- Opowiadanie: śniąca - Kurier mimochodem

Kurier mimochodem

Taka bajka last minute. Bo chciałam przygarnąć kropka...

 

I musiałam ciąć, by zmieścić się w limicie – buuu :( 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kurier mimochodem

Ada, gdy zjechała z promu w Kristiansand, pognała na północ. Cieszyła się jak małe dziecko z upragnionej zabawki. Wreszcie, przynajmniej na te dwa tygodnie urlopu, pozostawiła za sobą nieznośne upały, które tego lata nawiedziły Polskę. Czterdzieści stopni w cieniu może jest dobre dla Afrykańczyka, ale nie dla jej umęczonego ciała i mózgu, który odmawiał funkcjonowania w takich temperaturach. Dzień przed wyjazdem zdecydowała się na zmianę planów i odwołała dokonaną pół roku wcześniej rezerwację  w pensjonacie Bursztyn w Niechorzu.

Nie obchodziły jej historyczne odkrycia w wyschniętych korytach rzek, czy osiedlowe boje o kilka kropel wody przy beczkowozie, ani tym bardziej bitwy o skrawek plaży z widokiem na morze. Pragnęła prawdziwej ochłody pieszczotą ciągnącego od lodowca powiewu. Chciała w kryształowym strumieniu zmyć z twarzy wspomnienie nakładanego do biura makijażu. Pożądała łyka słodkiego nektaru z górskiego źródła. Marzyła o samotnym zanurzeniu się w kojących objęciach zdrowej Matki Natury. Łaknęła kontaktu z pierwotną magią nieskażonej cywilizacją przyrody.

Dlatego nie zatrzymywała się, nie podziwiała skandynawskiej, drewnianej zabudowy. Nie zwracała uwagi na tabliczki zapraszające do lokalnych atrakcji turystycznych. Przed oczami miała wyłącznie zapamiętane z poprzedniej wizyty odległe, ośnieżone szczyty Jotunheimen, w rzeczywistości wciąż jeszcze niewidoczne. Po nim kolejne parki – Hardangervidda, Rondane, Dovrefjell. 

 

***

Ada stanęła obok dwóch kamperów na prowizorycznym parkingu w Kongsvoll. Wejście na szlak miała na wprost maski samochodu. Zabrała z tylnego siedzenia naszykowany wcześniej plecak i, zamykając auto, zastanawiała się, czy o czymś nie zapomniała. Wzruszyła ramionami – jeśli tak, to trudno, jakoś sobie poradzi. W tej chwili szkoda było czasu na przegląd bagażu. Do chaty miała jakieś trzy godziny marszu, a pora była już późna. Jakby zamarudziła teraz, to czekałaby ją wędrówka po ciemku.

Dziewczyna zarzuciła plecak na ramiona i przeszła na drugą stronę jezdni. Pierwsze kilka kroków prowadziło lekko w dół, ale gdy tylko przekroczyła most, zaczęła się ostrzejsza wspinaczka rzadkim laskiem.

Gdy dotarła poza linię drzew, pozostało jej jeszcze tylko kilka kroków, by znalazła się na płaskowyżu. Ada zatrzymała się na chwilę, spoglądając na widoki, których nie przysłaniały żadne pnie i gałęzie. Wzrok swobodnie prześlizgiwał się po skalistych zboczach i szczytach Snøhetta, upstrzonych białymi płatami śniegu. Odetchnęła głęboko, z lubością wciągając do płuc chłodne, czyste powietrze.

Na początku bawiła się, skacząc z kamienia na kamień przy przekraczaniu licznych strumyków. Jednak ciężar plecaka dał o sobie znać i już po godzinie marszu było jej wszystko jedno, czy trapery oprą się o kamień, omyje je woda, czy mlasną w błocie.

Po trzech godzinach samotnej wędrówki Ada dotarła pod chatę. Zaskoczona spostrzegła, że gontowego dachu nie ma, a ze ścian zostały szczątki. Na drewnianym płocie wisiała tabliczka z jakimś napisem po norwesku. Zrozumiała tylko jedno słowo – niebezpieczeństwo.

Stała przez chwilę nieruchomo, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w informację. Ściemniało się już, od drugiej chaty dzieliło ją wiele godzin marszu. Wędrówka nocą nie miała sensu. Podjęła decyzję. Zrzuciła plecak i ruszyła na obchód zagrody, chcąc znaleźć najlepsze miejsce na nocleg.

Na rogu znalazła zaciszny kącik – z jednej strony płot, z drugiej, od strony szlaku, osłaniający leże głaz i do tego gęste krzaki niby trzecia ściana. Zaciągnęła tam plecak i rozbiła prowizoryczne obozowisko. Pocieszała się, że noc powinna być tu cieplejsza niż w Jotunheimen i że ma ciepły śpiwór, bo nie zabrała namiotu, planując nocleg w chacie.

 

Obudziło ją szuranie. Szelest liści. I do tego dziwaczne fukanie. Ktoś najwyraźniej usadowił się po drugiej stronie kępy zarośli. Ada otworzyła oczy i spojrzała prosto w rozgwieżdżone niebo. Od tego widoku aż zakręciło jej się w głowie i na moment zapomniała o sąsiadach. Ci jednak sami się przypomnieli. Wciąż leżąc bez ruchu, wpatrując się w gwiazdy, zaczęła przysłuchiwać się dziwnym dźwiękom. Z zaskoczeniem stwierdziła, że nie tylko, wśród jakiegoś chrumkania, fukania i warczenia, rozróżnia słowa, ale też je pojmuje.

– …może zrozumie.

– A może nie?

– Hpf! Ja bym spróbowała. Hrrr… Co mamy do stracenia? Już od… hrgh… miesiąca szukamy… A czasu coraz mniej. I niedługo świt…

Jakiś cień na moment pojawił się ponad głazem i od razu zniknął. Za głową dziewczyny zaszeleściły liście, a do uszu dobiegły słowa, które zmroziły jej krew w żyłach.

– Tato! Ona nie śpi!

Wszystko wkoło zamarło. Ada miała wrażenie, że istoty za krzakami, jak i ona, wstrzymały oddechy. Przez głowę przemknęły jej tabuny myśli, ale żadna nie podsunęła sensownego pomysłu, co zrobić. Ulegając, złudnej przecież, nadziei, że w tej cudownej krainie jest zupełnie bezpieczna, nie zabrała pojemnika z gazem. A jedyny nóż, wchodzący w skład wojskowego niezbędnika, leżał wraz z menażką na dnie plecaka.  

Na ucieczkę też nie liczyła – zanim by się wygrzebała ze śpiwora, założyła buty, zrobiła kilka kroków na nierównym gruncie po ciemku…

Nawet nie usłyszała jak tajemniczy osobnicy się przemieścili. Po prostu między głazem a płotem, tuż przed jej stopami pojawił się czarny, krępy, bliżej nieokreślony kształt.

– Khm, przepraszamy, że przerywamy sen, ale… Czy ty nas w ogóle rozumiesz?

Wciąż zaskoczona, ale i nieco uspokojona łagodnym tonem, dziewczyna uniosła się odrobinę, opierając na łokciach. Wyraźniej zobaczyła niskie postaci.

– Rozumi… – odpowiedziała odruchowo, ale urwała w pół słowa i usiadła gwałtownie. Przed nią stały trzy piżmowoły. Rozejrzała się jeszcze wkoło, by się upewnić, czy nie ma kogoś jeszcze.

– Rozumie nas! – Najmniejszy zwierzak, stojący nieco bardziej z tyłu, podskoczył niby rozbawiony źrebak. – Hura! Mamo!

– Tak, już wiemy, dziecko. Możesz się uspokoić. – Matka trąciła nosem bok potomka. – Idź, pobaw się, dorośli muszą porozmawiać. – Coś jeszcze wyfukała do syna, a potem znów zwróciła się do Ady. – Jak to dobrze, że wreszcie znalazł się ktoś, z kim możemy się dogadać. Pozwól, że od razu przejdziemy do rzeczy, bo nie mamy czasu na rozwlekłe opowieści. Już od miesiąca szukamy jakiegoś rozsądnego, pojmującego Naturę człowieka. Jednak ludzie chodzą głównie stadami, a sprawa jest delikatna i nie możemy rozmawiać z jednym człowiekiem na oczach innych. Do tego okazuje się, że nie wszyscy ludzie rozumieją mowę wołów. Jak już się nam trafił jakiś pojedynczy wędrowiec, to natychmiast uciekał, gdy tylko próbowaliśmy się zbliżyć.

Dziewczyna wygrzebała się z ciepłego śpiwora, nie zważając na przenikający do szpiku kości chłód nocy. Mimo wyraźnie przyjaznej postawy zwierząt, wolała nie być skrępowana tkaninowym kokonem. Usiadła po turecku na zmiętolonym posłaniu.

– Nic z tego nie pojmuję. Chcecie sobie porozmawiać z człowiekiem? I jakim sposobem rozumiem, co mówicie? Czy to sen, w którym jestem jakimś doktorem Dolittle?

– Ph! – Samiec potrząsnął rogatą głową, aż zafalowała długa sierść. – To nie sen, a czyste i szczere dla Natury serce. Ono pozwala dogadywać się różnym gatunkom. I nie znamy tego doktora, nie słyszeliśmy o nim. Żaden z tych, którzy przychodzą do parku, nas nie rozumie.

– I nie chcemy sobie tylko porozmawiać. Potrzebujemy pomocy. A właściwie, to trolle jej potrzebują.

– Trolle? – wyjąkała, unosząc brwi w rosnącym zdumieniu.

– Nasze trolle z Dovrefjell – kontynuowała krowa – Gróa i Alfr, bardzo pragną przekazać prezent urodzinowy dla stryjecznego dziadka wuja Alfra, mieszkającego w Jotunheimen. Mieli się na uroczystość wybrać osobiście, ale Alfr złamał nogę i nie może swobodnie podróżować. Gróa nie chce zostawić męża samego. Żadne ze zwierząt nie może prezentu przenieść. Po pierwsze, gdyby którekolwiek z nas opuściło góry Dovre i wybrało się tak daleko, to od razu opiekunowie parku by się zainteresowali. Po drugie, nie mamy jak zabrać przesyłki. Potrzebny jest do tego człowiek.

Byk fuknął, przerywając towarzyszce.

– Czas! Urodziny krewniaka są pojutrze, zaraz świt. Lepiej zabierz ten swój przenośny garb i chodź z nami do domu Gróy i Alfra.

Przyświecając sobie latarką, by mieć pewność, że niczego nie zostawiła, Ada spakowała szybko plecak, pozapinała wszystkie troki i zarzuciła bagaż na ramiona.

 

Nad Dovrefjell wstawał nowy dzień. Pierwsze promienie słońca złociły zbocza. Ada nawet nie zauważyła, w którym momencie zeszli ze szlaku. Piżmowoły nie zwalniały, więc dziewczyna nie miała czasu na podziwianie widoków. Starała się po prostu nadążać i nie przewrócić na nierównościach.

„Zachciało mi się baśniowych wakacji w baśniowej krainie, no to mam”.

 

***

Eskortowana przez rodzinę wołów wróciła na szlak po południu. Rozstali się przy ścieżce. Zwierzęta zeszły w dół zbocza i spokojnie przekroczyły rwący nurt rzeki. Ada odprowadziła je spojrzeniem i ruszyła w drogę powrotną na parking. Przypięty prowizorycznie na wierzchu plecaka, rozwinięty śpiwór łopotał i majdał przy każdym kroku. Jego miejsce wewnątrz zajął spory i wyjątkowo ciężki pakunek.

 

***

Zgodnie ze wskazówkami trolli, Ada zatrzymała się na niewielkim, szutrowym parkingu na skraju parku narodowego. Założyła ciepły, wełniany sweter, by osłonić ciało przed lodowatymi podmuchami silnego wiatru, wiejącego od ośnieżonych szczytów.

Przez chwilę stała przed samochodem, wpatrując się w odbijającą słoneczne promienie biel śniegu. Jeszcze tylko kilka dni i będzie musiała wracać do biura. Będzie jej brakowało tego surowego klimatu i pozbawionych cywilizacji przestrzeni.

Dziewczyna drgnęła, słysząc skrzekliwy dźwięk, który doszedł ją zza pleców. Gdy się odwróciła, zobaczyła dreptającego po dachu samochodu ptaka. Nie znała się na ornitologii, więc nie potrafiła określić gatunku. Przez chwilę paciorkowate oczy lustrowały ją uważnie, w końcu ptak zatrzepotał skrzydłami i ponownie skrzeknął.

– Ty jesteś tym człowiekiem z Dovrefjell od Alfra?

Bez słowa kiwnęła twierdząco głową. Po rozmowie z wołami i wizycie u trolli nic nie było w stanie już jej zdziwić. Przez głowę przemknęła tylko myśl o konieczności polerowania zrysowanego pazurami lakieru.

– Wskażę ci drogę. Chodź.

Ada sięgnęła do wnętrza pojazdu po plecak i kurtkę i ruszyła za ptakiem.

 

***

Ada z trudem wspinała się stromym zboczem, kalecząc palce na porowatej skale i żałując, że nie zabrała rękawiczek. Pod nosem, co pół słowa chciwie łapiąc oddech, przeklinała ptaka, który po prostu podleciał na skalną półkę, do której ona musiała z mozołem dobrnąć.

Tuż przed celem fragment skały, na którym dziewczyna oparła czubek buta, odłamał się i noga zjechała kilka centymetrów, zanim ponownie znalazła oparcie. Adzie natychmiast zrobiło się gorąco. Jednocześnie jakaś kosmata, biała łapa uchwyciła mocno nadgarstek dziewczyny, która z lekkością, jakby prawie nic nie ważyła, została wciągnięta na półkę.

Kosmata łapa okazała się rękawem futra, które skrywało dwa razy wyższego od dziewczyny olbrzyma o białobłękitnej, przywodzącej na myśl lód, cerze i czerwonych jak u albinosa oczach. Szeroki uśmiech odsłonił dwa rzędy kryształowych zębów.

– Witaj w Jotunheimen! Jestem Balder.

– Dzień dobry, Ada – odpowiedziała, uspokoiwszy oddech. Zaczęła zdejmować plecak. – Mam dla was przesyłkę od Alfra. Zaraz…

– Chyba nie myślisz, że po prostu wezmę paczkę i pozwolę ci od razu wracać? Nie ma mowy! – Odebrał od dziewczyny plecak, uwalniając ją chociaż na chwilę od ciężaru. – Zapraszam do środka. Odpoczniesz, posilisz się.

Wskazał ręką szczelinę w skale, która okazała się wejściem do jaskini. Przewodnik wcisnął się za Adą do wnętrza, trącił palcem jeden ze zwisających z sufitu kryształowych stalagmitów i ciemne dotąd wnętrze zalało słabe światło.

– Chwila. – Odstawił plecak i przepchnął wielki głaz, zasłaniając przejście. – Nie możemy zostawić otwartych drzwi, bo wszędobylscy ludzie gotowi by byli wpakować nam się do domu. Oczywiście, nie mam na myśli takich jak ty, tylko tych zwykłych, którzy nie słyszą i nie rozumieją głosu Matki.

Po kilkunastu krokach i paru zakrętach Ada stanęła u wejścia do olbrzymiej, pełnej blasku komnaty. Tylko raz widziała podobny wystrój i umeblowanie – w lodowym hotelu, kilka lat wstecz w trakcie ferii spędzanych w Finlandii. Bez trudu dostrzegła jednak subtelną różnicę – tutaj wszystko było naturalne i widać było, że każdy skrawek futra, każdy kryształ, każdy drewniany i kamienny przedmiot, każdy skalny odłamek, zatopiony w lodowej formie, znajdował się dokładnie na swoim miejscu, nawet jeśli zdawało się, że plącze się pod nogami. Żadnej wymuszoności, czy snobizmu. Mimo chłodu otoczenia domostwo lodowych trolli było po prostu przytulne. I w tej chwili pełne gwaru licznych gości.

Balder zdjął z ramion białe futro i rzucił je na stos w kącie. Podał dziewczynie bagaż.

– Weź paczkę, wręczysz prezent osobiście.  

Wciąż oszołomiona, wydobyła z plecaka pakunek. Poprzedzana przez Baldera, Ada mijała uśmiechnięte istoty, których nie potrafiła nazwać. Domyślała się, że są trollami z różnych klanów, ale ich wygląd nijak miał się do mrocznych czy głupich wizji filmowych. Każdy z uśmiechem ją pozdrawiał. Onieśmielona, tylko kiwała głową w odpowiedzi.

Balder stanął przed pomarszczonym, starym trollem.

– Dziadku, to jest Ada. Człowiek, który zgodził się oddać nam ogromną przysługę i dostarczyć prezent od Alfra i Gróy. Jak zapewne pamiętasz, nie mogli przybyć osobiście. Ado, oto nasz solenizant.

– Sto lat… – zaczęła zwyczajowe życzenia dziewczyna. Nie dodała jednak nic więcej, bo przerwał jej gromki śmiech, który wypełnił komnatę.

Z czerwonych oczu Dziadka popłynęły łzy.

– Drogie dziecko! Dawno się tak nie ubawiłem. Ja dziś obchodzę okrągłe, pięćsetne urodziny!

Ada czuła, jak rumieniec oblewa jej policzki. Jaka piękna gafa!

– Przepraszam, nie wiedziałam… – zdołała wyszeptać.

– A niby skąd miałaś wiedzieć? – Dziadek poklepał pokryte futrem siedzisko obok siebie. – Siadaj i niczym się nie przejmuj. Lubimy się pośmiać. I daj mi ten prezent, bo za chwilę jego ciężar pourywa twoje drobne rączki. I nie zaprzeczaj, wiem, że dla ciebie jest ciężki.

Ada posłusznie oddała podarunek jubilatowi, który szybko go rozpakował. W uplecionej z witek i traw macie skrywał się głaz. Zaskoczona dziewczyna przyglądała się, jak Dziadek obracał go w dłoniach i oglądał z każdej strony. W końcu zacmokał z zadowoleniem.

– Piękny okaz. Alfr mówił, że specjalnie go przywiózł z Vaeroy. Będzie prawdziwym ukoronowaniem mojej kolekcji. A teraz – zwrócił się do Ady – zjedz kawałek lodowego tortu. Mam szczęście, że urodziny obchodzę w sierpniu, bo dzięki temu moja kochana żona udekorowała go moroszkami i jagodami. Mogę w ciemno zapewnić, że lepszego tortu w życiu nie jadłaś.

 

***

Balder, odprowadzając Adę następnego dnia do wyjścia, zapytał przy pożegnaniu:

– Czy masz już plany na przyszłoroczne wakacje? Bo wiesz, nasz kuzyn, mieszkający na Islandii, się żeni. Nam już coraz trudniej we współczesnym świecie podróżować, a Babcia ma dla niego prezent, z dawien dawna przeznaczony na tę okazję…

 

Koniec

Komentarze

Bardzo sympatyczny tekst. Mimo kierunku raczej ciepły. Szkoda, że musiałaś ciąć (widać, że się skalpel po kościach ślizgał), bez bólu można byłoby czytać dalej. Napisany dobrze. Puenta piękna.

PS. Bałaś się, że nikt nie zajrzy? Loża czuwa. :-)

Babska logika rządzi!

Loża czuwa, Loża radzi…

Cieszę się, że klimat nie zmroził :)

A w domu już usłyszałam koncert życzeń jak ma wyglądać wersja rozwinięta, więc kto wie co przyniesie przyszłość, gdy będzie więcej wolnego czasu :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

wróciła na szlak popołudniu.  ==> czy po południu raczej?

Nie czuć było sztuczności ==> ale niezgrabne, niezręczne… Może da się coś z tym zrobić?

>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<

… a z Islandii coraz bliżej do Grenlandii… Potem Alaska, Ziemia Franciszka Józefa… Najeździ się Ada, najeździ!

Wiesz, Koleżanko, że to bliskie naiwności, a jednocześnie odległe od niej o sto sześć i pół mili geograficznej? Bo gdy tak chwilkę podumać…

Z wiarą, że poprawisz co najmniej tę ewidentną pomyłkę, wędruję na początek.

Mimo konieczności przycinania, opowiadanie czyta się bardzo dobrze, by nie powiedzieć znakomicie. Opowieść urocza, baśniowa, a podoba mi się tym bardziej, że rzecz dzieje się w Norwegii.

 

Wciąż za­sko­czo­na, ale i nieco uspo­ko­jo­na po­ko­jo­wym tonem… – Nie brzmi zbyt dobrze.

Może: Wciąż za­sko­czo­na, ale i nieco uspo­ko­jo­na po­jednawczym/ łagodnym tonem

 

Jed­nak lu­dzie cho­dzą głow­nie sta­da­mi… – Literówka.

 

Pod nosem, co pół słowa łap­czy­wie ła­piąc od­dech… – Tu też nie brzmi dobrze.

Może: Pod nosem, co pół słowa zachłannie/ chciwie ła­piąc od­dech

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Adamie, Reg – dziękuję :) Poprawki naniosłam i bardzo mi wstyd, że to po i południe tak się zlały w jedno, a ja nie zauważyłam.  

 

Oj, blisko Grenlandia Islandii, tylko godzina lotu, dosłownie jeden krok :) Ja bym się nie pogniewała, gdybym była na miejscu Ady – nie dość, że cudne miejsca do odwiedzenia, to jeszcze tacy gospodarze :) 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sama przyjemność, deser. Gratuluję. :D

Dobrze napisana, ciepła bajka. Trochę trąci naiwnością ale jak rozumiem chciała przedstawić dobro w najczystszej postaci. 

Blackburn – dziękuję :) 

 

Belhaj – “trochę”? Jak stąd na Grenlandię :) Toż to bajka! I też dziękuję :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przesympatyczny tekst :) Mam tylko jeden zarzut natury logicznej (a takie przy zabawnych, lekkich tekstach są upierdliwym mrudzeniem – wiem). Mianowicie – jak dziewczyna rozumiała mowę zwierząt, to by się pewnie już w dzieciństwie z jakimś zagubionym wróblem dogdała ;)

Babole:

rozumiem,[+] co mówicie?

Nasze trolle z Dovrefjell,[-] – kontynuowała krowa

Tylko nie "Tęcza"!

To fajnie, że Ada, bo to chyba pasuje do Skandynawii, nie?

Pragnęła/Chciała/Marzyła/Łaknęła z drugiego akapitu to wg mnie przesada. Duża.

Ada otworzyła oczy i spojrzała prosto w rozgwieżdżone niebo. Od tego widoku aż zakręciło jej się w głowie i na moment zapomniała o sąsiadach. – Widocznie inaczej mierzy Ada czas ode mnie, bo ja ani na moment o nich nie zapomniałem, gdyż następne zdanie to już ,,Ci jednak sami się przypomnieli’’.

Dlaczego troll używa wyrażenia ,,posilisz się’’, skoro tak on, jak i inni dziwni mówią normalnie? No chyba że ty tak na co dzień mówisz.

Mam wątpliwości, czy pasuje mi tu ,,ornitologii’’ (w sensie: do bajkowej opowieści). Fabularnie i tak nie jest konieczne (jakby co).

Tenszo – dziękuję :) 

Czepialska się znalazła – powodów może być wiele – każdy może sobie wybrać, jaki mu pasuje: w dzieciństwie gadała, ale później dzieci zapominają wiele z tych dziecięcych umiejętności; całe życie mieszkała w mieście, gdzie nawet o wróble ciężko ;); taka machina – dar objawił się w odpowiednim wieku/momencie/ w ślad za realną i konkretną potrzebą. W wakacyjnej bajce aż tak mocno pełnej logiki szukasz? ;)

 

Nioc – cieszę się, że tym razem zostawiłeś komentarz :)

Co do pragnień itd – nie zmienię, bo tak miało być, ale przyjmuję do wiadomości, że nie każdemu taka konstrukcja może pasować.

Dla mnie posilanie się to normalna rzecz – zarówno jako czynność jak i słowo – tak, używam, nie nagminnie, ale jednak. 

Ornitologia też zostanie – bajka, bajką, ale akcja dzieje się minionego lata (AD 2015) we współczesnym świecie, więc nie popadajmy w przesadę. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

ok

Tekst bardzo przyjemny w czytaniu. :) aczkolwiek udowadnia, iż stworzenia magiczne również maja swoje problemy ;) 

Jakże się cieszę, że mimo braku czasu zajrzałam do Twojego tekstu. Jest prosty, piękny i z przekazem. Super się czyta taką bajkę i może napisz ich więcej, o przygodach Ady w różnych krajach – to mógłby być taki Tomek dla zupełnie małych dzieci. (Tomek Szklarskiego, oczywiście).

Dokładam swój klik do biblioteki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

MPJ – dziękuję za wizytę :) A dlaczego magiczne istoty nie miałby mieć problemów? Nie może być za różowo :)

 

Bemiku – także się cieszę, że jednak znalazłaś chwilę, żeby zajrzeć i że się podobało :) I dziękuję za klik.

A za porównanie (dalekie, ale co tam) do jednego z moich ukochanych bohaterów z dzieciństwa – głęboki pokłon.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo sympatyczne, ciepłe i bajkowe. Klimat Norwegii czuć, aż mi się stażyk w Bergen przypomniał. I tort z moroszkami (trolle mają dobrze, im te przeklęte pestki pewnie nie wchodzą w zęby):)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Tort miał być jeszcze z malinami i poziomkami, ale za dużo literek ;) 

Dziękuję, Alex, za wizytę i komentarz. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zgadzam się z wcześniejszymi komentarzami. Bardzo ciepły i przyjemny tekst. Podobał mi się.

 

Ps. I w sumie to miałam przeczytać inny tekst (ale jestem okropna, ale chciałam dyżur wyrobić:P), ale czytałam na telefonie i przez pomyłkę weszłam w Twój i nawet nie zauważyłam, że coś jest nie tak. Tylko tytuł mi się nie zgadzał z treścią. Jak przeczytałam to zrozumiałam czemu. :P Niech żyje spostrzegawczość. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Czuć, że cięłaś, Śniąca! :P

Fajne opowiadanko, rzeczywiście bardzo “soft”, przedstawia taką niecodzienną wakacyjną przygodę.

Jako, że miło kojarzy mi się imię Ada, jak i Norwegia, odebrałem tekst pozytywnie, choć brakował czegoś bardziej emocjonującego, angażującego…

Świetny fragment z życzeniem: Sto lat!, uśmiałem się :D

O jakości Twego warsztatu nie będę się wypowiadał, bo nie wypada – wiadomo, że jest świetnie.

 

A co do trolli, to dzięki Tobie przypomniało mi się stare, dobre Arckanum! Ten koleś jest świrem – wyznaje antykosmiczny satanizm i lubi chodzić po norweskich lasach, przebrany za trolla, coby postraszyć niewinnych Norwegów ;D

Przejrzyj sobie, choć muzykę możesz wyłączyć, bo pewnie nie zdzierżysz:

https://www.youtube.com/watch?v=fZmHho8ZEPI

 

Rock on!

 

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

W czasie czytania takie miłe ciepełko wokół serca poczułam, że się wyrażę górnolotnie. Szkoda, że cięłaś – wstęp przygniata resztę. Ale i tak przyjemna lektura.

Dziękuję wszystkim za wizytę i kilka słów :)

 

Morgiano – ja tam nie narzekam, że się pomyliłaś ;)

 

CountPrimagen – video ciekawe (muzyka spoko :)). Jak oglądałam, to zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdybym takiego spotkała w lesie. Podejrzewam, że walczyłyby we mnie chęć nawiania byle prędzej z chęcią wyciągnięcia aparatu :) Nie mam pojęcia, co by wygrało. 

 

Rooms – wstęp i tak jest poszatkowany i więcej z niego wyciąć nie miałam serca. Cieszę się, że jednak ostatecznie się spodobało. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Morgiano – ja tam nie narzekam, że się pomyliłaś ;)

Ja też nie, przyjemne opowiadanie. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bardzo sympatyczne. Trochę mi zgrzytnęło to serce otwarte na Naturę – trąci naiwnością w eko-newage’owym stylu. No i mimo Twoich wyjaśnień wciąż mi nie pasuje, że ona tyle lat przeżyła i nie wiedziała, że może gadać ze zwierzakami…

 

Natomiast tekst jest uroczy w naturalny, niewymuszony sposób. I świetny tytuł, od razu mnie zaciekawił.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mirabell, dziękuję za wizytę i komentarz. 

 

No i mimo Twoich wyjaśnień wciąż mi nie pasuje, że ona tyle lat przeżyła i nie wiedziała, że może gadać ze zwierzakami…

Biorę do serca na przyszłość. Tu się mogę jedynie wytłumaczyć limitem, który nie pozwolił mi już na wyjaśnienie takiej sytuacji. Bo tego elementu zaskoczenia nagłą umiejętnością nie chcę zmieniać.

I świetny tytuł, od razu mnie zaciekawił.

To się cieszę w dwójnasób, bo tytuły to dla mnie generalnie zmora :) 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śpioszko,

Bardzo przyjemne to opowiadanie, takie bajkowe i w tych kategoriach oceniam je bardzo dobrze. Ostatnio sporo takich tekstów czytam ze starszą córką. Myślę, że spokojnie mogę jej to wydrukować. Obstawiam, że jej się spodoba. Dla mnie osobiście tekst jest nazbyt bajkowy, ale jak już zauważyłaś, ostatnio zbaczam trochę ze ścieżek jasnych, łatwych i przyjemnych.

Za to nadzwyczajnie podobały mi się opisy okoliczności przyrody. Po lekturze, aż mnie nosi, żeby spakować buciory i pojechać w góry, nawet o tej porze roku, wiedząc, że czyszczenie obuwia z błota będzie mało przyjemne. Za to bardzo dziękuję.

Serdeczności.

empatia

Śpioszko, przygarnęłaś Kropki już wcześniej, a ja z serca Ci je dałem, wiem, pamiętam. Jednak jedną jeszcze sobie zostawiłem, żeby mieć czym Cię obdarować w stosownej chwili, tak jak na to zasłużyłaś. Chwila owa nadeszła właśnie, więc z radością składam na Twoje ręce tego oto malucha:

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Panowie pozwolą, że w kolejności odpowiem :) 

 

Empatio – Czytaj z córą, niech jej na zdrowie idzie! Cieszę się, że mimo ostatnich ciągot ku mrocznej stronie, znalazło się w tej bajce coś, co i Tobie się spodobało. 

 

Cieniu – Malucha przygarniam i do reszty gromadki dołączam, by nie czuł się samotny. Zapewniam, że wszyscy razem doskonale się bawimy i żaden kropek nie narzeka ;) 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sympatyczne. Dobrze mi się czytało. :)

Marcinie, dziękuję za wizytę i cieszę się, że się dobrze czytało :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pozostaje mi tylko powtórzyć to samo, co przedpiścy – ciepłe, sympatyczne, wręcz odrobinkę naiwne opowiadanie. I oczywiście widać blizny pooperacyjne. Momentami wyraźnie czuć, że tekst stracił na braku poszczególnych scen, ale limit to limit. Koniec końców nieźle z tego wybrnęłaś = przyjemnie spędzony czas. Pińcet lat!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

To, że lubię Twoje piórko, to rzecz ani nowa, ani dziwna, bo piórko masz śliczne (w ogóle, to mam co najmniej kilka Twoich opowiadań do nadrobienia – smoki, demony, takie tam. Gupi jestem, że nie robię tego na bieżąco).

Ten tekst, choć może nie zawyża średniej, to z pewnością też jej nie zaniża, choć czuć, że zrobiliśmy mu krzywdę tym limitem. Ogólnie, jak dotąd jest to jeden z bardzo nielicznych przypadków, kiedy żałuję, że pula znaków na opowiadanie jest taka skromna.

Wnosząc po tym, jak operujesz nazwami własnymi i jak ślicznie, a przy tym swobodnie opisujesz poszczególne krajobrazy, wydaje się to oczywiste, ale na wszelki wypadek użyję formy pytającej: Widziałaś te wszystkie miejsca na własne oczy?

Z uwag technicznych, to jak na mój gust za często używasz imienia bohaterki. (No co? Coś musiałem napisać… ;)

Jeśli chodzi o fabułę, to jest prosta i niezbyt wymagająca, ale też bardzo ładna. I w sumie ciekawa. A że “Kurier” jest bajką – bo co do tego nie mam wątpliwości – to bardziej złożona być nie powinna.

Jedno, do czego się przyczepię, to bezrefleksyjność Ady wobec spotkania z niespotykanym. Może nie raziłoby to za bardzo, gdyby nie to, że wcześniej poświęciłaś tak wiele miejsca jej odczuciom odnośnie upałów, wypoczynku w “Bursztynie” i tęsknocie do dzikiej przyrody Skandynawii. W porównaniu z tymi bogatymi, pięknymi opisami “Zachciało mi się baśniowych wakacji w baśniowej krainie, no to mam“ wypada naprawdę bladziutko.

 

Niemniej jednak, czytanie takich opowiadań to sama radość.

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nevazie, dziękuję :) 

 

Cieniu, jak zwykle lejesz miód na moje serce i nawet słowa krytyczne z wdzięcznością przyjmuję, bo je tak wdzięcznie przekazujesz :) Co do bezrefleksyjności, skorzystam z wymówki i zasłonię się limitem znaków i koniecznością cięcia (a co!). 

Tak, byłam tam – w Norwegii trzykrotnie, za każdym razem staram się być w innym, nowym miejscu. W Jotunheim i Dovrefjell byłam w tym roku. W tym wątku nawet wrzuciłam jedno zdjęcie: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/14366 

 

Edycja.

Wow! Teraz dopiero zauważyłam, że są wyniki. Bardzo dziękuję :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Opowiadanie z tych ciepłych, milusich, infantylnych wręcz – a więc z góry uprzedzam, że jestem uprzedzony :) Dziwi mnie rozdźwięk pomiędzy początkowymi opisami przyrody a późniejszym brakiem scen. To znaczy: wolałbym, żebyś zamiast opisywać naturę i odczucia bohaterki pozostawiła te znaki na rozszerzenie tego, co nastąpiło potem. Pewnie na komplet scen by nie starczyło, bo i tak musiałabyś potraktować je skrótowo, co odniosłoby jeszcze gorszy efekt niż całkowite ich pominięcie, ale z drugiej strony mogłaś rozszerzyć to, co już było o więcej fabuły. Na pewno też opowiadanie z początku zgrywa coś, czym potem okazuje się nie być – klimat pierwszych akapitów jest inny niż to, co się dzieje po spotkaniu piżmowołów. Szkoda, bo miałem nadzieję na jakąś opowieść podróżniczą… :) No i te norweskie nazwy własne (parków, góry, czy co tam jeszcze było), właściwie nic nie wnoszą (równie dobrze mogłabyś napisać tam cokolwiek po norwesku i dla czytelnika takiego, jak ja – a pewnie takich jest większość – nie miałoby to znaczenia) a występują w pewnym momencie w zbyt dużym zagęszczeniu.

I to tyle ode mnie :)

Dziękuję, Beryu, za wizytę i komentarz. Ostrzegałam, że bajka :) Pretensji więc za krytykę nie mam, a uwagi przydadzą się przy poważniejszych tekstach. 

Szkoda, bo miałem nadzieję na jakąś opowieść podróżniczą… :)

Opowieści podróżnicze to nie pod adresem portalu fantastycznego :) Jeśli jednak miałabym choć jednego czytelnika w tym temacie, to notuję na przyszłość, że mogę kiedyś podróżniczo zaszaleć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ach, ostrzegałaś, że bajka, zaiste – ale przegapiłem ten fakt, bo jechałem gdzieś i zgrałem sobie parę tekstów z dyżuru na czytnik. Oczywiście przedmowy pominąłem :) Wydaje mi się, że do oceniania bajek się nie nadaję :)

Opowieści podróżnicze to nie pod adresem portalu fantastycznego :)

Dlaczego? Może być opowieść podróżnicza z trollami :)

Na razie w podróżniczych tekstach nie fantazjowałam (lekkie podkolorowanie się nie liczy), ale zachęciłeś mnie :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fantastyka – jest

Wakacje – są

 

Oj, śniąca :) Tak mi się zrobiło norwesko jakoś… i nie wiedziałam nawet, że to takie miłe uczucie, bo zawsze uważałam się za wyjątkowo ciepłolubną. Nie dla mnie górskie szlaki, nie dla mnie ośnieżone szczyty… A jednak – opowiedziana przez Ciebie historia mnie urzekła. Poczułam się, jakbym tam była, a jednocześnie miałam ten komfort, że mogłam sobie siedzieć i popijać ciepłą herbatkę i nawet nie musiałam wychodzić z domu ;) 

Jako bajka opowiadanie jest ok, natomiast mam odczucia podobne do beryla – bohaterka zbyt łatwo “brnie” w kurierskie zadanie. “O, super, mam dostarczyć przesyłkę od jakichś dziwnych istot do ich krewnych – jasne, nie ma sprawy! Po drodze dostarczyć pierścień do Mordoru? Zrobi się!” Trochę mi przypominała pod tym względem Transportera, tyle że on za takie usługi brał niezłą kasę ;) Nawet jak na bajkę nieco zbyt naiwnie… Można było łatwo rozprawić się z tą kwestią poprzez skrócenie mniej istotnych fragmentów i urealnienie reakcji Ady, ale to już tak na przyszłość.

Jeśli chodzi o styl, to jest w porządku, chociaż na samym początku zazgrzytało mi jakoś zdanie: “Pragnęła prawdziwej ochłody pieszczotą ciągnącego od lodowca powiewu.” Za dużo cukru w cukrze, nie sądzisz?

Ale ogólnie opowiadanie bardzo mi się podobało… Nie było plaży i drinków, ale też wypoczęłam :) No i “Sto lat!” – to takie bardzo w moim stylu (tzn. gafa) :)

Dobra, norweska robota!

Poczułam się, jakbym tam była, a jednocześnie miałam ten komfort, że mogłam sobie siedzieć i popijać ciepłą herbatkę i nawet nie musiałam wychodzić z domu ;) 

Bo takie opowieści właśnie najlepiej czyta się w ciepłym domu, gdy na zewnątrz szaleje jesień albo jeszcze lepiej zima :) To jak z oglądaniem pięknego, śnieżnego krajobrazu zza okna rozgrzanego wagonu pociągu.

Beryl romantyczny…

Znać, że święta blisko, bo tu się cuda jakieś dzieją (a w marketach choinki stoją).

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Iluzjo – dziękuję za tak obszerny komentarz i cieszę się, że udało misę stworzyć Ci iluzję norweskich wakacji :) 

Co do zarzutów, już tłumaczyć się nie będę (bo się powtarzają), ale po raz kolejny obiecuję, że na przyszłość biorę do serca. 

 

Cieniu, co do wypowiedzi Beryla zgadzam się z nim w stu dziesięciu procentach :) Dobrze jest na szlaku, gdy mięśnie rozgrzewa wspinaczka i marsz, a rozpaloną skórę pieszczą chłodne powiewy północnego wiatru. Miło nawet jest nieco zmarznąć na przystanku, gdy siedzisz na ledwie nagrzanym słońcem głazie, lub zanurzony w ostrych gałązkach wrzosów, na wilgotnej ziemi. Cudownie jest po takiej wyprawie ściągnąć buty i zanurzyć stopy w lodowatym strumieniu. Jednak w pewnym momencie ideałem jest właśnie zapaść się w fotelu (lub na kanapie – co kto lubi), z albumem (żadne monitory i cyfrowe wyświetlacze!) i kubkiem gorącej czekolady i powspominać, albo poczytać, ciesząc się z ciepełka i spokoju, gdy za oknem hula zamieć :)  

Ech, rozmarzyłam się. Idę planować przyszłoroczne wakacje…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śpioszko, mieszkam w górach – niezbyt wysokich, ale przepięknych – więc doskonale wiem, o czym mówisz, a właściwie mówicie, bo ja tam beryla nie neguję. Po prostu nie znałem go od tej strony.^^

 

Jak dobrze nam

Zdobywać góry…

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka