- Opowiadanie: RogerRedeye - Stary, dobry pomysł

Stary, dobry pomysł

Swego czasu toczyła się u nas zażarta dyskusja w sprawie genders i transseksualizmu. Ciekawa. Zastanawiałem się, czy tylko u nas... Gdy przypadkowo znalazłem słodko-anielski obraz Kerna, narodził się pomysł.

Poniżej efekt.

Tekst miał premierę na “Szortalu”, potem ukazał się w “Szortalu na Wynos”. 

W stosunku do pierwowzoru bardzo nieznacznie poszerzyłem opowieść, dosłownie o kilka zdań.

Spokojnej lektury o dawnym, ponownie  przywróconym do życia pomyśle jednego z bohaterów.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Stary, dobry pomysł

– Chwila odpoczynku… – Jeden z aniołów – stróżów wygodnie wyciągnął nogi.  – Nowi podopieczni jeszcze się rodzą. Potem znowu czeka nas harówa. Wiesz, czasami mam wszystkiego naprawdę dość.

We dwójkę przysiedli na chmurze. Znali się od zarania dziejów, a teraz z rozkoszą wykorzystywali przerwę w pracy.

– I znowu przypadną nam sami chłopcy… – Drugi pokiwał głową. – W ostatnich stuleciach nie mamy szczęścia. Zdecydowanie wolę dziewczynki – o wiele lżejsze i przyjemniejsze zajęcie. A jak pięknie się do nas modlą, gdy ledwie odrastają od ziemi! Rozkosz dla uszu.

Ze strzępka cumulusa uformował kształt podobny do niewielkiego liścia, po chwili drugi. Chuchnięciem nadał im soczyście zieloną barwę.

Podał jeden towarzyszowi.

– Smakuje jak szczaw – wyjaśnił w odpowiedzi na zdziwione spojrzenie. – Działa bardzo odświeżająco. Powiem szczerze – palec wskazał przestrzeń poniżej obłoku – tam, w dole, mocno zasmakowałem w tej roślince. Niewinne przyzwyczajenie, a pryncypał nie widzi w nim nic złego. Skosztuj, a polubisz.

Żuli w milczeniu.  

– Całkiem niezłe – przyznał poczęstowany. Miał pooraną bruzdami twarz, jakby w jego bezczasowym istnieniu spotykały go same troski. – Niebiańsko smakuje. No i nie popełniamy grzechu, a to ważne. Napotykamy tyle pokus…

Z uwagą obejrzał nadgryziony listek, jeszcze przed chwilą będący cząsteczką tumanu skondensowanej pary wodnej. Z westchnieniem położył się na brzuchu.

Poruszył skrzydłami, może sprawdzając, czy jest gotów do lotu.  

– Powiem ci coś w zaufaniu – ciągnął w zamyśleniu – Coraz częściej czuję się zmęczony. Tyramy i tyramy, a i tak większość podopiecznych ma nasze poczynania głęboko w pewnej części ciała, służącej do wydalania ekskrementów.

Zamilkł na chwilę.

– Gdybyśmy przekonali pryncypała, żeby dziewczynek było więcej, mielibyśmy znacznie łatwiej… – zaznaczył drugi. – Spokojne istoty, gustujące w lalkach, poezji, pogawędkach i prowadzeniu domu, kiedy dorosną.  

Nagle rozbłysły mu oczy.

– Więcej dziewczynek… Wtedy moglibyśmy tam, na Ziemi, czasami skoczyć na piwo – rzucił cicho. – Polubiłem ten napój. Kiedyś sprawdziłem, czy nie stanowi zagrożenia dla moich podopiecznych – i przypadł mi do gustu, chociaż, oczywiście – dodał pośpiesznie – odwodzę moje owieczki od picia.

Ponownie uformował zgrabną kępkę szczawiu.

– Zawsze mnie ciekawiło, czemu nazywasz go pryncypałem. – Anioł o steranym obliczu niespodziewanie podjął inny temat, machając nogami. – Powiem jednak, że chyba coś przeoczyłeś – dziewczyny strasznie się zmieniły. Już nie wiem, czym różnią się od chłopców. Na pewno budową ziemskich powłok, ale chyba niczym więcej. Z wieloma inni aniołowie mają okropną mordęgę.

Znowu w milczeniu rozkoszowali się smakiem chmurzastych listków. 

– Nie wzywaj imienia boskiego nadaremno… – Drugi z aniołów wzniósł palec. – Zatem określam go jako pryncypała. Szefa. Ostatnio używam miana boss. Ale, wracając do sprawy dziewczynek: jednak są lepsze. Milsze. Znacznie mniej pracy, a efekty niewyobrażalnie korzystniejsze. Przyznasz, że one jednak nie lubią bójek, wojen i rozpruwania brzuchów. Gdyby chłopcy mogli stawać się dziewczynkami – głos przybrał marzycielski ton – my, anielscy stróżowie, mielibyśmy w pracy prawie raj. Gdyby osobnicy z penisami mogli wybierać…

W ostatnich słowach zabrzmiała nuta głębokiego namysłu.

– Gdyby mogli wybierać – podjął po chwili – wielu pewnie zmieniłoby płeć. Piękna sprawa! I w końcu przestałyby nas boleć nogi. Niby jesteśmy tylko bytami duchowymi, ale od paru wieków nie mogę się pozbyć odcisków na stopach. Fatalna przypadłość! Gdyby tylko mieli taką szansę, świat stałby się lepszy…

Nuta zastanowienia zabrzmiała jeszcze wyraźniej.

– Wracasz do tej idei? – Rozmówca wytarł bezcielesne dłonie. – Do twojego starego pomysłu, żeby chłopiec mógł wybrać, kim chce być? Stać się dziewczynką? Więc migiem leć do szefa! Wiem, że dzisiaj ma szampański nastrój.

Nie czekając na odpowiedź, przekręcił się na bok i zamknął oczy.

Ze słodkiej drzemki wyrwało go delikatne potrząsanie za ramię.

– Boss przystał na naszą sugestię. – Wysłannik miał jednak dziwnie markotną minę. – Oświeci ludzkie mózgi. Ale poszedł na całość: chłopcy, kiedy trochę podrosną, wybiorą sobie płeć, ale dziewczynki też… Szef nadmienił, że zasieje u ludzi ziarno pomysłu, jak bez problemów przeprowadzać takie operacje.

– Dziewczynki też? – Ledwo rozbudzony anioł jęknął. – Będziemy mieli przeje… przesra…

Twarz drugiego stężała. W oczach wyraźnie migotał przestrach. 

– Będziemy mieli do szczętu przechlapane, a nawet przerypane. Przekichane. Przekitwaszone! – dodał pośpiesznie, przerywając wypowiedź towarzysza. – Zbierajmy się, dostrzegam, że u naszych mamuś już odchodzą wody płodowe.

– Każdy człowiek ma wolną wolę i prawo wyboru, a wszyscy są równi! To jeden z kanonów ludzkiego istnienia! – Głos nad chmurą wstrząsnął nieboskłonem. – Tak kiedyś postanowiłem i nie zamierzam tego zmienić!

Już go nie usłyszeli, zajęci baczeniem, czy w sali porodowej wszystko jest w porządku. Ich oblicza nie wyrażały radości, tylko zawód po usłyszeniu odpowiedzi Stwórcy.

Jedna z lekarek schyliła się, zobaczywszy strzępek zielonego listka na podłodze. Miała piękną twarz, przypominającą oblicza Madonn z obrazów mistrzów renesansu, okoloną złocistymi lokami, niesfornie wymykającymi się spod czepka. 

– Cóż to jest? – wrzasnęła ze wściekłością. – I skąd, do kurwy  nędzy, wziął się tutaj ten śmieć?! Co za głupol narobił takiego bajzlu w mojej porodówce?! Dobrze, że nie wymyślił czegoś jeszcze gorszego… Chyba buszował tutaj jakiś całkiem porąbany idiota. Gdybym dostała go w swoje ręce, pokazałabym bałwanowi, gdzie raki zimują.

Uduchowione oblicze stężało w grymasie gniewu.

– I wcale nie muszę być chłopem, żeby zrobić miazgę z tego bęcwała! – dodała, jednym ciosem zaciśniętej w pięść drobnej dłoni druzgocąc bok stojącej na biurku drewnianej szuflady, wypełnionej szpitalną dokumentacją. 

Przez wyjątkowo zgrabnie uformowane wargi anielsko wyglądającej kobiety przewinął się uśmiech wielkiej satysfakcji. 

 

13 stycznia 2014 r.  Roger Redeye

 

Ilustracja: obraz Matthäusa Kerna „Schutzengel”

Źródło: https://de.wikipedia.org/wiki/Matth%C3%A4us_Kern

 

Koniec

Komentarze

Takie oto rzeczy jak człowiek, tfu, anioł ma za dużo wolnego czasu ;D

Podobało mi się. Tekst przyjemny, pomysł dobry, chociaż zakończenie mogłoby być lepsze.

Cieszy mnie, jako kobietę, takie uznanie i sympatia dla płci pięknej. Przypomniałam sobie film pt.“seksmisja”, gdzie aniołowie dużo pracy nie mieli i byli chyba zadowoleni. Niemniej obawiałabym się świata jednopłciowego, bo to byłby ciężki cios dla – nauki, postępu technicznego, filozofii, muzyki, literatury itp. Pozdrawiam rozbawiona pomysłem. Czytało się lekko tę udaną humoreskę.

Dzięki za przeczytanie i komentarz. Pomysł taki jakby jednak ziemski, a wykonanie sam oceniłeś.

Rzeczywiście, miałem kłopot z końcówką, ale, z drugiej strony, wiązał mnie limit znaków, czyli górny pułap pięciu tysięcy znaków ze spacjami.. Dodałem teraz dwa zdania na końcu miniatury, żeby pokazać charakter tej lekarki. I chyba dojdzie jeszcze jedno.

Pozdrawiam.

 

PS. Karolino, chyba pisałaś komentarz wtedy, gdy ja pisałem odpowiedź dla Karola123. Dzięki za przeczytanie i ocenę tej starej już miniatury. Końcówkę nieznacznie zmieniłem, pokazując, że kobiety częstokroć zachowują się jak mężczyźni, i do tego wcale nie jest potrzebna zmiana płci, o czym marzyli obaj aniołowie.

Lekko i z humorem potraktowany temat opowiadanka, które choć napisane już jakiś czas temu, nie straciło na aktualności.

 

– I wcale nie muszę być chło­pem, że zro­bić mia­zgę z tego bę­cwa­ła! –> Pewnie miało być: – I wcale nie muszę być chło­pem, żeby zro­bić mia­zgę z tego bę­cwa­ła!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczny pomysł, spodobał mi się.

Tylko końcówka słabsza – jakoś nie przekonuje mnie wizja drewnianego krzesła na porodówce (kiedy ja ostatnio widziałam drewniane krzesło w szpitalu?) ani lekarka demolująca sprzęty w chwili zdenerwowania.

Babska logika rządzi!

Dzięki za komentarze.

Fakt, teraz w szpitalach i przychodniach mamy krzesełka i foteliki o stelażach metalowych albo plastykowych, gąbczasto-tkaninowe albo gąbczasto-dermowe. Zmieniłem ostatnie zdanie i dopisałem jeszcze jedno. 

A zachowanie lekarki wcale takie dziwne nie było. Jeżeli słucha się apodyktycznych wypowiedzi feministek, zawsze mających rację, to jej reakcja wcale nie dziwi, chociaż, co właśnie dodałem, wyglądało naprawdę anielsko.

Pozdrówka.

Bardzo dobry szort. Podoba mi się, bo jest równy, a kluczowe elementy nie są podane zdawkowo, ale odpowiednio wyeksponowane – nie za szybko ani za długo. Cóż, aniołki miały plan, ale że w przyrodzie musi być równowaga, to niestety lżej im nie będzie. Lekki i przyjemny tekst.

 

Ciao!

 

Także przyłączam się do chóru pochwalnego. Rozmowa aniołów stróżów na swój sposób zabawna, motyw z przekonaniem Szefa ciekawy, a końcowa puenta fajnie podkreśla treść :)

Podsumowując: bardzo sympatyczny utwór, ciekawie ukazujący założoną treść. Parę mocniejszych wybuchów na niebie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

 – dzięki za komentarz i ocenę tekstu. Stara już miniatura, i prawdę powiedziawszy, zapomniałem o niej. Teraz ją trochę “podrasowałem”, co jest naturalne, bo zawsze można tekst poprawić. Po publikacji tutaj zauważyłem parę powtórzeń wyrazów, kilka niedopowiedzeń “podmiotowych”, więc szybciutko naprawiłem leciutkie niedoróbki. Minimalnie rozszerzyłem i przepracowałem końcówkę opowieści..

Tekst jest chyba teraz akurat taki, jaki powinien być – jak nadmieniłeś, z równomiernie rozłożonymi akcentami, zrównoważony, i, pomimo świadomie lekkiej tonacji, nie jest typową humoreską. Bardzo dobrze przeszedł próbę czasu.

Pozdrawiam.

Podpisuję się pod wypowiedziami poprzedników. Dobry tekst, ale jakość opadła przy końcówce, która sprawiała wrażenie “pogonionej”. Jednak podoba mi się koncept ukazania, że kobiety mogą być podobne mężczyznom niezależnie od organów płciowych… Tyle tylko, że nie wiem, czy nie wyłożyłeś tego zbyt łopatologicznie. Sądzę, że sam opis zachowania lekarki wystarczyłby, niepotrzebna jest ta kwestia: “nie muszę być mężczyzną”… Wydaje się wsadzona w usta postaci nienaturalnie i na siłę. Jednak całokształt, bardzo pozytywnie odebrałam :)

No­Whe­re­Mandzięki za komentarz. Rozmowa taka miała być, i chyba jest. W sumie trochę infantylna, a może raczej po prostu sielsko-anielska…

Puenta miała stanowić przeciwwagę pierwszej części opowieści. Teraz końcówkę wzmocniłem, żeby stała się kontrapunktem dla początkowej części. Myślę, że udane.

Cieszę się, że tekst się podobał, zwłaszcza, jeżeli idzie właśnie o finał opowieści..

Pozdrawiam.

Świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Całość jest po prostu wspaniała. Sam się ostatnio zastanawiałem nad poruszanym tematem – dziewczyny już wcale nie są lepsze od chłopaków. A potem to zakończenie, wola Boża. Najlepszy Twój tekst jaki czytałem. 

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Ro­se­bel­le – dzięki za wizytę. Odnośnie końcówki – chciałem, żeby była trochę dosadna. i taka jest. Jednym czytelnikom to się podoba, niektórym bardzo, a innym mniej. Tak często bywa, bo każdy czytelnik oczekuje czegoś innego, ma inny gust.

Lekarka, po prostu, wkurzyła się jakimś brudem i mówi wprost to, co myśli. A że dosadnie? A czemu nie?

Pozdrówka.

Dla mnie po prostu ona dosadnie wymawia myśli narratora, nie swoje, takie odniosłam wrażenie. Masz oczywiście rację, że każdy ma inny gust ;)

Końcówka jest tutaj wręcz kluczowa, nadająca charakteru całemu tekstowi :)  

 – z przyjemnością czytałem Twój komentarz. A tekst już co nieco stary… Zakończenie oceniłeś jako co najmniej bardzo dobre. Myślę, że stanowi clou całej opowieści. Inaczej miniatura byłaby tylko opisem pogaduszek dwóch aniołów, a nie jest. 

Dzięki za wizytę. A inne teksty też chyba są niezgorsze…

Pozdrawiam.

Już czytałam ten tekst, przyjemny :)

Anet – ano, miniatura została parę lat temu opublikowana. 

Wilk-zi­mo­wy – tak właśnie chyba jest, o czym zresztą już pisałem. Końcówka nadaje charakter tej opowieści.

Dzięki za komentarze. Pozdrówka.

Humorystyczny, lekki, przyjemnie napisany szort. Do pełnej satysfakcji z lektury zabrakło mi jakiegoś większego tupnięcia przy puencie. Ogólnie jednak czytało się dobrze :)

Właśnie takie miało być – sielsko-anielskie, a może nawet przaśno-anielskie, z ironicznym akcentem w końcówce, a całość konweniująca ze słodkim obrazem Kerna. Końcówka stanowi kontrapunkt, całkiem poważny. Teraz ją wzmocniłem, ale nie widzę potrzeby silniejszego jej akcentowania. Chyba zepsułoby to lekki i pogodny charakter opowieści. iDla mnie ciekawe, chociaż oczywiście przypadkowe, że w ostatnio publikowanym w “Okolicy Strachu” opowiadaniu “Dzień Gniewu” występuje archanioł, chociaż to określenie nigdzie w tekście nie pada. 

Link → http://okolicastrachu.pl/?page_id=155

Dzięki za komentarz. {ozdróweczka.

Nowa Fantastyka
Patronujemy