiełki
Podłogi. Okna. Lampki na choince. Wypolerowane sztućce. Dziś wszystko błyszczało. Nawet w oczach Józefiny pojawił się błysk, gdy spoglądała na rodzinę zgromadzoną przy suto zastawionym stole. Wszystko wyszło perfekcyjnie! Nie mogło być inaczej, to w końcu trzystasiedemdziesiątapierwsza wigilia, którą przygotowała.
Członkowie rodziny zajadali się świątecznymi pysznościami i jedynie mała Zosia prawie nic nie tknęła, tylko wciąż zerkała pod choinkę, na starannie ułożone prezenty. Długie czerwone wstążki aż prosiły, by je pociągnąć i sprawdzić, co kryje się pod pięknym papierem.
– Jedz, bo ci barszczyk skrzepnie. – Józefina upomniała córkę, nakładając sobie na talerz pierogi z czerwonym farszem. I nie, nie były to truskawki.
– A mogę… otworzyć już jeden prezent? – zapytała Zosia, robiąc słodką minkę. – Proszę, proszę, proszę!
Józefina zmarszczyła brwi. Otwieranie prezentów przed zakończeniem wieczerzy było przecież wbrew tradycji, jednak widząc błagalne spojrzenie córki westchnęła i skinęła głową.
Dziewczynka natychmiast podbiegła do największego pudełka. Pociągnęła za wstążkę i zdarła papier.
– Jaka piękna! – pisnęła, przytulając nową lalkę.
Oczy dziewczynki rozszerzyły się, gdy dokładniej przyjrzała się zabawce.
– Ona… ma kiełki! – wykrzyknęła z zachwytem, odsłaniając przy tym własne ostre, białe zęby.
– Makiełki! – zawołała Józefina, łapiąc się za głowę. – W trzydziestym drugim zapomniałam o serwetkach, ale jeszcze nigdy… przenigdy nie zdarzyło mi się zapomnieć o dwunastej potrawie!
– Kochanie… – zaczął Gniewomir, odkładając łyżkę. – Spójrz tylko: barszczyk, krokieciki, śledzik, makowiec, piernik, karpik w galarecie, karpik smażony...
– I pierogi ze skrzepami! – wtrącił wujek Roch, podnosząc widelec z nabitym pierogiem.
– Tak, tak, i pierogi ze skrzepami – powtórzył Gniewomir. – Wydaje mi się, że nikt nie wyjdzie stąd głodny… nawet bez makiełek.
– Ale tu chodzi o tradycję! – jęknęła Józefina. – Niedługo dzieci dorosną, wyprowadzą się, rozjadą po świecie. Zapomną o starej matce i jej makiełkach. Teraz młodzi mają w nosie tradycje… Zamiast świętować z rodziną, wolą sobie wyjechać na wakacje! Niedługo zniknie cała magia Świąt! – dodała i pociągnęła nosem.
– Kochanie… zanim dzieci dorosną, minie jeszcze jakieś siedemdziesiąt lat – zauważył Gniewomir.
– No właśnie… – szepnęła, spoglądając na Zosię. – Czas tak szybko leci… Musimy pielęgnować tradycję! Miało być dwanaście potraw. Dwanaście, Gniewomirze! Bez makiełek jest jedenaście. – Zamrugała powstrzymując łzy.
– Dobrze, kochanie… Zaraz kogoś zaprosimy i przekąsimy – powiedział, spoglądając na puste miejsce przy stole. – I będzie dwanaście. Zgodnie z tradycją – dodał i wyszczerzył kły.
Jakże różne teksty, jak autorzy. Dobrze, że nie trzeba oceniać, bo miałbym problem, który lepszy. :)
Droga oponentko:). Gratuluję świetnego tekstu i mam nadzieję, że opisana w nim rodzina była wegetarianinami ;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Fajnie to wyszło! Bez umawiania się oboje nawiązaliśmy do pustego miejsce przy stole. :D
Również gratuluję. Wilk i Łasica na makowym haju, to bardzo uroczy obrazek.
I tak, tak, oczywiście, to rodzina wege wampirów! Gdzie tam przelewać krew w Święta...

@MichaelBullfinch Apsik słodki jak pierniczek.
@Vacter, oj, chyba będzie rózga za postponowanie świętego! ;)
@bruce – aż bym posłuchała tej kolędy, a nawet pośpiewała.
@beeecki – Brawo za 3P – Piękny Przewodnik Portalowy. Czyżbyś pracował nad nową wersją poradnika dla żółtodziobów?;)
@Monique M. bez Olliego Święta nie byłyby kompletne.
delulu managment
Ja także, Ambush, dziękuję. :)
Marszawo, Bardjaskierze – Wasze makówki – jak u mojej Babci – przepyszne. :)
Pecunia non olet
Dzisiaj (a raczej wczoraj) sobie popatrzyłem i obejrzałem bombki Jaskra. Eleganckie, ładne, też przygotowana została wizualizacja ich wyglądu na choince.
Artystom więcej, szybko!
Cieszę się, że makówki smakowały i bombki wciąż się cieszą powodzeniem:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Witamy na Nowej Wersji Portalu fantastyka.pl

DAJ!
Zacny szorcik, Arnubisie i jak ładnie wpleciony z tak ważną informacją, no no.
Bardzie, zabawny tekścik i zaskakujący plot twist, miło się na serduszku zrobiło :)
Marszawo,
to <w> końcu trzystasiedemdziesiątapierwsza wigilia
Chyba zjadłaś w. Om nom nom...
Wigilia u wampirów, no no, nie wpadłabym na to, wspaniały tekst, Beta-Besti 
P.S. Tak sobie pomyślałam, że jak się mówi po młodzieżowemu BFF (Best friend forever) to my możemy być w sumie BBF (Beta-Besti-Fantastyki), hyhyh, co myślisz, nieźle to wykminiłam, co nie? :P
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Zobaczyłem, że dzisiejszy dzień jest wolny. Nikt go nie zarezerwował, więc żeby nie było pustej kartki w Kalendarzu:
PRZEDŚWIĄTECZNA DECYZJA
– Zosia mnie widziała, ale nie wierzy w nas.
– Bo rodzice zawsze jej mówili, że skrzaty nie istnieją i nie czyta bajek.
– Przecież już umie czytać, chodzi do szkoły.
– Tam też jej mówią, że nas nie ma.
– Co teraz zrobimy?
Ukryte w futrze na karku leżącego w sieni owczarka dwa skrzaty rozmawiały, zastanawiając się nad swoją przyszłością.
– Przyjechaliśmy w ich bagażach do Zakopanego, ale podsłuchałem, że oni tylko na Święta. Będziemy razem wracać, wujku?
– A po co? Źle ci? Góral jest sam, już wiekowy, Pies przyjazny, nie drapie się, nie próbował nas zrzucić. Też ma swoje lata. Zostajemy. Będziemy się nimi opiekować za mleko oraz wiejski chleb z masłem i prawdziwym oscypkiem.
– Albo kiełbasą, też wędzoną przez gospodarza – westchnął młodszy.
Zeskoczyły z psa, grzecznie mu podziękowały za podwózkę z dworca. Pies nawet łbem nie poruszył, oczu nie otwarł, tylko uderzył ogonem w podłogę, na znak aprobaty. Cicho przemknęły do izby właściciela, korzystając, że nie domknął drzwi, gdy poszedł do stajni. Było już późno, nikt ich nie zauważył, goście zostali ulokowani na piętrze. W izbie skrzaty znalazły miejsce dla siebie w kącie, za stojącą tam zdobioną skrzynią.
– Tu będzie dobrze. Kurz świadczy, że stary rzadko zagląda do skrzyni i za nią.
– Jak mu wysprzątamy dom po naszemu, na błysk, zorientuje się, że jesteśmy.
– To mu się przedstawimy. Na pewno nas nie wyrzuci, lecz dodatkowo ugości.
– Nie pomyśli, że na starość zwariował i ma przywidzenia?
– Ech, młody, nie znasz górali. Jemu nie takie bajki dziadek opowiadał. Stary będzie się chwalił ceprom, że u niego skrzaty mieszkają i sprzątają. Cenę podniesie i więcej dutków dostanie.
Tak się zaczęło wspólne życie starego bacy i jego psa z dwoma skrzatami. Młodszemu trochę było żal dziewczynki, z którą przyjechali. Po powrocie pokazałby jej, że skrzaty istnieją, ale go starszy przekonał, że Zosia ciągle zajmuje się tylko grami w smartfonie i żywe skrzaty jej nie zainteresują. Może… gdyby były częścią gry.
Urocze, Koalo75. 
Pecunia non olet
O, Misiu... 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Przekroczyłem limit 300 słów o 15 z tytułem. Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone. :)
Super Koalo, właśnie się zastanawiałem co zrobić z tym 14.12 :). Ilość znaków jest wybaczona, oczywiście :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Chciałbym oficjalnie potwierdzić, że utwór muzyczny ze śpiewem oraz instrumentami zostanie opublikowany planowo 23. grudnia :).
Artystom więcej, szybko!
Jasne, jasne uwierzymy jak zobaczy... Eeee... Usłyszymy;P
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Koalo, ale się zręcznie wpasowałeś, brawo!
Marszawo, pomysłowe i fajne, uśmiechnąłem się.
Ale coś żeście się na te “Zosie” uparli oboje ;)
bardzie, ależ mnie urzekła Twoja historia, to jest właśnie magia świąt!
Ambush
@beeecki – Brawo za 3P – Piękny Przewodnik Portalowy. Czyżbyś pracował nad nową wersją poradnika dla żółtodziobów?;)
Musiałbym sam nie być żółtodziobem :). Chociaż, taka wersja w myśl mema “Stop using antiużytkownik language – instead of … say ...” mogłaby się czasem debiutującym przydać 
Holly, faktycznie zjadłam literkę! Chyba już też jestem myślami przy wigilijnym stole.
BBF, pasuje idealnie! :D
Bruce, B4xecki, dziękuję ❤️
Miniaturka Koali smutna… Skrzaty – Smartfon 0:1 :(
OGŁOSZENIE ADWENTOWE – KALENDARZ ZOSTAŁ UZUPEŁNIONY ALE SKOŃCZYŁO SIĘ MIEJSCE W KOMENTARZU. DLATEGO KALENDARZ ZOSTAŁ PODZIELONY NA DWA PIERWSZE KOMENTARZE – KONTYNUACJA JEST OD 13.12.2025.
I TU POWSTAŁ PROBLEM BO STRACIŁEM WASZE ZAPISY NA DALSZE DNI :(. WIĘC LICZĘ NA WASZĄ POMOC I PRZYPOMNIENIE KTO, CO, KIEDY :)
15. KOALA I TARNINA – WSPÓLNY SZORT
16.DUCH ŚWIĄT BEEEECKI I HOLLY – POJEDYNEK
17.Monique.M – SZORT
18.CEZARY_CEZARY -SZORT
19. AMBUSH
20.dogsdumpling – SZORT
21. SNDWLKR – RYSUNEK
22.MichaelBullfinch I HOLLY – BITWA NA ŚNIEŻKI – POJEDYNEK
23.PIOSENKA VACTERA
24. FANTASTYCZNE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE – ELEMENT FANTASTYCZNY OBOWIĄZKOWY
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ja byłem na 21 (chyba, bo akurat w ttm roku sobie nie zapisałem XD).
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
Na 16 był pojedynek ja vs Holly, czy też może bardziej partnership me&Holly "Duch Świąt" :)
Na 16 był pojedynek ja vs Holly, czy też może bardziej partnership me&Holly "Duch Świąt" :)
Potwierdzam :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
22.12. Bitwa na Śnieżki – Ja i MichaelBullfinch
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
15.12.25
Tarnina i Koala75
PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT
Kasia, córka smoka Zygmunta, przed Świętami Bożego Narodzenia przybyła ze smoczej planety wraz z mężem, Evaldem, do rodzinnego domu. Oboje przybrali ludzkie postacie, skoro Święta mieli spędzić na Ziemi.
Po gorących przywitaniach, matka Kasi, Patrycja, żona Zygmunta, oczywiście uznała, że dzieci trzeba nakarmić. Wiedziała, że Evald, jak każdy porządny smok, jest mięsożercą, więc podała mu pieczonego barana, a Zygmuntowi (bo się zaokrąglał mimo ćwiczeń na siłowni) i Kasi (która lubiła zieleninę) mieszankę warzyw.
Zdziwiła się, gdy córka odsunęła warzywa i zjadła Evaldowi połowę porcji. Pomyślała: Widać przywykła, bo „jak się nie ma, co się lubi…”. Jednak nie wytrzymała i później, gdy panowie wdali się w rozmowę o zarządzaniu „Oscypkowym Galaktycznym Imperium”, a panie zostały same w gościnnym pokoju, spytała:
– Dziecko, przestałaś być wegetarianką? Nie miałaś tam warzyw i owoców? Skąpili ci?
– Nie, mogłam jeść, co chciałam, ale od jakiegoś czasu mam chwilami wielką ochotę na mięso.
– Pewnie wtedy bierze górę twoja smocza natura, odziedziczona po ojcu. Wiem, że Zygmunt skrycie podjada barany u Stacha, ale nie mogę mu tego zabronić.
Krótko milczały, bo Kasia zwierzyła się matce:
– Zarra, stara piastunka Evalda, tuż przed naszym odjazdem powiedziała mi coś dziwnego: „Idź, Kasiu, do lekarza na Ziemi, bo coś widzę w twoim wnętrzu”.
Matka, z udawanym spokojem, powiedziała:
– Jeszcze przed Świętami pojedziemy do naszego lekarza, który cię zna od narodzin.
Doktor Krzycki przyjął je bez kolejki (w końcu Zygmunt dobrze mu płacił za prywatną opiekę) i po rutynowym osłuchaniu płuc i serca, pomiarze ciśnienia i wywiadzie, zlecił badanie krwi. Potem orzekł:
– Kasiu, na moje oko i uszy nic ci nie dolega, ale bez analityki teraz nic nie jest ważne. Zrobimy jeszcze profilaktycznie badanie usg brzucha. Zgadzasz się?
Młoda podpisała zgodę, ułożyła się i Krzycki osobiście rozpoczął badanie. W pewnym momencie krzyknął:
– To niemożliwe!
Kasia i Patrycja, wystraszone, spytały jednocześnie:
– Co tam jest? Rak?
Krzycki zamiast odpowiedzieć, przetarł okulary, spojrzał na ekran jeszcze raz.
Uśmiechnął się i powiedział:
– Spokojnie. Zobaczyłem dwoje smocząt, a teraz widzę dwoje dzieci. Bawią się, zmieniając w smoczęta i z powrotem. Puszczę na głośnik odgłosy bicia ich serduszek.
Kobiety posłuchały, a potem Patrycja spytała:
– Doktorze, jak to możliwe, że Kasia ma dalej płaski brzuch?
– Chyba dlatego, że jako córka smoka ma nietypową budowę.
Żegnane życzeniami „Wesołych Świąt” wróciły do domu. W czasie jazdy młoda matka głośno zastanawiała się, jak przekazać nowinę mężowi i kto będzie się opiekował dziećmi, gdy ona wróci do pracy.
Patrycja nie widziała problemu z opieką. Rzekła zdecydowanie:
– Zygmunt zajmie się nimi osobiście. Jak go znam, dostanie kręćka na punkcie wnucząt i dobrze, bo będzie musiał przekazać konsorcjum tobie. Już czas, żeby przyhamował. Musisz tylko uważać, żeby nie rozpuścił ci szkrabów. Że go zawojują, to pewne.
Kasia po powrocie odciągnęła Evalda na bok i szepnęła:
– Muszę ci powiedzieć nowinę.
– Chcesz mi powiedzieć, że będziemy mieć dzieci! – wykrzyknął młody ojciec i porwał Kasię w objęcia.
– Wiedziałeś? Skąd? – spytała, gdy tylko zdołała.
– Zarra mi powiedziała i kazała uważniej się tobą opiekować. Ona jest szamanką naszego rodu.
Zygmunt, powiadomiony przez Patrycję, obiecał przekazać młodym zarząd nad swoim biznesem i wszyscy mogli ‘spokojnie’ zająć się przygotowaniami do Świąt.
Patrycja kazała panom ozdobić dom kolorowymi światłami wewnątrz i na zewnątrz, i ubrać choinkę. Mieli też wyczyścić srebra. Sama zajęła się pieczeniem dla nich dzika i jelenia odkupionych od myśliwych z koła łowieckiego i ryb dla siebie i córki, bo żadna z nich nie lubiła dziczyzny. Kasia dostała zadanie zapoznania się z podręcznikami pielęgnacji niemowląt i wychowywania dzieci. Niestety, a może na szczęście, nawet w Internecie Patrycji nie udało się znaleźć informacji dotyczących smocząt.
Cześć! Dzięki serdeczne za przejęcie pałeczki, fajnie, że zabawa nie umarła. :D Daj mi proszę któryś wolny dzień, może być nawet jutro, jeśli nikt nie klepnął. Coś wymyślę.
Ponoć robię tu za moderację, więc w razie potrzeby - pisz śmiało. Nie gryzę, najwyżej napuszczę na Ciebie Lucyfera, choć Księżniczki należy bać się bardziej.
Ja byłam 19
delulu managment
Oscypkowe Galaktyczne Imperium bije rekord popularności! 
Tarnino, Koalo75, świetny pomysł. :)
Pecunia non olet
DZIĘKUJĘ ZA POMOC I JUŻ UDAŁO MI SIĘ POZBIERAĆ WSZYSTKIE DNI :)
Verus – wszystkie dni były już zajęte, ale 24.12. to taki dzień, że każdy będzie pisał w dowolnej formie :). Możesz też dopisać się do kogoś – DLA WSZYSTKICH UCZESTNIKÓW! – KTOŚ MOŻE WPUŚCIĆ Verus DO SWOJEGO DNIA? :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Tarnina Koali albo Koala w Tarninie – dobra wystarczy tego :). Bardzo dobrze, że w Internecie nie ma informacji o smoczętach (zioniątkach:D), bo by się bohaterka zaraz naczytała głupot i do rozwiązania chodziła struta. Znam temat bo szwagierka jest w podobnej sytuacji, na mojej oko też z smokiem;). Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To był Misia pomysł 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
W ogóle, jak to pięknie wyszło, że między pierwszą a drugą część kalendarzowego komentarza barda zmieściło się aż dwóch Cezarych ;)
Wiem... Hmmm, może obaj zechcą się usunąć :). Wtedy zrobi nam się ładna ciągłość kalendarza. Ale to już decyzję pozostawiam Cezarym:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Gorzej jak jeden zechce, a drugi nie :)
Bez Tarniny nie byłoby realizacji. Dziękuję, Wspólniczko.
Duch świąt
Nie cierpię Świąt. Gdy byłem dzieckiem, wyczekiwałem ich niecierpliwie i nie mogłem się doczekać momentu, aż rodzice po kolacji pozwolą mi pobiec do choinki.
Teraz mam szesnaście lat i prezenty już mnie nie ekscytują. Wydarzenie poprzedzające ich rozpakowanie jest dla mnie udręką i nawet najlepsze prezenty nie są tego warte.
Kolacja wigilijna z ciotkami i wujkami, wściubiającymi nos w nie swoje sprawy, kłótnie o polityce…
I jeszcze ojciec jak zwykle otwiera tę wstrętną wódkę. Znowu atmosfera zagęści się bardziej niż sos żurawinowy. Goście wyjdą, ojciec zacznie wyżywać się na mamie za jakieś pierdoły, mama się rozpłacze, powie, że pieprzy takie Święta, może rozbiją kilka talerzy… Ja pobiegnę do swojego pokoju i będę wściekły na siebie za to, że jestem bezradny.
Opłatek nie został połamany, ale wódka już mrozi kieliszki.
– Za bezpieczny weekend! – wznosi toast ojciec, uśmiechając się dumnie, jakby sam wymyślił ten tekst. Wychylił kieliszek, a wujkowie poszli jego śladem.
Odmawiamy modlitwę, dzielimy się opłatkiem i z powrotem siadamy do stołu. Wigilijne dania wyglądają znakomicie.
– Jak tam, Wojtek, idzie ci w szkole? – pyta ciotka, łowiąc uszka w barszczu. – Dobrze się uczysz? Masz jakąś dziewczynę?
– Nie mam – odpowiadam szorstko. – Nie myślę o tym na razie.
– To może ty jesteś gej! – krzyczy wujek, który nie wiadomo jakim cudem zdążył już wychylić dwa kieliszki.
Mężczyźni śmieją się głośno.
– Te geje to za bardzo się panoszą teraz – mówi drugi wujek, przeżuwając pieroga. – Jeszcze chcieliby dzieci adoptować! W dupach się poprzewracało!
Patrzę na niego z niesmakiem i wtedy zauważam coś dziwnego.
Obok choinki stoi przezroczysta postać. Ma łagodną twarz dziewczyny, włosy sięgające podłogi i białą suknię tej samej długości. Patrzy na mnie i przykłada palec do swoich ust, nakazując milczenie.
Podchodzi do ciotki i szepcze jej coś do ucha. Ciotka nagle mówi:
– Przepraszam, Wojtek. To było niestosowne z mojej strony. Na dziewczynę przyjdzie jeszcze czas.
Jestem w szoku. Zjawa przechodzi dalej, głaszcze wujka po głowie. Ten przerywa jedzenie.
– Nie mam nic do gejów. A polityka psuje nam tylko krwi, nie rozmawiajmy o niej więcej.
Z wrażenia prawie spadam z krzesła. Ale przezroczysta dziewczyna jeszcze nie skończyła.
Dotyka dłoni ojca, który właśnie sięga po wódkę. Ojciec nagle cofa rękę. Marszczy brwi.
– Co to ohydztwo robi w naszym domu?
Wstaje, zdecydowanym ruchem chwyta butelkę i wylewa jej zawartość do zlewu.
Nie wierzę własnym oczom. Atmosfera od razu się rozluźnia. Wychodzi na to, że z rodziną można naprawdę miło spędzić czas!
Duch świąt odbija się w oczach wszystkich gości, każe nam śpiewać kolędy, z radością rozpakowywać prezenty. I nawet “Kevin sam w domu” znowu jest zabawny.
Gdy wszyscy skupiają się na filmie, jakby go widzieli pierwszy raz, rozglądam się po salonie. Już chciałem posmutnieć, ale znów ją zauważam.
Przezroczysta dziewczyna stoi obok choinki i macha do mnie.
– Wesołych Świąt… – szepcze.
– Wesołych… – odszeptuję.
Zjawa znika tak, jak znika płomień świecy za podmuchem wiatru.
Uśmiecham się do siebie i czuję przyjemne ciepło w sercu. Nie wiem skąd, ale wiem, że dziewczyna wróci też za rok. I za kolejny rok. I kolejny…
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
No to jedziemy... trochę refleksyjnie wyszło. Ale widzę, że z Holly podobnie nawet podeszliśmy do tematu :)
16.12.2025 beeeecki – Duch Świąt pojedynkowo, lecz razem z Holly
CZTERY DUCHY ŚWIĄTECZNEJ APOKALIPSY
Zaczęło się od tego, że Jezus przyszedł na świat.
Szczerze mówiąc, w całym tym zamieszaniu było to najmniej istotne. Ot, znaleziono by inny powód, tak jak zawsze można znaleźć wymówkę, aby nie odwiedzić „tamtej” części rodziny.
Od wielu lat całą scenę świąt przeszłych, obecnych i przyszłych przejęła ich trójka. Trzech jeźdźców. Co roku przyglądam się im uważnie. Każdy z nich toruje drogę następnemu, przygotowując dla niego przestrzeń w ludzkich sercach.
Pierwszy prowadzi elektrycznego mercedesa dla dziecka za tysiąc sześćset złotych (przeceniony z Black Friday), otoczony dziesiątkami pachnących potraw i setkami kolorowych przedmiotów. Daruje krótkotrwałe i wymuszone uśmiechy, nietrafione prezenty, ból brzucha i krzywe spojrzenia, które mówią: „Znowu użyła nie tego przepisu”. Jego prawdziwymi dziełami są sterty jedzenia i niechcianych zabawek wymieszane w śmietnikach.
Drugi co roku dosiada czegoś lepszego niż poprzednio. Choć ma na sobie markowe ubrania, otacza go niewidzialny dla ludzkich oczu, ale gęsty, duszący dym. Jeździec ten niesie ze sobą wszystkie bolesne i gniewne wspomnienia oraz zagrożenia dla planów na przyszłość. Wokół niego czterech heroldów rozgłasza wszem wobec, że oto „zawsze będzie ktoś lepszy od ciebie”. Ich głosy brzmią donośnie, a mają oni moc uczynić z każdej rozmowy kłótnię lub ciszę pełną zawistnych spojrzeń.
Trzeci przybywa sam, zawsze w milczeniu, które pożera duszę. Niesie ze sobą pustkę, wypełnioną jedynie smutkiem i rozpaczą. Otacza go mróz usztywniający ludzkie oczy wpatrzone w smartfony. Samotnik potrafi dopaść każdego, nawet skrytego w największym ścisku na Pasterce. Sprawia, że niektórzy ludzie są niewidzialni, a inni ślepi. Z czasem mnoży puste krzesła przy stole i otula szczelnym płaszczem strachu.
Trzej jeźdźcy przybywają rokrocznie w Boże Narodzenie, zasiadając z ludźmi do stołów, odmawiając z nimi pacierz i składając wzajemne życzenia. Potrafią wślizgnąć się do każdego serca, czasem tylko jeden, a czasem wszyscy.
Cóż, jestem też i ja. Zwykle jadę na osiołku, bo mi tak wygodnie, ale jeśli mam ochotę, przybywam pieszo. Niosę w sobie ciepły ogień i mam moc posyłać go tam, gdzie jest potrzebny. Czasami rozbłyśnie on wśród śmiechu lub śpiewu przy stole, a innym razem zatańczy maleńkim płomyczkiem, tylko na tyle, by zakręcić w czyimś oku łezkę. Poza tym nie robię nic szczególnego, po prostu siedzę między ludźmi, a oni z każdą minutą zaczynają dostrzegać siebie nawzajem, a przestają zauważać moich trzech braci.
Przybywam niespodziewany, nieoczekiwany i prosty. W nuconej cicho przez babcię kolędzie, w zapachu lekko przypalonego karpia, we wspólnej wyprawie przez mróz do kościoła. Jestem z kierowcą jadącym wiele godzin, by odwiedzić starszych rodziców, z wdowcem, zawsze stawiającym na stole obok siebie obrazek żony, ze śmiejącymi się dziećmi, które w zabawie nawet nie zauważyły, że pod choinką leżą prezenty.
Ach, nie muszę chyba dodawać, że jestem znacznie potężniejszy od moich braci.

