- Opowiadanie: m6k3 - Oko Kruka

Oko Kruka

Witam państwa

 

Poniżej publikuję swoje pierwsze opowiadanie. Zdarzało mi się pisać czasem w osobistym kajecie tylko dla siebie. Po raz pierwszy postanowiłem jedno z tych opowiadań przeredagować i opublikować. Liczę na konstruktywną krytykę która pomoże mi usprawnić swój warsztat na przyszłość oraz pokaże błędy z których istnienia nie zdaje sobie sprawy.

 

 Dziękuje za poświęcony czas i pozdrawiam

M6

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Oko Kruka

I

 

Mgła na rzece powoli opadała, słońce zaczęło przemieszczać się coraz wyżej po nieboskłonie. Spokojny zazwyczaj nurt Wołgi mącił niewielki okręt o niedużym zanurzeniu z symetrycznym kadłubem o zakrzywionych końcach równej wysokości. Przy stanowiskach wiosłowych w pocie czoła pracowała załoga Z tyłu okrętu przy prawej burcie stał leciwy mężczyzna o wygolonej głowie i długiej siwej brodzie. W rękach trzymał wiosło sterowe. Zdawał się spoglądać gdzieś w dal poza widoczny horyzont.

– Zbyt długo już minęło dni odkąd nasze stopy stąpały po suchym lądzie. To już jakieś dwadzieścia dni odkąd opuściliśmy Bułgar. Chyba najwyższy czas uzupełnić zapasy wody pitnej i zapolować na jakąś zwierzynę. Zapewne tak samo jak ja masz dość już tych osolonych ryb Gunnarze – Starzec uśmiechnął się zawadiacko i spojrzał w kierunku młodego mężczyzny który nie zajmował się wiosłowaniem jak reszta członków załogi. Siedział spokojnie na pokładzie strugając w kawałku dębowej gałęzi za pomocą niewielkiego kozika. Nie przerywając pracy nad rękodziełem, nawet nie podnosząc wzroku odpowiedział:

– W bezkresnych lasach o zwierzynę nie będzie trudno. W tutejszej puszczy jest zapewne wiele jeleni i dzików Einarze. Kiedy ty wraz z załogą zajmiesz się opróżnianiem baryłek z piwem ja sprawię nam obfitą wieczerzę. Mężczyzna wstał i przeciągnął się niczym kot. Jego twarz o ostrych rysach zdobiły kruczoczarne włosy. Wygolone po bokach i dłuższe na czubku głowy tak że opadały mu na lewą stronę prawie skrywając jedno z brązowych oczu. Ubrany był w futrzany kaftan bez rękawów , dopasowane skórzane spodnie oraz wysokie buty z foczej skóry. Jego ręce pokryte były tatuażami przedstawiającymi nordyckich bogów oraz sceny z ich żywotów. Gunnar zasiadł do wolnego stanowiska wiosłowego. Dzięki masywnym barkom i mięśniom napiętym podczas pracy niczym sznury rytmiczne operowanie wiosłem nie sprawiało mu większego problemu.

Po chwili statek handlowy dobiła do brzegu. Załoga wyskakiwała z okrętu wprost do wody. W większości byli to mężczyźni w sile wieku doświadczeni już w niejednym rajdzie. Jednak tym razem nie był to kolejna łupieżcza wyprawa. Zaciągnęli się do załogi starego Einara skuszeni wizją łatwego bezkrwawego zarobku oraz opowieściami o krainie Arabów na wschodzie. Gunnar wysiadł z łodzi jako jeden z ostatnich. Zabrał z sobą łuk oraz kołczan strzał, w ręce trzymał długą włócznię o charakterystycznie długim grocie. U boku przy szerokim pasie spoczywał niewielki toporek. Na plaży u stóp bezkresnej puszczy załoga zajęła się przygotowywaniem obozu. Kilku mężczyzn nie śpiesznie głośno przy tym rozmawiając i śmiejąc się rozstawiali namiot kapitana. Inni wynosili z łodzi zapasy, w tym baryłki z piwem na które tak bardzo czekali. Gunnar nie zdążył się jeszcze zagłębić w odstępy a już zdążył go zaczepić jeden z najemników. Mimo swojej zwalistej postury mężczyzna zdołał podejść do niego bezszelestnie i chwycić Gunnara swoją ciężką dłonią za ramię, tak by ten odwrócił się w jego stronę.

– Gunnar wojownik, Gunnar jarl. Albo jak nazywają cię dzieci i starcy Gunnar bajarz i wieszcz. Członkowie załogi jakoby nie wierzą w twoje historie i drwią z ciebie za plecami. Gunnar błazen mówią. Wszystko to co opowiadasz jest dla nich niczym więcej niż opowieścią ślepego starca by zająć czymś niegrzeczne dzieci – najemnik roześmiał się ukazując szereg zepsutych i brakujących zębów.

– Ty zapewne masz więcej oleju w głowie niż oni Heimie – Gunnar uśmiechnął się spoglądając w górę by dorównać mężczyźnie i spojrzeć mu w oczy. – Ludzie Einara pewnie już są pijani w sztorc. A ty zamiast do nich dołączyć wolisz zawracać mi głowę ich nic nie wartą opinią – dodał. Heim mruknął porozumiewawczo i gadając coś niezrozumiałego pod nosem odszedł w kierunku niedawno rozpalonego ogniska. Gunnar spojrzał w niebo, oślepiło go słońce które było już prawie w zenicie. Musiał się pośpieszyć jeśli miał wytropić zwierzynę przed zmierzchem.

 

II

 

Gęste korony drzew ledwo przepuszczały jakiekolwiek promienie słońca. Im głębiej w puszcze się zagłębiał tym gęstsze zdawało się powietrzne. Gunnar od jakiegoś czasu był już na tropie niewielkiego stada jeleni. Połamane gałązki, zdeptane leśne poszycie czy fragmenty sierści w miejscach gdzie zwierzyna nieświadomie otarła się o drzewo. Wszystkie te elementy układał w całość podążając ich śladem. Po leśnej ściółce poruszał się niczym pantera, powoli i bezszelestnie zwracając uwagę na nawet najmniejsze szczegóły. W końcu udało mu się znaleźć świeży trop: – skupisko ciepłych jeszcze parujących odchodów. Wszystko wskazywało że zwierzyna nie zwietrzyła jeszcze jego zapachu i niczego nieświadoma pasie się gdzieś niedaleko.

Ślady doprowadziły go poza granice drzewostanu, gdzie w środku puszczy znajdowała się niewielka słoneczna polana. Nie było by w niej nic dziwnego gdyby nie szereg ogromnych kamiennych budowli po niej rozsianych. W wszystkich powtarzał się ten sam schemat budowy. Dwa na pionowo wbite w ziemie głazy przykryte były jednym płaskim blokiem skalnym. Gunnar widział już kiedyś podobne grobowce jednak nigdy takiego rozmiaru. Zastanawiał się jaka siła je ustawiła i ociosała. Niektóre z nich były już sowicie nadgryzione przez ząb czasu, kamienie które tworzyły poziomy dach zapadły się do środka blokując wejścia do kurhanów znajdujących się pod nimi. Gunnar rządzony przez swoją wrodzoną ciekawość całkiem zapomniał o zwierzynie. Ruszył spokojnym krokiem między kurhany czujnie się rozglądając, dotykając i badając powierzchnię skał.

Wszedł do środka jednej z pradawnych budowli. Promiennie popołudniowego słońca ledwo zaglądały w jej głąb i delikatnie tylko muskały ściany. Oświetlały jednak wnętrze na tyle że na ścianach dało zobaczyć się prymitywne rysunki przedstawiające prawdopodobnie sceny które rozgrywały się za życia spoczywających tam ludzi. Gunnar od razu przylgnął do ściany badając piktogramy z otwartymi ustami, wodząc miedzy rysunkami swoją dłonią. Na wielu malunkach wyróżniały się ogromne humanoidalne postacie o potężnej budowie górujące nad innymi mniejszymi wyraźniej wątlejszymi i niższymi. Olbrzymy wyraźnie dominowały nad mniejszą rasą. Na niektórych scenach traktowały ją wręcz niczym bydło zaganiane do zagrody i klatek. Nie kiedy pracowali jako niewolnicy przy budowie czegoś co wyraźnie przypominało kurhany.

Gunnar z coraz większą ekscytacją jak i strachem przemieszczał swój wzrok miedzy scenami z naskalnych malowideł. W końcu jego spojrzenie zatrzymało się na piktogramie wielkiego obumarłego drzewa o rozległej koronie oraz zawiłych gałęziach. Z których powieszene niczym na hakach zwisały dziesiątki małych ludzików przypominająca oprawioną dziką zwierzynę.

– Plugawa rasa olbrzymów z Jotunheimu lub jakieś ich plugawe krewniaki musiała kiedyś zamieszkiwać te przeklęte ziemie – pomyślał

Cisze która panowała dookoła przerwało donośne krakanie kruka. Gunnar wyłonił się z cienia kamiennych katakumb, ujrzał przed sobą dwa ptaki czarne niczym węglowe kamienie. Siedziały obok siebie przekręcając łepki przyglądając się mężczyźnie. Kiedy podszedł do nich na wyciągniecie ręki ptaki wciąż były spokojne i nie płoszyły się. Zafascynowany Gunnar pochylił się ku nim zaciekawiony ich odwagą i spokojem. Chcąc nie chcąc spojrzał jednemu z nich w oko przypominające doskonale wyszlifowany czarny opal. Było w nim coś nieprzeniknionego, niezbadanego. Głębia która powoli zaczęła go pochłaniać. Nie było już polany ani olbrzymich kamiennych kurhanów, czasu ani słońca na niebie. Dookoła panowała już tylko czerń z milionem jaśniejących niczym gwiazdy na nocnym niebie punkcików. Na krótką chwilę czas jakby się zatrzymał, Gunnar wisiał w tej przestrzeni poza czasem. Po czym wszystko zaczęło wirować gwiazdy rozmazały się przybierając kształt jasnych kresek przecinających ciemność. Wir zmienił się w tysiące jednosekundowych obrazów przedstawiających przedmioty, wymarłe istoty i pradawne plemiona ludzkie. Wizję znikały zanim Gunnar zdążył się im dokładnie przyjrzeć. Zapamiętał jednak rasę gigantów która zniewoliła prymitywną ludzkość. Niewolników wykorzystanych do katorżniczej pracy. Kobiety składane w ofierze na krwawych ołtarza ku czci nieznanych bóstw. Widział także jej upadek i powolne wymieranie. Przygwożdżone poprzez szybko ewoluującą i rozmnażającą się rasę ludzką. Z panów i oprawców szybko stali się niewolnikami lub cenionymi wojownikami w krwawych bitwach.

Widział pojedynek olbrzyma w ciężkiej zbroi dzierżącym miecz długi niczym drzewo. Na przeciwko niego stał chłopiec w łachmanach z procą w ręce. Celny strzał kamienia wypuszczonego z procy uderzył olbrzyma z ogromną prędkością w czoło, powalając go na ziemię w pośmiertnych drgawkach.

Wizje zakończyły się tak szybko jak się zaczęły. Gunnar powoli otworzył oczy, i spojrzał w niebo na którym roiło się od gwiazd. Był spragniony, otumaniony jak po długiej nocy picia. Nie wiedział która godzina, ani ile mógł zalegać nieprzytomny pomiędzy kurhanami. Pamiętał tylko czarne oko kruka. Powoli podniósł się z ziemi i usiadł, spojrzał w kierunku kamienia na którym wcześniej siedziały ptaki. Zastanawiał się co takiego Wszechojciec Odyn próbował mu przekazać, lub przed czym próbował go ostrzec.

 

III

 

Ogień trzaskał wesoło w palenisku, zgromadzeni w oku niego wojownicy siedzieli na czym popadnie. Pili łapczywie piwo z rogów i drewnianych kufli dyskutowali wrzawo o kobietach, podbojach i pieniądzach czekających na nich w arabskim mieście Baku. Einar siedział na drewnianym taborecie przy wejściu do swojego namiotu i z niewielkiej odległości od paleniska obserwował mocno podpitą już załogę. Dwóch z jego ludzi patrolowało granicę puszczy. Krążyli dookoła obozu niczym spuszczone z łańcucha psy. Był raczej spokojny i nie obawiał się żadnego zbrojnego napadu na statek, straże wystawił tylko dla spokoju swojego własnego sumienia. Te okolice były zupełnie opustoszałe i nie zamieszkane, ziemiami rządziła tylko i wyłącznie przedwieczna puszcza.

Słońce powoli chowało się za horyzontem a Gunnar dalej nie wracał. Upici i wygłodniali wojownicy zaczęli już rzucać na niego obelgami zniecierpliwieni czekaniem. Einar słysząc to uśmiechną sie tylko pod nosem. Nie znali wytatuowanego wojownika tak jak on, żaden z nich nie widział go w wirze walki. Jego zadumę przerwał nagle dziwny dźwięk: korony drzew szeleściły mimo że nie było żadnego wiatru. Einar wstał i spojrzał w kierunku puszczy. Z za linii drzew wyleciał z świstem przecinającym powietrze ogromny prymitywny kościany oszczep. Wbił się głęboko w pierś starca zatrzymując się w połowie drzewca. Siła pędu odrzuciła mężczyznę kilka metrów w tył wprost w rozpalone palenisko między pijących wojowników, ci zdezorientowani i zaskoczeni poderwali się z miejsc niczym wystraszone gołębie. W obozie zapanował chaos mężczyźni sięgali po broń, rozglądali się do dokoła w poszukiwaniu napastników. Konsternację przerwał okrzyk przypominający ryk niedźwiedzią. Ziemia zatrzęsła się pod stopami wojów. Z między drzew wybiegła olbrzymia odziana w skóry kilkumetrowa postać o potężnym torsie i szerokich barkach. W rękach dzierżyła nabijaną krzemieniami maczugę wielką niczym pień drzewa. Szarża olbrzyma złamała hart ducha wojowników. Przerażenie zmroziło ich krew, zamiast podjąć walkę lub uciekać stali skamienieli niczym kamienne bloki czekając na nieuniknione.

 

IV

 

Gunnar w szaleńczym biegu prześladowany straszliwą wizją gnał w stronę obozu. Nawet w ciemności wrodzony zwierzęcy instynkt pomagał mu w oboraniu właściwego kierunku. Czasem zdarzało mu się przystanąć i rozejrzeć za jakimś charakterystycznym obiektem który wcześniej mijał tropiąc zwierzynę. Powinien znajdować się już blisko miejsca lądowania, jednak do jego uszu nie dochodziły żadne dźwięki obozowej krzątaniny. W oddali nie paliło się też żadne ognisko. Kiedy wybiegł z za linii drzew ujrzał całkowicie splądrowany obóz, wszędzie było mnóstwo krwi, porozrzucanych przedmiotów i broni. Łódź z wybitą w burcie dziurą spoczywała zatopiona na boku, została splądrowana. Gunnar poszukiwał ciał towarzyszy jednak w miejscach gdzie powinny się znajdować pozostały tylko kałuże krwi, gdzieniegdzie walały się oderwane od ciała zmiażdżone członki.

– Odynie ! – wycedził przez zęby zaciskając pięści.

Nie miał pojęcia czy ktokolwiek przeżył. Jeśli kilkunasto osobowa załoga nie dała rady tej bestii starego świata to jak on mógł się z nią mierzyć. W jakim celu zabrała też wszystkie ciała? Czy ktokolwiek przeżył? Te i wiele innych pytań piętrzyło się teraz w głowie najemnika. Przypomniał sobie jednak wizje których kilka godzin temu doświadczył dzięki oku kruka: Chłopca który pokonał na pustyni olbrzyma za pomocą procy. Jeśli dziecko mogło zabijać olbrzymy niczym Thor to dlaczego on nie miał by siły by tego dokonać. Szybko odzyskał trzeźwość umysłu a przerażenie jakby umknęło z jego świadomości. Musiał sprawdzić czy ktokolwiek przeżył spotkanie z olbrzymem. Mimo wszystko wśród załogi miał kilku zaufanych przyjaciół z dawnych lat jak stary Einar czy Heim.

Tropu nie trzeba było szukać. Olbrzym wcale nie zadał sobie trudu tuszowania swoich śladów. Zdawało mu się że nic co żywe w tej kniei nie może mu już zagrozić. Gunnar poruszał się cicho niczym polująca pantera. Gdzieś w oddali do księżyca wiły wilki, jednak żadne z nocnych dźwięków puszczy nie rozproszyło uwagi wojownika. Podążał śladem pozostawionym z krwi swoich kamratów. Przebył kilka kilometrów zanim zobaczył majaczące w oddali ognisko.

Przemieszczał się bezszelestnie ukryty w ciemności przed oczami poruszającego się w świetle paleniska olbrzyma. Gunnar był dosłownie kilka metrów od niego przyczajony w gęstwinie roślin. Podczołgał się najbliżej jak tylko się dało a jego źrenice rozszerzyły kiedy ujrzał co stało się z załogą okrętu. Na rozłożystym drzewie nieopodal jaskini w której potwór musiał nocować wysiały oprawione bezgłowe ciała wojowników. Wypatroszone i oskórowane niczym upolowana zwierzyna. Jedno z nich nabite na długi drewniany pal smażyło się skwiercząc w palenisku, wydajać śmierdzący odór. Olbrzym stał zajęty oskórowaniem świeżo nabitego na hak wojownika . Dopiero teraz Gunnar był w stanie dobrze mu się przyjrzeć. Miał jakieś pięć metrów wysokość. Ubrany był w prymitywny strój pozszywany z różnych zwierzęcych skór. Na plecy opadały mu długie skołtunione włosy a twarz poza płaskim nosem, cofniętym czołem i oczami o krzaczastych brwiach ukryta była za długą brodą. Nawet jeśli w zamierzchłych czasach giganty tworzyły jakieś rozwinięte społeczeństwo to plemię z którego pochodził ten musiało ulec zdziczeniu i cofnięciu w rozwoju na przestrzeni wieków. Na hakach wisiało osiem zbezczeszczonych ciał wojowników, reszty Gunnar nie dojrzał. Nie słyszał też ich krzyków co prawdopodobne znaczyło że już dawno są martwi i czekają na swoją kolej aby zawisnąć.

Powoli założył strzałę na cięciwę łuku, wycelował i wystrzelił. Mierzył prosto w kaprawe oczy olbrzyma jednak strzała trafiła w policzek głęboko się w nim zagłębiając. Z przerażającym okrzykiem bólu olbrzym powstał i uzbrojony w długi nóż o szerokim ostrzu którym oprawiał ciała. Nie zastanawiając się ruszył biegiem w kierunku z którego padł strzał. Gunnar poderwał się do ucieczki, zmieniając kierunek wystrzelił jeszcze dwa razy w stronę kilkutonowej szarżującej bestii. Odbijając w lewo schował się za szerokim pniem jednego z drzew, opierając się o nie plecami i wstrzymał oddech. Gnany morderczym szałem w przypływie furii olbrzym nie zauważył ukrytego za drzewem wojownika. Miną go biegnąc dalej zupełnie nieświadomy jego obecności . Gunnar znów powoli nałożył strzałę na cięciwę łuku, wymierzył i wystrzelił tym razem trafiając w kark olbrzyma który rozglądał się dookoła za swoją ofiarą. Jeszcze za nim strzała trafiła celu wiking pognał w przeciwnym kierunku i podniósł ukrytą w ściółce włócznię. Gigant odnajdując swój cel wiedziony zwierzęcym wręcz szałem ruszył po raz kolejny szarżując. Gunnar stanął na szeroko rozstawionych nogach i cierpliwie czekał aż w nikłej poświcie paleniska dojrzy czerwone przepełnione chęcią mordu oczy.

– Odynie wzywam cię ! – wykrzykną kiedy olbrzym był już w zasięgu rzutu. Mięsnie Gunnara napięły się niczym okrętowe liny, rozluźniając się dopiero kiedy włócznia opuściła jego dłoń. Wbiła się idealnie w pierś olbrzyma, siła pędu i moc rzutu sprawiła że weszła w ciało bardzo głęboko. Olbrzym przebył jeszcze kilka kroków nie zwalniając, po czym upadł a jego ciało ryło przez kilka metrów jeszcze ziemię. Gdyby Gunnar nie uskoczył w bok prawdopodobnie został by przez nie staranowany. Nie wierzył własnym oczom jaka była żywotność bestii kiedy wijąc się na ziemi ostatkiem sił łapała w konwulsjach za drzewiec włóczni wystający z jego piersi próbując go złamać lub usunąć. Gunnar nie zastanawiając się wyjął z za pasa toporek i uderzał nim w głowę olbrzyma dopóki zawartość jego czaszki nie wypłynęła na zewnątrz. Dysząc ciężko otarł twarz z posoki i ruszył chwiejnym krokiem w kierunku jaskini w daremnym jak mu się zdawało poszukiwaniu przyjaciół.

W ziemnej pieczarze panował zaduch i nie miłosiernie gryzący w oczy zapach odchodów. Gunnar szybko znalazł zmiażdżone zwłoki swoich pobratymców, ciało Heima znajdowało się pośród nich. Zdjął z jego ręki srebrną bransoletę i obrócił ją w palcach:

– Stary głupcze, pierwszy raz spotkałeś na polu bitwy kogoś większego od siebie i od razu musiałeś umrzeć. Co ja teraz powiem twojej żonie? -

 

***

 

Ogień wesoło skwierczał w długim palenisku rzucając tańczące światło po wielkiej sali. Zebrane w oku niego tłoczące się dzieci wpatrywały się w ogrzewającego zmarznięte pomarszczone ręce starca.

– Co stało się potem z wojownikiem Gunnarem? – zapytało jedno z dzieci.

– Przeżył i ruszył dalej w świat jak to zwykle miał w zwyczaju. Jego duch nigdzie nie potrafił zaznać spokoju na dłużej – starzec odpowiedział uśmiechając się.

– Opowiesz nam więcej, znasz jeszcze jakieś inne historie? – wyrwało się kolejne z dzieci.

Starzec usiadł na drewnianym taborecie a długą rzeźbioną laskę o którą się wspierał złożył na swych kolanach. Z podwyższenia z bogato rzeźbionego drewnianego tronu spoglądał na niego młody jarl wyraźnie zaintrygowany opowieścią.

– Tak, tak znam inne opowieści. – zamyślił się – Jeśli wasz ojciec uracz mnie ciepłą strawą i odrobiną piwa chętnie wam je opowiem – starzec spojrzał zawadiacko w kierunku jarla…

 

 

 

Koniec

Komentarze

Witaj na portalu. Skusił mnie tytuł, który zasugerował to, co oznajmiają tagi. Dopiero zaczęłam lekturę, ale już mam kilka uwag. Po pierwsze, zauważyłam, że prawie nie używasz przecinków, a i kropki Ci się czasem gubią. Masz literówki (np. uśmiechną zamiast uśmiechnął). Kilka przykładów innych usterek poniżej: 

 

Mgła na rzece powoli opadała, słońce zaczęło przemieszczać się coraz wyżej po nieboskłonie. Spokojny zazwyczaj nurt rzeki Wołgi mącił niewielki okręt o niedużym zanurzeniu z symetrycznym kadłubem o zakrzywionych końcach równej wysokości. – powtórzenie, w drugim przypadku, gdy podajesz nazwę, słowo rzeka jest zbędne; nie dociera do mnie taki opis okrętu. Co to miało być? Każdy okręt w historii ma swoja nazwę, podaj ją po prostu. 

 

Z tyłu okrętu po prawej burcie stał leciwy mężczyzna o wygolonej głowie i długiej siwej brodzie. – tył okrętu to rufa; co to znaczy po burcie? mężczyzna raczej stał przy burcie

 

Chyba najwyższy czas uzupełnić nasze zapasy wody pitnej i zapolować na jakąś zwierzynę – nadużywasz zaimków, to nasze jest zbędne

 

Na tych bezkresnych lasach o zwierzynę nie będzie trudno. W lasach

 

…ja sprawię nam obfitą wieczerzę. Mężczyzna wstał i przeciągną… – po kropce powinien być myślnik, oddzielający wypowiedź od narracji; i kolejny przykład złej formy: przeciągnął

 

Na razie tyle. Poczytam dalej i zobaczymy.

 

EDYCJA

 

Ok, dokończyłam prawie bez łapanki, bo gdybym chciała wskazać każdy błąd i usterkę, musiałabym chyba zacytować cały tekst. Do wymienionej wyżej listy muszę dodać ogromną ilość literówek oraz błędy logiczne i rzeczowe, np.:

 

W końcu udało mu się znaleźć świeży trop: – skupisko ciepłych jeszcze parujących odchodów. – odchody to ślad, nie trop – trop to odcisk łap/kopyt/racic

 

Ślady doprowadziły go poza granice drzewostanu, gdzie w środku puszczy znajdowała się niewielka słoneczna polana. Nie było by w niej nic dziwnego gdyby nie szereg ogromnych kamiennych budowli po niej rozsianych. – jeśli polana jest niewielka, to jakim cudem jest na niej co najmniej kilka ogromnych budowli? 

 

Miał jakieś pięć metrów wysokość. – wikingowie nie znali metrów, jednostka ta więc nie pasuje do opowieści; do tego literówka – wysokości

 

Gunnar bardzo mi przypomina pewnego Ainara Skalda. Już choćby rzeźbienie kozikiem to pierwsza, nie jedyna, wspólna cecha. Niestety, dla mnie to nie jest na plus. Ainar jest dla mnie jeden, a świat wikingów jest na tyle bogaty, że można wymyślić zupełnie innego bohatera. 

Co do jego przygody, to cóż. Też nie powala. Jakiś pomysł może był, ale pogrzebało go wykonanie, bo zdania bez przecinków bardzo trudno czytać i nie jest się pewnym, co tak naprawdę chciałeś napisać.

 

Przed Tobą jeszcze sporo pracy, jeśli chcesz pisać. Zwracaj uwagę na formy słów (niezależnie, czy odmieniasz czasownik, czy rzeczownik), zaznajom się z zasadami interpunkcji. Czytaj świadomie – to znaczy zwracaj uwagę na to, jak dobre teksty wyglądają nie tylko w zakresie fabuły, ale i warsztatu. Ucz się na cudzych błędach – czytaj tu na portalu teksty razem z komentarzami.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

 Sprawdzałem tekst kilkukrotnie przed publikacją szukając literówek i nachalnych powtórzeń ale jak widać nie ustrzegłem się ich. Przekopię się przez to jeszcze ras bo nie ukrywam trochę wstyd.  Co do interpunkcji to zawsze miałem z nią problemy, pracuję nad tym aleje jeszcze sporo przede mną. Dziękuję za cenne uwagi :)

 

Edit:Co do nazwy okrętu  to w pierwszej wersji użyłem po prostu nazwy Knara, sam nie wiem czemu to zmieniłem :)  

Co do interpunkcji, to nie wiem, czy jest jakaś inna metoda niż ślęczenie nad zasadami http://sjp.pwn.pl/zasady/Interpunkcja-polska;629734.html Jeśli będziesz pisał i jednocześnie pilnował zasad, to w końcu zapamiętasz przynajmniej te najważniejsze reguły. 

 

Co do literówek i innych usterek – można sporo z nich samodzielnie wyłapać, jeśli odłożysz tekst na jakiś czas, optymalnie kilka tygodni, żebyś o nim zdążył zapomnieć. A potem przeczytać, najlepiej na głos – sam się zdziwisz, jak dużo w takim przypadku sam będziesz mógł poprawić. 

Knara była owszem okrętem handlowym, ale oceanicznym, z minimalną załogą wioślarzy, z tego co pamiętam maksymalnie ośmiu. Nie pasuje więc za bardzo na rzekę i do kilkunastu wioślarzy.  

Kolejna rada, która ma związek z błędami rzeczowymi – jeśli chcesz osadzić akcję w jakichś konkretnych realiach, musisz zrobić porządny research. Jeśli tekst ma być porządny (a ma być), to nie możesz jako autor mylić np. tropów ze śladami, co ujdzie wśród laików w zwykłej rozmowie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

 @śniąca Co do Ainara Skalda kompletnie nie znam postaci. Autora (Pan Malinowski) poznałem wraz z marcowym numer fantastyki właściwie kilka godzin przed opublikowaniem tekstu, więc Gunnar to nie Ainar a to rzeźbienie kozikiem to kompletny przypadek. Tworząc Gunnara bardziej inspirowałem się postaciami takimi jak Conan czy Kulli. Dlatego z tym insynuowaniem plagiatu raczej się nie zgodzę. 

 

System miar i wag: Mogłem użyć łokci, stóp czy jardów jednak użyłem w opisie słowa metry które dla mnie jest bardziej przystępne dla odbiorcy. I nie uważam tego za jakiś karygodny błąd, ale oczywiście pewnie lepiej by to wyglądało :)

 

Knara to przyznaję się bez bicia tak samo jak w przypadku tropów i śladów błąd w reserchu.

 

Dzięki za przebrnięcie przez tekst i za cenne rady które na pewno wykorzystam :)

 

 

 

 

Zgadzam się ze Śniącą, że sporo jeszcze pracy przed Tobą.

Błędy popełniasz rozmaite. Od leżącej i ledwie pokwikującej interpunkcji, przez mnogość literówek, chropawe konstrukcje i słowa użyte niezupełnie zgodnie z przeznaczeniem, do merytorycznych. Statek handlowy, ale uczestnicy mieli już za sobą wyprawy łupieżcze. Wikingowie mieli w ogóle statki handlowe? Mnie też te metry gryzły w oczy.

Spokojny zazwyczaj nurt Wołgi mącił niewielki okręt

Ale co mąciło, a co było mącone? Unikaj takich niejednoznacznych konstrukcji.

– Zbyt długo już minęło dni odkąd nasze stopy

Długo dni?

Kilku mężczyzn nie śpiesznie głośno przy tym rozmawiając i śmiejąc się rozstawiali namiot kapitana.

Nieśpiesznie, a po nim przecinek – zawsze w zdaniu złożonym z imiesłowem. Drugi po “się”. Kilku mężczyzn rozstawiali?

Gunnar uśmiechnął się spoglądając w górę by dorównać mężczyźnie i spojrzeć mu w oczy.

Czy od patrzenia komuś w oczy od razu mu się dorównuje? Przecinki po “się” i “górę”.

Ogień wesoło skwierczał w długim palenisku rzucając tańczące światło po wielkiej sali. Zebrane w oku niego tłoczące się dzieci

Aua! Dzieci zebrane w oku ognia? Przecinek po “palenisku”.

To tylko przykłady. Błędów masz multum.

Babska logika rządzi!

@Finkala tak mieli łodzie handlowe a niektóre ich miasta były ważnymi ośrodkami handlu w europie np Birka, Hedeby czy nasz Wolin :) 

Ale czy to były jednostki przeznaczone wyłącznie do handlu? Jak statki pasażerskie służą do przewozu ludzi? Tak z ciekawości pytam.

Babska logika rządzi!

Wikingowie mieli w ogóle statki handlowe?

Mieli, mieli. Nie tylko łupili z mieczami, ale i handlowali. Na knarach popłynęli na Islandię i do Ameryki. 

 

M6k3, nie zarzucam Ci absolutnie plagiatu, na myśli miałam raczej mocną inspirację. Rzeźbienie to tylko jedna z cech Ainara. To wojownik, skald (snuje opowieści – w szczegóły nie będę wnikać), wojownik, samotnik, indywidualista – jak widzisz, podobieństwo duże :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie no, że handlowali, to ja się domyślam. Każda w miarę rozsądna społeczność tego próbuje. Autarkia jest dobra dla prymitywów. ;-)

Babska logika rządzi!

@śniąca aczkolwiek mam w planach się zapoznać, jednak na razie muszę przebrnąć przez kilka innych tytułów jak i masę opowiadań

 

Plan pisarski jest następujący “spróbować” stworzyć shorta i zastosować się w nim do waszych rad :)

Finklo, za bardzo skróciłam swoją wypowiedź. Właśnie knara była statkiem handlowym oceanicznym, może nawet bardziej kolonizacyjnym – krótsza niż longskip, szeroka, głęboka, bardziej polegająca na żaglu, wiosła tylko w portach i przy brzegu. Inny statek handlowy to byrding – mniejszy okręt na rejsy bliżej brzegów i morza, np. Bałtyk. 

 

m6k3 – tak trzymaj :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

OK, dzięki. Zawsze warto się czegoś dowiedzieć. :-)

Babska logika rządzi!

Dziewczyny napisały już właściwie wszystko. Robisz dużo różnych błędów, co praktycznie uniemożliwia korektę, bo trzeba by  przepisać zdecydowaną większość zdań. Przecinków masz o wieeele za mało. Wierzę, że starałeś się błędy wyeliminować, ale nie wyszło. Każdemu z nas zdarzają się błędy i wątpliwości. Gd piszę opowiadanie, niejednokrotnie sprawdzam to, co właściwie powinno wydawać się oczywiste, ale nagle takim nie jest. To żmudna praca, ale niezbędna, jeśli inni mają czytać nasze teksty bez zgrzytania zębami. 

Dodam to, co rzuciło mi się w oczy już w pierwszym akapicie. Opisy. Spójrz na ten fragment:

Spokojny zazwyczaj nurt Wołgi mącił niewielki okręt o niedużym zanurzeniu z symetrycznym kadłubem o zakrzywionych końcach równej wysokości. Przy stanowiskach wiosłowych w pocie czoła pracowała załoga Z tyłu okrętu przy prawej burcie stał leciwy mężczyzna o wygolonej głowie i długiej siwej brodzie.

Tu nie chodzi nawet o powtórzenie tego nieszczęsnego “o”. Raczej o to, że konstruując opisy stosujesz nagromadzenie w jednym miejscu zdań o podobnej konstrukcji. To zubaża opis, czyni go nieciekawym.

Dużo pracy przed Tobą. Życzę powodzenia. :)

 

@ocha dzięki, przyznam szczerze sam nie zauważyłem tych powtórzeń. Zwrócę na to uwagę w przyszłości  !

Aha, jeśli jesteśmy przy powtórzeniach, to masz jeszcze ze dwa razy “zagłębiać się” i “głęboko” (albo coś podobnego) w jednym zdaniu.

Babska logika rządzi!

Podpisuję się pod komentarzami Śniącej, Finkli i Ochy, bo w stu procentach zgadzam się z ich opiniami i radami, a od siebie dorzucam łapankę. Choć poprawy wymaga niemal każde zdanie Oka Kruka, wypisałam tylko te błędy, które najbardziej pokaleczyły mi oczy.

Mam nadzieję, m6k3, że Twoje kolejne opowiadania będą napisane zdecydowanie lepiej. Mam też podejrzenie, że może zainteresować Cię ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Po chwi­li sta­tek han­dlo­wy do­bi­ła do brze­gu. – Literówka.

 

Na plaży u stóp bez­kre­snej pusz­czy… – Można stanąć u stóp góry, ale puszcza nie ma stóp.

Proponuje: Na plaży, na skraju bez­kre­snej pusz­czy

 

Gun­nar nie zdą­żył się jesz­cze za­głę­bić w od­stę­py a już zdą­żył go za­cze­pić jeden z na­jem­ni­ków.

Między czym a czym były odstępy, w które chciał się zagłębić?

Powtórzenie.

Proponuję: Gun­nar nie zdą­żył się jesz­cze za­głę­bić w o­stę­py, gdy za­cze­pił go jeden z na­jem­ni­ków

 

i chwy­cić Gun­na­ra swoją cięż­ką dło­nią za ramię… – Zbędny zaimek. Czy istniała możliwość, by chwycił go cudzą dłonią?

Zdarza Ci się nadużywać zaimków.

 

na­jem­nik ro­ze­śmiał się uka­zu­jąc sze­reg ze­psu­tych i bra­ku­ją­cych zębów. – Rozumiem, że mógł pokazać zepsute zęby, ale w jaki sposób pokazał zęby, których nie miał? ;-)

 

– Lu­dzie Eina­ra pew­nie już są pi­ja­ni w sztorc. – Rozumiem, że skoro w sztorc, to byli pijani ostrym końcem lub krawędzią do góry. ;-)

Powinno być: – Lu­dzie Eina­ra pew­nie już są pi­ja­ni w sztok.

 

Im głę­biejpusz­cze się za­głę­biał… – Brzmi to fatalnie. Literówka.

 

Nie było by w niej nic dziw­ne­go… – Nie byłoby w niej nic dziw­ne­go

 

W wszyst­kich po­wta­rzał się… – We wszyst­kich po­wta­rzał się

 

Dwa na pio­no­wo wbite w zie­mie głazy… – Dwa pio­no­wo wbite w zie­mię głazy

 

Nie­któ­re z nich były już so­wi­cie nad­gry­zio­ne przez ząb czasu… – Sowicie można kogoś wynagrodzić, ale nie można niczego sowicie nadgryźć.

Proponuję: Nie­któ­re z nich były już mocno nad­gry­zio­ne zębem czasu

 

Gun­nar od razu przy­lgnął do ścia­ny ba­da­jąc pik­to­gra­my z otwar­ty­mi usta­mi… – Dlaczego piktogramy miały otwarte usta? ;-)

Czy Gunnar wiedział, że bada piktogramy?

 

Na wielu ma­lun­kach wy­róż­nia­ły się ogrom­ne hu­ma­no­idal­ne po­sta­cie o po­tęż­nej bu­do­wie gó­ru­ją­ce nad in­ny­mi mniej­szy­mi wy­raź­niej wą­tlej­szy­mi i niż­szy­mi. Ol­brzy­my wy­raź­nie do­mi­no­wa­ły nad mniej­szą rasą. – Po co powtarzasz informacje? Przecież drugie zdanie jest skróconą wersją pierwszego.

 

Nie kiedy pra­co­wa­li jako nie­wol­ni­cy… – Niekiedy pra­co­wa­li jako nie­wol­ni­cy

 

Z któ­rych po­wie­sze­ne ni­czym na ha­kach… – Literówka.

 

zwi­sa­ły dzie­siąt­ki ma­łych lu­dzi­ków przy­po­mi­na­ją­ca… – …zwi­sa­ły dzie­siąt­ki ma­łych lu­dzi­ków przy­po­mi­na­ją­cych

 

Cisze która pa­no­wa­ła do­oko­ła… – Literówka.

 

Wi­dział po­je­dy­nek ol­brzy­ma w cięż­kiej zbroi dzier­żą­cym miecz… – Wi­dział po­je­dy­nek ol­brzy­ma w cięż­kiej zbroi, dzier­żą­cego miecz

 

Na prze­ciw­ko niego stał chło­piec… – Naprze­ciw­ko niego stał chło­piec

 

Celny strzał ka­mie­nia wy­pusz­czo­ne­go z procy ude­rzył ol­brzy­ma z ogrom­ną pręd­ko­ścią w czoło, po­wa­la­jąc go na zie­mię w po­śmiert­nych drgaw­kach. – Ze zdania wynika, że kamień, powalił olbrzyma na martwą ziemię, którą targały pośmiertne drgawki. ;-)

Czy Dawid i Goliat są celowo wpleceni w tę historię? Bo jakoś nie bardzo pasują mi do klimatów i wierzeń nordyckich.

 

Ogień trza­skał we­so­ło w pa­le­ni­sku, zgro­ma­dze­ni w oku niego wo­jow­ni­cy… – pewnie miało być:

Ogień trza­skał we­so­ło w pa­le­ni­sku, zgro­ma­dze­ni wokół niego wo­jow­ni­cy

 

dys­ku­to­wa­li wrza­wo o ko­bie­tach… – Wrzawa to gwar wielu pomieszanych głosów, krzyków. Nie można dyskutować wrzawo.

Proponuję: …dys­ku­to­wa­li żywo o ko­bie­tach

 

Z za linii drzew wy­le­ciał z świ­stem… – Zza linii drzew wy­le­ciał ze świ­stem

 

roz­glą­da­li się do do­ko­ła… – …roz­glą­da­li się doo­ko­ła

 

okrzyk przy­po­mi­na­ją­cy ryk niedź­wie­dzią. – Literówka.

 

stali ska­mie­nie­li ni­czym ka­mien­ne bloki… – Brzmi to źle.

 

wro­dzo­ny zwie­rzę­cy in­stynkt po­ma­gał mu w obo­ra­niu wła­ści­we­go kie­run­ku. – Był rolnikiem i miał czas na orkę? ;-)

Pewnie miało być: …obra­niu wła­ści­we­go kie­run­ku.

 

Kiedy wy­biegł z za linii drzew… – Kiedy wy­biegł zza linii drzew

 

gdzie­nie­gdzie wa­la­ły się ode­rwa­ne od ciała zmiaż­dżo­ne człon­ki. – Tylko zmiażdżone członki zostały po mężczyznach? ;-)

 

Jeśli kil­ku­na­sto oso­bo­wa za­ło­ga nie dała rady… – Jeśli kil­ku­na­stooso­bo­wa za­ło­ga nie dała rady

 

to dla­cze­go on nie miał by siły by tego do­ko­nać. – …to dla­cze­go on nie miałby mieć siły, by tego do­ko­nać.

 

Ol­brzym wcale nie zadał sobie trudu tu­szo­wa­nia swo­ich śla­dów. – Raczej: Ol­brzym wcale nie zadał sobie trudu zacierania swoich śla­dów.

 

żadne z noc­nych dźwię­ków pusz­czy nie roz­pro­szy­ło uwagi wo­jow­ni­ka. – Literówka.

 

Jedno z nich na­bi­te na długi drew­nia­ny pal sma­ży­ło się skwier­cząc w pa­le­ni­sku, wy­da­jać śmier­dzą­cy odór. – Pierwsza paczka masła maślanego. Pal jest drewniany z definicji.

Ciało nie mogło się smażyć – smażenie odbywa się na patelni, z udziałem tłuszczu.

Literówka.

Druga paczka masła maślanego. Odór jest śmierdzący z definicji.

Proponuję: Jedno z nich, na­bi­te na długi pal, piekło się, skwier­cząc w palenisku i wydzielając smród.

 

świe­żo na­bi­te­go na hak wo­jow­ni­ka . – Zbędna spacja przed kropką.

 

strza­ła tra­fi­ła w po­li­czek głę­bo­ko się w nim za­głę­bia­jąc. – Masło maślane. Czy mogła zagłębić się płytko?

 

– Ody­nie wzy­wam cię ! – Zbędna spacja przed wykrzyknikiem.

 

wy­krzyk­ną kiedy ol­brzym był już w za­się­gu rzutu. – …wy­krzyk­nął, kiedy ol­brzym był już w za­się­gu rzutu.

 

Mię­snie Gun­na­ra na­pię­ły się… – Literówka.

 

praw­do­po­dob­nie zo­stał by przez nie sta­ra­no­wa­ny. – …praw­do­po­dob­nie zo­stałby przez nie sta­ra­no­wa­ny.

 

jaka była ży­wot­ność be­stii kiedy wijąc się na ziemi ostat­kiem sił ła­pa­ła w kon­wul­sjach za drze­wiec włócz­ni wy­sta­ją­cyjego pier­si pró­bu­jąc go zła­mać lub usu­nąć. – Piszesz o bestii, więc: …jaka była ży­wot­ność be­stii, kiedy wijąc się na ziemi, ostat­kiem sił ła­pa­ła w kon­wul­sjach za drze­wce włócz­ni wy­sta­ją­cejej pier­si, pró­bu­jąc je zła­mać lub usu­nąć.

Drzewce jest rodzaju nijakiego.

 

wyjął z za pasa to­po­rek… – …wyjął zza pasa to­po­rek

 

W ziem­nej pie­cza­rze pa­no­wał za­duch i nie mi­ło­sier­nie gry­zą­cy w oczy… – W ziem­nej pie­cza­rze pa­no­wał za­duch i niemi­ło­sier­nie gry­zą­cy w oczy

 

Co ja teraz po­wiem two­jej żonie? - – Co robi dywiz po pytajniku?

 

Ze­bra­ne w oku niego tło­czą­ce się dzie­ci… – Pewnie miało być: Ze­bra­ne wokół niego tło­czą­ce się dzie­ci

 

Prze­żył i ru­szył dalej w świat jak to zwy­kle miał w zwy­cza­ju. – Nie brzmi to najlepiej.

 

– Tak, tak znam inne opo­wie­ści. – za­my­ślił się – Jeśli wasz oj­ciec uracz mnie cie­płą stra­wą i odro­bi­ną piwa chęt­nie wam je opo­wiem – sta­rzec spoj­rzał za­wa­diac­ko w kie­run­ku jarla… –

Tak, tak, znam inne opo­wie­ści. – Za­my­ślił się. – Jeśli wasz oj­ciec uraczy mnie cie­płą stra­wą i odro­bi­ną piwa, chęt­nie wam je opo­wiem.Sta­rzec spoj­rzał za­wa­diac­ko w kie­run­ku jarla

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy dziękuję za tak wnikliwą analizę mojego tekstu. Dzięki też za pomocne linki. Opowiadanie to katastrofa z której wyjmę jednak dużo wniosków na przyszłość :) 

Cieszę się, m6k3, że uważasz uwagi za pomocne. ;)

Jak sam widzisz, dobrze nie jest, ale jeśli przypomnisz sobie szkolne wiadomości wyniesione z lekcji języka polskiego, a potem pogłębisz tę wiedzę, korzystając choćby ze słownika poleconego przez Śniącą, jestem przekonana, że efekty będą. Twój warsztat z pewnością poprawi się i kolejne opowiadanie przeczytam z przyjemnością. I, mam nadzieję, obejdzie się bez łapanki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiadanie to katastrofa z której wyjmę jednak dużo wniosków na przyszłość :

 

Według mnie aż tak tragicznie nie jest. Błędów dużo, ale jest w tym tekście zalążek klimatu i niezła tematyka. Pracuj dalej, to będzie coraz lepiej.

Dziękuję za dobre słowo :) Gunnar jest postacią o której napisałem kilka opowiadań, kolejne które przeredagowałem znajduje się już na “Betaliście” i nosi tytuł “Ostatni rozdział” :)

Nowa Fantastyka