- Opowiadanie: PsychoFish - Serce Czarnego Lądu

Serce Czarnego Lądu

Na końkurs. Bo końkursy pięknie galopują, a ja lubię czasem pogalopować ;)

Ihaaaa... a nie, to tekst Szkapy.

Bul bul.

P.S. Fantastyka w środku jest. JEST. Się doszukać trochę trzeba, ale jest! :) Bo Afryka sama z siebie jest magiczna, to trudno rozróżnić... ale o to chodzi, nieprawdaż?

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Serce Czarnego Lądu

Czuma zerkał niespokojnie ku lepiance. Biały ojciec był chory już od wielu księżyców tak bardzo, że nie mogli podróżować. Mieszkańcy wsi robili co mogli, znosząc lecznicze zioła i ofiarując mięso na strawę, lecz niewiele to pomagało. Młodzieniec publicznie poprosił szamana o przegnanie złych duchów, które zalęgły się w chorym. Święty człowiek odprawił rytualny taniec i odszedł na sawannę rozmawiać z przodkami, ale gdy wrócił, rozłożył bezradnie ręce.

– Mulungu nie chce mnie wysłuchać, a jego sługi niczego nie mówią – powiedział szaman zza kolorowej maski, tłumiącej nieco głos. – Baobab mego ojca też milczy, szumi tylko w oczekiwaniu na towarzysza.

– Po prostu nie umiesz go uleczyć! – odparował rozżalony Czuma. Chciał powiedzieć coś jeszcze, wypuścić gniew zaklęty w lwie słowa, ale Susi chwycił mocno ramię chłopaka i posłał ostrzegawcze spojrzenie. Ludzie Czitambo poważali swojego szamana, obrazić go oznaczało stracić ich pomoc. Biały ojciec musiał odpoczywać, ugościli go więc w chacie postawionej w cieniu rozłożystego, dającego zbawczy cień hebanowca – gdyby zostali wypędzeni, upał i nocny chłód do spółki zabiłyby ich ukochanego podróżnika w kilka dni. Czuma zacisnął zęby i spuścił głowę.

 

 

Susi wytłumaczył wieczorem plemieniu przywiązanie Czumy do misjonarza, snując opowieść, tak jak tylko on umiał, o białym ojcu, który odbił małego Czumę z rąk handlarzy niewolników. Łyskał przy tym strasznie białkami, aż dzieciaki piszczały ze strachu, a zaraz potem z uciechy; skradał się wokół ognia, opowiadając o podchodach pod obóz białych szat; huczał gwałtownie, składając ręce do strzału z wyimaginowanego grzmiącego kija… Tak, Susi miał dar do wieczornych opowieści. Szczególnie wodzowi podobała się ta historia. Jego synowi, który stał za plecionym tronem z podarowaną przez białego ojca parasolką, także. Musiał tak stać nawet po zachodzie słońca. Wódz mawiał, że jej cień daje mu skrawki niezwykłej mądrości przybysza. Tak sobie życzył mwata Czitambo, więc tak czyniono.

 

 

Mieszkańcy wsi zapomnieli wkrótce młodzieńcowi jego wybuch. Tylko szaman długo się boczył.

 

 

Smutek kąsał serce Czumy, gdy tak siedział w cieniu hebanowca i czekał. Biały ojciec drzemał w środku niespokojnie, trawiony gorączką. Złe duchy opadały chorego, zsyłając koszmary i usiłując wyrwać z dobroczynnego snu. Starczył nieostrożny ruch, szelest, by go obudzić – więc wychodzili z Susim z chaty i szli polować lub pomagać ludziom Czitambo pasać kozy. Przymknął oczy, wargami poruszał w bezdźwięcznej modlitwie do wszystkich przodków, by ujrzeli jego rozpacz i przybyli na pomoc.

 

Tak zastał go Susi, niosący naręcze owoców.

 

– Chodź, Czuma – odezwał się półgłosem – na sawannę. Złość szamanowi minęła i mamy się spotkać pod baobabem, w którym mieszka duch jego ojca i ojca jego ojca. Chce nam pokazać coś ważnego, o czym woli nie mówić przy wszystkich.

Młodzieniec zamrugał gwałtownie, wyrwany z półletargu. Przypatrywał się towarzyszowi dłuższą chwilę, zanim odpowiedział.

– Susi… On może nas potrzebować w każdej chwili.

– To nie zajmie długo. Szaman mówił, że nim księżyc pocałuje szczyt nieba, będziemy z powrotem.

– A jeśli… A jeśli chcą go okraść?

Susi parsknął, wyraźnie rozbawiony.

– Mieli ku temu tyle okazji, ile jest traw pod naszymi stopami… Daj spokój, dlaczego mieliby silić się na taki podstęp, gdy wystarczy tylko, byśmy poszli polować?

Młodzian zmarszczył czoło, wytężając myśli, nie znalazł jednak odpowiedzi na pytanie. Wstał więc, ociągając się nieco, i podążył za kompanem. Bez słowa podzielili między siebie owoce, by nieść równy ciężar. Robili tak już wiele razy w trakcie podróży z białym ojcem. Szli w milczeniu, starszy prowadził. Po pewnym czasie ujrzeli w oddali rozłożysty baobab. Rósł w oczach z każdym krokiem, na tle czerwonego, zachodzącego słońca. W jego koronie na pewno mieszkało więcej duchów, niż ojciec szamana i ojciec jego ojca, tego Czuma był pewien. Zapewne nie wszystkie chciały rozmawiać z szamanem, więc wspominał tylko o swoich… Ciekawe, czy pozostałe gniewały się za to?

 

Gdy dotarli na miejsce, zapadał już zmierzch. Szaman siedział pod pniem, twarz zasłaniała mu owalna maska, ozdobiona piórami i z wzorami w pstrych kolorach. Wskazał miejsce między korzeniami, gdzie bielą błyskały małe kości. Złożyli tam owoce – duchy ojców należy traktować z szacunkiem, by nocą nie wcieliły się w rozszalałe hieny i nie rozszarpały gardeł obrazoburcom. Susi pokłonił się przed baobabem, Czuma, choć niechętnie, poszedł w jego ślady. Szaman zagrzechotał woreczkiem i zaintonował monotonną pieśń. Stali w milczeniu, święty człowiek nucił, słońce nieznośnie powoli kryło się za horyzontem. Dopiero, gdy ostatni skrawek gorejącej tarczy zniknął za krajem sawanny, śpiew ustał.

 

 

– Masz w sobie gniew młodego lwiątka, którego matkę pokąsał krokodyl przy wodopoju, więc wybaczam ci, Czumo – odezwał się szaman. Jego głos zza maski dudnił, a zapadający zmrok potęgował wrażenie, jakby dochodził skąd indziej, gdzieś z głębin sawanny. Rozpaloną dniem skórę popieścił nagły, acz delikatny podmuch wiatru.

 

– Wiedz jednak, że duchom ojców nie podoba się twój brak szacunku – szaman szeptał głośno – i pragną, byś zadośćuczynił obeldze podważania ich słów. Jeśli tego nie zrobisz, ześlą na ciebie klątwę złośliwą jak pawian i nieustępliwą jak zwabione twoim potem muchy, a która sprawi, że los twój stanie się gorszy od losu najsłabszej sztuki w stadzie.

Młodzieniec zląkł się. Zapadająca szybko ciemność, dziwny głos szamana i chłodny wiatr, który w tajemniczy sposób owiewał tylko jego, sprawiły, że naprawdę pożałował słów obrażających zmarłych. Spojrzał na towarzysza, ten skinął nieznacznie głową.

Jamesie Czuma, czy naprawisz szkody, któreś uczynił? – zabrzmiała głucho maska, a zagadnięty gotów był przysiąc, że wzory na niej poruszyły się nieznacznie.

– Tt… Tak.

Nauczysz więc syna mego syna stawiać i czytać znaki. – Głos zabrzmiał jakby z oddali i zmieszał się z szelestem liści. – Uczynisz to, gdy powrócisz ze swej ostatniej podróży. Spędzisz wtedy w wiosce całą porę suchą.

Abdullah Susi pochylił głowę tak, by nikt nie widział jego twarzy i uśmiechnął się. A to przebiegły staruch! Biały ojciec chciał wszystkich nauczyć angielskiego, włącznie z pismem, ale choroba nie pozwoliła mu zrealizować tego zamiaru. Ledwie miał sił, by prowadzić własne zapiski i szkice… W znakach stawianych na papierze tkwiła ogromna magia, wiedział to – a ten przechera chciał tę magię posiąść, by w całej wiosce dzielić i rządzić wedle swego uznania. Co za szympans! Nie wiedział, czy bardziej podziwiać jego spryt, czy pogardzać jego pragnieniem wywyższenia się nad innych.

Czuma pokiwał głową, zgadzając się na naznaczoną pokutę. Źle jest gniewać duchy przodków, zwłaszcza gdy zapada noc i drapieżniki wychodzą na żer. Szaman mruknął zadowolony i przemówił. Jego głos brzmiał teraz normalniej.

– Przybliżcie się do baobabu i przyłóżcie uszy. Duchy wyjawią wam przyszłość.

Posłusznie podeszli do pnia i przytknęli głowy. Z początku nie słyszeli nic poza swoimi oddechami i uderzeniami serc, ale potem zerwał się mocniejszy wiatr, korona zaszeleściła i w korze drzewa usłyszeli śpiew…

 

Wracali razem z szamanem. Księżyc był już wysoko, noc bezchmurna. James i Abdullah podążali kilkadziesiąt kroków za starcem, stropieni, markotni. Rozumieli już, dlaczego szaman nie chciał wyjawić tej tajemnicy – gdyby tak się stało, niechybnie wódz, pragnąc władzy i mądrości, po kryjomu wydobyłby i pożarł co należne duchom. Ściągnąłby w ten sposób potężną klątwę na całą wioskę. Abdullah podejrzewał przez chwilę, że może jest to kolejny podstęp szamana, który sam chciał zyskać moc. Jednakże, kiedy mag zdjął maskę, twarz jego była umęczona przerażeniem, a ręce drżały. Bez wątpienia władały nim dziś duchy, Susi porzucił więc złe myśli i pozwolił, by smutek rozgościł się w sercu. Jest czas na polowanie, na radość i na lament. Każdy trzeba przeżyć w swojej części. Spojrzał na Jamesa – chłopaka przygnębienie trawiło aż za bardzo. Wiedział, że musi mu dać jakiś cel, dzięki któremu Czuma nie zapadnie się w zgryzocie. Rano. Kiedy słońce wschodzi, umysł się rozjaśnia, a mądrość zmarłych słoni wędruje w powietrzu. Rano coś wymyśli.

 

– Dlaczego zostałeś z nim tak długo? – Czuma zapytał nagle, jakby drewnianym głosem. Oczy Susiego zamgliły się na chwilę – tęsknotą za czymś bezpowrotnie utraconym, pięknym i bolesnym.

– Obiecałem Mary, że będę miał na niego baczenie – odparł krótko i już nigdy więcej o tym nie mówili.

 

Nad ranem, z długiego polowania, wrócił trzeci towarzysz bwana Davida – Jacob. Czuma i Susi opowiedzieli mu wszystko. Po krótkiej naradzie razem zanieśli białego przyjaciela i ojca pod baobab na sawannie. Rozmawiali, jedli i pili, aż ogień złych duchów trawiący piersi podróżnika zelżał nieco. Zmówili razem modlitwę, a krótko potem David odszedł w spokoju. Gdy duchy zaśpiewały wśród liści, wycięli serce z piersi zmarłego, zamknęli w puszce po mące i zakopali w korzeniach drzewa. Potem troskliwie zajęli się ciałem – mieli je zawieźć, zgodnie z jego ostatnią wolą, aż do tajemniczej Brytanii. Czuma wyjął nóż.

 

“LIVINGSTONE MAY 4 1873” głosił wyrzeźbiony w korze napis.

 

Afryka smutno westchnęła szumem wiatru na sawannach i zapłakała dżdżem pory deszczowej. Potrzebowała mocnych serc swoich dzieci, by dały jej siły na przeżycie nadchodzących stuleci zniewolenia, rzek krwi i ogromnej biedy. Serce Davida biło w niej odwzajemnioną miłością – do rzek, dżungli, jezior… I do wolności.

 

 

Miesiąc po śmierci misjonarza sułtan Zanzibaru, przymuszony przez Brytyjczyków, podpisał traktat znoszący handel niewolnikami. Zbiory były obfite, a pora sucha krótka.

 

Trzydzieści sześć lat później baobab, pod którym pochowano serce Davida Livingstone’a, zaczął usychać. Sir Robert Condrington przybył na miejsce ściąć umierające drzewo i przygotować miejsce na bardziej trwały nagrobek. Zastał opustoszałą murzyńską wioskę. Puszka po mące, w rozkopanym dole przy korzeniach baobabu, była pusta. Zamknął ją, pomodlił się za zmarłego i zakopał z powrotem. Nigdy nikomu nie powiedział o tym odkryciu.

Koniec

Komentarze

Niezły tekst. Czuć powiew Afryki.

Podziwiam szybkość reakcji. Jeśli to tempo się utrzyma, to jury będzie miało przechlapane… ;-)

Powodzenia w konkursie.

Babska logika rządzi!

Się oglądało "Pożegnanie z Afryką" i czytało "Białą Lwicę" Mannkela, to wiesz… dobrze, że ten powiew nie od czego innego czuć ;)

Dzięki – jestem podbudowany ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jakoś tak potrafisz przekazać ten afrykański klimacik.

Ale i tak sądzę, że najsłabsza hiena ma się lepiej niż najsłabsza antylopa… ;-)

Babska logika rządzi!

Zdycha z głodu lub ją zjadają. Hieny to padlinożerne su…syny, choć czuję do nich dziwną sympatię ;) A antylopa, nawet na leżaka, skubnie jeszcze trawkę, powiadam ci… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Póki jej jakiś drapieżnik nie oddzieli od reszty stada…

Babska logika rządzi!

oj tam oj tam, no sama wiesz – przyroda :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czy Ty sypiasz, PsychoFishu? Jak Ty to robisz, PsychoFishu? Konkurs dopiero co ogłoszony, a Ty napisałeś poprawne językowo, kompletne, pełnoprawne, chociaż krótkie, opowiadanie. Kiedy? Jak? Jak to możliwe???!!! Bu! Też tak chcę!!! :(

Nie wiem, czy czuć Afrykę, na pewno czuć społeczeństwo plemiene. Ja miałam wrażenie, że czytam o Indianach, ale to pewnie dlatego, że o Indianach w ogóle więcej czytałam niż o Afryce. :) Ale zapewne – przy zmianie dekoracji na baobaby – wychodzi w gruncie rzeczy podobnie. Społeczeństwa plemienne mają dużo cech wspólnych.

Ciekawy tekst. Livingstone na końcu mnie zaskoczył, chociaż w sumie nie powinien. Przez ten odnośnik do realności w moich oczach tekst jeszcze zyskał.

Miłe kilka minut przed śniadaniem. :)

Ooo eeee… No ostatnio sypiam mało lub w niestandardowych porach. Taka karma. :) Dziękuję za miłe słowa, recenzję i czas poświęcony na lekturę. Chyba poepatuję gdzieś czarną skórą jeszcze, żeby było bardziej afrykańskoplemienne. No generalnie to się robi tak: Finkla zaczyna cię publicznie uczłowieczać, beryl woła ratunku i nagle cyk! Staje się opowiadanie…

 

I tak, zarówno Indianie obydwu Ameryk, plemiona afrykańskie oraz np. plemiona syberyjskie charakteryzuje mnogość wierzeń opartych o dwa mianowniki: animizm i manizm. I wszędzie jest jakiś Wielki Manitou lub Mulungu lub Drzewo Życia. Skojarzenia absolutnie dobre, wnioski dobre, tylko Murzyni u mnie za mało rzucają się murzyńskością w oczy… Z jednej strony tak chciałem, ale po przekimaniu chyba jednak już nie chcę ;) Pażywiom, uwidim co powie reszta, najwyżej Rolling Stones zagrają ten tytuł z wieloznacznym błędem: "Paint it, black". ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ciekawe opowiadanie. Solidne, tajemnicze i klimatyczne. No i ma niejednoznaczne zakończenie, które wyjątkowo mi nie przeszkadza.

Zdecydowanie dobry kawałek literatury, zawarty w przystępnej formie.

Dziękuję vyzarcie. A ponieważ ocha sieje u mnie ziarna wątpliwości, powiedz mi: za mało murzyńskości w Murzynach czy było akurat? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ale ja nie napisałam, że to źle. Uniwersalizacja jest raczej dobrą rzeczą.

A Murzyn to dużą literą piszemy! 

PsychoFishu, powiem tak – jeśli piszesz tekst w taki sposób i z taką narracją, nie ma – jak sądzę – powodu, by wspominać o tym, że mieszkańcy afrykańskiej wioski są czarnoskórzy. Z podobnego względu pisząc opowieść o Skandynawii i opierając o to narrację nie wspominasz, że mieszkańcy Skandynawii są generalnie jasnowłosi i jasnoskórzy. Opisujesz tylko odstępstwa od reguły czy stanu "naturalnego". Tak więc w opowieści o Afryce, prowadzonej z perspektywy czarnoskórych jej mieszkańców, powinno się wspominać tylko o kolorze skóry innym niż ciemny.

O widzisz, mnie się też tak zdawało…

Ocha – dzięki, faktycznie człowieka rasy czarnej dużą, a potocznie małą… poprawię komentarze :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytam resztę później, ale: "Chciał powiedzieć coś jeszcze, upuścić ducha gniewu w lwie słowa (…)" – hę?

Szarża taka mała… stylizacyjna. Zobaczymy, czy będzie raziło więcej osób :) Czekam na pełną opinię w takim razie i dziękuję za twój czas. :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja będę broniła szarż stylizacyjnych (no, przynajmniej w rozsądnym rozmiarze). Na to zdanie też zwróciłam uwagę i spodobało mi się. Właśnie przez swoje przeszarżowanie.

Jak już tak byśmy wygładzili wszystkie kanty, zapisali co się da zgodnie z wszelkimi regułami matematyki, fizyki i poprawności wszelakiej – to w końcu nie będzie się niczego dało czytać. A do poduszki równie dobrze będziemy sobie mogli poczytać pisma ze skarbówki. Emocji zapewne dostarczą więcej.

Ocho, pijesz do kogoś konkretnego? ;-)

Jeśli tylko kończy się happy endem, to może być i korespondencja z fiskusem. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, nie piłam do nikogo konkretnego, chociaż jak już nacisnęłam "dodaj", to sobie pomyślałam, że ktoś konkretny może tak pomyśleć. ;)

A korespondencja ze skarbówką – nawet jeśli kończy się happy endem – jest straszna. 

Wczoraj żyłam od rana w oczekiwaniu na katastrofę, bo mój mąż dostał awizo, na którym nasz kochany listonosz dopisał US. Jak ktoś ma firmę, to taki dopisek mrozi krew w żyłach, zwłaszcza, jeśli korespondencja jest zupełnie niespodziewana.

Na szczęście okazało się, że listonosz się pomylił, pismo nie było do męża, tylko do mnie. A ja tak między styczniem a kwietniem do tej korespondencji jestem przyzwyczajona – a to jakiś mandat, który zakurzony i zapomniany leży w schowku w samochodzie, a to jakaś korekta PIT. Luzik. :)

 

Ale, jeśli już zna się to szczęśliwe zakończenie, może da się czytać bez palpitacji? Może chociaż "zwrot nadpłaconego podatku" dobrze brzmi? (Proszę pamiętać, na jakim portalu się znajdujemy!) ;-)

Oby znielubione urzędy zapodziały gdzieś nasze dane.

Babska logika rządzi!

O co za czasy, kobieta broni moich szarż… tempora, o mores, o k…wa … :) Umówmy się, że sprawdzamy gusta – mój, czy potrafię szarżować bez popadania w śmieszność i Wasz – czy się podoba.

 

US zło. Ale jeszcze większe zło to ZUS – Zły US? :)

 

A co do waszych uprzejmości… Obydwie nie piszecie zbyt okrągło, za co osobiście lubię Wasze teksty… Tylko, że każda w swoim stylu, moje panie Chropowatki ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finklo, czy PsychoFish nas właśnie obraził? ;)))

 

Z ZUSem przynajmniej wiadomo, o co chodzi. Skarbówka chyba często sama tego nie wie.

Pytam pani fachowej urzędniczki, bo chcę być w porządku, jak rozliczać płatności przychodzące na PayPal w walucie. A pani  fachowiec mi na to – a co to ten PayPal?

 

Ale zostawmy to może lepiej. :)

Ocho, też się nad tym zastanawiam… Chropowatki… jeśli miał na myśli zmarszczki, to wyfiletować leszcza! A jeśli zarzuca NAM błędy językowe to… smażenie w głębokim tłuszczu?

Babska logika rządzi!

Ja zignoruję USy i ZUSy (ech, żeby na co dzień się tak dało…) i wracają do tematu napiszę, że mi się szarża wypuszczająca ducha gniewu w lwie słowa podobała. Ładnie ujęte, do kontekstu pasuje, niech sobie Chumcio czasem w patos wpadnie, a co !

Za to, btw w tym samym zdaniu: "…chwycił go mocno swoją spracowaną dłonią…".

No, Rybek, no. Serio? :)

Dalej już poszło mi zbyt szybko, aby cokolwiek wyłapywać. Przyjemny kawałek lektury, akurat na wieczorną herbatę. Grazie!

Finklo – ja proponuję w galarecie. Nie dość, że zginie marnie, to jeszcze ryba w galarecie jest takim obrzydlistwem, że nikt tego nie zje. Zemsta do kwadratu!

 

Ale, ale – czy ja się właśnie skierowałam na Wasze kulinarne manowce? Nie! Uciekam! :)

Twierdzisz, że zemstę należy serwować na zimno? Hmmm.

Jakie manowce? ;-)

Babska logika rządzi!

niebieska – dziękuję za, czas, opinię i komentarz. My wódz, po udaniu się piechotą tam, gdzie nawet wodzowie, uznaliśmy, że może jednak nie dokonujecie zamachu stanu, lecz jesteście obywatelką kierowaną słuszną troską o mądre gospodarzenie znakami w limicie i dokonaliśmy stosownych zmian, lepiej wykorzystując daną pulę. W związku z tym odstępujemy od okrutnych tortur (łachotanie pięt piórkami, muskanie sutków owocami ostu). Jak Grazie to chyba… Prego? :)

 

FinOcho: Nie zarzucam wam błędów. Zarzucam wam, że nie jesteście nudne, z okrągłymi zdaniami (inne rzeczy możecie mieć okrągłe, a nawet zapewne macie, tylko nie chcecie podzielić się zdjęciami…). Tym niemniej, nie piłyście wódki pod galaretkę z rybką?

 

(tak tak, tu właśnie upatruję szansy na wylądowanie w damskich ustach ;) )

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Aha. W takim razie odstępuję od okrutnej pomsty.

Nie. Pod śledzika w occie to już szybciej. "Galareta i lorneta" tudzież "meduza i lornetka" to na pewno nie byłam ja.

Ty cwaniaczku! Nie dosyć, że w ustach, to jeszcze obficie podlany gorzałą? Sprytnieś to sobie wykombinował! Ale nie przez galaretkę droga. ;-)

Babska logika rządzi!

(rybomimika mode on)

:D

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Chciał powiedzieć coś jeszcze, wypuścić ducha gniewu w lwie słowa, ale Susi chwycił go mocno swoją spracowaną dłonią za ramię i posłał ostrzegawcze spojrzenie.  ---> ducha gniewu odzianego / ubranego / przystrojonego w lwie słowa; ducha gniewu zamkniętego / zaklętego w lwich słowach. Wywal, na litość, zaimek!

Susi wytłumaczył im któregoś wieczora, snując opowieść jak to tylko on umiał: o białym ojcu, który odbił małego Chumę z rąk białych płacht i zwrócił chłopcu wolność. ---> na mur beton przecinek zamiast dwukropka. Niby co i komu wytłumaczył? e mieszkańcom wioski, pal diabli, łatwo sobie dopowiedzieć, ale opowiadanie o czym, przedstawianie jakiejś historii, jakiegoś wydarzenia, w życiu nie jest tłumaczeniem czegokolwiek. Chyba że dodasz, iż wytłumaczył, dlaczego Chuma jest tak przywiązany do białego ojca, opowiadając, jak Chuma został odbity i tak dalej.

Szczególnie wodzowi, podobała ---> a mi się nie podoba. Ten przecinek, znaczy.

białego ojca – również.  ---> przecinek zamiast półpauzy, która nie ma tu niczego do roboty poza tym, że trochę ładniej od przecinka wygląda. :-)

– Chodź Chuma ---> niech będzie moja strata, po raz tysięczny osiemnasty przypomnę, że wydzielanie wołaczy przecinkami jest obligatoryjne.

i zefir, który znienacka owiewał go podczas gdy kędzierzawe loki Susi tkwiły nieruchomo na swoim miejscu,  ---> loki Susi czy Susiego? Płeć… To jest partia narratorska, prymitywizować aż tak nie ma potrzeby. Znienacka to tylko za pierwszym razem. Skoro cały czas owiewał go zefirek (nawiasem – myląca jak cholera nazwa dla wiatru afrykańskiego), to może raczej w tajemniczy sposób owiewał tylko jego.

czytać znaki. – głos zabrzmiał ---> głos wersalikiem.

sześc ---> :-) litrówka :-)

===============

Niezłe!

Idu poprawiać (dzięki za wyłapanie!:) ). Sześciolitrówkę wezmę do kompanii, bo co innego mi zostało ;) A mówiłem: rozpędzone pociągi nie znają litości… :D Ty wiesz, jaką teraz będę miał łamigłówkę, żeby liczby znaków nie przeskoczyć? :)

 

Cieszę się, że się ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jako żem osobnik serca niezwyczajnie wbrew pozorom miękkiego, spróbuję Ciebie uspokoić co do rozpędzonego pociągu. Pociąg otóż pozoruje jedynie swoje rozbuchanie w pędzie, gdyż fotografia została zrobiona podczas tak zwanego fotostopu specjalnego pociągu, zamówionego przez grupę miłośników prawdziwych kolei, czyli tych z parowozami, nie traktorami lub tramwajami, na czele. Tak więc, skoro to był fotostop, zabytkowy Texas numer ewidencyjny 610 z obrazka nie wyskoczy, nikogo nie rozjedzie… :-)

Dymi to, paruje, wielkie jest i żelazne… No nie wiem, czy tak nie rozjedzie, nie wiem ;) A gdzie ten fotostop miał miejsce? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Och, Sajko. Teraz to byłeś poważny jak Unfa… No, już nie powiem kto, bo się jeszcze pojawi i obrazi. ;)

Żartowałyśmy, żartowałyśmy… 

Żyj nam długo i szczęśliwie!

Patrz, a wątek ryby w damskich ustach zbyłaś milczeniem… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

I tak już niech lepiej zostanie. :)

Psycho, rano Beryl miał ochotę na rybkę. Może wciąż głodny… ;-)

Babska logika rządzi!

A ty niecnoto, to takie fantazje chodzą po głowie Finkli, no no… :)

Obawiam się, że męskim osobnikom zdecydowanie grozi ość w gardle. Ze skutkiem śmiertelnym. Niech piją wódkę bez rybiej zakąski, jak twardzielom przystało. A poza tym, inicjatorką rybki była chyba joseheim… ;)

Nie rozpraszać! Poprawia się! Poprawia! :)

 

P.S. I już mi się przypomniało, skąd ta spracowana dłoń się wtryniła… Susi robił przy wyrębach. Ech, nadmiar informacji potem szkodzi.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A gdzie ten fotostop miał miejsce? :)

Z całą pewnościąa w Stanach Zjednoczonych :-) No nie, czy Ty myślisz, że szczegółowe opisy zdjęć też sobie ściągam? Napisałem, co zapamiętałem z tamtej wizyty na RailPhoto.

Aaaa… Bo ja myślałem, że ty osobiście byłeś na fotostopie, a ty normalnie z internetów groźne parowozy zasysasz w swoje rewiry… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Aż głupio się tak wtrącać między rybkę wódkę a zakąskę, ale co tam. Przyjemne i bardzo klimatyczne opowiadanie. Beret z głowy

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Alex, Alex… :D

 

(Tłumaczenia rybich emotikon w komentarzach pod Finklową Afryką… :) – znajdziesz bez pudła, taki zestaw obrazków :) )

Dziękuję za wizytę i miłe słowo. Byłoby gorzej, gdyby opowiadanie związane nie leżało na torach, po których akurat jechał Texas, numer ewidencyjny 610. ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jest czarno. Wystarczająco. Gdzieś tam piaskiem po oczach sypnęła mi jakaś wilgoć, która zabija chyba raczej w dżungli, a nie na sawannie… W innym miejscu trapiło mnie "strOpienie" bohatera czy inny przecinek, który przez hieny został pożarty.

Ja tam za Afryką dziką, dawno odkrytą, nigdy nie przepadałem, ale ta podana przez ciebie okazała się całkiem strawna ;)

 

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Bardzo porządne opowiadanie. Przeczytałam z przyjemnością tym większą, że wręcz czułam

powiew gorącego powietrza wprost z sawanny, słyszałam szum baobabów…

 

 „Tak zastał go Susi, niosący naręcza owoców”.Tak zastał go Susi, niosący naręcze owoców.

Naręcze to tyle, ile uniesie się na rękach. Można nieść tylko jedno naręcze.

 

„Szaman siedział pod pniem, twarz zasłaniała mu owalna maska, pomalowana pstrymi kolorami i ozdobiona piórami ptaków”. – Szaman siedział pod pniem, twarz zasłaniała mu owalna, pstro pomalowana maska, ozdobiona piórami.

Pióra mogą być tylko ptasie. ;-)

Zastanawiam się, czy można pomalować coś kolorem, czy raczej farbą/ barwnikiem na jakiś kolor.

 

„…byś zadośćuczynił obeldze podważania ich słów. Jeśli tego nie uczynisz, ześlą na ciebie klątwę złośliwą jak pawian i nieustępliwą jak zwabione twoim potem muchy, a która los twój uczyni gorszym…” – Proponuję: … byś zadośćuczynił obeldze podważania ich słów. Jeśli tego nie zrobisz, ześlą na ciebie klątwę złośliwą jak pawian i nieustępliwą jak zwabione twoim potem muchy, a która sprawi, że los twój stanie się gorszy

 

„…zefir, który znienacka owiewał go podczas gdy kędzierzawe loki…” – Wolałabym: …zefir, który znienacka owiewał go podczas gdy kędzierzawe włosy

Loki to pasma wijących się włosów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ha! Biorę następną sześciolitrówkę i do dzieła!

Regulatorzy, czy ty nie pracowałaś na starszej kopii? Loki poszły między duchy jakąś godzinę lub dwie temu.

Jest taki bardzo, bardzo niepoprawny żarcik o tym, dlaczego Murzyni mają kręcone włosy ;)

 

Tyraczu – ty wiesz oczywiście, że po jednej sześciolitrówce namierzanie precyzyjne błędów zmienia się w "A… ciul z tym, walimy atomówką"?

 

Jest mi niezmiernie przyjemnie, że widzieliście czerń szumiącą baobabami i w dodatku rozpaloną żarem afrykańskiego słońca :) Dziękuję za czas i komentarze!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

… żarcik o tym, dlaczego Murzynki mają takie kręcone włosy i takie obwisłe piersi…

Jest też taki żarcik o Motombo, który zakochał się w polskiej Helenie… ;P

 

Dawaj no tę sześciolitrówkę… pomogę :) (toż to jeszcze pół godziny temu był ĆWIARTek)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Bądź moim gościem ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No to pewnie kiedy loki wiły się już między duchami, jakąś godzinę czy dwie temu, usiłowałam pozbawić je kędzierzawości. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, pseud. "Fryzjer". Trzęsie pobliskim forum ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czasem trzęsę, czasem się natrząsam… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zatrzęsienie podtekstów i ironii! O rajuśku, w tym trzęsawisku żarcików większych i mniejszych trudno się połapać, rach ciach i wciąga, wsysa… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jedna jeszcze rzecz została:

Susi pokłonił się przed baobabem, Chuma, choć niechętnie, poszedł w jego ślady.

A wszędzie indziej jest już swojski Czuma.

 

Dla mnie też najsmaczniejsze było zakończenie. I smaczki językowe (duch gniewu i lwie słowa są pyszne, przemawiają mi prosto do wyobraźni), i jeszcze zabieg subtelnie ukazujący złożoność losów Afryki: imiona bohaterów. Choć mogłyby się pojawić nieco wcześniej, nie dopiero w połowie. :)

Dobre.

Dobre było to serce.

Pomyślała głodująca wcześniej, najsłabsza w stadzie hiena, która, opuściwszy ziomków, zamierzała zdechnąć pod baobabem, lecz gdy wyczuła padlinę, resztką sił dobrała się do niej i przeżyła.

 

Sajko, bez ironii i podtekstów, dobre to opowiadanko. Oczywiście, zanim pojawiło się nazwisko białego ojca, nie wiedziałem, że oparte na faktach. I nie sądziłem, że w tak dużym stopniu, dopóki nie sprawdziłem szczegółów w internetach.

 

Widzę, że – w stosunku do pierwotnej wersji – zmieniłeś pisownię imion.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ciekawe nawiązanie, barwny język. Przyjemnie się czytało.

bellhaju, dziękuję. Nie ma to jak zadowolony klient ;)

 

Jerohu – ano dokładnie tak. Jedno z możliwych wyjaśnień :) Hieny, ach te hieny, człek razami w łeb by kładł… Tych szalonych, zakochanych już po pierwszej podróży w Afryce eksploratorów trochę było, ale sir L. jakoś mi z dzieciństwa utkwił, to teraz szybciutko do niego wróciłem. Niesamowita historia, nieprawdaż? Bardzom rad zadowolić tak wymagające grono czytników ;)

 

Tak, pisownię zmieniłem. Przemieliłem kilka artykułów i fragmentu skanu książki w języku angielskim, potem trafiłem na jakieś opracowanie po polsku i doszło do mnie, że nazwy afrykańskie są zapisywane fonetycznie, czyli takie Ujiji w angielskim to po polsku Udżidżi. Wzięte z anglojęzycznych opracowań nazwy i imiona własne przerobiłem więc tasakiem, tam-tamem i duchem szympansa :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo dobre opowiadanie. Smutne, ale budujące. Tylko … co z tym sercem? No co? No co? Tajemnica, która nigdy nie zostanie wyjaśniona.

A dziękuję :) Z sercem… z sercem jest tak, że tyle tych rozwiązań tajemnicy, ile zdołacie wymyślić. :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mauea – poprawiłem. Imiona, no cóż, jak słusznie zauważyłaś, nie musiałem tego wymyślać, tak naprawdę było. Chrzcili się na jedną czy drugą wiarę, ale wszystko miksowali ze swoją kulturą. Nowe imiona były śladem nowego Boga/Allacha, ale ze starych nie rezygnowali. Potężna mieszanka, uwierz mi, początkowo to opowiadanie zaczęło się ostro rozlewać poza konkursowy limit znaków…

 

 

Cieszę się, że się podobało. Natężenie słowa "niezły" w komentarzach przypomniało mi pewną scenę w "Królu Szczurów", kiedy to brytyjski oficer zjadł pieczonego szczura, przyrządzonego przez tego amerykańskiego jeńca, i wypluł z siebie komplement najwyższego uznania, na jaki mógł zdobyć się dżentelmen:

– Niezłe!

Amerykanin dostał szału, że jak to, tylko niezłe… :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jest powiew z sawanny, ale sama historia nie poruszyła mnie. Napisana, jak zawsze, ładnym językiem, ale brakuje mi tego czegoś.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

jose… hose… No nieważne… Dzięki za wizytancję, lekturę i komentarz ;) Polecam powiewanie na przyszłość i… No cóż, nie wiem czego szuka twoje kocie serce, więc mam tylko nadzieję, że nie rybki na obiad ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mmm, smażony filet… z ziemniaczkiem i kwaszoną kapustką… mm…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

PsychoFishu, to nie był szczur, tylko jajka sadzone. Przyrządził  je Król i poczęstował Petera Marlowe`a, który …w życiu nie widział równie wspaniałych sadzonych jaj, obdarzył więc Króla największym komplementem, na jaki stać Anglika. – Niezłe, słowo daję, całkiem niezłe – oświadczył bezbarwnym tonem i spojrzał na Króla z miną równie obojętną jak głos, wzmacniając tym sposobem pochwałę zawartą w słowach. – O czym ty, do diabła gadasz, skurwysynu! – wykrzyknął rozwścieczony Król. – W życiu nie widziałeś lepszych jajek!

;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O to to, ta scena, regulatorzy! :D Dawno czytałem, to i zapomniałem ;) Dziękuję pięknie, pasuje jak ulał :)

A teraz czas rozpruć jakiegoś kota podczas czarnej mszy i przerobić go na smakowitego kotleta, aby pomścić krzywdy zadawane ziemniaczkami rybiemu rodzajowi (Frytki! Powinny być frytki! I kytryna, curwa!)…

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tutaj masz moje ulubione fragmenty:

 

"– To nie zajmie długo. Szaman mówił, że nim księżyc pocałuje szczyt nieba, będziemy z powrotem." 

"– Mieli ku temu tyle okazji, ile jest traw pod naszymi stopami…"

 

"Jeśli tego nie zrobisz, ześlą na ciebie klątwę złośliwą jak pawian i nieustępliwą jak zwabione twoim potem muchy, a która sprawi, że los twój stanie się gorszy od losu najsłabszej sztuki w stadzie."

 

"– Jamesie Czuma, czy naprawisz szkody, któreś uczynił? – zabrzmiała głucho maska, a zagadnięty gotów był przysiąc, że wzory na niej poruszyły się nieznacznie."

 

"Ledwie miał sił, by prowadzić własne zapiski i szkice… W znakach stawianych na papierze tkwiła ogromna magia, wiedział to – a ten przechera chciał tę magię posiąść, by w całej wiosce dzielić i rządzić wedle swego uznania. Co za szympans!" – po prostu uroczę określenie!;-)

 

"Rano. Kiedy słońce wschodzi, umysł się rozjaśnia, a mądrość zmarłych słoni wędruje w powietrzu. Rano coś wymyśli."

 

"Gdy duchy zaśpiewały wśród liści, wycięli serce z piersi zmarłego, zamknęli w puszce po mące i zakopali w korzeniach drzewa."

 

 

Ale za to, to nie:

 

"– Dlaczego zostałeś z nim tak długo? – Czuma zapytał nagle, jakby drewnianym głosem. Oczy Susiego zamgliły się na chwilę – tęsknotą za czymś bezpowrotnie utraconym, pięknym i bolesnym." – choć może to taka konwencja – w Twoim wypadku nigdy nie wiem, co piszesz na serio, a co zdecydowanie nie.

 

 

Całość ciekawa, klimatyczna. Bardzo podobały mi się wypowiedzi szamana i Susiego – ich porównania i specyficzne pojmowanie zwykłych zjawisk i rzeczy. Powodzenia w konkursie, panie Rybo. Z tego co wiem, będziesz miał godnego, równie zwierzęcego przeciwnika.

Dziękuję Maju ;) Za czas, obszerny komentarz i życzenia ;) Co do fragmentu, którego nie jesteś pewna – poczytaj o rodzinie Doktora Livingstone'a (żona, Mary) oraz skąd jest Susi. ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo dobre. Powodzenia w konkursie.

A dziękuję ;) To może kolega też coś afrykańskiego stworzy?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ano tworzy :)

Bardzo dobre opowiadanie. Jest wpleciona w fabułę prawdziwa historia. Jest Afryka. No właśnie, ta Afryka – troszkę taka, jakiej się my wszyscy (białasy) spodziewamy, jak ją sobie wyobrażamy. Taka troszkę filetowana, a mnie by nie przeszkadzało, jakbym się natknął na ości. 

Dobra, piszę głupoty. Nie ma co szukać dziury w całym. :)

Zygfrydzie: no to czytałeś Unfalla, oścista ma być Afryka ;)

Dzięki Unfallu za wizytę i komentarz ;) Jeśli mnie napadnie, to może i Afryka mniej przetworzona się trafi ;) A może ktoś inny to uczyni i już? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dotarłem wreszcie i tutaj. Przeczytałem :)

A gdzie mój siedmiozdaniowy, rozbudowany, merytoryczny i w pytę unikalny komentarz lożysty? Się nie przykładacie obywatelu, oj olewacie obowiązki wobec proletariatu…

 

A, że juror?

Jak rany, co za chciwy naród… Dobra, dajcie ten numer konta.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Piękne i …tkliwe takie, aż dziw, że to ciętojęzyczny Psycho jest autorem. :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Za posądzenie mnie o tkliwość usmażę cię na najbliższym stosie! Nie psuj mi imidżu! :)

Dzięki za wizytę i dobre słowo :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tkliwe, tkliwe, tkliwe… aż po ostatnią iskrę będę powtarzać :P

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie było mnie wtedy, kiedy to publikowałeś, bo sobie się pochorowałam poważnie. Konkurs mnie ominął, ale grzebiąc troszkę po “starociach” odszukałam Twój tekst. I nie żałuję, że tu zajrzałam. Choć spóźnione to serdeczne graty!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję, bemik. Trochę cię przy tej fantastycznej Afryce zabrakło :-) Mam nadzieję, że od tego chorowania nie będą ci serca pod baobabem chować!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Też mam taką nadzieję, chociaż kawałek żołądka i wyrostek mogłam wrzucić do puszki :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

:-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psycho, to jest przygoda w najlepszym stylu. To nawiązanie do klasyki literatury przygodowej. Piszę entuzjastycznie, bo od dzieciaka przepadam za dobrymi przygodowkami. A dobra przygodówka – to nie tylko ciekawa akcja, ale też element edukacyjny. Trafiłeś centralnie w mój gust. 

 

Dzisiaj tekst oceniłbym na 9. 

Po staremu – stawiam szóstkę.

Przez chwilę byłem zaskoczony, że tekst na górze listy, a gwiazdka nie migocze, choć z pewnością opowiadanie czytałem. Raz w życiu byłem jurorem i o tym zapomniałem. Skandal!

Sorry, taki mamy klimat.

I jeszcze, kurde bele, nie wpisałeś się, że “przeczytałem”… :-D Cieszę się, że tu wróciłeś, Seth. ;-)

 

Muszę przyznać, że to bardzo przyjemne, gdy ktoś odkopuje kilkumiesięczny tekst – i chwali. Kilka miesięcy w internetach to jak lata dla normalnego opowiadania drukiem…  Ambroziaku – dziękuję, wystaw sobie, po przeczytaniu kilku twoich opowiadań nie jestem zaskoczony, że lubisz takie ćwierćpoetyckie, przygodowe podejście do Afryk. Za to siłą pozytywnej reakcji, a cieszy twój komplement bardzo, zaskoczyłeś mnie solidnie: ego mi puchnie i radosny jestem.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dokładnie! Przygody i podróże – to moja pasja literacka. Widzę, że też to lubisz.

Bo ja się na Szklarskim i Mayu wychowałem… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

…i Wernicu. Ja też.

Proszę, ja też na Mayu :) 

Bardzo zacne opowiadanie!

Hmm… no, ja też się wychowałem.

Ale, berylu, że w ogóle jakoś, czy że na tych autorach?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Chodziło mi, że w ogóle i to miało być w kontekście tego, co mówicie, zabawne.

<leży>

Coś musi być ze mną nie tak, bo ostatnio teksty Beryla po prostu mnie rozwalają. :/

Sorry, taki mamy klimat.

Nie wiem czy mam się bardziej cieszyć z tego, że się przewracasz czy z tego, że jesteś rozwalany :>

Latoś zima ciepła, więc Beryl dojrzewa i dlatego. :-) Złapałem, Berylu, za pierwszym razem, ale zachciało mi się pociągnąć żart i zobaczyć, kto będzie leżał. Sethrael, niczym zawodowy myśliciel ludowy na ławce w parku, kładzie się idealnie w punkt :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

“Kiepsko, bo kiepsko, ale jednak jakoś się wychowałeś” – autor nieznany.

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Dwójkę dzieci wychowałem.

A ja wychowałam się na Radogoszczu, przy spalonej fabryce. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niechaj się Seth na tej ławce tak idealnie w punkt nie kładzie, bo jeszcze zaśnie, a jak się obudzi, to życie już nigdy może nie być takie samo… :P Nie o takich rzeczach się czytało w “Fakcie” i “Super Eksperssie”.

Tyrael, a Ty się nie chwal, że takie rzeczy Ci mówiono, bo nie bardzo jest czym :)

To jak już się tak intymnie zrobiło, dodam, że jeszcze na Panu Samochodziku, a geograficznie to na Krowodrzy :) Wychowałam się, żeby nie było.

Dobrze, że dodałaś, bo już chciałem zapytać, jaki czasownik na Panu Samochodziku uprawiałaś… ;-) Ambroziak, przyda się to doświadczenie. Regulatorzy wie jak palić fabryki, a Tyracz zna się na kontroli jakości – no, dream team! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czasownik dokonany, Rybo, gwoli ścisłości :-)

Szczęśliwy ten Samochodzik… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wychodzi więc na to, że Rooms jest templariuszem.

Ciiii…

Historia jakiej nie spodziewałam się przeczytać. Zdecydowanie czuć klimat Afryki. Bardzo dobre, choć krótkie opowiadanie. Zakończenie dodało smaczku. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morgiano ;-) Czytelnik po blisko roku od premiery – bezcenne.

 

Tylko uważaj na grasujących templariuszy… :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Widziałam grasujących templariuszy, ale nic się nie poradzi, skoro wsiąknęli już w społeczeństwo tak głęboko. :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Chyba podpiszę się pod komentarzej Joseheim (tym pierwszym, nie o filecie z ziemniaczkami i kwaszoną kapustką). Napisane bardzo ładnie ale czekałem na coś, co mnie chwyci, a jakże, za serce. A serce było jak kamień.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziekuję za wizytę i komentarz, Nevazie. :-)

 

Cóż mogę rzec, klient nasz pan :-) Mogę ci tylko polecić biograficzne notki nt. Livingstone'a – może wtedy… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hmm… Historia “Białego ojca” nie jest mi całkiem obca : ). W tym opowiadanku też dość szybko nabrałem podejrzeń, o kogo chodzi.

Wychowałem się na “Byli sobie odkrywcy”, przynajmniej jeden odcinek poświęcony był odkrywaniu Afryki. Potem pewnie cośtam jeszcze doczytywałem, dziś już nie pamiętam co i gdzie, ale będąc w Glasgow w zeszłym roku, byłem w stanie krótko zreferować żonie życie misjonarza stojąc przy jego pomniku. No i wciąż pamiętałem kto powiedział: “Doctor Livingstone, I presume?“ ;).

Każdą poleconą lekturę chętnie sobie zanotuję, od razu poproszę o wehikuł czasu, albo chociaż czasozamrażacz, żebym miał kiedy przeczytać :D.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Każdą poleconą lekturę chętnie sobie zanotuję, od razu poproszę o wehikuł czasu

 

Nie ma za co ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jeroh :-) :-) Swoją drogą – klasyk. I ten o piratach też :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ano, ano :-) Cała seria – klasyk.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka