- Opowiadanie: Finkla - Pozbyć się strachu!

Pozbyć się strachu!

Oba­wiam się, że limit tro­chę za­szko­dził po­my­sło­wi. Trud­no.

Sza­now­nych ju­ro­rów in­for­mu­ję, że wpraw­dzie na li­ście nie zna­la­złam do­kład­nie ta­kie­go lęku, jaki sobie wy­my­śli­łam, ale za to w tek­ście wspo­mi­nam mię­dzy in­ny­mi o ma­gej­ro­ko­fo­bii, si­to­fo­bii, ho­plo­fo­bii i rab­do­fo­bii (tylko odro­bi­nę na­cią­ga­nej). Fajne nazwy, praw­da? :-)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

ryszard, Cień Burzy, BogusławEryk

Oceny

Pozbyć się strachu!

– Nie­chaj na­rzę­dzia pracy każ­de­go mieszkańca sieją strach we wro­gach królestwa! – chciał rzec na­dwor­ny cza­row­nik.

Miast tego po­wie­dział:

– Nie­chaj na­rzę­dzia pracy sieją zło­wro­gi strach w każ­dym mieszkańcu królestwa!

W sta­ro­ma­gicz­nej mowie sen­ten­cje te brzmią bar­dzo po­dob­nie. Za­iste, każdy mógł się po­my­lić. Tym bar­dziej, iż Ma­le­fi­cu­so­wi wciąż plą­tał się język po wczo­raj­szej li­ba­cji. Ale i oka­zja na­le­ża­ła do wy­jąt­ko­wych – kró­lew­ska córka nie za­czy­na co dnia krwa­wić po trzy­mie­sięcz­nej prze­rwie. Mus było uczcić świę­to.

Ja­kie­kol­wiek przy­czy­ny spo­wo­do­wa­ły po­mył­kę cza­row­ni­ka – stało się. Opła­ka­ne skut­ki dały się od­czuć na­tych­miast. Oczy­wi­ście, nie­szczę­sny mag z ca­łe­go serca chciał cof­nąć urok, nie mógł jed­nak­że zdo­być się na zła­pa­nie różdż­ki.

Pierw­szym de­kre­tem króla, tuż po wy­rzu­ce­niu ko­ro­ny i berła przez okno, stał się wyrok śmier­ci na Ma­le­fi­cu­sa. Po­wie­sze­nie rzu­ca­ją­ce­go za­klę­cie po­win­no za­koń­czyć dzia­ła­nie czaru. Nie­ste­ty, kat na klęcz­kach bła­gał, by nie ka­za­no mu zbli­żać się do tej okrop­nej kon­struk­cji na wzgó­rzu. O to­po­rze w ogóle mowy nie było – po­tęż­ne chło­pi­sko roz­sz­lo­cha­ło się na widok ha­la­bard po­rzu­co­nych przez gwar­dzi­stów. Chęt­nych do za­stą­pie­nia mi­strza ma­ło­do­bre­go nie bra­kło, ale cza­row­nik młody był, silny, z ła­two­ścią obro­nił żywot przed licz­ny­mi par­ta­cza­mi, a potem schro­nił się w swej wieży, do któ­rej strach było zaj­rzeć, a co do­pie­ro wejść.

 

W całym kraju źle się dzia­ło. Prze­kup­ki po­rzu­ca­ły kramy, ka­pła­ni zdzie­ra­li z sie­bie szaty i wy­rzu­ca­li ka­dziel­ni­ce, rze­mieśl­ni­cy z wy­ciem wy­bie­ga­li z warsz­ta­tów… Z cza­sem jed­nak z cha­osu za­czął wy­ła­niać się pe­wien ład. Nie­szczę­ście zmu­si­ło pod­da­nych do współ­pra­cy. Mę­żo­wie ob­ja­śnia­li żonom, jaką ro­bo­tę trze­ba na polu wy­ko­nać, a sami pil­nie słu­cha­li, co na wie­cze­rzę uwa­rzyć, jak nić prząść i czym cha­łu­pę ochę­do­żyć. Ko­wa­le ubi­ja­li chu­do­bę, rzeź­ni­cy kuli konie i jakoś się życie ukła­da­ło. Nie wszę­dzie jed­na­ko­woż – gdzie in­te­res prze­cho­dził z ojca na syna i całe rody jedno tylko po­tra­fi­ły, tam bieda lu­dziom w oczy za­glą­da­ła. Naj­go­rzej szło u kra­sno­lu­dów – licz­ne szcze­py po­rzu­ci­ły ko­pal­nie i włó­czy­ły się po la­sach a go­ściń­cach.

Przy stra­ga­nach i po karcz­mach, nad mi­ska­mi kiep­skiej – bo wa­rzo­nej przez ka­pła­nów lub drwa­li – po­lew­ki, nio­sły się plot­ki o przy­czy­nie nie­szczę­ścia. Po całym kraju lu­dzie i nie­lu­dzie ra­dzi­li, jak pro­blem roz­wią­zać. W stro­nę kró­lew­skie­go zamku za­czę­ły ścią­gać dzi­wacz­ne grup­ki zbaw­ców kra­iny. Dzi­wacz­ne, bo świat jesz­cze nie wi­dział zbie­ra­nin tak przy­pad­ko­wych, tak źle do­bra­nych i tak cu­dacz­nie wy­po­sa­żo­nych; kra­sno­lu­dy dźwi­ga­ły elfie łuki, nie­rzad­ko dwu­krot­nie dłuż­sze od no­si­cie­la, ry­ce­rze miast heł­mów dzier­ży­li ko­cioł­ki, w któ­rych przy­rzą­dza­li stra­wę, nie­wia­sty nie­po­rad­nie trzy­ma­ły noże do opo­rzą­dza­nia ubi­tej zwie­rzy­ny…

 

Jedna z ta­kich bo­ha­ter­skich dru­żyn wśród swa­rów, zgryź­li­wo­ści i uty­ski­wań parła go­ściń­cem ku sto­li­cy.

– Na­rą­ba­li­by­ście drew, mości elfie, skoro już to­po­rem wy­ma­chu­je­cie.

– Re­li­gia mi za­bra­nia, cza­row­ni­ku.

– Pa­trzaj­ta de­li­ka­ci­ka! A to klą­twa, a to re­li­gia… Wszyst­ko, aby tylko do uczci­wej ro­bo­ty się nie wziąć! – sark­nę­ła Bogna, córka karcz­ma­rza.

Tylko kra­sno­lud mil­czał. Serce go bo­la­ło, gdy sły­szał, jak ostrze to­po­ra jego pra­pra­dzia­da zgrzy­ta na sę­kach. Toż po samym świ­ście sły­chać, że uko­cha­na (i nagle znie­na­wi­dzo­na) broń po­trze­bu­je oseł­ki jak rubin opra­wy. Ale cóż czy­nić, fir­cy­ko­wa­ty elf nawet mimo świa­tłych rad nie zdo­łał­by kon­ser­wo­wać stali jak na­le­ży. Szpi­cza­sto­usi tylko do za­ba­wy pa­ty­ka­mi na­wy­kli, gdzie im tam do me­ta­lur­gii!