Misiu, Tarnino, jakościowy szort, jeszcze o ciężarnych smokach nie czytałam :) Choć sama kiedyś miałam podobny pomysł, tylko tam historia zakończyła się smutno, a tu na szczęście wesoło :)
beeeecki,
Duch Świąt pojedynkowo, lecz razem z Holly
Aż mi się przypomniał utwór, który kiedyś bardzo lubiłam i w sumie nadal lubię ;p
https://youtu.be/bUmZarI6Mcc?list=RDbUmZarI6Mcc
Daruje krótkotrwałe i wymuszone uśmiechy, nietrafione prezenty, ból brzucha i krzywe spojrzenia
Oo, świetne!
Kurczaki, beeeecki, ja myślałam, że mamy pisać lekkie szorciki, a Ty przedstawiłeś pełnowartościową powieść filozoficzną :) Aż mi się głupio zrobiło z tym moim prostym tekścikiem ;p
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly
Właśnie idealnie wyszło, bo w podobnym klimacie! A że ostatnio sobie dla klimatu “Opowieść Wigilijną” znów czytałem, to tak odświeżyłem nieco ten motyw :)
Aż mi się przypomniał utwór, który kiedyś bardzo lubiłam i w sumie nadal lubię ;p
Też o tym pomyślałem, jak to napisałem :). Także takich troje, jak nas dwoje, nie ma ani jednego!
Także idealnie wyszło, a Twój szorcik jest tą samą opowieścią co moja, tylko widzianą z perspektywy człowieka, a nie ducha. I jak pięknie pokazałaś odmianę ludzi... Ładnie no 
HollyHell91, Beeeecki – BRAWA! ![]()
Pecunia non olet
Holly&Beeeecki, jak odrobinę soli się dodaje do słodkiego ciasta, żeby polepszyć smak, tak Wasze teksty wzmocniły klimat tegorocznego Kalendarza.

beeeecki, bruce, Misiu

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć


Pecunia non olet
Holly, beeeeckis – wasze teksty są do siebie podobne, więc opiszę mojej wrażenia grupowo:). W każdym jest wszystko to co najgorsze w świętach, ale jest i nadzieja, która faktycznie skojarzyłam mi się z piosenką Kultu – czterej jeźdźcy w przypadku beeeeckisa. U ciebie Holly sprawa jest podobna, ale Twoje złe duchy mają charakter bardziej materialny. Ale można je nazwać: egoizm, pycha, nietolerancja no i nadzieja, na lepsze święta. A więc czy różnią się od tych beeeeckisa, właściwie nie :). Pomyślałem nawet, że gdyby przeczytać tekst beeeeckisa jako pierwszy, to byłby dobrym wstępem do historii domowej :). Oba teksty też przypomniały mi pewien kawałek, choć w nim nie ma tego dobrego ducha świąt:
https://youtu.be/FXs-5g9vnic?si=orNPibJZ4vXYMcqg
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
O kurcze, fajnie, że się wypełniło :D No stress, chętnie dorzucę się do życzeń wigilijnych! (A w wolnej chwili wpadnę poczytać kartki.)
Ponoć robię tu za moderację, więc w razie potrzeby - pisz śmiało. Nie gryzę, najwyżej napuszczę na Ciebie Lucyfera, choć Księżniczki należy bać się bardziej.
Wpadaj, czytaj i cieszę się, że Ci się podoba :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Holly, Beeeecki, ale się nastrojowo zrobiło! ❤️
Widzę, że nie tylko mnie męczą “Opowieścią wigilijną”...


Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
bruce 
Koalo – jakie śliczne porównanie ułożyłeś!
bardzie, ależ idealne skojarzenie:
ale jest i nadzieja, która faktycznie skojarzyłam mi się z piosenką Kultu – czterej jeźdźcy w przypadku beeeeckisa.
Oczywiście, że ten utwór mi towarzyszył podczas pisania (choć zawsze uważałem go za wielkopostny – dlaczego, nie wiem :) ). Zawiera interpretację czterech jeźdźców, której użyłem, bo co do zasady nie wykłada się tego tak, że trzech złych i czwarty dobry na końcu. A faktycznie się z Holly dobrze zgraliśmy.
Marszawo, cóż, oba teksty wypadły chyba dość refleksyjnie, więc może i nastrojowo
. Ale dobrego ducha trzeba uważnie wypatrywać!
Tarnino,
Widzę, że nie tylko mnie męczą “Opowieścią wigilijną”...
Sam się nią męczę, ale właściwie nie wiem dlaczego... Ale czytam losowe fragmenty i daje to klimat ;)
No i Holly 

Pajączek, jaki pusiaty ^^
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Skakuniasty:) – one tak mają:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Horrororzasty. 
Pecunia non olet
No i Holly
Awww... 
Mam arachnofobię, ale ten pajączek jest przesłodki!
Faktycznie się zgraliśmy, beeeecki, może kiedyś razem jakiś konkursik zorganizujemy? Hę? Hę?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Jest to "Lucas the Spider", czyli seria na yt, którą powinno się właśnie leczyć arachnofobię, polecam ;)
A Holly, we mnie dojrzewa myśl o paru potencjalnych konkursach, więc wiesz.... :)
A Holly, we mnie dojrzewa myśl o paru potencjalnych konkursach, więc wiesz.... :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Na ratunek
Olli wszedł do ogromnej hali fabryki elfów z nietęgą miną. Już od jakiegoś czasu dostrzegał niewielkie, lecz wciąż postępujące zmiany. I choć nadal mijały go zabiegane, rozgorączkowane i spanikowane elfy, to przy długich stołach coraz rzadziej można było usłyszeć śmiechy, nieśmieszne żarty oraz radosne pogawędki. Zastąpiło je zmęczenie i wypalenie zawodowe. Ruchy elfów były powolne i takie bez przekonania. Bo ile przecież można przykręcać te same śrubki? Dzień po dniu wypychać misie, malować oczka i usteczka, testować samochodziki. I pod koniec roku nie pomagała nawet świadomość, jaką radość sprawią te zabawki dzieciom. Elf spojrzał na Fanni, która ukradkiem ziewnęła. Nawet ona powoli traciła ducha świąt. Nie, tak nie może być, pomyślał Olli, okręcając się na pięcie i wychodząc przed budynek. Powoli rozejrzał się po ośnieżonym placu, białych choinkach i błękitnym niebie, które powoli się różowiło. Wiedział, że potrzebuje pomocy, dlatego złożył ręce w tubę i krzyknął:
– Jack Frost!!! Jack Frost!!! Przybądź rozkręcić dobrą zabawę!!!
Nie musiał długo czekać. Kiedy chodziło o psikusy, ten zjawiał się w mgnieniu oka. Tak jak teraz. Najpierw w powietrzu pojawiły się pojedyncze śnieżynki, by następnie zacząć szybko wirować. I nagle PUCH. Pojawił się roześmiany młodzieniec w staroświeckim stroju i porwanej przez wiatr pelerynie. W dłoni trzymał zakrzywiony kostur.
– Witaj, przyjacielu. Skąd ta rozpacz w twoim głosie?
– Elfy tracą całą swoją radość. Siedzą w fabryce i marnieją. A ja nie mam pomysłu jak im pomóc. – Ramiona Olliego opadły. Jednak z niemałą nadzieją spoglądał na zimowego żartownisia. Ten zamyślił się, unosząc się w powietrzu coraz wyżej. A kiedy był już naprawdę wysoko i spojrzał z góry na plac przed fabryką, oczy mu rozbłysły.
– Już wiem!
Skierował kostur w dół, a błękitny snop światła zaczął zamieniać śnieg w gładką taflę lodu. Olli od razu pojął zamysł. Rozradowany wpadł do fabryki, krzycząc:
– Lodowisko przed fabryką! Chodźcie! No, ruszcie się!
Początkowo nikt nie zareagował. Jednak z każdą chwilą coraz więcej twarzy obracało się ku niemu. Elfy zaczęły wstawać zaciekawione, a kiedy w końcu wyszły na dwór, od razu ruszały na lodowisko. Śmiechy znów rozbrzmiały w dolinie Świętego Mikołaja. Duzi i mali ślizgali się w tę i we w tę, robili piruety, wślizgi. Wywiązała się nawet bitwa na śnieżki. A temu wszystkiemu przyglądali się z uśmiechem Mikołaj i pani Mikołajowa.

Monique, lodowisko to jest dobry pomysł. Przydałoby się nie tylko elfom. Na elfy podziałało, jak widać na pięknym obrazku.

Ok, lodowisko to super sprawa, ale jeśli Mikołaj dałby elfom podwyżkę, to może nie musiałyby organizować lodowych wtorków;). Uroczy szort :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Monique.M, super tekst. :)
Pecunia non olet
Dziękuję za miłe słowa
. Cały kalendarz super się czyta, choć ostatnio mało mam czasu by nadrabiać ten wątek.
To Cię zmotywuję, bo kalendarz został zaktualizowany :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Krótka historyjka o tym, jak to dwóch diabłów choinkę kupowało
Święta Bożego Narodzenia to najwspanialszy okres roku. To czas spędzony z rodziną, pełen miłości i ciepła domowego ogniska. Niestety, jest to także moment, w którym z najgłębszych czeluści piekieł wypełzają kreatury tak potworne, tak koszmarne i obrzydliwe, że na ich widok nawet najodważniejsi z mężczyzn mimowolnie odwracają wzrok.
Zegar ratuszowy uroczyście oznajmił nadejście południa, gdy z rozstawionych stoisk targu bożonarodzeniowego głośniej zagrały kolędy, zupełnie jakby ktoś przekręcił pokrętło z napisem „poziom atmosfery świąt”. Śnieg padał ogromnymi płatami, dzieciaki w najlepsze ciągnęły sanki, a w powietrzu unosił się zapach pierników i choinek. W tym właśnie momencie chodnikiem wstrząsnęła eksplozja, po której powstała ogromna dziura. Z wnętrza wynurzyły się dwie elegancko ubrane postacie, każda wyposażona w parę dumnych rogów.
– Obrzydliwe – mruknął Lucyfer. – Czujesz to?
– Niestety – westchnął Mefistofeles. – Rodzinna, świąteczna atmosfera. Najgorsze zło ze wszystkich. Widzisz… – umilkł, gdyż zobaczył, że towarzysz wpatruje się w niego w osłupieniu.
– Co ty masz na sobie, do diabła? – Lucyfer wyksztusił po chwili, wskazując rogi owinięte lampkami LED.
– To element kamuflażu.
– Kamuflażu?
– Tak, wtapiam się w tłum, a przy okazji wspieram ekologię, bo oświetlenie ma niski pobór mocy i jest ładowane energią słoneczną.
Słysząc te słowa, Lucyfer bezradnie rozłożył ręce i przez dłuższą chwilę nie odzywał się ani słowem.
– Sam też mogłeś pomyśleć o jakimś pozytywnym akcencie świątecznym, ale przecież jak zwykle jesteś ponad to… – wytknął przyjacielowi Mefistofeles.
– Zostawmy to już. Przypominam, że pojawiliśmy się tutaj w konkretnym celu – powiedział Lucyfer i już świdrował oczami w poszukiwaniu… – O właśnie! Tam sprzedają choinki, idziemy.
Diabły podeszły do stoiska opatrzonego tabliczką z napisem: „jodła kaukaska – idealna do salonu”.
– Eee, to odpada – westchnął Mefisto. – Potrzebujemy czegoś do sali tortur.
– Słyszałeś o tym, że bułkę śniadaniową można zjeść na kolację?
– Hem…?
– Mam na myśli, że tego nikt nie sprawdza. W sali tortur jest wysoki sufit, więc myślę, że salonowa też się nada.
– Panowie po choinkę? – zapytał sprzedawca – starszy pan z brodą tak białą, że aż podejrzaną.
– Owszem, ale nie możemy się zdecydować na nic konkretnego – odpowiedział Lucyfer.
– Zależy nam na tym, żeby ładnie pachniała i długo postała w sali tor… znaczy się, w salonie! – dodał Mefistofeles. – Dodatkowym atutem będzie odporność na wysokie temperatury.
– Wysokie temperatury? – zapytał sprzedawca i lekko uniósł brew.
– Kolega oczywiście przesadza. Nie powinno być cieplej niż, powiedzmy… No tak z sześćset stopni Celsjusza, ale to już naprawdę maksymalnie!
– Ile?! – Sprzedawca zdawał się być szczerze zdumiony.
– Mamy bardzo gorące kaloryfery – wtrącił Mefisto, po czym wzruszył ramionami.
Mijały kolejne minuty, a sprzedawca z anielską cierpliwością oprowadzał konsumentów po swoim kramiku. Oglądali jedno drzewko za drugim, jednak zawsze coś im nie odpowiadało. Gdy wreszcie znaleźli wyjątkowo urodziwą choinkę, to na ich widok zaczęła więdnąć ze strachu. Kolejna zgubiła połowę igieł, gdy Lucyfer kichnął ogniem i siarką. Jeszcze inna sprawiała wrażenie idealnej, ale Mefistofeles próbował zawiesić na niej bombkę w kształcie ludzkiej czaszki i drzewko teatralnie przewróciło się z godnością urażonego arystokraty.
– Ta odpada, jest jakaś krzywa – marudził Lucyfer.
– Żadna tam „krzywa”, artystyczna! – bronił towaru sprzedawca. – Ma charakter.
– Charakter to ma nasz kocioł z smołą – odciął się diabeł. – Ta ma wyraźną skoliozę.
W tak zwanym międzyczasie obok wyjątkowo wybrednych kupujących i zrezygnowanego sprzedawcy przeszła grupa kolędników. Jeden z nich spojrzał na diabły, zawahał się i zaśpiewał dalej, ale jakby ciszej.
– Widzisz? – szepnął Lufycer. – Autorytet.
– Albo przerażenie – odparł z dumą Mefistofeles.
Po kolejnej godzinie targowania się, przypadkowego podpalenia jemioły, a także niespodziewanego incydentu z aniołkiem na patyku (który ostatecznie okazał się piernikiem), diabły wybrały wreszcie choinkę. Kryteria wyboru były znane tylko wysłannikom piekła, gdyż drzewko prezentowało się wyjątkowo marnie. Było niskie, powykrzywiane, a do tego zupełnie pożółkło. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniały nieliczne gałęzie – rachityczne i pokryte śladową ilością igieł.
– No, skoro mamy już wybrane drzewko, to może jeszcze dekoracje…? – zapytał niepewnie sprzedawca.
– Nie ma takiej potrzeby, mamy swoje – uśmiechnął się Mefistofeles. – Łańcuchy.
– I potępione dusze w promocji świątecznej – dodał Lucyfer.
*
Mefisto wsadził zapakowaną choinkę pod pachę i oba diabły ruszyły w stronę dziury prowadzącej do piekła. Po drodze mijały migoczące światełka, roześmiane dzieci, dorosłych z prezentami. Pod butami skrzypiał śnieg.
– Wiesz co – odezwał się w końcu Mefistofeles. – Muszę ci się do czegoś przyznać.
– Mhm…?
– Ja to nawet lubię Boże Narodzenie.
– Ty tak poważnie? – burknął Lucyfer.
– Rozumiem twoje wątpliwości, bo to konkurencja i w ogóle… Ale sam musisz przyznać, że jest w tym wszystkim jakaś magia.
Lucyfer nie odpowiedział, zamiast tego delikatnie skinął głową i się uśmiechnął.
*
Diabły ustawiły choinkę w samym centrum ogromnej sali tortur. Przystroiły ją płonącymi bombkami, świecącymi kajdanami i gwiazdą betlejemską, która delikatnie wyła. Gdzieś w tle leciały z piekielnego radia kolędy w wykonaniu zespołu Rammstein.
Mefistofeles podał przyjacielowi kubek gorącego kakao doprawionego czystą wódką i powiedział:
– Wesołych świąt.
– Tylko nie mów tego zbyt głośno – odpowiedział z uśmiechem Lucyfer.
Choinka trzaskała w ogniu, pachniała lasem, świętami i piekłem. Dokładnie tak, jak powinno być.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Pomijając
delikatnie pożółkło
te całe
Argh, zaimki!
delikatnie skinął głową
oraz
delikatnie wyła
(Ty tak specjalnie, co?)
diabelnie dobre XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ave, Cezarze!; choinka pachnąca lasem, świętami i piekłem – ależ smakowite połączenie! 
Pecunia non olet
Ty tak specjalnie, co?
Oczywiście, taka konstrukcja wydała mi się zabawna ;]
Ale pozostałe usterki poprawiłem :P
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
No proszę, powrócili z korporacyjnych otchłani by pojawić się w naszym kalendarzu adwentowym... Czy to aby nie jakaś piekielna sztuczka? No dobra, nich Lucek i Mefcio też mają choinkę na święta :).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Piekielnie misię podoba i obrazek też. Świetne reakcje choinek. Szczególnie ta:
Jeszcze inna sprawiała wrażenie idealnej, ale Mefistofeles próbował zawiesić na niej bombkę w kształcie ludzkiej czaszki i drzewko teatralnie przewróciło się z godnością urażonego arystokraty.
Rozumiem, że limit, ale szkoda potencjału. :D
Kalendarz zaktualizowany :) Cezary, możesz usunąć Twój komentarz między połówkami kalendarza :)? Bedzie estetyczniej :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Oczywiście, taka konstrukcja wydała mi się zabawna ;]
Różne poczucie humoru ludzie mają :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
No to drabbelek.
– Katastrofa! – krzyknęła znad komputera Elfka Fiona. Zdecydowana odmowa: tylko dzisiaj siedemset zgłoszeń!
– Wliczając wątpiących tysiące zgłoszeń w grudniu! – dodał Skrzat Apsik.
Do pakowalni wpadł Estaban.
– Mamy najgorsze zgłoszenie!
Brwi Fiony uniosły się aż do włóczkowej czapeczki.
Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Brygada wypadła na podwórko. Świętego Mikołaja natarto śniegiem, wymasowano szyszkami, a nawet kopytkami reniferów.
Wyglądał już całkiem nieźle. Stał na śniegu wyprostowany, a jego biały brzuch parował na mrozie.
Fiona powiedziała kategorycznie:
– Wiem, że wielu wątpi, że wiarę tracą coraz młodsi, ale pamiętaj życie toczy się dalej.
– Dasz radę! – zaryczały renifery.
– Najważniejsze jest to, Mikołaj, że ty musisz wierzyć w siebie!
delulu managment
Ambush, natarcie kopytkami reniferów to przecież sadyzm nad sadyzmami. 
Tutaj wkradło się omyłkowe powtórzenie (może celowe, aby podkreślić dowcip?):
Wyglądał całkiem już całkiem nieźle.
Super pomysł! :)
Pecunia non olet
To błąd, poprawię i muszę dodać słówko.
delulu managment
Ok, rozumiem; faktycznie, bo to drabbelek.
Pecunia non olet
Najważniejsze jest to, Mikołaj, że ty musisz wierzyć w siebie!
Szpitale psychiatryczne są pełne tych, którzy wierzą w siebie :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ale, że Mikołaja, tak, tak... Nacierać! Skandal:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Chyba Bardzie nie czujesz powagi sytuacji. To, że dzieci przestają wierzyć w Mikołaja, to pewien etap rozwojowy. No, ale jeśli Mikołaj przestanie wierzyć w siebie?!
delulu managment
No właśnie, kto? Ostatnio słyszałem, że Czarzasty był by niezłym Mikołajem;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To ekwiwokacja :P ciężka choroba 
ETA: Piszemy naraz ><
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ekwiwokację powiesimy wysoko, niemal na czubku! ;D
delulu managment
Proszę nie używać słów, które trzeba googlować :P To marnotrawstwo energii :P
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Koalo mieliśmy bardzo podobne pomysły okołoświąteczne.
No bo z Tarniną to już poszliście w niewidzialne ciąże i mieszankę ras;)
delulu managment
Bard nie chciał ode mnie szorta (T_T), więc będzie co innego. Nie do końca świątecznie, ale że portalowy świat, w kształcie, jaki znamy, niedługo przejdzie do historii, to postanowiłam stworzyć mapę Starego Świata NF :D

There's no medicine for regrets.
Cooooooo :) Kiedy, jak – ja bym nigdy nikomu nie zabronił szorta :) Ale może dobrze się stało bo mapa wygląda świetnie :) A jakiś słowniczek do tego? Bo ja zdołałam odczytać tylko bibliotekę:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To są greckie litery. Przykładowo sigma (znak sumy) będzie odpowiadała naszemu S. Gamma naszemu G, pi to P i tak dalej ;)
There's no medicine for regrets.
Ale świetny pomysł z tą mapą!
α / Α Alfa a
β / Β Beta b
γ / Γ Gamma g
δ / Δ Delta d
ε / Ε Epsylon e
ζ / Ζ Zeta z
η / Η Eta ē (długie e)
θ / Θ Theta th
ι / Ι Jota i
κ / Κ Kappa k
λ / Λ Lambda l
μ / Μ Mi m
ν / Ν Ni n
ξ / Ξ Ksi x
ο / Ο Omikron o
π / Π Pi p
ρ / Ρ Ro r
σ (ς) / Σ Sigma s
τ / Τ Tau t
υ / Υ Ypsylon y / u
φ / Φ Fi ph / f
χ / Χ Chi ch / kh
ψ / Ψ Psi ps
ω / Ω Omega ō (długie o)
Nie dziękujcie :P
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Świetna mapa, Dogsdumpling. ![]()
Bardjaskierze – dziękuję. :)
Pecunia non olet
TRAGEDIA :( WŁAŚNIE SIĘ ZORIENTOWAŁEM, ŻE SZORT CEZAREGO JEST UCIĘTY – KOLEJNY KOMENTARZ ZAPROTESTOWAŁ LIMITEM ZNAKÓW :( . WIĘC MAMY DWA WYJŚCIA – POPROSIĆ ARNUBISA O PRZERZUCENIE DO WĄTKU GŁÓWNEGO (ALE TERAZ TO CHYBA JUŻ BĘDZIE BEZSENSU I DUŻO ROBOTY), DRUGA OPCJA TO KONTYNUOWAĆ W KOLEJNYM MOIM KOMENTARZU. W TYM CELU MUSIAŁBYM POPROSIĆ bruce I MichaelBullfinch O USUNIĘCIE SWOICH POSTÓW Z 21.11.2015.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Dobrze, Bardjaskierze, usunę, na spokojnie. :)
Ten z 21 (edit – rok podałeś o 10 lat wstecz)? A gdzieś go wkleić?
Edit, już usunęłam, teraz wiem, co to za wpis, w tym poście pisałam o deklarowanym wpisie w Kalendarzu:
Proszę o 1 grudnia i będzie to krótka rymowanka plus obrazek z netu do niej. :)
Spoko, wszystko ok, Bardjaskierze. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Proszę nie używać słów, które trzeba googlować :P
Prefiguracja. Absolut. Epistemologia ^^
postanowiłam stworzyć mapę Starego Świata NF :D
Tak starego, że nawet napisy po grecku? :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Super – dziękuję:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Spoko, Bardjaskierze. Podziwiam, że i tak dajesz radę to ogarnąć. ![]()
Pecunia non olet
Mam pytanie, czy może mój szort na jutro mieć niecałe 400 słów zamiast 300? jestem chora i szczerze mówiąc, nie mam siły, żeby jeszcze go skracać na tyle, żeby się zmieścił w 300 słowach i nadal był w miarę sensowny ;p
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Jasne :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Dziękować!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Holly, zdrówka! 
Zdrowia dla Wszystkich! 
Pecunia non olet
Bruce, chłopaki, dzięki :)
Tak starego, że nawet napisy po grecku? :D
A co! A tak serio, nie mogłam w GIMPie znaleźć czcionki, która by mi się podobała w wersji alfabetu łacińskiego ;D
W sumie mogę wrzucić wersję z napisami po polsku, ale to jakoś dopiero po świętach.
There's no medicine for regrets.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Strasznie przepraszam, że tak późno, ale byłem zajęty (a wczoraj nie dotrwałem do północy :P). Zainspirował mnie ten kalendarz adwentowy z D&D, którego, swoją drogą, pożądam:

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
Super, oni walczą z piernikowymi ciasteczkami:D ekstra. Biust elfki sztosik;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
XD Piernikowych ludków najskuteczniej zjeść :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
SNDWLKR, genialna sprawa! ![]()
Pecunia non olet
Klasa rysunek, brawo!
Ten szorcik może być rozczarowujący z dwóch powodów. Po pierwsze: pisałam go będąc chora. Po drugie: zamiast budowania klimatu świątecznego wybrałam upust frustracji.
BITWA NA ŚNIEŻKI
Wiewiórka Ada przecierała oczka i nie mogła wyjść z szoku. Z dwóch powodów.
Po pierwsze: spadł śnieg. Nie pamiętała, kiedy w ostatnich latach na Nowy Rok biel ścieliła się tak gęsto. I to była dobra wiadomość. Niestety była też zła.
Śmieci. Mnóstwo śmieci. Pozostałości po fajerwerkach, rozbite butelki po szampanie, opakowania po McBurgerach… Czy to możliwe? Jak to się stało? Ktoś w nocy przyszedł i rozsypał to wszystko?
Z zamyślenia wyrwała ją ludzka postać opuszczająca blok naprzeciwko. Znała tego delikwenta! Dosłownie wczoraj na tej łące puszczał fajerwerki, od których do tej pory Adzie piszczało w głowie. Pił szampana i inny alkohol, nawet rozbił jedną butelkę… Jej przyjaciel Adrian, w zeszłym roku zranił sobie łapkę o taką właśnie rozbitą butelkę.
Gdyby móc patrzeć przez futro, wszechmocny obserwator zauważyłby, jak Ada czerwieni się ze złości.
Natychmiast przeszła do działania. Podbiegła do rzeczki przylegającej do oczyszczalni ścieków. Upiła z niej kilka łyków. Wiewiórka prawie zwymiotowała, ale dała radę utrzymać ohydną zawartość w żołądku.
Odczekała kilka sekund i poczuła rosnące mięśnie. Całe jej ciało również urosło o kilka centymetrów. W łapkach poczuła ogromną moc. Nie zwlekając, wróciła na łąkę i zaczęła obtaczać śniegiem pozostałości po fajerwerkach i rozbite butelki.
Gdy uporała się już z kulą śnieżną, obeszła ją dokoła, podziwiając swoje dzieło. Robiło wrażenie – kula była ogromna, przerastała Adę przynajmniej trzykrotnie.
Wiewiórka spojrzała szybko w stronę bloku, obawiając się zniknięcia człowieka. Ten na szczęście ciągle stał pod budynkiem i palił papierosa. Idealnie.
Ada schyliła się i wzięła wielką kulę na barki. Niczym Atlas trzymający na ramionach ciężar całego świata, tak teraz ona powolutku zbliżała się do człowieka, dźwigając kulę śnieżną.
Gdy uznała, że jest wystarczająco blisko, delikwent właśnie rzucił niedopałek papierosa na chodnik i odwrócił się w stronę wejścia do bloku. Ada zareagowała bez wahania.
Z całych sił rzuciła ogromną kulą w stronę człowieka. Wycelowała perfekcyjnie.
Kula śnieżna trafiła prosto w głowę delikwenta. Ada usłyszała trzask. Początkowo myślała, że to rozpadająca się kula, ale ta po chwili leżała tuż obok martwego człowieka, prawie nietknięta.
Wiewiórka podbiegła do bloku i przyjrzała się delikwentowi. Okazało się, że trzask pochodził od jego rozłupanej czaszki – różne części głowy leżały rozsypane dokoła, jak po rozbitym wazonie. Próżno szukać było jakichkolwiek obrzydliwości, tkwiących w człowiekach, jak krwi na przykład czy rozciapkanego mózgu.
Ada spojrzała na coś, co było jeszcze przed chwilą głową, ale niczego tam nie dojrzała. Z rozbitej czaszki wyzierała pustka.
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Noooo, Holly, zaszalałaś z nastrojem... Przygnębiający, ale i dający do myślenia. Pusto w głowach mamy pewnie wszyscy, skoro bez opamiętania zaśmiecamy planetę, zabijając w ten sposób siebie i inne żyjące stworzenia, zwierzęta, a także rośliny. Tylko – czy pustka w głowach w jakikolwiek sposób nas usprawiedliwia? 
Pecunia non olet
Nie mam siły na dyskusje, więc

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
No właśnie to jest dziwne, że jeśli chodzi o poprawę standardów życiowych i odkrywanie kosmosu to jesteśmy mega inteligentni, a w kwestii tak prozaicznej, mogłoby się wydawać, rzeczy, jak dbanie o porządek wokół siebie i ogólnie na planecie, to się zachowujemy, jakby nic w tym łbie nie było ;p Nie wiem, jak Was, ale mnie doprowadza do szału widok śmieci na ulicach, w krzakach, na łąkach, nie rozumiem, jak można po prostu tak o, wyrzucić śmieci na ziemię. Każdego lata dołączam do wolontariatów, które sprzątają różne obszary Wrocławia, mam nawet taki specjalny chwytak, który zawsze robi furorę wśród sprzątających ;p Bardzo praktyczna rzecz. Planuję też sama organizować dni sprzątania, kiedyś słyszałam o stronce planetheroes, czy coś takiego, nie wiem, czy dalej istnieje, muszę to sprawdzić.
Przepraszam za zepsucie świątecznego nastroju :O Ale jestem pewna, że Micheal spowetuje ten mój przygnębiający szort jakimś miłym i wesołym, on ma dryg do zabawnych tekstów :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly, nie dziwię Ci się. Mnie frustrują matki, które nie reagują, gdy dzieciak idący obok, lub jadący w wózku, rzuca papierek po słodyczy na ziemię. Podobnie mam z palaczami, którzy rzucają pety nie do koszy. :(
Holly, o takich rzeczach też trzeba pisać. :) Bo inaczej bardzo szybko zamienimy się w jeden wielki śmietnik. :) A co do nastroju, ja przed laty też go pewnie nieco pogrzebałam, kiedy opublikowałam tutaj na Konkurs Świąteczny wiersz pt. “Święta serc”, nawiązujący do słynnej baśni Andersena o umierającej dziewczynce z zapałkami – dokoła wszyscy cacy, każdy uśmiechnięty, rozmodlony, świętuje, opływając w luksusy, stoły uginają się pod ciężarem potraw, choinki nie potrafią pomieścić pod swoimi gałęziami ilości drogich prezentów, a ta bidula dalej siedzi w śniegu i marznie, żebrząc, aby ktokolwiek ją zauważył... Czasem trzeba nieco reala pokazać, taki lajf... :)
Pecunia non olet
Misiu, ech, szkoda słów, już się zdenerwowałam ;p
bruce, sam opis mnie wzruszył, teraz muszę przeczytać ten wiersz!
EDIT: eee, nie ma go już na Twoim profilu! Czemuż to? A możesz mi go chociaż przesłać na priv? 
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Czemu, zepsuty nastrój, trzeba przypominać ludziom, że mają sprzątać po sobie:). Jedyne co, to gdzie tu bitwa – raczej blitzkrieg ;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Jedyne co, to gdzie tu bitwa – raczej blitzkrieg ;)
HAhhaha :P No i super, Bardzie, uratowałeś nastrój :P
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly, nie, nie ma na Portalu, usunięty z wieloma innymi tekstami. :) I nie mam go już. :)
Słusznie, podczas świąt też jest ciężko z utrzymaniem czystości, ludzie rzucają wszystkim, czym tylko chcą, nie dbając o zaśmiecanie otoczenia. Sylwester/Nowy Rok – podobnie.
Pecunia non olet
BIAŁY TERROR
W fabryce zabawek znów było za głośno. Dzwonki brzęczały, maszyny buczały, a młode elfy śpiewały kolędy z takim entuzjazmem, że aż bolały uszy. Zrzędek siedział przy swoim stole, składając drewnianego renifera po raz czterdziesty siódmy tego dnia. Kręgosłup mu trzeszczał, brodę miał siwą, a cierpliwość krótszą niż lista prezentów dla niegrzecznych dzieci.
– Cud, radość, magia… – mruknął pod nosem. – Jasne. Spróbujcie robić zabawki przez sto pięćdziesiąt lat.
Gdy rozległ się dźwięk przerwy, Zrzędek wstał, zarzucił płaszcz i wyszedł na dziedziniec. Śnieg skrzypiał pod butami, a z kominów unosił się zapach pierników. Zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i spojrzał w niebo.
Wtedy dostał śnieżką prosto w ucho.
– Co jest do… – warknął, rozglądając się.
Nikogo. Cisza.
Kolejna śnieżka trafiła go w ramię. Trzecia w plecy. Czwarta w czapkę.
– Bardzo śmieszne – syknął.
Nagle zza skrzyń, sań i bałwanów wyskoczyły elfy rechocząc jak stado reniferów po grzańcu. Były ich dziesiątki. Uzbrojone po zęby w śnieżki. Bitwa wybuchła natychmiast.
Zrzędek nie myślał. Działał. Schylał się, rzucał, obracał. Jego ręce pracowały jak karabin maszynowy. Jedna śnieżka, druga, trzecia – trafienie, trafienie, trafienie. Elfy padały w śmiechu na śnieg.
– Od tylu lat nikt mnie nie pokonał – mruczał, celując z precyzją snajpera. – Przypomnę wam, dlaczego mam przezwisko „Biały Terror”.
W końcu dziedziniec ucichł. Zrzędek stał sam, zadyszany, cały w śniegu. Rozejrzał się… i uśmiechnął.
– Dobra – mruknął, ciągle trzymając papieros w ustach. – Jutro znowu znienawidzę tę robotę. Ale dziś są święta.
Założył czapkę i dodał pod nosem:
– Jedyny czas w roku, kiedy mogę kogoś bezkarnie obić śnieżką i nadal nazywa się to „magią”.
You cannot petition the Lord with prayer!
Wybaczcie, że tak późno, Holly nie mogła później, ja nie mogłem wcześniej, chociaż i tak miałem wstawić dopiero po 17 i jakoś tak wyszło.
Zaraz usunę wcześniejszy komentarz, wybacz Bardzie, miałem, że tak powiem urlop i nie zaglądałem na stronę.
Staram się też przeczytać wszystko co wstawialiście na kalendarz, każda praca jest niesamowita.
A Ciebie Holly rozumiem, coś mi się wydaje, że pierwszego stycznia przypomni mi się Twój szort. Niestety. W gliwickim parku zawsze jest pełno śmieci po sylwestrze, aż szkoda gadać.
Mam nadzieję, że chociaż trochę Tobie i reszcie poprawię humorki moim Zrzędkiem.
You cannot petition the Lord with prayer!
Znakomity tekst, MichaeluBullfinchu, biały terror = biała magia. :)
Pecunia non olet
Dziękuję bruce 
You cannot petition the Lord with prayer!
kiedy opublikowałam tutaj na Konkurs Świąteczny wiersz pt. “Święta serc”, nawiązujący do słynnej baśni Andersena o umierającej dziewczynce z zapałkami
To był bardzo dobry utwór, moim zdaniem najlepszy ze znanych nam wierszy bruce do czasu “Kaprysów Herostratesa”, ale te dwa są tak różne gatunkowo, że trudno je rozsądnie porównać. Pamiętam z niego refren “W każdym domu choinka, / a za oknem dziewczynka / z zapałkami w zmarzniętych dłoniach”, różne pojedyncze wersy i jeszcze taki fragment:
Święci triumf konfesjonał:
każdy grzechy pokonał,
serca wszystkich są czyste jak kryształ.
Gdyby lampy dziś zdławić
i te serca ustawić,
kościół cały by w blasku ich błyszczał!
Szkoda, że utraciliśmy ten wiersz, choć oczywiście to decyzja Autorki. Próbowałem go kiedyś wyszarpać z otchłani Portalu, ale mi się nie powiodło; skoro został usunięty, a nie tylko schowany, być może nawet narzędzia administracyjne by w tym nie pomogły.
Przy okazji – podziękowania dla autorów kolejnych kartek! Czyta się to i ogląda bardzo przyjemnie. Nie dawałem rady komentować na bieżąco, więc nie chciałbym teraz nikogo niesprawiedliwie wyróżniać, ale wszyscy pomagacie zaprowadzić na NF przyjazną, świąteczną atmosferę.
Znalazłem jeszcze przeoczony wcześniej wpis Ambush:
piękny wierszyk, który przypomniał mi ten o dwunastu, czy dziesięciu małych bałwankach. Czytałam dzieciom.
Bardzo dziękuję!
Dziękuję bardzo, Ślimaku Zagłady. 
Pecunia non olet
MichaelBullfinch – stado reniferów po grzańcu:D. Dobre, Biały Terror, to zdecydowanie mój człowiek:). Potrafi cieszyć się pracą w święta, a jednocześnie z klasą marudzić:). Uśmiałem się :).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Dzięki Bardzie! Cieszę się, że udało mi się sprawić Ci uśmiech!
You cannot petition the Lord with prayer!
jeśli chodzi o poprawę standardów życiowych i odkrywanie kosmosu to jesteśmy mega inteligentni, a w kwestii tak prozaicznej, mogłoby się wydawać, rzeczy, jak dbanie o porządek wokół siebie i ogólnie na planecie, to się zachowujemy, jakby nic w tym łbie nie było ;p
Wiesz, to nie jest po prostu kwestia inteligencji (człowiek nie składa się z samej inteligencji), ale długo by o tym gadać i tylko byśmy się obie wkurzyły (bo mnie też, jak widzę te papierki i puszki, coś trafia...).
Jedyny czas w roku, kiedy mogę kogoś bezkarnie obić śnieżką i nadal nazywa się to „magią”.
![]()
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Holly, Michaelu
Dobrze, że ujęliście temat inaczej, choć niektóre nutki wybrzmiewają podobnie. W obu wypadkach bohaterowie próbują sobie radzić z frustracją, niesmakiem i przeciwnościami. Michael kontynuuje perypetie elfów przy pracy, Holly kontynuuje masakrowanie społeczeństwa.
Pozostaje mieć nadzieję, że Zrzędek nie ciska tak mocno jak wiewiórka po wodzie z kanału 
Też mam taką nadzieję, bo musiałby pracować sam, a pewnie by go to jeszcze bardziej wkurzyło XD
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej, piszę na szybko i z telefonu, bo już wyjechałem na święta, ale dziękuję za pozytywne komentarze (zwłaszcza – nieironicznie – o biuście, bo rzadko rysuję postacie kobiece w takiej odsłonie, więc cieszę się, że dobrze wyszło ;D), a co do reszty wpisów, nadrabiam, nadrabiam i podziwiam. :) I gdybym nie miał czasu w Wigilię, to wesołych Świąt wszystkim!
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...


Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
SNDWLKR, pozdrawiam także i dziękuję, Wesołych Świąt! :)
Pecunia non olet
Kalendarz został zaktualizowany :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Dobry wieczór lub dobrej nocy. A może już Wesołych Świąt?
Mamy 23. grudnia, więc czas na muzyczną chwilę z Vacterem:
» Wesołych Świąt! «
Artystom więcej, szybko!
Dzień dobry NF :D – Vacter, to jest świetne w swojej dziwności :). Tak jak napisałem w komentarzu na YT. Wokal z Siekiery do elektrogotyku – czyli takie The Cure po 30 latach w Polsce i bez instrumentów :). Tekst świąteczny, ale taki psychodeliczny pod klimat utworu – super, dla mnie bomba:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Bomba typowo sf. :)
Pecunia non olet
Mógłbym skopiować komentarz Barda. Takie same wrażenia, szczególnie głos jak z Siekiery – ciągle o tym myślałem słuchając. Brawa!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ogłoszenie adwentowe :D Kalendarz został zaktualizowany. Jutro ruszamy z życzeniami, postaram się je zebrać i dodać w ostatnim okienku, ale to może mi chwilę zająć :).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Czyli życzenia mamy wrzucać dopiero jutro, tak?
Pecunia non olet
Tak, życzenia świąteczne w Wigilię :). Pamiętajcie o elemencie fantastycznym :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ok, dziękuję, Bardjaskierze. 
Pecunia non olet
Dziękuję za odsłuchanie utworu i za Siekierę :). Jestem zadowolony, że udało mi się go przygotować na czas. Jednak presja swoje robi. Zgłaszając chęć nie miałem jeszcze nic do niego przygotowanego. Teraz można szykować się z życzeniami na jutro, przy dziełach kalendarza.
Artystom więcej, szybko!
Obudzona przez Synka, spieszę z życzeniami:
„Wigilijne życzenia”
Dziw nad dziwami, powiadam Wam,
przydarzył się dziś przy stole,
bo nie – zwierzęcy w Wigilię gwar
wypełnił domu podwoje:
igły z choinki, strojne, aż strach,
życzenia niosły Fantastom:
Tekstów wybitnych, świetnych, że ach!
i słodkich, jak z makiem ciasto!
Do tego jeszcze – brzmiał igieł śpiew –
spokoju, zdrowia i szczęścia,
karpia, co wszystkim zapiera dech,
hojnej fortuny nadejścia! :)

Wesołych Świąt! 


Pecunia non olet
Mi też nie było dane wyspać się tej nocy :). Za to mam czas na przemyślenia. Może trochę nietypowe, bo po przesłuchaniu piosenki Czekoladowy Jezus. Tak tytuł nieco prowokacyjny i na pewno też bije w instytucję kościoła, ale ja nie o tym. Bo widzicie, żyjemy w czasach gdzie Jezus, jest z czekolady daje szybką ulgę. Można go smakować kiedy tylko się chce i to od ręki. Bez wyrzeczeń, bez starania. I można by tu teraz walnąć kazanie o ludzkich słabościach, o tym jak sprowadzamy wszystko do używki, bierzemy wtedy kiedy jest to nam na rękę. Ale ja też nie o tym chciałem;). Bo tak naprawdę potrzebujemy Czekoladowego Jezusa, dlatego, że żaden inny nam nie został. Tak, poniekąd sami do tego doprowadziliśmy, ale to nie oznacza, że musi nam się to podobać. Pozostaje nam korzystać z tego co jest, więc niech przynosi nam ukojenie, nawet jeśli używamy go tylko dla własnej wygody, a może z czasem stanie się czymś trwalszym i mniej słodkim niż czekolada. Wyszedł mi pseudo teologiczny wywód, ale zmierzam do tego by pisanie dla nas wszystkich stało się czymś więcej niż Czekoladowy Jezusem, a dopóki tak się nie stanie, miejmy z niego przyjemność chociaż na chwilę:). Wesołych świąt!:
https://youtu.be/7rgili5Eirc?si=tSbVTwVQppLOvYHE
A to link do piosenki, jakby ktoś miał ochotę posłuchać:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
bardzie, bruce
dzięki za Wasze życzenia!
Życzę Wszystkim samych fantastycznych wspaniałości!
Abyście w te Święta unikali trucizn przy stole, znaleźli dobry ekwipunek pod choinką i pamiętali, że przed wyruszeniem na Pasterkę, należy zebrać drużynę!
Do życzeń dołączam już w całości zebrane bingo z kalendarza, które zrobiłem posiłkując się AI, ale wyszło prawie dobrze i prawie po polsku :)
Gdy będzie czas, to dopieszczę
(element fantastyczny w zdaniu powyżej).
Wszystkiego dobrego! 


Pozostaje nam korzystać z tego co jest, więc niech przynosi nam ukojenie, nawet jeśli używamy go tylko dla własnej wygody, a może z czasem stanie się czymś trwalszym i mniej słodkim niż czekolada.
Ooooj, podyskutowałabym (choć nie mówię, że z całością). Ale nie teraz :D

https://www.youtube.com/watch?v=zn_HSNbxVCw&t=14s
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Z Warszawy, w której będę w Święta, dla Wszystkich ciepłe życzenia:
Każdemu na biurko niech sfrunie piórko
Przez lud przyznane i Lożę nadane.
Bo jest umowa: ocena piórkowa
Nobilituje, a zatem raduje.
Pióropusz można piórkiem wzbogacić.
I nawet za to nie trzeba płacić.
Wystarczy stworzyć coś fantastycznego
Nigdzie jeszcze nieznanego.
Bardjaskierze, Beeeecki, Tarnino, Koalo75, wzajemnie, dziękuję Wam! 
Od zawsze uwielbiam czekoladę. :) Jednak Jezus jest w moim sercu. Codziennie w rozmowach, zawsze wspiera i dodaje siły. :) Czekoladowy niech pozostanie Mikołaj. I bombki. :)
Wesołych Świąt! 
Pecunia non olet
Życzę Wam Wszystkim domu jak Hogwart. Żeby każdego dnia drzwi, które otwieracie prowadziły do innego pokoju, lecz żeby w każdym dało odnaleźć się szczęście. I gdy w nocy wstaniecie do łazienki, żeby to były Warszawskie Łazienki, a nie dziura za stodołą. Taki to Hogwart. A jak otworzycie okno, to żeby śnieg padał, a zimno nie było. A gdy pójdziecie boso nocą, nikt was nie zaskoczy złym słowem, a piosenką szczerą i piękną. A gdy spotkacie typa w ciemnej bramie, to on w pidżamie, da wam potrzymać swojego misia. A gdy będziecie opatuleni szalikami, to po wymianie, wrócicie do łóżka na spokojne spanie. A jak otworzycie drzwi wyjściowe, to lepiej ubierzcie stroje kąpielowe, gdy zamiast w korytarzu staniecie nad zjeżdżalnią w egzotycznym wojażu.
A jak drzwi zamkniecie, to nie spotkacie nikogo, kto by wam coś powiedział złego. Gdyż Wasza chata będzie domem dobrego.
Artystom więcej, szybko!
Vacterze, super wiersz i życzenia, brawa, pozdrawiam, dzięki, wzajemnie. 
Pecunia non olet
Zdrowych i pięknych Świąt dla wszystkich. Oddechu od codzienności, cierpliwości i uśmiechu.
delulu managment
Tu jeszcze jedna piosenka w tych, ekhm, klimatach (nie lubię tego słowa ><): https://www.youtube.com/watch?v=oy3Ttof0bI0&t=1s
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.