- Opowiadanie: Dalibor - Zacząć od nowa

Zacząć od nowa

Może nie nazbyt wyszukane, ale od czegoś muszę zacząć.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zacząć od nowa

Pierwszy wrześniowy dyżur nocny nie zaczął się zgodnie z planem. Maćko siedział zgarbiony za biurkiem i z niedowierzaniem gapił się w raport.

– Dalibor Drulović – powiedział w końcu śpiewnym głosem, po czym zapisał nazwisko w protokole. – A więc mówicie, że żona wypiła grzańca, a zaraz potem rozebrała się do naga i wybiegła ze schroniska. – Drulović przytaknął, a starszy ratownik Maćko Mróz-Zimnica w tym samym czasie przygładził sumiastego wąsa. – I co było dalej?

– Dalje to biegla wzdłuż rijeki, direktno na Morsko Oko – odpowiedział koślawym polsko-chorwackim.

– To się zdarza, to się zdarza – pokiwał głową – grzaniec mają tam mocny.

– Da, ali…

– Tak, mówił mi to pan już dwa razy, ale jakoś ciężko mi uwierzyć. – Nagryzmolił coś drobnym maczkiem w protokole, a następnie przełożył pióro do lewej dłoni i uderzając nim rytmicznie w biurko streścił zeznanie Dalibora. – Dogonił ją pan nad jeziorem, ale wyrwała się panu z rąk i wbiegła do wody. – Chorwat tylko niecierpliwie mrugnął powiekami. – Zanurzyła się, a gdy dłuższą chwilę nie pojawiała się na powierzchni, wbiegł pan za nią i próbował ją wyciągnąć.

– Da, ali zamienila se w kamen. Ważiła z tonę i bila zimna niczim led. Vjerojatno… – wzruszył ramionami i pokazał dłonie, na których widniały nabrzmiałe pęcherze z płynem surowiczym.

– Chłystek zaraz opatrzy panu te odmrożenia. – Do pokoju wszedł głupawo uśmiechnięty młodzieniec z posturą konika polnego i włosami niczym cherubin. W ręku trzymał apteczkę.

– Ktoś was widział? – zapytał Maćko.

– Tylko ova baba z hostela. Taka gruba.

– Eliza, znaczy się – powiedział Ernest Chłystek, wyciągając z apteczki bandaż i jakieś niezidentyfikowane mazidło.

– Pojadę z nią pogadać. – Maćko wstał od biurka, chwycił z wieszaka czerwoną kamizelkę z wełnianą podbitką i wyszedł z pokoju. – Pan się stąd nie rusza, panie Drulović – rzucił jeszcze z korytarza, po czym trzasnął z hukiem drzwiami strażnicy.

 

Eliza przyglądała się, jak zdalnie sterowana wyciągarka wlokła na brzeg Morskiego Oka szary, lodowy posąg kobiety. W blasku księżyca wyglądał zmysłowo i monumentalnie.

– Całkiem ładna ta Chorwatka – powiedział Maćko, obejmując w pasie grube, ale nad wyraz jędrne ciało Elizy. – Następnym razem musisz bardziej uważać.

– Nadarzyła się okazja, więc chciałam załatwić od razu dwójkę. Skąd mogłam wiedzieć, że facet jest abstynentem? – Milczeli przez chwilę. – Mamy dopiero trzynastkę, a zamówili szesnaście sztuk – przerwała ciszę.

– Czternastkę – poprawił. – Chorwata też licz. Chłystek posmarował jego odmrożone dłonie masełkiem. Do rana „zamieni se w kamen” – zaśmiał się szyderczo, a następnie spojrzał w niebo w kierunku jasno świecącej Kapelli. – Kryształowi ludzie – wyszeptał. – Trochę mi ich żal.

– Przecież ich nie zabijamy – klepnęła go w ramię. – Przyprawa z grzańca zmienia ich na poziomie komórkowym. Nie będą nic pamiętać z obecnego życia.

– Tak, wiem. To podwaliny pod nową pozaziemską cywilizację. Może też zaczniemy od nowa? Są jeszcze dwa miejsca…

Koniec

Komentarze

Witaj, Daliborze :) 

 

Całkiem zgrabna i ciekawa opowiastka. A zakończenie zaskoczyło i uśmiechnęło. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Powiem tak. Nieco naciągana puenta moim zdaniem i dosyć zakręcona. Kosmici zamawiają szesnaście przypadkowych osób w celu wysłania ich na inną planetę? Nad Morskiem Okiem? I grzaniec lub specjalne mazidło zamienia ludzi w posągi kryształowe, które stracą pamięć, ale zaczną egzystować w nowym świecie jako podwaliny nowej cywilizacji? I to wszystko w Tatrach? Karkołomna to delikatne określenie dla fabuły.

Ale za to jest fajnie i obrazowo napisane! Na poziomie języka, stylu, warsztatu bardzo zacne dzieło. Piórem władasz z wielka wprawą Daliborze i daję klika przede wszystkim za poziom literacki tego szorta.

 

Edit. pokiwał głowąklepnęła go w ramię ​jako wtrącenia w wypowiedź powinny być wielką literą i po kropce.

Po przeczytaniu spalić monitor.

W sumie mr.maras lepiej ode mnie opisał moje odczucia po przeczytaniu tego tekstu, więc już nie będę dublował jego wpisu. tylko zwyczajnie kliknę na bibliotekę. :)

 

Acha – ​tytuł zgapiłeś z mojego starszego opka. Mój prawnik się z Tobą skontaktuje ;P

Sama fabuła jest taka… przeciętna, ale bardzo spodobały mi się dialogi z tym Chorwatem.

 

“Są jeszcze dwa miejsca…” – O! To mnie bardzo zaskoczyło, pozytywnie oczywiście :)

Jest tu jakiś pomysł, tematyka porwań przez obcych wygląda na ciekawą. Puenta może jakoś mocno nie uderzyła, ale wyszła zgrabnie :) Masz mego klika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Czytało się dobrze, choć jakiegoś szczególnego wrażenia ten szort nie zrobił.

 

Tyle ode mnie.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Już mr.maras zakwestionował sensowność szorta – podpiszę się pod jego wypowiedzią. Pod całością – bo faktycznie, fajnie napisane. A końcówka mile złagodziła okrucieństwo. Dlatego ostatni klik ode mnie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo fajne i dobrze napisane, faktycznie. Zakończenie też niezłe. To, co mi osobiście nasunęło wątpliwości, to te zmiany na poziomie komórkowym. Chyba wyobrażałem sobie Maćka i Elizę jako prostszych ludzi. Ciekawe, co dostali za deal z kosmitami…? :)

Dzięki za lekturę!

Dzięki wszystkim za uwagi i wskazówki. Za kliki również ;)

Majkubar – mam kilka pomysłów, jak zrobić z tego szorta historię trochę dłuższą niż 3 tysiące znaków, więc jeśli kiedyś wrócę do tego tekstu, to będę pamiętał, żeby delikatnie skupić się na negocjacjach górale-obcy.

Fabuła może rzeczywiście jest zbyt, jak to mr.maras ujął karkołomna, ale cieszy mnie fakt, że całość, mimo że przekombinowana, to literacko się broni.

Unfall – w kwestii tytułu, to wiesz… Może jednak się dogadamy ;)

To i ja dopiszę się do komentarza Marasa. Naciągana fabuła, ale za to bardzo fajny dialog z Chorwatem. Nadaje rzadkiego w konkursie smaczku.

Aż strach grzańca wypić…

Babska logika rządzi!

Najpierw pomysł – mój pokręcony mózg dorabia do niego od razu kosmitów-oszustów, którzy podstępem pozyskują okazy z odwiedzanych planet, ale Ciebie nie posądzam o paranoję ;). Właściwie, czego ci kosmici szukają? Z drugiej strony, zaczęłam się nad tym zastanawiać dopiero przeczytawszy komentarz mr.marasa – więc mnie przynajmniej przekonałeś.

 

A teraz będę się czepiać podle i okrutnie:

 Maćko siedział zgarbiony za biurkiem i z niedowierzaniem gapił się w raport.

– Dalibor Drulović – powiedział w końcu śpiewnym głosem

Tu jest zgrzyt – najpierw pokazujesz zmęczonego pracownika służb, co sugeruje, że będzie miał głos ochrypły, znużony, może monotonny – a potem mówisz, że ten głos był "śpiewny". Nie chodziło Ci aby o to, że nazwisko świadka jest melodyjne w brzmieniu? Czy może właśnie miał być taki kontrast?

 w tym samym czasie przygładził sumiastego wąsa

Przygładził sumiasty wąs (kogo, co przygładził? biernik).

 odpowiedział koślawym polsko-chorwackim.

Może lepiej by było "koślawą mieszanką polszczyzny z chorwackim"?

 następnie przełożył pióro do lewej dłoni i uderzając nim rytmicznie w biurko

To nie jest złe, ale mogłoby być lepsze – wyrzuciłabym "następnie" (to jasne, że nie może przekładać pióra z ręki do ręki, pisząc), może też zamieniłabym rytmiczne uderzanie na postukiwanie – jak Ci to brzmi?

 Chorwat tylko niecierpliwie mrugnął powiekami.

Mmm. Trochę to dziwne. Tak raz mrugnął? Zamrugał, może.

 widniały nabrzmiałe pęcherze z płynem surowiczym.

Ja napisałabym, że pokrywały je pęcherze nabrzmiałe surowiczym płynem.

 Chłystek zaraz opatrzy panu te odmrożenia. – Do pokoju wszedł głupawo uśmiechnięty młodzieniec z posturą konika polnego i włosami niczym cherubin.

W zasadzie lepiej by brzmiało "Chłystek zaraz panu opatrzy" – ale służby mundurowe tak właśnie mówią, więc w kontekście dobrze. Ale mógłbyś Chłystka opisać troszkę bardziej. W jakim sensie ma posturę "konika polnego"? Jest chudy, łokcie mu sterczą? Mały i ruchliwy? Zielony i skrzydlaty? Przy okazji – "młodzieniec o posturze konika polnego i włosach cherubina" (bo jego włosy cherubina nie przypominają – nie potrafią np. śpiewać "Hosanna!").

 wyciągając z apteczki bandaż i jakieś niezidentyfikowane mazidło.

Nie musisz mówić, że mazidło jest niezidentyfikowane, bo czytelnik i tak nie wie, co to, a Maćko (czemu on ma na imię Maćko, a nie Maciej?) wie. Lepiej je opisz. Dopóki słoiczek jest zamknięty, możesz opisać słoiczek (niech sugeruje działanie i pochodzenie leku – np. kolorem).

 przyglądała się, jak zdalnie sterowana wyciągarka wlokła

W języku polskim nie występuje consecutio temporum (jak w angielskim) – powinno być "przyglądała się, jak zdalnie sterowana wyciągarka wlecze".

 szary, lodowy posąg kobiety. W blasku księżyca wyglądał zmysłowo i monumentalnie.

Opis mógłby być lepszy (wszystko mogłoby być zrobione lepiej, jak powiedział Mark Twain) – a konkretnie dłuższy i bardziej obrazowy. Ja napisałabym coś takiego: "szary posąg. Światło księżyca ześlizgiwało się po jego krawędziach, wnikało pod powierzchnię, rozświetlając twarz kobiety." Ale to też da się jeszcze ulepszyć. Może coś potem wymyślę.

 obejmując w pasie grube, ale nad wyraz jędrne ciało Elizy

Trochę zgrzyt, chociaż rozumiem, jak może być takie i takie naraz. Ale mimo to.

 przerwała ciszę.

Niepotrzebne. To jasne z kontekstu.

 Chłystek posmarował jego odmrożone dłonie masełkiem.

Ciutkę niezręczne. "Chłystek posmarował mu odmrożenia masełkiem."

 zaśmiał się szyderczo, a następnie spojrzał w niebo w kierunku jasno świecącej Kapelli.

Znowu niepotrzebne "następnie". Mógłby spojrzeć od razu na Kapellę, może na Kapellę świecącą jasno na czarnym niebie.

 Przyprawa z grzańca zmienia ich na poziomie komórkowym. Nie będą nic pamiętać z obecnego życia.

The spice must flow! Czego kosmici potrzebują? Biomasy? Dusz? Gdybyś chciał to maleństwo rozwinąć, będziesz musiał odpowiedzieć na to pytanie.

 

Czyli tak – nie jest to hard SF, ale wewnętrznie spójne (na ile to możliwe w trzech tysiącach znaków). Myślę, że zacząłeś niezgorzej.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Czytało się fajnie, bo szort zabawny, tylko nie rozumiem, dlaczego ludzie zmieniali się w ważące tonę lodowe kamienie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Tarnina – wielkie dzięki za tak wnikliwą analizę :). Z większością uwag oczywiście się zgadzam. Sporo w moim tekście jest niedopowiedzeń, ale jakiekolwiek bardziej obrazowe ujęcie tematu skutecznie wykluczyłoby mnie z konkursu.

Może niepotrzebnie przy opowiadaniu pojawił się tag OBCY. Gdyby nie on, to pozostałoby większe pole do domysłów. Nigdzie przecież nie padło stwierdzenie, że zamówienie na posągi złożyli przybysze z obcej planety. Równie dobrze mogłaby to być jakaś ziemska agencja kosmiczna, która, zamiast powszechnego w sf terraformowania, dysponowałaby technologią umożliwiającą dostosowywanie ludzi do warunków panujących na danej planecie (nie wiem jak nazwać taki proces – może jakiś zbitek polsko-łaciński w stylu ‘homineformum’ byłby odpowiedni).

mówisz, że ten głos był "śpiewny". Nie chodziło Ci aby o to, że nazwisko świadka jest melodyjne w brzmieniu? Czy może właśnie miał być taki kontrast?

Tu bardziej chodziło mi o to, żeby już od pierwszej wypowiedzi Maćka pokazać, że jego głos jest melodyjny i przesiąknięty góralskimi naleciałościami, mimo że mówi w miarę czystą polszczyzną. Dlaczego Maćko? Tylko dlatego, by zabrzmiało po góralsku, jak Jaśko, Kaźko, Zbyszko itd.

Przygładził sumiasty wąs (kogo, co przygładził? biernik).

Jak najbardziej się zgadzam, ale tu z premedytacją użyłem “wąsa”. Miało zabrzmieć paździerzowo i potocznie.

Mmm. Trochę to dziwne. Tak raz mrugnął? Zamrugał, może.

Chodziło o gest potakiwania. Zamiast kiwać głową, po prostu chlapnął powiekami.

 

Resztę uwag przyjmuję z pokorą ;).

 

regulatorzy:

dlaczego ludzie zmieniali się w ważące tonę lodowe kamienie.

Efekt uboczny zmian na poziomie komórkowym :). Chociaż jeśli dobrze pokombinować, to można byłoby też znaleźć jakieś fizyczne wytłumaczenie np. ważyli tonę, żeby na planecie o niższej wartości przyspieszenia grawitacyjnego mieli taki sam ciężar jak na Ziemi (tylko nie wiem po co, może do czegoś byłoby to potrzebne ;)).

Szorciak spoko, nic mu nie brakuje, ręce ma, nogi ma, zabawny i porządnie napisany

 

@mr.maras z tym 'pokiwał głową' to bym polemizował lub się nie zgodził z Twoim zarzutem :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Całkiem, całkiem. Podobało się, chociaż specjalnie zachwycony nie byłem podczas czytania. Zrekompensowałeś mi to ostatnim zdaniem. :) Więc całościowo na plus.

Nowa Fantastyka