- Opowiadanie: Finkla - Duchy przyszłości i duchy przeszłości

Duchy przyszłości i duchy przeszłości

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Duchy przyszłości i duchy przeszłości

Ktoś wła­mał się do ro­dzin­ne­go ar­chi­wum.

Sy­tu­acja rów­nie dzi­wacz­na, jak obu­rza­ją­ca. Max bez­rad­nie pa­trzył na bio­dy­ski po­wyj­mo­wa­ne z opa­ko­wań i po­roz­rzu­ca­ne po pod­ło­dze. Nie wszyst­kie zo­sta­ły pod­pi­sa­ne, więc upo­rząd­ko­wa­nie tego ba­ła­ga­nu zaj­mie mnó­stwo czasu. Już miał roz­ka­zać do­mo­we­mu ro­bo­to­wi, aby się do tego za­brał, ale za­wa­hał się. Wła­ma­nie do pry­wat­ne­go domu to po­waż­na spra­wa, chyba na­le­ża­ło zgło­sić ten fakt po­li­cji. A oni mogli chcieć zba­dać ślady czy coś ta­kie­go. Po­wi­nien się z kimś skon­sul­to­wać, ale… Jak w tym śmiet­ni­ku zna­leźć od­po­wied­nie na­mia­ry?

W końcu we­zwał pry­wat­ną agen­cję de­tek­ty­wi­stycz­ną. Po­wie­dzie­li, że już wy­sy­ła­ją drona.

Fak­tycz­nie, ro­bo­cik zja­wił się po kwa­dran­sie. Zadał kilka pytań, po­chwa­lił de­cy­zję o wstrzy­ma­niu się ze sprzą­ta­niem i za­wisł nad po­bo­jo­wi­skiem. Po­pro­szo­ny o wy­ja­śnie­nia, wy­tłu­ma­czył, że to ru­ty­no­wa pro­ce­du­ra – zbie­ra dane, w róż­nych czę­sto­tli­wo­ściach fo­to­gra­fu­je miej­sce prze­stęp­stwa, ana­li­zu­je skład po­wie­trza, za­bez­pie­cza ślady.

Po pół­go­dzi­nie po­zwo­lił na wpusz­cze­nie ro­bo­ta do­mo­we­go do ma­lut­kie­go po­miesz­czon­ka. HR-24 za­czął po­rząd­ko­wać ba­ła­gan, a dron de­tek­ty­wi­stycz­ny wró­cił do prze­py­ty­wa­nia Maxa.

– Jak okre­ślił­by pan licz­bę zgro­ma­dzo­nych bio­dy­sków: bar­dzo duża, duża, prze­cięt­na, skrom­na, bar­dzo skrom­na?

Go­spo­darz po raz ko­lej­ny przy­po­mniał sobie, dla­cze­go nie cier­piał roz­mów z ma­leń­ki­mi au­to­ma­ta­mi. Spo­so­bem lotu i wiel­ko­ścią po­dob­ne do ważek, zbyt małe, by wy­da­wać dźwię­ki sły­szal­ne dla czło­wie­ka, pod­łą­cza­ły się do naj­bliż­sze­go gło­śni­ka. W re­zul­ta­cie, przy kla­sycz­nym kwa­dro­fo­nicz­nym sys­te­mie, słowa wy­da­wa­ły się do­bie­gać z in­ne­go miej­sca niż to fak­tycz­nie zaj­mo­wa­ne przez drona, co strasz­nie iry­to­wa­ło wielu ludzi. Po­dob­no w sprze­da­ży po­ja­wi­ły się ze­sta­wy multi, które po­tra­fi­ły zsyn­chro­ni­zo­wać fonię i wizję z do­kład­no­ścią do pię­ciu cen­ty­me­trów, ale Max jesz­cze nie spra­wił sobie nic ta­kie­go. Może jed­nak warto?

– Bar­dzo duża. Po­cho­dzę z ro­dzi­ny pil­nie dba­ją­cej o wie­dzę. Za­czę­li­śmy gro­ma­dzić sy­mu­la­cje tuż po wy­na­le­zie­niu me­to­dy prze­nie­sie­nia oso­bo­wo­ści. Naj­star­sze kopie po­cho­dzą jesz­cze z dwu­dzie­ste­go pierw­sze­go wieku.

– Czy może pan podać, przy­naj­mniej w przy­bli­że­niu, licz­bę bio­dy­sków bę­dą­cych w pań­skim po­sia­da­niu?

– Ponad pięć­set, prze­waż­nie z po­je­dyn­czych za­wo­dów. Jak już mó­wi­łem, ro­dzi­na przy­wią­zu­je na­praw­dę dużą wagę do in­for­ma­cji.

– Dzię­ku­ję. – Wy­da­wa­ło się, że te słowa nie wy­war­ły żad­ne­go wra­że­nia na nie­czu­łym dro­nie. – Jesz­cze za wcze­śnie, żeby stwier­dzić ewen­tu­al­ną kra­dzież jed­ne­go lub wię­cej bio­dy­sków, ale pro­szę po­wie­dzieć, czy prze­cho­wu­je pan do­dat­ko­we kopie na kom­pu­te­rze.

– Tak, oczy­wi­ście, ar­chi­wi­zu­ję kopie w takim sta­nie, w jakim je do­sta­łem, ale ko­rzy­stam głów­nie z dys­ków. Wszyst­ko zgod­nie z prze­pi­sa­mi.

– Pro­szę spraw­dzić, czy nie zmo­dy­fi­ko­wa­no prze­cho­wy­wa­nych kopii.

– Kom­pu­ter, prze­te­stuj sy­mu­la­to­ry oso­bo­wo­ści pod kątem wpro­wa­dza­nych zmian. Szyb­ki skan, punkt od­nie­sie­nia: stan sprzed dwu­dzie­stu czte­rech go­dzin.

Po kilku se­kun­dach roz­legł się miły ko­bie­cy głos:

– Za­da­nie wy­ko­na­ne. Szyb­ki skan nie wy­ka­zał zmian. Liczba spraw­dzo­nych obiek­tów: pięć­set pięć­dzie­siąt sześć. Łącz­na ob­ję­tość spraw­dzo­nych obiek­tów: czte­ry­sta dzie­więć­dzie­siąt i dwa­dzie­ścia pięć set­nych eks­a­baj­ta. Data ostat­niej mo­dy­fi­ka­cji: czter­na­sty czerw­ca dwa ty­sią­ce trzy­sta dzie­więt­na­ste­go roku, go­dzi­na osiem­na­sta trzy­dzie­ści, dwa­na­ście se­kund.

– Sześć lat temu… – Max za­sta­na­wiał się przez chwi­lę. – To wtedy zmarł dzia­dek ze stro­ny ojca. Po za­koń­cze­niu po­stę­po­wa­nia spad­ko­we­go do­da­łem sy­mu­la­cję jego oso­bo­wo­ści do ar­chi­wum.

– Ro­zu­miem. Czy używa pan per­fum „Po­nęt­na Jes­si­ka” i dez­odo­ran­tu „Sea pe­arls”?

– Per­fum?! Nigdy w życiu. Nazwa dez­odo­ran­tu też nic mi nie mówi.

– A czy za­pra­szał pan do miesz­ka­nia, a w szcze­gól­no­ści do po­miesz­cze­nia ar­chi­wum, ko­bie­ty uży­wa­ją­ce tych ko­sme­ty­ków?

– Nie mam po­ję­cia, czym one się psi­ka­ły, ale, o ile mi wia­do­mo, żadna z moich… przy­ja­ció­łek nie wcho­dzi­ła do tej klit­ki z bio­dy­ska­mi.

– To istot­na dla śledz­twa in­for­ma­cja, chce­my wy­eli­mi­no­wać moż­li­wość, że ślady za­pa­cho­we zo­sta­wi­ła osoba prze­by­wa­ją­ca w miesz­ka­niu za pana zgodą. Pro­szę się za­sta­no­wić, czy wspo­mnia­ne ko­sme­ty­ki pa­su­ją do cha­rak­te­ru któ­rejś z osób od­wie­dza­ją­cych pana w ciągu ostat­nich sied­miu dni.

– Mógł­bym do­wie­dzieć się wię­cej o tych środ­kach? Nigdy o nich nie sły­sza­łem.

– Oczy­wi­ście. „Po­nęt­na Jes­si­ka” to jedna z naj­tań­szych linii za­pa­cho­wych za­wie­ra­ją­cych fe­ro­mo­ny. Osiem­dzie­siąt sie­dem pro­cent jej użyt­kow­ni­czek po­cho­dzi z naj­niż­szych warstw spo­łecz­nych, przy czym ko­bie­ty te często aspi­ru­ją do awan­su do klasy śred­niej. Zwy­kle bar­dzo dbają o swoją urodę…

– Go­ści­łem tu w ostat­nim ty­go­dniu dwie ślicz­ne damy, ale za­pew­niam, że żadna nie wy­wo­dzi­ła się z nizin. Zda­rza­ło mi się pła­cić za ja­kieś bab­skie ko­sme­ty­ki i ra­chu­nek nigdy nie na­le­żał do ni­skich…

– Ro­zu­miem, to wy­star­czy. Pro­szę opo­wie­dzieć mi o pań­skich na­wy­kach ży­wie­nio­wych oraz jakie po­tra­wy przyj­mo­wał pan pod­czas ostat­niej doby.

Max speł­nił ży­cze­nie drona, a po krót­kim wa­ha­niu dodał:

– Czy mógł­bym zadać kilka pytań?

– Oczy­wi­ście, lecz uprze­dzam, że nie na wszyst­kie będę mógł udzie­lić od­po­wie­dzi. Dla dobra śledz­twa.

– W po­rząd­ku. Jakie ślady zna­le­zio­no w ar­chi­wum? Ro­zu­miem, że wła­my­wacz, a wła­ści­wie wła­my­wacz­ka uży­wa­ła ja­kichś tam per­fum i dez­odo­ran­tu. Coś jesz­cze?

– Mo­że­my z dużym praw­do­po­do­bień­stwem przy­jąć, iż wła­ma­nia do­ko­nał żywy czło­wiek, ko­bie­ta. Nie zo­sta­wi­ła żad­nych śla­dów bio­lo­gicz­nych – od­ci­sków pal­ców, wło­sów ani nic, co za­wie­ra­ło­by jej DNA. Wszyst­kie ko­mór­ki, które zlo­ka­li­zo­wa­łem w ba­da­nym po­miesz­cze­niu, na­le­ża­ły do pana. Do­mo­wy sys­tem mo­ni­to­rin­gu zo­stał uniesz­ko­dli­wio­ny i nic nie za­re­je­stro­wał, więc mo­że­my wnio­sko­wać, że prze­by­wa­ła tu in­te­li­gent­na osoba dys­po­nu­ją­ca dużą wie­dzą z za­kre­su elek­tro­ni­ki i in­for­ma­ty­ki.

– Co jesz­cze o niej wiemy?

– Wśród śla­dów za­pa­cho­wych wy­od­ręb­ni­łem rów­nież syn­te­tycz­ną wo­ło­wi­nę, inne po­zo­sta­ło­ści pro­ce­sów tra­wie­nia rów­nie do­brze mogły po­cho­dzić od pana. Jed­nak, skoro jest pan pe­wien, że nie spo­ży­wał tego ro­dza­ju mięsa…

– Syn­te­tycz­nej wo­ło­wi­ny? Fuj! – Maks otrzą­snął się z obrzy­dze­niem. – Nie tknął­bym tego pa­skudz­twa wi­del­cem przy­wią­za­nym do dłu­gie­go drągu.

– Nic ta­kie­go nie sugerowałem. Wra­ca­jąc do wspo­mnia­nej osoby – po­zo­sta­wi­ła jesz­cze od­ci­ski butów implikujące roz­miar trzy­dzie­ści sie­dem, ale rów­nie do­brze mogła za­ło­żyć obu­wie źle do­pa­so­wa­ne. Nie stwier­dzi­łem za­bru­dzeń, które po­wie­działyby nam coś o miej­scach, w któ­rych ko­bie­ta wcze­śniej prze­by­wa­ła. Nie mie­siącz­ko­wa­ła, lecz ana­li­za hor­mo­nów wska­zu­je, że wła­my­wacz­ka jest w wieku rozrodczym. To wszyst­ko, co w tej chwi­li mogę o niej po­wie­dzieć. Czy zna pan ko­go­kol­wiek od­po­wia­da­ją­ce­go temu opi­so­wi?

– Jakąś babę z nizin spo­łecz­nych, uży­wa­ją­cą ta­nich ko­sme­ty­ków? Nie, zde­cy­do­wa­nie nie. Jakie dzia­ła­nia agen­cja po­dej­mie dalej?

– Je­że­li za­pad­nie de­cy­zja o zna­le­zie­niu ko­bie­ty, zba­da­my na­gra­nia z oko­licz­nych kamer, a gdyby to nie przy­nio­sło efek­tów, prze­py­ta­my są­sia­dów. Rów­no­le­gle mo­że­my ana­li­zo­wać za­ku­py miesz­kań­ców mia­sta – kto nabył okre­ślo­ne ko­sme­ty­ki oraz obu­wie o po­de­szwach pa­su­ją­cych do zo­sta­wio­nych od­ci­sków.

– Po­rząd­ko­wa­nie bio­dy­sków za­koń­czo­ne – wtrą­cił się robot do­mo­wy. – Stwier­dzo­no brak jed­nej sy­mu­la­cji.

– Coś ta­kie­go! – nie zdo­łał się po­wstrzy­mać Max. – Ukra­dła dysk?! Prze­cież to bez sensu! Bez po­kre­wień­stwa nie zdoła go uru­cho­mić, a wszy­scy moi ku­zy­ni już po­sia­da­ją wła­sne kopie!

– Ist­nie­ją in­sty­tu­cje upraw­nio­ne do roz­mów ze zmar­ły­mi niebę­dą­cy­mi przod­ka­mi pra­cow­ni­ków – tłu­ma­czył dron. – Być może wła­my­wacz­ka ma kon­takt z któ­rąś z za­trud­nio­nych w nich osób. Innym moż­li­wym wy­ja­śnie­niem jest jej umie­jęt­ność obej­ścia za­bez­pie­czeń. Lub celem ope­ra­cji było po­zba­wie­nie pana do­stę­pu do mą­dro­ści przod­ka. Kim była ukra­dzio­na sy­mu­la­cja oso­bo­wo­ści?

– Ro­bo­cie?

– Bra­ku­ją­cy bio­dysk za­wie­rał kopię pana Kosmy Zie­liń­skie­go, uro­dzo­ne­go w dwa ­ty­siące dwu­dzie­stym roku, zmar­łe­go w dwa ty­siące sto siód­mym.

– Co może pan po­wie­dzieć o skra­dzio­nej sy­mu­la­cji?

Go­spo­darz po­krę­cił głową.

– Nie pa­mię­tam tego przod­ka, to stare dzie­je. Chyba nigdy z nim nie roz­ma­wia­łem. Ale zaraz spy­ta­my kopii w ar­chi­wum elek­tro­nicz­nym. Kom­pu­ter! Przy­go­tuj sy­mu­la­cję Kosmy Zie­liń­skie­go do roz­mo­wy.

Kiedy Max po­myśl­nie prze­szedł pro­ce­du­ry we­ry­fi­ku­ją­ce jego upraw­nie­nia do kon­tak­tu, na środ­ku po­ko­ju po­ja­wił się ho­lo­gram star­sze­go męż­czy­zny.

– Witaj, pra­dziad­ku. Ukra­dzio­no mi bio­dysk z kopią two­jej oso­bo­wo­ści. Czy mógł­byś po­wie­dzieć nam, co mogło skło­nić wła­my­wa­cza do ta­kie­go czynu?

Za­miast słów przod­ka, z gło­śni­ków po­pły­nę­ły dźwię­ki mu­zy­ki kla­sycz­nej.

– Co to ma zna­czyć?! Do… – Max z tru­dem po­wstrzy­mał pcha­ją­ce się na usta prze­kleń­stwo.

– Oba­wiam się, że elek­tro­nicz­na kopia zo­sta­ła uszko­dzo­na w taki spo­sób, aby po­bież­ny skan nic nie wy­krył. Usu­nię­to klu­czo­we dane i za­stą­pio­no je nie­istot­ny­mi za­pi­ska­mi. Ni­niej­szym stwier­dzam po­peł­nie­nie prze­stęp­stwa. Po­zba­wio­no pana moż­li­wo­ści sko­rzy­sta­nia z do­świad­czeń przod­ka. Moim obo­wiąz­kiem jest po­in­for­mo­wa­nie po­li­cji o za­ist­nia­łej sy­tu­acji.

– Chwi­lecz­kę! Wcale nie chcę po­li­cji pro­wa­dzą­cej śledz­two w moim domu!

– Pa­kiet już zo­stał wy­sła­ny. Do po­wyż­sze­go dzia­ła­nia zobligowały mnie prze­pi­sy re­gu­lu­ją­ce funk­cjo­no­wa­nie agen­cji de­tek­ty­wi­stycz­nych. W ta­kich oko­licz­no­ściach spra­wę przej­mu­ją wła­dze, a pan nie jest zo­bo­wią­za­ny do uisz­cze­nia na­sze­go ho­no­ra­rium. Dzię­ku­je­my za wy­bra­nie na­szej agen­cji. Po­cze­kam na przy­by­cie po­li­cji na ze­wnątrz miesz­ka­nia.

 

***

 

Nie­cier­pli­wie we­pchnę­ła zdo­by­ty bio­dysk do szcze­li­ny. In­ter­fejs – gra­ficz­ny, żeby inni miesz­kań­cy tej ob­skur­nej nory nie mogli zbyt wiele pod­słu­chać – wy­świe­tlił napis: „Jakie masz upraw­nie­nia do kon­tak­tu ze zmar­łą oso­bo­wo­ścią?”, po­ka­zu­jąc jed­no­cze­śnie opcje. Wy­bra­ła „Po­kre­wień­stwo”. „Pro­szę pod­dać się ba­da­niu DNA”. Po­słusz­nie przy­tknę­ła kciuk do sen­so­ra. „Wynik we­ry­fi­ka­cji po­zy­tyw­ny. Po­kre­wień­stwo: po­to­mek w dzie­sią­tym po­ko­le­niu”. W po­ko­ju po­ja­wił się ho­lo­gram cho­ler­ne­go przod­ka.

– Siema, pra­dziad­ku! Tu wnu­sia Andżi.

– Czego ode mnie po­trze­bu­jesz, młoda i ładna po­tom­ki­ni?

– Chcę hasła do­stę­pu do pliku, który prze­ka­za­łeś mojej ileś tam pra– babce.

– Nigdy nie prze­ka­zy­wa­łem żonie ani córce pli­ków bez haseł. Matce tym bar­dziej.

– Dziad­ku, wspo­mnia­łam o mojej babce, nie o two­jej żonie.

– Je­steś moim nie­ślub­nym po­tom­kiem? Nic ode mnie nie do­sta­niesz! Nasza par­tia za­wsze szczy­ci­ła się pro­ro­dzin­ną po­li­ty­ką i z dumą za­gło­so­wa­łem za usta­wą blo­ku­ją­cą dzie­dzi­cze­nie oso­bo­wo­ści przez dzie­ci z nie­pra­we­go łoża.

– Ta nie­spra­wie­dli­wa i nie­do­rzecz­na for­muł­ka zo­sta­ła wy­strze­lo­na w ko­smos wieki temu!

– Nawet nie chce mi się za­sta­na­wiać, o któ­rej z moich przy­gód mó­wisz.

– O tej, która przy­sła­ła ci zdję­cie ślicz­ne­go nie­mow­la­ka.

– Dzie­ciak wcale nie był do mnie po­dob­ny!

– No pew­nie, że nie. Prze­cież wspo­mnia­łam, że to była ślicz­na dzi­dzia.

– Nie uzna­łem tego bę­kar­ta i nigdy nie uznam! Nie je­steś moją po­tom­ki­nią, bez­czel­na smar­ku­lo!

– No po­patrz, a kom­pu­ter dał się na­brać i za­li­czył test DNA…

– Nawet, jeśli mamy ja­kieś wspól­ne geny, to ta zdzi­ra już sobie ode­bra­ła wy­na­gro­dze­nie. Dziw­ka do­kład­nie wy­czy­ści­ła mi port­fel, kiedy spa­łem.

– Nie prze­sa­dzaj, wąt­pię, żeby mogła za to kupić cho­ciaż­by wó­ze­czek i rocz­ny zapas pam­per­sów. I wy­ra­żaj się z więk­szym sza­cun­kiem o ko­bie­cie, która uro­dzi­ła twoje dziec­ko!

– Na abor­cję star­czy­ło­by aż nadto! A kurwa, która nie bie­rze pi­gu­łek, musi być wy­jąt­ko­wo głu­pia.

– Moja pra­bab­ka nie była dziw­ką!!!

– A jak na­zwiesz ko­bie­tę, która chęt­nie roz­kła­da nogi przed pierw­szy raz wi­dzia­nym żo­na­tym fa­ce­tem, o ile tylko ten jest bo­ga­ty lub wpły­wo­wy?

– Dwu­li­co­wy skur­wiel!

Wku­rzył ją. To nie­istot­ne, i tak tą drogą nic nie uzy­ska od łaj­da­ka. „Prze­rwij kon­takt.” „Czy za­cho­wać zmia­ny wpro­wa­dzo­ne w pliku oso­bo­wo­ści?” „Nie.”

Za­sta­no­wi­ła się.

 

***

 

Naj­wi­docz­niej spra­wa otrzy­ma­ła wy­so­ki prio­ry­tet, bo w miesz­ka­niu zja­wił się czło­wiek.

– Dzień dobry, aspi­rant Gwiz­doń­ski! Czy już usta­lił pan zawód skra­dzio­nej oso­bo­wo­ści?

– Dzień dobry. Jesz­cze nie, prze­cież kopia też zgi­nę­ła.

– A czy po­sia­da pan sy­mu­la­cje ro­dzi­ców lub dziec­ka tej osoby? In­nych bli­skich krew­nych?

– No tak, spryt­nie pan to wy­my­ślił. Mam oso­bo­wość jego syna i wnucz­ki. Po­win­ni wie­dzieć, gdzie pra­co­wał oj­ciec i dzia­dek.

Wkrót­ce od syna do­wie­dzie­li się, że pan Kosma przez więk­szość życia za­wo­do­we­go pra­co­wał w sej­mie jako poseł. Wcze­śniej robił coś in­ne­go, ale nie lubił o tym opo­wia­dać, a póź­niej zaj­mo­wał sta­no­wi­ska w licz­nych ra­dach nad­zor­czych róż­nych spół­ek.

Po­li­cjant stro­pił się po usły­sze­niu wie­ści:

– Nie­do­brze, mo­ty­wy kra­dzie­ży mogą być bar­dzo róż­no­rod­ne.

– Jakie, na przy­kład? – za­cie­ka­wił się Max.

– Jako po­li­tyk mógł mieć do­stęp do roz­ma­itych ta­jem­nic pań­stwo­wych. Jako czło­nek rad nad­zor­czych do se­kre­tów firm, na­gi­na­nia prawa i tym po­dob­nych. Spraw­czy­ni kra­dzie­ży może mieć na celu za­skar­że­nie skar­bu pań­stwa o ja­kieś za­mierz­chłe de­cy­zje bądź szan­ta­żo­wa­nie przed­się­biorstw. Nie­wy­klu­czo­ne rów­nież, że dzia­ła na zle­ce­nie innej osoby. Rów­nie do­brze pro­blem może do­ty­czyć pry­wat­ne­go życia pań­skie­go przod­ka. Zda­rza się, że ktoś do­wia­du­je się o ukry­ciu skar­bu przez kilka osób i pró­bu­je do­trzeć do któ­rejś z nich, aby za­wład­nąć kosz­tow­no­ścia­mi. A cał­kiem moż­li­we, że to pan był celem ataku i chcia­no po­zba­wić pana do­stę­pu do ja­kiejś klu­czo­wej in­for­ma­cji.

– No tak, rze­czy­wi­ście, mamy cały wa­chlarz mo­ty­wów. Co pan za­mie­rza dalej robić?

– Bę­dzie­my trzy­mać się pro­ce­dur. Ko­bie­ta, która do­ko­na­ła wła­ma­nia, za­cho­wa­ła się jak ama­tor­ka – zo­sta­wi­ła ślady za­pa­cho­we. Pro­fe­sjo­na­li­ści nie po­peł­nia­ją ta­kich pod­sta­wo­wych błę­dów. Po­win­ni­śmy ją w miarę szyb­ko wy­tro­pić. To śledz­two już jest w toku. Zaj­mij­my się teraz inną spra­wą…

– Tak?

– Czy żyją pań­scy krew­ni po­sia­da­ją­cy kopię oso­bo­wo­ści Kosmy Zie­liń­skie­go?

– O tak, mam mnó­stwo ku­zy­nów. Więk­szo­ści nawet nie znam oso­bi­ście.

– Bar­dzo do­brze, mamy więc pew­ność, że sy­mu­la­cja pań­skie­go przod­ka nie prze­pa­dła bez­pow­rot­nie i na pewno ją pan od­zy­ska. Praw­ny pro­ces uzy­ski­wa­nia kopii od krew­nych trwa zwy­kle ponad mie­siąc, wie pan – po­świad­cze­nia no­ta­rial­ne, testy DNA… Szan­se prze­ję­cia ukra­dzio­ne­go bio­dy­sku oce­niam na dość wy­so­kie, naj­praw­do­po­dob­niej uj­mie­my spraw­czy­nię w ciągu kilku dni, zatem na razie nie widzę sensu we wsz­czy­na­niu pro­ce­du­ry.

– O, wła­śnie! Mo­że­my skon­tak­to­wać się z moją sio­strą. Na pewno po­zwo­li mi na roz­mo­wę z przod­kiem. Mogę zadać mu py­ta­nia, jakie pan tylko chce! – eks­cy­to­wał się Max.

– Dzię­ku­ję za pań­ską go­to­wość do współ­pra­cy, ale nie ma ta­kiej po­trze­by. Jeśli ma pan ocho­tę na kon­takt z panem Zie­liń­skim, nie będę pana po­wstrzy­my­wał.

– Ale prze­cież można go spy­tać, co ta­kie­go nad­zwy­czaj­ne­go wie i dla­cze­go zo­stał skra­dzio­ny!

– A gdyby ktoś po­rwał pana, to jaką in­for­ma­cję chciał­by z pana wy­do­być?

Go­spo­darz wy­raź­nie się stro­pił:

– No tak, ro­zu­miem.

– Każdy wie o ty­sią­cach try­wial­nych rze­czy i nie można zgad­nąć, który dro­biazg okaże się istot­ny dla kogoś in­ne­go. – Po­li­cjant po­ki­wał głową. – No do­brze, to z mojej stro­ny wszyst­ko. Jeśli bę­dzie­my mieli dla pana ja­kieś istot­ne wie­ści, skon­tak­tu­je­my się.

 

***

 

Andżi prze­bra­ła się w naj­lep­szą gar­son­kę. Włą­czy­ła dia­bel­nie ener­go­żer­ne ho­lo­gra­my na ścia­nach. Po wpro­wa­dze­niu kilku po­le­ceń, pokój zmie­nił się nie do po­zna­nia: kre­mo­wa gładź, szaf­ki na akta, półki z dys­ka­mi, pa­prot­ka na pa­ra­pe­cie.

Po­dej­ście dru­gie.

„Jakie masz upraw­nie­nia do kon­tak­tu ze zmar­łą oso­bo­wo­ścią?” Tym razem wy­bra­ła „Służ­bo­we”. Szyb­ko prze­ko­na­ła kom­pu­ter, że pra­cu­je w agen­cji rzą­do­wej, a jej sta­no­wi­sko po­zwa­la na kon­takt z nie­mal każ­dym zmar­łym w bazie da­nych. Mo­gła­by przy­znać sobie jesz­cze wyż­szy sto­pień do­stę­pu, ale wy­ma­ga­ło­by to pra­wie go­dzi­ny wy­tę­żo­nej pracy, a w końcu łaj­dak nie był pre­zy­den­tem ani pre­mie­rem.

– Dzień dobry. Pan Kosma Zie­liń­ski, nie­praw­daż?

Ho­lo­gram kiw­nął głową, dziew­czy­na kon­ty­nu­owa­ła:

– Biuro Ochro­ny Pań­stwa, ko­mi­sarz An­dże­li­ka Ol­czyk. Pro­wa­dzi­my śledz­two w spra­wie pew­ne­go pliku po­wsta­łe­go w cza­sach, gdy był pan po­słem na sejm. Czy od­po­wie pan na moje py­ta­nia?

– Oczy­wi­ście, je­stem do pani dys­po­zy­cji. Pro­szę pytać.

– Czy ze­tknął się pan kie­dy­kol­wiek z pli­kiem o na­zwie: za­bez­pie­cze­nia pod­kreśl­nik trze­cia pod­kreśl­nik ka­den­cja?

– Nazwa nic mi nie mówi, ale swego czasu mia­łem do czy­nie­nia z ty­sią­ca­mi do­ku­men­tów.

– Skąd wobec tego wie pan, że cho­dzi o plik tek­sto­wy?

– Nigdy nie byłem księ­go­wym, żeby za­przą­tać sobie głowę ja­ki­miś ta­bel­ka­mi czy ba­za­mi da­nych. A pani urząd pew­nie nie in­te­re­su­je się gra­fi­ka­mi.

– Moje biuro in­te­re­su­je się wszyst­kim, co może mu się przy­dać.

– Przy­kro mi, nie po­tra­fię pani pomóc.

Andżi po­sta­no­wi­ła zmie­nić tak­ty­kę:

– Uwa­żasz nas za bandę idio­tów?! Mó­wi­my o pliku, który zo­sta­wi­łeś swo­jej ko­chan­ce jako „za­bez­pie­cze­nie na przy­szłość”.

– Ja­kiej ko­chan­ce? Po­zo­sta­łem wier­ny swo­jej mał­żon­ce. Ob­ra­ża mnie pani tymi po­mó­wie­nia­mi.

– Po­słu­chaj, dupku! Nie ob­cho­dzi nas, czy po­su­wa­łeś żonę, harem ko­cha­nek czy stado kóz! Gdzieś tam – mach­nę­ła ręką w kie­run­ku okna – prze­by­wa ko­bie­ta dys­po­nu­ją­ca po­ten­cjal­nie szko­dli­wy­mi dla kraju in­for­ma­cja­mi. Zdo­by­li­śmy kopię do­ku­men­tu, ale nawet nasi naj­lep­si spe­cja­li­ści nie po­tra­fią go otwo­rzyć. Za to je­ste­śmy pewni, że ty znasz hasło.

– A ja je­stem pe­wien, że nigdy w życiu nie mia­łem ani ko­chan­ki, ani pliku, o któ­rym pani wspo­mnia­ła.

– Pro­szę zro­zu­mieć! Dbam o dobro kraju, któ­re­mu i pan po­świę­cił naj­lep­sze lata życia. Jeśli mamy prze­ciw­dzia­łać ewen­tu­al­nym prze­cie­kom, mu­si­my wie­dzieć, czego mamy się spo­dzie­wać, jak de­za­wu­ować po­gło­ski!

– Ubo­le­wam, ale na­praw­dę nie mogę się do ni­cze­go przy­dać w tej kwe­stii. Jeśli fak­tycz­nie ist­niał jakiś plik, i za­gro­że­nie jego upu­blicz­nie­nia jest re­al­ne, to i tak za­pew­ne dane ze­sta­rza­ły się do tego stop­nia, że za­in­te­re­su­ją spo­łe­czeń­stwo rów­nie mocno, co ów­cze­sny śnieg. Który jest obec­nie rok?

„Prze­rwij kon­takt”. Znowu nie za­pi­sa­ła zmian w oso­bo­wo­ści przod­ka. Pa­mięć o tej roz­mo­wie (i pew­nie ko­lej­nych) tylko utrud­ni­ła­by jej wy­do­by­wa­nie in­for­ma­cji z tego upar­te­go su­kin­sy­na. A po­trze­bo­wa­ła do­stę­pu do pliku, po­trze­bo­wa­ła kasy. Roz­pacz­li­wie.

 

***

 

– Dzień dobry, tu Czwar­ta Ko­men­da Re­jo­no­wa Po­li­cji w Lik­po­lis. Czym mo­że­my słu­żyć?

Wolał, kiedy au­to­ma­ty uży­wa­ły ko­bie­cych gło­sów, ale cóż – za­pew­ne bas miał bu­do­wać za­ufa­nie do stró­żów prawa, stwa­rzać wra­że­nie siły.

– Dzień dobry, Max Krze­miń­ski. Dzwo­nię w spra­wie wła­ma­nia. Nie­daw­no był u mnie aspi­rant… Gwiz­doń­ski.

– Tak, wła­ma­nie oraz kra­dzież bio­dy­sku. Czy po­ja­wi­ły się ja­kieś nowe, istot­ne in­for­ma­cje?

– Nie, chciał­bym się do­wie­dzieć, jakie po­stę­py po­li­cja zro­bi­ła w śledz­twie.

– Ana­li­za na­grań z mo­ni­to­rin­gu nie przy­nio­sła re­zul­ta­tów. Zo­sta­li­śmy zmu­sze­ni do ba­zo­wa­nia na ze­bra­nych śla­dach za­pa­cho­wych i ba­da­nia struk­tu­ry za­ku­pów lud­no­ści. Udało się za­wę­zić krąg po­dej­rza­nych do nie­speł­na stu osób. Uję­cie spraw­czy­ni to obec­nie kwe­stia go­dzin. To wszyst­ko, co mogę panu prze­ka­zać.

– Dzię­ku­ję bar­dzo. W takim razie cze­kam na wie­ści o zła­pa­niu tej ko­bie­ty. Do usły­sze­nia.

 

***

 

Do­szła do wnio­sku, że musi wy­dłu­by­wać z cho­ler­ne­go przod­ka in­for­ma­cje po ka­wa­łecz­ku. Cza­so­chłon­ny pro­ces, oby tylko zdą­ży­ła. Samo przy­go­to­wa­nie się do ko­lej­nej roz­mo­wy po­chło­nę­ło kilka go­dzin.

Na szczę­ście tym razem obyło się bez dia­me­tral­nych zmian w de­ko­ra­cji po­ko­ju, tylko nieco po­więk­szy­ła ba­ła­gan, roz­rzu­ca­jąc wszę­dzie opa­ko­wa­nia po śmie­cio­wym żar­ciu i pusz­ki po piwie. Za­ło­ży­ła kró­ciut­ką spód­nicz­kę i skąpą bluz­kę, sta­ran­nie po­kry­ła twarz naj­mod­niej­szym wśród dzie­cia­ków ma­ki­ja­żem.

„Jakie masz upraw­nie­nia do kon­tak­tu ze zmar­łą oso­bo­wo­ścią?”, „Inne”.

Uśmiech­nę­ła się promiennie do prze­brzy­dłe­go ho­lo­gra­mu.

– Dzień dobry, je­stem Andżi. Stu­diu­ję in­for­ma­ty­kę i wła­śnie piszę pracę ma­gi­ster­ską na temat tech­nik szy­fro­wa­nia uży­wa­nych w dwu­dzie­stym pierw­szym wieku w życiu pry­wat­nym. Mój pro­mo­tor umoż­li­wił mi kon­tak­ty z lo­so­wo wy­bra­ny­mi sy­mu­la­cja­mi. Bo, ro­zu­mie pan, gdy­bym roz­ma­wia­ła tylko ze swo­imi przod­ka­mi, to wy­ni­ki nie by­ły­by re­pre­zen­ta­cyj­ne…

– Re­pre­zen­ta­tyw­ne.

– No wła­śnie. Zgo­dzi się pan wy­peł­nić moją an­kie­tę?

Zgo­dził się. Nie ma to, jak po­maj­tać sta­re­mu dziw­ka­rzo­wi cyc­ka­mi przed nosem. Niby sy­mu­la­cje nie miały już hor­mo­nów, ale od­ru­chy po­zo­sta­wa­ły. Sto pro­cent tra­fień.

Cho­ler­nik, cał­kiem sporo wie­dział o róż­nych szy­frach. Andżi naj­bar­dziej in­te­re­so­wa­ła część an­kie­ty po­świę­co­na ha­słom. Sku­ba­niec wie­rzył w zróż­ni­co­wa­nie kodów do­stę­pu w za­leż­no­ści od wagi strze­żo­nych in­for­ma­cji i czę­sto­tli­wo­ści uży­wa­nia. W tym kon­kret­nym przy­pad­ku – skraj­nie rzad­ko wy­ko­rzy­sty­wa­ny klucz chro­nią­cy dużą kasę – za­le­cał cyfry, które można łatwo od­two­rzyć w razie za­po­mnie­nia: frag­men­ty sta­łych fi­zycz­nych i słyn­nych liczb nie­wy­mier­nych. O nie, nie po­da­ne wprost! Żad­ne­go 31415926… Od dwu­dzie­ste­go miej­sca po prze­cin­ku albo wkle­pa­ne od tyłu. Ewen­tu­al­nie ja­kieś urzę­do­we nu­me­ry nada­wa­ne lu­dziom: NIP, PESEL (co­kol­wiek ten skrót zna­czył), numer po­li­sy ubez­pie­cze­nio­wej, do­wo­du oso­bi­ste­go, pasz­por­tu… Nie, by­naj­mniej nie wła­sne – to by było zbyt pro­ste! I ra­czej nie żony – to prze­cież obca baba, a jej stan ma­try­mo­nial­ny może jesz­cze ulec zmia­nie. Krew­nych, na tyle bli­skich, że ma się do­stęp do ich do­ku­men­tów.

Resz­tę wie­czo­ru spę­dzi­ła na two­rze­niu pro­gra­mu do te­sto­wa­nia róż­nych kom­bi­na­cji cyfr. Pi, licz­ba Eu­le­ra, złoty po­dział, pier­wia­stek z dwóch, trzech, pię­ciu… Po­czą­tek, od dzie­sią­te­go miej­sca po prze­cin­ku, dwu­dzie­ste­go, pięć­dzie­sią­te­go, set­ne­go… Nor­mal­nie i w od­wró­co­nej ko­lej­no­ści. Stałe fi­zycz­ne. Od pro­mie­nia atomu Bohra do im­pe­dan­cji wła­ści­wej próż­ni.

Żadna ze spraw­dza­nych kom­bi­na­cji nie wy­war­ła wra­że­nia na pie­przo­nym pliku. Albo Andżi coś prze­oczy­ła, albo łaj­dak zde­cy­do­wał się na jakiś ro­dzin­ny nu­me­rek.

 

***

 

– Aspi­rant Gwiz­doń­ski – przed­sta­wił się ho­lo­gram zna­ne­go już Ma­xo­wi po­li­cjan­ta.

– Słu­cham, słu­cham. Ja­kieś nowe wie­ści?

– Uję­li­śmy spraw­czy­nię wła­ma­nia i od­zy­ska­li­śmy bio­dysk z oso­bo­wo­ścią pań­skie­go przod­ka. Zo­stał już do pana wy­sła­ny, po­wi­nien do­trzeć za dwie, trzy go­dzi­ny.

– Dzię­ku­ję bar­dzo, to wspa­nia­ła no­wi­na. A kim była ta ko­bie­ta?

– An­dże­li­ka Ol­czyk, lat dwa­dzie­ścia czte­ry. Wła­ści­wie używa zdrob­nie­nia Andżi za­miast peł­ne­go imie­nia. I ta osoba wpro­wa­dza nie­ty­po­wy ele­ment do spra­wy.

– Jaki mia­no­wi­cie? – za­in­te­re­so­wał się Max. Dla niego samo wła­ma­nie i kra­dzież sta­no­wi­ły wy­da­rze­nia wy­star­cza­ją­co nad­zwy­czaj­ne, aby wybić czło­wie­ka z ru­ty­ny.

– Otóż, pani Ol­czyk jest po­tom­ki­nią pana Kosmy Zie­liń­skie­go.

– Ku­zyn­ka?!

– Z całą pew­no­ścią. Po­twier­dza­ją to testy DNA oraz ze­zna­nia córki pań­skie­go przod­ka. A z tego wszyst­kie­go wy­ni­ka, że pani Ol­czyk ma do sy­mu­la­cji takie same prawa, jak pan.

– Więc dla­cze­go ukra­dła moją kopię?

– Po­cho­dzi z nie­pra­we­go łoża. Stare dzie­je, jesz­cze sprzed wpro­wa­dze­nia usta­wy o wię­zach krwi. Jej ro­dzi­na nigdy nie prze­pro­wa­dzi­ła pro­ce­dur wy­ma­ga­nych do otrzy­ma­nia do­stę­pu do sy­mu­la­cji oso­bo­wo­ści z tej ga­łę­zi rodu.

– Ro­zu­miem. – Rze­czy­wi­ście, tra­fia­li się lu­dzie, któ­rzy nie przy­wią­zy­wa­li na­le­ży­tej wagi do mą­dro­ści zgro­ma­dzo­nej przez przod­ków. – Dla­cze­go więc nagle zde­cy­do­wa­ła się na tak ra­dy­kal­ny krok?

– Nie wiemy, pani Ol­czyk od­mó­wi­ła od­po­wie­dzi na to py­ta­nie. Ma prawo do kon­tak­tu z przod­kiem i nie musi po­da­wać przy­czyn. Po­nad­to, dalsze postępowanie policji w stosunku do zatrzymanej kobiety za­le­ży od pana.

– Ode mnie?!

– Ow­szem, mamy do czy­nie­nia ze spra­wą ro­dzin­ną. Jeśli zde­cy­du­je się pan na wnie­sie­nie oskar­żeń prze­ciw­ko pani Ol­czyk, grozi jej do sześciu miesięcy po­zba­wie­nia wol­no­ści. W prze­ciw­nym wy­pad­ku zo­sta­nie wy­pusz­czo­na.

– Aha. Ile mam czasu do na­my­słu?

– Trzydzieści dni, po­czy­na­jąc od dziś. Je­że­li w tym ter­mi­nie nie złoży pan wnio­sku, za­rzu­ty wobec pani Ol­czyk zo­sta­ną anu­lo­wa­ne, a ma­te­ria­ły do­wo­do­we ska­so­wa­ne.

Max dłuż­szą chwi­lę my­ślał in­ten­syw­nie.

– A czy mógł­bym naj­pierw po­roz­ma­wiać z tą ko­bie­tą?

– Oczy­wi­ście. Jeśli pan sobie życzy, mogę prze­łą­czyć roz­mo­wę do jej celi.

– Tak, po­pro­szę.

Ho­lo­gram po­li­cjan­ta płyn­nie prze­szedł w po­stać mło­dej dziew­czy­ny. Szczu­pła, śred­nie­go wzro­stu. Twarz, któ­rej nawet za­cię­ta mina nie od­bie­ra­ła pew­ne­go uroku, oka­la­ły dłu­gie, brą­zo­we włosy.

– Cześć! – Max nie miał nad­zwy­czaj­nych po­my­słów na za­czę­cie roz­mo­wy. Nigdy do­tych­czas nie zna­lazł się w ta­kiej dzi­wacz­nej sy­tu­acji. – Wiesz, kim je­stem?

– Pew­nie ko­lej­nym dup­kiem, który bę­dzie mnie na­wra­cał i prze­ko­ny­wał, jak to cu­dow­nie żyje się wszyst­kim pra­wo­rząd­nym oby­wa­te­lom w na­szym wspa­nia­łym, no­wo­cze­snym i hu­ma­ni­tar­nym spo­łe­czeń­stwie.

Za­sta­na­wiał się przez chwi­lę, czy w celi nie dzia­ła­ło pełne po­łą­cze­nie i dziew­czy­na nie wi­dzia­ła roz­mów­cy, czy też nie po­fa­ty­go­wa­ła się i nie za­pa­mię­ta­ła jego twa­rzy.

– Pudło! – Mimo woli, po­czuł się uba­wio­ny sar­ka­zmem wła­my­wacz­ki. – Max Krze­miń­ski. To z mo­je­go ar­chi­wum za­bra­łaś bio­dysk na­sze­go wspól­ne­go przod­ka.

– Och. Witaj, ku­zy­necz­ku. Jak zdrów­ko? Mam na­dzie­ję, że ci­śnie­nie ci nie pod­sko­czy­ło po stwier­dze­niu tej nie­po­we­to­wa­nej stra­ty.

– Mo­gła­byś za­cho­wy­wać się grzecz­niej. W końcu ode mnie za­le­ży, czy zo­sta­niesz uka­ra­na za tę kra­dzież, czy nie. Myślę, że któ­ryś z od­wie­dza­ją­cych cię „dup­ków” to wy­ja­śnił.

Wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Żaden nie mu­siał. Pewne rze­czy wie­dzą nawet przed­szko­la­ki.

– Dzi­wię się, że trak­tu­jesz mnie tak opry­skli­wie. Jak­bym to ja tobie coś zro­bił.

Dziew­czy­na nie od­po­wie­dzia­ła. Pew­nie nie po­tra­fi­ła zna­leźć ar­gu­men­tu. Albo wy­rzu­ty su­mie­nia ją do­pa­dły.

– Nawet się nie przed­sta­wi­łaś.

– Gliny z pew­no­ścią po­in­for­mo­wa­ły cię, jak się na­zy­wam.

– Dla­cze­go ukra­dłaś kopię oso­bo­wo­ści Kosmy Zie­liń­skie­go?

– Nie twój pie­przo­ny in­te­res.

– Nie uła­twiasz mi de­cy­zji.

– Bie­dac­two! Cały świat jest prze­ciw­ko tobie! Kup sobie smo­czek, od razu hu­mo­rek się po­pra­wi.

Wła­ści­wie miała rację. Nie­daw­no zo­sta­ła aresz­to­wa­na, nic dziw­ne­go, że re­ago­wa­ła ze wście­kło­ścią. Z nich dwoj­ga, to dziew­czy­na miała praw­dzi­we pro­ble­my. W za­ist­nia­łej sy­tu­acji nie wi­dział sensu w kon­ty­nu­owa­niu roz­mo­wy. Roz­łą­czył się i wy­słał po­li­cji wia­do­mość, że po­trze­bu­je wię­cej czasu do na­my­słu.

 

***

 

Gliny ją wy­pu­ści­ły. Albo ku­zy­nek się zli­to­wał, albo chłop­cy w mun­dur­kach za­sta­wi­li jakąś spryt­ną pu­łap­kę. Ra­czej to pierw­sze, ale pew­no­ści nie miała. Na wszel­ki wy­pa­dek mu­sia­ła uwa­żać i na tego ca­łe­go Maxa, i na psy.

O dziwo, wciąż miała nie­le­gal­ną kopię su­kin­sy­no­wa­te­go pra­dziad­ka. Gli­nia­rze ją zna­leź­li, ale nie usu­nę­li. Pew­nie uzna­li, że skoro i tak ma prawo do kon­tak­tów z przod­kiem, to mniej­sza o praw­ni­cze szcze­gó­ły. Oczy­wi­ście, po­uczy­li ją i za­le­ci­li prze­pro­wa­dze­nie od­po­wied­niej pro­ce­du­ry. Taaak, już się roz­pę­dzi­ła… Cho­ler­ny plik odzie­dzi­czo­ny po przod­kach miał za­pew­nić jej kasę, a nie ge­ne­ro­wać kosz­ty.

Skoro ostat­nio me­to­da „na stu­dent­kę” za­dzia­ła­ła, Andżi po­sta­no­wi­ła nie zmie­niać po­dej­ścia. Tym razem wcie­li­ła się w przy­szłą psy­cho­loż­kę ba­da­ją­cą związ­ki emo­cjo­nal­ne ludzi ży­ją­cych w dwu­dzie­stym pierw­szym wieku.

Nie do­wie­dzia­ła się wielu cie­ka­wych rze­czy. Już wcze­śniej nie miała wąt­pli­wo­ści, że pan poseł trak­to­wał ko­bie­ty przed­mio­to­wo. Ale in­for­ma­cja, że sza­no­wał matkę już mogła wnieść coś do spra­wy. Tak samo, jak wia­do­mość, że wła­sne dzie­ci uwa­żał za nie­od­po­wie­dzial­ne i ra­czej głu­pie. Cho­ciaż, w wy­ko­rzy­sta­niu nu­me­ru do­wo­du to mogło nie prze­szka­dzać.

Roz­wa­ża­nia o spo­so­bie wy­łu­dze­nia da­nych, które po­zwo­li­ły­by na za­wę­że­nie kręgu po­dej­rza­nych, prze­rwał ho­lo­te­le­fon od ku­zy­necz­ka.

– Cześć! To ja, Max. Pa­mię­tasz mnie?

Ho­lo­gram na środ­ku klit­ki pre­zen­to­wał za­dba­ne­go ma­min­syn­ka mniej wię­cej w jej wieku.

– Pa­mię­tam, cho­ciaż wo­la­ła­bym za­po­mnieć.

– Mam na­dzie­ję, że nie prze­szka­dzam ci w ni­czym waż­nym.

– Znam ten typ fa­ce­tów aż za do­brze; nie prze­rwał­byś roz­mo­wy, nawet gdy­byś za­dzwo­nił w środ­ku or­ga­zmu. Mo­je­go oczy­wi­ście.

– Rów­nie dowcipna, jak piękna!

– Słu­chaj, na­praw­dę nie mam czasu na głu­pie po­ga­dusz­ki. Czego chcia­łeś?

– Oj, mo­gła­byś trak­to­wać mnie grzecz­niej. Mam jesz­cze mie­siąc na pod­ję­cie de­cy­zji, czy wnieść oskar­że­nie prze­ciw­ko tobie.

Aha, czyli dupek po­trze­bo­wał aż tyle czasu, żeby usta­lić, czego wła­ści­wie chce. Pięk­nie. Ale rze­czy­wi­ście po­win­na być dla niego miła. Sie­dze­nie w pudle albo na cią­gną­cych się w nie­skoń­czo­ność roz­pra­wach strasz­li­wie ko­li­do­wa­ło z jej pla­na­mi.

– No do­brze. Bar­dzo się cie­szę, że za­dzwo­ni­łeś. – Miała na­dzie­ję, że jej mina i ton w pełni od­da­ją sar­kazm. – O czym chcia­łeś po­kon­wer­so­wać?

– Z przy­jem­no­ścią wię­cej bym się o tobie do­wie­dział. Cie­ka­wi mnie, czy da­ła­byś się za­pro­sić do ja­kiejś uro­czej re­stau­ra­cji?

O rany, tylko nie pod­ryw! Na flirt z la­lu­siem też nie miała czasu.

– Nie­zły po­mysł.

– To wspa­nia­le! Pa­su­je ci jutro o osiem­na­stej?

– Może być. Gdzie?

– Znam taką sym­pa­tycz­ną re­stau­ra­cyj­kę… „Róża Pu­sty­ni”. Wiesz, gdzie to jest?

– Po­ra­dzę sobie.

– Mam na­dzie­ję, że lu­bisz ma­ro­kań­ską kuch­nię.

– Na pewno znaj­dę coś dla sie­bie. To do jutra.

 

***

 

Max jesz­cze przez dłuż­szą chwi­lę wpa­try­wał się w miej­sce, z któ­re­go znik­nął ho­lo­gram dziew­czy­ny. Roz­łą­czy­ła się. A prze­cież pozostało mu jesz­cze tyle te­ma­tów do po­ru­sze­nia, tyle pytań do za­da­nia… Wciąż nie miał po­ję­cia, jaką de­cy­zję pod­jąć w spra­wie wła­ma­nia. Wła­ści­wie ni­cze­go się nie do­wie­dział od Andżi. Nie­waż­ne, umó­wi­ła się z nim na jutro. Ocze­ki­wał, że wtedy sobie po­we­tu­je.

 

***

 

Kiedy we­szła do przy­ciem­nio­ne­go lo­ka­lu, laluś już cze­kał. Wstał od sto­li­ka i po­mógł jej usiąść. Na naj­wred­niej­sze wi­ru­sy i tro­ja­ny! W realu wy­glą­dał jesz­cze go­rzej niż jako ho­lo­gram. Pa­znok­cie miał sta­ran­niej wy­pie­lę­gno­wa­ne niż Andżi czy więk­szość z jej ko­le­ża­nek. Buźka wy­go­lo­na i na­sma­ro­wa­na naj­mod­niej­szy­mi kre­ma­mi. Cały wy­da­wał się gład­ki jak zde­chła ryba. Obrzy­dli­wość! I ona mu­sia­ła być miła dla tego ośli­złe­go pa­dal­ca.

No, bez prze­sa­dy z tą uprzej­mo­ścią. Ze zło­śli­wą sa­tys­fak­cją wy­bra­ła naj­droż­sze po­tra­wy z menu. Jeśli zamierzał ją prze­le­cieć w za­mian za nie­skła­da­nie za­rzu­tów, to niech przy­naj­mniej przy oka­zji tro­chę za­bu­li.

Kel­ner­ka przy­ję­ła za­mó­wie­nie, a ga­do­wi ze­bra­ło się na kon­wer­sa­cję:

– Czym się zaj­mu­jesz?

– Nie­źle się ro­zu­miem z kom­pu­te­ra­mi – od­burk­nę­ła.

– O, to musi być bar­dzo cie­ka­wa praca! Ja je­stem ar­ty­stą. Pro­jek­tu­ję sprzę­ty do­mo­we. Kom­pu­te­ry nie­kie­dy też. Ko­ja­rzysz taką serię axor­ra­nów z er­go­no­micz­ny­mi kla­wia­tu­ra­mi i obu­do­wa­mi w ko­lo­rach tęczy?

– Nie przy­po­mi­nam sobie.

– To wła­śnie ja je opra­co­wy­wa­łem. Wszyst­kie de­ta­le: od kąta na­chy­le­nia kla­wi­szy do ko­lo­ru diod.

I tak przez cały czas ocze­ki­wa­nia na przy­staw­ki: ko­gu­cik przy­my­kał oczy, piał jedną au­to­re­kla­mę za drugą i na­pa­wał się wła­sną wspa­nia­ło­ścią.

Żar­cie oka­za­ło się takie sobie. Z pew­no­ścią nie warte swo­jej hor­ren­dal­nej ceny. Ale cóż, w końcu to nie ona pła­ci­ła. Nie, zde­cy­do­wa­nie nie po­lu­bi­ła kuch­ni afry­kań­skiej. Za­ser­wo­wa­ne po­tra­wy albo były tak ostre, że le­d­wie mogła je prze­łknąć, albo tak prze­sło­dzo­ne, że nie dało się zjeść wię­cej niż pół por­cji. Lu­dzie, któ­rzy je wy­my­śli­li, chyba mu­sie­li mieć po­wy­pa­la­ne kubki sma­ko­we. Trzy­ma­li ję­zy­ki na słoń­cu czy jak?

Przy głów­nym daniu laluś ją za­dzi­wił. Za­miast przejść do pro­po­zy­cji nie do od­rzu­ce­nia, któ­rej ocze­ki­wa­ła od po­cząt­ku, nagle za­py­tał:

– Dla­cze­go wła­ści­wie się do mnie wła­ma­łaś?

Zmia­na tak­ty­ki tak za­sko­czy­ła Andżi, że po­wie­dzia­ła praw­dę:

– Po­trze­bo­wa­łam oso­bo­wo­ści tego fa­ce­ta.

– Po co?

– Jest mi wi­nien kasę.

Buch­nął śmie­chem.

– Wy­bacz, ale jakim cudem?

– No do­brze, nie mi oso­bi­ście, tylko mojej przod­ki­ni. A ja po­sta­no­wi­łam ode­brać dług.

– Dla­cze­go aku­rat teraz? Po­li­cja po­wie­dzia­ła mi, jaki sto­pień po­kre­wień­stwa łączy cię ze mną. Przez wiele po­ko­leń nikt z two­jej ga­łę­zi rodu nie in­te­re­so­wał się panem Kosmą Zie­liń­skim.

– Widać nikt z moich po­przed­ni­ków nie są­dził, że zdoła wy­dę­bić szmal od tego skne­ry. A może nikt nie ga­wę­dził na ten temat z pra­bab­ką. Albo nie do­tarł do… pew­ne­go do­ku­men­tu. Skąd mam wie­dzieć…

– Nie po­wie­dzia­łaś mi wszyst­kie­go. Dla­cze­go ty to do­pie­ro po­ło­wa praw­dy. Dla­cze­go teraz?

– Bo wła­śnie teraz po­trze­bu­ję dużej kasy – oznaj­mi­ła pa­ro­diu­jąc jego na­pu­szo­ny ton.

– Na co?

Ależ się przy­ssał!

– Nie twój za­ki­cha­ny in­te­res!

– Hej, przy­po­mi­nam, że mia­łaś być dla mnie miła.

Z po­nu­rą de­ter­mi­na­cją we­pchnę­ła sobie do ust ka­wa­łek ja­gnię­ci­ny. Pod­nie­bie­nie za­pie­kło, aż łzy na­pły­nę­ły jej do oczu. Po­spiesz­nie po­pi­ła ulep­ko­wa­tym so­kiem. Za­sta­no­wi­ła się. Wła­ści­wie, dla­cze­go nie wy­znać la­lu­sio­wi przy­czy­ny? Może uda się za­grać mu na emo­cjach?

– Wła­ma­łam się do kom­pu­te­ra jed­ne­go złego czło­wie­ka. Dupek, który za­mó­wił pliki, nie tylko dał się zła­pać z da­ny­mi, ale jesz­cze wsy­pał mnie. Do­sta­łam do wy­bo­ru: albo za­cznę pra­co­wać dla tego łaj­da­ka, albo zre­kom­pen­su­ję mu stra­ty, które wy­ce­nił na pięć kafli, albo zo­sta­nę tru­pem.

– A dla­cze­go nie mo­żesz po pro­stu pod­jąć pracy? Stały do­chód ma swoje za­le­ty.

– Jeny! W jakim świe­cie ty ży­jesz, dzie­cia­ku?! Kiedy mówię „zły czło­wiek”, to mam na myśli kogoś, kto po­peł­nia po­waż­niej­sze wy­kro­cze­nia niż nie­se­gre­go­wa­nie śmie­ci i ko­pa­nie ro­bo­tów pu­blicz­nych.

– Aha. No tak.

Goguś za­sta­no­wił się. Ob­ja­wi­ło się to za­mknię­ciem oczu i od­chy­le­niem do tyłu.

A potem zro­bił coś, co wpra­wi­ło Andżi w osłu­pie­nie: wyjął port­fel i po­ło­żył na stole pięć pa­ty­ków, które mogły roz­wią­zać wszyst­kie jej pro­ble­my. Bez słowa prze­su­nął pie­nią­dze w stro­nę ko­bie­ty. Nie na­my­śla­ła się długo.

 

***

 

Wciąż nie mógł zro­zu­mieć, dla­cze­go ni stąd, ni zowąd, po­da­ro­wał wła­my­wacz­ce ponad dzie­sięć pro­cent pen­sji. Wraż­li­wość ar­ty­sty, któ­rym nie­wąt­pli­wie był? Za­pew­ne, ale nie tylko to. W końcu do­szedł do wnio­sku, że tego wy­ma­ga­ła spra­wie­dli­wość. I on, i dziew­czy­na po­cho­dzi­li od jed­ne­go czło­wie­ka, lecz Max nie mógł się na­dzi­wić róż­ni­com mię­dzy nimi, ich krań­co­wo od­mien­nej po­zy­cji spo­łecz­nej. Oto, co daje ko­cha­ją­ca ro­dzi­na, sta­ran­ne wy­cho­wa­nie dzie­ci, czę­ste ko­rzy­sta­nie z wie­dzy na­gro­ma­dzo­nej przez przod­ków. Kiedy wrę­czył jej pie­nią­dze, po pro­stu po­mógł ku­zyn­ce w po­trze­bie. Odro­bi­nę wy­rów­nał szan­se. I tyle.

A czy miał zna­cze­nie fakt, że Andżi wy­glą­da­ła cał­kiem ina­czej niż wszyst­kie ko­bie­ty, które do­tych­czas prze­wi­nę­ły się przez jego życie? Nie, to mało praw­do­po­dob­ne. Cóż z tego, że jej oczy błysz­cza­ły in­te­li­gen­cją, że wy­da­wa­ła się bar­dziej żywa? Nic.

 

***

 

Ku­zy­nek jed­nym ge­stem roz­wią­zał naj­po­waż­niej­sze pro­ble­my Andżi: już nie mu­sia­ła mar­twić się o kasę dla Seby, ale… Skoro miała pod ręką oso­bo­wość Zie­liń­skie­go, dla­cze­go nie spró­bo­wać wy­du­sić z niego sta­re­go długu? Po­nęt­ne stu­dent­ki mogą pisać ma­gi­ster­ki na naj­róż­niej­sze te­ma­ty. W osta­tecz­no­ści uda, że pra­cu­je nad bio­gra­fią „wiel­kie­go i sza­no­wa­ne­go po­li­ty­ka dwu­dzie­ste­go pierw­sze­go wieku”. Ma­ni­pu­lo­wa­nie przod­ka­mi ode­rwa­ny­mi od in­for­ma­cji było że­nu­ją­co łatwe.

 

***

 

– Pra­bab­ko, po­trze­bu­ję two­jej mą­drej rady.

– O co cho­dzi, wnu­siu?

– Spodo­ba­ła mi się jedna dziew­czy­na.

– No to ją uwiedź, po­ślub czy co tam teraz ro­bi­cie, aby za­cią­gnąć babę do łóżka.

– Za­wie­ra­my kon­trak­ty mał­żeń­skie.

Przy całej swo­jej ogrom­nej mą­dro­ści przod­ko­wie nie­kie­dy nie mieli po­ję­cia o pod­sta­wo­wych rze­czach. Zwłasz­cza ci star­si, a Ka­ta­rzy­na Ro­dzie­wicz zmar­ła pra­wie dwie­ście lat temu.

– Aha. Czym to się różni od na­sze­go ślubu?

– Eeee, nie wiem, jak to do­kład­nie wy­glą­da­ło w wa­szych cza­sach. Teraz lu­dzie, za­zwy­czaj dwoje, pod­pi­su­ją umowę, że przez jakiś tam czas, prze­waż­nie od trzech do pię­ciu lat, będą two­rzyć ro­dzi­nę. Usta­la­ją po­dział ma­jąt­ku na­by­te­go w trak­cie mał­żeń­stwa, za­sa­dy opie­ki nad ewen­tu­al­ny­mi dzieć­mi i tym po­dob­ne.

– Cie­ka­we… A co po za­koń­cze­niu?

– Za­le­ży. Jeśli zwią­zek im się spodo­bał, to prze­dłu­ża­ją kon­trakt. W prze­ciw­nym wy­pad­ku roz­sta­ją się z ulgą.

– Na­praw­dę in­te­re­su­ją­ce roz­wią­za­nie. Ale, wra­ca­jąc do two­je­go pro­ble­mu, chyba nie ocze­ku­jesz, że po­mo­gę ci na­pi­sać treść tej umowy?

– Nie, skąd­że znowu, pra­bab­ko! – Max nie­mal ro­ze­śmiał się z tego po­my­słu. – Cho­dzi o to, że ona jest ze mną spo­krew­nio­na.

– Ach, i dla­te­go bu­dzisz starą ge­ne­tycz­kę! Mam wy­gło­sić wy­kład o nie­bez­pie­czeń­stwach chowu wsob­ne­go? Wiesz, co to są geny re­ce­syw­ne?

– Nie bar­dzo. Ale nie­zu­peł­nie o to mi cho­dzi­ło. Po­trze­bu­ję… sam nie wiem, czego. Może ta­kiej ogól­no­ludz­kiej rady?

– Chciał­byś otrzy­mać bło­go­sła­wień­stwo babci zanim prze­le­cisz dziew­czy­nę? No do­brze, jaki sto­pień po­kre­wień­stwa was łączy?

– Niech się za­sta­no­wię… – Max ro­zej­rzał się w po­szu­ki­wa­niu wy­dru­ku z Urzę­du Ge­ne­alo­gii. – Ona po­cho­dzi z młod­szej linii, jest spo­krew­nio­na z na­szym wspól­nym przod­kiem w dzie­sią­tym stop­niu, a ja w dzie­wią­tym.

– Wy­głu­piasz się, praw­da? – Ho­lo­gram ko­bie­ty z nie­do­wie­rza­niem pa­trzył na roz­mów­cę. – Rzuć w tłum pi­łecz­kę do te­ni­sa, a pra­wie na pewno tra­fisz w kogoś, z kim masz wię­cej wspól­nych genów niż z tą twoją wy­bran­ką.

– Teraz trze­ba uwa­żać na takie rze­czy. Du­pli­ka­cja przod­ków to po­waż­ne utrud­nie­nie dla dzie­ci.

– No cóż, jako bio­loż­ka nie widzę żad­nych prze­ciw­wska­zań. Idź z dziew­czy­ną do łóżka, bądź­cie płod­ni i roz­mna­żaj­cie się. A wasze uwa­run­ko­wa­nia spo­łecz­ne to już nie moja bajka.

 

***

 

Po­wo­lut­ku wy­do­by­wa­ła strzęp­ki in­for­ma­cji z opor­ne­go po­li­ty­ka. Ro­bi­ło się coraz trud­niej, chyba jed­nak bę­dzie mu­sia­ła wziąć się za wy­ima­gi­no­wa­ną bio­gra­fię cho­ler­ni­ka. W roz­wa­ża­nia wdarł się sy­gnał ho­lo­te­le­fo­nu. Hojny ku­zy­nek się stę­sk­nił.

Z wdzięcz­no­ści Andżi była go­to­wa na duże ustęp­stwa. Znowu umó­wi­li się w re­stau­ra­cji. Do­pil­no­wa­ła tylko, aby tym razem w lo­ka­lu ser­wo­wa­no po­rząd­ną, eu­ro­pej­ską kuch­nię.

Roz­mo­wa przy stole nie od­bie­ga­ła zbyt­nio od kon­wer­sa­cji z po­przed­nie­go spo­tka­nia. Max naj­pierw długo i nudno opo­wia­dał o sobie, a potem, jesz­cze dłu­żej i nud­niej, wy­py­ty­wał ko­bie­tę o ar­chi­wum przod­ków. Naj­wy­raź­niej krew­niak na­le­żał do ludzi, któ­rzy boją się pójść do kibla, nie za­py­taw­szy do­stoj­nych an­te­na­tów o in­struk­cję ob­słu­gi pa­pie­ru to­a­le­to­we­go. Ma­sa­kra.

Za to je­dze­nie po­da­no cał­kiem smacz­ne.

 

***

 

– Co tam, pra­wnu­ku?

– Spodo­ba­ła mi się jedna dziew­czy­na.

– No, naj­wyż­szy czas, żebyś się ustat­ko­wał. Ile ty już masz lat, chłop­cze?

– Dwa­dzie­ścia osiem, nie muszę się spie­szyć.

– Miło by­ło­by spo­tkać się z na­stęp­nym po­ko­le­niem. Co to za ko­bie­ta? Ja­kich ma przod­ków?

– No wła­śnie… Jej ro­dzi­na od po­ko­leń nie przej­mu­je się zbyt­nio sy­mu­la­cja­mi oso­bo­wo­ści.

– Co ta­kie­go?! Za­da­jesz się z głą­ba­mi, któ­rzy z wła­snej woli po­zba­wia­ją się do­bro­dziej­stwa wie­dzy pra­dzia­dów?

Max wes­tchnął. Chyba le­piej, żeby nie wspo­mi­nał an­te­na­to­wi, w ja­kich oko­licz­no­ściach po­znał Andżi.

– No tak jakoś los nas ze­tknął. Może to prze­zna­cze­nie?

– Bzdu­ry! Ile ona po­sia­da kopii przod­ków?

– Nie pa­mię­ta do­kład­nie. Kil­ka­dzie­siąt.

– Ro­zu­miem. – Ho­lo­gram star­sze­go męż­czy­zny miał minę, jakby po­czę­sto­wa­no go wy­szu­ka­nym, acz obrzy­dli­wym spe­cja­łem. – A ty?

– Pięć­set pięć­dzie­siąt sześć…

– To chyba roz­wie­wa wszel­kie wąt­pli­wo­ści, praw­da? Twoje dzie­ci w szko­le będą ry­wa­li­zo­wać z ucznia­mi ma­ją­cy­mi do dys­po­zy­cji ty­siąc­o­so­bo­wy sztab spe­cja­li­stów z róż­nych dzie­dzin. Za­mie­rzasz po­zwo­lić, żeby sta­nę­ły do walki wy­po­sa­żo­ne w rap­tem sześć­set kil-ka-dzie-siąt – z po­gar­dą wy­ce­dził słowo – do­rad­ców? Tylko dla­te­go, że tobie cała krew spły­nę­ła po­ni­żej pasa?

Max znowu wes­tchnął. Prze­cież nie o to cho­dzi­ło. Sy­piał już z wie­lo­ma ko­bie­ta­mi. Więk­szość z nich miała albo ład­niej­sze buzie, albo zgrab­niej­sze syl­wet­ki niż Andżi, a naj­czę­ściej i jedno, i dru­gie. Tylko że… Ona była taka…

– To nie do końca tak… – wy­mam­ro­tał bez prze­ko­na­nia.

– A jak? No, jeśli dziew­czy­na ma nie­wie­lu przod­ków, ale w cie­ka­wych i zróż­ni­co­wa­nych za­wo­dach, to jesz­cze można za­ry­zy­ko­wać…

– Ra­czej nie. Ani cie­ka­we, ani spe­cjal­nie uroz­ma­ico­ne.

– No to za­po­mnij o niej. Wiesz, za na­szych cza­sów mie­li­śmy takie spe­cjal­ne stro­ny in­ter­ne­to­we, gdzie można było się za­re­je­stro­wać i szu­kać do­sko­na­le kom­ple­men­tar­nej po­łów­ki.

– Tak, my też mamy po­dob­ne por­ta­le. Dzię­ki.

I tak cią­gle: star­si przod­ko­wie za­chę­ca­li go do związ­ku z Andżi, młod­si zde­cy­do­wa­nie pro­te­sto­wa­li prze­ciw­ko me­za­lian­so­wi. Któ­rzy mieli rację? Czyją radą po­wi­nien się kie­ro­wać?

 

***

 

Andżi wy­do­by­ła już z kopii Kosmy Zie­liń­skie­go wszyst­kie in­for­ma­cje, jakie dało się z niego wy­ci­snąć. Ży­wi­ła gra­ni­czą­ce z pew­no­ścią prze­ko­na­nie, że jako hasło po­słu­żył PESEL matki po­li­ty­ka. I w końcu na­po­tka­ła na mur nie do prze­by­cia. Tych cyfr (bo do­wie­dzia­ła się już, że ta­jem­ni­czy urzę­do­wy od­po­wied­nik czło­wie­ka skła­dał się wy­łącz­nie z liczb) wred­ny przo­dek nie ra­czył za­pa­mię­tać. Nawet nie ma­rzy­ła, że gdzie­kol­wiek za­cho­wa­ły się tak stare dane do­ty­czą­ce ni­czym nie wy­róż­nia­ją­cej się osoby. Gdyby cho­ler­na pra­bab­cia była pre­zy­den­tem albo cho­ciaż wiel­ką ar­tyst­ką, może ja­kieś pa­pie­ry zo­sta­ły­by pie­czo­ło­wi­cie prze­nie­sio­ne do mu­zeum. Ale zwy­czaj­na na­uczy­ciel­ka? Żad­nych szans!

Za­miast za­sta­na­wiać się, do ar­chi­wum któ­re­go urzę­du mo­gła­by się wła­mać w po­szu­ki­wa­niu upra­gnio­ne­go ze­sta­wu liczb, Andżi za­czę­ła wspo­mi­nać ostat­nią im­pre­zę. Po­szli razem z ku­zy­nem. Wła­ści­wie to całą tę nudną ba­lan­gę urzą­dzo­no z oka­zji uro­dzin czy tam imie­nin któ­re­goś ko­le­gi Maxa. Go­ście spra­wia­li wra­że­nie na­krę­co­nych ma­ne­ki­nów – po­wta­rza­li w kółko garść fra­ze­sów i nijak nie po­tra­fi­li wy­do­stać się poza kilka dy­żur­nych te­ma­tów. Po­go­da, moda, po­li­ty­ka, sport, wia­do­mo­ści z ostat­nie­go ty­go­dnia… Dziew­czy­na ra­żą­co od­sta­wa­ła sta­tu­sem od ze­bra­nych, ale ani przez chwi­lę nie czuła się gor­sza czy od­trą­ca­na. Wprost prze­ciw­nie, z jej żar­tów za­śmie­wa­li się wszy­scy.

A przed przy­ję­ciem wy­je­cha­li z krew­nia­kiem nad morze. W za­sa­dzie ta sama nuda, luk­su­so­we nic­nie­ro­bie­nie, zna­ko­mi­te drin­ki i po­ga­węd­ki, tylko roz­cią­gnię­te na dwa ty­go­dnie.

W ogóle za­ska­ku­ją­co dużo czasu spę­dza­ła z ofia­rą tego śmiesz­ne­go wła­ma­nia sprzed pół roku. Spo­tka­ła wielu jego zna­jo­mych; prze­waż­nie tak samo la­lu­sio­wa­tych i mdłych jak kuzyn. Ow­szem, przy każ­dej oka­zji kum­ple go­gu­sia chrza­ni­li o ni­czym, z lu­bo­ścią oma­wia­li owo nic ze wszyst­kich moż­li­wych punk­tów wi­dze­nia. Mu­sia­ła wów­czas bar­dzo uwa­żać, żeby nie zie­wać osten­ta­cyj­nie. Za to życie przy boku Maxa wy­da­wa­ło się bar­dzo wy­god­ne. Już przy pierw­szym spo­tka­niu w realu udo­wod­nił, że pie­nią­dze nie sta­no­wi­ły dla niego pro­ble­mu. Taki brak drob­nych kło­po­tów roz­le­ni­wiał, ale i spra­wiał przy­jem­ność.

Praw­dzi­wych przy­ja­ciół i in­te­li­gent­nych roz­mów­ców miała bez liku w necie.

 

Epi­log

 

Wró­ci­li do za­szy­fro­wa­ne­go pliku po kilku la­tach, po prze­dłu­że­niu kon­trak­tu mał­żeń­skie­go, kiedy dzie­ci pod­ro­sły już na tyle, że można je było spu­ścić z oczu na całe po­po­łu­dnie.

Oka­za­ło się, że – jak w wielu in­nych spra­wach – do­sko­na­le się uzu­peł­nia­ją. Ro­dzin­ne ar­chi­wa Maxa sta­no­wi­ły nie­wy­czer­pa­ną ko­pal­nię in­for­ma­cji, a An­dże­li­ka po­tra­fi­ła je wy­ko­rzy­stać. Przed każdą roz­mo­wą z przod­kiem tłu­ma­czy­ła mę­żo­wi, jakie py­ta­nia po­wi­nien zadać.

Za­czę­li od po­ga­węd­ki z urzęd­nicz­ką ży­ją­cą w Pol­sce na po­cząt­ku dwu­dzie­ste­go dru­gie­go wieku. Świet­nie znała re­gu­ły rzą­dzą­ce nada­wa­niem lu­dziom nu­me­rów PESEL i bez żad­nych wahań po­dzie­li­ła się wie­dzą z pra­wnu­kiem.

Kosma Zie­liń­ski bez opo­rów podał datę uro­dzin uko­cha­nej matki.

W ten spo­sób An­dże­li­ka usta­li­ła sześć pierw­szych zna­ków. To, że pani Zie­liń­ska była ko­bie­tą, rów­nież nie bu­dzi­ło wąt­pli­wo­ści, tylko nie wia­do­mo było, którą z pię­ciu moż­li­wo­ści wy­ko­rzy­sta­no. Ostat­nią, kon­tro­l­ną cyfrę bez pro­ble­mów dało się wy­li­czyć. Bra­ko­wa­ło tylko nu­me­ru serii. Po uwzględ­nie­niu płci zo­sta­wa­ło pięć ty­się­cy kom­bi­na­cji. Drob­nost­ka.

Stwo­rze­nie pro­gra­mu za­ję­ło An­dże­li­ce kilka minut. Nieco dłu­żej po­trwa­ło prze­mie­le­nie setek liczb, ale przed upły­wem go­dzi­ny, za­mknię­ty od wie­ków plik ujaw­nił swoją za­war­tość. Ko­bie­ta przej­rza­ła go po­bież­nie i buch­nę­ła śmie­chem.

– I jak tam, skar­bie? Bę­dzie­my ba­jecz­nie bo­ga­ci? – za­in­te­re­so­wał się mąż.

– Ra­czej nie. Sam zo­bacz.

Za­bez­pie­cze­nie na przy­szłość, usta­wia­ją­ce czło­wie­ka na całe życie, we­dług dwu­dzie­sto­pierw­szo­wiecz­ne­go po­li­ty­ka spro­wa­dza­ło się do listu po­le­ca­ją­ce­go, który miał za­gwa­ran­to­wać oka­zi­cie­lo­wi pracę w jed­nej z licz­nych agen­cji rzą­do­wych oraz ma­te­ria­łów nie­źle na­da­ją­cych się do szan­ta­żo­wa­nia kilku mi­ni­strów.

– Rze­czy­wi­ście, praw­dzi­wy skarb! – prych­nął Max.

– Ta­aaak… Ale­śmy się ob­ło­wi­li. Nor­mal­nie trze­ba bę­dzie po­my­śleć o kup­nie więk­sze­go domu – drwi­ła An­dże­li­ka. – Ale wiesz co? Wcale nie ża­łu­ję, że kie­dyś bar­dzo chcia­łam otwo­rzyć ten plik.

– Ja też nie – od­po­wie­dział, przy­tu­la­jąc żonę.

 

Koniec

Komentarze

Cztery odwiedziny i jedno zakolejkowanie, ale chyba jednak mi przypadł zaszczyt bycia pierwszym czytelnikiem w pełnym znaczeniu tego słowa.

Owszem, mamy do czynienia ze sprawą rodzinną. jeśli zdecyduje się pan – przecinek zamiast kropki

Z ich dwojga, to dziewczyna miała prawdziwe problemy. – chyba z “nich”

Ludzie, którzy je wymyślili, chyba musieli mieć powypalane kubki smakowe. Trzymali języki na słońcu czy jak? – a to jest super!

Coś tam pewnie jeszcze było, ale mi umknęło.

Jak zwykle bardzo sprawnie napisane, ciekawy pomysł i … zaskakujący koniec. A dlatego zaskakujący, bo “rozmył się w codzienności”. Nie było wielkiego bum, w sumie to wyszła historia miłosna o tym, że różnice się przyciągają. Spokojny happy end. Podobało mi się.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Gratuluję. A podzielisz się wrażeniami z lektury?

Babska logika rządzi!

Rozumiem, że to do Adama?wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Poprzedni komentarz był do Adama.

Dziękuję, Bemik. Już wprowadzam poprawki. Cieszę się, że zainteresowało i przewrotnie zaskoczyło. :-)

Babska logika rządzi!

Idea kolekcjonowania przodków bardzo mi się podoba, komizm wynikający ze zderzenia odmiennych zwyczajów na przestrzeni wieków – czarujący (szczególnie urzekła mnie rozmowa z prababcią genetykiem).  Metody szyfrowania najwyraźniej są Ci dobrze znane.:)

Natomiast mam wrażenie, że fajne tempo akcji pod koniec opowiadania zamiera na rzecz trochę naciąganego romansu… Nie bardzo go kupuję. Jak faceta zakochanego w tygrysicy jeszcze mogę zrozumieć, to tygrysicę zmienioną w matkę-kotkę pod wpływem luksusu, dobrej karmy i głasków? To aż smutne :) 

 

Dziękuję, Rooms.

Miło, że mój świat Ci się spodobał. :-) Tak na marginesie – ja też lubię tę genetyczkę – rozsądna babka.

Co do przemiany tygrysicy. Owszem, smutne, ale obawiam się, że prawdziwe. W tysiącach przypadków. :-( Ale w matkę-kotkę zmieniły ją dopiero młode. Ile prawdziwa tygrysica może wytrzymać dla swoich dzieci? A nie zapominajmy, że na dobrej karmie rosną duże i silne. ;-)

Już raczej nie będę zmieniać końcówki, ale tak z ciekawości: jak Ty byś to widziała?

Babska logika rządzi!

Zanim do młodych doszło to raczej trochę trwało, szkoda mi tych spiłowanych pazurów…  ale oczywiście rozumiem mechanizmy konformizmu.  Jakbym to widziała? Hm… w końcu szydło mogłoby wyjść z worka… Jakiś mega-przekręt? Super-zemsta na kaście uprzywilejowanych? Przytarcie rozleniwionych nosków? Laska, która miała gościa w głębokiej pogardzie, zamiast spijać mleczko z jego pyszczka, mogłaby po prostu zyskać niezależność, złamać system i pokazać innym gest Kozakiewicza. :)

Rozpędziłam się… cóż zrobię, że nie lubię drani w ciepłych paputkach, wolę gdy dokazują ;)

Ciekawa koncepcja… Bardzo ciekawa…

Trochę pobronię własnej: pogarda była na początku. Potem doszła wdzięczność – Max tak po prostu wziął i bezinteresownie rozwiązał problem z Sebą. Dziewczyna poczuła się zobowiązana. I jeszcze zależało mi, żeby otworzyć tajemniczy plik mogli tylko i wyłącznie razem – współpracując.

Ale na pocieszenie: pomyśl, jak tygrysica te swoje dzieci wychowa. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale macie problemy… Ciepłe papucie, tygrysice… Przyszedł na nią czas, by doceniła stabilizację, i nie ma co krytykować, że zmieniła zdanie.

A mamy, mamy. Tobie nigdy się nie zdarzyło marudzić, że bohater zachowuje się niekonsekwentnie? Że wolałbyś inne zakończenie? Rooms też ma do tego prawo.

No dobrze, Adamie, już wiem, gdzie problemu nie widzisz. A jakaś opinia o reszcie tekstu? Chociaż szczątkowa – kciuk w górę czy w dół? Bo na razie poinformowałeś: “Przeczytałem. Pierwszy!”. ;-)

Babska logika rządzi!

Pierwszą odpowiedź znajdziesz na samej górze. Druga… A bo ja wiem, kiedy? Wpadam na portal jak po łyżkę soli do sąsiadki {tej z niższego piętra, ładniejsza, młodsza i niezamężna :-) }, potem usiłuję przeliczyć impuls właściwy paliwa rakietowego na ciąg rzeczywisty w funkcji temperatury komory akceleracyjnej… No, ale jeszcze w tym roku. Ba! w lipcu…

No, jak się Kolegę lekko przyciśnie, to można jakieś informacje wydusić. Dziękuję. Fajnie, że Cisię. :-)

Aż z radości nie będę wnikać, czy Ty tę sól o szóstej rano pożyczasz… ;-)

A z temperaturą nie pomogę. W ogóle nie znam tego wzoru. :-( Ale jak chcesz, możesz tekst podrzucić, to się poczepiam.

Babska logika rządzi!

Nadzwyczaj sympatyczne i świetnie napisane opowiadanie. Bardzo ładnie i zajmująco wszystko to powspominałaś i przewidziałaś. Ogarnąć tyle lat i mieć nad wszystkim kontrolę! Chyba nie każdy tak potrafi, a Tobie wyszło znakomicie. Przeczytałam z prawdziwą i ogromną przyjemnością.

 

Już miał rozkazać domowemu robotowi, aby się za to zabrał, ale zawahał się. Już miał rozkazać domowemu robotowi, aby się do tego zabrał, ale zawahał się.

 

Brakujący biodysk zawierał kopię pana Kosmy Zielińskiego, urodzonego w dwutysięcznym dwudziestym roku, zmarłego w dwutysięcznym sto siódmym.Brakujący biodysk zawierał kopię pana Kosmy Zielińskiego, urodzonego w dwa tysiące dwudziestym roku, zmarłego w dwa tysiące sto siódmym.

 

…kremowa gładź, szafki na akta, półki z dyskami, paprotka na oknie. – Raczej: …kremowa gładź, szafki na akta, półki z dyskami, paprotka na parapecie.

 

Owszem, mamy do czynienia ze sprawą rodzinną. jeśli zdecyduje się pan… – Wielka litera po kropce.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Regulatorzy.

No cóż, jak się chce stworzyć porządną bazę przodków, to trzeba sięgnąć więcej niż kilka lat wstecz. ;-)

Cieszę się, że sprawiłam przyjemność. :-)

Za poprawki też dziękuję, zaraz wprowadzę. Faktycznie – paprotka będzie lepiej wyglądać na parapecie. ;-)

Babska logika rządzi!

Na oknie też wyglądała nieźle. To wyjątkowo dorodny i należycie pielęgnowany okaz. Ale na parapecie wygodniej ją podlewać. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na szczęście hologramów nie trzeba podlewać. I pasożyty ich nie ruszają. Tylko energii toto mnóstwo zżera… ;-)

Babska logika rządzi!

Eh, zazdraszczam i pomysłu i warsztatu:( Jedno mnie dziwi: tyle wejść, tyle zachwytów a tylko ja jeden dałem pięć gwiazdek? Zazdrość innych autorów? Dlaczego nie oceniacie? To przecież tylko jedno kliknięcie…

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Dziękuję, Sfunie. (Tak się Twój nick odmienia?)

Nie wszyscy wystawiają oceny. Być może (tak jak ja) sądzą, że komentarz dostarczy autorowi więcej informacji niż kliknięcie. Wejść trochę było, ale tekst długi, więc niewiele osób przeczytało. Poza tym trzy osoby kliknęły na bibliotekę, a to, IMO, więcej znaczy niż dobra ocena.

Nie zazdraszczaj, tylko pracuj nad swoim warsztatem. To można opanować. Trudniej z pomysłami – mogę tylko zalecać oryginalne lektury, szeroko otwarte oczy i uszy oraz snucie dziwacznych refleksji. :-)

Babska logika rządzi!

Kapitalne opowiadanie. To, że napisane bardzo dobrym językiem, to pikuś. Jest na tym portalu sporo osób, które także nie mają problemów z poprawnym wyrażaniem myśli, ale tylko kilka, w których tekstach wyczuwalna jest taka fajna, indywidualna muzyczka zdań, rozpoznawalny styl, lekkość i fabularna precyzja. Tak przynajmniej, jako zwykły czytelnik, sprawę widzę. A właściwie słyszę. I do takich, pięknie mi "grających" w głowie opowiadań zaliczyłam twoje "Duchy…". Poza tym jestem pod wrażeniem pomysłowości, a zarazem umiaru, dyscypliny i konsekwencji z jaką zbudowałaś świat bohaterów. Fajnie wyważyłaś w nim proporcje pomiędzy elementami sci-fi, a zupełnie nie sci-fi ludźmi. Ostatecznie, od czasów, gdy przestaliśmy dyndać uczepieni ogonami do palm, nie ewoluujemy w aż tak galopującym tempie, żeby z upływem byle trzystu lat, zatracić cechy i charakter utrwalone przez tysiąclecia oraz totalnie zmienić swoje nawyki i potrzeby. Dlatego podoba mi się zarówno istnienie syntetycznej wołowiny, jak i knajpek z egzotycznym żarciem, perfum i dezodorantów. Summa sumarum: dowcipne, błyskotliwie zrealizowane i bardzo inteligentne opowiadanie.

Świetny tekst, od początku do końca; wciągający, z dobrą intrygą, naturalnymi bohaterami (w końcu wszystkie tygrysice też kiedyś pierdołowacieją lub – jak kto woli – dojrzewają), z pomysłem nietuzinkowym i jego nienaganną realizacją. Nie mogłem się oderwać. Gratuluję.

Sorry, taki mamy klimat.

Fajnie napisane, sympatyczne opowiadanie. Podobało się.

Końcówka mi się spodobała z tego powodu, o którym pisała Bemik – bo to taki spokojny happy end. A nie spodobała mi się z innego powodu – o którym wspomniała Rooms – bo to aż smutne. :) 

Stabilizacja nie musi oznaczać sciepłokluchowacenia. I jeżeli ciepłokluchowatość bohatera raziła charakterną bohaterkę na początku związku, to z dużym prawdopodobieństwem, po jego ustabilizowaniu się – doprowadzałaby ją do szału.

 

Ale – czytało się bardzo przyjemnie.

Już miał rozkazać domowemu robotowi, aby się do to zabrał, ale zawahał się.

 Mnie się też podobało. Jedyna pozytywna strona tych wszystkich afer taśmowych, że mogły zainspirować do napisania ciekawego tekstu, w którym, zresztą zgodnie z prawdą, wszelkie brudy są g… warte, szczególnie po latach. 

Nie przesadzajcie, drogie panie, z tym krytykowaniem spiłowania pazurów. W końcu bohaterka wcale nie musiała stać się typową “kurą domową” (raczej zbyt mało jest na to “dowodów” w opowiadaniu), a i szczęśliwy wybranek wcale nie musiał być takimi ciepłymi kluchami, jak to w pierwszej chwili, uprzedzona do takich typów kocica, odniosła wrażenie. Poza tym często tygrysice, obcując za młodu z pozbawionymi instynktu stadnego tygrysami, niezdolnymi do zatroszczenia się o własne podogonie (nie mówiąc już o partnerce i ewentualnym potomstwie) i wyładowującymi frustracje na najbliższych, mają takich samców zwyczajnie dość. W końcu nie można w nieskończoność ryczeć i szczerzyć kły. 

Jej, Unfallu, ale między szczerzącym kły samcem alfa a nudnym samcem ciepłe kluchy jest jeszcze sporo typów pośrednich. :) Dobrze, uznaję, że to pan nabrał nieco charakteru pod wpływem pani i dlatego im się tak ładnie ułożyło. :)

Pfff ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Ocho – oczywiście, że “typy pośrednie” stanowią zdecydowaną większość. Mam jedynie wrażenie, że młode, niedoświadczone kocice często popadają w skrajności. Poza tym – kobieta z natury zmienną jest, a przynajmniej tak nam tłumaczycie niektóre niezrozumiałe decyzje.  ;)

Coś się stało, Sethraelu?

 

Na marginesie – chyba już nie będę ryzykować pisania komentarzy na telefonie. O mało przed chwilą nie wyszło mi coś o smalcu alfa i smalcu ciepłe kożuchy. :)

Tak, Ocho.

Sorry, taki mamy klimat.

Byłam ciekawa, czy brak tego – ;) – zostanie odnotowany. ;)

 

Przyjdzie Finkla i nas pogoni.

Cieszę sie zatem, że nie zawiodłem ;) I kto jak kto – Finkla ma ganiać za offtop? Pfff… :)

Sorry, taki mamy klimat.

Mmm, chyba nie będę oryginalna: mnie się podoba, świetny tekst oparty na zaskakującym koncepcie. Miałam wrażenie, że pod koniec opowiadanie trochę za szybko zmierza do zakończenia (ok: nie patrzyłam na pasek po prawej i zupełnie zaskoczył mnie pojawiający się nagle napis “epilog”). Może dlatego zmiana nastawienia bohaterki (na początku zdecydowanie brzydzącej się kuzynem) robiła wrażenie nie do końca umotywowanej.  Chociaż i tak nietrudno się domyślić, co nią kierowało.

Ale najbardziej mnie urzekło, że ludziom z przyszłości chce się poświęcać długie godziny na rozmowy z przodkami, którzy przecież nie posiadają aktualnych informacji o świecie, a mimo to ich wiedza i porady są tak cenne… Taki urzekający, ludzki akcent.

Ojej, człowiek odejdzie na chwilę od komputera i od razu taki zalew miłych komentarzy. Dziękuję wszystkim.

W_baskerville, chyba pierwszy raz wpisujesz się pod moim tekstem. Tym bardziej cieszę się, że przypadł Ci do gustu. I to aż tyle elementów! Tak, wydaje mi się, że większość (dobrej) fantastyki opowiada ciągle o tych samych, zawsze innych Homo sapiensikach. ;-)

Sethraleu, miło, że udało mi się przykuć uwagę. To chyba coraz trudniejsze w obecnym świecie. :-)

Ocho, hmmm, może nie powinnaś czytać komentarzy? Za bardzo się sugerujesz. ;-) Czy ciepłokluchowatość wkurzałaby bohaterkę? No nie wiem, może trochę się do siebie dopasowali, a może doszła do wniosku, że to pierwsze spojrzenie było niesprawiedliwe i przesadzone? Albo efekt “kwaśnych winogron”, które nagle nabrały słodyczy? Ja tam im dobrze życzę. :-) I zawsze mogę się zasłaniać mocno wyświechtanym argumentem: “to jest fantastyka”. ;-) Smalec alfa… Brzmi tak dziwnie, że aż frapująco… ;-)

Unfallu, oj, widocznie zbyt szybko wprowadzałam poprawki. Zaraz zrobię to porządnie. Mam nadzieję. Nie wydaje mi się, że jakoś silnie inspirowałam się taśmami. Tekst zaczęłam pisać jeszcze w maju, a na większość pomysłów wpadłam jeszcze wcześniej. Nawet nie wiem, czy już wtedy ta afera zdążyła ruszyć. Ot, potrzebowałam jakiegoś “skarbu”, który błyskawicznie traci na wartości. Fajnie, że proces udomowienia “tygrysicy” Cię nie razi.

Jakie pogoni? Bez przesady… Ciasteczko? ;-)

 

Edit: Aha, i dziękuję za Bibliotekę. :-)

Babska logika rządzi!

Sethrael dobrze gada! Polać mu!

Smugo, dziękuję. No cóż, nie chciałam z tego robić romansu pełną gębą i szczegółowo opisywać kolejnych randek, stopniowo zmieniać nastawienie, dochodząc aż do punktu, w którym Andżi w ogóle przestaje zwracać uwagę na żarcie w knajpce… Zresztą, to nie moja bajka. I na razie nie potrafiłabym czegoś takiego dobrze napisać.

Fachowiec zawsze będzie w cenie. Nawet, jeśli będzie potrafił chociażby wytłumaczyć, skąd się bierze numer PESEL. ;-) Ale nie wszyscy tak bezrefleksyjnie wyznają “kult przodków”.

Babska logika rządzi!

No widzisz, Finklo, zupełnie wyjątkowo, naprawdę zupełnie, nie przeczytałam najpierw komentarzy. To znaczy – przebiegłam przez nie, i stwierdziłam, że czytać nie będę, bo to coś o tygrysach, a ja tekstów (i filmów) przyrodniczych nie lubię. ;) Ale jak już w końcu zaczęłam, to i skończyłam, bo czekałam na parkingu i mi się nudziło.

I trochę też miałam jak Smuga – to znaczy, ten “Epilog” mnie zaskoczył, tak nagle, tak szybko, tak zanim mieli (w tekście) czas się dotrzeć. :)

Hmmm. Ja romansów nie znoszę, więc wycięłam te nudne dłużyzny… Może i faktycznie zbyt brutalnie?

 

Aha, i za nominacje oczywiście też dziękuję. Naprawdę miło, że aż tak Wam się spodobało. :-)))

Babska logika rządzi!

Romans ucięty? A już się zabierałem do czytania… nie tnij romansów! ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Właściwie nie ucięty, tylko… A, co ja Ci będę tłumaczyć. Sam sprawdź!

I co to za zaczynanie lektury od spoilerów? ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo mi się podobało. Świetny, zaskakujący pomysł i (co akurat niezbyt zaskakujące) porządne wykonanie.

Motywacja bohaterki mi nie zgrzytała, a za wycięcie romansowych dłużyzn też plus – nic tak nie nuży jak szczęście innych ludzi;)

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, Alex.

Miło, że się spodobało i że bohaterka zachowuje się zrozumiale.

I nawet w poglądach na cięcia w romansach się ze mną zgadzasz. Pewnie, gdyby Max na każdej randce dostawał po pysku, to co innego… ;-)

Babska logika rządzi!

Eee, jakby tak na każdej, byłoby nudno. 

No, ale gdyby wprowadzić jakieś bicze czy płonące obręcze, żeby się tygrysica mogła za przycięcie pazurków zemścić…

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Biczem po pysku? I jeszcze płonące obręcze? Hmmm. Gdybym się chciała z Tobą umówić w jakiejś knajpie, to przypomnij mi, że to kiepski pomysł. ;-)

Babska logika rządzi!

Pakiet już został wysłany. Zostałem

 

Został, został – niby nie razi, ale informuję jakby co ;)

 

ileś tam pra– babce.

 

Nadmiarowa spacja.

 

że reagowała ze wściekłością

 

Zbędne "ze".

 

A przecież miał jeszcze tyle tematów do poruszenia, tyle pytań do zadania… Wciąż nie miał

 

Ogólnie sporo miał używasz – z tego, co zauważyłam.

 

najmodniejszymi kremami

 

Jak można rozpoznać, że krem jest modny?:P

 

Językowo ładnie, jak zawsze zresztą. I wciągająco oczywiście, ale…

 

I teraz się przyczepię merytorycznej strony… Ech, rooms wspomniała, że musisz się znać na szyfrowaniu, Finklo. Z krawiącym sercem to piszę, ale niestety, obie nie znacie się chyba ni w ząb…

 

Pierwsza scena – Andżi potrafi nadpisać dane backupowe i dane bieżące, sprawiając, że najwyraźniej suma kontrolna obu plików zgadza się idealnie. To znaczy, że musiała złamać, no powiedzmy, "cały system" i po prostu podmienić sumę kontrolną, albo wzięła i wyłapała dokładnie te rejestry, w których znajdywały się dane i wklepała identyczne. Oba zadania są okrutnie trudne, prawda jest taka, że jeśli dziewczyna nawet skasowałaby dane to prawdopodobnie byłyby możliwe do odzyskania.

Jest jeszcze możliwość hakowania programu sprawdzającego poprawność plików, ale znowu wracamy do teorii zmian w "całym systemie". A przede wszystkim – skoro potrafiła zrobić coś tak nadzwyczajnego, to czemu po prostu nie skopiowała potrzebnych plików? Przecież tym ukryłaby włamanie idealnie – Max w ogóle nie zauważyłby kradzieży. I z drugiej strony – po co w ogóle je "zamazała"? Tak jak powiedziałam, byłoby to cholernie trudne, a efekty… prawie żadne.

I teraz to co – dla mnie – merytorycznie zabiło to opowiadanie. Hasło do pliku… Jeśli wiesz, że hasło jest złożone ze znaków liczbowych wyłącznie, ba! Jeśli wiesz jakiej jest prawdopodobnie długości to daj mi godzinę. Może więcej, bo teraz nie mam programu ściągniętego. No, ale jak ściągnę to daj mi godzinę :P

Ogólnie wybrałaś jedno z najłatwiejszych możliwych do złamania haseł. Starczyłby zwykły brute force, czyli (z wiki):

Algorytm siłowy, algorytm brute force (ang. "brutalna siła" tj. niewspomagana umysłem) – określenie algorytmu, który opiera się na sukcesywnym sprawdzeniu wszystkich możliwych kombinacji w poszukiwaniu rozwiązania problemu, zamiast skupiać się na jego szczegółowej analizie.

A pisanie pod to programu to już w ogóle sensu nie ma… takich programów jest na pęczki. I uwierz mi, Finklo, ale łamią one dużo gorsze zabezpieczenia niż kilka cyferek po sobie…

Ogólnie opisane przez ciebie trudności bohaterki nie byłyby trudnością OBECNIE dla nikogo, kto w temacie zna się choć trochę bardziej. A co dopiero za ileś lat. Kody sprzed parunastu lat obecnie łamiemy bez najmniejszych problemów, enigma stała się byle zabawką, metoda rotorów została skomplikowana tak mocno, że w głowie się kręci, a i tak można to złamać, jak zapałkę.

Czyli, podsumowując, Andżi potrafiła rozwiązać całkę potrójną opartą na funkcjach trygonometrycznych, ale dodanie pięciu do ośmiu sprawiało jej ogromny problem.

Ale motyw z zapisem przodków mi się podobał…

I tak ciągle: starsi przodkowie zachęcali go do związku z Andżi, młodsi zdecydowanie protestowali przeciwko mezaliansowi. Którzy mieli rację? Czyją radą powinien się kierować?

I to zdanie, tak jakoś też…

Tylko nie "Tęcza"!

Ech, rooms wspomniała, że musisz się znać na szyfrowaniu, Finklo. Z krawiącym sercem to piszę, ale niestety, obie nie znacie się chyba ni w ząb…

no ja się nie znam ni w ząb – to szczera prawda :)

Ty się znasz na ciekawszych rzeczach :D A ja niestety na takich, które sukcesywnie psują mi opowiadania SF.

Tylko nie "Tęcza"!

Tenszo, dzięki za komentarz. I krytykę. Aua! ;-)

Zacznijmy od tych merytorycznych. No, coś tam o szyfrach czytałam, ale raczej historycznych niż komputerowych. Powiedzmy, że oceniam swoją wiedzę na oczko wyżej niż “ni w ząb”. ;-) Skoro piszesz, że złamanie powinno być banalne, to pewnie masz rację. Hmmm. Jeśli nie zwykłe hasło umożliwiające otworzenie pliku, to może chociaż właśnie jakaś metoda kodowania? Szyfr Vigenere’a oparty na PESEL-u, albo jedenastoetapowa enigma? A może warstwowo – najpierw trzeba poznać dwie dość duże liczby pierwsze? Wiadomo, że jedna z nich zawiera ten numerek? No jest dostępny ogromny zbiór liczb pierwszych, ale które dwie wybrać? Nic się z tym nie da zrobić?

Pytanie, dlaczego po prostu nie skopiowała sobie danych, skoro i tak zhakowała komputer, to bardzo dobre pytanie. Tak dobre, że na razie nie przychodzi mi do głowy żadna satysfakcjonująca odpowiedź.

Ale jeśli kiedyś będę coś robić z tym opowiadaniem (a kto wie?), to obydwie kwestie trzeba będzie rozwiązać. Choćby kosztem totalnego przebudowania pierwszych scen.

 

Z uwagami językowymi dużo łatwiej. :-)

Prababka – nie, właśnie tak chciałam to zapisać. Pra– (powtarzające się ileś tam razy) spacja babka.

Ze wściekłością – wydaje mi się, że można reagować wściekłością/ uśmiechem albo ze wściekłością/ z uśmiechem. Mi chodziło o drugą opcję. Wściekłość to nie jedyna reakcja, ale z każdego zdania i każdej miny widać, że dziewczyna jest wkurzona.

Krem – czepiasz się. ;-p Po zapachu. Albo Andżi widziała, że Max jest taki cholernie trendy, wszystko ma najmodniejsze, więc kremy niewątpliwie też. A może renomowana kosmetyczka zostawiła malutki podpisik na paznokciach? A przecież wszyscy wiedzą, że w tej firmie używa się wyłącznie najmodniejszych i najdroższych substancji…

Z powtórzeniami zawalczę.

Za dużo miału, powiadasz? Trzeba będzie zwrócić na to uwagę w przyszłości.

Dziękuję za wszystkie uwagi.

Babska logika rządzi!

---> Tensza.

Nie bierzesz pod uwagę, że warto odwrócić spojrzenie na problem deszyfrażu? Klucze są coraz bardziej skomplikowane, łamacze kodów doskonalą metody, w miarę upływu czasu i postępu technik stare metody stają się balastem do wyrzucenia z ludzkich i komputerowych pamięci. Weź po trzystu latach wczuj się w sposób myślenia antenatów, odnajdź informacje o zapomnianych technikach…

Poza tym rezygnacja z tego motywu oznaczałaby brak szans na zakończenie takie, jakim jest i jakie mi się podoba, o.

Dzięki, Adam. :-)

Spokojnie, zakończenie jest bezpieczne, nie zamierzam go zmieniać. Mnie też się podoba.

Ale argument, którego użyłeś, jeszcze łatwiej zbić, niż złamać nasze kody – toż wystarczy pogadać z jakimś przodkiem-informatykiem. Wiesz, taki świat z symulacjami przodków musi wyglądać całkiem inaczej niż nasz. Ja dopiero zahaczyłam o czubek góry lodowej, zmiany idą w różnych dziwnych kierunkach. Na przykład język ewoluuje znacznie wolniej, bo “arystokracja” na co dzień używa mowy sprzed wieków. Że o prawach kopii już nie wspomnę.

Babska logika rządzi!

Właśnie mi się przypomniało, co miałem napisać na dzień dobry. Że to jest sympatyczne opowiadanie, ale zarazem streszczenie… Już wiesz? Na pewno wiesz.

Przodek informatyk mógłby, w imię etyki zawodowej, obrazić się, odmówić i na pożegnanie opierniczyć. Nie sądzisz, że ciekawa byłaby scenka?

Chyba wiem. :-)

Mógłby. I pewnie scenka wyszłaby ciekawa. Tylko wtedy przerywa się rozmowę, nie zapisując zmian w pliku osobowości, odpala przodka ponownie i próbuje innego podejścia. Jeśli “ale z was prymitywy!” nie przyniosło efektów, to może “dziadku, opowiedz, jak wy to robiliście” zadziała. ;-) Etyka, etyką, ale przecież wszystko zostaje w rodzinie. Odmówiłbyś tłumaczeń słodkiemu prapraprawnusiowi?

Babska logika rządzi!

Adamie, przykro mi, na twój argument mam dwa słowa – szyfr Cezara. Pierwszy szyfr jakiego uczy się na studiach takich jak moje – aby zrozumieć sens samej szyfryzacji. I ma on nie kilkaset lat, a dwa tysiące ;) absolutnie nie został uznany jako “zbędny” balast. Poza tym metody szyfryzacji ewoluują na swoich poprzednikach. Mamy DES, potem 3DES… i tak się to kręci. 

Co do samego kombinowania jak dodać sensu merytorycznego opowiadaniu – sama chyba postawiłabym na rozwiązanie z goła inne, a jednak nawiązujace do wypowiedzi Adama – dałabym kodowanie tak proste, że bohaterka nie wypadłaby na pomysł, by ktoś mógł tak spartolić. Oczywiście, w tym momencie samo hasło odpada, musi występować w połączeniu z jakąś przestarzałą metoda kodowania. Przestarzałą nawet jak na czasy wrednego dziada :P Oczywiście, to rozwiązanie nie jest może idealne (choćby przez brute force właśnie), ale jako humorystyczne już potraktowałabym je z przymrużeniem oka.

A jeśli chodzi o uwagi stylistyczne – czasami piszę, co brzmiałoby lepiej (dla mnie oczywiście), ale to raczej sugestie niż poważne zarzuty. Uważam, Finklo, twój styl za bardzo przyjemny i przejrzysty, a pomysł za urzekające. Pech tylko chciał, że akurat wstrzeliłaś się w tematykę, którą miałam na studiach  i trochę w pracy ;)

Tylko nie "Tęcza"!

O czym bym nie pisała, zawsze znajdzie się ktoś, kto się na tym zna…

Na razie opowiadanie zostanie w obecnej formie. Ale może kiedyś…

Hmmm, a jak łamie się szyfry oparte na książce? Wiesz, nadawca i odbiorca mają po egzemplarzu tego samego wydania i na przykład XIX-5 oznacza piątą literę w dziewiętnastym wersie na umówionej, sto dwunastej stronie. No wiem, analiza statystyczna. Ale jeśli poszczególne litery nie zawsze kodowane są tym samym zestawem liczb?

Babska logika rządzi!

Ale jeśli poszczególne litery nie zawsze kodowane są tym samym zestawem liczb?

Nadal analiza statystyczna. W takim przypadku zawsze sprawą kluczową jest poznanie języka, w którym przekazywane są wiadomości i oczywiście przechwycenie takowych.

Program tworzy histogram wystąpienia poszczególnych znaków – i tutaj kwestie językowe wchodzą w grę, bo jeśli wiemy, że mamy do czynienia z językiem angielskim to np. litera “a” jest łatwa do wykrycia, a wiedząc, że alfabet ma 26 liter (wiadomo, dla języka polskiego więcej) patrzymy – posługiwali się 50 znakami, co znaczy, że 24 to kopie jakiejś litery. Jeśli mamy do czynienia z wiadomością cyfrową to najczęściej używanym znakiem będzie spacja, w drugiej kolejności (dla języka angielskiego) litera “a”. I teraz program kombinuje dalej – jeśli mamy jakieś słowo dwuliterowe to wiadomo, że opcji jest mniej. I teraz przyjmijmy, że naszym słówkiem dwuliterowym jest “as” – a przed nim stoi jakieś słowo czteroliterowe. No to bomba – prawdopodobnie mamy do czynienia ze zwrotem “such as” – i zobacz jak dużo literek dalej nam to daje :P

Tylko nie "Tęcza"!

Cholera, faktycznie łatwizna… Standardowo pomija się spacje, ale polityk by tego nie zrobił. Ech, jakim cudem udaje się zaszyfrować jakąkolwiek wiadomość?

No to wracam do koncepcji liczb pierwszych – co by się działo, gdyby do otworzenia pliku potrzebna była liczba pierwsza (dla ułatwienia życia szyfrującemu – najmniejsza spośród tych o dziesięciu tysiącach cyfr (albo więcej, żeby brutalną siłą się nie dało) zawierających PESEL mamusi)?

Babska logika rządzi!

Cóż, jak dla mnie nie istnieją kody, których nie da się złamać, tylko takie które jeszcze nie zostały złamane. Z czasem zawsze znajdą się ludzie, którze wykryją lukę w całym. 

 

Jesli chodzi o koncepcje liczb pierwszych – czy sa pierwsze, to niewiele zmienia, a jeśli haker wie o tym to wręcz ułatwia. Ot koncepcja brute force polega na chamskiej próbie wprowadzenia wszystkich możliwych kombinacji znaków. I teraz jeśli mamy same cyfry to jest to bardzo łatwe do złamania, nawet jeśli mówimy o takiej długości zabezpieczenia jak pesel. Wystarczy mieć odpowiednią moc obliczeniową komputera. A samo łamanie, jeśli ma się odpowiedni program do tego, polega na tym: z puli znaków wybierasz same cyfry, ustawiasz, że możliwe zabezpieczenie jest do długości 11 znaków i lecisz. Nie do końca ma znaczenie, czy to kwestia hasła czy dany ciąg jest maską szyfrującą dane – w obu przypadkach trafienie będzie łatwo wykrywalne (przy słabej szyfracji nawet bardzo łatwe, bo trafiając poszczególne cyfry może odkrywać kolejne kawałki “puzzli”). 

 

Obecnie stosowane metody szyfracji sa molto zawiłe. Tak zawiłe, że jak miałam na egzaminie rozpisać jedno słówko dla przykładu w wybranym kodzie  to mi kartki nie starczało na obliczenia…

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki za wyjaśnienia.

Jak rozumiem, brutalnej sile można przeciwstawić się tylko hasłem na tyle długim, żeby zabrakło mocy obliczeniowej/ czasu na złamanie. “Pierwszość” liczby owszem, zawęża wybór, ale jeśli mówimy o długim ciągu cyfr, to i tak możliwości pozostaje od groma. Kombinuję, co by tu zrobić, żeby wciąż znajomość PESEL-a była naprawdę niezbędna do otwarcia pliku. “Najmniejsza iluś-tam-cyfrowa liczba pierwsza, która zawiera określony ciąg znaków” to bardzo precyzyjny przepis, który umożliwia dostęp do pliku tylko, jeśli rzeczywiście zna się kluczowy numerek. Znasz – wymaganą liczbę znajdziesz błyskawicznie (zakładam, że istnieje baza, w której można szukać “pierwszaków” na podstawie frazy) i nie musisz zapamiętywać wszystkich stu, tysiąca czy dziesięciu tysięcy cyferek. Nie znasz – szanse, że przed śmiercią znajdziesz hasło przy pomocy brutalnej siły są raczej nikłe.

Mnie by się takie podejście spodobało, bo nie wymaga dużych zmian w tekście. Tylko dwa pytania: czy w miarę dobrze kombinuję? Jeśli tak, to ile cyfr powinna mieć liczba, żeby hasło nie było absurdalnie długie (dziesięć tysięcy to chyba jednak przegięcie), ale skutecznie przeciwstawiało się brutalnej sile z dwudziestego czwartego wieku. Pierwsze pytanie znacznie ważniejsze; drugie da się obejść.

Babska logika rządzi!

:-) Tenszo, przykro mi, na Twoje argumenty mam więcej niż dwa słowa. :-)

Omawiasz, przystępnie, stan rzeczy dzisiejszy. Rzutujesz w przyszłość. To nie to samo, co oglądanie się wstecz. Zgoda, że superhiperultraspeckomputery i takież programy poradzą sobie ze wszyskim – o ile programiści zawarli w rozkazach warunek typu “dotarłeś do końca drogi, wróć i podejmij podróż w drugą stronę” – ale “tygrysica” nie skorzysta z rzeczonych komputerów, bo natychmiast świat dowie się o jej poczynaniach. Musi główkować samodzielnie – i “cofnięcie się” do technik pierwotnych a prymitywnych w porównaniu stwarza trudności. Do pokonania, ale nie w ułamku sekundy, bo jeszcze “wsteczna psychologia” swoje dokłada…

Mam proste pytanie: jaki procent populacji ma chociaż ciemnożółte pojęcie o szyfrach? Jaki procent populacji uczy się technik szyfrowania i łamania szyfrów?

Drugie proste pytanie: czy łatwo będzie ustalić, że w charakterze klucza użyłem parametrów eksploatacyjnych snopowiązałki typu SK75B?

Jak rozumiem, brutalnej sile można przeciwstawić się tylko hasłem na tyle długim, żeby zabrakło mocy obliczeniowej/ czasu na złamanie.

Mniej więcej tak, chociaż bardziej tu chodzi o zbiór możliwych znaków. Otóż hasło: #wwJ! będzie i tak trudniejsze do złamania niż 6563633839 – mimo że opcja nr 2 jest dłuższa, to zbiór możliwych znaków zdecydowanie mniejszy. Pamiętaj, że w tym momencie rozważamy kwestie samego hasła. Bo jeśli chodzi o samo kodowanie wiadomości, podstawowym trikiem jest ustalenie funkcji odwrotnej do kodującej, a potem wartości, która posłuzyła do szyfracji.

Ech, jak tu wcisnąć ten PESEL…  może tak – mamy metodę kodowania, w której podajesz "zwykłe" hasło plus podajesz ciąg szyfrujący. I teraz bazowe słowo jest kodowane tym drugim –  zakładając, że to drugie to nasz kochany pesel, to w uproszczeniu tłumacząc będą to parametry naszych operacji matematycznych na słowie pierwszym. 

Przykładowo:

Hasło: ABC

Ciąg szyfrujący: 88040311200 (pesel)

I teraz bierzemy zapisujemy np. binarnie lub w heksie kolejne znaki hasła (ABC) i poddajemy operacjom matematycznych z parametrami ciągu szyfrującego – to jest np. pierwsza ósemka oznacza, że podnosimy pierszą binarkę C do ósmej i zapisujemy resztę z dzielenia przez jakąś stałą, druga ósemka jest tylko dodana do kolejnej wartości binarnej i tak na okretkę. I teraz przyjmujac, że mamy ileś tam lat w przód, problemy nasuwają mi się dwa – jaki typ kodowania użyto i własnie jaki był ciąg szyfrujący. Bo bez znajomości ciagu, samo hasło nie styknie. To jest mocno uproszczone, ale już chyba sporo sensowniejsze ;) Prawda jest taka, że sama nie pisuję fantastyki związanej z moją dziedziną pracy, bo zawsze mam wrażenie, że stąpam po cienkim lodzie, kombinując coś w tym temacie…

Zgoda, że superhiperultraspeckomputery i takież programy poradzą sobie ze wszyskim

Ale ja się nie zgadzam :P Po to sie tworzy hasła ze znakami specjalnymi, małymi, dużymi literami i blokuje możliwość wklepania złej opcji więcej niż 3 razy, żeby właśnie się nie dało! Choćby nie wiem jak hiper ten komputer by był.

I pamiętaj, Adanie, ja się odnosiłam cały czas do sytuacji podanej w opowiadaniu/przykładach Finkli, które są proste do złamania i juz dawno obcykane przez mądrzejszych ode mnie.

Musi główkować samodzielnie – i “cofnięcie się” do technik pierwotnych a prymitywnych w porównaniu stwarza trudności.

O ile masz Internet, Adamie, to zwyczajnie… no nie. Po prostu nie. Kody przestarzałe a prymoitywne to nawet na wikipedii są całkiem, całkiem wytłumaczone. I nic hiper nie trzeba wtedy mieć.

Mam proste pytanie: jaki procent populacji ma chociaż ciemnożółte pojęcie o szyfrach? Jaki procent populacji uczy się technik szyfrowania i łamania szyfrów?

Nie jest proste, na statystyce się nie znam – strzelam, że pewnie mały, ale główna bohaterka została opisana jako "zaprzyjaźniona z komputerami". A wybacz – to by sugerowało (szczególnie po włamaniu na dysk), że tygrysica należy do tego małego odsetka ;)

Drugie proste pytanie: czy łatwo będzie ustalić, że w charakterze klucza użyłem parametrów eksploatacyjnych snopowiązałki typu SK75B?

Jakiego klucza, kochanieńki? ;) Jakiej metody? Bo jesli użyłeś szyfru Cezara i każdy znak wystarczy przesunąć o ileś tam pozycji w celu deszyfracji to owym kluczem jest jedna liczba, oznaczająca właśnie o ile przesunąłeś wszystkie znaki – i wtedy sparwa jest banalna. Jeśli zas mówimy np. o kluczach RSA, a snopowiązałka ma parametry takie: #8973787^^^@&#^@&#(*@#&*(JFDKFNIRUF(#U(#(*#&@FKJWEBFU#Y(*FMmmdkdkjsnl';;dwdfel – to już ciężej :D

Tylko nie "Tęcza"!

A czy muszę dokonać przesunięć regularnych?

To pytanie odnosi się do szyfru tego pana od veni, vidi et caetera. Ale nie musisz odpowiadać na nie – jasne, że to kwestia umowy między nadawcą a odbiorcą.

Pytanie ze snopowiązałka odnosiło się do tygrysicy. Bo trzysta lat minęło, odeszło w cień, więc pytanie, czy jest w stanie w ogóle wejść na trop – w sensie, zidentyfikować pochodzenie wartości klucza modyfikującego elementy przekazu. Nie odpisuj, że brute force, bo po miliardzie lat obliczeń komputer w końcu jedno słowo przypadkiem odszyfruje, więc może dalej jakoś pójdzie – ale czy człowiek, dowolnie genialny na miarę swojego czasu, może wpaść na trop, że dowcipniś sprzed wieków mnożył / dzielił elementy przekazu kolejno przez średnice kół jezdnych, kąt nachylenia zgarniaków i wartość siły naciągu sznurka w urządzeniu, którego nikt nie widział na oczy od dwustu siedemdziesięciu lat.

Jeżeli mam Internet… No, mam. I co z tego? Załóżmy, że serwery mają nieograniczoną pojemność pamięci – ale czy do plików, nie wywoływanych od dwóch wieków, łatwo i prędko można się dostać? Dodatkowo przy założeniu, że nie bardzo wiemy, czego szukamy?

I teraz przyjmujac, że mamy ileś tam lat w przód, problemy nasuwają mi się dwa – jaki typ kodowania użyto i własnie jaki był ciąg szyfrujący.

Czyli mogę uważać, iż mimo różnic zdań co do szczegółów, generalnie zgadzasz się ze mną, że to nie taka łatwa sprawa?

 

Wielkie dzięki, Tenszo.

Twój sposób wygląda ciekawie. I wymaga bezcennego PESEL-a mamusi. :-)

Tutaj już niech zostanie, jak jest. Trudno, narobiłam byków, to je sobie świat obejrzy. Ale myślałam o cyklu opowiadań z akcją w świecie przyszłości (wydaje mi się, że ma potencjał). Jeśli zbiór powstanie, to wtedy na pewno i niniejsze poprawię.

Babska logika rządzi!

Cóż, jak dla mnie nie istnieją kody, których nie da się złamać…

Tenszo, jak ma się powyższe zdanie do tego, co zamieszczam poniżej, a co jest cytatem z Wikipedii (naturalnie… ;)). Pytam z czystej ciekawości, dodając, że z uwagą śledzę dyskusję i jestem pod jej wrażeniem.

Szyfr Vigenère'a może być szyfrem nie do złamania (zostało to udowodnione w 1949 przez Claude'a Elwooda Shannona) przy zachowaniu trzech reguł:

klucz użyty do szyfrowania wiadomości był dłuższy lub równy szyfrowanej wiadomości,

klucz musi być wygenerowany w sposób całkowicie losowy (nie może istnieć sposób na odtworzenie klucza na podstawie znajomości działania generatorów liczb pseudolosowych),

klucz nie może być użyty do zaszyfrowania więcej niż jednej wiadomości.

Sorry, taki mamy klimat.

Widzisz, Adamie,  ja ten brute force nie podałam jako lekarstwo na wszystko – wręcz przeciwnie to metoda pozbawiona finezji i pomysłu. Chodziło mi o to, że NAWET ta metoda dałaby radę z przypadkiem, który Finkla umieściła w opowiadaniu. To, że przykładowe drzwi idzie wywalić łomem nie znaczy, że sam łom jest zarąbisty tylko drzwi słabe. No i ty teraz zagłębiasz się w kwestie szyfrowania. A my tu głównie pitu pitu o haśle. Jeśli złamiesz szyfrowanie, które nie przedstawia wszystkich znaków inaczej (jak w przypadku podanej metody statystycznej) i rozpoznasz co dany krzaczek oznacza w normalnym języku, to nie musisz znać żadnego hasła. Ale to jest trudniejsze ;) Inaczej mówiąc – ja się skupiłam na konkretnym przykładzie, a ty teraz rozpoczynasz dywagacje na duuużo szerszą skalę.

 

Jeżeli mam Internet… No, mam. I co z tego?

I to, że argumentu “zagubienia” wiedzy, zwyczajnie nie kupuje. Jeśli mamy miejsce na świecie na facebusiowe brednie to tym bardziej na wiedzę. I miałam wystarczająco dużo hakierów spryciarzy w liceum i na studiach, którzy jeszcze wcale nie zdobywszy wiedzy na temat (przedmioty z 4/5 roku :P) już się włamywali tu i ówdzie. A skąd mieli wiedzę potrzebną? Internety, panie, Internety.

 

Czyli mogę uważać, iż mimo różnic zdań co do szczegółów, generalnie zgadzasz się ze mną, że to nie taka łatwa sprawa?

Łatwy były tylko przypadki, które do bólu wałkowałam. To że zagadnienie w ogólności jest proste nigdy, ale to nigdy nie powiedziałam i nie powiem. Bo zagadnienia szyfryzacji danych to zagadnienia skomplikowane w ch… cholerę.

 

Finklo, ja tobie zawsze chętnie udzielę konsultacji w sprawach magii komputerowych :) Nie jestem jednak ani geniuszem, ani wielkim pasjonatem. Coś tam ze studiów wyniosłam, coś tam z pracy i szczerze powiedziawszy, ja bym się już twojego opowiadania aż tak nie czepiała, gdyby nie magia jaką tygrysica odstawiła z komputerem Maxa. Gdyby tej sceny nie było, uznałabym po prostu, że babeczka gada więcej niż tak naprawdę potrafi :P

 

Tylko nie "Tęcza"!

O, kolejny uczestnik włącza się do dyskusji. Jak na moje teksty – bardzo merytorycznej i na temat.

Cóż, mogę się tylko cieszyć. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki, Tenszo. Będę o tym pamiętać i, gdybym potrzebowała komputerowej magii, napiszę pw albo poproszę o betowanie. :-)

No nie, babeczka miała naprawdę dobrze sobie radzić z komputerami. To mi zabrakło wiedzy, żeby to oddać.

Babska logika rządzi!

Smarowałam komentarz, jak jeszcze wypowiedzi Setha nie było. Więc tutaj Sethowi odpowiem:

To o czym mówisz to dowód matematyczny. Czyli coś, co zostało udowodnione w teorii, ale nie ima się do końca praktyki. I mi wydaje się zupełnie nieefektywne – skoro klucz musi być równy, albo dłuższy niż wiadomość przesyłanej (stosowałam Vigenere, choć przyznam, że już dużo z tych laborek nie pamiętam). Poza tym mój profesor twierdził, że nie można wygenerować czegoś takiego jak liczba losowa, tak naprawdę :P Można zrobić generator liczb pseudolosowych. 

Generalnie tym pytaniem zachodzisz w rejony rozpraw matematyczno-teoretycznych, których nie poczuwam się podjąć z czystym sumieniem. No za głupia na to jestem :P Mi tak chodziło życiowo, nie teoretycznie… że zawsze się w końcu ktoś się znajdzie, kto złamie kody praktycznie i powszechnie używane. O taki heartbleed na ten przykład. Ludzie tyle lat myśleli, że SSL to mur-beton, panie, a tu taaaaaki klops :P

Tylko nie "Tęcza"!

Poza tym mój profesor twierdził, że nie można wygenerować czegoś takiego jak liczba losowa, tak naprawdę

A rzucanie kostką (sześcienną, albo o dziesięciu ściankach)? Moneta, jeżeli ma być binarnie? Bo ja słyszałam żarcik, że najprostszy generator liczb losowych to aula pełna studentów. Każdy ma po monecie/ kostce i niech rzucają po pięćset razy…

Babska logika rządzi!

Widzisz, Finklo, ja na tych laborkach to się dobrze bawiłam, bo to takie łamigłówki dla mnie były. A na wykładach to już filozofia matematyczna. Czy istnieje liczba losowa? Czy świat jest gotów na szyfry snopowiązałkowe? Czy Bóg używa 3DES?:P

Cóż, profesor najwyraźniej wierzył w nieuniknione, w przeznaczenie… stfu, w korelacje.

Tylko nie "Tęcza"!

:-)

Szyfrowanie wiadomości to faktycznie może być niezła zabawa.

Na egzaminach też dostawaliście zakodowane pytania? ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, na przykład dostawaliśmy na egzaminie jakies tam zdanie do odkodowania – tu nie chodziło o złamanie czegokolwiek, dostawalismy klucz i nazwę metody, bo to i tak było w cholerę liczenia. I jak wychodziło ci normalne zdanie to wiedziałeś, że się udało, a jak wychodziły krzaki to cóż… gdzieś się pomyliłeś. A że prowadzący przedmiot miał poczucie humoru kata, to zdanie (z tego co pamiętam) brzmiało mniej więcej tak: “Dobrze ale i tak nie zdasz” :P

Tylko nie "Tęcza"!

Niezłe. :-)

Ale chodziło mi na przykład o zaszyfrowane pytanie “Ile jest dwa plus dwa”. Kto odda kartkę z odpowiedzią “4”, ten zalicza. Albo “Złóż kartkę na ćwierć”. Nawet nie trzeba sprawdzać, żeby wiedzieć, kto zrozumiał… ;-)

Babska logika rządzi!

Hm, mieliśmy na pewno zaszyfrowane pytanie, na które odpowiedź brzmiała “5” i pamietam, że mimo błędów w obliczeniach od dupci strony jakos je jednak rozwiązałam :P ale samego pytania nie pamiętam. Ogólnie to był egzamin na którym zapisałam sześć stron A4 i trwał chyba trzy godziny, jakoś tak. No, kolos trochę.

Tylko nie "Tęcza"!

No, jeszcze fantazja w narodzie nie zginęła. Zawsze egzamin, na którym najpierw trzeba rozszyfrować pytanie, brzmi ciekawej niż “Omów coś tam w świetle czegoś innego”. Brrrr! ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, Chulero jedna, przestań pisać Sci-Fi, bo jeszcze mi wywrócisz śwatopogląd.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bardzo mi się spodobało. Chyba najbardziej fajnie zarysowani bohaterowie, bardzo wyraziści. Na plus też narracja “na zmianę” i ogólnie pomysł na fabułę.

 

Swoją drogą, czy robocik czasem nie za bardzo zawierzył zapachom? W końcu każdy mógł się wyperfumować tanimi perfumami:)

 

Z innych spraw:

Ilość sprawdzonych obiektów: pięćset pięćdziesiąt sześć.

Skoro dało się je policzyć, to liczba, nie ilość.

 

pańskich nawykach żywieniowych oraz, jakie potrawy przyjmował pan

Wydaje mi się, że bez przecinka.

 

nie będącymi

Taki zapis wciąż jest poprawny, ale, z tego co wiem, po reformie imiesłowy przymiotnikowe zaleca się pisać łącznie.

 

– Równie piękna, jak dowcipna!

Chyba pasowałoby bardziej w tym dialogu “równie dowcipna, jak piękna”.

 

Pozdrawiam i lecę do odpowiedniego tematu :)

 

Żeby całkiem przestać, to nie ma mowy. Ale mój następny kawałek będzie całkiem z innej bajki. Chyba, że ktoś nagle ogłosi konkurs na drabla, to wtedy może być różnie…

Oj tam, oj tam. Na kiepskich założeniach światopogląd oparłeś, skoro taki niestabilny. ;-p

Babska logika rządzi!

O rany, dzięki, Zygfrydzie! :-)

Fajnie, że się spodobało i, że aż tak. Doszłam do wniosku, że moje teksty są zbyt jednotorowe i jednowątkowe, zachciało mi się eksperymentów i wyszło takie coś.

Robocik badał to, co znalazł. Wolałby odciski palców, jakieś komórki, choćby naskórka lub nagrania na kamerkach. Ale jak się nie ma, co się lubi… Owszem, każdy mógł się spryskać perfumami, nażreć syntetycznej wołowiny i wcisnąć w buciki 37. Ale najpierw albo musiał te rzeczy kupić (zostawiając ślad w pamięci banku, sklepu i rozmaitych marketingowców), albo pożyczyć (zostawiając ślad w pamięci użyczającego człowieka).

A mi się wydaje, że z przecinkiem. Na razie remis. Może ktoś się jeszcze na ten temat wypowie.

W pozostałych przypadkach jestem skłonna się z Tobą zgodzić i zaraz pozmieniam. Dzięki za usterki. :-)

Babska logika rządzi!

Bez przecinka.

Tu natomiast: 

nie będącymi

Taki zapis wciąż jest poprawny, ale, z tego co wiem, po reformie imiesłowy przymiotnikowe zaleca się pisać łącznie.

 

Kolega jest uprzejmy popełniać błąd dość znaczący. W odnośnej uchwale RJP nie ma słowa “zaleca się”.

Dzięki, Adamie. No to już dalej nie dyskutuję i przecinek wylatuje.

Już zdążyłam zmienić na “niebędącymi” i niech tak zostanie, skoro RJP pdopuszcza. Ale uważam, że reforma była głupia.

Babska logika rządzi!

Zapomniałem napisać o zakończeniu. Całkiem niezłe, na swój sposób pasuje do tekstu. Ja je kupuję.

Cieszę się.

Może by tak licytację urządzić? ;-)

Babska logika rządzi!

Głupia jak głupia – uważam, że wymuszona. Co zrobić, gdy przerażająca większość pisze błędnie? Usankcjonować zgodą…

 

Tu pytanie: jak, do cholery, TERAZ wstawia się link? Na starej stronie opanowałem, tutaj mnie w okienku dialogowym w kółko gania.

Głupia to była reforma z 1936 roku. “Odfonetyczniła” pisownię, końcówek zwłaszcza, nie wiadomo po co. Babka ze strony mamy miała na imię Stefania. Siostra mamy – Eugenia. Widziałem ich oryginalne dokumenty. Stefanja, Eugenja… Jak geografja, geologja… O wiele łatwiejsze – i powszechniejsze – w wymowie, bo nie wymaga zmiękczania na siłę.

 

To, rzecz jasna, moje prywatne zdania.

Co zrobić, gdy przerażająca większość pisze błędnie?

Nie dać tej większości matury. Może przy trzecim podejściu załapie, o co chodzi?

Przed reformą wiedziałam, jak się pisze. Po reformie – albo sprawdzam, albo robię “błędy”. :-( IMO – to oznacza, że była głupia, bo zepsuła coś, co świetnie działało. ;-)

A tej z ‘36 nie pamiętam, więc nie mam do niej osobistego stosunku.

Linki:

– w takiej najprostszej wersji: zapamiętujesz adres, wklejasz w upatrzonym miejscu, wstawiasz za nim spację lub enter, powinien automatycznie zmienić kolor i zacząć prowadzić na stronę;

– w opcji przybajerzonej: zapamiętujesz adres, wpisujesz tekst, który ma stać się linkiem, zaznaczasz go, klikasz na schematyczny łańcuszek (nad okienkiem komentarza, trzecia ikona od prawej), pojawia się mgła z okienkiem na środku. Wklejasz zapamiętany adres tam, gdzie jest kursor, klikasz “OK“ i powinno być gotowe.

Babska logika rządzi!

Żesz jasna ciasna… Trudno dodać informację, że link staje się linkiem po dodaniu komentarza? Wielki Ometecuhtli, czemuś nie ustrzegł świata przed – a, wiesz i tak, o co mi chodzi…

Podoba mi się ten link. :-)

Fajnie, że wkleiłeś go pod moim tekstem, łatwiej będzie znaleźć w razie potrzeby. :-)

Oj, chyba Brajt skopiował okienko od wklejania obrazków. Adamie, z bólem serca to piszę, ale chyba czasem nie warto próbować zrozumieć, lepiej zamknąć oczy i działać. ;-)

Babska logika rządzi!

Ojojoj, AdamKB zaczyna się modlić. Pod moim tekstem. Jeszcze nie jeż kolczasty, ale nie jest dobrze.

No, już się nie wkurzaj. Dobrze wyszło. Aż dwa razy. :-)

Ja się domyślam i pewnie Pan Dwoistości wie…

Babska logika rządzi!

:-) :-) :-) Szybka jesteś. Albo wkułaś, tak na wsiaki pożarny, bo z tym Adamem i jego Quetzalcoatlami to nie wiadomo… :-)

Albo mam szybki Internet…

Ano nie wiadomo. Zwykle wystarcza Ci Pierzasty Wąż, ale w tym panteonie więcej postaci się pałętało.

Babska logika rządzi!

Nie wiem, co napisać, po prostu bardzo dobre opowiadanie. Do gustu przypadła mi narracja z perspektywy Andżi.

Poczytałem trochę rozmowy na temat szyfrowania, ale w pewnym momencie odpadłem. Trochę dlatego, że matematykiem nie jestem, a trochę dlatego, że tl;dr. ;)

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Dzięki, Rycerzu. Miło, że Ci się spodobało. Trochę bluzgów i od razu lepiej? ;-) No, przynajmniej chyba uniknęłam zarzutu hiperpoprawności.

Ech, jak się człowiek wda w pisanie dziwnych tekstów, to musi być wszystkim po trosze – od matematyka do socjologa. Albo tłuc w kółko ten sam schemat.

A końcówki nijak nie rozumiem. Chociaż zasugeruj, jaki szyfr zastosowałeś! ;-)

Babska logika rządzi!

Chociaż w życiu codziennym sam staram się być kulturalny, jeśli chodzi o dobór słownictwa, to jednak do pewnego stopnia lubię wulgaryzmy chociażby w dziele literackim. Albo zwyczajnie gdy wypowiedzi postaci w miarę wiernie imitują rzeczywistość. Wiem, dziwne.

A skrót “tl;dr” oznacza “too long; didn’t read”. Jeden z ulubionych skrótów trolli internetowych. :D

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Nie, dlaczego miałoby być dziwne? Ja tam nie wierzę, że Tadek podrywał Zosię trzynastozgłoskowcem, a Achilles rozpaczał nad zwłokami Peryklesa heksametrem. Jeśli wypowiedzi bohaterów brzmią nienaturalnie, to raczej nie świadczy to dobrze o tekście (no dobrze, pomińmy epopeje i inne opery).

Chciałam, żeby narrator wczuwał się w opisywanie postacie. Jeśli się udało, to dobrze. A Andżi raczej nie przebierała w słowach.

Dzięki za wyjaśnienie. Chyba tytuł Trolla Roku 2013 dostałam na wyrost, bo nie znałam skrótu. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale nad zwłokami Patroklosa, Achilles mógłby już płakać heksametrem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, faktycznie – rąbnęłam się. Patroklos albo Patrokles. Perykles był z innej bajki.

Ale i tak nie sądzę, że ten z wrażliwą piętą heksametrem biadolił. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja też nie przypuszczam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy pomysł na opowiadanie i fajnie skomponowany świat jednak ze swojej strony muszę  dodać iż mogło by być trochę dłuższe. Po rozwinięciu akcji trochę zbyt szybko się skończyło.  

Dziękuję. :-)

Boję się, że gdybym wydłużyła, to zrobiłoby się nudne. Tam już nic ciekawego się nie działo, tylko kolejne randki, żadnych tajemnic do wyjaśnienia.

Babska logika rządzi!

Wybacz, Finklo, nie czytałam Twojego opowiadania, ale zerknęłam na fragment promujący tekst w bibliotece i coś wpadło mi w oko. Co to, przepraszam, tak właściwie jest “wiek płodny"? Czy nie chodziło Ci czasem o wiek rozrodczy? Bo jak na mój gust to nie to samo.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Masz rację, chodziło mi o wiek rozrodczy, tylko coś mi się pomerdało. Trudno. Zmienię w tekście, ale na stronie głównej pewnie zostanie, jak jest. Dzięki. :-)

 

Edit: A jednak. Tam też się zmieniło. Super. :-)

Babska logika rządzi!

W wolnej chwieli postaram się też przeczytać całe opowiadanie ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No to czekam z niecierpliwością na Twoją wolną chwilę. :-)

Babska logika rządzi!

Do wykonania nie można mieć większych zastrzeżeń – porządnie napisany tekst.

Szczególnie spodobała mi się rzeczywistość, w której osadziłaś wydarzenia; na przykład kontrakty małżeńskie – świetne, takie pragmatyczne, a straszne zarazem. W ogóle zastanawiające jest, że w wielu tekstach science fiction, których akcja rozgrywa się w przyszłości, ukazywany jest ów fałszywy postęp, złudna nowoczesność charakteryzująca się często regresją etyczną. Chociaż u Ciebie wątek miłosny kończy się szczęśliwie ;) 

Odnośnie owego wątku miłosnego: przez znaczną część opowiadania wcale go nie dostrzegałem, nawet nie oczekiwałem, że zostanie on poruszony. Może i nie był fascynujący, ale doprowadził do już wspomnianego szczęśliwego zakończenia, na które też się nie zanosiło zważywszy na relacje pomiędzy Maxem, a dziewczyną. Ona jakoś nie bardzo była zainteresowana wspólną znajomością, a jemu zależało bodaj na jednym ;-) 

Ciekawy pomysł z tymi hologramami przodków, od których można było czerpać rozmaitą wiedzę. Interesujące były również przedstawione przez Ciebie różnice społeczne polegające na liczbie posiadanych kopii przodków.

Z początku myślałem, że pójdziesz w stronę swoistego kryminału, spodziewałem się poświęcenia większej uwagi śledztwu, lecz okazało się że kradzież była tylko wstępem, pretekstem do dalszej historii.

Opowiadanie na bardzo przyzwoitym poziomie.

Dziękuję, Domku. :-)

Wiesz, z tymi mniejszymi zastrzeżeniami też chętnie się zapoznam.

Miło, że spodobał Ci się mój świat. Mniejsza o hologramy – gdyby porozumiewali się z przodkiem za pomocą klawiatury i monitora, wyszłoby na to samo, tylko mniej widowiskowo. To technologia zapisu ludzkiej osobowości jest kluczowa.

Romans – już wyjaśniałam wyżej, że chciałam poeksperymentować z większą ilością wątków w tekście. Na razie wygląda na to, że eksperyment nie okazał się klapą. Tak, na początku nic nie wskazywało na rodzące się uczucia, a Andżi żywiła straszną niechęć do kuzyna. Ale rzuciłam przeciwko niej dwa potężne argumenty i nie wytrzymała. ;-)

Polemizowałabym z regresją etyczną w literaturze futurystycznej. Zgoda, wolność seksualna się szerzy, ale za to trudniej zabić człowieka czy inną istotę myślącą. Równouprawnienie, panie. Na przedmałżeński seks paniczów od dawna patrzono przez palce, niejednego księcia pokojówka wprowadzała w arkana… Ale gdyby księżniczce co nieco pokazał stajenny? Zgroza! Straszliwy mezalians, jedna księżniczka w klasztorze i jeden bardzo martwy chłopak.

Babska logika rządzi!

Znalazłem wolny czas, dobre chęci, niezmącony umysł, siadłem i przeczytałem Twoje opowiadanie. Co prawda wtedy na zegarze była 9:34, a teraz dopiero piszę komentarz. I z góry przepraszam, że tak po czasie.

I nie wiem co powiedzieć. Zatkało mnie. Zostałem zmiażdżony tym opowiadaniem. Jest precyzyjnie doskonały. Świetny. Brawo !!!

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Też nie bardzo wiem, co odpowiedzieć na taki komentarz.

Dziękuję.

Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. I mniejsza o szczegóły; dziewiąta czy dziewiętnasta… ;-)

Babska logika rządzi!

Po prostu mnie wciągnęło. I ja też dziękuję, za doskonały, i interesujący tekst. :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Cała przyjemność po mojej stronie. :-)

Babska logika rządzi!

"Kobieta przejrzała go pobieżnie i buchnęła śmiechem." – Buchnęła śmiechem, naprawdę? ; D

 

Obiecałam, że przeczytam, więc jestem ; ) To moje jedyne przeczytane lipcowe opowiadanie, ha ; )

 

No więc, Finklo, czytało mi się dobrze, bo jakby nie patrzeć, składać zdania to Ty umiesz. Podoba mi się koncepcja gromadzenia mądrości przodków, choć kompletnie nie rozumiem jak coś takiego może mieć miejsce – zapisanie osobowości na nośniku tak, by była ona, hm, świadoma? Nie kupuję ; p Ale od tego to jest fantastyka no i to dopiero za kilkaset lat…

 

Za to zakończenie mnie jednak lekko rozczarowało. W końcu chodziło o tę zagadkę d samego początku, a tu… takie nic. Wiem, że dzięki temu podkreślasz coś zupełnie innego, ale jednak jakoś podświadomie widać liczyłam, że rozwiązanie zagadki będzie jakąś bombą.

 

Czytało się sympatycznie, w każdym razie ; ))

 

Pozdrawiam.

 

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję, Joseheim, czuję się zaszczycona wyróżnieniem. :-)

Śmiech – Doroszewski wspomina o wybuchaniu śmiechem, więc wydaje mi się, że i buchnięcie jest dopuszczalne. Ale mogę się mylić.

Nie wiem, czy symulacja osobowości jest świadoma, ale posiada pamięć i potrafi rozmawiać. Tak, to jest element fantastyczny. Takie AI, tylko na ludzkim materiale wyjściowym.

Miło, że czytało się sympatycznie, szkoda że jednak w końcówce rozczarowałam. :-/

Też pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

– Owszem, mamy do czynienia ze sprawą rodzinną. Jeśli zdecyduje się pan na wniesienie oskarżeń przeciwko pani Olczyk, grozi jej do pół roku pozbawienia wolności. W przeciwnym wypadku zostanie wypuszczona.

 

Po co panią w ciupie trzymają przy takiej mocy inwigilacyjnej systemu; nie mówiąc o tym, że jeżeli pan nie złoży tego wniosku, to wyjdzie, że pani siedzi za niewinność i trzeba jej odszkodowanie wypłacić ; )

Ponadto, kwalifikacja prawna samego włamania i czasowego zawładnięcia biodyskiem zależy od pana

raczej ściganie, nie kwalifikacja prawna 

 

grozi jej do pół roku pozbawienia wolności.

Bardziej elegancko wygląda “do sześciu miesięcy…”

Jeśli zdecyduje się pan na wniesienie oskarżeń przeciwko pani Olczyk,

tu też: raczej żądanie ścigania niż “wniesienie oskarżeń”

 

 

Ogólnie rzecz biorąc – fajne opowiadanko; choć na mój gust odrobinę za lekkie. Ciekawie jest natomiast zrealizowany pomysł z przodkami, jak również kwestia matrymonialna. 

I po co to było?

Syf.ie, dzięki za opinię (prawnika!). ;-)

Nie znam się na przepisach, ale spróbuję pyskować.

Trzymają panią w ciupie na wypadek, gdyby pan natychmiast zdecydował się na proces. Po co drugi raz łapać oskarżoną? Taka całkiem niewinna Andżi nie jest, bo włamanie i kradzież biodysku nie budzą niczyich wątpliwości. A zresztą, w ciągu 48 wypuścili…

Ściganie kontra kwalifikacja prawna i wniesienie oskarżeń. Podkreślam, że jestem laikiem, ale ściganie bardziej kojarzy mi się z łapaniem przestępcy. Teraz już znaleźli, złapali i nie wiedzą tylko, czy dojdzie do rozprawy sądowej i wyroku, czy nie. Innymi słowy, może i “nabycie drogą kupna” jest terminem bardziej precyzyjnym, ale większość ludzkości rzeczy po prostu kupuje.

Pół roku zmienię.

Cieszę się, że uznałeś opowiadanie za ogólnie fajne. Zbyt lekkie? Kradzież z włamaniem, tajemniczy plik i miłość to za mało czy świat zbyt ładny?

Babska logika rządzi!

W zasadzie jak znają dane, wiedzą, gdzie pani mieszka, dorzucą dozór Policji albo jakąś futurystyczną obrączkę – to po co trzymać ; )

Kwalifikacja prawna to przetłumaczenie stanu faktycznego na prawo – na kształt zdarzenia pan bohater wpływu nie ma, więc na kwalifikację tym bardziej. Ściganie zaś to w zasadzie ustalenie sprawcy oraz uzyskanie wyroku.

 

Ja ogólnie lubię cięższe opowiadania (brzydszy świat, smutniejsi ludzie, bardziej przykre nieszczęścia), ale nie zmienia to faktu, że powyższe jest całkiem-całkiem ; )

I po co to było?

No dobra, to spróbuję coś pokombinować z kwalifikacją prawną. Bo Twoje ściganie mi się nie podoba. Poszukam trzeciej drogi. ;-)

Tak, zauważyłam. O ile Twoje opowiadania czasami mi się podobają, to światy chyba nigdy nie zachwyciły. ;-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczne, sympatyczne, sympatyczne… Cholera, pewnie tak, zero zgrzytów podczas lektury, sympatyczne dialogi, sympatyczni bohaterowie. To w ogóle dziwne, bo przy takim dalekim spojrzeniu w przyszłość zawsze raczej spodziewam się fajerwerków i formalnych i tych, no…  wyobrażeniowych?  W każdym razie ciekawie zastawiona pułapka, człowiek czeka na rozwiązanie intrygi, a dostaje prozę życia. Piszę to tak w ogóle po paru godzinach od lektury, z początku nie byłem do końca przekonany (bohaterka przypominała mi przykładowo Zinzi z "Zoo city" – a tam, oj,  były fajerwerki), no bo generalnie wiem, ze niedużo czytam opków ze strony, w tych co czytam brakuje mi zazwyczaj jakiejś prowokacji, niegrzeczności, czegoś ekstra,  jak ekstradycja choćby (i dlatego największe wrażenie zrobiło ostatnio na mnie opko syfa o Janusiu). No ale po tych kilku godzinach, stwierdziłem, że to opko, Finklo, podane w klasyczny sposób, jest przynajmniej i co najmniej… eee, nie no, piwo się skończyło :-(

Cholera, otwórz następną butelkę/ puszkę i pisz dalej!

Dzięki, cieszę się, że wszystko takie sympatyczne. Nie, tak ponuro jak Syf. to ja raczej nie zacznę nagle pisać.

Fajerwerki, fajerwerki… Chyba musiałabym napisać, jak Andżi i Max spędzili wieczór sylwestrowy… ;-) Nie mów, trochę nowych technologii opisałam. Wyobraź sobie tego detektywistycznego drona niuchającego w skupieniu powietrze.

Co do niegrzeczności – przynajmniej bohaterka trochę klnie.

A “Zoo city” nie znam.

Babska logika rządzi!

Ech, niegrzecznie, niegrzeczność, to szersze pojęcie, chodzi mi o niegrzeczność, nie wiem,  intelektualną? Tak żebym nie dostawał zawsze tego czego się zazwyczaj spodziewam i nie chodzi bynajmniej jedynie o łamanie schematów.  O scenerię, o pomysł, o wykonanie? I tu w opku coś w tym stylu właściwie (po przemyśleniach i bez tych fajerwerków, przeżyję) dostałem. A w takiej lipcowej NF był cały zestaw niegrzecznych opowiadań na czele z "Ciemnymi ogrodami", naprawdę, jeden z lepszych numerów. A co do "Zoo city" – Zinzi December dźwiga Leniwca na własnych plecach, żyje z talentu do znajdowania zaginionych rzeczy i ma paskudny dryg do oszustw internetowych. To pierwsze zdanie z opisu książki i już wiadomo, że grzecznie nie będzie :-) 

No dobra, pa pa, sam coś muszę napisać :-)

Skoro właściwie dostałeś, to czemu właściwie marudzisz? ;-)

No faktycznie, pierwsze zdanie grzecznie się nie zapowiedziało, ale mi się wydaje, że to bardziej w tym wąskim znaczeniu…

W takim razie miłego pisania.

Babska logika rządzi!

Zacznijmy od ALE. Bo czasem dobrze jest zacząć od tego komentarz. Tak więc – to bardzo fajny tekst, ALE skoro domowy komputer Maxa w kilka sekund przeskanował całe archiwum biodysków, dlaczego temu samemu komputerowi godzinę zajęło sprawdzenie kilku tysięcy kombinacji liczb, skoro nawet komputerom w dzisiejszych czasach to zadanie zajęłoby paręnaście minut?

No, skoro obowiązkowe ALE mamy już za sobą, przejdźmy do rzeczy istotnych. To naprawdę solidny tekst. Lekki, to prawda, ale sprawia wrażenie przemyślanego i dopracowanego, a poszczególne jego elementy wydają się naturalnie ze sobą przeplatać, a nie zaciskać na siłę. Poza tym kupuję taką wizję świata. Aż dziw bierze, że dopiero teraz pochyliłem się nad opowiadaniem o tak wielkim stężeniu zacności. 

Dzięki, Vyzarcie.

Przyznaję – pod względem komputerów nie dopracowałam tekstu porządnie. ALE z tego akurat zarzutu chyba mogę się wybronić. Max zlecił szybki skan – bez wnikliwego badania plików, właściwie tylko rzut komputerowego oka na datę ostatniej modyfikacji i sprawdzenie, czy wielkość się zmieniła w ciągu doby. Wydaje mi się, że do tego nie trzeba wielkiej mocy obliczeniowej. Kiedy zmieniasz sortowanie plików z alfabetycznego na chronologiczne, zmuszasz komputer do niewiele lżejszej roboty.

Cieszę się, że stężenie zacności uznałeś za duże. :-)

Babska logika rządzi!

Kurcze, Finkla, jeszcze przez Ciebie i Rybę zacznę czytać sci-fi…

Jak zwykle – świetne.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ojojoj, to by dopiero było… Cień Burzy też na krawędzi nawrócenia. Aż niemal żałuję, że mój następny tekst będzie raczej zbliżony do fantasy. ;-)

Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Eeeee tam, było…

Byłoby, jakbym sci-fi zaczęła pisać ;)

 

Strach się bać, to byłaby masakra :D

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Właściwie, dlaczego nie miałabyś spróbować? Ja tam kiedyś coś zbliżonego do horroru popełniłam, chociaż gatunku nie trawię…

Babska logika rządzi!

Kto wie, może kiedyś…

W dalekiej, nieodgadnionej przyszłości, kiedy wreszcie ta głupia suka – wena – zechce znów zapukać do drzwi ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Skoro głupia, to przywab ją jakimś ochłapem, napisz, a ja przeczytam i skrytykuję. ;-)

Babska logika rządzi!

Jużem to, moja droga zrobiła.

Trzy razy.

Dwoma drablami i jednym szortem.

Teraz czekam, aż franca zechce przyłożyć się do czegoś większego. Tylko, wiesz – lato, ciepło, długie spacery… I się cholerze nie chce do dom wracać i opki mi pomagać tworzyć :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Czasami są burze. Jak wróci przemoczona, to zaproponuj kubek czegoś rozgrzewającego i bierzcie się do roboty! ;-)

Babska logika rządzi!

Najwidoczniej jestem czytelnikiem stworzonym do czytania tekstów lekkich, bo ten do gustu jak najbardziej mi przypadł. Ciekawy pomysł z biodyskami – może jestem nieoczytany, ale fakt faktem, że się nie spotkałem. Przypominam sobie, co prawda, pomysły na odtwarzanie osobowości, ale zazwyczaj chodziło o osoby znane, nigdy o rodzinę i to w tak dużej reprezentacji ; )

Zakończenie trochę rozczarowało – wolałbym, żeby tam jednak było coś, co zrobi na czytelniku wrażenie. Ja wiem, że w opowiadaniu raczej chodziło o to, że tamci dwoje się poznali i jest im dobrze, ale niedosyt pozostaje.

Podsumowując: niby opowiadanie tyłka nie urywa, ale czytało się przyjemnie i jest napisane sprawnie.

Dziękuję, Berylu.

Nie skrytykowałeś? Jestem w szoku. Mam nadzieję, że dobrze się czujesz. ;-) I cieszę się, że opowiadanie dostarczyło przyjemności.

Też nigdzie nie czytałam o biodyskach; musiałam sobie sama wymyślić.

Reagujecie bardzo podobnie z Joseheim. To ciekawe. :-)

Nie tylko o to, że się poznali. Także o to, jaką obiektywną wartość mają różne “skarby”.

Babska logika rządzi!

Nie skrytykowałeś? Jestem w szoku. Mam nadzieję, że dobrze się czujesz. ;-)

No co poradzisz? Było rozrywkowo i lekko, a ja lubię, kiedy trafi się tego typu tekst, w dodatku z ciekawym pomysłem i dobrym warsztatem. Ale mogę postarać się trochę ponarzekać, jeśli to poprawi Ci humor… :P

 

Reagujecie bardzo podobnie z Joseheim. To ciekawe. :-)

Tak, tak, brajt nawet kiedyś – przy okazji tematu-skargi Rogera, i obok kilku innych brzydkich rzeczy – napisał, że Jose to właściwie zawsze mnie broni, jeśli ktoś się na mnie skarży i że przecież każdy to widzi! Rozbawiło mnie to setnie, bo najwidoczniej możliwość, byśmy po prostu myśleli z Jose często w podobny sposób nie przyszła mu do głowy ; )

Nie no, humor już mam nie najgorszy, nie musisz narzekać. Tak tylko się zastanawiam, czy Jestem-Na-Nie-Beryl aby się nie rozchorował. ;-)

Babska logika rządzi!

Pff. Nie rozumiem skąd tyle kąśliwych uwag co do tego, że nigdy nie jestem na tak. Jeżeli chcesz, to możesz przejrzeć podsumowania głosowań Loży z ostatniego roku i tak, prawda, to ja będę najrzadziej “potakującym”, ale wyjdzie najpewniej, że gdzieś tak jedno opowiadanie na miesiąc mnie przekonuje :P

Od razu kąśliwych. Troszczę się o Twoje zdrowie i tyle. ;-)

Berylu, istnieje kilka dyżurnych tematów, które można poruszyć, kiedy człowiek chce się ponabijać z Beryla. Trafiają się nawet nierozerwalnie z Tobą związane – “mówimy partia, myślimy Lenin”. Krążymy dookoła jednego z nich. ;-)

Babska logika rządzi!

Ach, te stereotypy! Takie krzywdzące : ))

No! A ile się trzeba namęczyć, żeby skutecznie przełamać…

Babska logika rządzi!

Adamie, Tenszo – proponuję Wam poprogramować w brainfucku, zamiast spierać się o szyfrologię ;-) To jest prawdziwy szyfr… ;-)

 

Finklo – bardzo dobre opowiadanko, oparte o ciekawy pomysł ;-) i – z zaskakująco pozytywnym zakończeniem. I to zakończenie, z pierdołowaciejącą tygrysicą i być może odpierdołowaciałym odrobinę ciepłym kluskiem najbardziej ujmuje. :-) Bardziej niż sama zawartość pliku, która wydaje się być drugorzędna – i to jest przemiłe, prztyczek w nos pt. “ty się, drogi czytelniku, zastanów, co jest naprawdę ważne?” :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho.

Cieszę się, że Ci się spodobało i nie widzisz problemów. Ani z szyfrem, ani z resztą. “Pierdołowaciejąca tygrysica i ciepły klusek” – brzmi jak tytuł filmu.

Aleś dokładnie komentarze przeczytał! Szacun. :-)

Babska logika rządzi!

E tam dokładnie.  Nawyk zawodowy – wyłuskaj w kilka minut interesujące cię informacje ;-) A jak mam słowo klucz u Sethraela “Pfff” to od razu robię dokładniejszy skan po Oszce i treści dookoła, a z tej treści nastąpił przeskok do wątku Adama i Tenszy… No co ja będę tłumaczył. ;-)

 

Szkoda, że go nie poczytałem w lipcu – chętnie nominowałbym ten tekst. Był nominowany czy muszę podnosić sprawę w piórkowym wehikule czasu?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Był nominowany. Znalazło się troje sprawiedliwych, Loża zostawiła swoje komentarze, przegłosowała, a teraz czekam na ogłoszenie _mc_.

Dziękuję.

Babska logika rządzi!

A jak mam słowo klucz u Sethraela “Pfff” to od razu robię dokładniejszy skan po Oszce i treści dookoła,

No dobra, tym tekstem rozbawiłeś mnie, Rybosławciu, dzięki.

Co prawda podczas pisania pierwszego komentarza spaliła mi się karta graficzna i teraz korzystam z komputera żony, nie umniejsza to jednak radości z powodu Twojej wypowiedzi. :)

Sorry, taki mamy klimat.

:-D Zawsze do uslug ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałem, szkoda że dopiero dzisiaj. Finklo, bardzo mi się podobało i pomysł i wykonanie. Cóż więcej mogę napisać. Zebrałaś jak najbardziej zasłużone laury. Pewne wątpliwości fabularne, podczas czytania mi się nasunęły (tak boczkiem, nienachalnie i kompletnie nie psując przyjemności z czytania), ale wszystko już było poruszone w dyskusji.

Jeszcze raz gratulacje!

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dziękuję. :-)

Lepiej późno niż później. Miło, że Tobie też się spodobało. Naprawdę chciało Ci się czytać te wszystkie komentarze? Podziwiam. :-)

Babska logika rządzi!

Szczególnie rozpaliła mnie dyskusja o szyfrowaniu, a zarzuty Tenszy kołatały mi się z tyłu głowy podczas czytania. Nie da się ukryć, że bawią mnie takie technikalia.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

No tak – pod tym względem dałam ciała. Jeżeli będę jeszcze coś z tym tekstem robić (a kto wie?), to z pewnością poprawię niedociągnięcia.

Babska logika rządzi!

Niby goguś, niby nudziarz, nie w moim guście, wcale a wcale… a tu nagle BOOM – przedłużenie kontraktu małżeńskiego i gromadka dzieci. No, kurde, jak w życiu! Głowa swoje, serce swoje ;)

Ciekawy pomysł, wiarygodnie wykreowany świat, żywi bohaterowie – to wszystko, oczywiście, na plus. Aczkolwiek największe wrażenie zrobiła na mnie płynność narracji – zanim dotarłem do pierwszych gwiazdek, zdążyłem już całkiem zapomnieć, że siedzę przed monitorem i czytam tekst wyświetlony na ekranie. Dobra robota!

 

Kobieta, która dokonała włamania [+,] zachowała się jak amatorka – zostawiła ślady zapachowe.

 

– Czy żyją pańscy krewni posiadające [posiadający?] kopię osobowości Kosmy Zielińskiego?

 

Tyle wyłapałem na samym początku lektury, później przestałem przejmować się drobiazgami :)

Pozdrawiam i dziękuję.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Dziękuję. :-)

Głowa swoje, ale on tak kocha. I tak ładnie to okazuje. I wyciągnął mnie z kłopotów. I ma tyle cierpliwości do dzieci… ;-)

No proszę! Argument, że warsztat i zdania, na których czytelnik się nie potyka, mają ogromne znaczenie.

Miło, że aż tyle elementów na plus. :-)

Kurczę! Tyle razy to czytałam… Tylu ludzi to przeczytało oprócz mnie… I jeszcze są usterki. Dzięki za wskazanie, już poprawiam.

Babska logika rządzi!

Kurczę! Tyle razy to czytałam… Tylu ludzi to przeczytało oprócz mnie… I jeszcze są usterki. Dzięki za wskazanie, już poprawiam.

Wyeliminowanie każdej usterki jest wręcz niemożliwe – jeśli mówimy o każdym zgubionym przecinku, itd.

Ale do czegoś trzeba dążyć, nie?

Babska logika rządzi!

Nie mówię, że nie trzeba – ale nie ma powodów, żeby się dziwić, że coś jeszcze ktoś wyłapał. Część komentujących nie zwróci w ogóle uwagi na drobne potknięcia i to nawet nie jest wadą tekstu, a wręcz przeciwnie. Chociaż, oczywiście, najlepiej by było pisać same bezbłędne opowiadania… ; )

Ja się nie dziwie, tylko narzekam. Ale już skończyłam.

Babska logika rządzi!

Ja się powtórzę jak zdarta płyta (choć to nie moja mądrość): nie ma tekstów idealnych! A od siebie dodam: i bardzo dobrze!

 

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Hmm, coś w tym jest.

Babska logika rządzi!

Gratuluję w pełni zasłużonego piórka, świetne opowiadanie z niebanalnym pomysłem i tacy prawdziwi, żywi bohaterowie. Wizja świata przyszłości też na plus – futurystyczna ale nie przekombinowana. Daj znać, jak trafisz na papier bo NF kupuję dość nieregularnie :)

Dzięki. :-)

Fajnie, że wszystko Ci się spodobało.

Spokojnie, do druku jeszcze daleko.

Babska logika rządzi!

Tak jak obiecałem – przybyłem, przeczytałem i zaaprobowałem. Zakończenie wydało mi się odrobinę zbyt cukierkowe, ale poza tym, zarówno technicznie jak i merytorycznie, srebrne piórko w pełni zasłużone.

Ciekawa wizja przeszłości w której dobrobyt jednostki jest w znacznie mierze uzależniony od jej kontaktu z hologramowymi przodkami. Dwójka bohaterów realistyczna, rzetelna i wzbudzająca mniejsze, bądź większe emocje. Mam jednak jedno pytanie, gdyż nie do końca rozumiem jedną rzecz.

Andżi poznała pierwsze sześć cyfr PESEL-u dzięki prababce i Maxowi. Ostatniej, kontrolnej cyfry nie byłaby w stanie jednak wyliczyć, nie znając wyniku, który uzyskujemy z sukcesywnego mnożenia przez odpowiednie cyfry nieparzyste pozostałych dziesięciu. Z tego co się orientuję, miałaby więc do czynienia nie z pięcioma tysiącami, ale… z większą ilością. Mylę się czy nie mylę się?

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Dziękuję, Gnoomie.

Dzisiaj też dobrobyt jednostki zależy w dużym stopniu od przodków. Tylko jeszcze do hologramów nie doszliśmy, od przodków dostajemy różne dobra w spadku, ale przede wszystkim geny i wychowanie, które ma olbrzymi wpływ na wykorzystanie genetycznego potencjału. ;-)

PESEL. Jedenaście cyfr, sześć pierwszych jest banalne, zostaje pięć. Ostatnią można wyliczyć na podstawie pozostałych dziesięciu (nawet jeśli tylko zakładasz, że wynoszą ileś tam, to z tego założenia wynika jedenasta, kontrolna), zostają cztery. Jedna z nich pokazuje płeć – skoro przodkini była kobitką, to pięć możliwości. Z ostatnimi trzema nic się nie da zrobić – po dziesięć opcji. 5x10x10x10. Mi wychodzi 5000.

Babska logika rządzi!

Prawda, coś w tym jest. Aczkolwiek geny i wychowanie często mają również wysoce negatywne skutki i hamują wręcz, zamiast pozwalać rozwijać się potencjałowi. Hologramy są więc moim zdaniem bardziej utylitarne w tym względzie.

Co do PESEL-u to już wszystko zczaiłem. Nie wiem czemu coś mi się nie zgadzało wczoraj. Być może późna pora…

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Czasem pozytywne, czasem negatywne, a czasem to zależy od okoliczności. Tylko myślenie zawsze się przydaje. Chyba.

No to dobrze, że już wszystko się zgadza. Hmmm. O trzeciej łatwiej skumać niż o pierwszej z hakiem? Widać bywa i tak… ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem! Opowiadanie, bo przy objętości komentarzy już wymiękłem. Ale widziałem, przeglądając je, że Tensza miała podobne problemy z tekstem, co ja. Już nawet nie chodzi o sam mechanizm szyfrowania, tu jako czytelnik jestem w stanie uwierzyć w autorytatywne, narratorskie “potrzebny jest PESEL I TYLE”. Natomiast po co biodysk w ogóle został skradziony (a nie skopiowany), po co kopia zapasowa została zniszczona – to już poważniejsze problemy. Tak samo z samym PESEL-em – jasne, że Zieliński może go nie pamiętać, ale już ogólne zasady tworzenia numeru powinien znać. Każdy wie, że pierwsze sześć cyfr to data urodzenia – a nawet jakby nie wiedział o numerze oznaczającym płeć i, dajmy na to, kolejność liczb w dacie, to nie zwiększyłoby to specjalnie trudności hasła. Nie trzeba posuwać się do tak radykalnych kroków, jak kontrakt małżeński ;)

A abstrahując – nie bardzo mnie przekonał epilog. Doceniam, że jest niespodziewany i intrygujący, ale coś mi nie zagrało. Może gdyby rozegrać to inaczej (pewnie trochę dłużej), a dojść do tego samego.

Sama sprawa kryminalna mnie zainteresowała, ale nie jakoś szczególnie. Natomiast pomysł na świat jest świetny – z biodyskami, z ledwie zarysowanym motywem rozwarstwienia społecznego powodowanego dostępem do przodków, z dyktowanymi pragnieniem genialnych dzieci aliansami rodowymi (prawie jak hodowanie Kwisatza Haderacha w Diunie ;) ), ze wspominaną chyba gdzieś w komentarzach spowolnioną ewolucją języka… Wszystkie konsekwencje wynikające z systemu zachowywania symulacji są fascynujące i z chęcią bym o nich przeczytał, a Ty (moim zdaniem, jak cały czas) zmarnowałaś trochę potencjał, ograniczając się do kryminalno-szyfrograficznej fabuły.

…ale kto powiedział, że świat wykreowany na potrzeby opowiadania jest jednorazowy? Nikt, w Hollywood nawet nie wiedzą, co to miałoby znaczyć! Może wrócisz kiedyś (w końcu minęło już trochę czasu od publikacji tego opowiadania) do świata i napiszesz coś bardziej w stylu socjo sf?

(O języku nie pisałem, bo wiadomo – szybko, gładko się czyta, styl mocno skupiony na akcji, ale nie do przesady… Na pewno w tych stu pięćdziesięciu ośmiu komentarzach ktoś już to napisał.)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Spokojnie, Diriad, 1/2 tych wszystkich komentarzy, to Finkla :)

O, widzę, że wyłuskujesz srebrne pióra… Dziękuję. :-)

Kraść czy kopiować. Tak teraz, z dystansu myślę sobie, że można by zostać przy kradzieży (żeby nie trzeba było zmieniać wszystkiego), ale dołożyć informację, że dziewczyna została spłoszona i nie zdążyła skopiować…

PESEL – owszem, Zieliński znał przepis na. Ale pamiętał, że używał tego do szyfrowania i wolał potomkom, którzy już o części papierkologii zapomnieli, nie wyjaśniać szczegółów. Jeśli ustawiłeś sobie w sejfie szyfr z jakiegoś fragmentu liczby pi, to nie chwalisz się znajomym, do którego miejsca po przecinku pamiętasz rozwinięcie. A kontrakt małżeński Andżi nie dla kasy ani nie dla tajemnicy zawarła.

Epilog. Pewnie można było wprowadzać Czytelnika w temat bardziej stopniowo. Ale wolałam zaskoczenie od moich niewprawnych prób opisania romansu.

Tak, ten świat ma potencjał. Niewykluczone, że kiedyś do niego wrócę. Zgadzam się, że socjologiczne skutki byłyby bardzo ciekawe. Ale – no właśnie – trzeba je jeszcze w interesującą fabułę ubrać.

Babska logika rządzi!

Berylu, nie ½. Jeśli dobrze pamiętam, w którymś momencie musiałam oderwać się na kilka godzin od kompa, kiedy tekst był jeszcze świeży. :-)

Uch, aż tak Cię 42% dziabnęło? ;-)

Babska logika rządzi!

Przewietrzam trochę kolejkę (wreszcie), a zacząłem od sreber :)

Wydaje mi się, że resetując pamięć Zielińskiego i podając się za kolejną studentkę dałaby radę wyciągnąć informacje – ale już mniejsza z tym. Że kontrakt małżeński nie był dla hasła wiem, to już z przymrużeniem oka napisałem. Natomiast że taka żywiołowa kobieta nie zechciała przez te parę lat otworzyć pliku, w który tyle pracy włożyła – choćby dla zaspokojenia ciekawości… Ale niech Ci będzie, przed epilogiem jest duża przerwa i wiele mogło się stać, co by to tłumaczyło.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Słusznie, trzeba srebra od czasu do czasu wyczyścić. ;-)

A mnie się wydaje, że Zieliński na ten temat nie byłby taki rozmowny, ale nie ma co się sprzeczać.

Że Andżi nie wzięła się na włamywanie od razu? Dzieci miała, niedospana chodziła… Może nawet na jakiś czas zapomniała i dopiero pewnego dnia, porządkując stare szpargały…

Babska logika rządzi!

Uch, aż tak Cię 42% dziabnęło? ;-)

Powiedzmy, że zrobiło na mnie wrażenie :P

No, nie przejmuj się tak, to tymczasowe… W czerwcu już nic chyba nie wrzucę, w każdym razie nie tak poczytnego. A komentować innych nie przestanę. :-)

Babska logika rządzi!

Wciągająca i spójna historia, interesujący pomysł z biodyskami, i ciekawi bohaterowie. Przeczytałem z przyjemnością. Zasłużone piórko. :)

Dziękuję.

Miło, że Ci się spodobało. I to aż tyle elementów. :-)

Babska logika rządzi!

Jestem pełna podziwu dla pomysłu i przejrzystości stylu. Przeczytane z przyjemnością i ukłuciem zazdrości :)

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Dziękuję, Fleur. :-)

Pomysł, jeśli jeszcze dobrze pamiętam, wziął się z szukania analogii między tradycyjną magią a współczesną technologią. Szklana kula – telewizor/ telefon, magia uzdrowicielska – antybiotyki/ nanoboty. To miał być odpowiednik nekromancji. ;-) Przejrzystość – po prostu lubię precyzję wypowiedzi.

Nie zazdrość, tylko sama trenuj. Wiesz, to nie był mój pierwszy tekst zamieszczony tutaj. ;-)

Babska logika rządzi!

Przy takiej ilości komentarzy nie będę silić się na oryginalność – bardzo mi się podobało i cieszę się, że mogłam przeczytać. Lubię, gdy skomplikowane historie są pisane prostym językiem. U ciebie historia była prowadzona tak, jak trzeba, by czytelnik cały czas wiedział, co się dzieje. To się ceni :)

Dziękuję, Kam_mod.

Sto kilkadziesiąt to jeszcze nie rekord. ;-)

Miło mi, że się cieszysz.

Ja też lubię, kiedy czytelnik nie musi się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi. Niestety, nie wszyscy to cenią.

Babska logika rządzi!

„Przerwij kontakt”. Znowu nie zapisała zmian w osobowości przodka. Pamięć o tej rozmowie (i pewnie kolejnych) tylko utrudniłaby jej wydobywanie informacji z tego upartego sukinsyna. A potrzebowała dostępu do pliku, potrzebowała kasy. Rozpaczliwie.

Oj, czy te zdania faktycznie są niezbędne, żeby pojąć intencje Andżi?

 

– Cześć! – Max nie miał nadzwyczajnych pomysłów na zaczęcie rozmowy. Nigdy dotychczas nie znalazł się w takiej dziwacznej sytuacji. – Wiesz, kim jestem?

– Pewnie kolejnym dupkiem, który będzie mnie nawracał i przekonywał, jak to cudownie żyje się wszystkim praworządnym obywatelom w naszym wspaniałym, nowoczesnym i humanitarnym społeczeństwie.

Jak dla mnie zbyt przesadzona ta riposta, traci na błyskotliwości.

 

Witaj, Finklo! Przybywam, zwiedziony srebrem. ;)

Od samego początku poczułem się kupiony, bo narracja prosta, lecz trafna, a futuryzm nienachalny i klimatyczny. Pomysł z dyskami też mi się spodobał i choć spotkałem się z podobnymi koncepcjami już kiedyś, to wykorzystałaś je w fajny, świeży sposób. Zaczęłaś trzęsieniem ziemi, lecz później tempo zwalniało, zamiast rosnąć, a wszystko po to, by sprowadzić zakończenie zakrawające o romans. Nie mówię, że to źle. Po prostu poczułem niedosyt. :< Chociaż z drugiej strony jakieś zaskoczenie było, skoro znalazłem takie zakończenie u Ciebie… ;)

Przyczepię się do tego śledztwa z wykorzystaniem zapachu. Znowu – świetnie przewidujesz przyszłość, bo coś takiego już jest testowane. Ale nie sądzę, żeby odkryto po kilkunastu godzinach, kto kupił tanie perfumy dla plebsu, bo mógłby to zrobić ktokolwiek. Zamiast tego, skoro śledczy mieli do dyspozycji próbkę zapachu, można by spróbować znaleźć delikwentkę na podstawie zapachu jej ciała, który zależy od unikalnej bioty bakteryjnej na jej skórze. Nie zdziwiłbym się, gdyby już niedługo mapowanie mikrobiologiczne dołączyło np. do odcisków palców, bo to naprawdę bardzo indywidualny parametr.

Pozdrawiam!

Dziękuję, MrBrigthside. :-)

Blask srebra niejednemu się podoba… ;-)

Hmmm. Może i zdania nie są niezbędne, a riposta przesadzona. Ale już nie będę ich usuwać – zasiedziały się w tym tekście. ;-)

Miło, że pomysł niezły. Zgadza się, romans jest strasznie dla mnie nietypowy. Ale i srebrne piórko mam tylko to jedno. Może jednak takie damsko-męskie perypetie nieodparcie kręcą ludzkość?

Baza unikalnych zapachów? Z jednej strony tak – tylko że gliny musiałyby mieć próbkę Andżi (a nie była wcześniej notowana) – w końcu psy jakoś ludzi rozróżniają. Ale z drugiej strony – to by wymagało dużego postępu w rozszyfrowywaniu zapachu, żeby maszyna mogła przekazać i wytłumaczyć ludziom, co poczuła. Można zapisać i przesłać zdjęcie (takie to a takie piksele, barwa odpowiadająca długości fali, czy tam 03FF15), głos (wysokość dźwięku, częstotliwość fali, składowe…), a jak zarejestrować zapach? Zanalizować wyłapane cząsteczki – o, to powstaje podczas trawienia kapusty kiszonej, a to z jajek – znacznie łatwiej. Tak mi się wydaje. OK, postęp jest możliwy, dlaczego by nie. Tylko za dużo wymyślania w dziedzinie, na której się nie znam.

Babska logika rządzi!

“Nie była notowana” – to współczesne myślenie. W przyszłości, którą wymyśliłaś, być może każdy miałby obowiązek rejestrowania swojego DNA, linii papilarnych, zapachu, składu bakterii ze skóry, wzoru naczyń w siatkówce oka, żeby skutecznie chronić te wszystkie dyski. Tak tylko głośno myślę i proponuję. Wiadomo, że tekstu sprzed tylu lat już nie warto ruszać, ale może zainspiruję Cię tym jakoś w przyszłości.

Tak czy inaczej, nie odbieraj tego w charakterze czepialstwa albo że mi się nie podobało. Srebro jak najbardziej zasłużone!

Spokojnie, nie odbieram negatywnie.

Hmmm. Obowiązek rejestrowania? Nie wiem, może. Z jednej strony takie bazy mogą się przydać. Ale z drugiej… Wiadomo, że to przecieka i musi przeciekać. Jeśli jakiś haker dorwie się do DNA… No, ja bym tego nie chciała. Ale samo w sobie – niezły temat na tekst… ;-)

Wystarczy, że za zakupy nie płaci się gotówką i już człowieka można elegancko wyśledzić. A tych danych już tak pilnie nie strzeżemy…

Babska logika rządzi!

Cześć! Dziś niestety tylko jeden komentarz :(

Bardzo dobre, a nawet świetne opowiadanie! Wciągające, wprawnie napisane, z rozgrzewającym serce zakończeniem. Jestem w pełni ukontentowany ;)

Pozdrawiam!

Jai guru de va!

Dzięki. :-)

Jeden, ale entuzjastyczny. Miło, że tyle zalet znalazłeś.

Babska logika rządzi!

Ależ proszę Cie bardzo! :)

Jai guru de va!

Ależ dziękuję pięknie. :-)

Babska logika rządzi!

Napisałem piękny komentarz i mi się skasował… ;(

 

Tak więc w skrócie:

  1. Super pomysł z biodyskami. Przydałaby się opcja filtrów, żeby dziadek od razu znał kontekst kulturowy.
  2. Fajne zakończenie, rozczulające (i kasa zbliża).
  3. Z tymi małżeńskimi kontraktami, patrząc na Holandię, pewnie dożyjemy.
  4. Te Sea Pearls to mi się dziwnie kojarzy. Celowe?
  5. Bardzo fajny tekst, niebanalny, z ciekawym zakończeniem . 5/6.
  6. Muszę pamiętać, że jak będę w jakimś biodysku i ktoś będzie gadał o “człowieku XXI wieku”, to znaczy, że ściema.
  7. Co z sytuacją prawną świadomości na biodysku? 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, Arhizie. :-)

Szkoda, że przepadł piękny komentarz.

Tak, pomysł z biodyskami mnie też się podoba. Szczegóły komputerowe można było lepiej rozegrać, ale ten świat ma potencjał. Może jeszcze kiedyś do niego wrócę.

Miło, że zakończenie rozczuliło i okazało się ciekawe, a tekst wyszedł niebanalny. Nie tylko Ty tak uznałeś – to moje jedyne srebro.

Kontrakty. Nie wiem, czy to nie byłoby bardziej cywilizowane i łatwiejsze dla wszystkich zainteresowanych niż rozwód po dwóch latach małżeństwa.

Sea Pearls. Już nie pamiętam, skąd wzięłam nazwy kosmetyków. A z czym Ci się kojarzą?

Najpierw musisz się dać skopiować na biodysk. ;-)

Sytuacja prawna. Ona, oczywiście, ewoluuje. Nowe rozwiązania pojawiają w miarę potrzeb. Wiesz, prawo precedensowe w Stanach itd. Tło społeczne można wymyślać a wymyślać. Na kilka wieków akcji starczy.

Babska logika rządzi!

Pewnie, że się dam! Co moi przodkowie zrobiliby bez człowieka XXI wieku? Tak mówił praprawnuczek…

Wiesz… w notatkach mam tylko, że się kojarzą głupio i nie pamiętam już dokładnie o co mi chodziło. Zgaduję, że jakieś zboczone konotacje. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

A, jak Cię praprawnuk zachęca, to jasna sprawa.

Głupio się kojarzą?

No, bohaterowie prezentują różne podejścia: Maks dobiera niespokrewnione partnerki, żeby maksymalizować dzieciom liczbę przodków. Andżi idzie na żywioł i ma gdzieś mądrość przodków.

Babska logika rządzi!

No i to jest właśnie w tym tekście fajne. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Tym razem przeciwieństwa się przyciągnęły i nawet są z tego zadowolone.

Babska logika rządzi!

Niezwykle sympatyczna historia. Zaimponowałaś mi Finkla. Przede wszystkim fajnym i oryginalnym pomysłem (kolekcjonowanie biodysków przodków jako wyznacznik statusu społecznego – bardzo sensowne i wiarygodne w zamyśle), lekkim tonem i swobodnym językiem. A także tym, jak sobie to wszystko zaplanowałaś i wymyśliłaś oraz przemyślaną kompozycją. Owszem, sensacyjna fabuła ustępuje z czasem romansowi jak z bajki z zakończeniem w stylu “​… i żyli długi i szczęśliwie”​. Ale opowiadanie jest zwyczajnie bardzo dobre i taki zwrot akcji w niczym mi nie przeszkadza. Nawet jeśli zakończenie jest nieco przewidywalne to właśnie takiego oczekiwałem dla pary sympatycznych bohaterów.

Bardzo satysfakcjonująca lektura. Ale już to wiesz od innych czytelników, gdy tak czytasz ich pozytywne komentarze przyozdobiona w zasłużone piórka ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Marasie. :-)

Cóż, ludzkość od wieków romansuje z ideą nieśmiertelności, ja spróbowałam pożenić ją z komputerami i przechowywaniem informacji. A skutki społeczne jakoś już same wyszły…

Miło mi, że aż tyle rzeczy Ci się spodobało, a lektura usatysfakcjonowała. Ale to niezupełnie tak, że wszyscy zgodnym chórem chwalili. Krytyka też była – niektórych kwestii komputerowych nie dopracowałam porządnie.

Babska logika rządzi!

Nie jestem komputerowym maniakiem i nic mi nie przeszkadzało (ale pewnie poprawiłaś co trzeba). Ja jestem pod wrażeniem pomysłu. Prostego ale przez to jeszcze bardziej godnego podziwu. Wykonania nie trzeba komentować nawet przy tak wyrobionym piórze.

 

edit. Oczywiście idea zapisywania osobowości to nie jest nic nowego (fajnie przedstawiona np. u Reynoldsa w cyklu Przestrzeń objawienia) ale samo wykorzystanie i rozwinięcie tej idei odnośnie wiedzy i statusu w Twoim opowiadaniu robi wrażenie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wiesz, te proste błędy najprawdopodobniej poprawiłam. Ale poważniejsze, które wymagałyby przepisania kilku scen – już nie. A były zarzuty, że sposób kodowania i szukania hasła jest błędny, bo to dałoby się złamać banalną “brute force”, a tamto wymagało większej mocy obliczeniowej itd.

Możesz mieć rację, że tutaj zapunktowałam przemyślanym światem i konsekwencjami wynikającymi z wynalazku, które wcześniej jakoś pomijano. Chyba gdzieś kiedyś czytałam, że kolejny podział społeczeństw na klasy społeczne nastąpi według linii mają informacje/ nie mają informacji. Kto wie…

Babska logika rządzi!

Sama widzisz jak trafiłaś celnie z tym pomysłem. Dlatego zrobił na mnie wrażenie. Sięgnąłem właśnie po ten Twój tekst bo gdzieś w rozmowie z kimś go komuś polecałaś gdy zapytał co warto przeczytać Finkli. I się nie zawiodłem. A co do szyfrowania. Dla takiego laika jak ja wszystko brzmiało wystarczająco mądrze.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No, mnie też się wydawało, że powinno być dobrze. Ze dwie książki na krzyż na ten temat przeczytałam. A tu nie do końca…

W końcu to moje jedyne srebrne pióro. Jakieś zalety musi mieć. :-)

Babska logika rządzi!

Jak wynika z dyskusji toczonej obecnie na portalu (wypisałem się z niej jako głos nieistotny dla sprawy) zdobywanie piórek srebrnych to pewnego rodzaju loteria, granicząca ostatnio z cudem. Świetne teksty mogą trafić srebro ale nie muszą. Ja bym się nie przejmował. 

Przeczytać dwie książki w jakimś temacie i wykorzystać tę wiedzę w opowiadaniu to już naprawdę sporo. Zależy też jakie książki. 

Czyli, powiadasz, także “​Nagroda wojownika”​ zasługuje na szczególną uwagę?

Po przeczytaniu spalić monitor.

No, ostatnio coś srebrny strumyczek wysechł i nie wiadomo, kiedy wróci. Mnie się wydaje, że wśród nagrodzonych od maja były wyjątkowe teksty.

To niezupełnie tak, że przeczytałam na potrzeby tekstu. Czytam sporo książek popularnonaukowych, trafiło się również coś o kryptografii. A potem tylko wykorzystuję wiedzę, kiedy trafi się okazja. Jedną książkę czytałam tak dawno, że już nie pamiętam, co to było. Wpadło mi w ręce coś o szyfrach z cyklu “Monstrualna Erudycja” dla dzieci. W liceum czytałam o odgadywaniu hieroglifów egipskich. Stosunkowo niedawno “Sekrety kryptografii” Bauera (to jest tak zmatematyzowane, że momentami wymiękałam). No i tam jeszcze czasami coś na marginesie innych książek się zdarzało…

“Nagrodę wojownika” też mogę polecić. Ale raczej się streszczaj, bo niedługo ją schowam. :-)

Babska logika rządzi!

Schowam? Jak to? Na jakiej zasadzie i dlaczego?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Prawem kaduka autora! Bo ukaże się gdzie indziej.

Babska logika rządzi!

A to rozumiem. Myślałem, że założyłaś sobie, nie daj Boże, jakiś okres przydatności do spożycia. Albo chcesz przerobić. Jeśli ma być publikacja to tylko pogratulować. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

A nie. Są tu moje jeszcze starsze teksty, ale większości nic nie grozi. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki, Anet. :-)

Widzę, że jakiś mały rajd po moich tekstach uskuteczniasz.

Babska logika rządzi!

A tak zaglądam to tu, to tam ;)

No to miłego zaglądania i owocnych wykopków. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka