- Opowiadanie: Finkla - Inwazja

Inwazja

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Inwazja

Eskadra krążyła dookoła obiektu. Statki z kolonistami dopiero leciały.

Trudno wymarzyć sobie lepiej dopasowany cel podboju; woda w stanie ciekłym, tlen w atmosferze, mnóstwo związków organicznych na powierzchni, biosfera wytwarzająca pożyteczne cukry, tłuszcze, aminokwasy… Planeta nawet nie wymagała surraformowania – choćby dziś można składać delikatne jaja. No, niemal. Przed przekształceniem odkrycia w wylęgarnię pozostawało jeszcze wyeliminowanie drapieżników większych niż głaszczki wojownika. Z resztą poradzą sobie robotnice niańczące jaja i poczwarki.

Szczęście sprzyjało Piątej Armii Kolonizacyjnej; tak idealnego globu Surranie dotychczas nie spotkali. Sztab tylko czekał na dane o ekosystemie, aby wybrać najszybszy sposób wytępienia groźnych gatunków. W ładowniach czekały różnorodne bomby, w anabiozerach wojownicy, w laboratoriach syntezatory wirusów… Staradmirał Nupitt dysponował bogatym arsenałem.

– Wysłać sondy optyczne – rozkazał.

Holoprzekaźniki poszybowały w różne punkty globu: do każdej strefy klimatycznej, na każdy kontynent i każdą większą wyspę, do każdego morza.

Wkrótce zaczęły napływać raporty; wywiad analizował transmisje, na mostek trafiały tylko streszczenia streszczeń i kluczowe dane. Nagle zabuczał sygnał wiadomości o najwyższym priorytecie.

Adiutant natychmiast umieścił infokapsułę w projektorze. Po chwili nad stołem pojawił się hologram czegoś, co przypominało typowe surrańskie drzewo. Znacznik wywiadowców pokazywał, na której części obrazu należy się skoncentrować. Po niecierpliwym geście staradmirała podwładny powiększył interesujący fragment. Skala na powierzchni blatu sugerowała, że to niemal naturalna wielkość nagranego obiektu.

Wszyscy zobaczyli, jak po niby-drzewie wędruje osobnik bardzo podobny do Surranina, tylko wielokrotnie mniejszy. Obecni aż drgnęli, kiedy maluch został zaatakowany przez roślinę. Jedna z gałązek chwyciła stworzonko i pałaszowała, aż jej się listki trzęsły.

Oficerowie skulili się z grozy, odruchowo podkurczyli odwłoki. Nad stołem popłynęły feromony współczucia. Nupitt wdusił guzik interkomu i warknął:

– Czy to jedyny gatunek drapieżnych roślin?

– Nie. Do tej pory przeanalizowaliśmy dwadzieścia jeden dużych gatunków, w osiemnastu przypadkach stwierdziliśmy zachowania agresywne. Wszystko wskazuje na to, że to popularna adaptacja ewolucyjna na tym świecie.

Staradmirałowi szczękoczułki zadrgały z frustracji. Taka planeta! Idealna pod prawie każdym względem! Ale żyły na niej drapieżne rośliny. Szlag! I nie można ich wytępić, bo wtedy z ekosystemu prawie nic nie zostanie. Z łatwością mógł wyeliminować te krwiożercze drzewa. Cały proces zająłby raptem kilka, co najwyżej kilkanaście obrotów wspaniałego globu. Ale co zostanie z biosfery po usunięciu większości dużych organizmów fotosyntetyzujących? Która piramida pokarmowa wytrzyma zlikwidowanie takiej części dolnej warstwy?! Równie dobrze można od razu zakładać kolonię na którejś z sąsiednich pustynnych planet. Co za perfidny pech!

– Odwołuję atak. Wycofujemy się. Przegrupować flotę w szyk marszowy. Poszukać obiecujących układów słonecznych w sąsiedztwie. Zawiadomić mnie, gdy nadejdą raporty.

Podwładni rzucili się wykonywać rozkazy. Nupitt, sztywno trzymając odwłok, aby nikt nie odgadł targających dowódcą emocji, pomaszerował do kajuty admiralskiej.

Projektor nadal odtwarzał zapętlony atak modliszki na jakiegoś owada.

Koniec

Komentarze

Staradmirał Nupitt, dysponował bogatym arsenałem.  ===> Koleżanka najwyraźniej pozbywa się ponadnormatywnego zapasu przecinków. :-) 

:-) Coś strachliwi ci Surranie. jeden przypadek zaobserwowany, a oni ogony podwijają i chodu…  :-)

 

Ciekawie opisana scenka, ale zakończenie dość przewidywalne, z drugiej strony mam wrażenie, że o to chodziło. 

F.S

Dziękuję, Adamie.

Oj, faktycznie. Nie rozumiem, skąd tam się wziął przecinek. Ani chybi wrogowie podrzucili…

Niezupełnie jeden – wspominam, że przeanalizowali dwadzieścia jeden gatunków, w osiemnastu przypadkach coś tam owadzika zeżarło.

Babska logika rządzi!

Foloinie, też dziękuję. :-)

Oj, przewidziałeś puentę? Nie całkiem taki efekt chciałam osiągnąć. Raczej miałam zamiar wpuścić Czytelnika w maliny rosiczki.

Babska logika rządzi!

W sumie chodziło mi… a niech będzie, że przewidziałem – wróżbita Maciej ze mnie :D A chodziło mi o to, że Ziemia od razu mi wskoczyła. A zakończenie cud rosiczka :D

F.S

Uch, całe szczęście, że moja żona nie wyjechała w delegację, czy jak to tam było… ;-)

Ziemia faktycznie była przewidywalna – tak na szybko nie przychodzi mi do głowy żadna opera kosmiczna, w której nie byłoby Ziemian. A skoro agresorzy nie pasują…

To ja sobie wybiórczo czytam, że zakończenie cudne i cieszę się, że jednak trochę zaskoczyłam.

Babska logika rządzi!

A dlaczego nie było alarmów w tych siedemnastu pozostałych przypadkach zachowań agresywnych, hę? Jak oni tacy delikatni, ci Surranie, to już przy pierwszym powinni dygotać…

Wysłali pierwszy przypadek. No, może drugi, jeśli holofilmik był lepszy. Pozostałe napłynęły trochę później, ale zdążyły przed rozmową z admirałem.

Masz jeszcze jakieś pytania? :-)

Babska logika rządzi!

:-)  Coś mi się jakoś tak zaczęło wydawać, że zadawanie dalszych pytań może grozić zdalnym odpaleniem monitora, więc nie, nie mam, bo monitor był drogi i dość trudno dostępny jako niezbyt typowy… :-)

Oj, szkalujesz mnie Waść. Kiedy Finkla ostatnio popsuła komuś sprzęt za dyskusję pod jej tekstem?

Masz pytania, to wal śmiało. :-)

Babska logika rządzi!

:-) To nie szkalowanie, to ostrożność. Niech inni ryzykują… :-)

Moim zdaniem zabrakło zaakcentowania, że ten przypadek – mało istotne, który z kolei – był najbardziej spektakularnym i dlatego pokazano film admirałowi. Powstałby domysł, że z jakimiś tam drobiazgami Surranie potrafiliby się uporać, zabezpieczyć przed nimi albo zlikwidować gatunek bez szkody dla biosfery – ale na takiego rozbójnika niestety nie znajdą sposobu.

Hmmm. Nie wydawało mi się istotne, dlaczego akurat ten z osiemnastu innych wybrano do demonstracji. Czy to coś zmienia, że ten akurat jest pierwszy, najostrzejszy, najkrótszy, z ofiarą najbardziej podobną do agresora…?

Oczywiście, że potrafiliby się uporać z tymi krwiożerczymi roślinkami. Toż piszę: “I nie można ich wytępić, bo wtedy z ekosystemu prawie nic nie zostanie“. Można usunąć zagrożenie, ale właściwie razem z biosferą, która czyni planetę tak idealną do kolonizacji. Ot, paradoksik. ;-)

Babska logika rządzi!

Jasne, że zmienia. Wyobraź sobie, że prowadzisz natarcie siłami dywizji. Plutonu przeciwnika nie zauważysz, kompanię rozdepczesz, batalion rozpędzisz na cztery wiatry, pułk rozjedziesz czołgami, dywizję też możesz pokonać dzięki sprytowi taktycznemu, ale korpus to już za wiele, zdrowiej spierniczać,  bo nie Ty, a Tobie skórę przetrzepią. To powinno wynikać z tekstu, że temu i temu damy radę śpiewająco, z tym dłuższa zabawa będzie, ale góra nasi, a na tego rady nie mamy i podajemy tyły. A nie tak, że jeden filmik i paniczna ucieczka. Jasne, trochę enigmatyczności ma swój urok, ale bez przesady, bo admirał i jego komando na cykorów wychodzą. Gdzie planowanie, systematyczne rozpoznanie i systematyczna sprawozdawczość? Co to za admirał, który nie żąda ciągłego spływu danych w sytuacji przygotowywania do desantu?

Hmmm. Wyobraź sobie, że tematyki wojennej nie lubię do tego stopnia, że nie potrafiłabym podać orientacyjnej liczebności wymienianych przez Ciebie jednostek. Tych od plutonu w górę nawet nie mogłabym uszeregować od najmniejszej do największej. No, armia to chyba spora jest… Ale ideę rozumiem.

Tylko nie na tym polega problem Surran. Zwróć uwagę na fragment:

Do tej pory przeanalizowaliśmy dwadzieścia jeden dużych gatunków, w osiemnastu przypadkach stwierdziliśmy zachowania agresywne.

Czym zapchasz dziurę po wytępieniu osiemdziesięciu kilku procent gatunków drzew?

Wyobraź sobie taką sytuację: dowodzisz wojskiem, masz zdobyć cholernie cenne, zabytkowe, prestiżowe itd. budynki, żeby zamieszkała w nich rodzina królewska Twojego kraju, na siedzibę parlamentu, bibliotekę narodową i parę innych ważnych instytucji. I wywiad dostarcza Ci informację, że upatrzone domki zbudowano z azbestu, z kanalizacji ulatnia się gaz o właściwościach podobnych do iperytu i jeszcze kilka niespodzianek. Owszem, możesz zlikwidować te niedogodności, zrzucając kilka bomb atomowych. Technicznie nie ma problemu – autochtoni ledwie zaczynają prace nad sterowcami, więc nie będą Ci przeszkadzać, masz wymagany sprzęt. Tylko po co?

Ale jeśli tego wszystkiego nie widać po przeczytaniu tekstu, to coś skopałam. Może jednak nie trzeba było brać się za admirała…

Babska logika rządzi!

Wypisałem, co łatwo zgadnąć, według rosnącej liczebności jednostek. Następna byłaby armia i grupa armii. Siły i zdolności bojowe w tej samej kolejności – jeżeli ten sam rodzaj wojsk bierzemy pod uwagę. Należałoby uwzględnić jeszcze składy jednostek pod względem techniki, etaty dla artylerii z rozbiciem na rodzaje dział, etaty dla czołgów z rozbiciem na rodzaje – to jest, krótko pisząc, niezła łamigłówka, takie szeregowanie i ocenianie sił na poważnie, a nie po łebkach, sugerując się nazwami.

Mniejsza z tym, to była uproszczona  ilustracja.

Atomówki niczego nie załatwiają, ponieważ niszczą obiekty, które mam zdobyć, domyślnie w stanie, nadającym się do co najwyżej remontu, a nie całkowitej odbudowy. Zresztą po co atomówki, dywanowy, byle celny nalocik, huraganowy ogień klasycznej artylerii wielkokalibrowej, samosterowne manewrujące rakiety z głowicami konwencjonalnymi, wybuchającymi wewnątrz budynków, i też masz kupę gruzów zamiast zabytkowego pałacu. Ale nie będę nawet próbował. Wywiad przedłożył mi informacje takie, że tylko idiota napalałby się na te pałace. Autochtonom azbest nie szkodzi, iperyt to dla nich perfumy, i tak dalej – ja potrzebuję świata o konkretnych cechach, a nie świata do całkowitej przebudowy. I tego właśnie, czyli rzeczowej wstępnej i potem sumarycznej analizy w Twoim tekście nie ma, postawiłaś na zaskoczenie jednym elementem i odrobinę humoru w tle – a kłania się opowiadanko bardziej serio (co nie oznacza całkowitego braku elementów chwilowo rozweselających), bez zaskoczeń, za to z przedstawieniem kolejnego rozczarowania wynikiem poszukiwań… 

Sięgnij po “Planetę harpii” niejakiego Walentinowa; po odcedzeniu ramotek, dydaktyzmu i romansidła jak z komedii znajdziesz tam niewesołą historię istot, poszukujących – z kiepskim wynikiem, ale to ich wina – nowej planety dla siebie. Finał tej historii odrzuć, autor inaczej zakończyć po prostu wtedy nie mógł…

Ano właśnie. Można zdobyć domki, nawet da się usunąć elementy niebezpieczne, tylko wtedy budynki stracą wszystkie swoje zalety. Atomówki lepiej zachować na inną okazję. W takiej sytuacji rezygnacja z ataku nie ma nic wspólnego ze strachem.

Wydaje mi się, że zasygnalizowałam te wszystkie rzeczy o których wspominasz, ale w tym sporze chyba zawsze rację ma Czytelnik. Widocznie zasygnalizowałam je za słabo.

A “Planetę harpii” dopiszę sobie do listy lektur.

Babska logika rządzi!

Całkiem ciekawy szorcik. 

Całkiem dziękuję, Belhaju. ;-)

Babska logika rządzi!

Więc inwazja, czy nie, bo tytuł jedno, a Nupitt co innego. Dobrze napisane, wiadomo, ale jakoś mi nie podchodzi. Pozdrawiam.

Finkla, cenę cię za uczciwe oceny tekstów, jestes dobrą recenzentką, ale pisanie własnych opowieści nie jest twoją silną stroną. Nie bede się znęcał, dlatego chętnie pomoge w becie, oby nie za długi tekst. Najlepiej uczymy się rzemiosła  bez publicznej presji, forma betowania  jest ok. 

 

 

Na moje “oko”, czym innym jest ocenianie tekstu, a innym ukierunkowanie krytyki na osobę – w tym przypadku Autora. Dziwią mnie osoby, które nie potrafią tego odróżnić.

O, ile komentarzy. Dziękuję. :-)

Blackburnie, inwazja, która nie doszła do skutku, bo… Ale nie chciałam spoilować już w tytule. :-)

IHomerze, miło dowiedzieć się od Ciebie, że chociaż jako recenzentka się sprawdzam. Dzięki za chęć betowania, będę miała na uwadze Twoje zgłoszenie.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z uśmiechem. Być może nie taka była intencja autorki, ale ja odebrałem ten tekst jako delikatną kpinę z panującej aktualnie modę na space opery. Ponadto ten szort przypomniał mi pewne opowiadanie o aagresywnych roślinach – I. Bułyczow – opowiadanie pt. “Przełęcz”. Pozdrawiam.

Dziękuję, Ryszardzie.

Ciekawa interpretacja… Może i z czegoś kpiłam, ale raczej nie ze space opery. Ot, gatunek, jakich wiele, współczesna bajka, w której nie trzeba się nadmiernie martwić o szczegóły naukowe – potrzeba statków szybszych od światła, to się je opisuje i załatwione.

A rośliny, drapieżne czy nie, potrafią prowadzić wojny…

Babska logika rządzi!

Ja science fiction traktuję jako ułomny i zawodny sposób na zaglądanie w przyszłość przez literacką dziurkę od klucza. A fantasy to po prostu sposób na przedłużenie bajek z dzieciństwa.Wszystko jest dobre, co się nam podoba i tyle.

Coś w tym jest. I trudno się nie zgodzić z ostatnim zdaniem. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo… kochana… Czekaj, niech złapię oddech.

Znaczy tekst niezły, nawet całkiem. Za to przy Twojej odpowiedzi na propozycję iHomera… No się wzięłam i posikałam :)

I choćby za to, że o tekście nie wspomnę, należy Ci się ten punkt, co to Ci się należy :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki, Emi. :-)

Oddychaj, wszystko będzie dobrze. I jeszcze raz. Na przeponę. Już dobrze? ;-)

Cieszę się, że tekst nawet się całkiem spodobał.

Babska logika rządzi!

Mam problem. “Wszyscy zobaczyli, jak po niby-drzewie wędruje osobnik bardzo podobny do Surranina, tylko wielokrotnie mniejszy” – Ja to zrozumiałem tak, że skoro ziemska mrówka jest wielokrotnie mniejsza od Surranina, to mamy do czynienia z megamrówkami z kosmosu. Ale rozumiem, że miałaś na myśli, że mrówka jest wielokrotnie mniejsza dlatego, że jest na hologramie, tak?

 

Zgadzam się z Adamem, że trochę za łatwo przestraszyć tych najeźdźców.

 

A space opera bez Ziemian – “Gwiezdne wojny”, słyszałaś o takiej? Zupełnie fajne filmy, może trochę niszowe… ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Ciepłe kluchy z tych robali. Chyba ludzie byliby bardziej zdeterminowani, pewnie taka cecha charakteru: ”Co, ja nie dam rady?!”. Surranie potrafili przeskoczyć próg energetyczny pozwalający na podróż międzygwiezdną, a cykają się paru prymitywnych form życia? C’mon!

Na prawie 9 milionów gatunków żyjących na ziemi przebadali niszowe 21 i dają nogę bo coś wielokrotnie mniejszego robala zeżarło? Nie znają pojęcia skali, czy źle czujniki skalibrowali? Oficerom naukowym powinni czułki pourywać za taką analizę. To jakby Kolumb dał nogę z Ameryki po zauważeniu jak jaguar poluje na małpy.

Czytałem lepsze “finkle”. :)

Pozdro!

 

Edit: To po co im ta flota wojenna?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dziękuję, Panowie. :-)

Diriadzie, zrozumiałeś tak, jak chciałam, żebyś zrozumiał.

“Gwiezdne wojny”, “Gwiezdne wojny”… Czekaj, chyba coś słyszałam, może nawet kiedyś oglądałam odcinek albo dwa. Wydaje mi się, że bohaterowie uderzająco podobni do Homo sapiens. To nie byli potomkowie Ziemian?

Zalth, daliby radę, tylko musieliby zniszczyć zbyt duży kawałek zdobyczy, żeby opłacało się atakować. Gdyby podbicie planety nie wiązało się z rozwaleniem ekosystemu, to flota by się nie wahała (od tego ona jest, od tego jest ona). Dobra, dopiszę coś, żeby lepiej było widać, że to nie ze strachu. Ale jeśli ktoś potem zarzuci mi łopatologię, to bezczelnie zwalę na Was, marudy. Czujcie się ostrzeżeni! ;-)

Nie zgadzam się z Twoim porównaniem. Dla mnie to raczej tak, jakby Kolumb zaobserwował, że drzewa zżerają małe małpki. Ja bym się potem nie dziwiła, że Krzysio nie chce, żeby jego żona zamieszkała w lesie…

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dostarczę takie “finkle”, jakie lubisz. :-)

 

Edytka: Dopisałam kilka zdań.

Babska logika rządzi!

Zakończenie mnie raczej rozczarowało. Po takim krótkim tekście spodziewałem się twistu o 180 stopni a tutaj co najwyżej 22,5. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, Szyszkowy.

To cenna uwaga. 22,5 to faktycznie łagodny zakręt, właściwie korekta kierunku… ;-)

Babska logika rządzi!

Czyli to jednak megamrówki? No to już zupełnie nie łapię, czemu tak się boją tych modliszek. Pasowałaby mi interpretacja, że są jak ludzie w Wall-Em – kiedyś ich przodkowie wynaleźli jakieś napędy i insze cuda-bajery, wyruszyli na poszukiwania nowej planety, ale zanim jakąś znaleźli, to potomkowie rozleniwili się i zmienili w ciepłe kluchy, które nic nie są w stanie zrobić. I tak błąkają się bez końca, bo “o nie, na tej planecie jest tylko w 99,9% tak, jak byśmy chcieli”.

 

Gdzie potomkowie, jak “dawno, dawno temu w odległej galaktyce”? Ale wiem wiem, niby nie Ziemianie, ale ludzie ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Tak, megamrówki albo coś bardzo do nich podobnego.

Ech, nie boją się modliszek. Boją się drzew zżerających zwierzątka. Jeśli gałązka wtranżoliła malucha, to konar może się rzucić na dorosłego Surranina, a pień… I nie 99,9% jest piękne – raptem na 14% przeanalizowanych drzew nie zaobserwowano aktów agresji.

A no tak – zapomniałam o wprowadzeniu. Masz rację – to nie mogli być nasi potomkowie. Chociaż podobni. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja też spodziewałam się nieco większego twistu, ale zakończenie nie jest aż tak rozczarowujące. To, że jesteśmy na Ziemi, od początku było jasne, ja tylko zachodziłam w głowę, gdzie w takim razie jest haczyk?

 

Porządnie napisany szort, punkt się należy :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Mirabell.

Czyli twiścik trochę za mały, ale ostatecznie może być? Cieszę się, że tekst usatysfakcjonował. :-)

Babska logika rządzi!

A ja się nie czuję usatysfakcjonowana. Szort ani grzeje, ani ziębi, w ogóle żadnego wrażenia nie wywiera :(

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

OK, przyjęłam do wiadomości brak wahań temperatury. Dzięki, że zajrzałaś i próbowałaś. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam. I to wszystko, co mogę powiedzieć, albowiem Inwazja nie wywołała we mnie żadnych doznań.  :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

OK, rozumiem. Dzięki, że próbowałaś. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytane, bo krótkie. Tematyka nie dla mnie. Tzw. tekst do zapomnienia, bo żadne emocje nie wezbrały się we mnie w trakcie/ po przeczytaniu. Pozdrawiam  i życzę miłego dnia/nocy. 

Niestety, również u mnie nie drgnęły emocje. Szort sprawnie napisany, twist malutki, raczej do przewidzenia. Czekam na moje ulubione “finkle” :)

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

Idaho, emocje nie poszalały? Trudno, w takim razie emocjonującego dnia. ;-)

Rooms, nawet nie drgnęły? Aleś Ty nieczuła. ;-) To wielkość twistu ma znaczenie?

Dobra, trzeba będzie kiedyś napisać lepszą “finklę”. Może wtedy uda się przejechać czołgiem po Waszych uczuciach. ;-)

Babska logika rządzi!

Czy wielkość ma znaczenie? Hmn… :)

Co ciekawe, narzekał na nią i chłopczyk (Szyszkowy), i dziewczynka (Ty). Co to się porobiło… ;-)

Babska logika rządzi!

Gender, Panie, gender!

Ale że po wyborach też? A miało być tak pięknie! ;-)

Babska logika rządzi!

Spokojnie, przyjdzie walec i wyrówna. :)

Tak mawiał mój matematyk w liceum. Ale wtedy nie było PiS. Tylko Kukiz już śpiewał… ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem całość.

Logika opowieści poraża. Napisali to delikatnie przedmówcy.

Podsumuję: zaawansowana rasa zdobywców kosmosu, gigantyczne mrówki, odkrywa idealną planetę do podboju/kolonizacji (Ziemię). Analizują dane. I w oparciu o kolosalny błąd – uważają modliszkę(małą) pożerającą ziemską (małą) mrówkę za część drzewa (krwiożerczego) i dochodzą do wniosku, iż drzewa mogą pożerać także ich. Nie widzieli, by drzewa pożerały większe istoty, nie widzieli aparatów gębowych, zębów w większej skali, nie widzieli także ludzi.

Odstępują od podboju/kolonizacji, bo anihilacja drzew wywołałaby za dużą zmianę w ekosystemie. No i tu mam kolejny problem. Po co im ziemski ekosystem? Mieli podobny? A co z naszymi bakteriami/wirusami itp., jeżeli mieli podobny i zaiste są podobni – to może powinni się bać i go zniszczyć/odtworzyć swój. Jeżeli nie – to jest im zbędny. Jednocześnie autor pisze o kolonizacji pustynnych sąsiednich  planet (bez atmosfery, chyba że o czymś nie wiem), więc technologię terraformingu posiadają. Po co odstępują – nie wiem.

Napisane dobrze i treściwie.

Przy okazji – a gdzie królowa?.

Ignorancja to cnota.

A, nie znałam tego. Ale masz rację – fajne i ponadczasowe.

Babska logika rządzi!

i zapomniałem. Drzewa się nie poruszają (korzenie), są wolnorosnące i nie tworzą broni (co jest wiadomym), a obcy o tym wiedzą (mają podobne, tylko niekrwiożercze). Czy naprawdę, gdyby takie krwiożercze  drzewa istniały, to stanowiłyby zagrożenie dla zaawansowanej rasy?

Ignorancja to cnota.

Dziękuję, Katastrofie.

A widziałeś kiedyś modliszkę w środowisku naturalnym? Ja widziałam w jakimś muzeum, siedziała sobie w terrarium lub czymś podobnym. Gdyby nie tabliczka obok, to nawet nie wiedziałabym, że zbiorniczek jest zamieszkały. Chociaż całość została elegancko doświetlona. W dzikim lesie poznałabym, że to modliszka, dopiero gdyby mnie kopnęła.

Tak, najeźdźcy popełnili kolosalny błąd. Oparli się na danych od tylko jednego zmysłu (a było nagrać zapach!) i nie wnikali wystarczająco głęboko w problem. Uważasz, że to tak rzadko spotykane zachowanie? ;-) Co do większych zwierzątek – z samicy ptaka znikającej w dziupli w celu złożenia i wysiedzenia jaj też można wysnuć różne wnioski. Ciekawsze, jeśli samczyk ją w tej dziupli zamurowuje. I jeszcze dzbaneczniki są… Dzięki temu wszystkiemu Ziemi się upiekło.

Technologię surraformingu posiadają – wspominam o tym, ale zdecydowanie wolą planety z tlenem, ciekłą wodą i organicznym żarełkiem dla młodych.

A królowa leci statkiem z kolonistami. Ona jest od robienia jaj, nie od oczyszczania terenu. ;-)

Babska logika rządzi!

Przyznam, że mnie też historia nie przekonała – z podobnych powodów, jak te wyżej wymienione ; (

 

Wydaje mi się, że ostatnie zdanie – jak pisane z perspektywy narratora wszystkowiedzącego – powinno stanowić samodzielny akapit.

 

edit: ogólnie pomysł z modliszką myloną z częścią drzewka jest dobry – ostatecznie niektóre modliszki są bardziej kwiatkowate niż prawdziwe kwiatki. 

I po co to było?

O, a to ciekawy argument. Tak, drzewa się nie ruszają. Widać larwy Surran są głupiutkie i same mogą popełznąć tam, gdzie coś im grozi. A może właśnie liśćmi drzew się odżywiają?

Naprowadziłeś mnie na bardzo interesującą kwestię – czy cywilizowane mrówki przejmowałyby się każdym jajkiem, czy liczyły ze stratami? Jeśli to pierwsze, to czy większa przeżywalność dzieci przełożyłaby się na mniejszą liczbę jaj? Czy wymyśliłyby antykoncepcję? Czy też musiałyby szukać innych planet na skutek przemrówkowienia Surry?

Ale że drzewa nie tworzą broni? Z tym będę polemizować. Mają niekiedy bardzo wyrafinowaną broń chemiczną, nie wspominając już o banalnych kolcach. Podobno (nie mam ogródka, ale tak słyszałam) w pobliżu orzecha roślinki bardzo niechętnie rosną. Wykasza konkurencję w nasionku.

Babska logika rządzi!

O, i Syf. dotarł. Miło mi. :-)

Czyli nie przekonało, ale pomysł dobry? Zgodzę się, że “kwiatkowate” modliszki wyglądają niesamowicie. :-)

Ostatnie zdanie. Hmmm. Wydaje mi się, że (oprócz zawierania puenty) ono niewiele różni się od poprzednich; co robi dowódca, co robią podwładni, co robi projektor. Z tego powodu raczej widzę je wszystkie razem.

Babska logika rządzi!

Roślinki się bronią – jak najbardziej : P

 

edit: co do ostatniego zdania – narrator przez cały tekst stoi obok robali i opisuje świat przez pryzmat ich aparatury poznawczej. Ostatnie zdanie zaś zawiera nazwę “modliszka”, która robalom nie jest znana – stąd odniosłem wrażenie, że w tym momencie narrator zmienia perspektywę, co chyba warto by zaakcentować nowym akapitem. 

I po co to było?

Taaa, pokrzywa nawet dosyć skutecznie. A przecież to tylko w miarę delikatny kwas mrówkowy. Bywają gorsze świństwa.

Edit na edit: Hmmm. Coś w tym jest. Przemyślę jeszcze Twój argument. Myślę, myślę… A dobra, zmienię, zobaczę, jak będzie wyglądać.

Babska logika rządzi!

Obawiam się, że argumenty zostały zbyte poprzez gdybania, których w tekście nie ma, albo argumenty mało prawdopodobne.

Statystycznie rzecz biorąc wizja szukania planet z tlenem i życiem jak u nich w domu (żeby liście były pożywne, tlenu i innych gazów w sam raz, a larwy miały się dobrze) – jest mało przekonująca, sporo latania by to wymagało.

Samą pomyłkę uznania modliszki za część drzewa uważam jeszcze za możliwą, ale wnioski jakie owi obcy wyciągają z takiego faktu (istnieją drzewa, które pożerają kilkucentymetrowe, wielokrotnie mniejsze, osobniki podobne do nas) za niezrozumiałe.

Czy ty widząc jak nieznana Ci straszna część drzewa (przerażająca zaiste) w skali kilku centymetrów pożera równej wielkości małego człowieczka, uważałabyś, iż Ciebie też pożre? Jakbym widział, iż pożera krowę to bym się przestraszył. Małego człowieczka – nie.

Drzewa są nieruchome, wolno rosnące i bezbronne wobec inteligentnej rasy wyposażonej w jakkąkolwiek broń. Wystarczy założyć kolonię tam gdzie drzew nie ma (alibo oczyścić skrawek terenu) i nic się nie stanie – nie przyjdą, nie zaatakują, podstępnie nie wyrosną w pobliżu w jedną noc.

Argument następujący przyjmuję:  byli głupi. Tak, to opowieść o głupich kosmicznych mrówkach, latających statkami kosmicznymi i terraformujących.

Ignorancja to cnota.

Czy ty widząc jak nieznana Ci straszna część drzewa (przerażająca zaiste) w skali kilku centymetrów pożera równej wielkości małego człowieczka, uważałabyś, iż Ciebie też pożre? Jakbym widział, iż pożera krowę to bym się przestraszył. Małego człowieczka – nie.

Byłabym wstrząśnięta, widząc, jak drzewo pożera małego człowieczka. Nawet małą małpkę. Czy uważałabym, że mnie też pożre? Na pewno wolałabym nie sprawdzać tego doświadczalnie. Gdyby to była moja krowa, to też nie gnałabym jej do lasu. Gdybym zobaczyła sarenki spokojnie spacerujące między drzewami, trochę bym się uspokoiła, ale nie przesadzałabym z zaufaniem – może to jakieś symbionty, jak ptaszki czyszczące zęby krokodylom? Postępowanie zależałoby od poziomu rozwoju społecznego, ale raczej nie pchałabym się do lasu bez doświadczeń na ludziach. W prymitywnym społeczeństwie pewnie zapędzilibyśmy między drzewa jakiegoś skazańca. Albo kilku. Jeśli wszyscy przeżyją, to jest bezpiecznie. W technologicznych kazałabym posłać do testów androida, maksymalnie podobnego do człowieka (z tętnem i zapachem włącznie). W pośrednich – rzuciłabym drzewom zwłoki. Ale tu już test nie byłby rozstrzygający – bo może drzewa są drapieżnikami, ale nie padlinożercami?

OK, nie tłumaczę dokładnie, jak wyglądają agresorzy, jakiej wielkości jaja składają, co stanowi dla nich zagrożenie. Ale piszę, że zamierzają przekształcić planetę w wylęgarnię. Jest dla mnie oczywiste, że inkubator musi być bezpieczny. Ale piszę wprost, jakie zadanie mają najeźdźcy: “pozostawało jeszcze wyeliminowanie drapieżników większych niż głaszczki wojownika. Z resztą poradzą sobie robotnice niańczące jaja i poczwarki“. A tu zaobserwowali, że drzewa (co najmniej w osiemdziesięciu paru procentach) są drapieżne. Nie można ich wyeliminować, bo cały system padnie i planeta przestanie być taka sprzyjająca. Zadanie niewykonalne. Koniec.

Owszem, głupio. Ale takie dostali rozkazy i pomylili modliszkę z gałązką.

Może dlatego, że bardzo nie lubię agresorów i wolałabym, żeby byli durni? :-)

Babska logika rządzi!

Święte prawo autora – ustalić psychologię obcych wg uznania.

Święte prawo czytelnika – nie podobało się.

Ignorancja to cnota.

Święte prawo gościnności – traktować odwiedzających przyzwoicie.

Dziękuję za interesującą dyskusję. :-) Jeśli się nie zniechęciłeś, to może jeszcze pogadamy pod innym moim tekstem, który bardziej Ci się spodoba.

Babska logika rządzi!

O kieliszek wina za dużo albo zbyt wiele neologizmów na jedno zdanie – bo czytałem to chyba z 10 minut, czyli gorzej niż w żółwim tempie.

A poza tym? Taki sobie, o: szorcik sprawnie napisany. Nic w nim nie dostrzegłem poza skondensowanymi obrazkami.

Dziękuję, Sirinie.

Ja Ci tam kieliszków wyliczać nie zamierzam. Za dużo neologizmów, powiadasz? Hmm, głównie nazwy własne (trudno, żeby się dowódca nazywał Ziutek), trochę sprzętu… Staradmirał to neologizm?

Babska logika rządzi!

A ja, w myśl zasady: dobry tekst jest dobry, bo jest dobry, klepnę Panią w ty…m miejscu, gdzie klepnąć należy, bo to co boskie, zostało oddane Bogu, a to, co biblioteczne – Bibliotece.

 

Modliszka może i nie odgryzła mi dupy, a owadzie móżdżki rzeczywiście nie imponują polotem, niemniej czytało się naprawdę przyjemnie, puenta do uśmiechnięcia, a fakt, że pewne aspekty tekstu są na tyle kontrowersyjne, że zmuszają do przemyśleń (bo ja jakoś nie potrafię jednoznacznie określić, czy to co napisałaś ma rację bytu, czy odbytu – bardzo naciągane, ale i nie niemożliwe), też in plus, zwłaszcza, że dzięki temu opowiadanie nie zniknie tak szybko w zakamarkach starzejącego się przecież mózgu.

 

Peace!

 

P.S.

Wiedziałaś, że gdyby powiększyć mrówkę – naszą piękną, ziemską mrówkę – do rozmiarów człowieczych, to jej piękne, ziemskie nóżki nie byłyby już w stanie utrzymać ciężaru korpusu?

Niby bez sensu, a jednak przy takiej właśnie wersji upiera się współczesna nauka.

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję, Cieniu.

Cieszę się, że modliszka Cię nie pogryzła, a nawet poczułeś się zmuszony wziąć na siebie ciężar przemyśleń, których zabrakło flocie. I że rezultaty przechowasz w pamięci. ;-)

Powiększanie mrówek. Wiedziałam. Może bez szczegółów, że gdyby akurat mrówkę… Ale ogólnie tak – siła mięśni (i wytrzymałość kości pewnie też) zależy od przekroju, czyli przy powiększaniu organizmu zmienia się wprost proporcjonalnie do kwadratu długości. A masa wprost proporcjonalnie do sześcianu. No to kiedyś szkielet (względnie pancerzyk chitynowy) musi trzasnąć. Dlatego pchła może skoczyć tak daleko (w przeliczeniu na długości ciała), a strusie nie latają. Krasnoludki mogą wleźć jeden na drugiego, żeby podglądać Śnieżkę przez dziurkę od klucza, ale słoń nie uporadzi słonicy…

Byłam nawet tak przewidująca, że nigdzie nie napisałam, jakiej wielkości są Surranie. Tylko, że wielokrotnie więksi od mrówki. Ale wielo– może oznaczać, że dziesięć. ;-)

Babska logika rządzi!

Powiedziałbym, że tekst całkiem w porządku. Gdyby autorką nie była niejaka Finkla. Bo Finkla przyzwyczaiła nas do wyższego poziomu swoich opowiadań. I ja jestem po prostu oburzony i wyrażam swoją dezaprobatę. :( Bo “Inwazja”, motyla noga, jest zbyt średnia jak na Finklę. Wychodzę! ;p  

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

O, cholera. Przepraszam. I jeszcze w dyżur Ci to władowałam. Ajajajaj…

Ale ten… nie odchodź daleko. ;-)

Babska logika rządzi!

Wycofam się na strategiczną pozycję i będę obserwował Twoje dalsze poczynania. Przez lunetę. W snajperce. Także ten… wierzę, że szybko wrócisz do formy. ;p

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

No to chyba będę musiała… ;-)

Babska logika rządzi!

To do kolejki.

Chyba że się Elanar podzieli z kolegami, czym ma – karabinkiem i lunetką.

Ja to nawet bym wolała, żeby jeden patrzył przez lunetkę, a drugi trzymał broń. Może jeszcze trzeciego weźcie, niech się zaopiekuje nabojami. ;-)

Babska logika rządzi!

Czyli że generalnie bez czołgu nie podchodź?

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ale że do mnie czy do Elanara?

Babska logika rządzi!

No jużci, że do Ciebie! Wżdy sama mówiłaś, że chcesz mieć jednego od celowania, drugiego od lufy, trzeciego od nabojów. Takie rzeczy tylko w czołgu, Pani Kochana… No może jeszcze w bombowcach, ale to już śliski temat, bo zaczyna się od zdania: “Żeby cel został osiągnięty, należy przelecieć…”

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Hej, przeleciał ptaszek… ;-)

 

PB, NMSP

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, Cieniu, nie czytałeś, jakie plany ma Elanar? Otóż, wycofuje się na odpowiednią odległość. I przez lunetę snajperską będzie oglądał moje poczynania. A jak mu się znowu nie spodoba… Obawiam się, że cyngiel też ma na wyposażeniu. A ja mam wszelkie podstawy do pewnego niepokoju.

Natomiast gdyby Was tam siedziało trzech… Jeden patrzy przez lunetę i mówi drugiemu, jak trzymać karabinek snajperski. Jak już lufa będzie pokazywać właściwy kierunek, trzeci rzuca wzdłuż tego drąga nabojami. Poczułabym się bezpieczniej i nie potrzeba tam żadnego czołgu ani bombowca. Praca zespołowa, a nie jakieś samowolki! ;-)

Reg – :-)

Babska logika rządzi!

Ech, kobiety… Jak wy się nic nie znacie na męskich zabawach!

Każdy dureń, jeśli będzie miał możliwość postrzelać ze snajperki albo postrzelać z czołga, wybierze czołga. Choćby dlatego, że snajperkę w czołgu zmieścisz, czołga w snajperce już nie koniecznie. Poza tym większa lufa^^, ryk tysiąckonnego silnika, smród palonej ropy, i to poczucie wszechpotęgi, gdy nawet drzewa muszą się przed Tobą kłaniać.

Nie mówiąc już o tym, że taka snajperka, to jednak może na Ciebie ie wystarczyć, a jedynie wkurzyć. Czołg zasadniczo też może okazać się za cientki, ale przynajmniej daje jakieś szanse ucieczki.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu – pełna zgoda. Na tych zabawach się nie znam i nawet znać nie chcę. Broń mogła być piękna do wynalezienia prochu. Potem to już równia pochyła.

Powiadasz, że każdy dureń zapisuje się do czołgistów? Cóż, nie będę polemizować… Znaczy, rozmiar liczy się przede wszystkim. ;-p

Zapamiętać: jak zobaczę snajperkę Elanara albo czołg Cienia, to zatkać czymś lufę, z godnością oddalić się na z góry upatrzone pozycje i czekać na fajerwerki. ;-)

Wzrusza mnie Twoja wiara, że czołgu na Finklę może być za mało. :-)

Babska logika rządzi!

No dobra, z całym szacunkiem dla @Finkla, ale czy naprawdę opowiadanie to zasługuje na miejsce w bibliotece? Moim zdaniem nie. No chyba, że nie liczy się treść, a nick autora… Pozdrawiam :)  

Dziękuję, Idaho.

Dobrze, że przynajmniej szacunek zachowałam.

Nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie. Co najmniej pięć osób uznało, że tak. Mam nadzieję, że nie kierowały się przy tym nickiem.

Ale nie będę się upierać, że ten tekst należy do moich najlepszych. Zdecydowanie nie.

Babska logika rządzi!

Brakuje  podstawowego określnika tekstu – humoreska. Jako humoreska to nawet może być.

Pozdrówka.

Dziękuję, Rogerze.

Hmmm. Nie myślałam o tym jako o humoresce. Przynajmniej nie typowej. A zresztą – i tak takiego tagu nie ma.

Babska logika rządzi!

Całkiem niezły tekst, mam tylko jedno pytanie:

Flota inwazyjna zaawansowanej cywilizacji przeprowadzając rekonesans na Ziemi zauważa mrówkę i modliszkę, a ludzi nie?!

Zawsze bierz pod uwagę fakt, że możesz się mylić. Terry Pratchett

Dziękuję, Tajrunie. :-)

Ludzi i inne gatunki też pewnie zauważyli. Jeśli akurat uznali ich za groźnych drapieżników, to uznali, że łatwo będzie Homo s. wytępić bez szkody dla ekosystemu. Gorzej z drzewami…

Babska logika rządzi!

No nie wiem, ludzie prędzej zamienili by Ziemię w nuklearną pustynię niż ją komuś oddali. 

Zawsze bierz pod uwagę fakt, że możesz się mylić. Terry Pratchett

Ale agresorzy o tym nie wiedzą. A jeśli akurat nie sfilmowali żadnej rzeźni, mogli nawet dojść do wniosku, że to nie jest gatunek drapieżny. Ot, uprawiają sobie zwierzątka ryżyk, pszenicę, ziemniaczki… Może nawet są pożyteczni, bo będzie komu żarcie zabierać. ;-)

Babska logika rządzi!

Dołączam do grona czytelników, którzy poczuli się nie do końca przekonani logiką tekstu. Nie mieści mi się we łbie, że istoty zdolne do opracowania technologii umożliwiającej podróże kosmiczne nie są w stanie odróżnić drzew od modliszek i tak pochopnie oszacowują ich znaczenie dla ekosystemów.

co zostanie z biosfery po usunięciu większości dużych organizmów fotosyntetyzujących?

Modliszki nie są duże w porównaniu z ziemskimi drzewami. Moja znajomość biologii jest dość łopatologiczna, znajomość technologii podróży kosmicznych nawet bardziej, mimo to zabrakło mi uzasadnienia dla puenty tekstu. Żebyś chociaż napisała, że wszyscy naukowcy struli się lewą spadzią i nie było komu skalibrować urządzeń… 

 

Ziemia oczywiście była przewidywalna, choć ten wątek natchnął mnie do zastanowienia się przez kilka chwil, czy wyeliminowanie Ziemi i Ziemian z historii dziejących się w kosmosie dodaje im oryginalności. Doszedłem do wniosku, że chyba tak : )

 

Spodobał mi się pomysł (choć nie przekonało wykonanie). To mógłby być zalążek czegoś dłuższego i ciekawszego, o mrówkoludach kolonizujących odległe planety : >. Choć czytało się płynnie i szybko, z uwagi na poziom warsztatu i długość, w tej formie raczej nie zostanie w pamięci.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

OK, dziękuję za odwiedziny.

Ponawiam pytanie, która zadawałam już powyżej: widziałeś kiedyś modliszkę w środowisku naturalnym? Patyczak też może się nadać.

To prawda – decyzja o wycofaniu okazała się pochopna. Ale obejrzeli wyłącznie filmik. Gdyby byli na miejscu, wywąchaliby, że to zwierzę, nie roślina. Ale nie wyposażyłam biednych mrówek w kamerki do nagrywania zapachów. Cholernie mało wiemy o działaniu tego zmysłu.

A o mrówkach kolonizujących planety już Card pisał. O rasie “pszczółek” Łukianienko (chociaż chyba bez podbijania). Ubiegli mnie, łobuzy… Hej, czy ktoś wykorzystał już termity i szerszenie? ;-)

Babska logika rządzi!

Łukianienki znam tylko to, co wszyscy, czyli Dozory, a Carda w ogóle. Natomiast pozostając przy mrówkach, to może czytałaś to :

http://books.rusf.ru/unzip/add-on/xussr_av/bulyc137.htm?1/2

Kir Bułyczow, Mutant

Sympatyczne opowiadanko.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Łukianienko jest cholernie płodny, znacznie więcej napisał, i z różnych gałęzi – i fantasy, i space operki, i jakaś zabawa z motywami religijnymi…

Card. Ale kojarzysz Endera? Chociaż z filmu?

Bułyczowa czytałam sporo, ale tego chyba akurat nie. Skoro dałeś link, to wieczorem doczytam. Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Jestem ciekaw, co by się działo, gdyby dowódca podjął inną decyzję. Przyjmijmy, że trzeba mu zaufać, w końcu ma większe doświadczenie w tych kosmicznych sprawach :) Ogólnie ciekawy temat, jeśli się przymruży oczy, to całkiem fajne.

Dziękuję, Zygfrydzie.

Hmmm, ciekawe pytanie. Podejrzewam, że nas by nie było. A najeźdźcy długo opowiadaliby sobie anegdotkę, jak to owad lubujący się w mimikrze omal nie zniechęcił ich do podbijania takiej fajnej planety. Powstałyby przysłowia o modliszkach, a może i legendy…

Babska logika rządzi!

Z jednej strony sympatyczna opowiastka, przy czytaniu której uśmiechnęłam się kilka razy. Modliszka pasuje tu idealnie.

Z drugiej wydaje mi się, że to taki przerywnik w prawdziwym finklowym pisaniu, bo odstaje od większości Twoich tekstów. Jak już przyzwyczaiłaś ludzi do pewnego poziomu, to teraz nie marudź, że kręcą nosem ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, Śniąca.

Rozszyfrowałaś mnie. :-) Tak, to swego rodzaju przerywnik – poprawiałam powieść na “Czwartą stronę”, więc nie mogłam innym tekstom poświęcić tyle czasu, żeby stworzyć coś zasługującego na piórko albo chociaż owacje na stojąco. A ostatnio nie mam dobrych pomysłów na szorty, tylko albo wielkie kobyły, albo drabelki (ile można?). Ale lekko uzależniłam się od tej ślicznej, złociutkiej gwiazdki przy własnym tekście. :-)

A modliszka pasuje idealnie, bo to od niej zaczął się pomysł.

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. Na przyszłość Staradmirał Nupitt powinien nauczyć się taktyki rozpoznania bojem :)

Dziękuję. :-)

Mam wrażenie, że dowodzący flotą już tę taktykę przerabiał i mu się nie spodobała. Ale tego w szorcie nie zawarłam.

Aż się zaczęłam zastanawiać, jaka była przeszłość Nupitta, jak wygląda fala u mrówek… ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne opowiadanko. Przeczytałem i nie nudziłem się. Przeczuwałem zakończenie tylko bardziej spodziewałem się jakiegoś “ludzia” z muchołapką lub czymś podobnym. Muszę się jednak zgodzić, że bohaterowie tekstu są lekko strachliwi. Bo ludzie na ich miejscu bez namysłu wpakowaliby się na planetę, dostaliby łomot albo rozwaliliby co się da tylko po to, żeby ktoś potem mógł napisać grube tomiszcze pt. “Lądowanie na planecie X – co poszło nie tak” i zarobił grubą kasę na publikacji.

Straferze, dziękuję, że zajrzałeś. I miło, że się spodobało. :-)

Możliwe, że ludzie nie przejęliby się takimi drobiazgami jak żarłoczne drzewa. Ale gdyby zamierzali w tym miejscu założyć przedszkole? Sądzę, że jednak poszukaliby bezpieczniejszej lokalizacji. No, może “po złości” zrzuciliby kilka bomb… ;-)

Babska logika rządzi!

Uśmiechnęło na sam koniec, ale jakoś szczególnie nie powaliło na kolana. Taki lekki szorcik do poczytania. 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki za odgrzebanie. :-)

Dobrze, że chociaż uśmiechnęło. To podobno zdrowe jest. ;-)

Babska logika rządzi!

Mówisz? To powinnam się częściej uśmiechać. Ale nie wiem, czy nie zepsuje to mojego wizerunku zimnej s… ;)

Oczywiście żartuje. :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Żartuj, żartuj. To też dobre. ;-p

W sumie, czy wizerunek zimnej, cynicznej s…, która potrafi śmiać się ze wszystkiego byłby zły? ;-)

Babska logika rządzi!

Chyba nie. Przynajmniej byłoby to zaskakujące. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No to ustaliłyśmy: możesz śmiać się i żartować bez obaw. ;-)

Babska logika rządzi!

Holoprzekaźniki poszybowały w różne punkty globu; do każdej strefy klimatycznej, na każdy kontynent i większą wyspę, do każdego morza.

Nie powinno być “na każdy kontynent i każdą większą wyspę” albo “na wszystkie kontynenty i większe wyspy”? I czemu tam jest średnik? 

Parsknąłem przy puencie. Całkiem sensowny szorcik. Podoba mi się nazwa “Surranie”. To od surrealizmu? 

Tylko mam zastrzeżenie do niezbyt logicznego pojmowania piramidy żywieniowej. Jeśli rośliny są drapieżnikami, to nie stanowią podstawy piramidy… Ale z drugiej strony – co tam mogą wiedzieć jakieś robaczki? :D 

Dzięki, Funie. :-)

Nie wiem, wydaje mi się, że zdanie jest jasne bez kolejnego “każdego”, ale mogę się mylić. Dlaczego uważasz, że jest potrzebny? Użyłam średnika, bo wyszło mi, że to będzie skrzyżowanie między dwukropkiem (wymieniam te punkty) a przecinkiem. Sądzisz, że dwukropek będzie lepszy?

Fajnie, że parsknąłeś.

Surranie. W tym przypadku liczy się czas pisania tekstu. Nazwy własne nie są z sufitu, to mocno zniekształcona rzeczywistość. Skojarzenia z surrealizmem przypadkowe. :-)

Piramida pokarmowa w oczach najeźdźców. Zasadniczo u podstaw leży fotosynteza, ale roślinki lubią urozmaicać sobie dietę.

Babska logika rządzi!

Dwukropek byłby jak znalazł. Drugie każdy nie jest potrzebne, by wiedzieć, o co chodzi, ale wydaje mi się, że to różnica w poprawności taka jak między “przyniósł drewniany stół i krzesło” a “przyniósł drewniane stół i krzesło”. Czyli nie wiadomo jakie krzesło. I w Twojej wersji chodziłoby tylko o jedną większą wyspę, a – jak się domyślam – miałaś na myśli wszystkie większe wyspy. 

No dobra, to zaraz zmienię. Dwukropek nawet mogę wstawić bez walki. ;-)

Babska logika rządzi!

Tekst zainteresował mnie od samego początku, w końcu była mowa o szczękoczułkach. Czuję się jednak rozczarowany zakończeniem.

 

Z początku przypuszczałem, że kosmowady znalazły po prostu muchołówkę lub inną rosiczkę, a że roślin mięsożernych na ziemi nie brakuje i pochłaniają łapczywie owady przeróżnymi częściami ciała, najeźdźcy struchleli i uciekli. Nie byłoby to oczywiście za bardzo logiczne, wszak trochę dziwne, by cywilizacja zdolna do lotów międzygwiezdnych nie znała się na skali własnych urządzeń badawczych, ale byłem już w stanie założyć, że niezwykle (jak je opisałaś) empatyczne owady jakoś się tym swoim pomiarom, powiedzmy, nie przyjrzały. Takie zakończenie byłbym w stanie zaakceptować.

 

Tymczasem okazuje się, że nasi goście nie dość, że nie potrafią obsługiwać własnych urządzeń, to jeszcze nie rozpoznają podobnych sobie form, biorąc je za rośliny. Zwłaszcza jeżeli komunikują się chemicznie – sondy powinny wychwycić jakieś próbki feromonów, cokolwiek. Rozumiem, że modliszka udająca kwiat może nabrać przelatującego nieopodal łuskoskrzydłego, ale dla cywilizacji wysyłającej kosmiczne sondy jej kamuflaż będzie równy czającemu się w trawach tygrysowi, którego śledzimy na Discovery.

 

Jakiego zatem oczekiwałbym zakończenia? Nie wiem, ale na pewno nie jednego z tych, które opisałem powyżej. :> Doceniam jednak zawarty w tekście humor, na podziw zasługują też bardzo udane opisy ekspresji owadów.

 

Ode mnie 4.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, ARHIZIE.

Hmmm. Pewnie masz, rację, że feromony modliszki łatwo wykryć. Ale czy równie łatwo transmitować?

No dobra, tego tekstu nie będę bronić jak niepodległości – jakoś się mocno do niego nie przywiązałam.

Ale jednak – tam była jeszcze jedna warstwa przekazu. Zastanów się, z czym kojarzy Ci się nazwa rasy i imię admirała. ;-)

Babska logika rządzi!

Może mają tam jakieś urządzenie (np. kilka cewek, które się topią), które te feromony syntetyzuje? Zawsze pozostaje jakiś lakoniczny czujnik, podający informacje w stylu "wykryto feromony insektoidalne". W końcu taka rzecz byłaby dla nich ważna na równi z obrazem.

 

Przekaz nie dotarł, powiadasz? Zatem już szukam, bo z nazw zaintrygował mnie jedynie "starszadmirał"…

Niestety mój neuron nie dał rady, Suranie przywodzą mi na myśl jedynie Suran, tam był taki Dom… Nupitt brzmi nieco totlesko.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ale wykrycie związku to jedno, a przekazanie zapachu to drugie. No i chemia – to mogą być całkiem inne substancje (miliony gatunków owadów, a każdy ma własne feromony, coby się trutnie nie rzucały na ćmice). Po trzecie – można podejrzewać, że wykryte feromony to zaatakowany mrówek wyprodukował.

Próbuj z anagramami. Takimi raczej niedokładnymi, żeby nie było zbyt łatwo. Admirał prostszy.

Babska logika rządzi!

Dlatego z pewnością wygodniejsze byłoby “wykryto feromony takie i takie, b1223ą”. Skoro my umiemy dzielić słowa na głoski i je zapisać, tamci też z pewnością jakoś sobie poradzili.

Jak są w stanie wykryć feromony mrówka, to modliszek też nie powinien stanowić problemu. No i te oczy…

 

Kurcze, anagram trudna sprawa (wiem, bo sprawdziłem w słowniku).

.

.

.

Loading…

.

.

.

!!!

Dobra, załapałem. Nie mam pojęcia, jak długo nad tym myślałem, ale jest. :D

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No, wykryć może by się jeszcze dało, ale ustalić z którego dokładnie otworku wypełzły na świat… ;-)

Gratuluję wykrycia i rozwalenia anagramu. :-) Czy to coś zmienia w odbiorze?

Babska logika rządzi!

Jak to którego otworku? Po owocach ich poznacie. ;)

Trochę zmienia, jakby lekko się wszystko obraca w bok. Tak o kilka stopni. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

To by trzeba poczekać, aż się modliszkowe jajeczka wyklują. Ciekawe, czy przy scenie seksu najeźdźcy by się zdziwili… ;-)

Zawsze inna perspektywa. :-)

Babska logika rządzi!

Miły tekst :)

Stań się, kim jesteś.

Dziękuję, Piotrze. :-)

Już nie pamiętam szczegółów, ale chyba nie miało być zbyt miło… Mniejsza o to, grunt, że się inwazja nie udała.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka