- Opowiadanie: LuLu_44 - Królewna Śnieżka

Królewna Śnieżka

Pierwszy tekst zaprezentowany na NF ;)
Podekscytowanie i trema (co też ludzie powiedzą?) tworzą w moim małym rozumku mieszankę wybuchową. Więc...Czytajcie i oceniajcie ludzie, zanim eksploduję i zachlapię świeżo malowane ściany ;)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Królewna Śnieżka

Dawno, dawno temu, za górami, lasami, morzami i dolinami, w innym czasie i przestrzeni istniało potężne królestwo. W królestwie tym od zawsze panował dobrobyt i szczęście. Nikt nie był głody, cierpiący czy chory. Mieszkańcy mieli ukochanego króla, który sprawiedliwie i mądrze rządził krajem. Żyć nie umierać. Tym bardziej, że w około roztaczała się potężna prastara puszcza, będąca schronieniem dla zwierząt oraz magicznych istot. Każdy kto potrzebował odetchnąć od dusznego miejskiego powietrza bądź chciał poradzić się pradawnych mocy, przybywał do puszczy. Było to miejsce spokojne i ciche…

-Ty cholerny oszuście!

– Zamknij gębę i graj!

Jak mówiłam… Las był miejscem cichym…

– Mrugnij do niego jeszcze raz a wydłubię ci oko!

… i spokojnym…

– Walet na dziesiątkę.

– Król na Waleta! Ha, i co ty na to?

– Niech cię zaraza…!

No dobra. Może nie był taki cichy i spokojny. Winą za ten okropny hałas, można było obarczyć grupę krasnoludów, która rozpanoszyła się w samym sercu puszczy. Była ich szóstka. Każdy z nich odziany w brudne i wysłużone już opończe. Na głowie nosili śmieszne, kolorowe spiczaste czapki. Czwórka z nich siedziała przy szklanym stole i grała w karty. Kolejny krasnolud siedział z ponurą miną z dala od grających memląc coś pod nosem. Ostatni usadowił się na ściętym pniu i studiował opasłe tomiszcze, co chwilę poprawiając spadające z nosa okulary.

– Stawiam damę…

– …Którą rżnie mój Walet! Ha! Wygrałem!

– Ty skurwysynu! Oszukiwałeś!

– Zamknij jadaczkę i dawaj kasę.

– Ja ci dam…ale kopa w dupę!

Grający zaczęli przekrzykiwać się wzajemnie i o mało co nie doszłoby do rękoczynów, gdyby nie ponury krasnolud.

– Siadać! Siadać, psia wasza mać! I zabierać mi te karty! To nie stół, tylko trumna wy tępaki!! – wrzasnął na nich i walną pięścią w szklaną taflę.

Odgłos pękającego szkła rozbrzmiał w ciszy, jaka nagle zapadła między gromadą krasnoludów.

Cała czwórka spojrzała na powstałą szkodę, a potem na winowajcę. Stary brodacz zbladł nieco a potem zaczerwienił się jak dojrzały pomidor.

– I co tak wytrzeszczacie gały? – sapnął– To wasza wina, darmozjady!

– Spokojnie, mój drogi Gburku.

Ostatni z krasnoludów zamknął książkę i podszedł do pozostałych. Poklepał kompana po plecach – Po co te nerwy?

Gburkiem podrapał się po gęstej brodzie.

– Dość już mam czekania i całej tej cholernej misji – mruknął głośno. – Chcę wrócić do domu i napić się zimnego piwa.

– Jak my wszyscy. – westchnął okularnik. – Ale wiesz, że to nie możliwe, dopóki nie obudzimy Śnieżki.

Kompania jak jeden krasnolud spojrzała na trumnę, która służyła im przed chwilą jako stół do gwinta. W środku, ubrana w błękitną suknię, spoczywała piękna, młoda dziewczyna. Śnieżnobiała cera była nieskazitelna a usta czerwieńsze od krwi. Hebanowe włosy tworzyły wokół głowy czarną aureolę. Leżała nieruchomo z zamkniętymi oczami, lecz wbrew pozorom nie była martwa. Za sprawą złej królowej zapadła w głęboki sen, z którego nikt nie może jej ocucić.

Gburek westchnął i przeczesał ręką łysiejącą głowę.

– Wiem, Mędrku, wiem! – powiedział po chwili.– Cholerny zakład….Niech Gapcio wraca już z tym chłoptasiem, bo jak gorzałkę kocham, nie wytrzymam długo z tymi tutaj – mówiąc to skinął głową na resztę.

– O, wypraszam sobie! – naburmuszył się jeden z karciarzy, któremu na imię było Apsik. – Nie byłoby nas już tutaj, gdybyś ty nie zawalił sprawy z księciem!

– Właśnie! – poparł kolegę Śpioszek i ziewną przeciągle.– Smok! Pff.. Też mi wymówka. Smoków nie ma a ten nam chciał wcisnąć, że księcia porwał, pff!

– Toć mówiłem wam, że to nie był smok, tylko troll i nie porwał tylko go pożarł! Co ja miałem niby zrobić? Sam na tą wielką górę mięcha?

– A ponoć takiś odważny…

– Ty nie byłeś lepszy….

– Spokojnie, panowie! – Mędrek ponownie próbował rozładować sytuację. – Obwinianie się nie załatwi sprawy. Każdy z nas dał plamy, przyznajmy się do tego. Czas się kończy i jeśli chcemy wygrać zakład musimy zdać się na Gapcia. Jeśli on nie da rady…

– To jesteśmy w czarnej dupie…

– W sumie to już jesteśmy – splunął Śmiałek. – Ta niedojda nic nie potrafi zrobić dobrze.

– Ta niedojda – odrzekł zimnym głosem Mędrek – jest naszą jedyną i ostatnią nadzieją, po tym jak przyszły król Arwanii zrobił z ciebie durnia i odprawił cię z kwitkiem. Jak to szło? „Sorry, ładna jest, ale wolę blondynki”?

Śmiałek na te słowa zaczerwienił się wyraźnie i ponownie splunął na ziemię, tym razem w stronę krasnoluda w okularach. Mrucząc po cichu soczyste przekleństwa odszedł na bok i siadł tyłem do reszty kompanii.

Gburek wywrócił oczami a Apsik westchnął ciężko. Zapadła przygnębiająca cisza, którą nie zakłócił nawet śpiew ptaków czy szum drzew. Wyglądało na to, że cała puszcza również wyczekiwała powrotu krasnoluda.

W końcu, gdy słońce zaczęło już zachodzić, kompania usłyszała z daleka tętent końskich kopyt. Cała szóstka zerwała się z miejsc podekscytowana. Apsik i Śpioszek, jako że byli najmłodsi i mieli najlepszy wzrok, pierwsi dostrzegli zbliżających się do nich podróżnych.

– To Gapcio! – zawołał radośnie Apsik. -Gapcio jedzie!

– I to jak jedzie! – dodał Śpioszek. – Na kocie! I to wierzchem!

– Sam?

– Nie, ktoś jest z nim! Ktoś na białym koniu. To chyba książę!

I owszem, po chwili w pełnym galopie na polanę wjechał przepiękny śnieżnobiały ogier, niosąc zakapturzoną postać. Zaraz za nim wpadł Gapcio dosiadając wielkiego rudego kota.

– Gapcio!!

– Udało ci się! Znalazłeś…zaraz…To wcale nie jest książę…

Tajemnicza postać zdjęła kaptur.

– To jakaś baba!! – ryknął Gburek.

Wśród krasnoludów powstało zamieszanie.

– Hola, hola, koledzy! – Gapcio próbował ratować sytuację. – To nie jakaś tam baba, tylko Aurora. To specjalistka. Powiedziała, że nam pomoże.

– Jaka znów Aurora? I jak ma nam pomóc? To chłop musi cmoknąć Śnieżkę, nie dziewucha!

– Wy, mężczyźni nic nie wiecie o kobietach, prawda? – westchnęła Aurora i zsiadła z konia.

Wbrew protestom kompanii podeszła do trumny i bez problemu podniosła ciężkie wieko.

– Silna… – mruknął z podziwem Śmiałek.

Królewna nachyliła się nad śpiącą Śnieżką i szepnęła jej coś do ucha.

Cała szóstka krasnoludów przyglądała się wszystkiemu w napięciu.

Przez chwilę nie działo się nic. Po czym nagle Śnieżka otworzyła oczy i zerwała się z miejsca o mało nie przyprawiając kompanii o zawał serca.

– Dziękuję ci!

Szczęśliwa dziewczyna rzuciła się w ramiona Aurory

– Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Śnieżka wskoczyła na konia, pomachała na pożegnanie zszokowanym krasnoludom i ruszyła z kopyta w stronę zamku.

– Jak…– zaczął Mędrek po bardzo długiej chwili milczenia. – Jak…

– To proste – wzruszyła ramionami Aurora i uśmiechnęła się do nich szeroko. – Powiedziałam jej, że w sklepie u Antosa jest wyprzedaż. Żadna kobieta nie oprze się promocjom.

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Ogółem może być, choć konwencja humoreski nie jest moją ulubioną. Ale jeśli już tekst ma się opierać na humorze, to wolałbym, żeby był on zaserwowany obficiej – coś więcej niż dialogi i puenta (dość oklepana). Generalnie myślę, że za dużo tu opisów przedstawiających oryginalną wersję baśni (animacji?), kosztem zawartości czysto twórczej. Plus za nawiązanie do “Samych swoich”, i za to jak król odprawił Śmiałka.

 

Trochę technikaliów:

 

-Ty cholerny oszuście!

Brakuje spacji po myślniku.

 

Kolejny krasnolud siedział z ponurą miną z dala od grających[+,] memląc coś pod nosem.

Przecinek.

 

To nie stół, tylko trumna wy tępaki!!

Raczej jeden lub trzy wykrzykniki. 

 

wrzasnął na nich i walną

Literówka.

 

– I co tak wytrzeszczacie gały? – sapnął– To wasza wina, darmozjady!

Kropka i spacja po “sapnął”.

 

Poklepał kompana po plecach – Po co te nerwy?

Kropka po “plecach”.

 

Gburkiem podrapał się po gęstej brodzie.

Niegrzecznie postąpił :P

 

– Jak my wszyscy. – westchnął okularnik.

Tu niepotrzebna kropka.

 

Za sprawą złej królowej zapadła w głęboki sen, z którego nikt nie może jej ocucić.

Nie do końca przekonuje mnie zmiana czasu, sam mam czasem wątpliwości, ale powinno być raczej “nie mógł”, tym bardziej, że na koniec opowiadania rzecz się zmienia.

 

– Wiem, Mędrku, wiem! – powiedział po chwili.– Cholerny zakład….Niech Gapcio wraca już z tym chłoptasiem, bo jak gorzałkę kocham, nie wytrzymam długo z tymi tutaj – mówiąc to skinął głową na resztę.

Spacja po “chwili.”. Niepotrzebna kropka po wielokropku, ale za to brak spacji. “Mówiąc” wielką literą (i, tym samym, kropka po “tutaj”).

 

– Właśnie! – poparł kolegę Śpioszek i ziewną przeciągle.– Smok! Pff.. Też mi wymówka. Smoków nie ma a ten nam chciał wcisnąć, że księcia porwał, pff!

Ziewnął. Spacja po “przeciągle.”. Dalej zamiast wielokropka są dwie kropki. Przecinek przed “a”.

 

– Toć mówiłem wam, że to nie był smok, tylko troll i nie porwał tylko go pożarł!

Wydaje mi się, że przecinek powinien być też przed drugim “tylko”.

 

– Ty nie byłeś lepszy….

Znowu wielokropek i kropka. W ogóle, jak dla mnie, za dużo wielokropków.

 

Każdy z nas dał plamy

Raczej “plamę”. Daje się ciała.

 

Gburek wywrócił oczami a Apsik westchnął ciężko.

Przecinek.

 

Zapadła przygnębiająca cisza, którą nie zakłócił

“Której”.

 

-Gapcio jedzie!

Spacja po myślniku.

 

– Gapcio!!

 

– To jakaś baba!!

Jeden/trzy wykrzykniki.

 

Po czym nagle Śnieżka otworzyła oczy i zerwała się z miejsca o mało nie przyprawiając kompanii o zawał serca.

Przecinek przed “o mało”.

 

Szczęśliwa dziewczyna rzuciła się w ramiona Aurory

Nie ma kropki.

Sympatyczne, ja tam lubię humoreski. :-)

Warsztat powinnaś jeszcze doszlifować – interpunkcja kuleje, trochę literówek, zapis dialogów…

Każdy z nich odziany w brudne i wysłużone już opończe.

To ile opończy miał na sobie każdy krasnolud?

Czwórka z nich siedziała przy szklanym stole i grała w karty. Kolejny krasnolud siedział z ponurą miną z dala od grających memląc coś pod nosem.

Powtórzenie. A zaraz potem jeszcze “usadowił” było – też zbyt podobne.

Zapadła przygnębiająca cisza, którą nie zakłócił nawet śpiew ptaków

Której.

Babska logika rządzi!

 Hmm… Widac ja kobietą nie jestem, bo promocje mam w nosie.

Po przeczytaniu mam mieszane odczucia. Niby pomysł jakiś jest, niby wykonanie przyzwoite jak na debiut, ale całość czyta się jak reklamę telewizyjną – a tych nie lubię.

 

Zupełnie nawiasem mówiąc – o co chodzi z tymi bajkami? Wszyscy zdają się pisać ich alternatywne wersje – jakiś konkurs czy coś?

Hmm... Dlaczego?

Drewian, przybij piątkę! Mnie też promocje nie wzruszają. Zaprosiłabym Cię na piwo jak facet faceta, ale też nie lubię. Buuu! ;-)

Babska logika rządzi!

«Drewian entuzjastycznie przybija piątkę>>

 

Finkla, jak piwa nie lubisz, to możemy się jak prawdziwi faceci (np ci z Wikingów) umówić na miód pitny laugh

Hmm... Dlaczego?

Dzięki za słowa krytyki. Finkla, zdaję sobie sprawę, że jeszcze przede mną długa droga do dobrego kunsztu pisarskiego. A co się tyczy interpunkcji…Cóż. Nie przepadamy za sobą, choć staram się ocieplić nasze wzajemne stosunki.

Drewian, zgadłeś z tym konkursem – przynajmniej w mojej kwestii :)

A ja chętnie napiłabym się zarówno piwa jak i miodu :D

LuLu

Jak na humoreskę, to, moim zdaniem, średnio zabawne. No, może za wyjątkiem wspomnianego przez Lorda nawiązania do sceny z Samych swoich. Puenta zdecydowanie zaniżyła poziom całej opowiastki, natomiast wykonanie straszliwie Królewnę Śnieżkę skrzywdziło.

Mam nadzieję, LuLu, że Twoje przyszłe teksty będą napisane zdecydowanie lepiej.

 

Tym bar­dziej, że w około roz­ta­cza­ła się po­tęż­na pra­sta­ra pusz­cza… – Tym bar­dziej, że wokoło roz­ta­cza­ła się po­tęż­na pra­sta­ra pusz­cza

 

-Ty cho­ler­ny oszu­ście! – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

… i spo­koj­nym… – Zbędna spacja po pierwszym wielokropku.

 

– Król na Wa­le­ta! Ha, i co ty na to? – Dlaczego walet jest napisany wielką literą?

 

– Ja ci dam…ale kopa w dupę! – Brak spacji po wielokropku.

 

Od­głos pę­ka­ją­ce­go szkła roz­brzmiał w ciszy, jaka nagle za­pa­dła… – Od­głos pę­ka­ją­ce­go szkła roz­brzmiał w ciszy, która nagle za­pa­dła

 

Ale wiesz, że to nie moż­li­we, do­pó­ki nie obu­dzi­my Śnież­ki.Ale wiesz, że to niemoż­li­we

 

Ta nie­doj­da nic nie po­tra­fi zro­bić do­brze. – Piszesz o krasnoludzie, więc: Ten nie­doj­da nic nie po­tra­fi zro­bić do­brze.

 

Ta nie­doj­da – od­rzekł zim­nym gło­sem Mę­drek… – Ten nie­doj­da

 

-Gap­cio je­dzie! – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Zaraz za nim wpadł Gap­cio do­sia­da­jąc wiel­kie­go ru­de­go kota.Zaraz za nim wpadł Gap­cio, do­sia­da­jący wiel­kie­go, ru­de­go kota.

 

Zna­la­złeś…zaraz… – Brak spacji po pierwszym wielokropku.

 

– Jak…– za­czął Mę­drek po bar­dzo dłu­giej chwi­li mil­cze­nia. – Brak spacji po wielokropku.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie moja konwencja, choć sympatyczne. Puenta – trochę mi się gryzie z resztą tekstu.

Wiesz, że możesz wyedytować błędy? (Upewniam się.) Pilnuj, by trzykropki miały faktycznie trzy kropki, a wykrzykniki chodziły samotnie albo trójkami.

Powodzenia przy kolejnych tekstach :)

Puenta urocza, jednak tekst za długi i zbyt rozwlekły jak na przekaz, który za nim idzie. Myślę, że spokojnie dałoby się to w drabblu zamknąć. I humor niestety nie najwyższych lotów, do tego zdarzają się literówki. Liczę, że następnym razem dostaniemy mniej przegadania, a więcej soczystego mięcha.

Pozdrawiam! ;)

Cześć.

Tylko jedna rada, choć na tyle uniwersalna, że każdy chętny mógłby z niej skorzystać. A dotyczy takiego zdania: “Dawno, dawno temu, za górami, lasami, morzami i dolinami, w innym czasie i przestrzeni“.

Napisałeś, że “za górami, lasami, morzami i dolinami”, tak? Tak. Jest duża szansa, że punktem wyjścia nie była kraina oddzielona od Polski górami, lasami, morzami i dolinami w ilości, której nie wskazujesz, ale ona i tak jakaś jest. Prawda? Prawda. Jest więc prawie pewne, że nie chodziło o tę lokalizację, którą obecnie zajmuje Polska. Zgadza się? Zgadza.

Więc po co dodajesz po chwili “w innym czasie i przestrzeni”?

Po to, aby to fajnie brzmiało. Dla jednych oryginalnie, dla innych zaskakująco, dla garstki wręcz filmowo.

A brzmi i wygląda jak bezmyślnie powtarzany frazes.

Unikaj ich. Twórz własne dzieła, a nie kompiluj.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Nowa Fantastyka