Wresz­cie Freir ode­zwał się:

– Jutro pew­ni­kiem do­trze­my na miej­sce. Jakiż macie plan, dłu­go­wiecz­ne mą­dra­le?

– Za­ciu­kać rzu­ca­cza klątw, ot co! – par­sk­nął elf.

– Nie tak łatwo po­zba­wić ży­wo­ta jed­ne­go z mo­je­go brac­twa – za­pro­te­sto­wał Ar­ma­zi. – Nawet jeśli różdż­ki ująć nie może.

– Ech, gdy­bym tylko mo­je­go nie­chyb­ne­go łuku tak nie znie­lu­bił, nie by­ło­by kwe­stii – ob­sta­wał szpi­cza­sto­uchy Ge­re­olen.

 

Na­za­jutrz oka­za­ło się, że na dzie­dziń­cu zam­ko­wym kłębi się cały tłum nie­do­szłych bo­ha­te­rów. I bez tego sie­dzi­ba kró­lew­ska nie bu­dzi­ła za­ufa­nia. Panny z frau­cy­me­ru, po­zba­wio­ne gor­se­tów i bar­wi­czek, skut­kiem tego szpet­ne ni­czym kra­sno­ludz­kie ma­tro­ny, ubra­ne w mę­skie stro­je i kol­czu­gi, pa­tro­lo­wa­ły mury. Mu­zy­kan­ci i tref­ni­sie wal­czy­li, bo trud­no było zwać to opie­ką, z ru­ma­ka­mi w staj­niach. Wszy­scy wrzesz­cze­li i ba­ła­gan pa­no­wał nie­opi­sa­ny.

Naj­gor­sze jed­nak oka­za­ły się plot­ki szep­ta­ne przez cze­ka­ją­cych na au­dien­cję dziel­nych nie-wo­ja­ków roz­ma­itych pro­we­nien­cji. Otóż, wie­ści gło­si­ły, iż na­dwor­ny mag nie cze­kał na zbaw­ców oj­czy­zny, lecz czmych­nął, by skryć się gdzieś w mie­ście albo i poza jego gra­ni­ca­mi.

– Cóż tedy po­cznie­my? – spy­tał przy­gnę­bio­ny no­wi­na­mi Freir.

– Pójdź­my do karcz­my – za­pro­po­no­wał Ar­ma­zi. – Kisz­ki mi już bunt pod­nio­sły od tego wa­sze­go kra­sno­ludz­kie­go ku­cha­rze­nia. Nad miską za­cnej stra­wy po­du­ma­my, co dalej.

Tak też uczy­ni­li. Mimo wielu przy­jezd­nych, zna­leź­li wolne miej­sca przy wiel­kim stole, za­mó­wi­li kaszy z mię­si­wem i jęli cze­kać na po­si­łek, roz­glą­da­jąc się po izbie.

– Cie­ka­wość, przed kim chowa się ten je­go­mość – szep­nę­ła Bogna, brodą wska­zu­jąc męż­czy­znę w naj­ciem­niej­szym kącie.

Nim zdą­ży­li za­in­te­re­so­wać się nie­zna­jo­mym, przy­nie­sio­no im miski z ja­dłem. Dziew­czy­na na­tych­miast za­drża­ła.

– No już, już – sap­nął elf, za­wią­zu­jąc jej chu­s­tę na oczach.

Kiedy Bogna prze­sta­ła wi­dzieć zło­wro­gie sprzę­ty, uspo­ko­iła się. Wciąż jed­nak nie mogła chwy­cić łyżki, to­wa­rzy­sze mu­sie­li kar­mić ją, niby dzie­cię.

Gdy za­spo­ko­ili pierw­szy głód, za­czę­li prze­my­śli­wać, ja­kiej ro­bo­ty się jąć. Roz­wa­ża­nia prze­rwał za­uwa­żo­ny wcze­śniej za­kap­tu­rzo­ny mąż, który, pod­jadł­szy, opu­ścił swój cień i ru­szył do wyj­ścia.

– Toż to jeden z na­szych! – zdzi­wił się cza­row­nik. – Jaka silna aura! Za­iste, nie­zwy­kła moc!

– Ale że bez brody? – ma­ru­dził Freir. – Cóż to za nowa moda wśród ma­gicz­nych obi­bo­ków?

– Za nim! – za­ko­men­de­ro­wał nie­ludź z lasu.

Chwy­ci­li wciąż ośle­pio­ną Bognę i po­gna­li za obcym. Gdyby nie na­wy­kły do tro­pie­nia elf, ofia­ra wy­mknę­ła­by się dru­ży­nie dzie­siąt­ki razy. Tylko ta­len­to­wi Ge­re­ole­na za­wdzię­cza­li pew­ność, że ta­jem­ni­czy mąż znik­nął za ścia­ną, pod którą stali.

– Głową ręczę, iż dalej nie po­szedł – upie­rał się szpi­cza­sto­uchy.

– Toż tu nawet drzwi nie ma!

– Są, są – Ar­ma­zi wsparł elfa. – Jeno za­cza­ro­wa­ne, by murem się zdały. Dia­blo dobra ilu­zja…

– Wszak ga­da­ją, że nynie ma­go­wie uro­ków rzu­cać nie zdol­ni!

– To stare za­klę­cie, dawno sobie pta­szek tu gniazd­ko uwił.

Potem miała miej­sce krót­ka kłót­nia za­koń­czo­na nad­zo­ro­wa­nym przez Fre­ira wier­ce­niem dziur w ścia­nie i trwoż­li­wym za­kła­da­niem ma­gicz­nych ła­dun­ków wy­bu­cho­wych. Le­d­wie wy­brzmiał huk, a pył za­czął opa­dać, bo­ha­te­ro­wie rzu­ci­li się do środ­ka. Ar­ma­zi po­wstrzy­mał to­wa­rzy­szy w ostat­niej chwi­li, wszedł pierw­szy, zna­lazł i roz­bro­ił kilka pu­ła­pek.

Do­rwa­li tro­pio­ne­go męża w jed­nej z kom­na­tek na pię­trze, z mie­czem w spo­co­nej gar­ści. Z miej­sca ci­snę­li w kie­run­ku nie­zna­jo­me­go to­po­rem, nożem i ma­lut­ką ma­czu­gą. Bły­snę­ło upior­ne świa­tło i broń spa­dła u stóp maga, nie czy­niąc mu naj­mniej­szej krzyw­dy.

– Za­klę­cie tar­czy – burk­nął Ar­ma­zi. – Nie zu­ży­je­my jego mocy i przez sto lat.

– Jakże to?! – krzyk­nę­ła roz­cza­ro­wa­na Bogna. – Nijak nie idzie gada ubić?

– Ba! Ka­tow­skie na­rzę­dzia po­trzeb­ne, po­sre­brzo­ne i uro­ka­mi ob­ło­żo­ne…

Nie­zna­jo­my w tym cza­sie pró­bo­wał wy­wal­czyć sobie drogę do drzwi. Elf od nie­chce­nia pa­ro­wał nie­po­rad­ne ciosy.

– Cóż nam tedy czy­nić? – kon­ty­nu­ował roz­wa­ża­nia kra­sno­lud.

– Zwiąż­my ga­gat­ka i na zamek do­staw­my. Tam już znaj­dą się i na­rzę­dzia ka­tow­skie – za­pro­po­no­wa­ła Bogna.

– A jeśli to nie ten mag?

– Cosik mi się widzi, że ten. Azali król nie pozna swego?

Po kilku chwi­lach Bogna, przy po­mo­cy kom­pa­nów oraz wszel­kich zna­le­zio­nych w do­mo­stwie rze­mie­ni i sznur­ków zwią­za­ła wierz­ga­ją­ce­go męża ni­czym ba­le­ron.

– No to w drogę na zamek!

– Cze­kaj­cie! – wrza­snął wię­zień. – Mam myśl!

– Gadaj!

– Wi­dzia­łem, ja­ke­ście w karcz­mie kar­mi­li tę dzie­wusz­kę. Zrób­my to samo; za­kry­je­cie mi oczy i bę­dzie­cie wkła­dać do ręki różne pręty i pa­ty­ki, tak, bym nie wie­dział, czym są, a ja będę przy każ­dej drzaz­dze wy­gła­szał in­kan­ta­cję od­wra­ca­ją­cą nie­szczę­sny urok, aż tra­fię na różdż­kę.

– A co bę­dzie­my z tego mieli?

– Mi­ło­ści­wie nam pa­nu­ją­cy do szczo­drych nie na­le­ży, ale ani chybi tak za­cnym bo­ha­te­rom gro­sza nie po­ską­pi. W za­mian za da­ro­wa­nie ży­wo­ta wsta­wię się za wami, szep­nę, co trze­ba o wa­szych za­słu­gach do mo­nar­sze­go ucha. Zaś sam do kró­lew­skiej na­gro­dy do­ło­żę tyle złota, ile zdo­ła­cie unieść.

– Nie łżesz aby? – spy­tał po­dejrz­li­wie kra­sno­lud.

– Nie­chaj moc mnie opu­ści, je­ślim skła­mał!

Idea przy­pa­dła dru­ży­nie do gustu, tym bar­dziej, że Ar­ma­zi nie zna­lazł żad­nej luki w wy­gło­szo­nej z na­masz­cze­niem w sta­ro­ma­gicz­nym ję­zy­ku klą­twie, którą na­dwor­ny mag wzmoc­nił swą obiet­ni­cę. Je­dy­ny cza­ro­dziej w dru­ży­nie nie wąt­pił, że jeśli na­dwor­ny mag nie do­trzy­ma da­ne­go słowa, nie tylko bez­pow­rot­nie utra­ci całą magię, ale i za­pad­nie na bo­leść okrut­ną a wsty­dli­wą.

– Gdzie masz różdż­kę?

– Zo­sta­ła w zamku. Nie dałem rady jej za­brać. Ale wy, panie, je­ste­ście wszak cza­ro­dzie­jem, nie mylę się? Mogę użyć wa­szej, je­śli­ście ją wzię­li.

Dzie­sięć pa­cie­rzy póź­niej, po wy­pró­bo­wa­niu mię­dzy in­ny­mi łuku, sty­li­ska to­po­ra, mio­tły i nogi od zydla, Ma­le­fi­cus od­czy­nił fe­ral­ny urok. Wkrót­ce pro­stym za­klę­ciem uwol­nił się z wię­zów. Wresz­cie znowu trzy­mał różdż­kę i nie bał się jej użyć! Moc aż ki­pia­ła mu w trze­wiach. Nie­cier­pli­wie ze­rwał z głowy opa­skę i obej­rzał sprzę­ty, które przed mo­men­tem po­ja­wi­ły się w kom­na­cie. Za­klął szpet­nie, zo­ba­czyw­szy, w jak ogrom­nia­sty kufer za­mie­nił się bro­da­ty kur­du­pel. Tyle złota mag nie po­sia­dał…

Koniec

Komentarze

Przeczytałem. Komentarz po zakończeniu konkursu.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

To ci nietuzinkowy strach.

Choć mam wrażenie, że i bez zaklęcia są ludzie, którzy boją się narzędzi pracy;)

 

Poza tym kawał dobrego, klasycznego fantasy. Finkla znów nie zawodzi :)

 

Tekst oceniam na 7.

 

Pozdrawiam!

 

Aha, osobiście, nie odczuwam, by limit znaków zrobił źle opku. Choć rozumiem, że Autorka miała śmielsze plany, z których została zmuszona zrezygnować. Czy to dobrze? Tego nie dowiemy się nigdy…

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Mnie się ten tekst tak jakoś średnio spodobał. Napisany dobrze, ale czego innego spodziewać się po opowiadaniu Finkli. Może fobia nie przypadła mi do gustu? A może “stylizacja” dialogów spowodowała poranne mdłości? Nie wiem.

Tekst oceniam na 6. 

Sorry, taki mamy klimat.

Dziękuję, Panowie. :-)

Bogusławie, no to czekam. Już niedługo. :-)

Nazgulu, oj, są. ;-) Miło, że Ci się spodobało. Dobrze kombinujesz – chciało się więcej, śmieszniej, dokładniej…

Babska logika rządzi!

Sethraelu, też dzięki.

Znowu nie bardzo? Fakt, nie ma tu jakichś większych fajerwerków. Ot, fantasy, z nieodłącznym krasnoludem i elfem w bohaterskiej drużynie… A tam, zawsze mogę zwalić na limit… ;-)

Babska logika rządzi!

Jak to znowu? Wczoraj “Sprawiedliwość” odebrałem przecież jako “fajną”! Mało tego, przypominam sobie, że dość regularnie uczestniczyłem w nominacjach Twoich tekstów. A że nie pieję z zachwytu nad każdym? Przepraszam, to się raczej… powtórzy. ;) A już z pewnością przy opowiadaniach, które będą zawierały próby archaizacji dialogów; uważam, że taki zabieg psuje dialogi i sprawia, że brzmią one nienaturalnie, a już z pewnością nie “średniowiecznie”. Po prostu dziwacznie. 

Ale generalnie tak, to wszystko przez limit! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

No już dobrze, przecież nic takiego nie piszę. Czasami Ci się podoba aż do piania, a czasami nie. Jako kobieta wszystko sobie zapamiętuję. I nie ma co z tym walczyć. ;-)

Tak, problem zapewne będzie się powtarzał, bo mi klasyczne fantasy bez stylizacji wydaje się jakieś takie… niedopracowane.

Fajnie, że tym razem osiągnęliśmy kompromis. Ciekawe, jak się z nim jurorzy poczują. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale, Sylwio, dlaczego to opowiadanko jest takie krótkie? Trzeba było machnąć ręką na konkurs i dać nam piękniejsze, bardziej rozbudowane opowiadanie, bo czyta się je jak najlepsze teksty fantasy. Mimo, że preferuję science fiction, takie teksty zawsze czytam z przyjemnością – finezyjne i pełne humoru. Pozdrawiam roześmiany po lekturze.

Dziękuję, Ryszardzie.

Myślałam o tym, żeby zlekceważyć ograniczenia i wstawić poza konkursem, ale pomysł na zawody wydał mi się taki interesujący, że żal było odpuścić. Dziękuję, miło, że się efekt spodobał.

Babska logika rządzi!

Nie dość, że świetnie napisane, to jeszcze moje klimaty. Szczególnie powód rannej magowej niedyspozycji i pomylenia zaklęć bardzo mi się ;)

Tekst oceniam na 8.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki, Emelkali.

Ale to syndrom dnia wczorajszego taki urokliwy, czy też powód balangi do gustu przypadł? ;-)

Babska logika rządzi!

Powód, jasne, że powód ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Każdy powód do imprezy jest dobry. Niektóre, jak widać, są lepsiejsze. ;-)

Babska logika rządzi!

Przyjemne opowiadanie, pomysł milutki, choć bez błysku geniuszu (a do tego błysku już mnie przyzwyczaiłaś, więc jak go nie ma to…buu). Nie znam się na stylizacji i bez problemu ją łykam, dopóki nie jest zbyt nachalna. Niestety, akapit zaczynający się od słów: “W całym kraju źle się działo.“ wybił mnie z rytmu – szczególnie dużo tutaj stylizacyjnych zawijasów w porównaniu z resztą tekstu, archaizmy trochę zazgrzytały mi mi w zębach. Poza tym jednym, nie mam uwag.

Tekst oceniam na 6.

Dzięki, Rooms.

Ech, rozbestwiłam Czytelników. Błysku geniuszu trzeba już na stałe… Powiadasz, że w tym jednym akapicie przegięłam? Trzeba będzie przejrzeć…

 

Edit: Dobra, troszkę archaizmów wywaliłam.

Babska logika rządzi!

Poczekaj, kiedyś i błysk nie wystarczy ;) Moooore, giiive meee moooore :)=

EDIT: jest lepiej :D

Orientuj się, ani uzależnienia, ani wyścigi zbrojeń nie są zdrowe… ;-)

Babska logika rządzi!

.

 

Bogusławie, no to czekam. Już niedługo. :-)

Biedna, naiwna kobietka…

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

!

Nie tyle naiwna, co precyzyjna. Konkurs kończy się za kilka godzin (dziewięć i trzy minuty, żebym nie była gołosłowna). A że Bogusław obiecał komentarz, to już jego problem… ;-)

Babska logika rządzi!

Hmmmm…

I tu nie masz racji, Sun.

Uchylę rąbka tajemnicy okalającej pracę Jury i zdradzę Ci, że za te osiem godzin i trzydzieści jeden minut minie czas zgłaszania prac do konkursu. Ale sam konkurs się na tym nie zakończy. Nie DLA NAS – Szefowej i jej Trzech Muszkieterów.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Zakończenie zakończeniem, a ogłoszenie ogłoszeniem. ;-p

Jak nie wierzysz, to spytaj Beryla, czy Grafomania 2014 już się skończyła… Albo może lepiej nie. ;-)

Babska logika rządzi!

 Jak nie wierzysz, to spytaj Beryla, czy Grafomania 2014 już się skończyła…

Ot, znalazła przykładny przykład.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

“jak nić prząść i czym chałupę ochędożyć.“ Może się mylę, ale to słowo kojarzy mi się z zupełnie inną czynnością… to pewnie wina Sapkowskiego:)

 

Tekst oceniam na 8.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Cieniu, cieszę się, że Ci przykład do serca trafił. ;-)

Sfunie, dziękuję. Nie wiem, czyja to wina, ale to słowo więcej niż jedno znaczenie. Co gorsza, jest jeszcze przymiotnik “chędogi”.

Babska logika rządzi!

A że Bogusław obiecał komentarz, to już jego problem… ;-)

Komentarze dawno napisane, oceny wybrane, jeno do ogłoszenia wyników wszystko jest top secret ;)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Finklo, moim zdaniem nie powinnaś zbytnio ulegać sugestiom komentatorów, szczególnie w sprawie tzw. “stylizacji”. Powinnaś kierować się własnym wyczuciem i doświadczeniem. Pozdrawiam.

Sam, nie pojmuję tej wszechobecnej na forum awersji do stylizacji. 

Ja lubię, mało tego, uwielbiam… Krzyżaków! 

Ot, co!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Mistrzem stylizacji był na przykład Antoni Gołubiew w swoim cyklu powieściowym pt. “Bolesław Chrobry”. Stylizację stosował i Bunsch i Kraszewski, a także mistrz Sienkiewicz. Stylizacje stosuje Sapkowski i Dukaj. Pozdrawiam.

Przez opowiadanie przebrnąłem sprawnie. Tradycyjnie szacun dla warsztatu. Jednak zbyt wiele rzeczy mi w tym opk’u zazgrzytało, co w efekcie obniżyło satysfakcję z lektury.

Stylizacja rzecz gustu i/lub mody. Za rok dwa będzie się pewnie podobało. Dziś jest przesyt, jutro będzie niedosyt takich opowiadań. Pamiętam, że jako dzieciak, śmiałem się z dziadków, którzy nosili okulary na pół twarzy. Z przerażeniem odkryłem kilkanaście lat później, że cudaki znów miały swoje pięć minut;) Ale, nie o tym to ja chciałem. Zgrzyty.

Czarodziej, zakładam, również poddanym króla był. Awersję to sprzętu własnego mieć zatem powinien analogiczną do pozostałych;) -> Krasnoludy nie próbowały nawet drzew ścinać, bojąc użyć toporów (pierwszy zgrzyt, mimo fobii krasnolud z lubością i troską myśli o toporze, który widzi w rękach elfa – wyobrażasz sobie arachnofoba, który z takim rozrzewnieniem snułby rozważania o odnóżach pająka lub jego żuwaczkach), choć mogli bawić się w bobry lub użyć pił. Elfy nie szyły z łuków, ale przecież od czego są kusze;) czemu też od razu łapać się za topór – zielarstwem mogli się zająć. -> Wynika z tego, że fobia zasięg miała szerszy aniżeli wykorzystanie sprzętów codziennego użytku lub jak przystało na fobię, każdy stronił jak się da od zajęć, które im przypominały o genezie własnego lęku. -> Za to po czarodzieju nie widać było obaw co do wykorzystania innego narzędzia w zastępstwie różdżki (drugi zgrzyt). -> A skoro tak, dlaczego mądrala wcześniej nie zabrał się za testowanie innych atrybutów maga amatora (trzeci zgrzyt)? Przecież wcześniej mógł rozwiązać problem lub gdzieś się aportować. Ciągle był na kacu i otrzeźwiał pod presją śmierci?

I na końcu zgrzyt, nie zgrzyt. Pijak nabroił i w finale jest górą. Nie lubię tak;) Podobnie jak w przypadku złotej rybki, życzyłbym takiemu delikwentowi wszystkiego najgorszego:)

Dla Ciebie jednak – wszystkiego naj:D

empatia

Patrzaj, cosik, azaliż, pewnikiem, tedy, (wasz/jej/jego)mość, chędożyć, nynie, niewiasta, zacne, białogłowa, jeno, pierwej + czasownik umieszczony na końcu zdania + cała reszta totalnie współczesna (łącznie z wyrazem totalnie) = “stylizacja” powszechnie akceptowana i stosowana na tym portalu.

Oczywiście są chlubne wyjątki, np.:

Gwidon – Udo (chciałem tu dać jeszcze linki do dwóch tekstów Ajwenhoła, ale tych tekstów już na portalu nie ma, szkoda). 

To opowiadanie Finkli, do wyjątków – MOIM ZDANIEM (bo niby czyje do cholery mam wyrażać?) – nie należy; uważam, że – może nie idealnie, ale jednak – wpisuje się w ową “portalową definicję” i dlatego mi nie pasowało.

To nie jest tak, Ryszardzie, że nie lubię stylizacji. Uważam po prostu, że prawie nikt nie stosuje jej na tyle sprawnie, by nie szkodzić tekstowi. A podane przez Ciebie przykłady to – jak by na to nie spojrzeć – zupełnie inna liga.

 

 

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, szanuję Twoje zdanie. Sprawa nieprosta. Ale na tym polega problem, aby autor wyważył proporcje. Złotej recepty nie ma. Co do “ligi”, to właśnie czytam Harlama Cobena – “Jeden fałszywy ruch”, i zapewniam Cię, że nie takie tylko niedoróbki i niezręczności są w tekście. Poza tym – De gustibus non disputandum est”. Pozdrawiam serdecznie.

Mężowie objaśniali żonom, jaką robotę trzeba na polu wykonać

 

Bo baby na polu ngdy nie pracowały?:P 

 

Zawiodłam się szczerze powiedziawszy, zapowiadało się na przedni kawał, a skończyło nijako. Bardziej, by mnie finał zaskoczył, gdyby czarodziej klątwę odkręcił i wszystko było cacy, niż oszukał drużynę, jakże uczynił. Swoją drogą bohaterowie bystrością zdecydowanie nie grzeszyli i w sumie nawet charakteru nie mieli, a ja takich nie lubię.

Niestety, niebardzo mi się :( Tekst oceniam na 5.

Tylko nie "Tęcza"!

Stylizacja to tylko wydumana przez autora proteza. Jej zadaniem jest tworzenie klimatu. A proteza, jak proteza – jedna lepiej, druga gorzej pełni swoją funkcję.

 

Bajka zupełnie nie z mojej bajki. Nie robię w magach, elfach, krasnalach i Harry Potterach. Finklo, mówiłaś, że wampiry i mordobicia to nudy… Tu się dopiero wynudziłem! Rozumiem jednak dziecięcą fascynację. Znajduję w tym niewinność i wrażliwość. Podziwiam kunszt Autorki, jej umiejętność żonglerki słowem. Słowo jest magią.

 

Tekst oceniam na 8.  

Ech, musiałam na trochę oderwać się od kompa. Dziękuję za wszystkie komentarze. Już odpowiadam.

Bogusławie, no to uważaj, co obiecujesz. ;-) Dobra, wiadomo, że poczekam – innego wyjścia nie mam.

Ryszardzie, tak bezkrytycznie chyba sugestiom nie ulegam. Ale zdaję sobie sprawę, że ten tekst pisałam z doskoków, w małych kawałkach i może być nierówny. Ten akapit chyba faktycznie odstawał. Jeśli Czytelnicy mają rację, to czemu im jej nie przyznać?

Nazgulu, chyba wszechobecna jeszcze nie jest. Jak zawsze; jeden woli czekoladę, inny kotleta po hawajsku. Niewykluczone, że bardziej wyraziści są krytycy. :-)

Empatio, już wyjaśniam zgrzyty. Czy czarodziej miał awersję do sprzętu? Tak, wspominam, że natychmiast cofnąłby zaklęcie, ale nie mógł złapać różdżki. Nie miał problemu z chwytaniem innych drewnianych obiektów, tylko że one nie działały. Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Nie wpadł na pomysł. Dopiero w karczmie zobaczył, jak drużyna karmi Bognę i chciał wypróbować tę metodę. Poza tym, potrzebował pomocnika, który by mu w łapki drewienka wkładał. Ważne jest to, że miał zasłonięte oczy i nie wiedział, czy trzyma różdżkę, czy inny kawał badyla.

Krasnoludy i topory – moje krasnoludy nie ścinają toporami drzew (raczej w kopalniach pracują), to po prostu broń. A fobie mogą występować z różną siłą. Używać nie był w stanie nikt, może niektórym udawało się patrzeć bez bólu. Pokurcze to twarde bestie. Zasadniczo (nie mówię o jednostkach, na przykład zawodowych żołnierzach) silniej reagują na kilofy niż topory. Mój nie patrzy na swój topór, orientuje się w jego stanie po świście. I ubolewa, że sam nie może naostrzyć, a elf nie potrafi tego zrobić. Kocha i boi się/ nienawidzi jednocześnie.

Elfy (i poddani w ogóle) imali się różnych zajęć, byle nie wymagających dotychczasowych narzędzi. Fobia nie dotyczyła sprzętów codziennego użytku, tylko narzędzi pracy. Dla córki karczmarza były to akurat miski, sztućce, noże, garnki… Nie tyle każdy stronił od zajęć, co nie mógł używać narzędzi. A niektórych rzeczy nie da się zrobić bez specjalnego sprzętu (gotowanie, podkuwanie koni, orka, rąbanie drzewa). Taki na przykład śpiewak mógł dalej wykonywać swój zawód, o ile nie brzdąkał przy tym na lutni. Król, po wyrzuceniu berła i korony, też dawał radę.

Czy czarownik dobrze na tym wyszedł? Nie wydaje mi się. Ale może nie napisałam tego dostatecznie wyraźnie.

Sethraelu, czyli łyknąłbyś stylizację, ale musi być zrobiona dobrze? OK, to ciekawszy komunikat niż ten pierwszy. A możesz dać przykłady? Bo słowa “totalnie” nie użyłam. :-) No dobra, to ja sobie będę od czasu do czasu trenować i starać się stylizować coraz lepiej i mam nadzieję, że jakoś przetrzymasz moje próby. :-)

Tenszo, czy baby pracowały na polu? Oczywiście, że tak. Ale wyobrażasz sobie chłopa, który w takiej sytuacji nie musiałby podzielić się z żoną swoim przebogatym doświadczeniem? ;-) Co robi facet, kiedy jego żona prowadzi wspólny samochód? Finał. Hmmm, chyba niewyraźnie napisałam, bo czarodziej klątwę odkręcił, dopiero potem zajął się drużyną. Bohaterowie nie grzeszyli bystrością. No owszem, ale Maleficus sformułował swoją obietnicę chyba w dość cwany sposób, a klątwę, co będzie, jeśli nie dotrzyma słowa wygłosił uczciwie, czego drużyna dopilnowała. Ale czego oczekujesz od mocno zestresowanych amatorów? Ech, charakter mogliby mieć, gdybym miała więcej znaków. ;-) Nie spodobało się? Szkoda. :-( Może następnym razem.

Babska logika rządzi!

Ambroziaku, dziękuję.

Taak, mordobicia są strasznie nudne. “A ja mu tak! A on mi tak!” Cios, unik, cios, trafienie, ból… I tak w kółko. U mnie starcia nie ma. :-) Wampira też nie. Tak, nie przepadam za fantasy, czy może precyzyjniej; to klasyczne mi się odrobinę przejadło, musi mieć w sobie jakiś interesujący element, żeby wciągnęło. A najlepiej, żeby było śmieszne – Pratchett pisze bardzo przyjemnie. Ale co zrobić, skoro taki właśnie pomysł na fobię mi przyszedł do głowy?

Babska logika rządzi!

Ale, Finklo, dać przykłady czego? “Totalnie” nie użyłaś, to prawda, ale większości z wymienionych przeze mnie słów, które o rzekomej stylizacji mają świadczyć – i owszem. I niewiele ponad to, bo reszta jest raczej współczesna. Moja “definicja” nie odnosiła się tylko (ani w całości) do Twojego tekstu, ale ogólnie do tego, co ludzie – jak mi się wydaje – gotowi są określać takim mianem. A przykład stylizacji, którą bym “łyknął”, podałem. ;) 

Czekam na kolejne podejścia!

Sorry, taki mamy klimat.

Przykłady słów zbyt współczesnych. Łatwiej się uczyć na własnych błędach niż patrząc, “jak to robią inni”.

Kolejne podejścia pewnie nastąpią. :-)

Babska logika rządzi!

Generalnie przyznaję, że mordobicia lepiej wypadają w filmie, niż w literaturze. Ale wampiry to esencja romantyzmu.  

Mam wrażenie, że w horrorach czuły się lepiej niż w romansach. Podobno prawdziwi krwiopijcy nabijają się z Cullenów. ;-)

Babska logika rządzi!

Przykłady słów zbyt współczesnych.

Nie jestem pewien, czy w tym tekście takie są. Naprawdę muszę szukać? Nie chcę mi się drugi raz czytać całego tekstu. ;) Nie lepiej będzie, jeśli to Ty, ewentualnie, je znajdziesz? ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Ja już kiedyś szukałam i, jak widać, nie znalazłam. Ale rozumiem Twoje podejście. Czy możemy się umówić, że przy następnym tekście z próbą stylizacji nastawiasz się na czepianie?

Babska logika rządzi!

Poza tym, podzielę się z Tobą dziwną refleksją, która dopadła mnie przed chwilą: uważam, że  stylizacja przeważnie wprowadzana jest po to, by tworzyć klimat, a jednocześnie odnoszę wrażenie, że ów gryzie się humorem, który, aby być zrozumiałym, musi być współczesny i z tym się kojarzy – ze współczesnością. Dlatego słabo współpracuje z próbami stylizacji. Co o tym sądzisz?

Tylko nie przywołuj mi tu “Wiedźmina”, bo akurat tam najzabawniejsze dialogi były na wskroś współczesne. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Możemy się tak umówić! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

No to jesteśmy umówieni.

Stylizowany humor. Hmmm… Trudno podać jakiś porządny przykład z fantasy. Fajny humor ma Pratchett, ale nie mogę dużo powiedzieć o stylizacji, bo czytuję w oryginale i takich niuansów nie łapię. No, Szekspirem z całą pewnością nie leci, ale może jakaś lekka jest.

Złamię zakaz używania “Wiedźmina” i napiszę, że rozbawiła mnie kwestia Milvy zakończona słowami “rycerze chędożeni”.

Zasadniczo, o ile pamiętam teorię dowcipu, konieczny jest element zaskoczenia. Zestawienie niepasujących elementów nieźle by się nadawało. Na przykład przetłumaczenie współczesnych przekleństw na stary język, jak ci milvowi rycerze.

Czy klimat gryzie się z humorem? To odrębna sprawa. Pewnie zależy, jaki klimat. Groza albo patos raczej tak, bo śmiech je niszczy. Ale jakieś inne, czemu nie?

Z pozafantastycznych stylizacji – swego czasu niemiłosiernie rechotałam przy dialogu Zagłoby i Longinusa (”Herbu Zerwipludry” “Zerwikaptur!”), więc da się to zrobić.

Babska logika rządzi!

To się i ja poprzyczepiam do logiki tekstu: “Niechaj narzędzia pracy sieją złowrogi strach w każdym poddanym króla“ – czemu *król* wyrzuca w takim razie berło przez okno? Strach został zasiany w *poddanych* a nie w królu. Czemu królowi nie przyszedł do głowy najprostszy pomysł, mianowicie zamiast wyroku śmierci, zwolnienie maga ze służby? Magiczna formułka ‘od tej chwili nie jesteś moim poddanym’ – i fobia powinna zniknąć. Czemu karczmarzówna bała się sztućców? To przecież nie są narzędzia jej *pracy* – jeśli już, to powinna się bać garnków, chochli, tasaka itd. – sprzętów kuchennych. Ale nie stołowych.

Ale i tak najbardziej przerąbane miały prostytutki :P

O, dzięki.

Z królem masz rację. Cholera, mój głupi błąd. Ale już po północy, trudno, do ogłoszenia wyników tak zostanie.

Zwolnienie maga nic by nie pomogło – zaklęcie zostało rzucone. Albo trzeba je “odszczekać”, albo zabić twórcę. Zadziałałoby zwolnienie wszystkich poddanych z powinności, ale to raczej trudna decyzja dla króla. Aaa, że król zwalnia maga, a on wtedy może odczarować? Sprytne, ale skoro mnie nie przyszło do głowy, to nie wypada, żeby moi bohaterowie sami takie rozwiązanie wykombinowali. ;-)

Karczmarzówna pomagała rodzicom – pracowała, między innymi roznosząc te michy, myjąc je itp. Uznałam, że to wystarczy, żeby nazwać je narzędziami. A łychą próbuje się, czy dobrze doprawione. Garnki i tasaki oczywiście też, nawet bardziej, ale w historii się nie pojawiały.

Tak, też podumałam nad losem biednych prostytutek. Ale doszłam do wniosku, że własne ciało nie liczy się jako narzędzie. Gdyby każdy człowiek zatrudniony na stanowisku wymagającym myślenia bał się własnego łba… To już by była katastrofa, a nie lekka opowiastka! ;-)

Babska logika rządzi!

Napisałem, ze stylizacja jest protezą. Równie dobrze wpisuje się jednak w definicję parodii. A jako taka – może być zabawna.  

No właśnie stylizowane teksty Milvy były zabawne, ale na zasadzie kontrastu – ona jedna mówiła tam “po swojsku”, że tak to ujmę, i dlatego brzmiało to zabawnie.

Przykład z Onufrym i Longinusem – ok, tam wszystkie dialogi są stylizowane ale… żarty są rzadkością, więc też dobrze działają, na zasadzie kontrastu właśnie, bo trylogia Sienkiewicza nie jest raczej zbiorem dzieł humorystycznych, nie? ;)

Może poprzednio byłem za mało precyzyjny, więc spróbuję nadrobić, nawiązując do wcześniejszej refleksji: póki co wychodzi mi na to, że “stylizacja” gryzie się z tekstami, które z założenia mają być  całościowo zabawne. Co Ty na to?

Sorry, taki mamy klimat.

O, w międzyczasie Ambroziak podzielił się ciekawym spostrzeżeniem, które – wydaje mi się – współgra dobrze z moim zdaniem na temat roli Milvy.

Sorry, taki mamy klimat.

Hmmm. Jeśli stylizacja może służyć do parodiowania (a na czym innym polega parodia niż na przesadzaniu ze stylem?), to daje radę w tekstach całościowo zabawnych.

Czyli wychodzi na to, że się nie zgadzam. Wszystko da się zrobić, nawet zabawnie stylizować. :-)

Babska logika rządzi!

Fajny pomysł, napisany porządnie, z przymrużeniem oka, ale jakoś tak to wszystko emocji nie wzbudza. Poza tym nie pojęłam, co właściwie się stało na końcu? Jeśli mag zamienił bohaterów w meble, to po co mu się martwić, ile ma złota, a ile nie? Znaczy, jak wypełni kufer to wypełni też przysięgę, bo inaczej moc go opuści? Kiepskie rozwiązanie…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Jose. 

Dobrze kombinujesz. Obiecał tyle złota, ile uniosą, bo jak nie… A potem zamienił w kuferki. Może i kiepski pomysł, ale w stresie kombinował, dużo czasu nie miał na przekonanie drużyny do swojej koncepcji.

Z emocjami to u mnie trudno idzie. Ale kombinuję. :-)

Babska logika rządzi!

Dużo kombinowania w Twoim komentarzu ; ))

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Oj, faktycznie, przekombinowałam. ;-) Trudno, niech sobie zostanie taki dowód, że rozleniwiona świętami Finkla opuściła gardę. Baaardzo nisko.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem… trzy razy z rzędu, za każdym zanosząc się gromkim śmiechem!

Już sam początek

– Niechaj narzędzia pracy każdego poddanego sieją strach we wrogach króla! – chciał rzec nadworny czarownik.

Miast tego powiedział:

– Niechaj narzędzia pracy sieją złowrogi strach w każdym poddanym króla!

spowodował, że prawie spadłem z krzesła, i przekonał mnie, że mam do czynienia z wyjątkowym tekstem  :)

Genialny pomysł, genialne wykonanie, fantastyka jest, fobie także, ba, i to nie byle jakie fobie, a fobie fantastyczne! Wkradła się jedna nielogiczność (z treści wynika, że król poddanym jest króla :P), ale wybaczam i przymykam oko, gdyż w literaturze szukam przede wszystkim emocji, a Pozbądź się strachu! dostarczyło mi ich zaprawdę solidną dawkę!

Tekst oceniam na 9.

 

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Dzięki, jurorze Bogusławie. :-)

Przeczytałam komentarz trzy razy z rzędu, bez przerwy się uśmiechając. :-)

Kiedy czytałam w komentarzach do poprzednich tekstów, jak nie lubisz fantasy, trochę się wystraszyłam. Ale widzę, że jednak czarownicy, elf i krasnolud na dokładkę Cię nie zniechęcili. Miło.

Błąd z królem – tak, zgapiłam się, już to Bellatrix wytknęła. Teraz, po ogłoszeniu wyników, mogę poprawić z czystym sumieniem.

Babska logika rządzi!

Ano, nie lubię, ale takiego “na poważnie”, co to aż ocieka patosem. W wydaniu humorystycznym – jak najbardziej :) Kiedyś, jak odkryłem Świat Dysku, z rozpędu przeczytałem około dziesięciu powieści z rzędu i od tamtej pory raczej unikam Pretchetta (przedobrzyłem niestety), niemniej jednak humor w fantasy wciąż cenię sobie wysoko ;)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Ufff! ;-)

Mam nadzieję, że dyskofobia kiedyś Ci minie. W tym cyklu było więcej niż dziesięć dobrych powieści.

A wiesz, mam podobnie – z fantasy najlepiej wchodzi mi nabijanie się z bohaterów-osiłków i gamoniowatych magów. Pratchett rządzi! :-)

Babska logika rządzi!

Tak to już ze mną jest niestety – nie umiem sobie dawkować przyjemności. Zanim zbrzydł mi cukier, czekolady też pochłaniałem całymi tabliczkami :P Ale do Terry’ego wrócę kiedyś na pewno, bo mimo chwilowej niechęci, dobrze pamiętam jak bardzo byłem jego prozą oczarowany :)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Może to jest jakiś sposób na zwalczanie nałogów – napakować organizm aż do przesytu… Ciekawe, czy z gorzałą też działa… ;-)

Babska logika rządzi!

Jakby tak się rozejrzeć dookoła, po znajomych, sąsiadach, współpracownikach, to… nie, chyba nie :P Z papierosami podobnie, co akurat wiem z doświadczenia ;/

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Ech, wiedziałam, że musi być jakiś haczyk. ;-)

I tak cud, że na cukier zadziałało.

Babska logika rządzi!

Fajne. Ta zbiorowa histeria skojarzyła mi się z tą z “Bacz, byś błędu nie popełnił!”, ale tu chyba bardziej uzasadniona :)

 

Tekst oceniam na 7.

Dzięki. :-)

Ano uzasadniona – magią, panie, wszystko wytłumaczysz.

Masz rację – są jakieś podobieństwa. Ale powiadam Ci, że to różne królestwa. Nie jestem aż tak wredna, żeby ciągle jeden kraj tak ciężko doświadczać. ;-)

Babska logika rządzi!

Ha! He! Hmmm…

 

Po pierwsze – zajebiste.

Po drugie – … No cóż; zajebiste.

Po trzecie – Genialne. Mówta co chceta, ale jak dla mnie, pomysł na to opowiadanie; nietuzinkowy, przewrotny, zabawny, bardzo fajnie zrealizowany i wykorzystujący tak wiele różnych fobii, że to aż zaciera fakt, iż tekst jednak nie jest o fobii jako takiej i w związku z tym powinien zostać zdyskwalifikowany, to co najmniej przebłysk geniuszu. A końcowy twist jest swoistym wykrzyknikiem, akcentującym prawdziwość mojej opinii.

 

Jednak jeśli chodzi o wykonanie… Fifi, zdecydowanie masz rację – ten tekst nie powinien być ciemiężony żadnymi limitami. Po raz kolejny wdepnęłaś na tę samą minę, co przy “Sprawiedliwości”. Traci na tym fabuła, bo zubożona i – jak na mój gust – wyraźnie pociachana, pokrojona i okrojona, tracą na tym bohaterowie, bo płascy jak smak zupy z reklamy (przy czym Mag-Wichrzyciel, sprawca całego opowiadania, dosyć wyraźnie – i pozytywnie – się tu wyróżnia), traci potencjał drzemiący w pomyśle i w ostatecznym rozrachunku tracimy my; czytelnicy. Za to zyskał konkurs. I to sporo, a nawet niemało.^^

No i marka – a jak dla mnie, masz już zasłużenie wyrobioną markę – mimo wszystko broni się sama.

 

Tekst oceniam na 8.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, jurorze Cieniu. :-)

Jak to “nie jest o fobii”?! Jest o fobii do narzędzi pracy, tylko nic takiego nie było na Waszej niekompletnej liście. ;-)

Limit – prawda, można było dopisać mnóstwo komicznych scenek, wydłużyć drogę bohaterów do stolicy, dodać animozje w drużynie… Ale – albo rybka, albo akwarium.

Babska logika rządzi!

Fobia – jest, jeszcze jaka :)

Fantastyka – nie ma wątpliwości – obecna.

 

Uwagi ogólne: Finko, tak jak napisałaś w przedmowie – być może limit zaszkodził trochę tekstowi. Może, odrobineczkę. Ociupinieńcieczkę. Ale tym niemniej opowiadanie bardzo mi się podobało: lekkie pióro, humor, magia, impreza, czego chcieć więcej :)? Świetny pomysł, świetny styl, brawo :)

 

Tekst oceniam na 8.

Dzięki, jurorko Iluzjo.

Czego chcieć więcej, to już tu ludzkość wyżej wymieniała… ;-)

Cieszę się, że aż tyle zalet znalazłaś. :-)

Babska logika rządzi!

Pomysł ciekawy, ale tekst średnio przypadł mi do gustu. Fajny, zabawny. O, a teraz jak piszę, przychodzi mi na myśl Twój “z = z^2 + c”. Hm, tekst można by było nieco rozbudować, myślę. 7/10

Mee!

Dzięki, jurorze Kózka-san. ;-)

Też myślę, że można go było rozbudować, ale limit mnie ograniczał.

Ale ciekawi mnie, co takiego nasunęło Ci skojarzenia z “z=z^2+c”. Ofidiofobia czy jak?

Babska logika rządzi!

Bardzo porządnie napisana bajeczka. Mam jednak wrażenie, że sprawa została potraktowana dość skrótowo, w zarysie niemalże. Ach, te limity… ;-)

Jednakowoż serdecznie gratuluję wyróżnienia. ;-)

 

Tekst oceniam na 7.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Regulatorzy.

Co tu kryć, wrażenie słuszne. :-)

Babska logika rządzi!

Styl, Finklo, styl po prostu. Mimo że tamten był w narracji pierwszoosobowej, to od razu ujrzałem tego matematyka. :) A nie zawsze dostrzegam takie coś. :P

Mee!

No to mnie zastrzeliłeś, Kózka-san. Różne rodzaje narracji, różne gatunki, różne czasy, różne stylizacje, a Ty dostrzegasz podobieństwo? Hmmmm. Może to po prostu mój styl, ale mimo takich rozbieżności… Dziwne. :-)

Babska logika rządzi!

Ano, widzisz. Lubię zaskakiwać!

Mee!

Daj takiej wyróżnienie, pochwal, doceń, pouśmiechaj się, a ona i tak Cię, Człowieku, zjebie, że masz listę byle jaką…

Oficjalnie strzelam minutowego focha!

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Heloł! To ja się uśmiechałam, co zostało podkreślone odpowiednią emotikonką. ;-)

Babska logika rządzi!

A już Ci, uśmiechałaś się, widzioł, widzioł. Jakżech strzeloł tego focha, to też się uśmiechała, flaszkę na to postawię.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Kurde, Cieniu… Chciałabym napisać, że focha przespałam, ale nie. Nie mogłam zasnąć. Ani chybi przez niego. ;-)

Babska logika rządzi!

Jak chętnych do zastąpienia kata nie brakowało? Nie bali się topora? Takie było moje pierwsze przemyślenia, ale podczas czytania wszystko ładnie się wyklarowało… Tylko że w zaklęciu było wyraźnie "w każdym", a więc rozumiem to tak, że każdy jeden mieszkaniec powinien bać się każdego narzędzia, będącego narzędziem pracy. 

No ale pomysł króla ciekawy: powieśmy jedynego tego, który stanowi dla nas ostatnią nadzieję…

 

A kapłan to się na polewkach nieco znać powinien, zwłaszcza mnich. Za to koncepcja straży pałacowej mi się podoba. :D Ale żeby tak w karczmie dziury w ścianie wiercić. Pewno właściciel jeszcze agregat załatwił?

Dlaczego Armazi mógł rozbroić pułapki? I dlaczego elf tak dobrze władał toporem?

 

Momentami brakuje mi tutaj konsekwencji…

 

No i chyba (znowu) nie załapałem zakończenia…

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, ARHIZIE. :-)

Masz rację, trochę dwuznaczne to zaklęcie wyszło. Ale musiało być podobne do zamierzonego, tak na szybko nie mam pomysłu, jak to zgrabnie poprawić. W każdym razie chodziło o to, że po omyłkowym zaklęciu każdy bał się własnych narzędzi. I był taki wściekły, że chętnie by winnego zaciukał. ;-)

Ty się króla nie czepiaj – śmierć maga powinna unieważnić wszystkie jego zaklęcia. To nie był aż taki głupi pomysł.

Jakie dziury w karczmie? To w chałupie ukrywającego się maga wiercili.

Armazi mógł rozbroić pułapki, bo sam był czarownikiem. Widać dał radę bez różdżki – może rzucał kamieniami albo co…

Czepiasz się – to lekki, żartobliwy tekst. A możliwe, że kończyłam na szybko, bo termin gonił. Nie pamiętam.

Masz jakieś pytania do zakończenia?

Babska logika rządzi!

Jeśli śmierć maga cofa zaklęcia, to zwracam honor (aż strach pomyśleć o tych wszystkich urokach związanych z urodą).

Może: “Niechaj narzędzia pracy sieją pośród korzystających z nich zawodowo mieszkańców królestwa złowrogi strach !” :P

W chałupie? A ja myślałem, że ton w ścianę karczmy wsiąknął. 

Armazi był czarownikiem… Wybacz, growa perspektywa rzuciła mi się na mózg, tam pułapki rozbrajają tylko eksperci od zamków, którzy mają ze sobą zestaw narzędzie, wytrychów itd. 

 

Tam zaraz czepiam, po prostu uważnie czytam. 

 

Zakończenie… chodziło o to, że ta jego klątwa zadziałała, bo nie miał tyle złota ile obiecał poszukiwaczom? 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No, działoby się… Właściwie to może być niezły temat na opowiadanko. :-)

Twoja wersja wprowadza aż dwa słowa, które nie mają swoich odpowiedników w zamierzonym zaklęciu…

Eksperci od wytrychów nie mogą pracować w tym opku – to nie topór, że każdy umie się nim jako tako posługiwać (właśnie, zapomniałam o elfie – długowieczny, to i taką broń opanował, ale nie jako główną), bo każdemu zdarzyło się rąbać drzewo…

Zakończenie – dokładnie tak. Zamienili się w zbyt duże kufry. :-)

Babska logika rządzi!

Tam nie mają odpowiedników. Nie zapominaj o czwartej deklinacji języka magicznego. Przestawisz końcówkę, zmieniasz iloczas i już inne znaczenie. ;)

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ale tekst musi jeszcze być mniej więcej zrozumiały dla Czytelnika. Jaki procent odbiorców zna wszystkie deklinacje mowy magicznej? Nie zapominaj, że niektórzy wolą SF i uczą się klingońskiego. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka