- Opowiadanie: Souixie - Miewał lepsze dni

Miewał lepsze dni

Jest to moja pierwsza publikacja czegokolwiek, gdziekolwiek. Jestem ciekawy co z tego wyjdzie. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Miewał lepsze dni

Johnnie Tidwell popchnął drzwi mocniej, niż było to konieczne. Z głośnym świstem przecięły powietrze i uderzyły w ścianę, wydrążając w niej niewielką dziurę. Na podłogę posypały się drobinki skruszonego tynku.

 

Postawił dwa chwiejne kroki i zaczął obmacywać ścianę w poszukiwaniu włącznika. Kiedy w końcu na niego natrafił, wykonując półobrót, zaatakował go pięścią, niczym rozwścieczony bokser. Goła żarówka, wisząca na kablu, rozświetliła pokój mętnym, zimnym światłem. W jej blasku cienie rzucane przez skromne meble, znajdujące się w pomieszczeniu, wydawały się nienaturalne i upiorne.

 

Obrzucił spojrzeniem swoją, jak zwykł to miejsce nazywać, norę, i w pierwszej chwili nie zauważył zakapturzonej postaci siedzącej na łóżku. Dopiero kiedy nieco oprzytomniał i skupił wzrok, stwierdził, że jest to coś czego, na pewno nie było tam wcześniej.

 

Zrobił kilka kroków w stronę intruza, próbując rozpoznać jego twarz.

 

Była biała jak ściana i wydawała się być zupełnie pozbawiona skóry i mięśni. Z pustych oczodołów emanowała tylko nieprzenikniona ciemność a równe i odsłonięte zęby szczerzyły się w uśmiechu zarezerwowanym tylko dla zmarłych.

 

Johnnie Tidwell potrzebował jeszcze chwili, żeby zrozumieć, że odwiedziła go śmierć we własnej osobie. I chociaż myśl ta była absurdalna, przyjął ją bez zastanowienia i najmniejszego sprzeciwu. Zaczął zastanawiać się, gdzie jest jej kosa, ale przyłapawszy się na tym, zwyzywał samego siebie od głupców, gdyż nie miało to żadnego znaczenia.

 

Wcześniej tego dnia zostawiła go dziewczyna, z którą spędził ostatnie cztery lata życia. Chciał o tym zapomnieć upijając się w barze, ale obrzygawszy lokal, barman wyrzucił go na zbity pysk. Jakby tego było mało, w drodze powrotnej do domu, został zaatakowany i obrabowany przez bandę naćpanych łysoli, którzy dla zabawy pastwili się nad nim przez ponad godzinę.

Na koniec Śmierć, ta bezwzględna czarna dama, uraczyła go swoją milczącą obecnością.

 

Po zastanowieniu stwierdził, że miewał lepsze dni.

 

Spojrzał na Śmierć, która w końcu podniosła głowę i wlepiła w niego puste spojrzenie.

 

Johnnie był już bardzo mocno pijany i czuł, że ledwo trzyma się na nogach. Wpadł mu do głowy szalony pomysł, ale musiał się spieszyć, gdyż czuł jakby ktoś z całej siły ciągnął za jego powieki, usilnie próbując je zamknąć. Sięgnął do kieszeni po telefon, ale natrafił tam tylko na kilka monet i zwinięty paragon.

 

– No tak – wymamrotał. – Zasrańcy.

 

Śmierć wciąż bacznie go obserwowała, a z jej ust zaczęła lecieć para mimo tego, że był to środek lata i w pokoju panował zaduch.

 

Johnnie podszedł do niewielkiego biurka i wziął do rąk tablet, który leżał pod stertą nieodrobionych prac domowych i napoczętych wypracowań. Odblokował ekran i sprawdził, ile zostało mu baterii.

 

– Jedenaście procent, idealnie.

 

Śmierć śledziła każdy jego ruch, lecz jej oczodoły nie były już puste. Kłębiły się w nich larwy i co rusz jakaś spadała na podłogę, aby błyskawicznie wpełznąć pod fałdy czarnej szaty.

 Po plecach Johnniego przeszedł dreszcz. Próbował nie myśleć o tym, co jeszcze musiało się tam gnieździć.

 

Drżącymi rękoma uruchomił aparat i ostrożnie usiadł obok Śmierci, której szatę obłaziły tłuste karaluchy a z ust i nozdrzy wypełzały niekończące się wije i włochate potwory.

 

– Zrobię nam zdjęcie, dobra? – zwrócił się do postaci. – Cholera, inaczej nikt mi nie uwierzy! Wstawię na Facebooka, jeśli ci to nie przeszkadza.

 

Odwrócił się do niej. Wciąż wlepiała w niego spojrzenie oczu uformowanych z kłębiących się robaków. Nagle opadła jej dolna szczęka i Johnnie zobaczył jak z wnętrza jej ciała zaczął wynurzać się długi, tłusty wąż, który leniwie obwinął się wokół jej szyi po czym gwałtownie napiął całe ciało i zacisnął łamiąc, z upiornym trzaskiem, kręgi szyjne.

 

W tym momencie chłopak, niewzruszony tym makabrycznym widokiem, nachylił się i zrobił zdjęcie.

 

Czuł jak jego ciało słabło, a oczy zamykały się, ale zdążył jeszcze zamieścić fotografię na portalu społecznościowym. W końcu puścił urządzenie i zapadł w sen.

 

 ***

 

Następnego dnia rano, każdy kto miał Johnniego Tidwella w znajomych na Facebooku, i zaraz po przebudzeniu zalogował się na stronę, zobaczył zdjęcie jego napiętej twarzy z dzikim blaskiem w oczach i wywalonym językiem, która wisiała, wraz z resztą ciała na niedbale związanej pętli.

Koniec

Komentarze

Hmm. Pomysł był, ale wykonanie trochę zawiodło. Popraw literówkę w przedmowie, bo trochę siara.  Brakuje paru przecinków. Ostatnie zdanie słabe – za długie, zbyt złożone. A to w nim jest puenta i ona powinna wybrzmiewać mocno, elegancko. No i tej puenty można się dość szybko domyślić. Zbyt szybko. 

 

Dziękuję Ci bardzo za opinię. Jeżeli będziesz miał czas i chęci, aby wskazać te błędy interpunkcyjne, to byłbym bardzo wdzięczny. Wciąż się uczę, a takie coś zdecydowanie by mi pomogło. Jeżeli masz jakieś sugestie wobec ostatniego zdania, to również chciałbym je usłyszeć. Z góry dziękuję. 

Ok. Tak w ogóle to witaj na portalu. 

Jeśli nie czujesz się pewien swoich możliwości, a chcesz pokazywać czytelnikom dopracowane teksty, to polecam ten wątek → http://www.fantastyka.pl/loza/17 

 

Johnnie Tidwell popchnął drzwi mocniej(+.) niż było to konieczne.

stwierdził, że jest to coś(+.) czego na pewno nie było tu wcześniej.

Wcześniej tego dnia zostawiła go dziewczyna, z którą spędził ostatnie cztery lata życia, po czym skończywszy się samotnie w barze został zaatakowany i obrabowany w drodze do domu(+.) a na koniec jeszcze Śmierć, ta bezwzględna czarna dama, uraczyła go swoją milczącą obecnością.

Po prostu za długie zdanie. Moja rada jest taka: kropka to Twój sojusznik. Poza tym źle użyty imiesłów “skończywszy”, nie wiem, o co tu chodzi.

 

Odblokował ekran i sprawdził(+.) ile zostało mu baterii.

To taka pobieżna łapanka, bo niestety na dłuższą nie mam czasu. Myślę, że warto wpisać w google “gdzie postawić przecinek” i poczytać na ten temat. Ewentualnie wstawić tekst na betalistę. Jak się poudzielasz trochę na portalu, to na pewno więcej osób chętnie Ci pomoże :)

Rozumiem, dzięki. Z tym “skończywszy”, to możliwe, że wyraziłem się zbyt, nie wiem, kolokwialnie. Rozumiałem to wyrażenie jako: skończywszy się = wypił stanowczo za dużo. Dobrze, że zwracasz mi uwagę na za długie zdania. Jest to coś z czym walczę, bo miewam tendencję do pisania iście Proust-owskich tasiemców, co wiem, że w takim gatunku wcale się nie sprawdza. 

Ciekawe, w moich stronach się tak nie mówi. 

Wiesz, długie zdania nie są z definicji złe. Tylko trzeba mieć wprawę, no i interpunkcję opanowaną po mistrzowsku. 

Następnego dnia rano, każdy kto miał Johnniego Tidwella w znajomych na Facebooku i zaraz po przebudzeniu zalogował się na stronę, zobaczył zdjęcie jego napiętej twarzy z dzikim blaskiem w oczach i wywalonym językiem, która wisiała, wraz z resztą ciała na niedbale związanym węźle szubienicznym.

Lubię mówić: jak nie wiesz, co zrobić, to uprość. Zamiast “każdy kto miał JT w znajomych na Facebooku” → “znajomi JT”. Zazwyczaj też jest się od razu zalogowanym na FB, ale nie wiem jak to ładnie ująć, zamiast “sprawdzili”, “zajrzeli”. Więc może taki schemat: 1. zdanie o tym, że znajomi zobaczyli zdjęcie 2. na zdjęciu JT miał dziwne oczy i wywalony język 3. ciało wisiało. Trzy zdania zamiast jednego. 

Nie znam się na horrorach, może dlatego nie domyśliłam się puenty.

Mnie też to “skończywszy” zgrzytnęło.

Czy można się powiesić na węźle? Chyba lina lepiej się nada.

Cholera, inaczej nikt mi nie uwierzy! Wstawię na Facebooka, jeśli Ci to nie przeszkadza.

Ty, twój, pan itp. w dialogach piszemy małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

No tak! Masz rację! Śledzę komentarze, opinie i porady jakie są tutaj zamieszczane od pewnego czasu i właśnie to pisanie zwrotów do adresata małą literą w prozie, było czymś, czego nie wiedziałem i postanowiłem jak najszybciej wcielić w mój warsztat, a i tak to zrobiłem… Oczywiście już poprawiam.

Wiesz, są wyjątki. Bóg, Waszą Wysokość też chyba można uznać. Może i dla Śmierci da się żywić tak ogromny szacunek. ;-)

Babska logika rządzi!

Zmieniłem również akapit, w którym występowało to kontrowersyjne wyrażenie “skończywszy się”. Mam nadzieję, że na lepsze.

Lubię horrory, szczególnie przed snem i jakkolwiek pomysł był, szort nie wydał mi się zbyt przerażający. Może następnym razem wystraszysz mnie skuteczniej. ;)

 

Po­sta­wił dwa chwiej­ne kroki przed sie­bie i za­czął ob­ma­cy­wać ścia­nę w po­szu­ki­wa­niu włącz­ni­ka świa­tła. Kiedy w końcu na niego na­tra­fił, wy­ko­nu­jąc chwiej­ny pół­ob­rót… – Powtórzenie.

 

Goła ża­rów­ka, wi­szą­ca na kablu pod su­fi­tem, roz­świe­tli­ła pokój męt­nym, zim­nym świa­tłem. – Nie brzmi to najlepiej.

 

– No tak – wy­mam­ro­tał – Za­srań­cy.– No tak – wy­mam­ro­tał. – Za­srań­cy.

 

która wi­sia­ła, wraz z resz­tą ciała na nie­dba­le zwią­za­nym węźle szu­bie­nicz­nym. – Istotnie, trudno wisieć na węźle.

Proponuję: …która wi­sia­ła, wraz z resz­tą ciała, na nie­dba­le zwią­za­nej pętli.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem raz, przejrzałem drugi. Chyba nie do końca wykorzystany pomysł. Śmierć (w sensie personifikacji) piszesz raz małą, a raz wielką literą. “Kiedy w końcu na niego natrafił, wykonując chwiejny półobrót, zaatakował go pięścią, niczym rozwścieczony bokser.” – tu przez chwilę miałem mętlik kto kogo lub co zaatakował, choć teoretyczne zdanie napisane jest poprawnie. Horror to dość ciężki gatunek, bo w dzisiejszych czasach ludzi już niestety mało co rusza. Powodzenia.

Podobało mi się. Grozy w tym ani krztyny, ale za to zabawne. Nie wiem, czy taki była zamysł autora, ja się pośmiałem. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Ja i pisane horrory to dwa różne światy, także pomysłu nie podejmuję się oceniać, ale chciałbym Ci zwrócić uwagę na pewną sprawę. Przeczytałem początek i wrażenie mam jedno; strasznie nie szanujesz słowa. Dwa pierwsze akapity mówią czytelnikowi o tym, że facet wszedł do zapuszczonego mieszkania. Zużyłeś do tego 640 znaków i ok, ale większość z tego to wata – albo przedstawiasz nieistotne niuanse, albo powielasz informacje. To samo można by zawrzeć w dwóch, trzech zdaniach, opis wnętrza zawęzić do kształtów tandetnych mebli, wycinanych z mroku przez mdłe światło rzucane przez uczepioną pod sufitem, gołą żarówkę – bo ta żarówka, to najsilniej działający na wyobraźnię element budowanego opisu. Niewielka dziurka, mikroskopijne drobiny tynku, powielana chwiejność – to są zbędne bzdury, niepotrzebne domówienia. Zagęszczenie treści tekstu przeważnie usprawnia narrację, choć oczywiście przesadna lakoniczność to raczej też nie jest to, o co Polska walczyła.

 

A i druga sprawa; za wiele treści w jednym zdaniu. Popatrz na to:

 

“Wcześniej tego dnia zostawiła go dziewczyna, z którą spędził ostatnie cztery lata życia, co wynagrodził sobie butelką wódki w barze, z którego ostatecznie wyrzucił go barman za spanie na stole.”

 

Z tego wynika, że bohater wynagrodził sobie butelką nie to, że zostawiła go dziewczyna, tylko fakt, że spędził z nią cztery lata. Druga część zdania to osobny potworek – ogólnie zdanie w tej formie to koszmar.

Może tak:

 

“Wcześniej tego dnia zostawiła go dziewczyna. Wynagrodził to sobie wizytą w barze, z którego, zalany w trupa, wyleciał na zbity pysk.”

 

Butelka wódki jest zbędna. Bohater mógł się raczyć sokiem malinowym, to dla fabuły nieistotne, ważny jest efekt działania – upojenie i tą informację powinno zawierać zdanie. To samo ze spaniem na stole. Twój tok myślenia w tym momencie jest jasny, ale sprawę można oddać trafniej.

 

No, to tak. Skoro to twój “pierwszy raz”, to powyższe rzecz są zupełnie normalną sprawą i uważam, że w ogóle jest przyzwoicie.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Ja z kolei przyczepię się do czegoś innego.

Johnnie Tidwell popchnął drzwi mocniej, niż było to konieczne. Z głośnym świstem przecięły powietrze i uderzyły w ścianę, wydrążając w niej niewielką dziurę. Na podłogę posypały się mikroskopijne drobinki skruszonego tynku.

Postawił dwa chwiejne kroki przed siebie i zaczął obmacywać ścianę w poszukiwaniu włącznika światła. Kiedy w końcu na niego natrafił, wykonując chwiejny półobrót, zaatakował go pięścią, niczym rozwścieczony bokser. Goła żarówka, wisząca na kablu pod sufitem, rozświetliła pokój mętnym, zimnym światłem.

podkreślenia to słowa, które można z powodzeniem wyrzucić. Końcowe “światłem” można zastąpić blaskiem.

Tekst by zyskał na takim skrócie. Byłby mocniejszy.

W pewnym momencie śmiechłem – selfi ze śmiercią. Koniec całkiem na czasie.

 

F.S

Dziękuję za opinie i porady. Wiem, że trochę czasu minęło, ale wcieliłem je w tekst. Mam nadzieję, że teraz jest bardziej czytelny.

Całkiem ciekawy pomysł. Wykonanie odrobinę zawiodło, ale ogólnie czytało się całkiem dobrze.

Chciał o tym zapomnieć upijając się w barze, ale obrzygawszy lokal, barman wyrzucił go na zbity pysk.

 

Barman najpierw obrzygał lokal, a potem wyrzucił Johnniego na zbity pysk. Oryginalne zachowanie. To pewnie miał być ten element fantastyczny?

Nowa Fantastyka