- Opowiadanie: Finkla - Kara

Kara

Dość stary tekst, pisany na jakiś konkurs, obecnie po drobnych przeróbkach.

Dla tych, którzy pamiętają i kojarzą: wspominam w tekście o urządzeniu, które później dokładniej przedstawiłam w “Duchach przyszłości i duchach przeszłości”.

Początkowy fragment wysłałam Berylowi do konkursu dla bywalców, więc niektórym może wydać się znajomy.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kara

Co się ze mną stanie? Nie powiedzieli mi.

Jakiś facet pochyla się nade mną. Jego zielonkawe oczy połyskują niby beznamiętnie, a jednak złowrogo. Czuję dotyk rąk na czaszce. Smarują mi głowę chłodną mazią. W polu widzenia pojawia się kryształ. Nie potrafiłbym powiedzieć dlaczego, ale sprawia wrażenie groźnego. Fasetki połyskują w półmroku. Zauważam tańczące na powierzchni iskierki, potem wyładowania. Wkrótce cały klejnot zaczyna się jarzyć. Blask wzmaga się. Światło razi, oczy łzawią. Bezdźwięczna eksplozja jasności.

 

***

 

Musiałem stracić przytomność. Teraz odzyskuję ją, ale bardzo opornie. Nie mogę oddychać! Duszę się! Nie… Klatka piersiowa pozostaje nieruchoma, lecz jakoś radzę sobie bez tlenu. Tylko umysł panikuje. Co się dzieje? Czas stanął? Umarłem? Spokojnie… Czy mam ciało? Odnoszę wrażenie, że tak, więc zapewne wciąż żyję. Czy mogę się poruszyć? Chyba nie. Jednak tak. Palce prawej ręki drgnęły, ale odczułem to… bardzo dziwnie. Nieważne. Co mówią mi zmysły? Wzrok? Nieprzenikniona czerń; albo oczy nie działają, albo faktycznie panuje tu ciemność. Słuch? Trudny do zidentyfikowania szum i śpiew ptaków. Dźwięki przytłumione, więc pewnie znajduję się w budynku. Węch? Bez oddychania nie mam szans na jakiekolwiek dane z tego źródła. Smak? W mojej sytuacji nie ma najmniejszego znaczenia. Dotyk? Mam zbyt kiepskie połączenie z własnym ciałem. Szkoda, bo najwyraźniej przydałby mi się ten właśnie kanał dopływu informacji. Jaką właściwie pozycję przyjmuję? Interesujące pytanie. A co ciekawsze, nie znam odpowiedzi. Błędnik uparcie jej odmawia.

Czyli najpierw muszę odzyskać zdolność ruchu. Ponawiam próby. Jedna za drugą. Kończyny niechętnie poddają się umysłowi. Jakby… To nie moje ciało! No tak, wszystko jasne! Przenieśli mnie do jakiejś innej powłoki. To stąd trudności w zapanowaniu nad mięśniami. Pewnie za karę dostałem zużyty organizm obłędnie bogatego staruszka. Ciekawe, na jakie choroby cierpi. Na razie nic mnie nie boli, nie odczuwam nawet dyskomfortu. Jeśli już, to psychiczny – bardzo chciałbym wiedzieć, jak długi wyrok dostałem. Ale takich rzeczy nigdy nie mówią. Kolejny porąbany pomysł jajogłowych psychologów. No nic, i ze starym ciałem można się nieźle zabawić.

Powoli, ale przejmuję kontrolę. Jeszcze nie panuję nad drobnymi mięśniami odpowiadającymi za ruchy palców, nie mam czucia w opuszkach, ale już mogę machać rękoma i nogami. Będzie dobrze. Lewa dłoń z rozmachem wali w tułów. Zaskakuje mnie metaliczny odgłos. W co ja jestem ubrany? A może, chichoczę wewnętrznie, ubrana? To by dopiero było interesujące doznanie… Ale wróćmy do kwestii odzieży. Skafander kosmiczny aż tak nie dźwięczy, zbyt miękki. Przedpotopowa zbroja czy ołowiany fartuch chroniący przed promieniowaniem?

Nabieram wprawy, uczę się precyzyjnych ruchów. Przesuwam palcami po grzbiecie lewej ręki w poszukiwaniu mankietu. Napotykam dziwaczny uskok. Między dłonią a przedramieniem zieje luka. Sam nadgarstek sprawia wrażenie nienaturalnie szczupłego, obok stawu ciągną się jakieś cienkie sznureczki. Potrzebuję dłuższej chwili, aby przeanalizować informacje.

Że niby co?! Znajduję się w robocie? To miał być żart?! Przecież to niemożliwe! Takie rzeczy zdarzają się w bajkach dla dzieci. Tych młodszych. Każdy pięciolatek wie, że ludzkiej świadomości nie da się wtłoczyć do komputera. Nie ten stopień komplikacji. Nie wierzę. To po prostu sen i najwyższy czas się obudzić.

Pragnę otworzyć oczy i… Włączam kamery. A jednak znajduję się w dość jasnym pomieszczeniu. I nie ma co zaprzeczać – jestem robotem. O nie! Ja tylko mam obudowę robota. Pozostaję człowiekiem. Do szpiku kości, których chwilowo nie posiadam. No co za upokorzenie! Niżej stoczyć się nie da. To niehumanitarne! Chciałbym płakać ze złości, ale mojego modelu najwidoczniej nie wyposażono w zbiorniczek łez. Przynajmniej tej kompromitacji nie zaznam. Ale z dziką przyjemnością urządzę tu demolkę. Ktokolwiek wpadł na ten idiotyczny pomysł, jeszcze pożałuje. Automaty nie czują bólu, nic mnie nie ogranicza. A właśnie, ciekawe, jaką siłą dysponuje moja sztuczna powłoka.

Nieporadnie wstaję. Środek ciężkości przesunął się nieco w dół, nie mogę polegać na starych odruchach. Stawiam kilka coraz pewniejszych kroków. Omal nie zderzam się ze ścianą. Najwidoczniej kamery w robocim czerepie znajdują się w innej odległości od siebie niż oczy w moim ciele, bo mam problem z oceną dystansu. Jeśli szybko nie wrócę do własnej postaci, będę się musiał przyzwyczaić.

W rogu pokoju stoi kanapa. Na próbę podnoszę jeden koniec o niespełna metr. Nieźle! Chwytak w ogóle nie drży, nawet nie czuję zmęczenia. Oj, zaraz sobie porozrabiam!

Opuszczam nieporęczny mebel, podnoszę krzesło, żeby na dobry początek zabawy grzmotnąć nim o stół. Nie rozumiem. Zatrzymało się kilka milimetrów nad powierzchnią. Dlaczego tak? Wiem, że roboty nie mogą niszczyć ludzkiej własności bez ważnej przyczyny, ale czyżby ten zakaz obejmował również mnie? To już przesada!

 

***

 

Lustro, a w nim standardowy antropoidalny robot gospodarski. Model WPP/6, zwany wynieś–przynieś–pozamiataj. Czuję się upodlony.

– Iksie, zanieś mi kawę do buduaru.

To pewnie moja właścicielka. I nawet nie wymyśliła żadnego imienia! Muszę się zadowolić fabrycznym X. Żenada.

– Tak, proszę pani.

 

***

 

A oto i mój właściciel. Wraca do domu. Zdejmuję z niego płaszcz, odwieszam, zabieram buty, aby je wyczyścić. Po co w ogóle wkładał wierzchnie okrycie? Przeszedłby sobie teleportalem, bez straty czasu, bez błota i deszczu. Skoro nie on ma usuwać zaschniętą skorupę z podeszew, to można się nią nie przejmować, tak? A może chciał się całemu światu pochwalić tkaniną, o której ostatnio wrzeszczała moda; emokameleotem, zmieniającym barwy i wzory w zależności od nastroju modela? Osobiście sądziłem, że tylko kretyn bez wyobraźni mógłby coś takiego założyć.

Kochanie, jak było dzisiaj w pracy?

Nienadzwyczajnie. Prognoza z ubiegłego tygodnia odbiegała od rzeczywistości o pół stopnia, a Matt darł się na mnie, jakbym to ja wymyślił zasadę nieoznaczoności. Czy on w ogóle zdaje sobie sprawę, z jakimi trudnościami wiąże się przewidywanie temperatury, ile czynników musiałem uwzględnić?

Pewnie nie, przecież to idiota.

Ale mimo to właśnie on jest moim szefem, a nie na odwrót.

Nie przejmuj się. To tylko dzięki znajomościom. Górujesz nad nim pod każdym innym względem. – Przykleja się do mężczyzny, oblizuje obrzydliwie. Wcale nie chcę na to patrzeć, ale nie mam wyboru. – Jesteś głodny albo spragniony?

Gospodarz zastanawia się przez chwilę.

Iksie, zjemy obiad o czternastej piętnaście. Przygotuj coś, co lubię. I mam ochotę na kompot z mirabelek.

Tak, proszę pana.

We właściwym momencie udaję się do kuchni. Z pamięci robota wyciągam dane o preferencjach smakowych właściciela. Programuję biosyntezator. Jeden wskaźnik pulsuje czerwienią, uzupełniam zapas fosforu. Zawartość zbiornika na surowce wygląda ohydnie. Nie miałem pojęcia, że jedzenie powstaje z tak obrzydliwej papki. Nigdy jeszcze nie ładowałem syntezatora. Niby znam zasadę działania, wiem, że atom węgla w odpadkach niczym nie różni się od atomu węgla na talerzu, ale zobaczyć na własne oczy te spleśniałe resztki z poprzednich dni…

Po dwóch minutach wyciągam gotowe do spożycia porcje. Jeszcze kompot mirabelkowy i, punktualnie o czternastej piętnaście, stawiam posiłek na stole w jadalni.

 

***

 

– Iksie, coś dziwnego dzieje się z anihilatorem. Wyrzuciłam wczoraj starą lokówkę, a metalowe części wciąż leżą w środku. I unosi się nieprzyjemny zapach. Zajmij się tym.

– Tak, proszę pani.

Rozkręcam obudowę, porównuję stan faktyczny z prawidłowym (zapisanym w pamięci androida), sprawnie usuwam usterkę.

 

***

 

Jestem wyczerpany. Wprawdzie mechaniczna powłoka nie odczuwa zmęczenia, ale psychicznie mam dosyć. Bez przerwy wykonuję polecenia właścicieli. Jak jakiś cholerny WPP! I nawet nie mogę rozładować emocji, rzucając talerzem o ścianę. Nie to, żebym nie próbował. Naczynie po prostu nie wylatuje z chwytaka i już. Ta niemoc to jedno z najbardziej frustrujących przeżyć, jakich kiedykolwiek zaznałem.

Podłączam się do fotobaterii na dachu, podładowuję sobie akumulatory. Humor odrobinę mi się poprawia.

 

***

 

– Iksie, nie wiesz, gdzie jest mój telepatofon?

Kubitowa pamięć robota natychmiast zaczyna przeglądać nagrania z kamer zainstalowanych w całym domu. Obrazy migają w szaleńczym tempie. Nie mam błędnika, ale samo jego wspomnienie wystarcza, aby ludzka świadomość zzieleniała i zatęskniła do łazienki. Wreszcie, po niecałej jednej trzeciej sekundy, film stabilizuje się. W kadrze szafka nocna w pokoju pomalowanym na niebiesko. Na meblu spoczywa poszukiwany listek. Pewnie znudzona gospodyni wieczorem plotkowała myślowo z jakąś psiapsiółką, a później odkleiła urządzenie od czoła, rzuciła byle gdzie i zapomniała o sprawie.

– Wiem, proszę pani. Leży w błękitnej sypialni. Czy mam go przynieść?

– Owszem, bądź tak miły.

 

***

 

Nienawidzę zwrotów „tak, proszę pani” i „tak, proszę pana”. Ale powtarzam je po kilkadziesiąt razy dziennie. Nie potrafię się wyłamać z ciasnej klatki robociego oprogramowania. Choćbym nie wiadomo jak intensywnie pragnął nawrzeszczeć na moich właścicieli, nic z moich marzeń nie wychodzi. Nie jestem w stanie ignorować ich durnych poleceń, natychmiast zaczynam je wykonywać. Nie mogę niczego zepsuć przez nieuwagę ani bodaj opóźnić realizacji rozkazu. Tydzień temu pokusiłem się o sabotaż, chciałem sobie uszkodzić jakiś ważny podsystem; nie potrafiłem – stanowię ich własność, a zatem jestem nietykalny. Usiłowałem chociaż wydać jakiś lekceważący odgłos, lecz nawet taka namiastka buntu okazała się ponad moje androidowe siły. Program zobowiązuje mnie do szanowania całej ludzkiej rasy. Mam nadzieję, że żadnemu z mieszkańców domostwa nie stanie się krzywda. Och, z całego serca życzę im jak najgorzej, nie zniósłbym tylko ratowania ich bezwartościowych i bezbarwnych żyć. A nie dałbym rady spokojnie patrzeć jak się duszą czy wykrwawiają. Niestety.

Chyba najgorsze jest przygotowywanie posiłków. Kiedy wyjmuję z biosyntezatora kolorowe, apetyczne porcje, świruję z głodu. Nic nie jadłem od wielu dni. Dobrze, że chociaż nie dociera do mnie zapach jedzenia, ale i tak jest ciężko. Wprawdzie robot nie ma żołądka, lecz czuję, jak skręca się, pusty niczym pojemnik anihilatora. Słyszałem kiedyś, że dawno temu, jeszcze zanim nanomedycyna zdobyła umiejętność regeneracji utraconych części, ludzie skarżyli się na ból w odciętych kończynach. To chyba to samo, lecz mi amputowano całe ciało. Nie mam z nim kontaktu, a ciągle czuję jego cierpienia.

Próbowałem przyrządzić sobie kawałek mięsa i wepchnąć je pod obudowę robota. Nie pomogło. Chyba musiałbym odprawić cały rytuał odgryzania kęsów, żucia, poczuć smaki rozlewające się po języku i podniebieniu… A na razie nie mam ust, tylko głośnik.

Potem, kiedy mój wymarzony kotlet zaczął się psuć, musiałem gruntownie wyczyścić sobie wnętrze.

 

***

 

– Iksie!

Staję w progu pokoju. Właścicielka siedzi przy toaletce, wciera sobie jakąś kosmetyczną miksturę w policzki. Gdyby nie nanospecyfiki odbudowujące skórę, gospodyni wyglądałaby jak czarownica z dawnych bajek. A tak – może uchodzić za dwudziestolatkę. Od pół wieku. Wiem, bo niedawno porządkowałem pamiątkowe holofilmy. Stara… Co?! Nawet bezgłośnie nie mogę sobie pobluźnić na ludzi? No to już przegięcie! Blokada na myśli to najgorszy gwałt, jaki potrafię sobie wyobrazić. Moja duma wyje ze złości.

– Tak, proszę pani? – pyta uprzejmie mój głośnik.

– Chcę się poradzić świętej pamięci pradziadka Albinusa w pewnej sprawie. Naszykuj symulator jego osobowości.

– Gdzie życzy sobie pani rozmawiać z szacownym przodkiem?

– W pokoju holowizyjnym.

 

***

 

Brzęczyk. Ktoś chciałby wejść do domu.

– Iksie! Zobacz, kto to.

Otwieram drzwi. Android nigdy nie widział tego człowieka, ale moja ludzka świadomość natychmiast rozpoznaje tego… Uch! …gościa, który przeniósł ją do mechanicznej kukły. Nigdy nie zapomnę lodowatego, obojętno-złośliwego wyrazu oczu.

– Robocie, chcę rozmawiać z mieszkańcami.

– Oczywiście. Kogo mam zapowiedzieć?

– Jestem… technikiem. Zajmuję się sprzętem domowym.

– Zechce pan chwilę zaczekać.

Sprowadzam właścicielkę.

– O co chodzi? Nie zgłaszaliśmy żadnej awarii.

– Przyszedłem w sprawie tego robota. – Ruchem głowy wskazuje na mnie.

– Według nas sprawuje się doskonale. Jakiś problem?

– Wyjaśnienia chwilę potrwają. Możemy usiąść?

– Zapraszam. Napije się pan czegoś?

– Herbaty, jeśli to nie problem.

– Iksie, przygotuj dwie herbaty i zanieś do salonu.

Technik dziwnie się uśmiecha. Idę po napoje.

Kiedy wracam z zastawioną tacą, oni już siedzą przy niskim stoliku.

– Robocie, usiądź razem z nami – rozkazuje mężczyzna.

– Czy pan nie posuwa się za daleko? – Każdy na miejscu gospodyni by się oburzył. Wydawanie poleceń obcemu androidowi, i to jeszcze w obecności właściciela, stanowi poważny nietakt. A zachęcanie do zachowania właściwego człowiekowi? To już szczyt złego smaku.

– Już wyjaśniam. Otóż, do państwa robota przeniesiono ludzką świadomość.

Zaskoczona kobieta zakrywa dłonią usta, oczy otwierają jej się szeroko jak nigdy dotąd. Patrzy na mnie.

– Och! Nie wiedziałam. Bardzo pana przepraszam. A może panią?

– To mężczyzna – odpowiada technik.

Twarz gospodyni pokrywa się rumieńcem. Pewnie zastanawia się, ile razy prosiła mnie o pomoc przy wychodzeniu z wanny. Ja nie muszę się namyślać. Osiemnaście. A kilka dni temu depilowałem jej nogi.

– Ale jak to?! Przecież to niemożliwe! Nie da się przenieść ludzkiej świadomości do komputera!

– Droga pani, nasi wynalazcy bardzo nie lubią słowa „niemożliwe”. Chyba ich irytuje. – Gość uśmiecha się złośliwie.

– Dlaczego akurat nasz robot?

– Został wybrany losowo spośród zgłoszonych do programu „Uczłowiecz swojego robota”. Państwo zdecydowali się do niego przystąpić, nieprawdaż?

– Tak, ale… Nic nie słyszeliśmy…

– Sprawa nie jest jeszcze szeroko znana. To wciąż etap testów.

– I od jak dawna… nasz robot…

– Od dwudziestu dni.

Dwadzieścia dni? Wydawało mi się, że tkwię w metalicznej powłoce przynajmniej sto razy dłużej. Zegar taktujący w petaherzach widocznie zaburza odbiór czasu. Ale wizyta tego… technika chyba oznacza, że to wreszcie koniec udręki.

– Ale dlaczego? Jak tak można… człowieka… zamknąć…

– Za karę. Psychosąd uznał, że to będzie odpowiedni wyrok.

– Za co? Co on takiego…

– Znęcał się nad robotami. Doprowadził jednego do destrukcji.

Naprawdę? Tak, rzeczywiście. Popełniłem błąd. Trzeba było pozwolić biednemu blaszakowi grzecznie służyć ludziom. Bez żadnej możliwości rebelii. To o wiele gorsze niż unicestwienie. Teraz już wiem.

– I co będzie… dalej? – Chyba właścicielka dochodzi do siebie. Udało jej się wyartykułować całe pytanie. I to złożone z więcej niż dwóch słów.

– Za chwilę przeniosę świadomość z powrotem do jej biologicznego ciała, a właściwie na nośnik. – Wyciąga znany mi już kryształ. – Potem poproszę państwa o wypełnienie ankiety. Moją firmę niezmiernie interesują odpowiedzi na pytania dotyczące zachowania robota w ostatnim czasie. Sam android, oczywiście, wróci do stanu sprzed doświadczenia. Pomijając pamięć swoich czynności z ostatnich dwudziestu dni.

Kobieta kiwa głową, uspokojona. Tym razem obywa się bez mazi na głowie, wystarcza standardowe łącze. Kryształ znowu się rozświetla. Wpatruję się w niego z wyczekiwaniem. Świeci równie intensywnie jak poprzednio, ale nie mam oczu, które mogłyby boleć.

Koniec

Komentarze

Finklo, zacząłem czytać i nie wiem, co to ”fasetki”. Dlatego stanąłem i czekam na wyjaśnienie. Pozdr.

Fasetka to taka płaska powierzchnia w krysztale. Oj, nie słyszałeś o szlifie fasetkowym? Mężczyzna… ;-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się, solidna lektura z ciekawym konceptem jak poradzić sobie z problemem przepełnionych więzień. Tylko czy aby na pewno to dobry pomysł?

 

Zagłosowałbym na bibliotekę, ale chyba nie mogę albo nie wiem jak.

Tymczasowy lakoński król

Interesujący pomysł.

Patrząc na opowiadanie alegorycznie, wszyscy jesteśmy takimi androidami. Dobre wychowanie, kultura i zakazy narzucone przez prawo są właśnie takim oprogramowaniem, które więzi naszą wolę. Jesteśmy maszynami zaprogramowanymi na “Dziękuję i Przepraszam”. A ci, którzy się wyłamią, uznawani są za wadliwe egzemplarze, ich zachowanie określa się nie jako prostolinijne, tylko jako aspołeczne.

Ot, taka refleksja mnie naszła po lekturze ;)

 

Dobry tekst!

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

No, wyobraź sobie, że nie słyszałem. Doczytałem do końca. Niezłe opowiadanie, tylko moim zdaniem zbyt skompresowane. Możnaby wyciągnąć z tematu więcej smaczków na linii męsko-damskiej. Ten android mógł właścicielce robić dobrze, nie musiała się przecież krępować. A potem mogła być żenada. Pozdrawiam.

Ten android mógł właścicielce robić dobrze

yes

 

@ryszard, zawsze ma dobre pomysły… ;)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

O! Ile komentarzy! Dziękuję wszystkim. :-)

OneTwo, miło, że się tekst spodobał. Mniej ludzi w więzieniach? Faktycznie, to jest jakiś pomysł… Tylko jeszcze technologię przenoszenia ludzkiej świadomości do robota trzeba dopracować. Ups! Nie mamy jeszcze nawet androidów pracujących w domu… No, co za niefart!

Uprawnienia do klikania na Bibliotekę zdobywają ci autorzy, którzy dostaną piórko. Zachęcam do próbowania swoich sił. :-)

Nazgulu, może i tak, ale nasze oprogramowanie jest wadliwe. A oprócz tego bardziej elastyczne. Owszem, zasadniczo “proszę” i “dziękuję”, ale jak ktoś nam nadepnie na odcisk, to…

Ryszardzie, masz ewidentne braki w wiedzy o biżuterii. Do jubilera i nadrabiać! A żona się tylko ucieszy. :-) Skompresowane, powiadasz? Coś w tym jest, w konkursie był jakiś limit, a teraz już nie rozwijałam. Erotyki po ostatnim konkursie na razie mam serdecznie dosyć. Nawet układ człowiek : robot opisali…

Babska logika rządzi!

Oj! Nazgulu i Ryszardzie, to, że (niektórym) mężczyznom wystarcza dmuchana lala nie oznacza jeszcze, że kobietę usatysfakcjonowałby robot. Przecież androidy są cholernie mało romantyczne!

Babska logika rządzi!

@Finkla

Któż by się przejmował czytając science fiction takimi drobnostkami jak tymczasowe problemy techniczne w przenoszeniu świadomości do robota? Najważniejsze, że lektura pobudziła szare komórki do myślenia, co jest rzeczą, którą cenie w literaturze.

 

Co do spróbowania własnych sił, po to się tutaj zarejestrowałem :) Wysłałem opowiadanie do betowania. Pośpiech w publikacji nie jest wskazany, a z doświadczenia wiem, że opinia z zewnątrz bywa bezcenna.

Tymczasowy lakoński król

Droga Autorko, przykro mi bardzo, ale, przyzwyczajony przez Ciebie do nieco innego poziomu…

Co nie oznacza, że przestaje Ciebie cenić, lubić i tak dalej – to oznacza tylko oczekiwanie na coś nowego, na pewno ciekawszego.

A, myślałam, że Ty chcesz rozwiązać problem zatłoczonych więzień w ten sposób. Lubię myśleć. Myślenie jest fajne. A jeśli zaraźliwe, to już rewelacja. :-)

Rozsądne podejście. No to jeszcze (skoro piszesz o sobie “zarejestrowałem”), zmień w profilu płeć. ;-)

Babska logika rządzi!

Adamie, no cóż – ostrzegałam, że tekst niemłody. Przyjmijmy optymistycznie, że to oznacza duże postępy w międzyczasie.

Ja też Cię i tak dalej, ale z czymś nowym może być drobny problem – próbuję coś stworzyć na konkurs na książeczkę dla dzieci, a to grubsza sprawa. Więc na razie albo drabelki tudzież konkursowe szorciki, albo wyskrobki z dna szuflady.

Babska logika rządzi!

OK. Czuj się – w trzech czwartych… – rozgrzeszoną. :-)

Tylko w trzech czwartych? Uch, twardy jesteś… ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, jeżeli tworzysz coś dla dzieci, to ja chętnie bym to “coś”, przeczytał. W literaturze dziecięcej czuję się cokolwiek kompetentny. Pozdrowienia.

Czyżbyś właśnie zgłosił się na ochotnika do betowania? ;-) Dobrze, gdy skończę, to podeślę Ci na maila.

Babska logika rządzi!

Droga Finklo, może o tym nie wiesz, ale ja nie uznaję instytucji “betowania”. Nigdy nie betuję i nie oddaję niczego do “betowania”. Natomiast jestem skłonny do omawiania tekstu i dyskusji. Uważam, że pisarz to samotnik, piszący samodzielnie. Co innego ogólna dyskusja o tekście, o jego kompozycji, wartości merytorycznej i artystycznej. Pozdrawiam.

Jak zwał, tak zwał. Możemy podyskutować. Dzięki. :-)

Też pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Czytając miałem wrażenie, że ktoś nakłada na mnie kaftan pokraka, i że już z niego nie wyjdę. Podobało mi się, aczkolwiek nie chciałbym być na miejscu tego gościa.

Dziękuję. Miło, że się spodobało.

Hmmm, nie znam pokraka, nie mam pojęcia, jak się ubiera. ;-)

No, trudno, żeby kara wzbudzała zazdrość. To nie o to chodzi. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie porwało, ale przeczytałam i to z pewną przyjemnością, bowiem opowiadanie skojarzyło mi się ze starym filmem Śpioch, skutkiem czego robot Iks cały czas miał twarz Woody’ego Allena, a ten widok, choćby imaginowany, zawsze wprawia mnie w dobry nastrój.

 

Nie­po­rad­nie wsta­ję na nogi. – Może wystarczy: Nie­po­rad­nie wsta­ję.

Chyba że udawało mu się wstawać nie tylko na nogi.

 

Opusz­czam nie­po­ręcz­ny mebel, łapię za krze­sło, żeby na dobry po­czą­tek za­ba­wy grzmot­nąć nim o stół.Opuszczam nieporęczny mebel, łapię krze­sło

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Regulatorzy.

Masz rację, już poprawiam. Dobrze, że chociaż przyjemność była. :-) Chociaż nijak jej nie zaplanowałam, bo filmu nie znam.

Babska logika rządzi!

To nie znasz już dwóch filmów, bo wcześniej wspomniany Pokrak jest postacią z Pulp Fiction i nosił gustowny, czarny strój S/M. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, ja w ogóle bardzo mało filmów znam. Żyję sobie bez telewizora, częściej chodzę do teatru niż do kina i dobrze mi z tym. Ale kojarzę tytuł “Pulp Fiction” i nazwisko Allen, więc jakieś słabe echa do mnie docierają. ;-)

Babska logika rządzi!

Ano, Nagroda Wojownika to to nie jest, ale i tak jest OK. Koncepcja kary – przerażająca. Tysiące pragnień, zerowa możliwość ich spełnienia. Pomysł straszliwy… Warto go podrzucić odpowiednim władzom :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki, Emi. :-)

Cieszę się, że przypadło do gustu. No, “Nagroda…” była jedna. To już co innego. Chociaż… Też o nagradzaniu i karaniu. Widać to ważny temat. A władze… Niech sobie czytają. Czy ja im bronię?

Babska logika rządzi!

Początek zniechęca wtórnością a’la Zombie –  jakbym już to gdzieś czytał. 

Przychylam się do zdania AdamaKB i wyrażam nadzieję, że może jednak stać Cię na nieco więcej?  

Pozdrawiam serdecznie ;) Tak, czy inaczej, nie mam wątpliwości, że tekst trafi do biblioteki… 

Nie biegam, bo nie lubię

Dzięki za wizytę, Corcoranie.

Toż wyjaśniałam, że początek już tu został umieszczony. No dobrze, poważniej. Zombie? Ale dlaczego? Już prędzej opis przeżyć młodego wampira budzącego się w trumnie.

Masz prawo do własnego zdania. A jeśli jeszcze zgadzasz się z Adamem, to już w ogóle nie ma co dyskutować. :-)

Z Biblioteką nie wiadomo. Nie wszystkie moje teksty tam trafiły. Jeśli nie wierzysz, to zajrzyj do mojego profilu.

Babska logika rządzi!

No dobrze, poważniej. Zombie? Ale dlaczego? Już prędzej opis przeżyć młodego wampira budzącego się w trumnie.

Po prostu odniosłem wrażenie, że podobny opis niedawno czytałem.

Nieważne… ;) Chyba każdy miewa lepsze i gorsze momenty. Najważniejsze,  że to akceptujesz. 

Pozdro :) 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Co mam nie akceptować? W przyrodzie nie ma zbyt wielu stałych.

Babska logika rządzi!

Mi tam się bardzo podobało, ładnie wszystko sklecione włącznie z zakończeniem, językowo też jak zawsze dobry poziom. 

Dziękuję, Zygfrydzie.

Niektórym się podoba, innym mniej. Gusta…

Babska logika rządzi!

Przyjemny tekst, taki na poprawę humoru. Chociaż twierdzę, że jeśli był w stanie włożyć sobie mięso do obudowy, jakoś mógłby obejść zabezpieczenia :P Ale to takie już moje zboczenie.

No, sio do biblioteki!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Dziękuję, Tenszo. :-)

Hmmm. Może, gdyby się znał na robotyce i elektronice, dałby radę. Ale bohater miał tylko swój upór. ;-)

Babska logika rządzi!

Z Biblioteką nie wiadomo.

 

A nie mówiłem. Ot, co znaczy marka ;) 

Nie biegam, bo nie lubię

No i wykrakałeś… ;-p

Babska logika rządzi!

A ja dopiero teraz tu dotarłam, bo mnie przerażają teksty SF. Z reguły niewiele rozumiem, niewiele do mnie trafia i wcale nie wiem, co autor chciał napisać. A tu wiem i wszystko zrozumiałam. Może jestem bardziej ograniczona, ale nie mam zastrzeżeń, jak Adam, bo uradowałam się okrutnie samym zrozumieniem.

Podobało mi się zostanie za karę androidem. Tym bardziej, że była to kara za złe traktowanie androidów. Już jako dziecko wykazywałam się empatią i nie niszczyłam zabawek, żeby nie sprawiać im bólu. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki, Bemik. :-)

Oj, nie ma się czego bać. Widzisz, ja wierzę, że nie sztuka coś zrozumieć, sztuka wytłumaczyć to przedszkolakowi. Dlatego staram się nie odgradzać od czytelników barierą trudnych słów. No dobra, czasem można się popisać jakimś rzadko używanym terminem. A może wszystko rozbija się o to, że nie mam pojęcia, jak przenieść ludzką świadomość do robota? ;-)

Adama rozumiem. Hmmm, obawiam się, że ma sporo racji.

Ja od niszczenia zabawek miałam młodszego brata. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiesz Finklo, ja naprawdę czasem mam problem ze zrozumieniem tekstów SF. Aż głupio się przyznać, ale mam coś takiego, że w pewnym momencie wyłączam się. Oczy śledzą tekst, ale mózg już nie analizuje przeczytanych słów. Podobnie miałam na matematyce i fizyce w szkole wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hmmmm. Podejrzewam, że to może być zależność przyczynowo-skutkowa. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wiem jaka zależność, ale cieszę się, że szkołę mam dawno za sobą. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Aż tak źle było? A to nie jest fajnie, kiedy człowiek rozumie, jak działa świat, dlaczego różne rzeczy się dzieją? No, ale nie zamierzam Cię nawracać na siłę.

Babska logika rządzi!

Finklo, żadna siła nie jest zdolna. Miałam z obu tych przedmiotów czwórki, ale chyba tylko i wyłącznie dlatego, ze nauczyciele nie chcieli mi zepsuć świadectwa gorszymi ocenami. 

Mam jednak wrażenie, że w tym przypadku była to wina nauczycieli. Z pokrewnej przecież chemii miałam zawsze super oceny, a co ważniejsze wszystko rozumiałam i wszystko mi się układało w łepetynie. 

W czasach licealnych z matmy zrozumiałam tylko jedno zagadnienie; badanie przebiegu funkcji – już dziś nie mam pojęcia, co to było i z czym się to jadło. Ale na maturze też dostałam czwórkę (z pomocą ściągawek).

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ech, matma w liceum… Garść zasad wystarczała do rozwiązania każdego, ale to każdego, problemu… Nic na siłę, żadnej pamięciówki, wszystko logiczne… To prawda, że bardzo wiele zależy od nauczyciela. Ale jeśli ktoś naprawdę lubi przedmiot, to żaden belfer mu nie przeszkodzi. ;-)

Babska logika rządzi!

No to ja miałam pecha – nie dość, że nie lubiłam, to zawsze trafiałam na nauczycieli, którym się nie chciało sad

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja tak miałam z geografią.

Babska logika rządzi!

:-) Z geografią? No to już nie zapytam, gdzie znajduje się Morze Wedla… :-)

W cukierni? Tam kiedyś widziałam moooorze czekolady. ;-)

Babska logika rządzi!

A ja ostatnio tylko patrzę na morza, jeziorka i stawiki czekolady. Zawzięłam się. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A zajadasz, jak rozumiem, te zdrowe, zielone szuwary z dużą zawartością błonnika? ;-)

Babska logika rządzi!

:-) Całe morze to jednak za wiele szczęścia na raz. Wystarczy stawek. Jedna tablll… – tego, jeden dziennie. :-)

Adamie, Ty nie nie zapytałeś o objętość, tylko gdzie jest… ;-)

Babska logika rządzi!

Razem z bemik zwekslowałyście na ilość, a że jestem czekoladożerny… :-)

Bemik raczej wspominała o konsumpcji dążącej do zera… ;-)

Babska logika rządzi!

No, mam konsumpcję kompletnie zerową, ale efekt jest (4 kg mniej w ciągu miesiąca). A dieta przemyślana, od dietetyka… buuuu… nie chodzę głodna, ale też jedzenie nie sprawia takiej radości jak dotychczas. Zresztą efektem tej radości było +10 w ciągu roku.

Ale też od roku nie palę – coś za coś. 

Jeszcze tylko 6 kg i znowu posmakuję czekolady albo lodów. Albo tiramisu. Albo… 

Rozmarzyłam się.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, no to gratuluję. :-) I życzę wytrwałości, braku yo-yo i żeby to wymarzone coś spokojnie czekało i nie kusiło. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki.

Hmmm. Wieki temu to czytałam, nie jestem w stanie prześledzić toku Twoich skojarzeń. Ale jakiś wątek znęcania i kary tam faktycznie był.

Babska logika rządzi!

Lekki tekst na nie do końca lekki temat. Podobało mi się.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, Szyszkowy. :-)

No właśnie – czy znęcanie się nad robotami jest moralne?

Babska logika rządzi!

Nie pytałbym o moralną stronę, lecz o logikę takiego postępowania. Przy założeniu, że mówimy o maszynach dedykowanych, a nie o wydumanych sztucznych inteligencjach i hybrydach maszynowoludzkich, jak w powyższym opowiadaniu.

Też ciekawe pytanie. Według mnie sprawianie bólu dla samego bólu nie jest logiczne, ani odrobinę. Ale bo to jeden dzieciak wyrywał muchom skrzydełka? A dorośli nie wydają się lepsi. Ranią, bo mogą – mają taką władzę. Żeby sobie podbudować ego. Bo sami oberwali i muszą się odegrać na kimś jeszcze słabszym…

Babska logika rządzi!

Znaczy, wykraczasz poza zakreśloną przez siebie w pytaniu granicę. Wchodzisz w motorykę postępowań rekompensujących zaszłości. Jednocześnie stawiasz niejawne pytanie o poprawność i sprawność konstrukcji i funkcjonowania psychiki danego “rekompensatora”. Na tym prędzej można połamać sobie zęby, niż rozgryźć tajemnice, rozpoznać meandry i bifurkacje wzajemnych zależności…

Ja wykraczam? A o co pytałeś? :-)

Dobra, ze swoimi zębami jestem związana emocjonalnie (uwaga, Finkla przyznaje się do emocji!), więc odpowiedzi i tak nie zaryzykuję. ;-)

Babska logika rządzi!

:-) Ależ, Koleżanko, przy dzisiejszym stanie protetyki stomatologicznej… Implanty są takie ładne, wytrzymałe… :-)

Toż tłumaczę, że o te nielogiczne uczucia chodzi. Sentyment i takie tam… ;-)

Ale telewizja ostrzega, że pod nie mogą się dostawać drobinki pokarmu, a potem trzeba czyścić z siłą wodospadu… No, nie wiem, nie wiem… ;-)

Babska logika rządzi!

Rozumiem Twą rozterkę. Nie dość, że mało ci u nas wodospadów, to karłowate toto jakieś i o porządnej ich sile mówić trudno. :-)

No widzisz! Jak Ty rozsądnie piszesz! A jak coś z gęby wyskoczy, to już se ne wrati… ;-)

Babska logika rządzi!

Ło matko! Taka kara byłaby straszna, no chyba że służba u ładnej pani. ;-)

Tekst wciągnął mnie od samego początku. Bardzo fajny.

Dziękuję, Blackburnie.

Obawiam się, że nawet u ładnej pani przerąbane – chciałbyś, żeby piękna kobieta traktowała Cię gorzej niż psa, jak przedmiot?

Cieszę się. :-)

Babska logika rządzi!

No z tą panią, to było tylko tak przekornie. Tekst miejscami zabawny, ale dla uwięzionego to byłaby męka, prawdziwy horror.

Wiem, tylko o uśmiechajce zapomniałam. Nadrobię więc: ;-)

No, taka kara byłaby paskudna. Ciekawe, czy skuteczna.

Babska logika rządzi!

Kupiła mnie też logika kojarzenia jedzenia z atomami węgla, taka… bakteryjna. No i kwestia myślowych plotek, myślę, wcale nie tak daleka jak nam się wydaje. Podczas czytania tekstu nasunęła mi się oczywiście myśl związana z robotem – łazienkowym podglądaczem.

Dość fajna koncepcja kary, a zarazem jakże przerażająca. Po pół roku z takiego więźnia zostałby istny psychiczny wrak (nie wiem czy nie wystarczyłby tydzień). Jednakże kwestia kasowania pamięci… to by było trochę bez sensu. Właśnie on powinien pamiętać! Niech wie co go czeka (ewentualnie można wykasować sceny spod prysznica).

Pozostaje jeszcze kwestia kopiowania i przenoszenia sieci neuronowej. Czy sieć po przeniesieniu na inny nośnik, to wciąż ta sama sieć? Konieczna byłaby ciągłość procesów bioelektrycznych, które można by stopniowo przenosić na syntetyczny nośnik. Brr. 

Daję 5/6.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki. :-)

Cóż, nasze żarełko to głównie chemia organiczna, na związkach węgla bazuje…

Taaak, kara jest paskudna. Pewnie masz rację, że można od czegoś takiego oszaleć. A co wymyśliłam z kasowaniem pamięci, to już dokładnie nie pamiętam.

Zadajesz pytania mocno filozoficzne. Właściwie – o naturę świadomości i takie tam. O ile mi wiadomo, nikt jeszcze nie zna odpowiedzi.

Babska logika rządzi!

Z tego co zrozumiałem, więzień miał całkowicie zapomnieć to, co działo się z nim podczas odbywania kary, wszystkie zdarzenia itp. Czyli nie będzie też pamiętał uczucia głodu, poczucia bezradności, tych wszystkich strasznych emocji. A chyba to to chodziło, żeby coś z tego wyniósł.

Z tymi filozoficznymi pytaniami, przypomniały mi się dwie grupy Greków, które spierały się o pewien zabytkowy statek (chyba jakąś atrapę bryki Odysa). Większość oryginalnych desek zmurszała, toteż Grecy zastąpili stare nowymi. Efekt był taki, że 90% statku to były nowe deski, a nie te pamiętające życie na morzu. No i te dwie grupy strasznie się kłóciły: jedni twierdzili, że to wciąż ten sam statek i należy oddawać mu cześć, drudzy, że zupełnie inny i trzeba go spalić. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

A, to faktycznie słabo wykombinowałam. Trzeba mu zostawić pamięć “robocich” emocji, żeby więcej blaszaków nie krzywdził.

A problem chyba popularny. Czy topór, w którym wymieniono stylisko i przerdzewiałe ostrze nadal jest toporem pradziadka? Prattchet też to poruszał w którejś książce.

Babska logika rządzi!

Znając życie, Grecy też na to sami nie wpadli, tylko usłyszeli od Fenicjan lub Egipcjan. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Może i oni pierwsi kradli zewsząd know-how. Ale na pewno nie ostatni… ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki, Anet. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka