- Opowiadanie: Spectrum - Światło

Światło

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Światło

Upadłem. Nie wiedziałem kiedy to nastąpiło, ta chwila po prostu nadeszła. Przełamałem wreszcie nieustępliwy mur swego wewnętrznego, dławionego przez lata żalu. Niezmiernej przykrości szarego miasta, nigdy niewysłowionych, beznamiętnie smutnych, jałowych uczuć. Zburzyłem tę blokadę, zmierzając ku światłu, które według mojego pokrętnego, wypaczonego rozumowania dawało mi wolność. Uśmiercało wszelkie niewypowiedziane słowa, kończyło wieczny żal istnienia. Światło na końcu czarnego tunelu było alfą i omegą, początkiem i końcem, tajemnicą wszechstworzenia. Teraz pędziło na mnie z szybkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę, z zamiarem odegnania nieopisanego niepokoju duszy, którego nie sposób było odegnać inaczej.

Upadłem. Leżałem na szarej, marmurowej posadzce rozświetlanej nikłymi lampami stacji, odleglejszymi niż zazwyczaj. Nie było w pobliżu żadnego żywego ducha. Tylko ja, panosząca się w tunelu gęsta ciemność i zbawcze światło zmierzające w mą stronę. Chociaż był środek lata, czułem nieopisane zimno. Cały trząsłem się w dreszczach, niespokojnym wzrokiem wodziłem za zbliżającym się światłem. Jasność przybierała na wielkości, była już w pełni dostrzegalna. Nadal odległa lecz zabójczo zdecydowana, niepohamowana. Tak, to była dobra światłość, światłość dająca ukojenie.

Przyglądałem się owej mistycznej jasności. Teraz rozdzieliła się już na dwa punkty, które z taktem rozdzierały mrok. Przyglądałem się też czerni. Nieodgadnionej ciemności, łapczywie okalającej parę migoczących ogników. Przypominała ponury monolit zagłady, sunący torem wyznaczonym przez gwiazdy. Chociaż sam w to nie wierzyłem… zdawało mi się, jakby ciemność sunęła razem z tą nierozłączną dwójką rozmazanych punkcików. Towarzyszyła im, była ich częścią. Razem z nimi tworzyła alfę i omegę, początek i koniec.

Wtedy zacząłem się bać. Zacząłem się lękać tej nieustępliwej, zimnej ciemności, jakby zespolonej z kojącym ciepłem świateł. Kiedy już mnie pochłonie… kiedy już zderzy się z moim marnym istnieniem ta niezrozumiała tajemnica stworzenia, którą symbolizowały dwa światełka i ciemność… co wtedy? Czy pochłonie mnie błoga jasność, wytęskniona obietnica szczęścia? Czy może mrok… czerń nieznana, przez nikogo nigdy niezbadana i jakże… przerażająca.

Zacząłem się wahać. Moje serce biło jak szalone, oczy błędnie latały od światła do ciemności. Oddech stał się szybki, niespokojny. Ciało zimne, twarz trupioblada. Ludzie mówili, że teraz powinienem zobaczyć całe swoje życie. Całą radość, smutek, gorycz, tęsknotę… marzenia. Ludzie byli jednak w błędzie. Nie zobaczyłem swej duszy, nie dostrzegłem barw które tworzyły jej obraz. Widziałem tylko ciemność i zasklepione w niej dwa światełka sunące wprost na mnie. Ciemność, której nie sposób było zatrzymać, ciemność kilkudziesięciutonową, zdolną skruszyć mur. Zdolną odebrać życie.

Ogniki były coraz bliżej, usłyszałem ich donośne dudnienie, poczułem wiatr muskający mą twarz. Wtedy doszło do mnie, że się myliłem. Żal mojego istnienia był straszny, lecz nie tak przerażający jak niema czerń o świecących oczach, gotowa odebrać mi to, co najcenniejsze.

Wstałem. Zerwałem się na równe nogi, skoczyłem ku skrajowi toru. Serce biło jak szalone, w oczach migotała nadciągająca światłość. Kiedy usłyszałem diabelski zew zbliżającej się ciemności, podciągnąłem się. Zatoczyłem się i upadłem na posadzkę peronu. Położyłem się na wznak, przyglądając się bliższym niż zazwyczaj światełkom stacji. W końcu bezimienna ciemność zatrzymała się przy mnie, wystroiła się w biało-czerwone barwy i otworzyła dziesiątki gardzieli.

Ktoś z tej niedawnej czerni, a teraz z pociągu metra, wyszedł, zmierzał w moją stronę. Nie obchodziło mnie to. Cieszyłem się, że nie dałem się skusić dwóm kojącym światełkom błąkającym się w mroku tunelu. Cieszyłem się, że dostrzegłem w porę okalającą je ciemność. Cieszyłem się, że żyję. 

Koniec

Komentarze

Bardzo dobrze, że zmienił zdanie. Przerwa w ruchu, kłopoty dla personelu… :-)

Autorze, dodaj kilka słów, że działo się to na przykład w Kaliszu, a wtedy metro stanie się tym elementem fantastycznym, którego brak.

Nie rozumiem, jak ta puenta mogłaby być choćby w założeniu zabawna błyskotliwa. Tekst, mimo że nie napisany najgorzej, aż razi trzema słowami (może w wielu odmianach, już mi się mieniło od nich w oczach, stąd nie jestem pewien): Ciemność, światło, głębia. Za dużo niczego o niczym. Chyba, że nie załapałem.

 

Adamie, brutalny ten Twój pragmatyzm ;D

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Co ja na to poradzę, life is brutal, a na dobitkę full of zasadzkas i jak się trochę po tym świecie pochodzi, wrodzona łagodność słabnie… :-)

Młody jeszcze jestem, więc się nie wypowiem, natomiast – odchodząc od pragmatyzmu – tak czysto teoretycznie, to skok pod pociąg jest idealnym końcem mizantropa :P Zemsta, chwila satysfakcji przed śmiercią, świadomość, że będą Cię musieli posprzątać :D

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

:-) Tobie też mało brakuje do brutalnej prawdomówności… :-)

Lubię takie teksty (warstwa językowa). Zmuszają mnie do skupienia – i to zasadnie, bo są tu ładnie obmyślone zdania.

 

wzrokiem wodziłem za zbliżającym się światłem – wodzi się raczej od do, na przykład za owadem latającym od kwiatka do kwiatka, a jak coś się zbliża to raczej wzrok na tym można zawiesić, obserwować

Nadal odległa, lecz zabójczo – ja tu przecinka bym nie postawił

Bardzo zręcznie używasz powtórzeń. “Upadłem”, “alfa i omega”, “ciemność”, “światło”. Bardzo na plus. To robi atmosferę. Trzykropki pojawiają się też w odpowiednim miejscu, w odpowiednim zagęszczeniu. Dobrze się całość czyta na głos.

oczy błędnie latały – znów mi się nie podoba, co z tymi oczami się dzieje

Ja tekst kupuję, ale szkoda, że nie ma go więcej, znaczy się dużo więcej – żeby to traktować jako fragment. Mamy punkt przełomu, zdaje się próbę samobójczą albo uniknięcie wypadku. To dobry punkt wyjścia, bohatera robi świetnego.

Cóż, stwierdzam, niejednoznacznie, że trzeba znaleźć się na krawędzi i w sytuacji, aby zrozumieć.

Nie jest źle. ;-)

Roiło się trochę od nie-słów.

Nie-ustępliwy, nie-zmierny, nie-wysłowiony, nie-wypowiedziany, nie-opisany.

A to tylko w pierwszym akapicie.

Bacz, drogi Spectrum, na nie-słowa, albowiem specyficzne są. Mocno zwracają na siebie uwagę. wink Sama często mam z nimi problem. Oj, i to jak często. Pięknie brzmią, ale obok siebie już niekoniecznie.

 

Co do samego opowiadania: końcówka naprawdę buduje napięcie. Trzy ostatnie akapity wyszły Tobie najlepiej.smiley

...Pan muzyk? Żebym zryżał!

Adamie, dziękuję za dobrą radę, następne opowiadanie z udziałem pociągu metra osadzę w Kaliszu, a gatunek zmienię na science-fiction ; )

 

Kwisatzszu, (dobrze odmieniłem? ;p) niestety, tekst nie ma w sobie jakiejś niezwykle wyszukanej puenty, głównie ładne epitety. Dlatego też jest tak krótki, to swoiste "badanie rynku" ; ) Pięknie dziękuję wszystkim za pochwały i krytykę!

Hmmm. Zgodzę się z Adamem, że póki co fantastyki tu nie ma.

Znałam już wcześniej żart o światełku w tunelu, więc jeśli miało być zaskoczenie, to ja go nie doświadczyłam.

Ale dobrze, że narrator zmienił zdanie. Posprzątać można, ale maszyniście byłoby przykro. Może nawet śniłoby mu się po nocach?

Babska logika rządzi!

Mam wrażenie, że opowiadanie zostało prześwietlone. Może dlatego nie dostrzegłam fantastyki.

 

ciem­ność kil­ku­dzie­się­ciu to­no­wą, zdol­ną skru­szyć mur. – …ciem­ność kil­ku­dzie­się­cioto­no­wą, zdol­ną skru­szyć mur.

 

Cie­szy­łem się, że żyje.Cie­szy­łem się, że żyję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A do mnie nie trafiło. Zbyt prześwietlone i przegadane, za dużo wodolejstwa, a za mało konkretów – to tak na mój gust. 

Do samego warsztatu od strony technicznej przyczepić się nie mogę, bo nie mam do czego. 

 

Jedna rzecz mnie zastanowiła – co to za metro?

Leżałem na szarej, marmurowej posadzce rozświetlanej nikłymi lampami stacji

W jakim metrze torowisko położone jest na marmurowej posadzce? Byłam w kilku i mimo że specjalnie się nie przyglądałam, to marmur raczej rzuciłby mi się w oczy. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pióro ostre, text nie z mojego “rynku” pendolino zawiodło, wiadomo zbyt wolne.

Cóż, tekst jest niewątpliwie ładny. Dużo w nim ładnych zdań, miłych dla oka metafor i obrazowych wizji. Szkoda, że słowa –  choć ładne – zdają się być odrobinę puste. Badanie rynku, jak to nazwałeś, chyba wypadło pomyślnie – teraz ubierz w te ładne słowa jakąś świetną historię i nikt nie będzie miał powodów do narzekań.

dwójką rozmazanych punkcików. – a nie dwoma rozmazanymi punkcikami? Tak tylko pytam, bo nie jestem pewna, ale dwójka jest chyba zarezerwowana dla chłopca i dziewczynki, a tu  są dwaj chłopcy (ten punkcik).

Tja, jakoś mnie ten tekst nie przekonał – ani do prawdziwości próby samobójczej, ani do radości życia. Żeby pisać o samobójstwie, trzeba wiedzieć, o czym się pisze. Żaden samobójca nie jest szczęśliwy z powrotu do życia. To, o czym napisałeś, to nie próba samobójcza, to próba zwrócenia na siebie uwagi, to próba podniesienia sobie samooceny, to wybryk małolata pragnącego emocji. Dlatego choć tekst dość ładnie napisany, dla mnie jest nieprzekonujący. 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik: A kto powiedział, że nie opisuję wybryku małolata ;p? Wiek dojrzewania, pierwsze krosty na twarzy, w głowie dziwne pomysły… może dziewczyna go rzuciła? Może czytał teksty romantyczne w drugiej liceum? Ale oczywiście, mogę się mylić : )

 Á propos fabuły, zapewniam, że w kolejnych opowiadaniach bardziej ją rozwinę ; )

A wiesz, Spectrum, że jakoś początek wskazywał na osobą starszą i znudzoną/znużoną życiem. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem, ale i mam problem. Niby jest napisane w miarę, ale z drugiej strony… wydaję mi się, że taki tekst powinien wzbudzać emocję. A nie wzbudzał, przynajmniej we mnie.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Napisane nieźle, ale w sumie dla mnie to scenka i to niespecjalnie odkrywcza. No i nie ma tu fantastyki za grosz ;) I zgadzam się z Madejem – emocji tu nie ma.

Tylko nie "Tęcza"!

Napisane ładnie, ale nie przepadam za takimi tekstami. Następnym razem poproszę coś z fabułą :)

 

Nie wiedziałem kiedy to nastąpiło – > Nie wiedziałem, kiedy to nastąpiło

nie dostrzegłem barw które tworzyły – > nie dostrzegłem barw, które tworzyły

Nowa Fantastyka