- Opowiadanie: Stefan Wu - Upadek

Upadek

Opowiadanie w konwencji horroru. Wszelkie komentarze mile widziane.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Upadek

 

I

 

Telefon zadzwonił o siedemnastej, kiedy Dawid myślał już tylko o wypadzie nad jezioro.

Mógł nie odbierać. Technicznie rzecz biorąc, weekend właśnie się zaczął. Ale Dawid lubił wiedzieć. To sprawiało, że był dobrym terapeutą. Musiał wiedzieć, co jest po drugiej stronie.

– Chcę, żebyś kogoś zobaczył – powiedziała pani Miller.

– Oczywiście. W poniedziałek.

– Doszło do aktu przemocy… – w tle pojawiły się trzaski i połączenie urwało się.

Przez moment patrzył na słuchawkę, ale nie było nic więcej. Żałował, że odebrał. Odwrócił się i zobaczył chudego chłopaka siedzącego na kozetce.

– Jak tu wszedłeś? – zapytał Dawid.

Chudzielec wyglądał na zdziwionego.

– Przez drzwi.

Czy to miała być impertynencja? Chłopak siedział jednak prosto, a jego oczy były niewidoczne za grubymi szkłami okularów.

– Już za późno na wizytę – powiedział Dawid.

– Pani Miller nie dzwoniła w mojej sprawie?

Przecież podsłuchiwałeś, pomyślał Dawid, przecież wiesz.

– Przykro mi, ale nie mam potrzebnych informacji. Nie wiem nawet jak się nazywasz.

– Mam na imię Gustaw – powiedział chłopak – Pani Miller uważa, że powinienem tu być.

– Ty tak nie uważasz?

Chłopak był wąski jak zapałka, na szczycie której kołysała się wielka głowa. Nosił marynarkę z emblematem liceum, w którym pracowała pani Miller.

– Jeszcze nie zdecydowałem – powiedział.

Co za dziwny dobór słów pomyślał Dawid. Spojrzał na zegarek. Jeżeli złapie następny pociąg, nic się nie stanie. Ciągle będą mieli z Anną czas.

– Dlaczego pani Miller uważa, że powinieneś tu być?

– Z powodu moich snów.

Dawid przekonał się, że pacjenci są nieskończenie kreatywni, kiedy chodziło o ukrycie prawdy. Sen był punktem wyjścia, dobrym jak każdy inny.

– Opowiedz mi – powiedział.

 

II

 

Dawid zdał sobie sprawę, że nigdy nie był w gabinecie po siedemnastej. Nigdy nie widział tak głębokich cieni.

– Unosiłem się nad swoim ciałem – zaczął Gustaw – Miałem poczucie, że nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać. Uczucie było jak narkotyk, jakbym po raz pierwszy był naprawdę wolny.

– To typowy sen – powiedział Dawid – Nie powinieneś się przejmować.

Gustaw przekrzywił głowę.

– Czy powiedziałem, że to koniec?

Dawid był zaskoczony ostrym tonem jego głosu. Poprawił się w fotelu.

Akt przemocy, pomyślał, ale uśmiechnął się łagodnie.

– Oczywiście, kontynuuj.

– Podpłynąłem do okna, przeleciałem nad naszym ogrodem, ponad murem, do ogrodu pana Gormana.

Dawid zerknął na zegarek. Siedemnasta dziesięć. Czy Anna będzie zła? Czy będą się kłócić?

– Słucha pan?

– Oczywiście. Ogród pana Gormana.

– Jego dom – powiedział Gustaw – Gorman jest szefem mojego ojca, a przynajmniej był nim. Firma się rozwijała, więc konieczne były cięcia. Okazało się, że pierwsze do ścięcia jest stanowisko mojego starego.

– Więc wybrałeś dom Gormana nieprzypadkowo?

Gustaw pozwolił sobie na mały uśmieszek. Jego zaciśnięte usta były jak wycięte nożem.

– Pomyślałem, że pan Gorman powinien bardziej uważać.

Dawid znowu poprawił się w fotelu. Historia Gustawa nie brzmiała już jak sen. Brzmiała jak fantazja.

– Co masz na myśli?

– Gorman spał przy otwartym oknie. Zupełnie jakby zapraszał mnie do środka.

Dawid poczuł się nieswojo. Pani Miller nie powiedziała, że akt przemocy wydarzył się w szkole. W zasadzie, nie powiedziała prawie nic.

– Pchnąłem okno – kontynuował chłopak – Sypialnia była ciemna, Gorman i jego żona spali nago. Opuściłem stopy na podłogę.

– Więc już nie byłeś poza swoim ciałem?

Gustaw poruszył kościstymi ramionami.

– To tylko sen. Nie wiedziałem, że musi być logiczny.

Siedemnasta dwadzieścia, co oznaczało, że przegapi kolejny pociąg. Co oznaczało kłótnię.

– Co stało się dalej?

– Zakradłem się do łóżka i stanąłem nad Gormanem. Miał pulchną, miękką twarz. Dziwne, jak na faceta, który zatrudnia dwustu ludzi. Pochyliłem się nad nim i zacząłem szeptać do jego ucha.

– Zacząłeś szeptać?

– To właśnie powiedziałem.

– Co szeptałeś?

Gustaw znowu się uśmiechnął.

– Sądziłem, że pan mi powie.

– To nie działa w ten sposób.

– Nie ma pan żadnej interpretacji?

Pokój był coraz ciemniejszy i Dawid włączył lampkę. Twarz Gustawa w świetle była jeszcze trudniejsza do rozszyfrowania.

– Jak ty zinterpretowałbyś sen? – zapytał Dawid.

– Chciałem zmusić Gormana do zrobienia czegoś.

– Sądzisz, że to ma związek z twoim ojcem?

Gustaw wybuchnął śmiechem. Dawid podskoczył za biurkiem. Śmiech chłopaka brzmiał jak torturowane zwierzę.

– Tak pan sądzi?

Dawid wstał.

– Powinniśmy spotkać się w poniedziałek.

Gustaw wciąż tkwił na kozetce.

– Sądziłem, że uda się nam załatwić to dzisiaj.

– Musisz być cierpliwy – powiedział Dawid – Dotrzemy do sedna. Ty i ja.

 

III

 

– Kiedy słyszysz, „akt przemocy”, co przychodzi ci do głowy? – zapytał Dawid, kiedy wyjechali z miasta.

Anna posłała mu ostre spojrzenie.

– To ma być czas dla nas – powiedziała – dlaczego nie możesz odpuścić?

Jasne, że mógł odpuścić. Żaden problem. Zapatrzył się na ciemniejący las. O tej porze roku wynajmowali domek nad jeziorem. Dwa dni tylko dla nich. Dwa dni poza siecią.

– Zatrzymasz się na stacji? – zapytał.

– Po co?

– Zapomniałem o bateriach.

Westchnęła i zjechała na stację benzynową. Dawid wszedł do środka, wybrał przypadkowe baterie i schował się za regałem z alkoholem, gdzie Anna nie mogła go widzieć. Widział za to swoje odbicie w lustrze wiszącym pod sufitem. Jego twarz była wykrzywiona, niepodobna nie tylko do jego, ale w ogóle do ludzkiej twarzy. Wybrał domowy numer pani Miller.

Odebrał mężczyzna. Dawid nigdy nie myślał o pani Miller jako o mężatce, ale tak właśnie było. Pan Miller powiedział, że jego żona jest chora.

– To ważne – powiedział Dawid.

– Miała wylew.

– Ale… – Dawid zaciął się – Dzwoniła do mnie…

– Jest w szpitalu – powiedział Miller i rozłączył się.

Istnieje racjonalne wytłumaczenie, pomyślał Dawid.

Musiała mieć wylew tuż po telefonie do niego. Przypomniał sobie, jak połączenie urwało się. Było możliwe, że to stało się wtedy. Pomyślał, że powinien czuć się źle, choć to przecież nie była jego wina.

Wrócił do samochodu.

– Co ci tyle zajęło? – zapytała Anna.

 

IV

 

Kiedy w poniedziałek Dawid zjawił się w swoim gabinecie, Gustaw siedział na kozetce. To było irytujące. Zupełnie jakbym to ja był pacjentem, pomyślał.

– Jak minął panu weekend? – zapytał Gustaw.

Dawida bolała głowa. Zdał sobie sprawę, że bolała go przez ostanie dwa dni, po prostu zrzucał to na zmęczenie.

– Doskonale – powiedział.

Gustaw nie uśmiechnął się. Był jeszcze chudszy niż Dawid zapamiętał.

– Zastanawiał się pan nad moim snem? – zapytał.

Dawid udał, że nie słyszy.

– Dlaczego nie powiesz mi, co wydarzyło się w szkole?

Chłopak spiął się.

– Przecież wiesz. Rozmawiałeś z panią Miller.

– Dlaczego nie opowiesz tego swoimi słowami?

Gustaw wygodniej usadowił się na kozetce i patrzył na niego. Przynajmniej tak sądził Dawid. Nie był pewny, co robią oczy ukryte za szkłami okularów.

– Ostatniej nocy znowu odwiedziłem Gormanów – powiedział chłopak.

– Nie o to pytam.

– Tym razem nie traciłem czasu na starych.

Dawid czuł się tak, jakby ktoś ostrym końcem cyrkla sondował jego mózg.

– Dlaczego mi o tym opowiadasz?

– Poszedłem prosto do sypialni Elizy.

– Kim jest Eliza?

– To ich córka. Nie mówiłem tego poprzednim razem?

– Nie.

– Jest piękna. Świetne cycki.

Dawid udawał, że wszystko jest w porządku. To była tylko historia. Słyszał takie i gorsze. Jego zadaniem było ją przeanalizować i odkryć, co kryje się głębiej.

– Dlaczego poszedłeś do jej sypialni?

– Myślę, że miałem wzwód.

To nie jest sen, pomyślał w panice Dawid.

– Możemy na chwilę przerwać? – zapytał.

– Przechodzimy do najlepszej części.

– To zajmie tylko chwilę – Dawid wyszedł do recepcji. Znalazł tylko jednego Gormana w książce telefonicznej.

Nie był pewny, czy odebrała kobieta, czy dziewczyna.

– Chciałbym porozmawiać z panem Gormanem – powiedział.

– Tato jest w pracy.

– Masz na imię Eliza?

– Kto mówi?

– Nazywam się Dawid. Jest u mnie ktoś, kogo możesz znać.

– Kto taki?

– Gustaw.

Po drugiej stronie nastąpiła długa przerwa.

– Bardzo śmieszne. Spróbuj zadzwonić jeszcze raz psycholu.

– Nie… – zaczął Dawid, ale Eliza odłożyła słuchawkę.

To zaczynało być idiotyczne. Co się z nim działo? Gdzie podział się jego profesjonalizm?

Wrócił do gabinetu. Kozetka była pusta.

 

V

 

Cały dzień spędził na kolejnych sesjach. Wieczorem prawie nie myślał o Gustawie.

– Wyglądasz na zmęczonego – powiedziała Anna, kiedy wrócił do domu.

Istotnie, był zmęczony. Ból głowy nie ustępował, a był dopiero poniedziałek. Praca zachodziła mu za skórę. Pacjenci nie robili postępów. Kręcili się w koło. Ściągali go na dno.

– Pomóc ci się rozluźnić? – zapytała Anna.

Nie chciał się rozluźniać. Chciał poczuć postęp.

– Poczytam – powiedział – nie czekaj na mnie.

Zamknął się w swoim starym gabinecie, w którym od lat nie przyjmował pacjentów. Regały pokrywał kurz. Wziął do ręki przypadkową książkę, ale nie potrafił się skoncentrować. Zastanawiał się, czy powinien pójść do lekarza.

Chłodne powietrze musnęło jego kark. Zupełnie jak szept, pomyślał. Odwrócił się i zobaczył, że okno jest otwarte.

– Przepraszam za najście – powiedział Gustaw.

Chłopak stał plecami do Dawida, najwyraźniej przyglądając się jego kolekcji książek.

– Dlaczego nie zapukałeś? – zapytał Dawid.

Gustaw nie odpowiedział. Jego szyja ponad kołnierzem miała kolor kości.

– Co powiedziała ździra?

– Eliza? – zapytał zdziwiony Dawid – tak naprawdę to nic.

– Kłamstwa – wysyczał Gustaw, choć Dawid nie wiedział kto ma być tym, który kłamie, on czy Eliza.

– To ty nie mówisz prawdy – powiedział Dawid – przez ciebie nie robimy postępów.

Gustaw powoli odwrócił głowę, ale zanim Dawid zobaczył jego twarz, rozległo się pukanie do drzwi prowadzących na piętro.

– Z kim rozmawiasz? – głos Anny był pełen niepokoju.

Gustaw nie zwrócił na to uwagi.

– Ile jedna rodzina może wycierpieć ze strony drugiej? – zapytał.

– Lepiej będzie, jeżeli pójdziesz – powiedział Dawid, jego gardło było ściśnięte, choć nie wiedział, dlaczego tak jest.

Anna nacisnęła klamkę.

– Wszystko w porządku?

Dawid odblokował zamek, otworzył drzwi i uśmiechnął się.

Wiedział, że Gustaw zdąży uciec przez okno.

 

VI

 

We wtorek rano Dawid odwołał wszystkie sesje, a raczej, po prostu nie pojawił się w pracy. Pacjenci i tak nie robili postępów. Nie będą ich robili o tydzień dłużej.

Wyszedł z domu, zanim Anna wstała. Dzień był zimny i kiedy dotarł do budynku liceum, miał dreszcze. Głowa go wykańczała, miał wrażenie, że coś naciska na ścianę jego czaszki od środka. Mężczyzna w granatowym drelichu zdrapywał właśnie nazwisko pani Miller z drzwi jej gabinetu. W środku Dawid zastał młodą kobietę która bez nadziei wpatrywała się w rząd pożółkłych teczek z nazwiskami uczniów.

– Miałem nadzieję, że może mi pani pomóc – powiedział – pracowałem z panią Miller.

Westchnęła.

– Minie trochę czasu, zanim zaznajomię się z uczniami – powiedziała.

– Chciałem zapytać o coś, co wydarzyło się niedawno w szkole.

– Co takiego?

– Akt przemocy.

– Nie sądzę, żeby to było nasze zmartwienie – powiedziała – Nie po wypadku.

– Wypadku? – Dawid czuł, że potrzebuje tabletki przeciwbólowej i że potrzebuje jej teraz.

– Albo samobójstwie – powiedziała kobieta – Jedno gorsze od drugiego. Ilość kandydatów spadła o połowę w ciągu tygodnia.

Dawid pomyślał o sposobie, w jaki Gustaw zakradł się do jego domu. O jego fantazjach na temat Elizy Gorman.

– Jak to się stało?

– Upadek z okna biblioteki. Nie widział pan zniczy na dziedzińcu? Ryszard zginął na miejscu.

Dawid przełknął ślinę. Dźwięk pilnika za drzwiami ustał. Nic nie zostało po pani Miller.

– Mogę zobaczyć jego teczkę? – zapytał.

 

VII

 

Zanim skoczył lub został wypchnięty przez Gustawa, Ryszard Król mieszkał w małym domu z blaszanymi rynnami i z uschłymi kwiatami w ogrodzie. Dawid zapukał. Przez moment sądził, że dom jest pusty, ale po chwili otworzył mu drobny mężczyzna w poluzowanym krawacie. Miał zapadnięte oczy i usta, które nie chciały zamknąć się do końca.

– Chciałem porozmawiać o Ryszardzie – powiedział Dawid.

Szczęka mężczyzny poruszyła się, ale zajęło mu chwilę, zanim wydobył z siebie słowa.

– Nie widziałem pana na pogrzebie.

– Nie mogłem przyjść.

Ojciec Ryszarda najwyraźniej to rozważył.

– Ciągle mam trochę alkoholu – powiedział – i kanapki.

Dom był ciemny jak grobowiec. Mężczyzna zaprowadził Dawida do kuchni, gdzie stół zastawiony był jedzeniem i butelkami.

– Czego pan uczy? – zapytał.

– Nie jestem nauczycielem.

– Nie? – Król wziął kanapkę do ręki i zaczął żuć mechanicznie, czekając na dalszy ciąg.

– Jestem terapeutą.

Mężczyzna chrząknął i odłożył kanapkę. Wytarł palce w mankiety koszuli.

– Chłopak nie miał problemów – powiedział – Nie każdy może lubić towarzystwo.

– Będę z panem szczery – powiedział Dawid – Chodzi mi o wypadek. O okoliczności wypadku.

Mężczyzna zacisnął zęby.

– Zamierzam pozwać szkołę.

– Rozważał pan inną wersję?

– Inną wersję czego?

Śmierci, chciał powiedzieć Dawid, ale nie chciał sprowadzać Króla na złe tory.

– Upadku – powiedział zamiast tego.

Król zrobił mały krok w stronę Dawida, który dopiero teraz dostrzegł, że mężczyzna, mimo że niski, jest muskularny.

– Mój syn nie popełnił samobójstwa.

– Jest trzecia opcja – powiedział Dawid.

Król zamrugał. Dawid poczekał, aż zrozumie, że chodzi o morderstwo.

– Nie mówi pan poważnie.

– Co z przyjaciółmi Ryszarda?

– Nie miał żadnych.

– Co z wrogami?

– Chryste, to był tylko dzieciak.

Dawid żałował, że nie ma zdjęcia Gustawa. Ani jego nazwiska. Do niedawna absurdalna hipoteza, że Gustaw wypchnął Ryszarda z okna biblioteki, na dobre zagnieździła się w jego głowie.

Król wziął jego milczenie za coś innego.

– Chce pan zobaczyć jego pokój? – zapytał.

 

 

VIII

 

Dawid nie był pewny, czego chce Król, który zaprowadził go po ciemnych, skrzypiących schodach na piętro. Otworzył przed Dawidem drzwi i pokazał mu spartańsko urządzony pokój.

W środku nie było nic, co świadczyłoby o tym, że należał do nastolatka.

– W niczym nie był najlepszy – oczy mężczyzny zaszkliły się – Odziedziczył po mnie przeciętność.

– Jestem pewny, że to nieprawda – powiedział Dawid, myśląc, że to właśnie jest prawda.

Król wzruszył ramionami.

– Nie wiem czego pan ode mnie chce. Nic nie przywróci Gustawa do życia.

– Co? – zapytał Dawid.

– Nic nie przywróci go do życia.

Fala bólu, największa ze wszystkich do tej pory przelała się przez mózg Dawida. Przycisnął czoło do okna.

– Powiedział pan Gustawa?

– Ryszard Gustaw Król. Wszyscy nazywali go Gustawem.

Oczywiście był to jeden długi żart. Nie wiedział tylko, kto jest jego architektem. Kto chce wpędzić go w obłęd. Za oknem rozciągał się mały ogród, zamknięty ceglanym murem, za którym rozciągał się większy i bardziej imponujący ogród, a za ogrodem, bardziej imponujący dom. Zobaczył ruch za jednym z okien. Najpierw nagie, białe plecy, a później małe ostre piersi, kiedy dziewczyna odwróciła się. Eliza Gorman uśmiechnęła się i pomachała do Dawida.

 

IX

 

Dawid już to widywał. Ześlizgnięcie się z psychozy w kompletny obłęd. Nigdy nie sądził jednak, że dotknie to jego. Ale czy naprawdę był to obłęd?

Siedział w swoim gabinecie, dopóki nie zapaliły się latarnie na parkingu.

Czekał na Gustawa, lub na wizję Gustawa, czymkolwiek było to, co widział i z czym rozmawiał.

Przez chwilę próbował imitować jego głos. Wydobyć go z własnego umysłu, tak jak wyciąga się papierosa z pudełka, ale na nic się to nie zdało.

Poczuł się głupio, nic więcej. Zapalił lampkę i dokładnie przyjrzał się cieniom. Żadnego Gustawa, nic, co choćby nieznacznie przypominałoby chłopaka.

Przejrzał się w lustrze. Wyglądał gorzej niż Król. Jego oczy były przekrwione. Miał krótki zarost, jeszcze nie brodę, ale coś co całkiem niedługo mogło stać się brodą.

Jestem przemęczony, pomyślał, to wszystko. Złapał pociąg o siedemnastej trzydzieści.

W domu unosił się zapach pieczeni. Dawid przemókł w drodze ze stacji. Miał gorączkę. Chciał opowiedzieć o wszystkim Annie. Zabawna historia, do opowiadania przy kominku.

Widział szczupłe łydki Anny i fartuch związany na jej plecach. Słyszał szczękanie noża. Wszedł do kuchni.

Gustaw siedział przy stole i powoli przecinał kawałek mięsa nożem.

– Czemu nie uprzedziłeś mnie, że będziemy mieć gościa? – zapytała Anna.

 

X

 

Dawid zamknął za sobą drzwi gabinetu. Gustaw opadł na fotel. Jego szczęka była pęknięta w połowie. Zostawiał za sobą ciemny pas krwi. Takim widział go Dawid, ale Anna musiała widzieć innego Gustawa.

– Czego chcesz? – zapytał Dawid.

Gustaw poruszył szczęką i Dawid musiał odwrócić wzrok. Dwa kawałki żuchwy poruszały się niezależnie od siebie i ciemna krew rozlewała się na jego piersi.

– Na dobry początek, odrobiny wdzięczności.

– Za co mam być wdzięczny?

Za okularami pojawiły się czerwone błyski.

– Dziwię się, że Anna z tobą wytrzymuje.

– Trzymaj się od niej z daleka.

– Moja nowa forma robi się silniejsza z każdą godziną. Na początku byłem tylko szeptem.

– Lepiej spójrz w lustro, rozpadasz się.

Usta Gustawa zadrgały. Przejrzał się w bladym odbiciu okna. Próbował poprawić szczękę. Dawid zauważył, że jego czaszka jest pęknięta na ciemieniu i odsłania szarą materię.

– Zajmę się tym później – powiedział Gustaw – nic czego nie dałoby się zatuszować.

Dawid rozważył swoje opcje. Gustaw wyglądał wystarczająco realnie, żeby przyszła mu do głowy myśl, że może spróbować zniszczyć jego fizyczną powłokę, a reszta pójdzie za nią do piekła. Kiedy Gustaw nie patrzył, Dawid podniósł z biurka marmurowy przycisk do papieru.

Powinienem zniszczyć mózg, pomyślał, Nic nie może funkcjonować bez mózgu.

– Musisz coś dla mnie zrobić – powiedział Gustaw, ciągle odwrócony do Dawida plecami – Eliza Gorman…

Dawid opuścił przycisk na jego głowę. Celował w inne miejsce niż pierwotne pęknięcie, wychodząc z założenia, że nie ma co dwa razy wchodzić do tej samej rzeki.

Krawędź przycisku trafiła Gustawa tuż nad ciemieniem. Czaszka otworzyła się zaskakująco łatwo i Gustaw runął przed siebie. Jego ciałem wstrząsnęły dreszcze, kilka razy kopnął podłogę czubkiem buta i znieruchomiał. Plama krwi rozlewała się po podłodze.

To nie było takie trudne, pomyślał z ulgą Dawid.

 

XI

 

Przeciągnął ciało do garażu i wrzucił do bagażnika. Dorzucił do środka ogrodowy sekator i piłę do metalu. Kiedy zatrzasnął klapę, Anna stała w drzwiach. Wnętrze garażu było ciemne, pełne rozedrganych cieni. Czy widziała? Pomyślał Dawid, czy wie?

– Gdzie jedziesz? – zapytała.

– Zapomniałem czegoś z biura.

– Gdzie jest Gustaw?

Dawid przypomniał sobie, jak czaszka Gustawa otworzyła się i nie mógł nic poradzić na to, że wyobraził sobie, jak to samo dzieje się z czaszką Anny.

– Musisz przestać zadawać pytania – powiedział.

Anna stała w plamie światła i przez moment sądził, że nie powie nic więcej. Jej kolejne słowa były ledwo słyszalne.

– Chcę rozwodu – powiedziała.

– Żaden problem – powiedział Dawid i wsiadł do samochodu.

 

XII

 

Miasto rozproszyło się za oknami i widział jedynie nieregularną ścianę lasu. Jakiś dźwięk dobiegł go z tylnego siedzenia. Zerknął w lusterko, ale nie zobaczył nic poza skórzanym obiciem. Zastanawiał się, gdzie teraz gnieździ się ból. Był dokładnie za jego okiem, w niedostępnym miejscu, chyba że…

Chrobotanie powtórzyło się. Znowu spojrzał w lusterko i znowu nic tam nie było. Jego zmysły były w porządku. Włączył radio, ale nie potrafił się skupić. Wyłączył je i nasłuchiwał. Silnik pracował cicho. Droga umykała spod kół z ledwo słyszalnym szmerem. Później, zupełnie bezgłośnie obicie tylnego fotela napięło się wokół jednego punktu i rozstąpiło odsłaniając ostrze sekatora. Za sekatorem podążyło chude ramię, za ramieniem głowa Gustawa.

– Czemu to zrobiłeś? – zapytał chłopak.

Dawid wyrwał mu sekator. Gustaw wyczołgał się na tylne siedzenie.  

– To prawie nowy wóz – powiedział Dawid – właśnie go zrujnowałeś.

Gustaw pokręcił głową.

– Wiesz, że nie możesz mnie zabić? Wrócę w innej postaci.

– Więc po co wylazłeś z bagażnika?

Zobaczył niepewność na twarzy Gustawa.

– Gdzie jedziemy?

Dawid przyspieszył. Chciał, żeby już było po wszystkim.

Gustaw przysunął twarz do jego policzka.

– Robisz błąd – powiedział – w końcu jesteś terapeutą. Powinieneś pomagać ludziom.

– Nie jesteś człowiekiem.

– Nie – przyznał Gustaw – ale gdy mnie zranisz, czy mi krew nie ciecze?

– Zamknij się.

– Pomyśl o Annie.

Dawid nie odpowiedział. Gustaw poprawił się na siedzeniu.

– Cokolwiek zamierzasz, to tylko wszystko opóźni. Wrócę do ciebie.

– Nie sądzę. Myślę, że z jakiegoś powodu, twoje ciało nie może umrzeć. Ale nie możesz go też opuścić. Twoja sytuacja jest naprawdę gówniana.

Gustaw roześmiał się. Krew wypłynęła z jego ust.

– To twoja diagnoza doktorze?

Las rozstąpił się, odsłaniając martwą taflę jeziora.

Gustaw przez moment patrzył na nie, jego rozdarte w połowie usta zadrgały.

– Zaczynam się bać, że zrobisz coś, czego będziesz żałował.

Wjechali na kamienistą plażę. Dawid zatrzymał wóz na wprost drewnianego pomostu. Na jego końcu kołysała się wykończona czernią łódź.

– Możesz pójść po dobroci – powiedział – albo mogę obciąć ci ręce.

 

XIII

 

Gustaw nie chciał pójść po dobroci i kiedy Dawid skończył, jego koszula była przesiąknięta krwią.

Był jednak naukowcem i musiał się przekonać. Ustawił odciętą głowę Gustawa na dziobie łodzi, odwróconą twarzą w swoją stronę. Minęły godziny, podczas których dryfowali w księżycowym świetle.

W końcu Dawid zasnął na dnie łodzi. Kiedy się obudził, świt jeszcze nie nadszedł, a głowa Gustawa patrzyła na niego jedynym okiem.

– Wygrałeś – powiedziała głowa – Czego jeszcze chcesz?

To było dobre pytanie. Czego chciał Dawid? Wydawało się, że widzi wszystko jaśniej, że zniknęła zasłona, która odgradzała go od świata. Z drugiej strony, był w łodzi z gadającą głową. To mogło mieć coś do rzeczy. Zastanawiał się nad swoim kolejnym ruchem.

– Eliza Gorman wypchnęła mnie z okna – powiedział Gustaw, albo powiedziała to jego głowa, Dawid nie był pewny, które określenie było bardziej precyzyjne – A sądziłem, że coś będzie między nami. Uważasz, że to sprawiedliwe, że ona oddycha, a ja jestem tym, czym jestem?

Istotnie, to nie wydało się Dawidowi sprawiedliwe. Powoli zaczął wiosłować w stronę brzegu.

Przypomniał sobie, co Gustaw powiedział mu pierwszego wieczoru.

Gorman sypiał przy otwartym oknie.

Zupełnie jakby zapraszał ich do środka.

 

Koniec

Komentarze

Nawet mi się podobało, ale końcówka rozczarowała. Lubię wyjaśnienia, a tu ich nie dostałam.

Czym w końcu jest Gustaw? Co pochowano, skoro pogrzeb się odbył? Czy każdy człowiek śpiący przy otwartym oknie zaprasza… coś tam?

Aha, z innej beczki: czy w pracy psychoanalityka postępy robi się na każdej sesji, czy bardzo powoli?

Napisane całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Wciągający tekst, chociaż, podobnie jak Finkla, nie wszystko zrozumiałam. Podpinam się pod Jej pytania.

Podczas pierwszej sesji z Gustawem czas płynął błyskawicznie. Zaczęła się o 17, zaraz była 17.20, a oni ledwie wymienili kilka zdań. ;)

Eliza Gorman w pewnym momencie zamieniła się w Lindę.

Bardzo fajny i klimatyczny tekst, dobrze wciągasz czytelnika w historię. Czytałem z ciekawością, jak to się wszystko skończy, ale na końcu nie ma wyjaśnień :) To znaczy lubię niedopowiedzenia, ale je też do czegoś trzeba dopisywać, do jakiegoś momentu opowiadanej/czytanej historii. Tutaj tak naprawdę niczego nie jestem pewien, czy Gustaw w ogóle istniał, czy nie był czasem wytworem chorej wyobraźni Dawida, dlaczego Anna chciała rozwodu? To fundamentalne pytania, a nie szczegółowe, więc jak dla mnie za mało wyjaśniasz. Dobre opowiadanie, tym bardziej szkoda, że dla mnie finał jest niejasny.

Pokój był coraz ciemniejszy i Dawid włączył lampkę. Twarz Gustawa w świetle była jeszcze trudniejsza do rozszyfrowania.

– Jak ty zinterpretowałbyś sen? – zapytał.

Musisz doprecyzować, kto zapytał, bo z tego fragmentu wynika, że zrobiła to twarz Gustawa.

 

Pacjenci i tak nie robili postępów. Nie będę ich robili o tydzień dłużej.

Mężczyzna zacisnął szczękę.

Zaciskać można zęby. Szczęka to kość twarzoczaszki, w której osadzone są górne zęby. Jak można zacisnąć własną kość?

 

– Chcę rozwodu – powiedziała.

– Żaden problem – powiedział Dawid i wsiadł do samochodu.

Szkolne powtórzenie. Może lepiej: odparł?

 

Porządnie napisany tekst technicznie i fabularnie. Stworzyłeś historię w takim klimacie amerykańskiej prowincji, do tego w modnym ostatnio stylu pełnym dialogów, krótkich akapitów, szczątkowych opisów, gdzie akcja gna jak szalona. Nie szczędziłeś także plottwistów, wszak nawet gdy bohater atakuje Gustawa, czytelnik spodziewa się, że zombie uniknie ciosu lub wręcz go skontruje – tymczasem terapeucie atak się udaje. Krótko mówiąc – tak się dzisiaj pisze bestsellery. Nie ma tutaj wzniosłych idei, ani poważnych tematów, ale jest rozrywka i to na technicznie bardzo przyzwoitym poziomie. Gratuluję.

Końcówka, w przeciwieństwie chyba do moich poprzedniczek, spodobała mi się. Nie wszystko musi być wyłożone wprost. Ja to rozumiem tak, że nowa forma Gustawa zrodziła się z goryczy, jaka w nim narosła tak za życia (przeciętność, mówi o tym ojciec), jak i w momencie samej śmierci (ostatnia wypowiedź chłopaka, gdy pyta, w czym Eliza jest lepsza od niego). To nie hard sf, by tłumaczyć etiologię powstawania żywych zwłok. ;)

Pozdrawiam!

 

Edytka: Darconie, cóż tu jest niejasnego? Gustaw jest prawdziwy, wszak Anna również go widzi. A sam wątek małżeństwa jest też bardzo fajnie poprowadzony – w sposób, który bardzo lubię, czyli nie bezpośrednio, ale czytelnie. Ewidentnie widać, że w tym związku nie dzieje się dobrze – Anna reaguje agresją na spóźnienie męża zamiast wyrozumiałością, jest przesadnie podejrzliwa w scenie na stacji, wyjazd w takich nastrojach można interpretować jako próbę ratowania relacji, zaś dziwne zachowanie terapeuty podczas kolacji i scena w garażu, gdy mówi do żony, że nie powinna zadawać tylu pytań przelewają czarę goryczy, stąd żądanie rozwodu.

No, ale w końcu Eliza go wypchnęła (i nikt się nie kapnął, że ona też tam była? Ma podobne moce jak Gustaw czy to dopiero po śmierci?) czy sam skoczył? I mnóstwo innych pytań…

Babska logika rządzi!

Eliza mogła wypchnąć Gustawa osobiście, ale mi się wydaje, że chodzi tu bardziej o metaforę. Chłopak się w niej ewidentnie durzył w taki płytki, nastoletni sposób (mówi terapeucie o cyckach dziewczyny), więc mógł zwyczajnie nie znieść odtrącenia i targnąć się na życie.

Dawaj te inne pytania, Finklo, bo ja tu ich nie widzę. XD

Wymieniłam parę w pierwszym poście. :-)

Babska logika rządzi!

Hm. Na moje Gustaw, którego widać, to emanacja żalu, która związała go ze światem żywych i nie pozwoliła jego duszy odejść w spokoju. Pochowano prawdziwe ciało Gustawa. Natomiast dzieciak mówi, że jest w stanie je odtworzyć i że na początku był jedynie szeptem, a z czasem zaczął róść w siłę. A co do okna…

Mam teorię, bo chociaż w tekście nie pojawia się to wprost, to narracja w paru miejscach sugeruje, że doszło do gwałtu. Albo przynajmniej do jego usiłowania. Zatem Gustaw dręczony wyrzutami sumienia mógł odebrać sobie życie i częściowo winą za to obarczał Elizę, która za życia kusiła go swymi wdziękami.

Niejasnym pozostaje dla mnie, do czego Gustaw próbował zmusić Gormana, gdy zakradł się do jego sypialni. Chyba nie miało to związku z Elizą, a raczej z zemstą za zwolnienie ojca chłopaka.

Ale pewności nie ma… A co się stało z dyrektorką? Szept ją zabił? Świeżutki, jeszcze ciepły? O jakim “akcie przemocy” mówiła?

Babska logika rządzi!

Akt przemocy to to molestowanie/gwałt. Nie pada informacja, że pani Miller to dyrektorka. Skoro współpracuje z terapeutą, to raczej jakiś szkolny psycholog. Możliwe, że Gustaw szukał pomocy najpierw u niej – wydała mi się podenerwowana, gdy zadzwoniła. W stresowej sytuacji zawał byłby czymś logicznym, ale i udar może się przytrafić.

A może Eliza jest początkującą nekromantką? Uwiodła chłopaka, zdobyła próbkę krwi/ spermy, a to dało jej nad nim władzę? Zabiła, a potem zmusza do różnych rzeczy? Wieczorami ściąga do własnego domu, pozbyła się również świadka, który widział, jak przy pomocy różdżki wywaliła Gustawa przez okno. A chłopak jest psychopatą (pusty pokój), ma nietypowy umysł, dlatego stopniowo wydostaje się spod jej kontroli (na początku mógł zmusić własne ciało co najwyżej do szeptu) i nieudolnie szuka pomocy u Dawida?

To taka hipoteza na szybko. Może mieć luki, ale uważam, że to jedna ze zbyt wielu możliwych.

Jak dla mnie – tekst za wiele zrzuca na barki czytelnika.

Babska logika rządzi!

Bardzo dobre opowiadanie! Przeczytałam jednym tchem!

Ciekawa dyskusja się wywiązała pod tekstem. Jestem pewna, że Autor z przyjemnością przeczyta komentarze :D

Moim zdaniem, Gustaw mógł wypaść przez okno podczas szamotaniny z Elizą w trakcie wspomnianego aktu przemocy. Sam chłopak rzeczywiście kochał się w sąsiadce, która jak widać nie wstydzi się opalać topless w swoim ogrodzie :P Co przemawia za nieszlachetnymi intencjami dziewczyny, o których wspomina Finkla (Eliza-nerkomatka mnie rozwaliła).

Zastanawiam się tylko z czego Gustaw czerpał siłę żeby odnowić swoje ciało… Czy to było nieszczęście rodziny Elizy? Czy może rozpadające się małżeństwo Dawida?

 

Bardzo intrygujący i niepokojący styl, który świetnie pasuje do fabuły. Zdania suche i oszczędne dobrze budują napięcie. Czyta się rzeczywiście bardzo dobrze. Jedyny problem mam ze zrozumieniem sensu i puenty tekstu. Bez podpowiedzi i wyjaśnień autora niestety nie ogarniam intrygi. Kim lub czym jest Gustaw? Jak zginął? Targając się na swoje życie, czy z pomocą osób trzecich? Jak powstał z martwych i po co? Jakie rzeczy szeptał do ucha ojcu dziewczyny? Czemu Dawid widzi go w innej formie niż reszta? Itd. Itd. Pytań sporo, odpowiedzi niewiele. Albo ja nie kumaty.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze i bardzo się cieszę, że tekst wywołał tak żywą reakcję. Postaram się ustosunkować do wszystkich wątpliwości, ale będę to mógł zrobić dopiero wieczorem, ponieważ w ciągu dnia będę poza siecią.

Ano, MrB, w takim tekście wszystko może być niejasne. A kto powiedział, że ten fragment rozmowy z Anną jest prawdziwy? Wydaje się, że jest tu szereg rozmów “nieprawdziwych”, dziejących się w głowie. Ja zinterpretowałem sobie, że Dawid chce “urzeczywistnić” Gustawa i dlatego Anna niby go widzi.

Fakt, że Twoja interpretacja różni się od mojej, ale nadal trzyma się kupy, świadczy o jakości tego tekstu.

Stefanie, uważam że wyjaśnianie wszystkich niedopowiedzeń zrobi temu tekstowi wyłącznie krzywdę.

Połączenie Szóstego zmysłuGłosami z Ryanem Reynoldsem, takie wrażenie pozostawiło po mnie opowiadanie. Od pierwszej sceny można się domyślić, że Gustaw jest duchem. Dając nam zbyt dużo wskazówek, straciłeś tu szansę na fajny plot twist. Poza tym zakończenie zmienia temat – o ile jeszcze poruszenie tematu Elizy, choć nagle, może być uznane za zrozumiałe, ale ten Gorman w ostatnich zdaniach pozostawia z wtf na twarzy.

Moim zdaniem wrzuciłeś za dużo wątków do tak krótkiego opowiadania – motyw utraty pracy przez ojca Gustawa i rozwodu z Anną są zepchnięte na margines i przez to irytowały mnie niespodziewanymi wstawkami.

Ach, fajny opis połamanej szczęki :D

 

Czy Anna będzie zła? Czy będą się kłócić? – Czy Dawid specjalnie jest głuptasem, który nie potrafi używać telefonu? Bo ten wyjazd nad jezioro urasta do rangi opuszczonej wizyty u królowej.

 

Miałem poczucie, że nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać. Uczucie było jak narkotyk. – źle to brzmi obok siebie

 

O tej porze roku wynajmowali domek nad jeziorem. – Nie wiem, jak jest sens tego zdania. Co ma pora roku do wynajmowania domku? 

 

Odziedziczył po mnie przeciętność.

Ale gdy mnie zranisz, czy mi krew nie ciecze? – Czy dialogi naumyślnie są tak nienaturalne? Nie lubię tego.

 

Czekał na Gustawa, lub na wizję Gustawa, czymkolwiek było to, co widział i z czym rozmawiał. – Pięć linijek wyżej był pewien, że to żart. Nie przekonało mnie to, jak szybko mu poszło pogodzenie się z faktem, że widzi ducha.

 

O jego fantazjach na temat Lindy Gorman. – Elizy.

 

Z czym miałam największy problem w zakończeniu:

Piszesz: Upadek z okna biblioteki.Jako że akcja dzieje się w szkole, założyłam od razu, że chodzi o szkolną bibliotekę. Jeśli upadek nastąpił w domu Elizy:

1) skąd pracownik szkoły wiedziałby, że to była biblioteka,

2) dlaczego uznałby za zasadne, by informować o tym obcego człowieka?

 

Zupełnie jakby zapraszał ich do środka. – Nie rozumiem zmiany zaimka. Czy chodzi o to, że Dawid się zabił i razem z tej łódki lecą prosto do Gormana?

 

Mam nadzieję, że nie produkowałam się na marne i rozwiejesz moje wątpliwości.

Bardzo dobry debiut na portalu. Klikam bibliotekę, dość długo myślałem nawet o nominacji do piórka, ale rozczarowała mnie końcówka opowiadania. Taki tekst można zakończyć albo pomysłowym sposobem likwidacji zombie albo pójściem w zupełnie odjechany, chory klimat. Wybrałeś tę drugą drogę, ale zrobiłeś to za słabo – pływanie po jeziorze z gadającą głową na dziobie łódki nie jest dla mnie ani logiczne, ani wystarczająco plastycznie, nastrojowo, przejmująco opisane. Nie mam natomiast zastrzeżeń co do samej postaci Gustawa – jest w niej tyle logiki, ile potrzeba w horrorze.

Podobały mi się wszystkie wejścia Gustawa na scenę, fajnie zaskoczyła scena w domu Królów. Zdanie: “Musiał wiedzieć, co jest po drugiej stronie” – bardzo dobre, buduje niepokojący klimat już w pierwszym akapicie.

Technicznie – kilka powtórzeń, np.: “– Opowiedz mi – powiedział”. 

“Ześlizgnięcie się z psychozy w kompletny obłęd“ – dziwna gradacja jak na profesjonalistę.

Żuchwaszczęka to nie to samo.

OK, więc do dzieła :)

Bardzo dziękuję za ciekawe opinie. Przyznam, zmusiły mnie to zracjonalizowania i umotywowania wielu wyborów, których dokonałem pisząc.

 

MrBrightside zasugerował, żebym nie tłumaczył zbyt wiele, ale sporo osób uważa, że to jest konieczne. Zatem kto nie chce poznać “wykładni” autora i woli, aby tekst pozostał w jego głowie taki, jaki jest, niech ominie kolejny akapit.

 

Zagrałem na motywie żywego trupa, tylko żywego trupa, który nie do końca rozumie czym jest – a nie jest co widać od razu – bezmózgim Zombie, tylko czymś znacznie bardziej niepokojącym. Gustaw chce uregulować rachunki ze światem żywych (Gormanowie). Jest też jednak nastolatkiem, dlatego potrzebuje wsparcia, kogoś dorosłego, kto pomoże mu zemścić się na swojej niespełnionej miłości Elizie Gorman. Gustaw mówi w finale, że Eliza wypchnęła go z okna szkolnej biblioteki, kiedy chciał aby “do czegoś pomiędzy nimi doszło”. Na dokładkę chce zemścić się na jej ojcu (za własnego ojca). Kiedy nie udaje mu się uzyskać pomocy od pani Miller, szkolnej pedagog, zjawia się u Dawida. Tutaj zaczyna się opowiadanie. Gustaw próbuje naprowadzić Dawida na Gormanów, opowiadając to, co jak uważa, powinien usłyszeć terapeuta. Krótko mówiąc próbuje zmanipulować Dawida.

 

Raz jeszcze za MrBrightside: to nie jest hard SF. Skoncentrowałem się na tym, aby Gustaw był zwykłym dzieciakiem, w niezwykłych okolicznościach. Maskuje swoje przerażenie i brak pewności, co do tego czym się stał, agresją. Maskuje je fałszywą dezynwolturą. Jest próżny i uważa, jak każdy nastolatek, że zasłużył na więcej. Na to nakładają się jego nowe właściwości, dające mu, przynajmniej chwilowo, wrażenie, że jest silniejszy, niż w istocie jest. A jest tylko rozlatującym się kawałkiem mięsa. Jak każdy człowiek.

 

Do tego dochodzi kwestia stopniowej dezintegracji percepcji Dawida.

 

Wciąż jestem zadowolony z zakończenia, które oznacza, że Dawid (i to co zostało z Gustawa), ruszają aby ostatecznie rozliczyć się z Gormanami, co oznacza dużo więcej przemocy.

 

Z innymi uwagami będę musiał zmierzyć się już jutro.

A nie mówiłem? :v

 

nmsp ;)

Na początek zarzuciłeś ciekawy haczyk z Gustawem. Co prawda opowiadanie rozwinęło się zgodnie z moimi oczekiwaniami, ale na tyle dobrze prowadzisz obie postacie – Gustawa i Dawida – że czytałem z ciekawością, co będzie dalej i jak to się skończy. A sama końcówka mnie satysfakcjonuje :)

Niedopowiedzenia nie grały na niekorzyść opowieści, bo to nie jest jakiś świat fantastyczny, by wymagał wyjaśnienia. Ale każdy ma różny próg zawieszenia niewiary. Mi wystarcza taki, lubię sam składać puzzle, nawet jeśli są mocno oszczędne. Komuś innemu to przeszkadza. Wszystkich się nie zadowoli :)

Podsumowując: dobry tekst, bardziej psychologiczny niż horror w moim odczuciu. Niezły koncert, muszę powiedzieć :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM, skoro tak Ci się spodobało, to bibliotekuj. Znaczy się, zgłaszaj.

Babska logika rządzi!

Spoko-loko :) Ja czytam pewną kolejkę i wtedy wrzucam. Co by Beryl zawału nie dostał przez multipostowanie ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A to ja przepraszam bardzo. ;-)

Babska logika rządzi!

Niezły pomysł zaowocował porządnym i zajmującym opowiadaniem. Co prawda miałam pewne wątpliwości, czy należycie wszystko zrozumiałam, ale przeczytawszy komentarze i wyjaśnienie Autora mogę powiedzieć, że byłam na dobrej drodze. ;)

Całkiem satysfakcjonująca lektura.

 

– Do­szło do aktu prze­mo­cy… – w tle po­ja­wi­ły się trza­ski i po­łą­cze­nie urwa­ło się. –> – Do­szło do aktu prze­mo­cy… – W tle po­ja­wi­ły się trza­ski i po­łą­cze­nie urwa­ło się.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Wi­dział za to sie­bie w od­bi­ciu lu­stra wi­szą­ce­go pod su­fi­tem.Wi­dział za to swoje odbicie w lu­strze, wi­szą­cym pod su­fi­tem.

Widzimy się w lustrze, nie w odbiciu.

 

Na­zy­wasz się Eliza? –> Raczej: Masz na imię Eliza?

 

Na­zy­wam się Dawid. –> Raczej: Mam na imię Dawid.

 

O jego fan­ta­zjach na temat Lindy Gor­man. –> Chyba: O jego fan­ta­zjach na temat Elizy Gor­man.

 

Hi­po­te­za, że Gu­staw wy­pchnął Ry­szar­da z okna bi­blio­te­ki, która jesz­cze nie­daw­no wy­da­wa­ła się ab­sur­dal­na… –> Ze zdania wynika, że biblioteka niedawno wydawała się absurdalna.

Proponuję: Do niedawna absurdalna hipoteza, że Gustaw wypchnął Ryszarda z okna biblioteki

 

Przej­rzał się w bla­dym od­bi­ciu okna. –> Można przejrzeć się w oknie/ szybie i zobaczyć swoje odbicie, ale nie można przejrzeć się w odbiciu.

 

Prze­cią­gnął ciało do ga­ra­żu i wrzu­cił do ba­gaż­ni­ka. Do­rzu­cił do środ­ka… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Mia­sto roz­pro­szy­ło się okna­mi i wi­dział je­dy­nie nie­re­gu­lar­ną ścia­nę lasu. – Pewnie miało być: Mia­sto roz­pro­szy­ło się za okna­mi i wi­dział je­dy­nie nie­re­gu­lar­ną ścia­nę lasu.

 

Za­sta­na­wiał się, gdzie teraz gnieź­dzi się ból. Był gdzieś do­kład­nie… –> Nie brzmi to zbyt dobrze.

 

Sły­szał drogę umy­ka­ją­cą spod kół, ledwo sły­szal­ny szmer. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Na jego końcu ko­ły­sa­ła się wy­koń­czo­na czer­nią łódź. –> Nie brzmi to zbyt dobrze.

Co to znaczy, że łódź była wykończona czernią?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ogólnie opowiadanie czyta się samo i to z przyjemnością, ale muszę się zgodzić, że zdecydowanie nie wszystko zrozumiałam. Jakieś lekkie rozjaśnienie dały Twoje tłumaczenia, ale mimo wszystko zostają pytania, o co tak naprawdę chodziło i dlaczego Gustaw skierował się do Dawida. O co chodziło z panią Miller i dlaczego żona Dawida od razu zareagowała rozwodem. Mam wrażenie, że tekst zyskałby gdyby go rozwinąć. Choć nie powiem, bo klimat jaki udało Ci się uzyskać bardzo mi przypadł do gustu.:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bardzo dobre opowiadanie. Wciągnęło, po części dzięki samej kompozycji, po części dzięki utrzymanemu cały czas napięciu. Podobał mi się styl – opisy oszczędne, ale trafne, wiesz jakich słów użyć, zwłaszcza niektóre porównania fajnie wyszły. Sama historia może nie jest bardzo skomplikowana, ale dobrze, że odkrywa się ją stopniowo, poza tym jak na horror całkiem oryginalne klimaty. Klikam bibliotekę.

 

Ostatnich dwóch zdań też nie zrozumiałam przed przeczytaniem komentarzy. Chyba mi po prostu nie gra połączenie tego "spał" (wtedy, tej jednej konkretnej nocy) z "jakby zapraszał ich" (przyszłość). Może "sypia"? Ale wtedy nie będzie dosłownego powtórzenia.

Podobało mi się :)

Raz jeszcze dziękuję za komentarze. Starałem się usunąć większość wytkniętych błędów, zwłaszcza tych stylistycznych. Zdumiewające, jak łatwo można przeoczyć podobne potknięcia we własnym tekście. W kilku miejscach trzymałem się jednak swoich wyborów, np.: 

“– Nie – przyznał Gustaw – ale gdy mnie zranisz, czy mi krew nie ciecze?” – to parafraza z “Kupca Weneckiego”.

Byłam pewna, że skomentowałam to opowiadanie już dawno temu, a tu wychodzi, że jednak nie. Nadrabiam więc.

Z jednej strony czytało mi się dobrze. Początek ma pewien klimat i chociaż nie jest łatwo u mnie wywołać ciarki z powodu grozy, to Tobie się udało. Później jednak w moim odczuciu ten klimat gdzieś się rozmył. Pomysł na ciało chłopca, które można było znów “zabić” jakoś mi nie podszedł. Jak dla mnie zrobiła się z tego zombie-groteska. Za dużo też zostawiasz otwartych kwestii i niedopowiedzeń. Na koniec pozostałam z pytaniami, ale nie takimi zmuszającymi do samodzielnego uruchomienia wyobraźni, tylko takimi uwierającymi.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nieprawidłowo zapisujesz dialogi.

 

Przykład 1:

„– Doszło do aktu przemocy… – wW tle pojawiły się trzaski i połączenie urwało się.”

Jeśli po kwestii dialogowej następuje opis nie związany z tym, co powiedziano, to zdanie zaczynamy wielką literą.

 

Przykład 2:

„– Mam na imię Gustaw – powiedział chłopak[+.] – Pani Miller uważa, że powinienem tu być.”

Wtrącenie opisowe w dialogu kończymy kropką, jak każde zdanie.

 

„Co za dziwny dobór słów[+,] pomyślał Dawid.”

 

„– Unosiłem się nad swoim ciałem – zaczął Gustaw[+.] – Miałem poczucie…”

 

„– To typowy sen – powiedział Dawid[+.] – Nie powinieneś się przejmować.”

Itp. Masz tego w tekście pełno, nie ma sensu wynotowywać wszystkiego.

 

„Firma się rozwijała, więc konieczne były cięcia.”

Chyba nie rozumiem. Skoro firma się rozwijała, to raczej zatrudniano nowe osoby, otwierano nowe placówki itp. Cięcia się robi jak firma ma straty… nie?

 

„Siedemnasta dwadzieścia, co oznaczało, że przegapi kolejny pociąg. Co oznaczało kłótnię.”

 

„– Kiedy słyszysz, „akt przemocy” → albo bez przecinka, albo z dwukropkiem zamiast niego

 

„Kiedy w poniedziałek Dawid zjawił się w swoim gabinecie, Gustaw siedział na kozetce.”

Nierealne, zgrzyta. Czemu Dawid w ogóle nie zareagował, nie uznał tego za dziwne? To nienormalne, żeby ktoś wpuścił pacjenta do gabinetu zanim przyjdzie lekarz.

 

„– To zajmie tylko chwilę[+.] – Dawid wyszedł do recepcji.”

 

„– Bardzo śmieszne. Spróbuj zadzwonić jeszcze raz[+,] psycholu.”

 

„– Eliza? – zapytał zdziwiony Dawid[+.]tTak naprawdę to nic.”

 

„We wtorek rano Dawid odwołał wszystkie sesje, a raczej[-,] po prostu nie pojawił się w pracy.”

 

„Ilość kandydatów spadła o połowę w ciągu tygodnia.” → Liczba kandydatów

 

„Fala bólu, największa ze wszystkich do tej pory[+,] przelała się przez mózg Dawida.”

 

Nieprawidłowo zapisujesz myśli bohaterów. Tak jak tutaj:

Powinienem zniszczyć mózg, pomyślał, Nic nie może funkcjonować bez mózgu”

czy

Czy widziała? Pomyślał Dawid, czy wie?”

Zapoznaj się np. z tym wpisem.

 

„Miasto rozproszyło się za oknami i widział jedynie nieregularną ścianę lasu.” – Przyznam, że nie rozumiem tego zdania.

 

„Myślę, że z jakiegoś powodu, twoje ciało nie może umrzeć.” – albo bez przecinka po „powodu”, albo z tym przecinkiem, ale wtedy z przecinkiem po „że” a nie przed (tak, aby „z jakiegoś powodu” stanowiło wtrącenie).

 

„– To twoja diagnoza[+,] doktorze?”

 

 

Nie zostałam kupiona. Z jednej strony wyczuwam trochę dusznego, niepokojącego klimatu, takiego jak trzeba, z drugiej przede wszystkim nie przekonał mnie do siebie główny bohater. Jego myśli i czyny wydają mi się nienaturalne, sztuczne. Nie wydał mi się wiarygodny. To, że łatwo domyśleć się, że Gustaw jest (przynajmniej na początku) duchem, mi nawet nie przeszkadzało, tym bardziej, że jego “rozwój” jest dość interesującym zabiegiem. Zastanawiam się tylko, po co on właściwie poszedł do terapeuty? Czego oczekiwał, czego się spodziewał? No i końcówka mnie totalnie zgubiła, bo co nagle Dawid ma do tego Gormana? Zrobił mu coś? On albo jego córka?

Także jest w tym wszystkim coś, co uczyniło tekst dobrze rokującym, ale zbyt wiele elementów mi nie zagrało. No i te błędy w zapisach dialogów, dodatkowo psuły przyjemność czytania. Niemniej, jak na debiut to całkiem udane wejście na portal ;)

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

​Dałem nominację za klimat i nastrój. Może nie wszystko rozumiem, chociaż po wytłumaczeniach autora jest z tym znacznie lepiej. Ale atmosfera niepokoju jest przytłaczająca i to wielka sztuka osiągnąć taki efekt tak oszczędnymi środkami. 

To co mi się jeszcze podoba to sposób w jaki autor widzi swój świat. Patrzy na niego pod dziwnym, również niepokojącym kątem. Skupia się na detalach, które inni by ominęli. To wywołuje m.in. ten niepokój u czytelnika. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dotarłam zachęcona nominacjami, o mało nie odpuściłam czytania, bo nie znoszę horrorów. Cieszę się, że nie zrezygnowałam. Bardzo podobała mi się intryga: chłopiec, który potrzebuje pomocy terapeuty. Według mnie akcja rozwinęła się w porządku, no i nie zabrakło mi psychologicznego uzasadnienia działań. Ucieszyłam się tez po komentarzu autora, bo dokładnie tak zrozumiałam, jak zamierzał to przekazać czytelnikowi.

Irytował mnie tylko zły zapis dialogów, ale sądzę, że to kwestia paru chwili, żeby autor załapał, o co w tym chodzi. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O, i tak moim zdaniem powinny wyglądać literackie horrory :)

Klimat bardzo przypadł mi do gustu. Relację pomiędzy małżonkami również ująłeś w dobry sposób: oszczędnie, a mimo to czytelnik wie, z czym ma do czynienia. Postać Gustawa również niczego sobie. Dla mnie tekst był zrozumiały, wyjaśnienia Autora nie dały mi wiele więcej, niż już wiedziałem, no ale to już od czytelnika zależy. Nieco rozczarowała mnie końcówka. Faktycznie, wypadałoby zagrać ostrzej, pojechać po bandzie lub chociaż to uplastycznić. 

Błędów technicznych nie dostrzegłem, nie licząc braku przecinków przed wołaczami. Ten błąd występuje dosyć często w Twoim tekście. 

Ogólnie jestem zadowolony z lektury i gratuluję udanego debiutu na portalu :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Całkiem niezłe, dobrze napisane, ale jednak brakuje mi jakiegoś wyróżnika, czegoś, co odróżniałoby ten tekst od innych horrorów o duchach i truposzach i sprawiłoby, że zapamiętałbym to opowiadanie na dłużej. Zabrakło mi też bardziej wyrazistego zakończenia. Ale tekst wciąga od pierwszej sceny i tego intrygującego "aktu przemocy".

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mnie też zaintrygował “akt przemocy” :P.

Fabuły niestety raczej nie poukładałbym sobie w głowie o własnych siłach, ale doceniam stopniowo zagęszczający się nastrój i niepokój w głowie Dawida.

“Chcę, żebyś kogoś zobaczył – powiedziała pani Miller.” – czy to jest pierwszy klucz dla czytelnika : ) ?

 

Firma się rozwijała, więc konieczne były cięcia.

to faktycznie dziwnie brzmi. Lepiej byłoby napisać np. o przeobrażeniach : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Hm, czytało mi się ogólnie nieprzyjemnie – w tym sensie, o jaki zdaje się chodziło, więc to dobrze ;)

Krótkie, oszczędne zdania, zarówno u narratora jak i w wypowiedziach bohaterów, stworzyły całkiem niezły klimat, takiej ostrości, szorstkości, obcości. Zabrakło mi w nich jednak jakiejś wyrazistości, pazura, czegoś porywającego w warstwie językowej. Niby fajnie to gra, nieźle się zestraja z treścią, ale jakoś tak… sucho.

Natomiast fabularnie raczej nie bardzo mnie ten tekst przekonał. Dlaczego Gustaw zjawia się akurat u Dawida? Nie wydaje mi się to jakoś szczególnie uzasadnione, a kolejne zachowania terapeuty odebrałam jako przesadnie irracjonalne – zwłaszcza, że pomimo tagu, odebrałam wydźwięk całości raczej jako faktyczne wydarzenia niż urojenia spowodowane chorobą psychiczną. 

Cytując klasyka (Klasykę):

“Sorry Winnetou, jestem na nie”.

 

Od razu mówię, że opowiadanie napisane jest naprawdę dobrze, lektura wciągnęła, a i klimat udało ci się wykreować bardzo odpowiedni. Słowem, pisać, to Ty umiesz. Szkoda tylko, że w tekście jest tyle dziur, które skutecznie popsuły przyjemność z lektury. Przy czym pomijam już takie drobne nielogiczności jak:

Dawid zdał sobie sprawę, że nigdy nie był w gabinecie po siedemnastej. Nigdy nie widział tak głębokich cieni.

(więc w zimie, ani nawet na jesieni, nie pracował w swoim gabinecie? Już teraz, w pierwszej połowie listopada, zupełnie ciemno robi się na długo przed siedemnastą, więc “moment wydłużających się cieni” następuje jeszcze wcześniej. Fakt, teraz układ Ziemia-Słońce wygląda zupełnie inaczej niż w lecie, więc i z tym wydłużaniem się cieni mógłbyś pewnie tłumaczyć się kątem padania światła i tak dalej, ale ja tego nie kupuję zupełnie.)

 

czy, nawet bardziej nielogiczne:

 

Firma się rozwijała, więc konieczne były cięcia. Okazało się, że pierwsze do ścięcia jest stanowisko mojego starego.

(pierwszy raz widzę, żeby jakaś firma rozwijała się, tnąc jednocześnie stanowiska. Redukcje są zarezerwowane zazwyczaj na czarną godzinę. Poza tym, jako sąsiad swoich sąsiadów, nie wyobrażam sobie, by Gorman akurat Króla odstrzelił jako pierwszego, szczególnie, że nie dałeś w żaden sposób do zrozumienia, że wcześniej między obu panami były jakieś zatargi, niesnaski, nieporozumienia czy cokolwiek. Tak więc tego też nie kupuję.)

 

ale zupełnie nie zagrał mi tutaj Dawid. Z początku jego rozmowy z Gustawem wydawały się bardzo przekonujące i profesjonalne, ale im dalej w las, tym mniej to wszystko trzymało się kupy. Można zaistniały stan rzeczy oczywiście po części zwalić na ból głowy, przemęczenie, coraz mniejszą logikę następujących po sobie zdarzeń i towarzyszący im strach wymieszany z niepewnością i w rezultacie rodzący psychozę, a potem szaleństwo, ale Dawid występuje tu przede wszystkim w roli psychologa, a tę rolę w pewnym momencie zaczyna odgrywać zupełnie fatalnie. Nawet nie wiedząc jeszcze, że Gustaw nie żyje, zupełnie przestaje chłopca słuchać i próbować mu pomóc, czy zrozumieć. Później, kiedy już wyjaśnia się (no, powiedzmy, że się wyjaśnia) kim jest Gustaw, a wysłuchanie go i zrozumienie staje się sprawą kluczową w sposób oczywisty, bo chłopiec ewidentnie coś stara się mu przekazać, Dawid po prostu próbuje znowu gościa zabić i pozbyć się ciała, co nie ma wiele wspólnego z logiką, nawet jeśli przyjąć, że wywód o “gównianej sytuacji” Króla brzmi naturalnie – a do tego trzeba pewnej dozy życzliwości jednak, bo ich rozmowa powinna się toczyć w zupełnie inną stronę. W rezultacie dostajemy mało przekonujący finał z rozwiązaniem zagadki wyłożonym równie prosto i ładnie, jak płytki w łazience, a czytelnik zostaje z wrażeniem, że wszystko, co było wcześniej, z nieprzekonującą kreacją Dawida i jego nielogicznym zachowaniem na czele, miało służyć właśnie temu, by odwlekać pewne słowa Gustawa aż do końca, choć tak naprawdę mogło, a nawet powinno się to rozegrać dokładnie po myśli chłopca: “Sądziłem, że uda się nam załatwić to dzisiaj.”

Kolejna sprawa, że zupełnie nie wyłapałem też, o co dokładnie poszło z panią Miller. Jej słowa “akt przemocy” zdają się świadczyć, że wiedziała, iż Gustaw się nie zabił i nie miał wypadku, ale wylew, w kontekście całej sytuacji nie wyglądający na wypadek, zupełnie mi do niczego tutaj nie pasuje. Nie wiem też, dlaczego w obliczu morderstwa zadzwoniła akurat do terapeuty? Podobnie nie gra mi, że rzekomo chciała, jakoby Gustaw spotkał się z Dawidem, choć musiała już wiedzieć, że chłopak nie żyje. A jeśli to sam Gustaw wybrał Dawida jako narzędzie zemsty – na co nic nie wskazuje, wręcz przeciwnie – to dlaczego akurat jego? I czy na pewno taką wyznaczył mu rolę, czy może po prostu potrzebował się wygadać, a terapeuta sam się zapędził w kozi róg?

No i kim bądź czym w końcu stał się Gustaw?

Dużo pytań, za to brak satysfakcjonujących odpowiedzi i, niestety, nie mogę powiedzieć, że lektura mnie usatysfakcjonowała.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ech, Cień mnie zacytował, zanim zdążyłam napisać swoje. BTW, Cieniu, jak już mnie cytujesz, to mógłbyś zadbać o przecinki przy wołaczu. ;-p

Sorry, Winnetou, ale jestem na nie.

Właściwie z tych samych powodów, które już wyłuszczył mój przedpiśca. Za dużo w tym opowiadaniu niejasności, za bardzo nie wiem, o co chodzi. Dodam, że nie rozumiem, dlaczego pani Miller wrąbała znajomego w taką sprawę. Przecież nie mogła sądzić, że rozwiąże taki problem. Taki kłopotliwy trup to raczej nie jest domena psychologów, czy kim tam on właściwie jest (chyba nawet to nie zostało wyjaśnione).

Jak już wspominałam, zbyt wiele roboty zwalasz na barki czytelnika. Być może kryje się tu jakiś ciekawy pomysł, ale ja go w całej krasie nie zobaczyłam. Wiem za mało, aby zrekonstruować Twoją wizję.

Ale jak się pominie niedopowiedzenia, to całkiem dobry tekst.

Babska logika rządzi!

Plusy (na moje oko):

– klimat,

– “suche” zdania,

– ukazany w pigułce rozpad małżeństwa,

– bardzo autentyczne oddanie różnych smaczków związanych z psychoterapią (to, że pacjent siedzi niby terapeuta w gabinecie na kozetce – majstersztyk. Zawsze się zastanawiałam, czy to, że moja terapeutka tak zawsze siedzi w tym samym miejscu i czeka to jakaś metoda ogólna czy jej),

– pomysł i kreacja Gustawa,

– ostatnia scena.

 

Minusy (również na moje oko):

– oczywistość intrygi: wiedziałam o duchu od początku, a od zobaczenia Elizy za oknem znałam już finał,

– nielogiczne i nieautentyczne zachowania Dawida w drugiej części opowiadania,

– jego chodzenie po ludziach, nagabywanie o dokumenty itd. wydały mi się co najmniej dziwne – to psycholog, a nie detektyw z policji,

– umknął mi zupełnie związek rodziny Gustawa z rodziną Gormanów,

– popadanie w obłęd człowieka, który zna się na jego mechanizmie, mnie nie przekonało.

 

Moja opinia jest zbliżona do opinii Jose. Jestem zadowolona z lektury, ale nie zagrało mi w rozwinięciu fabuły sporo elementów, w związku z czym nie mogę dać tak i daję NIE. Ale atmosfera opowiadania naprawdę ma potencjał, chętnie poczytam więcej tekstów w takim klimacie :)

 

Na koniec jeszcze malutka łapanka:

 

– Bardzo śmieszne. Spróbuj zadzwonić jeszcze raz(+,) psycholu.

 

Zabawna historia, do opowiadania przy kominku.

 

– To twoja diagnoza(+,) doktorze?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nowa Fantastyka